Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-06-2009, 21:05   #1
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
[Autorska] Aurora

11 Listopada 2044 roku baza wojskowa w mieście Revers, wcześniej znanym jako Nowy York. Godzina 11:28

Aurora 1 i 2 są gotowe do odlotu. Ludzie zostali bezpiecznie przetransportowani na statek i umieszczeni w kwaterach mieszalnych. Wszystko miało się niedługo zmienić. Nowy początek, Nowa nadzieja.

- Sir samolot prezydenta jest już w drodze – poinformował pułkownik Kovalski
Generał siedział przy swoim biurku, milczał. Wpatrywał się na mapę wiszącą na ścianie. Widniało na niej jedynie kilka punktów które jeszcze nie zostały zniszczone przez Sylionów. Jednak ludzi którzy tam są czeka zagłada. Nie można im pomóc. Dwa okręty klasy Aurora są jedyną szansą na przetrwanie cywilizacji. Perly głęboko w sercu czuł smutek. Został wybrany na dowódcę Aurory 1 i wyniesiony do rangi admirała. Wiedział że wielu zostanie ocalonych, jednak wciąż nie mógł sobie wybaczyć tego, że nie może zrobić nic więcej. Po chwili podszedł do mapy. Dotknął ją prawą ręką.
- Pułkowniku – zaczął – Opuszczamy własny dom. Porzucamy go.
- Sir... nie wiem co powiedzieć
- Więc niech pan nic nie mówi pułkowniku
– odwrócił się w stronę swojego przyjaciela – czy może powinienem powiedzieć Komandorze
- Sir, nie rozumiem
- Aurora 2 potrzebuje dowódcy. Nikt lepiej od ciebie nie nadaje się na to stanowisko Patrick

Kovalski staną na baczność. Nigdy nie spodziewał się czegoś takiego. Zasalutował dowódcy. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Dziękuję – nie był wstanie powiedzieć nic innego
Do gabinetu nagle wbiegł podporucznik Tchemison, był cały blady, krople poty spływały po jego twarzy
- Sir... – wydyszał – Samolot... Samolot prezydenta został zestrzelony.
- Niech to szlak. Ładujemy tyłki na Aurore i natychmiast odlatujemy
- Tak sir


Aurora 2 godzina 13:25

Wiceprezydent Laura siedziała w gabinecie wypełniając stertę papierów. Przy jej boku stał jak zwykle młody mężczyzna Tommy, jej sekretarz. Nagle rozległ się komunikat z głośników:
"Jestem komandor Patrick Kovalski. Będę dowodził tym statkiem. Niestety samolot prezydenta Adamy został zestrzelony. Proszę wszystkich o udanie się do swoich kwater i pozostanie tam do odwołania, niedługo startujemy"
Laura była zszokowana tą informacją. Prezydent nie żyje. Jeden z niewielu ludzi których naprawdę szanowała. Zaczęła płakać.

Oba statki wzniosły się do góry. Pierwszy start. Wszyscy mieli nadzieję że się uda. Ostatnia nadzieja ludzkości. Przez tą krótką chwilę wszyscy wstrzymali oddech, trzymając kciuki za powodzenie misji. Już po chwili obie Aurory przemierzały przestrzeń kosmiczną. Wróg ich nie namierzył. Całkowity sukces.

Komunikat do pasażerów:


"Lecimy, udało się" Można było usłyszeć że komandor jest naprawdę szczęśliwy "Odwołuję zakaz opuszczania kwater."

Kyle Edh

Jako nieoficjalny pasażer Kyle nie miał przydzielonej kwatery. Zaszył się w jakimś magazynie na poziomie mieszkalnym. Był lekko pijany. Alkohol już prawie mu się skończył. Do tego nie jadł już od dwóch dni. Przez głośnik usłyszał że statek wystartował. Wreszcie droga do nowego życia stanęła przed nim otworem. Głód zmusił go by wyszedł ze swojej kryjówki. Widział gdzie znajdują się zapasy żywności, udało mu się to ustalić już jakiś czas temu. Nie mógł jednak tam się zatrzymać. Panował zbyt duży ruch. Odkąd na pokład przybyli ludzie znacznie ciężej było mu się gdziekolwiek dostać. Jednak coś musiał jeść. Tym razem miał jednak pecha. Został zauważony przez dwóch wojskowych. Zatrzymany i aresztowany. Przeniesiono go do niewielkiej celi. Po jakimś czasie przyszedł jakiś mężczyzna koło czterdziestki.
- Co tutaj robisz i jak się dostałeś na pokład – jego głos był groźny.

Marcin Brzeski

Siedział w swojej kwaterze. Modlił się. Statek wystartował. Więc jego prośby zostały wysłuchane. Niedługo po tym jak ogłosili możliwość opuszczania kwater przyszła do niego kobieta. Przez ostatnie kilka dni odwiedzała go często. Podczas jednego z ataków Sylionów straciła męża. Była załamana, zrozpaczona. Myślała o samobójstwie. Gdyby nie to ze dostała informację o ciąży pewnie by już jej tu nie było. Gdy tylko weszła do kwatery Marcina uśmiechnęła się. Wiele dla niej znaczyły chwile spędzone z duchownym. Czuła się bezpieczniej, mogła się komuś zwierzyć.
- Dzień dobry – powiedziała cicho – Słyszał to ksiądz, wystartowaliśmy, czy to znaczy ze jesteśmy już bezpieczni?
Na jej twarzy malował promień nadziei, Nadziei na to że jej dziecko będzie bezpieczne.

Albert Giordinio "Al"

Gdy przybył na Aurorę spodziewał się jedynie zwykłego przydziału do pracy nad pojazdami. Jednak góra przygotowała dla niego nieco inne zadanie. Miał dowodzić grupą mechaników zajmujących się naprawami Astro Queen. Właśnie był w trakcie sprawdzania jednego z myśliwców gdy usłyszał komunikat. Wraz ze swoją ekipą udał się do pomieszczeń przeznaczonych dla ekipy mechaników. Wszyscy byli poddenerwowani, bali się. Miał to być pierwszy start Aurory. Nikt tak naprawdę nie wiedział czy ta maszyna jest w stanie oderwać się od ziemi. Po chwili statek był już w przestrzeni. Kevin, jeden z najlepszych mechaników jakich Albert miał pod sobą powiedział:
- Szefie, teraz dopiero będziemy mieli pełne ręce roboty – zaśmiał się nerwowo.
Wszyscy ponownie udali się do Hangaru.

Jareth Baker

Siedział w szpitalu. Dla większości start Aurory był bezproblemowy. Jednak znaleźli się i tacy którzy nie posłuchali zaleceń komandora i nie udali się do swoich kwater. Wprawdzie nie było tak źle, jednak w związku z turbulencjami zdarzały się złapania, zadrapania i stłuczenia. Nie stanowiło to większego problemu. Jednak nagle do pomieszczenia weszła kobieta, niosąc dziecko na rękach. Jareth od razu zauważył krew na koszulce matki.
- Pomóżcie mojej córce – wychrypiała kobieta – ona, przewróciła się... - nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
Jeden z ludzi zabrał małą z ramion matki i położył ją na łóżko. Dziewczynka miała rozciętą skórę na głowie. Rana byłą dość głęboka. Upadając musiała uderzyć głową o jakiś ostro zakończony element statku.

Bill Hugans

Gdy po statku rozległ się komunikat o starcie Bill znajdował się w warsztacie. Pracował właśnie nad prototypem nowej broni dla personelu wojskowego Aurory. Musiał jednak na chwilę przerwać swój projekt i udać się do swojej kwatery. Gdy statek wznosił się w powietrze czuł turbulencje. Nic wielkiego, jednak nie należało to do najprzyjemniejszych doświadczeń życiowych. Gdy wszystko się skończyło a Aurora przemierzała przestrzeń kosmiczną do kwatery Billa wszedł umundurowany mężczyzna.
- Mamy coś ciekawego, co może pana zainteresować – powiedział – proszę za mną.
Został zaprowadzony do pomieszczenia do którego wcześniej nie miałeś dostępu. Był tam jakiś wrak.
- To statek obcych, rozbił się rok temu, sprowadziliśmy go tutaj. Zdaje się że to odpowiednik naszego Astro Queen.

Michaił Gosczov

Ojciec Michaiła zapewnił synowi miejsce na Aurorze. Widać był on bardziej szanowany niż młody Michaił zdawał sobie sprawę. Dostał on bowiem przydział na kwaterę dla Vipów. Siedział przy biurku pisząc kolejny program. Z głośników wydobył się czyjś głos oznajmiający że start ma się niedługo zacząć. Pies Michaiła spał spokojnie przy jego nogach, pochrapując od czasu do czasu. Gdy maszyna poderwała się do góry zwierze natychmiast się przebudziło. Zaczęło głośno szczekać i biegać po całej kwaterze. Widać że było przerażone. Uspokoił się jednak gdy Aurora wyszła z atmosfery i już spokojnie przemierzała kosmos. Położył się i tylko od czasu do czasu powarkiwał.

Joshua Beckett

Zaraz po starcie Aurory musiał udać się do maszynowni. Trzeba było sprawdzić wszystkie komponenty. Przy starcie mogło się coś uszkodzić. Najważniejsze były systemy podtrzymywania życia i właśnie tam udał się Joshua. Widocznie miał dobre przeczucie zaczynając od tego miejsca. Okazało się że kilka rur straciło szczelność przy starcie. Na razie nie było to nic poważnego, jednak gdyby taki stan utrzymał się dłużej mogło skończyć się to katastrofą. Sam na pewno nie da rady tego wszystkiego poskładać do kupy. Jako główny technik Aurory miał spore możliwości. Mógł ściągnąć ludzi do pomocy.

Wilbur Ulysses Taylor

W momencie komunikatu byłeś akurat w gabinecie wiceprezydent Laury Reagan, ostatnim czasy często tam przebywałeś. Wprawdzie najważniejsi politycy byli umieszczeni na Aurorze 1, jednak tam ci się nie udało dostać. Wiceprezydent widocznie, zauważyła cię na liście pasażerów. Zostałeś zaproszony do jej gabinetu w charakterze doradcy. Ostatnie kilka dni niemalże cały czas przybywałeś blisko niej. Gdy Komandor skończył mówić Laura natychmiast wybiegła z gabinetu, nikomu nie mówiąc gdzie dokładnie idzie. Po kilkunastu minutach usłyszałeś jej głos dobiegający z głośników.

Na korytarzach statku, powoli zaczęli pojawiać się ludzie. Każdy miał inny cel. Każdy zmierzał w inną stronę. Największe zamieszanie panowało jednak w gabinecie wiceprezydent Laury Reagan. Po niefortunnej śmierci prezydenta Adamy miała ona objąć urząd. Nie wiedziała w zasadzie od czego ma zacząć. Przede wszystkim musiała udać się do komandora Kovalskiego i omówić z nim wszystko. Swoje kroki skierowała na mostek, gdzie spodziewała zastać się dowódcę Aurory 2
- Pani prezydent – przywitał ją Komandor
- Witam – nie miała czasu na zbędne rozmowy – musimy sporządzić listę obywateli – powiedziała spokojnie – policzyć ilu udało się ocalić.
- Jestem jedynie dowódca tego statku, do pani należą takie obowiązki
- Proszę powiadomić admirała by na Aurorze 1 zrobił to samo
- Dobrze pani prezydent

- W porządku, teraz niech mi pan pokarze przez które z tych urządzeń mogę coś ogłosić na statku.
Komandor podprowadził Laurę do komunikatora. Pokazał jej jak się go używa. Po chwili na statku z głośników rozległ się żeński głos.
- Witajcie wszyscy, nazywam się Laura Reagan z dniem dzisiejszym obejmuję ponownie stanowisko prezydenta. Chciałam powiedzieć że jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa że udało nam się opuścić ziemię. Lecimy ku lepszej przyszłości. Zaczniemy wszystko od nowa. Cieszę się że mogę być tutaj razem z wami.
Przemówienia Prezydent było krótkie. Jednak podbudowało ludzi na duchu. Lecieli ku nowej, lepszej przyszłości.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.

Ostatnio edytowane przez Mizuichi : 07-06-2009 o 23:53.
Mizuichi jest offline  
Stary 06-06-2009, 02:10   #2
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
Bill chłoną uważnie każde słowo wojskowego. Miał nadzieję, że to pomoże mu w zrozumieniu tego, czego nie zrozumiał dotychczas nikt z ludzi. W jaki sposób obcy podbili nas tak szybko ?
- Proszę prowadzić - powiedział do żołnierza i wyszedł za nim ze swojego pomieszczenia mieszkalnego.
Przemierzał korytarz za korytarzem, aż w końcu dotarł do warsztatu. Praca trwała tutaj już w najlepsze. Bill przechodził obok różnych pracowni, w tym swojej. W końcu doszli do dużych drzwi. Niewiele osób wiedziało co kryło się za nimi. Wojskowy podszedł do nich i otworzył je. Oczom Billa ukazał się sporych rozmiarów hangar. W jego centrum stał nieco zniszczony statek obcych. Zniszczony był tylko w miejscu, gdzie według podejrzeń Billa znajdować by się miał silnik. Wokół niego było kilkanaście biurek i kilka chodzących osób w białych fartuchach. Sam statek przypominał mocno zmodernizowany myśliwiec Astro Queen. Zastosowano w nim wiele nowych rozwiązań, które z punktu widzenia ludzi były niemożliwe do zastosowania. Konstrukcja skrzydeł znacznie odbiegała od tej, jakie stosowano w statkach naszych czasów. Ciężko było również zlokalizować na nim jego uzbrojenie. Były to cztery działka, z których nikt z ludzi nie umiał (jeszcze) korzystać. Gdy Bill oglądał statek podszedł do niego naukowiec.
- Znaleźliśmy to rok temu. Nie wiemy jak się rozbił, przecież sprzętem zdolnym zestrzelić taki pojazd dysponujemy od niedawna. Podejrzewamy, że był to statek zwiadowczy, który rozbił się o jakąś skałę, lub podobny obiekt. My, ze swojej strony próbowaliśmy niemal wszystkiego, żeby chociaż uruchomić jego główny system, jednak nie wiemy jak tego dokonać. W związku z tym postanowiliśmy wezwań pana. Statek i ludzie są do pańskiej dyspozycji.
Gdy tylko skończył mówić podał Billowi teczkę z dokumentacją z badań nad statkiem. Wynikało z niej, że poddawano go różnego rodzaju promieniowaniom, stosowano na nim różne związki chemiczne i próbowano uruchomić różnymi metodami. Żadna z metod nie przyniosła zamierzonego efektu. Konstruktor broni poprosił o przyniesienie mu jego narzędzi i mógł zaczynać badania. Postanowił najpierw dokładnie przyjrzeć się statkowi z zewnątrz i wewnątrz, a dopiero po tym rozpocząć prace właściwe. Postawił sobie za cel uruchomienie systemu głównego statku, aby móc poznać jak działa. Wnętrze statku różniło się od dzisiejszych myśliwców tym, że było wiele większe oraz wszystkie przyciski i urządzenia z wyglądu były nowocześniejsze i nie było na nich napisów. Bill przyglądał się temu panelowi przez dłuższy czas. Gdy obejrzał go sobie dokładnie postanowił wciskać niektóre przyciski, i czekać na efekt. Gdy tego nie było schylił się i sprawdził, czy można zdjąć pokrywę panelu. Udało mu się. To co ujrzał pod pokrywą wprawiło go w osłupienie. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Wszystkie systemy z jakimi spotkał się dotąd nie były nawet w setnej części tak złożone. Zapowiadało się, że prace potrwać mogą latami, jednak każdy przełom może okazać się ogromny. Przygotował swoje narzędzia i rozpoczął prace. Próbował znaleźć źródło zasilania tego systemu. To mógł być klucz do jego uruchomienia.
 
Arsene jest offline  
Stary 06-06-2009, 13:08   #3
 
DeBe666's Avatar
 
Reputacja: 52 DeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodzeDeBe666 jest na bardzo dobrej drodze
Kyle przeklął pod nosem. Miało być tak pięknie, ale akurat gdy już dobierałem się do żarcia musiał przylecieć ten buc, pomyślał. Na dodatek potwornie go suszyło.
"Jeść i pić" odbijało się dużymi literami w jego głowie.
Jego łachmany cuchniały jeszcze gorzej niż zazwyczaj w zamkniętym pomieszczeniu. Przy każdym oddechu uwalniał powalający bukiet zacieru z kartofli, starej śliwowicy i cebuli. Zlustrował groźnego mężczyznę wzrokiem.
Mógłby kopnąć ważniaka w brzuch i uciec, jak nie raz robił w Reversie, gdy zaczepiały go takie pacany. Niestety, nie był teraz w znanych sobie dobrze jak kieszeń uliczkach metropolii, w których mógł wodzić za nos każdego ważniaka. Poza tym doskwierało mu wycięczenie i zdawał sobie sprawę, że zbyt daleko nie ucieknie.
Dobra, czas na trochę porządnego łgania.
- Nazywam się Smith- rzekł z godnością prostując kołnież swojej starej, brudnej marynarki. Jeden zero dla mnie, na tym statku musi być z tysiąc Smithów, tak łatwo mnie nie zidentyfikują, pomyślał.- Zostałem przydzielony przez kapitana eee...- nazwisko, nazwisko, wymyśl coś. Przypomniał sobię notkę o "Aurorze" w gazecie. Jest! Mam- kapitana Kovalsky'ego.
Czy ten gość, którego wspominali w szmatławcu był Kovalsky? Chyba tak...
- Zostałem przydzielony przez kapitana Kovalsky'ego do inspekcji i kontrolowania dostaw zapasów. Ale wiesz, jestem tu incognito więc nikt nie może się dowiedzieć, kapujesz?- roześmiał się cicho, odsłaniając garnitur wybrakowanych, żółtych zębów. Jego czerwone policzki podniosły się i sprawiły, że małe wodniste oczka wyglądały jak szparki.
Zimny, cuchnący pot spłynął po jego brodzie. Wymacał w kieszeni łachmanów kawałek soczystej szynki i jakieś owoce ukryte w kieszeni ortalionowych spodni. Ma przechlapane jeżeli ten pacan go przyłapie. A jeśli goguś teraz nie uwierzy w stek bzdur które próbuję mu wcisnąć, biorę nogi za pas i chowam się w spiżarni. Mam nadzieje, psiakrew, że nie ma tu wszędzie dookoła żadnych kamer czy innego cholerstwa...
 
DeBe666 jest offline  
Stary 06-06-2009, 14:32   #4
 
Deviler's Avatar
 
Reputacja: 1682 Deviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłośćDeviler ma wspaniałą przyszłość
Światło z jasnych neonów powodowało, że miał niemal zamknięte oczy. Syk gazu zdawał się zagłuszać jego myśli. Zapach papierosa połączony z metalicznym smakiem w ustach. Z jego punktu widzenia było to jednak oczywiste. Co, gdzie i jak. To były efekty przyspieszonych prac. Gdyby jednak dali mu dopracować parę szczegółów dłużej... Chociaż jakby się tak zastanowić, to teraz miał całkiem sporo czasu na działania. Zastanawiające, czy znajdzie poza tym czas dla siebie. Uszkodzenia powłoki wewnętrznej nie ma. W następnej chwili już szybkim krokiem kierował się dalej wzdłuż korytarza. Projekt statku wymagał, by w pobliżu systemów szczególnie zagrożonych uszkodzeniem znalazły się komunikatory. Kilkanaście kroków od miejsca awarii natrafił na jedną z takich "skrzynek". Odetchnął głęboko zatrzymując się przed jedną. Przeciągnął identyfikatorem przez czytnik otwierając terminal komunikacyjny. Wstukał kod do magazynu technicznego. Jak tylko usłyszał dźwięk odbieranego połączenia zanim ten ktoś po drugiej stronie zdążył się odezwać zaczął mówić.
- Tu Beckett. Wyciek gazu w południowo wschodniej części skrzydła mieszkalnego A. Przygotować zestawy do napraw hydraulicznej oraz masę plastyczną. Zarządzić również inspekcje innych części pokładów. - Jak tylko otrzymał przyjęcie rozkazu rozłączył się z terminalem wzdychając ciężko. Zupełnie inaczej niż w CERNie czuł silną presję bez względu na to co zrobił.
- We chased our pleasures here, dug our treasures there, but can you still recall the time we cried? - Zanucił pod nosem udając się wzdłuż korytarza. Była jeszcze masa punktów które były objęte zagrożeniem, poza tym musiał potem sprawdzić inne systemy. - Break on through to the other side... - Rozbrzmiewał niski głos rudowłosego człowieka z papierosem w ustach.
 
Deviler jest offline  
Stary 06-06-2009, 15:13   #5
 
Vavalit's Avatar
 
Reputacja: 66 Vavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znanyVavalit wkrótce będzie znany
- Pater noster qui es in caelis - Marcin zaczął się modlić - Sanctificetur nomen tuum. Adveniat regnum tuum. Fiat voluntas tua sicut in caelo et in terra. Panem nostrum quotidianum da nobis hodie. Et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris. Et ne nos inducas in tentationem. Sed libera nos a malo. Quoniam tibi est regnum et potestas et gloria in saecula. Amen.
Drzwi do jego kwatery otworzyły się. Weszła Julia, młoda wdowa. Marcin czuł od niej radość, ale także cząstkę strachu i niepewności. Znał jej męża, dobrego i prawego francuza Jean`a. Nawet sam im udzielał ślubu. Niestety Sylioni przerwali sielankę. Życie uderzyło ich, pokazało prawdziwe oblicze. Widziała jak jej ukochany umiera. Był w podróży dyplomatycznej w Polsce, kiedy to padły strzały z orbity. Kamera telewizyjna kilka sekund przed atakiem pokazała Jean`a. Julia załamał się po tym. Nawet chciała popełnić samobójstwo, jednak przez wiarę oraz wieść o dziecku do tego nie doszło. Jedyną osobą która podtrzymywała ją na duchu był właśnie ksiądz Marcin.

- Dzień dobry – powiedziała cicho – Słyszał to ksiądz, wystartowaliśmy, czy to znaczy ze jesteśmy już bezpieczni?
- Tak, Bóg ma nas w opiece. Tak się musiało stać. Pamiętaj że to wszytko jest planem. Wielkim planem Boga. Człowiek właśnie wkracza w nowy rozdział, nowy poziom. Nasze życie się zmienia. Wkrótce wszystko się zmieni. Powstanie nowe Jeruzalem, tekst Apokalipsy jest jasny i zrozumiały w tym momencie. Twój syn też będzie kimś ważnym. Wiem to, czuję to. Już nie musimy się bać, teraz Bóg testuje naszą cierpliwość. Ale pamiętaj dużo czasu do końca nie zostało. Nie wolno nam się poddawać. A teraz wybacz, ale czas na posiłek. Może pójdziemy na stołówkę?
Nawet nie czekał na odpowiedź, wziął głęboki oddech i ruszył. Pomimo kazania jakie wygłosił, pojawiły się wątpliwości. Co jeśli tak nie jest? - pomyślał. Jednak po chwili sprowadził siebie do porządku. Miał dwie możliwości. Albo porzuca wszystko, albo zawierza całe swoje życie dla nowego szczęścia, Nowego Jeruzalem...
 
Vavalit jest offline  
Stary 07-06-2009, 10:38   #6
 
Zielin's Avatar
 
Reputacja: 118 Zielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znany
Start Aurory powodował dziwnie mieszane uczucia w samej tylko ekipie mechaników - strach, zwątpienie, nadzieję, szczęście - które to przerodziły się w cichy, choć radosny wiwat.
"A więc ruszyliśmy" pomyślał. "Nowy początek... No, to się zobaczy".


Od razu po starcie zapanowała weselsza atmosfera. Al miał pewność, że inni pasażerowie czują się podobnie. Powoli wstał i razem z ekipą zmierzał ku drzwiom do Hangaru.
Kevin, jeden z jego przełożonych powiedział:
- Szefie, teraz dopiero będziemy mieli pełne ręce roboty – zaśmiał się nerwowo.
- Nie szefuj mi tu! - lekki uśmiech pojawił się i na twarzy Giordinia. - To, że dowództwo wybrało sobie mnie na szefa wcale a wcale nie musi oznaczać że ja jestem lepszy. Pracując w zespole jesteśmy równi, a ja tylko koordynuje wszystko. Zwracajcie się do mnie Albert albo Al, do cholery! - odchrząknął i dodał po chwili. - Oczywistym jest, że jako szef, nie toleruje waszych sprzeciwów. - powiedział i krótko zaśmiał się.

W międzyczasie dotarli już do Queen'ów, które wcześniej były przez nich reperowane.
- No dobra panowie, teraz musimy dokończyć sprawdzanie tej kupy żelastwa. - Al, rozglądając się zauważył kilka kluczy i śrubokrętów rozrzuconych bez ładu po części hangaru. Oczywiście to on zapomniał je zapakować do skrzynki z narzędziami, był bowiem zbyt zajęty sprawdzaniem innych. Do ostatnich sekund przed wylotem pracował jeszcze przy myśliwcu. Po kilkunastu chwilach zebrał swój sprzęt do kupy.
- Pamiętajcie, że to że wam za to nie płacą, nie znaczy że ma to być wykonane byle jak! Jakiekolwiek niedociągnięcia są niedopuszczalne Swoimi czterema literami odpowiadam przed Komandorem, a uwierzcie mi, że lubię swój tyłek. No, to do roboty!

Przez pewien czas pracowali w milczeniu, przerywanym tylko chrząknięciami i kichnięciami. Potem, po sprawdzeniu jednego Astro Queena, reszta jego ekipy została podzielona na grupy i podesłana z wytycznymi co do reszty myśliwców. On sam naciągnął czapkę z daszkiem - jak to miał w zwyczaju przy pracy - daszkiem do tyłu, po czym zajął się majstrowaniem i sprawdzaniem Black Storm'a.
 
__________________
Powiało nudą w domu...Czy może powróciło natchnienie? Znalazł się stracony czas? Jakaś nagła zmiana w życiu?
A może jeszcze coś innego?

<Wielki comeback?>

Ostatnio edytowane przez Zielin : 07-06-2009 o 10:41.
Zielin jest offline  
Stary 07-06-2009, 20:38   #7
 
aalleekk's Avatar
 
Reputacja: 0 aalleekk nie jest za bardzo znanyaalleekk nie jest za bardzo znany
-Nie wierć się tak pacanie! To tylko złamanie. Ile ty masz lat?! -Opatrywał właśnie jedną z ,,ofiar” startu.
-Jak się nie posłuchało komunikatu to teraz się nie szarp! - Facet miał na oko trzydzieści parę lat, a rzucał się po stole jak pięciolatek. –Lukas! Przynieś mi więcej bandaży!
-Zaraz Sir, czekamy na dostawę z magazynu. Projektanci tej sali nie przewidzieli tylu idiotów ze złamanymi kończynami - zaśmiał się pod nosem. Co racja, to racja – pomyślał. Jareth rozejrzał się po sali. Była całkiem duża. Dookoła stały stoły na których siedzieli, bądź leżeli, to zależało od rodzaju obrażeń, cywile – jak miał to w zwyczaju nazywać ludzi. Od stolika do stolika biegały pielęgniarki i lekarze, a przez drzwi ciągle wchodzili nowi. Co jakiś czas dowożono kolejnego pacjenta. Czekając na bandaże usiadła sobie na krześle które stało zaraz obok niego gdy nagle do pomieszczenia weszła kobieta z zakrwawioną koszulą i niosąca coś na rękach. Krew zauważył od razu – łatwo zobaczyć wielką czerwoną plamę na białej koszuli – jednak minęła chwila, nim zdał sobie sprawę z tego co kobieta niosła na rękach. To była dziewczynka. Na oko sześć, siedem lat. Boże – pomyślał.
- Pomóżcie mojej córce – wychrypiała kobieta – ona, przewróciła się...
Od razu, gdy tylko zauważył dziewczynkę rzucił się w stronę kobiety. Po drodze zaczepił jakąś pielęgniarkę żeby mu pomogła.
-Zabierz ją stąd i wypytaj ją o szczegóły – powiedział pielęgniarce - I przyślij mi kilka osób do pomocy. NATYCHMIAST! Podbiegł do stołu na którym położono dziewczynkę. Akurat w tym momencie doszło jeszcze dwóch lekarzy i kilka pielęgniarek.
-Podajcie jej morfinę i starajcie się zatamować krwotok. Trzeba będzie ja szyć i to dużo. W momencie w którym reszta próbowała uporać się z krwotokiem, Jareth przygotowywał się do szycia. Żeby tylko się udało – powiedział sobie w myślach.
-Do dzieła - powiedział i zabrał się za szycie.
 
aalleekk jest offline  
Stary 09-06-2009, 13:25   #8
 
Potwór's Avatar
 
Reputacja: 84 Potwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znany
Zaraz po starcie Wilbur był... w zasadzie sam nie mógł określić w jakim nastroju się znajdował. Z jednej strony przed chwilą opuszczał na zawszę Ziemię, ojczystą planetę, najprawdopodobniej zostawiając wszystkich na jej powierzchni na pewną śmierć z rąk (o ile takowe mieli) Sylionów. Z drugiej jednak strony właśnie otworzyły się przed nim możliwości o których nie myślał nawet w najśmielszych marzeniach. Gdy został zaproszony przez panią prezydent do jej gabinetu musiał szybko przeanalizować po której stronie się opowiedzieć – niedoświadczonej politycznie wdowy po zmarłym prezydencie, czy też poprzeć frakcję dążącą do odsunięcia tejże od władzy po przez przeprowadzenie natychmiastowych wyborów.

Teraz absolutnie nie żałował podjętej decyzji, w gabinecie Laury leżała lista nazwisk najważniejszych pasażerów obu statków. Begich, Thune, Carper, nawet sama Natasha Obama, córka byłego prezydenta, wszystkie grube ryby i rekiny polityki, potomkowie starych senackich rodzin, wpływowi ziemscy biznesmani – wszyscy znajdowali się na pokładzie Aurory 1 – zbyt daleko by mieć bezpośredni wpływ na politykę pani wiceprezydent… w przeciwieństwie do niego.

-Pani prezydent, co Pani…- Niedokończone pytanie zawisło w powietrzu gdy Laura Reagan niespodziewanie wybiegła z gabinetu wpadając niechcąco na młodszą asystentkę która wchodziła właśnie do gabinetu podczas nadawania komunikatu komandora. Wilbur z westchnięciem wstał z wygodnego, skórzanego fotela i pomagał dziewczynie zbierać porozrzucane dokumenty gdy rozległo się przemówienie pani prezydent. Po chwili wrócił do przerwanej pracy zerkając co chwila w oczekiwaniu na drzwi do gabinetu.
 
__________________
Blood angels are red,
Ultramarines are Blue,
In the Grim Darkness of the 41st millenium,
The Emperor protects you.
Potwór jest offline  
Stary 09-06-2009, 23:55   #9
 
QuartZ's Avatar
 
Reputacja: 16 QuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znany
Michaił tęsknił za ojcem. Wiedział, że odlatując z ziemi raz na zawsze zostawia za sobą wszystko co miał. W dodatku świadomość, że jego własny ojciec poświęcił życie tylko po to, aby on mógł znaleźć się na statku przytłaczała go. Nie wiedział zupełnie jak sobie z tą świadomością poradzić. Start był niespokojny, co nie mogło dziwić, bo wskazany był pośpiech. Nikt przecież nie chciał aby wróg wykrył aurory. Na szczęście dość szybko znaleźli się w przestrzeni i nawet Michaił odetchnął z ulgą.

Był głodny. Nerwowe czekanie przed startem, a potem niespokojne wychodzenie z atmosfery ścisnęło mu żołądek i przełyk tak, że nie był nawet w stanie przełknąć śliny. Teraz kiedy się rozluźnił zjadłby dosłownie wszystko. Podszedł do komunikatora i poprosił obsługę o frytki i jakieś słodycze, dużo słodyczy.

Nagle z głośników padły słowa nowej prezydent.
- Witajcie wszyscy, nazywam się Laura Reagan z dniem dzisiejszym obejmuję ponownie stanowisko prezydenta. Chciałam powiedzieć że jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa że udało nam się opuścić ziemię. (...) Cieszę się że mogę być tutaj razem z wami.

Michaił był zdecydowanie innego zdania. Był wściekły. "Ty się cieszysz, że możesz być razem z nami? Oddaj mi mojego tatę! On nie może być tutaj ze mną, czemu ty możesz?" - Myślał sobie chłopiec. Miał za złe wszystkim dookoła, że jego ojciec nie przeżył. Miał za złe nowej prezydent, że rząd zmuszał wszystkich naukowców do pracy w nieosłoniętych ośrodkach, że nikt tak na prawdę nie zapewnił im zbyt wiele bezpieczeństwa, bo ukończenie aurory było priorytetem.

Pies warczał jeszcze długo po tym, jak głośniki zamilkły na dobre, ale Michaiła to już nie obchodziło. Głaskał pupila jeszcze przez chwilę, kiedy jego laptop łączył się z siecią Aurory. Zastanawiał się, czy dodali jakieś nowe zabezpieczenia do ukończonego już statku. Zaczął robić dokładnie to samo co robił zwykle, czyli włamywać się. Na pierwszy ogień poszły wszystkie możliwe testy. Sprawdzał po kolei wszystkie systemy i wszystkie moduły, oraz ich zabezpieczenia. Wielu rzeczy nie pamiętał, wielu nigdy przedtem nie udało mu się nawet znaleźć w plikach, jakie dotychczas miał do dyspozycji. Czekało go dużo pracy, ale wyniki mogły być ciekawe.

Wreszcie przynieśli jedzenie, ale nie był już tak głodny. Siedział przed monitorem wchłonięty przez sieć i pisał.
 
QuartZ jest offline  
Stary 22-06-2009, 01:21   #10
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
Aurora 2, Mostek, godzina, 12:11

Na mostku panował duży ruch. Jako że był to pierwszy lot Aurory, wszystkie oprzyrządowania musiały zostać należycie sprawdzone. Komandor Kovialski, właśnie łączył się z dowódcą drugiego okrętu by powiadomić go o przejęciu władzy prezydenckiej przez Laurę Reagan. Dla admirała nie było to zaskoczeniem. Osobiście znał wiceprezydent i wiedział że z pewnością skorzysta z okazji by ponownie zasiąść na prezydenckim stołku. Wiedział też że jest ona doskonałym politykiem, jednak ponad wszystko, podziwiał w niej, jej wielkie serce.
- Odpowiedni komunikat zostanie nadany na pokładzie Aurory 1 – powiedział spokojnie admirał.
Połączenie zostało zakończone.

Gabinet prezydencki Laury Regan, godzina 12:16

Prezydent weszła do swojego gabinet i osiadła za biurkiem. Na jej twarzy malował się smutek. Jednak nie mogla sobie pozwolić na wybuchy emocji. Odgarnęła do tyłu swoje długie rude włosy po czym założyła okulary.
- Tommy, bądź tak miły i podaj mi tamtą teczkę – wskazała miejsce gdzie znajduje się interesujące ją dokumenty.

Bill Hugans

Po zdjęciu pokrywy panelu, Bill ujrzał coś czego zdecydowanie się nie spodziewał. Zamiast standardowych kabli, mikrochipów czy czegokolwiek ci przypominałoby ludzką technologię. Wszędzie były kryształy, różnych barw i wielkości. Niektóry powtarzały się, jednak jedynie ktoś o bardzo bogatej wyraźnie mógłby w tym ujrzeć jakąkolwiek logikę. Hugans grzebiąc w panelu dotkną jednego z kryształów. Ten zaświecił się na moment i równie szybko zgasł. Wewnątrz pojazdu było sporo miejsca, siedzenie dla pilota znacznie przekraczało rozmiary tych stosowanych w pojazdach ludzi. Do wnętrza pojazdu zajrzał jeden z naukowców.
- To na nic, już próbowaliśmy – powiedział posępnie – to wszystko przeczy logice, nie mamy pojęcia jak to działa.

Kyle Edh "Scruffy"

Żołnierz przyjrzał się Scruffyemu, raczej nie wyglądał na osobę która uwierzyła w ten cały stek bzdur. Do tego Komandor Kovalski nie miał nic wspólnego z przydzieleniem załogi na statki. W ostatniej chwili został wyniesiony na dowódcę Aurory 2. Jednak wojskowy wolał nie ryzykować wpadki przed nowym dowódca. Sięgną po krótkofalówkę.
- Komandorze, czy przydzielał pan, nijakiego Smitha do inspekcji i kontrolowania dostaw zapasów – spytał wciąż przyglądając się Kylenowi
- Co takiego – opowiedział dowódcą zdziwiony – za to stanowisko odpowiada Roberson, jeśli mnie pamięć nie myli
- Sir, wydaje mi się że mamy gapowicza na pokładzie – powiedział wyciągając broń.

Joshua Beckett

Jashua powiadomił o usterce ekipę zajmującą się naprawami statku. Sam udał się na miejsce gdzie wykrył przeciek. Po pół godzinie czekania odpowiedni sprzęt został dostarczony a do pomocy przy uszczelnianiu pozostało jeszcze dwóch ludzi. Po pewnym czasie, gdy prace trwały już pełną parą, okazało się że problem jest znacznie poważniejszy niż to mogłoby się wydawać. Od chwili zgłoszenia usterki, dziura zdążyła powiększyć się dwukrotnie. Wyciek był znacznie większy. W powietrzu czuć było nieprzyjemny zapach gazu. Wprawdzie jeszcze nie w ilościach które mógłby zaszkodzić człowiekowi, jednak wszystko zmierzało we właściwym ku temu kierunku.
- Co robimy? – spytał jeden z mechaników, który usiłował załatać dziurę.

Marcin Brzeski

Marcin ruszył na stołówkę, Julia bez wahania poszła w jego ślady. Wspólnie przemierzali korytarz dzielący ich od mesy. Po niedługim spacerze dodarli na miejsce. Jak można było się spodziewać było tam dość tłoczno, ludzie ustawiali się w kolejkach do kilku punków gdzie wydawane jest jedzenie. Na szczęście sporo miejsc było wciąż wolnych. Podczas gdy Marcin wraz z Julią szli właśnie do jednego z punktów, na księdza wpadł jakiś człowiek
- Przepraszam – powiedział pośpiesznie po czym staną jak wryty – Marcin? – wyjąkał
Był to młody mężczyzna, którego Brzeskiemu przyszło spotkać kilka lat temu na wycieczce w góry. Było to jeszcze przed atakiem Sylionów.

Albert "Al" Giordinio


Podwładni Albera od razu wykonali jego polecenia. On sam udał się do jednego z transportowców klasy Black Storm. Praca ta z pozoru nie wydawała się ciężka. Jednak już po krótkich oględzinach zauważył przepalone obwody w statku. Było to o tyle dziwne że nie był on jeszcze ani razu używany. Gdyby ktokolwiek do niego wsiadł i rozpoczął lot, z pewnością nie przyszłoby mu powrócić w jednym kawałku. Dość niepokojący fakt. Czy to możliwe że ekipa która składała pojazd, przez przypadek zastosowała uszkodzone okablowanie. Po chwili przyszedł jeden z podwładnych Albera
- Al – powiedział dość niepewnie – znaleźliśmy w jednym z Astro Queen znaleźliśmy stopione kable.

Jareth Baker

Pielęgniarka szybko wyprowadziła matkę dziecka na zewnątrz. Jareth natomiast po dokładnym umyciu rąk, założył gumowe rękawiczki. Wiedział co ma robić. Już nie raz przyszło mu szyć poważne rany. Jednak pierwszy raz miał do czynienia z dzieckiem. Rana nie wydawała się głęboka, jednak krew wciąż płynęła. Po krótkich oględzinach Bakerowu udał się ustalić że żadna tętnica, nie jest uszkodzona. Przystąpił więc do działa. Skończył po kilkunastu minutach. Stan dziecka był stabilny. Jednak zdecydowanie powinna zostać na obserwacji. Gdy Jareth skończył podeszła do niego pielęgniarka.
- Doktorze, matka dziecka twierdzi że byli w kajucie i mała bawiła się, gdy nastąpił star przewróciła się i uderzyła o narożnik szafki.

Wilbur Ulysses Taylor

Prezydent wróciła do swojego gabinetu po pewnym czasie. Nie zwracając na nic specjalnej uwagi zasiadła za swoim biurkiem. Gdyby Wilbur miał oceniać, wydawała się ona smutna, jednak nie dawała ponieść się emocją. Założyła okulary i odgarnęła swoje włosy. Po chwili poprosiła Tommego o podanie jaki dokumentów. Zaczęła je przeglądać. Wyglądała na całkowicie pochłoniętą notatkami. W pewnym momencie odezwała się do zgromadzonych.
- Według prawa, objęłam prezydenturę, jednak w razie gdyby mi coś się stało, musimy mieć wiceprezydenta. Nie ukrywam że wolałabym by był to ktoś z tego gabinetu. Jednak wybiorą ludzie. Mam na oku jedną osobę, która moim zdaniem nadawałaby się do tego zadania. - Spojrzała przelotnie na Wilbura. - Jednak może są jacyś chętni?

Michaił Gosczov

Po tym jak dostarczono Michaiłowi jedzenie, siadł do komputera. Przeczucie go nie myliło. Sporo zabezpieczeń zostało dodanych do systemów Aurory. Jednak duża część była też niezmieniona. Jak na razie miał dostęp do komputera nawigacyjnego, systemów ogrzewania i sztucznej grawitacji i niektórych komputerów prywatnych znajdujących się na statku. Gdy pies już się uspokoił ktoś zapukał do pokoju chłopca. Ten nie spieszył się żeby otworzyć. Jednak za drzwiami usłyszał znajomy głos:
- Michaił, jesteś tam...
Musiałą to być pewna kobieta która często do niego zaglądała. Widać było że się o niego martwi. W zasadzie sam nie wiedział czemu.
- ...Otwórz to ja Mellisa
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169