Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-02-2021, 19:19   #11
Wiedźma
 
Buka's Avatar
 
Zemus System
okolice planety Zemus 1

"Harpia" podleciała w końcu do jachtu, a następnie oba statki przycumowały do siebie, za pomocą tak zwanego "rękawa", łączącego dwie śluzy… różnica w rozmiarach była spora, krążownik bojowy był trzy razy większy od jednostki na której dokonywano właśnie abordażu.
- Rejestruję na pokładzie 10 osób w tylnej części statku. Wszyscy razem w grupie… kolejne 6 osób znajduje się na mostku. Nikt się nigdzie nie chowa - Meldowała Donna skanując cały czas jacht.

Najpierw więc na pokład mniejszego statku wpadła grupka Dreadnoughtów, wspierana przez trzy roboty bojowe, a za nimi Kajia, i ci udali się od razu na tyły, do tej grupki, która chyba była pasażerami.

Zaraz za nimi na jacht wkroczył kapitan Travis wraz z Gragiem, Kierem, i dwoma robotami bojowymi, udając się prosto na mostek mniejszej jednostki.

Jako ostatnia wkroczyła Ophelia w asyście Wolaika i kolejnych trzech robotów bojowych, udając się do maszynowni.

Dwa roboty, oraz Leno i Gwen uzbrojeni w karabiny, pilnowali śluzy i rękawa łączącego oba statki.

***

Nerwowi pasażerowie, przebywający w obszernym salonie w towarzystwie dwóch załogantów, przyglądali się nadchodzącym "karkom" i ich karabinom plazmowym z narastającym na twarzach strachem. Dwaj załoganci od razu podnieśli ręce w górę, snoby jednak tak nie postępowały…

- To jest skandal! - Warknął jeden z mężczyzn - Rozbój w biały dzień! Nikczemna napaść!


- A stul mordę! - Rob przypieprzył mu z kolby karabinu w twarz, i polała się pierwsza krew. Typek padł na kolana, trzymając się obiema dłońmi za rozwaloną gębę, a kobiety pisnęły.

Trevor machnięciem lufy nakazał obu załogantom grzecznie spieprzać do pobliskiej szafy w ścianie, co też obaj szybciutko uczynili. A roboty zabezpieczały pobliski teren.

- To teraz tak, piękni oraz śliczni: Oddajecie nam wszelką biżuterię, wszystkie błyskotki jakie na sobie macie, i bez głupich numerów, albo tym razem już będziemy strzelać! - Warknęła Chris.

….

- A teraz panie ściągają majteczki, które macie mieć na kostkach u nóg, a sukienki tak podniesione, żeby owe majteczki było widać - Powiedział nagle z perfidnym uśmieszkiem Trevor, a grupka snobów zbaraniała.
- No czy ja się jąkam?! - Ryknął, a jedna i druga kobieta aż podskoczyła.
- Tak nie wolno… - Zaczął kolejną dyskusję jeden z małżonków obecnych dam, i rozległ się strzał z karabinu. Niedoszły "heros" z postrzeloną nogą padł na podłogę, skowycząc z bólu.
- No już! - Warknął i Rob, zamieniając karabin na topór.


Cztery kobiety zrobiły, jak piraci nakazywali… dwie z nich nawet cichutko szlochały, a ich mężowie zgrzytali zębami.
- Ręce na głowy, gały w podłogę - Chris ich ustawiała, zachodząc od tyłu i przystawiając pistolet do pleców - Wszelkie ostrzeżenia już się skończyły, następny wybryk to będzie odstrzelony łeb. Kajia zobacz nogę tego frajera, kapitan chce ich wszystkich żywcem… za chwilę ich skujemy.


***

Tymczasem, na mostku jachtu…

Załoga czekała na piratów z dala od swoich stanowisk, z grzecznie uniesionymi rękami w górę, pod jedną ze ścian. Czterech młodych mężczyzn, jedna młoda kobieta, którą jakby sobą zasłaniali, no i stojący przed nimi kapitan.
- Statek jest wasz, proszę nie krzywdzić załogi! - Powiedział od razu kapitan na widok piratów, i wycelowanych w ich osoby wielu luf - Próbowaliśmy uciec, nie udało się, no cóż, raz się wygrywa, raz przegrywa… - Kapitan jachtu uśmiechnął się na sekundkę bardzo nerwowo.





***

Komentarze jeszcze dzisiaj...
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD
Buka jest offline  
Stary 20-02-2021, 20:16   #12
 
Dhratlach's Avatar
 
Kier stanął z boku przyglądając się załodze i wszystkim obecnym w pomieszczeniu z kamienną twarzą. Był dokładnie tym którym był jeszcze niedawno na mostku. Cichym obserwatorem. Zdecydowanie nie dlatego, że mu to pasowało.

Kapitan osobiście zdecydował się rozmawiać z kapitanem... inaczej po co on tutaj. Rozglądał się, czujny i baczny. "Kobieta w załodze, hmm? Całkiem niezła. Pilot? Oby!" Przeszło mu przez myśl...

Twarz jednak była bez wyrazu, a oczy oceniające wszystko. Zastanawiało go jedno... czy dokonali właściwego wyboru. Szef wiedział co wiedział, a wiedział o nim nic. Jak wszyscy obecni na pokładzie. Dwa pistolety plazmowe u pasa mówiły jedno. Nóż na piersi drugie.

Niczym statua trwał nie zdradzając sobą nic. Tylko ta ukryta, zaciśnięta pięść i druga dłoń która trzymała jej rękę mocno powyżej nadgarstka. Kto by jednak to widział?
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"
Dhratlach jest offline  
Stary 21-02-2021, 20:08   #13
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Dialog wspólny z MG ;)

Travis przez moment przyglądał się kapitanowi, potem przeniósł wzrok na pozostałych członków załogi, dłuższą chwilę poświęcając jedynej tutaj kobiecie.
- To nie było zbyt mądre, kapitanie - powiedział, ponownie spoglądając na kapitana. - To nie wpłynęło dobrze na humor mojej załogi. Ani na mój... - dodał z miną daleką od zadowolonej.
- Ryzyko… zaaawodowe? - Zająknął się kapitan jachtu - Podejmowanie takich decyzji należy do moich obowiązków, sam pan chyba rozumie… pasażerowie płacą, to i wymagają…
- Grag, zwiąż załogantów - polecił Travis, nie nawiązując do wypowiedzi kapitana. - Proszę mi opowiedzieć o tych pasażerach. Dokładnie, ze szczegółami.
- Przykro mi, ale ja szczegółów nie znam - Kapitan zrobił srającą minę - Zostaliśmy wynajęci na dwa dni… wiem że są bogaci, wiem jak się nazywają, resztę mam w aktach…
- Skopiuję sobie - odparł Travis. - Który komputer? Jacht do kogo należy? - zmienił temat. - Gdzie jest sejf?
- Dane są w komputerze w mojej kajucie, podobnie jak sejf, a jacht należy do kompanii Spirit Solution… - Odparł kapitan.
- Donna, przyślij tu Eve - powiedział Travis. - Pan przodem, kapitanie - dodał.

* * *

Travis opuścił więc mostek tej łajby, w towarzystwie jej kapitana, i jednego z robotów bojowych. Udali się do kajuty, która była ledwie dziesięć kroków dalej.

W kajucie żadnych niespodzianek nie było, i po chwili Webster otrzymał mini-komp, gdzie ponoć były dane załogantów. Kapitan do tego własnoręcznie otworzył niewielki sejf… w którym poza kilkoma rzeczami leżał i mały pistolet. Mężczyzna zastygł w pół ruchu, wpatrzony w broń.
- Pan się odsunie, kapitanie - powiedział spokojnie Travis. - Domyślam się, że nie ma pan zamiaru robić żadnych głupot, ale roboty nie myślą.
Sięgnął po pistolet.
- Mam nadzieję - zmienił temat - że jacht jest ubezpieczony, bo trochę szkód narobimy. - Uśmiechnął się lekko. - I proszę usiąść, tak się wygodniej rozmawia.
- Tak, statek jest ubezpieczony… - Westchnął kapitan, po czym usiadł przy własnym biurku, powoli i z cały czas widocznymi dłońmi, które położył na blacie. Cholerny robot bojowy cały czas w niego celował z karabinu.
- Czy będzie pan miał duże kłopoty, że nie stawiał pan oporu? - zagadnął Travis, przeglądając pobieżnie dane z mini-kompa, równocześnie kopiując wspomniane dane na własny nośnik.
Kapitan jachtu spojrzał na Webstera, marszcząc brwi.
- Stawiałem opór, aż nas poczęstowaliście rakietami. Jacht uszkodzony. Żeby nie narażać zdrowia, czy i życia pasażerów i załogi, po krótkim pościgu się poddaliśmy… ale owszem, kłopoty pewnie i tak będą…
- Jeśli dobrze rozumiem, to poturbowanie paru członków załogi czy postrzelenie pana nie zmieniłoby nic w tej kwestii? - Travis zadał to pytanie na moment odrywając wzrok od komputera i przenosząc spojrzenie na kapitana jachtu.
- Wolałbym, by nie było rękoczynów… - Odpowiedział kapitan.
Travis skinął głową.
- Trochę uszkodzimy to i owo, ale nikomu z załogi nic się nie stanie - zapewnił. - Takie przynajmniej rozkazy mają moi ludzie - dodał - a pana załoga wygląda na rozsądną. Nie zamierzamy wysadzać jachtu ani robić nic równie spektakularnego.
- Panna Samantha Hutt... - Travis odszukał wreszcie dane pilota. - Chyba Spirit Solution za mało jej płaci. Naprawdę jest dobra. - Pokiwał z uznaniem głową. - Pozazdrościć takiej pilotki.
Zabrał się za pobieżne sprawdzanie pozostałych danych. Osiem osób załogi, ośmioro pasażerów. Wyglądało na to, że wszystko jest.
- Załoga zna się od lat, jesteśmy zgrani ze sobą. A na zarobki nikt raczej nie narzeka… - Powiedział kapitan.

- Napęd uszkodzony - Zameldowała nagle Ophelia.
- W porządku, wracajcie do nas - odparł Travis. - Kapitanie, zamknę pana w kabinie, gdy odlecimy, ktoś z załogi pana wypuści. - Spojrzał na kapitana. A nagle do kabiny weszła Eve, żując gumę i robiąc balona…
- To gdzie ten sejf? - Spytała.
- Tam... - Travis wskazał głową. - Może znajdziesz tam coś ciekawego, bo otwierać już nie potrzeba. - Lekko się uśmiechnął.
- Ech… - Mruknęła niezbyt zadowolona z takiego obrotu spraw Eve, po czym ruszyła do sejfu, puszczając po drodze oczko do kapitana jachtu, co wyraźnie go zmieszało, a nastolatkę rozbawiło. A po chwili…
- Patrz, kasaaaa - Zadowolona już Eve zaczęła machać w dłoniach kredytami.
- Starczy na kolejną porcję lakieru - stwierdził z udawaną powagą Travis. - Coś jeszcze ciekawego?
W tym czasie kapitan jachtu przewrócił oczami, i spojrzał na Webstera.
- W piractwie i córka pomaga? - Spytał, a Eve wyszczerzyła do niego ząbki.
- Trzeba zadbać o to, by wychować odpowiedniego następcę - odparł z powagą Travis. - Będzie jak znalazł, gdy już przejdę na emeryturę.
- Jest tu jeszcze jakiś mini-komp - Powiedziała Eve, chowając kredyty w… cycki, a wyciągając wspomniany przedmiocik z sejfu. Kapitan jachtu wyglądał na podwójnie zmieszanego.
- To mój osobisty… proszę nie zabierać? - Mruknął.
- Rodzinne fotki, czy gołe panienki? - zainteresował się Travis. - Sprawdź i odłóż - powiedział do Eve.
- Jedno i drugie - Burknął kapitan, a nastolatka zachichotała. Przez chwilę grzebała w owym komputerku, parę razy zamrugała oczkami, i poczerwieniała.
- Zboczeniec… - Powiedziała nagle, zerkając na kapitana jachtu, po czym najwyraźniej zniesmaczona, odłożyła komputerek do sejfu.
Travis stłumił uśmiech.
- Cóż... w takim razie idziemy - powiedział. - Tak jak mówiłem, ktoś pana wypuści, kapitanie. I nie mówię "do widzenia" - dodał.
- Chodź. - Chwycił Eve za ramię i skierował w stronę drzwi, a kapitan jachtu nie powiedział już nic. Wyszli więc na korytarz…
- Postaraj się zamknąć ładnie te drzwi - zaproponował Travis, gdy zamknął wspomniane drzwi. Dziewczyna na to wyciągnęła pistolet, i strzeliła z niego w elektroniczny panel przy drzwiach. Wśród paru iskierek, ten został zniszczony…
- Taaa-daaa? - Eve się zaśmiała.
- Mało finezji, ale skuteczne. - odpowiedział uśmiechem. - Panie przodem - zażartował, wskazując kierunek. - Obejrzymy naszych pasażerów.
 
Kerm jest offline  
Stary 26-02-2021, 19:11   #14
 
Dhratlach's Avatar
 
Kier ruszył za Gragiem z dłonią na otwartej kaburze pistoletu. Coś mu nie ufał i nim ten przystąpił do wiązania załogi powiedział ciszej.
- Pomogę ci, kobieta na koniec, a wy ręce za kark i odwrócić się.
Po kilku chwilach załoganci mieli więc związane ręce za plecami i posadzeni na podłodze. Teraz stanowili mniejsze zagrożenie… pilnowani przez roboty bojowe. Nikt jednak póki co nic nie kombinował, wszystko szło gładko.
Kier rzucił okiem po konsolach, a w szczególności po komunikacyjnej szukając “nieprawidłowości”, by po chwili kucnąć przed załogą mówiąc ściszonym konspiracyjnym głosem przyglądając się im i skacząc od jednej osoby do drugiej płynnie wzrokiem… mniej więcej gdzieś w tym momencie kapitan wyszedł z mostka.

- Muszę przyznać, że jedno z was ma dar, prawdziwy talent. Swoje widziałem i potrafię docenić wybitną sztukę prowadzenia jednostki. No no… przyznam, nie ukrywam serduszko mi się uśmiechnęło na wspomnienie starych dobrych czasów. Pytanie więc, kto z was jest tutaj tą wybitną perłą Kasizirliańską? Kto tak sprawnie prowadził tą łajbę?
- Eeeemmm… no… to ja… - Powiedział po chwili wahania jeden z załogantów.
Kier zmarszczył brwi lekko i uśmiechnął się.
- Naprawdę? A gdzie tak się nauczyłeś latać?
- Noooo w akademii - Padła odpowiedź.
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze… - pokiwał głową Kier z uznaniem - ...a dlaczego latasz?
- Yyyy… no robota, jak każda inna.
- Oczywiście… oczywiście… - mówił łagodnie pirat sięgając po pistolet i się mu przyglądając z każdej strony. Jak zwykle był ustawiony na ogłuszanie, ale musiał sprawdzić…
- Roboty są gotowe was rozstrzelać na pierwszą oznakę agresji… wiecie pierdoły… - powiedział luźno uklękając na jedno kolano. Chwycił mężczyznę z kim rozmawiał za fraki i przyciągnął nieznacznie do siebie, lufa pistoletu zetknęła się, wręcz wbiła w jego podgardle.
- Nienawidzę gdy się mnie okłamuje. - powiedział chłodno i zerknął na kobietę - Jego los jest Twój. Kto. Jest. Pilotem.
- Ja nim jestem. Nie rób mu krzywdy, próbuje mnie chronić - Powiedziała po głębokim oddechu kobieta.
Negocjator uśmiechnął się delikatnie.
- Oczywiście. W końcu nie zabijamy cywili… - powiedział wstając i puszczając mężczyznę, by kopnięciem położyć go na podłodze. Mierzył do niego z broni - ...choć nadal zasługuje na karę. Byłaby pani tak łaskawa wstać?

Palec przy spuście karabinu Graga znalazł się nieco bliżej, niż przed chwilą… a kobieta po chwili jakoś wstała, co w sumie łatwe nie było, ze związanymi na plecach rękami.
Kier opuścił pistolet i skarcił spojrzeniem mężczyznę.
- Mamy rozkazy. Pamiętaj.
Spojrzał na kobietę i zbliżył się o krok do niej kładąc delikatnie dłoń na jej plecy.
- Zapraszam na bok, powiedzmy ten róg przy konsoli? - zapytał nieco łagodniej pistoletem wskazując miejsce i prowadząc ją tam.
- Chciałbym poznać wybitnego pilota tej jednostki nim podejmę dalsze decyzje.
- Czego… chcesz? - Wydusiła z siebie po chwili młoda kobieta, ze wzrokiem wbitym w podłogę, gdy byli już gdzie trzeba.
- Usiądź. - powiedział ciszej i nieco łagodniej, choć nadal rozkazująco. Sam stanął przy konsoli tak, że miał wszystkich na oku, choć w większości skupiał się na niej. Kobieta usiadła…
- Wszystko czego bym chciał to tylko zrozumieć. - powiedział łagodnie spoglądając na nią - Proszę, bądź ze mną szczera, możesz mi… zaufać. - jego ton przybierał nuty niezrozumienia, a nawet lekkiego żalu, może nawet wkradało się oburzenie - Dlaczego najlepsza pilot jaką widziałem od długich lat gnije na tej pozbawionej przyszłosci i prawdziwej radości z latania łajbie? Co jest takiego fascynującego w niańczeniu rozpieszczonych istot z wygórowanym ego? Lataniem z punktu A, do punktu B oglądając powtarzające się widoki? Dlaczego marnujesz swój potencjał, kiedy możesz znacznie więcej?
Pilotce najpierw drgnęła jedna brewka, a potem się nieco uniosła. Spojrzała na Kiera.
- Tych punktów jest więcej niż A i B, a zarobek jest bardzo, bardzo dobry. Nie narzekam więc, i lubię moją pracę. Jacht to nie to samo co jakiś myśliwiec… nie ciągnie mnie jednak do innych zajęć.
- Myśliwiec?
- Mniejsza, szybsza, bardziej zwrotna jednostka, od tej "łajby", jak ją nazwałeś. Jak te, którymi nas zaatakowaliście?
Kier się zaśmiał rozbawiony i spojrzał na nią zaciekawiony.
- Nie tęsknisz? Za tym szumem w żyłach, skokiem adrenaliny, uczuciem pełnej wolności?
Odpowiedzią było jedynie minimalne, zaprzeczające kiwnięcie głową, połączone z pojedynczym wzruszeniem ramionami…

- Kier kurwa, na randce jesteś, czy jaki chuj? Może wam kawki przynieść? - Warknął nagle Grag.
Kier posłał Gregowi paskudny uśmiech i nachylił się ku kobiecie szepcząc cicho.
- Mają na Ciebie haka? Możemy im się odpłacić. Możemy sprawić, że zobaczysz wszechświat jak nigdy, płaca jest naprawdę dobra, zajebista i będziesz wolna, całkowicie. To nie moja decyzja, ale kapitana. Wystarczy, że każesz mi się pierdolić, a załatwię Twoje zniknięcie z radaru. Będziesz wolna, szczęśliwa, bez tych łańcuchów. Nowe życie. Nie kłam, nikt z twoim potencjałem bez potężnego powodu nie trzymałby się takiej posady. Widzę to w Tobie, potencjał i te łańcuchy. Każ mi się pierdolić, proszę. Porozmawiaj z kapitanem, dołącz do nas.
Młoda kobieta głęboko odetchnęła, i przymknęła na chwilę oczy…
- Pierdol się - Powiedziała po chwili cicho, po ponownym otwarciu oczu, spoglądając Kierowi w twarz.
Kier spojrzał na nią gniewnie i wyprostował się patrząc na nią wyniośle, a dłoń zacisnęła się w pięść.
- Jak śmiesz! - wysyczał w gniewie - Kim myślisz, że jesteś? Nazwisko!
Pilotka na chwilę zbaraniała, a wśród załogantów zrobiło się małe poruszenie… jeden chyba nawet próbował wstać.
- Siadaj kurwa! - Warknął Grag, a lufa jego karabinu, i karabinu robota bojowego, zdecydowanie ostudziły wszelkie chęci.
- Nie rób jej krzywdy parszywy piracie! - Wypalił nagle jeden z odważniejszych załogantów. Oj, oj, oj…

- Samantha Hutt - Powiedziała w tym czasie pilotka.
Kier posłał spojrzenie które mogło zabić załogantowi.
- Nie testuj naszej cierpliwości… - syknął i spojrzał z namysłem na kobietę. Ściągnięte brwi.
- Gdzieś już słyszałem to nazwisko… mruknął głośno niezadowolony wpatrując się w nią uporczywie. Nagle jego oczy zabłysły w zrozumieniu i się zaśmiał.

- Pamiętam! Starzy Huttowie z tamtego popierdolonego systemu! Hahahaha! Nie słyszałem, by mieli córkę o tym imieniu, ale to tłumaczy twoje wykształcenie i talent malutka! Greg! Jest zajebiście, kurwa! To pewnie kuzynka, ale kapitan jeszcze musi sprawdzić i potwierdzić! Hahah!

Spojrzał w gniewnym rozbawieniu na jej współ załogantów.
- Że też zadajesz się z takim robactwem… ale to tłumaczy czemu Ciebie chronili jak złote jajo. No miła Pani… - chwycił ją pod ramię zmuszając by wstała - ...kapitan będzie zaszczycony jak z nim porozmawiasz!
Prowadząc ją do wyjścia z mostku mówił rozbawiony.
- Wy spokojnie sobie siedźcie. Może znowu uda się jej spierniczyć od swojej Krwi która się trzyma siebie bardziej niż gówno kija. Pff! To po chuj uciekałeś nie mój interes, ale kryjówkę sobie znalazłas niezłą na tej krypie! Hahaha!
Zarówno Samantha, jak i załoganci, jak i Grag, wszyscy mieli bardzo zdziwione miny… a kolegów pilotki na miejscu trzymały jedynie serio wycelowane w nich karabiny, gdy Kier wychodził z młodą kobietą.
- Nic jej nie zrobi - Warknął czteroręki alien zakuty w pancerz - Więc spokojnie…

[center]~~ ~ ~~[center]

Kier kierował kobietę w stronę śluzy. Śmiejąc się przy tym i trajkocząc o jej rodzinie, oraz o tym jak ją wyruchała. Zamierzał tam poczekać na kapitana. Mniej więcej w połowie drogi przestał gadać jak przekupka i spojrzał na nią z uśmiechem mówiąc cicho.
- Utrzymajmy tą grę, aż kapitan da pieczątkę. Zgodzi się, Sam. On umie jak nikt poznać prawdziwy klejnot.
- Klejnot? - Zdziwiła się Samantha.
- Prawdziwy talent… w jego oczach. Ja widzę coś więcej. - musnął dłonią jej plecy, a drugą schował broń do kabury. Wystąpił przed nią zatrzymując ich pochód, by spojrzeć jej w oczy.
- Piękną kobietę, która ma swoje zdanie i niesamowite poczucie humoru. Tłumaczyć wrogiemu piratowi co to jest myśliwiec? Rozbiłaś bank.
- Rozumiem… - Uśmiechnęła się przelotnie Samantha - Jesteś jego prawą ręką?
- Jestem… - mężczyzna zawiesił głos i uśmiechnął się lekko - ...Negocjatorem. Nie wiem czy kapitan ma prawą rękę. Ostatnio jak widziałem miał obie, własne, ale kto wie?
- Ha-ha - Powiedziała pilotka, wzruszając ramionami, po czym przyjrzała się Kierowi uważniej, podejrzliwiej - Ale to wszystko to serio nie żadna ściema, a ja nie skończę jako niewolnica, co?
- Nie bierzemy niewolników. - powiedział poważnie, potem łagodniej- To wbrew kodeksowi. Poza tym, jest to bardzo złe dla interesów. Oficjalnie wzięliśmy Ciebie dla okupu i dlatego jeszcze nie mogę zdjąć sznura, wybacz. Kapitan pewnie będzie chciał sprawdzić nasz nabytek, więc mamy chwilę czasu. Chyba, że chcesz poczekać ze mną i częścią załogi przy śluzie? W sumie mógłbym Ciebie wprowadzić na pokład…v ale to on jest szefem.
Samantha kiwnęła głową, że rozumk okołoie.
- Chciałabym też zabrać swoje rzeczy osobiste z kajuty… w końcu nie ruszę tylko z tym co mam na sobie? A skoro wy tu wszystko kradniecie, to chyba takie coś nie podpadnie do tej całej twojej historyjki związanej ze mną?
Kier zrobił klasyczny facepalm…
- Masz rację. Prowadź. - powiedział ustępując miejsca - Swoją drogą, cieszę się, wiesz?
- A jak ty masz w ogóle na imię "Negocjatorze"? - Samantha ruszyła dalej korytarzem jachtu - I z czego się cieszysz?
- Czy Negocjator nie brzmi szlachetnie? - zapytał w rozbawieniu - Kier, Kier Anzeurel.
- Zaciesz? Obeszło się z tego co wiem bez rozlewu krwi, choć trochę szkoda tej krypy.
- To nowoczesny, luksusowy jacht Kier, a ty wiecznie o nim gadasz jak o kupie złomu… - Pilotka się kwaśno uśmiechnęła. A wtedy pojawiły się czyjeś kroki.
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"
Dhratlach jest offline  
Stary 01-03-2021, 20:22   #15
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Travis, w towarzystwie Eve, do tej pory uśmiechnięty, spoważniał na widok Kiera i pilotki.
- A ty co z nią robisz? - spytał. - Mieliście zostawić załogę w spokoju. Dokąd to się wybierasz?
Dorzuciłby parę słów na temat zbytniej skłonności Kiera do płci przeciwnej, ale uznał, że na to będzie pora, gdy znajdą się w mniejszym gronie.
Kier rozejrzał się po korytarzu i nie widząc nikogo poza nimi…
- Samantha? - zapytał młodą kobietę - Zechcesz? - potem na kapitana - Widzisz kapitanie, jest taka mała sprawa… ale lepiej jeśli to nie ja to wyjaśnię… - zerknął na dziewczynę - ...prawda?
- Ekhem… kapitanie piratów… Kier mnie namówił na dołączenie do waszej załogi - Powiedziała pilotka, a wtedy Eve zachichotała i pokazała uniesiony w górę kciuk.
- Przyznasz Kapitanie, że lepszego pilota nie ma w tym sektorze, jeśli nie w kwadrancie… Samantha była tak miła zgodzić się, jednak decyzja oficjalnie i bezsprzecznie jest wasza. Stworzyłem historyjkę, że wzięliśmy ją dla okupu jeśli potwierdzisz moje przypuszczenia co do jej tożsamości… żeby nie robić jej zbytnio problemu?
Travis zlustrował Samanthę od stóp do głów. Co do tytułu 'naj' miałby pewne wątpliwości, ale poza tym mógł śmiało przyznać, że dziewczyna jest dobra w tym fachu.
- Samantha Hutt, jeśli się nie mylę, prawda? - powiedział. - Przyznaję, że Kier - "ma dobry gust", pomyślał - ma dar przekonywania - dokończył - ale nie powinnaś tak łatwo dać się złapać się na jego gładkie słówka. Czy coś o cieniach zawodu coś wspomniał?
- Nie, ani słowem… wiem jednak, z czym się taki zawód wiąże, nie jestem z wczoraj - Pilotka przelotnie się uśmiechnęła.
- W porządku. - Travis skinął głową. - Witam zatem na pokładzie. Travis Webster, kapitan "Harpii". A to jest Eve - przedstawił swą przybraną córkę. - Eve oprowadzi cię po statku i zapozna z resztą załogi. Kier będzie się musiał zająć naszymi gośćmi. A oni, jak na razie, powinni spotykać cię tylko w charakterze jeńca. Im dłużej, w opinii świata, będziesz porwaną, niewinną panienką, tym lepiej.
- Dobrze, kapitanie Websterze... - Samantha kiwnęła głową, po czym nagle jakby do niej dotarło, co przed chwilą usłyszała - Umm… jakich gości?
- Wystarczy 'kapitanie' - powiedział Travis. - Zabieramy na Harpię waszych pasażerów. Wyglądają na takich, za których da się wziąć okup - wyjaśnił.
- Uch… bruuudne zagrywki… - Mruknęła pilotka i uśmiechnęła się przelotnie, a i Eve wyszczerzyła ząbki.

Negocjator spojrzał łagodnie z uśmiechem na młodą kobietę kładąc dłoń na jej bardziej oddalonym od niego ramieniu.
- Witamy w Rodzinie... Siostrzyczko...
Jego spojrzenie skierowało się na Webstera. Musiał się upewnić co do jednej rzeczy.
- Kapitanie… czy długi okres udawania naszego szlachetnego gościa przez Samanthę jest konieczny?- zapytał Kier ostrożnie - Po tym jak ugościmy naszych pasażerów… raczej nie będą mieli swobody poruszania się po okręcie i kontaktów z Rodziną, prawda?
Samantha spojrzała wyczekująco na Travisa, przy okazji lekko się obracając bokiem, i pokazując nadal związane za plecami ręce…
Travis uśmiechnął się lekko.
- Wejdziesz na pokład razem z nimi, traktowana podobnie - powiedział. - A potem Eve się tobą zaopiekuje. A że tamci goście będą siedzieć zamknięci, to będziesz ograniczona tylko przez kadłub statku - zażartował.
 
Kerm jest offline  
Stary 02-03-2021, 21:21   #16
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Po dotarciu do snobów, przebywających w luksusowym salonie jachtu, oczom kapitana Travisa, i negocjatora Anzeurela (Eve udała się “na bok” z Samanthą) ukazały się bardzo, bardzo nie-salonowe widoki.

Jeden z mężczyzn miał rozkwaszoną gębę, zalaną krwią. Kolejny był postrzelony w nogę, choć ta była nieco obandażowana. Dwaj pozostali byli cali, cała czwórka była jednak bardzo wściekła, klęcząc z rękami związanymi na plecach, a nawet z kneblami w gębach, które były… kobiecymi majtkami. Czterech facetów, cztery pary majtek wepchnięte w gęby. Ale tylko jedna obecna kobieta, nieco zapłakana, i z rozmazanym makijażem, w czerwonej sukience…

No i nigdzie nie było Roba, Tysona, i Trevora. Trzy roboty bojowe pilnowały snobów, Kaija siedziała na wygodnym fotelu, zajadając jakieś słodycze, i wlepiając spojrzenie w tego z postrzeloną nogą. Chris siedziała z kolei na stole, pykając cygaro.

- Gdzie pozostali? - spytał Travis.
- Zbierają łupy z poszczególnych kajut - Chris lekko zmrużyła ślipka.
Kier stanął obok kapitana nieco z boku z dłonią na pistolecie. Patrzył po zastanej scenie. Kiedy ‘ obcy podgatunek’ kobiety się odezwał, nieprzychylne spojrzenie powędrowało w jej stronę razem z uśmiechem cichej pogardy i drwiny.
- No to muszę ich nieco pogonić - powiedział Travis spokojnym tonem, chociaż potrafił się domyślić, jak to zbieranie łupów wygląda.
- Chris, Kaija, zabierzcie panów na Harpię. Dwuosobowe kabiny. I sprawdźcie, czy któryś z nich nie przemyca jakiegoś niebezpiecznego narzędzia - polecił.
- Kier, załatw cztery jedynki dla pań - dodał. - A ja dopilnuję, by dotarły tam bagaże. Nie wypada, by nasi goście chodzili w brudnych rzeczach.
- Aye, aye! - zakomunikował wywołany mężczyzna w białym płaszczu i ruszył w stronę statku.

Chris, Kaija i trzy roboty bojowe zabrały więc pojmanych mężczyzn na "Harpię", oddalając się od kapitana Travisa… również i Kier odszedł w tamtą stronę. I takim oto sposobem, kapitan piratów został sam z zapłakaną kobietą w czerwonej sukience.

- Rob, Tyson, Trevor, zbierać się na Harpię - rzucił Travis przez komunikator. - Twoje rzeczy też zabieramy - powiedział do kobiety w czerwieni. - Prowadź - polecił, ta jednak jedynie pociągała nosem, jakoś tak tępo się w niego wpatrując.
- Już… zara… już idziemy… - Odezwał się po chwili w unicomie Trevor.
- Jerald, Bontu, wyznaczcie kurs na Alfę Pegasi. Na razie pozostajemy w tym systemie - Travis skontaktował się z pilotami.

- Jak ci na imię? - spytał Travis, podchodząc do kobiety. - I czego nie rozumiesz? Idziemy do twojej kajuty.
Kobieta zadrżała na całym ciele, po czym skrzyżowała ręce na torsie, jakby w ten sposób broniąc się przed stojącym przed nią "drabem". Unikała również kontaktu wzrokowego.
- Hazel… Ulloa… - Wydusiła w końcu z siebie.
- Możesz mi mówić kapitanie - powiedział Travis. Chwycił ją za ramię. - Idziemy. Do. Twojej. Kajuty. - wycedził. - Teraz. Albo ci pomogę - zagroził, i Hazel wśród łez płynących po jej policzkach, w końcu się ruszyła, prowadząc go, gdzie zażądał.

Minutę później, w dosyć obszernej, luksusowej kabinie…

- Rozbierzesz się sama, czy mam ci pomóc? - spytał Travis, mniej więcej tyle samo uwagi poświęcając kajucie, co jej mieszkance. W odpowiedzi zaś otrzymał przerażone spojrzenie, a potem pojawił się szloch. Hazel skryła twarz w dłoniach, i próbowała wejść plecami w ścianę.
- Twoje oblicze niezbyt mnie interesuje -powiedział z cieniem ironii - ale to, co jest nieco niżej.
Złapał za jej suknię na wysokości dekoltu i pociągnął w dół. Materiał gdzieś tam zgrzytnął, coś się rozerwało, i na światło dzienne, wśród cichego pisku kobiety, wydostały się średniego rozmiaru piersi. Hazel nie nosiła stanika… próbowała za to spoliczkować kapitana, co ten zręcznie zablokował.
- Spokojnie, to nie będzie bolało... - powiedział. Była to na pół zapowiedź, na pół obietnica. - Fajne cycuszki - dodał. - Aż szkoda je chować.
Wyciągnął rękę, by pomacać najpierw lewą, potem prawą pierś.
- Idealnie pasują do dłoni - stwierdził.
Hazel krzyknęła. Tak po prostu. I z owym krzykiem, rzuciła się na Travisa, chcąc pazurkami wydłubać mu najwyraźniej oczy. Jej ataki były jednak kiepskie…
- Widzę, że lubisz na ostro... - powiedział, chwytając ją za ręce. - Uspokój się, bo przestanę być miły i cię zwiążę.
Pchnął ją na łóżko, po czym sięgnął po nóż.

Kobieta, po wylądowaniu na łóżku, szybko się z niego pozbierała, po czym… zastygła w pół ruchu, widząc nóż.
- Nie, nie, nie - Szeptała, po czym zaczęła się cofać w tył, jak najdalej od Travisa. Przycupnęła w końcu na jego drugim krańcu pod ścianą na kolanach, skulona w sobie, i znowu szlochająca.
- A uprzedzałem... - Odciął z pościeli kawał płótna. - Związana będziesz mniej atrakcyjna, ale nie mamy zbyt dużo czasu na przekomarzania.
Schował nóż, potem zbliżył się do Hazel z wyraźnym zamiarem związania jej rąk, na co ta nie miała najmniejszej ochoty, i znowu były jakieś szarpaniny, próby rozorania twarzy kapitana pazurkami, jej szlochy, krzyki… Travis próbował ją jakoś związać, jednak za cholerę nie wychodziło. Kobieta walczyła z całych sił, stawiając zaciekły opór swojemu gwałcicielowi, który, ciut zdenerwowany jej uporem, uderzył ją w twarz. Lekkie wymierzenie razu w policzek niewiele w sumie dało, i Hazel nadal się dzielnie stawiała.
- Ty świnio - Warknęła kobieta, po czym próbowała kopnąć z kolana Travisa w krocze, jednak nie trafiła.
- Polubisz te zapasy - zapewnił ją Travis, chwytając za skraj sukni i zadzierając ją do góry, mając widoki na łydki i kolana… i o mało znowu nie dostał kopa, tym razem w twarz.
- Nigdy - Syknęła Hazel.
Tym razem Travis uderzył ją mocniej. A potem przygniótł kobietę do łóżka całym ciężarem ciała.
- Ty… ty… - Tym razem najwyraźniej brunetce brakło argumentów, albo i chwilowo była lekko zamroczona po kolejnym razie w twarz. Leżała z zaczerwienionym policzkiem pod Travisem, a jej ruchy stały się mocno "ślamazarne". W kąciku ust pojawiła się również ślina…
Chwilowy brak oporu nie oznaczał wcale poddania się, więc Travis wykorzystał okazję, by przywiązać ręce kobiety do oparcia łóżka. A potem uklęknął i energicznym pociągnięciem rozdarł mocniej suknię, odsłaniając i brzuch i okolice intymne… nie miała majtek. No tak, te pewnie posłużyły jako knebel dla jednego ze snobów. Ciekawe, czy dla własnego męża, czy ktoś inny musiał ich posmakować, hehe…
- No, nieźle.... - Travis pokiwał głową z uznaniem. - Warta jesteś odrobiny wysiłku - stwierdził, po czym rozerwał suknię do końca, by ciasny materiał nie utrudniał w żaden sposób dostępu do wdzięków Hazel. A ona wtedy znowu zaczęła się rzucać i wierzgać, i nawet krzyczeć, kopać, i ponownie próbowała wydrapać oczy kapitanowi.
Ten niezbyt się przejął tymi usiłowaniami. Uklęknął między nogami kobiety, rozchylając je równocześnie i ułatwiając sobie dostęp do jej cipki, co miało miejsce jedynie na moment. Gdy Hazel zdała sobie sprawę, co nadchodzi, po wcześniejszym kopaniu i wierzganiu, mocno zacisnęła swoje nogi, jednocześnie podciągając je ku sobie, blokując dostęp.
- Zostaw mnie!! - Krzyknęła.
- Oczywiście... - Travis uśmiechnął się. - Jak już skończymy zabawę - dodał.
Odsunął się nieco, 'zorganizował' kolejny kawałek materiału, a potem chwycił kobietę za kostkę, by przywiązać nogę do łóżka. Kapitan przez chwilę walczył z wierzgającą nóżką, w końcu ją złapał i przywiązał, ale dopiero za drugą próbą. Po chwili ponownie postąpił z kolejną nogą… i raz dostał stopą odzianą w bucik w łeb. W końcu jednak i kolejna noga została przywiązania i unieruchomiona.
- Świnia! Świnia! Świnia! - Złorzeczyła lekko wierzgająca na łóżku Hazel.
Wątpliwej jakości komplement nie zrobił zbyt większego wrażenia na Travisie, który bez skrupułów zaczął obmacywać swą ofiarę.
- Ciekawe, jak smakujesz... - powiedział.
- Przestań! Przestań! Zabieraj łapy! Aaaah! Aaaaahhhh…. Ahhhh…
W okrzykach nie czuło się ani zachęty, ani aprobaty, co nie zniechęciło Travisa do zaprzestania z zapoznawaniem się z ciałem Hazel, a dokładniej - z wnętrzem jej cipki, do którego śmiało wkroczyły jego palce.
- Zabieraj swoje brudne łapska… uhhh… nie rób mi tak… ty… zboczeńcu… - Hazel trzęsła się na całym ciele, a na jej czole pojawiły się krople potu.
Usta mówiły jedno, ale inne znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ciało kobiety ma nieco inny stosunek do doświadczanych doznań niż jej umysł. A to skłoniło Travisa do pewnej zmiany...
Przesunął się nieco, by - nie przerywając działalności palców - dobrać się ustami i językiem do okolic intymnych kobiety.
- Nie… uch… przestań… ja tam jestem brudna… ah! - W końcu Hazel pisnęła. Pisnęła jakoś tak mniej agresywnie.
Travis jakoś wcześniej żadnego brudu nie zauważył - wprost przeciwnie, okolice intymne Hazel wyglądały na całkiem zadbane. Tym bardziej nie widział powodu by przestać robić coś, co sprawiało mu przyjemność. Na dodatek ostatnie 'ah!' zabrzmiało na dodatek całkiem nieźle.
- Przestań… przestaaaaań… - Kobieta zaczęła wiercić biodrami, wyraźnie coraz bardziej drżąc na całym ciele.
Można było odnieść wrażenie, że sprawdza się bzdurne powiedzenie "gdy kobieta mówi nie...", bowiem Hazel mówiła jedno, a jej ciało sygnalizowało coś całkiem innego.
Travis, który i tak nie zważał na słowa, zareagował na mowę ciała,zwiększając intensywność pieszczot.
- Nieee… przestań… uhhhhh… podły piracie… ahhhh… ty… mmmm… aaaaach!! - Ciałem Hazel targnęła fala, jedna, druga, trzecia. I po chwili leżała cicho, ciężko oddychając, i jeszcze lekko drżąc co chwilę.
Nie do końca o to chodziło Travisowi, chociaż ten musiał przyznać, że końcowy efekt był satysfakcjonujący. Przynajmniej dla jednej ze stron. A że Hazel zdała mu się kobietą namiętną, postanowił kontynuować zabawę.
Palce ponownie rozpoczęły leniwą pieszczotę, a ich właściciel przesunął się nieco i polizał kobietę po lewym sutku.
- Brutalny… zboczeniec… ah! Podły pirat… świnia… - Mruczała pod nosem Hazel, co bynajmniej nie zniechęcało Travisa, który kontynuował pieszczoty, chcąc ponownie rozbudzić kobietę. Tym razem jednak planował nieco inne zakończenie.
- Ja… jestem mężatką… mmmm… tak nie wolno… uhhhh… - Hazel wiła się niczym wąż pod dłońmi i językiem Travisa, krążącymi po jej ciele.
"Nie wolno" było słowami, którymi Travis zbytnio by się przejmował. Prawdę mówiąc bardzo często robił to, czego ponoć nie wolno było robić - jemu lub komuś innemu. Ponownie polizał Hazel po biuście i, nie przerywając pieszczot, drugą ręką zaczął rozpinać spodnie. Po krótkiej chwili był gotów do działania.
Kobieta wiła się pod nim niczym piskorz, lecz przywiązana do łóżka nie miała zbyt wielkich szans, by się wyślizgnąć i uciec. Travis przerwał pieszczoty, zwalił się na Hazel całym ciężarem i przystąpił do ataku na główny cel.
- Czekaj! Co ty robisz! - Hazel patrząca gdzieś w bok, unikająca cały czas kontaktu wzrokowego z kapitanem, w końcu zdała sobie sprawę, co on robi. Travis jednak chwycił ją sobie mocno za biodra, i wbił się w wilgotną cipkę niemal na całą, dość sporą długość swego penisa.
- Aaaaaaahhhhh! Ty… świnio… - Jęknęła kobieta, gdy Travis w nią wszedł. Spojrzała na niego z rumieńcami na policzkach, z przygryzionymi usteczkami, i z ognikami w oczach. Jej dłonie zacisnęły się mocno na więzach, a sama Hazel zaczęła głęboko oddychać przez nos.
Kolejny epitet nie zniechęcił kapitana, który rozkoszując się chwilą zatrzymał się na moment, a potem zaczął się poruszać, nieco się wysuwając, a potem głęboko się wbijając w gorące wnętrze. Kobieta z kolei znowu odwróciła wzrok od Travisa, wpatrując się ponownie gdzieś w ścianę, podczas gdy ten ją brał.
- Ah, ah, ah - Cicho pojękiwała, za każdym razem, gdy głęboko się w nią wbijał, choć owe jęki były bardziej skomleniem, niż oznakami przyjemności… jej cipka jednak wyraźnie pulsowała, zalewała się coraz bardziej soczkami, i obejmowała ciasno penisa.
Travis poruszał się coraz intensywniej, a jego dłonie obmacywały piersi kobiety, chociaż robiły to może nieco zbyt mocno, nie przejmując się sztywnymi sutkami, jako że i jemu coraz bardziej udzielało się podniecenie.
- Ty… brutalu… podły… piracie… mmmm… och… przebijesz mnie… na wylot… ochhhh… - Hazel zaczęła rzucać głową na boki, i coraz szybciej oddychać. Najwyraźniej odczuwała przyjemność, i to narastającą z każdą chwilą. Co z jednej strony, chyba jej się podobało, z drugiej zaś… no cóż, była gwałcona.
- Uuuuuuch… uuuuuch! - Otworzyła w pewnym momencie szeroko usta, wychylając nawet na zewnątrz język, i nagle sprężyła się na całym ciele.
Reakcje kobiety wpływały jak najbardziej pozytywnie na odczucia Travisa, który poruszał się coraz szybciej, by wreszcie po kolejnym pchnięciu osiągnąć spełnienie wewnątrz niej.
- Aaaaaah!! Aaaaaahhhhh… - Hazel szczytowała razem z nim, wyginając się mocno na łóżku, wśród naprawdę głośnych krzyków, i w końcu "zwiotczała", leżąc lekko spocona, i ciężko oddychając. A on wciąż w niej podrygiwał, wypełniając ją swoim nasieniem. Wtedy też, na twarzy kobiety pojawił się mały szok… który narastał i narastał.
- Spuściłeś się do środka?! O mój boże… coś ty zrobił? - Spojrzała w jego twarz ze wściekłością - Ty idioto… - Dodała, i próbowała jakoś się wiercąc, wyrzucić go z siebie.
- To dość normalne zakończenie tego typu zabawy - odparł niewzruszony Travis. - Po to bogowie stworzyli cipki, by się w nie spuszczać. Nie powiedziałaś, że chcesz do buzi albo na cycki. Polizał jeden z sutków.
- Nie mam zamiaru mieć twojego bękarta piracie! - Fuknęła kobieta, nieco wierzgając, aż zafalowały jej cycki.
Wizja posiadania nieślubnego dziecka nie zrobiła zbyt wielkiego wrażenia na Travisie, który w swym dość długim życiu dość szczodrze szafował nasieniem i mógł się dorobić nawet sporej gromadki potomstwa. Jedno mniej, jedno więcej...
Z drugiej strony, następca i spadkobierca... Może to by nie było aż takie złe?
- Kusisz... - powiedział, czując jak jego penis ponownie nabiera ochoty na seks. Co raczej sprawiły nie słowa Hazel, a ruchy jej bioder i falowanie piersi.


Ta zastygła więc nagle w pół ruchu, po czym spojrzała z obawą na Travisa.
- Ummm… z czym… kuszę? - Spytała piskliwym głosem.
- Tak ogólnie - uśmiechnął się. - Masz śliczne, krągłe cycki... uroczo falują. I cipkę też masz świetną - Powiedział, a pani Ulloa mocno poczerwieniała, Travis zaś ponownie zaczął się w niej poruszać.
- Uhhh… no co ty… jeszcze raz?? - Kobieta zrobiła duże oczka.
- Jesteś zbudowana jak bogini. - Travis uznał, że komplement (niezbyt zresztą mijający się z prawdą) nie zaszkodzi. - W takiej sytuacji kolejny raz to normalka.
Wsunął się głęboko, wysunął nieco, ponownie pchnął.
- Nogi mnie już bolą, i ręce… - Zaskomlała kobieta, po czym przygryzła usteczka, gdy Travis znowu się w niej poruszył.
- Tylko nie rób nic głupiego, to cię uwolnię... - obiecał, a ona ciężko westchnęła.
- Mhm - Mruknęła.
Wiary w jej dobre intencje Travis jakoś nie odczuwał, ale postanowił zaryzykować. Wysunął się z niej, a potem rozciął nożem więzy na nogach. A widok ostrza baaardzo "uspokajał" Hazel, więc ta ani drgnęła… a gdy w końcu miała wolne nogi, powoli okręciła się w bok, zsuwając z miejsca sporej plamy na pościeli. Teraz leżała na brzuchu, o niecałe pół metra niż wcześniej, z rękami wciąż na uwięzi… znowu westchnęła, z policzkiem na pościeli, i ściągnęła butki metodą noga o nogę.
- Ale masz fantastyczny tyłek... - powiedział z nieukrywanym entuzjazmem Travis. - Uklęknij... - polecił.
- Ale ja już nie chcę… - Zakwiliła, z twarzą schowaną między swoimi ramionami.
- Uklęknij, albo cię wezmę tak, jak leżysz - powiedział.
- Nie chcę… - Zaszlochała, a Travis, nie zważając na te słowa,odgarnął resztki sukienki z drogi, i zaczął obmacywać jej tyłek. Hazel wciąż "ciekła" z poprzedniego razu…
- Jesteś brutalem - Szepnęła.
Co prawda nie tak powinna się zachowywać kobieta, którą przed chwilą doprowadzono do szczytu, ale Travis niezbyt się tym przejął, zaczynając palcami dobierać się do jednej i drugiej dziurki.
- Ał, ał, ał! Mój tyłek! - Zaprotestowała Hazel, kręcąc i wiercąc wspomnianą częścią ciała, by pozbyć się natrętnych palców.
- Skoro wystawiasz na widok publiczny takie ciekawe miejsca, to się nie dziw - odpał Travis, mimo wszystko skupiając większość swych działań na cipce, chociaż ona była akurat mniej dostępna.
- Chyba za dużo chlejesz piracie... - Warknęła kobieta - ...i ci się coś poprzestawiało we łbie.
Leżąc na brzuchu, jakimś sposobem odwinęła się nogą, kopiąc Travisa piętą gdzieś w okolice prawej łopatki. Natrafiła jednak oczywiście na pancerz, i syknęła z bólu.
- Niegrzeczna dziewczynka - powiedział Travis. - Widzę, że lubisz wiązania... Za mało bolą cię ręce i nogi?
Położył się całym ciałem na Hazel, by uniemożliwić jej głupie zachowania.
- Gnieciesz… mnie sobą… nie umiem… oddychać… - Wysapała kobieta.
- To po co się szarpiesz? - Poklepał ją po udzie. - Będziesz grzeczna, czy wracamy do wiązania?
- Kutas - Szepnęła łamliwym głosikiem - Wredny… kutas…
- A więc go czujesz? - Poruszył się nieco, by lepiej dopasować członek do jej krągłości pod sobą.
- Nawet nie próbuj - Warknęła niespodziewanie Hazel - Precz od mojego tyłka.
- Wezmę, co nadstawiasz... jak wolisz...? - spytał. - Przód czy tył? Decyduj szybko...
- Zginiesz za to piracie, już ja się o to postaram… wynajmę łowców i przyniosą mi twoją głowę… - Złorzeczyła Hazal, i wierciła się pod Travisem, ale ten był od niej cięższy, więc niewiele to dało.
- To chyba znacznie podniesie kwotę okupu - odparł spokojnie. - Jak rozumiem, wybrałaś... Nie sądziłem, że lubisz taki rodzaj seksu... - W jego głosie zabrzmiał cień złośliwości. A Hazel zaczęła wierzgać i się pod nim mocować.
- Nie szarp się, bo ci zrobię przez przypadek krzywdę - powiedział, po czym, niespodziewanie, odsunął się, dając jej nieco swobody. - Nie interesuje mnie twój tyłek. Cipka jest znacznie ciekawsza... - zapewnił. Ponownie ją unieruchomił, po czym zaczął intensywne pieszczoty wpychając w cipkę palce.



 
Kerm jest offline  
Stary 15-03-2021, 19:07   #17
 
Dhratlach's Avatar
 
Post współtworzony z: Buka

Kier szedł szybkim krokiem z pustą miną. Załatwienie lokum było pikuś. Po chuja ta niewdzięczna robota właśnie mu przypadła? Oj, domyślał się. Więcej kurwa roboty i chuj. Zbędnej roboty w chuj!

Tak więc chodził po pokładach i szybko znalazł niezamieszkałe jedynki na Pokładzie B. Idealnie! W tym “jedynkę” niedaleko siebie na górnym pokładzie. Idealnie… Biedne bycuszki na okup będą miały sporo chodzenia, ale przecież to nie jego zmartwienie. W końcu dokładnie o to chodziło! I nagle Kier znalazł się przy drzwiach kajuty Samanthy… czyżby własna podświadomość płatała mężczyźnie figle?

Mruknął do siebie nie zrozumiale i zastanawiając się nad tym czy jednak jego genetyka w końcu się okazała sukcesem inżynierii nacisnął przycisk na panelu obok drzwi. Czy rzeczywiście miał rację? Odbierze, czy nie?

Drzwi otwarły się z cichym syknięciem, a stała w nich Samantha, mając na sobie podkoszulek, spodnie dresowe, i bose stopy( z pomalowanymi na czerwono paznokciami).
- O, cześć "Negocjatorze", co tam? - Spytała z uśmiechem.
- Po prostu Kier. Pomyślałem, że wpadnę się przywitać. - odpowiedział przyjaźnie mężczyzna. Te paznokcie… heh, przynajmniej miał silne podejrzenia, że jednak w końcu specom udało się obudzić w gatunku ludzkim zdolności telepatyczne, a on był wzorcowym przykładem tego osiągnięcia!
- No przecież żartuję… nie stój tak, wchodź! - Pilotka zaprosiła go szerokim gestem do kajuty.
Stało w niej kilka skrzynek i skrzyneczek, chyba była wciąż na etapie rozpakowywania…
Wszedł do środka rozglądając się.
- No, no, całkiem nieźle się zapowiada… - stwierdził z uśmiechem - ...sam jestem na skrzynkach.
- Jakoś to... będzie? - Powiedziała Samantha, z wyraźnym jednak brakiem entuzjazmu w tonie. Czyżby miała wątpliwości odnośnie wstąpienia w szeregi pirackie, w diametralną zmianę swojego życia?
Kier obrócił się w jej stronę i powiedział łagodnie.
- Wszystko jest zawsze nowe. Początki mogą być straszne, albo cudowne. Czasem straszne i cudowne. - przyglądał się jej z lekko pochyloną i przechyloną głową.
- Jak jest z Tobą? - zapytał ciszej robiąc krok w jej stronę.
- Jeszcze nie panikuję - Samantha wzruszyła ramionami, i przelotnie się uśmiechnęła, po czym dodała z poważną miną, i to szeptem - Ale niewiele mi brakuje.
Podszedł do niej na parę kroków i wyciągnął ku niej dłonie.
- Praca jak każda inna… powiedział cicho - ...spełniamy najważniejszą rolę w ekosystemie. Pobudzamy do rozwoju. Jeśli nie są w stanie upilnować co ich, nie zasługiwali na to. Pozwól mi Tobie pomóc. Wiesz, czuję się odpowiedzialny…
Po drobnej chwili wahania, pilotka pochwyciła jego dłonie swoimi. Spojrzała w twarz Kiera.
- Jak mi pomożesz? - Spytała nadal szeptem.
- Będąc Twoim przewodnikiem… - odpowiedział szeptem jak ona - ...bycie piratem… to sztuka. Jak dobrze zagrany łamany, improwizowany akord który daje całą gamę nowych dźwięków tracąc swój oryginalny wydźwięk tworząc tysiące nowych. - pochylił się ku niej - Prawdziwych i szczerych. Wolnych i twórczych.
- Powiedzmy, że wierzę… - Samantha się krzywo uśmiechnęła, po czym niespodziewanie wsunęła między ramiona Kiera, i przytuliła do jego torsu. Objęła go w pasie, a policzkiem mocno wprost dążyła do wyszukania bijącego serca. On położył dłoń nisko na jej plecach, a drugą lekko ujął ją między łopatkami.
- Jestem prawdziwy, żywy… - wyszeptał spoglądając na nią czule - ...wiem, zbroja nie jest najwygodniejsza… zdejmę, łatwiej sprawdzisz czy nie jestem biorepliką…
- No wiesz co - Pacnęła go dłonią na odlew po torsie - Masz mnie za idiotkę?
- To moja rola.. . - odpowiedział z cichą... dumą?
- Bałwan - Zachichotała Samantha, po czym minimalnie od niego odstąpiła - Nie wiesz gdzie można się na tej… "łajbie" czegoś napić? - Spytała mrużąc oczka.
- Dobry alkohol i cygara to tylko u mnie… - spojrzał na nią lekko się uśmiechając spod lekko zmrużonych oczu…
- A kolacyjka będzie? - Samantha zachichotała, po czym figlarnie okręciła paluszek wokół pasemka swoich włosów.
- Zajmę się tym. Jaką kuchnię lubisz? - powiedział cicho i nadgryzł lekko wargę.
- Zjadłabym coś pikantnego - Mruknęła.
- Mmm… coś co lubię… - zamruczał i musnął dłonią jej policzek by odgarnąć niesforne włoski - ...coś na… deser?
- A nie wiem… zaskocz mnie? - Zmrużyła oczka - To jak, u mnie, u ciebie, na wynos? - Dodała i zaśmiała się cicho.
Dłonią gładził jej policzek mówiąc.cicho ze zmrużonymi oczami
- Na wynos… u mnie… pokażę ci moje królestwo… - pochylił się ku niej mrucząc - ...kuszące?
- Owszem, kusicielu… ale czy mogłabym się najpierw odświeżyć? Dasz mi pół godzinki? - Mrugnęła do niego Samantha.
Uśmiechnął się łagodnie i przyciągnął ją do siebie robiąc półkroku ku niej, by ją objąć i utulić.
- Godzinkę. Nie śpiesz się, godzinkę... - wyszeptał ciepło do jej ucha - ...przyjdę po Ciebie…
- To za godzinkę… - Mruknęła pilotka, ponownie wtulona w tors Kiera.
Przytulił ją jeszcze trochę i tak chwilę trwali, aż od niej odstąpił głaszcząc przy tym jej ramiona i puszczając jej oczko z przyjemnym uśmiechem.

~~ ~~ ~~

Kier udał się pośpiesznie swojego do oddalonego nieopodal pokoju. Wentylacja co nieco wyciągnęła więc ją podkręcił. Rozejrzał się. Ściągnął płaszcz i odwiesił, ściągnął zbroję… szybko chwycił się za przebranie pościeli i założenie nowej… Gwen miała uroczy zapach, no, ale… następnie butelka dobrego trunku i do Zombona.

Rozmowa była prosta z alienowatym kucharzem który chyba nawet się ucieszył z podarku. Chwilę pogadali… tak, zdecydowanie kucharz to jedna z tych osób na pokładzie którą chcesz mieć po swojej stronie! A danie? Pikantne i rozgrzewające… coś prostego, ale wykwintnego, oraz słodki, ale nie za słodki deser który by ugasił pikantność ale nie zabił gorąca odczuć i ciepła które spowodowało. No i zdecydowanie by nie ochłodził organizmu. Zdecydowanie.

Znowu jego kajuta, regulacja wentylacji i temperatury. Potem zdjęcie ubrań, szybki prysznic i przebieranko w strój w odcieniach bieli i niebieskiego. Jeden z tych co widywało się wśród klasy wyższej niebieskokrwistej, ale bez przypięcia do rodu czy innej pierdoły. Kadzidełko na chwilę, jeszcze raz upewnienie się co do wystroju, dobór butelki i kieliszki. Zostało tylko odebrać dania dla dwóch osób, zostawić w kajucie i po Samanthę.

Stanął przed drzwiami młodej rudowłosej? Jak ciężko czasem było określić właściwy kolor! Obiad czekał w jego kajucie, a on, choć z kaburą przy pasie, a ubrany w strój który jawnie kojarzył się z pewną dozą dostojeństwa… przycisnął guzik…

- Czeee… eeeść - Samantha zająknęła się na widok stroju Kiera, po szybkim zlustrowaniu go z góry do dołu. I lekki uśmiech błyskawicznie zniknął z jej ust, a ona sama aż się nerwowo podrapała po przedramieniu, po czym jakby speszona wbiła wzrok w podłogę.




Mężczyzna się zaśmiał radośnie i spojrzał na nią pogodnie robiąc krok ku niej i mówiąc cicho.
- Nie jestem moją skórą… - powiedział i dotknął jej policzka - ...lubisz dobrą zagadkę?
- Hm? - Młoda kobieta uniosła w zdziwieniu jedną brewkę - No słucham?
- Przy kolacji, zapraszam. - powiedział i puścił jej oczko.
- To chodźmy, panie tajemniczy - Samantha wzięła go pod ramię, i ruszyli do kajuty Kiera…
Mężczyzna prowadził ją w dół korytarza uśmiechając się do niej.
- Chyba to jakieś fatum… przeznaczenie... moja kajuta jest dość niedaleko… właściwie… o, tutaj.
Wprowadził szybko kod i otworzyły się drzwi. Kajuta jak każda i niczym nie wyróżniająca się. Za wyjątkiem wojskowych skrzyń zaopatrzeniowych i kilku dużych szaf. No i baliseta. Cała reszta była całkowicie normalna. Zrobił krok na bok i gestem zaprosił ją do środka. Na stole dwa posiłki, i skryte desery, oraz kieliszki i butelka wina. Wszędzie czyściutko, a w powietrzu delikatny zapach… wiśni?
- No proszę, proszę, najprawdziwsza randka - Mruknęła pilotka z uśmiechem czającym się na ustach - Wszystko pięknie i pachnące… też żyjesz jeszcze na skrzyniach?
- Jak najbardziej. Są całkiem pojemne i nie zajmują, aż tak dużo miejsca. - odpowiedział czarująco - Głównie mam w nich alkohol… - uśmiechnął się lisio - ...to dobry towar barterowy.
- Mówisz "alkohol", i masz moją niepodzielną uwagę - Zaśmiała się Samantha, po czym klepnęła Kiera w ramię.
- Hmm… no dobrze… masz moją zgodę na zajrzenie o tych skrzyń. Po tym jak zjemy. - powiedział z lekkim uśmiechem szelmy. - Zagadkę zostawimy na nieco później.
- Właśnie! Ta zagadka… to o co chodzi? - Powiedziała pilotka, siadając do stolika z przygotowanym posiłkiem.
- Hmm.. - zamyślił się Kier również siadając i mówiąc z lekkim, tajemniczym uśmiechem - ale to po jedzeniu. Wygląda całkiem nieźle, co nie? Mam nadzieję, że lubisz dobrą zagadkę.
- Pan wielka tajemnica - Samantha… pokazała Kierowi na moment język - Pachnie nieźle, to raczej nie z automatu? No to smacznego…
- Bon appetit… - stwierdził mężczyzna i sięgnął po butelkę by polać do kieliszków. Nie śpieszył się. Kiedy to zrobił, dopiero zaczął jeść. Oboje jedli więc spokojnie, delektując się wybornym posiłkiem, choć tak gdzieś w połowie, pilotka zaczęła już "dziubać w talerzu po kobiecemu". Chlała za to jak smok, wypijając w dosyć szybkim tempie dwie lampki wina… i zdecydowanie było widać, iż zarówno potrafi wypić, jak i jednocześnie się nieco wstrzymuje z grzeczności. Ach te zaszufladkowanie pilotów… ale jednak prawda?
Dajadali, a brunet upił wina.
- Muszę przyznać, że Zambon zdecydowanie dobrze gotuje… - powiedział - ...deser na później? Śmiało rozejrzyj się… i powiedz mi... - zadziorny uśmiech zawitał na jego twarzy kiedy pochylił się ku niej i wyszeptał - ...kim jestem?
- Umm... no jak kim? Powiedziałeś, że jesteś “Negocjatorem” Kier, nie rozumiem? - Odparła Samantha, bez żadnego rozglądania, z minimalnie nerwowym uśmieszkiem.
Kier przymknął oczy wstając i podchodząc do niej by przy niej uklęknąć. Wziął jej dłonie w swoje patrząc jej głęboko w oczy.
- Kim byłem? - jego głos był łagodny pochylił się wstając i pociągnął nieznacznie jej dłonie z puszczeniem oczka.
- Uch… - Pilotka wstała, z minimalnymi rumieńcami od wypitego już winka, a Kier wyraźnie wyczuł poprzez jej dłonie, iż kobieta zaczyna się denerwować.
- Nie mam pojęcia kim byłeś… no chyba nie jakimś dyplomatą? - Powiedziała.
- Sam.. - powiedział - ..nie ma większej zagadki na tej krypie. Moje królestwo jest Twoje na tą chwilę. Rozejrzyj się, jeśli chcesz i odkryj prawdę. Jak zgadniesz… co chcesz w nagrodę?
- Kieeeer… to głupieeee - Samantha uśmiechała się nerwowo, po czym delikatnie wyciągnęła swoje dłonie, z jego dłoni - No wiesz, tak grzebać w czyiś rzeczach… nawet z pozwoleniem… - Jej oczy skakały z twarzy mężczyzny, na stół, na twarz, na stół, a nawet i raz w kierunku drzwi. Czy ona zerkała na...nóż?? I na swoją drogę ucieczki??
Wzruszył ramionami beztrosko i od niechcenia.
- Jeśli nie chcesz to nie. - powiedział jak gdyby to było nic - Za to bym się napił czegoś mocnego po deserze. Stoi?
- Wolałabym nie mieszać alkoholi - Wzruszyła minimalnie ramionkami, po czym ponownie usiadła - A co na deser?
Kier się uśmiał.
- Nie znam się, szczerze. - odpowiedział rozbawiony i odkrył deser. Dwa pucharki...
- Nie lubię tego stroju co mam na sobie, ale deser mi się podoba… - posłał jej zaciekawione spojrzenie.
- No… wygląda ciekawie! - Stwierdziła młoda kobieta odnośnie deseru, po czym spojrzała na Kiera, po czym zmrużyła oczka - To po co się w taki strój wcisnąłeś?
- By sprawdzić… Sam, jesteś teraz wolną kobietą. Ludzie tak ubrani są najbardziej nieprzystosowanymi do życia ludźmi w galaktyce. Zabierz im pieniądze i wpływy, a zobaczysz falę samobójstw. Nie ma co się przed takimi korzyć.




Wzruszył ramionami i nabrał łyżeczką deseru spoglądając na nią z uśmiechem.
- Obiecałem, że się Tobą zaopiekuję i będę Twoim przewodnikiem kochana. Negocjator zawsze dotrzymuje słowa… - puścił jej zalotne oczko.
- Uuuu… mój piracki mentor… - Samantha teatralnie zatrzepotała rzęskami, po czym spróbowała deseru - Looodyy… - Uśmiechnęła się.
Kier odwzajemnił uśmiech i sam spróbował specjału.
- Faktycznie…
Zaśmiał się cicho. Przez chwilę oboje jedli w milczeniu owocowe słodkości.
- Długo już tak piracisz? - Spytała nagle pilotka.
- U Longa dość krótko. Wcześniej zdążyłem już przeżyć kilku. Co dokładnie chcesz wiedzieć?
- Rok? Dwa? Trzy? Jest za ciebie nagroda? - Wychyliła minimalnie, jakby prześmiewczo, czubek języka w kąciku ust.
- Są różni piraci. - odpowiedział mentorsko - Im wyższa nagroda, tym bardziej to znaczy, że narobiło się sobie wrogów… czyli krótka kariera. - uśmiechnął się tajemniczo - Ja z tych co jeszcze długo będą w biznesie nawet gdy barbarzyńcy już dawno przywitają się z pustką kosmosu.
- Hmh - Mruknęła Samantha, wkładając łyżeczkę w usta z kolejną porcją lodów, a gdy je zjadła, łyżeczkę dosyć figlarnie oblizała…




Napiła się wina, po czym przesunęła pustą lampkę w stronę Kiera z lekkim uśmiechem.
- Czyli lepiej się trzymać w cieniu? Piracić, ale tak… na pół gazu?
- Chcesz się dorobić, żyć długo i mieć kontakty? Sojuszników? Może nawet przyjaciół? - mówił polewając wina jakby robił to całe życie - Czy mieć krótką i burzliwą karierę największej mendy która znika wraz z przepalonym kadłubem i eksplozją reaktora w grande obławie o której nikt się nie dowie. Może poza drobnym nagłówkiem w holosieci który szybko przeminie? - zapytał z uśmiechem szelmy po czym nachylił się ku niej przesuwając już pełny kieliszek w jej stronę szepnął konspiracyjnie - Wiesz którą stronę obstawiam. To biznes jest. Nic więcej kotku, ale… - dodał ciepło - ...nasza znajomość jest prawdziwa.
- Tyyyylko pytam - Samantha zrobiła przedrzeźniającą minkę - Biznesy biznesami, no ale po coś i chyba się jest poza prawem poza zimną, twardą gotówką? - Parsknęła.
- Na przykład? - zapytał z zadziornym uśmiechem.
Pilotka napiła się porządnie wina. Ale tak naprawdę porządnie. Jeden solidny, głęboki łyk z lampki, drugi… w końcu głęboko odetchnęła.
- Nie powinieneś ty mi tego mówić? Zachwalać pirackiego życia, jak to jest pięknie, jakie plusy są, jak to lepiej tu, niż gdzie indziej? W końcu mnie namówiłeś na rzucenie w cholerę mojego dotychczasowego życia, a do tej pory to jedynie usłyszałam, że lepiej piracić po cichu, bo inaczej marny koniec, i to wszystko - Samantha zmrużyła oczka. Była inteligentną kobietą, i chyba zaczynała mieć spore wątpliwości odnośnie tego wszystkiego, w co wciągnął ją Kier… a ten uśmiechnął się zwycięsko.
- Są plusy. Całkiem sporo bez względu na ścieżkę.- powiedział - Jesteśmy wolni. Prawdziwie. Bywamy w miejscach i spotykamy ludzi i rasy które niejedna istota tam, w fałszywym życiu nigdy nie pozna. Zarabiamy krocie, ale to w dużej mierze zależy od tego co się uda. Każdy kto siedzi w prawdziwym życiu ma szanse kosztować rzeczy niedostępnych maluczkim. Zwiedzać i budować własną markę. Mamy możliwości. Co z tego, że szemrane? Po co latać za garść kredytów, gdy można wyjść z pełnymi kieszeniami, a nawet i workiem? Jest adrenalina, są strzelaniny, wybuchy… - zawiesił głos przyglądając się jej z ciekawością - ...i jest seks.
Samantha zaczesała kosmyk włosów za ucho, i… roześmiała się, lekko potrząsając głową.
- Taaaak, no to czego chcieć więcej? - Powiedziała nadal rozbawionym tonem, po czym zjadła ponownie nieco lodów.
- Masz kogoś? - Wypaliła nagle prosto z mostu - Tu, na statku… albo w każdym kosmoporcie, czekającą z utęsknieniem laskę, jak to tak niby bywa? - Dodała nadal mocno rozbawiona.
- Niektórzy mają wszędzie. Ja stawiam na jakość. - odpowiedział z ciepłym uśmiechem i skosztował lodów w zadumie po czym pochylił się ku niej z uśmiechem - Jak bardzo chcesz mieć kogoś na statku?
- Nie migaj się! - Skierowała łyżeczkę w jego stronę, prawie jak jakąś broń - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie, i już zmieniasz temat…
- To brzmi prawie tak jakbyś była zazdrosna... - odparł ciepłem słów, a reakcją Samanthy było minimalne wzruszenie ramionami, i wyraźnie opadający nastrój.
Kier się delikatnie uśmiechnął i nachylił bardziej ku niej by musnąć opuszkami palców dłoni jej policzek i szyję.
- Sam… - wyszeptał kusząco jej imię patrząc kochliwie głęboko w jej oczy, co mogło zostać odebrane i w inny sposób. I zostało.
- Sam jak palec? Oj… - Pilotka napiła się znowu porządnie wina, mając już od niego spore rumieńce - ...to co z tobą nie tak? - Wypaliła nagle, mrużąc oczka.
- Stawiam na jakość i bardzo podoba mi się Twoje imię Sam… nie zgadniesz co teraz widzę… co Ciebie kręci? - pogładził lekko jej policzek.
- Znowu jakieś kolejne pół zagadki? - Samantha cofnęła twarz od dłoni Kiera. Na co mężczyzna cofnął dłoń i położył ją na stole - I dalsze… przesłuchanie? Uch…
- Po prostu mnie interesujesz. Jesteś dla mnie zagadką.
Młoda kobieta pokiwała głową, cokolwiek mogło to oznaczać.
- Nie masz czasem cygar? A tak… co jeszcze? - Spytała.
- Mam. - stwierdził i wstał by podejść do jednej ze skrzyń i wyjął mniejszy humidor z drewna. Podszedł do drugiej i wyciągnął drugą butelkę wina. Położył zdobycze na stole i obciął dwa cygara wręczając jej jedno.
- Paliłaś?
- Czy statki latają? - Samantha wzięła cygaro, po czym czekała na ogień.
Kier się uśmiechnął i chwycił długie zapałki by odpalić jedną, odczekać, aż się siarka wypali i dopiero poratował ją ogniem z chęcią oczekując czy wie jak się odpala cygaro. Wiedziała.

A po kilku chwilach, paru dymkach dalej, i ze dwóch łykach wina…
- Muszę do toalety! - Samantha poderwała się z miejsca.
Kier również się zerwał i szybko ruszył otworzyć drzwi do łazienki, by ją wpuścić do środka.
- Poradzę sobie sama? - Powiedziała z malutkim przekąsem pilotka, idąc tam lekko chwiejnym krokiem. Kier tylko się uśmiechnął.
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"

Ostatnio edytowane przez Dhratlach : 15-03-2021 o 19:14.
Dhratlach jest offline  
Stary 15-03-2021, 19:13   #18
 
Dhratlach's Avatar
 
Post współtworzony z: Buka

Samantha spędziła w toalecie solidne pięć minut. Po wyjściu, miała już ściągnięte te swoje dziwaczne rękawiczki, mocno otwarte buty, oraz nieco rozpiętą górę swego ubioru pod szyją. Wino rozgrzewało… Mężczyzna siedział przy stoliku powoli paląc cygaro. Uśmiechał się. Kobieta jednak go nie zgasiła, tylko pozwoliła by się paliło, za co był wdzięczny. Sam był bez wierzchniej odzieży za wyjątkiem porozpinanej do połowy koszuli.
- To co teraz? - Ponownie, lekko chwiejnym kroczkiem, wróciła do stolika i usiadła. Złapała za cygaro i pyknęła dwa razy - Kolejne teorie spiskowo-pirackie? - Zachichotała.
Pyknął cygaro pozwalając by dym ułożył się w ustach.
- Hmm… - zastanowił się na głos. - ...nadal nie powiedziałaś mi jacy faceci Ciebie kręcą kochana… Biznesmeni? Oficerowie? Szlachta? Dyplomaci? Robotnicy? Ktoś inny? Kto sprawia, że jest Ci ciepło, mokro i przyjemnie? Mi możesz powiedzieć…
- Ty się sam migaaaasz! Odpowiedzi nie dajesz, odwracasz kota ogonem, moje pytania zbywasz kolejnymi, swoimi! - Samantha pogroziła palcem Kierowi, po czym znowu golnęła sobie winka, i… roześmiała się. Tak po prostu. Oj, chyba zdecydowanie za dużo piła…
- Obydwoje się migamy… - odpowiedział śmiejąc się - ...może przestaniemy się migać?
- Uch… to skomlipkowane… - Powiedziała pilotka - Nie wiem czy chcę… tak na pierwszym spotkaniu? No wiesz… chyba za mało wypiłam na takie tematy… - Powiedziała, i znowu chlapnęła sobie winka(!), i pyknęła cygaro.
Kier się zaśmiał beztrosko i pyknął dymka spoglądając na nią z ciekawością starając się ocenić na oko stopień jej trzeźwości… a może raczej, nietrzeźwości.
- Hmm…
- No co? - Spojrzała na niego dosyć krzywo, i nawet nieco rozlała wina z lampki na stół - No weź coś gadaj…
Uśmiechnął się i pyknął cygaro… upił winka i wstał. Podchodząc do niej wyciągnął ręce ku niej.
- Chodź… - powiedział łagodnie, Samantha jednak na momencik łypnęła na niego podejrzliwie. Odstawiła jednak lampkę wina, po czym z cygarem w kąciku ust wstała… i mało nie padła. Podała swoje dłonie które on pochwycił i pomógł jej wstać.
- Chciałbym byś mi w czymś pomogła… - powiedział prowadząc ją do potężnej szafy komodorowskiej i stanął z nią przed nią asekurując ją w pasie i wprawnie rozsunął jedne z drzwi.
Wnętrze było pełne… strojów i mundurów, a i tak była to tylko część szafy.
- Cała szafa jest tego. Co wpada w oko? - zapytał zerkając na nią. Pilotka zamrugała kilka razy, przypatrując się zawartości szafy, po czym zwróciła twarz ku Kierowi… i mało nie wypaliła mu policzka cygarem.
- Noooo… dużo defiladoofowego szmelcu. Ty jakieś… zboczenie wojskowe masz? - Zaśmiała się, i cygaro wypadło z jej ust, lądując na podłodze.
- Zboczenie zawodowe? - zapytał leniwie i z uśmiechem, by zamknąć tą stronę szefy i otworzył kolejną. Tu już były stroje robocze, klasy średniej i pracującej. Ułożone koszule, podkoszulki, wszystko. Jak w poprzedniej, razem z pudłami na buty. Parę toreb i plecaków też się znalazło.
- Już lepiej! - Wskazała palcem szafę, i zachwiała się - I co teraz?
- Mam jeszcze dwie strony szafy, ale później. - stwierdził i objął ją w pasie przyciągając do siebie i tuląc.
- Chyba, że chcesz teraz?
- Może później… - Powiedziała i jej się czknęło, na co parsknęła - To co robimy? Bo wieczór młooooody! - Machnęła ręką - Impreza?
Lewym ramieniem obejmował ją nisko w pasie trzymając blisko siebie. Prawą dłonią dotknął jej policzka.
- Mhm…
- Muzyka! - Prawie krzyknęła mu w ucho, i zachichotała - Potrzebujemy muzyki! - Powiedziała, po czym zaczęła się wiercić w miejscu, zupełnie jakby próbowała wywijać biodrami do nieistniejących rytmów.
Zaśmiał się radośnie i zaczął ruszać się razem z nią. Dłoń z jej policz powędrowała na jej bok gładząc po całości jej ciało… aż go po chwili młoda kobieta trzepnęła dłonią po torsie.
- No eeeeejjjj, muzyka? - Spytała, roześmiana, ledwie stojąca na nogach.
Z radosnym uśmiechem oznajmił prowadząc ją w kierunku stolika spod którego wyjął przenośny , niewielki terminal i wciąż trzymając ją w pasie(podczas gdy Smantha zgarnęła lampkę wina ze stolika, i wypiła ją do dna) wyjął z kieszeni swój mini-komputer by go wetknąć i wybrać klasyczną muzykę klubową wzorowaną na retro techno. Zaledwie chwilę później rozległy się dźwięki muzyki, a on spojrzał na nią z lekko wstawionym zaciekawieniem.



- Noooooo! - Ucieszyła się, po czym… metodą noga o nogę, ściągnęła najpierw jeden but, który odkopnęła gdzieś w kąt kajuty, a po chwili drugi. Zaczęła się wyginać w rytm muzyki, unosząc obie ręce do góry, czasem wplatając sobie we włosy, czasem nimi machając nad głową. No i kręciła tymi bioderkami, oj kręciła, główką również… a Kier musiał ją trzymać, inaczej jak nic, poleciałaby na własne plecy.
Co mógł zrobić jak nie tańczyć razem z nią… cieleśnie i intymnie poruszając się w rytm muzyki, i często oboje ocierali się o siebie swym kroczem. Samantha jednak zdawała się absolutnie niczego nie zauważać.

Z kolei po paru minutach intensywnych tańców…
- Muszę do łazienki! - Wrzasnęła przez muzykę, z rękami uwieszona na jego szyi.
Negocjator chwycił ją nisko pod uda i pośladki i uniósł kierując kroki w stronę otwartych drzwi łazienki.
- Wooohooo!! - Zafikała bosymi stopami Samantha, po czym wciąż podskakiwała lekko do muzyki na rękach mężczyzny, i jedną ręką obejmowała szyję Kiera, a drugą - z piąstką - “biła” powietrze ku górze w rytmie kolejnego kawałka. Daleko do tej łazienki w sumie nie mieli… i w końcu się w niej znaleźli. Muzyka grała silne rytmy kiedy przyparł ją ją do ściany.
- Prysznic? - zapytał przez muzykę, a Samantha zrobiła nieco większe oczka.
- Siku? - Dostał kuksańca po żebrach.
Kier się zaśmiał i postawił ją na podłodze by ją przytulić i z puszczeniem oczka wycofać się w tył gładząc jej ramiona. Chwilę później był na zewnątrz łazienki wsparty o ścianę. I czekał, i czekał, i czekał, i sam by też musiał… i to już serio… a ona nie wychodziła, więc udał się do stolika. Sięgnął po pustą butelkę wina, nalał do niej, zabił korkiem i zerwał naklejkę by się nie pomylić. Otworzył właz na śmieci i spuścił butelkę w dół… nie jego problem, nie?
Akurat w tym momencie pojawiła się w drzwiach łazienki Samantha...a właściwie jej ręka, szukająca czegoś po ścianie, nie wychodząc jednak z owej łazienki.
Negocjator szybko podszedł do niej i chwycił jej dłoń wpasowując się przy ścianie.
- Saaaaaaaaaam…! - powiedział z radością.
- Przyciemnij światło! - Wydarła się przez muzykę - Daj wina! - Zaśmiała się, wciąż nie wychodząc zza winkla.
Uśmiechnął się lisio i sięgnął do konsoli redukując naświetlenie mocno w dół. Mozna spokojnie było powiedzieć, że był półmrok… w tą ciemniejszą stronę i ruszył po butelkę.
- Wino! - zakomunikował będąc już przy ścianie i otwierając butelkę zębami. A łapczywa dłoń otwierała i zamykała paluszki, w oczekiwaniu na owe wino…
- Eeeeeeeej… a ja!? Też chcę! Razem!
W odpowiedzi najpierw otrzymał wyprostowany, środkowy palec, wśród chichotu Samanthy, a potem serdeczny kiwał jakby w stylu "dawaj".
- Wchodzę! - zakomunikował śmiejąc się, ale nie wszedł.





- Winooooo - Zawyła pilotka, tym razem grożąc zaciśniętą piąstką, nadal kryjąc się za framugą, a Kier czując stygnącego trupa w łazience śmiejąc się wręczył jej butelkę. Flaszka na moment zniknęła, i pilotka pewnie doiła prosto z gwinta… by po chwili w końcu wyjść na widok, tańcząc do wciąż dudniącej muzyki. Z butelką w dłoni, wyginając się rytmicznie i mocno figlarnie… mając na sobie jedynie spodnie. Uśmiechnęła się do Kiera, mrużąc oczka, i tanecznym krokiem, wśród cudownie podrygujących, niedużych i sprężystych piersi, przesuwała się ku środkowi kajuty.
Ruszył za nią, a będąc już na środku objął ją od tyłu w pasie ruszając się w rytm muzyki mówiąc jej do ucha.
- Jesteś boska…
Zaśmiała się, nie przerywając wygibasów, kilka razy pocierając tyłkiem o stojącego za nią mężczyznę. Znowu pociągnęła z gwinta, trochę za szybko, i niechlujnie, aż jej pociekło po szyi, i w dół ciała, co nawet poczuł Kier na dłoni spoczywającej na brzuszku pilotki.
Mężczyzna rozmasował wino po jej ciele wędrując dłonią do góry by ująć jej pierś. Druga dłoń wsunęła się lekko pod jej spodnie w kierunku jej tyłeczka. Nie miała majteczek. Wyższy o dobre pół stopy Negocjator pochylił się ku jej uszka i szyi otulając je ciepłym oddechem gorących pocałunków. Po chwili Samantha odwróciła się przodem do Kiera, i ten miał widok na roześmianą twarz kobiety, oraz przede wszystkim, na dwie piękne, sprężyste półkule, podrygujące w rytm tańców. Podała mu flaszkę, po czym zaczęła z mocno rozchylonymi nogami, bardzo blisko mężczyzny, figlarnie wprost ocierać się o jego ciało przede wszystkim podbrzuszem o podbrzusze… kilka razy nawet płynnym ruchem kucnęła przed nim, po czym powstała, "wijąc się" tak, a nawet raz czy dwa przejeżdżając pazurkami po jego nagim torsie.
Upił solidny łyk wina. Butami się nie przejmował, bo już dawno gdzieś je “zgubił”. Uśmiechał się i spoglądał na nią spod przymrużonych oczu, a jego dłonie błądziły po jej ciele. To wplatając się we włosy, to gładząc i macając wijąc się ciałem w rytm muzyki. Odpiął guziki spodni i pozwolił by opadły w dół kopnięciem i obrotem posyłając je w stronę zablokowanych drzwi wejściowych ukazując materiałowe bokserki z potężnym zgrubieniem w kroczu.
- Ojej! - Zaśmiała się pilotka na widok wybrzuszenia, po czym, gdy znowu była wśród swoich wyuzdanych tańców w dolnych rejonach Kiera, nagle… wpakowała swoją twarz w owe boxerki, i potarła tamte rejony nosem przez materiał. Znowu się wesoło zaśmiała.
Mężczyzna zaśmiał się lekko spoglądając na nią spod przymrużonych oczu z lekkim, pewnym i zachęcającym uśmiechem. Zawsze należał do osób czystych… co tu ukrywać, nie minęła godzina jak ostatnio brał prysznic! Jego dłoń gładziła jej włosy i policzek, a następnie wplotła się w nie, by pogładzić szyję, kark i bark. Skryta męskość drgnęła na zawołanie. Samantha z uśmiechem na ustach, obiema dłońmi chwyciła za bokserki, po czym pociągnęła je w dół, efektem czego wylądowały one przy kostkach nóg mężczyzny. Pochwyciła dłonią męskość Kiera, i pocałowała go w usta, a on odwzajemnił pocałunek..
- Chodźmy na łóżko! - Powiedziała, wprost go ciągnąc w tamtym kierunku za wrażliwe miejsce. Dał siebie prowadzić. Pozwolił jej dać siebie prowadzić.
Po kilku chwilach Kier leżał na plecach wsparty na łokciach, a Samantha, na chwilę na nim. Namiętny, odwzajemniony pocałunek, zabawa języczkami, i zaczęła schodzić niżej i niżej, całując i wodząc języczkiem po jego ciele. Po torsie, gdzie nawet polizała jeden sutek, po brzuchu, obsypując pocałunkami, w końcu i całkiem na dole, gdzie położyła się między jego nogami na brzuszku, po czym zabrała się za główną, prężącą się atrakcję. Pieściła Kiera języczkiem, ustami, dłonią, nie zapominając również o klejnotach, które lekko masowała palcami, a i co pewien czas również brała w usta. Znała się na rzeczy, i to baaaardzo dobrze… a Kier ni to mruknął, ni warknął rozkosznie zadowolony z administracji którym był poddawany. Obserwował ją gorącym spojrzeniem, a dłonią odgarnął kosmyki jej włosów za uszko.
- Podoba się? - Mruknęła pilotka z uśmieszkiem, na chwilkę przerywając pieszczotki.

- Ja bym tak mogła cały dzień… - Zachichotała, i przejechała języczkiem wzdłuż podrygującego wzwodu którego bardzo szczęśliwy posiadacz posłał jej lisi uśmiech.
- Bardzo… - powiedział szelmowsko - ...z chęcią się zrewanżuję i mógłbym nawet zapoznać Ciebie z załogą… choć wolałbym zachować Ciebie skarbie dla siebie…
Odpowiedzią było jedynie mrugnięcie, usta Samanthy były bowiem już zajęte czym innym. A Kier szybko zdał sobie sprawę, iż może jeszcze minutka, i będzie z jego strony po wszystkim. Na samą myśl o tym się zaśmiał i powiedział siadając i chwytając ją za włosy by lekko pociągnąć do tyłu..
- Połóż się mysza. Zaopiekuję się Tobą… nie kończmy tego tak szybko. Wieczór jeszcze młody i mamy całą noc…
- Nie za włosy - "Sam" rzuciła na sekundkę ostre spojrzenie, ale równie szybko, co się ono pojawiło, to i zniknęło.
- Ja lubię od tyłu… - Mruknęła pilotka, po czym okręciła się na brzuszku na łóżku, i już za moment była na wszystkich czterech, kusząco prężąc tyłeczek w obcisłych spodniach w kierunku Kiera. Jedną dłonią rozpięła guziczki, przez ramię zerkając na mężczyznę za nią.
Kier uklęknął za nią i pogładził przez materiał spodni jej tyłeczek. Chwycił za spodnie i ściągnął je w dół, chwilowo tak do kolan. A dłoń Samanthy momentalnie wniknęła między nóżki, i bezwstydnie palcami rozchyliła swoją cipkę. Pochylił ku niej ugniatając w dłoniach jej pośladki i biodra.
- Cudownie się prezentujesz… - powiedział i ściągnął jej spodnie rzucając je na bok, a pilotka zachichotała, zastygając tak dla niego w tej pozie, perwersyjnie "otwarta" swoimi paluszkami.
Dłoń Kiera sięgnęła ku jej szparce masując ją i zagłębiając w niej palce, na co Samantha pięknie jęknęła. Druga dłoń Kiera chwyciła ją za talię, a ruchami bioder ocierał się o nią swoim członkiem między jej pośladkami.
- Mmm… nie mogę się doczekać! - Pisnęła kobieta, lekko poruszając kształtnym tyłeczkiem do ruchów Kiera.
- Mmm… - wyjął palce z jej cipeczki i chwycił swoje przyrodzenie biorąc namiar na jej wilgotne wnętrze. Na cielesną rękawiczkę i zagłębił się lekko… chwycił obiema dłońmi jej talię i nagle wszedł po całości w nią po jajka wyrzucając swoje biodra przed siebie przyciągając ją do siebie w tym samym czasie. W kajucie rozległ się jej głośny, przeciągły jęk rozkoszy, i aż zadrżała na całym ciele.
- Oooooch… tyy… taaak głębokooo… mmmm… - Pilotka sama naparła mocno pupą na niego.
- Dajesz "Negocjatorze"! - Dodała wesołym tonem.
Zaśmiał się tylko posuwając ją w doskonałej pozycji do podziwiana jej talii, bioderek i dupeczki. Pozycji w której miał praktycznie pełną kontrolę. W pewnym momencie pochylił się ku niej i chwycił mocno pierś pieszcząc i masując po całości z sutkiem. Nagle pochwycił ją za ramiona i uniósł, by zablokować jej ręce swoimi zakleszczając jej ruchy i wzmagając swoje działania.

Samantha szybko wspięła się na wyżyny rozkoszy, co obwieściła głośnymi jękami, i zaciśnięciem obu ud, co jedynie zwiększyło doznania u Kiera…
- Ale nie do środka! - Zaprotestowała nagle pilotka, czując w sobie, iż i kochankowi niewiele brakowało.
- Jak chcesz, to możesz i w drugą dziurkę… - Powiedziała nagle, zerkając na niego z figlarnie lekko przygryzionymi usteczkami - Tak też lubię… - Zachichotała.
- Do środka w drugą? - zapytał szelmowsko i wyzwolił ją z uchwytu wychodząc z niej i ocierając się swoim przyrodzeniem między jej pośladkami. Mocno chwycił ją za biodro a drugą ręką docisnął do łóżka. Tak, że tylko jej zgrabny tyłeczek znajdował się wypięty ku górze.
- Och! Mhm… - Mruknęła zadowolona, gdy tak ją troszkę mocniej potraktował.
- Ale najpierw powoli - Dodała, gdy przymierzał się do ataku na jej tyłek.
Nabrał w palce soki z jej mokrej szparki i użył ich do nawilżenia jej zaplecza, by powoli w nią wejść. Nie śpieszył się. Choć już trochę się zregenerował, miał zamiar jeszcze dość długo walczyć… i pokonać swoją przeciwniczkę, oraz partnerkę w grze o pożądanie w jednym.

Samantha była najwyraźniej jedną z tych kobiet, które potrafiły i czerpać dużą przyjemność z takiego rodzaju seksu, jęczała bowiem jeszcze głośniej niż wcześniej, często również wprost skomlając z zachwytu. Nie trwało to już zbyt długo, by oboje wspięli się na wyżyny rozkoszy…
- Przemalować wnętrze Twojego tyłeczka? - mruknął warkliwie i gorąco spoglądając na nią tym spojrzeniem które dokładnie wiedziało czego chce.
- Tak! Tak! Taaaak!! - Pilotka była wprost wniebowzięta, odpływając na wielkiej fali rozkoszy. Kier natomiast sam będąc u progu trzymał ją i pchał ile sił, a kiedy już był u samego progu dał jej zdrowego klapsa … nie pierwszego, ale zdecydowanie ostatniego. Razem z tym potężnym pchnięciem swoich bioder do przodu w nią w trzymany mocno w uchwycie jej wypięty do nieba tyłeczek.
~ ~ ~



Samantha leżała na brzuszku, nieco owinięta prześcieradłem w pasie, z uśmieszkiem czającym się w kącikach ust. Miała przymknięte oczka, i niemal już zasypiała. W słabym świetle kajuty dało się dostrzec nieco błyszczącego potu na jej pleckach. Kier natomiast leżał na plecach tuż obok niej z dłonią założoną za głową. Zakrył ich po całości prześcieradłem. Tylko wolna dłoń co gładziła jej kark i odcinek piersiowy pleców wpół świadomie niczym ułożonego na kolanach kota.

Muzyka była już wyłączona, i panował spokój, przerywany jedynie ich coraz bardziej uspokajającymi się oddechami… Był rozgrzany i spokojny, lekko uśmiechnięty kiedy patrzył w górę myśląc… o starym wierszu, starego wieszcza, bardzo starych i odległych czasów…

”Lubię to — i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata. “

- Uchhh… trochę mnie brzuch boli… wypiłam jednak za dużo… - Wymamrotała Samantha, wiercąc się pod prześcieradłem, i w końcu je zgarnęła w całości, owijając się nim, i poczłapała do łazienki, zostawiając nagiego Kiera na łóżku, który poprawił swoje położenie na nim. Z dłońmi załozonymi za głowę uśmiechał się leniwie patrząc w sufit, to zerkając na drzwi do łazienki.
Po kilku chwilach, z łazienki dało się słyszeć odgłosy… strumyka lecącego w wodę. Wyjątkowo głośne odgłosy, zupełnie jakby… no właśnie, jakby. Mężczyzna uśmiechnął się rozbawiony. Dziewuszka zdecydowanie wypiła więcej od niego. Procedura odprawiania pradawnego rytuału przyzwania boskiej cząstki treści żołądkowej, aby ta przybyła i objawiła się światu… często zostawiała osobę po tej ceremonii w stanie zadowolenia. Endorfin czy może dopaminowy zastrzyk? Nieważne, nie był medykiem! Grunt, że to było coś takiego i tyle! Biologia nie kłamie… zazwyczaj.

Wstał więc z łóżka i chwycił leżącą w kącie pokoju marynarkę by ją na siebie założyć. Podszedł do drzwi łazienki sprawdzić swoje podejrzenia. Zerknął do środka, i tego pożałował… ale czy rzeczywiście?

Samantha, pijana jak bela, trzymała się jedną dłonią ściany, opierając o nią. Była niedbale owinięta prześcieradłem, stojąc przed toaletą… sikała. Na stojąco. Niczym facet.

Wzruszył ramionami i skierował się w stronę stolika gdzie stała niedokończona butelka wina z której upił. Z gwinta. Oparł się o jedną ze swoich skrzyń i krnąbrnym uśmiechem. Po chwili pilotka wytoczyła się z toalety, podtrzymując ściany, a ich spojrzenia spotkały się.
- Hm? - Mruknęła.
- Hm? - odpowiedział machając butelką wina i wziął kolejny łyk, a Samanthę dźwignęło. Pokręciła przecząco głową, i podreptała owinięta prześcieradłem do łóżka, na którym się położyła plecami do Kiera, "zwijając w kłębek". Z jednej strony burza włosów, z drugiej bose stópki.
Kier wziął jeszcze jeden łyk i odstawił butelkę na stolik po zakorkowaniu jej. Ruszył w stronę posłania rzucając wierzchnią odzież na krzesło i położył się na łóżku zabierając swoją dolę kołdry. Leżał na boku z głową na ramieniu… i dłonią na jej bioderku. Nagie ciało przy nagim ciele.
 
__________________
"We aren’t no thin red ‘eroes, nor we aren’t no blackguards too,
But single men in barricks, most remarkable like you;
An’ if sometimes our conduck isn’t all your fancy paints,
Why, single men in barricks don’t grow into plaster saints!"
Dhratlach jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:40.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170