Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-05-2009, 23:08   #1
 
Storm Vermin's Avatar
 
Reputacja: 66 Storm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znany
Wh 40K - Pierwszy Gariański

Słońce powoli zachodziło nad Pantahą. Niemal całe niebo nad kontynentem pokrywały ciemne chmury, z których wydobywał się drobny deszcz. Taka pogoda miał utrzymać się aż do rana, przez niemal 10 godzin. Dlatego prawie wszyscy ludzcy mieszkańcy Garii szukali schronienia przed pogodą. Tylko 18 000 uzbrojonych mężczyzn stało na baczność na polach otaczających stolicę Garii. Wszyscy wpatrywali się w stojącego na wysokim podeście pułkownika Sease Kolara , a dzięki sprytnie rozmieszczonym megafonom mogli słyszeć jego przemowę.

Mimo, że samo przemówienie trwało niemal pół godziny, można było je streścić w kilku prostych zdaniach. Jesteście najlepszymi żołnierzami Imperium Człowieka na tej planecie. Macie świetne uzbrojenie i zaopatrzenie. Towarzyszą wam potężne czołgi i opancerzone transportery. Orkowie to słaby, zdezorganizowany motłoch. Ta wojna jest już wygrana. Imperator was strzeże.

Wielu żołnierzy wierzyło pułkownikowi. Jednak nieliczna grupka powątpiewała w prawdziwość jego słów. Do tej gromadki zaliczał się między innymi 17 pluton zmechanizowany. Niedawno liczył on osiemdziesięciu żołnierzy. Teraz została ich ledwie połowa, z czego wielu pochodziło z innych, mniejszych jednostek. Rezultatem tych przetasowań były starcia z małymi bandami łupieżczymi orków, które zapuszczały się coraz głębiej w terytorium Imperium.
W końcu Kolar wydał rozkaz rozejścia się i wyznaczył czas wymarszu na za 2 godziny.

17 pluton zmechanizowany dzielił się na cztery 10-osobowe drużyny. Do jednej z takich drużyn należeli Dave Warren, Dekares Barabos, Torias Telion i siedmiu innych szeregowców. Pierwszy z wyżej wymienionych miał najdłuższy staż w Gwardii, przeszło rok służył Imperatorowi. Z racji tego był kapralem oddziału. Pozostała dziewiątka miała za sobą ledwo 3-miesięczną służbę. Cała ta grupka zgromadziła się pod dachem sporego, brezentowego namiotu. W środku panowało przyjemne ciepło, jakże odmienne od wilgotnego zimna na zewnątrz. Gwardziści usadowili się na ławach umieszczonych wewnątrz namiotu. Kiedy już odrobinę wyschli, odezwał się sierżant drużyny, stary Bill Brahm:

-Cholerna pogoda... Ale taka już jest ta służba... A właśnie, skoro o służbie mowa, wielu z was widzę na oczy drugi raz w życiu. Nie znam waszych imion, nazwisk... Może przedstawilibyście się? Z doświadczenia wiem, że lepiej walczy się u boku Billa, czy Dave'a, niż jakiegoś tam anonimowego żołnierzyka... Wiec jak, panowie? Mnie już pewnie znacie, ale może przypomnę. Nazywam się Bill Brahm, służę w Gwardii od pięciu lat. Mam za zadanie tak wami dowodzić, żebyście przeżyli jeszcze wiele, pięknych lat... A jednocześnie posłali do piachu jak najwięcej orków.
 
Storm Vermin jest offline  
Stary 05-05-2009, 00:26   #2
 
Waylander's Avatar
 
Reputacja: 21 Waylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodze
Dekares uważnie słuchał przemówienia pułkownika Kolara, choć ulewa starała się jak najbardziej to utrudnić. Kiedy ich dowódca dał rozkaz do rozejścia, chłopak pozwolił sobie na krótki ale wymowny, ironiczny uśmiech.
Szanował pułkownik mimo tego że wciskał im propagandowe brednie na całej linii, ale z drugiej strony co miał powiedzieć, jak właśnie nie to?
Przynajmniej pułkownik wciskał im ten kit gładko i prosto w oczy, nie jak Ci wszyscy politrucy ze stolicy.

Pośpiesznie poszedł z drużyną do namiotu, mieli dwie godziny na przygotowanie się, a to nie tak dużo więc należało się sprężać.

Przyglądał się sierżantowi kiedy ten przedstawiał się po czym z lekkim uśmiechem na twarzy zbliżył się nieznacznie do podoficera:

-Żołnierzyk Dekares Barabos Sir-przez sekundę albo dwie patrzył na sierżanta po czym cofnął się o krok spoglądając z ciekawością na resztę swoich towarzyszy.
 
__________________
Wojownik, który działa z pobudek honoru, nie może przegrać. Jego obowiązek to jego honor. Nawet jego śmierć -jeśli jest godna- jest nagrodą i nie może być porażką, gdyż jest efektem służby.Dlatego pełnijcie swoje powinności z honorem, a nie poznacie, co to strach.Roboute Guiliman Patriarcha Ultramarines

Ostatnio edytowane przez Waylander : 05-05-2009 o 00:31.
Waylander jest offline  
Stary 05-05-2009, 17:14   #3
 
Regin's Avatar
 
Reputacja: 0 Regin nie jest za bardzo znany
Ten dzień nie zaczął się dobrze. Nie dość, że lało to jeszcze trzeba było stać w błocie przez pół godziny i słuchać wypocin pułkownika Kolara. Bez urazy do pana pułkownika ale kadrę podoficerską mogli zwolnić z tego wątpliwego zaszczytu. W końcu i tak celem przemowy było nakręcenie morale nowych rekrutów. W czasie monologu Kolara, Dave ćwiczył umiejętność, której ostatnio się nauczył - spanie na baczność. Cóż, lekki kac po pokerowym wieczorze u kwatermistrza dawał się we znaki. Gorsze było to, że przegrał cały swój zapas gorzały i obiecał nie zawracać mu głowy przez tydzień.

W czasie drogi do namiotu zauważył znajomego, sprzed wstąpienia do wojska i postanowił zamienić z nim kilka słów. Kilka słów zamieniło się w 10 minut. Minął kwadrans zanim udało mu się znaleźć swoją jednostkę. Wsunął swoją łysą głowę do wnętrza namiotu właśnie kiedy przedstawiał się szeregowy Barabos. Dave niepewnie przyglądał się przez chwilę zebranym żołnierzom aż wypatrzył sierżanta Brahma. Uśmiechnął się i powiedział. -Czołem Bill, znowu obgadujesz mnie za plecami? - Podszedł do sierżanta i uścisnął mu rękę a następnie wyciągnął w jego kierunku paczkę papierosów. -Zapalisz?- Zawahał się przez moment po czym poczęstował resztę zgromadzonych.

Trzymając tlącego się papierosa w kąciku ust wyprężył się, zasalutował przed siebie i wyrecytował - Kapral Dave Warren, do usług! - po czym wyłożył się w kącie namiotu i stamtąd obserwował jak przedstawiali się kolejni rekruci, starając się zapamiętać przy tym jak największą ich liczbę.
 

Ostatnio edytowane przez Regin : 05-05-2009 o 17:35.
Regin jest offline  
Stary 05-05-2009, 19:16   #4
 
Scoiatael's Avatar
 
Reputacja: 11 Scoiatael nie jest za bardzo znany
Półgodzinny wykład pułkownika Telion spędził rozmyślając o orkach i tym, co o nich wiedział z lat, kiedy mieszkał jeszcze w warsztacie. Rozmyślał też o tym, co i ich czeka. Skoro ta wojna jest już wygrana, to co tu robi 18 000 ludzi, czołgi i cały ten sprzęt? Czemu stoimy w deszczu słuchając o naszej niezachwianej potędze? Czemu po prostu tego nie udowodnimy?

Myśli tak wzniosłe kontrastowały jednak z myślami z drugiej strony jego natury: każda godzina spędzona tutaj, nawet w kiepskich warunkach, to godzina w której żaden ork nie urywa nam łbów na polu bitwy. No cóż, jeszcze tylko 9 miesięcy takiego gadania i będzie można wracać do warsztatu,w góry, gdzie orki nigdy nie mogły zebrać się w armię, której tutaj będziemy musieli stawić czoła.

Z tych rozmyślań obudził go dopiero sygnał, że można się rozejść. Poszedł za znajomymi twarzami do namiotu. Tam usiadł z tyłu, w kącie tak, by móc obserwować resztę rekrutów i oceniać, kogo przyjdzie mu osłaniać - bo nie zamierzał bynajmniej wystawiać się w pierwszej linii na śmierć lub chwałę, jak miała to w zwyczaju przeważająca większość szeregowych gwardzistów. Dopiero, gdy zdawali sobie sprawę, że orki chyba nic sobie nie robią z ich latarek postanawiała zwiewać - akurat wtedy gdy orki były dość blisko, by te latarki mogły coś zrobić. Dość nieszczęśliwy był fakt, że optymalny zasięg karabinu laserowego pokrywał się z optymalnym zasięgiem orkowego topora...

Przedstawił się jako ostatni. Wstał i zasalutował, niedbale, ale nie na tyle by sierżant poczuł się urażony... - Szeregowy - snajper Torias Telion... sir dało się słyszeć.
 
__________________
The only way of discovering the limits of the possible is to venture a little way past them into the impossible.

Ostatnio edytowane przez Scoiatael : 05-05-2009 o 19:17. Powód: formatowanie tekstu
Scoiatael jest offline  
Stary 06-05-2009, 21:15   #5
 
Storm Vermin's Avatar
 
Reputacja: 66 Storm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znany
Kilka chwil po tym, jak przedstawił sięTorias, zabrzmiał głos z umieszczonego nieopodal namiotu megafonu: ZBIÓRKA!

Wszyscy Gwardziści zerwali się na równe nogi i pobiegli na główny plac. Tam szybko odnaleźli pozostałe trzy drużyny należące do 17. plutonu zmechanizowanego. Gdy wszyscy ustawili się w równym szeregu, skierowali swój wzrok na stojącego dotąd na uboczu człowieka. Był to Jonathan Thaw, porucznik i głównodowodzący plutonu. Miał około trzydziestu lat, był dość wysoki i szczupły. Obecnie na jego twarzy malowało się straszliwe zmęczenie. Jego przyczyna była znana niemal wszystkim w plutonie: Thaw musiał własnoręcznie podpisać papiery zatwierdzające nowych członków 17. zmechanizowanego.

Po prawicy oficera stał potężnie zbudowany, ogolony na łyso i odziany w habit mężczyzna. Był kapłanem Imperatora, który miał podnosić wasze morale i jednocześnie dbać o to, abyście nie dopuścili się jakiegoś bluźnierstwa. Na lewo od Jonathana kulił się drobny, zgarbiony człowieczek, wspierający się na lasce i mamroczący coś pod nosem. To indywiduum miało służyć jako psionik.
Zarówno kapelan, jak i psycher zostali przydzieleni do oddziału w ostatniej chwili, więc nikt, nawet sierżanci, nie wiedział o nich nic.

Porucznik zlustrował pluton, głęboko westchnął i powiedział:
-Teraz wsiądziecie do Chimer. Każda z nich jest oznaczona w ten sposób: numer plutonu, kropka, numer oddziału. Tak więc transport, który należy do drużyny numer 1 będzie oznaczony siedemnaście kropka 1. Czy wszystko jasne?

Wasza drużyna, zgodnie z instrukcjami udzielonymi przez oficera, wsiadła do Chimery oznaczonej na burcie białymi cyframi 17.3. Szybki rzut oka pozwolił wam zauważyć, że setki innych drużyn też wsiadają do swoich transportowców. Gdy już usadowiliście się wewnątrz pojazdu, wasz sierżant odezwał się:
-Będziemy teraz jechać przez jakieś 10 godzin... Jeśli ktoś chce się zdrzemnąć, niech się nie krępuje. Rzeczywiście, podróż przebiegła bez żadnych zakłóceń. Jechaliście wolnym tempem po gładkiej autostradzie, prowadzącej wprost do Emberiene. Po 10 godzinach kolumna pojazdów zatrzymała się w szczerym polu. Zmierzchało już, a wraz z zachodzącym słońcem zbliżały się ciężkie, deszczowe chmury.

Thaw zarządził rozbicie obozu. Patrolowaniem terenu wokół obozowiska miała zająć się, między innymi, 3 drużyna 17 plutonu zmechanizowanego. Z ociąganiem wyszliście z przytulnego, ciepłego namiotu i zajęliście stanowiska. Następnie rozdzieliliście się na trzy trzyosobowe grupy i zaczęliście obchód terenu wokół obozowiska waszego plutonu. Jedynie drużynowy snajper na własną rękę wypatrywał zagrożeń. Po chwili zaczął padać deszcz. Musieliście wytrzymać przez 2 godziny na chłodzie, jednocześnie wypatrując orków. Gdyby chociaż najmniejszy Pentak podszedł do obozu niezauważony, przypłacilibyście to życiem.
 

Ostatnio edytowane przez Storm Vermin : 06-05-2009 o 21:42.
Storm Vermin jest offline  
Stary 08-05-2009, 19:56   #6
 
Regin's Avatar
 
Reputacja: 0 Regin nie jest za bardzo znany
Widząc tę nietypową parę Dave trochę się zaniepokoił. Trzeba będzie ich unikać. Na szczęście nie mają ze sobą żadnego komisarza.

Po wejściu do wnętrza Chimery kapral ułożył się pod ścianą, blisko kabiny kierowcy i próbował zasnąć. Warkot silnika na początku trochę przeszkadzał ale po jakimś czasie przyzwyczaił się do niego.

Po dojechaniu na miejsce i rozbiciu obozu Dave udał się do kantyny w celu wrzucenia czegoś na ruszt. O dziwo posiłek był nawet zjadliwy i reszta dnia przybierała coraz jaśniejsze barwy. Po posiłku mała sjesta a potem może partyjka pokera z chłopakami z drużyny (co by się lepiej poznać). Widok sierżanta Brahma siadającego naprzeciwko z ponurą miną zburzył te plany ze skutecznością buldożera pędzącego na drewnianą szopę. Tego tylko brakowało, patrol na terytorium prawdopodobnie zajętym przez wroga. Jakby tego było mało to zaczynało padać. Kapral zapalił papierosa na uspokojenie i szybkim krokiem ruszył w stronę namiotu drużyny.

Dave wszedł nagle do namiotu, wypuścił kłąb dymu z nosa zupełnie jak zirytowany byk i powiedział -Dobra ludzie, ruszać du*ska, idziemy na przechadzkę! Za 5 minut macie być gotowi do wymarszu, a i lepiej zabierzcie płaszcze przeciwdeszczowe. Szeregowi Barabos, Telion i Walsh ze mną, reszta zgłosić się do sierżanta Brahma. - po czym ruszył po swoje rzeczy.

Po chwili, wychodząc z obozu Dave odwrócił się do reszty ludzi -No dobra, naszym zadaniem jest patrolowanie okolic obozu przez około 2 godziny. Telion, ty ruszysz przodem. Damy ci kilka minut na zajęcie dogodnej pozycji. Przemieszczaj się tylko tyle by mieć nas cały czas w zasięgu wzroku. Jeśli nie masz żadnych pytań to ruszaj.- Następnie obejrzał się w stronę Barabosa i Walsha. -Nigdy nie ćwiczyliście na manewrach patrolu w warunkach bojowych?- Było to bardziej stwierdzenie faktu niż pytanie. -K***a. Ok, będziemy się poruszać w formacji klina. Ja idę na szpicy, wy około 5 m za mną i 5 m na lewo lub prawo. Barabos, obserwujesz lewą stronę i tył, a ty Walsh prawą stronę i tył. Poruszamy się powoli, co jakiś czas przystajemy i nasłuchujemy. Przy każdym zatrzymaniu szukacie w pobliżu jakiejś osłony i klękacie koło niej. Informujecie mnie o wszystkim co wyda wam się podejrzane. Patrzcie gdzie stawiacie stopy i żadnych rozmów. Jakieś pytania? Nie? No to idziemy.
 

Ostatnio edytowane przez Regin : 16-05-2009 o 19:58.
Regin jest offline  
Stary 11-05-2009, 17:34   #7
 
Scoiatael's Avatar
 
Reputacja: 11 Scoiatael nie jest za bardzo znany
Widok kapłana Imperialnego nie zdziwił bynajmniej Teliona - potraktował go jak bądź co bądź nowość, gdyż trudno było o takiego w górach, lecz nie aż tak zadziwiającą, bo można było ich spotkać podczas ważniejszych uroczystości - jak na przykład Dzień Imperium. Co innego psionik - ten był całkowitą, dotąd znaną tylko z opowieści w Imperium. W górach dziecko z uzdolnieniami w tym kierunku było uważane za gotowe do wezwania do wioski Większego Demona dla czystej uciechy, a więc szybko po zobaczeniu zdolności (lub czasem nawet wcześniej) zabijane. Taki widok wzbudził więc w snajperze uzasadnione pragnienie znalezienia się byle dalej. Wsiadł do Chimery i wkrótce zasnął. Po dojechaniu na miejsce zjadł coś, co traktował jako śniadanie i chyba na więcej uwagi nie zasługiwało. Potem poszedł przejść się - nie był przyzwyczajony do obijania się po jedzeniu jak te leniwce z miast.

Co prawda nie wychodził z obozu, jednak nawet samo przejście się obrzeżami pozwalało mu zobaczyć i odnotować w pamięci kilka dobrych punktów obserwacyjnych - niskie wzgórze, jakieś ruiny czegoś co wyglądało jak stare domostwo, zniszczone jakby pochodziło z Mrocznej Ery Technologii i oberwało trochę podczas tamtejszych wojen, kupa głazów... i tyle. Poza tym szczere pole - łatwo będzie obserwować wszystko.

Rozkazy bynajmniej nie wprawiły go w radosny nastrój. Kilka godzin na dworze jeszcze nie było samo w sobie złe, lecz perspektywa nocnego rajdu orków i deszczu niszczyła zupełnie przyjemność.

Na szczęście usłyszał coś, co natychmiast poprawiło mu humor - Telion, ty ruszysz przodem - rozkazał kapral. To oznaczało możliwość poleżenia sobie w jakimś dogodnym miejscu, podczas gdy pozostała trójka będzie biegać i moknąć.

Stwierdziwszy, że to chyba koniec rozkazów dla niego wyszedł z namiotu i szybkim tempem skierował się do ruin, które wcześniej zauważył. Wszedł do nich, starannie zablokował wejścia z poziomu gruntu, tak by jakakolwiek próba przejścia musiała wywołać hałas, wszedł na pierwsze i ostatnie piętro, ustawił się przy oknie pod resztką dachu i zajął się przepatrywaniem terenu dookoła jego grupy oraz nasłuchiwaniem odgłosów z dołu. W momencie gdy już prawie tracił z drużynę z pola widzenia przeszedł do innego okna, tak, by mieć lepszy widok. Przy odrobinie szczęścia nie będzie musiał się ruszać z tej chałupy...
 
__________________
The only way of discovering the limits of the possible is to venture a little way past them into the impossible.
Scoiatael jest offline  
Stary 12-05-2009, 23:19   #8
 
Waylander's Avatar
 
Reputacja: 21 Waylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodzeWaylander jest na bardzo dobrej drodze
Dekares spojrzał z równym zaciekawieniem na kapłana jak i na psionika.
O ile ten pierwszy wzbudził raczej pozytywne skojarzenia w młodym gwardziście drugi człowiek, zaniepokoił go z jednej strony ale i zaciekawił z drugiej.

-"Hm psionik tutaj wśród zwykłych żołdaków, na pierwszej linii? Ciekawe, trzeba się dyskretnie dowiedzieć czegoś więcej o naszym małym pomiocie chaosu"- w dobrym humorze Dekares dotarł do chimery jego oddziału. Przez chwilę kiedy myślał o zdobyciu informacji o magusie przypomniały mu się ćmy które nieuchronnie giną w płomieniach z powodu swojej "ciekawości" i uporu.
Po chwili uśmiechną się do siebie:
- "cała ta wyprawa zapowiadała się coraz ciekawiej."

Chłopak usiadł w chimerze tuż przy włazie i starał się zasnąć pomimo hałasu panującego w przedziale transportowym. Wiedział że kiedy dojadą do celu sen może stać się nieosiągalnym luksusem.

W końcu zapadł w niespokojną drzemkę.
Nie wiadomo co dokładnie śniło się Dekaresowi pod czas podroży ale pewne było to że wprowadziło go to w podły nastrój.
Po dotarciu na miejsce Dekares zajął się rozbijaniem obozu, po czym zjadł w samotności posiłek koło namiotu.

Przybycie kaprala Warrena z rozkazami wymarszu na patrol wyraźnie go rozchmurzyła. Gwardzista sprawdził szybko karabin i komunikator, po czym uzbroił posiadane granaty, zarzucił na siebie płaszcz i ruszył za dowódcą.

Dekares mógł co najwyżej delikatnie przytaknąć kapralowi i wykonać polecenia kiedy ten wydał rozkazy co do organizacji ich grupy patrolowej.Jednak zanim ruszyli na dobre zadał kapralowi pytanie:

-Jakiego hasła używamy w wypadku wykrycia wroga Panie kapralu?
 
__________________
Wojownik, który działa z pobudek honoru, nie może przegrać. Jego obowiązek to jego honor. Nawet jego śmierć -jeśli jest godna- jest nagrodą i nie może być porażką, gdyż jest efektem służby.Dlatego pełnijcie swoje powinności z honorem, a nie poznacie, co to strach.Roboute Guiliman Patriarcha Ultramarines

Ostatnio edytowane przez Waylander : 13-05-2009 o 06:48.
Waylander jest offline  
Stary 15-05-2009, 20:21   #9
 
Storm Vermin's Avatar
 
Reputacja: 66 Storm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znanyStorm Vermin wkrótce będzie znany
Deszcz wciąż zacinał i wyglądało na to, że nie zmieni się to w ciągu najbliższych godzin. Podczas gdy dla większości Gwardzistów i kadry dowódczej taki stan pogody oznaczał jedynie rytmiczne bębnienie lub ciągły szum, dla 3. drużyny 17. plutonu ciągłe opady oznaczało głęboką irytację, a przynajmniej rozdrażnienie. Nawet Torias był przemoczony do suchej nitki, jako że dach jego kryjówki był w ruinie i mocno przeciekał. Wszyscy żołnierze patrolujący obóz z wytęsknieniem oczekiwali końca swojej wachty i powrotu do ciepłych i - w porównaniu z warunkami panującymi na zewnątrz - przytulnych namiotów. Jednak od rozpoczęcia patrolu minęła ledwie godzina.
Mobilne drużyny zwiadowcze jak dotąd nie wykryły żadnego zagrożenia i niektórzy ich członkowie zastanawiali się, czy ktoś przejmowałby się, gdyby zaprzestali obchodu. Jednak wzmożona czujność Komisarzy, którzy mogli pojawić się w każdej chwili, hamowała takie zapędy.

Drużynowy snajper leniwie lustrował teren przez lunetę z noktowizorem. Powoli tracił drużynę z pola widzenia, gdy jego czujne oko wypatrzyło jakiś ruch. Szybko spojrzał w kierunku tego ruchu, ale nic nie dostrzegł. Chciał powrócić do przerwanej właśnie czynności, gdy znów coś zauważył. Tym razem długo wpatrywał się w niepokojący obszar. W końcu westchnął i...
spory krzak znajdujący się w zasięgu wzrokuTeliona uniósł się i poruszył kilka metrów w kierunku obozu. Po kilku minutach sytuacja powtórzyła się. Zdumiony zwiadowca przyjrzał się dokładniej temu dziwacznemu zjawisku. Gdy roślina poruszyła się za trzecim razem, zdołał dostrzec kilka par małych nóżek utrzymujących ją w powietrzu. Do tego z przednich gałęzi krzaka wystawało coś, co po uważnych oględzinach okazało się być długim, zakrzywionym nosem. Widocznie przedstawiciel flory służył jako kamuflaż dla grupy jakichś małych stworzeń. Stworzeń, który powoli zbliżały się do obozu.

Dave kierował swój mały oddział, od czasu do czasu przystając w pobliżu osłon terenowych i uważnie się rozglądając. Teraz opierał się o niewielki głaz, stojący na trasie jego patrolu. Lustrował wzrokiem teren na północ od obozu, gdy poczuł klepnięcie w ramię. Kapral obrócił się i spojrzał w nagle zbladłą twarz szeregowca Barabosa, który powiedział drgającym głosem:
S-Sir, ruch, chyba wrogowie, na piątej. Podoficer obejrzał się we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, w odległości około siedmiuset metrów od grupki zwiadowczej dało się zauważyć kilka zgarbionych, ciemnych sylwetek. Najwyraźniej trzymały coś dużego w długich rękach. Na ile można było to ocenić z takiego dystansu, postacie te były dużo wyższe niż przeciętny człowiek i znacznie bardziej umięśnione. Kapral przełknął ślinę. Do namiotu, w którym odpoczywali pozostali członkowie 17. plutonu, można było dobiec w mniej niż pół minuty. Postacie zbliżały się coraz bliżej, aż w końcu zerwały się do biegu...
 
Storm Vermin jest offline  
Stary 17-05-2009, 13:37   #10
 
Regin's Avatar
 
Reputacja: 0 Regin nie jest za bardzo znany
Na widok orków Dave otworzył szeroko oczy a z ust wypadła mu żuta do tej pory wykałaczka. -O w mordę...- Szybko rozejrzał się po okolicy. Jakieś 200 metrów w stronę obozu zauważył kamienny murek (około 1 metr wysokości) oddzielający jedno pole od drugiego. -Ruszać się albo skończycie z tasakiem w głowie!-

Dave przełączył interkom na kanał zarezerwowany dla dowódców grup patrolowych. Zdenerwowanym głosem zaczął mówić do mikrofonu -Do wszystkich jednostek. Tutaj kapral Warren z trzeciej drużyny. Nawiązaliśmy kontakt z wrogiem w sektorze D4-22. Powtarzam, nawiązaliśmy kontakt z wrogiem w sektorze D4-22. Zmierzają w naszym kierunku, chyba nas widzą. Wycofujemy się na pozycje obronne w sektorze D5-22, niech najbliższa grupa rozpocznie manewr oskrzydlający. Możliwe, że więcej jednostek wroga operuje w rejonie. Poinformujcie bazę, bez odbioru.

Dave przeskoczył murek i przysiadł za nim. Poczekał na resztę po czym przełączył interkom na wewnętrzny (tylko w obrębie drużyny). Telion, zieloni biegną w naszą stronę. Schowaliśmy się za kamiennym murkiem. Widzisz nas? Jesteś w stanie określić ilu ich jest? Gdy zbliżą się nas odległość 100-200 metrów chcę żebyś zaczął strzelać. Postaraj się zbić ich w ciasną kupę. Odwrócił się w stronę Barabosa i Walsha a następnie, nerwowo zaczął zakładać bagnet. Słuchajcie, nie strzelamy dopóki nie wydam takiego rozkazu. Przygotujcie po dwa granaty, gdy się zbliżą rzucamy je tak aby wylądowały trochę przed nimi. Po wybuchu otwieramy huraganowy ogień w ich stronę. Przygotujcie zapasowe magazynki i załóżcie bagnety.- Wychylił się jeszcze na chwilę by sprawdzić gdzie są orki. Jak się okazało były blisko, nie dalej niż 300 metrów. Usiadł za osłoną i wyciągnął zawieszony na szyi wisiorek z orłem imperialnym. Pocałował go i wyszeptał. -Niech Imperator czuwa nad nami...-
 

Ostatnio edytowane przez Regin : 18-05-2009 o 20:03.
Regin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167