Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-10-2019, 13:35   #1
Dział Science Fiction
 
Micas's Avatar
 
Reputacja: 36174 Micas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputację
Post [Warsztaty RT] Per Aspera ad Astra



+++

7 Ianuarius, rok 816.M41
Mostek fregaty szturmowej klasy Tempest Błysk Cieni
Godzina 9:35 standardowego czasu terrańskiego, wachta przedpołudniowa


Pole Bitwy. Pod tą prostą i jakże dobitną nazwą kryło się wcale dużo. Bardzo dużo. Była to nazwa jednego z najważniejszych miejsc po tej stronie Paszczy - legendarnego, szalenie ważnego i niezwykle niebezpiecznego korytarza w przestrzeni kosmicznej między potężnymi Wielkimi Burzami Osnowy. Granica Imperium Ludzkości. Granica Sektora Calixis.

Początek Ekspansji Koronus. Świętej relikwii i celu pielgrzymek całych rzesz Rogue Traders na przestrzeni ostatnich wieków.

Miejsce to, zwane również Pobojowiskiem, było jedną z pierwszych tak zwanych Stacji Przejścia - stabilnych punktów w Materium gdzie statek ośmielający się przebijać przez relatywnie "stabilny" korytarz w Osnowie między burzami mógł odpocząć, schłodzić napędy i emitery, a strudzony Nawigator dokonać korekt w obliczeniach. Bez tych punktów podróż poprzez Paszczę byłaby niemożliwa.

Pobojowisko, choć arcyważne pod kątem podróży w Osnowie, tym razem jednak nie było rozpatrywane pod tym kątem. Tym razem było celem samym w sobie.

Załoga Błysku Cieni i członkowie Rodu RT Corax słyszeli już legendy i plotki. Pole Bitwy powstało wiele lat temu, u zarania eksploracji, kolonizacji... i eksploatacji pierwszych skatalogowanych światów Ekspansji po drugiej stronie żarłocznej bramy. Obszarpane Światy, takie było dziś miano tych opuszczonych, wyeksploatowanych i zabiedzonych skał - ale kiedyś były inne. Reprezentowały sobą obietnicę tego, o czym marzył każdy RT.

Obietnicę profitu.

Legenda głosiła, że potencjał profitu był tak wielki, że posprzeczali się o to nawet rodzeni bracia. Trame i Ettimus z Rodu Lathimon. Pobojowisko było ponoć efektem ich... sprzeczki. Krwawej bitwy, która przywiodła do zguby dziesiątki okrętów, setki tysięcy ludzi, a cały ród Lathimonów do ruiny. Bracia nie uszli z życiem, pozabijali się nawzajem.

Tak czy inaczej, bajki bajkami, a realia realiami. Pole Bitwy było sporą przestrzenią międzygwiezdną na skraju Paszczy, połączoną w Osnowie nitkami z Port Wander - ostatnią rubieżą Imperium - i dalszymi punktami na szlaku do Koronus. Około trzysta tysięcy kilometrów średnicy, zapchane masą kosmicznego śmiecia - tak ludzkiego, jak i niezidentyfikowanego (acz część szrotu na pewno wyszła spod łap Kosmicznych Orków); tak bezużytecznego złomu i resztek, jak i relatywnie "całych" wraków; tak antycznego jak i relatywnie "świeżego". Podobno Paszczy zdarzało się wypluwać tutaj "przetrawione" wraki i resztki tych bardziej... pechowych wędrowców.

Pobojowisko było też względnie bezpiecznym miejscem. Pomijając desperackich szabrowników z dna rynsztoku, okazyjnych piratów i rzadkich Rogue Traders, miejsce to było niebezpieczne tylko w kwestii nawigacji, obijania się o złomy i ewentualnych paskudztw wciąż czyhających w mrokach zimnych wraków. A przynajmniej tak głosiły kiepskie, horrorowe opowiastki marynarzy.

To był też powód jego kiepskiej reputacji. Szabrownictwo na Pobojowisku przez Rogue Tradera dawało znać, że ten musiał być albo niedoświadczonym, nieobytym w prawach i możliwościach swego Upoważnienia Handlowego... albo był szmaciarzem, złomiarzem, żerującym na śmietnikach. Niejeden łeb rozpukł się pod kordelasem w karczemnych swadach od takich obelg.

Ale Ród Corax nie miał wyboru. Katastrofa, jaką była nagła śmierć głowy rodu, czcigodnego Gunnara Corax, większości jego krewnych oraz sporej części świty w szeregu niewyjaśnionych skrytobójstw, otruć, "wypadków" i otwartych ataków na rodzinnej Sinophii, innych światach Peryferiów i przestrzeni międzysektorowej na "północ" od Calixis, opadła na Ród jak grom z jasnego nieba. Większość posiadłości utracono, podobnie jak siatkę zwolenników i agentów, inwestycje i inne źródła profitu. Podejrzewano starych wrogów Rodu, z którymi "łączyła" ich vendetta. Aby ratować sytuację i ostatni okręt (w zasadzie to jedyny), fregatę uderzeniową klasy Tempest o nietypowej nazwie Błysk Cieni trzeba było wydać mnóstwo gotówki, upłynnić pasywa natychmiast (czyli prawie za bezcen) i zadłużyć się u pewnych "życzliwców".

Przynajmniej skurwielom nie udało się dorwać ostatniej dziedziczki bezcennego dokumentu rodowego, Winter Corax. Spora część kosztów poszła właśnie na to by ją ocalić od obławy, przetransportować na Port Wander i zaokrętować na Błysku. Być może nie udałoby się to, ale Coraxom w pewnym sensie "pomogły" szalejące w okolicy konflikty - rozjątrzona wojna na Froncie Spinward oraz krwawa, wyniszczająca wojna domowa na stołecznym świecie sektora, Scintilli, i w całym centralnym Obrębie Golgenna. Już od roku trwały tam zażarte walki ze zbuntowanymi rodami arystokratycznymi oraz rewolucyjno-terrorystyczną organizacją mutantów, wiedźm i rynsztokowców, znaną jako Blade Rojowisko. Owe wojny - "Blada Krucjata" w centrum i najazdy Orków na Peryferia - zaprzątały wiele głów i skupiały na sobie wzrok. W sam raz, aby przemycić parę osób niepostrzeżenie i zgubić pościg.

Pobojowisko reprezentowało najszybszą możliwość załatania dziury budżetowej i zapchania skarbca chociaż częścią nadwyżki, po opłaceniu zakredytowanych zapasów, paliwa i zaległych pensji. Oby trafiła się jakaś zdobycz, choćby (relatywnie) mikry szaber. Taką mieli nadzieję.

A jak wiadomo, nadzieja była pierwszym krokiem na ścieżce ku rozczarowaniu...



Organizacja i mechanika

No to zaczynamy. Moi gracze, miejcie baczenie na naszego Google Doca z komentarzami. Macie trzy dni na odpis, czyli do środy 23.10. włącznie. Oczekuję od Was przedstawienia postaci, wstawek o niedawnych wydarzeniach, jak wyglądają, etc.

Tempest-class Strike Frigate Błysk Cieni jest na skraju 300k km strefy Pobojowiska, już po schłodzeniu napędów i przejściu na "zwykłe", plazmowe silniki, rozpoczyna ruch w stronę centrum strefy. Podróż w Osnowie z głębi sektora nie sprawiła żadnych problemów i była relatywnie szybka. Składy mają full zapasów.

Na mostku są obecne wszystkie postacie. Jedyną osobą mającą przydział już teraz jest Void-Master Tytus Garlik, odgrywany przez gracza Lynx Lynx - siedzi za sterami okrętu jako helmsman. Potrzebna jest też druga postać, ochotnik mający techniczny skill lub Awareness, do obsługi sensorów.

Te dwie postacie muszą wykonać serię rzutów poprzez tutejszą Kostnicę lub inny mechanizm rzutów kośćmi online i uwidocznić wyniki (wraz z dowodem na rzut, np. screenem) tutaj. Tytus musi rzucić (i najlepiej zdać :P ) trzy testy na Pilot (Space Craft) podciągnięty pod Intelligence (nie Agility, to jest do pilotażu tzw. łodzi). Te testy mają jawne, plusowe mody z Manewrowości oraz niejawne minusowe mody z natężenia szrotu.
Ta druga postać natomiast musi wykonać rzuty na technoskilla lub Awareness, również trzy, zmodyfikowane jawnie plusowo o współczynnik Wykrywania okrętu oraz niejawnie z powodu zakłóceń.

Rozpoczynacie też swoją pierwszą Wyprawę (Endeavour).

Battleground Salvage Endeavour

Skala (Scale): Mniejsza (Lesser).

Łączne Achievement Points wymagane do pomyślnego ukończenia Wyprawy: 900.

Oczekiwany zysk w Profit Factor: +1.

Wymagania (Requirements): wiedza o istnieniu Pola Bitewnego i możliwości szabrownictwa na nim.

Specjalne: jeśli Wyprawa ta zostanie podjęta przez Ród mający ok. 40 PF i więcej, rodowa reputacja zostanie zszargana.

Cel główny (Goal): odnalezienie i zszabrowanie "jakiegoś dobrego loota" (celem wypłacenia się z długów i odzyskania płynności finansowej Rodu Corax).

Cele szczegółowe (Objectives):

1. Nawigacja na Pobojowisku; odnalezienie i identyfikacja dobrego szabru.
Typ: Odkrywczy (Exploration).
Achievement Points wymagane do ukończenia tego celu: 300.

2. Penetracja i eksploracja szabru (wraku).
Typ: Odkrywczy.
AP: 300.

3. Zabezpieczenie szabru (czy innego źródła profitu).
Typ: nieznany - może być Militarny (Military), Handlowy (Trade) lub Kredo (Creed).
AP: 300.

Definicje skrótów w imionach postaci:
RT - Rogue Trader
AM - Arch-Militant, Arcy-Zbrojny
SEN - Seneschal, Seneszal
TPE - Tech-Priest Explorator, Tech-Kapłan Eksplorator
NAV - Navigator, Nawigator
AT - Astropath Transcendent, Astropata Transcendent
VM - Void-Master, Mistrz Próżni
MIS - Missionary, Misjonarz


EDIT: Poniżej test tutejszej kostnicy... coś nie wyszło.
 
__________________
Very nice, great success.

Ostatnio edytowane przez Micas : 21-10-2019 o 20:33.
Micas jest offline  
Stary 21-10-2019, 15:50   #2
Świat Mroku
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 66698 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
Mijał czwarty rok odkąd Ramirez służył na Błysku Cieni. Zaciągnął się z nadzieją na dalekie podróże i wykorzystanie wszystkich tajemnic jakie krył na swym pokładzie okręt. A te posiadał nawet przed swoją własną załogą.

Tak czy inaczej Ramirez stworzył pewną więź z Błyskiem. Chodź wiedział, że nie jest to jego prawdziwe imię. Błysk był znacznie starszy niż mogli przypuszczać. I choć w rodzinie Coraxów był od pokoleń, to Ramirez miał powody przypuszczać, że sam okręt latał już na długo przed zapisaniem pierwszej wzmianki o rodzinie Coraxów.

Tym bardziej cieszył się, że Błysk pozwolił sobie towarzyszyć.

Eksplorator rzadko pojawiał się na mostku. Rzadko też rozmawiał z ludźmi.

Miał niemal dwa metry wzrostu, siwe włosy i wystające z ciała kawałki metalu. Nosił szeroką szatę w kolorze czerwieni. Gdy schodził z pokładu statku to zakładał pod nią zbroję i hełm. Na statku robił to jedynie wtedy gdy spodziewał się problemów. Już sam widok kapłana w pancerzu wywoływał poruszenie wśród załogi.

Zarówno zbroja, jak i szata posiadały stosowne rozcięcia na lędźwiowym odcinku kręgosłupa. To tam zestaw jego wszczepów ujawniał się w formie szerokiego stalowego wzmocnienia. W tym miejscu były zakotwiczone jego dodatkowe kończyny. Mechadendryty. Połyskujące srebrem stalowe macki, które w czasie pracy wiły się niczym żyjące węże. Dla niektórych członków załogi kojarzyły się one z nieuchronnym przeznaczeniem, dlatego też Ramirez nigdy nie zaskarbił sobie sympatii tłumu.

Gdy tylko dolecieli na miejsce zaczął szeptem odmawiać modlitwę dziękczynną.

- Błysku Cieni, o najwspanialszy, dzięki ci, że w twej łasce bezpiecznie nas sprowadziłeś do celu podróży. Niech twe święte koła zębate nigdy się nie zatrzymają, niechaj olej w twych trzewiach płynie po wsze czasy, byś mógł nieść wieści o Panie Maszyn do granic wszechświata.

Przełknął ślinę. Nie był tu, by celebrować lot. Został na mostek wezwany. A to oznaczało, że nowa dowódczyni szykowała się bardzo poważnie do swojej pierwszej misji. Dobrze. Błysk zasługiwał na szacunek.

Bez zbędnych ceregieli zajął miejsce przy kontroli czujników. Mechadendryt zdawało się bez udziału jego woli wystrzelił w stronę jednego z paneli i zaczynał przy nim manipulować.

- Panie mój, pomóż mi by za pośrednictwem twych świętych wtyków mógł ujrzeć twymi oczami to, co skryte jest przed wzrokiem słabego mięsa.

Na mostku uniósł się zapach jakichś ziół, które Ramirez rozpylił z niewielkiego kadzidła. W oparach dymu ułożył przed sobą zestaw dodatkowych narzędzi. Z nadgarstka prawej dłoni wyciągnął natomiast kabel zakończony dziwną wtyczka, którą wpiął w panel kontrolny. W zasadzie ciężko było określić, czy odczytuje wskazania przyrządów, czy prowadzi swoistą liturgię.

 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Mi Raaz jest offline  
Stary 21-10-2019, 23:16   #3
 
Ketharian's Avatar
 
Reputacja: 46556 Ketharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputacjęKetharian ma wspaniałą reputację
7 Ianuarius 816.M41, mostek Błysku Cieni

Seneszal Barca stał z założonymi za plecy rękami po prawicy tronu dziedziczki, obserwując na przemian pracujących poniżej podwyższenia oficerów oraz panią Corax. Szlachetnie urodzona piękność raczyła zaszczycić go zdawkowym skinięciem głowy, kiedy zasiadła na swoim tronie, co czarnowłosy mężczyzna uznał za przejaw umiarkowanej aprobaty.

Wciąż czekając na możliwość rozmowy w cztery oczy z nową właścicielką okrętu, seneszal rozważał w myślach wszystkie warianty takiego spotkania. Nie wiedział zbyt wiele o Winter Corax, co samo w sobie budziło jego ogromne niezadowolenie, nie bez powodu bowiem uchodził za człowieka dobrze poinformowanego. Czcigodny Gunnar Corax należał do rodu, który obdarzył Imperium w minionych dekadach rozlicznym szlachetnie urodzonym potomstwem. Podróżując przez ostatnie lata na pokładzie Błysku, Barca nie miał możliwości śledzenia losów i poczynań wszystkich potencjalnych spadkobierców Glejtu, a tymczasem przewrotny los sprawił, że prawo do sukcesji zyskała najmniej mu znana spośród dalece spokrewnionych z Gunnarem dziedziczek.

Ostrożny w ferowaniu osądów, seneszal jedno musiał przyznać po pierwszym spotkaniu z lady Winter na Thicalu. Była oszałamiającą pięknością i w oczach młodszej kadry oficerskiej już zyskała uwielbienie godne prawdziwej królowej. Dystyngowana i pełna chłodnego dystansu, nosiła się z naturalną elegancją, która robiła wrażenie nawet na obytym z arystokratkami seneszalu.

Tak, Barca z wielką niecierpliwością oczekiwał zaszczytu audiencji w cztery oczy, wiele sobie bowiem obiecywał po tym spotkaniu. Wciąż przyglądając się kątem oka dziedziczce, seneszal zauważył swe odbicie w lustrzanej ramie jednego z oficerskich kogitatorów. Wysoki czarnowłosy mężczyzna w sile wieku, ubrany w szytą na miarę czarną kurtkę z wysokim kołnierzem, czarne spodnie i sięgające połowy łydki buty. Świadczący o noszonej wciąż żałobie strój udekorowany był tylko jedną ozdobą: spinką w postaci srebrnego kruka o rubinowych oczach. Rysy twarzy seneszala dobitnie poświadczały o jego błękitnej krwi, tak rzadkiej w koterii kapitana Coraxa i tak wiele wartej w świecie rodowych intryg i odwiecznych walk o wpływy.

Mostek rozbrzmiewał doskonale znaną seneszalowi muzyką: pomrukiem stacji roboczych, popiskiwaniem rozlicznych instrumentów, monosylabami wypowiadanymi przez zintegrowanych z maszynerią serwitorów. Ponad tym nigdy nie milknącym szumem unosiły się krótkie rzeczowe raporty oficerów monitorujących proces podchodzenia do rdzenia Pobojowiska. Christo przeniósł spojrzenie na umieszczony poniżej podwyższenia tronu hologram emitujący monochromatyczną projekcję otoczenia fregaty, zmrużył oczy próbując zrozumieć coś więcej z wielotorowego potopu informacji, jakimi zalewały mostek uruchomione od dłuższej chwili sensory Błysku.

Barca niewiele wiedział o Paszczy i świadomość tych informacyjnych braków budziła w nim wielki dyskomfort. Dwa miesiące spędzone w orbitalnych stacjach infobrokerów nad Junosem pozwoliły na zawiązanie ledwie powierzchownych znajomości, a ograniczone fundusze nie zapewniły dostępu do takiej ilości danych, jakiej seneszal by sobie życzył. Sytuacja finansowa rodu spędzała mężczyźnie sen z powiek od dłuższego czasu, a zrodzona z braku snu desperacja sprawiła, że nie zaprotestował, kiedy Winter Corax zadecydowała o wyprawie w głąb otoczonej zasłużoną niesławą Paszczy.
 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 21-10-2019 o 23:40. Powód: Literówki
Ketharian jest offline  
Stary 23-10-2019, 19:49   #4
 
Lynx Lynx's Avatar
 
Reputacja: 28976 Lynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputację
Tytus spędził już trochę lat na lataniu po galaktyce na pokładzie "Błysku Cieni". Dosłużył się nawet pozycji sternika. Była to całkiem sporo kariera jak nas syna gwardzistów urodzonego na jednym z transportowców przemierzających galaktykę od bitwy do bitwy. Z powodu pewnych zbiegów okoliczności i wrodzonego farta, który charakteryzuje każdego urodzonego w kosmicznej próżni, udało mu się wyrwać z sektora publicznego i przejść do prywatnego. Tam jakoś już poszło. Wszystko układało się pomyślnie. Zrobił karierę można by rzec od zera do klasy średniej. Nowy pracodawca był w porządku, profit niezły, a łowy na piratów mu pasowały. W szczególności dlatego, że najczęściej spotykanymi rozbójnikami na ich trasie były zielonoskóre hujki. Tych to nienawidził z całego serca. W czasie służby w gwardii walczył z nimi niezliczona ilość razy. O nienawiści do nich przypominał jedyny charakterystyczny element jego ubioru. Stary płaszcz, który wielu uznać by mogło za godny żebraka, a który sam Tytus używał jako peleryny do swego zwykłego wojskowo/marynarskiego ubioru. Przypominał mu matkę, którą zarąbały rębakami orcze chopaki.
Wszystko było git. Do czasu całej tej vendety-srtety. Szlak trafił. płynność wypłacanego żołdu, potęgę pracodawcy i tym samym bezpieczeństwo, a teraz jeszcze kapitanem została kobieta. Każdy marynarz wie, że to przynosi pecha.
-Echhhh... będzie ciekawie- westchnął sobie Tytus.

Tak to sobie Garlik wspominał minione dzieje lecąc na czuja. Był z tego rodzaju pilotów co bardziej podświadomie niż świadomie steruje. Taki już był nic na to nie poradzi. Stwierdził jednak iż najwyższy czas przystąpić do działania.

- Kapitanie rozpoczynam manewry w celu przebycia tego całego kosmicznego złomowiska- meldował. Specjalnie trochę nieformalnie chcąc zobaczyć na ile sobie pozwoli nowa Pani Kapitan.

-Dawaj Błyszczek, weź no pomóż mi tu jakoś to wyminąć. Obiecuje jak się uda to znajdę ochotników,którzy nasmarują cię tam gdzie lubisz- Modlił się po cichu do Ducha Błysku o pomoc, biorąc się wreszcie wypełni do roboty.

[IMG]http://[IMG][/IMG][/IMG]

 
Lynx Lynx jest offline  
Stary 23-10-2019, 21:07   #5
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 61501 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


Strach.

Od kilku miesięcy to właśnie strach dominował w życiu Winter. Strach, gdy po latach ścisłej edukacji jak zostać przykładną żoną przedłużającą linię rodową, posłaniec rodziny nie przywózł wieści o wybranku lecz informacje mrożące krew w żyłach.

Strach, gdy porzucała wygodną posiadłość i pod przykryciem nocy uciekała by ratować życie, niepewna własnego losu i opłakująca losy Coraxów.
Paraliżujący, zwijający żołądek w kulkę strach, co sprawiał, że na przemian było jej gorąco i mroźnie.

To dlatego w jej kajucie, temperatura była ustawiona poniżej optymalnej. W chłodzie myślało się jej lepiej. W cieple rozklejała się, a na wierzch wypływały uczucia, jakich nie chciała, jakich nie mogła dopuścić do siebie. Nie teraz.

„Ród musi zawsze wygrywać.”

Słowa przeciwko, którym buntowała się tak często od dzieciństwa, obecnie stały się tarczą długowłosej brunetki.

„Ród musi zawsze wygrywać.”

Kształtne usta o słodkim wykroju lekko drgnęły, gdy Winter po raz kolejny przypomniała sobie los jej ojca, jej rodziny. Zamordowani, potruci, porżnięci jak zwykły motłoch! Odepchnęła pytania o to jak to się stało, jak do tego doszło.

Strach zamienił się w palący gniew i Winter wyprostowała się raptownie w fotelu głównodowodzącego z całą godnością na jaką było ją stać. Fotelu jej ojca.

Już jako mała dziewczynka nauczyła się sztuczki, która pozwalała powstrzymać się od płaczu. Zagryżć wewnętrzną stronę policzka i wpatrywać przed siebie w jeden punkt na wysokości głowy. W ten sposób nikt z zewnątrz nie dostrzegał walki jaką toczyła się wewnątrz, a już i tak wysokie kości policzkowe i lekko zapadnięte policzki nabierały wyrazu ostrości i zdecydowania. Wyrazu szlachetnej siły - zdaniem Madeline, jej bony.

Musiała pamiętać, że jest obserowana. Wszystko co powie i zrobi jest odnotowywane i rejestrowane.

Powstrzymała odruch otarcia o siebie dłoni bo czuła, że lekko się pocą. Cieszyła się z rękawiczek. Obserwowana przez wszystkich wokół. Komu z załogi mogła zaufać? Krewniakom?

Zerknęła dyskretnie na stojącego obok Seneszala. Krótkie przedstawienie się nie pozwoliło jej wyrobić sobie zdania o kruczowłosym Christo. Wydawał się być całkowicie zjednoczony z otoczeniem i pewien siebie na pokładzie statku choć wyczuwała w nim niejaką drapieżność. Drugi z krewniaków – Maurice - też nie dawał się łatwo rozszyfrowywać, choć z jakiegoś powodu zaczął ją od razu nazywać „Oiselet” i budził nieco większe zaufanie. Może dlatego, że przemawiał podobnie jak jej ojciec? A może dlatego, że zdawał się przepełniony spokojem? Obaj jednak byli w pełni profesjonalni a Winter i tak nie miała innego wyboru jak zdać się na tę dwójkę. Obecnie jednak najbardziej na świecie nie chciała pokazać nikomu z załogi, że kompletnie nie ma pojęcia co robi. Ani, że panikuje.

Była odpowiedzialna za Błysk Cieni. Za każdego człowieka z załogi. Za Ród. Strach i poczucie odpowiedzialności zżerały ją. A teraz jeszcze to... Pole Bitwy. Czy tak odtąd będzie wyglądać jej życie?

Stres znowu przejawił się przyspieszonym oddechem i uczuciem zamknięcia w klatce. To jednak tylko gorset ciasno opinający ciało lady Corax przypomniał o tym, że nie jest sama i nie może się mazać. Czarna aksamitna suknia z warstawmi koronek i ozdobnych elementów była ledwo echem wspaniałych szat jakie zostały daleko, daleko w przeszłości.
Najkosztowniejszym elementem jej stroju był misternie zdobiony monokl z platyny z podłużnym czarnym diamentem. Powolnym, pełnym dystyngcji choć całkowicie nieświadomym gestem przesunęła palcami po ozdobie gdy odpowiadała:
- Pani Kapitan – Winter odpowiedziała wyważonym tonem reagując natychmiast na próbę zmniejszenia dystansu – Zachowujmy resztki cywilizacji nawet w tej okolicy, panie Garlik. Liczymy na pana. – dodała książęcym tonem, który miał zachęcić Tytusa do odpowiednich działań, a następnie zwróciła się do Maurice niejako przekazując mu dowodzenie:
- Pierwszy...
 

Ostatnio edytowane przez corax : 23-10-2019 o 21:15.
corax jest offline  
Stary 23-10-2019, 22:52   #6
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 36201 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Co tu dużo mówić.

Maurice nie cierpiał szlachty.

Sam się z niej wywodził, ale koleje jego losu potoczyły się tak że w "współplemieńcach" zwykle widział bezmiar hipokryzji i zadufania w sobie. Bycie jakąś tam odnogą zacnego rodu uczy życia. Podobnie jak siedzenie w okopie. Właśnie służba w Gwardii ukształtowała Maurice'a de Corax w tego kim był dzisiaj. Jako rodowity Scintillianin był człowiekiem dumnym ze swego pochodzenia i dumnym ze służby Imperatorowi. Jak część genów Coraxów trafiła na rywalizującą planetę i potem powróciła "do macierzy"? Można by to opisać w istnej epopei w której często szczęście górowało nad rozumem.
Dość rzec, że Maurice był wychowywany na uczonego, a ostatecznie skończył jako zaprawiony żołnierz z wiecznym głodem walki.
Czym są salony i biblioteki wobec adrenaliny targającej człowiekiem jak marionetką i pchającej go do gwałtownych, a bohaterskich czynów?!

Stojąc na mostku pod tronem Kapitańskim Pierwszy opierał się o barierkę lustrując podlegających mu ludzi. Nosił się jak na oficera przystanło. Chociaż uważał swoich dawnych regiment Gwardii za bandę lalusiów, którzy nie potrafili zaakceptować, że już nie są na herbatce w Iglicy, ale na wojnie, to zachował swój błękitny mundur i wyjątkowo o niego dbał przystrajając nowo zdobytymi w służbie Lorda Coraxa emblematami. Nieodłączny trójgraniasty kapelusz był jego znakiem rozpoznawczym. Zawsze na sobie nosił lekki karapaks, bowiem nikt nie znał dnia ani godziny kiedy Imperator pchnie ich znów do walki.

Co ciekawe Pierwszy Oficer nie przejawiał znów jakiś wielkich talentów przywódczych. Wysławiał się kwieciście, potrafił zachować wielką kurtuazję, ale jednak często popadał w gniew. Wkurzony, dwumetrowy, wyżyłowany Arcy-zbrojny z monobatogiem w ręku był kimś z kim zdecydowanie nie należy się kłócić, dlatego rozkazy przezeń przekazane były wykonywane z dużą karnością. Za jego plecami mówiono, że ten przeklęty bicz jako pierwszej zasmakował krwi Maurice'a, czego dowodem miała być długa poszarpana blizna idąca przez całe jego plecy, zachodząca aż na prawy policzek. Niektórzy nawet szeptali, że Pierwszy wstydzi się tej blizny, dlatego zwykle nosi maskę pod którą chowało się szlachetne lecz oszpecone oblicze o czarnych włosach i ciemnobrązowych oczach. Inni natomiast mówili, że danina krwi jaką zapłacił pozwalała mu teraz operować tą straszliwą bronią, którą na polu walki nie raz obdzierał ludzi żywcem ze skóry i mięsa.

Słysząc głos Lady Corax Maurice skinął lekko głową.

"Lady Kapitan, jeżeli już" pomyślał.

Wziął oddech i przemówił donośnie.

- Skup się Garlik na sterze zamiast myśleć o onction ze szkarłatnymi szatami! - skarcił współ-weterana z Gwardii, jednak nie wdając się w pyskówkę wydawał dalej polecenia.

- Stanowisko artyleryjskie, rozesłać commande do załóg wieżyczek, niech zajmą się większym szrotem na kursach kolizyjnych.

- Augery! Przerzucić wszystko co wykryje Eksplorator i Duchy Maszyny na główne holo! Niechaj Timonier ma jasne odczyty by nie władował nas na żaden wrak! Poślijcie też odczyty Lady Navigatrice!

Pozwolił sobie groźby i mniej parlamentarne zwroty zachować na inne, bardziej dramatyczne sytuacje.

O całej sytuacji w której Upoważnienie zmieniło właściciela nie myślał wiele. Wiedział co prawda że i on jest na liście dziedziców lecz... Cieszyło go że śmiertelna wyliczanka zastosowała przed nim i glejt przypadł córce Lorda. Maurice zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności z jaką się to wiąże i... i cieszyło go że to nie on będzie dźwigać to brzemię. Nie miał głowy do interesów. Wspomaganie i uczenie dziewczyny było prostsze, wygodniejsze i... dawało więcej satysfakcji.

Lecz gdyby nie daj Imperatorze coś się wydarzyło to de Corax przejąłby Upoważnienie... I najlepiej jak potrafił postarałby się wypełnić obowiązek wobec Domu i Imperatora.
Myśl o tym przywiozła go do ciekawego spostrzeżenia... Czy przypadkiem obwiesie którzy się na niego rzucili w ostatnim porcie byli rzeczywiście rabusiami? A może ich wynajęto?
Cóż... Nie zdołał ich przepytać. Dwóch oskórował na miejscu, dwóch pozostałych zastrzelił jak zwiewali.
Nie zwykł bowiem puszczać płazem takich afrontów jak napaść w ciemnym korytarzu stacji kosmicznej.
 

Ostatnio edytowane przez Stalowy : 24-10-2019 o 10:28.
Stalowy jest offline  
Stary 24-10-2019, 03:08   #7
Dział Postapokalipsa
 
Amduat's Avatar
 
Reputacja: 77250 Amduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputacjęAmduat ma wspaniałą reputację
Podobno sprawy ludzkie toczą się kołem, które w swoim obrocie nie dopuszcza, żeby zawsze ci sami byli szczęśliwi. Dzięki temu każdy miał szansę na swoje pięć minut i okazję poprawy dotychczasowego żywota. Zwykły trud dnia codziennego rekompensowała prosta myśl - trud i znój kiedyś się skończą, tak jak wreszcie musiał skończyć się kosmiczny wręcz pech.

Była też opcja, że powiedzenie to jest zwykłą, czystą bzdurą, mającą na celu wlanie motywacji do działania nawet w osoby na skrajnych życiowych wybojach… paradoksalnie sztuczka działała. Wystarczyło za przykład podać prosty fakt: przebijając się do tej pory przez podróż zwaną życiem, Alecto z rodu Xan'Tai wciąż oddychała. Drobna, eterycznej wręcz budowy i średniego wzrostu młoda kobieta o mlecznobiałej skórze oraz identycznej barwy włosach. Wiecznie zawinięta w lazurowe szale, albo karminowe chusty, jakby wciąż zmarznięta.

Mimo trudnych początków jakimś niesamowitym wręcz cudem trzymała się na powierzchni i egzystowało się jej całkiem znośnie. Może chodziło o wrodzony optymizm, a może po prostu fart towarzyszący kobiecie przez większość czasu, bo patrząc wstecz często sama się zastanawiała dlaczego nie zmieniła się w zamrożony kawał mięsa, dryfujący w pustce kosmosu.
Średnio raz w roku, od parunastu lat.

Zawsze mogło być gorzej - wiedział o tym każdy, kto od urodzenia był obarczony darem trzeciego oka. Albo klątwą, zależy jak na sprawę patrzeć. Wystarczyło sobie przypomnieć resztę rodziny. Szczególnie tę część zwykle trzymaną z dala od oczu społeczeństwa - zamkniętą i skazaną na kilkaset lat egzystencji bez możliwości opuszczenia więzienia.
Zdeformowane, na wpół szalone twory… często żyjące w sarkofagach.

Albo mieć przed oczami tych zbyt starych i wypalonych, aby dali radę żyć poza Sanktuarium swoich statków. Żywe trupy stopione w jeden konglomerat żywych i mechanicznych tkanek, na stałe przyspawanych do...

Ciche westchnienie utonęło na szczęście w kakofonii wydawanej przez ciało Błysku, ich cudownego statku w którym zakochała się ledwo przełożyła nogi przez burtę.

- Spokój grabarza... - wyszeptała ledwo poruszając wargami, poprawiając jedwabna opaskę na czole.

O tak, Alecto miała farta już od samego początku, że dzięki odpowiedniemu doborowi genów mogła swobodnie poruszać się między ludźmi spoza rodziny, podróżować i czerpać z życia garściami póki jeszcze miała czas…

Nie odrywając jasnobłękitnych oczu od, zdawałoby się, nieskończonego ciągu koordynatów, wykresów i danych, próbowała skupić się na pracy, chociaż migrena atakowała jej czaszkę, wbijając w skroń ostre pazury. Swoją część roboty wykonała, przeprowadziła statek przez Ogród pełen pięknych, choć trujących kwiatów, jak zwykle - na farcie. Teraz zaś krzywiła się raz po raz, aż w końcu uśmiechnęła się zadowolona.

- Wszystko będzie dobrze... - pochyliła się lekko do przodu, przygryzając dolną wargę, a po jej plecach przeszedł dreszcz. Subtelne uczucie niepokoju, towarzyszące jej od końca skoku, nasiliło się. Ramiona pokryła gęsia skórka nie mająca nic wspólnego z zimnem, w ustach nieprzyjemnie zaschło. Im bliżej celu, tym bardziej zaczynała się denerwować, zupełnie jakby lecieli prosto w pułapkę.

“Paranoja nie jest zdrowa.” - Powtarzała w myślach aż do chwili, gdy strach odpuścił, a na bladą twarz powrócił standardowy uśmiech. Nie podarowała też łypnięcia przez ramię na Lady Kapitan. Lubiła na nią patrzeć, obcowanie z pięknem zawsze poprawiało mutantce humor. Potem ewentualnie znowu ktoś truł, że nie jest w dobrym tonie tak się gapić. Ich seneszal, albo ktokolwiek inny, a ona wzruszała ramionami, nawet nie siląc się na pozę skruchy. Zwykle to na Alecto się gapiono ukradkiem, więc mogła z czystym sumieniem to sobie odbić.
 
__________________
Coca-Cola, sometimes WAR
Amduat jest offline  
Stary 24-10-2019, 08:46   #8
 
Lisu's Avatar
 
Reputacja: 5931 Lisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputacjęLisu ma wspaniałą reputację
Gdy tylko wyłonili się z warpu Lucius odetchnął pełną piersią i zmówił krótką modlitwę dziękczynną, pokornie skłaniając głowę. Podróże w osnowie były uciążliwą koniecznością. Każdorazowo czuł się uwięziony w bańce Gellera, a wariująca podświadomość podsyłała obrazy najróżniejszych demonicznych bytów, atakujących z wściekłością ich niewidoczne więzienie.

Skończywszy litanię wyprostował się do swojego ponadprzeciętnego wzrostu i ogarnął spojrzeniem cały mostek. Jeśli ktoś spojrzałby wtedy na oficera ogniowego, zobaczyłby wysokiego brodatego mężczyznę o jasnej karnacji i szerokim uśmiechu przecinającym w poprzek kwadratową szczękę. Zwykle nosił on czarny uniform pozbawiony wszelkich dystynkcji lub oznaczeń. Jako skromny i przyjacielski człowiek nigdy nie szukał uwielbienia czy chorobliwej atencji niższych rangą członków załogi. Wręcz przeciwnie, wszystkich darzył taką samą dozą sympatii i zaufania do momentu, w którym na kimś się nie zawiódł. Jako oficer ogniowy spędził na Błysku już jakieś dwa lata, trzymając pod swoją pieczą moc obalającą okrętu. Trudno było o lepszy przydział dla tego spokojnego i opanowanego człowieka.

Teraz też jego wzrok spoczął na prowadzącym statek sterniku. Sam również znał się na pilotowaniu, choć bez śladu zazdrości oddawał palmę pierwszeństwa Tytusowi. Na całym pokładzie nie było nikogo kto z większą precyzją przeprowadził by ich przez to morze odpadów. Gdyby jednak zaszła potrzeba, Lucius był gotowy w każdej chwili zastąpić kolegę za sterami.

Rozkaz otwarcia ognia do większych skupisk śmiecia miał sens. Czujniki i tak wariowały od nadmiaru informacji a ostrzał pomoże przecisnąć się przez to pobojowisko. Na panelu kontrolnym zaznaczał kolejne działony łącząc się z nimi poprzez wewnętrzny interkom.
- Do wszystkich działonów. Oczyścić drogę na kursie statku. Ostrzał standardowy. Wykonać! -
 
Lisu jest offline  
Stary 24-10-2019, 15:15   #9
 
Lynx Lynx's Avatar
 
Reputacja: 28976 Lynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputacjęLynx Lynx ma wspaniałą reputację
-TAK JEST SIR!- meldował tym razem w odpowiednio krzycząco służbowym tonem rodowitego gwardzisty. Kapitan to jedno, ale Pierwszy. Tu Tytus jest świecie przekonany iż trzeba być grzecznym.
 
Lynx Lynx jest offline  
Stary 24-10-2019, 16:11   #10
Dział Science Fiction
 
Micas's Avatar
 
Reputacja: 36174 Micas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputacjęMicas ma wspaniałą reputację
Post

Pole Bitwy było miejscem... uciążliwym. Dla każdej łajby, nawet zwrotnego i prędkiego rajdera - a Błysk Cieni wiele od takiego Hazerotha czy Havoca nie odstawał w tych sprawach. Ale to i tak dawało w takim środowisku bardzo mało.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=TpQ-3J6xNN0[/MEDIA]

Mimo to, nawigacja w tym terenie była trudna. Zewnętrzne, nieliczne skały, komety czy odlatujące kawałki złomu nie stanowiły żadnego problemu, ale szybko zaczynały się schody - wielkie kawały szrotu, gęsta mnogość drobnicy, całe wraki (bądź połówki) łajb w wielkości od kilkusetmetrowych korwet eskortowych, aż po kilkukilometrowe kolosy wojenne lub transportowe. Wydawało się też, że głębiej w tym złomowisku były nawet... fragmenty stacji kosmicznych. W dodatku wcale nie można było tego wszystkiego uznać za stałe. Złom obracał się, obijał o siebie nawzajem. Sensory i cogitatory pracowały w pocie czoła aby to wszystko przeanalizować i pomóc wytyczyć optymalny kurs. Nie dało się. Za dużo danych, za dużo zmiennych. Liczył się skill pilotów, załogi, helmsmana.

Manewry były problematyczne, a praca augerów jeszcze gorsza. Pomijając analizę fizyki złomowiska, to trzeba było wszystkie te znaleziska jak najszybciej przepuścić przez filtr profitu. To zajmowało czas i energię.

Całą cholerną dobę pokładową. A to i tak było mało.

Przynajmniej, już po wlocie w chmurę, widok był... ciekawy.


8 Ianuarius, 816.M41
Błysk Cieni
Godzina 9:12, wachta przedpołudniowa


Na szczęście, Tytus Garlik, jeden z dwóch okrętowych Mistrzów Próżni, specjalista od małych łodzi, okazał się być kompetentnym sternikiem. Na pewno pomógł mu też w tym okręt. Błysk zdawał się *wiedzieć* czego od niego oczekuje załoga. Potrafił *przewidywać* do pewnego stopnia spodziewane ruchy okrętu i ułatwiał je. Duch Maszyny Błysku zaiste musiał być starożytny, przepełniony doświadczeniem, mądrością... i czymś w rodzaju życzliwości dla *swoich ludzików*.

Okręt zaliczył tylko kilkanaście zderzeń. Były wystarczająco odsunięte od siebie w czasie, aby tarcza próżniowa była w stanie wchłonąć większość tych ciosów. Sporo też dała sieć wieżyczek. Salwy quad i turbo-laserów oraz huraganowe serie eksplodujących pocisków z quad-autodziałek i megabolterów typu Vulcan były w stanie porozbijać niektóre większe fragmenty oraz rozbić w puch drobnicę, która mogła zaszkodzić pancerzowi lub zdjąć tarczę w niefortunnym momencie. Ale zwiększało to koszta - minimalnie, choć w tej czarnej dupie, w jakiej Ród Corax się znajdował, minimalnie oznaczało że gówno już zakrywało nie tylko usta, a prawie nos.

Tylko kilka kawałów przywaliło już nie w tarcze, a w pancerz, rysując, wgniatając i skrobiąc. Poszło parę małych płyt. Raz o mały włos szrot nie przerżnąłby ochronnej warstwy adamantium i nie zaczął orać po pokładach... ale jakoś się udało.

Na pewno natomiast cały ten okoliczny złom, jego ruchy oraz ogień prowadzony z sieci obronnej nie pomagał Ramirezowi w badaniu okolicy. Tym bardziej, że eter aż szumiał. Głuche sygnały, echolokacyjne odbicia, resztki jakichś kodów, sygnałów, nadań i odebrań, okazyjne erupcje plazmy lub... jakiegoś nienaturalnego syfu z potrzaskanych reaktorów, napędów. Elektryczne impulsy z porwanych sieci, fluktuacje emiterów tarcz i Gellara. I masa sygnałów z latarni zbawienia nadających znane od czasów antycznych kody S.O.S. czy Mayday.

Nie byli tutaj jedyni. Plotki głosiły, że nieco głębiej serca tego zadupia byli jacyś... mieszkańcy. Ludzie żyjący na krawędzi. Złomiarze, rozbitkowie, tacy delikwenci. Niektórzy mawiali, że wywodzili się z flot Rodu Lathimon, ale to pewnie były bajki i pierdolety z ust nachlanych marynarzy. Byli też szabrownicy, nędzniejsi nawet od lokalnych piratów, zarabiający na życie w taki sposób a pobłogosławieni tym, że mieli jakąś (najczęściej rozpadającą się) krypę. Był też silny sygnał z transpondera okrętu... należącego do innego Rogue Tradera. Krążownik klasy Tyrant Sovereign Venture, należący do Rodu RT Trask, pod kapitanatem RT Sarvusa Traska. Coraxowie nie znali się jeszcze na realiach Koronus i Port Wander, ale o Traskach mogli usłyszeć - stara rodzina, nieco podupadła, obecnie zawiadywana przez stosunkowo młodego i bardzo ambitnego dziedzica. Niestety (bądź stety), Traskowie byli prawie po drugiej stronie Pobojowiska. Nie było szans na kontakt, nawet poprzez eter czy Immaterium. Za dużo zakłóceń. Nie wiadomo nawet było, czy wykryli sygnaturę Błysku - Tempest był wszak mniejszy od Tyranta.

Wreszcie, coś udało się odnaleźć - i to stosunkowo blisko zewnętrza tego cmentarzyska. Jakiś cywilny frachtowiec. Dość łatwo dostępny, dało radę do niego dolecieć okrętem (a nie tylko lichtugami, bo za ciasno w okolicy) - tym bardziej jakby wyrąbać sobie nieco pola manewru z makrobaterii laserowych typu Sunsear, jakimi mienił się Błysk Cieni. Tak zrobili. Chwilowe "mrugnięcia" potężnych, czerwonych snopów światła ewaporyzowały co większe przeszkody, mniejszymi zaś znów zajęła się obrona p.lot.

Oczywiście nie było to pierwsze znalezisko. Już zbadali pięć wraków. Ale ten wydawał się... obiecujący. Mimo, iż rozłamany na pół, to przednia połówka (cholera wie, gdzie wywiało tylną), mniej więcej 60% konstrukcji, była w zadziwiająco dobrym stanie.

Bliskie skanowanie było wyjątkowo udane. Frachtowiec zaopatrzeniowy klasy Mundus Vecturae. Transponder IFF wciąż działał. Jego Duch Maszyny, odpowiednio zmotywowany przez Ramireza poprzez eter, podał nazwę Harvest #10, przynależność do Sojuszu Cestelle, a nawet kurs (od: Festus, do: Świat Zweihana) i manifest cargo (cargo główne: biopaliwo gazowe - czysty metan, 98% powierzchni transportowej statku; cargo dodatkowe: towary luksusowe różnego typu, 1% powierzchni transportowej statku). Długość ok. 1215 metrów całość (obecnie ok. 730 m część ocalała). W większości okręt zautomatyzowany i bardzo prostej budowy, miał śmiesznie niską załogę 175 ludzi oraz 300 miejsc pasażerskich (z pełnym obłożeniem na tym kursie). Info z czarnej skrzynki nie dało rady wydobyć na dystans. Wiadomo było tylko, że działała - podobnie zresztą jak salvation beacon nadający generyczny sygnał Save Our Selves. Wpływ środowiska sugerował, że łajba pojawiła się tutaj nie dalej, jak pół roku temu. Na temat przyczyny uszkodzeń nie wiadomo było nic. Nie było szczególnych wewnętrznych, acz kompletna separacja od reaktora plazmowego oznaczała absolutny brak mocy. Jakiekolwiek generatory zapasowe były zbyt małe, aby utrzymać moc w głównych pozostałych komponentach przez taki okres czasu. Należało się liczyć z brakiem zasilania, światła, ciepła, grawitacji, prawdopodobnie także z brakiem powietrza i ciśnienia/atmosfery (pomimo pozamykanych grodzi awaryjnych i odciętej wentylacji do sektorów oderwanych).

Prawie wszystkie sekcje transportowe były rozerwane eksplozjami od wewnątrz. Metan musiał z jakiegoś powodu jebnąć. Jedna sekcja, na towary nie-masowe, przetrwała dzięki dodatkowemu opancerzeniu, ale pobliskie śluzy były uszkodzone detonacjami. Żeby się do niej dobrać (oraz do pokładów załogi, oficerów, pasażerów czy mostka), trzeba by spenetrować łajbę gdzieś bliżej tych rozerwanych cystern gazowych albo przy przełamanym grzbiecie statku.

Pewnie odlecieliby szukać czegoś "łatwiejszego" czy "bogatszego", gdyby nie fakt, że skan jasno pokazywał - ocalała sekcja transportowa zachowała hermetyczność, podobnie jak pokłady dostępne ludziom. Te ostatnie nie odnotowały także uszkodzeń. Cokolwiek było pośród tych "towarów luksusowych", mogło przetrwać. Podobnie jak różne rzeczy na mostku czy w kwaterach. Poza tym, dostęp był bardzo łatwy, nie trzeba byłoby używać nawet lichtug do transportu szabru, tylko burtowych rękawów śluzowych.

To mógł być strzał w dychę.

Tylko, oczywiście, trzeba było najpierw sprawdzić ten statek, zabezpieczyć go... i starym zwyczajem objąć przez RT w posiadanie. A stary zwyczaj głosił, że trzeba było postawić nań stopę owego RT.

Mogli oczywiście spróbować poszukać czegoś innego, ale od mniej więcej tego momentu Pole Bitwy okrutnie gęstniało, stwarzając śmiertelne ryzyko dla Tempesta, a kolejna seria skanów poszła po prostu źle. Jedyne, co można było wykryć i poprawnie zinterpretować, to salwy z broni pokładowej jakimi Traskowie walili wgłąb jakiegoś swojego, konkretnego odcinka Pobojowiska. Wyrąbywali sobie drogę do jakiegoś konkretnego celu.


EDIT: Test kości nr 2...
 
__________________
Very nice, great success.

Ostatnio edytowane przez Micas : 26-10-2019 o 18:38.
Micas jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169