Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-04-2016, 21:10   #1
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 2054 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
[Gasnące Słońca] Kroniki Cadavusa



Kroniki Cadavusa


Z nieba padał śnieg. Delikatne płatki spływały na miasto, wirowały między strzelistymi wieżami al-malickich pałaców, tańczyły wokół potężnych anten i radarów tutejszego portu gwiezdnego i w końcu lądowały na dachach i ulicach, nie zwiększając jednak specjalnie i tak już sporej warstwy puchu, która osadziła tam przez ostatnie miesiące Długiej Nocy. Miasto Aaalen, leżące trochę poza skrajem koła podbiegunowego, na granicy północnego regionu Ayizan nie doświadczało co prawda pełnej powagi tego fenomenu, jednak również tu przez pewną część roku nawet bezchmurne dni były ciemne i ponure. Nie pozostawało to bez konsekwencji dla miejscowej kultury. Było to miasto latarni i lampionów. Każdy róg domu, każde drzewo i słup rozświetlone było jakąś świetlistą kulą, najczęściej ozdobioną z mniejsza lub większą fantazją i artyzmem.


Wielu mówiło, że te miniaturowe, bijące ciepłą poświatą kule miały przypominać panom tego regionu ich rodzime pustynne planety, gdzie temperatur znanych z Cadavusa nie doświadczało się nawet w najzimniejszych miejscach globu. al-Malikowie jednak nie narzekali. Zarówno grube, drogie futra pochodzące od tutejszych i importowanych stworzeń, jak i zamawiane od Gildii Kupieckiej kamizelki grzejące i przeróżne zdobione artefakty generujące ciepło, szybko stały się częścią tutejszej mody, elementem statusu i sposobem wyrażania swojego szlacheckiego stylu.

Poddani mieli gorzej, ale i oni na tych ziemiach mogli liczyć na znacznie wyższy poziom życia, niż na skażonych pustkowiach na południu planety, gdzie życie ludzkie nie miało prawie żadnego znaczenia, a potężne wiatry Pory Burzowej mogły błyskawicznie oczyścić szkielet człowieka z mięsa i skóry.

Stanton spacerował po dzielnicy kupieckiej, gdzie znajdował się jego sklep. Interes szedł dobrze, po Długiej Nocy, czy też jej lżejszej tutejszej odmianie, w czasie której zarobił na wszelakiej technologii grzewczej i oświetleniowej, nadchodził Długi Dzień, gdzie znów zyskać będzie można na urządzeniach solarnych. No i na wszystkim, co związane z polowaniem. Już w najbliższych dniach przyroda na całym kontynencie miała się gwałtownie przebudzić. Zwierzęta miały zakończyć zimowy sen, zamrożone w ziemi nasiona zakiełkować, już wkrótce wszystko wokół nich miało eksplodować zachłannym życiem, szybko i obficie, by jak najlepiej wykorzystać warunki do następnej Długiej Nocy.

Wszystko jednak wskazywało na to, że on z tej biznesowej okazji będzie mógł skorzystać dopiero za jakiś czas, o ile w ogóle. Wracał właśnie z tutejszego portu gwiezdnego. Połączenia międzyplanetarne możliwe były w tych stronach jedynie w tym jednym miejscu, gdzie potężne anteny przechwytywały sygnały z innych ciał niebieskich systemu. Odbył tam pewną zaskakującą rozmowę, która mogła odmienić całe jego życie.

W tym momencie wielki międzygwiezdny transportowiec al-Malików przeleciał z łomotem silników antygrawitacyjnych nad miastem, zostawiając za sobą szeroki tunel ze wzburzonych, wirujących dziko płatków śniegu. Możliwe, że i jemu wkrótce trzeba będzie udać się jego śladem, poza planetę. Problem w tym, że w mieście nie kursował żaden niezależny przewoźnik, a gildia Inżynierów na tej planecie niedawno straciła jedyny statek jaki posiadała.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 07-04-2016 o 21:39.
Tadeus jest offline  
Stary 09-04-2016, 19:10   #2
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 16718 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Stanton czuł jakby dostał w głowę obuchem. Był lekko zamroczony choć uczucia w jego wnętrzu były całkowicie sprzeczne. Dowiedział się, że jego dziewczyna nie jest tym za kogo się podawała. Udawała choć rozumiał po części jej motywacje. Inżynier znał budowę urządzeń i technikę działania. Ludzie też postępowali na ogół według schematów. Owszem bywali irracjonalni ale ta sytuacja wymykała się klasyfikacji. Kochał z wzajemnością szlachciankę a w drodze mieli dziecko. Gdy wypowiedział to na głos brzmiało niedorzecznie..

By w ogóle móc zacząć o tym myśleć, strzelił sobie lufę w kosmoporcie. Wcześniej nie za bardzo wiedział, co powiedzieć ani myśleć. Łapy mu się trzęsły a nogi w kolanach uginały. Solidny łyk gorzały, kilka wdechów i jakoś poszło. Jessica Xanthippe, kobieta z jego snów. Kobieta być może jego życia z która znał się od kilku miesięcy. Początek ich znajomości był przypadkowy, kasyno na księżycu gdzie udali się z Alim świętować jego urodziny. Banda szlachetnych Al-Malików, Ali jego najlepszy przyjaciel i ona... Wszyscy do niej startowali ale to Stanton spędził z nią noc. Może dlatego, że był najbardziej ludzki, najmniej nachalny... może wpadł jej w oko jak ona jemu? W sumie nie wiedział. Nikt kto wygrywa na loterii nie analizuje przyczyn wygranej tylko cieszy się zwycięstwem.

Endrofiny przysłaniały mu późniejsze wydarzenia. Widywali się co dwa tygodnie, teraz jak nad tym myślał. Jej historia nie trzymała się kupy. Trzeba było przyjrzeć się detalom, pomyśleć ale teraz to widział. Tylko jaki zakochany myśli racjonalnie? Odetchnął, będzie musiał się zmierzyć z nową rzeczywistością. A wcześniej z teściem! Głową tego pomniejszego rodu, nic nie wiedział o facecie ani w sumie o rodzie. Będzie musiał popytać Aliego. Trzeba się przygotować, żeby dobrze wypaść. Zdobyć jakieś wstępne informacje. Bo to, że siedzibę mają na księżycu Chons i klepią jakiś biznes na energii do tego kasyna to trochę mało.

Dobrze, że sam jest chociaż członkiem Gildii Kupieckiej i ma własny biznes. Jakby był jakimś gołodupcem czułby się teraz jeszcze bardziej zdołowany... Tak miał jedynie pełne gacie strachu ale nie zszedł na zawał. Podsumował w głowie rozmowę sprzed paru minut. Jessica była w ciąży i na pewno dziecko urodzi. Chciała tego i on również. Z miejsca się jej oświadczył rzucając do stóp. Pierścionka nie miał, więc wyciągnął małą nakrętkę od śruby z kieszeni. Trzeba być elastycznym. Teściowie już wiedzieli i zapraszali go na rozmowę. Ciekawe co o tym myśleli? Nie był szlachcicem ale i nie był biedotą... Na dwoje babka wróżyła. Nolan, jego ojciec pewnie zacznie podskakiwać z radości. Ile ględził o tym, żeby Stanton się ustatkował! Trzydzieści lat to ponoć już więcej niż odpowiedni wiek. Wnuk będzie wisienką na torcie jego radości. Musi to jakoś ogarnąć. Potrzeba mu doradcy i od razu włączył komunikator łącząc się z Alim. Godzinę później siedział już w domu, sam pierdolnął jeszcze kielicha. Ali natomiast wpadł uskrzydlony wieściami. W końcu przyjaciel w takiej sytuacji staje się priorytetem. Obalili trzy butelki... Czego ciężko stwierdzić. Kopało i pochodziło z zapasów starych Aliego. Rozważali co należy zrobić i w jakiej kolejności. Podpici notowali efekty swojej burzy mózgów. Żeby na drugi dzień nie zapomnieć. Podchmielony Stanton zdecydował się to w końcu podsumować notatki.

-No to tak... Potrzebuje pożyczyć trochę forsy na pierścionek dla Jessiki. Ty -chlip Woltonowi się odbiło. - spróbujesz załatwić mi Złote Berło na dwa dni. Tak wiem, będę ci krewny i że niepewna sprawa fura starego. Jesteś jedynakiem, wysil się dla brata z wyboru.. wiesz jak jest. On i tak nim nie lata za często. Wytrzeźwieje jutro, spotkanie jest za dwa dni. Akurat jest chwila żeby kombinować. Wszedłbym z przytupem do teściów. Pokazał, że przyjaciół mam ułożonych. Ogarniam się, sam rozumiesz. I co mówiłeś o tej jej rodzie? - podrapał się po głowie Wolton.
 
Icarius jest offline  
Stary 10-04-2016, 14:29   #3
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 2054 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Przekonywanie d20(+2 za przyjaźń -4 za znaczne żądania)= 18 porażka


Jego szlachecki przyjaciel wyglądał na szczerze wzruszonego całą sytuacją.
- Zaprawdę, Mistrzu Stantonie, jesteś mi niczym brat i w godzinie próby bez wahania zaryzykowałbym żywotem, by osłonić cię od zła... - wydeklamował, popijając jeszcze z bogato zdobionej butli. - Gdyby jakiekolwiek licho miałoby ci się przydarzyć byłbym niczym święty Lextius zasłaniający piersią Proroka! Niczym samica Mar'ti z pustynnej ojczyzny mego rodu, która w obronie swego partnera potrafi przeciwstawić się watasze silniejszych drapieżników! Niczym... - wyraźnie alkohol działał i i tak już wylewny szlachcic zaczął się rozkręcać... - ... Niczym... Och... U licha... A co w ogóle chodziło? - spojrzał niezbyt trzeźwym wzrokiem. - A tak... Berło! No widzisz... To będzie problem. I z feniksami też niełatwo, Lady Tianara przykręciła całemu rodowi kurek ze złotem. Teraz działamy trochę jak wojsko, u licha, rozlicza nas z każdego feniksa podatków, wszystko ma rozpisane w jakiejś szatańskiej myślącej maszynie sprzed Upadku! Jak tu żyć, pytam! Jak tu żyć! - westchnął teatralnie popijając jeszcze łyk.

- Ale Berło! Berło! -
przypomniał sobie. - Ojciec po ostatniej przygodzie raczej mi go nie udostępni. Co więcej! Nie udostępni go tobie, przyjacielu! Nadal z jakiegoś niewyjaśnialnego powodu sądzi, że masz na mnie zły wpływ! Skandal powiad... uh... - coś wyraźnie cofnęło mu się do gardła i odruchowo zasłonił usta.
- Ale widzę drogę... Świetlistą drogę, ku twojemu szczęściu...- rzekł już ciszej, wyraźnie bacząc na to, by się zbytnio nie podniecać i nie rozbudzać soków żołądkowych.
- Pamiętasz to zlecenie, które od miesięcy nie jest realizowane? - spojrzał wymownie. - Tak, właśnie to. Procesory odpadków i ścieków głęboko pod zamkiem Tianary. Żaden Inżynier nie chce się za to wziąć, paru próbowało wysłać tam swoich pomagierów, ale najwyraźniej, gdy przyszło co do czego zabrakło im wiedzy, wyczołgali się z tych śmierdzących kazamatów z trudem, mocno poranieni. A w zamku coraz bardziej śmierdzi i mojemu ojcu przynosi to wstyd, bo naiwnie obiecał kiedyś, że zorganizuje naprawę! Któż u licha wpadł na to, by kryć tą szatańską maszynerię tak głęboko w trzewiach ziemi! To jakiś republikański spisek, rzeknuuueee! - tym razem zdecydowanie za bardzo się podniecił. Odwrócił się gwałtownie, zginając w pół i dekorując swoją drogocenną szatę barwną zawartością szlacheckiego żołądka.
 
Tadeus jest offline  
Stary 12-04-2016, 01:28   #4
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 16718 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Świętowanie przyjaciół trwało jeszcze trochę. Oblewano narodziny dziecka, potem jego zdrowie. Następnie ogólne szczęście na nowej drodze życia. Stanton nieco zwolnił widząc tempo Aliego. Bawił się jednak dobrze. Gdyby szczęście i zdrowie dziecka zależało od liczby życzeń i toastów. Malec byłby długowieczny. Dobra impreza, nie kończy się nawet po pierwszych wymiotach. Walton zresztą czuł się jeszcze w miarę dobrze.

Nolan przerwał jednak zabawę, sprowadzając do domu Abdula. Ochroniarz Aliego wiedział co świętują, więc czekał na zewnątrz w swoim łaziku. Dał się chłopcom wyszaleć jak zawsze. Gdy nadeszła pora, pomógł wyjść swojemu panu. Na wpół go niosąc na wpół prowadząc. Młody Al-Malik miał słabsza głowę od Stantona i szybsze tempo picia. Więc na każdej ich wspólnym wypadzie "gasł" jako pierwszy. Stanton zawsze wzywał wtedy Abdula lub sam "zabezpieczał" przyjaciela. Tak się zresztą poznali. Inżynier znalazł na imprezie upojonego Aliego, który w mroźną noc zasnął na dworze. Zerwał się wcześniej ochronie chcąc mieć luzy... Walton zaniósł go do domu. Następnego dnia zyskał kolegę a później przyjaciele. Pierwszym zleceniem dla szlachty jakie zrealizował, było zresztą wstawienie lokalizatora do ulubionego paska Aliego. Takiego z jakim się nie rozstawał. Zrobił to na prośbę Abdula choć domyślał się, że zlecił to Al-Malik senior. Zresztą słusznie, nie raz się potem przydał. Ile czasu temu to było? -zastanowił się przez chwilę. Dobre siedem lat...

Na odchodzę Walton rzekł do druha.
- Przyjdę do Ciebie jutro pogadamy o tym zleceniu. Wezmę je nie ma wyjścia. -Stanton nie dorobił się z urodzenia. Ciężka ale i mało przyjemna praca nie była mu obca - Abdul przypomnij mu o tym niech dogada sprawę. I ten niech mi opowie w końcu więcej o tych Xanti... Xante - podrapał się po głowie - no o rodzie Jessiki.
Abdul skinął jedynie głową nie należał nigdy do rozmownych. Gdy wyszli Nolan wziął się za syna. Nakarmił go solidnie, podał miksturę łagodzącą kaca następnego dnia i odesłał juniora na solidną kąpiel. Zaczęli pić koło południa więc, wiec był jeszcze wczesny wieczór. Miał czas żeby dojść do siebie i odwiedzić Al-Malików następnego dnia. Na szczęście w przeciwieństwie do przyjaciela Inżynier mógł wypić więcej i nie miewał mocnych kaców. Może to organizm może miksturki ojca. W jego specyfice pracy bardzo przydatna umiejętność.

Następnego dnia odczekał chwilę, aż dojdzie w pełni do siebie. Przetarł twarz ze standardową w takich sytuacjach myślą " Do następnego razu, ani razu". Tym razem okazja była co prawda nie byle jaka... Wiedział jednak, że ten rozdział życia będzie musiał ulec zmianie. W końcu będzie ojcem.

Naszykował w torbie ciuchy które mógłby po robocie spalić i nie będzie mu ich szkoda. Zebrał też komplet narzędzi i urządzeń jakie mogą się przydać. Poprosił ojca by sprawdził dla niego możliwości dostanie się na księżyc Chons. Alternatywa, gdyby nie dogadał się u Al-Malików. Zaczął ładować sprzęt do łazika. W międzyczasie włączył komunikator i spróbował nawiązać kontakt z Alim, nie chciał jechać tam na darmo.
 

Ostatnio edytowane przez Icarius : 12-04-2016 o 14:07.
Icarius jest offline  
Stary 12-04-2016, 23:07   #5
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 2054 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Poranek był zimny i śnieżny. Blade słońce wisiało nisko nad horyzontem, okrywając całą północną krainę szarawo-niebieskim półmrokiem. Co jakiś czas wzmagał się wiatr, rozpylając po okolicy tańczące dziko chmury białego puchu.


Całkiem możliwe, że o późniejszej porze zrobiłoby się już w miarę ciepło i przyjemnie, wszak powoli rozpoczynał się Długi Dzień, jednak on nie za bardzo mógł pozwolić sobie na zwlekanie. Wszak miał być na księżycu Cadavusa już za niecałe 2 dni! Nawet jeśli miałby otrzymać dostęp do najszybszego pojazdu na planecie, to i tak nadal musiał znaleźć jakiś statek kosmiczny gotowy zabrać go ze stolicy! Miał tylko nadzieję, że Ali wreszcie odbierze rozmowę! Łazik zabuksował kołami na zakręcie oblodzonej drogi. Pałac władczyni tych ziem był parędziesiąt kilometrów poza murami miasta, co w zimowych warunkach wcale nie było aż tak krótkim dystansem. Pojazd podskoczył na lodowej muldzie, inżynier ledwo utrzymał kierownicę w dłoniach.


Przynajmniej mocna dmuchawa dbała o to, by w środku było przyjemnie ciemno.

Takiego luksusu nie mieli widoczni w oddali poddani al-Malików, widział wiele ich grupek pracujących na mrozie przy wyrębie lasu i stawianiu licznych drewnianych konstrukcji, które mogły być zaczątkiem nowej robotniczej osady. Gdzieniegdzie przy drodze stały też ich zaprzęgnięte w oshogi wozy. Wielkie, włochate bestie rzucały nerwowo łbami, gdy przemykał koło nich rozsypując na bok śnieg.

W końcu łaskawie odebrał szlachetny Ali Hallashid al-Malik. Wycie dmuchawy i chrobot silnika mocno utrudniały zrozumienie jego słów:
- Ach, Stantonie! Bracie mój! Mój wierny towarzyszu wśród mroźnych zamieci losu! - wszystko wskazywało na to, że znowu odzyskał siły, może faktycznie Abdul załatwił mu odpowiedni eliksir na otrzeźwienie.
- Nie dasz wiary jakie obrazy zrodziły się tej nocy w mych snach! Zaprawdę, powiadam ci, iż nie mogła to być li jedynie zwykła okowita, a eliksir najprawdziwszej miłości! Śniłem o ustach namiętnych i gorących niczym pustynne słońce, o biustach tak stromych, iż nawet niebosiężne szczyty Passatu nie mogły się z nimi równać! O kibiciach tak zgrabnych, że ich piękno potrafiłoby doprowadzić nawet... - nagle zatrzymał się w swoich wywodach. - Ale wybacz me wszeteczne myśli! Zupełnie zapomniałem, iż ucieszne rozkosze życia będą ci teraz obmierzłe i radość znajdujesz jedynie w szlachetnym obowiązku rodzicielstwa! - parsknął. - Ale skończmy z żartami, albowiem czekają na mnie już urodziwe dziewczęta kąpielowe! Ten ród twojej małżonki przyszłej, Xanthippe! To iście ciekawa historia! Miarkuj bowiem, iż wbrew naturalnemu zesłanemu przez Wszechstwórcę porządkowi kobiety tam nie tylko potajemnie władzę nad mężami utrzymują, ale i zupełnie jawnie! Matriarchat, jak to mędrcy określają! Tedy nie wiem, czy to że zwrócił się do ciebie patriarcha rodu oznacza, iż nie uznają cię godnym rozmowy z matką, czy też może z racji na delikatność sytuacji nie chcieli cię wpierw onieśmielać! Ale to nie koniec historii, bowiem jest jeszcze coś, co może ci...

Wyhamował w ostatnim momencie. Nagle zza zakrętu wypadło kilku machających do niego wieśniaków. Koła zablokowały się, a pojazd wpadł w poślizg. Na szczęście zatrzymał się, nim uderzył w ich nogi. Po chwili zobaczył, że za nimi na improwizowanych noszach ze skóry leży jakaś ciężko poraniona postać, wokół noszy śnieg zaczynał powoli barwić się na czerwono.
- O panie miłosierny, z niebios zesłany! Wybaczcie napaść i zaskoczenie, my żywot towarzysza srogo poranionego przy wyrębie ratować musimy! Czym prędzej do felczera go zabrać trzeba, siły życiowe już niemal wszytkie z niego wypłynęły!

Faktycznie wyglądało na to, że poranionemu rosłemu brodaczowi nie pozostało wiele czasu, a do pałacu i zgromadzonych wokół niego zabudowań było jeszcze paręnaście dobrych kilometrów. Być może mógłby zamiast tego wypytać o jakąś bliższą czysto chłopską osadę, ale wątpliwym było, by tam znalazł się medyk na tyle dobrze wyposażony i wykształcony, by go jeszcze odratować. Poza tym boczne drogi były zapewne w jeszcze gorszym stanie niż ta główną do posiadłości.

Tymczasem Ali nadal się nie rozłączył.
- Stantonie, co tam się dzieje, cóż to za głosy? Czyżbyś jednak struchlał w obliczu rozkosznej wizji brodzenia w szlacheckich odchodach i udał się miast tego do pobliskiej karczmy? Jeśli tak, to ino daj namiar, a już gacie gotów jestem wciągać i lecieć wesprzeć cię w tej ze wszech miar słusznej awenturii!
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 13-04-2016 o 00:12.
Tadeus jest offline  
Stary 13-04-2016, 22:51   #6
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 16718 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Stanton opisał Aliemu na jakim odcinku drogi się z grubsza znajdował. Nie ułatwiały tego wysokie zaspy, które skutecznie zakrywały przydrożne paliki z oznaczeniami.
- Trafiłem na rannego. - dodał, wskazując chłopom na słuchawkę w uchu. - Gdzie najbliższy medyk? - to pytanie skierował do wszystkich. Zarówno Aliego jak i chłopów. Nie chcąc tracić czasu dodał.
- Ładować go do łazika razem z kimś do opieki. Czeka nas szybka jazda. Stanton zdecydowany był pomóc i pojechać raczej do pałacu. Czekał jednak na sugestie, miał zamiar jechać szybko. Jednak widząc warunki na drodze, na tyle rozsądnie by przesadnie nie ryzykować. Już w tę stronę miał problemy a jak się rozbija rannego czeka pewną śmierć.

-Słyszałeś, Borr? Szlachetny pan ci pomoże! Wszystko będzie dobrze! - dodali otuchy umierającemu kompani, pakując go na tylną kanapę pojazdu. Wszyscy byli rośli, zarośnięci i odziani w grube futra. Gdy jeden upewniał się, że ranny będzie leżał stabilnie i szukał sobie miejsca koło niego, drugi podszedł szybko do kierowcy.
- Chyba do samego majątku Jaśniepani musicie jechać, myśmy mieli felczera swojego, ale wśród Długiej Nocy mu się na krwawe duszności zmarło! Młodzik po nim został, uczeń ino, ale on ledwo ranę zaszyć potrafi, nie podoła!

Tymczasem Ali nie brzmiał, jakby cała sytuacja go specjalnie przejmowała.
- Medyka? - rzucił bez pośpiechu. - A bo ja wiem? Nadwornego lekarza Tianary kojarzę, straszny sztywniak, powiem ci, a do tego zaciekły wróg większości biesiadnych rozkoszy! Ale czy jakiegoś od plebsu tam mają? Pewnie i mają, szczególnie, że Lady Tianara ostatnio rozlicza nas ze śmiertelności poddanych, ale żebym zaraz miał wiedzieć gdzie on jest?
Rozłączył się na parę sekund.
- Kazałem służbie próbować nawiązać kontakt z szambelanem Lady Tianary. Przekażą, że jedziecie z rannym poddanym.
- Dzięki, jadę, każde życie jest cenne, znasz mnie. Porozmawiamy na miejscu, mam nadzieję że załatwiłeś mi dobry układ bracie.- po czym ruszył łazikiem w stronę pałacu
 
Icarius jest offline  
Stary 14-04-2016, 00:20   #7
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 2054 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Stanton

Inżynier wdepnął gaz i łazik ruszył do przodu. Poraniony, wykrwawiający się chłop nie wyglądał, jakby zostało mu dużo czasu. Jego kompan mocno ściskał jego dłoń powtarzając szybkie, urywane słowa modlitwy, jego oczy zaszkliły się od łez. Było coś wzruszającego i onieśmielającego w tak bliskiej więzi dwóch hardych brodaczy. Może to rodzina? Tak, czy inaczej inżynier skupiać się musiał na drodze. Coraz to podmuchy zimowego wiatru unosiły chmury puchu, które zawiewane na drogę, ograniczały mu znacznie widoczność. Koła ledwo trzymały się ulicy, utrzymanie dobrej prędkości przy jednoczesnym unikaniu ryzyka było nie lada wyczynem, szczególnie, że po paru kilometrach szybkiej jazdy droga zaczęła piąć się w górę, wić się po ośnieżonych stokach i nad zarośniętymi lasem dolinami. Jeden błąd i pojazd mógł runąć w dół. Inżynier zerknął w lusterko, ranny chłop nie ruszał się już, był blady jak ściana, ale chyba nadal oddychał.

Stanton pilotaż d20(+2 samochód przystosowany do terenu +2 łatwy)= 14 porażka


Starał się jak mógł, ale w końcu musiał zwolnić, zbyt często dochodził do momentu, w którym tracił kontrole, zbyt blisko było katastrofy. Daleko mu było do kierowcy wyścigowego, a trasa zdecydowanie nie należała do łatwych!
- O Panie Świetlisty! On chyba nie dycha!! - rzucił nagle z tyłu drwal. - Borr! Borr, obudź się, jesteśmy już tak blisko! - ni to załkał ni zawarczał w desperacji. W końcu w oddali na stoku jednej z ośnieżonych gór ukazały im się strzeliste wieże posiadłości Lady Tianary. Powoli się rozjaśniało, widoczność stawała się lepsza.


Wpadli z impetem na dziedziniec, mijając posterunki straży, którą najwyraźniej uprzedzono o ich przybyciu. Żołnierze nie starali się ich bowiem zatrzymać, wskazali im tylko jeden z budynków kompleksu pałacowego. Przed nim stał już podstarzały człowiek z długą brodą i dwóch chłopskich pomagierów z noszami.
- Borr! Borr! - towarzysz nadal szarpał rannego i potrząsał nim, mając nadzieję, że ten jeszcze nie odszedł.
- Musisz tu zostać. - rzekł suchym głosem medyk, widząc, że spanikowany brodacz przeszkadza pielęgniarzom, którzy chcą wydobyć ciało z samochodu. - Nie wygląda to zbyt dobrze, zbyt dużo krwi zdążyło odpłynąć - dodał, spoglądając na twarz poranionego chłopa. - Zabierzcie go do środka.
Odchodząc z rannym, ukłonił się tylko formalnie Stantonowi i już go nie było.

Tymczasem do Stantona i jego wozu podszedł dystyngowany i bardzo dobrze ubrany czarnoskóry mężczyzna, na oko koło pięćdziesiątki.
- Panie Walton? Jestem Hakim, szambelan Lady Tianary. Cieszę się, że udało się panu dotrzeć do nas cało. Moja Pani co prawda jest w podróży i nie będzie w stanie docenić pańskiego gestu, jednak jej siostrzeniec, Kawaler Ergan kazał mi przekazać wyrazy wdzięczności za próbę ocalenia jednego z jego ukochanych poddanych.
Spojrzał w bok. Tam pod wejściem do budynku ciągle w tę i wewte chodził nerwowo kompan rannego, nadal nie wiadomo było, czy przeżyje.

Szambelan chrząknął.
- Panicz Ali nie przekazał, czy Pan wyrazi chęć podjęcia napraw od razu, czy może najpierw zechce się odświeżyć? W razie czego kazałem nagrzać wodę w łaźni i przygotować lekki rozgrzewający posiłek. Postaram się też odpowiedzieć na wszystkie możliwe pytania dotyczące przedmiotu naprawy.

Gdzieś w oddali za zdobnymi parkanami okrytych białym puchem iglaków przechadzały się pary szlacheckich krewnych Tianary. Co jakiś czas ukradkowo spoglądali w stronę surowo wyglądającego wehikułu Inżyniera, którym z takim impetem wpadł na włości Pani Tych Ziem. Najwyraźniej zapewnił domownikom trochę tematów do plotek.

Aleksiej

Tymczasem, trzy tysiące mil od mroźnych północnych ziem lenn al-Malików, w stolicy planety Tebach, z lądownika wysiadł skromny brat Aleksiej z Zakonu Eskatonicznego. Mógł być z siebie zadowolony, w Znanych Światach podróże międzygwiezdne dostępne były tylko nielicznym. Teoretycznie członkowie Wszechświatowego Kościoła mieli możliwość skorzystania z takiego przewozu za darmo, w rzeczywistości wymagało to jednak bardzo dobrego powodu i zgody wysoko postawionych urzędników kościelnych z Ortodoksji. A Ortodoksi zapędy Eskatoników ku mistycyzmowi i poszukiwaniom wiedzy w najlepszym przypadku określali jako fanaberię i dziwactwo, a w najgorszym jako dobrowolne dążenie ku herezji i mrocznym, groźnym dla duszy tajemnicom.

Ale po wielu miesiącach pisania długich listów do biskupów, powoływania się na liczne znajomości i kruczki kanonicznego prawa, w końcu się udało. Stał na jednej z najbiedniejszych i najsmutniejszych planet Imperium. Cadavus, był światem w dużej części skażonym. Niegdyś był to ponoć zielony i zdrowy glob, ale dwa tysiące lat ludzkiej bytności, rabunkowej eksploatacji i niekończących się wojen doszczętnie go wyniszczyły. Teraz większość powierzchni stanowił jałowe, często skażone pustkowia, życie kwitło nieśmiało jedynie w polarnych regionach i dobrze skrytych przed wiatrem dolinach najwyższych górskich łańcuchów.

Jednak był to też świat wielkiej wiary. Nie zawsze zgodnej z naukami Wszechświatowego Kościoła. Powiadało się, że to właśnie zakazane gdzie indziej kulty, umykające przed prześladowaniami, stworzyły tu pierwsze kolonie. Również i później, w bardziej cywilizowanych czasach, planeta stała się celem pielgrzymek ze względu na podania o wielkiej bitwie, którą Prorok Zebulon stoczył tu ze starożytnym złem. Wszystko to powodowało, że praktycznie nie było obszaru Cadavusa, w którym nie dałoby się znaleźć starożytnego klasztoru, czy ruin po jakichś dawno zapomnianych wspólnotach religijnych. Mogły się tu kryć niewyobrażalne skarby sakralnej wiedzy.

Póki co nie widać było jednak biedy i cierpienia i tej planety. Gwiezdny Port znajdował się bowiem w ociekającym luksusem Mieście Wewnętrznym, gdzie próżno było szukać biedaków i osobników pokrzywdzonych przez los. Nawet służący, przemykający tam z przesyłkami między budynkami Gildii byli zadbani i dobrze ubrani. Nad wszystkim pieczę mieli patrolujący ulice, dobrze wyposażeni strażnicy Decadosów, noszący charakterystyczne płaszcze z wizerunkiem modliszki, symbolu rodu.

Była to sterylna kula luksusu, w otaczającym ją brudnym, biednym świecie. Problem w tym, że Eskatonik nie miał zbyt wielkich zapasów gotówki, wątpił, by zdołał się utrzymać w tak drogim miejscu, a na Cadavusie niestety nie było żadnego domu zakonnego Eskatoników, który mógłby go przyjąć na darmowy nocleg. Była jednak Świątyni Avestii... W oddali widział nawet charakterystyczne ciężkie habity braci sprawdzających ładunek jakiegoś statku. Przez kaptury ich szat widział tylko skrawki ich twarzy, wydawali się jednak srodzy i nieprzejednani. Z doświadczenia wiedział co prawda, że zdarzali się wśród nich serdeczni osobnicy, jednak zdawali się być w zdecydowanej mniejszości. A przynajmniej rzadko reagowali przychylnie wobec poszukiwaczy wiedzy z Zakonu Eskatonicznego...
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 14-04-2016 o 01:15.
Tadeus jest offline  
Stary 14-04-2016, 18:24   #8
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 1575 Kaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłość
Aleksiej rozejrzał się po lotnisku.

Robiło wrażenie, trzeba przyznać. Wszystko było wokół ładne, zadbane, nowoczesne i lśniące. Holly sam nie wiedział co o tym myśleć. Z jednej strony było miło spojrzeć na miejsce takie jak to, ale z drugiej, czyż cały Cadavus nie był ubogą pustynią? Czyż ludzie wokół, przyzwyczajeni do luksusów i high life nie grzeszyli przeciwko bliźnim, którzy nie mieli tyle szczęścia w życiu? Bliźnim, którzy mieszkali na tej samej planecie? Bliźnim, którzy ich przewyższali liczebnie?

Już dawno temu Jezus powiedział „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu dostać się do bram Królestwa Bożego”. Niestety, mieszkańcy stolicy Cadavusa najwyraźniej nie czytali Ewangelii Omega. Dla Aleksieja jako człowieka zarówno uczonego, jak i religijnego było to nie do pomyślenia.

Odkładając myśli o Ewangelii i moralności na drugi tor, ruszył przed siebie.

Cadavus był ważnym miejscem. Działało tu wiele różnych kultów, było wiele zapomnianej wiedzy do odkrycia i ruin do zbadania. Jednocześnie, Holly miał nadzieję, że uda mu się nawracać prawdziwym ogniem wiary... i pomagać. Poza byciem uzdolnionym kapłanem Aleksiej był także całkiem sprawnym medykiem. Wierzył, że ubodzy na Cadavusie będą mu wdzięczni za jego wiedzę z zakresu anatomii, biochemii i medycyny.

Pierwsze kroki skierował w stronę zakonu Avestian. Osobiście nie znosił tego odłamu Kościoła. Najbliżej poza jego braćmi z Zakonu Ekstatonicznego był z Amalteanami – sam kiedyś myślał, czy do nich nie wstąpić, ale pragnienie wiedzy w nim zwyciężyło. W Zakonie znalazł informacje, których zawsze szukał i podobnie myślących kapłanów. Był tam szczęśliwy.

Chciał, by i Avestianie znaleźli spokój w swoim odłamie, ale czy to było możliwe? Czyż w ich sercach zamiast płomienia wiary nie płonął ogień gniewu i fanatyzmu? Po całym wszechświecie krążyły plotki o kolejnych okrucieństwach tych kapłanów i Aleksiej jako niejako osoba z wewnątrz musiał przyznać, że często miały one swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Niemniej jednak, miał przy sobie tylko skromne 100 feniksów i musiał znaleźć sprzymierzeńców. Jako osoba o wielkiej wierze Aleksiej wierzył, iż Wszechstwórca zaopiekuje się nim lub wystawi na próby, jeśli taki będzie Jego zamiar. Aleksiej trzymał się z dala od wielkiej gotówki wierząc, iż prawdziwe szczęście i oświecenie można znaleźć bez ich pomocy. Ba, kapłan wierzył, iż są one przeszkodzą na tej drodze. Dlatego zawsze starał się nie mieć przy sobie wielkiej ilości gotówki, nawet, gdyby przełożeni mogliby mu ją podarować.

Tak myśląc, powoli zbliżał się do Avestian.

- Przepraszam najmocniej, bracia – zwrócił się serdecznie do kapłanów – Nazywam się Aleksiej Holly i jestem członkiem Zakonu Eskatonicznego. Przybyłem na tą planetę, by prowadzić tu studia natury religijnej i historycznej, jeśli Pan zezwoli. Niestety, nie dysponuję wielkimi środkami finansowymi i jestem całkiem nowy na tej planecie. Czy bylibyście tak mili by udzielić mi schronienia i strawy podczas mego pobytu? - spytał, spoglądając na zakapturzonego Avestianina.
 

Ostatnio edytowane przez Kaworu : 14-04-2016 o 19:24.
Kaworu jest offline  
Stary 14-04-2016, 23:32   #9
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 2054 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Hasim

Obudził go szyderczy kobiecy chichot - przemijające echo niewyraźnego już, przykrego snu, który trawił go tej nocy. Shaprucki jedwab przyjemnie zaszeleścił pod jego głową. Do pomieszczenia wpadały jedynie pojedyncze promienie słabego, miejscowego słońca, gdzieś w oddali miarowo tykał zabytkowy zegar. Na dolnym piętrze domu jego ojca, Amira al-Hashema, słychać było krzątaninę służby, z gabinetu Hasima, znajdującego się zaraz obok, dochodził już aromatyczny zapach mocnej czarnej kawy importowanej dla al-Malików z ich rodzimego Istakhr. Gdzieś na zewnątrz rozbrzmiewała praca robotników przeprowadzających ostrożnie remont domu, tak by nie zakłócać zbytnio spokoju szlachetnych domowników.

Szybki prysznic pozwolił mu odzyskać trzeźwość myśli, odgonić niedorzeczne pretensje i wspomnienia. Skóry dotknął przyjemnie ciepły, świeżutki ręcznik. Spojrzał na krój artystycznego wyrafinowanego haftu na jego rogu, podobał mu się, przypominał o jego pracy. I pasji.


Posiadłość nie była jeszcze gotowa. W Tebach, stolicy Cadavusa nie było dzielnicy, która historycznie należałaby do rodu al-Malików, toteż chcąc osiąść tam, w planetarnym centrum aktywność dworskiej i handlowej, trzeba było kupić dom po przedstawicielu innej frakcji. Im trafił się dom, którego wcześniejszym właścicielem był bogaty kupiec z Sędziów. Miał co prawda wybitnie nieszlachecki gust i wiele rzeczy wypadało zmienić, ale sam budynek posiadał znaczny potencjał. A do tego wielki, ogrodzony stromymi, zdobionymi murami ogród - ewenement w dzielnicy, w której każdy metr ziemi był bardzo, bardzo drogi.

Póki co ojcowi Hasima i jemu samemu udało się przeprowadzić pełny remont na parterze, który już jak najbardziej nadawał się do przyjmowania gości, a nawet organizacji mniej lub bardziej kameralnego przyjęcia. On póki co został na spokojnym najwyższym piętrze. Tu w interesach nie przeszkadzało mu ciągłe krzątanie się służby jego ojca i jego licznych hałaśliwych (i niestety czasami grubiańskich) gości. Kazał znieść sobie tam też "zabytki" po byłych właścicielach. Większość była pretensjonalna i mało wartościowa, ale kto wie, może znalazłyby się tam jakieś drogocenne perełki? Póki co nie miał jednak wiele czasu, bowiem nadchodzący Długi Dzień na biegunach Cadavusa oznaczał początek sezonu hodowli cadaviańskich jedwabników.

Przy drzwiach do jego gabinetu rozbrzmiał dźwięczny sygnał dzwonka. Ten akurat oznaczał służbę.
- Panie... - mina jego zarządcy od razu wzmogła czujność szlachcica. - Otrzymaliśmy przekaz radiowy z północnych lenn twego rodu. Sterowiec, którym transportowano uśpione poczwarki, by rozpocząć w tym roku cykl hodowlany dotarł na miejsce z trzydziestoma godzinami opóźnienia... - zawiesił głos. - Ale to niestety nie koniec, Panie. Nasz człowiek, Maiz - mieliście panie okazję poznać go zeszłego lata - który zjawił się na lądowisku, by odebrać towar i dostarczyć go na tereny hodowli poinformował nas, iż ładunek nie dotarł. Czym prędzej kazałem wysłać zapytanie do obsługi sterowca i obu końcowych stacji, w Tebach i Taar'en, jednak nadal nie otrzymałem odpowiedzi.

Aleksiej

Aleksiej przekonywanie d20= 8 porażka


Dwójka mnichów ze Świątyni Avesti początkowo wyglądała na szczerze zaskoczoną i ciężko było zinterpretować, co też właściwie o tym dziwnym spotkaniu myślą, po chwili jednak zmarszczyli srogo czoła. Przez dwa uderzenia serca jeszcze przyglądali mu się nieufnie, po czym starszy z nich zaczął, ostrożnie cedząc słowa:
- Jestem Brat Eurycjusz, a to nowicjusz Bills. - wskazał młodszego, choć dużo roślejszego kompana, Ten zdawał się mieć świeżo złamany nos.

Z boku przyglądał im się kupiec, którego ładunek właśnie tak zaciekle kontrolowali. Zastanawiał się zapewne, czy mu się upiekło i dziwny misjonarz odciągnie srogich inkwizytorów w inne miejsce, czy też była to jedynie przerwa w drodze ku nadchodzącym kłopotom.

- Studia natury historycznej, powiadacie...? - powtórzył Brat Eurycjusz z namysłem, obracając w dłoniach coś, co nagle, na chybił trafił, wyjął gdzieś głęboko ze skrzyni kupca. Na czoło nieszczęsnego handlarza momentalnie wystąpił lot. Przedmiot wyglądał jak metaliczny, odblaskowy dysk, na odwrocie widać było kilka płytkich okrągłych zagłębień i uniesioną trochę, płaską powierzchnię.
- Kojarzę ten przedmiot z księgi zakazanej technologii... - wycedził złowróżbnie Avestianin. - To heretycka technologia! Wytwarza zgubne dla duszy obrazy!- zagrzmiał

Aleksiej technologia d20(+3 łatwy)= 10 sukces


Eskatonik widział już trochę technologii w życiu, heretyckiej też (choć o tym chyba nie warto było w tym momencie wspominać), ale to zdecydowanie heretyckie nie było. Zapewne zakonnik pomylił zupełnie legalne, choć rzadkie w tych czasach, lustro do radaru laserowego z zaawansowanym holo-projektorem z Drugiej Republiki umożliwiającym przekazy obrazu na bardzo dalekie odległości i tworzenie sieci telewizyjnych. One potrafiły wyglądać podobnie i obecnie podchodziły pod zagrożone ekskomuniką propagowanie masowych mediów.

Kupiec zaczął się zarzekać, że to nic złego, tłumaczyć i błagać, ale na mnichach najwyraźniej nie robiło to wrażenia. Wszak naturalnym było, że grzesznik będzie próbował się bronić! Wyglądali na niesamowicie zadowolonych z tego, że wreszcie odnieśli jakiś sukces i gotowi byli pewnie zaciągnąć biedaka na męki, by wyciągnąć z niego, czy krył gdzieś więcej zakazanych towarów. Z całego świętego ferworu zdawali się nawet przez chwilę zapomnieć o Eskatoniku, szykując już ciężkie kajdany i zabierając się do zarekwirowania jednego z powozów, które jeździły po mieście, wożąc po nim majętnych i wysoko urodzonych.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 14-04-2016 o 23:52.
Tadeus jest offline  
Stary 15-04-2016, 12:40   #10
 
Kaworu's Avatar
 
Reputacja: 1575 Kaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłośćKaworu ma wspaniałą przyszłość
Aleksiej pokręcił głową.

„Przywitanie” przez Avestian nie było miłe, co to to nie. Ledwo co podali mu swoje imiona i nie zaprosili do środka na herbatę i ciasteczka. Nie takiego traktowania spodziewał się Eskatonik, ale cóż, Światynia Avestii nie bez powodu miała swoją reputację.

Holly z zainteresowaniem przyglądał się dyskowi, który przeglądali jego bracia. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak dysk holograficzny, ale po chwili Aleksiej zrozumiał, że to lustro do radaru laserowego.

- Oj, bracie, mylisz się – odparł spokojnie kapłan – To nie dysk holograficzny, choć w pierwszej chwili i ja tak myślałem. To najzwyczajniejsze w świecie lustro, wykorzystywane w technologiach laserowych. Oh, być może „najzwyczajniejsze” nie jest odpowiednim terminem, bo to dosyć rzadka technologia, ale jednak nie jest to nic nielegalnego. Prawda? – ostatnie pytanie skierował z miłym zainteresowaniem w stronę kupca w opałach.

- Widzicie bracia, znam się trochę na technologii i medycynie. Jeśli nie zechcecie mnie przyjąć pod swój dach z braterskiego umiłowania możecie to zrobić ze względu na moją wiedzę, którą oczywiście zamierzam się z Wami podzielić. Myślę, że zarówno ja jak i Wy wyjdziemy dobrze na takim układzie, nie sądzicie? - spytał z uśmiechem Avestian.
 
Kaworu jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:15.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166