Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-11-2014, 10:08   #1
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1812 hollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłość
Pieśń przed bitwą.

Autum by Sunnystorm on deviantART
Było pochmurne, ale ciepłe wrześniowe przedpołudnie. Dzień, jak jeden z wielu zdawał się być jeszcze tym letnim i niósł wspomnienia minionego lata, jednak kolory jakie zawitały na drzewostan oraz odrobinę niższa temperatura nie pozwalały zapomnieć, że jest się już na przedsionku jesieni. Ta kolorowa Pani, już czekała ze swym koszem pełnym żołędzi, grzybów i innych darów, z których jedni to się cieszyli… inni natomiast pomstowali do wszystkich świętych, chętni powrócić do dni słodkiego lenistwa na plaży, w blasku słońca i przy dźwiękach piekących się na tymże słońcu ciał.
To się nie zmieniło. Od wieków żadna wojna nie mogła wyplenić z ludzi podobnych zachowań. Bili się oni na wielu frontach, niszczyli do pewnego stopnia i pewnego momentu planetę… jednak gdy tylko była taka możliwość, bez względu na wiek, płeć czy kolor skóry chętnie oddawali się wakacyjnemu lenistwu. Taka była natura człowieka, aby w tym właśnie czasie odpoczywać… ładować w jakiś sposób akumulatory… by tym lepiej stawać przed wyzwaniami jakie przynosiła jesień i kolejny rok życia. A za rok? Kto wie, może plaża, czy gorące „ciacha” znów będą czekać?

***

Obóz nie różnił się w zasadzie niczym, od zwykłego obozu wojskowego. Placówka położona pod Waszyngtonem w jakimś niewielkim miasteczku, które żyło z „bazy” była jedną z wielu i w zasadzie. Nie znaleźliście tu niczego „innego”, od tego co widzieliście wcześniej.
Boot Camp by Reavis on deviantART
Z jednej strony jakiś podoficer wydzierał się na nieszczęśników przechodzących unitarkę, z innej ktoś zdawał raport jakiemuś oficerowi.
Was ustawiono w kącie, tak aby nikomu nie rzucać się w oczy, ani do gardeł. Było Was około 20 osób. Najróżniejszej maści, płci czy stopnia mobilności. Był ktoś, kto nawet poruszał się na wózku inwalidzkim. Słowem?
Zbierania osób, która na pierwszy rzut oka nie przypominała wojska. Coś mieliście jednak wspólnego. Coś, co pozwalało Wam twierdzić, że trafiliście pomiędzy ludzi Wam podobnych. Wojskowi mają to do siebie, że mimo braku rozmowy, po zaledwie przelotnym spojrzeniu potrafią wyczuć „swoich”. Wy czuliście się wśród swoich, mimo że stojący wokoło żołnierze z naszywkami „MP” skutecznie powstrzymywali Was przed jakąkolwiek wymianą zdań. Odpowiedź na każde pytanie była podobna:
- Zaciągnąłeś się? Sto stój i czekaj!
No cóż… to była do pewnego stopnia prawda. Z różnych pobudek zaciągnęliście się i zdecydowaliście po raz kolejny wstąpić w szeregi tej wspaniałej organizacji… pozostało zatem przyjąć stare dobre nawyki… choć powrót do czasów wstępnych szkoleń zdecydowanie nie uśmiechał się nikomu…

Nie staliście długo. Po zaledwie kwadransie pojawił się pierwszy z podoficerów.
Soldier by jfphotography on deviantART
Oddał Wam honory jako pierwszy, po czym bezceremonialnie wyjął tablet i odczytał nazwiska:
- Popowskij, Vasqese, Moretz, Makoto. Zabierzcie Państwo swoje bagaże i zapraszam za mną.
Zamurowało Was…
Stwierdzenie było tak wielkim kontrastem w stosunku do tego, co wiedzieliście przed chwilą, że każde z Was spodziewało się wielkiego, wrzeszczącego murzyna który zacznie szkolenie od podstaw. Tym czasem „Państwo”, „zapraszam”… qrde jak w hotelu nie armii.
Tym niemniej, jakby na to nie patrzeć wykonaliście polecenie. Zebraliście swoje tobołki i poszliście za mężczyzną.
The empty class by Katie1Grenier on deviantART
Zaprowadził Was do Sali, która rozmiarami przypominała niewielki pokój. Było tam może z osiem ławek, więc Wasz czwórka wypełniła szybko i sprawnie miejsca i mieliście okazję przyjrzeć się przez chwilę sobie.
Jason Statham [ HD ] by umutkaman on deviantART
Mężczyzna siedzący w ostatniej ławce był cichy, o rozbieganym spojrzeniu. Jego dłonie nerwowo biegały po blacie ławki wystukując cicho jakiś skąp likowany rytm. Zdawał się być pogrążony w swych myślach i nie zwracać uwagi na nikogo z Was. Poza nim było jeszcze troje. Dwie kobiety i jeden mężczyzna. No i oficer, który Was tu sprowadził.
- Nazywam się O’Kneel. Stopień sobie darujmy. Na czas szkolenia, będę prowadził Waszą grupę. Chciałbym zacząć od tego, że dowiem się czegoś o Was, od Was samych. Papiery nie powiedzą wszystkiego. Czy ktoś chce zacząć?
 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.

Ostatnio edytowane przez hollyorc : 24-11-2014 o 09:41.
hollyorc jest offline  
Stary 19-11-2014, 20:11   #2
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 527 Gargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnie
Kolejny dzień piekła – tak myślał Misza, gdy otwierał oczy. Za okrągłymi okienkami samolotu rozciągał się przepiękny widok. Na przeciw niego siedział ów tajniak z GRU oraz dwaj jego pomocnicy. Po pokładzie krzątała się hostessa. Virus ubrany jak dotychczas w pomarańczowy kombinezon w którym wyszedł z paki nie skomentował tego faktu pomimo iż tajniacy wystrojeni byli jak stróż w Boże Ciało. Skutymi rękoma zjadł lekkie śniadanie. Gdy wylądowali bez słowa został wsadzony na plandekę ciężarówki. O zdjęciu kajdanek nikt nie pomyślał. W takim właśnie stanie i ubiorze stał wraz z innymi. Dopiero po kilku minutach czekania ktoś go rozkuł. Baza nie różniła się tak znacząco od tych w jego ojczyźnie, choć wyszkoleniem bili amerykanów na głowę. Wypuść w tundrę batalion rosyjskiego wojska uzbrojonego tylko w noże, a po dwóch góra tygodniach w miejscu zrzutu ujrzysz wzorowo prosperującą osadę. Misza był ciekaw czy podobnej sztuki, chociażby na terenie parku miejskiego umiał by powtórzyć batalion USA. Wątpił w to. Amerykanie bez hamburgerów i ułatwiania sobie życia nie potrafili istnieć. Czekając na dowódcę z paczki podarowanych mu przez GRU papierosów wyciągnął jedną sztukę, którą wsadził do ust i odpalił archaiczną już nieco zapalniczką na benzynę. Dym wypuszczał nosem niczym smok jakowyś. Przyjście podoficera sprawiło, że wszyscy wyprężyli się jakby im kołki w dupę kto wsadził. Misza wręcz przeciwnie, był wyluzowany i spokojny a na salut nawet nie odpowiedział. Wyczytany wystąpił otoczony kłębami dymu. Na owe grzeczności zareagował uniesieniem jednej brwi i podejrzliwością. Zamiast wy tacy, siacy owacy słownictwo z Wersalu. To nie było normalne. Po wejściu do sali odrazu dostrzegł przebywające w niej osoby. "Tajniacy" – pomyślał widząc ich ruchy i słysząc enigmatyczność wypowiedzi. Matuszka Rosija musiała mieć jakiś powód, żeby go uwolnić i dostarczyć w to miejsce, choć od tych z GRU niewiele się dowiedział. Posłuchał słów tajniaka po czym z braku popielniczki zgasił niedopałek na blacie ławki.
- Popowskij. Misza. Doktor – Jako pierwszy z zgromadzonych zabrał głos a wypowiedziane z rosyjskim akcentem trzy wyrazy nie mogły nie zdradzić kraju jego pochodzenia.
 
Gargamel jest offline  
Stary 20-11-2014, 12:42   #3
 
Ogryzek Szatana's Avatar
 
Reputacja: 372 Ogryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetny
~Pipipi! Pipipi! Pipipi!~

Drobna dłoń opadła na bezwzględnie piszczący telefon. Makoto ziewnęła, próbując rozkleić powieki. Światło niemiłosiernie raziło w oczy. Poranki były doprawdy bezwzględne.

- Która godzina...?

~Pipipi! Pipipi! Pipipi!~

- Jak to tałatajstwo się wyłącza?

~Pipipi! Pipipi! Pi...~

Chwilę jeżdżąc palcami po ekranie, udało jej się uciszyć budzik. Wyświetlacz wskazywał piątą pięćdziesiąt sześć. Nie pamiętała, kiedy ostatnio wstała tak wcześnie, to musiało być bardzo dawno temu.
Wyliczyła, że ma jakąś godzinę do wyjścia, musiała coś zjeść, umyć się, ubrać. Wyliczała w myślach, wpatrując się bezmyślnie w ścianę. Powoli oczy odmawiały posłuszeństwa, na powrót chciały się zamknąć. Walka była nierówna, wola podniesienia się z łóżka przegrywała. Wzrok otuliła przyjemna ciemność.

~Pipipi! Pipipi! Pipipi!~



- Halo? Tak, cześć Chuck.
- ...
- Nie, już o tym rozmawialiśmy. Nie zrezygnuję.
- ...
- To nie ma sensu, przestań mnie namawiać. Nie wrócę do armii, co ja tam będę robiła? Siedziała za biurkiem?
- ...
- Nie... Wiesz co, spieszy mi się. Na razie.
- ...
- Na razie Chuck.


Na dworze było jeszcze ciemno, słońce ledwo wyłaniało się zza horyzontu. Nie wierzyła, jaki ścisk panował w metrze. Godzina jeszcze młoda, a już tylu ludzi gdzieś jedzie. Trochę była zła na samą siebie, mogła kupić sobie wreszcie samochód, nawet gdyby miał tylko stać w garażu, na specjalne przypadki. Właśnie taki przypadek był dzisiaj.




Wpatrywała się w poszetkę jakiegoś mężczyzny stojącego przed nią. Był znacznie od niej wyższy, co akurat dla niej było codziennością, bez zadarcia głowy nie widziała nawet jego twarzy. Niebieska, chyba kwiecisty motyw, ciężko stwierdzić. Pod kolor koszuli.
Podziwianie chustki pozwalało nie myśleć o trudniejszych sprawach. Czy pomysł w ogóle wypali? Czy przyjmie się w nowym otoczeniu? Czy odrą ją z rangi? Jaką dokładnie przypiszą rolę? Tyle pytań kotłowało się w głowie, a podróż miała trwać jeszcze co najmniej kilkanaście minut. Zaczęła się stresować, tworzyć w głowie te najgorsze ze scenariuszy.


Skup się na tej cholernej chustce!

Na miejscu poczuła się prawie jak w domu. Otoczenie nie wyróżniało się niczym szczególnym, jak każdy dzień w koszarach. Przywoływało to miłe wspomnienia, ale jednocześnie przypominało o wyroku jaki zapadł ze strony armii Stanów Zjednoczonych.
Grzecznie ustawiła się w szeregu i nie zwracała za bardzo uwagi na innych zgromadzonych. Wyczekiwała jakiejś komendy, żeby wiedziała co dalej robić. Nie dało się jednak nie dostrzec osoby na wózku oraz wydziaranego faceta.


No to już wiadomo, zbierają inwalidów, najwyraźniej również umysłowych.
Czy to są delfiny zamiast brwi...?


Na szczęście szybko pojawił się podoficer, wyczytał kilka nazwisk i trzy osoby ruszyły. Sama czekała przez krótką chwilę, raczej nie wierzyła w dziwny zbieg okoliczności, ale na wszelki wypadek wolała uniknąć wpadki. Westchnęła, szarpnęła swoją torbę i podeszła do żołnierza z tabletem.
- Kurosawa. Makoto to moje imię.
Zwróciła krótko uwagę podoficerowi, wskazując palcem na rubryczkę ze swoimi danymi.


W sali zajęła szybko miejsce z samego przodu. Nie przemyślała tego do końca, prawie wszyscy widzieli jej plecy, nie czuła się z tym komfortowo, jeszcze mniej, kiedy podoficer O’Kneel poprosił ich o powiedzenie czegoś o sobie samych.


Nie powiedz niczego głupiego, szczególnie jeżeli wspomniał, że papiery nie mówią wszystkiego. Najwyraźniej nie chce, żebyśmy się przedstawili i podawali rangi, to co mam innego powiedzieć? Że lubię gotować?

- Popowskij. Misza. Doktor.
Słowa dobiegły zza pleców Makoto. Niemal jak na komendę wstała na baczność i zaczęła mówić.
- Makoto Kurosawa, lat 27, działonowy o stopniu sierżanta.

Zapadła niezręczna cisza. Rumieniec obleciał jej twarz. Trzęsącym się głosem wycedziła jeszcze dwa słowa.
- Lubię... gotować?


Teraz to sobie dobiłaś gwóźdź do trumny. Usiądź lepiej i się zamknij.
 

Ostatnio edytowane przez Ogryzek Szatana : 22-11-2014 o 10:48. Powód: [INDENT]
Ogryzek Szatana jest offline  
Stary 21-11-2014, 01:05   #4
 
Proxy's Avatar
 
Reputacja: 8035 Proxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputację
Świeże powietrze. Siedzenie na plecaku. W rękach burger i rozwodniony do niego napój. Widok urabiających się w pocie czoła młodych szczyli. Lożę szyderców można uznać za otwartą!

Są plusy dodatnie i plusy ujemne… Dodatnie były takie, że tu coś miało się dziać. Te ujemne to kroki wstecz, które trzeba było zrobić zaczynając w innym miejscu. Zaczynanie od początku było tak zniechęcające…

Jednak wieloletnia najemnicza praca wyrabiała jedną niezwykłą cechę - znieczulicę. Każdy najemnik w pewnym momencie miał już wszystko w dupie. Dzieje się w ten sposób - okej. Dzieje się w inny - też okej. Ktoś ma jakieś pretensje - a w dupie z nim! Jacyś inni mają pretensje - a w dupie z nimi! Właśnie dlatego burger smakował wyśmienicie. Właśnie dlatego, że można posadzić tyłek na plecaku i wpieprzać go mając w dupie wszystkie pretensje, czy “nie powinnaś tego jeść”, “trzeba tutaj się pilnować”, “a przełożony pozwolił?”.

Nie śpieszyła się ze swoim śniadaniem po które musiała drałować parę przecznic dalej, bo pobliska buda wciskała jakieś ścierwa. Napchała się i napoiła a gdy w stała i miała zacząć się zastanawiać gdzie pozostałości wywalić przyszedł przystrojony gość i wyczytał jej nazwisko. Przynajmniej kulturalnie mogła zapchać napotkany śmietnik bez konfrontacji z drylującymi pieniaczami.
W salce miejsce nie miało żadnego znaczenia. Przynajmniej dali krzesło i nie trzeba siedzieć na plecaku. Przyjrzeli się wszyscy sobie. Gdzieś w środku zajmowała miejsce osoba ubrana w kombinezon, która mimo swojej masywnej i barczystej budowy ciała była niezbyt wielkiego w zrostu. Latynoskie korzenie dawały się zauważyć na jasnej cerze i niezbyt delikatnej i niezbyt kobiecej niebieskookiej twarzy. Z łba ze wszystkich stron wyrastały ciemne blond kłaki, a jedyną ingerencją jej właścicielki było podgolenie jednej ze stron. Jeszcze na samej twarzy widniała wytatuowana pofalowana krecha rozciągająca się pod oczami na całą szerokość twarzy.

Poza tym, nikt nie przyszedł tu na pogaduszki. Pogadać to sobie można w pubie przy piwie. Albo na długiej trasie. Tu ludzie czekają, robota czeka. Po co przedłużać identycznymi wstępami?

Półłysy świr, któremu dragi podsunęły pomysł zabazgrania własnej facjaty w tak “przebojowy” sposób… Albo na odwrót. Świr, który najpierw zabazgrał sobie twarz i aby nie widzieć tego na swojej skórze zaczął brać tak mocny towar, że aż wyłysiał. Nie no… Świetnie.

Podniosłą się na duchu, że wcale nie jest w tak tragicznej sytuacji z dragami, jak myślała wcześniej. Uniosła brwi, pokiwała lekko głową i poczuła, że czas na własną dawkę. Sięgnęła do rzuconego obok plecaka i wyciągnęła dwie pigułki wraz z małą buteleczką wody. Szybkie odchylenie głowy, popicie i modlenie się aby zadziałały jak najszybciej.

Odezwała się nerwowa lalunia, która… Na prawdę? Działonowa z delikatnym charakterem? Ha~! To będzie komedia. Ciekawe jak znosi krytykę?

Kancik ust podniósł się w połowiczny rozbrajający uśmiech. W końcu odpuściła dziewczynie i sama zabrała głos.

- Correra. Nora… Albo Locusta, jak kto woli. Taxi - odezwała się paskudnie zdartym głosem - Możemy zaczynać? - obruszyła się na krześle szybko przechodząc do sedna jednak po chwili się wstrzymała zauważając kontem oka ostatniego obecnego - A nie~... Vasqese, daj głos - ponagliła beznamiętnie by mieć za sobą zbędne formalności.

Zastanawiające było jak świetnym pomysłem jest zgłaszanie się w takie miejsce gdy całe gardło atakuje choroba a przez chrypkę człowiek ledwie mówi.
 

Ostatnio edytowane przez Proxy : 29-03-2019 o 22:47. Powód: Zmiana imienia postaci
Proxy jest offline  
Stary 21-11-2014, 21:39   #5
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1812 hollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłość

- Vasqese, daj głos.Po tym stwierdzeniu zapadła cisza. O’Kneel zdawać by się mogło zapowietrzył się otwierając usta i starając się coś powiedzieć. W jakiś sposób uciąć tę uwagę i zaprowadzić spokój. Widać jednak było, że nie przychodzi mu to nazbyt łatwo. Może jego idealnie ułożony mundur odwzorowywał usposobienie żołnierza „idealnego”? A może był on tu tak samo nowy, jak i wy… z tą różnicą, ze jeszcze nie wąchał prochu? Kto wie?
Vasqese natomiast nie miał najmniejszego problemu z odpowiedzą.

- Lubisz mieć mężczyzn na smyczy? Czy tylko lubisz łajać słowem, niczym pejczem? Wyraz jego twarzy, kpiący i drwiący zarazem wskazywał wyraźnie jak głębokie poważanie miał dla zasłyszanego przed chwilą przytyku. O ile twarz wyrażała zdecydowane emocje, o tyle jego oczy były zimne… nie bawił się rozmową. Był wyraźnie ponad nią… takie sprawiał wrażenie.- Ezechiel Vasqese, operator broni ciężkiej i wsparcia ogniowego. Przeniósł wzrok na Makoto. - Lubię, gdy kobiety dobrze gotują. Odchylił się na krześle, a dłońmi zaczął bezgłośnie wygrywać jakiś rytm na blacie stołu.

- Dobrze… niewiele się dowiedziałem… ale chyba niewiele spodziewałem się dowiedzieć. Zacznijmy więc od początku. Zgłosiliście się do jednostki szkolącej pilotów Pancerzy Wspomaganych oraz Mechów. Zapewne zdajecie sobie sprawę, że tylko i wyłącznie osoby spełniające ściśle określone kryteria będą miały możliwość zasiąść za sterami tych maszyn. Nasze wspólne dowództwo z jakiegoś powodu uznało, że zespół winien być konfigurowany w taki właśnie sposób. Podręcznik nakazuje aby tego typu oddziały liczyły pięć osób… tak więc jesteśmy. Zrobił pauzę, która miała być efektowna, gdy jednak zrozumiał, że nie bardzo robił wrażenie na zebranych ciągnął dalej… - Doświadczenie wskazuje, że zespół działa w sposób najefektywniejszy gdy jeden z jego członków zasiada za sterami Mecha, pozostała czwórka natomiast wspiera go w Pancerzach. Różnica pomiędzy tymi urządzeniami jest ogromna i wkrótce będziecie się mogli o tym przekonać. To jednak w chwili, gdy zaczniecie szkolenie. Czyli w dniu jutrzejszym. Dziś macie czas na zakwaterowanie i rozejrzenie się po bazie. Wolno Wam w sposób swobodny się po niej przemieszczać tak długo, jak długo pozostaniecie w jej obrębie. Próby jej opuszczenia, szczególnie w Pańskim przypadku panie… Spojrzał szybko w kartkę papieru. … Popowskij zostaną uznane za zakończenie naszej współpracy. Czy to jasne? Rozejrzał się szybko nie czekając specjalnie na odpowiedź. - Kwatery macie w tym budynku na pierwszym piętrze. Są to dwa dwuosobowe pokoje. Podzielcie się Państwo wedle uznania. Polecam spacer w południową część bazy. W tej chwili jedna z bardziej zaawansowanych programowo klas rozpoczęła ćwiczenia z pancerzami… możecie wyciągnąć ciekawe wnioski. Ciekaw ich jestem i zapytam o nie w dniu jutrzejszym. Każde z Was w kwaterze znajdzie umundurowanie, ale co ważniejsze tablet oraz okulary do rzeczywistości wirtualnej. Pierwsze z tych urządzeń od dnia dzisiejszego będziecie zawsze nosić przy sobie… drugie będzie odpowiedzialne za znaczną część Waszego szkolenia. Słucham pytań…

 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.

Ostatnio edytowane przez hollyorc : 24-11-2014 o 09:41.
hollyorc jest offline  
Stary 21-11-2014, 21:59   #6
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 527 Gargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnie
Słuchał obu panienek z narastającą wesołością. Ot, trafił mu się oddział. "ESTROGEN TEAM". Jak tak dalej pójdzie, to przez wahania nastrojów, menstruację i babskie burze hormonalne zginą nie tylko one, ale także i on. Misza skrzywił się na wspomnienie o końcu współpracy. Był jednak ciekaw czy amerykanie wydadzą go jego rodakom czy też zatrzymają u siebie. Był dość niebezpiecznym ptaszkiem, bo mając pod ręką komputer podłączony do sieci mógł zrobić wiele. Jedyną opcją na ucieczkę było pozorowanie współpracy, przynajmniej narazie, do czasu, aż pozna teren, wroga i zwiększy swoje możliwości. Przywoławszy na twarz sztuczny uśmiech spytał.
- Można prosić o komputer z dostępem do internetu? Mam pewne zaległości, które chciałbym nadrobić. – Poprosił grzecznie nie podnosząc dupy z krzesła. Bądź co bądź to on w tym towarzystwie miał doktorat. Niech więc trepy sobie skaczą i kombinują, on będzie pracował głową.
 
Gargamel jest offline  
Stary 22-11-2014, 10:47   #7
 
Ogryzek Szatana's Avatar
 
Reputacja: 372 Ogryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetnyOgryzek Szatana jest po prostu świetny
Czy Chuck był jakimś cholernym prorokiem, czy też po prostu miała pecha, jednym słowem mogła całość skwitować - przerąbane.

Z jednej strony babka, której ego najwyraźniej sięgało ponad zadaszenie, z drugiej miłośnik delfinów który chyba ma coś z garem, trzeci zdaje się mieć wyjebane na wszystko, a O'Kneel chyba nie ogarniał swoich przyszłych podkomendnych. Sama też nie wypadła najlepiej.

Trochę się zaczerwieniła, kiedy Vasquese wspomniał o gotowania, jeżeli w ogóle dało się to zauważyć pod poprzednim rumieńcem. To był chyba komplement, może z tej głupiej gadki wyszło chociaż coś minimalnie pozytywnego?

Chętnie by już wyszła i przeszła się do południowej części, jeżeli faktycznie trenują tam z pancerzami, warto będzie poobserwować. Zastanawiała się, czy wszyscy muszą przejść trening w pancerzu, czy też od razu dadzą im bardziej wyspecjalizowane role i tego, kogo zakują w mecha ominie skromniejsza przebieranka. Sama nie była pewna, czy wolała przejść bardziej szczegółowy trening, na pewno chciała zasiąść za sterami stalowego kolosa i dokończyć co zostało brutalnie przerwane.

Czekała na innych, osobiście nie miała żadnych dodatkowych pytań. Kiedy już skończyli, spojrzała w stronę Chloe. To chyba z nią przyjdzie jej dzielić pokój, nie zapatrywała się na mieszkanie z facetem, chociaż Moretz daleko do jednego nie było.
Wstała i podeszła do niej, dźwigając swoją torbę podróżną. Chociaż stała wyprostowana, a Chloe do najwyższych osób nie należała, widać było, że Makoto jest bardzo niska nawet jak na Azjatkę. Gdyby nie dziewczęca twarz, można by ją wziąć równie dobrze za chłopaka, ciężko było powiedzieć, czy to wina burego swetra czy też nie posiadała żadnych szczególnie kobiecych cech.
- Będziemy chyba dzieliły pokój, chciałam tam zrzucić swoje rzeczy i pójść zobaczyć ćwiczenia. Równie dobrze możemy iść razem...


Świetnie, mogłaś się chociaż przywitać. Teraz jeszcze nie wystaw ręki, bo będzie niezręcznie.
 

Ostatnio edytowane przez Ogryzek Szatana : 27-11-2014 o 13:11. Powód: E1: podkomendnych - przypomniałem sobie słowo. E2: dzielili > dzieliły
Ogryzek Szatana jest offline  
Stary 27-11-2014, 01:48   #8
 
Proxy's Avatar
 
Reputacja: 8035 Proxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputację
W chwili ciszy po swoich słowach odchyliła butelkę i nabierała parę dodatkowych łyków. Nigdy nie wiadomo, czy piguły utknęły w przełyku, czy cały czas jest to tylko wrażenie. Gdy była jeszcze podklejona do wodopoju odezwał się ostatni. Jego reakcja zaskoczyła Locustę. W sumie nawet nie miała w zamiarach na samym początku rzucać jakiś tekstów. Nie nawet potraktowała swoich słów jako przywarę, czy porównanie z psami. Ot… “Ej Ty, weź się w końcu odezwij”. No cóż. Przynajmniej samiec alfa sam się wybrał na przywódcę stada.

“Szczekasz” pomyślała i uśmiechnęła się szeroko. Ciekawe, czy był świadom, że zgłosił się na ochotnika w dyscyplinie wkur*ania zawodowego? Na przyzwolenie pyskowania potrzebny jest szacunek, którego jeszcze nie miał. Oderwała się od butelki przekręcając się w jego stronę.

- ”Lubię” to bez gry wstępnej - odpyskowała ochryple wcinając się między słowa operatora gdy mówił o sobie jeszcze przed jego nawiązaniem o gotowaniu.

Tyle. Nie miała w planach ciągnąć dalej tematu. Przynajmniej nie przed przystrojonym O’Kneel’em. Z jej nowym ulubieńcem będzie miała na prawdę wiele czasu do przepychanek. Nie wszystko na pierwszej randce.

- ...co? - wyrzuciła zmieszana - ...serio… - mamrotała pod nosem niezbyt przejmując się utrzymaniem ciszy słuchacza, gdy O’Kneel zaznaczył zakaz opuszczania placówki - ...no po prostu zaje*isty pomysł…

Większość bzdetów, o których gadał miała w dupie. Nie przyszła na dyskus filozoficzny do rzeźni. Wiedziała gdzie jest. Potrzebowała informacji, którą można było zmieścić w jednym zdaniu. Równie dobrze mogła by wyjść w połowie, już po samym “zaczynamy jutro”. Na szczęście nie gadał za wiele. Nie chciała o nic pytać, chciała jak najszybciej wyfrunąć i zająć się czymkolwiek a nie siedzeniem na dupie. Gdy w końcu skończył Locusta odezwała się chrypką, nie dając za wygraną jednemu tematowi.

- Mam uczulenie na beznadziejne żarcie. Jeśli gotujecie tak jak ci w budzie przy bramie to… Przypominam, że za niehumanitarną śmierć są problemy.

Gdy zamilkła uświadomiła sobie, że jest trzecią osobą, która wspomniała o jedzeniu.

“Błagam, nie deklaruj, że będziesz nam gotować. Nie chce siedzieć w klatce” pomyślała mając na uwadze azjatkę.


Po wszystkim jednym ruchem schowała buteleczkę i wstała zarzucając na plecy swój bagaż. Rozmawiającą do niej lalunie niby ignorowała, acz zajmowanie się spięciem klamer upchanego plecaka nie odbierało umiejętności słuchania. Gdy kobieta skończyła się produkować Locusta stanęła prosto z dłońmi opartymi o biodra i zgromiła ją poważnym osądzającym od stóp do głów wzrokiem. Widziała, że w przepychankach nie będzie żaden z niej przeciwnik. Znęcanie się nad kimś nie było jej priorytetem, ale zawsze można było się podroczyć. Przypatrywała się w ten sposób na tyle długo, by albo ofiara spąsowiała, albo sytuacja stała się na tyle niezręczna, by sobie odpuścić.

- To chodź - chrypnęła wzruszając energicznie ramionami gdy nadarzyła się odpowiednia chwila.
 

Ostatnio edytowane przez Proxy : 29-03-2019 o 23:17.
Proxy jest offline  
Stary 30-11-2014, 09:52   #9
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1812 hollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłośćhollyorc ma wspaniałą przyszłość


- Można prosić o komputer z dostępem do internetu? Mam pewne zaległości, które chciałbym nadrobić. Michaił był pierwszym, który rozpoczął pytania. O’Kneel uśmiechnął się, jakby usłyszał doskonały dowcip.
- Oczywiście. Tablety, o których mówiłem mają dostęp do szerokopasmowego, mobilnego i monitorowanego łącza. Nawet przy Twoim doświadczeniu ufam, iż to urządzenie mobilne zrobi na Tobie wrażenie… Virusie. Tak długo, jak długo będziesz uzupełniał zaległości… nie będzie to podstawą do zainteresowania z naszej strony… jednak gdy ktoś na górze uzna, że nie jesteś zainteresowany współpracą i starasz się ją w szeroko rozumiany sposób zakończyć… cóż… wrócisz tam skąd przybyłeś. Zostałem upoważniony do przekazania Ci następującej wiadomości. Mój, a niebawem miejmy nadzieję również nasz mocodawca jest zainteresowany współpracą. Interesują go Twoje rzadkie umiejętności. Dlatego zdecydował się wyciągnąć Cię z „domu” i poniósł przy tym pewne nakłady… Zapewne rozumiesz, że oczekuje że te wydatki mu się zwrócą jako dobra inwestycja. Prawda? Pytanie zostało zawieszone w powietrzu. W tym samym czasie Chloe wraz z Vasquese zdecydowali się na drobną i szybką wymianę zdań.
O ile wspomnienie dotyczące szybkiego, intensywnego i nie koniecznie zobowiązującego seksu nie zrobiło wrażenia na rozmówcy Locusty, o tyle dowódca spąsowiał niczym gotowany rak.
- Mam uczulenie na beznadziejne żarcie. Jeśli gotujecie tak jak ci w budzie przy bramie to… Przypominam, że za niehumanitarną śmierć są problemy.
- Proszę się nie niepokoić…
Zaczął nie bardzo wiedząc jak dobierać słowa i gdzie patrzeć. - Kantyna jest do państwa usług, a w chwili gdy rozpoczniecie pracę w samych pancerzach, pojęcie stołówki nabierze zupełnie innego wymiaru. Tu ponownie uśmiechnął się do swoich myśli, a uśmiech ten połączony z rumieńcem na twarzy sprawiał wrażenie, że siedzi przed Wami nie oficer… a jedynie nastolatek, który właśnie został przyłapany na czymś bardzo niestosownym.
- Możesz powiedzieć coś więcej na temat pancerzy? Vasquese postanowił pominąć „Pan”, „Sir.” czy inne zwroty grzecznościowe.
- Dane techniczne zostaną udostępnione w czasie szkolenia…
- Chodzi mi o podstawowe informacje.
- Takie jak?
- Klasa energetyczna, pancerz, SI, ilość slotów, udźwig… takie tam.
- No cóż… pancerze wyposażone są w nowy rodzaj akumulatorów klasy trzeciej. Daje on realny czas operacyjny na poziomie czterech godzin bez ładowania. Opancerzenie jest używanym dotychczasowo standardem. SI nie ma… w jej miejscu jest system programowany przez operatora. Pancerz ma cztery sloty główne i dwa pomocnicze, a jego udźwig zależy w dużej mierze od konfiguracji i planowanego działania…
- Tak. Wiem. Chodzi mi o max. Jaki można wyciągnąć.
- Do 500% masy pancerza. Tyle, że przy tym obciążeniu…
- Lepiej od razu wsadzić sobie w dupę wtyczkę.
- Właśnie…
- Dostępne konfiguracje specjalistów?
- W zasadzie dowolne. Żniwiarz, Skaut, Kanonier i oczywiście ustawienie standardowe.
- Nigdy nie mieściłem się w standardzie.
- Tak. To prawda.
Stwierdził O’Kneel zaglądając przelotnie w swoje notatki.
Vasquese uśmiechnął się jedynie, tak cynicznie, jak tylko potrafił.



Pokoje okazały się nie mieścić w standardach koszar do jakiego każde z Was przywykło w jakimś etapie swojego życia. Sam fakt, iż pokoje były dwuosobowe, a każde z Was miało do dyspozycji nie kilka, a kilkanaście metrów kwadratowych, sam w sobie był zaskoczeniem. Do tego standard. Pominąwszy Virusa, który z konieczności przebywał w standardzie innym, każda z dziewczyn miała świadomość, że życie na co dzień w takich warunkach prędzej czy później pochłonęło by wszystkie fundusze… A tu: telewizory, kablówki, łóżka wygodne, łazienki ładne, czyste i duże… słowem: luksusy.
Jednym z centralnych punktów w pokojach były fotele. Skórzane, obrotowe, z hydraulicznym podnośnikiem. Okalały one swego pasażera pełniąc jednocześnie rolę leżanki i fotela kubełkowego. Zakres regulacji i możliwego dopasowania do użytkownika przyprawiał o ból głowy.
Kolejnymi elementami wyposażenia, o którym mówił przed paroma chwilami O’Kneel były jeszcze tablet i okulary.
Ten pierwszy z przekątną 10,1”, z dotykowym ekranem i mało znanym systemem operacyjnym sprawiał wrażenie… drogiego. To chyba najlepsze słowo. Gdy próbowaliście się doń zalogować, maszynka uruchomiła się nadspodziewanie szybko, ale po dotknięciu ekranu kciukiem użytkownika.
Okulary wyglądały dużo bardziej futurystycznie.
Niczym sprzęt kinowy do filmów 3D, zawierały w sobie jednak niewielkie słuchawki i takiż sam czujnik do stymulacji węchu. Zgodnie z tym co mówił Wam wcześniej O’Kneel miały być podstawowym narzędziem treningowym w najbliższej przyszłości. Ciekawe.

Nagle poczuliście drżenie. Coś jakby wstrząsy wtórne po trzęsieniu ziemi. Niby nic strasznego, jednak sprawiającego, że człowiek czuł się nie swojo. Po zaledwie kilku sekundach zjawisko wystąpiło ponownie… i ponownie…
Prowadzeni instynktem podeszliście do okien Waszych pokoi a oczom ukazał się z dawna oczekiwany widok:
Mech miał dobre cztery metry wysokości i z uwagi na podwójny kokpit był zapewne modelem szkoleniowym. Dreptał w miejscu odwracając się to w prawo, to w lewo… pilot musiał być początkujący i ćwiczył właśnie „chodzenie” oraz inne podstawowe manewry… a Wy mieliście okazje zobaczyć na własne oczy piękno tych potwornych maszyn.
Przed budynkiem w którym się znajdowaliście stał natomiast Vasquese, wsparty o jakieś auto.
Rozmawiał w najlepsze z kierowcą, śmiejąc się z czegoś szczerze.
 
__________________
Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia?
~ Gargamel. Pieśń przed bitwą.

Ostatnio edytowane przez hollyorc : 30-11-2014 o 17:07.
hollyorc jest offline  
Stary 30-11-2014, 21:56   #10
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 527 Gargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnieGargamel jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Tablety? - Oburzył swię Misza – Tablety mają moc obliczeniową niewiele większą od kalkulatora. Do pracy z waszymi pancerzykami potrzebuję czegoś więcej niż liczydła. Co może mam je programować młotkiem zrobionym z kawałka krzemienia? Jeśli tak, to możecie mnie odstawić do domu już teraz. - Stwierdził głosem zimniejszym od górskich lodowców. Wstał z krzesła i bez słowa obrócił się i ruszył ku drzwiom ewidentnie nie dając się udobruchać pierdoleniem jaki to on jest dobry w te klocki. Jeśli mieli współpracować to na jasnych, określonych zasadach, gdzie obowiązuje zaufanie. Bez tego nie było mowy o wspólnym działaniu. Szedł wolno, niespiesznie, jakby miał przed sobą masę wolnego czasu, a może tylko chciał się nacieszyć ostatnimi chwilami wolności?Zaraz przeciez zakują go w kajany i odstawią do Nowosybirska a tam... Chłopaki przyjmą go jak dawno nie wdzianego członka rodziny. Powróci do układu, który tak dobrze zna, gdzie zasady są jasne, gdzie za brak zaufania towarzyszyszowi spod celi to ciężki twój los. Jednak Misza nie wyszedł z ali.Przy drzwiach zatrzymały go słowa jednej z dziewcząt: "Lepiej od razu wsadzić sobie w dupę wtyczkę. "
- W dupę wtyczkę – powtórzył zupełnie bezwiednie na głos, a obróciwszy się do nich przodem w zamyśleniu przygryzał opuszek kciuka prawej ręki mamrocząc w kółko "w dupę wtyczkę". Po dłuższej chwili pacnął się dłonią w czoło.
- TO JEST TO! - wykrzyknął w podekscyowaniu - Wtyczka! Matrix! - Podbiegł do O'kneela i pomimo swego niskiego wzrostu podskoczył i złapał go za koszulę na piersi sprowadzając do swojego poziomu.
- Macie tu laboratorium i stanowisko do naprawy sprzętu elektronicznego?
- Oczywiście. Stwierdził zszkokowany podoficer.
Jeśli dacie mi do nich dostęp plus komputer o porządnych parametrach a nie jakiś szajs, tudzież kalkulator jaki nam chcieliście wcisnąć to może z tyw waszych konserw da się wyciągnąć nier sto ale nawet trzysta procent.
Tablet jest pewnego rodzaju interface’em pancerza. Jest spięty z nim siecią bezprzewodową. De facto masz tostęp do jednostki o mocy obliczeniowej na poziomie 4 TB. Mało?*
- Phi – parsknął wyraźnie niezadowolony – Wy chcecie mi zaimponowac 4 TB mocy obliczeniowej, kiedy ja mogę mieć dwa razy tyle? Nie no ja wiem, że staracie się ale naprawdę y wosowi usiciezm ruszyć makówką. - Spojrzał na podoficera z pogardą w oczach. Co jak co ale w tym toewarzystwie to on był specem od komputerów, mocy obliczeniowej, elekoroniki oraz medycyny. - Muszę jednak mieć to o czym mówiłem a do kompletu przyda mi się ktoś znający się na broni krótkiej oraz jeden pistolet. - Ośewiadczył a po krótkiej chwili dodł uspkajająco - Spokojnie, bez amunicji. Amnicję, a dokładnie jen pcisk muzę dopieo stworzyć.
O’Kneel po raz kolejny spojrzał na Vasquesa i po raz kolejny doszedłeś do wniosku, że tych dwóch musiało się znać wcześniej, a na pewno nie rozmawiali ze sobą po raz pierwszy.
- No to znalazłeś MAG’a. Zaczął siedzący za Wami mężczyzna.
- Na to wygląda…. Stwierdził spokojnie O’Kneel. [i]- Virusie, będziesz miał możliwość pracy nad własnym uzbrojeniem, modyfikacji i optymalizacji własnego pancerza do tego stopnia, że wyciągniesz z niego interesujące Cię parametry. Te blaszane puszki są szyte na miare i gdy już taki Ci przygotują, będzie wszystkim zależało na tym, abyś czuł się w nim dobrze. Z tego co wiem, moc obliczeniową można podkręcić, tak samo jak można jednostkę centralną rozbudować o różne urządzenia do prowadzenia walki “wirtualnie”. Pytanie “Czego potrzebujesz?” w pewnym momencie się pojawi… niedługo po tym jak poznasz podstawy prowadzenia tej zabawki.

- Wy nadal nic nie rozumiecie - stwietrdził już nieco spokojniej. Z kieszeni wyciągnął paczkę papierosów a z niej ostatniego papierosa. Odpalił go swoją benzynową zapalniczką i zaciągnąwszy się chciwie dymem powiedział - Puszka to pojazd. Jego pokręcę do takich obrotów, że wam oczy na wierzch wyjdą i nie napracuję się przy tym zbytnio.Ja mówię o podkręceniu broni, która jest wewnątrz pancerza. Ja mówię o podkręceniu kierowcy. Tak, panowie, dobrze słyszycie. Do czasu mojej wpadki byłem w trakcie tworzenia unikatowego łącza, przy którym obecne`są wplne niczym ślimaki. O łączu mogącym połączyć komputer z jego białkowym odpowiednikiem w ludzkim ciele, mózgiem. Pozwoli to wyłączyć z użycia mięśnie, co daje szybszą reakcję maszyny oraz możliwość bezpośredniego sterowania nią z głowy. Oto, drodzy panowie jest sedno programu MATRIX. - Zakończył swój wykład oraz papierosa, którego tak, jak poprzedniego bezceremonialnie zgasił na blacie ławki bacznie przyglądając się obydwu mężczyznom.

O’Kneel spokojnie wysłuchał wypowiedzi Virusa starając się przemyśleć każde słowo.
- Powiem tak. W tej chwili pancerze kierowane są za pośrednictwem dwóch systemów. Pierwszy to “klasyczny” mechanizm powielający ruchy operatora wewnątrz pancerza. Faktycznie powoduje on “lagi” i faktycznie zarzucić mu można sporo. Jego zaletą jest jednak to, że nie jest podatny na EMP. Jest stosowany jako system alarmowy, czy też pomocniczny. Głównym systemem jest neuro-złącze, pobierające impulsy nerwowe nie z samego mózgu, a z rdzenia kręgowego. Co do możliwości przyspieszenia tego łącza nic mi nie wiadomo… ale będziesz miał okazję porozmawiać z osobami odpowiadzialnymi za te systemy. Możliwe, że coś będziesz mógł zmodyfikować. Ja się na tym nie znam. Moje zadanie polega na zapoznaniu Was z podstawami i skierowaniu Was dalej celem specjalizacji.

- Doskonale znacie obie moje specjalizacje i to nie tylko z akt sądowych. Nie oszukujmy się moje dokonania jako lekarza są łatwo dostępne i nie kryję się z nimi. - Misza poraz pierwszy uśmiechnął się lekko co sprawiło, że pomimo tych tatuaży wydał się sympatyczny. Z kieszonki na piersi wyciągnął jedyną rzecz, jaką mu przed wyjazdem wydano z więziennego depozytu, a mianowicie kartę bankomatową. Z rozbrajającym wręcz uśmiechem spytał – Przepraszam, czy może panowie wiedzą gdzie znajduje się najbliższy czynny bankomat? Przysłano mnie tu, jak stałem a z depozytu oddano tylko to. Nie mam nic, zeby się przebrać.
[end]
- I poinformowano o tym fakcie. Virus…
O’Kneel westchnął ciężko i sdawać by się mogło ważył każde słowo. - Chciałbym, żebyś mnie dobrze zrozumiał. Mało mnie interesuje Twoja przeszłość. Nie obchodzi mnie to za co zostałeś zapuszkowany i czy zasłużenie czy nie. Tu masz czystą kartę. Sprawdź się, a Matuszka Rasija nie wyciągnie więcej po Ciebie ręki, podpadnij a odeślę Cię tam bez mrugnięcia okiem. Garderobę masz w pokoju. Bankomaty są na terenie bazy… z pięć przynajmniej. Pieniądze możesz wydać chyba tylko w kantynie. Ale w końcu każdy ma prawo się napić. Uśmiechnął się, bodaj po raz pierwszy jakoś tak serdeczniej.
- Wy chyba nie zdasjecie sobie sprawy... - Zaczął, lecw trakcie urwał i machnął ręką. Nie było sensu uświadamiać idiotów co znaczy szantażować rosjanina. Taki rosjanin w przeważnej mierze stawał się najgorszym koszmarem szantażysty.
- Ach, so... - po niemiecku odpowiedział na informację o bankomatach oraz miejscu, gdzie mamonę można było przepuścić. Napić? To ten wymuskany pachnący niczym panienka amerykanin mógł wiedzieć o piciu? Tu nawet alkohole były słabe niczym siki. Nie to co w Rosji. Taqm jak wypiłeś spiritus to wiedziałeś, że żyjesz. Ciekawsze interesy można było robić z różnej maści kombinatorami, których w żadnej armii świata nie mogło zabraknąć. Ci właśnie kombinatorzy mogli dostarczyć mu najpotrzebniejszego sprzętu, którego to Wuj Sam tak mu skapił.
- No dobra to by było na tyle. A co do sprawdzania co robię... To nie życzę sobie by ktoś bez mojej wiedzy wchodził na moje konto na Facebooku i na stronach z pornosami. Jasne? - Nie czekając na odpowiedź podniósł dupę z krzesła i machnąwszy zebranym od niechcenia ręką na pożegnanie wyszedł z klasdy by do swojej kwatery się udać.

Jego lokum okazała się być izolatka o dość sporych wymiarach. Dźwiękoszczelna i do aresztu rzut beretem. Do kościoła ciut daleko no ale mniejsza. Ktoś na prędce ową izolatkę wysprzątał i przygotował pod lokum. Łóżko polowe, stolik i dwa krzesła były jak dotąd jedynymi meblami w pomieszczeniu. Okien brak więc rano nie będzie mu słonko po gałach świecić. Misza tak jak stał
piznął się na wyro olewając chwilowo sprzęt jaki leżał na stole. Z rękoma pod głową rozmyślał sobie co też teraz porabiają chłopcy w “domu”. Po warczeniu żołądka doszedł do wniosku, iż pewnie jedzą kolację. Ziewnął dwakroć. Zmiana czasu nie wpłynęła na niego pozytywnie. W butach i w ubraniu czyli jak to sie zwykło mawiać: “w opakowaniu” zasnął.
 
Gargamel jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167