Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-03-2013, 17:32   #1
 
Pinhead's Avatar
 
[Traveller] - "Kosmiczne wojaże"

Nie ważne, czy masz lat 5, czy 35. Nie ważne, czy mieszkasz na pustynnej planecie pozbawionej wynalazków techniki, czy też w najbardziej futurystycznym miejscu we wszechświecie. Zawsze prezenty i nowe rzeczy cieszą równie mocno. Radość ze zdobycia nowej i do tego upragnionej rzeczy sprawia, że w człowieka wstępują nowe siły i poczucie wielkiej mocy i spełnienia.
Cieszą nas zarówno drobiazgi, jak i spełnione marzenia.
Nie trudno, więc sobie wyobrazić jak wielkie emocje i szczęście towarzyszyło grupie kosmicznych włóczęgów, którzy do tej pory tylko wycierali kąty na wszelkiej maści kosmicznych okrętach, gdy finalizowali transakcję kupna własnego statku.
Ich lśniące oczy, wpatrywały się łakomie w poszycie okrętu. Nie był to może najnowszy model prosto ze stoczni General Starcraft Company, ale był wystarczająco szybki, odpowiednio uzbrojony i opancerzy i posiadał sporą ładownię. Kajuty i mostek swoim designem może nie powalały na kolana, a poziom komfortu oscylował w granicach dopuszczalnych norm, ale przecież w życiu nie można mieć wszystkiego. Najważniejsze, że silnik i wszelkie systemy były w pełni sprawne, a sprzedawca dawał nawet dwuletnią gwarancję i zniżkę na ewentualny serwis.
Naprawdę nie było, więc na co narzekać. I też żaden z kosmicznych włóczęgów tego nie robił. Każdy z nich cieszył się z nowego nabytku, który nie tylko dawał im możliwość większych zarobków, ale przede wszystkim oferował całkowitą wolność i swobodę. A przecież nie ma nic bardziej cennego w całym wszechświecie.

Melete, planeta w układzie Leto, była miejscem, gdzie z wielką ochotą zmierzali wszyscy ludzie ceniący wolność, lubiący robić swobodnie interesy, a także ci którzy z różnych powodów nie przepadali za restrykcyjnym prawem i jego stróżami.
Melete zwana bywa często planetą bezprawia i siedliskiem zbrodni. Jest to nie tylko opinia krzywdząca, ale także zupełnie nieprawdziwa. Bywają, co prawda miejsca na Melete, gdzie rządzi przemoc i prawo silniejszego, ale są to odległe enklawy, ukryte albo w porzuconych miastach, albo dzikich ostępach. Większość państw i miast na Melete to całkowicie bezpieczne miejsca, gdzie bez obawy o własne życie można wyjść na ulicę. Prawo, bywa w wielu momentach bardzo mglistym pojęciem, ale to wymusza tylko na mieszkańcach konieczność wyrobienia umiejętności dbania o swoje interesy i łączenia się w zwarte i lojalne grupy.
To właśnie tutaj trafili szczęśliwi posiadacze nowego okrętu kosmicznego. Po krótkim oblataniu maszyny wybrali to miejsce, gdyż to właśnie tutaj najłatwiej można było trafić na pracodawcę lub ubić interes.

I faktycznie przybycie nowego okrętu do portu w Kalimax zostało szybko zauważone. Kilkakrotnie pojawiali się różni kupcy i handlowcy pytający o cenę przewozu towarów, kilka osób chciało nawet wynająć okręt i załogę na dłużej, ale wszystko to mimo, że było bardzo obiecujące jednak żadna z ofert nie mogła zostać sfinalizowana od razu. Po omówieniu wstępnych warunków współpracy nie pozostawało nic innego, jak czekać. Albo na jakąś natychmiastową ofertę lub powrót wcześniej zainteresowanych klientów.

Był wczesny wieczór. Powietrze był ciepłe i bardzo wilgotne. Typowy letni wieczór na Melete. Załoga “Bachusa” wracała właśnie z baru, gdy zauważyli, że przy trapie stoi wysoki postawny mężczyzna.
Na widok zbliżającej się grupy ukłonił się ze szlachecką swadą i rzekł.
- Czy to Państwo są właścicielami tego oto okrętu? Słyszałem, że można go wynająć. Jeżeli to prawda, to chciałbym omówić szczegóły naszej współpracy.

Tajemniczy kontrahent został zaproszony na pokład do małej sali konferencyjnej, gdzie domyślnie miały się odbywać odprawy załogi, gdyż statek ten został zaprojektowany jako wojskowy okręt wsparcia.
Mężczyzna ubrany w prosty, czarny uniform bez zbędnych wstępów przeszedł do sedna sprawy.
- Nazywam się Ian Westerthorn. Chciałbym wynająć wasz okręt i zlecić wam pewną z zasady prostą misję. Dobrze zapłacę - zaznaczył wyraźnie akcentując słowa. - Misja jest prosta, ale wymaga dyskrecji i ostrożności. Chciałbym, abyście udali się na jeden z księżyców Huntar, dokładnie na Oolesion. O celu waszej podróży nie może wiedzieć nikt poza wami. W razie jakichkolwiek kontroli musicie podać zupełnie inny port docelowy. Na Oolesion znajduje się kilka opuszczonych kopalni. Gdy dobijemy targu, podam wam dokładne namiary. Tam o określonej porze będzie czekał na was pewien człowiek. Odbierzecie go i zabierzecie w miejsce, które wam wyznaczy. Proponuję 250.000 Kredytów. Pięćdziesiąt teraz w formie zaliczki, a resztę wypłaci wam już was pasażer. Jedyna trudność tej misji polega na fakcie, że człowiek ten ukrywa się od jakiegoś czasu i nadal chce, by nikt nie wiedział o miejscu jego pobytu. Dlatego też wymagana jest dyskrecja i ostrożność.

Zadanie wyglądało na proste i choć jasne było, że to jakaś szemrana sprawa ocierająca się pewnie o konflikt z prawem, to suma jaką zaproponował ich kontrahent była na tyle kusząca, że trudno było ją odrzucić.
Tożsamość pasażera i jego ewentualnie wrogowie nie byli jednak, jak twierdził Westerthorn, jedyna trudnością w tej misji. Zarówno Huntar, jak i jego satelita Oolesion znajdowały się na granicy strefy działań wojennych. Na szczęście ostatnie informacje mówiły o tym, że konflikt zdecydowanie stracił na sile, a obie strony dopiero przygotowywały nowe ofensywy.

Po krótkich negocjacjach załoga “Bachusa” wymieniła uściski dłoni z Westerthornem i przyjęła zaliczkę. Teraz nie pozostawało nic innego, jak przygotować okręt i wyruszyć na spotkanie z tajemniczym pasażerem.
Bezkres kosmosu czekał na nich, a wraz z nim wielka przygoda.
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 21-03-2013 o 00:35.
Pinhead jest offline  
Stary 21-03-2013, 14:41   #2
 
Nergala's Avatar
 
Złote tęczówki na tle czarnych białek ocznych. Wachlarz długich rzęs. Jasne plamki na niebieskiej, gładkiej skórze. Burza czarnych loków, sięgających za łopatki. To pierwsze rzeczy, które zapamiętuje nowy kontrahent Alt’Aayi Rihili. Przedsiębiorcza, młoda maklerka i początkująca dyplomatka, jedna z wielu na jej rodzimej planecie. Planecie egzotycznej, gorącej i malowniczej w swój unikalny sposób. Miejscu, gdzie można sprzedać i kupić niemal wszystko bez dodatkowych kłopotów czy marży. Urok Vierry. Pomimo monotonnych lat spędzonych na nauce, pod surowym okiem Matek, nadal kochała tą planetę. I ciężko jej było ją opuścić, mimo wszelkich zaprzeczeń. Jednak to, co oferował kosmos było nie do odrzucenia. Pozostawiwszy za sobą całkiem bezpieczny dom(oh, nie obeszło się od mrożących krew w żyłach, nielegalnych transakcji czy zawistnych klientów, ale…) ruszyła na spotkanie z nowymi światami.
*~*~*
Doczekała się własnego statku. No, nie do końca jej. Nowy nabytek dzieliła z czwórką znanych jej mężczyzn, ale fakt, że jest współwłaścicielką naprawdę ją uskrzydlił. „Bachus” jak go nazwali, może nie był najnowszym modelem. Może nawet w ogóle nie był nowy, ale był! Czterystu tonowy metalowy okręt kosmiczny typu „Barakuda”, zwolniony z wojskowej służby, był ich własnością. Wnętrze nie zachwycało elegancją ani wygodą. Czego można było się spodziewać po statkach militarnych? Zająwszy jedną z kajut zabrała się za jej urządzenie. Pierwsze, co zrobiła, to ustawienie zdjęcia z Vierry. Sentyment pozostanie, nie zmieni tego.
Podkręcenie temperatury w pokoju, było na drugim miejscu. Nie lubiła chłodu i szybko marzła, co wyprowadzało ją z równowagi. A przecież trzeba być zawsze uprzejmym dla innych. Zapełnienie garderoby, kilka kosmetycznych zabiegów upiększenia szarego pomieszczenia, zmiana koloru i natężenia światła… Gotowe. Fioletowa, aksamitna poduszeczka, na której spoczywała zdobiona, delikatna fajka leżała przy łóżku.

Gdy wracali z baru czekał na nich pierwszy klient. Ludzki mężczyzna, w prostym, czarnym uniformie i z firmowym uśmiechem na ustach. Ian Westerthorn, tak im się przedstawił. Bez zbędnego wprowadzenia przeszedł do rzeczy. Prosty plan, trudne wykonanie jak to zwykle bywa. Wyprawa na jeden z księżyców Huntar wiązała się z pewnym niebezpieczeństwem. Delikatny przypływ adrenaliny rozjaśnił nieco błękitne plamki na jej ciele. Strefa konfliktu nieco ucichła, więc powinni się spieszyć, zanim strony waśni ponownie przejdą do działań wojennych w tamtych okolicach. Pozyskanie wiarygodnego alibi dla ich podróży również było zadaniem priorytetowym. Dyskrecja w zawodzie handlarza, tym bardziej przemytnika była cennym zasobem, który procentował zaufaniem klienta i rozszerzeniem siatki kontaktów. Nie mogli spartaczyć tego zamówienia. Nie mogli też nadużywać cierpliwości i dobrej woli pana Westerthorn’a. Po zaakceptowaniu jego propozycji i przyjaznej wymianie uścisków dłoni (nigdy nie rozumiała tego zachowania u ludzi) przyszedł czas na dokładne rozplanowanie działania już z towarzyszami. I będzie musiała zająć się wystrojem pokoju odpraw. Definitywnie parę rzeczy tu pozmienia.
– Cel znamy. Sytuacja pomiędzy Hekta i Oranią przycichła, więc możemy to wykorzystać. W razie czego celnikom powiemy, że lecimy na spotkanie handlowe. Ewentualne wyjaśnienia zostawcie mi. – jej głos był melodyjny i ciepły. Z łagodnym uśmiechem puściła oczko reszcie. – Sprawdzenie kondycji statku, zapasów i reszty technicznych rzeczy zostawiam wam… Moja wiedza na ten temat jest zerowa… – Rozsiadła się wygodniej na skórzanym, nieco zużytym już krześle. Trzeba zmienić wyposarzenie tego pomieszczenia. Komfort rozmowy z klientem jest ważny, a w takich warunkach ciężko go osiągnąć…
 
__________________
Sore wa... Himitsu desu ^_~
Nergala jest offline  
Stary 25-03-2013, 00:16   #3
 
Dhratlach's Avatar
 
Cichy dźwięk kroków na wilgotnej metalowej nawierzchni zdawał się nie opuszczać przestrzeni zaledwie kilku metrów od odzianej w czerń i ciemną zieleń postaci o posturze wysokiego Solomańczyka. Ciemne, piwne, wchodzące w czerń oczy spoglądały z obojętnością i determinacją na otaczający go krajobraz betonu i stali portu. Krótkie czarne włosy układały się nieposłusznie na sztucznym powiewie powietrza z klimatyzacji, a dłoń ukryta w czarnej, skórzanej rękawicy pewnie spoczywała na pistolecie u pasa. Chociaż większość widziała by w nim najemnika, lub innego uzbrojonego włóczęgę kosmosu, tylko nieliczni wiedzieli prawdę o jego całkiem niedawnym zawodzie. Kieszenie i przegrody wojskowej kurtki taktycznej były zapełnione, przewieszony przez ramię karabin szturmowy wesoło podrygiwał z krokiem, a kord u pasa zawadiacko układał się pod dłoń.

* ** *** ** *

Nie wytrzymał długo na powierzchni, chociaż planował się osiedlić, odpocząć od tego wszystkiego ciągle było mu mało. Nie potrafił sobie przypomnieć słów starej Solomańskiej pieśni i jedynie ten wers tkwił mu w pamięci, jakże ironicznie współgrając z jego aktualną sytuacją: „Marynarzu, marynarzu, taka to już twa natura, że nic nie jest w stanie Ciebie zmienić w lądowego szczura...”. Mijał właśnie czwarty miesiąc od jego dobrowolnego odejścia na emeryturę i prawdę mówiąc, już po miesiącu miał jej dość. Nie minęło długo, a kontaktował się z kamratami i towarzyszami szukając wspólników do zakupu nowego, lepszego statku.

Teraz był tutaj, w drodze do baru gdzie mieli opijać szczęśliwie udany zakup. Nie obeszło się bez pociągania za sznurki w paru miejscach i prowadzeniu ‘twardszych’ negocjacji w innych, ale cóż, „Bachus” był ich i to się liczyło. Aaya, spisała się zgodnie z oczekiwaniami, ha! Cholerna dyplomatka, ale właśnie dlatego była pierwszą z osób z którymi postanowiłem się skontaktować. Zawsze potrafiła postawić na swoim, w taki czy inny sposób, a handlarz zawsze się przyda. Tym bardziej po tym, jak dostąpiła tytułu szlacheckiego... Takie, podobne i bardziej frywolne myśli przemykały przez umysł Solomańczyka kiedy dojrzał bar w którym wszyscy powinni już czekać. On sam, niedawno, przepraszał za konieczność odstąpienia od stołu. O interesy trzeba dbać.

* ** *** ** *

Parszywy szczur skrył się gdzieś tutaj. Tak przynajmniej uważały sieroty i żebracy zamieszkujący okolicę, o posmarowanym funkcjonariuszu nie wspominając. Łajdak, złamał kodeks okrętowy. Nikt nie opuszcza załogi, dopóki wszyscy nie zbiorą dwustu tysięcy kredytów. Ponoć uszedł do dziewczyny, to nie istotne. Gdyby poczekał, jeszcze z rok, trzy, to przy dobrych wiatrach mógłby odejść, a tak przyjdzie mu zapłacić cenę. Emeryt go ścigał. Zarówno z przyczyn osobistych jak i honorowych. Był jego kamratem, pokazał mu jak żyć, przygarnął go na pokład, a szczur złamał zasady. Tak, był wściekły, podobnie jak była wściekła jego dawna protegowana i zastępczyni na „Meduzie” i nie ważne było, że pewnie wysłała swoich chłopców by go dorwać. Emeryt był na tropie i zamierzał go dorwać pierwszy.

Jednak szczur miał szczęście. Nie było go w porcie i nikt nie widział, żeby go opuszczał. Musiał zabrać się na gapę na jakimś okręcie. W ciągu ostatnich czterech godzin pięć statków wyruszyło w gwiazdy, dwa w układ, trzy w przestrzeń na sąsiednie sektory. Dzisiaj uciekł, ale w końcu go dorwie. Massul nigdy się nie poddaje kiedy włoży w to swoje serce, a Lausse Mandhras choć jeszcze na wolności, był już praktycznie skuty i odstawiony na „Meduzę”...

* ** *** ** *

Kiedy ich zgarnął obcy człowiek sprzed baru zastanawiał się czy go nie sprzątnąć. Pewnie nawet by to zrobił, jednak nie miał tego przeczucia co bywał mieć. Dłoń nadal spoczywała nieśmiertelnie na pistolecie. Tylko ta twarz... Bałby sobie rękę uciąć, że skądś znał to imię, tą twarz kiedy się człowiek przedstawił. Jeżeli rzeczywiście się znali, nie zdradził tego, ale bądźmy szczerzy przed Stwórcą: nikt tak po prostu nie podchodzi z tak delikatną sprawą do pierwszego lepszego statku. Odmówić nie mógł, to była stosunkowo pestka w porównaniu z tym co dane mu było robić wcześniej, a uciekinier miał swoją wartość. Kto wie, przy odrobinie szczęścia mógłby stać się cennym kontaktem.

Nieznaczny uśmiech zawitał na jego ustach kiedy przemówiła Aaya. To było przewidywalne patrząc na jej dyplomatyczno-handlowe korzenie i nie miał jej tego za złe, wręcz przeciwnie. Lubił kobiety z żyłką do biznesu, o ile tylko znały swoje miejsce...
- "Jeżeli to co się dzieje na statku i poza sferą handlu pada pod moją komendę, nie mam nic przeciwko temu, żebyś rozmawiała z tymi wszystkimi nadętymi bufonami i służbistami." – Powiedział stanowczo, posyłając jej spojrzenie mówiące jasno co myśli o nadmienionych osobnikach. Nie istotne było, że formalnie była jedną z nich, dla niego nadal była tą samą paserką którą poznał lata temu. Paserką, którą dane mu było poznać nader dobrze.
- "Nawet preferuje Ciebie moja droga w tej roli. Łatwiej będzie im uwierzyć szlachciance niż staremu wilkowi przestrzeni jak ja.." – zaśmiał się rozbawiony. Tak, już to widział... – "Tylko nie upieraj się przy dyplomacji kiedy powiem, że pora znikać z działami świecącymi na czerwono, nie ważne czy w przestrzeni czy z oparciem pod nogami.Mam do tego nosa i dobrze o tym wiesz. Poza tym, nie przystoi kobiecie przewodzić..." – powiedział z uśmiechem widocznie rozbawiony perspektywą kolejnej potyczki, lecz czy aby na pewno?
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"
Dhratlach jest offline  
Stary 25-03-2013, 11:36   #4
 
Pan Błysk's Avatar
 
Łagodna melodia płynęła z głośników pogrążając Havilanda w refleksyjnym nastroju. Uniósł do ust kamionkowy kubek i rozkoszował się przez chwilę aromatem doskonałego trunku. Niewielki strumyk złocistego nektaru popłynął wzdłuż języka, jego bogaty smak sprawiał, że Haviland z nostalgią wspominał dom.

Odstawił trunek i skupił myśli na bardziej przyziemnych sprawach. Zlecenie które otrzymali wydawało się proste, może nawet zbyt proste jak na takie honorarium. Mogło się za tym kryć trochę więcej niż mówił klient, jednak wierzył w umiejętności ludzi z którymi się związał. Na pozór mogło się wydawać, że to przypadkowa zbieranina kosmicznych wagabundów. Jednak tworzyli całkiem nieźle dobrany zespół. Cóż, czas pokaże jak dobrze się dopełniają.

Muzyka zmieniła się a wraz z nią nastrój i myśli Havilanda. Zabrał się do pracy, miał na statku dość proste zadanie. Musiał tylko zadbać aby załoga żyła i cieszyła się dobrym zdrowiem. Doprawdy nic trudnego, nie dla tych którzy pochodzili z Namor.

Rozłożył przed sobą na pulpicie dokumentację medyczną załogi. Im szybciej w końcu zapamięta te dane tym lepiej będzie mógł w przyszłości zadbać o swoich pacjentów nie tracąc cennego czasu.

En!o Nnga Aru. “Jak to się w ogóle wymawia?” Zaciekawił go ten Otakianin, jego zwiększona niepodatność na pewne substancje chemiczne wykluczała standardowe środki znieczulające, a znając Massula alternatywą będzie “kolbą w łeb”. Zapowiada się doprawdy ciekawie
 
Pan Błysk jest offline  
Stary 26-03-2013, 22:09   #5
 
Quelnatham's Avatar
 
Pierwsze kroki na nowym statku. Dreszcz zadowolenia. Spełnione marzenia. Własny statek, nie ważne nawet z kim i w jaki sposób dzielony, dawał niezmierzone możliwości dalekich wędrówek, podróży i odkryć.

To liczyło się dla En!o gdy przechadzał się wąskimi korytarzami o wysłużonej podłodze. Był niewysokim człowiekiem o wątłej budowie zdradzającej młodość spędzoną w miejscu o małym przyśpieszeniu grawitacyjnym. Ciemne, wełniste włosy przykrywały głowę o ciemnej skórze i zielonych oczach. Wypłowiałe ubranie kiedyś musiały mieć kolor khaki. Kurtka na lewej piersi miała nadruk "Fundacja Axa, Otak" i logo przedstawiające trzy różnobarwne planety krążące wokół gwiazdy.

Od kiedy odszedł z sekcji zwiadowczej jego jedynym celem było zdobycie statku. Jego plany nie wybiegały poza ten punkt. Wiedział, że nie było to potrzebne. Gdy ma się czym przemierzać próżnię wszystko zaczyna układać się samo. Tak właśnie stało się teraz, praca sama przyszła do nich w postaci Iana Westerhorna. Zastanawiał się jak pójdzie im pierwsze wspólne zadanie. Oczywiście, był też ciekaw co to za tajemnicza sprawa, ale płaca była dość dobra, a najważniejsza sama podróż.
 
Quelnatham jest offline  
Stary 29-03-2013, 23:58   #6
 
Betterman's Avatar
 
Skrzywił się niechętnie, słysząc przemowę Ben'Thara, ale zaczekał z komentarzem na reakcję Alt'Aayi. W sumie ona lepiej znała podstarzałego pirata i na pewno miała w zanadrzu więcej sposobów na ataki wybujałej ambicji. Przynajmniej takich, które przy odrobinie szczęścia nie psują nastroju postronnym ani nie prowadzą do gruntownego sprzątania. Zresztą to właśnie do niej skierowane były najbardziej aroganckie słowa.
Te cisnące się na usta Troyowi mimo wszystko mogły w takim dniu chwilę zaczekać. Co wcale nie znaczyło, że próbował ukryć satysfakcję, kiedy Alt'Aaya prychnęła cicho i zmrużyła oczy.
– Vierra rządzona jest przez same kobiety - mruknęła gniewnie. - I jakoś od wieków sobie dobrze radzi.
- A na tej krypie póki co tylu jest kapitanów, ilu właścicieli – dorzucił ostro z jeszcze mocniejszym niż zwykle akcentem. Potem jednak złagodził ton i nawet błysnął w uśmiechu zębami. – Gdybym lubił chodzić na sznurku, zostałbym we flocie i dalej grzał z sześćdziesiątkidziewiątki do twoich koleżków po fachu.

Zatrzymał służbowe łachy, bo były naprawdę solidne i całkiem praktyczne. Ale w tym, jak je teraz nosił, tęsknoty za niedawną przeszłością mógłby dopatrzyć się chyba tylko ślepiec. Roboczy kombinezon z nazwiskiem na piersi, pozbawiony rękawów i rozchełstany do pasa, doprowadziłby do wściekłości albo rozpaczy większość oficerów i każdego służbistę. Tym bardziej, że odsłonięte części Troya Barretta zdawały się być jawną kpiną z wojskowego drylu. Barbarzyńskie ponad wszelką wątpliwość wzory na muskularnych ramionach i przy lewym oku przypominały o jego pochodzeniu, jeszcze zanim się odezwał, jeżeli wcześniej nie zrobiło tego paskudne, rzeźnickie ostrze, z którym praktycznie się nie rozstawał. Zwykle umocowane na plecach – rękojeścią w dół – albo przy nodze. Do tego pęczek różnorodnych drobiazgów pobrzękujący na szerokiej klacie, tu i ówdzie jakaś barwna oznaka bezwzględnego przywiązania do osobistej swobody. Wciąż jeszcze równo przystrzyżone włosy, ale kilkudniowy już zarost. I wreszcie ten bezczelny, dziki uśmiech, który właściwie nie schodził Troyowi z twarzy, odkąd silniki Barakudy obudziła pierwsza procedura testowa.
Przy oględzinach używanego statku, zwłaszcza z militarną przeszłością, dla własnego dobra lepiej nie ulegać emocjom. Ale w takiej chwili trudno zachować obojętność. Przyłożył wtedy dłoń do grodzi, chociaż i bez tego wyraźnie poczuł głębokie wibracje, ożywiające całą konstrukcję, i zaśmiał się radośnie.
Przez cztery długie lata bliźniacze wnętrza bojowych jednostek niewiele różniły się dla niego od wojskowego karceru, którego wspomnienie na całe życie zabrał ze swej rodzinnej planety. Ale teraz, kiedy uwolnił się od wrzeszczących durniów i ich głupich zasad, od kar i rozkazów, poczuł się na pokładzie wysłużonej Barakudy jak w domu.
Lepiej niż w domu.
Przez chwilę po prostu napawał się tym uczuciem. Potem wspiął się na pokład bojowy, żeby przymierzyć tyłek do siedzisk i zapuścić próbnie obie wieżyczki. Obstukał dokładnie chłodnice, posprawdzał przewody, zawory i spusty, zajrzał we wszystkie miejsca, w które zajrzeć koniecznie trzeba i kilka takich, w które nie wypada. A później, zadowolony z oględzin, poszedł zwiedzać.

Przypadła mu kajuta, z której wszędzie poza kuchnią było daleko, z czego na tak małym statku w gruncie rzeczy trzeba było się cieszyć. W dodatku wyposażona w kanapę, co miało z kolei tę zaletę, że sponiewierany płócienny worek ze skromnym dobytkiem, karabin i sam Troy Barrett od samego początku mogli leżeć na miękkim i nawzajem w ogóle sobie nie przeszkadzać.
Nawet jeśli na to leżenie nie było ani zbyt wiele czasu, ani ochoty.
 
Betterman jest offline  
Stary 30-03-2013, 01:24   #7
 
Dhratlach's Avatar
 
Ben'Thar się śmiał, śmiał jak nie śmiał się przez pewien czas. Tak, brakowało mu Aayi i tych drobnych gierek które prowadzili, tylko młodzik musiał wtrącić swoje cztery grosze, a już takie małe przekomarzanie i dogryzki się szykowały...
- Szeregowy spocznij! - powiedział z uśmiechem wyraźnie rozbawiony, chociaż znajdował temperament młodego jako niepokojący - Wiesz dobrze, że w tym zawodzie nie ma jakiś wielkich przyjaźni, więc możesz spokojnie śpieszyć i wybić mojej drogiej Meduzie konkurencję!

W takich momentach jak ten Massul, zastanawiał się po jaką cholerę przedstawiał Aayi młodzika jako potencjalnego goryla... Co się stało to się nie odstanie. Mógł mieć tylko nadzieję, że nieokrzesanie młodego nie narazi całej załogi i okrętu na niebezpieczeństwo. Stracił zbyt wielu towarzyszy w swoim życiu, zbyt wielu przez ego, głupotę i nierozwagę jednostek. Tak, czuł że raz jeszcze dzisiejszego dnia będzie mu dane wypić za tych co odeszli.
- Wybaczcie, ale obowiązki wzywają. - Klasyczna wymówka powiedziana poważnie kiedy wstawał od stołu posyłając Aayi tylko to jedno krótkie spojrzenie. Cóż, zmieniła się w ciągu tych ostatnich dwóch lat kiedy ją ostatnio widział. Na wpół świadom wyjmował fajkę kiedy krok niósł go w kierunku wyjścia, a następnie do kajuty wykonując krótki gest odganiający.


- Jak chcesz szlachetna pani... wspomnij tylko Maneven'ren. - powiedział spokojnie nawet nie odwracając się, bardziej do siebie niż do kogokolwiek zgromadzonego w sali odpraw. Musiał zapalić, chciał. Ta podróż, mogła być trudniejsza niż myślał, o tęsknocie za Meduzą nie wspominając. Ten okręt, nie ważne jak piękny, nie był jeszcze domem.
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"
Dhratlach jest offline  
Stary 02-04-2013, 19:20   #8
 
Pinhead's Avatar
 
Nie robili specjalnych przygotowań. Zapasy jedzenia nadal znajdowały się w magazynie. Mieli też broń i amunicję. Paliwo też w zasadzie było zapewnione w stu procentach. Tych kilka lotów testowych nie spowodowało jakiś wyraźnych braków w ich rezerwie.

Już pierwsza narada na nowo dała znać, że mimo deklarowanej przyjaźni i zaufania, gdzieś w ich relacjach nadal dominuje rywalizacja. Każdy z nich miał taki sam procentowy udział w okręcie, więc i każdy z nich mógł w takim samym stopniu decydować o losie okrętu.
Problem przywództwa często pojawiał się na okrętach, które miały kilku właścicieli. Przeważnie jednak decydowana się na jakiś kompromis i wybierano na przywódcę kogoś, kto miał największe doświadczenie i umiejętności. Zdarzały się w kosmosie jednostki, które były dowodzone przez różne rady, czy też triumwiraty, ale jak pokazywała praktyka najlepiej sprawdzało się przywództwo jedno osobę. W momencie kryzysu, bądź sytuacji zagrożenia o wiele łatwiej było wyjść z kłopotów, jeżeli odpowiedzialność spoczywała na barkach jednego człowieka.

W ich przypadku wychodziło na to, że będą musieli ten kompromis wypracować. Zanim uzbierali pieniądze na zakup “Bachusa” nikt nie myślał o takich drobiazgach, które jak się szybko okazało mogły mieć duże znaczenie.

Następnego dnia silniki “Bachusa” ożyły i statek opuścił bezpieczny port w Kalimax na Melete.
Wyjście z orbity planety przebiegło bez zakłóceń i kłopotów. Potężne wodorowe silniki pozwoliły szybko wejść w przestrzeń i skierować się ku celowi wyprawy.

Szybki raport komputera pokładowego wykazał, że Abzu, największa gwiazda układu jest teraz w dość spokojnej fazie i jego promieniowanie nie wpływa niekorzystanie na pracę przyrządów i instrumentów nawigacyjnych.
“Bachus” pokonywał kolejne lata świetlne i zbliżał się do wyznaczonego przez kontrahenta celu. Załoga była w gotowości, gdy tylko komputer pokładowy ogłosił, że statek zbliża się do Huntara.

Po drodze mijali konwój kupiecki, który wracał właśnie z tej planety. Dowódca konwoju uprzejmie poinformował, że oficjalne komunikaty na temat ruchów wojennych Oranian, a Hektan nie są do końca precyzyjne i prawdziwe.
Konwój napotkał kilkanaście okrętów zwiadowczych Hetan oraz dwa potężne krążowniki orbitujące w pobliżu Huntara.
Całość wyglądała ponoć, jakby na powierzchni Huntara bądź jednego z jego księżyców przeprowadzana była jakaś operacja specjalna. Huntar jest oficjalnie planeta neutralną i nie bierze udziału w konflikcie, ale z uwagi na dość specyficzne warunki klimatyczne i powierzchniowe, często jest wykorzystywany przez obie armie jako poligon.

Dzięki tej informacji oraz odpowiedniemu nastawieniu sensorów, załoga “Bachusa” w porę dostrzegła okręt eskorty typu “Gazella”.
Orbitował on spokojnie wokół księżyca Oolesion. Na dodatek nie udało się zauważyć żadnych oznaczeń mogących wskazać lub podpowiedzieć do kogo należy ów statek.
Według komputera mógł to być zarówno zakamuflowany okręt wojskowy, jak i piracka krypa.
Misja “Bachusa” zaczęła się komplikować już na samym początku.
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany
Pinhead jest offline  
Stary 04-04-2013, 18:07   #9
 
Quelnatham's Avatar
 
Kiedy tylko zauważył statek typu Gazella, pilot En!o podjął decyzję o zwołaniu natychmiastowego spotkania wszystkich członków załogi.
Haviland, oderwany od pracy, był nie w humorze do narad pseudowojennych, jednak przyszedł, by pokazać innym, iż zależy mu na integracji. - O co chodzi? - zapytał bezceremonialnie od drzwi.
- Jakiś statek krąży wokół księżyca. Okręt eskorty typu gazella... Tak mówią sensory. Bez oznaczeń-odpowiedział pilot.
Massul spojrzał na zwiadowcę, potem na medyka. Sięgając po podręczny komputer wprowadził komendę rozkazującą AI odnalezienie okrętu eskortowego typu Gazellę i mu podobnych, oraz wskazanie na słabe punkty w konstrukcji, oraz specyfikacje i plany techniczne. Cierpliwie czekał, aż skończą szczekotać samemu przyglądając się okrętowi z siedzenia astrogatora.
- Gazela? Nic mi to nie mówi, zapominasz chyba, że nie jestem obeznany ze statkami. - Medyk zrobił minę niedwuznacznie sugerującą, że tak naprawdę to nie powinni go byli nawet fatygować do podejmowania tej decyzji.
- Nie chciałem, by czuł się pan wykluczony, profesorze -En!o nie poznał bliżej lekarza.

- Szczerze... ten okręt jest większy i silniejszy od naszego, ale niekoniecznie szybszy. Przy odrobinie szczęścia może uda nam się ukryć w jednym z kraterów. Nie wiemy do kogo należy, co tam robi, ani jakie są jego priorytety - powiedział Ben’Thar, rozglądając się po zebranych.
W tym czasie Haviland zajął miejsce w najwygodniejszym fotelu i przysłuchiwał się dalej wymianie zdań.
- Też jestem za zejściem na powierzchnię. Może nie będzie nami zainteresowany... Może uda się, żeby nas nie zauważyli-zwiadowca wygłosił zza sterów swój pogląd.-Zresztą nie mamy innego sposobu na pozostanie niezauważonymi.
- Zróbmy tak... Zbliżymy się do orbity, jeżeli będzie możliwość niespostrzeżonego zejścia na powierzchnię, ukrycia się przed Gazellą, zrobimy to. Jeżeli nas zauważą i zatrzymają... - Pirat spojrzał w tym momencie kątem oka na Aayę, a kącik jego ust lekko uniósł się ku górze - ...panienka Rihili zajamie się ‘dyplomacją’, sugeruje skorzystać z przywilejów. Możemy lecieć w handlu poza księżyc, lub jako eskorta szlachty. Jak wszystko pójdzie dobrze, zabierzemy człowieka promem.

Aaya przysłuchiwała się rozmowie w milczeniu. Po słowach pirata cmoknęła cicho.- Wtrącę nico się w ten plan. Co prawda nie jest zły, ale... Nie jestem może ekspertem od łowiectwa, ale nasz zacny “Bachus” mógłby służyć nam w tym momencie za wabik i odciągnąć uwagę tamtego okrętu od promu, który zszedł by na księżyc...
- A kto miałby “zejść”? - Haviland podkreślił to słowo tak by zabrzmiało dwuznacznie. Psychologia była jedną z dziedzin nauki które studiował z wielką przyjemnością i lubił obserwować, jaki efekt wywierają takie drobne gry słowne.
- Ryzyko jest zbyt duże, Gazella przewyższa nas siłą ognia i zasobem ludzkim. Na okrętach tego typu zwyczajowe jest przetrzymywanie jednego lub dwóch promów zdatnych do abordażu. Kiedy zorientowaliby się, że jesteśmy wabikiem wysłaliby prom wyszkolonych ludzi za promem. Co innego, wykorzystać Bachusa jako tarczę, ale zniszczenia byłyby nieopłacalne. Poza tym, czy nie mamy być incognito? Poza tym... - przerwał na chwilę Massul patrząc w pustkę kosmiczną przed nim na której tle rysował się księżyc i Gazella, zdawał się nie słyszeć słów medyka - ...istnieje ryzyko, że mogą szukać tego samego człowieka co my... Mamy tylko dwa miejsca w promie. En!o jest potrzebny jako pilot, Aaya jako dyplomatka, Troy... działowy. Obawiam się, że tylko ja zostaję.
-Nie trzeba zakładać od razu, że będą agresywni... Ale rzeczywiście ta misja miała być tajna-zwiadowca odpowiedział na lęki pirata.
- Zgodzę się z En!o. Nie muszą być agresywni. Odpowiednia rozmowa, argumenty mogą ułatwić nam sytuację. Zresztą, tak jak powiedziałeś, mogę użyć swojego statusu... - dodała już mniej energicznie Aaya.

Paranoja Massula zaczęła udzielać się reszcie załogi. To nie był dobry znak. W końcu to mógł być po prostu zwykły statek patrolujący ten teren by utrzymać jako taki spokój w sektorze. Myślał Haviland.
- Ben’Thar, po tej naradzie powinieneś zgłosić się do mnie na okresowe badania. Nie jesteś już najmłodszy i wiesz zapewne, jak ważne jest zachować cię w dobrej formie.
- Na zimne zawsze lepiej dmuchać. Założyć, że sytuacja może obrać bardzo niekorzystny tor i przygotować się na niego. Tylko i wyłącznie dlatego jeszcze żyję... I nie, nie mam zamiaru zgłaszać się na żadne badania. Jeżeli jeszcze nie zauważyłeś, kosmos to nie Namor, gdzie wszyscy się kochają etc. etc. - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Twój strach przed igłami to jedno, ale zdrowy rozsądek drugie. Przejdziesz pełną serię badań czy ci się to podoba, czy nie. Nie chcę, żebyś się rozpadł w najmniej odpowiednim momencie. - Haviland nie zamierzał ustąpić w tej sprawie.
- Pierdolisz jak potłuczony, doktorku. Daj spokój, sam jestem moim psychologiem i doskonale się trzymam, jak widzisz. Poza tym, nie ma lekarstwa w twojej szkatułce, które mogło by mi pomóc - powiedział Ben’Thar wygodniej opierając się w siedzeniu, podpierając głowę na dłoni widocznie już znużony tą konwersacją. Druga dłoń opierała się na kaburze, odbezpieczonej, a ręczny komputer leżał na kolanach. Za sam żart o igłach zasługiwał na ‘igiełkę’...
 

Ostatnio edytowane przez Quelnatham : 04-04-2013 o 18:11.
Quelnatham jest offline  
Stary 04-04-2013, 19:08   #10
 
Dhratlach's Avatar
 
- Cóż, miałem na myśli sprawność fizyczną, ale jeśli już poruszyłeś problem swojej psychiki... - Doktorek zawiesił głos znacząco. A na jego ustach wykwitł drwiący uśmieszek.

Aaya pokręciła z poirytowaniem głową i westchnęła cicho.

-Nie zachowujcie się jak dzieci. Teraz omawiamy inny temat, jakbyście nie zauważyli.

Massul był tylko lekko wdzięczny Aayi, że zdecydowała się zabrać głos w tej kwestii. Upierdliwość doktorka bywała irytująca, a chęć sięgnięcia po pistolet u pasa... nieprzemożna. Szkoda by było stracić wsparcie medyczne. Zbyt, wcześnie.

En!o wyszczerzył się do Alt’Aayi.

- Tak! Nikt nie sprzeciwia się lądowaniu? - zapytał, rozglądając się po towarzyszach.

- Nie decydujmy za wszystkich. Troy też powinien móc się wypowiedzieć.

- Nie, wręcz przeciwnie, sam je popieram. Jeżeli nie uda się ukryć niepostrzeżenie....- Ben’Thar spojrzał kątem oka na Aayę, orientując się, że mówili w tym samym momencie i wtedy odezwał się Troy:

- Dzięki, Blue. - Dotarł na mostek ostatni, ale zdążył już nonszalancko rozeprzeć się w wejściu i słuchając spokojnie tych, którzy najwięcej mieli do powiedzenia, prawie do czysta wytrzeć ręce w burą od smarów szmatę. - Śluza do bagażowego już się nie zacina, jakby co. A my nie róbmy z siebie durniów na zapas.

- Durniów.. na zapas? Co masz przez to dokładnie na myśli? Czy ostrożność jest według ciebie definicją durnoty? - zapytał z wystudiowanym spokojem Massul, podnosząc lekko brew, nie spuszczając okrętu przed nimi z oczu.

- Zanim zaczniemy kombinować, w której dziurze się przed nimi schowamy, sprawdźmy, czy to ich w ogóle obchodzi.

- Przypominam - wtrącił En!o - że nasze zadanie miało być tajne, Barrett. Nawet jeśli ich to nie obchodzi.

Massul tylko przewrócił oczami nieznacznie, pokręcił lekko głową i zajął się lekturą schematów, które podsunęła mu AI, nasłuchując dalszą rozmowę towarzyszy. Każdy okręt, nie ważne jak potężny ma słaby punkt... albo i kilka.

“Paranoia” Pomyślał Haviland obserwując Massula, jednak swoje obserwacje zachował dla siebie. Nigdy nie wiadomo, kiedy pirat zacznie strzelać do swoich. Siedział tylko w fotelu i obserwował wszystkich z uśmiechem, jaki zwykle oglądać można u leniwego kocura wygrzewającego futro w pierwszych promieniach wiosennego słońca.

- No przecież nie będziemy im wprost mówić, po co tu jesteśmy, prawda? Pan Westerthorn nie zaznaczał, że mamy być niewidoczni, po prostu mamy nie zdradzać szczegółów naszej wyprawy...

Massul na słowa Aayi uśmiechnął się, wpatrzony w wyświetlacz. Szlachetna pani widać była na dobrym tropie. Tylko, że im mniej było ich widać, tym większe szanse na uniknięcie konfrontacji. Nie ważne jakiej. Im mniej cie widać, tym łatwiej przetrwać. O, te cewki paliwowe w sekcji czwartej sub-sektora C2 wyglądały interesująco... ale... problemem był pancerz, uśmiech zniknął. Cóż, kolejna sekcja do przejrzenia.

Zamyśliła się. Jasne cętki przygasły. Ludzie zawsze wszystko tak niepotrzebnie komplikują…

- Oni naprawdę nie muszą być agresywnie do nas nastawieni. Ponadto, jesteśmy okrętem cywilnym, więc będą MUSIELI nadać komunikat ostrzegawczy, jeśli są statkiem wojennym. - dodała stanowczo.

”Sic, jakoś ciemniej się zrobiło”. Pomyślał Massul po czym rzucił okiem na Aayę i już wiedział o co chodzi. ”Cholera”.

- Oczywiście, że nadadzą komunikat... - nie szkodzi, że sam nigdy nie nadawał ani to, że byli w strefie wojennej.. panikujący członkowie załogi i zaniżone morale to był zły pomysł - ...ale przecież oni tam krążą i na pewno są czymś zajęci. Nie chcemy im przeszkadzać, prawda? - zapytał z lekką nadzieją w głosie - Podlecimy tak, żeby nas nie widzieli, my zaoszczędzimy na czasie, oni też. My zrobimy swoje, a oni będą wdzięczni, że im nie przeszkadzamy. Wszyscy będą szczęśliwi. Prawda?

- Skoro my ich widzimy to skąd pewność, że ich radary nas nie namierzyły?

- Wiedzieliśmy, czego szukać. Skoro orbitują księżyc, to raczej bardziej są na nim skupieni niż na tym, co się dzieje na granicy radaru. Poza tym, jesteśmy mniejsi i trudniejsi do wykrycia. - powiedział puszczając jej oczko, to że mieli zapewne lepsze radary wolał nie wspominać - ...a jak coś, to właśnie szukam sposobu, żeby nie stanowili dla nas zagrożenia. - “Jak zwykle zresztą..” dodał w myślach

En!o był już zniecierpliwiony. Przecież pozostawała tylko jedna prosta możliwość! Czemu musieli roztrząsać wszystkie możliwe, nieważne sytuacje? - Podsumowując. Staramy się wylądować niezauważenie. Jeśli nam się nie uda, elokwencja pani Alt’Aayi będzie naszą obroną. Wszyscy się zgadzają? - postarał się spojrzeć wymownie na starego pirata. Jak dla zwiadowcy był zbyt gadatliwy.

- Tak jak już mówiłam, wszelkie rozmowy zostawcie mi - odparła bezbarwnie.

- Róbcie, jak chcecie. - Troy niby wzruszył ramionami, ale nawet nie próbował kryć irytacji, która na chwilę tylko zniknęła pod życzliwym, choć niepozbawionym zadziorności uśmiechem.
- Przygotuj dobrą wymówkę, Blue. Tym, co się skradają, mało kto chce wierzyć.



(czyli gdoc'a ciąg dalszy...)
 
Dhratlach jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168