lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Science-Fiction (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/)
-   -   [Star Wars; Storytelling] Knights of the Old Republic: The True Sith Empire (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/15893-star-wars-storytelling-knights-of-the-old-republic-the-true-sith-empire.html)

Turin Turambar 09-02-2016 17:58

[Star Wars; Storytelling] Knights of the Old Republic: The True Sith Empire
 
Rok 3946 przed bitwą o Yavin.

Wybuchła tuż po zwycięskich wojnach mandaloriańskich Wojna
Domowa Jedi spustoszyła Zakon Rycerzy Jasnej Strony Mocy oraz całą
Starą Republikę.
Pochłonięty przez Ciemną Stronę Mocy bohater wojen mandaloriańskich
młody Jedi Revan powraca na łono Dobra i niszczy Gwiezdną Kuźnię
zabijając przy tym swego byłego ucznia i przyjaciela Darth Malaka.

Wkrótce potem Revan samotnie opuszcza zwycięską Republikę i znika
na odległych Rubieżach. Tymczasem ocalali Sith nadal prześladują Jedi
doprowadzając do całkowitego wręcz upadku zakonu Jedi.
W tym czasie Wygnana Jedi odnawia swą więź z Mocą po tragedii na Malachor V
i ratuje świat przed zniszczeniem pozbawia życia trójkę wrogich Sith,
niszcząc przy okazji złowrogą Akademia Trayus.
Pozostawiając swych wiernych towarzyszy Wygnana Jedi samotnie
wyrusza tropem Revana.

Pięć lat później republikański transportowiec przypadkowo z całkowicie
nieprzypadkowymi pasażerami zapuszcza się zbyt daleko
poza znane granice galaktyki…


Mostek kapitański transportowca HUBACK 8
- Uwaga, statek został zaatakowany. Proszę pozostać na swoich miejscach i zachować szczególną ostrożność... – syntetyczny głos w głośnikach chwilę później został zagłuszony przez potężny huk i towarzyszące niemu wstrząsy jakie przeszły przez cały pokład jednostki transportowej.
Jego pasażerowie zostali brutalnie wyrwani ze swoich dotychczasowych zajęć. A przecież konsorcjum międzyplanetarne gwarantowało spokój w podróży, która według planu wkrótce miała się zakończyć. Jednak po pierwszym wstrząsie przyszły następne, już bardziej regularne, o rosnącym natężeniu i sile.
Tymczasem na skromnym mostku dowodzenia kapitan i jego pierwszy oficer patrzyli z niedowierzaniem na to, co pokazywały im wskaźniki.
- Zamiast wyskoczyć z nadprzestrzeni w okolicy Telos… - zaczął zastępca dowódcy.
- Znaleźliśmy się daleko za granicami Odległych Rubieży! Jasna cholera, to aż cud, że w ogóle tutaj dolecieliśmy! Kto programował skok?! – huk i towarzyszący mu wstrząs zachwiały nim, tak, że musiał skorzystać z pomocy swego oficera aby uratować się przed upadkiem.
- Sprawdzałem osobiście ustawienia, ledwo kilka chwil przed skokiem! Nawet się nie spodziewałem, że może coś się schrzanić… - usprawiedliwiał się ów oficer.
- Dobra, teraz to nie ważne, musimy szybko stąd uciec – rzucił nerwowe spojrzenie na ekran. – Że też trafiliśmy akurat pod działa jakiegoś pirata. Zresztą zaraz wskoczymy w nadprzestrzeń – oficer dojrzał na ekranie jak wrogi okręt wojenny przybliża się aby dokonać…
- Abordaż, oczywiście, że tak. Ale nie damy im tej satysfakcji – mściwym tonem obwieścił kapitan, który swego czasu walczył w Wojnach Mandaloriańskich. – Wszystko gotowe do ponownego skoku w nadprzestrzeń, ta łajba swoje wytrzyma. – poklepał z czułością po pulpicie. - Poczekamy, aż się zbliżą i wyłączą działa. Wtedy skaczemy.
Żaden z tej dwójki nie zauważył stojącej już od dłuższego czasu tuż przy drzwiach wysokiej, acz szczupłej postaci, szczelnie przykrytej szerokim płaszczem, która z uwagą przysłuchiwała się ich rozmowie.
W między czasie udało się im wysłać krótką wiadomość do swych pasażerów
- Proszę pozostać na miejscach, sytuacja jest opanowana – usłyszał między innymi najemnik w zniszczonym mandaloriańskim pancerzu, który siedział na swym łóżku odkąd zaczął się ostrzał nieznanego przeciwnika. Głowę miał obróconą w kierunku małego okienka, przez które widział skrawek galaktyki. Po chwili widok przesłonił mu fragment pancerza zbliżającego się, ogromnego statku – najprawdopodobniej najeźdźcy.
W tym wypadku rozkaz „zostać na miejscach” nie wydawał się zbyt rozsądny. Kiedy żołnierz usłyszał tupoty stóp i okrzyki dochodzące z korytarza, domyślił się, że nie jest jedynym, który tak myśli.
Młodziutka twileczka Arthoria La’Sor znudzona siedziała na krześle przy biurku. Wtedy, w nieokreślonej chwili poczuła dziwne ukłucie w mocy. Padawanka nie zdążyła się zdziwić, kiedy HUBACK 8 znalazł się pod ostrzałem. Chwilę później z głośników doleciały głosy mające uspokoić pasażerów. Jednak Ori mimo, że nie była jeszcze Jedi, to poprzez moc wyczuła jedno – zbliżają się bardzo poważne kłopoty. Natychmiast podbiegła do drzwi i otworzyła je wychodząc na zewnątrz. Na korytarzu znajdowało się już sporo innych pasażerów, między innymi dwójka Bith, która najwyraźniej zgubiła resztę swej kapeli, jakiś Ithorianin, dwójka ludzi, którzy wymachiwali głośno rękami, że dużo zapłacą, jak ktoś ich stąd wydostanie żywych, oraz paru innych, którzy po prostu starali się zrozumieć, o co biega i mimo zapewnień płynących z głośników zamierzali się udać do kapsuł ratunkowych.
Nagle ktoś mocno szturchnął i odepchnął dziewczynę. Zza jej pleców wyłonił się wysoki mężczyzna w potężnej niebieskiej zbroi i sporym blasterem na ramieniu.

Tuż za nim szedł drugi mężczyzna, tylko, że jego zbroja miała czerwony kolor. Obaj bezpardonowo przeciskali się przez mały tłum, który automatycznie starał się im usunąć z drogi. Mimo tego, jednemu się oberwało zbyt mocno i na ścianie korytarza pojawiła się krew. Mandalorianie. Sama ich nazwa budziła trwogę. Teraz ta dwójka zmierzała ku dwóm krzyczącym o chęci ucieczki kupcom.
Twileczka napotkała spojrzenie swojego starszego towarzysza, który zajmował kajutę tuż obok. Vlad również wyszedł na korytarz. Jednak jego wzrok skierowany był zupełnie gdzie indziej. Od kilku godzin starał się zrozumieć, czy jego odczucia są prawidłowe. W jednej z kajut znajdował się nieznany dwójce padawanów użytkownik Mocy. Ciemnej Strony Mocy.

W pokoju gdzie przebywała Rin panowała ciemność. Ona sama leżała na łóżku mając ręce założone za głowę. Patrzyła na puszkę po napoju, która lewitowała nad nią i na przemian się zgniatała i prostowała. Ta zapowiadająca się na nudną podróż zaskoczyła ją już na samym początku. Początkowo myślała, że z zmęczenia sama sobie za dużo wyobraża, ale teraz była tego pewna. Wśród pasażerów znajdowała się dwójka osobników, ewidentnie czułych na Moc. Kobieta musiała mieć zdecydowanie mieszane uczucia w tej chwili.
Nagły wstrząs ją zdekoncentrował i puszka upadła na jej brzuch. Wszystko wskazywało na to, że pojawiły się kolejne atrakcje.

Okręt Wojenny Conquistador, sala medytacyjna
Klęcząc z szeroko rozstawionymi ramionami, opuszczoną głową i zamkniętymi oczami Quel-tazar wsłuchiwał się dzięki Mocy w przerażone krzyki i strach jego ofiar. Był już od tego uzależniony i żadne napomnienia nie mogły mu zabronić jego polowań. Drzwi do pomieszczenia w którym przebywał otworzyły się i stojący w nich żołnierz zameldował krótko.
- Przygotowania ukończone.
Lord Sith wstał i ruszył zamiatając połami płaszcza. Już za chwilę otrzyma to, czego tak pragnie.

Mag 09-02-2016 20:04

Na początku myślała, że to tylko błędne odczucie. Czasem jej się to zdarzało. Dopiero po dłuższej chwili, po skupieniu się na tym, była już pewna, że nie myliła się. Na pokładzie statku było dwóch Jedi. Niedaleko. W jej zasięgu. Po upewnieniu się w tym obudziły się w niej dawne instynkty.
Wpatrując się w unoszącą się nad nią puszkę po napoju rozmyślała nad tym co z nimi zrobić.
Rozmarzyła się. Najchętniej by...

Westchnęła.

"Nie"
przeszło jej przez myśl i z niezadowoleniem zmrużyła oczy wpatrzone w maltretowaną puszkę.
Była w drodze na robotę. Reoss uparł się, że to grubsza sprawa, więc polecieli osobno i ona ma dołączyć do niego oddzielnym transportem, by nie zwracać na nich uwagi. Z tego powodu siedziała w tej malutkiej kajucie zamiast lenić się całą drogę w swoim kącie na jego statku.
Nie mogła wystawić go. Miała za duży dług u niego by to zrobić. Rozsądek, nowa cecha, której była uczona przez swojego partnera. Szczerze mówiąc to całkiem dobrze powodziło jej się w ostatnich pięciu latach. Nie miała innego pomysłu na siebie, więc została przy nim. Był to układ w którym każde zyskiwało.
Rin leżała na swojej koi z rękami założonymi za głowę.

"Nie mogę mu tego zrobić" przekonywała siebie samą walcząc z wrastającą ochotą do wyjścia z pokoju by odwiedzić Jedi. Tak dawno nie miała ku temu okazji.
Zmarszczyła gniewnie brwi, gdy pojawiło się wspomnienie ostatniego razu. Skrzywiła usta w niezadowolonym grymasie. To skutecznie ochłodziło jej zapędy. Przynajmniej na teraz.

Puszka spadła na nią, gdy zdekoncentrowała się. Wstrząs, który to sprawił natychmiast zaciekawił kobietę. Spojrzała w kierunku drzwi do kajuty. Wzięła do ręki zgniecioną puszkę i cisnęła nią w panel. Światło zapaliło się na chwilę oślepiając ją.
Pomimo chwilowego oślepienia Rin zeskoczyła z łózka i nasłuchiwała tego co działo się poza jej kajutą.
Robiło się zamieszanie, a więc idealna okazja by dać upust swoim pragnieniom...
- Tylko sprawdzę co się dzieje - powiedziała jakby tłumacząc się nieobecnemu tu Reossowi. Sięgnęła po swoją kurtkę ubierając ją na siebie a skromny bagaż w postaci plecaka zarzuciła na ramię. Poza kurtką, która sięgała jej do kolan i wyglądała jakby była na nią za duża, kobieta miała na sobie przylegający do ciała grafitowy kombinezon o granatowym połysku jaki zwykli nosić kierowcy sportowych swoopbików. Entuzjasta tematu mógłby zauważyć, że kombinezon miał wzmocniony splot. Na nogach miała czarne buty za kostki. Na rękach Rin miała długie czarne skórzane rękawiczki, które gdyby nie bardzo szerokie rękawy kurtki, byłoby widać, że sięgają aż do łokci. Na głowie miała gogle które teraz były nasunięte na włosy. Do jej pełnego wizerunku brakowało już tylko jednego...

Prawa dłoń kobiety powędrowała do kieszeni i wyciągnęła z niej paczkę papierosów. Jednego wyciągnęła z opakowaniami zębami, a resztę schowała. Lewą ręką wyszukała zapalniczkę.
Odpaliła papierosa zaciągając się nim głęboko. Zadziorny uśmieszek wykwitł jej na twarzy. Teraz była gotowa.
Rin, wyglądająca na drobnej budowy kobieta o niebieskich oczach i półdługich platynowych włosach, uchyliła drzwi i zsuwając papieros do kącika ust wyjrzała na zewnątrz rozglądając się czujnie.

Turin Turambar 10-02-2016 22:17

Hubak 8, mostek
Pierwszy oficer sięgał właśnie ku dźwigni odpowiadającej za uruchomienie silników nadprzestrzennych. Wrogi statek ostrzeliwał ich, ale wyraźne były jego zamiary abordażu. Rękaw z tunelem dla piechoty już się podłączył i pewnie zaraz zabiorą się do przepalania przejścia. Skok będzie niebezpieczny, ale lepsze to niż dać się tym piratom złapać. Życie pasażerów uratują śluzy awaryjne. Wszystko było pod kontrolą.
W tym momencie rozbrzmiał cichy odgłos wystrzału i zastępca kapitana padł martwy. Sam kapitan nie zdążył się nawet zdziwić, kiedy stojąca w cieniu postać ponownie ściągnęła spust. Po chwili na podłodze leżały dwa ciała z dziurami w czaszkach.
Zakapturzona postać schowała z powrotem karabin blasterowy pod swój szeroki płaszcz i podeszła do sterów. Wszystko działo się zgodnie z jego planem. Żadnych śluz awaryjnych. Niech ten abordaż się dokona.

Korytarz na pokładzie pasażerskim
Jej kajuta była praktycznie na samym końcu korytarza patrząc od strony wejścia na pokład. Za nią były już tylko silniki. Użytkowników mocy wyczuwała gdzieś bliżej środka. Panował tam taki tłok, że Rin nie była w stanie wyłapać którzy z pasażerów to Jedi. Większość z nich była roztrącona przez dwóch rosłych Mandalorian w pancerzach. Oni musieli się w nich chyba nawet kłaść spać.
Wtedy rozległy się pierwsze strzały. Ktoś zaatakował mężczyzn w pancerzach i ci odpowiedzieli ogniem. W korytarzu pojawił się też trzeci osobnik w charakterystycznej dla niedoszłych zdobywców Galaktyki pancerzu. Tylko w jego przypadku był bardzo uszkodzony. W dodatku miał inne insygnia, więc należał zapewne do innego klanu.
Mando w czerwonym pancerzu sięgnął za pas i wyciągnął granat. Rin nie widziała jaki, ale jedno było pewne - użycie go w tych zamkniętych przestrzeniach było śmiertelnie niebezpieczne dla każdego kto nie miał ochrony przed dekompresją.
Ów szaleniec nie zdołał go odbezpieczyć. Nagle oderwał się od ziemi i poleciał do przodu przyciągnięty Mocą. Drugi zaczął strzelać serią.
Przerwał dopiero wtedy, gdy w pierś wbiło mu się czerwone ostrze miecza świetlnego. Jego właściciel stanął w przejściu nad trupem mando w niebieskim pancerzu.
Krzyki i hałasy jakie wypełniały korytarz umilkły w mgnieniu oka. Groza bijąca od tego mężczyzny była oszałamiająca. W milczeniu spoglądał na obecne tam istoty. Szukał czegoś. Kogoś.
Wtedy spośród pasażerów wyłoniły się dwie postacie.

Choć rozsądek mówił inaczej, to nauki ich mistrzów i ich własna natura oraz postawa mówiły jasno - byli gotowi bronić reszty przed Lordem Sith.
Pierwszą była kilkunastoletnia zaledwie twilek.
Stanęła raptem kilka metrów przed istotą w czerwieni. W jej dłoniach zajaśniał miecz świetlny o niebieskim ostrzu, które skierowała w przeciwnika. Na twarzy malowało się ponure zdecydowanie.
Tuż za nią do walki stanął młody mężczyzna, zapewne ledwo po dwudziestce.
On włączył zielone ostrze, ale postanowił zadziałać w inny sposób. Skupił się i wyglądało na to, że będzie wspierał towarzyszkę bezpośrednim użyciem Mocy.

Rin zatrzymała się w półkroku. Z mieszaniną zaciekawienia i obawy dostrzegła kogoś jeszcze bardziej ciekawego niż dwójka padawanów, która nawet nie potrafi prawidłowo trzymać mieczy. Postawa szermiercza twileczki była zdecydowanie lepsza niż chłopaka, ale i tak zasługiwała na pełne pogardy spojrzenie palącej papierosa.
Za to ten trzeci... Nieufnie przyglądała się mu. Nie spotkała nikogo takiego jak on od lat. Z jej doświadczenia tacy jak on byli martwi.

Vlad w końcu nie wytrzymał napięcia i wykonał szybki gest pchnięca Mocą. Uderzyła ona w Sitha, jednak jedynie załopotała połami jego płaszcza. Ten ruch był sygnałem do działania dla Ori. Wybiła się z obu nóg atakując przeciwnika mieczem.
Quel-thazarowi ledwo zadrgały kąciki ust. Przez chwilę mierzył wzrokiem oponujących mu padawanów po czym podniósł lewą dłoń i wystrzelił z czubków palców błyskawice. Ich potęga była jednak zupełnie odwrotnie proporcjonalna do niedbałości gestu użytkownika Ciemnej Strony.
Pioruny wypełniły cały korytarz przechodząc po zebranych na nim, odbijając się od ścian i ponownie trafiając każdego po kilka razy. Jedi próbowali zablokować je mieczami, ale obrywali ze wszystkich stron. Rin również została zaskoczona. Odruchowo chciała osłonić się rękami, ale jej ciałem szarpnęły konwulsje bólu. Upadła bezwładnie na podłogę tak jak każdy inny znajdujący się w tym miejscu pasażer. Każdy z wyjątkiem jednego mandalorianina w podstarzałej zbroi.
Ostatnie co zobaczyła Rin, to właśnie ten jedyny stojący na nogach mando kierujący lufę swego karabinu blasterowego na Sitha. Wreszcie straciła przytomność, co było swoistym wybawieniem.

Tyrax nie tak wyobrażał sobie ten lot. Dopiero co stracił statek lądując z orbity. Wciąż miał osmalony po tym pancerz. A teraz to. Nie wiedział co myśleć. Wcale nie zamierzał pakować się w sprawy tych pieprzonych Jedi. Nie miał nic przeciwko walce z nimi, ale to nie były do tego najlepsze okoliczności. W dodatku gość w czerwonym wdzianku wyglądał na kozaka pierwszej wody.
Jego własny sprzęt na szczęście zadziałał, inaczej zostałaby z niego taka sama usmażona frytka jak ci wokół.
Westchnął. Nic nie wskazywało na to, żeby mieli brać kogokolwiek żywcem. On sam też nie zamierzał pójść solo do piachu. Zabierze ze sobą kogo tylko będzie mógł. Miał jeszcze parę sztuczek w zanadrzu. Najpierw postanowił sprawdzić jak szybki jest ten koleś.
Karabin pojawił się w jego rękach momentalnie. Strzelał raz za razem, co chwila przełączając tryb strzału.
Bez sukcesu. Sith odbił każdy pocisk. W końcu, widocznie znudzony podniósł Mandalorianina i grzmotnął nim o ścianę korytarza. Kiedy Tyrax próbował się podnieść, sytuacja się powtórzyła. Za trzecim razem już się nie ruszał, ale i tak oberwał. Czwartego i kolejnych uderzeń już nie pamiętał…

Quel-thazar ruszył niespiesznie przez korytarz. Zatrzymał się na chwilę przy ciele Vlada i podumał nad śmiercią, która zapanowała w tym wąskim korytarzu. Po chwili wpadło tam również czterech żołnierzy. Sith powiedział krótko.
- Żywych przenieście do wejścia. Nie chcę się tutaj brudzić – i zawrócił chowając niedbale swój miecz za pas.
Jego podkomendni zabrali się do sprawdzania stanu ofiar ich pana. O dziwo przeżyli oboje padawani. Zasłona mieczami uratowała im życie. Podobne szczęście spotkało Rin. Stała na końcu korytarza i oberwała lżej niż reszta.
Jeden żołnierz podniósł Vlada i wziął go na bark, tak samo drugi zrobił z Ori. Pozostała dwójka podniosła Rin. Zanieśli ich wszystkich do wyczyszczonego luku bagażowego. Po drodze padawani odzyskali przytomność, ale nadal byli mocno obolali. Niezbyt kojarzyli co się z nimi dzieje.
W końcu położyli ich na ziemi w przejściu pomiędzy mostkiem a kajutami. To samo uczynili z Rin, do której podszedł jeden z żołnierzy i wstrzyknął jej coś. Kobieta jęknęła i obudziła się.
Podnieśli ich z ziemi zmuszając do klęczenia. Ręce spięto im z tyłu kajdanami.

Lord Sith stał pomiędzy nimi jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu powiedział wysokim i zimnym głosem.
- A już wiem. To jest ten wasz barbarzyński język. Więc jednak to prawda. Poza naszą cywilizacją istnieje coś… Jakieś systemy... W których żyją istoty zdolne władać Mocą! – krzyknął im w twarz.
- Gdzie nauczyliście się władać mocą?! – jego nawykły do wydawania rozkazów głos nie znosił sprzeciwu, a spojrzenie powędrowało na twarz Rin.

Mag 11-02-2016 19:35

Ocknęła się z cichym jęknięciem. Pierwsze co zarejestrowała to to, że leży na boku. Łeb ją bolał. Mięśnie miała boleśnie napięte, co przypomniało jej, że powodem utraty przytomności było to, że mocno oberwała piorunami.
Świadomość otoczenia wracała jej zadziwiająco szybko. Jak po zastrzyku z adrenaliną. Swojego czasu nie ograniczała sobie tego więc dobrze kojarzyła jego efekty.

Została zmuszona przez dwóch z ochrony Sitha by usiąść w pozycji klęczącej. Związano jej ręce. Akurat tym faktem się nie przejęła.
Zdziwiona była za to tym, że najwidoczniej nikt nie pofatygował się, żeby ją przeszukać. Poruszyła się jakby chcąc znaleźć wygodniejszą pozycję. Blaster wciąż był w swojej kaburze uwierając ją w bok, nie mówiąc już o reszcie...

Rin rozejrzała się powoli i uważnie po zebranych. Zmrużyła gniewnie oczy na widok dwójki klęczącej tak jak ona w otoczeniu straży. Skierowała spojrzenia na odzianego w czerwień.
Jeszcze przez chwilę miała wrażenie, że był on Mrocznym Jedi, który jakimś cudem przetrwał czystki. Nie rozumiała o czym do niej mówił. Barbarzyński język? Jego cywilizacja?
"Skąd się wziął ten szajbus?" pomyślała i lekko przekrzywiła głowę.

Na poruszoną kwestię nie odpowiedziała. Milczała czekając na rozwój sytuacji. Patrzyła mu tylko prosto w oczy z irytacją wymalowaną na twarzy.
Ewidentnie mu się to nie spodobało. Uderzył Rin w policzek otwartą dłonią. Na tyle silnie, że głowa odskoczyła jej w bok, a ona poczuła tępy ból żuchwy. Twileczka wzdrygnęła się, a jej towarzysz odwrócił wzrok.
- Zadałem pytanie! - jego gniew narastał.

Przesłuchiwana zacisnęła zęby przez co szczęka jeszcze mocniej ją zabolała. Wyprostowała się i spoglądając przez zmrużone oczy na Sitha jedyne co zrobiła to wykrzywiła usta w ironicznym uśmiechu.

W ten sposób zarobiła sobie na drugi cios. Teraz Quel-thazar nie pohamował ręki. Cios rzucił kobietę na ziemię. Czuła jakby w jej głowie wybuchła supernova. Zimna posadzka chłodząca skroń była jej jedyną ulgą.

Padawani byli przerażeni tak okrutnemu traktowaniu więźnia jakim była ta obca im kobieta, bo przecież również oni nimi byli. Pierwsza nie wytrzymała zielona Twileczka.
- Jesteśmy padawanami w Akademii Jedi.
- Na Coruscant - dodał jej ludzki towarzysz.
- Nasi mistrzowie władają dużą mocą! - Ori nabrała odrobiny pewności wspominając o swych nauczycielach.
Leżąca na podłodze Rin zaczynała podnosić się. Policzek zaczynał robić jej się siny. Spojrzała kątem oka na nagle tak bardzo chętnych do zwierzeń padawanów i tylko przewróciła oczami całkiem zażenowana ich postawą.
- Nasi mistrzowie przyjdą nam na ratunek - Vlad kontynuował temat rozpoczęty przez jego koleżankę.
Sith słuchał tego z rosnącym zdziwieniem pomieszanym z zainteresowaniem.
- Akademia Jedi?! Cóż to?! - ewidentnie przykuli jego uwagę.

Rin badawczo spojrzała po przesłuchującym. Posługiwał się wprawnie mocą a nie wiedział o Jedi? To co mówił było nader niepokojące. Nawet jak dla niej. Ale starała się nie okazywać tego. Padawani zdecydowanie byli nie mniej zaskoczeni reakcją Sitha i było wyraźnie to po nich widać po ich twarzach. Arthoria patrzyła na niego z miną mówiącą "jak można nie wiedzieć", natomiast Vlad zamknął usta dostrzegając błąd jaki poczynili.

- Nie mam z nimi nic wspólnego - prychnęła Rin ograniczając ruchy żuchwy do minimum i odwróciła głowę by na nich nie patrzeć. Jej niechęć do nich była wyraźna.

Quel-thazar tylko przelotnie na nią zerknął. Całą uwagę poświęcał teraz dwójce padawanów, którzy okazali się nazbyt rozgadani. Ich nagłe milczenie go jeszcze bardziej rozwścieczyło. Zacisnął pięść wokół, której zaczęły się pojawiać błyskawice.
- ODPOWIADAJCIE! - krzyknął na nich.

Rin ucieszyło, że tamta parka przejęła na siebie całą uwagę gościa w czerwieni. Mogła teraz nieco powiercić się, żeby spróbować oswobodzić z kajdanek dłonie. Siłując się z nimi kątem oka spoglądała na tego dziwnego użytkownika Mocy. Szerokie rękawy jej kurtki skutecznie skrywały jej zamiary pozbycia się tego cholerstwa. Nie zamierzała drugi raz przyjmować na siebie porażenia, więc musiała zacząć działać jeśli chciała się stąd wydostać.
Zgniatając lewą dłoń palcami prawej zaczęła ustawiać kciuk lewej w nienaturalne jego położenie by przecisnąć tą dłoń przez skuwającą ją obręcz.

Turin Turambar 13-02-2016 10:29

Korytarz na pokładzie pasażerskim
Ori chciała coś powiedzieć, ale napotkała karcące spojrzenie Vlada i zamilkła. Mężczyzna szybko przeanalizował wieści kryjące się za słowami i zachowaniem Sitha. Bał się tego, że choć część jego nowych podejrzeń może okazać się prawdą. I bał się tego co mogło się teraz z nimi stać .

Quel-tazar przywołał na twarz najpaskudniejszy ze swych uśmiechów. Spojrzał prosto w oczy Vlada. Iskry w dłoniach Sitha zniknęły.
- Skoro taki uparty jesteś to sam znajdę to, czego chcę! – po czym wystawił rękę w kierunku wystraszonego padawana. Taltos poczuł ból jakby ktoś próbował się wwiercić w jego głowę. Skrzywił się, ale nie zamierzał się poddawać. Stawił opór i trwał w nim. Jednak sił starczyło mu tylko na krótką chwilę. Poległ.
- Zostaw go! - krzyknęła przerażona Ori, chciała wstać by jakoś ratować przyjaciela, ale oberwała w bok kolbą karabinu jednego z pilnujących ich żołnierzy. Z jękiem zwinęła się na podłodze.

Quel-tazar mógł teraz czytać z Vlada jak z otwartej księgi.
- Jedi? Akademia na Coruscant? Wojny... Mroczni Jedi… Sith... - z zaintrygowaniem mruczał pod nosem analizując to czego się dowiadywał z umysłu chłopaka. Oczy błyszczały mu jakby odkrył coś niezwykłego.
Vlad wił się przy tym z bólu niczym rażony prądem, aż znieruchomiał, gdy Sith skończył z nim.

Rin przyglądała się temu z miną, mówiącą, że zdecydowanie nie zazdrości im.
Nareszcie! Oswobodziła lewą dłoń. Miała wolne ręce i nikt tego nie zauważył. Przestała się wiercić, pozostawało już tylko działać.

Sith odwrócił się raptownie w kierunku niej. Całkiem stracił zainteresowanie padawanami i wyglądało na to, że zostawił sobie ją na koniec. Zawahała się przez co przegapiła idealny moment.
- Wyczuwam w Tobie złość. Ciemna strona Mocy przenika całą twoją duszę - zmrużył oczy patrząc na nią. - Tłumisz ją w sobie, ale nie wypierasz się... Doskonale. - wydawał się być z jakiegoś powodu zadowolony.
Dłonią pochwycił twarz Rin jakby chcąc się jej jeszcze dokładniej przyjrzeć. Uśmiechnął się paskudnie wyszczerzając zęby.
- Zrobię z ciebie moją uczennicę! - zadecydował tonem mającym podkreślić jak wielki zaszczyt ją dostąpił. Puścił jej twarz.
Rin ewidentnie takiego rozwoju sytuacji się nie spodziewała. Skrzyżowała ręce za sobą bardziej by nie wydało się, że nie są już one związane. Chęć by go zaatakować minęła jej. Nie odpowiedziała mu nic. Milczała jak zaklęta wpatrując się nieufnie w swojego “mistrza” intensywnie rozpatrując jego propozycję.

Mostek kapitański HUBACK 8
Drzwi otworzyły się z cichym sykiem i wpuściły do środka cztery czerwone strumienie celowników laserowych. Żołnierze rozglądali się po pomieszczeniu, jeden z nich szukał panel kiedy pod ich nogami wylądowała czarna kulka, wielkości zaciśniętej pięści.
Nastąpiło krótkie pik! po czym donośny i świetlisty wybuch zakończył ich żywoty.

Postać w kapturze przeszła po ich wnętrznościach rozrzuconych chaotycznie na podłodze i z radością patrzyła na krew, która przyzdobiła zniszczone wybuchem ściany i sufit. Nieco dalej w korytarzu leżał z urwanymi nogami jeden z żołnierzy. Wił się i stękał głośno. Morderca jego towarzyszy nieśpiesznie zbliżył się do niego, stanął tuż nad nim i przystawił mu lufę blastera do hełmu. Zaczekał chwilkę wpatrując się w przerażenie malujące się w oczach widocznych przez rozbitą szybkę hełmu i w końcu nacisnął spust. Resztki głowy żołnierza rozprysły się dodając nowy malunek do już istniejących rozbryzgów krwi.
Zadowolona z siebie postać z cichym śmiechem ruszyła dalej.

Korytarz na pokładzie pasażerskim
Tyrax obudził się. Łeb mu pękał. Powoli uniósł głowę i zobaczył przed sobą żołnierzy, którzy stali do niego tyłem, otaczając osoby wokół, których się zgromadzili. Widział tam tego który rzucał nim o ścianę oraz dwóch pasażerów leżących na podłodze i jeden siedzący w klęczki. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Sam zauważył, że nie został pozbawiony swojej broni. Karabin leżał obok, ale musiał się wyraźnie przesunąć by do niego dosięgnąć.

Quel-tazar snuł w najlepsze swe plany o podboju tego prymitywnego regionu, gdy rękaw łączący Conquistadora z transportowcem lekko się zatrząsł. Bardzo delikatnie, jednak wszyscy to zauważyli.

Jeden z żołnierzy odezwał się w mówiąc coś w ich nieznanym języku do Sitha. Ten mu odparł coś opryskliwie i machnął ręką, że mają mu nie zawracać głowy. Żołnierz zasalutował, po czym wskazał na dwójkę innych, aby poszli razem z nim i zniknął w korytarzu.
Tyrax pozostając nieruchomym pilnie obserwował to, co się działo. Jeszcze nie zdecydował się sięgnąć po broń. Trójka będąca więźniami nie zwróciła na to jednak większej uwagi. Rozległ się odgłos serii z blastera, a chwile po nim charakterystyczny dźwięk towarzyszący szybkiemu poruszaniu się miecza świetlnego.
Quel-tazar obrócił się, a na jego twarzy malowało się niesamowite zdumienie. Rin również odwróciła się, ale w przeciwieństwie do niego w jej spojrzeniu pojawił się strach. Sith ledwo zdążył chwycić swój miecz świetlny i włączyć, gdy w przejściu pojawiła się postać dzierżąca żółty miecz świetlny.

Zaatakowała pierwsza. Zablokowała czerwone ostrze Sitha i zdzieliła go potężnym sierpowym. W tym uderzeniu można było wyczuć potężną kumulację mocy. Quel-tazar odleciał i wpadł na dwójkę jego żołnierzy zwalając ich z nóg.
Brązowe włosy opadły na ramiona otulając jej piękną twarz anioła. Głębokie jak otchłanie kosmosu oczy czujnie zlustrowały całe pomieszczenie w ułamku sekundy. Płaszcz jeszcze nie opadł na jej szczuplutką, ale pełną Mocy posturę, kiedy ona rozstawiła szeroko ręce odpychając Mocą stojących blisko jej żołnierzy na boki.

- Mistrzyni! - krzyknęli uradowanymi głosami jednocześnie Ori i Vlad nie wierząc jak wielkie szczęście ich spotkało. Owszem mieli nadzieję, że któryś z mistrzów przyjdzie im na ratunek, ale że ONA?!
Reakcja Rin była zgoła odmienna. Przyglądała się szeroko otwartymi oczami istocie, która zaatakowała Sitha. Była przerażona i pragnęła uciec. Korzystając z zamieszania i nie kryjąc już się, że ma wolne ręce odsunęła się by nie oberwać przypadkiem ostrzem miecza świetlnego. Oraz serii z karabinu blasterowego.

Tyrax nie czekał dłużej. Pojawienie się paniusi było wystarczającym rozproszeniem by sięgnąć po broń. Strzelił serią w żołnierzy, których powaliła kobieta w płaszczu. Pieprzeni Jedi i ta ich Moc.

Tymczasem stojąca tuż przy wejściu, za plecami Tyraxa zakapturzona postać patrzyła z radością na przybyłą Jedi. Tyle lat i wreszcie plany skutkują!
Żołnierze zaczęli się powoli zbierać z podłogi. Przynajmniej ci który nie oberwali śmiertelnie.

Quel-tazar ryknął wściekle podnosząc się z podłogi.

- Nie ma czasu – krzyknęła Jedi. - Ty - odezwała się bezpośrednio do Rin patrząc jej w oczy, przez co kobiece prawie serce stanęło ze stresu - Rozwiąż ich i szybko na mój statek, tam w rękawie jest przejście! - Najwidoczniej nie lekceważyła przeciwnika. Stała w pozycji szermierczej gotowa ponowić atak na Sitha jednocześnie zagradzając mu swoja osobą drogę do padawanów i Rin.

Mag 14-02-2016 21:21

Już była gotowa do ataku. Wzdrygnęła się, gdy Sith odwrócił się w jej kierunku, bo była przekonana, że odkrył jej zamiary. Lecz ten po wyciągnięciu informacji od padawana jakby zmienił swoje nastawienie względem niej. Nie potrzeba było wielkiego Sith czy Jedi by wyczuć, która strona Mocy sprzyjała jej. Szła o zakład, że nawet tamte nieuki, szumnie zwane padawanami mogły to wyczuć.

Propozycja Quel-tazara była kusząca, a snute przez niego plany podboju tego “prymitywnego rejonu”, jak nazywał miejsce ,w którym się znalazł, były zbieżne z pragnieniami Rin. Oczami wyobraźni widziała, jak z jego zasobami już nie musiałaby każdego z mistrzów Nowej Akademii podchodzić z osobna. A padawani? Śmiech na sali, jeśli myślą, że nastolatek przychodzący do Akademii może kiedykolwiek osiągnąć poziom mistrza. Z pomocą tego Sitha mogłaby dokończyć swoją zemstę. Skrzyżowała ręce za sobą tak by dalej udawać, że jest związana.
Wahała się tylko z jednego powodu. Z tego z powodu którego nigdy nie zdecydowała się urzeczywistnić swoich pragnień i z tego samego, dla którego nie zabiła tej dwójki jeszcze nim pojawił się Sith.

Quel-tazar widocznie nie potrzebował potwierdzenia z jej strony, uznał, że sama dana przez niego oferta jest automatycznym przyjęciem jego warunków. Jeszcze nigdy kogoś takiego nie spotkała. Pycha jaką emanował ten osobnik przebijał wszystkich Mrocznych Jedi razem wziętych. I nic dziwnego skoro wszystko wskazywało, że nie był ze znanego rejonu galaktyki.
Żołnierze Sitha odeszli by sprawdzić co się działo w łączniku.

Rin zajęta swoimi przemyśleniami odwróciła się nagle słysząc odgłosy miecza świetlnego. Patrzyła w kierunku korytarza ze zdumieniem zmieszanym z przerażeniem. Z każdą chwilą tego drugiego robiło się znacznie więcej. Żółty miecz, brązowowłosa kobieta go dzierżąca i ta przygniatająca potęga w Mocy. Strach zagościł na twarzy Rin jakby jej oczom ukazał się najgorszy koszmar.
Uskoczyła poza zasięg walczących mieczami zarzucając udawanie, że jest związana. Kobieta spojrzała na nią, a Rin miała ochotę uciec tak jak stała, choćby nawet bez kapsuły ratunkowej. Posłusznie skinęła głową na rozkaz Jedi.
Wyciągnęła blaster z kabury i doskoczyła do rozradowanych przybyciem ich Mistrzyni padawanów.
Kolejno każde chwytała za ręce w górę i przestrzeliwała zamki uwalniając ich. Samej sobie też zdjęła kajdanki z prawej ręki by nie denerwowało jej ich dyndanie.
- Ruchy - warknęła do nich popychając ich w stronę wyjścia. Twileczka szarpała się chcąc wspomóc w walce na miecze Mistrzynię.
- Szybciej – pogoniła wszystkich Jedi – Ty też nie zgrywaj bohatera, bo to nie jest przeciwnik dla żadnego z was – rzekła do Arthorii. Twileczka po tej naganie jakby spokorniała.
Rin nie czekając na padawanów ruszyła przodem. Z tamtą kobietą nie należało dyskutować. Blaster schowała by mieć wolne ręce.

Ciemny korytarz był oświetlony jedynie lampami z swych dwóch końców – wejść na statki. Na środku leżała trójka martwych żołnierzy Sith, których rany wskazywały na ciosy miecza świetlnego. To byli ci którzy poszli sprawdzić co się działo w rękawie. Tuż nad nimi wypalona była ogromna dziura, z której zwisała zwijana stalowa drabinka.
Nagle z tyłu rozległy się dźwięki wystrzałów zwiastujące, że Mistrzyni Jedi zaczęła walczyć z Quel-tazarem.
- Szybko pakujcie się tutaj! – męski głos z góry zawołał do nich. Patrząc w jego kierunku mogli dostrzec zabraka, który machał do nich ręką by wskakiwali na górę.
Rin spojrzała na nieznajomego mrużąc oczy. Zdecydowanie to nie był jej dzień. Niby z uprzejmości ponagliła Taltosa by ten wszedł po drabince jako pierwszy. Vlad po czytaniu myśli jakie zafundował mu Sith zataczał się jakby był pijany. Opornie zaczął gramolić się po drabince. Nieznajomy zabrak chwycił za ramię chłopaka, gdy ten tylko był wystarczająco blisko i wciągnął go do siebie.
Spojrzenia padawanki i Rin spotkały się. Arthoria była nieufna co do niej.
- Ruszaj się do cholery! - huknęła na nastoletnią twileczkę z gniewnym spojrzeniem by przyśpieszyła swoje ruchy. Ori wzdrygnęła się i wskoczyła na szczebelki.

Czekając, aż będzie mogła użyć drabinki Rin spojrzała na postać, która pojawiła się na końcu korytarza, którym wcześnie razem z padawanami przechodziła. Był to wysoki osobnik charakteryzujący się sztywnymi ruchami, jego sylwetka była szczelnie okryta znoszonym brudnoszarym płaszczem, spod którego wystawał karabin blasterowy. Było w tym kimś coś znajomego dla Rin. Już miała szerzej otworzyć oczy, gdy...

Za swymi plecami usłyszała ten charakterystyczny dźwięk włączania miecza świetlnego. Okryty płaszczem już wpatrywał się w tamtym kierunku. Od strony Conquistadora szedł ku nim osobnik, sądząc po Mocy jaką od niego wyczuwała Rin musiał być przydupasem Sitha, może jego uczniem.
Podwójny miecz jarzący się na czerwono trzymała nonszalancko i patrzyła w kierunku Rin z tą samą wyższością jaką cechował się Quel-tazar. Zamiary były widoczne od razu.
Rin odeszła krok od drabinki i stanęła w lekkim rozkroku na środku korytarza spoglądając wyzywająco na nowoprzybyłą.

Ta nagle odbiła się z jednej nogi wyprowadzając szeroki cios w Rin. Podwójny dźwięk włączanych mieczy świetlnych rozszedł się po korytarzu, gdy ten rozświetlił się na fioletowo i bladozielono. W obu dłoniach Rin pojawiły się miecze, które dotychczas miała skryte w szerokich rękawach kurtki. Zaatakowała od dołu tak, że zakręciła skaczącym na nią napastnikiem nad sobą i przerzuciła w tył. Sith była zaskoczona, ale bez problemu i miękko wylądowała na obu nogach. Rin już miała ruszyć na nią, gdy seria z karabinu rozeszła się po plecach dzierżącej podwójny miecz. Dwa bolty przypadkiem poleciały w kierunku Rin. Kobieta odruchowo zbiła je fioletowym mieczem jakby przeganiała upierdliwe moskity. Ale ostrzału nie dokonał gość w płaszczu, który teraz podziwiał walkę na korytarzu transportowca okazjonalnie puszczając kilka boltów w żołnierzy, tylko typ w mandaloriańskiej zbroi. Ten sam który zaczął strzelać do żołnierzy Quel-tazara jak tylko Jedi wpakowała się na korytarz.
“Przednie towarzystwo się zebrało" pomyślała sarkastycznie Rin mocno powątpiewając w decyzje, które w ostatnich sekundach podjęła. Zrobiła krok ku jęczącej Sith, która leżąc na podłodze próbowała unieść rękę. Rin jednym machnięciem bladozielonego ostrza pozbawiła ją głowy. Zawsze należało upewniać się, że tacy jak ta są martwi na śmierć, żeby później po jakimś czasie się nie zdziwić.

Po tym czynie miała już ruszać na pokład statku Jedi, ale zawahała się. Stała niezdecydowana, aż w końcu stwierdziła, że na wszelki wypadek będzie pilnować odwrotu Jedi. Czuła, że ręce jej się trzęsą.

Turin Turambar 17-02-2016 21:24

Huback 8, korytarz na pokładzie pasażerskim
Żołnierze starali się ją okrążyć i zmusić do obrony przed krzyżowym ogniem. Generał Wojen Mandaloriańskich była zdecydowanie ponad takimi prostymi zagrywkami. Kilka pierwszych boltów odbiła mieczem trzymanym w jednej ręce. Drugą uniosła wysoko nad głowę. Uformowała się tam błyszcząca kula, z której wystrzeliły błyskawice zalewając całe pomieszczenie. Po statku rozległy się gromy przy akompaniamencie wrzasków spopielanych żołdaków.
Po wszystkim na nogach ustali jedynie Quel-thazar, który sparował większość piorunów. Tylko na barku miał ślady po przypaleniu. Nie zdążył się nawet nad tym zastanowić, gdy Mistrzyni natarła na niego. Ich ostrza zaczęły wirować wokół obu postaci w prędkości zbyt szybkiej dla niewprawnego oka. Choć oboje walczący wydawali się poruszać z podobną szybkością, to przewaga siły była po stronie znacznie drobniejszej Jedi.
Robiła coraz szersze zamachy, a Sith miał problemy z blokowaniem. Wreszcie widząc przewagę przeciwnika w tym polu Quel-thazar odskoczył, zwiększając dystans pomiędzy nimi. Kobieta na to tylko czekała. Ponownie wystrzeliła błyskawicami, teraz kierując wszystkie w jednego przeciwnika. Mężczyzna w czerwonym płaszczu nie zdążył się odpowiednio zasłonić i przeleciał smagany piorunami przez całą długość korytarza, na którym sam niedawno urządził rzeź.
Jedi natychmiast skorzystała z okazji i wycofała się.
- Na co czekacie?! - krzyknęła na Rin i Tyraxa stojących w przejściu. - Zaraz będzie ich tu więcej! Zabierajcie się stąd!
Dłuższe spojrzenie poświęciła trzeciej z obecnych tam postaci. Zakapturzona, prawie dwumetrowa istota skinęła głową, jakby w powitaniu.
- Stwierdzenie: Statek za 30 sekund wskoczy w nadprzestrzeń i wyjdzie z niej w centrum najbliższej gwiazdy.
- Ruchy! - krzyknęła Jedi popychając wszystkich ku drabince.
Rin nie trzeba było dłużej przekonywać. Wyłączyła miecze po czym ugięła nogi i z miejsca wskoczyła na górę. Tam, zabrak w ostatniej chwili uchylił się przed nią by na niego nie wpadła. Kobieta zaraz po znalezieniu się na pokładzie statku Jedi odeszła na bok by nie stać innym w przejściu.
Zaraz po niej do góry wspiął się mandalorianin. Następny był ten wielkolud w płaszczu.
Ostatnia wskoczyła na pokład brązowowłosa kobieta znana niegdyś galaktyce jako Wygnana Jedi. Nieznajomy zabrak przekręcił zasuwę i zamknął przejście po czym obrócił się i krzyknął.
- T3 startuj!
Całym statkiem szarpnęło, gdy oderwali się od rękawa łączącego go z transportowcem republikańskim i krążownikiem Sithów.
Mroczny Jastrząb ustawił się w odpowiedniej pozycji i skoczył w nadprzestrzeń.

Quel-thazar wstał, odpychając ze złością leżące obok zwłoki. Włączył ponownie swój miecz, ale jego przeciwniczki już nie było. Zazgrzytał ze wściekłości zębami. Nikt go tak nie upokorzył od czasu pojedynku z pieprzonym Aarangiem. Czuł wręcz fizyczną potrzebę zamordowania tej bezczelnej kobiety. Nie chciał przyznać sam przed sobą, że ona rzeczywiście była silna.
Ruszył przez korytarz, gdy statkiem zatrzęsło. Przyspieszył, przeczuwając coś złego. Otworzył się na Moc i teraz dostrzegł punkt przełomu, który przeoczył. Strach jaki nagle stał się jego udziałem prawie go sparaliżował. Ledwo mógł poruszać stopami.
To nie miało jednak większego znaczenia. Huback 8 uruchomił silniki nadprzestrzenne i wskoczył prosto objęcia pobliskiej gwiazdy.

Gdzieś na Odległych Rubieżach, Mroczny Jastrząb
Znajdowali się w ładowni. Jedi wyszła szybko z pomieszczenia, widać chciała coś pilnie sprawdzić.
- Nikomu nic nie jest? - zapytał zabrak. Dopiero teraz Rin mogła się mu dokładnie przyjrzeć.
Mechaniczne ramię było zbyt charakterystyczne, żeby o nim zapomnieć. Zresztą poznałaby go i bez niego.
- Beep, pip beep wizzip wiizz beep! Piip pip! - do ładowni wjechał nieduży astrodroid.
Popiskiwał głośno i natrętnie w kierunku obcego w płaszczu. Ten zrobił ruch jakby chciał go kopnąć, ale w tym momencie do ładowni wróciła ich wybawicielka.
- Ciebie się po prostu nie da pozbyć… Jak mnie znalazłeś, co HK? - zwróciła się do zaczepianego.
- Zirytowane stwierdzenie: Pani, jestem wysokiej klasy droidem zabójcą. Jak miałbym spełniać swą funkcję nie potrafiąc odnaleźć swego celu?
- Ja jestem twoim celem? - zapytała z przekąsem.
- Sprostowanie: Pani, gdybyś była moim celem to zapewniam, że nie rozmawialibyśmy w tym momencie - droid zrzucił z siebie płaszcz.
Dopiero teraz wszyscy mogli zobaczyć w pełni fizjonomię tego droida. Jego pokryty rdzą pancerz nosił w kilku miejscach ślady po osmaleniu boltami blasterowymi.
- Pytanie: Pani, czy mam wymienić wszystkie momenty, w których mogłem pozbawić cię życia?
- Musiałoby mi się naprawdę nudzić, żeby cię o to poprosić…
- Uprzejme stwierdzenie: Pani, jeśli będę potrzebny to znajdziesz mnie tam gdzie zwykłem dawniej przebywać na tym pokładzie.
Po tych słowach wyszedł z ładowni..
- Sprawdź czy wszystko dobrze z systemem maskującym, nie chcę niespodzianki przy wyjściu - Jedi zwróciła się do Bao Dura.
- Tak jest, pani Generał - odparł i również opuścił pomieszczenie.
Zostali tam teraz w piątkę. Rin, astrodroid, padawani i Ona. Chodząca legenda, pogromczyni Triumwiratu Sith, Mistrzyni Jedi Meetra Surik.
- Co do was… - powiedziała w kierunku padawanów. - Arthoria, prawda? I Vladimir? - oboje pokiwali skwapliwie głowami. - Nie chcę się w żaden sposób wtrącać w szkolenie jakie wam Mical ze spółką fundują, dlatego odstawię was przy najbliższej okazji na jakiś grunt. Natomiast co dotyczy ciebie… - jej wzrok powędrował na mroczną Jedi.

Mag 21-02-2016 20:43

Przeszłość dopadła ją, zagoniła w ślepą uliczkę i teraz triumfalnie zbliżała się krok za krokiem do swej bezbronnej ofiary. Miała tak bardzo przesrane, że zaczynała żałować, że nie została na pokładzie transportowca. Stanęła z dala od rozemocjonowanych padawanów i załogi statku. Nawet stojący jak kołek mando zdawał się bardziej garnąć do reszty niż ona. Rin liczyła, że może jakimś cudem nikt nie upomni się o nią. Schowała miecze, rzuciła swój plecak na podłogę i usiadła na nim opierając się plecami o ścianę. Przysłuchując się rozmowie jaką pozostali między sobą prowadzili wyciągnęła z kieszeni fajkę i wsadzając ją do ust zaczęła gorączkowo szukać zapalniczki. Jasne, były tu prawie same znajome twarze, ale tylko droid mógłby być do niej przyjaźnie nastawiony. O ile nie miał czyszczonej pamięci.
Ledwo odpaliła papieros od ognia, gdy Jedi zwróciła się do niej.
Znieruchomiała czując na sobie JEJ spojrzenie. Rin nerwowo podrapała się po lewej ręce i zaciągnęła się mocno fajką. Przytrzymała w płucach dym i wypuściła go przez lekko uchylone usta.

- Dzięki za uratowanie skóry, wystarczy jak wysadzicie mnie na pierwszym kosmoporcie... - odparła oschle wchodząc Jedi w słowo, ale nawet raz nie spojrzała w kierunku tamtej.

- Tamten Sith mówił, że jest przesiąknięta ciemną stroną Mocy - odezwała się Ori jakby chcąc ostrzec Mistrzynię, która uczyła jej mistrzów i założyła Nową Akademię Jedi.
Vlad nie odzywał się chyba tylko dlatego, że wciąż cierpiał silne bóle głowy wywołane przez czytanie jego myśli jakie zafundował mu Sith.

Rin zaczynała żałować kolejnej rzeczy. Mianowicie, że tej małej zielonej smarkuli nie skręciła karku, gdy była do tego okazja.

Surik ledwo zerknęła na twileczkę podchodząc do Rin, której z każdym krokiem Jedi zmniejszającym odległość między nimi co raz bardziej czuła jakby serce miało jej zaraz wyskoczyć. Gdy Meetra stanęła przed nią, mroczna chciała odruchowo cofnąć się, ale stojąca za nią ściana nie pozwoliła jej na to.
- Wiem, dlatego ty… - sięgnęła ręką i wskazującym palcem dotknęła ją w splot słoneczny.
W tym momencie obie doznały wizji.

Cytat:

Czarny potwór rozkładał szeroko swe ręce. Walka z nim pochłaniała wszystkie zdolność obu kobiet. Wreszcie Rin przyłożyła miecz świetlny do karku pokonanego już potwora, ale ten wystrzelił rękę w kierunku Meetry spychając ją w dół, gdyż okazało się, że walczyli na wysokiej platformie. Mroczna Jedi wiedziała, że to jest jedyna szansa, aby pokonać potwora, ale podjęła zupełnie inną decyzję. Obróciła się, pobiegła za Jedi i skoczyła za nią, chwytając ją w ostatnim momencie. Potwór zaczął przeraźliwie wyć…

Kiedy to się skończyło obie kobiety odsunęły się od siebie. Surik wpatrywała się w Rin z zaskoczeniem, które przeszło po chwili w zamyślenie, aż wreszcie w determinację.
- Ty… lecisz ze mną. Kiedy dojdzie do tej sytuacji… masz się nie wahać tylko zabić tego potwora. To rozkaz.
Zsuwając się po ścianie usiadła na podłodze ciężko dysząc. Z trudem łapała oddech. Wizja jakby wyssała z Rin energię.
Powoli uniosła głowę spotykając spojrzenie Surik. W pierwszej chwili myślała, że ONA coś jej zrobiła, ale zaskoczenie jakie malowało się w oczach Generał było nie mniejsze niż jej. Rin uśmiechnęła się z ironią słysząc "rozkaz". Nie skomentowała tego. Wciąż się bała tego co mogła jej zrobić ta Jedi.

Dlatego posłusznie skinęła głową.
Od razu była z tego powodu zła. Przez tą deklarację nie dotrzyma już słowa danego Reossowi. Temu, który jako jedyny traktował ją jak człowieka.

Turin Turambar 02-03-2016 21:16

Po wizji i wymianie zdań między kobietami w ładowni atmosfera była bardzo gęsta. Meetra mocno się zastanawiała nad następnym krokiem. Wreszcie ciszę przerwała Ori nieśmiałym pytaniem:
- Mistrzyni…?
Surik podjęła decyzję.
- Nie ma czasu do stracenia - oparła ręce o biodra. - Lecicie z nami. - powiedziała do padawanów. - Nie mam czasu na zabawę w taksówkę. Poza tym może rzeczywiście się czegoś poduczycie - dodała nieco łagodniejszym tonem.
Oczy twileczki rozszerzyły się i ona sama zacisnęła swoje pięści w niemej radości. Vlad, który powoli dochodził do siebie również uśmiechnął się pod swoim bujnym wąsem. Oto przed nimi jawiła się okazja jakiej nie będzie miał żaden z ich towarzyszy z Akademii. Podróżowanie i prawdopodobnie trening z ostatnią i jednocześnie pierwszą z Jedi – Meetrą Surik.
Ona tymczasem odezwała się do ostatniego z pasażerów, trzymającego się na uboczu mandalorianina w zniszczonej zbroi.
- To samo się dotyczy ciebie. Jeśli będziesz chciał wysiąść to jeszcze zahaczymy o jedną miejscówkę. Do tego czasu masz się słuchać. – ruszyła do wyjścia, ale przystanęła na chwilę. – Jak cie zwą?
- Tyrax – odparł najemnik. Mówił trochę niewyraźnie, dlatego nie było pewne czy to nie jest jakaś zniekształcona forma innego imienia.
Jedi tylko skinęła głową i opuściła pomieszczenie.
Arthoria wreszcie mogła wypuścić rozrywającą ją od środka radość.
- JEJ! Vlad! – zwróciła się do kolegi.
- Wieeem. Bałem się, że rzeczywiście nas każe odstawić na jakimś zadupiu – mruknął. W przeciwieństwie do koleżanki nie spuszczał wzroku z mrocznej Jedi, która ciągle siedziała pod jedną ze ścian.
- Chodźmy stąd – pociągnął Ori za rękę.
Twileczka chciała przez chwilę zaprotestować, ale ostatecznie rzucając Rin wyzywające spojrzenie podążyła za swoim przyjacielem.
Mandalorianin spoglądał na to wszystko w milczeniu. Wzruszył wreszcie ramionami i też postanowił przejść się po statku.
Blondwłosa kobieta została sama w ładowni.

Mag 04-03-2016 20:02

Rin przemełła mało wyraźną wiązankę przekleństw i przywaliła na koniec lewą ręką w ścianę co zostawiło na niej wgniecenie.
Usiadła na podłodze opierając się plecami o ścianę. Czuła cholernie wielkie rozgoryczenie. Nie miała nic do gadania. Musiała się zgodzić, bo każdy sprzeciw byłby dla niej opłakany w skutkach. Gniew w niej wzbierał.
Jeszcze do ta dwójka pożal się Mocy padawanów od siedmiu boleści którą będzie musiała znosić cholera wie ile…
“I o co w ogóle tu chodzi?”
Rin zmarszczyła gniewnie brwi.
“Co to za potwor?”
Nerwowo podrapała się po lewym przedramieniu na wspomnienie “wizji”. Nigdy nie była dobra w tych pierdołach związanych z interpretacją niejasnych przekazów od Mocy. Nie chciała też wierzyć, że jest ktoś gorszy od tej Jedi.
“Teraz kurwa, jak akurat trafiła się świetna fucha”
Prawie warknęła ze złością mląc przekleństwa pod nosem.
“I przez nią go wystawie. I tak mu się odwdzięczę za uratowanie mi dupy” pomyślał ze wzbierającą w niej złością.

- Pip beep weezeep! - pisk droida zaświergotał jej koło ucha. Mały astrodroid podkradł się do niej jak jakiś skrytobójca.
Rin wzdrygnęła się z obawy kto się do niej zakradł. Zmrużyła gniewnie oczy patrząc na droida. Dała się tej konserwie zaskoczyć. Niewybaczalne.
- Nie, nie przeproszę - warknęła do droida, gdy ten ją strofował za niszczenie statku jakim było dla niego wgłębienie na ścianie jej autorstwa. - Idź sobie.
- Wzuuu wee beep, ziip dueezz tip! - był bardzo uparty.
- Tak? Lepiej popatrz na siebie, wcale czystszy nie jesteś - fuknęła na niego kobieta, gdy droid zasugerował by doprowadził się do porządku. - Nigdzie się stąd nie ruszam - skrzyżowała ramiona przed sobą. - Idź sobie.
- Zeeip jizz dii! - nagle się czymś ucieszył.
- Masz uszkodzoną optykę skoro tak sądzisz. Nie jesteśmy podobni. Nikt cie nie uświadomił, że jesteś metalową puszką? - odparła, ale tym razem odrobina rozbawienia wkradła się do jej tonu głosu.
- Deeizz wiz? - zauważył. Wydawało się, że jest w świetnym humorze.
[i]- A ty co, rentgen masz w oczach? Odrobina metalu nie robi ze mnie twojego krewniaka - odparła i palcem lewej ręki pstryknęła go lekko w optyk. - Idź sobie. Zanim tamta będzie cię szukać - westchnęła ponuro.
- Beep di zip? - zupełnie się nie obraził za prztyczek w swój “nos”.
- Tja dołączyłam do załogi... Zostałam wybrana na ochotnika, żeby się z wami szlajać po kosmosie w cholera wie jakim celu - mruknęła z ironią w głosie. - Że też po prostu nie mogłam zaspać na tamten statek, albo zgubić bilet… - jęknęła.
Jej potwierdzenie droid przyjął z bardzo głośną radością. Rozpiszczał się na całe pomieszczenie na co Rin zareagowała zakryciem twarzy dłońmi. T3 zaczął ją natarczywie poganiać.
- Nie chce oglądać kajuty załogi - prychnęła.
- Wee beep! Zeeip jizz dii! Wzuuu wee beep! - kakofonia pisków zgrzytów i trzasków wypełniła pomieszczenie
- No dobra, zamknij się w końcu! Idę wezmę ten pieprzony prysznic… - odparła obawiając się, że zaraz ktoś będzie chciał sprawdzić co się stało, że droid się rozwrzeszczał. I miał po trochu rację. Doprowadzenie się do porządku było wskazane.
Wyciągnęła pet z ust i zgasiła go na podłodze.
- Pip weezeep!
- Jasne, proszę bardzo, oskarż mnie o palenie na pokładzie! - warknęła Rin na tą naganę ze strony droida za śmiecenie na pokładzie. - No idź już, pokaż mi gdzie ta kajuta co ją tak zachwalasz - burknęła wstając z podłogi. Chwyciła do ręki swój plecak i niechętnie podążyła za T3.

Statek był mocno przerobionym modelem jednego z koreliańskich frachtowców. Kajuta o której tyle popiskiwał astrodroid była na prawej burcie i tam też ją poprowadził. Po drodze minęli garaż na śmigacz wykorzystywany teraz jako warsztat, co można było wywnioskować z licznych rozłożonych części. Zadomowić próbował się tam teraz mandolarianin. T3 nie zaszczycił tegoż nawet drobnym pisknięciem i przeszli dalej. W korytarzu pomiędzy główną częścią statku a kajutami załogi minęła się z twileczką, która najwidoczniej nadal nie mogła zrozumieć decyzji Meetry o pozostawieniu mrocznej Jedi na statku.
Rin z rękami schowanymi w kieszeniach spojrzała na młodą z wrednym uśmieszkiem i pełnym pogardy wzrokiem.
Na miejscu nie spotkała nikogo. Tylko jakieś szpargały rzucone na jedno z łóżek - biorąc pod uwagę, że droid poinformował ją że kajuty są osobne dla żeńskiej i męskiej części załogi to Rin założyła, że smarkula już tu była.
Blondynka rzuciła swój plecak na wolne łóżko i zaczęła rozbierać się. Zrzuciła płaszcz, który niezwykle ciężko upadł na posłanie co świadczyło, że nie mało w nim było schowane. Rozpięła suwak kombinezonu odsłaniając głęboki dekolt . Usiadła by zdjąć buty.
W tym czasie T3 zdecydowanie nie zamierzał opuścić pomieszczenia. Zdecydowanie nie uznał, że przyprowadzenie jej w to miejsce zakończy towarzyszenie jej.
- A tylko spróbuj coś nagrywać ty mały perwersie. Jak zobaczę jakiś film ze mną na sieci to cie rozbiorę śrubka po śrubce na czynniki pierwsze! - przestrzegła droida i pociągnęła suwak kombinezonu do końca. Zdjęła z siebie strój zostając w samej bieliźnie i brązowych skórzanych rękawiczkach sięgających jej za łokcie.
- Jak nie chcesz sobie iść to przydaj się i pilnuj drzwi, żeby żadna łajza tu nie wlazła - po tych słowach nieśpiesznie zdjęła prawą rękawiczkę rzucając za siebie na łóżko. Lewą natomiast niechętnie ściągała z ramienia. Powodem tego mogło być to, że zdjęcie jej ujawniło o co chodziło droidowi, że “są po części tacy sami”.
Rin przyjrzała się uważnie czarnej protezie przedramienia. Był to bardzo zaawansowany mechanizm zastępujący brakującą część ręki wykonany z lekkich stopów, a receptory podłączone do układu nerwowego ramienia pozwalał nawet na posiadanie zmysłu czucia w sztucznej kończynie. Lekka i prosta konstrukcja sprawiała, że można było zapomnieć, że kiedyś się coś straciło.
- Beep woop woo?
- Nie, nie możesz zrobić diagnostyki - odparła od niechcenia i zacisnęła mechaniczną pięść. Droid smutno pisnął. Kobieta wstała i zdejmując bieliznę otworzyła drzwi do prysznica. T3 ruszył za nią, ale Rin zatrzymała go wypychając na zewnątrz stopą.
- Won! - warknęła.
- Beep boop…
- Nie, nie zamoknie. Jest wodoszczelna... A z resztą co cie to obchodzi? - krzyknęła już zza zamkniętych drzwi do upierdliwca

Rin włączyła by woda zaczęła lać się na nią z góry kabiny. Ciepła i parująca intensywnie. Kobieta usiadła na podłodze ze spuszczoną głową. Woda ściekała po niej, jej szum zawsze działał na nią uspokajająco.
Mogła teraz pokontemplować nad swoim jestestwem. Głównie to jak bardzo ma w tym momencie przerąbane. Surik na szczęście zdawała się nic, a nic jej nie poznawać. Dobrze, ale Generał słynęła z tego, że pamięć do twarzy miała genialną.
“Dobrze, że dałam się namówić na zmianę imidżu” uśmiechnęła się kwaśno.
Zamknęła oczy i uniosła głowę by woda omywała jej twarz. Oparła się o ściankę, podkuliła nogi i oparła na kolanach ramiona.
Zdecydowanie nie było opcji, żeby wymigała się od tego. I tak za długo sobie pożyła. Pięć lat beztroski poszło się pieprzyć. Była zdeterminowana, żeby jakkolwiek skontaktować się z Reossem. Ostrzec go, że jej nie będzie na miejscu i kończy współpracę. I zrobi to choćby miała postawić się Generał…
Szyderczy uśmiech pojawił się na jej twarzy.
“Zdrajca, a nie generał” pomyślała.

Jednocześnie z nostalgią wspomniała swój początek znajomości z Reossem…

+++

Obudziła się wtedy z tępym bólem głowy, boleśnie pulsowało jej w skroniach. Minęła dłuższa chwila nim wyostrzył jej się wzrok na tyle by mogła w półmroku ocenić, gdzie się znajduje. W głowie strasznie jej się kręciło. Nie było jej lekko widząc, że prawą rękę ma przykutą do poręczy leżanki, na której leżała. Drugą ręką zainteresowała się dopiero, gdy chciała się na niej podeprzeć. Syknęła z bólu a łzy pokapały na jej bluzkę. Niestety ten kawałek ręki, którego brakowało najwidoczniej nie zamierzał w najbliższym czasie odrosnąć. Co prawda kikut miała wprawnie obandażowany to ślady po wkłuciach igieł nie dawały nadziei na lepsze jutro. Ostrożnie i powoli oparła się na łokciach. Teraz zauważyła, że leży na jakimś futrze. Było przyjemnie ciepłe, ale trochę szorstkie w dotyku. Idąc tym tokiem myśli spostrzegła, że jej włosy zwykle długie do bioder były teraz ścięte na tyle krótko że ledwo sięgały do połowy szyi. Dziwne mogło się wydawać, że dopiero w ostatniej kolejności zauważyła, że ubranie, które miała na sobie na pewno nie należało do niej.
Pozostawało czekać. Nie trwało długo gdy znów pogrążyła się we śnie.
Obudziło ją szturchnięcie w bark i mrukliwy głos. Otworzyła oczy i odruchowo chciała mocą odrzucić od siebie tego kogoś. Nie mogła jednak zebrać myśli do kupy, dlatego jedynie drobne elementy zatrzęsły się lecz nic więcej. Rin natomiast w tym momencie poczuła się potwornie bezbronna i przerażona niczym małe dziecko. Tym kto ją wybudził był Trandoshanin o czarnych niczym smoła łuskach. Przedstawił się jako Reoss Xenn i zaraz po tym pogratulował jej waleczności i zapewnił, że dobrze zajął się jej trofeum. Bardzo płynnie mówił on we wspólnym. Zwykle pyskata dziewczyna zapomniała języka w gębie. Trofeum? Waleczność? Przecież uciekła zanim wszystko na dobre się zaczęło!

Reoss na spokojnie wytłumaczył jej, że bardzo zaimponowała mu, gdy będąc tak małą i wątłą istotą do tego ze świeżo odciętą ręką pokonała wściekłego Wookiego. Wyjaśnił jej dlaczego on sam znajdował się na tej planecie w tamtym momencie i skąd wiedział o jej walce z kosmatym obcym.
Według jego słów Reoss natrafił na trop wookiego – w tym momencie pozwolił sobie na wtrącenie historii jaką łączą trandoshanie z tą rasą– dlatego nie omieszkał za nim podążyć. Znalazł go, gdy sierściuch podchodził do słaniającego się na nogach małego człowieczka. Wtrącił tu, że nie zamierzał przeszkadzać swojemu celowi w zanurzeniu pazurów w cele tej drobnej osoby – było mu to nawet na rękę, bo miał więcej czasu, żeby przycerować z karabinu paraliżującego.
Wtedy w wyszukanych słowach dokładnie opisał jak Rin doprowadziła do śmierci futrzaka. Ona jednak nic z tego nie była w stanie sobie przypomnieć. Okazało się też, że futro, na którym leżała zostało zdjęte z Wookiego i było wspomnianym przez Reossa trofeum.
Przestrzegł ją zaraz, że dopóki nie będzie miał pewności, że Rin nie zacznie szaleć będzie pozostawać przywiązana do łóżka i na wielkiej dawce leków, które dostawała w zastrzykach. Nie miała pojęcia jak on zamierzał to sprawdzić, ale fakt był taki, że i tak nie miała siły, ani ochoty się przeciwstawiać. Z czasem co raz mniej czasu traciła na sen. Nie miała pojęcia ile minęło, bo w pomieszczeniu, w którym przebywała nie był okien ani żadnych chronometrów. Wiedziała jednak na pewno, że znajdują się na statku kosmicznym.
Na pytanie Rin dlaczego nie zostawił jej na śmierć w tym błocie na tamtej planecie, Reoss odparł, że po pierwsze praktyczne leżała na pozostałościach Wookiego, więc tak czy inaczej musiał ją podnieść, a że była lekka to nie robiło mu to różnicy zatargać ją i truchło na pokład. Po tych słowach zaśmiał się widząc jej minę i powiedział prawdziwy powód.
Uznał, że Rin ma duszę łowcy, zaimponowała mu jej waleczność i nie mógł pozwolić, by taki talent się zmarnował. Pocieszył ją, że co prawda porażka wyzerowała jej całkowicie punktację, ale wyraził pewność że nie tylko odrobi straty, ale nawet zwiększy swoją punktację.

Rin okazywanie wdzięczności Trandoshanowi nie sprawiało problemu. Z braku pomysłu co ze sobą zrobić postanowiła zostać z Reossem. Spodobało jej się jak on pozostając w zgodzie ze swoją dziwną religią zarabiał na życie na handlu niewolnikami z Kashyyk oraz okazjonalnym dorabianiem jako łowca nagród. Zarabiał na tyle dobrze, że bez większego problemu Rin dostała robioną na zamówienie mechaniczną brakującą część ręki.

+++

Przetarła prawą ręką twarz. Niedowiary, że tęskniła za tym szurniętym jaszczurem. Za jego dziwnymi teoriami i nudnym prawieniem jej morałów.
Rin wstała z podłogi i w końcu skupiła się na myciu, a nie wspominaniu. Sięgnęła po ręcznik gdy skończyła i wychyliła się z kabiny.
- Miałeś pilnować, żeby nikt tu nie wchodził - zganiła droida widząc zieloną twilek stojącą za nim. - Jakbyś nie miał pewności to określenie “łajza” do niej również się tyczy. Co się gapisz? - warknęła na koniec do Arthori, która patrzyła na jej rękę z rozdziawioną buzią.
- Mi.. Mistrzyni kazała mi zawołać cie na mostek… - ton jakim odezwała się do niej Rin oraz fakt, że były tu same pozbawił dziewczynę pewności siebie i zadziorności jaką tak chętnie okazywała, gdy miała za plecami Jedi.
- Zaraz przyjdę - odparła kobieta oschle. - A teraz wynoś się.
- Ale tu też są moje… - nie dokończyła nie chcąc ryzykować. Wyszła z kajuty.
- Boop beep beep?
- A niech skarży. Wisi mi to niezmiernie - powiedziała zrzucając ręcznik. Zaczęła przebierać się w świeże ubranie.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:44.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169