Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-06-2013, 15:36   #1
 
Fiath's Avatar
 
[CyberCore]Secound Layer

CyberCore
Layer 02: Desired Error

W ciemnej chacie o drewnianej podłodze, na starym i zniszczonym stole siedział mężczyzna.
Jego włosy były siwe, jego ubiór poniszczony a jego oczy błędne.
Przyglądał się z zamyśleniem deskom w podłodze. Od czasu do czasu zaciągał się papierosem.
Dzień wydawał się niezwykle...spokojny. I nudny.
Nie było nic czym mógłby się na dłuższą metę zająć. W końcu wszystkie jego zabawki zdechły.
Może kwiaty? Mógłby spróbować bawić się nimi. Ale ten wstrętny zapach...
Zdecydowanie kwiatów było wiele w jego otoczeniu. Gdzie by nie spojrzał znajdował kolejne doniczki. Zaczęło go to irytować.
Nagle do jego uszu doszedł dźwięk skrzypienia. Uniósł nieco wzrok aby spojrzeć na schody na końcu izby.
- Ah...Charlotte...
Deski skrzypiały pod nogami kobiety w średnim wieku. Jej zimne oczy zmuszały nawet oszalałe spojrzenie mężczyzny do zmiany kierunku obserwacji.
Staruszek poprawił swój poniszczony kitel lekarski i mruknął. - Zrobiłabyś coś z nim. Nie ma tu nawet jak chodzić.
Kobieta podążyła za wzrokiem mężczyzny aby dojrzeć siedzącego w cieniu czarnowłosego mutanta. Podszedł on z zmęczonym spojrzeniem i pokazał dwójce swoje znalezisko. W jego dłoniach leżał mały robak.
- To karaluch. Wyrzuć to. - poprosił naukowiec. Adresat zareagował natychmiastowo, zwyczajnie upuszczając karalucha.
- ...Hypnos...zrób ogród zmarłym. - mruknęła kobieta stanowczym choć pozbawionym zaangażowania głosem.
Po chwili mutant najzwyczajniej zniknął.
- Czy on przypadkiem nie miał na imię..."Mulch" - spytał ostrożnie spoglądając na kobietę.
Natychmiastowo poczuł się ukarany przez jej spojrzenie.
- Gdzie jest głupiec?
- Czekamy.
- Dobrze.
Niepewny siebie mężczyzna podrapał się po karku.
I będą czekać. Długo.
Tak zwrotnicze elementy w historii mają miejsce rzadko. I są równie szybkie, co mrugnięcie oka.

1/05/2222
Latająca wyspa akademii wojskowej imienia Mobiusa
17:00

Rzędy młodych kadetów stały jeden za drugim w idealnych odstępach i największą dokładnością. Mały popis przyszłych żołnierzy, który w zasadzie nie miał większego znaczenia.
Członkowie kadry nauczycielskie szli spokojnie ścieżką między środkowymi rzędami.
Było tu ponad tysiąc osób. W tym zaledwie ponad dwustu stanowiło nowych rekrutów. Liczba osób przyjmowanych do wojska unii malała z roku na rok.
Ostatni atak terrorystyczny miał miejsce jakieś dwa miesiące temu. Z ziemi zniknęła cała Grenlandia. Mimo to wszyscy twierdzą, że to nowe zagrożenie zniknie nim obecny rocznik ukończy wszystkie trzy klasy aby odebrać dyplom.
Ao nie podzielał jednak opinii polityków. Prędzej czy później wojsko może być potrzebne.
W końcu dostał się przed drzwi do budynku akademii.
Odwrócił się w stronę kadetów których dopiero co minął. Spojrzał to na lewo to na prawo, aby przyjrzeć się reszcie kadry nauczycielskiej. Chyba tylko on tutaj był w złym humorze.
Nie wyspał się. Nie jego problem.
- Do hymnu! - padł rozkaz. Wszyscy jednym tchem wciągnęli powietrze, aby zacząć śpiew.

Singing the song of hearts upon all our lips

At last we sail away freely to the light
To keep the promise I made so long ago
To meet with you once again on the journey of my life

Although we do not share the same motherland
We will be the same in our hearts
As we live under the reign of our noble union
We will be sharing the same name~

My dear friends, you shall not forget
That we're all together as we stand right now
As all our hearts gather in this royal land
Bear the pride deep in your soul
We shall sing this song again

Gloria O Gloria
Gloria O Gloria

Melodia powoli ucichła. Stan uniesienia panował jeszcze przez chwilę. W końcu się zdecydował.
Wystąpił krok w przód i pochylił się, zarzucając swoim płaszczem.
Spojrzał na wszystkich ostrym wzrokiem uśmiechając się gdy wiatr targał jego błękitnymi włosami w nieładzie. Był wysoki, dobrze zbudowany i budził swoją obecnością pewną groźną wręcz aurę.
- Witam wszystkich kadetów w jednej z czterech akademii wojskowych unii zjednoczonych narodów ziemi. Zwłaszcza nowych kadetów nie do końca świadomych, że przez najbliższe trzy lata przejdą pasjonującą przemianę, zostając oficjalnymi żołnierzami. Jakkolwiek jednak, droga po dyplom chorążego będzie długa i ciężka. Dla nieświadomych, nazywam się Ao Oni i jestem kierownikiem tej placówki...
Przemowy.
Miały miejsce każdego roku w każdej szkole, niezależnie od nauczanego przedmiotu. Niezależnie również od tego kto je wygłaszał i tak zawsze były nudne. Bez wyjątku.
Młodzi kadeci wytrwale spoglądali przed siebie stojąc na baczność przed drzwiami olbrzymiej akademii.
Czas mijał nieubłaganie a wszyscy chcieli po prostu się rozejść.
- Jutro klasy pierwsze zapoznają się z swoimi wychowawcami. Właściwa nauka będzie miała miejsce dopiero pojutrze. Zalecane jest zapoznanie się z ośrodkiem oraz organizowanymi przez nauczycieli klubami, bądź nawet założenie własnego. Przypominam, że od godziny dwudziestej pierwszej wychodzenie z dormitoriów jest zabronione. Zarazem odwiedzanie mieszkań płci przeciwnej nie ma prawa mieć miejsca. To by było na tyle, rozejść się.
W końcu. Koniec przemowy.
- Życzę wam miłej nauki w akademii wojskowej imienia Augusta Ferdynanda Mobiusa. - dorzucił Ao na pożegnanie, mimowolnie masując się po brodzie. Bo w końcu kto lubił naukę?
Kadra nauczycielska wykonała majestatyczny zwrot i udała się w stronę szkoły. Gdy tylko zniknęli w jej wnętrzu wszyscy się rozluźnili.
 
Fiath jest offline  
Stary 06-06-2013, 18:40   #2
 
Ajas's Avatar
 
Młody chłopak o atletycznej sylwetce, słuchał apelu wyprostowany niczym struna. Nawet na chwilę nie odwrócił wzroku, czy nie dał po sobie poznać iż jest znudzony taką sztampową przemową. Obowiązkiem każdego ucznia było tego wysłuchać, zaś zadania to cos co powinno szczególnie się szanować. Jego krótko ścięte czarne włosy, drgały lekko, jednak nie z powodu wiatru, a za sprawą czółek które wyrastały z jego czoła, bezustannie się poruszając, w powolnym delikatnym rytmie. Jego potężne, na pewno nie ludzkie ramiona, poprowadzone były wzdłuż ciała, w wyćwiczonej przez lata pozycji “Na baczność”. Kończyny te były niezwykle specyficzne, bowiem pokrywały je równoległe pasy, naturalnego pancerza. Kośki jak i palce pokrywał ten sam materiały, pogrubiony szczególnie na kostkach. Borys był mutantem, co widać było na pierwszy rzut oka, jednak zidentyfikowanie zwierzęcia z którym został połączony wymagało pewnej dozy wiedzy. Jego genotyp został bowiem na stałe scalony z... krewetką, po której właśnie odziedziczył tak potężne ramiona.

Gdy przemowa dobiegła końca, Borys stał jeszcze przed chwile wyprostowany, póki nauczyciele nie zniknęli za drzwiami pomieszczenia. Gdy to się stało, odwrócił się, ruszając w stronę dormitoriów. Miał zamiar poznać osoby z którymi przyjdzie m u mieszkać w jednym pokoju, a następnie zapoznać się z ośrodkiem.


W pomieszczeniu mieszkalnym Borys zastał młodego mężczyznę o nieco delikatnej budowie. Bystrym wzrokiem badał pomieszczenie planując jak się w nim rozsiądzie.

Znajdowały się tutaj trzy łóżka. Jedno piętrowe oraz jedno samodzielne na przeciwnej ścianie. Do tego trzy biurka i trzy szafy na ubrania.

Oraz jedno wielkie okno nad stolikiem z trzema krzesłami.

Najpewniej wszystkie pokoje akademickie tak wyglądają.

- Och...witam. - uśmiechnął się mężczyzna gdy zobaczył swojego nowego lokatora. - Mogę w czymś pomóc?

- Witam, jestem Borys Jankovic, będziemy razem mieszkać. -rzucił wyuczoną w wojskowej bazie formułkę, a następnie zamiast słów, jego sylwetka “pofrunęła” tyłkiem na jedyne osobne łóżko. - Jeżeli to nie problem zajmę te. -stwierdził układając dłonie na kolanach.

- Specjalnie mnie to nie interesuje, więc proszę uprzejmie. - odparł bez większych zastrzeżeń. - Tak więc to ty jesteś..094? Nie, zero dziewięć trzy. Miło mi. Nazywam się Ao Meer. - przedstawił się zgodnie z japońskim standardem, gdzie imię podaje się pierwsze.

- Och więc słyszałeś... o projekcie? -skrzywił się lekko mutant, nie przepadał za tym przezwiskiem, przypominało mu to co musiał przejść. - Do której klasy będziesz uczęszczał? -zmienił drażliwy temat Borys.

Przytaknął skinięciem głowy.

- Jestem synem kierownika placówki. Masz być pod moim nadzorem. Zarazem jesteś proszony aby stawić się jutro u dyrektora. - uśmiechnął się chłopak. - Zapewne w sprawach ewaluacji. Liczę na owocną współpracę. - po tych słowach wyciągnął dłoń do Borysa licząc na uścisk. Rosjanin nie mógł nie zauważyć małej odznaki na jego piersi - okręgu z dwoma paskami - symbolu drugoklasistów. - Jestem w klasie drugiej C. - wyjaśnił.

- Nie jestem jakimś zwierzęciem by ktoś musiał mnie pilnować. -prychnął rusek, ściskają mocno dłoń rozmówcy. - Ale skoro to rozkaz to nie mogę się temu sprzeciwić. -dodał z powagą na twarzy. - Skoro jesteś w drugiej klasie, wiesz może czy jest tu klub bokserski?- rzucił kolejne pytanie, po czym zaczął wypakowywać ubrania z dużej torby podróżnej, którą tu wcześniej dostarczono.

- Proszę mnie źle nie zrozumieć. - rzekł przepraszającym tonem lekko zaniepokojony siłą wprowadzoną w uścisk - Mam pilnować abyś nie zemdlał podczas treningu albo nie oblał klasy psi z powodu przeciwwskazań. Nie jesteś psem na smyczy, Borysie. - uwolnioną dłoń oparł na swoim biodrze. - Klubami walki zajmuje się Nail Bang. Jeżeli ma znajdować się gdziekolwiek, to najpewniej na sali treningowej albo siłowni...nie jestem jednak zbyt wdrożony w ten krąg aktywności

- Mam zdać klasę, a potem ukończyć szkołę, umiem wykonywać obowiązki. -stwierdził, po czym uśmiechnął się lekko. - Ale dziękuję za troskę. -dodał, gdy kolejna równo ułożona koszula trafiła do szafy. - Chociaż dziwi mnie, że skoro masz mnie pilnować, będzie tu jeszcze trzecia osoba. Dyrektor chce by nikt nie nabrał podejrzeń, iż więcej oczu niż powinno skierowanych jest na mnie, prawda?

- Ehh... - westchnął Meer. - Dostał wytyczne, wedle których taniej jest trzymać ciebie w zwykłym mieszkaniu z innymi, niż płacić za utrzymanie dwóch oddzielnych. - Chłopak podrapał się po głowie - Nie chcę cię martwić ale wedle mojej opini jesteś bardziej zabawą biologów, niż faktycznym celem badawczym. - oznajmił Meer. - Wojsko uważa Cię za zbyteczne, niewarte pieniędzy. Sam fakt zaistnienia projektu jest dla mnie niepojęty.

- Masz w takim razie bardzo dziwne pojęcie zabawy. -stwierdził spokojnym głosem Borys, jednak w oczach chłopaka na chwilę zapłonął ogień. - Ja zaś nigdy nie uważałem się za zbytecznego. -dodał, gdy jego palce nacisnęły na metalowy pojemnik, z jakimiś bibelotami, lekko go odkształcając. - Zaś każdy postęp kiedyś się przyda, niektórzy mogą teraz po prostu niedostrzegać. Nie mi to osądzać, zabawa czy nie, jestem jej częścią, tak więc nie będę tolerował obrażania czegoś, czego jestem integralną częścią. -zakończył odkładając pudełko z trzaskiem do szafy. - Mam nadzieje, że wyraziłem się odpowiednio jasno.

Meer spoglądał na dłoń Borysa niepewny czy ma kontynuować. Ostatecznie jednak zdecydował się odezwać.

- Nie ubliżam twojemu jestestwu. Sugeruję raczej, że nie powinieneś podchodzić do życia jako pasma rozkazów. Żołnierze nie są nikomu potrzebni. A pochłaniające pieniądze super-jednostki? Tym bardziej. Proponuję abyś skupił się na znalezieniu sobie czegoś, czym zajmiesz się dla życia za te trzy lata. Chcieli dać biologom zajęcie, to im dali. Aby nie siedzieli bezczynnie. O tyle dobrego, że tym razem przynajmniej ktoś przeżył.

- Właśnie dla tego pytałem o klub bokserski. -stwierdził chłopak wzruszając ramionami, po czym ruszył w stronę drzwi i machnął Ao dłonią. - Idę coś zjeść, co zobaczenia. -zakończył rozmowę wychodząc z pokoju.

~*~

Dzień był dość ciekawy, jak an czas który miał mu pozwolić z zapoznaniem się z tym nowym otoczeniem. Podczas posiłku poznał kilkoro ze swych nowych kolegów z klasy, wydawało się iż będzie to naprawdę cudaczna zbieranina.
Sporo przesiedział tez na sali treningowej, gdzie worek latał na wszystkie strony od uderzeń jego potężnych pięści. Nie mógł znaleźć osoby odpowiedzialnej za klub bokserski, więc po prostu skupił się na treningu tego szlachetnego sportu.
Wyszło to w sumie na dobre, bowiem gdy zmieniał swój sprzęt treningowy (trochę go poniosło i jeden z worków, pękł od siły uderzeń mutanta) był świadkiem bójki nowopoznałej koleżanki Nikity z jakaś francuską. Dzięki jego interwencji obyło się bez zbędnej nagany od nauczyciela, przez co Borys czuł się usatysfakcjonowany. Jednak mim oto cały dzień, miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, mimo iż mimo usilnych starań nie dostrzegł nikogo podejrzanego.

Gdy wieczorem wkroczył do swego dormitorium, okazało się iż faktycznie ktoś musiał mieć na niego oko, bowiem na jego łóżku leżał niespodziewany prezent.



Malutka bombonierka w kształcie serduszka, która jak się okazało była pełna pysznie wyglądających czekoladek.
- Od kogo to? -zapytał zdziwiony Rosjanin, syna dyrektora, który pisał coś przy biurku.
- Nie wiem leżało pod drzwiami zaadresowane do Ciebie. -odparł wzruszając ramionami blondyn, wracając do swego zajęcia.

Borys był niezwykle zdziwiony - wszak nie oczekiwał prezentu od nikogo. Jego zaduma pogłębiła się jeszcze bardziej, gdy w środku słodkiej niespodzianki, znalazł duże łabędzie pióro. Rosjanin przyjrzał się mu dokładnie, w zamyśleniu obracając je w palcach.
Nie przychodziło mu do głowy jednak nic sensownego, więc odłożył piórko na swoje miejsce i chwyciwszy trzy czekoladki w potężną dłoń, gwizdnął cicho. Jego niemal w pełni rozpakowana torba, zadrżała na ten dźwięk, by po chwili wypluć ze swych materiałowych czeluści, wesoło skacząca włochata kulkę.
- Diter, mam to coś dla Ciebie!- zawołał do kuleczki wesoło chłopak i rzucił jej jedna czekoladkę. Sam nie miał zamiaru jeść nieznanych słodyczy, ale jego zwierzakowi raczej nie był wstanie zaszkodzić żaden rodzaj jedzenia.


Włochata biała kulka zamrugała radośnie malutkimi przypominającymi guziki oczkami, a futerko zatrzęsło się wesoło, gdy długi jęzor okręcił się dookoła czekoladki. Z głośnym ciamkaniem stworek począł pożerać jedną czekoladkę za drugą, zaś Borys począł szykować się do snu.
Wszak jutro mieli poznać wychowawców a jego czekała rozmowa z dyrekcją.
 
__________________
It's so easy when you are evil.
Ajas jest offline  
Stary 06-06-2013, 20:47   #3
 
Zajcu's Avatar
 
Blondyn rozejrzał się po otoczeniu, szukając czegoś szczególnego do roboty na nadchodzące dni. Powietrze, wypełnione mieszanką perfum wszystkich uczniów oraz nauczycieli delikatnie swędziło Soekiego w nosie. Zwalczył pokusę, jego reka nie powędrowała w kierunku źródła dyskomfortu. Wolność - czuł ją właśnie teraz, i był absolutnie pewien, że spodziewał się nieco... czystszego odczucia.
Odruchowo obrócił się i ruszył przed siebie, tylko po to, by uporządkować myśli. Los chciał, by na jego drodze znalazła się tylko pozornie krucha istota.
- Przepraszam - wydukał nieco zaskoczony tym zdażeniem.
Zaraz po nudnej przemowie, Nikita odruchowo wykonała komendę “spocznij”, po czym miał się udać do środka. Ktoś jednak ją zaczepił...
- *Shto*? - uniosła brew, a w jej wypowiedzi można było odczuć nutkę chłodu. Nie był zamierzony, tak się po prostu wyraża.
- Przepraszam, nie chciałem - blondyn powtórzył swe słowa. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że potrącił całkiem ładną dziewczynę o nieco dziwnych, chyba rosyjskich rysach twarzy. Przez umysł Soekiego przemknęły słowa jego zbawiciela - nie powinien ufać osobnikom z tej nacji... Przynajmniej tak był kiedyś.
Jakby wbrew swemu przełożonemu uśmiechnął się szeroko. - Jestem Soeki. - przedstawił się, wyciągając dłoń w geście powitania.
Dziewczyna przyglądała mu się ciekawie, jakby próbowała zidentyfikować z kim ma do czynienia. Po chwili wzruszyła ramionami i wyciągnęła dłoń.
- Nikita, 1B. - Powiedziała krótko, a na jej twarzy pojawił się delikatny zarys uśmiechu. Mimowolnie zaczęła rozglądać się dookoła, szukając tylko sobie znanej rzeczy.
- Pierwszoroczny? - Zapytała, zakładając ręce pod piersiami.
- Ohh... - blondyn pogrążył sięna krótką chwilę w rozmyśleniach. -Jesteśmy w jednej klasie! - dodał po chwili, będąc szczerze zaskoczony tym zbiegiem okoliczności, czy może psikusem ze strony losu. Z drugiej jednak strony... nie zdziwiłbym się, gdyby wszyscy zostali ustawieni względem klas, w jakich się znajdą.
Po wyrazie twarzy Nikity, można było wnioskować że nie podziela entuzjazmu rozmówcy.
- W takim razie mam nadzieję że będziemy się dogadywać. Jesteś pierwszą... drugą, osobą jaką znam tej szkole. Zawsze to raźniej. - Stwierdziła, rozkładając ręce. Miała tylko nadzieje, że nie zagadał do niej bo złapał ją na “haczyk”.
- Właściwie to zostawili nam dwa dni wolnego - blondyn uśmiechnął się przelotnie, tak jakby jedno z wymienionych słów okazało się kluczem do jego jakże płytkiej definicji szczęścia. - Masz pomysł, jak ich nie zmarnować? - dodał po chwili, zaś usta wróciły to znacznie normalniejszej, posiadającej mniej szczęścia miny.
Rosjanka zamrugała swymi dużymi oczkami, o srebrnych tęczówkach.
- Trza się zapoznać ze szkołą... i jeszcze... - Nikita urwała, przyjmując dość rozzłoszczony grymas twarzy, gdy zidentyfikowała pewną osobę z tłumu.
- Ze wszystkich osób... *Blać* - Syknęła. Osoba też zauważyła Nikitę, jednak ona była szeroko uśmiechnięta. Dziewczyna o tej samej karnacji co Kravchenko, ładnej twarzy, żółtych tęczówkach i długich czarnych włosach.
- Oy? - blondny wyraźnie nie zrozumiał tego, co jego rozmówczyni miała na myśli. Postanowił tylko delikatnie zwrócić uwagę na ten fakt, by nie przerwać monologu, który zapewne zbliżał się do jego uszu.
- Nie wiem ktoś ty przystojniaku, ale radzę uważać na tę sowiecką amazonkę. - Dało się usłyszeć gdy osoba z mocnym francuskim akcentem zbliżyła się do dwójki. Szeroko uśmiechnięta, jednak z pogardą patrząc na Nikitę przedstawiła się.


- Claudette 1B. - Ukłoniła się nieco.
- To chyba żart! Z tym żabojadem w jednej klasie?! - warknęła Nikita, zaciskając swoją piąstkę.
- Claud-chan, wybacz, ale - blondyn zbliżył się do swej pierwotnej rozmówczyni w sposób znacznie przekraczający wszelakie bariery prywatności. Jego usta musnęły tylko te należące do sowietki.
- Jesteśmy nieco zajęci - powiedział, mrugając jednym okiem w kierunki Nikity.
Nikita była w szoku że ktoś mógłby to zrobić bez pardonu. Jej twarz poczerwieniałą, a żyłka na czole zaczęła pulsować. -*Twajuuuuu!* - Miała zamiar z kolana uderzyć go w krocze.
- Kyahah! *Mondieu* Ty przed każdym przeciesz nogi otwierasz! - Zarechotała Claudette, odwracając się na pięcie. - No to nie przeszkadzam! - Machnęła ręką i poszła w swoją stronę.
- Nie wyglądałaś na zbyt szczęśliwą z jej obecności - usprawiedliwił się szybko, unosząc ręce w obronnym geście. Przez jego twarz przemknął tylko uśmiech, zaś po chwili blondyn stał tylko z otwartymi szeroko ustami. Chyba jego umysł zdał sobie sprawę z tego, co zrobiło jego ciało.
Nadal oburzona odwróciła głowę w bok. - Nawet jeśli nikt cię o pomoc nie prosił! Czy wszyscy faceci myślą nie tą głową co trzeba?! - Zapytała rozdrażniona, wcale nie oczekując odpowiedzi. - Poza tym, sama bym sobie z nią poradziła. - dodała, patrząc za Claudette.
Głowa blondyna zatańczyła delikatnie, gdy ten, w pośpiechu próbował zlokalizować drugą głowę.
Lewo - pusto.
Prawo - pusto.
Odruchowo obrócił się, niczym pies próbujący złapać ogon - najwyraźniej głowa nie znajdowała się również w tym samym miejscu.
- Nie jestem mutantem. - obronił się, zakładając ręce na siebie.
Z niedowierzaniem przyglądała się co wyczyna Soeki, jej dłoń powoli oparła się na twarzy. Czy on tak na poważnie? Czy lubi z siebie pajaca robić?
- Bystry też nie jesteś... - Westchnęła, po czym zerkając na budynek rzuciła od niechcenia.
- Ide na stołówkę, zgłodniałam od tych nerwów. - Odwróciła się w stronę wejścia.
- Następnym razem przestawię ci szczękę. - Pouczyła blondyna, czekając na jego decyzję.
Soeki uśmiechął się szeroko - najwyraźniej dziwny, irracjonalny wybuch gniewu dziewczyny został zażegnany. Słyszał kiedyś o tym, że przedstawicielki płci piękniejszej mają momenty, w których nie obowiązuje ich logika - miał nadzieję, że odbywało się to właśnie teraz, a Nikita przeważnie jest bardziej rozsądna.
- Oj tam... - westchnął głośno, podażając za dziewczyną. Jego reka mimowolnie pogładziła ukochaną szczękę.

Na miejscu ruch był raczej mały, w końcu to pierwszy dzień szkoły. Menu także nie było rozbudowane na dzień dzisiejszy, ale z czasem powinny pojawiać się inne dania.
Nikita stała przed ladą patrząc ku górze, gdzie wypisane były dostępne potrawy.
- Hmmm... - Przechyliła głowę w bok skrobiąc się po podbródku.
- Wezmę nr. 5 podwójny. - rzekła w końcu.
Poinformował parkę kucharz. Był dużych rozmiarów mężczyzną o skośnych oczach i szerokiej klatce piersiowej. Niekoniecznie pasował do wizerunku szefa kuchni.
- Zgaduję, że wy jesteście z klas pierwszych?
- Zgadza się proszę pana. - Skinęła głową Nikita.
- Proszę pana - blondyn zaśmiał się, zasłaniając usta ręką - najwyraźniej nie był zbyt dumny ze swojego bezpodstawnego rozbawienia.
- Zestaw piąty? - blondyn aż przetarł oczy ze zdumienia. Co prawda los aż błagał, by sytuacja ta została wykorzystana w sposób, który z byciem poważnym ma niewiele wspólnego, coś takiego jednak nienadeszło.
- Jadłaś już tutaj? - zapytał wyraźnie zdziwiony Yami. Najwyraźniej jego towarzyszka spędziła na wyspie dużo dłużej niz ten tylko poranek.
- Nie, chyba nie. Chociaż? Nie jednak nie jadłam. Skąd ten wniosek? - Spojrzała na blondyna.
- Po prostu szybko wybrałaś - blondyn wytłumaczył swoje przypuszczenia błyskawicznie, jakby bał się złej interpretacji jego słów, a co za tym idzie - straty swej szczęki.
- A szybki wybór może nie być odpowiedni. - wtrącił się kucharz. - Odpowiednio dobrane posiłki wspomagają ciało. Mogą poprawić kondycję czy pomóc w budowaniu mięśni podczas ćwiczeń. Wy wyglądacie jakby wam brakowało białka. - podpowiedział, wyraźnie adresując wypowiedź do Soekiego bardziej niż Nikity.
- Nie rozumiem twojego zaskoczenia. Jeżeli coś jest zjadliwe to mogę zjeść. - Rzekła, w takich sposób by nie wyjść na wszyskożercę. Choć nie do końca jej to wyszło, lubiła zjeść i to dużo...
- Czy nie lepiej zanurzyć się w ulubionym smaku? - zapytał blondyn, zaś jego ciało znalazło się nieco bliżej dziewczyny. Ot, zwyczajnie, zakładał że to całkowicie normalne. - Poczuć w ustach coś innego niż żołnierskie racje, czy suszone mięso? - uzupełnił pytanie po kilku chwilach.
Nikita mimowolnie parsknęła śmiechem, rozbawiona słowami Soeki’ego.
- Nie jestem jakimś francuskim pudlem by wybrzydzać. A konserwy wojskowe są całkiem smaczne, według mnie. - Z tymi słowami oparła się o ladę łokciem wyczekując posiłku.
- Będziesz wybierał do wieczora? - Uniosła brew, z lekkim uśmiechem.
-[i] Oh, są![/] - blondyn nie tyle zaimprowizował, co po prostu znalazł wzrokiem jedno z jego ulubionych dań. - Poproszę szaszłyki drobiowe, z dowolnym dodatkiem - odpowiedział w końcu, zaś jego twarz zwróciła się w stronę sowietki. Odwzajemnił uśmiech.
- Świetna opcja! Tak trzymaj młody. 8 kredytów. - ucieszył się kucharz wyborem Soekiego. W końcu zestawy akademickie były darmowe.
Oczy Soekiego skupiły się gdzieś w oddali - zobaczył znaną mu osobistość, a bądź co bądź - wypada się przywitać z nawet chwilowym mentorem gdy spotyka się go w takim jak to miejsce.
- Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale muszę powitać pewną osobę - powiedział blondyn, udając się w stronę przyczajonego przy ścianie, ubranego w wszelakie odcienie niebieskości mężczyzny.
- Dzień dobry, mistrzu - Yami ukłonił się nisko.
- Yo Młody. Nie abym myślał, nie abym się martwił. Ale obczaić chciałem, czy żeś dobrze trafił.- rzucił z konta młody rapper. - Źle się dzieje to je wyspa wschodnia, mój przydział północna. Nadzór będę miał chwilowy, nie daj się zjeść bez porad mistorzowskich.
 
Zajcu jest offline  
Stary 06-06-2013, 21:00   #4
 
Deadpool's Avatar
 
Nikicie naprawde było wszystko jedno co jej podadzą. O ile to nie będzie szczur ubity w piwnicy. Zaczęła niecierpliwie stukać palcami o ladę.

- Przepraszam, że dopytuję, ale długo jeszcze muszę czekać? - zapytała niepewnie, nie chcąc pośpieszać kucharza, albo chociaż żeby to tak nie wyglądało.

- Cierpliwość to cnota. -wtrącił się niespodziewanie Borys, który akurat przybył na stołówkę, a los chciał, że trafił akurat na dwójkę swych przyszłych znajomych z klasy. - Kucharzy nie powinno się popędzać. -stwierdził krzyżując swe potężne ramiona na piersi, i zerkając w górę by spojrzeć na listę dań.

- Nie miałam zamiaru...hehe.. - Podrapała się po głowie, z nerwowym śmiechem. Zaraz po tym zaczęła się przyglądać przybyszowi, nienachalnie co by go nie urazić. Nie tyle co wygląd, a sposób mowy osobnika z czułkami, był dziwny, a nawet znajomy.

- Twój akcent... nie spodziewałam się znaleźć rodaka w szkole. - Uśmiechnęła się szeroko, jakby ten fakt niezwykle ją cieszył.

- Da, niewielu Rosjan zapewne będzie tu można znaleźć. -stwierdził Borys i podrapał się po policzku. - Jestem Borys Jankovic, Klasa IB a ty? -zapytawszy wyciągnął potężną dłoń w stronę dziewczyny.

- Nikita Kravchenko, też 1B. - Uścisnęła dłoń Borysa, a ten mógł poczuć, że ma nieco więcej siły niż na to wygląda.

Borys uśmiechnął się i w geście uznania uścisnął jej dłoń równie silnie. - Czyli jesteśmy w jednej klasie, to ciekawy zbieg okoliczności. -przyznał i lekko zastrzygł czułkami, po czym rzucił w stronę kucharza. - Gdy będzie miał Pan chwilę poproszę duża porcje pierogów. -Jankovic nie był zwolennikiem wymyślnych dań, na prostej kuchni się urodził na prostej umrze. - Co sprowadza młodą dziewczynę, do szkoły wojskowej? -zagadnął od niechcenia.

- Hmmm... poczucie obowiązku? - Jej odpowiedź była pytaniem do samej siebie. - *Da* tak będzie. W końcu każdy ma potrzebę bycia użytecznym. - Wzruszyła ramionami, plecami opierając się o ladę. - Od małej uczono mnie wojskowych zasad. Może dlatego właśnie tu jestem. - dodała.

- To prawda każdy lubi być użytecznym.- potwierdził jej słowa mutant. - Sam miałem wcześniej z wojskiem do czynienia, wiem, że to nie takie złe życie jak niektórzy o tym mówią. -dodał, i zastrzygł kilkukrotnie czółkami. - Właściwie kiedy ogłoszą jakieś plany zajęć?- to pytanie zadał na tyle głośno by i kucharz mógł go usłyszeć.

- Ktoś tu przysnął na przemowie. - Szturchnęła delikatnie piąstką ogromne ramię Borysa. - Właściwe zajęcia są pojutrze. Więc można się opieprzać, choć przyznam że nic nie robienie, wcale mnie nie bawi. - Pokręciła głową, jakby już się znudziła czekaniem na zajęcia.

- Cóż, myślałem że plany zostaną ogłoszone z przynajmniej dniowym wyprzedzeniem. -stwierdził szturchnięty chłopak. - Popieram twoje zdanie, nic nierobienie jest nudne. Aczkolwiek maja tu siłownię i sale treningowe, więc może uda się znaleźć jakieś zajęcie. - stwierdził Borys przeciągając się, unosząc przy tym swe potężne ramiona wysoko ponad głowę, tak, że aż w kręgosłupie strzeliło mu kilka razy. - Aczkolwiek wyspać po podróży też się trzeba.

Kravchenko poskrobała się po podbródku.

- Siłownia nic mi nie da, nie urosnę już bardziej... - Skrzywiła się jakby niezadowolona ze swego wzrostu, który mierzył około 167 cm. - Do końca żywota taka zostanę, hehe - Uśmiechnęła się rechocząc głupkowato, czesząc przy tym włosy na tyle głowy. - Za to z ciebie kawał chłopa! Wszczepy? Czy może mutacja? - Zapytała.

Borys kilka razy poruszył czułkami. - Radzę nie jadać przy mnie owoców morza, a już szczególnie krewetek. -odparł w odpowiedzi i puścił dziewczynie oko.- Mój kod genetyczny został wymieszany z DNA krewetki modliszkowej i oto jestem. -dodał jeszcze by sprecyzować.

Dziewczyna zamrugałą kilkakrotnie oczkami. Co ci naukowcy nie wymyślą?

- Łał... - wydusiła z siebie tylko, nie chciała jakoś urazić olbrzyma więc szybko zmieniła temat.

- Mieszkałeś w Rosji? Ja po 4 latach przeniosłam się z matką do japonii, z tamtąd właśnie - z tymi słowami obejrzała się w tył, patrząc na kuchnię stołówki. Jej brzuszek zaczął nawet mruczeć cicho.

W tym momencie tuż obok nich zrobił się mały tumult, gdy do trójki rozmawiających przecisnął się nieco rozczochrany bruten z krótkim zarostem na twarzy. Był chudy i wysoki, a błysk w jego oczach świdrujących sylwetkę Borysa sygnalizował, że był on jego głównym obiektem zainteresowania.

- Hej! Więc to ty jesteś tym mutantem o którym wszyscy mówią? - głos młodzieńca był nadzwyczaj podekscytowany. - Chciałbym cię bliżej poznać jeśli nie masz nic przeciwko. Człowiek-krewetka, tak? Cóż za egzotyczne połączenie!

Przez dłuższy czas zdawał się nie zwracać uwagi na pozostałych dwóch rozmówców mutanta, jednak widząc ich pytające spojrzenia zdecydował sie przemówić do wszystkich, odchrząkając przedtem głośno.

- Jestem doktor Ignatius! Co prawda w rejestrze figuruję pod pseudonimem Henry Mason, ale to tylko przykrywka dla władz, więc nie zwracajcie na nią uwagi - rzekł machając od niechcenia ręką, jednak dziwnie podekscytowany i zarazem przesadnie poważny ton z jakim się przedstawił sugerował coś odwrotnego.

- *Shto za chudak?* - Nikita uniosła obie brwi, oglądając przybysza. - Jesteś doktorem i uczniem jednocześnie? - zapytała, choć nie spodziewała się jasnej odpowiedzi.

- Oczywiście! - zakrzyknął wesoło jej rozmówca, najwyraźniej zadowolony z tego że ktoś zadał mu to pytanie. - Nie mówcie nikomu, ale jestem tutaj na tajnej misji. Właściwie to wolałbym gdybyście traktowali mnie jak swojego rówieśnika. Byłoby źle gdyby moja prawdziwa tożsamość wyszła na jaw, więc możecie na mnie mówić po prostu Henry.

Wtem młodzieniec z jakiegoś powodu spuścił wzrok i przez moment przyglądał się sam sobie, po czym spojrzał z powrotem na dziewczynę.

- A co do twojej uwagi, to naturalne że moja sylwetka nie jest tak... obszerna, jak tego tutaj. W końcu jestem szalonym naukowcem, a nie jakimś tępym mięśniakiem... bez obrazy - zakończył, zwracając się do Borysa.

- Szalony naukowiec w szkole...cóż jak coś wybuchnie wiem do kogo przyjść. - Wzruszyła ramionami, lekko rozkładając ręce na boki. - Henry do jakiej klasy chodzisz? - Zapytała od niechcenia.

- Jeśli dobrze pamiętam to przypisali mnie do klasy 1B - stwierdził młodzieniec po dłuższej chwili rozważań w trakcie której zaprezentował bez wątpienia wyuczoną pozę godną prawdziwego naukowca, z dłonią na podbródku i wzrokiem spoglądającym w górę pod kątem czterdziestu pięciu stopni.


Mina Nikity wyrażała więcej niż ktokowliek mógł to obrać w słowa. Coś jej mówiło że jej klasa przejdzie do historii tej szkoły.

Borys spojrzał na gadatliwego naukowca, po czym potarł palcami skronie. - Po pierwsze mniej słów i wolniejszym tempem. -stwierdził i wyciągnął do przybysza dłoń by ją uścisnąć. - Jestem Broys Jankovic i nie uważam się za wyjątkowego mutanta, ale jeżeli chcesz porozmawiać, to możemy to zrobić. w cztery oczy. -przy wymawianiu ostatnich słów trochę mocniej ścisnął dłoń swego rozmówcy, dając mu do zrozumienia, że sprzeciwy nie będą przyjmowane.
- Cudownie! - naukowiec z zapałem uścisnął obiema dłońmy rękę mutanta. - Byłbym niepomiernie zachwycony gdybyś zgodził się na mały wywiad. Mój email to themadscientist@core.com. Daj znać gdy tylko będziesz miał wolną chwilę.
 
__________________
"My common sense is tingling..."
Deadpool jest offline  
Stary 06-06-2013, 23:47   #5
 
Felix's Avatar
 
Fi zastanawiał się właśnie z kim będzie w klasie. Mógł zagadać z kimś zaraz po apelu, ale słońce tak pięknie grzało że nie sposób było nie uciąć sobie drzemki na świeżym powietrzu. Jakby na zawołanie wyłowił uchem urywek rozmowy, jednak wystarczyło to by poderwać go na równe nogi. "...przypisali mnie do klasy 1B... Klasy 1B... 1B." Okazało się że grupka osób obok której przechodził mogła stanowić cześć jego klasy. Niespodziewanie wtrącił się do rozmowy wchodząc pomiędzy zebranych.
-Cześć, Jestem Fi, dobrze słyszałem że ktoś tu jest z 1-B? Uśmiech zaiskrzył na jego twarzy

- Widzę, że szczęście wszystkim nam dzisiaj sprzyja! - ucieszył się Henry na widok kolejnego członka klasy, któremu przedstawił się w równie wylewny i przesadny sposób jak pozostałej trójce, jednak po chwili dziwnie spoważniał, przyglądając się mu podejrzliwie. - Fi to bardzo dziwne imię. Czyżbyś również był tutaj pod przykrywką? Juliet, czy działają tu jacyś inni agenci poza mną?
Ostatnie zdanie naukowiec skierował do swojego lewego przedramienia z którego odwinął rękaw, odsłaniajac wszczep z niewielkim ekranem i klawiaturą. Chyba można było założyć, że jest to coś w rodzaju osobistego komputera. Po chwili zaś z małego głośniczka wydobył się znudzony kobiecy głos:
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Przesyłam ci jego zdjęcie - stwierdził Henry po tym jak coś mocno błysnęło. - Sprawdź czy nie ma go w bazie danych.
- Dobrze - odpowiedziała mu kobieta, ziewając przeciągle. - Ale trochę to może zająć. Nawrzucałeś tam tylu śmieci, że komputer zaczyna się krztusić już przy wyszukiwaniu samych nazw.

Borys wzruszył swoimi potężnymi ramionami, po czym odebrał w końcu swe pierogi, podane na prostej plastikowej tatce. - Wywiad to raczej przesada. -mruknął pod nosem, by po chwili zapchać usta zakupionym produktem.

- Ty tak na poważnie? - Rzuciła dziewczyna kładąc dłoń na czole, zaraz po tym zwróciła się do nowego przybysza. - Jestem Nikita. - Wyciągnął ku niemu dłoń. - Zgadza się, każdy tutaj do tej samej klasy chodzi. - Potwierdziła przypuszczenia Fi.

Fi zdawał się być jedynym który nie miał jedzenia, ani nie stał w kolejce, zreknął jednak kilkakrotnie w stronę kucharza. Uścisną dłoń nowej koleżance i skiną głową pozostałym na powitanie.
-Dobra, więc ja wracam do was za chwilkę tylko skoczę po coś do jedzenia.

- Ejj... - Soeki pojawił się jakby znikąd, wracając do zgromadzenia. - Chwilę mnie nie ma, a ty już znalazłaś towarzystwo? - dodał po chwili. Jego słowa mogły być odebrane w wiele sposobów, jednak nieco blady uśmiech podpowiadał, że przypominaja mu się słowa pewnej osoby.

- Soeki Yami. - przedstawił się pozostałym, machając im przy tym ręką w nie tyle zabawny, co raczej idiotyczny sposób. - Mam nadzieję, że będzie nam razem miło - dodał po chwili, zaś jego oczy przemknęły przez sylwetki każdego, zatrzymując się dłużej tylko na Nikicie.

Borys kiwnął głową nowemu przybyszowi, na powitanie, zbyt zajęty posiłkiem ,by wdawac się w rozmowy.

- Nie rozumiem twojej bezpodstawnej zazdrości *tupoi* - Rzekła ozięmble do blondyna, a widząc jego spojrzenie dodała. - No co? - Wzruszyła ramionami.

- Całkiem dobre te szaszłyki, a twoje danie? - Soeki zapytał wyraźnie zaciekawiony składem zestawu numer pięć, jak i tym, czy sowietka jest w stanie odczuwać smak.

- Czekam jeszcze... - Postukała niecierpliwie palcem o ladę, a dźwięki z jej brzucha alarmowały, nadchodzący zły humor.

- Chyba powinienem ci nieco zostawić? - blondyn zapytał nieco zmieszany. Najwyraźniej zarówno powrót do towarzystwa, które nagle rozrosło się kilkukrotnie, jak i nadmiar kontaktu same w sobie był dla niego nieco krępujący.
- Przepraszam - dodał po chwili, jakby chcąc się usprawiedliwić.

- Nie potrzebuje twej łaski... mogę poczekać... jeszcze chwilkę. - Jej ząbki zgrzytnęły cicho, a jej stukanie palcem o blat znacznie przyspieszyło.

- Może jakość dania wpływa na szybkość podania? - Yami rozmyślał głośno, drocząc się przy tym z coraz głodniejszą sowietką. Jego twarz była skąpana w uśmiechu, przynajmniej do momentu, w którym nie uznał, że najwyraźniej przesadza. Wtedy to została ona przypruszona smutkiem, a on, nieco zmieszany, wpatrywał się na dziwacznego krewetko-człowieka.

Borys czując na sobie spojrzenie chłopaka, uniósł lekko brew, a jego czółki poruszyły się trochę szybciej.

Nagle na drugim końcu lady w stołówce pojawiły się dwa dania. - grochówka z...ryżem? Jakaś papka w wodzie od grochówki w każdym razie. Na drugim talerzu znajdowały się ładnie zdobione i pięknie pachnące szaszłyki drobiowe.

Rosjanka puściła wiązankę w ojczystym języku, mijając całe towarzystwo, by dojśc do swego wyczekiwanego posiłku. Nie wyglądał apetycznie, ale Nikita nie miała zamiaru wybrzydzać. “Zupę” wchłonęła prawię na raz nie kwapiąc się o coś takiego nawet jak łyżka. Gdy przełknęła “potrawę” wzdrygnęła się lekko. - Przepyszna... macie może frytki i hamburgera? - Zapytała, z całych sił próbując zmyć z twarzy obrzydzenie.

- Nikita, nie chcesz tej porcji? - blondyn zaproponował wygłodniałej wilczycy syberyjskiej to, co jest w stanie zachamować jej złość - jedzenie. Nie wiedział czemu, ale był pewien, że kosztował już szaszłyków.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że Mr.Love uraczył go częścią swojej “Nauczycielskiej-ekstra-plus” porcji, serwując przy tym liczną porcję niemalże czyszczących pamięć rymów.

Kucharz spojrzał na Rosjankę zawiedziony.
- W szkole zabrania się podawania fast-foodów. Będziesz musiała przejść się do centrum. Nie są zdrowe i w żadnym wypadku pomocne. To sam tłuszcz i nawet się nie najesz! - stwierdził olbrzymi mężczyzna.

Ta wiadomość była jak bagnet w serce dla Nikity. Jej ulubiony rodzaj jedzenia był zabroniony.
Z zasmuconą miną zapytała ponownie.
- Jakieś steki chociaż? - Zamrugała robiąc “cielęce oczka”.

Azjata zaklasnął w dłonie i zaczął je opicerać z szerokim uśmiechem.
- Steki to świetne źródło białka. A z ważywkami mają nawet więcej wartości odrzywczych...dziesięc kredytów.

- Ja naprawdę już jadłem, Mr.Love mnie uraczył swoją porcją. - blondyn delikatnie zmierzwił fryzurę dziewczyny. - Tym razem możesz wziąć moje szałszyki - dodał. Spojrzał nieco wymijającym wzrokiem na kucharza, mając nadzieję na to, że nie robi mu żadnej formy urazy tym, co właśnie wykonuje.
Jego język z trudem zatrzymał się, nim uczy zgromadzonych mogły usłyszeć komentarz o domniemanej pojemności żołądka syberyjskiej wilczycy.

Wygłodniała rosjanka położyła na ladę dziesięć kredytów i wzięła szaszłyki.
- *Spasiba* - Rzuciła tylko biorąc jedzenie ze sobą do najbliższego stolika. Biedne szaszłyki... czym one sobie zawiniły by zostać tak bezlitośnie pożarte?

Borys dokończył w końcu swoją porcję, nie kwapiąc się nawet tym by usiąść przy stoliku. Oddał kucharzowi tackę i ukłonił się w podziękowaniu, po czym kilka razy strzelił kostkami, swych ogromnych “krewecich” łap.
- Dobra, ja idę poszukać siłowni i szefa klubu bokserskiego. Widzimy się raczej jutro na zajęciach. -stwierdził na pożegnanie unosząc ogromną łapę w górę.

Do grupy wrócił Fi z talerzem pełnym smażonego ryżu z kurczakiem. Zdawał się przy tym niezwykle uradowany. Rozejrzał się za postawnym kolesiem z czułkami, nie widząc go jednak wzruszył ramionami i dosiadł się do pozostałych.
-Łał, ale tu mają wielkie porcje -Stwierdził mówiąc trochę do siebie, i trochę do innych.
-A gdzie poszedł tamten z czułkami... jak on się nazywał?

- Borys... - Odpowiedziała niemal natychmiastowo Nikita rzucając obgryzioną wykałaczkę na talerzyk. Kiedy to już zjadła przystawkę, odwróciła wzrok na kuchnię, wyczekując dania głównego. - Poszedł szukać klubu czy coś. - Oparła łokcie na stół, stukając palcami wskazującymi jeden o drugi.

-Borys powtórzył chłopak by lepiej zapamiętać
- Czemu właściwie się zapisaliście do wojska? Fi doszedł do wniosku że musi to z siebie wyrzucić, nie był w stanie zrozumieć co pcha ludzi do tej organizacji, może jeszcze gdyby było zagrożenie jakąś wielką wojną ale teraz? Spojrzał po towarzyszach licząc na ich odpowiedzi.
-Chodzi mi o to że to raczej robota bez większej przyszłości w okresie pokoju, a na nic innego się nie zanosi

- Bez przyszłości? W takim razie co tutaj robisz? - Nikita spojrzała na Fi z ukosa. - A twój termin “na nic się nie zanosi”, może szybko się zmienić zanim się obejrzysz. Trzeba być gotowym. - Kiwneła głową, przytakując samej sobie.

Fi kiwną głową w zamyśleniu. Dość szybko kończył swój posiłek zbierając już ostatnie kęsy by wreszcie odstawić talerz.
-Aaa... to było dobre. Jeżeli chodzi o nieustanną czujność to przyznam że takie podejście mi się podoba. Ja się pod wpływem emocji zobowiązałem wstąpić,i już później nie miałem odwrotu.

Czas oczekiwania się zakończył, kawał mięsa z warzywami właśnie czekał na odbiór.
- W końcu! - Uśmiechnęła się szeroko idąc po swój posiłek. Wzięła talerz i wróciła na swoje miejsce. Tym razem przy użyciu sztudźców zaczęła zajadać stek.
- A tcham... odfrotu nie mha. - Powiedziała z pełnymi ustami, a gdy przełknęła pokarm dokończyła. - Ktoś ci lufę do skroni przyłożył? Nikt cię tu na siłę nie trzyma. - Nikita nie chciała zniechęcać Fi, wyraziła tylko swoje zdanie.

Jak mówiłem że się zobowiązałem, to dokładnie to miałem na myśli. Nie łamię danego słowa, więc zostanę tu aż nie wywiąże się z złożonej obietnicy. Nie narzekał bym gdyby coś się jednak stało i armia była użyteczna. Ostatnie słowa wypowiadał z pewnym rozmarzeniem.
Przyszliście tu z jakimiś znajomymi?

Henry przez jakiś czas ignorował pozostałych, przeglądając ofertę stołówki, gdy w końcu z głośnym westchnięciem mruknął pod nosem: "Tak jak myślałem, nic dla prawdziwego naukowca", po czym wyszeptał kilka słów do swojego osobistego komputera i usiadł wraz z pozostałymi. Niedługo potem zaś stało się coś dziwnego, gdyż spółkujący ze sobą rosjanka i domniemany agent nim się obejrzeli zauważyli leżącego przed mózgowcem podwójnego cheeseburgera z frytkami i puszką Dr. Peppera, które zajadał ze smakiem.
- Ja żadnych znajomych tutaj nie mam. A przynajmniej takich których mogę zdradzić niewtajemniczonym - rzekł z pełnymi ustami.

-a jak można takie wtajemniczenie uzyskać? spytał automatycznie, nawet nie specjalnie przywiązując uwagi do swoich słów. po prostu chciał coś mówić by nie zapadła cisza.

- Znam was... i dwie osoby jeszcze. Nie mam tutaj znajomych. - Rzuciła od niechcenia w przerwie miedzy zajadaniem. Stek nie miał żadnych szans z kłami Nikity.

- Ah, trzeba spełnić szereg wymagań. Choć ty akurat powinieneś o tym wiedzieć - Henry posłał Fi kolejne przeszywające spojrzenie. - Ale dla dobra dyskusji zagrajmy w twoją grę. Więc aby zostać wtajemniczonym należy...
Sposób Fi na podtrzymanie rozmowy okazał się wręcz zbyt wielkim sukcesem, gdyż okazało się że gadatliwy naukowiec potrafił w istocie rozwinąć każdy możliwy temat do granic przyzwoitości.
- ... a potem już tylko składasz odpowiednie papierki, podpisujesz klauzulę tajności i mogę ci powiedzieć wszystko co wiem - zakończył Henry po prawie dwudziestu minutach monologu, gdy domniemany agent i rosjanka czuli jak mózgi zaczynają im powoli wypływać przez uszy.

Mniej więcej w połowie monologu Fi zapomniał o co pytał, a nawet o tyn że cała ta wypowiedź była odpowiedzią na jego pytanie. Nie sądził ze słuchanie kogoś może być tak męczące.

Kiedy Henry zakończył swój słowotok, Nikita podniosła się i grzmotnęła rękoma o blat.
- Nie będę słuchać więcej tego pierdolenia!! - Warknęła, po czym pośpiesznym krokiem opuściła stołówkę. Biedna nawet nie dokończyła swego steka.
- *Sleduyushchiy raz ya vzorvu rot* - Syknęła jeszcze pod nosem, niezbyt delikatnie obnosząc się ze drzwiami.

Naukowiec w odpowiedzi wzruszył ramionami, po czym zgniótł w dłoniach puszkę po napoju i cisnął nią do najbliższego kosza niczym koszykarz.
- Te kobiety, co nie? - zapytał Fi, przewracając wymownie oczami. - Moja asystentka też na początku nie mogła znieść prawdy, ale w końcu była zmuszona ją zaakceptować.
Po tych słowach Henry również wstał od stołu i przeciągnął się.
- Więc żegnaj, podejrzany przybyszu z półświatka. Jeśli zostałeś wysłany żeby mnie śledzić, to wiedz, że udaję się teraz do pracowni naukowej. Jednak bez odpowiedniej wiedzy z dziedziny techniki i fizyki jądrowej wątpię czy zrozumiesz nad czym pracuję. Adios! Khahahahaha! - dziwak odszedł śmiejąc się opętańczo niczym prawdziwy szalony naukowiec.

Fi nie rozumiał jedynie dlaczego Nikita nie przerwała mu wcześniej, może nawet ona nie mogła przełamać się przez ten zwarty potok słów? Gdy odeszła odprowadził ją wzrokiem po czym wrócił spojrzeniem w stronę Henrego. Gdy i ten odszedł westchnął ciężko. Więc to z nimi spędzi najbliższych kilka lat? Stwierdził że nie mając nic do roboty pójdzie się przejść, a jak postanowił tak też uczynił.

*Następnym razem rozwale mu pysk*
 
Felix jest offline  
Stary 07-06-2013, 09:25   #6
 
Deadpool's Avatar
 
Nikita vs Claudette


Pierwszy dzień, a już najadła się nerwów za cały tydzień. Postanowiła wyżyć się na jakimś bogu ducha winnym worku treningowym. Jako że nie znała zbytnio budynku szkoły, kierowała się holograficznymi informacjami na ścianach. Po paru chwilach była na miejscu, gdzie było już kilkunastu uczniów. Niektórzy rzeczywiście trenowali, a niektórzy przyszli chyba tylko poplotkować. Gdy już znalazła swój worek, zrzuciła górną cześć mundurku szkolnego, pozostając w czarnym, obcisłym tank topie. Ze swej niedużej torby wyciągnęła czerwone rękawice bez palców, które zaraz po tym założyła. Sprawdziła czy rzepy trzymają mocno, po czym uderzyła jedną pięścią w drugą.

Kolejne minuty mijały gdy worek dostawał od potężnych kopniaków, piąch, łokci od mizernej postury Rosjanki. Przy każdym uderzeniu był głośny huk, który echem odbijał się od ścian sali gimnastycznej. Jej wyraz twarzy był niemal zwierzęcy, a wzrok przewiercał worek na wylot. Beztroskie okładanie worka nie trwało długo, ktoś postanowił poszturchać patykiem gniazdo szerszeni...

- Nie mów... dał ci kosza? Znaczy nic dziwnego, taką dzikuskę jak ty powinno się trzymać w klatce. Kyahah! - Zbyt znajomy, szyderczy głosik dochodził zza pleców Nikity. Gdy ta odwróciła się ujrzała Claudette, nienawistnym spojrzeniem niemal zadźgała Francuskę.

- *Suka* przyszłaś po wpierdol?! - Warknęła Nikita powoli zbliżając się do Claduette.

- A nie mówiłam? Amazonka! - Zarechotała w taki sam sposób co przed chwilą gdy zwracała się do kilku swoich nowo nabytych popleczniczek. De Noirceur także postąpiła w przód, na spotkanie Kravchenko. Obie dziewczyny oparły się czołami, patrząc sobie głęboko w oczy. I wcale nie było w tym nic romantycznego...

- Ty *chienne*, gadasz tak jakbyś była do tego zdolna. - Syknęła piękność o długich czarnych włosach.

- Morda w dupę, żabojadzie. - Wyszczerzyła zęby w grymasie złości Rosjanka.

Obie dziewczyny w jedno tępo odchyliły głowy w tył i z impetem przyrżnęły sobie z główki. Po sali rozległ się dźwięk, jakby ktoś uderzył młotem w kowadło, a obie agresorki odrzuciło w tył parę kroków. Nikita przybrała postawę combat sambo, a Claudette Krav magi. Starcie dziewczyn właśnie się rozpoczęło. Pierwsza do ataku ruszyła Rosjanka, z wyskoku uderzając pięścią w czoło znienawidzonej istoty. Ta nie przejmując się ciosem złapała Nikitę za pas i przerzuciła za siebie. Rzucona wpadła w ławki pomiędzy paru uczniów, którzy byli zszokowani tym co widzieli. Każdy jednak szybko zszedł z drogi rozwścieczonej Nikity.

Claudette tylko kiwnęła zachęcająco głową. Rosjanka nie mogła przecież odrzucić tej koszącej oferty, ponownie zaszarżowała, gdy nagle weszła wślizgiem pod Claudette, i obiema nogami wyrzuciła ją w powietrze. Nikita błyskawicznie postawiła się nogi, a zanim jej przeciwniczka spadła na podłogę zdążyła jeszcze przyrżnąć jej podbródkowym. W momencie gdy pięść Rosjanki zetknęła się ze szczęką francuski, ta chwyciła jej rękę i objęła ją dodatkowo nogami, by ponownie rzucić Kravchenko za siebie. Jeszcze w powietrzu jakimś sposobem wymanewrowała tak by opaść na ugięte nogi. Tym razem do ofensywy przeszła De Noirceur, dopadając do rosjanki, z serią kopniaków i uderzeń pięścią. Wiekszość ciosów Kravchenko zablokowała, zbiła w bok, jednak parę udało się prześlizgnąć przez gardę trafiając w brzuch. Nie pozostając dłużną Rosjanka, odwdzięczyła się dwoma potężnymi ciosami pięścią pod żebra. Uderzenia były tak silne że Francuska aż podskoczyła dwa razy. Nie dając szansę na kontrę, ta uważana za amazonkę chwyciła przeciwniczkę za włosy uderzając kolejno, z pięści, tą samą pięścią na odlew, znowu tą samą w twarz, z kolana w brzuch a na koniec złączyła obie dłonie w swoisty młot, by przyrżnąć z wściekłym rykiem Claudette w potylicę. Wszystko się udało, tylko De Noirceur nadal twardo trzymała się na nogach, jej ręce zawibrowały, po czym uderzyły jednocześnie w pierś Nikity, rzucając nią w ścianę.

- Heh... więc tak chcesz sie bawić *suka*?! - Dźwignęła się do góry obolała Kravchenko.

- Nie będę się na ciebie oszczędzała! - Warknęła Claudette, a jej dłonie ponownie zawibrowały, gdy splunęła w bok niebieską krwią z przegryzionej wargi.

- To cyborgi?! Nie widać żadnych wszczepów! -

- Dawać! Rozjeb ją! -

- Niech ktoś pójdzie po nauczyciela, bo się pozabijają! -

- 50 kredytów na ruską! -

Bijatyka wywołała niemałe poruszenie, kilku uczniów rzeczywiście poszło po jakiegoś nauczyciela, inni z zafascynowaniem oglądali walkę.

Rywalki rzuciły się do szaleńczego biegu, obie zamachnęły się do tyłu by posłać prostego w twarz przeciwniczki. Wszczepy wskoczyły na najwyższe obroty a gdy pięści zetknęły się z twarzami w tym samym momencie, obie zamarły na moment. Trwały w takiej pozycji kilka sekund, by zachwiać się i ponownie oprzeć się czołami.

-*J'ai... gagné...* -

-*Ya... vyigrala*... -

Powiedziały, czy raczej wymruczały to jednocześnie, by zatoczyć się jakby miały nadmiar promili i runąć na podłogę jak kłody...

- Ktoś wie gdzie są ich pokoje?- zapytał Borys, który przez całą walkę dziewczyn, okładał swój worek treningowy, niezbyt przejmując się sprzeczką. Jakaś wyraźnie roztrzęsiona walką dziewczyna, przytaknęła i powiedziała że widziała jak francuska wychodzi z przydzielonego jej pokoju. Kto inny zaś rzucił numerem 06, który miał dotyczyć Nikity.

Normalnie Borys by nie interweniował, ale jako że były to jego koleżanki z klasy, wolał by uniknęły konfrontacji z nauczycielami już pierwszego dnia.

Chłopak bez większych trudności uniósł obie z pierwszoklasistek za fraki, zarzucając sobie dwa androidy na potężne ramiona, niczym pierwotny łowca swa zdobycz.

- Interwencja nauczycieli nie będzie potrzebna. -stwierdził poważnie. - Regulamin nie zabrania wspólnych treningów, a to można jako taki traktować. -dodał jeszcze do gapiów, po czym człowiek krewetka ruszył w stronę wskazanych dormitoriów.

Okazało się, że obie dziewczyny mieszkają w tym samym pokoju, wraz z trzecią nieznana jeszcze mutantowi dziewczyną. Borys ułożył każda z dziewczyn na osobnym łóżku, po czym swoja wielka dłonią poklepał rodaczkę po policzku - Żyjesz czy masz zamiar spać cały dzień?

Rosjanka zamruczała coś niezrozumiałego, po czym powoli otworzyła oczy. Widząc gdzie jest otworzyła je szerzej i nerwowo rozejrzała się dookoła.
- Wygrałam?! - Sapnęła głośno, patrząc na Borysa.
- Nazwałbym to remisem. -stwierdził opadając na krzesło przy stoliku, dłonią przygładzając swe włosy, jak to miał w zwyczaju.

Nikita zmarszczyła brwi i zerknęła na bok, widząc nadal nie przytomną rywalkę uśmiechnęła się szeroko. - HA! obudziłam się pierwsza, czyli wygrałam! - Zacisnęła piąstki ku górze. Po chwili jakby sobie coś uświadomiła. - Zaraz... jak się tu znalazłam? Ty mnie tu przyniosłeś? - Zadała pytania jedne po drugim.

- Da. -odparł krótko opierając się na drewnianym krześle, które aż stęknęło pod jego ciężarem. - Takie poważne bójki z tego co wiem są zakazane przez regulamin, miałybyście kłopoty gdyby nauczyciel was znalazł. -wytłumaczył dodatkowo.

- Miałaś farta... i tyle... - Wycedziła ledwo Francuska, podnosząc się delikatnie na łóżku.
- Następnym razem... - NIe dokończyła gdy Nikita weszła jej w słowo.
- Następnym razem bez ostrzeżenia cię rozpieprze... - Warknęła, lecz zaraz po tym syknęła z bólu trzymając się za plecy. - Dziękuje Borys, kiedyś ci się odwdzięczę... jakoś... - Wzruszyął ramionami, z niemrawym uśmiechem.

- Nie ma potrzeby, jesteśmy w jednej klasie, to jak oddział wojskowy. Trzeba traktowac innych jak członków rodziny. -stwierdził rusek, posyłając obu dziewczyna wymowne spojrzenie z cyklu “weźcie te słowa sobie do serca” - A wy jeżeli macie problem powinnyście rozwiązać go raz a dobrze, bo inaczej prędzej czy później któraś z was albo wyleci ze szkoły, albo zrobi sobie coś poważnego.

Obie dziewczyny zrobiły naburmuszone miny i z założonymi rękoma odwróciły głowy w przeciwnych kierunkach.
- Ona zaczęła. -
- Ona zaczęła. - Rzuciły jednocześnie. Niektórzy pomimo pełnoletności nadal są dziećmi...

Borys tylko westchnął i pokiwał głowa na boki, wyrażając tym samym swoją bezradność. - Ostrzegam, że jeżeli kiedyś wyślą nas w teren a dalej będziecie skakać sobie do gardeł osobiście was uspokoję. -stwierdził z powagą. - Teraz powinnyście sobie podać dłonie po udanym sparingu. -dodał gromiąc je wzrokiem.

Szmerając pod nosem zrobiły to o co je prosił, uścisnęły dłonie... i jakoś nie specjalnie chciały je puścić. Borys mógł zobaczyć jak ich dłonie wibrują.
- Twój nowy chłopak *chienne*? - zadrwiła Claudette.
- Morda żabojadzie. - zripostowała szybko Nikita.

- Spokój! -ryknął Rosjanin kładąc po jednej dłoni na głowach kłócących się dziewczyn. - Bo zaraz znowu pójdziecie spać. -dodał a żyłka na jego skroni drgnęła lekko.

Skarcone dziewczyny uspokoiły się, przynajmniej odrobinę.
- Wybacz Borys, nie chciałam cię zdenerwować... - Skuliła nieco głowę Rosjanka. Claudette zaś tylko fuknęła i odwróciła się w stronę ściany.
- Że los chciał, byście siedziały w jednym pokoju. -westchnął powoli wstając z krzesła.- Swoje zrobiłem, więc dam wam chyba odpocząć. Tylko nie zagryźcie się tutaj w nocy. -stwierdził z lekkim uśmiechem, a każda z jego czułek zwróciła się w stronę innej z dziewczyn.
Nikita powiodła wzrokiem za wychodzącym Borysem. - Trzymaj się. - Uśmiechnęła się do niego życzliwie. Resztę dnia spędziły w grobowym milczeniu, od czasu do czasu posyłając sobie przesiąknięte jadem spojrzenia. Nawet nie zauważyły jak trzecia lokatorka, prześlizgnęła się obok prosto do swego łóżka.
 
__________________
"My common sense is tingling..."
Deadpool jest offline  
Stary 07-06-2013, 23:03   #7
 
Tropby's Avatar
 
Przygody szalonego naukowca


Henry bynajmniej nie przejmował się agresywną reakcją dziewczyny na stołówce. W gruncie rzeczy wyglądał nawet na zadowolonego. Prawdopodobnie dlatego że człowiek-krewetka zgodził się zostać jego królikiem doświadczalnym. Tylko czy naukowiec wyraził dostatecznie jasno swoje zamiary? A zresztą, kogo to obchodzi! Prawdziwy badacz nie przejmuje się takimi szczegółami! Henry miał teraz za to dużo ważniejsze sprawy na głowie. Jak znalezienie odpowiedniej sali do przeprowadzania eksperymentów. Tak, w obecnej chwili to był jego priorytet. W końcu nie przybył tutaj żeby bawić się w żołnierza, tak jak jego nowi koledzy. On był geniuszem! A geniusz nigdy nie zaprzestaje samodoskonalenia.
- Juliet, zgłoś się - rzekł Henry do urządzonka na swoim przedramieniu, gdy zbliżał się do sal badawczych.
- Ledwo zdążyłam przygotować kawę - odpowiedział mu niewyspany kobiecy głos. - Naprawdę każą wam wstawać wcześnie w tej akademii.
- Więc to dlatego nie załączyłaś trójwymiarowej konferencji! - zagrzmiał tryumfalnie naukowiec. - Czyżbyś dalej była w piżamie, moja leniwa asystentko?
- Zabronisz mi? - rzuciła obojętnie dziewczyna przez mikrofon.
- Lepiej nie zaniedbuj swoich obowiązków, bo znajdę sobie lepszą pomocnicę.
- Jakby ktokolwiek inny dał się przekupić mieszkaniem w takiej ruderze - westchnęła Juliet. - Przyjęłam twoją ofertę tylko dlatego, że opłacasz czynsz, a czesne na uniwerku tak poszły w górę, że do wyboru miałam tylko mieszkanie w jednym pokoju z trzema współlokatorami.
- Do rzeczy, asystentko - polecił Henry uciszającym tonem i nagle spoważniał. - Udało ci się znaleźć jakieś informacje dotyczące agenta o pseudonimie Fi? Ewakuowałem się czym prędzej z pomieszczenia jadalnego i skan personalny niczego nie wykrywa, ale wciąż mogę przysiąc że czuję na karku jego oddech. Wygląda na to, że jest bardziej przebiegły niż początkowo przypuszczałem. Obawiam się, że może czyhać na moje życie.
- Nagle alternatywa wydaje się o wiele bardziej kusząca - mimo braku wizji łatwo było dostrzec jak dziewczyna przewraca oczami. - Prawdopodobnie jest mutantem, jednak jego cechy zewnętrzne nie wskazują na fenotyp żadnego obecnie istniejącego gatunku zwierzęcia.
Henry zamilkł, zastanawiając się nad czymś dogłębnie. W ciszy mijał po kolei sale badawcze, otwierając po kolei wszystkie drzwi, by obiec je wzrokiem i ruszyć dalej.
- Nie wyglądał na dinozaura, więc to trochę zawęża obszar poszukiwań. Postaraj się dowiedzieć o nim jak najwięcej. O reszcie też - oznajmił w końcu, po czym pozwolił sobie na delikatny uśmiech. - Aż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Dwa mutanty w jednej klasie! Do tego jestem niemal pewien, że tamta Rosjanka jest cyborgiem. Choć te nie są już tak rzadkie, ale wciąż stanowią dobry materiał do badań.
- Tylko nie przesadź - ostrzegła go Juliet. - Chyba nie chcesz, żeby znowu wyrzucili cię ze szkoły. To może być twoja ostatnia szansa, żeby coś osiągnąć.
- Nie przejmuj się asystentko. W końcu jestem geniuszem! Khahahahaha!
Naukowiec roześmiał się ponownie i założył ręce pod boki, krocząc dalej korytarzem wzdłuż sal laboratoryjnych kompleksu naukowego.
- Zamknij mordę.
Impulsywnie Henry zatrzymał się. Gdy tylko spojrzał w lewo zobaczył otwarte drzwi z których nadeszło to polecenie. Skierowane do niego.


W drzwiach stał przedziwny mutant o ciemno-niebieskiej niemal czarnej skórze, o diabelskim, krótkim ogonie zakończonym strzałką. Wyglądające jak wełna włosy przykrywały spiczaste uszy które wydawały się być niemal równie spiczaste co rogi o zaokrąglonych końcach, wystające z czupryny w niemal idealnej symetrii.
Jej gabaryty wskazywały, że postać była kobietą. I to nie byle kobietą. W dodatku z nieskromnym gustem w kwestii ubrań.
Henry nie mógł też nie spostrzec przedziwnego stworzenia skaczącego na jej ręce. Właściwie wyglądało ono jak dłoń z oczami o ogonem. Oraz palcami przypominającymi ramiona ośmiornicy.
- W kompleksie badawczym należy zachować ciszę. Zresztą, kto cię tu wpuścił? Dzisiaj nie ma wstępu. - poinformowała naukowca.
- Oh, witam i przepraszam najmocniej. Zabłądziłem trochę - rzekł naukowiec, podchodząc do mutantki, po czym wyciągnął do niej rękę. - Jestem nowym rekrutem. Henry Mason.
- Geenie Geit. Geniusz i lider kółka naukowego. Witaj nubie. - uścisnęła dłoń Henriego bez większego przejęcia. - Jeżeli możesz to zawróć tym korytarzem i wynieś się stąd. Kompleks zostanie udostępniony publicznie dopiero jutro.
Henry był jednak zbyt upartą osobą, by tak łatwo się poddać. Mutantka, a zwłaszcza jej wygląd, intrygował go obecnie nawet bardziej niż człowiek-krewetka.
- Jednak ty tu jesteś - zauważył naukowiec z przyjaznym uśmiechem. - Przygotowujesz na jutro sale laboratoryjne? A może pracujesz nad jakimś fascynującym projektem? Właściwie to przez jakiś czas studiowałem robotykę na Uniwersytecie Stanu Utah. Może mógłbym ci w czymś pomóc skoro już tu jestem?
- Mógłbyś mi pomóc w oddychaniu, poprzez wstrzymanie oddechu i opuszczenie tego miejsca. - zaproponowała. - Wybacz, moja wina, że nie zamknęłam kompleksu na klucz. Przygotowuję s w o j ą salę i s w o j e eksperymenty do badań. - odparła arogancko nie zważając na dobre chęc i najzwyczajniej w świecie grzeczność Henriego.
To jednak jeszcze bardziej pobudziło jego ciekawość. Wstrzymał nawet oddech przy słowie "eksperymenty". Teraz wiedział już że nie odpuści dopóki nie dowie się nad czym pracuje Geenie.
- Tak, oczywiście - rzekł Henry, cofając się o krok. - Przepraszam, że zająłem ci czas. Już sobie... WAAAAAH!
Naukowiec niespodziewanie potknął się o własne nogi, lądując na plecach. Chwilę wcześniej jednak z jego nogawki wypadła niewielka metalowa kulka która w momencie nadmiernie głośnego upadku Henrego przeturlała się między nogami dziewczyny, by ukryć się pod jednym ze stołów w sali badawczej.


- Jesteś tak głupi, że nie potrafisz nawet stać? - spytała zdziwiona dziewczyna unosząc brew. Gdy tylko henry zerknął na wyświetlacz swojego CMU, dostrzegł biały pokój z kilkoma stołami i masą kartonów. Widać dziewczyna nie zdążyła jeszcze zbyt wiele rozstawić.
- To się nieczęsto zdarza - oznajmił Henry, wstając i otrzepując się, po czym spojrzał na swoje nogi z lekkim zdziwieniem. - Ktoś musiał przejąć kontrolę nad moim ciałem. Dziwna sprawa.
Naukowiec stał w miejscu jeszcze przez moment, zerkając niby mimochodem do sali za dziewczyną, by upewnić się że robocik jest niewidoczny.
- W takim razie żegnam, geniuszko. Miło było cię poznać - rzekł do nowo poznanej mutantki, po czym odwrócił się i ruszył w stronę wejścia. Po drodze jednak odwrócił jeszcze wzrok na moment, by spojrzeć na dziewczynę z zawadiackim uśmieszkiem
- Goodbye, babe - rzucił na odchodnym, gdy nagle jego sylwetka rozmyła się i znikła z korytarza. Co prawda wiedział że zapłaci za to ostrym bólem głowy, ale było warto.
 

Ostatnio edytowane przez Tropby : 07-06-2013 o 23:09.
Tropby jest offline  
Stary 08-06-2013, 12:46   #8
 
Zajcu's Avatar
 
Czasami człowiek ma zwyczajnie dość. Czuje się osłabiony i osaczony przez znajdujące się wkoło niego zakazy, jak i zwyczajnie przez społeczeństwo. W przypadku nieco zdziecinniałego blondyna, który nie miał zbyt wielu doświadczeń tego typu, naturalnie występowało to nieco częściej. Właśnie wtedy uciekał on do miejsca, które wszyscy kojarzyli z wolnością, z marzeniami, z nieograniczonymi wręcz możliwościami. Tak więc skromna sylwetka ubranego w nieco nudny, regulaminowy mundurek z położoną tuż obok torbą górowała teraz nad niemalże całą latającą wyspą.
Widoki, które potrafiły zaprzeć dech nie tylko w piersiach, ale i procesorach, w tym właśnie momencie docierały do niego - z każdej strony w bliższej, czy dalsze odległości znajdowała się... pustka, ot niewypełnione niczym powietrze. Miejsce, które powinno nieistnieć, ruchomy dach świata.
- Olimp? - Yami zaśmiał się gorzko, kładąc się na dachu obserwatorium.
- Po mojemu to tylko chmura. - doszło zza pleców chłopaka.
- Miałem raczej na myśli wyspę, nie zaś niebo - skomentował, obracając głowę w kierunku dochodzących dźwięków.
Był to prosty chłopak, nieco starszy od Soekiego. Zajadał się arbuzem siedząc nieopodal w szlafroku. Jego osobliwa broda zdążyła już wchłonąć kilka pestek.
Szczerymi oczami przyglądał się okolicy, brakowało w nim jednak większej pasji.
- Cóż, są takie cztery. Sugerujesz, że ktoś zniszczył olimp? - spytał.
- Kto wie, z pewnością znalazł się ktoś, komu wszedł w drogę - Yami przypuszczał głośno, przekazując w słowach trudną do znalezienia nutkę całkowicie bezzasadnej irytacji. Z całą pewnością znajdujący się koło niego osobnik jest starszy starzem, zaś miejsce to nazwał swoim na długo przed Soekim.
- Hmm...pewnie Tytani. - stwierdził mężczyzna przypominając sobie jakieś urywki mitologii które siedziały w jego głowie. - Powiedz...byłeś na apelu? - spytał przechylając lekko głowę.
- Chyba tak - stwierdził niepewny blondyn. Jego ręka odruchowo powędrowała w kierunku potylicy, zaś kilka krótkich ruchów zdawało się magicznie sprawić, że jego umysł zdoła wydalić z siebie kolejną sentencję. - Przynjamniej o ile można to nazwać apelem - dodał po chwili.
- "chyba tytani czy chyba apel...?" - mruczał pod nosem chłopak w zastanowieniu. - Ah...dawali jakieś ważniejsze ogłoszenia? - zapytał, aby wgryźć się w arbuza czekając na odpowiedź.
-Tylko organizacja najbliższych dni, nic więcej - blondyn streścił nic nie warte przedsięwzięcie, będące przedziwnym, nieco skamieniałym reliktem w czymś, co wiele osobników nazywa dumnie “Przyszłością”.
- To dobrze. - ucieszył się. - Powiedz...z jakiego ty rocznika? - spytał próbując zorganizować jakąś dyskusję. Najwidoczniej nie był typem o zbyt dużym zasobie tematów do rozmów. - Pierwszak czy coś? Nie widziałem cię wcześniej.
- Soeki Yami, klasa 1B - blodyn przedstawił się nudną, zasłyszaną gdzieś formułką. Czasami powinno się zachowywać pozory, innym razem działać w miarę swych możliwości w nieograniczonej wolności.
- To było nudne. Jesteś anemikiem? - spytał przechylając głowę.
Następnie wolnym ruchem zabrał talerz z kawałkami arbuza i wysunął go w stronę Soekiego. - Może ci cukru brakuje? Zamęczysz się tu bez energii. - ostrzegł.
-Hmm? - blondyn początkowo tylko burknął bliżej nieokreślonymi dźwiękami tuż pod powierzchnią swego nosa. Dopiero po chwili zmienił pozycję do siedzącej, i spojrzał w kierunku starszego osobnika bliższym zwyczajnego wzrokiem. Ot, nieco złości i szczęścia doprawione dawką smutku. Tylko coś zdawało się przebijać przez mieszankę, wskazując na coś ukrytego...
- Każda osoba, którą spotkałem korzystała z tego algorytmu - stwierdził, gdy cisza zaczynała być niezręczna. - Nawet jeśli nie lubię tego typu ograniczeń, to ciężko podpadać pierwszego dnia? - zaśmiał się głośno. Gdy te słowa opuściły jego umysł, by urzeczywistnić się na dachu wieży astronomicznej, młody Yami zdał sobie sprawę, że zaprzeczył sam sobie - z całą pewnością łamał bowiem teraz regulamin.
Mężczyzna milczał przez chwilę, po czym odłożył skórkę po arbuzie na talerz i pochylił się nieco w stronę Soekiego, aby wyraźnie widzieć jego twarz.
- Każda osoba którą poznałem...korzystała z tego algorytmu...- wyszeptał ciężkim głosem, naśladując mafijnego Dona czy innego typowego bandziora w stylu noire. - Pff. - wybuchnął lekkim rozbawieniem. - Sorry, ale jestem na tyle tępy aby drugi raz siedzieć w pierwszej klasie. Możesz do mnie mówić po ludzku? - poprosił z mało poważnym wyrazem twarzy.
- Gdyby nie było powodu, nie miałbyś chyba możliwości powtórzenia roku - blondyn zauważył, komplementując przy tym swego rozmówcę.
- Może zacznijmy jeszcze raz - na twarz pierwszoroczniaka wypłynął szczery uśmiech.
- Jestem Soeki Yami, co oznacza mniej więcej “Ciemną, złą plagę” - powiedział, zaś rozbawienie na jego twarzy zdawało się niewspółgrać z wypowiadaną treścią. - Moi staruszkowie byli nieco dziwny, by dać dziecku tak na imię, prawda? - zaśmiał się, mrużąc przy tym nieco oczy.
- Prawda. - przyznał natychmiastowo wyciągając rękę do Soekiego. - Jestem Matt Forte. Co znaczy, mniej więcej, "Matt Forte". - chłopak zachowywał się w niezwykle prostacki sposób. Przedrzeźniał uparcie Soekiego, jednak w jego twarzy było widać pewną dozę szczerości. Każdy ma inne poczucie humoru, czyż nie? - Moi starsi chyba byli trochę normalni.
- Taa - przyznał rozmówcy rację, zaś jego wzrok udał się w kierunku nienaturalnie wręcz pięknego nieba.
Rozmówca skrzywił się nieco gdy odmówiono mu uścisku dłoni.
- Hmm...więc...dlaczego tak bardzo lubisz niebo? - zapytał dłubiąc sobie palcem w uchu.
- Niebo symbolizuje wolność, a ta jest piękna - blondyn odparł krótko, z nieco mdłym uśmiechem na ustach. Kosmyk włosów opadł na jego oczy, jakby chcąc ukryć go przed potencjalnym wyśmianiem.
- Tak? A niby dlaczego ma ją symbolizować? - zapytał Matt - Hmm...Jest otwartą przestrzenią. Ale to samo dotyczy chociażby oceanu. I kosmosu. Choć w sumie niebo można zaliczyć jako część kosmosu. - stwierdził w końcu Forte. - Cóż, kto co lubi.
- Bo się nie kończy? - Soeki stwierdził, niemalże jakby była to największa z oczywistości. Ot, zwyczajnie - było to coś, o czym nie myślał, raczej - rzecz, której był nie tylko świadom, ale i absolutnie wręcz pewien.
- Hmm? - zastanowił się Matt. - Nie kończy się? Ciężko dowieść czegoś takiego nie sądzisz? - spostrzegł.
- Pokaż więc jego koniec, coś co je ogranicza - blondyn warknął niemalże zbyt agresywnie, zwłaszcza gdy zwracał się do kogoś starczego od niego.
- To tak jakbyś mi kazał udowodnić, że bóg nie istnieje. - zaprotestował błagalnym wręcz jękiem. - Czy ja wyglądam jak wróżka? Ruszyć dupę na szczyt tej wieży to dla mnie dużo roboty.- Chwalenie się lenistwem nie miało większego miejsca w tej rozmowie...Co zdradzało, że Matt dalej nie brał jej na poważnie. - Młody, wyluzuj.
- Udało ci się mnie zanudzić, gratuluję - westchnął blondyn, zeskakując z wieży.
- STÓJ! - wrzasnął Matt rzucając się na Soekiego.
W ostatnim momencie złapał chłopaka za rękę. Teraz zaczął on zwisać z...bardzo wysoka. Spostrzegł jednak coś zaskakującego. Jego PSI nie zadziałało. - Wolisz zginąć niż się nudzić?
- Kim jesteś, by mi rozkazywać? - blondyn spojrzał w oczy swego agresora, swoistego uzurpatora tej właśnie chwili. Cóż, przynajmniej już wiedział, czemu armia pozostawiła chłopaka w szkole mimo jego przedziwnego podejścia.
- Puść mnie - dodał po chwili.
- Kim kto nie chce ponosić odpowiedzialności za twój zgon. - Poinformował chłopaka zaciskając zęby i próbując go wciągnąć na górę. - Może coś pakuję, ale jak mi nie pomożesz to za cholerę cię nie wciągnę. - jęknął zapierając się o balustradę. - Jestem esperem. Nikt wokół mnie nie może używać swojego PSI. A teraz zaprzyj się o ścianę swoimi nogami i ruszaj dupę na górę.
- Twoje umiejętności chyba nie sięgają samego dołu? - Yami warknął, emanując wręcz nieuzasadnionym oburzeniem.
- I co z tego? Nie mam zamiaru ryzykować, że zesrasz się w locie i nie dasz rady użyć tej swojej magii. - zaprotestował Matt. - Co ci przeszkadza w skorzystaniu z schodów? Nie będziesz wyglądał wystarczająco cool? Daj spokój!
- Oi... - blondyn westchnął, nie tyle wzruszony, co raczej rozbawiony do łez słowami espera. Wyobraził sobie, że ręka Matta jest tylko i wyłącznie liną, a on spędza czas na panelu wspinaczkowym. Odbił się od ściany, raz, drugi - zamierzał sprawdzić elastyczność, jak i wytrzymałość “liny”. Jego rodzice z pewnością przekazali mu nieco swej wiedzy, jak i umiejętności.
Lina zaczęła się wymykać spod rąk Soekiego. Matt jak się okazuje zaczął się pocić od wysiłku i emocji - Co ty wyprawiasz do cholery!? - Wrzasnął niezadowolony z poczynań chłopaka który najpewniej szybko uwolni się tym sposobem od przymusowego ratunku.
Niestety przedstawienie było dosyć widowiskowe. Ludzie zaczęli zbiegać się pod wieżą obserwacyjną. Lada moment na szycie może pojawić się nawet jakiś nauczyciel.
- Niszczę ograniczenia, a ty? - Yami roześmiał się głośno. Jego wzrok jednak tylko na chwilę stracił swą powagę, nie zdążyło zaistnieć nawet jedno mrugnięcie oczu obserwatorów, jak i uczestników wydarzenia, a blondyn powrócił do nieuzasadnionej złości.
Yami odbił się od ściany raz jeszcze, by zaatakować personifikację obecnych ograniczeń w jeden z bardzej wrażliwych punktów ludzkiego ciała - staw.
Cios był silny. Matt ryknął wypuszczając Soekiego, który zaczął spadać w dół.
Sytuacja nie stanowiła tak naprawdę zagrożenia dla chłopaka. Dzięki swojej zdolności rozkwitu, z głośnym hukiem wylądował na ziemi nic sobie nie robiąc.
- Co tu się dzieje? - padło pytanie a z tłumu wyłoniła się niebieskołowsa postać. Wysoka, dobrze zbudowana i majestatyczna. Ao Oni. Kierownik szkoły właśnie spoglądał na Yamiego z uniesioną brwią.
- Nic się nie stało. - blondyn mruknął przepraszająco, zaś jego wzrok, jakby mniej dumny ze swych czynów, opadł teraz delikatnie na posadzkę.
Mężczyzna skrzywił się lekko.
- Masz jutro odwiedzić pedagog. I otrzymujesz zakaz wstępu na wieżę obserwacyjną, do odwołania. - mruknął w końcu masując brodę. - A teraz wszyscy rozejść się! Przypominam, że o dwudziestej pierwszej jest godzina policyjna. Do tego czasu macie już być w swoich mieszkaniach! - krzyknął w cały tłum. Osób nie było może aż tyle, ale Soeki mógł być pewien, że jego poczynania zostały uwiecznione na przynajmniej kilku zdjęciach.
- Tak jest. - Yami potwierdził otrzymanie i zaakceptowanie rozkazów, i ruszył w kierunku akademików.
 
Zajcu jest offline  
Stary 09-06-2013, 00:34   #9
 
Fiath's Avatar
 
2/05/2222
Mieszkanie akademickie chłopców.
7:10

Henry siedział schowany pod kołdrą, przyglądając się monitorowi swojego CMU.
Tej nocy nie spał aż tak długo. Idea szpiegowania za pomocą drona była dużo bardziej intrygująca. I jakimże to zaskakującym stworzeniem wydawała się być Geenie.
Wedle jego obserwacji nie opuściła kompleksu badawczego ani razu.
W pomieszczeniu znajdowało się obecnie mnóstwo roślin zamkniętych w akwariach. Dziewczyna badała je i zmieniała zapiski na swoim komputerze, przeglądała jakieś papiery. Najzwyczajniej w świecie prowadziła nad czymś badania. Była najpewniej biolożką.
- Eh, sorry! - Słysząc to Manson uniósł głowę.
Spostrzegł przed sobą elegancko ubranego mężczyznę o nieco dłuższych, rozczochranych brązowych włosach. Miał on osobliwą bródkę, twarde rysy twarzy i papieros w ustach.
Zapalił go klasyczną metalową zapalniczką i uśmiechnął się lekko puszczając po pokoju dymek.
- Z tego co się orientuję, nie tylko jesteśmy w jednym pokoju co i jednej klasie. Przeproś wychowawcę ale dzisiaj nie będzie mnie na lekcji. - poprosił aby migiem skierować się do drzwi.
Gdyby teraz się zastanowić, tym osobnikiem był Matt Forte. Ten sam z którym Soeki spędził wieczór.
Matt omieszkał wejść do mieszkania dopiero wieczorem, nie budząc nikogo i nie wdając się w dyskusje. Wydawał się być prostym choć i ciekawym osobnikiem.
Miał jakiś styl i dojrzałą postawę. Z drugiej jednak strony powtarzał pierwszą klasę.
Soeki przewrócił się na bok i otworzył lekko oczy.
Spostrzegł zegarek. Na dziesiątą mieli być w szkole. Było jeszcze sporo czasu.
Migiem zapadł w sen.

Henry zerknął na wyświetlacz gdy tylko sylwetka Matta zniknęła w drzwiach.
Ku jego zdziwieniu obraz był wyłączony.

Mieszkanie akademickie dziewczyn.
9:20

Czas ciągnął się nieubłaganie. Nikita leniwie podniosła głowę i oparła ją na dłoni, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Gdy tylko rozchyliła oczy zobaczyła wystrojoną Claudette uderzającą rytmicznymi kopnięciami w łóżko.
Gdyby się teraz zastanowić to właśnie ten hałas ją obudził.
- Byłam pewna, że ktoś tu spał. A już myślałam, że same tu mieszkamy. - mruknęła pod nosem Francuzka czyszcząc sobie podeszwę czyjąś pościelą w procesie kopnięć.
Gdy znudziło jej się dochodzenie na temat pochodzenia śladów użytku, odwróciła się w stornę wyjścia i dojrzała Nikitę.
- Nie śpisz? - zdziwiła się. - Tyle dobrego. Chociaż zdziwię się, jeżeli dasz radę zdążyć do klasy przed dzwonkiem. - zaśmiała się, zostawiając zaspaną koleżankę w piżamie za sobą.

Korytarz w holu szkolnym.
9:42

Fi przyglądał się spokojnie bogatemu korytarzowi. Architekci nie szczędzili na zdobieniach. Było tutaj wiele okien, oraz sama kolorystyka wydawała się nieco bogatsza niż ktoś by się spodziewał. W porównaniu do poprzedniego centrum nauki w którym uczęszczał to było dużo bardziej kolorowe. Brakowało mu jego przyjaciela, gdy zdawał sobie sprawę, jak wielką ten miałby ubaw biegając po tych korytarzach.
- Tu cię zostawiam. - mruknął Meer do dobrze zbudowanego osobnika z Rosji, Borysa. - Pamiętaj aby odwiedzić dyrektora przed końcem dnia. - przypomniał mu na odchodnym.
No tak, to Meer obudził ich dużo wcześniej niż było trzeba, aby przypilnować by jego lokatorzy nie zaspali.
Nie było w tym jednak większych problemów.
Zarówno Borys jak i Fi byli przyzwyczajeni do wczesnego wstawania.
Dwójka została sama czekając na rozpoczęcie lekcji. Nie mogli jednak nie omieszkać usłyszenia o nowej plotce w szkole.
Ponoć jeden z nowych kadetów nie może się pogodzić z rolą wojskowego i próbował zabić się skacząc z wieży obserwacyjnej.

Klasa numer siedem.
10:00

Wszyscy rozsiedli się w wybranych przez siebie miejscach. Większość z obecnych była zadziwiona rozmachem pomieszczenia w jakim będą miały ich lekcje.
Klasa była przeogromna. Mogłaby równie dobrze służyć jako jadalnia dla szkoły, wystarczyłoby nieco zmienić umeblowanie. Z ogromnych okien widać było cały kompleks, a osoby siedzące w ostatnich ławkach bez wspomagania w oczach nie mogły nawet myśleć o czytaniu z tablicy.
Największą zagadkę stanowiła jednak sama idea umieszczenia 1B w tak ogromnym pomieszczeniu.
Bowiem wewnątrz tej pięknie zdobionej klasy znajdowało się teraz dziesięć osób. Wliczając nauczyciela.
- Proszę o uwagę. - padło polecenie a postać pod tablicą zaklaskała dwukrotnie.
- Nazywam się Yoki Bōrei. Będę waszym wychowawcą przez najbliższe trzy lata.
Przedstawił się nieco wysoki, wychudzony osobnik.
Jego wąsy przypominały klasy "złoczyńcy" w starych animacjach o dzikim zachodzie. Miały w sobie ten charakter stereotypu.
Wraz z kozią bródką i makaroniarskim akcentem ciężko było nie obstawić, że w końcu okaże się bosem jakiejś mafii czy zdrajcą-spiskowcem.
Poprawił swoją białą koszulę i okulary przeciwsłoneczne, po czym przemówił.
- Dzisiaj nie będzie żadnych lekcji. Mamy wyłącznie tą jedną godzinę wychowawczą, po czym macie czas aby zapoznać się z kompleksem, klubami oraz miastem. Jutro zaczną się prawdziwe lekcje, głównie dwie godziny PSI, godzina technologii wojskowej oraz wieczorna wycieczka. Obejrzycie sobie miasto które niedawno zaatakowali terroryści, póki nikt tam jeszcze nie zaczął sprzątać gruzów na odbudowę. Powinno wam to dać wgląd na to co czeka was w przyszłości.
Po tych słowach otworzył szafkę w biurku nauczycielskim i wyjął małego laptopa. Zainicjował go dość szybko. - Będę czytał listę obecności. Proszę po wstaniu przedstawić się klasie i nieco o sobie powiedzieć. Preferowana rola, przeciwwskazania jeżeli jakieś u was występują. Dlaczego wojsko. - poinstruował po czym zaczął odczyt. - Geh...nawet nie chcę wiedzieć komu kazali uporządkować tą listę. Jacek Kowalski.
- Ah! To Ja!
Z jednej z ławek powstał chłopak średniego wzrostu o blondyn i cwanym uśmiechu. Miał na osbie zielony ubiór wojskowy, nieco starszego kroju. Być może nawet po ojcu czy dziadku. Miał w sobie dość zwykłą aurę i wszystko na niebie i ziemi podpowiadało, że nie będzie w nim nic nadzwyczajnego.
- Pochodzę z Polski, spichlerza europy! Nie mam żadnych przeciwwskazań, jestem dobrym strzelcem, preferuję front. - wyjaśnił spokojnie - Postanowiłem dołączyć do wojska jak mój pra pra dziadek, pra dziadek, dziadek i ojciec. Oraz wszyscy nasi poprzednicy, sięgający aż do potężnej, ujeżdżającej majestatyczne wierzchowce husarii. Swoją drogą jazda konno to moje hobby. Konie i kuce to naprawdę interesujące stworzenia. Nie dziwię się dlaczego były wyborem skrzydlatej armii, oraz...
- Starczy. - ostudził jego zapał Yoki. - Jestem pewien, że husaria jeździła konno, ponieważ...a zresztą. - nie miał nawet ochoty na dyskusję.
Kowalski okazał się być o inteligencji definiowanej kolorem włosów. Choć przynajmniej jego zapał był szczery. - Następna...Claudette de Noirceur.
Czarnowłosa, elegancka francuska wstała z miejsca. Uśmiechnięta choć poważna.
- Pochodzę z Francji. Jestem cyborgiem. Do wojska dołączyłam aby przynieść chlubę mojej rodzinie. Miło mi was poznać. - odezwała się a Yoki przytaknął jej po czym usiadła. - Namakemono...O dziwo nie mam twojego nazwiska. Proszę powstać.
Z tłumu uniosła się białowłosa postać o kocich oczach jak i uszach, wystającym kiełku i nieco zmęczonej twarzy.
- Wystarczy Namakemono. - stwierdziła rozglądając się powoli po sali. Jej ubiór był nieco bardziej tradycyjny, przypominał stroje azjatyckie. Najpewniej okolice Korei bądź tajwanu, mimo jej japońskiego imienia. - Pochodzę z...Azji. Lubię się bić. Front, zdecydowanie. Jestem w wojsku ponieważ...nyaah, nie wiem. To dobry zawód. Nic się nie robi. - spostrzegła po czym zakończyła swoje zwierzenia ziewnięciem.
Niepewny poprawności jej postawy Yoki podrapał się po głowie. - Cóż, można i tak. Następna osoba...Tanu Amerika.
Kolejną postacią inną od znanych nam bohaterów była osoba w czymś na wzór brązowego kimono przerobionego na bluzę. Nie najgorszy krój.
Owa jednostka ma dość długie włosy, choć przycięte z tyłu. Ma ręcznie szytą czapkę na głowie, lekko zwierzęce rysy oraz szczery uśmiech.
Swoimi pustymi, białymi oczami rozejrzała się po klasie aby zawrzeć głos.
- Jestem Tanu. Cóż...preferuję zwiad. Znam się na naukach, chcę zostać technikiem wojskowym. Moi rodzice byli mutantami przez co nie jestem w pełni człowiekiem. Liczę na owocną współpracę...Ah! Mój wybór to wojsko, ponieważ jest to dużo bardziej intrygujące zajęcie od zwykłej pracy. - uśmiechnęła się wesoło.

- No, połowa za nami. Następna osoba...Matt Forte...Nieobecny. W takim razie... - kontynuował Yoki.
 

Ostatnio edytowane przez Fiath : 09-06-2013 o 00:37.
Fiath jest offline  
Stary 19-06-2013, 14:47   #10
 
Deadpool's Avatar
 

Zaraz po nazwisku Amerika, padło kolejne nazwisko. Gdy tylko wydostało się z ust ich nowego nauczyciela i wychowawcy, młody Rosjanin powstał z ławki. Wyprostował się niczym struna, prężąc pierś, zaś ręce ułożył wzdłuż ciała. Widać było, iż wojskowa dyscyplina nie jest mu obca, a wręcz znana, aż za dobrze.

- Jestem Borys Jankovic, miło mi was poznać. -przedstawił się krótko, a jego czułki delikatnie drgnęły. - Pochodzę z Rosji i jak widać jestem mutantem, dokładniej mówiąc krewetką. Preferowałbym front, lub jednostkę do zadań specjalnych, jestem dość elastyczny jeżeli chodzi o umiejętności. -stwierdził mgliście, po czym nabrawszy oddechu dodał jeszcze na zakończenie. - Do wojska wstąpiłem... - tu na chwilkę zawiesił wzrok na wychowawcy, jak gdyby przepraszał go za to iż musi wypowiedzieć publicznie kłamstwo, mimo iż osobnik z wąsikiem zapewne znał prawdę. -... ponieważ to ciekawa i dobra praca, zresztą nie lubię nudy. -zakończył opadając na swe miejsce w jednej z pierwszych ławek.

- Bardzo dobrze. - przytaknął Yoki po czym poprawił się w krześle. - Następny, Fi Katsumoto.

Wyczytany powstał nieśpiesznie, wszak czas ich nie gonił. Wykonał lekki ukłon w stronę nauczyciela i w stronę klasy. Mówiąc przeskakiwał wzrokiem pomiędzy uczniami i nauczycielem chcąc zachować kontakt wzrokowy z wszystkimi co jednak nie było wykonalne.

-Fi z Shou, Klasztoru i przytułku dla sierot w Himalajach. Jak widać nie jestem w pełni człowiekiem

Mówiąc to Fi odsłonił grzywkę skrywającą lewą stronę jego twarzy tak by wszyscy mogli zobaczyć jego żółte tygrysie oko wraz z sierścią porastającą część twarzy. Trzymany do tej pory w ukryciu ogon wyłonił się na chwile po czym znikł pod pomarańczowym płaszczem i fałdami luźnych spodni.

-Nie lubię jednak określenia mutant, więc będę wdzięczny jeśli moglibyśmy go unikać

Fi uśmiechną się szczerze, lecz jego ton nie był ani zabawny ani wesoły. Zdawało się że faktycznie może być to dla niego drażliwy temat.

- Ćwiczę kung-fu, to starożytna sztuka walki -pośpieszył zaraz z wyjaśnieniem dla niezorientowanych- Szkoła tygrysa oczywiście

dodał dla uzupełnienia nie kryjąc rozbawienia tą zbieżnością swojego wyglądu i nazwy szkoły.

-Mam naturalny talent do Ki... znaczy Psi. Preferuje front gdzie mógłbym doskonalić siebie i swoje techniki. Do wojska wstąpiłem ze względu na obietnicę złożoną przyjacielowi. Mimo iż do armii mnie nie ciągnęło i miałem inne plany na życie, dotrzymałem słowa.

Uznawszy że powiedział wszystko czego od niego wymagano usiadł. Pozostało mu już tylko słuchać innych i przyglądać się im. Poza wczoraj poznanymi osobami zaciekawiła go postać Namakemono. Pamiętał dobrze jak sam był niezmiernie leniwy i najchętniej przesypiał by całe dnie. Twarde życie w klasztorze i codzienne treningi jednak go zmieniły, choć pewne nawyki pozostały. To co powiedziała wywoła na jego twarzy mimowolny uśmiech “lubię się bić”? Ciekaw był czy jest to równoznaczne z szukaniem awantur i prowokowaniem bójek, ale o tym z pewnością będzie miał okazję się przekonać.

A było to lenistwo nie byle jakiego kalibru. Gdy tylko Fi zerknął w jej stronę, spostrzegł, że dziewczyna zdążyła już zasnąć na ławce.

- Wygląda na to, że w tej klasie będziemy mieli niezwykle skuteczny front. Henry Manson. - poprosił Yoki spoglądając w ekran laptopa. - Przepraszam, Mason.

Następnym który powstał był Henry. Włosy tak samo sterczące i ułożone w nieładzie jak poprzedniego dnia, jednak tym razem ubrany był prostą szarą koszulę, brązowe sztruksowe spodnie z paskiem i to co definiowało go najlepiej, czyli nienagannie ułożony, śnieżnobiały kitel lekarski.

- Nazywam się Henry Mason - oświadczył, pewnym siebie tonem, patrząc prosto na Yokiego. - Jestem naukowcem, więc preferowałbym pozycję z dala od frontu. Dzięki znajomości robotyki mogę zapewnić dobry zwiad oraz wsparcie techniczne i logistyczne. Dołączyłem do wojska, by na własne oczy zobaczyć najnowsze osiągnięcia w dziedzinie techniki i usprawnić je dzięki mojemu geniuszowi.

O dziwo jego wystąpienie było krótkie i zwięzłe. Widać naukowiec wiedział, kiedy należy zachować umiar w doborze słów. A może po prostu nie lubił oficjalnych wystąpień na których musiał mówić to co każą mu inni? Tak czy owak Henry usiadł z powrotem na krześle, z niezwykłą zawziętością gmerając przy swoim osobistym komputerze. Wyglądał na zirytowanego i z niecierpliwością wyczekiwał dzwonka, wyraźnie chcąc zająć się ważniejszymi sprawami niż jakaś głupia lekcja wprowadzająca. Nie interesowały go nawet motywy mutantów, które znalazły się w jego klasie. Z taką ich ilością bez problemu znajdzie kilka królików doświadczalnych, więc przestały być jego priorytetem. Chciał za to czym prędzej sprawdzić co stało się z jego botem. Oglądał więc raz po raz ostatnie sekundy nagrania, starając się znaleźć wyjaśnienie tej nagłej usterki.

Podczas przyglądania się nagraniu spostrzegł, że w pewnym momencie naprzeciwko kuli pojawia się mały czarny ogon. Chwilę później wszystko gaśnie.

- Teraz, Soeki Yami.

-Yo! - blondyn rozpoczął wyjątkowo wręcz radośnie. Nie zdawał się przywiązywać wagi to nieobecnego osobnika, nie zrobił mu przecież nic złego. To chyba całkowicie naturalne, iż człowiek zechce uwolnić się ze swoich ograniczeń, zniszczyć je. Z perspektywy Soekiego pomógł on tylko słabemu uczniowi, ot, rozpoczął karierę w szkole nieco głośnym, lecz ciągle dobrym, uczynkiem.

- Soeki Yami - prawdopodobnie obecnie najsławniejszy z pierwszoroczniaków na campusie przedstawił się. - Soeki pisane jak “plaga”, Yami zaś niczym “Ciemność” - uzupełnił po chwili. - Jak widzicie, moi rodzice byli nieco szaleni - dodał po chwili, zaś ręka, jakby w geście zakłopotania, uniosła się w kierunku jego potylicy. Delikatne masowanie zdawało się pomagać mu przełamać nieśmiałość.

- Kocham wolność i ryzyko, myślę że to wystarczy, gdy chodzi o to, gdzie chciałbym znaleźć się w armii - kontynuował nieco nudny protokół przedstawiania się. Poza nim, została tylko całkiem słodka sowietka.

- Czemu tu jestem? - zapytał zgromadzonych retorycznie. Jego oczy, jakby dla podkreślenia wagi przemknęły po wszystkich. - Nie miałem wyboru - odparł nieco rozbawiony tym faktem. Wziął głęboki wdech, by zakończyć mozolne przedstawianie się -Mam nadzieję, że się dogadamy.

- Jest dla ciebie wezwanie do gabinetu pedagoga. - przypomniał Soekiemu wychowawca. - Na sam koniec poproszę Nikitę Kra..v..chen...ko. Właśnie.

W końcu przyszedł czas na Nikitę, która wezwana podniosła się. Z kamiennym wyrazem twarzy zaczęła mówić.
- Nikita Kravchenko, cyborg, pochodzę z Rosji. Preferuje szturm, frontowe linie. Jestem tutaj z poczucia obowiązku. - Jak tylko skończyła recytować, zasiadła na krześle. Jej przedstawienie się nie było tak barwne jak poprzedników, ale krótkie i konkretne, lub po prostu nudne. Od niechcenia rozejrzała się po wszystkich, podpierając podbródek piąstką. Klasa jest całkiem ciekawą zbieraniną osobistości, choć paru mord jednak wolałaby tutaj nie widzieć...

- Dobrze. - Yoki wstał z miejsca zamykając swój laptop. - Wyglądacie na dość interesującą klasę. Przy odrobinie pracy powinniście być w stanie dojść dość daleko. - skomentował uśmiechając się pod nosem. To nic dziwnego, że pokłada wiarę w własną klasę. - Muszę was jednak poinformować o zmianie w wojsku które ma wejść w życie na przestrzeni najbliższych trzech lat. Nazywa się ona "Project Next Generation". - jakkolwiek sztampowo by to nie brzmiało, Yoki wyglądał dosyć poważnie. Przynajmniej do stopnia w jakim facet z okularami przeciwsłonecznymi w środku klasy lekcyjnej może wyglądać poważnie. - Jesteście ostatnim rocznikiem przyjętym do akademii. W związku z spadkiem...istotności wojska w dzisiejszym świecie, Unia zarządziła nową operację. Celem akademii nie jest już wytrenowanie kolejnej, zbędnej armii. Przez te trzy lata przejdziecie trening który ma zwiększyć wasze możliwości do poziomu super-żołnierza. Nikt nie potrzebuje armii, tym czego potrzebują ludzie jest kilku bohaterów na wypadek ataku terrorystycznego. W każdej z wysp zostaną wyszkolone tylko cztery super-jednostki. Pozostali z was zostaną odesłani do szkółki policyjnej po ukończeniu akademii. - poprawił okulary, już nieco mniej wesoły. - Co miesiąc będzie miała miejsce ewaluacja zdolności. Będzie to wasz sprawdzian. Tak samo w tym roku będzie miało miejsce wiele eksperymentów. Nic przymusowego oczywiście. - Wychowawca przeniósł swój wzrok na Borysa - Niektórzy z was mogli się już tego spodziewać. Zarazem jest to powód, dla którego przyjęto tak niewielu uczniów w ostatnich latach. Pracujcie ciężko, tylko cztery osoby mogą zdać PNG. Jakieś pytania?

Kravchenko uniosła dłoń. - Dlaczego tylko cztery? - Zapytała.

- Im mniej tym taniej. Zadaniem projektu jest wyszkolenie żołnierzy wartych dużo więcej od zwykłej armii. Czytałaś może komiksy o kapitanie Ameryka? - podał porównanie.

- Ten jankes z tarczą? Kojarzę... - Przewróciła oczami.

Borys uniósł rękę, a gdy udzielono mu głosu, wstał z miejsca, ponownie naprężony jak struna i zapytał. - Jeżeli jedna z tych czterech osób, polegnie, to czy z akademii policyjnej zostanie sprawdzony ten kto miał wyniki piąty, i tak dalej i tak dalej? - gdy zaś wszystkie słowa już zawitały w klasie, ponownie usiadł na swym miejscu.

- W sumie będzie 16 bohaterów, czterech na wyspę. Jeżeli ta liczba spadnie poniżej dziesięciu przed upłynięciem roku, rozpocznie się nowy projekt a stary zamknie. Domyślnie, każdy bohater po roku pracy będzie miał obowiązek przyjąć kadeta i osobiście wyszkolić następce.

System był prosty. Miał sam się prowadzić, kosztować mniej pieniędzy i być dużo skuteczniejszy.

Unia była cwana.

- Jakie są obowiązki i przywileje “Bohatera”? - Nikita zadała kolejne pytanie, odpowiedź wydawała się oczywista co do obowiązków, ale zapytać na pewno nie zaszkodzi.

- Szczerze mówiąc nie posiadam szczegółów na ten temat. - przyznał się Yoki poprawiając okulary. - Zdecydowanie będą wykraczać poza służbę wojskową. "Bohater" będzie równie żołnierzem co i ważną ikoną medialną.

Zostanie "bohaterem" różniło się co prawda od wizji Henrego, jednak sława była jej integralną częścią. Spodziewał sie że w akademii będzie zmuszony robić wiele bezużytecznych dla niego rzeczy, ale perspektywy jakie oferowała z pewnością przeważały wady. Aczkolwiek brak fizycznych uzdolnień mógł okazać się jego porażką. Niezależnie jednak co los dla niego szykuje, Henry wiedział że nie podda się tak łatwo.

- Mam tylko jedno pytanie - rzekł nagle podnosząc do góry rękę. - Do czego nagle rząd potrzebuje super-żołnierzy? Czy zwykli terroryści są naprawdę aż tak wielkim zagrożeniem? A może Ziemia przygotowywuje się na atak kosmitów, czy coś w tym rodzaju?

- Może utrzymanie jednego oddziału jest tańsze, niż trzymanie całej armii pełnej osobników, którzy nie są nic warci? - Soeki odpowiedział pytaniem.

- Zgadza się. Wojsko jest tak zbędne, że utrzymanie kilkunastu super-żołnierzy będzie tańsze i skuteczniejsze od ciągłej inwestycji w armię. - wyjaśnił Yoki. - W wypadku sukcesu projektu, wojsko zostanie zlikwidowane.

- Szasnastu ludzi broniących cały świat przed złem? Brzmi jak historia rodem z jakiegoś XXI-wiecznego komiksu - skomentował Henry z lekkim uśmiechem niedowierzania. - Naprawdę jestem ciekawy, czy coś takiego odniesie sukces.
- Żyjemy w czasach w których uzbrojenie policji a uzbrojenie wojska i tak się dużo nie różnią. Obawiam się, że to może być wyścig o posadę jednej z szesnastu figur medialnych bardziej niż faktycznych "bohaterów". - przyznał z ciężkim westchnięciem. - Cóż więcej lekcji dzisiaj nie macie. Sugerowałbym abyście wykorzystali dzisiejszy dzień aby zadomowić się na wyspie. W szkole jest wiele klubów, a jeżeli ktoś potrzebuje pieniędzy praca dorywcza w mieście podwyższy wasze oceny z zachowania.- uśmiechnął się lekko Yoki. - Macie jakieś pytania na temat samej szkoły? Jeżeli nie, to jesteście wolni.
 
__________________
"My common sense is tingling..."
Deadpool jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168