Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-12-2018, 18:37   #1
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 11101 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
[Mass Effect] Aż do gwiazd


Kosmos to ogromne miejsce. Setki miliardów lat świetlnych w każdą stronę, tak że nie sposób zbadać, czy gdziekolwiek ma swą granicę. Człowiek ogarnia swym wzrokiem ledwie mały kawałek planety na której żyje, a ta jest wszak tylko drobną częścią układu słonecznego. Słońce, jako gwiazda, to tylko okruch w galaktyce. Ta skala rośnie dalej, bo i galaktyki są tylko składowymi gromad, a te są jak główki szpilek w kosmicznych włóknach. A na dodatek ten ogrom widocznego wszechświata to tylko mały ułamek pustki, która ciągnie się i ciągnie. Zważywszy na to jak wiele w kosmosie jest niczego, prawdziwym cudem jest natknięcie się na cokolwiek. Załoganci MSV Perseverance musieli być zatem prawdziwymi szczęściarzami, bowiem będąc w kosmosie, utknęli w korku.

Trasa handlowa Anansi-Ishtar, przebiegająca przez układ Farinata, była bardzo popularna w Drodze Mlecznej, a ponieważ jak w każde miejsce w znanej galaktyce najszybciej było się do niej dostać przez Przekaźnik Masy, statki grzecznie czekały na swoją kolej.


1

Jasne, nie był to Nowy York w godzinach szczytu, ale sam fakt konieczności czekania w kosmosie aż ktoś zrobi ci miejsce był… absurdalny. Handlowe fregaty ustawiały się jedna po drugiej na właściwych trajektoriach i w blasku uwalnianej energii znikały z oczu.
Kapitan MSV Perseverance, Hyun Jae Lang, wykazywała się typową dla siebie cierpliwością, wstukując na konsoli współrzędne właściwej mgławicy i wprowadzając masę statku, którą będzie musiał obsłużyć przekaźnik. Wszystko sprawnie i wedle procedur. Córka Niemca i Koreanki miała takie zachowanie we krwi, nawet jeśli genetyka mogłaby sugerować, że to zabobon.
Eon, jedyny nie-człowiek na pokładzie, był jak zwykle pogrążony w swoich myślach i swoich sprawach. Wolny dryf, aktywny lot, czy skok przez tunel czasoprzestrzenny, jemu wydawało się to nie robić żadnej różnicy. Co innego Nathan, nazywany złośliwie oficerem bezpieczeństwa. Ruch jednostajny, a ruch przyspieszony to dwie kompletnie różne rzeczy i tłumaczono mu to już w szkole podstawowej. Trudno jest się myć, gdy statek rzuca tobą na lewo i prawo, więc ciemnoskóry mężczyzna gniewnie wpatrywał się w ścianę modułu sanitarnego, jakby to właśnie kawał stali był winny jego nieszczęściu.
Oczywiście, ta sytuacja nie mogła ujść uwadze Ex, która już teraz suszyła zęby, zerkając przez ramię na Nathana. Jednak skok przez przekaźnik wymagał gotowości również ze strony drugiego pilota, więc póki co nie mogła opuścić miejsca obok Carycy.
Perseverance, w przeciwieństwie do innych statków handlowych, nie zmierzał do Farinaty, a do stosunkowo nieodległego od niej systemu Plutos. Podyktowane to było choćby tym, że wcale nie był statkiem handlowym. Kanciasta, prosta konstrukcja, nastawiona była głównie na wytrwałość, nie ładowność, a już na pewno nie na siłę ognia, co od razu zwróciłoby uwagę Przymierza Systemów.


2

W zawodzie załogi tego statku zwracanie uwagi pomagało bardzo rzadko. Odstraszałoby to zwierzynę. Jednak tym razem, łowcy nagród nie szukali żadnego uciekiniera. To Hyun Jae otrzymała lukratywne i proste zadanie - dostarczyć przesyłkę na planetę Maidla, tak żeby nikt nie wtykał nosa w to, co jest przesyłane. Szczelnie zamknięta skrzynia spoczywała zatem w ładowni, przykuta łańcuchami do podłogi i tylko trochę kusząc, by ktoś zajrzał do środka. Pani kapitan wywaliłaby jednak kogoś takie przez luk, więc o chętnych nie było łatwo.
- Za sześćdziesiąt sekund rozpocznie się procedura skoku. Proszę się przygotować - z pokładowych głośników rozbrzmiał czysty głos Lang.
Całe to szumne “przygotowanie” sprowadzało się do tego, by się czegoś złapać gdy statkiem szarpnie od przyspieszenia, za resztę odpowiadało oprogramowanie. Kolejnym komunikatem było miarowe odliczanie: pięć, cztery, trzy, dwa, jeden. Pokładem Perseverance zatrzęsło… i tyle. Byli w trakcie przeskoku między jednym przekaźnikiem, a drugim. Przez trzy godziny nie było niczego szczególnego do roboty.
- Może coś zjemy? - zaproponowała Ex. W przeciwieństwie do przedstawicielek swojej płci pojęcie diety było jej obce, za to stare przyzwyczajenia kazały korzystać z każdej okazji do zapełnienia żołądka. Zresztą póki co mogła sobie na to śmiało pozwalać. Choć sylwetka Ex była zwalista, odpowiadały za to przede wszystkim rozbudowane, twarde jak stal mięśnie.
- To dobry pomysł - zgodziła się Lang. - Poinformuj Eona, niech coś przygotuje.
Sama kapitan przyglądała się jeszcze wyświetlanym na ekranach metrykom, aby upewnić się, że ze statkiem wszystko jest w porządku.
Tymczasem Nathan, usatysfakcjonowany tym, że czekają go długie godziny swobodnej żeglugi otworzył drzwi modułu sanitarnego i wcisnął się do środka. Ich wspólny statek nie był duży. W podróżach kosmicznych każdy kilogram przeliczało się na kredyty. Ściągnął z siebie ciężką bluzę, złożył w kostkę i odłożył na bok. Zaraz potem to samo spotkało spodnie i bieliznę, a mężczyzna wszedł do kabiny. Nie był to prysznic, woda była równie reglamentowana jak przestrzeń, ale nawet jej odrobina w połączeniu ze szmatką i gąbką mogła zdziałać cuda.
- Eon, skoro już źródło smrodku nam się samo usunęło, fajnie byłoby coś zjeść. Zrobisz jakąś szamę?
- Dobrze. - Odparł krótko drell.
- Jakieś specjalne zamówienia? - Ex krzyknęła głośniej tak, jakby mogło jej się wydawać, że wcześniej Nathan jej nie słyszał.
- Nie - odparła niezbyt głośno, ale wyraźnie Hyun Jae. Ostatni członek załogi zachował milczenie.
- To ja chcę coś smażonego. Na ostro. Niech to nie będzie smakowało jakbym żarła mydło. - Wybrzydzała Ex.
- Choć nigdy nie jadłem mydła, wątpię by którakolwiek moja potrawa tak smakowała - zaoponował drell. - Z posiadanych zapasów mogę zaproponować… - przejrzał składniki - smażonego kurczaka z przyprawami.
- Niech będzie.
Ex zachichotała.
- Prawie udało mi się wywołać oburzenie u Eona - powiedziała wesoło do Carycy.
- Maniery - rzuciła upominająco starsza od niej kobieta. Skończyła rutynowy przegląd i również przemieściła się do aneksu kuchennego.
Tam Eon wyciągnął już wszystkie potrzebne produkty, czyli dwie podłużne saszetki, które włożył do rozprężarki. Po chwili dołączyła do nich też Ex, przeciągając się i eksponując ogromne bicepsy.
- To może przy okazji rodzinnego obiadku dowiemy się czegoś więcej o naszym celu? - zaproponowała.
Kapitan rozejrzała się, szukając wzrokiem Acevedo, ale przypomniała sobie, że ten się kąpie.
- Nie widzę przeszkód. Naszym celem jest planeta Maidla. Nie ma atmosfery, która pozwalałaby na przeżycie, więc konieczne będą skafandry. Mamy pod przekazane nam współrzędne dostarczyć przesyłkę. Jeżeli mam zgadywać, to nasz zleceniodawca prowadzi tam po cichu jakieś badania odkrywkowe. Mamy nie zwracać na siebie uwagi i nie dać się śledzić, więc czeka nas parę godzin dryfowania na zimno - w kosmosie bardzo łatwo było wykryć jakiekolwiek promieniowanie cieplne. A statki generowały go przy normalnym działaniu mnóstwo. - Mam nadzieję, że macie ciepłe swetry.
- Ale nuuuuda... - westchnęła Ex, ale od dalszych komentarzy się powstrzymała. Wbrew pozorom starała się kontrolować w obecności pani kapitan.
Tymczasem po pokładzie zaczął rozprzestrzeniać się przyjemny zapach pieczonego kurczaka.
- A wiadomo, kto mógłby nas śledzić? - podpytała Ex.
- Konkurencja, ciekawskie patrole, piraci, albo nawet quarianie, podobno często się ich spotyka w Hadesie - wymieniała Hyun Jae.
Ex wydawała się jednak być niepocieszona.


_____________________
1 - grafika z gry Mass Effect
2 - autora grafiki nie znam, chętnie poznam
 

Ostatnio edytowane przez Micas : 03-01-2019 o 18:41.
Zapatashura jest offline  
Stary 09-01-2019, 09:30   #2
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Nathan miał dobre wyczucie, albo silny węch, bowiem ubrany, ale jeszcze z nie do końca suchą głową pojawił się przy stole zaraz po tym, jak drell zacząć wykładać gotowy posiłek.
- Kurczak! Moje ulubione źródło protein, które absolutnie mi się nie przejadło - rzucił radosnym tonem, ale z bardzo kwaśną miną. - Czy przegapiłem coś poza kulinarnym przedstawieniem naszego szefa kuchni?
Eon jedynie przymknął przeźroczyste powieki, ale nie zaszczycił zaczepki odezwą. Jak zazwyczaj jego twarz była nieprzenikniona i nie wiadomo było, co tak naprawdę myśli.


- Owszem - stwierdziła Lang. - Szczegóły misji. Są następujące. - I zaczęła cierpliwie powtarzać to, co usłyszała już Ex.
Ta zresztą nie omieszkała wzdychać w tych samych miejscach, co poprzednio, jednocześnie jedząc kurczaka. Nagle zupełnie niespodziewanie odezwał się Eon.
- Skoro zapowiada się spokojna misja, czy mógłbym poprosić o dzień wolnego? Nie potrzebuję opuszczać statku, ale chciałbym podłączyć się do sieci. Bez przerywania. - powiedział do Carycy jak zwykle tajemniczy.
- Żadnej sieci, żadnych śladów, nic po czym da się wychwycić aktywność nad, albo na planecie - zaoponowała pani kapitan.
Eon skinął głową. Po jego minie trudno było zgadnąć, co teraz myśli.
- A ta cała… Mydła, Modła, to czym nas będzie chciała zabić? - zainteresował się Nathan. - Za zimna, za gorąca, za toksyczna?
- Maidla
- powtórzyła powoli i wyraźnie Hyun Jae. - Za gorąca. Ponad sto stopni, więc sprawdzisz jeszcze raz kombinezony i to dokładnie.
- Czyli najpierw chcesz mnie zamrozić na statku, a potem ugotować na planecie? Najgorsza fucha listonosza we wszechświecie
- zamarudził mężczyzna.
- Ale napiwek dobry, więc więcej roboty, a mniej gderania, jeśli łaska - kapitan ucięła temat.
- Może nawet zarobimy na sałatkę do kurczaka... - rozmarzyła się Ex.
Reszta obiadu minęła na wymianie zdawkowych słówek, a potem każdy rozszedł się do swoich zajęć. Perseverence nie był dużym statkiem, ale jego modułowa budowa sprawiała, że dość łatwo było odciąć się grodziami od reszty załogi, choć konsekwencją było zazwyczaj przebywanie sam na sam ze sobą na czterech metrach kwadratowych. Acevedo faktycznie wziął się za sprawdzanie skafandrów, swojego i Ex. Powód takich anonimowych misji był zazwyczaj taki, że klient nie chciał żadnego rozgłosu, ale było i tak, że klient nie chciał płacić a bez świadków łatwiej się zabija. Nathan nie miał przez to zamiaru gdziekolwiek iść samemu.


***

Tysiące lat świetlnych zniknęło połknięte przez technologię poprzednich ras i statek wyłonił się z przekaźnika masy w Hades Gamma. Caryca przeglądała jakieś informacje na swoim monitorze - jak zwykłe poważna i skupiona.


Po chwili wezwała swojego drugiego pilota.
- Najpierw ruszymy w kierunku Nepneu, żeby sprawiać pozory. Potem chcę odbić w kierunku Plutosa, zrobić przerwę na dryf i w trzecim podejściu dotrzeć na Maidlę. Przypilnujesz przy tym napędu? - spytała, choć była to zwykła kurtuazja.
- Taajes! Zapnijcie pasy grubasy. - powiedziała Ex, a drell spojrzał na nią w taki sposób, jakby nie zrozumiał żartu i poczuł się urażony. Nie było jednak sensu tłumaczyć intencji. Robota była prosta, ale ważna. Zarówno Ex, jak i drell, który podczas dryfu będzie nawigował statkiem, wbili wzrok w swoje kokpity. Najmniej przydatnym członkiem załogi był w tym momencie Nathan.
Wykorzystywanie napędu FTL było koniecznością, która bardzo bolała po kieszeni. Fakt, że Cesarzowa celowo nadkładała drogi wykonując przelot świadczył o tym, jak poważnie podchodziła do zadania, nawet jeśli nie wzbudzało ono szczególnego entuzjazmu u reszty załogi. O jakiś rok świetlny od Nepneu, Lang wyłączyła napęd i zaczęła szybko korygować kurs.
- Wszystko w porządku? - upewniła się u Ex, a dopiero potem ruszyła do układu Plutosa. Nawet z prędkością nadświetlną zajęło to dwie godziny, a najgorsze miało dopiero nadejść. Perseverence zwolnił kolejny raz, a Hyun Jae zaczęłą wydawać rozkazy.
- Ex, Eon zacznijcie wyłączać kolejne układy. Zostawcie tylko podtrzymywanie życia, a i to na tak niskich obrotach jak tylko się da.
- Taa jest! - odpowiedziała Ex za nich dwoje.

Ledwo wykonali procedurę, gdy nad Perseverencem pojawił się ogromny cień. Nieoznakowany, wielki statek wojenny! I to w miejscu, gdzie byli jeszcze 15 minut temu. Ktoś musiał ich śledzić i namierzać.

[media]https://images4.alphacoders.com/109/thumb-1920-10944.jpg[/media]

- Kurwa mać..
. - zaklęła soczyście Ex.
- Prędko, musimy się schować. - Caryca nie traciła zimnej krwi i zaczęła dryfować w kierunku pobliskiego pasa asteroid.
- Co się dzieje? - krzyknął gdzieś z tyłu zaciekawiony Nathan.
- Dzieje się tyle, że ktoś musiał już na nas tutaj czekać - odparła głośno Lang. - Więc lepiej łap za broń, bo jeśli nas wykryją to jakoś nie wierzę, że obejdzie się bez abordażu.

Mężczyzna jęknął przeciągle. Pod ręką miał ciepły koc, który przyszykował sobie na okazję spędzenia paru godzin w praktycznie wyłączonym statku a nie pistolet. Ruszył szybkim krokiem po swój sprzęt.
Załoga w takiej sytuacji mogła… czekać. To było w tym wszystkim najgorsze.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 08-02-2019 o 11:29.
Mira jest offline  
Stary 27-01-2019, 16:19   #3
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 11101 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
Silniki były wyłączone. Napęd nadświetlny także. Tarcze, a jakżeby inaczej, wyłączone bo emitowałyby promieniowanie. Byli jak przysłowiowa ryba w beczce wody i jedyną rzeczą przemawiającą na ich korzyść było to, że rybką byli malutką, a beczka była ogromna. Pozostawało jedynie pytanie jak bardzo jeszcze śmierdzieli i czy drugi okręt potrafił ich wywęszyć.
Nathan złapał jedną ze swoich ulubionych broni: pistolet maszynowy hornet. Strzelający krótkimi seriami, doskonały na krótkich zasięgach typowych dla korytarzy statków, dość mocny by zabić lub obezwładnić, nie dość mocny by wyrwać dziurę w poszyciu i posłać wszystkich (w tym siebie) na wieczny dryf w kosmosie.
W międzyczasie Lang wydała analogiczne polecenie przyszykowania się do walki Ex. Ogromna kobieta przyniosła swojego ogromnego Raptora i położyła pod nogami fotela, w którym znów usiadła. Jej rola wszak sprowadzała się do obsługi działek... chyba, że dojdzie do desantu. Eon w tej dziedzinie był bezużyteczny, ale przynajmniej mógł zebrać medigel do opatrywania ran. Na wszelki wypadek miał też zostać na stanowisku nawigacyjnym. Nieraz wszak robił za oczy Carycy i Ex, gdy te dzieliły między siebie pilotaż i ostrzał.

Oczekiwanie trwało parę minut i zostało przerwane bardzo brutalnie. Pojedynczy wystrzał z akceleratora masy zatrząsł całym MSV Perseverance. Jedynym powodem, dla którego nie rozbrzmiały alarmy było to, że system pokładowy był wyłączony. Gra w kotka i myszkę skończyła się jednak jednoznaczną porażką i Hyun Jae zaczęła gorączkowo włączać podzespoły. Jeżeli silniki nie wstałyby przed kolejnym strzałem…
Wrogi okręt postanowił jednak wstrzymać ogień. Zamiast tego zaczął nawoływać załogę do kontaktu. Pozbawiona wyboru Lang odebrała połączenie.
- Tutaj kapitan Cesk Rap’raken, z batariańskiej floty redystrybucyjnej. To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie - rozległ się niski, gardłowy głos. - Nie próbujcie podnosić tarcz, stawiać oporu ani uciekać. Kolejna salwa będzie miała na celu zniszczenie waszej jednostki. Przygotujcie się na przyjęcie batariańskiej delegacji.
Lang miała zatem rację - bez abordażu się nie obejdzie.
- Tutaj kapitan MSV Perseverance, Hyun Jae Lang. Jestem sama z moim drugim pilotem - odpowiedziała kłamiąc i naprawdę starając się sprzedać rolę przerażonej kobiety. - Jesteśmy nieuzbrojeni i nie będziemy stawiać oporu.
Dalszej wymiany komunikatów już nie było, bo i po co? Piraci byli pewni siebie, mieli namierzony cel i przewagę liczebną, nawet jeśli zakładali, że Lang kłamała.

Jednym miejscem, w którym mogło dojść do zadokowania obu statków była ładownia. Z jednej strony ograniczało to pole walki, z drugiej uniemożliwiało też zastawienie jakiejś groźnej pułapki. Nathan musiałby wysadzać ich własnych sprzęt. Zamiast tego przygotował dwa granaty błyskowe, jeden wręczając Ex. Dwa razy więcej oczu u przeciwnika, to dwa razy więcej ślepoty. A przynajmniej taką miał nadzieję.
- Spróbujcie ich powstrzymać dopóki nie uruchomię silników - wydała polecenie Lang. - Potem zamknijcie śluzę i zabieramy się stąd!
Perseverence zatrząsł się ponownie. Tym razem był to efekt dokowania batariańskiego statku.
- Liczę, że nie są gotowi na twoje mambo jambo - przyznał Acevedo, chowając się za skrzynią i celując w luk. Ten otworzył się chwilę później, tylko że zamiast piratów, do środka wpadły dwa granaty.
Ex i Caryca odruchowo uskoczyły za skrzynie, lecz zamiast wybuchu usłyszały charakterystyczny syk. Dym. No tak, granat dymny, mający utrudnić orientację. A drugi?
- Sir, odczyt wskazuje obecność czterech żywych organizmów powyżej 1dbm.
To musiał być granat cieplny. Ex skrzywiła się za swoją skrzynia, odruchowo przeładowując broń. Caryca zrobiła zresztą to samo, gdy nagle usłyszała znajomy głos.
- Hyun, Hyun... język żmii, ciało bogini. Pamiętasz, gdy tak o tobie mówiłem? Mmm ja pamiętam...
Brzmiało to bardzo dwuznacznie. Głos bynajmniej nie brzmiał na batariański, choć zniekształcała go maska.
- To pierwsze się nie zmieniło, co, kłamczuszku? Zobaczymy jak to drugie. Ty i twoja załoga macie wyjść z podniesionymi rękami. Bez sztuczek.
Strzelanie na ślepo nie było pomysłem, który przypadłby do gustu Nathanowi. Szczególnie, że przeciwnik pewnie dysponował na pewno goglami termowizyjnymi. No bo po kiego grzyba zagazowałby ładownię?
- I oczywiście gwarantujesz honorowe traktowanie, gdy tylko się poddamy, prawda Thomas? - przyporządkowała imię do głosu, ostrożnie podnosząc się znad skrzyni.
- Nic ci nie gwarantuję, pani kapitan, ale i tak zrobisz to, co mówię, bo nie macie alternatywy. Czyż nie?
Wszyscy wiedzieli, że miał rację. Przewaga siły była po jego stronie.
- Czego chcesz, Thomas? - zapytała Caryca, by zyskać na czasie.
- Na buziaka nie liczę, choć jakby co propozycja trójkąta z tobą i tą dużą laską z twojej jest wciąż aktualna. Oddajcie przesyłkę, przelejcie nam 10000 kredytów i... rozstaniemy się pokojowo.
- Jaką znowu przesyłkę, durna pało? - zapytała warknięciem Ex.
- Zła odpowiedź - słowom towarzyszył wystrzał i okrzyk bólu. W dymie trudno było zobaczyć efekt, ale niewątpliwie oberwał Acevedo.
- A w tym trójkąciku laskę trzeba będzie zakneblować.
- Przestań, dobra, poddajemy się! - wśród dymu pojawiła się ciemniejsza plama. To Caryca wstała, podnosząc ręce do góry. Nie mając za bardzo innego wyjścia Ex i Nathan zrobili to samo.
Wprowadzono ich na statek przeciwników w obstawie dziesięciu batarian. No i był jeszcze on - Thomas Morgenstern - największa szuja kosmosu.


1

- A niech cię, Hyun, dobrze się trzymasz - rzekł z szerokim uśmiechem jakby faktycznie byli grupką znajomych na spotkaniu. I tylko laserowy pistolet z którego postrzelił Nathana w ramię psuł tę baję.

- Zaprowadźcie tych dwoje do karceru - wskazał Ex i Nathana - A z panią kapitan porozmawiam sobie na osobności... - mówiąc to, mężczyzna uśmiechnął się lubieżnie.

- A gdzie ten czwarty? - zapytał batarianin w stroju z niebieskimi dodatkami, który sugerował, że jest kimś ważniejszym niż pozostali.

- Nie znaleźliśmy go. Ani przesyłki. - zameldował z pokładu Perseverance przez komunikator jakiś jego żołnierz. Dwie pary gniewnych oczu batarianina zwróciły się na Lang.
- Gdzie on jest?! - zapytał, celując tym razem w ramię Ex.
- Nie wiem. Mój statek jest za mały by się na nim ukryć - odparła Caryca. - Najwyraźniej twoi nowi towarzysze są ślepi mimo posiadania czterech oczu.
Uwaga nie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Herszt kosmitów zawarczał gardłowo, a ponieważ go to nie uspokoiło, spoliczkował kobietę.
- Zaraz nie będziesz miała ochoty na żarty - zapewnił.
Nie zdążył jednak wdrożyć swoich gróźb w życie. Przez korytarz pirackiego statku rozszedł się huk eksplozji. Nagłe szarpnięcie rzuciło całą grupą o podłogę, a grawitacja jakby zmieniła kierunek, ciągnąc ich nieubłaganie w dół korytarza do śluzy dokującej. Na ścianach rozjarzyły się czerwone, alarmowe lampki - doszło do dekompresji.
Wszyscy zaczęli gorączkowo chwytać się drabinek i kabli, rozmieszczonych na ścianach korytarza. No może nie wszyscy, większość. Ex zareagowała odruchowo. Włączyła przycisk zamykający hełm skafandra, który miała na sobie, odpowiedzialny jednocześnie za uruchomienie podawania tlenu.
- Spierdalamy na nasz statek zanim śluza bezpieczeństwa zamknie korytarz! - krzyknęła, mając nadzieję, że pozostała dwójka załogantów ją usłyszy. Nathan w końcu tak jak ona miał głośniki w skafandrze, zaś Caryca... Ex poczuła, że strach mrozi jej żyły i bynajmniej nie spowodował tego dźwięk grodzi, która zaczęła się wysuwać, by odciąć korytarz od głównego kanału. Hyun jako pilot nie miała na sobie kombinezonu kosmicznego. Siłaczka spojrzała na kapitan, która machnęła jej ręką, starając się jednocześnie utrzymać na szczeblu drabinki. Caryca wydała niemy rozkaz “idźcie”. Ex nie podobało się to poświęcenie, ale wynosząc się, mieli chociaż nikłe szanse, by wykonać misję i w przyszłości odbić Hyun.
- Spierdalamy! - powtórzyła, patrząc na Nathana i pozwalając ponieść się sile dekompresji, by ta wypchnęła ją za śluzę.


____________________________
1 - grafika z gry Final Fantasy XV
 
Zapatashura jest offline  
Stary 08-02-2019, 11:27   #4
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Mężczyźnie nie podobał się ten plan. Zostawić Lang na pastwę batarian. Nie chciał o tym myśleć i na szczęście nie miał na to czasu. Ręka rwała bólem, przez co trudno było mu się łapać uchwytów, ale szkolenie robiło swoje. Przekręcił się w powietrzu tak, by uderzyć w szybko zbliżającą się do niego ścianę nogami... i nagle się zatrzymał. To jeden z piratów pochwycił go za ramię. Coś złorzeczył, ale wśród wycia alarmów Acevedo nie mógł go zrozumieć. Wolną ręką sięgnął do kabury na udzie batarianina i wyszarpnął z niej pistolet. Kosmita rozumiejąc swój błąd puścił się drabinki w próbie pochwycenia własnej broni. Obaj zostali porwani przez ulatniające się powietrze. Nathan skulił się i strzelił. Trafił. Zaraz potem uderzył plecami o metalową podłogę i w niedziałającej, sztucznej grawitacji odbił się od niej jak piłka. Skorygował swój dryf na tyle, by pochwycić zamykającą się gródź i prześlizgnąć się do głównego kanału i grodzi.
- Nie podoba mi się to! - warknął do mikrofonu, zamykając własny hełm. Mówił w równej mierze do siebie, co do Ex.
Oboje, czepiając się kabli i uchwytów na ścianach aby spowolnić swój ruch dotarli do śluzy. Tlenu było coraz mniej, ciśnienie się wyrównywało. Przez spowodowaną wybuchem wyrwę widzieli Perseverence, oddalony raptem o kilkanaście metrów. Ale błędnie wymierzony skok oznaczał dryfowanie w próżni przez resztę życia. Coś, czego doświadczał machający panicznie pirat, którego dekompresja musiała wyssać z ich statku.
- Trzymaj - Acevedo wepchnął siłaczce zdobyty przed chwilą pistolet. - Ma niewielki odrzut, ale jeśli coś pójdzie nie tak to pozwoli ci trochę skorygować tor. Skacz pierwsza.
- Wal się, książę! - zripostowała Ex, choć broń przyjęła. Tą samą dłonią objęła Nathaniela w pasie i korzystając z siły swoich potężnych mięśni... skoczyła. Jeśli on był księciem, ona musiała być koniem. Albo całym zaprzęgiem. Nawet z dodatkowym balastem w postaci niemałego przecież mężczyzny, udało jej się pokonać odległość i wylądować przy śluzie Perseverence’a.

Gdy weszli na pokład, poczuli jak statek rusza z pełną prędkością w kierunku planety. Nie było wszak już sensu ukrywać jaki jest cel ich misji. Teraz to szybkość działania mogła zdecydować o powodzeniu akcji.
- Nie myślałam, że Eon ma takie jajca - powiedziała Ex, gdy znaleźli się w komorze z tlenem i mogli zdjąć skafandry. Kobieta spojrzała oceniająco na towarzysza.
- Pójdę go zastąpić, żeby mógł cię opatrzyć. Wytrzymasz, księciuniu?
- Nie, zemdleję i będzie mnie musiał obudzić pocałunek prawdziwej księżniczki - burknął. Nie cierpiał być noszony jak worek ziemniaków.
- To tym bardziej idę po Eona. Większe prawdopodobieństwo księżniczkowatości. - odpowiedziała Ex, uśmiechając się krzywo. Trudno jednak było rozładować atmosferę kiepskim żartem. No i po prawdzie, nie było na to czasu.
Po chwili zamiast kobiety pojawił się drell z podręczną torbą medyczną.
- Nie wiem czy dobrze zrobiłem... - wyznał, zabierając się do opatrywania Nathana.
- Ja też nie - mężczyzna nalegał, by samemu zdjąć skafander, nawet jeśli sprawiało mu to ból. - Myślałem, że po wybuchu stracimy tu cały tlen. Mogliśmy zabrać Lang, Alex by ją przecież przyniosła na własnych rękach - Acevedo zżerały myśli o tym co mógł zrobić.

Napęd nadświetlny przetrwał starcie z batariańskim okrętem i zdążył się uruchomić przez czas abordażu. Było to bardzo fortunne dla załogi, bo w bezpośrednim starciu z piratami pewnie przegraliby z kretesem i zostali zamienieni w kosmiczny gruz. Nathan wcale nie był jednak pewny, że to ich już nie spotka.

Dotarcie w okolice Maidli zajęło niespełna pół godziny. Nie była to piękna planeta. Jej atmosfera była żółta od związków siarki, a temperatura sięgała mało komfortowych dwustu stopni.


Nie było też na niej żadnego życia, choć dla odpowiednio wyekwipowanego kosmonauty nie była z miejsca zabójcza. Grawitacja trochę niższa od ziemskiej, skaliste podłoże. Wystarczyło trzymać się z dala od licznych aktywnych wulkanów i parę godzin spaceru było w granicach realizmu.
Opatrzony, choć wyraźnie przybity Acevedo podszedł do kokpitu.
- Jeśli postanowili nas gonić, to będą tu za pół godziny. Myślisz, że zdołasz gdzieś wylądować?
O planecie Ex wiedziała tyle, ile miała wstukane w komputer nawigacyjny przez Hyun Jae - współrzędne geograficzne jakieś miejsca na powierzchni.
Piratka zagryzła wargi, ale odpowiedziała wyjątkowo spokojnie, nie odrywając wzroku od wskaźników.
- Taaa, pogoda zdaje się nam sprzyjać. Zaraz tu będzie burza piaskowa, możemy się w niej ukryć. Tylko że wtedy muszę już osiąść na ziemi. Za duże prawdopodobieństwo jebnięcia w coś. Jestem w stanie posadzić nas jakieś 2-5km od punktu docelowego. Maco w tej temperaturze nie przejedziemy, ale w kombinezonie można by ten kawałek przejść. Albo poczekać do końca burzy, która... - zerknęła na inny wyświetlacz - potrwa w tych okolicach około 2 godzin. Tylko że wtedy może się okazać, że tamci na nas dybią. I tak będą pewnie czekać na orbicie, ale jeśli wystartujemy zaraz po burzy, mogą mieć problem z ustaleniem naszych współrzędnych. I jeśli będziemy mieć szczęście, mykniemy do przekaźnika masy zanim nas namierzą. Innego planu nie mam, a ty piękny chłopcze? - podniosła wzrok na Nathana. To było dość nowe zachowanie u Ex - ten spokój i praktycznie pozbawione wulgaryzmów, pełne wypowiedzi. Widać, że też odczuwała presję sytuacji.
- Może tam na miejscu ktoś nam pomoże w odbiciu pani kapitan - zasugerował Eon, wskazując lokalizację, gdzie przesyłka miała być dostarczona. Było to doprawdy pobożne życzenie, ale drelle słynęły z mocnej religijności.
- Jeżeli liczymy, że ktokolwiek nam pomoże w odbiciu kapitan, to powinniśmy poinformować najbliższą stację Przymierza o batariańskim statku w ludzkiej przestrzeni. W mojej ocenie, zanim dadzą się pojmać żołnierzom, zabiją wszystkich jeńców - Acevedo był w tym temacie nastawiony pesymistycznie.
- Ląduj - zwrócił się do Ex. - W burzy będzie gówniana widoczność, więc zwiążemy się liną, żeby się nie pogubić.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 26-02-2019, 17:30   #5
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 11101 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
Ex posadziła statek niezwykle gładko i to mimo pogarszających się z minuty na minutę warunków pogodowych. Eon cały czas siedział przy radarach, ale te albo były “ślepe” z powodu burzy, albo faktycznie udało im się na razie uniknąć pościgu. Kobieta wstała z fotela pilota i z krzywą miną spojrzała na wskaźniki pogody.

- Wiatr 120km/h i rośnie. Kurwa. Jak tak dalej pójdzie to nas tam zmiecie. A już w ogóle będzie fajnie, jak w środku znajduje się jakieś hiper-paliwo, którym nie wolno kolebać, żeby nie jebło. Zawsze marzyłam żeby odejść z hukiem, ale kurwa, nie teraz i nie tak dosłownie.

Drell słuchał jej marudzenia i mrużąc lekko oczy, zaproponował:
- Może powinniśmy sprawdzić co tam jest?
Acevedo był już w skafandrze, ze zwojem grubej, syntetycznej liny i z jednym ze swych zapasowych pistoletów w kaburze. Gotowy do wyjścia na powierzchnię. Słowa członków załogi trochę jednak ostudziły jego zapał do spacerów.
- Równie dobrze możemy zobaczyć. Już głębiej w dupie przecież nie będziemy - odpowiedział Eonowi. - Tylko gdzieś schował paczkę?
- Nie było czasu, a jest za duża żebym z nią chodził. W schowku, pod podłogą ładowni.
Czyli, w przypadku Perseverence, w standardowym miejscu. Na każdym statku, który choć częściowo para się brudną robotą jest jakiś schowek. Ekranowany, by zawartości nie dało się wykryć na pierwszy rzut oka. Gdyby batarianie mieli więcej czasu i wykorzystali profesjonalne skanery niechybnie położyliby łapska na przesyłce - no, ale drell nie dał im czasu.
Metalowa, z grubsza kwadratowa skrzynia miała wymiar trzydzieści na trzydzieści centymetrów i faktycznie, była dość ciężka.


1

Nathan wyjął ją mimo rwącego protestu ledwo co opatrzonego ramienia. Rzucił okiem na zamek kodowy i bez ogródek rzucił.
- No i chuj, zamknięte.
- Kurwa. - zgodziła się Ex z drugiego pomieszczenia, gdzie zakładała skafander. Co ciekawe, chociaż deklarowała nieraz, że nie ma czego się wstydzić, gdy przychodziło do rozbierania się - jeśli mogła - zazwyczaj się chowała.
- Mógłbym spróbować go złamać - odezwał się Eon - ale to by mi trochę zajęło.
- Czyli mamy do wyboru - wpierdolić się w sam środek burzy lub siedzieć na dupach i łamać zamek. Chyba jednak wolę pierwszą opcję. - rzekła Ex, wychodząc w skafandrze, podobnym do tego, który miał na sobie Nathaniel.
- To co, my idziemy, a Eon zostaje i się opierdala? - zapytała, sięgając po uprzęże do wspinaczki.
- Na razie dobrze wychodzimy na tym, że zostaje na statku. Zwycięskiej taktyki się nie zmienia - odparł mężczyzna, rzucając różowowłosej koniec liny. - Idziemy prosto na koordynaty. Jak ten wiatr jeszcze się wzmoży, to skończymy jako plamy na jakichś skałach, a to nie jest mój plan emerytalny. Eon, jak uda ci się do tego dobrać - machnął na skrzynię - daj nam znać przez radio. W razie czego spróbuj powtórzyć komunikat parę razy, w tej burzy mogą być zakłócenia.
Podszedł do włazu, zamknął hełm i rzucił w radiowy eter:
- Komu w drogę, temu czas.

Powierzchnia Maidli dawała z siebie wszystko, aby otrzymać nagrodę za najlepszą rekreację piekła. Skalista pustynia, pełna szczelin i wzniesień, wszędzie szara, czerwona lub żółta. Nie, żeby krajobraz był rozległy. Widoczność była fatalna, w najlepszym wypadku dwadzieścia metrów. Potężny podmuch wiatru szarpnął Acevedo, tak że musiał przykucnąć i zaprzeć się nogami.
- O tak, jak spacer na plaży w Rio.
- Widzę, że humorek dopisuje. - rzuciła Ex przez ich wewnętrzny komunikator. Naprężyła swoje nieproporcjonalnie wielkie, jak na kobietę, mięśnie, jednocześnie wbijając długą włócznię w podłoże. Podciągnęła się do niej, po czym znów wbiła dalej. I znów podciągnęła. Tak przesuwała się mozolnie do przodu. Lina pomiędzy dwójką najemników falowała jak szalona.
Acevedo wolał mieć wolne ręce. Co w paskudnej wichurze nie działało na jego korzyść. Nie mając na czym się wesprzeć, trzymał się nisko starając się na ile było to możliwe wykorzystywać nierówne podłoże, chowając się przed podmuchami.
- Alternatywa to płacz. Dziękuję bardzo, pozostanę przy humorze - burknął, ale jakoś mało żartobliwym tonem.

Dalszą drogę pokonywali w milczeniu, sapiąc coraz ciężej. Poruszali się z frustrującą powolnością, walcząc niemal o każdy centymetr pokonanej odległości. Choć oboje byli wytrenowanymi najemnikami, ich ciała pod skafandrami zlewał pot nadzwyczajnego wysiłku.

Ciężko było mówić o otoczeniu, gdy całą widoczność ograniczał wirujący i uderzający w nich piasek. Właściwie to już po paru metrach stracili z widoku własny statek, a teraz szli prosto w niewiadomą, mając jedynie za wskazówkę podane współrzędne miejsca, do którego powinni dostarczyć pakunek.

- Może powinniśmy wziąć tą paczkę. Jak pomyślę, że musimy jeszcze wrócić i przyjść tu ponownie... - wydyszała przez komunikator Ex.

- Oj, Alex, Alex - mruknął Nathan, korzystając ze swego ulubionego pseudonimu dla towarzyszki. - Nie wiemy na co, albo na kogo się natkniemy na miejscu. Mogliby spróbować nas zabić i po prostu ukraść paczkę. A tak, tylko nas zabiją - wisielczy humor nie opuszczał mężczyzny.

- Faktycznie, pocieszające - odpowiedziała, tym razem puszczając mimo uszu fakt przekręcania jej ksywki. Choć nie widzieli swoich twarzy, w głosie kobiety Nathan mógł wyczuć ten jej charakterystyczny, ironiczny uśmiech.

- Jesteśmy już blisko, właściwie... właściwie to tu. - Zakomunikowała Ex.

Przystanęli. Burza piaskowa robiła swoje, ograniczając ich widoczność. Na ile jednak mogli się zorientować... nie było tu niczego. Żadnych jaskiń, żadnych anten, żadnych kabli - nic, co by świadczyło, że w pobliżu znajduje się choćby strzępek cywilizacji.
- Jakie wspaniałe nic pośrodku niczego… Daj mi tę swoją włócznię. Musimy określić nasz perymetr - odebrał kawał żelastwa i z wielkim rozmachem wbił w pokruszone, kamienne podłoże, które mimo wszystko nie chciało ustąpić, więc napiął mięśnie i wbił włócznię jeszcze raz. Tym razem stanęła na sztorc. Odpiął linę od swojego pasa i rzucił koniec Ex.
- Ty sprawdzasz półkole w tę stronę - machnął na chybił trafił w jednym kierunku - a ja w drugą. Oddalamy się tylko tyle, żeby widzieć włócznię.
Po wydaniu polecenia sam zaczął się uważnie rozglądać. Okolica była z grubsza płaska, ale wszędzie były jakieś rozpadliny, głębokie na metr, albo pół. W części z nich zbierał się nawiany pył tworząc spore kopce. Słowem, spory syf do ogarnięcia. Tyle, że do Nathana szczęście uśmiechnęło się już po paru minutach.
- Myślisz, że taka wichura nosi ze sobą granaty? - rzucił nieoczekiwanie idiotyczne pytanie.

- Jak się nie zamkniesz, to zaraz sprawdzę - warknęła Ex w odpowiedzi. Cierpliwość nie była jej mocną stroną, a brak jakichkolwiek wskazówek, że trafili w dobre miejsce z każdą minutą frustrował ją coraz bardziej.

Mężczyzna stał przy lekko zagłębiony w ziemi włazie, który ewidentnie został wysadzony, a od tamtego czasu przysypany piachem i gruzem. Wystarczyło jednak trochę pokopać, by udrożnić przejście szerokie na dobre półtora metra, za którym rozciągał się wybudowany przez kogoś tunel.


2

Solidne, metalowe stropy, ściany i podłoga wymagały ingerencji ciężkiego sprzętu. Ktoś musiał sporo w to zainwestować i jednocześnie nie pozostawił na powierzchni niczego, co wskazywałoby miejsce budowy. A już po pierwszym zakręcie stało się wątpliwe, by ktoś im opowiedział co to w ogóle było za miejsce - trupy były fatalnymi gawędziarzami, nawet gdy nie ziały w nich dziury po pociskach.

________________________________
1 - grafika z gry OverWatch
2 - grafika autorstwa Hideyoshi
 
Zapatashura jest offline  
Stary 07-03-2019, 09:56   #6
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Ex szła zaraz za Nathanem, ubezpieczając tyły. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy i on przystanął. Ostrożnie pochyliła się nad jednym z trupów, przyglądając się dokładniej jego ubraniu.

- Nie znam tych wdzianek. Wyglądają na jakieś lokalne umundurowanie. - rzekła, oglądając ciało młodego mężczyzny - Są tylko ludzie. Żadnych śladów walki. Po prostu... wyzdychali jak muchy.

Ex wyprostowała się i spojrzała na okablowanie pod sufitem. Jej czołowa latarka z trudem przebijała się przez gęstniejący mrok.

- Albo oszczędzali na rachunkach za prąd, albo ktoś ich odciął. Idziemy sprawdzić generator?

- Nie uzbrojeni - stwierdził Acevedo. - Żeby walczyć, trzeba mieć czym. - Zbliżył hełm do ściany, a potem do zwłok. - Nie zginęli dawno. Ślady krwi są wciąż wyraźne, a pyłu nie nawiało jeszcze tak wiele. Eon pewnie podałby czas od ręki, ale ja tam strzelam, że to góra parę dni - wyprostował się i machnął w głąb korytarza. - Panie przodem.
Podziemne, klaustrofobiczne tunele nie były specjalnie długie, ani nawet rozległe. Odgałęziały się tylko do barakowatych pomieszczeń, na pierwszy rzut administratorskich. W dwóch z nich widać było ślady po pociskach i kolejne zwłoki. W sumie trupów było cztery, wszystkie ludzkie. Ponieważ przestrzeni do przeszukania nie było wiele, to i na generator natknęli się szybko. Ostrzelany, jakby ktoś go pomylił z szarżującym kroganinem.
- To tłumaczy przerwy w dostawie prądu. A na końcu tamtego korytarza chyba jest winda - machnął ręką. - Choć pewnie w tych okolicznościach powinienem powiedzieć “ścianka wspinaczkowa”.
- Pytanie czy jest sens się tam ładować? Generatora nie odpalimy, za przesyłkę też nikt nie zapłaci. - westchnęła. - Nawet nie ma tu nic ciekawego do zabrania.
- I gdzie twoja ciekawość? Żyłka poszukiwacza przygód? Chęć dowiedzenia się w jakie gówno się wpakowaliśmy? - wymieniał lekkim tonem w odpowiedzi i nawet nie czekał na towarzyszkę, idąc w stronę windy.
Ex prychnęła i ruszyła za nim.
- Inaczej zaśpiewasz, jak znajdziemy się na statku i przedstawię ci dildosa z mojej sypialni.
Kiedy podeszli do kabiny, wszelkie marzenia o zasilaniu awaryjnym legły w gruzach. Jasnym było, że nie uruchomią urządzenia bez agregatu. Co ciekawe jednak - płyta, zasłaniająca przejście do szybu windy, została niedawno wyrwana. Pogięta, jakby ktoś potraktował ją z ogromną siłą, leżała oparta o ścianę kabiny.
- A myślałem, że już nie znajdziesz nowego sposobu, by wywołać we mnie ból dupy - odparł lekko. Pod nogami walało się mnóstwo kawałków blachy, więc Nathan zrzucił jeden z nich do ciemnego szybu. Spodziewał się długiej ciszy, ale w rzeczywistości metaliczny brzęk rozległ się w sekundę, choć w siarkowej atmosferze brzmiał jakoś nienaturalnie i upiornie.
- Poczekaj, sprawdzę jak to tam wygląda - rzucił. Miał w zwyczaju pchać się w niebezpieczeństwo przed innymi członkami załogi. Chwycił za stalową linę windy i po upewnieniu się, że trzyma mocno, zsunął się na dół.
- Winda jest cała - poinformował przez komunikator, po czym rozległo się ciche stęknięcie, gdy zeskoczył przez właz techniczny na jej podłogę. - I jak tam myślisz, co kryje się za bramką numer trzy?
- Waham się między krwiożerczą poczwarą a nagim pięknym blondynem - odpowiedziała Ex, cały czas pilnie obserwując okolicę - Przyjść do ciebie? - zapytała.
- Nie, jeśli liczysz na blondyna - zastrzegł. - To korytarz, ale… wygląda inaczej, niż ten na górze. Bo ja wiem… staro.
- Tobie wygląda staro wszystko, co nie ma 16-lat... dewiancie.
Mimo frywolnego tonu rozmowy, Ex w pełnym skupieniu, cały czas trzymając w pogotowiu odbezpieczoną broń, ruszyła w ślad za Nathanielem.
- Podkręć to raczej do tysiąc sześćset - mruknął Acevedo.
Gdy najemniczka przecisnęła się już przez właz na dachu windy i wyszła do podziemnego korytarza, zastała kompana uważnie oglądającego ściany, oświetlane przez latarkę w skafandrze. Były kamienne, ale jednocześnie nienaturalnie gładkie, jakby ktoś przyciął je laserem. Unosiły się pod lekkim kątem do identycznie wyrównanego sufitu. Kobieta szybko dostrzegła skazy - kolejne dziury po kulach. Tym razem jednak bez krwi i bez zwłok.
- Poprzedni goście chyba byli tu grzeczniejsi, albo nagle zapomnieli jak się celuje - zagaił ciemnoskóry.
- Cholera, to się robi coraz dziwniejsze...
Ex traciła humor. Nie była myślicielem, lecz... praktykiem. Głębokie rozkminy tylko ją irytowały. O ile bowiem świat byłby milszy, gdyby opierał się na prostej zasadzie - znajdź cel i strzelaj?
- Chodźmy dalej - powiedziała, ruszając w głąb korytarza.
Już po kilkunastu metrach kamienne korytarze zaczęły pokrywać jakieś obce znaki. Nie był to z pewnością żaden z ziemskich alfabetów. Więc jaki? Turiański? Jacy inni kosmici mogli to wybudować? Tunel kończył się otwartą komnatą, na której środku...
- Jasna cholera - Nathan błyskawicznie wyjął z kabury pistolet i wycelował go przed siebie, w smukłą, pokrytą mackami sylwetkę. Która kompletnie się nie poruszała.


- To... to chyba nie jest żywe... - po chwili odezwała się Ex, również celując z karabinu do postaci.
- Rzeźba?
Powoli ruszyła do przodu, by sprawdzić.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167