lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Science-Fiction (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/)
-   -   The Big Apple II (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/16549-the-big-apple-ii.html)

Sekal 28-09-2019 11:36

Remo wprowadził współrzędne w GPS-a magnetycznego pojazdu. Psyche bardzo szybko zorientowała się, że rzeczywiście wie, gdzie ukryła Dan. Przejechali po moście, wkrótce otoczyły ich blokowiska Queens, a za nimi fabryki, magazyny i przetwórnie. Wjeżdżali głębiej w przemysłową część dzielnicy, w tę najbardziej upadłą i w dużej mierze opuszczoną, o którą bili się w sądach wszyscy, ale jeszcze nie ustalono zwycięzcy. Przed jedną z takich opuszczonych fabryk zatrzymał się samochód, oznajmiając dotarcie do celu. Ulica była ciemna, duża część latarni nie działała, a najbliższe oznaki życia - z działającego niedużego zakładu - dochodziły z rogu alejki, dobre sto metrów dalej.
- Jestem pod wrażeniem, zgaduję, że nie zdradzisz jak ich znalazłeś? - Psyche zagadnęła Remo, zaraz jak zaparkowali. - Trzymam ją w piwnicy, skoro jednak chcecie mnie wysłuchać i macie urządzenia, które uczynią konwersację prywatną, to proponuję wyższe piętro.
Mik zaparkował obok wozu a zaraz za nim wzięty na zdalny hol motocykl Psyche.
- Magicy nie zdradzają swoich sekretów - odpowiedział za Remo, po czym zdjął kask i spojrzał na budynek.
- I pomyśleć, że byłem tak blisko jednego z celów.
Kye w odpowiedzi na pytanie brodą wskazał Maroldo. Wysiadł z samochodu, broń trzymając w dłoni, nie tak bardzo w pogotowiu jak wcześniej.
- Prowadź, mam zagłuszacz, zdalnie nie podsłuchają. Gorzej jak ktoś się tu kryje w okolicy - znacząco spojrzał na Dru.
- Sprawdzimy okolicę razem z Dru. - Powiedziała Ferrick zdając sobie sprawę, że ochroniarz, którego zadaniem było pilnowanie jej bezpieczeństwa, nie będzie chętny do oddalania się od swojego celu. - Zacznijcie bez nas. - W ten sposób wykluczała obcego mężczyznę z ich rozmowy, ostateczną decyzję jak rozwiązać sprawę Psyche, pozostawiając w rękach zdecydowanie bardziej zaangażowanych panów.
Podeszli we troje do drzwi i Maroldo uczynił zapraszający gest dłonią, czekając aż Psyche im otworzy.
- Mogłaś mi powiedzieć wcześniej o Dan - powiedział z wyrzutem, trudno stwierdzić poważnym czy nie. - Wiesz, że na ciebie lecę, więc gdybyś mnie dobrze zbajerowała…
- Jest tylko jedno wejście, wystarczy, że popilnuje schodów - Psyche zaproponowała Ann ze słabym uśmiechem. Dopiero zwróciła się do Mika. - Nie byłoby z tego żadnych profitów. To nie twoich umiejętności potrzebuję, a jego - zerknęła w stronę Remo.
To nie było złe rozwiązanie. Dru pilnujący schodów nie słyszał ich rozmów i jednocześnie wypełniał swoje zadanie, więc Ann poszła razem z resztą.
Psyche otworzyła drzwi, wprowadzając wszystkich do opuszczonych fabrycznych pomieszczeń, kierując się na schody i na najwyższe piętro biurowej części, gdzie w jednym z pomieszczeń zostawiła swoje bardzo nieliczne rzeczy. Tu się zatrzymała, odwracając do wszystkich.
- Ayako Dan jak wiemy zarządzała procederem handlu ludźmi, między innymi dziećmi - zaczęła od razu od konkretów. - Nie chciałam, aby ten interes został od razu w pełni zniszczony, potrzebowałam, ciągle potrzebuję go do jednej rzeczy: wrobienia mojego właściciela. Człowieka, który pośrednio mnie stworzył, niemalże jak swoją zabawkę. Człowieka, który kontroluje w pełni moje życie. Ma sporo słabości, ale jedna jest bardzo istotna w tym kontekście: lubi dzieci. Zmusił mnie, abym zgodziła się mu dostarczyć kilkoro. Dlatego ukryłam Dan, a dziejące się wydarzenia opóźniły wszystko. Chcę skorzystać z twoich czipów przygotowanych pod White'a - tu już mówiła wprost do hakera. - Myślałam, że ze względu na swoją historię zdołam cię namówić, abyś mi w tym pomógł. Gdybyś odmówił, mam na dole jeszcze netrunnera Blood Boysów, wykorzystałabym jego. Niewiele mam na swoją obronę. Odpowiem teraz na wszystkie pytania, o ile nie chcecie zakończyć tu i teraz. W… dowolny sposób.
- Kurwa - wycedził Mik.
Pięści w czarnych rękawicach zacisnęły się. Z oczu cyborga biła pustka. Pustka rozczarowania.
- Kim jest ten człowiek? - zapytał Remo zamyślonym głosem. - I dlaczego chciałaś załatwić to w ten sposób? Są łatwiejsze.
- Michael Boor, dyrektor operacyjny. Dostał mnie w ramach premii, wraz z awansem - Psyche nie patrzyła już na nikogo konkretnie, a na jej obliczu wreszcie pojawiły się emocje. Smutek i nienawiść. - Być może się da inaczej, ale mój moduł warunkujący zaczął szwankować niedawno - przez chwilę wyglądała jakby walczyła sama ze sobą. - Nie… nie mogę mu zrobić krzywdy. Nie bezpośrednio.
- Skoro masz moduł warunkujący, to znaczy, że można go przeprogramować. czy chciałabyś mieć możliwość zabić go osobiście? - Azjatka popatrzyła na kobietę z ciekawością.
Przez kilka chwil nie było odpowiedzi, zanim Psyche znowu się odezwała, krzyżując spojrzenie z Ann.
- Gdyby go złapali na gorącym uczynku, cierpienie byłoby większe. Ja… i tak muszę liczyć na udaną ucieczkę. Ktoś już mnie oglądał. Przeprogramowanie zabiłoby mnie lub powiadomiło moich twórców. Chyba, że ktoś miałby pełną autoryzację, może - wzruszyła ramionami.
- Mogłaby się przydać, jak sądzisz, kochanie? - Remo spytał Azjatki, odrobinę rozbawionym tonem. - Skoro to wszystko jest do pozbycia się tej najmocniej zaciskającej się smyczy, to mogę ci pomóc pozbyć się tego człowieka. W zamian zagrasz w moją grę, której zasad nie wyjaśnię teraz. O ile Ann się zgodzi.
- Taaak... - Ferrick skinęła głową uważnie lustrując kobietę od stóp do głów. - Myślę, że to będzie bardzo dobry układ. - Na jej słodkiej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - I bardzo przekonujący.
- Zgoda - Psyche odpowiedziała niemal od razu, spoglądając głęboko w oczy Murzyna. - O ile układ obejmie zwolnienie mnie po jego zakończeniu i zakończenie zostanie określone konkretnymi warunkami.
Wzięła głęboki oddech i przeniosła wzrok na Maroldo.
- Jak ty się z tym czujesz, Mik?
- Układ może wymagać poświęceń, ale nie aspiruję do miana władcy marionetek - Remo prawie się roześmiał. - Po jego zakończeniu nawet ci pomogę zniknąć jak będziesz chciała. A może ci się spodoba współpraca i ją rozwiniemy, kto wie.
Mik przysłuchiwał się rozmowie milcząc ponuro.
- Jak ja się czuję? - powtórzył pytanie.
Obrócił się do ściany i nagle uderzył w nią pięścią, skruszony tynk i kawałki cegły posypały się na podłogę. W murze pozostało spore wgłębienie.
- A co to, kurwa, za różnica? Pomyślałaś co te dzieciaki czują? Dostarczyłaś mu kilka. Lalka chce się uwolnić, więc poświęca inne lalki. W porządku, tak cię zaprogramowano. A chodziły słuchy, że firma to robi, to nie chciałem wierzyć. Nic innego tu, kurwa, nie robimy, tylko likwidujemy konkurencję - pokręcił głową i otrzepał kurz z rękawicy.
- Powiedz mi, jak to jest, z tą twoją wolną wolą? Dostajesz od niego polecenie i nie masz wyjścia, musisz je wykonać? Kiedy twoje warunkowanie działa a kiedy nie?
- Firma nie ma tu nic do rzeczy - Psyche zmarszczyła brwi, autentycznie próbując podążyć za sposobem myślenia Mika. Z niedużym sukcesem. - Nigdzie nie powiedziałam, że cokolwiek do tej pory dostał. Po to jest mi Dan, aby znaleźć te dzieci i zastawić pułapkę. Nie nabierze się, jeśli ich tam rzeczywiście nie będzie. Wiem, że to trudne do zrozumienia dla ciebie. Szkoda jednak, że jak tylko usłyszysz coś w tym temacie, to tak naprawdę wyłącza ci się myślenie. W taki sposób nikogo nie uratujesz - zauważyła.
- Wyrażaj się, cholera, precyzyjniej - mruknął Maroldo, trochę zbity z tropu. - Tyle gówna wokół, że spodziewam się już tylko najgłębszego szamba. Przepraszam.
Że Mik nie był w najlepszym stanie, psychicznym i fizycznym, było widać już od kilku dni.
- Co jeśli nie ma więcej uwarunkowanych dzieci? - zapytał. - Przynajmniej część ludzi, którzy się tym zajmowali nie żyje. Harding, Madsen. Ciekawe czy Madsen robił dla twojego szefa. Firma ma tu sporo do rzeczy, Stalowa Siostro. Twój Boor nie wisi w próżni. Pedofilia może być jego prywatnym sekretem, ale inne rzeczy nie. Firma będzie go chronić i zamiecie sprawę pod dywan, chyba że zdobędziemy naprawdę twarde dowody. Może żeby to osiągnąć będziesz musiała się z nim jeszcze spotkać twarzą w twarz. Więc jak z tą twoją wolną wolą? Nie możesz go zabić, ale czy możesz się mu wprost sprzeciwić lub okłamać?
- Nie będę w stanie sprzeciwić mu się wprost, ani wprost okłamać. Ale umiem lawirować prawdą - przyznała szczerze z bólem w głosie. - Nie mieszaj w to innych. Zamiłowanie do dzieci jest prywatne. Zataczanie szerszych kręgów na podstawie przypuszczeń to mordercza pułapka.
- Może wcale nie musimy zastawiać aż takiej pułapki - zasugerował Kye. - Sprawdzę tego człowieka, Liu wydaje się mieć na tyle duże uprawnienia, że dałoby się jej użyć do pociągnięcia kilku sznurków, jeśli mielibyśmy dowody. Na przykład zapisaną rozmowę, w której nakazuje przyprowadzić sobie dzieci.
- Jeśli nie zostanie wyeliminowany, dosłownie lub więzieniem, zrobi wszystko, aby zemścić się na wszystkich, którzy będą w to zamieszani - ostrzegła Psyche, z wyraźną obawą wypisaną na twarzy. - Do rozmów z nim samym jedynie on ma dostęp. Czasami używając mnie kazał mi odtwarzać wcześniejsze razy. Jestem pewna, że złamałbyś zabezpieczenia, ale równie dobrze od razu on mógłby się dowiedzieć…
Z każdą chwilą tej rozmowy kobieta stawała się coraz mniej pewna siebie, nie trzeba było mieć rozwiniętych szczególnie zmysłów, aby to zauważyć.
- Zwykły zapis rozmowy to gówniany dowód - powiedział Mik, który już trochę ochłonął i teraz tykał ścianę palcem z pewnym wyrzutem, chyba zawstydzony swoim wcześniejszym wybuchem. - Jeśli wyślemy go do mediów firmowe papugi ogłoszą, że to deep fake zlecony przez konkurencję i ukręcą temu łeb z palcami w dupach. Taka sprawa to pr-owy cios w CT. Potrzebujemy tradycyjnych zabawek szpiegowskich - Maroldo wyjął z kieszeni spydera - i nagrania Boora z dziećmi a najlepiej złapania go na gorącym uczynku.Co do Liu to ile ją znamy, jeden dzień? Nie ufałbym jej, może ostrzec Boora lub wygadać się komuś kto to zrobi. O ile nie znacie kogoś wysoko postawionego komu naprawdę ufacie to kiepska droga. Ann, a może twój tatko? - zapytał Ferrick.
- Tutaj to bardziej sprawa do wewnętrznych, niż wojskowych - wtrącił się Remo. - Nie lubimy się, ale wiem jak podsunąć im donos i mieć pewność, że chwycą. Nie muszą wiedzieć kto kablował, trzeba tylko wybrać front przeciwny temu, który wspiera Boor. Zgadzam się, że najłatwiej byłoby na gorącym uczynku. Wiadomo co to oznacza, nieco współczuję ścianom.
- Mogłabym porozmawiać z ojcem, ale na razie lepiej go nie mieszać. - Odpowiedziała córka pułkownika. - Ja tam wolałabym prostsze rozwiązania. Kye zdejmuje uwarunkowania z Psyche. Łapiemy jej szefa, zawozimy w jakieś miłe miejsce jak na przykład tutaj. Robimy mu śliczne pranie mózgu i obcinamy jaja. Będziesz miała z tego wystarczająco dużo przyjemności bez mieszania dodatkowych osób.
Walkę Psyche samej ze sobą widać było gołym okiem. Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, a kiedy to zrobiła, jej głos był zachrypnięty.
- Dowiedzieliby się. Nie umiem tak dobrze zacierać śladów. A jeśliby przeżył, jego misją życiową stałaby się zemsta. Zostałam mu podarowana. Takiego buntu nikt nie zignoruje.
- Nie możemy po prostu porwać i zabić dyrektora CT - kiwnął głową Mik. - Wszyscy musielibyśmy spieprzać, bo ja wiem... do Europy Wschodniej. Albo do Wyoming. Ale tak się składa, że częścią naszej misji jest zbadanie i zniszczenie działalności AI i jej marionetek, w tym Ayako Dan, co nie? Jeżeli “przypadkiem” - zrobił dłońmi znak cudzysłowu - nakryjemy Boora na udziale w tym procederze i w afekcie zrobimy mu z dupy jesień średniowiecza to nikt nie będzie mógł mieć o to do nas pretensji. Mogłabyś podłączyć się do mnie przez sense/net gdy będę go bił - uśmiechnął się lekko do Psyche, ale uśmiech ten był efemeryczny jak smuga światła z reflektorów przejeżdżającego odległą ulicą samochodu, który mignął za oknem.
- Czułabyś to jakbyś sama łamała mu kości. Kto właściwie podarował cię temu skurwielowi? I czy to co ci zrobili jest odwracalne?
- To jest na czym wam zależy? - Remo był nieco zniesmaczony. - Da się zniszczyć człowieka tak, że nie będzie wiedział co go trafiło. Na ten moment musimy podjąć decyzję czy działamy od razu - spojrzał na Psyche. - Wtedy dasz mi zajrzeć do swojej głowy i dezaktywuję co da się dezaktywować, po czym wykorzystujemy Dan. Jaki był twój pierwotny plan? Druga opcja to wstrzymać się. Zutylizować Ayako i Boora pozbyć się w bezpieczniejszy, ale dłuższy sposób.
- To zależy co masz na myśli, Mik - Psyche nie odpowiedziała bezpośrednio na zadane przez niego pytanie. - Nie da się ze mnie wyjąć wszystkich elektronicznych części tak, bym przeżyła, jeśli właśnie o to ci chodzi.
Przymknęła oczy i nabrała oddechu. Zadrżała mimowolnie.
- Nie rób mi tego teraz, Kye. Jeśli się zorientuje… Wolę opcję numer jeden, lecz to ja muszę go zaprowadzić, pokierować do pułapki. Nikomu innemu nie zaufa. Nie potrzebuję się na nim wyżywać. Chcę… chcę tylko mieć świadomość, że już nie będzie miał nade mną żadnej władzy, ani bezpośrednio ani pośrednio. Mój plan polegał na wszczepieniu Dan czipa, który dałeś mi dla White’a. Gdybyś mi pomógł, to razem w ten sposób moglibyśmy odnaleźć kryjówkę z dziećmi. Przenieść je w inne miejsce, żeby się potem nie mógł wykpić tym, że je ratuje. I tam go nakryć. Nie wiem do tej pory kto powinien to zrobić.
- Nie zabiję go jeśli nie chcecie bym to zrobił - rzekł Maroldo. - Mogę nawet nie uszkadzać za bardzo, skoro Kye gwarantuje, że przy takim dowodzie wydział wewnętrzny chujka zutylizuje. Tak czy inaczej powinniśmy zacząć od zhakowania Dan. Nie wiem od ilu dni ją tu trzymasz, ale jeśli długo to jest ryzyko, że jeśli istnieje jeszcze jakaś kryjówka z dziećmi to jest to już kryjówka z małymi zwłokami. Oby, kurwa, nie.
Podszedł do drzwi i chwycił za klamkę.
- Pocieszę cię, że jeśli wyjąć ze mnie cały metal to może nie umrę, ale to co zostanie będzie dość bezużyteczne - uśmiechnął się krzywo do Psyche. - Chodziło mi raczej o to czy na pewno tylko Boor może mieć nad tobą kontrolę? Czy może na przykład też ten kto mu ciebie podarował?
- Mam nadzieję, że Kye będzie potrafił temu zapobiec. Dan nie musimy hakować, już próbowałam - zatrzymała Mika. - To co ma w głowie jest niezrozumiałe i cały czas próbuje się z kimś lub czymś kontaktować. Blokuję ją.
- Hakowanie jej głowy mogłoby pomóc odszyfrować polecenia SI, ale to długi proces. Potrzebuję do tego danych zabranych z serwerowni i dużo czasu. Pomysł śledzenia brzmi lepiej - Remo na moment zamilkł, świdrując spojrzeniem Psyche. - Jak nie wejdę teraz do twojej głowy, to jak zapewnisz o swojej lojalności wobec nas? Ciągle mamy zaledwie twoje słowo.
- Po za tym twoja niechęć o zabiciu właściciela może wynikać z dodatkowego uwarunkowania z którego nie zdajesz sobie sprawy. - Dodała Ann - Tak naprawdę nie masz pojęcia co możesz mu zrobić, a co tylko wydaje ci się że możesz. Czy myślałaś o tym, że twoje pragnienie buntu i wolności może być częścią oprogramowania. Taka pozorność bycia niezależną choć w minimalnym stopniu, która robi z ciebie bardziej ludzką, bardziej skomlikowaną i tym samym, dużo ciekawszą istotę.
- Jezu, nie mów takich rzeczy, bo nam tu dziewczyna sfiksuje - westchnął Mik. - Z tego co rozumiem ukrywała już z powodzeniem pewne rzeczy przez Boorem. Ja jej wierzę, bo nie widzę powodu, dla którego miałaby teraz kłamać. Tak czy inaczej, zaryzykuję, bo jestem jej coś winien.
- Ja nie sugeruję, że Psyche kłamie. Tylko stwierdzam, że nie może znać wszystkich swoich ograniczeń, które mogły zostać jej zaimplementowane. - Azjatka wzruszyła ramionami. - Gdybym miała taką istotę na własność, postarałabym się zabezpieczyć na wiele sposobów, by nie stanowiła prawdziwego zagrożenia.
- Ann może mieć rację - Psyche przyznała bez większych emocji z tym związanych. - I może nie mieć. Boor jest bardzo paranoiczny, tak bardzo jak jest ambitny. Nie wierzę, że nie zrobił wszystkiego, żeby mieć pewność, że słucham tylko jego i dla nikogo nie szpieguję. Do tego już ktoś nie związany mnie oglądał i nie odkrył rzeczy ukrytych głęboko pod powierzchnią. Mógł nie być wystarczająco dobry, a może ich nie być - przymknęła oczy. - Kye, możesz mi włożyć to samo, co planowałam włożyć Dan. Mieć dostęp do moich zmysłów do czasu wyczyszczenia moich uwarunkowań.
- Ja tak łatwo nie ufam, dlatego podoba mi się twoja propozycja - Remo zaczął przeszukiwać kurtkę i schowek w decku, oglądając po kolei wyjmowane stamtąd kawałki elektroniki. - Uzyskam dostęp do zapisu danych, zmysłów i lokalizacji. Z drugiej strony może dowiem się więcej o uwarunkowaniach, gdy będziesz blisko Boora. Chcemy zastawić tę pułapkę od razu i mieć to z głowy już dzisiaj? Potrzebuję do tego tylko półgodzinnego researchu nad nemesis Psyche. Podpinamy Dan i wypuszczamy ją potem.
- Zgoda - Psyche odparła bez zastanowienia. - Zwłaszcza jak zrobimy to już dzisiaj. Nie będzie zaskoczony, od jakiegoś czasu coraz mocniej na to naciska.
- Wypuszczamy Dan? - zdziwił się Maroldo.
- No a o czym my tu rozmawiamy? - Remo popatrzył na Mika dziwnie. Wybrał wreszcie czip i zwrócił się znów do Psyche. - Gdzie masz dostępne wtyki?
Podeszła do niego i wyciągnęła skrępowane dłonie.
- Pokażę ci jak to rozetniesz, te w głowie mógłby przypadkiem wykryć.
Mik, który zawsze miał pod ręką (a właściwie w ręce) grafenowe ostrze, wyręczył hakera w tej czynności.
- Myślałem, że dobierzesz się do danych w głowie Dan albo namierzymy sygnał, który wysyła. Myślicie, że sama doprowadzi nas do dzieci?
- Taką mamy nadzieję - Psyche rozpięła spodnie i zsunęła je z bioder, pokazując niebieską bieliznę, którą odchyliła na biodrze. Paznokciem zahaczyła o fragment skóry i przesunęła ją na bok, odsłaniając malutkie wejście na kartę lub kabel.
- Key - Maroldo pokiwał w zadumie głową, chowając pazur i zakładając spowrotem rękawicę. - Ja wypuszczony z niewoli zaprowadziłbym was co najwyżej w zasadzkę, chociaż wiem już, że te twory nie myślą racjonalnie… no nie w ludzkim rozumieniu. Twarde dane brzmią dla mnie lepiej niż nadzieja, ale Remo tu jest ekspertem.
- O wiele twardsze dane to puszczenie jej wolno. Majtki pasujące do włosów? - zaśmiał się, ładując czip i włączając deck. Skalibrowanie go trwało chwilę, podczas której tłumaczył dalej. - Miałem już doczynienia z tym SI, dane są kompletnie niezrozumiałe. Zakładam, że Dan od razu spróbuje się połączyć ze swoim twórcą, powinna trafić w próżnię. Wtedy zobaczymy co zrobi. Zgadzam się na puszczenie jej właśnie dlatego, że nie liczę na ludzkie odruchy. Powinna wskoczyć na tory swojej misji, skoro nie dostała nowych wytycznych. Wyciąganie czegoś z jej głowy to długie godziny albo i dni porównywania danych z serwerowni i tych w jej głowie. Można je w ten sposób uszkodzić, a na dodatek nie gwarantuje sukcesu w odszyfrowaniu. Więc plan Psyche chwilowo jest najlepszy. Jak nie wypali, zgarniamy ją.
Skończył kalibrację, odpiął się i ukrył wejście na czip, nie wyjmując go ze środka.
- Skończone, wszystko co zrobisz zapisuje się teraz na moim decku.
- Do wszystkich włosów - uśmiechnęła się i przesunęła materiał w dół, pokazując mu nieco niebieskich łonowych włosków. Po czym orientując się co zrobiła, szybko wciągnęła spodnie i spojrzała na Ann. - Przepraszam, nie powinnam. To moje obecne wcielenie takie jest i czasem odruch wyprzedzi myśl. Teraz to wy kontrolujecie moje życie. Schodzimy na dół, czy najpierw musisz się przygotować? - wróciła wzrokiem do hakera.
Ann wzruszyła ramionami w reakcji na słowa i zachowanie drugiej kobiety:
- Nie przejmuj się. To świetnie pasuje do roli jaką trzeba będzie odgrywać w grze Remo.
- Ehe, pogadamy o tym później. Maroldo, może i ty będziesz chciał pomóc - Remo podszedł do zagłuszacza i wziął go w rękę. - Potrzebuję może pół godziny na research tego Boora, będziemy wtedy słyszalni dla każdego wścibskiego podglądacza, więc zachowujcie się.
Z tymi słowami wyłączył zagłuszanie i zaczął się łączyć do wewnętrznej, firmowej sieci. Tam powinna leżeć zdecydowana większość danych, których potrzebował haker.

Dostanie się do bazy i odszukanie historii koordynatora Michaela Boora nie przysporzyło murzynowi żadnych problemów. Jego pozycja notowała się nieco niżej od dyrektora niższego szczebla i miał pod sobą kilku agentów, w tym Psyche. Historia wskazywała, że od początku kariery w górę ciągną go dwie osoby - oprócz kobiety, która obecnie chciała go zniszczyć, niejaki Dominic Jordan. Człowiek jak się wydawało aspirujący nawet do jakiejś pozycji w zarządzie lub bezpośrednio pod nim. Boor był rozwodnikiem z dwójką dzieci, do których nie miał prawa nawet się zbliżać. Innych szczegółów na ten temat w bazie Corp-Techu nie było, na pierwszy rzut oka przynajmniej. Grzebiąc po usuniętych wpisach - usuniętych właśnie przez Dominica - Remo doszukał się not policyjnych o pobicie, pozwów na temat stalkingu i wzmianek o zaczepianiu dzieci. Obraz wykreowany im przez Psyche wydawał się w tym miejscu potwierdzać. Prześledzenie całej historii działalności, projektów i ludzi którymi zarządzał zajęłoby dużo czasu, ale pewien obraz o tej działającej w NYC klice potrafił sobie wykreować bardzo szybko. Agenci dzielili się generalnie na trzy grupy, każda z nieco innym zakresem działalności i całymi bezpośrednio przydzielonymi sekcjami w firmie. Łącznie z "bezpiecznikami". Łatwo było wyłowić tych należących do innych grup, co ciekawe przy okazji wypłynęło na powierzchnię także nazwisko Madsen. Kye wygrzebał kilka notek o starciu Michaela z Terrencem, w wyniku jednej z nich Madsen został zdegradowany, a niedługo potem Boor awansował. Ten cały Madsen był zbyt ruchliwy z interesie. Jak to jednak gadają, wróg mojego wroga może na moment stać się przyjacielem. Remo przeskoczył na Jordana, szukając haków na tego, który z dużym prawdopodobieństwem będzie próbował Boorowi pomagać. W pracy łączyło ich niewiele. Dominic zajmował się klientami z najwyższej półki, pozornie niewiele miał wspólnego z działaniami Michaela. Wiadomo jednak jak z tymi pozorami to jest i jak można na klientów wpływać. Takie przeglądanie historii nie pozwalało jednakże dobrać się do szczegółów, łatwiej było znaleźć inną cechę wspólną: Jordan też był rozwodnikiem, także miał zakaz zbliżania się do dzieci oraz trochę wyczyszczonych wpisów w kartotece firmy. I kontakty pozwalające mu takie wpisy czyścić, z tej pozycji Remo nie dogrzebał się kto za nim stał - trop szedł przez niskopoziomowych pracowników IT. Logi nie zawierały informacji kto im to zlecił. Może się coś ostało, może nie. Jak jebnie szambo z kibla to będzie miał gdzie szukać argumentów. Poniechał dalszego zgłębiania tematu. Na koniec coś go tknęło i zerknął jeszcze do jakiego zadania przydzielony jest Madsen. Sądząc z tego co mógł w ten sposób wygrzebać, chodziło o coś związanego z narkotykami.
Remo rozłączył się i ponownie włączył zagłuszanie, dopiero teraz zerkając ile czasu minęło.
- Dobra, wiem wszystko co potrzeba na początek. Znowu wypłynęło nazwisko Madsena, zajmuje się czymś związanym z narkotykami, dlatego może o nas zahacza tak często. I nie lubi Boora. Jak zastawimy pułapkę to powiadomię gościa od bezpieczeństwa z komórki Terrenca, oni tam są przewrażliwieni na możliwość zdrady. Możemy się zabierać za Dan. Idziemy tu na żywioł, ktoś ma jeszcze dodatkowe pomysły lub sugestie?
- Spróbujmy na początek odnaleźć dzieci - zaproponowała Psyche. - Chodźcie, zaprowadzę was do niej - wskazała brodą na schody i ruszyła w kierunku piwnic, gdzie ciągle powinna znajdował się Ayako Dan.

Azjatka znajdowała się tam, gdzie zostawiła ją Psyche. Brudna, śmierdząca, związana i zdaje się obecnie śpiąca na krześle na środku piwnicznego pomieszczenia. Wypuszczona do ludzi na pewno zwróciłaby na siebie uwagę, ale mało było w Nowym Jorku meneli?
- Madsen żyje? - zapytał Mik w drzwiach. - Ostatnio był porwany. Pytałem nawet Felipę, czy to nie robota jej i jej męża. Zaprzeczyła, czyli z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że to oni. Wcześniej się nim interesowali. Według zeznań jednego z podwładnych Dan, Madsen kupował Odlot i uwarunkowane dzieci. Porwanie było chyba oficjalnie odnotowane w firmie. Kye, możesz to sprawdzić?
- To co wygrzebałem to było z bazy kadr. Nie wiem czy żyje, znając go to pewnie tak. Teraz nie sprawdzę dopóki jesteśmy w obrębie tego - wskazał na trzymany zagłuszacz. - To bez dużego znaczenia, nie jego bezpośrednio chciałem informować. Prześledzimy ten temat przy okazji śledzenia Dan - Kye podrapał się po karku widząc kobietę. - Myślicie, że to przejdzie bez doprowadzenia jej do porządku?
- Nie wygląda gorzej niż spora część mieszkańców tego cudownego miasta. - Stwierdziła Ann oglądając kobietę z daleka. Zapach jaki wydzielała nie zachęcał do podchodzenia bliżej.
- Starałam się ją obmyć, ale chwilę tu już siedzi - słabo wytłumaczyła się Psyche. - Potrzebujemy jedynie, żeby odnalazła dla nas miejsca. Moglibyśmy zabrać ją nieprzytomną i wypuścić gdzieś bliżej środków komunikacji. Oporządzanie jej teraz nie wygląda na dobry pomysł.
Remo podał Psyche czip, podobnie jak inni nie zbliżając się do kobiety.
- Wcześniej sobie radziła z normalnym życiem, myciem i funkcjonowaniem. Gdzieś ma dom. Zostawmy ją tak jak powiedziałaś i obserwujmy. Muszę tylko do niej skalibrować deck kiedy podepniesz czip. Ja i Ann nie jesteśmy agentami terenowymi, więc gdyby coś poszło nie tak to wasza dwójka będzie musiała być ciągle gotowa do akcji. Musimy też sobie załatwić lepszą komunikację od holofonów.
- Ty jesteś specem od komunikacji - powiedział Maroldo. - My mamy jeszcze krótkofalówki, ale one mają słaby zasięg. Znalazłeś w bazie jeszcze coś ciekawego poza Madsenem? Bo mnie na przykład ciekawi ten tajemniczy darczyńca, o którym wciąż nic nie wiemy. Ciekawi mnie też czy przypadkiem nie znam kogoś z ludzi, którzy zrobili to Psyche. Bo o ile pan dyrektor Boor nie jest jednocześnie wybitnym neurochirurgiem i programistą w jednej osobie to nie uwarunkował jej sam.
- A ja myślałem, że jak jesteśmy już w połowie dwudziestego pierwszego wieku to ludzie rozróżniają sieci od komunikacji - Remo błysnął zębami i wzruszył ramionami. - Bojowe komunikatory, Elsif i jego ludzie na pewno takie mają. Są najlepiej szyfrowane. I Mik. Ja nie przeskanowałem całej firmy pod względem Psyche. Ludzie od uwarunkowań i behawioryzmu to cały jebany dział, zatrudniają pewnie nawet z kilka tysięcy ludzi na całym świecie. Tylko ktoś bardzo naiwny wierzyłby, że firma nie robi sobie jakiejś prywatnej armii, z mózgami przetrzepanymi tak, żeby nigdy nie cofała się z pola walki. Ja znalazłem tylko bezpośredniego "obrońcę" Boora. Z pospolitym nazwiskiem Jordan.
Psyche wzięła czip, lecz najpierw stanęła przy Miku, delikatnie dotykając jego ramienia.
- Nie zmienisz świata, ani nie ukarzesz wszystkich ludzi, z których zdecydowana większość robi to co każą im inni. Jestem jedną z tych, o których mówi Kye. Eksperymentem. Jak widać ciągle muszą się jeszcze wiele nauczyć. W końcu to zrobią. Oni albo ktoś inny. Jeśli spróbujesz im przeszkodzić, poświęcisz życie na straconą sprawę. Odpuść.
Spojrzała mu w oczy, a następnie zbliżyła się do Dan, wkładając czip w wejście w głowie, te same do którego podpinała wcześniej TechNicsa.
- Jakbym chciał zbawiać świat, robiłbym w Czerwonym Krzyżu, a nie w CT, key? - cyborg wysilił się na żart, uśmiechając smutno. - Ale… widzicie, wierzę w naukę i że nauka przynosi więcej dobrego niż złego, jednak są pewne granice. Chcę dopilnować, żeby ten biznes z dziećmi się skończył, to jedno. Druga sprawa: nie lubię jak ktoś krzywdzi ludzi, których lubię. Bez obaw, nie jestem samobójcą, ale chcę wiedzieć. Wiedza, użyta odpowiednio i we właściwym czasie, może pociągnąć później i innych skurwieli na dno. To jednak sprawa na później, kiedy ty już będziesz bezpieczna. Na razie ożywmy tego trupa - wskazał brodą na Ayako.
- Wolę ją nieprzytomną, na wszelki wypadek zasłoń jej oczy - Remo wstrzymał ich nieco. Włączył deck i informując o tym wszystkich wyłączył zagłuszanie, kalibrując się w tym czasie z czipem. Kiedy wszystko było ok, odezwał się znowu. - Przewieźmy ją na najbliższą stację metra i niech się dzieje co ma się dziać. Ja i Ann zostaniemy w wozie, dodatkowy transport i sprzęt chyba można ściągnąć przez Elsifa, bez tłumaczenia szczegółów.
- Musimy ją zawieźć na Bronx - nie zgodził się Maroldo, zakładając Dan improwizowaną opaskę na oczy z opatrunku. - Tam bazowała jej działalność, tam najpewniej jest wszystko do czego może nas doprowadzić. Metro tam teraz nie jeździ, mostem nie przejdzie. Więc obawiam się, że musimy zasmrodzić tą waszą cudną magnetyczną brykę. Chyba że zamówimy nową furę u Liu lub Alana i poczekamy. Elsifa i Angeli bym w to nie mieszał, zresztą oboje nocują na Bronxie.
- Nie zgodzę się z tobą - powiedział od razu Remo. - Gdzie masz potwierdzenie, że jej działalność była głównie na Bronxie? Mieliśmy ataki na Manhattanie, Brooklynie. W tych nawet uczestniczyliśmy. A jak wsadzimy ją na Bronx i wpadnie na gliny to będzie lipa. Wysadźmy ją poza blokadą i sprawdźmy, gdzie się skieruje. Jak na Bronx to zgarniamy i przewozimy ją tam sami.
- Biznes z dziećmi był na Bronxie - rzekł Mik. - Harding, pracujący dla Dan Bloodboysi. wszystko o czym wiemy było tam. Szkoda czasu.
- Z Bloodboys, o których wiemy, dla Dan pracował tylko Śmieciarz, ten u którego ją złapałam. - wtrąciła. - Z tego co kojarzę przywozili właśnie nową dostawę zza miasta, tylko zamiast niej pojawiła się ta cała Felipa. Ja także nie uważam, że mamy potwierdzenie Bronxu. I jednocześnie przyznaję, że to najbardziej prawdopodobna lokalizacja.
Spojrzała na Ann, chętna do zasięgnięcia jeszcze jednej opinii.
- Wolałabym nie wsadzać jej do samochodu. Takiego aromatu długo nie uda się zlikwidować. - Dziewczyna zabawnie pociągnęła swoim małym noskiem. - Zostawmy ją po tej części blokady. Jeśli to czego szukamy znajduje się tam, pomożemy jej jakoś się przedostać, ale nie ma dowodów, że wszystko ogranicza się tylko do Bronxu. Działania White'a, mają przecież zdecydowanie większy zasięg.
- Dobra, niech będzie - zgodził się Maroldo. - Zamówię nowy wóz od Liu. Ona na pewno nas nie słyszy? - wychodząc wskazał jeszcze palcem Dan.

Sekal 15-10-2019 19:47

Najłatwiej było im zamówić autonomiczną taksówkę. Nikt wtedy nie musiał jechać z niezbyt pięknie pachnącą Azjatką, nikt nie musiał się jej pokazywać na oczy, kiedy pojazd zatrzymał się na poboczu gdzieś w centrum ciągle ruchliwego Queens. Dopiero co przebudzona kobieta rozejrzała się. Na jej obliczu nie odmalował się nawet niepokój, kiedy obrała kierunek w stronę zejścia do metra. Z rzeczy komputerowych miała w sobie port i procesor, więc Remo nie mógł patrzeć jej oczami. Miał za to wgląd w przesyłane dane, a te zaczęły szaleć w próbie odzyskania straconego czasu. Większość starała się odnaleźć stare adresy, część zgadzała się z tym co haker powyciągał wcześniej z różnych miejsc i miał teraz pewność, że te próby miały na celu komunikację z SI z Pace University. Aktualnie całkiem niedostępną, szczególnie przez stare kanały dostępu. Były jednak i pakiety przesyłane do innych miejsc, niektórych aktywnych, innych nie. Deck murzyna na bieżąco skanował co był w stanie wyciągnąć i wychodził z tego dość zgrabny obraz kobiety robiącej zakupy, ale też skanującej inne miejsca, nieznane systemowi, ale lokalizowane na terenie Nowego Yorku. Po wprowadzeniu adresu wspomnianego wcześniej Śmieciarza, okazało się, że tam też sprawdzała. Podbierając jej klucz prywatny Kye bez trudu sprawdził inne miejsca. Dwa odpowiedziały, deck wyświetlił obrazy leżących na pryczach dzieci. Jedna lokalizacja wskazywała Bronx, druga Brooklyn, niestety w ten sposób nie był w stanie wskazać palcem gdzie konkretnie. Oba pomieszczenia wyglądały na miejsca bez okien, bez dodatkowych wskazówek. Dan tymczasem weszła do podziemnej kolejki jadącej w stronę Manhattanu.
- Weź mój motor na zdalny hol - Mik odezwał się przez komunikator do Psyche. - Pojadę za nią metrem.
Zaparkował przy wejściu do metra, zaskoczył z motocykla i zszedł za Dan na dół. Szedł w dużej odległości, nie obawiając się stracić ją z oczu, bo i tak mieli sygnał. Musiał tylko wsiąść do tego samego pociągu, ale na drugi koniec.
Nie było w tym nic trudnego, nawet dla kogoś nie wprawionego w śledzeniu. Metro ruszyło i po kilku przystankach otrzymał od Remo informację, że cel się ruszył. Wyskoczył, widząc przed sobą nazwę Court Square Station, ostatnią stację przed wjazdem kolejki pod rzekę. Dan rozejrzała się, ale ruch nie był mały. Zaraz ruszyła do wyjścia, a potem prostą drogą w stronę zgrupowania wieżowców mieszkalnych. Nie był to adres pasujący do żadnego z tych co posiadali.
Maroldo podążał za nią nadal w sporej odległości, podbiegając tylko gdy znikała za rogiem. Wewnątrz budynków nadajnik nie był w stanie wskazać precyzyjnie konkretnego piętra, więc sprawa miała się zaraz skomplikować. Gdy tylko Dan wejdzie do budynku Mik będzie musiał dobiec jak najszybciej, co biorąc pod uwagę, że wyciągał 30 mil na godzinę, nie było problemem. Termowizja mogła wskazać ostatnio użyte klawisze na domofonie do kilkunastu sekund po wciśnięciu.
- Śledzę - zameldował. - Kye, jesteś w stanie namierzyć te miejsca z dziećmi?
- Tylko mniej więcej - odpowiedział zapytany. - To nie tu, tyle wiem na pewno. Dałbym namiary na Bronx ekipie Elsifa, byłoby dobrze wyeliminować to miejsce, aby musiała się skierować na Brooklyn, gdzie będzie więcej miejsca do improwizacji.
Przy okazji mówienia zaczął sprawdzać co Dan kupowała i gdzie kierowała przesyłki.
- Jak teraz idzie do domu się ogarnąć to może jej to zająć. Próbujemy szukać na własną rękę? Mam zawężony obszar i pokój bez okien, bardzo pasujący do piwnicy.
- Ja bym nie czekał - rzekł Mik. W tle pobrzmiewał szum ulicy. - Bronx damy Elsifowi i Angeli, ściągniemy tam też firmową karetkę z obstawą, żeby odstawili dzieci do kliniki. Brooklyn będzie lepszy na przynętę, pan B prędzej przyjedzie tam osobiście niż na Bronx.
Psyche w pierwszej kolejności chciała zawrócić Mika i przejąć jego rolę, ale przypomniała sobie o swoim aktualnym, łatwym do zapamiętania wyglądzie. Milczała więc, podążając za celem w dużej odległości i holując motor Mika za pomocą swojego, kolejnego wypożyczonego pojazdu.
- O ile nie trzyma adresów gdzieś zapisanych, w co wątpię przy zmodyfikowanym mózgu, to możemy czekać i czekać. Podaj namiary, Kye. Rozejrzę się tam. Mik, zostawię twój motor przy budynku do którego wejdzie cel.
- Key. W bagażniku masz Spydery, mogą się przydać. Ja tylko spróbuję ustalić numer mieszkania, do którego pójdzie Dan i dołączę. Chyba nie ma co tu jej pilnować, nie? Dzwonię do Angeli i Elsifa.
Podążając w cieniu drzew dobre sto metrów za Ayako, połączył się z najemnikiem i agentką, na wstępie wyrażając nadzieję, że jeszcze nie śpią a jeśli tak to sorry za pobudkę, life is brutal and full of night operations. Następnie wyłuszczył im temat nie wspominając oczywiście o drugiej lokalizacji. Powiedział tylko, że on i pozostała trójka nie mogą teraz przybyć na Bronx.
- Poproście górę o śmigłowiec albo ze dwie firmowe karetki z silną obstawą. Albo zaangażujcie do pomocy Trauma Team i gliny - dodał. - Niech Liu albo Alan decydują. Dajcie znać na kiedy będziecie gotowi, key?
Remo przesłał lokalizację Brooklyńską do Psyche i Mika, a ta z Bronxu powędrowała do Liu i Angeli, wraz z wiadomością.
“Dzięki danym ściągniętym od Zbawiciela udało mi się trochę odszyfrować tego co próbuje trafić do SI. Ta lokalizacja to komórka jednej z trójki. Trzeba ją zneutralizować, staramy się pozostawić tylko jedną, aby mieć pewność gdzie zastawić zasadzkę. Wyślij tam najemników, my zajmujemy się resztą poza blokadą Bronxu. Cel to dzieci podpięte do elektroniki, mam obraz z kamery. Surowy pokój bez okien.”
- Zdobądź adres Liu, dalej będę ją śledził elektronicznie, jak się ruszy to zareagujemy - powiedział do komunikatora, zanim go wyłączył. - Jedziemy na Brooklyn w takim razie - powiedział do siedzącej na fotelu kierowcy Ann. - Jesteś bardzo cicha. Mogę cię podrzucić do mieszkania jeśli chcesz. Poradzę sobie z tą całą elektroniką na pokładzie tej bestii.
Dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie i pokręciła głową:
- Wszystko w porządku. Zamyśliłam się tylko. Jadę razem z wami.
"Zajmę się tym" - nadeszła od razu odpowiedź Angeli, a Remo w tym samym czasie dogrzebał się do listy zakupów, która obejmowała produkty żywnościowe i ubrania. Co więcej, wszystkie miały adres dostawy na budynek, do którego weszła Dan, ze wskazaniem konkretnego mieszkania. Mik nie musiał już nawet śledzić, o ile oczywiście nie chciał się naocznie przekonać o ewentualnych niespodziankach i jego dokładnym umiejscowieniu.
Rejon starszej części Brooklynu, tej, która jeszcze nie zdążyła wyskoczyć setkę metrów w górę, obejmował na dobrą sprawę kilkanaście budynków, centralny punkt zlokalizowany był na przecięciu 51 i 14th Avenue. Dużo do sprawdzenia bez jakiejś pewniejszej metody eliminacji.
Już w czasie jazdy na miejsce Psyche analizowała podesłaną mapę, żaden sensowny pomysł nie przyszedł jej jednak do głowy. Zaparkowała w zaułku przy 51 ulicy i już na żywo przyjrzała się temu co ich czekało.
- Ktoś ma dobry pomysł? Jakikolwiek pomysł? Czy zaczynamy od rogu i sprawdzamy najpierw piwnice każdego budynku po kolei? Wykluczyłabym na razie te, które nie znajdują się w pełni w okręgu.
- Kye namierzył sygnał, nie IP, więc chyba najbardziej prawdopodobne są te w środku, nie? - ni to stwierdził ni zapytał Mik. Zaparkował obok, ale mówił do komunikatora, by pozostali też słyszeli.
- Najpierw się przejdźmy i zobaczmy czy gdzieś na piętrach nie ma zamurowanych okien. Potem okienka piwniczne, miejsca gdzie są takowe i nie są zamurowane możemy sprawdzić z użyciem termowizji i wstępnie wykluczyć. No i bardziej prawdopodobne są budynki w gorszym stanie oraz takie gdzie pod samo wejście można podjechać dostawczakiem. Rozejrzyj się jeszcze za monitoringiem, może jak podłączymy się do kamer to nasz magik dobierze się do serwerów, gdzie zapisują dane. To Brooklyn, może jest też miejski monitoring. Można by zapuścić na nagraniach program porównujący twarze z policyjną bazą zaginionych.
Podniósł szybę kasku i uśmiechnął się już tylko do Psyche.
- Do dzieła. Mam w tym pewne doświadczenie, bo kiedyś włamywałem się do piwnic.
Ann zaparkowała na skraju wyznaczonej przez Remo strefy:
- Też wezmę się za szukanie. - Odezwałą się do hakera. - Myślisz, że ktoś ich pilnuje? Czy wszystko jest sterowane elektronicznie?
- Myślę, że ktoś musi. Wciąż wymagają na przykład karmienia i pojenia - Kye odparł po chwili, przyglądając się jeszcze satelitarnej mapie. - Podjedź na to skrzyżowanie na środku strefy, chcę mieć taki sam zasięg jak nadajnik, których przechwytuje zapis z kamery. Ta operacja, o której mówisz Maroldo, wymaga trochę za dużych środków od takiego małego robaka jak ja, a do firmy się nie odezwę bo potrzebujemy pozostać w cieniu. Hakowanie i przeglądanie miejskiego monitoringu zostawię na później, na razie przeskanuję lokalne sieci anteną kierowaną. Jak znajdę naszą kamerę to dowiemy się, który to budynek. Może to chwilę zająć, więc róbcie też swoje, po staremu. - Podał Ann mały nadajnik. - W razie gdyby mieli kable to nie pójdzie tak łatwo. Będzie trzeba hakować. Mimo to mogę się wpiąć do przekaźnika jak mnie do niego podczepicie. Według mapy to będzie to - wskazał ręką, porównując z dostępnym obrazem z satelity.
- Uważasz, że jest to coś czym powinieneś się teraz chwalić? - Psyche zapytała Mika przy wyłączonym komunikatorze, uśmiechając się jednak. - Mogę podpiąć cię do przekaźnika niezależnie od tego gdzie go umieszczono - zadeklarowała już do komunikatora jak Remo skończył mówić. Brzmi jak plan, zaczynajmy.

Jak się okazało, przekaźnik stał na dachu najwyższego budynku na rogu 14 Ave i 51 St, łatwiej więc było póki co zbadać najpierw dostępne opcje. Brooklyn w tej okolicy ciągle był względnie porządną dzielnicą mieszkalną, ze znacznym odsetkiem ludzi pochodzenia żydowskiego, którzy jak każdy wiedział zawsze mieli pieniądze. Nie było więc zamurowanych okien, zniszczonych budynków czy tajemniczych piwnic, nic nie pasowało do wybranego przez Mika zakresu - oprócz dwóch wyróżniających się na tym tle, podłużnych, piętrowych domów, prawie pozbawionych okien po bokach. Bardzo niewiele już zostało tego typu domostw w Nowym Jorku, wyglądających na coś jednorodzinnego, choć pierwszy rzut oka przywodził na myśl niewielką kaplicę wyznania chrześcijańskiego. Część okien zaklejono dyktą, budynki nie były też pierwszej świeżości, ale wciąż wydawały się funkcjonalne. Same w sobie pewnie nie przyciągnęłyby aż tyle uwagi, jednakże termowizja wykryła w obu liczne sygnatury, z których większość w pozycji leżącej. Przez mury trudno było o szczegóły w tym zakresie. Zainteresowany tematem Remo wykrył tam jedną sieć, nie potrafiąc stwierdzić w którym dokładnie budynku, lecz po przełamaniu całkiem silnych jak na potencjalny zwykły dom zabezpieczeń, dostał się do obrazu kamery skierowanej na wnętrze pokoju z leżącymi na pryczach dziećmi. Naliczyli ich osiem. Maroldo wykrył przynajmniej drugie tyle sygnatur cieplnych w każdym z budynków. Dokładniej przyjrzeć się nie mógł, a wszystkie okna były szczelnie zasłonięte. Poszedł dalej chodnikiem, by nie zwracać uwagi, niby zwykły przechodzeń. Zdążył jednak wyrzucić na płytki śnieg dwa bioniczne pająki, przekazując kontrolę nad jednym z nich Psyche.
- Zajrzyjmy Spyderami do wszystkich okien - powiedział. - Sporo tam ludzi, dorosłych też. Jeśli mamy to miejsce wykorzystać do naszego celu to nie możemy tu odjebać strzelaniny. Zresztą to nie Bronx, gliny dojadą w pięć minut.
Nawet mały Spyder w tej sytuacji był na straconej pozycji. Ktoś naprawdę się postarał, aby okna były bardzo szczelnie zasłonięte.
- Kamera jest tylko w pokoju dzieci - w komunikatorze odezwał się głos Remo, grzebiącego właśnie w tej sieci. Próbował zdobyć dodatkowe informacje o tym co działo się w środku. - Oprócz nich Dan porywała także ludzi wielu specjalności i sterowała nimi w jakiś sposób. Narkotyk połączony z komputerem w głowie? Ciężko powiedzieć, ale jego działanie nie było permanentne. Musimy wydzielić ofiary od strażników w pierwszej kolejności. Gaz usypiający do środka? - zaproponował.
- Niezła myśl - zgodził się Mik. - To stare domy, sprawdzę jeszcze Spyderami czy są drożne kominy.
Przy okazji wędrówki pajączka na dach szukał też otworów wentylacyjnych, którymi mogłyby się wślizgnąć.
Szybko okazało się, że domy nie mają kominów, a znalezione wywietrzniki miały na tyle małe otwory, że nawet coś o wielkości spydera nie miało szans się wcisnąć. Te niepozorne domy zaskakująco dobrze strzegły się przed infiltracją.
Psyche po usłyszeniu o tym, uśmiechnęła się pod nosem.
- Zabezpieczają się tak dobrze przed infliltracją, że aż sami zapraszają do użycia gazu. Jak to przeprowadzimy? Liu na pewno nam udostępni środki, w zamian dostanie wszystkich dorosłych i Dan na talerzu. Musimy tylko nie zwrócić na siebie uwagi i mieć jak zabrać dzieci. Udajemy firmę do dezynfekcji? Zwykle mają furgonetki, a jest już ciemno, co nam znacznie pomoże.
- Jest dwudziesta pierwsza - zauważył Maroldo. - Nie zapukamy do drzwi udając kogokolwiek normalnego. Tak czy inaczej racja, potrzebujemy wsparcia, choćby do transportu, za dużo tam ich wszystkich. Nie można wykluczyć bojowych cyborgów. Po cichu tego nie załatwimy. Musimy tylko zabrać dyskretnie jedno czy dwoje dzieci na przynętę, reszta niech jedzie do kliniki. Kye, zadzwonisz?
- Zadzwonię gdzie? - zapytał, wyrwany nagle ze swoich myśli. - Jak mieszamy firmę, to musimy mieć solidny plan punkt po punkcie. Dziewiąta wieczorem to nie pora z dupy, do dziesiątej się uwiniemy, a do tej godziny jeżdżą na przykład z zakupami. Albo odetniemy im prąd i podjedziemy furgonem od elektryków. Musimy wybrać, a potem zwinąć. Dostawczaka łatwiej zorganizować, logo firmy i styknie. Furgon musimy mieć, bo niczym innym nie wywieziemy małych. Zamieszanie nam sprzyja, mamy autoryzację, pojawią się gliny i chuj wie co jeszcze. Do tego czasu musi się wydarzyć tylko jedno: furgon z dzieciakami zdąży się zwinąć. Kamerami na skrzyżowaniu się zajmę. Cyborgów bym się nie spodziewał, Dan posługiwała się ludźmi. Zupełnie z dupy ludźmi, wsadzanymi w obce sobie role.
- Podjedziemy pierwsi. Załatwię gaz, mam jeszcze trochę kontaktów w mieście. Możemy dać znać, żeby pomoc była blisko, ale nie w zasięgu wzroku - zaproponowała Psyche. - Jak gaz nie zadziała to narobimy hałasu. Jak zadziała to zabieramy część dzieci i wołamy Liu, żeby posprzątała. Co wy na to? Tylko przebrania muszą być na tyle dobre, żeby dały nam czas na wprowadzenie gazu do budynków. Nawet jak nie obejmie wszystkich, to powinni być śnięci. Aha, załawię nam maski do kompletu.

Dokładny plan poprzedził sprawne działanie. Załatwianie potrzebnych rzeczy przez Liu było niebem a ziemią w porównaniu do tego samego w wykonaniu Alana. Okazało się, że Elsif szybko skończył swoje zadanie, więc najemnicy byli na miejscu w kilkanaście minut, podobnie jak gaz usypiający i dodatkowy sprzęt. Tylko przygotowanie furgonu trochę zajęło, ale ostatecznie przed jedenastą byli gotowi do wejścia. Wtedy też okazało się, że obawy były nieuzasadnione. Większość ludzi w środku stanowiły ofiary Ayako Dan, a ci nieliczni ochroniarze byli zwykłymi pionkami, zupełnie nieodpornymi na gaz usypiający. Zresztą, sprzątaniem miał zająć się kto inny. Zabrali kilkoro mniejszych dzieci i odjechali, za sobą zostawiając także znaną twarz: Madsen był jednym z tych przetrzymywanych i odurzonych ofiar. Mik byłby nawet wykorzystał sytuację, ale chwilowo był im jednak potrzebny do zamknięcia pułapki.

Ucieszył się, po swojemu, z takiej okazji do zemsty. Zaskoczony Boor nawet początkowo nie stawiał oporu, odgrażając się znajomościami. Kto wie, może utorują mu drogę do wolności? Póki co Psyche mogła odetchnąć. No, trochę.
Odnalazła się także uciekająca SI, The Blank Page w połączeniu z informatykami z Corp-Techu, zamknęli ją w wewnętrznej sieci jednej z podległych firm i wysłano ekipę sprzątającą. Tym razem nie było mowy o próbie przechowania i analizy, rozkaz był jeden: usunąć.
Sytuacja na Bronxie wybuchła gwałtownymi zamieszkami tu i ówdzie, ale prowodyrów okazało się zaskakująco mało. Poza największym elementem, wielu było przychylnych uspokojeniu nastrojów. W końcu ta dzielnica nie składała się wyłącznie z morderców i złodziei. Szczególnie, że zanim nadszedł następny dzień, gliny się zmyły. Nie zostało podane do publicznej wiadomości czego szukali i czy to znaleźli.


..:: KONIEC ::..


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:06.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169