Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-12-2019, 20:56   #1
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
[RT] Dziedzictwo Kruków




DZIEDZICTWO KRUKÓW


"Calixiańska historia pełna jest przypisów wspominających imiona tych nieszczęsnych śmiałków, którzy postradali dusze rzucając wyzwanie Wielkim Burzom Osnowy na krańcu Światów Drususa" - Pustka pióra Tarsimusa z Archaosu.

Martius 816.M41, Port Wander

Port Wander. Ostatni skrawek imperialnej chwały i potęgi na pograniczu Sektora Calixis. Monumentalna stacja kosmiczna unosząca się w pustce systemu Rubycon II, dom pięciu milionów ludzkich dusz pławiący się w blasku kolosalnego czerwonego olbrzyma. Strażnik granicy, za którą rozciągał się mało dotąd zbadany wszechświat, wyjęty spod imperialnego prawa i nie uznający jurysdykcji Złotego Tronu. Tętniący życiem bastion Terry na samym krańcu calixiańskiego sektora, pełniący jedną strategicznie ważną rolę - kosmicznego posterunku u bram monstrualnej anomalii zwanej Paszczą.

Daleko poza uznaną granicą Imperium bezmiar wszechświata naznaczony był wielkim kosmicznym krwiakiem. Niczym nadnaturalna wybroczyna, kocioł chorobliwych kolorów rozlewał się w czerni kosmosu przyćmiewając kalejdoskopem swoich barw zimny blask odległych gwiazd. Większość mieszkańców Port Wander odwracała od tego widoku oczy, większość kreśliła na piersiach znak Orła lub szeptała trwożne modlitwy oddając się pod opiekę nieśmiertelnego Boga-Imperatora. Powiadano, że kto zbyt długo spoglądał w mesmeryczne zorze Wielkich Burz Osnowy, ten kusił nienazwane zło i wiódł na manowce swą nieszczęsną duszę. Ciężko pracujący pobożni mieszkańcy Port Wander zwykli kierować myśli ku naukom Kościoła, każdego dnia spełniając swój obowiązek wobec Złotego Tronu, Wielkiej Rady Terry i dbającej o ich zbawienie Eklezjarchii. To, co leżało po przeciwnej stronie kosmicznego krwiaka skrywało w sobie ogromne niebezpieczeństwo i tylko najbardziej zuchwali straceńcy ważyli się rzucić mu wyzwanie za nic mając swe życie i dusze.

Lecz straceńców tych bynajmniej nie brakowało.

Wielkie Burze Osnowy faktycznie kryły w sobie śmiertelne zagrożenie. Wykształceni obywatele Imperium znający ich prawdziwą naturę wiedzieli, czym były monstrualne zawirowania pływów Morza Dusz i co takiego czyhało w ich eterycznej otchłani wyczekując śmiałków gotowych rzucić okręty pomiędzy Skowyczący Wir i Wstęgę Tancerza Osnowy. Ścierające się ze sobą masy mistycznej energii potrafiły w ułamku chwili zniszczyć przemierzające Immaterium kosmiczne statki bądź cisnąć nimi w nieznane miejsca i inne czasy, pochłonąć w mgnieniu oka całe załogi lub skazać je na trwające latami wymarcie ze starości w pułapce wymiaru kryjącego się po drugiej stronie Zasłony. Półświadome byty zamieszkujące Osnowę - niematerialni drapieżcy polujący w Wiecznym Oceanie - niczego nie pragnęły bardziej od cierpienia i zguby tych śmiertelników, którzy ważyli się zapuścić w otchłań ich siedliszcza.

Lecz to nie zniechęcało tych kobiet i mężczyzn, którzy znali wartość nagrody ukrytej po przeciwnej stronie kosmicznej anomalii. Wielkie Burze Osnowy na pograniczu Marchii Drususa ukształtowane były w pozornie nieprzekraczalną barierę, ale nieustraszeni synowie i córki Złotego Tronu odnaleźli szczeliny w tej litej ścianie eterycznego szaleństwa - wąskie nitki prowadzące poprzez Burze ku niewyobrażalnym bogactwom i cudom dawno temu utraconych światów w klastrze Gwiazd Halo. Ekspansja Koronusa. Fragment wszechświata odgrodzony tysiące lat wcześniej pasem uniemożliwiających kosmiczne podróże Burz, skrywający w swej głębi rozwinięte ludzkie kolonie nie mające pojęcia o istnieniu Imperium, ruiny wymarłych bezpowrotnie obcych cywilizacji, artefakty datujące się na czasy początków gwiezdnego mocarstwa ludzi i pamiętające wiekopomne wydarzenia Unifikacji, surowce mineralne oraz sprzyjające osadnictwu układy słoneczne, w których przedsiębiorczy i odważni ludzie mogli stanowić swe własne prawa i stać się panami życia i śmierci milionów lennych wasali.

Ludzie mający dość odwagi, by opuścić terytorium Imperium stawali się w takich zakątkach wszechświata władcami swego losu, wyzwolonymi spod surowego jarzma imperialnego prawa, sięgającymi po wachlarz możliwości, o których zwyczajni obywatele Imperium nawet nie marzyli. Ci, którzy dzierżyli Glejty Wolnej Floty stawali się głosicielami woli Złotego Tronu poza granicami świętego mocarstwa Terry.

Jeśli tylko mieli dość odwagi, determinacji i wiary w to, że zostali namaszczeni przez samego Boga-Imperatora. I jeśli potrafili swój Glejt obronić płacąc zań krwią, potem i łzami - własnymi oraz tych, którzy stanęli pod ich rodowym sztandarem.

Port Wander, monumentalna stacja kosmiczna unosząca się w pustce systemu Rubycon II. Przy jej pirsach, unieruchomione łapami magnetycznych wysięgników, tkwiły masywne bryły okrętów mogących podróżować pomiędzy odległymi systemami słonecznymi, dysponujących siłą rażenia zdolną do unicestwiania jedną salw całych planetarnych metropolii. Dziesiątki i setki tysięcy ludzi spędzały na ich pokładach całe swe życie, częstokroć nie znając niczego innego od labiryntu metalowych korytarzy i szybów. Wiele z tych okrętów nosiło na kadłubach dumne symbole imperialnej marynarki, wiele należało do zamożnych calixiańskich rodów parających się międzysystemowym handlem. Lecz były wśród nich również te, które przemierzały czarną pustkę kosmosu pod rozkazami Wolnych Kupców, posiadaczy imperialnych glejtów nadających im prawo eksploracji niezbadanych dotąd zakątków wszechświata.

To ich okręty odlatywały w kierunku punktów skokowych wiodących ku plamiącej odległy fragment kosmosu barwnej zorzy, przesyconej mieszającymi się ze sobą kolorami chorobliwej zieleni, żółci, fioletu i ostrej czerwieni. To ich okręty znikały w budzącej grozę niesławnej Paszczy, a kiedy wracały - jeśli w ogóle wracały - przywoziły na swych pokładach rozpalające wyobraźnię skarby.

Ekspansja Koronusa - miejsce, gdzie jedni zyskiwali niewyobrażalne bogactwa, a inni oddawali życie w imię swoich naiwnych marzeń o chwale, władzy i potędze.
 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 19-12-2019 o 22:53. Powód: Literówki
Ketharian jest teraz online  
Stary 19-12-2019, 19:17   #2
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, Chór Astra Telepathica w Port Wander

Bellitta uniosła głowę, kiedy wspomagane hydrauliką drzwi poczekalni rozsunęły się z cichym dźwiękiem serwomechanizmów. Astropatka przejrzała wyostrzoną ponad ludzkie zmysły percepcją aury nadchodzących ludzi, wstała z wygodnej ławy, na której oczekiwała umówionego wcześniej spotkania. Przez jej myśli przemknął cień łagodnego rozczarowania – nie poczułaby się urażona, gdyby musiała poczekać dłużej. Sale i korytarze Chóru zapewniały kobiecie komfort nieporównywalny z warunkami panującymi na pokładzie Błysku. Tutaj, ukryta przed zewnętrznym światem za zaporą misternych heksagramów, za ścianami pokrytymi panelami z materiału osłabiającego zdolności psychoaktywne, czuła się bezpieczniejsza niż gdziekolwiek indziej. Na pokładzie okrętu, nawet wewnątrz swoich przystosowanych do potrzeb astropatów apartamentów, przez cały czas musiała walczyć z oceanem doskonale wyczuwalnych i kontrastujących ze sobą ludzkich emocji napierających na umysł każdego otoczonego tysiącami ślepaków mentata.

Emocji mogących stać się zalążkami Niezrodzonych, emocji mogących przekształcić się w najmniej oczekiwanym momencie ze strzępków bezcielesnych oparów w coś obdarzonego nieludzką samoświadomością.

Chór Astra Telepathica w Port Wander podlegał formalnie calixiańskiej marynarce wojennej, a to oznaczało, że uchodził za obiekt o znaczeniu strategicznym. Co za tym szło, budowniczy stacji nie oszczędzali na środkach mających zapewnić rezydentom Chóru jak największą efektywność i łagodzić nieuniknione efekty ubocznej pracy astropatów. Ukryta w jego wnętrzu - nawet w położonej z dala od Sali Szeptów poczekalni - Bellitta pozostawała skutecznie odcięta od niepożądanych bodźców, wyciszona i niecodziennie rozluźniona.

Gdyby to od niej zależało, wolałaby pozostać w Chórze. W jej głowie ustawicznie rozbrzmiewał eteryczny zaśpiew stacjonarnych astropatów Port Wander wysyłających i odbierających mentalne wiadomości, tłoczących w niematerialny wymiar Osnowy zakodowane komunikaty przemierzające w mgnieniu oka niewyobrażalne wręcz odległości dzielące światy Imperium. Te otaczające Bellittę wibracje Aetheru dawały jakże potrzebne poczucie przynależności do wspólnoty, którego boleśnie brakowało jej w bezkresie czarnej pustki.

Lecz decyzja nie należała do niej. Każdy służył Złotemu Tronowi na właściwy sobie sposób, z pokorą przyjmując brzemię obowiązków. Tak nauczał Kościół, a Kościół przemawiał w imieniu Boga-Imperatora.

- Bądź pozdrowiona, siostro – powiedziała środkowa z trzech postaci, przeraźliwie szczupły mężczyzna o przedwcześnie postarzonym głosie. Bellita skupiła się na jego osobie, bezbłędnie odczytując niuanse ukryte w aurze doświadczenia i mądrości zrodzonych z lat pełnej wyrzeczeń służby w rezydenturze stacji – Jestem Kaspian, starszy Chóru. Wybacz nam opóźnienie, lecz musieliśmy dopełnić wszystkich niezbędnych formalności. Oto Xara i Lorn, od teraz wierni towarzysze twoich dni i myśli.

Para pozostałych astropatów ukłoniła się z szacunkiem. Oboje byli bardzo młodzi, promieniowali witalnością i żarliwą wiarą. Bellitta poczuła ukłucie przemożnego smutku wiedząc jak szybko trudy okrętowego życia odzierały z młodych adeptów tę radosną powłokę ekscytacji.



Aiko, Twoja bohaterka znajduje się obecnie w astropatycznym chórze w Port Wander. Christo Barca dokonał pewnych uzgodnień ze starszymi rezydentury i opłacił usługi dwóch dodatkowych astropatów, którzy od teraz należą do Twojej świty i tworzą miniaturową kopię Chóru na Błysku. W sumie masz od tej chwili do dyspozycji pięcioro młodszych rangą astropatów na Błysku oraz jednego na Szepcie.

Xara i Lorn zostali wynajęci na okres pięciu lat. Są bardzo młodzi, bardzo naiwni i gotowi na wspaniałą przygodę. Od Ciebie zależy jak będziesz ich traktowała.

Prosiłbym Cię o dokończenie sceny wizyty w Chórze w ramach własnego posta. Jeśli chcesz porozmawiać chwilę dłużej z Kaspianem, umieść w treści posta pytania, a ja wkrótce na nie odpiszę. Przywitaj nowych podkomendnych (albo ich zmróź wyniosłym milczeniem). Jeśli chciałabyś skorzystać z okazji, aby wynająć w Chórze usługi jakiegoś konkordialisty, wykonaj rzut 1k100 na Fellowship z bonusem +10 do rzutu (to premia sytuacyjna za rozmowę z człowiekiem, który doskonale rozumie potrzeby astropatów). Konkordialista to specjalista pozbawiony daru mentalnego, który wyszkolony został w sztuce dbania o adeptów Astra Telephatica. Jeśli rzut będzie pomyślny, koszty wynajęcia specjalisty pokryjesz z własnej kieszeni (Coraxowie płacą Ci żołd, stać Cię na taki zakup bez sięgania po zasady Akwizycji).



 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 19-12-2019 o 22:56. Powód: literówki
Ketharian jest teraz online  
Stary 19-12-2019, 19:42   #3
 
Aiko's Avatar
 

Budząc się wiedziała co ją czeka. Ten dzień zaplanowany był od tylu dni, a jednak tak ciężko było jej podnieść się z łóżka. Wpatrywała się swymi pokrytymi bielmem oczami w mrok kajuty wsłuchując się w jej ciszę.

- To tylko… kolejne spotkanie. - Szepnęła do siebie pozwalając powiekom opaść jeszcze na chwilę. Z zewnątrz dochodziły do niej stłumione odgłosy statku. Kroki służby w miękki eleganckich butach i kroki żołnierzy brzmiące metalicznie. Do tego trzask statku. Błysk Cieni nie spał nigdy. Podniosła się pozwalając by cienka kołdra zsunęła się odsłaniając jej nagie ciało. Mimo że nadal byli w port Wander wolała nocować na statku. Nie dla niej były karczmy i przypadkowe spotkania. Ludzie brzydzili się jej lub bali. Zapaliła światło i spojrzała na swoje chude ciało. Wojna pozostawiła po sobie blizny. Teraz już wybielałe, ledwie widoczne na bladej skórze. A może to ona już do nich przywykła.

Grawitacja przeszkadzała. Gdyby tak mogła zawisnąć w nieważkości… znów poczuć się częścią kosmosu. Na szczęście Lady WInter miała ogień we krwi… nie pozostaną długo w porcie.

Bell podeszła do leżącej na stole talii kart i przełożyła ją jak zwykle nim planowała powróżyć dla siebie. Usiadła powoli czując na ciele chłód krzesła i delikatnie gładzić zaczęła talię. Tyle razem przeszły. Astropatka uśmiechnęła się do siebie, prosząc Pana o wsparcie i odwróciła pierwszą kartę.


- Męczennik. - Mruknęła smutno, widząc że karta jest odwrócona. Pan wiedział o jej opieszałości, o niechęci do wypełnienia tego obowiązku. Przez chwilę modliła się przepraszając w duchu za swą słabość. Dopiero po tym sięgnęła po kolejną kartę.


Żołnierz… uśmiechnęła się ciepło. Tak… miała obowiązki. Złożyła karty i zabrała się za ubieranie jednych ze swoich najświetniejszych szat. Nie często bywa w Chórze Astra Telepathica w Port Wander.


Chór był taki jak się spodziewała. Głośny. Zaśpiew wypełniał jej uszy i myśli nie pozwalając na jakiekolwiek skupienie. Nuciła więc cicho przyłączając się do modłów i mając nadzieję, że Imperator wybaczy jej opieszałość. Jej głos był melodyjny, kiedyś… dawno… w innym życiu lubiła śpiewać.

Zamilkła widząc trójkę przybyszów, a gdy Kaspian przedstawił się jej skłoniła mu się głęboko.
- To zaszczyt. - Powiedziała i przyjrzała się dwójce młodych astropatów. Byli młodzi.. naiwni. Tak jak ona kiedyś. Czyżby nie spotkali się jeszcze z niechęcią, a może… może po prostu cieszyli się darem Imperatora. Skrycie tęskniła za tymi czasami jednak wojna… wojna potrafiła zabić wszystkie pozytywne myśli. Widziała po własnych członkach chóru, że kolejne potyczki i widok śmierci powoli przytłaczały ich. Miała nadzieję, że jak najdłużej uda się jej wypielęgnować tą ich radość. - Cieszę się, że do nas dołączycie. - Ujęła dłoń Xary, a potem Lorna. - Na imię mi Bellitta.

Puściła obie dłonie i zwróciła się do Kaspiana.
- Mam prośbę… potrzebne mi wsparcie. Szukam Konkordialisty… czy mógłbyś mi pomóc?


Rzut na Fellowship i przerzut

 

Ostatnio edytowane przez Aiko : 03-01-2020 o 21:36.
Aiko jest offline  
Stary 19-12-2019, 22:20   #4
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, siedziba Adeptus Mechanicus w Port Wander

Winter Corax przeczytała uważnie bloki tekstu wyemitowane na półprzeźroczystej tafli holograficznego projektora, opatrzone licznymi trójwymiarowymi zdjęciami, obracającymi się wokół swej osi schematami technicznymi oraz szeregiem odnośników do źródeł danych, których nazwy praktycznie nic jej nie mówiły. Upewniwszy się w myślach, że zrozumiała wszystkie podstawowe założenia umowy, przeniosła spojrzenie na otaczające holoprojekcyjny stół postacie w czerwonych szatach kultu Boga-Maszyny. Dziedziczka Glejtu Coraxów przywołała na swe szlachetne oblicze wyraz całkowitego opanowania, ale jakiś błysk w jej oczach zdradził prezbiterowi Ramirezowi ogromne poruszenie młodej arystokratki.

- Nieprawdopodobnie złożona projekcja - oznajmiła Winter pozwalając sobie na lekki ukłon w kierunku magosa Orrundara. Ukryte pod kapturem płaszcza techkapłana krążki zielonego światła przygasły na chwilę sygnalizując przyjęcie komplementu. Winter wzdrygnęła się w duchu na ów widok zachodząc w głowę, jakie jeszcze prócz oczu cyborgizacje skrywały powłóczyste szaty techadepta.

- Ten wirtual umożliwia dostęp do dalece szerszego spektrum prezentacji, lady Corax - głos wydobywający się z wszczepionego w gardło magosa wokodera nie miał w sobie niczego ludzkiego, swym metalicznym brzmieniem przypominał bardziej mowę płynącą z ust kompletnie przekształconych cybernetycznie serwitorów - Niestety korzystanie z nich wymaga zaawansowanej organicznej fuzji z Bogiem-Maszyną. Proszę mi wybaczyć niezamierzoną ewentualną obrazę, ale ludzie, którzy nie dostąpili zaszczytu wtajemniczenia w arkana Szóstego Kręgu Mechanopercepticum nie są ich w stanie uruchomić bez ryzyka głębokiej zapaści. Pozbawiony cyfrowego wspomagania mózg mógłby doznać trwałego uszczerbku w efekcie tak silnej strumieniowej transmisji danych.

- Nie poczułam się urażona, magosie - odparła kapitan Błysku - Świadomość tak głębokiego scalenia tutejszych kapłanów Boga-Maszyny z ich mechanicznymi artefaktami wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jestem przeświadczona, że Omnissiah obdarzył świątynię Adeptus Mechanicus w Port Wander prawdziwie obfitymi łaskami.

Kilkunastu towarzyszących Orrundarowi techkapłanów wydało z siebie niskie pomruki, niektórzy z nich zatrzeszczeli głośnikami wokoderów, ktoś wyemitował strumień danych w wokalnym binaryku. Winter zerknęła z ukosa na Ramireza nie wiedząc, czy dobrze zinterpretowała reakcję czcicieli Boga-Maszyny, ale spokojna poza najwyższego techkapłana Błysku upewniła ją w przeświadczeniu, że słusznie uznała te dźwięki za aprobatę dla swoich słów. Stojący obok prezbiter wysunął z rękawa szat pęk mechandrytów, splótł ich końcówki w skomplikowany wzór, którego znaczenie pojęli zapewne tylko znajdujący się w komnacie techkapłani.

- Twój szacunek wobec Binarnych Dogmatów zostanie ci zapamiętany, lady Corax - wokoder Orrundara zatrzeszczał ponownie - Przejdźmy do podsumowania propozycji. Czterdzieści siedem kontenerów o masie łącznej siedemnastu tysięcy czterystu siedmiu kilogramów oraz dwudziestu dwóch techadeptów i jedenastu serwitorów. Wszyscy oni zostaną zakwaterowani w warunkach zapewniających dyskrecję i izolację od załogi okrętu, w bezpośrednim sąsiedztwie ładunku, za którego bezpieczeństwo będą odpowiadać tylko oni. Logistycjusz Karrambol z bractwa Fuzjatorów Dnia Odrodzenia bardzo konsekwentnie domaga się uszanowania tych warunków. Tylko on będzie pośredniczył w kontaktach pomiędzy swoją ekspedycją i załogą twego okrętu, pani. Po udanym skoku do systemu Furibundus logistycjusz Karrambol skorzysta z systemów łączności okrętu, aby nawiązać kontakt z oczekującą na jego ekspedycję jednostką, a następnie dokona transferu ładunku i zasobów ludzkich na pokład drugiego okrętu. Transfer ów zwieńczy naszą umowę, lady Corax. W zamian za wyświadczoną nam usługę transportową wypłacimy rodowi Coraxów równowartość trzydziestu tysięcy geltów w walucie standardowej, papierach wartościowych bądź stanowiących finansowy ekwiwalent surowcach wtórnych.

Świdrujący dziedziczkę swymi cyberoczami magos pochylił się nieznacznie do przodu przy wtórze ukrytych gdzieś pod szatami siłowników egzoszkieletu. Nie odrywająca od niego przez cały czas wzroku Winter przekalkulowała w myślach wartość złożonej jej oferty. Miesięczny żołd sześciuset załogantów. W skali jednostkowej oszałamiająca kwota, w ujęciu całościowym majątku rodu kropla w morzu potrzeb.

- Jaką decyzję zamierzasz podjąć, lady Corax? - zapytał magos.



Corax, Mi Raaz - Wasi bohaterowie negocjują właśnie niewielkie dodatkowe zlecenie zaproponowane przez Kult Boga-Maszyny w Port Wander (zaaranżowane przez Christo Barcę dzięki wynikowi 6 DoS w oryginalnym teście Inquiry podczas pierwszej wizyty w stacji). Jak powyżej, chodzi o transport pewnego ładunku i grupy pasażerów na drugą stronę Paszczy, do pierwszego systemu słonecznego w Ekspansji Koronusa. Misja ta nie jest warta pełnego Punktu Profitu, w razie zaliczenia znajdzie się w schowku bankowym z wartością 0,25 FP. Możecie podjąć negocjacje tyczące się ceny rzucając kontrpropozycję, zaakceptować warunki bądź nawet obniżyć wartość transakcji w celu pozyskania przychylności Kultu Omnissiaha (do wartości 0,15 PF). Opcją jest przewiezienie Braci Fuzjatorów Dnia Odrodzenia za darmo bądź za przysługę do wykorzystania w przyszłości. Zerknijcie na swe umiejki i pomyślcie, co warto przetestować dla uzyskania korzystnego układu (w razie wątpliwości piszcie w wątku komentarzowym). Jeśli macie możliwość, zróbcie proszę rezerwacje dla swoich postów, żebym mógł dzisiaj wrzucić jeszcze inną wstawkę fabularną bez konieczności łączenia zupełnie różnych scen w jednym poście).


 
Ketharian jest teraz online  
Stary 21-12-2019, 21:44   #5
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, Solstice Imperialis

Gdziekolwiek Ahallion nie spojrzał, widział prawdziwie umiłowanych synów i córki Boga-Imperatora. W labiryncie korytarzy, szybów, pomostów i klatek schodowych gigantycznego liniowca kłębiły się prawdziwe tłumy ludzi idących z żarliwą determinacją za głosem Kościoła. Mieszające się ze sobą dźwięki psalmów tworzyły muzykę żywej wiary, jakże miłą uchu kapłana. Śmiech bądź płacz dzieci, odgłosy pracujących urządzeń, zwyczajny gwar rozmów nakładały się na niekończące mantry modlitw odmawianych w dziesiątkach lokalnych dialektów, na wersety wygłaszanych przez konfesorów stacji błogosławieństw i gromkie słowa kazań prawionych z wysokości przenośnych ambon.

Solstice Imperialis był niegdyś ogromnym kosmicznym statkiem przemierzającym bezkres Sektora Calixis. Po katastrofalnej dlań awarii napędu przestał się nadawać do pierwotnego użytku, zyskując w zamian przeświadczenie pobożnych ludzi o namacalności łaski Imperatora. Wbrew wszelkim oczekiwaniom, wbrew zimnym statystykom analityków floty, podczas kolapsu modułów napędu podprzestrzennego nikt z tysięcy podróżujących statkiem ludzi nie odniósł najmniejszego szwanku. Coś, co nie powinno się było wydarzyć – coś, co w każdych innych okolicznościach byłoby ogromną tragedią – musiało oddziaływać na wyobraźnię czcicieli Złotego Tronu.

Odholowany do pirsów Port Wander, skazany na wycofanie ze służby statek przeistoczony został w integralny element monumentalnej stacji, uległ wbudowaniu w jej strukturę stając się obiektem dziękczynnych modłów oraz miejscem, do którego gromadnie ciągnęli imperialni pielgrzymi.

Setki odmiennych kultów, dziesiątki specyficznych kongregacji, stowarzyszenia ortodoksów każdego rodzaju jaki usankcjonowano w Sektorze Calixis – przedstawiciele bez mała wszystkich odłamów Eklezjarchii tłoczyli się tysiącami dusz na przerobionych na dormitoria pokładach Solstice Imperialis, zanosząc modły do Boga-Imperatora oraz wszystkich świętych i błogosławionych, a także wypatrując okazji ku temu, by uczynić kolejny krok w swej wiekopomnej podróży.

Ludzie ci byli gwiezdnymi pielgrzymami. Przybywali do Port Wander w jednym tylko celu, a kadłub Solstice Imperialis był dla nich jedynie postojem. Wszyscy zmierzali w tym samym kierunku, poza wielobarwną zorzę płonącą migotliwymi kolorami w czerni kosmosu – do Ekspansji Koronusa, gdzie niezliczone światy oczekiwały na głosicieli Słowa Bożego i zdecydowanych rozpocząć nowe życie osadników.

- Nikt inny jak święty Drusus zesłał nam magnificencję z pomocą – oznajmił pełnym szacunku głosem brodaty mężczyzna tytułujący się Hiperiosem, noszący długie włosy ozdobione wczepionymi w nie dzwonkami oraz miniaturowymi podobiznami świętych Kościoła – Tkwimy na tej stacji od sześciu miesięcy i już zaczynaliśmy tracić nadzieję, że ktoś poda nam dłoń. Misjonarze Ministorum na Venerisie dali nam słowo, że w Port Wander natychmiast się przesiądziemy, a potem zostaniemy dostarczeni na drugą stronę Wynaturzenia.

Ahallion pokiwał ze zrozumieniem głową, doskonale znał bowiem podobne praktyki. Przedstawiciele przeludnionych populacji, najczęściej żyjący w niewysłowionym tłoku mieszkańcy miast-kopców, chętnie dawali wiary złotoustym rekruterom Kościoła, którzy obiecywali im szansę na nowe życie na własnych warunkach. Setki tysięcy pobożnych pielgrzymów szło za tym wezwaniem, zabierając w drodze do nowych światów rodziny i cały swój dobytek.

Wielu z nich grzęzło po drodze w miejscach takich jak Port Wander, porzuconych w potrzebie, gdy ich zasoby finansowe uległy całkowitemu wyczerpaniu.

- Jest nas półtora tysiąca, bez wyjątku bogobojnych czcicieli Tronu – ciągnął dalej Hiperios, a kucający po jego bokach ludzie kiwali głowami z aprobatą dla słów swego długowłosego przywódcy – Będziemy się do końca życia modlić za waszą magnificencję oraz czcigodną kapitan, jeśli zgodzi się przewieźć nas przez Paszczę do Nowego Świata.




Cane, Twoje spotkanie z Hiperiosem i jego grupą jest efektem wcześniejszego rozpoznania poczynionego przez Barcę (6 DoS w teście Inquiry podczas pierwszej wizyty w Port Wander). Półtora tysiąca twardych religijnych ludzi, którzy utknęli na stacji nie potrafiąc znaleźć dalszego środka transportu. Nie powinno to dziwić, jeśli gotowi są za przewóz zapłacić jedynie modlitwami – ta waluta nie znajduje niestety uznania u większości Rogue Traderów. Czy Ahallion zechce im w jakiś sposób pomóc? Istnieje wiele możliwości wykorzystania potencjału tkwiącego w tych ludziach. Być może są jednak w stanie wyłuskać jakieś środki na pokrycie części kosztów. Można im zaproponować oddanie w służbę Coraxom co piątego mężczyznę za zerowy żołd w zamian za przewiezienie do Koronusa reszty. Albo załadować ich na pokład, a potem gdzieś hurtem sprzedać. Na tę chwilę chcą się dostać do Footfall, stacji orbitalnej w systemie Furibundus, tam zdecydują, co zrobią dalej, więc nie mają żadnych sprecyzowanych planów.

Pomyśl, jak ich wykorzystać dla dobra Kościoła i rodu Coraxów – może coś wykombinujesz.



 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 21-12-2019 o 23:22.
Ketharian jest teraz online  
Stary 22-12-2019, 00:04   #6
 
Cane's Avatar
 
11 Martius 816.M41, Solstice Imperialis

Oficjalne szaty. Ton. Nawet jego chód wyglądał inaczej. Wolniej. bardziej dostojnie. Jego spojrzenie łaskawie wędrowało od twarzy do twarzy zmęczonych pielgrzymów. Dokładnie jak pamiętał. Dokładnie jak go uczono.

Wezwanie samo w sobie wcale nie zdziwiło brodacza. Zapewne ta grupa próbowała tego samego z każdym potencjalnym okrętem. A błysk Cieni akurat przytrafiło się, znajdował się zakotwiczony w porcie. Misjonarz żachnął się na tą myśl. Przypadki się nie zdarzały. To były tylko okazję nadane przez imperatora. To czy obdarzeni nimi je wykorzystali zależało tylko od nich samych. Duchowny długo oceniał Hiperiosa. Nie potrafił go jednak wybadać. Ciężko było mu określić czy był natchnionym duszpasterzem czy sprytnym szarlatanem. Wojownik zawsze lubił zdobyć miarę człowieka czy to przez rozmowę, czy też skrzyżowanie ostrzy mieczy. Jednak na oficjalnym spotkaniu było o to trudniej, szczególnie jeśli nie chciał spłoszyć nowej owieczki w swoim nielicznym jeszcze stadzie.

Ostatnie kilka tygodni sporo zmieniło w życiu misjonarza. Miał okazję do kilku ciekawych rozmów, które pozwoliły mu spojrzeć odrobinę inaczej na niektóre aspekty jego dotychczasowej egzystencji. Na tyle inaczej, że nie potrafił spojrzeć na tych wędrowców inaczej niż na dar zesłany przez samego Cesarza Ludzkości.

- Zrobię co będę mógł by przekonać moją... - brodacz zająknął się tutaj gryząc, w język. Oficjalne rozmowy nadal nie były jego mocną stroną. Ile by dał by mieć przy sobie Barcę albo jeszcze bardziej samą Winter. - ... moją Lady Kapitan. - dodał szybko.
- Zaiste chwała Imperatorowi. Wyglądacie na strudzonych. Wyczerpanych ciągłym czekaniem. Pójdę nawet o krok dalej. Spróbuję udzielić ci osobistej audiencji z Kapitan, na której będziemy mogli przedyskutować szczegóły. Ostrzegam, że to może jednak zająć dzień lub dwa. Jedna z moich akolitek zajmie się tobą w międzyczasie jeśli ci to odpowiada, na czas twojego pobytu. - Ahalion nie musiał udawać podekscytowania. Wiedział , że Aspe świetnie sie nada do tego zadania. Kapłan zastanowił się przez moment. Jego dłoń gładziła niedawno przystrzyżoną brodę, nadal przyzwyczajając się do jej nowych kształtów.
- Myślę, że by okazać wasze zaangażowanie warto bylo by ofiarować coś Lady Corax. Wiem, że nie macie za wiele... - Ahalion wiedział doskonale co chciał. Męczyły go te rozgrywki. Chciał jak najszybciej wrócić na okręt. Do swojej kaplicy. Jednak jak to mawiali jego nauczyciele, cel uświęca środki.
- Co ty na to byś wybrał pięćdziesięciu ludzi z waszej grupy. Wybiorę z nich dziesięciu. Będą służyć na Błysku, przysięgną wierność rodowi Corax. Co ty na pasterzu? I jeśli się zgodzisz, wyruszymy natychmiast. Imperator strzeże.

Wszystko to wymagało czasu. I cierpliwości. Jego nowy wizerunek nie był już tak przerażający jak dawniej. Przystrzyżona i zadbana broda. Ktoś nawet zadbał by duchowny dostał nowe szaty. Skrojone na miarę, z wyszytymi symbolami rodu Corax podkreślały tylko status i pozycję mężczyzny. Można było nawet uwierzyć, że życzył pielgrzymom jak najlepiej. Marcus zaczepiony u boku misjonarza drzemał spokojnie. Ahalion uśmiechnął się delikatnie.


 
__________________
"Life is really simple, but we insist on making it complicated." -Confucius

Ostatnio edytowane przez Cane : 31-12-2019 o 00:08. Powód: Post
Cane jest offline  
Stary 22-12-2019, 15:53   #7
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, Złota Komnata w Port Wander

Gwar zrodzony z ust tysięcy rozmawiających jednocześnie ludzi niósł się aż pod monumentalne sklepienie Złotej Komnaty, ozdobione przepięknymi freskami autorstwa Allanda Skorzy z Boniface. Oddana w najmniejszych szczegółach postać świętego Drususa spoglądała w dół na wypełniający gigantyczną salę tłum, otoczona świtą aniołów o śnieżnobiałych skrzydłach i zdająca się kłaść na szali grzechy każdego z wizytujących Komnatę gości.

Christo Barca odprowadził wzrokiem mijającego jego stolik brokera Domu Krin, otoczonego gromadą skrybów i doradców taszczących włączone infotablety. Bankier nie odwzajemnił tego spojrzenia, zapatrzony w idącą kilkanaście kroków w przedzie skąpo odzianą kurtyzanę. Prowadził ją na skórzanej smyczy niski zgarbiony człowieczek o przesadnie bogatych szatach, uginający się pod ciężarem złotego łańcucha z ryngrafem dynastii Chorda.

- Przysięgam na świętą Isabel Solomońską, że to prawda - owinięty w szary płaszcz mężczyzna siedzący po drugiej stronie stolika przywołał Barcę do urwanej w połowie zdania konwersacji - Winterscale zakontraktował transfer dwustu tysięcy ton ferrytu z Sepheris Secundus. Podobno wynajął do tego cały konwój Departmento Munitorium, a wiesz przecież jak trudno coś takiego załatwić bez poparcia prefekta podsektora. Sama koordynacja skoku przez Paszczę to niewyobrażalne wyzwanie.

- Wiesz, który Dom Navis Nobilite ich poprowadzi? - zapytał seneszal upijając jednocześnie łyczek złotego koniaku.

- Podobno dwa calixiańskie, Aleene i Yeshar, ale to nic pewnego - Gustav Moritz ściszył głos do znaczącego szeptu, bardziej dla dodania swej wypowiedzi dramatyzmu niż z rzeczywistej potrzeby zachowania ostrożności. Miniaturowy moduł zagłuszania przyczepiony przez Christo do spodu stolika czynił podsłuchanie jego rozmowy praktycznie niemożliwym.

- Nawigatorzy Ekspansji nie będą z tego zadowoleni - dodał człowiek w szarym płaszczu - Ale sam pewnie słyszałeś, co mówi się o Winterscale i Domu Visscher. Coś podobno bardzo się między nimi popsuło... swoją drogą, wasz Nawigator wie coś na ten temat?

Infobroker zawiesił w powietrzu swe pytanie, wbił baczne spojrzenie w twarz seneszala. Barca nic nie odrzekł w pierwszej chwili, odszukał w zamian wzrokiem sylwetki swych wmieszanych w tłum przybocznych. Wszyscy czterej mieli ubrania, dzięki którym nie wyróżniali się spośród morza imperialistów, a ich dobrze ukryta broń uchodziła jak dotąd uwadze kręcących się na galeriach Komnaty strażników Magistratum.

- Dom Visscher pieczołowicie strzeże swych tajemnic - odpowiedział po krótkiej chwili seneszal - Przedstawiciele innych rodów Navis Nobilite też nie lubią natrętów zbyt nachalnie próbujących zdobyć wiedzę, która nie jest dla nich przeznaczona.

- Nie musisz się tak unosić, Christo - infobroker wzruszył ramionami, skrzywił nieznacznie wargi dając tym samym wyraz swemu niezadowoleniu z reakcji seneszala - Wiedza to czysty pieniądz, przecież wiesz. Z tego obaj żyjemy.

- Myślisz, że Winterscale ściąga ten ferryt na Oddech Lucina? - zapytał Barca dolewając sobie z butelki koniaku - Rozbudowuje rafinerie?

- Albo dodatkowe bazy w strefie zmilitaryzowanej - odparł informator - Aspyce Chorda podobno zakończyła wojnę podjazdową, ale nephium jest zbyt cenne, żeby ta suka całkiem odpuściła. Stary Winterscale dostaje kurwicy na samą myśl o wymuszonym podziale stref wpływów. Wiesz jak podskoczyły ceny nephium w Lathe po zniknięciu ostatniego konwoju Calligosa?

- Nie wiem, ale zaraz na pewno mnie uświadomisz - Christo przyjrzał się podejrzliwie grupce rozmawiających zbyt blisko mężczyzn w strojach któregoś z licznych calixiańskich przewoźników towarowych. Prawa ręka seneszala wsunęła się pozornie od niechcenia pod blat stolika, jej palce namacały znajomy kształt przymocowanego rzepem do mebla pistoletu.

- Kręcił się ktoś za tobą ostatnimi czasy? - zapytał ściszonym głosem odszukując jednocześnie wzrokiem swoich przybocznych. Wszyscy czterej zostali osobiście przez niego wybrani i mieli doskonałe rekomendacje Gilbera Rappa, ale Christo wciąż nie potrafił się wyzbyć irracjonalnej podejrzliwości.

- Nikt - informator wzruszył ponownie ramionami - Niby po co ktoś by miał? Nie robię niczego nielegalnego. A nephium idzie po sto pięćdziesiąt tysięcy za tonę, uwierzysz?

- Zbyt otwarcie wygłaszasz pewne opinie - powiedział ściszonym głosem Christo. Mężczyzna cofnął dłoń od podwieszonego pod stolik dziesięciomilimetrowego Trovansse i oparł się wygodniej o oparcie ławy. Siedział na jednej z galerii wyrastających ponad rozległą posadzkę Złotej Komnaty, śledząc z wysokości jej poręczy barwny hałaśliwy tłum brokerów, handlarzy i paserów, pielgrzymów i dostojników tuzina imperialnych instytucji. Usytuowane pod słynną z fresków kopułą, miejsce te stanowiło ulubiony punkt spotkań tych obywateli Imperium, od których wiele zależało i to nie tylko w samym Port Wander.

- Ta uwaga chyba się nie tyczy cen paliwa - Gustav zmarszczył czoło, odsunął od ust podnoszony do nich kieliszek złotego koniaku.

- Zbyt głośno wypowiadasz się na temat osób, które mogą ci zaszkodzić - Barca podniósł gestem przestrogi jeden z palców - Wszędzie wokół znajdują się poplecznicy Winterscale albo Chordy. Kłap tak dalej ozorem, a ktoś ci go urżnie razem z głową. Konfratrzy takich dynastii nie zawahają się zabić słysząc jak ktoś znieważa ich pryncypałów.

- To nie Ekspansja, tylko Imperium - Moritz spochmurniał natychmiast, a w jego oczach pojawił się zły błysk - Mam glejt Gildii i kontrakt Administratum. Niech ktoś spróbuje podnieść na mnie rękę, a szybko zajmą się nim arbitratorzy.

Christo uśmiechnął się w wyjątkowo złośliwy sposób, ale chociaż cięta riposta wręcz cisnęła mu się na usta, w ostatniej chwili zrezygnował z jej wygłoszenia. Uwagę seneszala zaprzątnęło jakieś zamieszanie w dolnej części monumentalnej komnaty. Przysuwając się do ornamentowanej barierki spojrzał czym prędzej w dół, na zbierających się w jednym miejscu zaaferowanych ludzi napierających na wchodzący jednym z licznych bocznych wejść orszak.

- A to kto? - spytał skupiając spojrzenie na postaci idącego czołem orszaku mężczyzny, pozdrawiającego tłum uniesionymi tryumfalnie rękami.

- Leon Thibaut - odpowiedział bez wahania Moritz, który też wychylił się ponad barierką - Najnowszy pupil Calligosa. Nie słyszałeś?

Barca potwierdził ruchem głowy, przyglądając się jednocześnie uważnie młodemu dziedzicowi Gwarancji Kupieckiej Thibautów. Wolny Kupiec sunął poprzez rozstępujący się przed nim tłum, pozdrawiany i wygwizdywany na przemian.

- Wierzysz w te plotki, że wleciał w Pękliny Hecatona? - zapytał po chwili milczenia seneszal, jeszcze bardziej ściszając głos.

- Nie mam powodu, żeby nie wierzyć - mruknął z nutą niechęci w głosie Gustav - Skurczybyk ma podobno niesamowite szczęście, czasami aż podejrzane. Słyszałem, że przywiózł z ostatniej wyprawy jakiś preimperialny atomowy arsenał i wystawił w Przyczółku na aukcję kapitanów Wolnej Floty.

- Znalazł w Pęklinach atomowy arsenał? - Christo stracił na chwilę kamienny wyraz twarzy - To zweryfikowana informacja?

- Dostałem z kilku źródeł. Aukcja była kilka miesięcy temu, wysprzedał wszystko od ręki. Co... co on tam ma?

Obaj mężczyźni wstali z ław i przechyleni przez barierkę przyjrzeli się uważniej orszakowi Thibauta. W dolnej części Komnaty gęstniał pełen ekscytacji gwar, a kordon przybocznych w rodowych barwach dynastii z trudem trzymał na dystans napierających na świtę Wolnego Kupca gapiów. Uwagę wszystkich przykuwała jakaś koszmarna istota zalana w przeźroczystej syntetycznej żywicy, niesiona przez czterech serwitorów o masywnych torsach atletów. Ohydna w swym nieludzkim wyglądzie hybryda przewyższała rozmiarami dorosłych ludzi, budząc powszechną grozę masywnym odwłokiem i czterema parami kończyn.

- Oczom nie wierzę! To chyba Rak'Gol... prawdziwy Rak'Gol! - gwizdnął przez zęby infobroker - Nigdy wcześniej nie widziałem prawdziwego truchła!




Złota Komnata w Port Wander to doskonałe miejsce na popisy buńczucznych ambitnych posiadaczy Kupieckiej Gwarancji. Rak'Gole zaś to wyjątkowo przerażająca rasa ohydnych krwiożerczych obcych, która wychynęła z ciemności Niepojętych Głębi zaledwie dwieście lat temu i sieje postrach w sercach penetrujących Koronus imperialistów.



 
Ketharian jest teraz online  
Stary 22-12-2019, 20:05   #8
 
Mi Raaz's Avatar
 
11 Martius 816.M41, siedziba Adeptus Mechanicus w Port Wander

Szum. Przyjemny szum pracujących ekstraktorów oplatał ich ciała. Wokół unosił się zapach przepracowanego oleju. Niemal identyczny jak na Błysku Cieni. Jednym z największych kłamstw ludzkości było to, że materia nieożywiona nie może stać się ożywioną. Tymczasem Enginarium Port Warden zdało się temu przeczyć. Miliony mieszkańców to wielka odpowiedzialność. Tymczasem mieli tu baterie odzysku wody. Taką samą w założeniu, jak na Błysku Cieni. W kolejnych ekstraktorach udawało się oddzielić wodę od ekskrementów. Ekskrementów pięciu milionów ludzi. Skala tego przedsięwzięcia potrafiła przytłoczyć. Ale ekstraktory działały genialnie. Oddzielały układy. Kierowały wodę do układów filtracyjnych, a resztę do przerobu na suchą masę. A ta z kolei była stosowana jako nawóz lub paliwo. Nawóz przyspieszał produkcję biomasy z roślin. Paliwo zapewniało odpowiedni poziom ciepła w Port Warden. Spalając się znów wytwarzało wodę i dwutlenek węgla. Ta pierwsza była życiem samym w sobie. Ten drugi wywoływał efekt cieplarniany i przyśpieszał wegetację roślin. A te z kolei w połączeniu z wodą karmiły miliony mieszkańców stacji. Maszyny dawały życie ludziom. Ktokolwiek uważający, że jest inaczej powinien wyobrazić sobie stację kosmiczną bez kapłanów Omnisjasza. Bez filtracji wody. Bez produkcji roślin. Czy też bez działającego ogrzewania przy panującym na zewnątrz zerze absolutnym. Port Warden bez nich wymarłby w dwa miesiące. Może trzy, jeżeli Imperialna flota zaprzęgłaby do pracy okręty transportowe

Szli wspólnie na spotkanie z wyższym rangą magosem Adeptus Mechanicus na stacji Port Warden. Ramirez po długiej rozmowie przekonał Barcę, by ponad połowa obstawy była bojowymi serwitorami, a nie żołnierzami gwardii przybocznej Winter. Chodziło o okazanie przywiązania i szacunku dla maszyn. Przynajmniej oficjalnie. Barca i Lady Kapitan mogli odnieść wrażenie, że Ramirez tym razem rozgrywa własną grę.

Gdy tylko weszli do wskazanej im sali holokonferencyjnej, prezbiter przedstawił się jako Magos Explorator Ramirez ze świty Winter Corax. Na statku nigdy siebie nie tytułował w podobny sposób. Owszem, miał szereg tytułów, ale zawsze wiązały się one z hierarchiczną zasadą podporządkowania Marsowi. Tymczasem tytuł Magosa Exploratora był niezależny. Eksplorator był tym kapłanem Omnisjasza, który ma odkrywać to co nieznane. To co utracone przed tysiącleciami. Ale Adeptus Mechanicus miał związane ręce. Imperator. Inkwizycja. Adeptus Administratum. I wiele innych instytucji, które oczekują, że rolą kapłana będzie utrzymanie na chodzie krążownika czy zbudowanie czołgu wedle mającego trzy tysiące lat schematu. Jak więc uciec od rosnących oczekiwań Imperium? Ano historia już dawno poznała tych, którzy byli ponad prawem. Tych, którzy z woli samego Imperatora mieli prawo do wymiany handlowej z obcymi. Były to uprzywilejowane rody, w których posiadaniu znajdowały się praktycznie bezcenne Gwarancje Handlowe. I właśnie w tych Wolnych Kupcach znacząca część Adeptus Mechanicus widziała niepowtarzalną szansę na poszerzanie dostępnej wiedzy. Sam Ramirez od zawsze postrzegał współpracę z rodem Corax za swoją niepowtarzalną szansę na roztrzaskanie kolejnych szklanych sufitów.

Stali więc teraz na audiencji. On oraz milady Winter Corax. Obstawa musiała pozostać za drzwiami. Ramirez wiedział, że dla serwitorów było to optymalnym rozwiązaniem. Wewnątrz kompleksu panował tak potężny szum informacyjny i tak wiele przeplatających się Duchów Maszyny, że Wizjoner Silnika musiał wyciszyć MIU.

Stał więc teraz wśród przełożonych, którzy nie mieli nad nim władzy, obok dziewczynki, kapitan z przypadku, w której rękach było całe jego życie. Ubrany w zbroję, która była starsza od niego samego, która uwierał go przy co drugim kroku płytami grubego pancerza. Z wymalowanymi na ramionach wzorem Kosmicznych Marines insygniami. Świętym symbolem Cog Mechanicus i równie świętym dla niego czarnym krukiem Coraxów. W świeżo odmalowanej zbroi, w kolorach kapłanów Marsa, lecz w szatach średniej jakości, usmarowanych olejem i z doskonale widoczną przestrzeliną.

Wprawny obserwator już na tym etapie wiedział jakie były cele tego Magosa Exploratora - zaś jego dalsze zachowanie po wypowiedzi członka rady to jedynie potwierdzało. Ramirez nakreślił kilka słów na lewym przedramieniu. Po chwili wyjął z kieszeni obszernego płaszcza elektronotes i włożył w mechadendryt. Macki chwytnika z gracją węża dusiciela uniosły się w kierunku przepony Winter Corax. Siedząca w wygodnym fotelu dziedziczka rodu mogła spokojnie zapoznać się z wypisaną przez Ramireza treścią komunikatu bez obawy o to, że któryś z gospodarzy ją podejrzy, gdyby się tak jednak mimo wszystko stało, zapiski widniejące na tablecie wciąż mogły pozostawać dla reszty techkapłanów zagadką. Skonstruowane w niskim gotyku charakterystycznym dla mieszkańców Sinophii, pozornie tworzyły ciąg bezsensownych fraz niezrozumiałych dla każdego oprócz dwójki gości.. Kapitan Corax szybko nadrabiała niedociągnięcia młodego wieku czy braku doświadczenia, korzystając ze pieczołowicie strzeżonych przed obcymi sformułowań zaczerpniętych z tajemnego języka Wolnych Kupców.

W efekcie na ekranie tabletu w długiej historyjce ukryte były bardzo konkretne informacje:

„To ksenotech albo archotech. Ryzykujemy narażenie się Eklezjarchii lub nawet Inkwizycji. Negocjuj profit. Nie za bardzo, Adeptus Mechanicus są cennym sojusznikiem. Nie wolno dopuścić ich do naszej tajemnicy. Warto wybadać ich tajemnicę.”

Chociaż uwięzione w wielkiej zbroi ciało nie poruszyło się nawet na cal, tekst widoczny na szklanej płytce zniknął ukazując dotykową klawiaturę.


1) Rzut na Fellowship w celu zweryfikowania wrażenia wywołanego przez techkapłana. Dodatkowy modyfikator +20 89/48

4 stopniowa porażka

2) Rzut na Forbidden Lore Adeptuus Mechanicus 86/69

2 stopniowa porażka




*Post powstał z pomocą Kethariana
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 22-12-2019 o 20:11.
Mi Raaz jest offline  
Stary 22-12-2019, 20:44   #9
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, Złota Komnata w Port Wander

Sprowadzony do Port Wander okaz kosmicznego drapieżcy wzbudził niebywałe zainteresowanie w Złotej Komnacie. Kupcy i bankierzy jak jeden mąż porzucili swe wystudiowane pozy, zapominając o interesach i tłocząc się gęsto wokół maszerującego z tryumfalną miną Thibauta. Czterej niosący Rak'Gola serwitorzy podnieśli jeszcze wyżej swe masywne ramiona demonstrując zatopionego w żywicy obcego zafascynowanym gapiom.

- Niechaj sprawiedliwa kara spadnie na każdego ksenosa, dzieło jego myśli i wytwór rąk - powiedział półgłosem Christo cytując na użytek swego rozmówcy jeden z niezliczonych wersetów Credo. Prawa ręka seneszala dotknęła teatralnym gestem noszonego na szyi amuletu w postaci pozłacanej Aquili o szmaragdowych oczach.

- Imperator strzeże, ale wolałbym nie wystawiać na próbę jego cierpliwości zapuszczając się na Niepojęte Głębie - skomentował infobroker, który też dał wyraz swej wierze dotykając przelotnie własnego amuletu - Za to Thibaut świetnie się na tym truchle obłowi. Magosi będą na wyścigi licytować tego stwora, zwłaszcza organistycy.

- O ile zdążą - ton głosu Barcy uległ znienacka zmianie, pojawiła się w nim nuta szczerego zainteresowania - Konkurencja nie śpi, patrz tam!

Podążając za palcem seneszala Moritz gwizdnął znacząco przez zęby.

Niczym sunący przez morze ciał żywy okręt, w stronę Thibauta, jego świty i jego zdobyczy zmierzał inny orszak, kapiący od złota i przystrojony w drogie tkaniny. Poprzedzany przez dwóch rosłych fratrów, diakon Mefistofel wodził po mijanych ludziach pełnym potępienia i nieufności spojrzeniem. Plotka głosiła, że słynący z surowości dygnitarz Eklezjarchii trafił do Port Wander, kiedy jego zwierzchnicy stracili już ostatecznie cierpliwość do żądnego pogromów i polowań na wiedźmy kapłana z Solomona. W oczach kościelnych elit Port Wander był punktem na krańcach map, stacją doskonałą do zesłania zbyt gorliwego sługi Bożego.

Jeśli nawet Mefistofel rozumiał, że przeniesienie do Port Wander było w rzeczywistości formą kary, nigdy nie okazał swego rozczarowania. Wręcz przeciwnie, przyjął za pewnik, że kosmiczne miasto jest gniazdem grzechu i plugastwa jeszcze większego od zła zagnieżdżonego na macierzystym świecie. Przysłany do Port Wander ze świętą misją prześladowania grzeszników, nie ustawał w ciężkiej i pełnej wyrzeczeń ewangelizacji.

- Co to za odrażające bluźnierstwo?! - wibrujące gniewem pytanie diakona popłynęło z ogromnych głośników niesionych na plecach przez jakiegoś zgarbionego neofitę - Jak śmiesz wnosić coś takiego na uświęconą słowem Imperatora ziemię?!

Atmosfera w ogromnej komnacie stężała namacalnie, a część zafascynowanych obcym gapiów wycofała się czym prędzej pod ściany odwracając od truchła spojrzenia. Diakon Mefistofel budził słuszny lęk w serach wielu pobożnych imperialistów, wiadomo bowiem było, że zawsze potrafił się dopatrzyć w człowieku grzechu, choćby i urojonego.

Uśmiechający się dotąd szeroko Leon Thibaut spoważniał w jednej chwili, wyprostował się nakazując serwitorom gestem ręki postawienie kapsuły na posadzce.

- To nie bluźnierstwo, tylko trofeum, wasza ekscelencjo - odpowiedział kłaniając się ze stosowną kurtuazją - Nic tak nie raduje Boga-Imperatora jak martwy ksenos. Nic tak nie krzepi serc pobożnych obywateli jak widok martwego ksenosa. Czyż nie powiadał święty Adolfo z Galtharu, że nie ma niczego wspanialszego nad truchło obcego rzucone pod depczące je nogi praworządnych?

- Tego tutaj bezeceństwa podeptać się nie da! - diakon dotarł dostatecznie blisko Wolnego Kupca, aby nie musieć już korzystać z noszonych przez nieszczęsnego neofitę głośników - Zbyt dobrze go zabezpieczyłeś, synu marnotrawny! Coś mi mówi, że nie pokora wobec słowa Bożego tobą kieruje, tylko pycha i buta!

Christo nie widział z wysokości galerii wyrazu twarzy Thibauta, ale domyślał się bez trudu targających mężczyzną emocji. Port Wander znajdował się na obszarze Imperium i przebywających w nim ludzi obowiązywały wszystkie prawa, również kanoniczne.

- Pragnę zapewnić ekscelencję, że me intencje są czyste niczym łzy świętej-męczenniczki Isoldy Barraceńskiej - Thibaut cedził słowa przez zaciśnięte zęby, ale dostatecznie głośno, by Barca usłyszał każde z nich.

- Zapłaci dobrowolny datek na rzecz katedry Świętego Płomienia, idę w zakład - szepnął stojący obok seneszala Gustav - Co najmniej sto tysięcy za złamanie dobrego obyczaju i drugie tyle za obrazę uczuć religijnych diakona.

- Widok tego bezeceństwa obraża me uczucia! - gniewne słowa diakona Mefistofela odbiły się echem od zdobionych malowidłami ścian Złotej Komnaty.



Eklezjarchia bezwzględnie nienawidzi wszelkich obcych form życia, ponieważ samo ich istnienie uważane jest za grzech śmiertelny przeciwko Imperatorowi - jednym z fundamentalnych założeń Credo jest przekazanie ludzkości wszechświata w darze od jej protektora. Wszystko, co nie jest ludzkie jest grzeszne i nie ma prawa istnieć!



 
Ketharian jest teraz online  
Stary 23-12-2019, 18:13   #10
Dział Postapokalipsa
 
Ketharian's Avatar
 
11 Martius 816.M41, konsularium Domu Xan’Tai

Małomówny lokaj w ciemnoniebieskiej liberii rodu zaprowadził Alecto do biblioteki, poprosił ją o zajęcie miejsca i zaproponował poczęstunek. Zaniepokojona pilnym wezwaniem konsulariusza Nawigatorka podziękowała służbicie zdawkowym kiwnięciem głową, toteż lokaj skłonił się nisko i wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia. Alecto nie mogła nie zauważyć, że przyglądał jej się kątem oka – w sposób dość dyskretny, aby pod żadnym pozorem nie mogła tego uznać za brak szacunku.

Wiedziała, co zwróciło uwagę lokaja, podobnie jak wszystkich innych spotkanych w rezydenturze przedstawicieli rodu. Złota poświata jej oczu coraz bardziej gasła, ale wciąż jeszcze dawała się dostrzec błyszcząc miriadami złocistych iskierek w głębi tęczówek.

Biblioteka konsulariusza urządzona była tak, aby jak najbardziej kojarzyła się z wnętrzem kosmicznego statku. Alecto doceniła ten dowód sentymentalnego przywiązania rezydenta do tradycji Domu Xan’Tai. Gwiezdni wędrowcy, rodzący się i umierający w zimnej pustce kosmosu, nie potrafiący nigdzie zagrzać na dłużej miejsca. Xan’Tai byli nomadami i konsekwentnie podtrzymywali tę wielopokoleniową tradycję, ale nawet oni musieli posiadać stacjonarne rezydentury w obrębie Imperium, jeśli chcieli korzystać z siatki kontaktów i kanałów dyplomatycznych. Dlatego właśnie zakładali takie placówki jak konsularium w Port Wander. Rezydentura urządzona była oszczędnie, ale ze smakiem, z ogromną dbałością o właściwie dobrane oświetlenie, funkcjonalne umeblowanie i dekoracje nawiązujące do nomadycznego dziedzictwa rodu.

Biblioteczne regały przynitowane były do posadzki pomieszczenia, chociaż Alecto wątpiła, aby w Port Wander kiedykolwiek doszło do wstrząsów strukturalnych dość silnych, by groziły one przewróceniem mebli w konsularium. Nity te, stosowane powszechnie na narażonych na wstrząsy i wibracje okrętach, były jednym z przykładów dekoratorstwa Xan’Tai nawiązującego do rodowych korzeni.

Konsulariusz Gaspar Uriel Xan’Tai zgromadził w swej bibliotece pokaźne zbiory. Półki z jego księgozbiorem zajmowały wszystkie ściany aż po wysoko sklepiony sufit, kusząc młodą kobietę setkami tytułów wytłoczonych na skórzanych oprawach tomiszczy. Jedna z ksiąg tkwiła na czytelniczym pulpicie w rogu pomieszczenia, otwarta na pierwszych stronicach, zabezpieczona przed przypadkowym zamknięciem pozłacaną zakładką. Alecto podeszła do niej z błyskiem ciekawości w oczach, zerknęła na rzędy ręcznie wykaligrafowanych liter.


„Ludzkość od zawsze poszukiwała odpowiedzi na swe pytania w gwiazdach. Pierwsi rozumni przedstawiciele naszego gatunku spoglądali w słońce czcząc tę kulę ognia jako inkarnację boga w materialnym wymiarze ich świata. Widzieli w niej bóstwo światła przynoszące życie i odpędzające grozę czającą się w ciemnościach nocy. Słońce było potężnym symbolem od początków istnienia ludzkiego gatunku. Nawet dzisiaj istnieją w granicach Imperium prymitywne światy, na których czci się Imperatora jako Boga-Słońce, przy niemej akceptacji tych obrzędów przez Eklezjarchię.

Gdy pierwsi filozofowie przestali się lękać ciemności, nocny nieboskłon stał się dla nich bezmiarem inspiracji, zbiorem ciał niebieskich układających się w chrzczone poetycko konstelacje o kształtach odległych bogów i bogiń spoglądających z góry na rozwijającą się ludzkość. W tych czasach moi przodkowie zaczęli spoglądać w gwiazdy poszukując wiedzy, a nie doznań spiritualistycznej natury. Wczesne cywilizacje przestały oddawać cześć słońcu, skupiając swą uwagę na orbitujących wokół niego planetach. Szybko stały się one obietnicą ekspansji. Ludzkość katalogowała je, planowała przemierzanie kosmicznej otchłani w okrętach zdolnych przenosić na pokładach uśpionych kolonizatorów. Lecz odległości dzielące poszczególne systemy czyniły to wyzwaniem niemożliwym do realizacji.

Ludzie nie poddali się i zaczęli szukać alternatywnych rozwiązań. I wkrótce je odkryli.

Osnowa. Podprzestrzeń. Wielki Ocean. Morze Dusz.

Kiedy ludzkość po raz pierwszy skorzystała z Osnowy w celu podróżowania na niewyobrażalnie wielkie dystanse, nasi przodkowie nie wiedzieli praktycznie niczego o naturze zamieszkujących ją bytów. Widzieli jedynie obce naszemu gatunkowi kształty – groteskowe kreatury uformowane z Aeteru – lecz nie znali jeszcze ich wypaczonej samoświadomości ani potężnej eterycznej inteligencji, która je zrodziła.

Ludzie spoglądali na Osnowę przez pryzmat innego wymiaru, ocean nie-materii znajdujący się w stanie ustawicznego ruchu, przyśpieszający wielopokoleniowe podróżne kosmiczne do zaledwie tygodni. Dystanse wymagające wielu setek lat lotu z użyciem napędu konwencjonalnego pokonywano teraz w przeciągu miesięcy. Ukryci w projekcjach Pola Gellera, hermetycznych bańkach materialnej rzeczywistości, pierwsi Osmonauci ludzkości poprowadzili swój gatunek ku najbardziej odległym gwiazdom i światom skąpanym w ich poświacie.

Nie mieli najmniejszego pojęcia o naturze swego odkrycia. W tych dniach błogosławionej ignorancji nawet nie podejrzewali, że podróżują poprzez Piekło. Nie wiedzieli, co pływa w Wielkim Oceanie czekając na emanację emocji zdolnych oblec te byty w namacalne kształty.

Mieszkańcy podprzestrzeni zyskali sobie z biegiem czasu niezliczone ilości nazw w niezliczonych ludzkich kulturach i cywilizacjach. Określa się ich Bezduchami, Ten-Gu, Dhaimonionami, Numenami, zjawami, upiorami, devami, Upadłymi, Nienarodzonymi i tysiącem innych mian. Lecz wszystkie one, występujące w dziesięciu tysiącach odmiennych kręgów kulturowych, pobrzmiewają echem tego samego ontologicznego dziedzictwa, nazwy-macierzy.

Demony.”


- Cassander Duval zwykł skupiać się wyłącznie na podstawowej wiedzy w tematyce Morza Dusz, ale lubię od czasu do czasu powracać do jego dzieł, aby odświeżyć sobie fundamenty osnowologii – powiedział wchodzący do biblioteki konsulariusz Gaspar Uriel Xan’Tai. Alecto odsunęła się od pulpitu czując wrażenie irracjonalnego zawstydzenia z faktu, iż dała się zaskoczyć; przeniosła spojrzenie na sędziwego Nawigatora.

- Twoje oczy wciąż lśnią światłem Boga – pomarszczony niczym stary owoc mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a Alecto drgnęła w duchu widząc jego zniekształcone kostnymi deformacjami zęby – Cieszę się, że znalazłaś czas, aby mnie odwiedzić. Ta spektakularna akcja w pasie asteroidów musiała być dla ciebie dużym obciążeniem emocjonalnym, prawda?



Alecto Xan’Taqi znajduje się w apartamencie konsulariusza swego rodu w Port Wander. Gaspar Uriel Xan’Tai ma już ponad setkę lat i czasy aktywnej służby za sobą, ale jest niezwykłą skarbnicą wiedzy i kontaktów, a Alecto wywarła na nim zrozumiałe wrażenie efektem ozłocenia oczu. Uriel zaprosił ją na prywatne spotkanie, więc bohaterka Amduat zachodzi w głowę, co zamierza jej powiedzieć. Myślę, że nie od rzeczy byłoby powiedzieć coś miłego. Amduat, liczę na Twoją klawiaturę



 

Ostatnio edytowane przez Ketharian : 23-12-2019 o 20:40. Powód: literówki
Ketharian jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168