Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-07-2009, 00:05   #1
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 582 Tadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemu
[Gasnące Słońca] Armada

.


Armada


W skład floty wchodzą:


"Słoneczny wiatr" - Statek obuńskiego dyplomaty


"Piorun" - Lądownik szturmowy cesarskiej floty


"Skarabeusz"


"L-17 Odyn" - Statek badawczy Najwyższego Zakonu Inżynierów


"E-37 Thor" - Ciężki eskortowiec Pozyskiwaczy


"SWP Dłoń al-Malika" - Statek wydobywczo-produkcyjny




********


- Mówi Komandor Desjani, z pokładu krążownika Jego Cesarskiej Mości "Flogiston V". Właśnie wkroczyliście na tereny objęte wojną.

Potężny kształt bojowego okrętu, powoli wyłonił się z cienia pobliskiego księżyca. Słabe światło słońca układu, pozwoliło dostrzec jedynie niektóre szczegóły kadłuba kolosa. Starczyło to jednak, by stwierdzić, że widziana jednostka najlepsze czasy miała już chyba za sobą. Potężne płyty pancerza, zdobione były licznymi śladami spawów naprawczych i wgnieceń od uderzeń wrogiej artylerii. W niektórych miejscach od kadłuba całymi płatami odchodził lakier. Jedyną zadbaną częścią, wydawał się wypolerowany, mosiężny feniks, zdobiący dziób krążownika.


- Siedemnaście godzin temu do systemu wskoczyła vuldrokańska flota uderzeniowa, wiążąc jednostki sojusznicze w bitwie na obrzeżach systemu. Zgodnie z rozporządzeniem cesarskim #42C, dla własnego bezpieczeństwa zostaniecie odeskortowani przez nas do gwiezdnego portu Leminkainen. Stacjonująca tam flota zapewni wam bezpieczeństwo do czasu zakończenia ataku.

Masywne lufy plazmowej artylerii uwolniły się z zaczepów stabilizujących i zgodnym ruchem skierowały w stronę zebranych pod bramą statków.

- Ze względu na ryzyko zdrady w czasie działań wojennych, upoważnieni jesteśmy do ostrzelania wszystkich jednostek, które oddalą się od trasy konwoju. Przyznano wam marker Alpha. Pierwszy. Przejmujesz.
- Aye aye, sir! Konwój Alpha, zwrot przez bakburtę na kurs 034, kąt opadania 213, przyspieszenie 80g. Wykonać. Za trzy... dwa... jeden...


Komandor Desjani ciężko opadł na fotel i westchnął boleśnie. Jego towarzysze po drugiej stronie systemu walczyli z wrogiem, a jemu dostała się niewdzięczna praca konwojowania kosmicznych turystów! Nerwowo zmierzwił dłonią siwą, kapitańską brodę. Właśnie kończył dwudziesty rok służby w cesarskiej flocie. Jeszcze tylko tydzień i nareszcie będzie mógł zostawić to wszystko za sobą. Spoczynek... ale czy tego naprawdę chciał? Czy będzie w stanie odnaleźć się w stanie cywila? Czy pamięta jeszcze w ogóle, jak żyje się w ten sposób? Zmarszczył krzaczaste brwi, spoglądając w zamyśleniu na ekrany migających czujników.

Konwój w ciszy ciął czarną przestrzeń systemu. Ekrany sensorów co jakiś czas wskazywały echa potężnych wyładowań broni obu walczących stron. Gdzieniegdzie na nieboskłonie rozbłyskały wybuchy, niszczonych w bitwie statków i eksplodujących salw nuklearnych głowic. Nagle odczyty zniknęły. Bitwa dobiegła końca.

Po paru minutach, na czujnikach dalekiego zasięgu zamigotały nowe punkty.
- Sir! Mamy odczyt niezidentyfikowanych obiektów zbliżających się do konwoju. Kurs 034 na 336. Sześćdziesiąt dwie minuty do kontaktu.
- Mają nas w zasięgu sensorów? -
odpowiedział, wyrwany z zamyśleń komandor.
- Nie, sir. Kierują się chyba do wrót. Sześć kontaktów... osiem... jedenaście. Okręty vuldrokańskie. Za jedenaście minut wejdą w zasięg swoich czujników.
- Niech to szlag! - Pierwszy, chcę szerokiego skanu elektromagnetycznego obszaru - Poszukaj obiektów, które mogłyby zamaskować sygnaturę konwoju.
- Aye aye, sir!. Mamy tu mgławicę klasy B-5, na kursie 012 na 001, nie ma jej na mapach, dotarcie tam zajmie nam 12 minut.
- Chyba Wszechstwórca nam dzisiaj sprzyja... Wykonać!
- Tak jest, sir! Konwój Alpha, przyspieszenie maksymalne, kurs 012 na 001, formacja rozproszona.



Silniki statków konwoju zapłonęły jasnym ogniem. Wszyscy świadomi byli zbliżającego się do nich zagrożenia. Vuldrokanie nie brali jeńców. Podkręcone do granic bezpieczeństwa silniki, wstrząsały pokładami statków, gdy konwój mknął w kierunku zbawiennej mgławicy.

- Komandorze! Wykryli nas! Bandyci 1 do 7 odłączają się od grupy. Kurs kontaktowy. Nowe obiekty w przestrzeni. Pięć... siedem... dziewięć głowic. Uzbrojone i ze stałym namiarem. Czas do uderzenia - 5 minut.
- Konwój Alpha, tu komandor Desjani, odłączamy się od formacji, kontynuujcie ze stałym kursem. Zaraz dotrzecie do mgławicy. Na miejscu wyłączyć wszystkie emitujące sygnały systemy, powtarzam, wyłączyć systemy emitujące sygnały!
- Pierwszy! Czerwony stan gotowości, wyrównać do najwolniejszego statku konwoju. Ustawić Flogistona między rakietami, a statkiem, 20% ciągu.
- Aye aye, sir! Dwie Minuty do uderzenia! Analiza namiaru rakiet. Połowa trafi w pozostałe statki konwoju!
- Przekierować moc z silników, powiększyć osłonę o 30%. Działka przechwytujące jeden do trzy, zablokować namiar na rakietach!
- Aye! Minuta do kolizji! Wszystkie stanowiska, przygotować się do przyjęcia uderzenia!

- Dziesięć...
- Dziewięć...
- Działa przechwytujące, ognia!
- Siedem...
- Wystrzelić cele pozorne!
- Pięć...
- Sir, mamy przekaz od innych statków konwoju... W mgławicy jest jakiś obiekt!
- Pięć rakiet przebiło się przez ogień zaporowy!
- Jeden...


Cała mgławica rozbłysła jasnym, nuklearnym ogniem. Żywioł strawił tarcze ochronną krążownika, topiąc poszycie i pancerne płyty. Ogromne ciepło wdarło się dalej do wnętrza kadłuba, wyparowując w ułamku sekundy stanowiska obronne i obsługujących je marynarzy. Dwie rakiety dosięgnęły innych celów skrytych w mgławicy. Błękitna eksplozja rozerwała na strzępy wielki statek rejsowy, spopielając na miejscu setki pasażerów.

Eter zalany został urywającymi się wrzaskami umierających ludzi.

- Sekcje trzy do pięć przestały istnieć! Liniowiec Księżna Ludwiga, zniszczony, liczne raporty uszkodzeń, ze wszystkich pobliskich statków!
- Sir! Druga salwa w przestrzeni!
- Niech Wszechstwórca zlituje się nad naszymi duszami...

- Komandorze!. Przekaz z wnętrza mgławicy. Ten obiekt... przyjął energie jednej głowicy... on... świeci...

- Co na wszystkie demony?!


Błysk.

*********

18:35 Czasu Urth, Dnia Pierwszego, system nieznany.



Oślepiające światło nagle zniknęło. Oszalałe sensory statków zresetowały się automatycznie i rozpoczęły ostrożny skan otaczającej flotę rzeczywistości. Pokładowe komputery raz po raz doszukiwały się w bazach danych odczytanego właśnie wzorca gwiazd - na próżno. Konwój Alpha właśnie przeniósł się do nieznanej ludzkości przestrzeni.

Po paru minutach, pokładowe myślące maszyny sporządziły uproszczony rzut systemu, wskazując położenie floty, gdzieś między czwartą, a piątą planetą układu.



Przeniesione za sprawą dziwnego artefaktu statki bezwładnie unosiły się w nowoodkrytej przestrzeni. Najwyraźniej, ratujący życie skok nie obył się bez strat. Czujniki wykazywały jedynie siedem z dziesięciu zaatakowanych w mgławicy statków. Trzy z nich, krążownik, statek badawczy i eskortowiec, wykazywały zwiększone promieniowanie cieplne i radioaktywne. Dokładniejsze odczyty wkrótce pozwoliły stwierdzić rozległe uszkodzenia owych jednostek. Najgorzej sprawa miała się z krążownikiem, który w czasie ataku przyjął na siebie większość nuklearnego piekła. W jego kadłubie dostrzec się dało głębokie, nadpalone wyrwy, sięgające samej struktury statku. Wokół podziurawionego kolosa unosiła się chmura odłamków i krystalizującego się w pustce kosmosu powietrza.

18:39 Czasu Urth, Dnia Pierwszego, mostek krążownika Flogiston V.

Załoga mostka z trudem uniosła się z podłogi, zbierając otumanione ostatnimi wydarzeniami zmysły. Z niedowierzaniem spoglądali na napływające lawinowo z całego statku dane i raporty, porównując je w milczeniu z widokiem nieznanej przestrzeni, rozciągającej się przed ogromnym illuminatorem mostka.
- Pierwszy? Wszystko w porządku? - rozległ się przytłumiony głos Komandora Desjani. Dowódca otarł wierzchem dłoni krwawiący od uderzenia nos i z trudem wdrapał się z powrotem na kapitański fotel.
- Tak, sir... chyba tak... tyle że... - oficer spojrzał na ekrany uszkodzeń i nie zdążył dokończyć zdania, gdy na nowo zawyły awaryjne syreny. Podziało to na obsadę mostka jak zimny prysznic.
- Wyciek z reaktora drugiego, stan czerwony! Spadek mocy we wszystkich turbinach! Alarm radiologiczny na pokładach dwa, pięć i sześć, rozszczelnienie kadłuba na długości stu metrów na sterburcie!
- Niech mnie demony... -
zaklął przerażony komandor, kontrolując z niedowierzaniem zameldowane uszkodzenia - Natychmiast wywołać rufową kontrolę uszkodzeń! Mają odciąć pokłady rufowe i zainicjować awaryjną stabilizacje rdzenia!
- Sir! Kontrola nie odpowiada. Nie mamy wewnętrznej łączności...


Obsada mostka zamilkła, patrząc z niemą grozą na opadający horyzont przechylającego się niekontrolowanie statku i liczne wtórne wybuchy, rozsadzające właśnie poszycie górnych pokładów.

18:39 Czasu Urth, Dnia Pierwszego, rufowa kontrola uszkodzeń.

Ogień i dym były wszędzie. Wdzierały się do ust i nosa, spopielały i parzyły wszystko i wszystkich dookoła. Morze czerwonych kontrolek zalewało pomieszczenia krwawym światłem, wtórując szaleńczemu wyciu awaryjnych syren. Sierżant Thandew ogarnął wzrokiem płonące pobojowisko. Większość jego załogi leżała spalona albo uduszona u jego stóp. On sam, w ostatnim momencie, zdołał dostać się do schowka ze skafandrami i skryć przed szalejącym żywiołem, unikając pewnej śmierci. Mocno przełknął ślinę, starając się pozbierać myśli. Pobliskie, nadtopione wyświetlacze w jasny sposób pokazywały obecną sytuację. Statkowi pozostało pięć, może dziesięć minut. Mocno zacisnął pieści, szukając rozwiązania. Zaledwie trzydzieści metrów dzieliło go od pokładu kapsuł ratunkowych. Sto metrów ognia i dymu od pomieszczeń reaktora. Położył dłoń na sercu, na wysokości symbolu Wszechstwórcy, wiszącego pod skafandrem na jego szyi.
- Proroku... już wkrótce dołączę do mojej rodziny... daj mi jeszcze tylko trochę siły...
Zacisnął mocno oczy, tłumiąc łzy i ruszył pędem przed siebie, zagłębiając się w piekle ogarniętych pożarem pokładów. Wszędzie dookoła leżeli martwi i umierający w agonii marynarze. Parł przed siebie, mijając ze spuszczoną głową wyciągnięte błagalnie w jego stronę ręce ciężko rannych. "Pomoc zaraz nadejdzie... proszę... poczekajcie" - powtarzał sobie raz po raz, zostawiając umierających towarzyszy za sobą. Po paru niekończących się minutach, dotarł wreszcie do śluzy generatora. Ekran przy drzwiach płonął czerwienią, informując o ekstremalnych dawkach promieniowania z rozszczelnionego pola tłumiącego stosu. "Tylko trochę odwagi...". Izolowana rękawica trafiła w wielki czerwony guzik i drzwi rozsunęły się. Żar był nie do wytrzymania. Wszędzie na podłodze leżeli martwi technicy, z poparzoną skórą, pokrytą bąblami od promieniowania. Sierżant stłumił szloch, rozpoznając znane twarze. Przestąpił nad trupami, kierując się do panelu kontrolnego. Skafander nie był stworzony do ochrony przed takimi dawkami. Wierzchnia warstwa parowała, przechodząc w stan półpłynnej gumy. Oddychanie przychodziło coraz trudniej, świat wirował przed piekącymi gorącem oczami. "Jeszcze tylko parę komend... daj mi siłę". Ruchy stawały się coraz wolniejsze, okropny ból rozsadzał każdą komórkę jego ciała. Zamontowane na ścianach czujniki parowały, gdy ich wrażliwa na promieniowanie zawartość bulgotała szaleńczo. W końcu program zaskoczył. Potężny ołowiany płaszcz okrył z hukiem iskrzący się reaktor. Włączyły się turbiny chłodzące. "Dziękuję". Okryte w podziurawiony skafander ciało osunęło się bez życia na ziemię.

18:54 Czasu Urth, Dnia Pierwszego, mostek krążownika Flogiston V.

- Sir! - wykrzyknął z euforią pierwszy oficer - Awaryjna procedura chłodzenia w reaktorze burtowym włączona! Poziomy promieniowania wracają do normy! Ekipy naprawcze informują o opanowaniu pożarów na większości pokładów!
- Wszechstwórco! -
komandor uniósł dłonie w górę i uśmiechnął się z ulgą - Natychmiast wysłać ekipy medyczne! Nawiązać kontakt z resztą floty i dać mi tu dane, tych statków, które mamy w bazie.

- Konwój Alpha, tu komandor Desjani. Mamy ciężkie straty w ludziach i sprzęcie ale sytuacja na pokładzie wydaje się znowu stabilna. W związku z dziwnymi okolicznościami, zarządzam spotkanie dowódców statków konwoju za osiem godzin. Promieniowanie u nas jeszcze przez jakiś czas nie pozwoli na przyjmowanie gości ale dane wykazują, że "Słoneczny wiatr" powinien mieć odpowiednie pomieszczenia na tę okazję. Spotkamy się na miejscu. Bez odbioru.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 13-07-2009 o 18:20.
Tadeus jest offline  
Stary 05-07-2009, 20:48   #2
 
Lindstrom's Avatar
 
Reputacja: 10 Lindstrom nie jest za bardzo znany
Miał to być zwykły dzień podróży. Kolejny z całej serii skoków przez Wrota, który w rezultacie miał doprowadzić „Słoneczny Wiatr” z jego pasażerem do macierzystego portu na Velisimil. Jednak to, co miało być jedynie krótkim tranzytem zmieniło się diametralnie z chwilą, gdy cesarski krążownik ogłosił kwarantannę i przymusowo wcielił wszystkie statki w sektorze do konwoju. Po krótkiej naradzie z Ambasadorem kapitan zdecydował nie ujawniać prawdziwej natury „Słonecznego Wiatru” ani jego pasażera i jednostkę przedstawiono jako cesarskiego kuriera w misji do stolicy Cesarstwa. Stateczek przezornie umieszczono w środku konwoju wychodząc z założenia, że w razie kłopotów krążownik powinien zdążyć zareagować na tyle szybko, by zapewnić jednostce osłonę przed zagrożeniem, z której strony by nie nadeszło.

Kapitan Archibald Hawkwood nie przejął się zbytnio wykryciem wrogich jednostek w pobliżu, bowiem już wcześniej dostrzegł obszar elektromagnetycznego fenomenu i zakładał, że dotarcie tam da konwojowi odpowiednią osłonę. W ostateczności mogli tam spędzić nawet całe tygodnie nie wykryci, a to przypuszczalnie aż nazbyt długo dla cesarskich by albo przepędzić albo zniszczyć przeciwnika. Komandor Desjani okazał się podzielać ten sam pogląd i w jego postępowaniu kapitan nie dopatrywał się powodów tej nad wyraz nieciekawej sytuacji, w której właśnie się znaleźli. Konwój był pod obstrzałem.


Mostek SJCM „Słonecznego Wiatru”. Centrum Dowodzenia.

Hawkwood patrzył na ekran taktyczny okrętu, gdzie kamery kokpitu odwzorowywały właśnie przefiltrowany cyfrowo obraz zniszczenia. Pomiędzy jedną eksplozją, a drugą, w myślach rozważał pozostałe opcje, jakie mu pozostały.

Mógł wywołać „Flogiston V” i podać mu cesarski kod priorytetowy, na podstawie którego mógłby wręcz zażądać bezpośredniej ochrony krążownika. Na cóż by się to zdało w obliczu takiej przewagi przeciwnika? Jedynie pogłębiłoby chaos i przyspieszyło zgubę.

Mógłby też wyłączyć wszystkie systemy i liczyć na to, że gdy już wszystkie statki zostaną unicestwione, nieprzyjacielskie czujniki wezmą „Słoneczny Wiatr” za kolejny wrak na polu bitwy i może uda się uniknąć najgorszego. Nie dawało to jednak gwarancji, gdyż Vuldrokowie nie oszczędzali w tym starciu głowic, a każde, nawet pośrednie trafienie czy po prostu znalezienie się na drodze fali uderzeniowej atomowego szału mogło skutkować zniszczeniem lub ciężkim uszkodzeniem statku.

W tej sytuacji Hawkwood postanowił… grać na zwłokę, bo jedyne, na co mógł w tej chwili liczyć, to jakaś nowa, szczęśliwa okoliczność, która zmieni wynik całego rozdania.

- Sternik! Silniki cała naprzód!. Sterujcie tak, by pomiędzy nami a Vuldrokami było jak najwięcej jednostek. Włącz transponder awaryjny, żeby statki konwoju do nas nie strzelały!

- Aye, sir! – odpowiedział mu podoficer.

Kapitan skubnął obfitą brodę. Miał zwyczaj tak robić, gdy ważyły się losy jakiegoś ryzykownego zagrania. To właśnie dla tej przyczyny nigdy nie wygrał żadnej partii pokera.

Statek rozpoczął szaleńczy taniec pomiędzy jednostkami konwoju, jednocześnie na wszystkich zakresach nadając sygnał s.o.s. Za każdym razem, gdy komputer zidentyfikował kolejną eksplozję w przestrzeni nawigator modyfikował ich kurs, odpowiednio do zadanych parametrów. Nie było to łatwe, bowiem w przestrzeni konwoju gęsto było od większych czy mniejszych odłamków trafionych statków, jak również poruszających się gorączkowo innych jednostek konwoju. W eterze również nie było spokojnie. Przez radio słychać było krzyki o pomoc, żądania i groźby; nie brak było również oskarżeń o tchórzostwo. Kapitan słysząc to wszystko zacisnął zęby; jego zadaniem było przetrwanie statku i jego pasażerów. Na wszystko inne przyjdzie czas później.

- Komputer zidentyfikował nowy obiekt, sir! – zameldował taktyczny – to… nieprawdopodobne! Odczyty nie mieszczą się w skali!

- Na ekran! – krzyknął kapitan. Chciał na własne oczy zobaczyć ten fenomen.

- Wampir! Wampir! Wampir! – zakrzyknął nagle taktyczny – Głowica jądrowa!

Hawkwood poczuł zimny pot spływający mu po plecach. „Zatem to już koniec. Jaka szkoda”. W myślach zaczął już jednać się ze Stwórcą, gdy kolejny raz zabrzmiał ostry głos taktycznego:

- Skręca! Mija nas i leci w stronę nowego obiektu! – w głosie mężczyzny znać było ulgę i niedowierzanie.

Kapitan w okamgnieniu odzyskał rezon.

- Przygotować się na silny wstrząs! – krzyknął przez interkom – Złapcie się czegoś!

- Detonacja! – zakrzyknął taktyczny – Wszechstwórco uchowaj! Energia wybuchu całkowicie wchłonięta przez obiekt!!

„Ki diabeł?” – pomyślał Hawkwood – „Zobaczy się później”

- Sternik! Manewruj pomiędzy Vuldrokami a nowym obiektem. Musimy przyciągnąć ich uwagę! Trzymaj dystans, żeby nie dosięgli nas działami!

Kapitan znów zaczął skubać brodę. Gdyby tylko zdołał przyciągnąć ogień rakietowy Vuldroków, byłaby szansa na bezpieczny odwrót w mgławicę, pod osłonę tajemniczego fenomenu. Bezpieczny dla tych nielicznych pozostałych jednostek konwoju. Wszechstwórca najwyraźniej właśnie wskazywał im wyjście z sytuacji. Należało korzystać z tej sytuacji, póki nie zmienił zdania.

Po raz kolejny w przestrzeń centrum dowodzenia wdarł się ostry głos taktycznego:

- Uwaga! Obiekt zwiększa odczyty energii w promieniowaniu widzialnym! Uwaga!!

- Złapcie się czegoś! – wrzasnął przez interkom kapitan

***

Skok.

Tylko tak Hawkwood potrafił wyjaśnić to, co ich spotkało. Tajemniczy obiekt dokonał tego, do czego ludzkość potrzebowała masywnej konstrukcji Wrót. Kapitan miał ogromną nadzieję, że będzie mógł poprowadzić ekspedycję dla zbadania tego tajemniczego fenomenu. Gdy tylko wyswobodzi się na chwilę z uciążliwych zadań obecnych…

- Status! – krzyknął do Pierwszego, który sczytywał właśnie raporty płynące z pokładowego komputera.

- Brak uszkodzeń. Systemy w normie. Mamy zdaje się niewielką awarię systemu nawigacyjnego, choć komputer twierdzi, że system działa bez zastrzeżeń. Zleciłem już diagnostykę. Oprócz nas w przestrzeni unosi się siedem statków. Transpondery pokrywają się z listą konwoju. System siedmiu planet, pozycja: między czwartą a piątą planetą. Położenie układu nieznane.

Kapitan spojrzał ze zdziwieniem na swego oficera.

- Jak to: nieznane? Musi być widać jakieś znane gwiazdy, galaktyki lub mgławice, prawda?

Pierwszy spojrzał zmęczonym wzrokiem na dowódcę.

- Właśnie dlatego podejrzewam awarię. Oprócz braku nawigacji astralnej system działa prawidłowo.

- Sir! – wtrącił się łącznościowiec- Wywołują nas!

Z głośników dobiegł głos komandora Desjani:

- Konwój Alpha, tu komandor Desjani. Mamy ciężkie straty w ludziach i sprzęcie ale sytuacja na pokładzie wydaje się znowu stabilna. W związku z dziwnymi okolicznościami, zarządzam spotkanie dowódców statków konwoju za osiem godzin. Promieniowanie u nas jeszcze przez jakiś czas nie pozwoli nam na przyjmowanie gości ale dane wykazują, że "Słoneczny wiatr" powinien mieć odpowiednie pomieszczenia na tę okazję. Spotkamy się na miejscu. Bez odbioru.

Kapitan zacisnął zęby. „Co za idiota! Nieźle nas wpakował! Każę go postawić przed sądem. Nie; przed plutonem egzekucyjnym! Jeśli przeżyjemy…”

- Połączcie mnie z „Flogistonem V”. Na bezpiecznej linii. Następnie wysłać imperialny kod priorytetowy.

„Pora zagrać w otwarte karty. Zwłaszcza, skoro mamy organizować spotkanie”

- „Flogiston V”, tu SJCM "Słoneczny Wiatr", proszę o kodowane połączenie z oficerem dowodzącym - przekazał posłusznie łącznościowiec

- "Słoneczny Wiatr", odbieramy wasz kod priorytetowy, łączę z oficerem dowodzącym na mostku.
W głośnikach rozległ się urwany szelest, gdy łącze przeszło na protokół kodowany.

- Tu Joshua Hendrik, pierwszy oficer "Flogistona V", kapitana chwilowo nie ma na mostku. W czym możemy wam pomóc?

Kapitan Hawkwood zaczekał, aż w głośnikach odezwał się pierwszy oficer z cesarskiego krążownika, by następnie bezzwłocznie rozpocząć rozmowę:

- Tu Kapitan Archibald Hawkwood,. Czy rozszyfrowaliście już nasz kod priorytetowy?

W głosie arystokraty słychać było zniecierpliwienie.

Słychać było, że oficer pojął złośliwą aluzję, lecz nie wyprowadziło go to z równowagi. Zapewne już wiele razy w życiu miał do czynienia z uprzywilejowanymi rozmówcami. Po sekundzie ciszy, odparł pewnym siebie głosem:

- Tak, kapitanie, otrzymujemy od was dyplomatyczny kod najwyższej rangi. Komandor Desjani obecnie nadzoruje akcje ratownicze ale chętnie z nim połączę, jeśli taka jest wola cesarskiego wysłannika.

Hawkwood dodał już nieco udobruchany:

- Nie ma takiej potrzeby, Pierwszy. Chcę tylko wiedzieć, skąd wzięliście informację o "odpowiednim pomieszczeniu na tę okazję", jeśli mnie pamięć nie myli. Nie przypominam sobie, żebym zawarł ją w manifeście.

Istotnie, Hawkwood zrobił wiele, by nie przekazać tam żadnej informacji o statku - zgodnie zresztą z jego deklarowanym przeznaczeniem, jako kuriera. Ta informacja miała wystarczyć na potrzeby krótkiego, jak zakładał, epizodu uczestnictwa w konwoju. Z tej przyczyny nie mógł się nadziwić deklaracji komandora, który nie mógł przecież wiedzieć, że ma do czynienia z silnie zmodyfikowaną jednostką, chyba, że... spotkał się już wcześniej ze "Słonecznym Wiatrem" .

"Dlaczego jednak miałby nas w tak głupi sposób publicznie demaskować?" - zadawał sobie pytanie kapitan.

- Oczywiście, komandor obawiał się, iż może spotkać się to z dezaprobatą ambasadora . Niestety nasze systemy łączności nadal są niestabilne i mogło zabraknąć czasu na dokładne wyjaśnienia. „Słoneczny Wiatr”, jako jednostka uprzywilejowana znajduje się w bazie danych cesarskiej floty. Oznaczona jest tam jako jednostka dyplomatyczna, choć ze względów bezpieczeństwa brakuje tam oczywiście dokładniejszych danych. Komandor zapewne stwierdził, iż obrady pod opieką wysoko postawionego cesarskiego wysłannika przyniosą najlepsze efekty.

"Jakże zgrabna historyjka" - pomyślał zgryźliwie Hawkwood. Na głos powiedział jedynie:

- Proszę przekazać komandorowi, że podobne błędy nie mogą mieć miejsca w przyszłości. Wszelkie decyzje tyczące się "Słonecznego Wiatru" oraz w szczególności, jego załogi i pasażerów odtąd będą konsultowane najpierw ze mną, bądź moim zastępcą. Wpierw, Pierwszy. Nie "po fakcie". Mam nadzieję, że jest to jasne?

- Jeśli wolą ambasadora jest przeniesienia spotkania na jeden ze statków Ligii Kupieckiej, to możemy nadać odpowiedni komunikat. Jednak brakuje nam o nich danych. – dodał Hendrik.

Najwyraźniej systemy łączności „Flogistona” nie były w pełni sprawne, albo oficer postanowił zignorować jego słowa. Po sekundzie nadeszła jednak oczekiwana odpowiedź.

- Oczywiście, kapitanie. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie sytuacja będzie spokojniejsza i pozwoli nam na dokładne planowanie działań.

Hawkwood westchnął teatralnie.
„Brakuje danych? Nic dziwnego, skoro nasze puściliście w eter bez pytania” – skonstatował w milczeniu.

- Pierwszy, czy chce Pan powiedzieć, że jest waszą standartową procedurą narażanie bezpieczeństwa cesarskich jednostek tylko dlatego, że ich dane macie pod ręką?

Wypowiedź arystokraty aż ociekała sarkazmem

- Co do przyszłości: lepiej będzie, gdy działania w tym systemie podejmować będziemy wspólnie, po uprzednich konsultacjach.

- Tymczasem, Pierwszy ... - kapitan nie dał dojść oficerowi do słowa

- Kapitanie, z całym szacunkiem dla roli ambasadora i cesarskiego mandatu. W tej sytuacji wszyscy jesteśmy narażeni i inne statki konwoju mogą stanowić tu najmniejsze niebezpieczeństwo. Nie mogę wypowiadać się za komandora ale również uważam, iż we flocie nie ma innego statku, który w danym momencie mógłby nadawać się lepiej na naradę.

„Zapewne nie mam do czynienia z durniem, który chce szybko skończyć karierę oficerską? W takim razie mają kiepskie systemy łączności” – pomyślał arystokrata. Tymczasem z głośników popłynęły kolejne słowa. Podobnie, jak poprzednie miały znaczące opóźnienie.

- Oczywiście w przyszłości, o ile pozwolą nam na to systemy łączności, konsultować się będziemy z ambasadorem.

„Jednak wina łączności” – pomyślał kapitan.

...- Tymczasem... - kontynuował niezrażony Hawkwood - ... spotkanie dojdzie do skutku na pokładzie "Słonecznego". Jednakże obowiązywać będą procedury bezpieczeństwa. I tak...

Hawkwood zaczerpnął tchu. Głównie po to, by nie wybuchnąć śmiechem. Wbrew poważnemu, napuszonemu tonowi bawiła go ta rozmowa, choć sytuacja była nad wyraz poważna.

Oficer tym razem posłusznie zamilkł, czekając na dalszą cześć wypowiedzi.

„Ewentualnie zaczął mówić coś, co dopiero za chwilę usłyszę” – pomyślał rozbawiony Hawkwood. Niespiesznie podjął temat.

...- Na krążowniku trzeba będzie ustanowić stację przesiadkową, bowiem mamy tylko jeden mały hangar i nie pomieścimy więcej niż jednego promu naraz. Najlepiej, jeśli gości dowoził będzie nasz własny prom. To pierwsza sprawa.

- Następnie; na pokład nie wolno wnosić żadnego uzbrojenia ofensywnego, ani defensywnego. Tak, Pierwszy; mówię o ewentualnych tarczach osobistych.

- I wreszcie; w mojej opinii wystarczy jeśli dany statek reprezentować będzie dwu ludzi. Zgodzi się Pan?

Pytanie było czysto retoryczne, bowiem nie czekając na odpowiedź kapitan „Słonecznego” mówił dalej:
- I ostatnia rzecz; proszę przekazać, że gospodarzem spotkania będzie Jego Ekscelencja Ville HanLaati - ambasador JCM.
Upoważniam Pana do przekazania jedynie wyżej wymienionych informacji innym jednostkom. Wszystko inne, co dotyczy "Słonecznego" proszę konsultować a priori. Wpierw - dodał nie będąc pewien, czy Pierwszy pojmie ostatnie zdanie.


- To tyle z mojej strony. Proszę pozdrowić ode mnie komandora. ”Słoneczny Wiatr” bez odbioru.

- Połączenie zerwane – poinformował usłużnie oficer łącznościowy.

- Proszę powiadomić majora Salima i panią vo Delvi, że chcę się z nimi zobaczyć. Pilnie.

Kapitan począł znów skubać brodę. Miał pewien pomysł…


***

Pierwszy oficer krążownika zakończył połączenie i westchnął z wyraźną ulgą. Nienawidził rozmów z politykami. Musiał jednak przyznać, że w obecnej sytuacji ambasador we flocie był istnym darem Wszechstwórcy. Ktoś, w końcu, będzie musiał spierać się z agresywnymi żądaniami, obecnej w konwoju, Ligii Kupieckiej. Na tę myśl uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją. Po chwili, nachylił się nad panelem komunikacyjnym i wysłał do floty umówione reguły spotkania.
 
__________________
Ni de ai hao - xue xi hai shi xiu xi?

Ostatnio edytowane przez Lindstrom : 10-07-2009 o 18:09. Powód: uzupełniona o osobiste przemyślenia kapitana rozmowa z pierwszym oficerem "Flogistona V" oraz jego osobiste przemyślenia
Lindstrom jest offline  
Stary 06-07-2009, 13:36   #3
 
Potwór's Avatar
 
Reputacja: 81 Potwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znanyPotwór wkrótce będzie znany
Mostek
Silniki Thora mruczały cicho niczym zadowolony z siebie kot - gdy tylko weszli do systemu statek dostosował prędkość do szybkości Odyna co znaczyło że niewykorzystane było od 50 do 70% mocy reaktora. Rafael Botheroyd, kapitan jednostki eskortowej, przez chwilę rozważał przekazanie części tej energii do tarcz ale czujniki nie pokazywały żadnego zagrożenia które mogłoby bezpośrednio dotknąć konwój.
-XO, idę do kantyny, przejmujesz kontrolę nad okrętem.
Rachel Madffor nie przerywając pracy skinęła głową i dalej wpatrywała się w odczyty na ekranie.

Kantyna
Rafael przygotował sobie na szybko posiłek i dosiadł się do jedynego zajętego stolika o tej porze.
-Witaj Aleks, już po pracy?
Młoda Obunka uśmiechnęła się nieśmiało i wzruszyła ramionami.
-Usunęliśmy wszystkie poważniejsze awarie z wczorajszego spotkania z piratami. Zostały nam tylko spięcia w chwytaku magnetycznym bakburty i rozszczelnienie wewnętrznych wrót śluzy abordażowej na sterburcie. Ramirez i ten nowy powinni się teraz tym zajmować.
-Powinni?
-Jak wychodziłam Ramirez opierdzielał młodego za posianie gdzieś wkrętarki. Znasz przecież Rami...
W tym momencie z głośników okrętu rozległ się komunikat z mostku.
-Kapitan jest natychmiast wzywany na mostek. Powtarzam, kapitan jest natychmiast wzywany na mostek.

Mostek
-...ryzyko zdrady w czasie działań wojennych, upoważnieni jesteśmy do ostrzelania wszystkich jednostek, które oddalą się od trasy konwoju. Przyznano wam marker Alpha.
-Co się dzieje?- Kapitan wpadł na mostek jak burza.
-Wygląda na to że wpakowaliśmy się w sam środek konfliktu, jesteśmy eskortowani przez cesarski krążownik do Leminkainen.
-Nagrywaliście to?
-Jak zawsze.
-Świetnie.
- Kapitan podszedł do terminalu na środku mostku i na słuchawkach odsłuchał ponownie komunikatu z Flogistona V.

-Najświętszy proroku! Celują do nas z dział plazmowych!
-Przekierujcie nadwyżki mocy z reaktora do tarcz! I natychmiast połączcie mnie z Odynem!


Zanim Thor połączył się z jednostką Najwyższego Zakonu Inżynierów na ekranach pojawiło się nowe zagrożenia.
- Konwój Alpha, przyspieszenie maksymalne, kurs 012 na 001, formacja rozproszona.
-Co tu się do cholery dzieje?
-Nadlatuje około 10 vuldrokańskch okrętów. Sensory pokazuję że gdzieś w sektorze trwają walki...
-Zastosować się do rozkazów Flogistona V! Ustawcie Thora pomiędzy Odynem, a napastnikami! Dostosować prędkość do prędkości Odyna!
-Głowice w przestrzeni! 9 obiektów, T 5 minut!
-Tarcze na pełną moc! Cała załoga na stanowiska bojowe! Zabezpieczyć prom w hangarze!
-Flogiston V wystrzelił cele pozorne!
-Zróbcie to samo! Otworzyć pokrywy artylerii, wszystkie baterie strzelają bez rozkazu do głowic!


Po odsłonięciu pokryw Thor najeżył się dziesiątkami luf dział pokładowych które natychmiast zaczęły ostrzał nadlatujących celi.

-Sir! Większość rakiet uderzy Flogistona V, jedna leci prosto na nas! Reszta nas minie!
-Co z Odynem?
-Nie starczy nam czasu na przetworzenie danych.
-Sir! Nasze baterie trafiły nadlatujący pocisk powodując eksplozję! Uderzenie za...


Fala uderzeniowa przetoczyła się przez przestrzeń waląc niczym młot w tarcze i kadłub Thor. Potężny wstrząs wywrócił wszystkich którzy akurat stali na mostku, a na terminalu kontrolnym momentalnie zaświeciło się kilkanaście czerwonych diod.

-Straty?
-Brak informacji o stratach w ludziach, kadłub cały, brak dekompresji. Zbieramy informacje o...


Błysk

-Co tu się do cholery dzieje?- Kapitan zadał po raz kolejny dziś to samo pytanie.
-Wygląda na to że przekroczyliśmy bramę ale to... nieprawdopodobne. Nie możemy określić żadnej pozycji. Być może uszkodzenia są poważniejsze niż sądziliśmy.
-Zróbcie pełen skan, chce mieć natychmiast raport strat.


Chwilę później doszły raporty z poszczególnych sekcji.

-Sir, skan trwa ale mamy już raport o stratach - Jedna ofiara śmiertelna, dwie osoby ranne w tym jedna ciężko, do tego trochę zadrapań i stłuczeń.
-Kto zginął?
-... Ramirez
-Na chwilę głos XO ugrzązł jej w gardle-ciężko ranny natomiast jest Zane, jego pomocnik. Wygląda na to że w śluzie abordażowej wysiadła komunikacja i nie zdawali sobie sprawy z sytuacji. Doszło do chwilowej dekompresji i zanim system awaryjny sam zadziałał było już po Ramirezie...
-Powiedzcie Aleks że przejmuje obowiązki głównego mechanika, niech natychmiast zabiera się do pracy. Kto jeszcze został ranny?
-Psycho spadła ze schodów w hangarze i skręciła nogę. Deatrix już się nią zajęła ale mówi że nie będzie mogła chodzić przez kilka dni.
-Kapitan uśmiechnął się w duchu.
-Dzięki bogu- Na mostku rozległ się komunikat z krążownika.

-Konwój Alpha, tu komandor Desjani. Mamy ciężkie straty w ludziach i sprzęcie ale sytuacja na pokładzie wydaje się znowu stabilna. W związku z dziwnymi okolicznościami, zarządzam spotkanie dowódców statków konwoju za osiem godzin. Promieniowanie u nas jeszcze przez jakiś czas nie pozwoli na przyjmowanie gości ale dane wykazują, że "Słoneczny wiatr" powinien mieć odpowiednie pomieszczenia na tę okazję. Spotkamy się na miejscu. Bez odbioru.

-Osiem godzin... Doprowadzcie skan do końca i połączcie mnie z kapitanem Odyna- Dopiero kilka minut później udało się nawiązać stabilne połączenie.

-Tu mówi kapitan Rafael Botheroyd, jak wygląda wasza sytuacja?
 
__________________
Blood angels are red,
Ultramarines are Blue,
In the Grim Darkness of the 41st millenium,
The Emperor protects you.

Ostatnio edytowane przez Potwór : 06-07-2009 o 14:31.
Potwór jest offline  
Stary 06-07-2009, 17:54   #4
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 31 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze
- Alex wyłączyć tarcze, Karina wchodzimy. – padły dwa krótkie rozkazy
- Aye! – odparła kobieta siedząca za sterami, okręt wszedł w wrota.

Nie minęły ułamki sekund, a Skarabeusz znalazł się po drugiej stronie bramy.
- Przy bramie dziewięć okrętów.., odbieram komunikat.
- Ciekawe czego też chcą… - pierwsza oficer spojrzała na dowódce oczekując odpowiedzi

- Siedemnaście godzin temu do systemu wskoczyła vuldrokańska flota uderzeniowa, wiążąc jednostki sojusznicze w bitwie na obrzeżach systemu. Zgodnie z rozporządzeniem cesarskim #42C, dla własnego bezpieczeństwa zostaniecie odeskortowani przez nas do gwiezdnego portu Leminkainen. Stacjonująca tam flota zapewni wam bezpieczeństwo do czasu zakończenia ataku.

- Cholera – klną niezadowolony kapitan, Isamu Marihito. – stosujemy się do rozkazów.
- Sir, wygląda na to, że nie mamy wyboru, luzują działa, cel.. my! – zawołał Kamiczkov

- Kolejna transmisja!

- Ze względu na ryzyko zdrady w czasie działań wojennych, upoważnieni jesteśmy do ostrzelania wszystkich jednostek, które oddalą się od trasy konwoju. Przyznano wam marker Alpha.

Isamu siadł ciężko na fotelu kapitańskim zrezygnowany. Wiecznie przeklinał fakt, ze tarcze nie mogą być włączone podczas wchodzenia do wrót.
- Kieruj się za nimi
- Aye.

Kosmiczny skarabeusz sunął poprzez czarną próżnię w korowodzie okrętów wszelkiej maści.

- Niezidentyfikowane obiekty na sensorach – zaraportował Kamiczkov, na co Marihito podniósł się z zaciekawieniem z oparcia, wyczekując dalszych informacji.
- Okręty vuldrokańskie… komunikat z Flogiston V:
- Konwój Alpha, przyspieszenie maksymalne, kurs 012 na 001, formacja rozproszona.
- Wykonać –
kapitan zaakceptował rozkaz

Czarny Skarabeusz zanurkował pod flotylle i ruszył pełną siłą silników w stronę zbawiennej mgławicy.
- Sir może włączyć tarcze i zniknąć w swoim kierunku? – zagadnęła pierwsza oficer
- Nie, kurs bez zmian.
- Ale sir..
- To rozkaz.
- Sir, siedmiu bandytów odłączyło od grupy… dziewięć głowic leci w naszym kierunku! –
wciął się Kamiczkov pełniący rolę oficera, odpowiedzialnego za łączność i sensory.
- Alex odpalaj tarcze!
- Głowice sięgną celów za 9,8,7….
- Alex!
- 6
- Sir, tarcze jeszcze nie naładowane.
- 5
- Do stu diabłów z tą republikańską technologią.
-klną kapitan
- 3,2..

Skarabeusz pokryty tarczami zabłysnął jak choinka w pierwszej sekundzie by po chwili wrócić do swojej normalnej postaci. Wibracje wytwarzane przez tarcze elektro-magnetyczne rozchodziły się po cały okręcie w postaci irytujących dźwięków.

Głowica w ostatniej sekundzie zakrzywiła swój tor lotu by minąć cel i polecieć dalej w przestrzeń. Na ekranie zapaliły się punkty wybuchających pocisków.
- Głowica zdetonowana czasowo, pozostałe kolizyjnie! Brak nowych odczytów, fala uderzeniowa zagłusza sensory.

Chwila nerwowości zapanowała na mostku, byli ślepi, nie było wiadomo gdzie lecieć, oraz czy lecą nowe pociski.

- Sir, odczyty! Liniowiec Księżna Ludwiga zniszczony, kolejna fala głowic! Okręty wchodzą w mgławice… nie zdążą!
- Podciągaj okręt, pełna moc, kurs kolizyjny z głowicą kierującą się na najbliższy okręt!
- Aye, kierunek Słoneczny Wiatr.


Nadeszła kolejna fala głowic, Skarabeusz dzielnie przyjął na siebie głowicę przeznaczoną dla innej jednostki. Pocisk tak jak i jego poprzednik zakrzywił tor lotu by ominąć ofiary.

- Pocisk chybił! Detonacja... trafił w niezidentyfikowany obiekt?
- To było pytanie czy stwierdzenie Kamiczkov.
- Stwierdzenie sir, mamy na sensorach niezidentyfikowany obiekt. Skok energii!


Błysk

- Co jest?! – głos kapitana żądał wyjaśnień.
- Dokonaliśmy skoku.
- Tyle to wiem, ale gdzie, jak?
- Sir, nie wiem, nic nie działa.
– wtedy to załoga spostrzegła, że okręt jest na awaryjnym oświetleniu.
- Szlak by to… Alex biegiem do Hansa.
- Tak jest –
kobieta wstała i wybiegła z mostka.

20 min później

- Tak, nagły skok energii poprzepalał kondensatory tarcz, przetapiło kable na całym okręcie. Zamelduj kapitanowi, ze za 3min odzyska energie. Zobaczymy co dalej.

Chwilę później energia z reaktora popłynęła na mostek by uruchomić wszystkie urządzenia.

- Raportować.
- Sensory uszkodzone.
- Łączność uszkodzona
- Tarcze uszkodzone.


Kapitan nerwowo pokręcił głową z niezadowoleniem, skok z włączonymi tarczami daje jeden efekt, zniszczone kondensatory i wszystkie połączenia innych systemów znajdujące się w pobliżu. Niestety tarcze, i kondensatory znajdują się na całej górnej powierzchni okrętu. Z doświadczenia wiedział, że czas naprawy to dobre 4h o ile nie ma innych uszkodzeń. Nie wiedział gdzie jest, i czy ktoś jeszcze jest. Szyba w kokpicie pokazywała czarną przestrzeń usłaną gwiazdami.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 07-07-2009 o 14:26.
sante jest offline  
Stary 07-07-2009, 17:29   #5
 
QuartZ's Avatar
 
Reputacja: 13 QuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znany
Pokłady laboratoryjne L-17, chwile przed skokiem.

Wszystko wyglądało całkiem dobrze jeszcze kilka godzin wcześniej. Później sytuacja zaczynała się pogarszać z minuty na minutę, aż skończyli tutaj. Pędząca w kierunku mgławicy zgraja kompletnie losowych statków liczących na schronienie.
Laboratorium było uśpione. Gdyby nie ta zmiana kursu już dawno przeszukiwaliby skraj tego układu w poszukiwaniu porzuconych artefaktów i starych wraków z dawnych czasów. Technicy leniwie sprawdzali sprzęt, a jedynym ważniejszym zajęciem było sprawdzanie testowego reaktora plazmowego zamontowanego w samym centrum sekcji badawczych. Nawet tutaj jednak nie było kompletnie niczego ciekawego. Ot ślady promieniowania i nadtopione pojedyncze tracze osłony termicznej. Nic nowego.


Freon Zakary obserwował bitwę na ekranach od pierwszych sekund. Wyjątkowo bawiło go obserwowanie przez kilka ostatnich godzin, jak kropki na ekranach zbliżają się do siebie, nabierają życia i mieszają się. To wszystko przypominało trochę partię szachów z tą różnicą, że na koniec coś poszło nie tak, jak powinno. Teraz to konwój był jednym z pionków, które zaraz miały opuścić planszę ustępując miejsca figurze.
"Pomyśleć, że wystarczyło poświęcić jedną sondę i całe pięć godzin się nie nudziłem! Ha, pewnie Tinkle znowu zrobi mi awanturę o marnowanie sprzętu." - Myślał naukowiec. Nie był pewien, czy pomyślał coś z tego na głos, czy tylko jest to zbieg okoliczności. Intercom odezwał się z mostka, gdzie akurat wraz z kapitanem przebywał przełożony Freona. W jego głosie nie było niczego ponad zimną kalkulację i wściekłość.

- Panie Zakary! Kiedy do jasnej cholery miał Pan zamiar poinformować nas o danych z czujników?
Wytrąciło to Freona z równowagi. Ten sukinsyn mógł o to równie dobrze zapytać kogokolwiek z działu czujników, ale zapytał akurat jego. Przecież on nawet nie zajmował się tą sekcją!
- Nie leży to w moim zakresie obowiązków, profesorze. W dodatku prosiłbym, aby nie zwracał się Pan do mnie po nazwisku. Wszyscy na pokładzie tego statku wiedzą, że tego nie lubię.
- Nie mamy na to czasu. Jaka jest sytuacja? Ani nawigatorzy, ani ludzie od czujników nie potrafią nam wiele powiedzieć.
- Muszą się wiele nauczyć. Gdyby sprawdzili wyniki ze spektrometrów i przestawili czujniki na częstotliwości ...
- Na prawdę nie mamy na to czasu! Co mamy?
- Do konwoju zbliżają się statki, których profil fizyczny lekko odbiega od zwykłego pojazdu bojowego.
- Do rzeczy! -
Przerwał dyskusję kapitan. Lubił tego staruszka, jednak Freon wyraźnie wybrał sobie zły moment na wykład.
- Cóż ... są wyposażeni w broń z głowicami jądrowymi. Prawdopodobnie pociski termonuklearne, chociaż po takie szczegóły musielibyśmy chyba wlecieć sondą do ich składów amunicji, mogę jedynie zgadywać.
- Jakie mamy szanse na ucieczkę? - Zapytał dowódca.
- Tylko bez paplaniny! - Dodał z powagą szef zespołu naukowego do swojego podwładnego.
- Żadne! - O dziwno starzejący się badacz był bardzo rozbawiony pytaniem. - Jakieś siedem sekund temu pierwsze głowice opuściły statki wroga. Możemy mieć jedynie nadzieję, że tarcza pochłonie znaczną część energii, a konstrukcja statku wytrzyma resztę. Przy odrobinie szczęścia ktoś znajdzie się między nami a rakietą.
- Thor? - Padło z ust kapitana Spirita pytanie zabarwione lekką desperacją.
- Nie, ponieśliby ogromne straty, to sytuacja w której, eskorta na niewiele się zda. Liczyłbym na nasze silniki i tarcze...

Dyskusja nad wszystkimi możliwościami, wszystkimi za i przeciw trwała jeszcze chwilkę, jednak szybko została przerwana przez kolejne sygnały alarmowe. Czerwone światła zapalały się na coraz to nowych ekranach. Pierwszy był oczywiście panel bojowy wyrzucający dane z czujników zbliżeniowych. Kolejne alarmy były tylko ostrzeżeniami o gwałtownych manewrach jednostek w najbliższej przestrzeni, jednak te dawały pewną nadzieję.

Pociski zbliżały się z sekundy na sekundę i powoli klarowała się sytuacja w przestrzeni. Jako pierwszy na linii ognia ustawił się okręt cesarskiej floty, później na drodze uderzenia pojawił się Thor, a dopiero za tymi statkami na trasie pocisków znajdował się delikatny statek badawczy. W połączeniu z dość silnymi tarczami, jak na statek nieprzewidziany do walki, ich szanse zaczęły znacząco rosnąć. Mimo wszytko przy bezpośrednim trafieniu nie mieli większych szans. Ich kadłub był odporny co najwyżej na żar gwiazdy, gdyby zdarzyło im się podlecieć do jakiejś planety bliżej swojego słońca, jednak na pewno eksplozja głowicy nuklearnej w niewielkiej odległości od statku spowodowałaby jego kompletne zniszczenie.

Na ekranie głównym wyświetlany był stały obraz nadawany z jednej z sond wystrzelonych w kierunku agresorów kilka chwil wcześniej. Zdążyła dotrzeć do połowy drogi między wrogimi statkami, a uciekającym konwojem, dzięki czemu nadawała się idealnie do monitorowania sytuacji. Obraz był jednak bardzo nieprzyjemny. Chmara głowic zbliżała się nieuchronnie do okrętów, a licznik w prawym dolnym rogu wyświetlacza odliczał czas jaki pozostał do końca

Pozostały czas: 17 sekund.

- Natychmiast ustawić osłony na pełną moc! - Wykrzyknął kapitan Spirit.
- Pozwoliłem sobie zrobić to już wcześniej, z laboratorium. - Zabrzmiała w intercomie odpowiedź Freona.
Tinkle był wściekły. Następnym razem nie pozwoli mu na taką samowolkę! Rozkazy rozkazami i nawet stara znajomość z kapitanem nie pozwalała staremu naukowcowi samemu decydować o takich rzeczach! Nie był nawet przewodniczącym naukowcem na pokładzie!

Pozostały czas: 14 sekund.

Chaos tak na mostku, jak i na pokładzie pogłębiał się. Wszyscy gdzieś biegali, każdy miał jakieś zajęcie. Niewielu uda się cokolwiek sensownego zrobić, ale przynajmniej dowódca nie będzie się czepiać, kiedy zobaczy raporty. Albert Tinkle miał własny plan ratowania okrętu. W przeciwieństwie do kapitana z niezbyt naukowym podejściem miał zamiary czysto praktyczne. Korzystając z własnego komunikatora przekazał kilka szybkich rozkazów.
- Laboratorium, macie zadanie. - Mówił szybko, acz pewnie. - Odpalcie nasz reaktor z pominięciem procedury bezpieczeństwa, powinno to zająć mniej niż dziesięć sekund.
- Tak jest, co dalej?
- Bądźcie gotowi przekierować jego moc do tarcz i napędu. Nie wiem, czy generatory statku nie padną już po pierwszym uderzeniu.


Pozostały czas: 9 sekund.


Procedura rozruchu reaktora rozpoczęła się bez problemów. Był niestabilny. Co prawda zawsze był niestabilny, jednak bez dodatkowych zabezpieczeń jego praca była jedną wielką niewiadomą. Ważne, że wszystkie czujniki jednoznacznie potwierdzały jego działanie i dodatkową moc wypływającą z laboratoryjnego prototypu. W zasadzie była to ostatnia dobra wiadomość

Pozostały czas: 0 sekund.

Potężna eksplozja zatrzęsła całym statkiem. Na dłuższą chwilę wszystkie sensory i anteny zostały oślepione ogromną falą promieniowania we wszystkich częstotliwościach poczynając od promieniowania światła widzialnego, przez fale radiowe na promieniowaniu X kończąc. Dziewięćdziesiąt procent wszystkich urządzeń skanujących przestrzeń dookoła wysiadła z przeciążenia. Na szczęście reaktor w laboratorium nadal pracował i mimo osiągnięcia jedynie sześćdziesięcioprocentowej sprawności przejął na siebie znaczą część zasilania na statku, co widać było jedynie po wskaźnikach obciążenia. Załoga pewnie nawet nie zauważyła przełączenia.
- Będzie ciężka jazda. - Mruknął pod nosem stary wyga Zakary i złapał się mocniej jakiegoś sprzętu w pomieszczeniu czujników, gdzie akurat przebywał. Aż za dobrze pamiętał, że nie leciała ku nim tylko jedna rakieta.

BŁYSK

Laboratorium czujników, niecałe 10 minut po skoku.



Wszystkie monitory śnieżyły, albo dawały odczyt zerowy. Za wyjątkiem kilka podstawowych sensorów Freon nie był w stanie skorzystać z żadnej aparatury pokładowej. Był wściekły. Cały ten sprzęt był bardzo delikatny, a te przeklęte głowice równie dobrze mogły go roztrzaskać na drobne kawałeczki i odbudowa byłaby wtedy niemożliwa bez doku. Z tym, co mu pozostało zabrał się do pracy. Chciał odzyskać chociaż część sprawności czujników. Bez tego statek byłby ślepy i głuchy, jak jakaś toporna maszyna bojowa cesarskich, którzy w dodatku nie mieli nawet pojęcia o istnieniu połowy z wszystkich technologii, których on używał tutaj bez przerwy.

Mostek statku badawczego L-17 “Odyn”

Cała sytuacja niespodziewanie się unormowała. Nagły błysk mógł być równie dobrze kolejną nuklearną eksplozją, jak czymkolwiek innym. W tej chwili już nikt niczego nie był pewien, ani nawigatorzy, ani naukowcy zajmujący się swoimi sensorami. Po drugim błysku wszystkie systemy zaczęły powoli wracać do normy, a po walce nie było żadnych śladów. Jedynie grupa statków unoszących się trochę bezwładnie w przestrzeni.

Kapitan zaczął wypluwać z siebie rozkazy. Na początek zwrócił się do swojego drugiego oficera.
- Lidia, masz dziesięć minut na sporządzenie pełnego raportu o ewentualnych startach w załodze.
- Tak jest!
- Panie Amar, pełny raport o uszkodzeniach jak szybko się da.
- Aye, aye sir!

Po dowódcy widać było zdenerwowanie. Od miesięcy latali w kompletnie martwej i spokojnej przestrzeni i nigdy jeszcze nie znaleźli się nawet pod ostrzałem. Kilka razy zdarzyły się małe statki pirackie, jednak szybko odstraszał, lub niszczył je Thor. Teraz sytuacja wyglądała inaczej. Rutyna dawała się we znaki i dawno już zapomniane procedury trzeba było wymyślać na nowo.
- Nawigacja!
- Sir?
- Proszę o dokładny raport o naszym położeniu.
- Nie rozumiem.
- Kilka minut temu mieliśmy przed sobą mgławicę, a teraz jakby mi jej tutaj brakuje.

Dopiero teraz wszyscy zdali sobie sprawę, że nie przekraczając wrót, ani nie wykonując żadnych wyjątkowych manewrów znaleźli się w kompletnie innej przestrzeni. Nie tylko brakowało tutaj rzeczonej mgławicy, ale też wszystkiego innego co ich przed chwilą otaczało.Wszystkiego za wyjątkiem pozostałych statków. Nawigatorzy dwoili się i troili, jednak bez rezultatów. Wiele czujników nadal nie odzyskało pełnej sprawności, co znaczyłoby iż wymagana będzie naprawa z zewnątrz, nim znów będzie można ich użyć. Ostatecznie padła odpowiedź.
- Sir.
- Mówcie.
- Znaleźliśmy się bardzo daleko od znanych nam układów. Nasze systemy nie wykryły żadnych, nawet śladowych, elementów które dałoby się dopasować do naszych map gwiezdnych.
- Nie rozumiem.
- Jesteśmy za przeproszeniem, w głębokiej dupie, sir, i nie wiemy jak się z niej wydostać. Żaden statek ze znanych światów nigdy tutaj nie dotarł i prawdopodobnie nie dotrze przez tysiące lat. Nie mamy żadnych danych o tym systemie.


Jack Spirit, doświadczony dowódca wielu okrętów był w szoku. Takie rzeczy przecież nie są możliwe bez użycia wrót, takie rzeczy po prostu nie zdarzają się. Tym razem jednak wszystko było zupełnie na odwrót. Wszystko układało się w najmniej prawdopodobny scenariusz, a jednak dział się na prawdę i nikt nie potrafił mu tego wytłumaczyć. Miał chwilowo dość.

- Będę u siebie, raporty nadal chcę mieć u siebie na zaraz. Batwire, chwilowo przejmujesz dowodzenie.
- Oczywiście, sir.
- Upoważniam Cię też do mówienia w naszym imieniu.
- Jakieś wytyczne, sir?
- Nie mówcie nikomu poza ludźmi z Thora o stanie statku i załogi. Niech sami sprawdzą, jeśli bardzo chcą wiedzieć.
- Tak jest!


Nie minęło pięć minut, od kiedy kapitan opuścił mostek, a już w eterze wybuchła burza. Osiem godzin do zebrania dawało dość czasu, aby kapitan wypoczął, a załoga zaczęła prowadzić poważniejsze naprawy. W zasadzie nie było tak źle, gdyby nie fakt, że wiele systemów pracowało teraz na niepewnym i niestabilnym laboratoryjnym reaktorze plazmowym.

Kiedy tylko ucichła komunikacja ze statkiem floty cesarskiej łącze znów otworzyło się. Tym razem był to znajomy głos.
- Tu mówi kapitan Rafael Botheroyd, jak wygląda wasza sytuacja?
- Tu John Batwire w zastępstwie kapitana, zdaje się, że wszystko wygląda lepiej niż się obawialiśmy. Nie znamy jeszcze pełnego bilansu strat i uszkodzeń, to przecież ogromny statek. - Zamyślił się na chwilę. - Będziemy potrzebować od was dwójki żołnierzy do eskorty kapitana na spotkanie.
- I wszystkie dane z waszych czujników po pierwszej eksplozji. - Wtrącił się Albert. - Nasze są zbyt czułe i po pierwszym uderzeniu kompletnie wysiadły z przeciążenia.

Laboratorium czujników, ponad 40 minut po skoku.

Nareszcie! Stary “dziadunio”, jak zwała go spora część załogi, zdołał wreszcie przywrócić do życia najprostsze sensory. Nadal wiele z nich wymagało naprawy i prawdopodobnie powrót do pełnej sprawności zajmie kilkanaście godzin, a w najgorszym wypadku nawet kilka dni. Mimo wszystko pierwsze odczyty zaskoczyły go bardziej, niż cokolwiek w jego dotychczasowej karierze naukowej.


Przestrzeń dookoła statku była o wiele spokojniejsza, niż w znanych światach. W zasadzie brak było tutaj jakiejkolwiek aktywności. Ani jednego sygnału statku, nawet na obicie planet. Jedynie słabe echo elektromagnetycznej aktywności na drugiej planecie układu. Jako jedyna planeta w całej systemie zdawała się ona budzić nadzieje na napotkanie rozumnej cywilizacji.

Takiego odkrycia nie mógł zmarnować. Od razu rozkazał wysłanie dwóch sond w kierunku planety, sondy orbitalnej i próbnika atmosferycznego. Miał nadzieję, że ich czujniki z małej odległości dadzą mu o wiele większy zakres informacji, niż szczątkowe dane uzyskane z częściowo zniszczonych sensorów.
 
QuartZ jest offline  
Stary 11-07-2009, 20:35   #6
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 858 merill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwumerill jest godny podziwu
- Mówi Komandor Desjani, z pokładu krążownika Jego Cesarskiej Mości "Flogiston V". Właśnie wkroczyliście na tereny objęte wojną.

Trójka ludzi, kobieta i dwóch mężczyzn obecnych na mostku, wsłuchali się w słowa kierowane z krążownika cesarskiej floty. Piękna czarnowłosa kobieta, w uniformie kapitana cesarskiej Floty, zwróciła się do radiooperatora, siedzącego przy konsoli pełnej ekranów.

- Zrób głośniej.

W głośnikach odezwał się kolejny komunikat:

- Siedemnaście godzin temu do systemu wskoczyła vuldrokańska flota uderzeniowa, wiążąc jednostki sojusznicze w bitwie na obrzeżach systemu. Zgodnie z rozporządzeniem cesarskim #42C, dla własnego bezpieczeństwa zostaniecie odeskortowani przez nas do gwiezdnego portu Leminkainen. Stacjonująca tam flota zapewni wam bezpieczeństwo do czasu zakończenia ataku.

- Spodziewaliśmy się tego, bracie – Wysoki mężczyzna z insygniami Gwardii zwrócił się do drugiego towarzysza. Zdobiony feniks na jego napierśniku od razu zdradzał stopień kapitański w Gwardii. Evros de Varras mimo młodego wieku, był doświadczonym wojownikiem, mającym za sobą uczestnictwo w odsieczy Stygmaty.

- Tak, tylko działają szybciej niż przewidywał wywiad wojskowy. Nic dziwnego, że Desjani podjął taką decyzję. Ryzyko zdrady jest zbyt duże. – Odezwał się drugi mężczyzna, ubrany był w szaty Wojennego Bractwa. Jego szerokie barki zdradzały wielogodzinne, wyczerpujące treningi. Podobieństwo między dwoma mężczyznami można było odkryć na pierwszy rzut oka. Marco, bo tak miał na imię Adept Bractwa, był tylko o głowę niższy od brata.

- Alero, musimy się trzymać za Flogistonem V, Desjani jeszcze nie wie, że na pokładzie ma zdrajcę. Nie możemy stracić krążownika z oczu. – Evros wpatrywał się zimnym wzrokiem w tablicę wyświetlająca obecną sytuację wokół nich. Nie był to żaden wyjątkowo zaawansowany technicznie sprzęt, ale wystarczył do monitorowania najbliższej przestrzeni. Kilkanaście większych i mniejszych statków unosiło się wokół nich.

Kapitan przywołała gestem dziewczynę zajmującą fotel operatora aparatury do skoków warpowych, skośnooka dziewczyna o niebanalnej urodzie wyprężyła się jak struna przed swoim dowódcą.

- Ustaw ciąg na 80% mocy reaktora, trzymaj się w bliskiej odległości Flogistona…

Pierwszy oficer, a raczej oficerka Cynthia Wlesiak, zajęła miejsce obok nawigatora i po krótkiej wymianie zdań, zabrali się do realizacji rozkazów pani kapitan.

Gdzieś tam na ekranach, w odległym kwadrancie tej galaktyki trwały zaciekłe walki.

******

- Konwój Alpha, przyspieszenie maksymalne, kurs 012 na 001, formacja rozproszona.

Nagły rozkaz komandora wprawił w osłupienie większość ludzi znajdujących się na mostku Pioruna. Pierwsza zareagowała Alera:

- Coś jest nie tak!!! James – rzuciła do nawigatora – co pokazują czujniki?

- Nic pani kapitan. Spokój… lub jest drugie rozwiązanie, wróg jest za daleko i jeszcze nie jesteśmy w stanie go wykryć.

- Desjani to doświadczony człowiek, dzieje się coś złego. Nawigator zastosować się do zaleceń z Floigistona i trzymać się blisko krążownika, tylko migiem!!!

- Kapitanie Evros na pana miejscu radziłabym żołnierzom zająć miejsca w przedziale desantowym. Tak na wszelki wypadek.

Dowódca oddziału desantowego skinął głową swojemu bratu:

- Jasne, Marco zejdź do nich, za pięć minut mają być w pełnej gotowości bojowej, gotowi do desantu.

On sam wolał zostać na mostku, chciał mieć pogląd na wszystko. Jego misja była zbyt ważna, by mógł sobie pozwolić na błędy. Cesarz nie należał do pobłażliwych ludzi, a tym bardziej zwierzchnicy jego Gwardii. Wiedział, że na swoim bracie mógł polegać, zarówno jeśli chodzi o wierność jak i skuteczność w walce.

Kiedy zakonnik zniknął we włazie prowadzącym ku przedziałowi desantowemu, w głośnikach rozległ się trzeszczący głos z krążownika:

- Konwój Alpha, tu komandor Desjani, odłączamy się od formacji, kontynuujcie ze stałym kursem. Zaraz dotrzecie do mgławicy. Na miejscu wyłączyć wszystkie emitujące sygnały systemy, powtarzam, wyłączyć systemy emitujące sygnały!

- Sir! – krzyknął nawigator, wskazując na monitory czujników – Pani kapitan, kilka wrogich statków, zauważyli konwój i kierują się w jego stronę!!!

Teraz już sytuacja wydawała się klarowniejsza, co nie znaczyło, że przyjemna. Pierwsza oficer odezwała się tuż po nawigatorze.

- Wystrzelili pociski… to chyba głowice jądrowe.

- Flogiston zwalnia, sir! Wygląda na to, że chce osłonić konwój!!!

- Schować się za nim, i przesłać całą moc do systemów zagłuszania i maskowania. Musimy zdążyć ukryć się za krążownikiem, z takim pancerzem nie jesteśmy w stanie przetrwać nawet pośredniego trafienia. Wykonać natychmiast!!!

Pierwsza oficer i nawigator, dwoili się i troili przy konsolach, co chwila wykrzykując doi głośników rozkazy dla maszynowni.

- Salwa zbliża się pani kapitan!!! Wygląda na to, że większość trafi w krążownik. Niech Wszechstwórca ma ich w swojej opiece, kilka jednak minie Flogiston… obyśmy byli wtedy jak najdalej…

Alera zajęła miejsce w fotelu kapitańskim, wskazując stanowczym gestem Evrosowi, że ma zająć miejsce obok niej. Wszyscy w pośpiechu zapinali pasy foteli.

Na mostku zrobiło się cicho, czarny ekran z mrugającymi punkcikami, był teraz całym ich światem.

Nawigator po cichu odliczał:

- Pięć do uderzenia…

- Cztery…

- Trzy…

- Dwa…

- Jeden…

Statkiem wstrząsnęło… i ostro szarpnęło, a przez szyby kokpitu wpadł do środka oślepiający blask wybuchów.

- Kilka głowic uderzyło we Flogiston, sir! Reszta przeszła bokiem!!!

- Druga salwa, sir!!! To koniec…

BŁYSK

Potem na całym statku nastała chwilowa ciemność. Wszystkie systemy wyłączyły się by za moment restartować. Ekrany czujników ożyły na nowo, a na statku znowu zaświeciło się słabe światło.

Alera zerwała się pierwsza z fotela:

-Meldować co się stało? Jakie straty? Co z innymi?

Krew spływała z rozciętego łuku brwiowego nawigatora, który nie zdążył zapiąć pasów przed eksplozją, jednak mężczyzna nie zważał na to wykonując rozkazy swojej kapitan.

- Ocalało chyba siedem jednostek, przynajmniej tak informują nasze czujniki. Od Flogistona wykrywają największe dawki promieniowania, statek jednak cały czas się trzyma, choć to oni przyjęli połowę głowic. Piorun nie doznał szkód, wszystkie systemy zdają się działać poprawnie, maskowanie także. Tylko jest coś innego…- urwał wpatrując się w pierwszą oficer.

Kobieta odpowiedziała za niego:

- Nie potrafimy rozpoznać gdzie jesteśmy. Profil promieniowania tego układu nie odpowiada żadnemu z cesarskiej bazy, a to znaczy, że jesteśmy gdzieś, gdzie nie było nas od bardzo dawna.

Nie zdążyli jeszcze zareagować na te rewelacje, kiedy usłyszeli kolejny komunikat:

- Konwój Alpha, tu komandor Desjani. Mamy ciężkie straty w ludziach i sprzęcie ale sytuacja na pokładzie wydaje się znowu stabilna. W związku z dziwnymi okolicznościami, zarządzam spotkanie dowódców statków konwoju za osiem godzin. Promieniowanie u nas jeszcze przez jakiś czas nie pozwoli na przyjmowanie gości ale dane wykazują, że "Słoneczny wiatr" powinien mieć odpowiednie pomieszczenia na tę okazję. Spotkamy się na miejscu. Bez odbioru.

Pierwsza odezwała się kapitan Alera:

- Wezwij lekarza Cyntio, niech opatrzy Demsa. Sprawdzicie wszystkie układy statku, chcę mieć za pół godziny meldunek o wszystkim. I przygotujcie prom na Flogiston, nie sądzę, że na tym obuńskim statku będzie oszałamiająco duży hangar. Rozumiem kapitanie Evros, że zechcesz mi towarzyszyć w spotkaniu? – zapytała zmysłowo składając usta.

- Oczywiście – Hazat udał, że nie zauważył wyzywającego spojrzenia.
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline  
Stary 13-07-2009, 22:47   #7
 
Lance's Avatar
 
Reputacja: 9 Lance nie jest za bardzo znany
SWP "Dłoń al-Malika"

*
- ….w czasie działań wojennych, upoważnieni jesteśmy do ostrzelania wszystkich jednostek, które oddalą się od trasy konwoju. Przyznano wam marker Alpha.
- Konwój Alpha, zwrot przez bakburtę na kurs 034, kąt opadania 213, przyspieszenie 80g. Wykonać. Za trzy... dwa... jeden...

- Tu SWP „Gruba Berta”. Przyjąłem. Bez odbioru.
„Gruba Berta” powoli, niezdarnie zajęła miejsce w konwoju. Masywne cielsko okrętu wyróżniało się na tle pozostałych statków, wielkością będąc porównywalnym z krążownikiem.

*

Po al-Maliku widać było zdenerwowanie.
- Co się dzieje, pierwszy? Jakieś kłopoty?
Marcos Tuvell, szef Pozyskiwaczy i pierwszy oficer statku, podrapał się po głowie.
- Bitwa, sir, bitwa w układzie…Vuldrokańska flota uderzeniowa. Krążownik JCM „Flogiston V” zapewni „Grubej Bercie” tymczasową ochronę.
- „Grubej Bercie”? – baron Muwaija al-Malik aż poczerwieniał – ten statek nazywa się teraz „Dłoń al-Malika”! Ile razy mam to powtarzać?
- Niech będzie „Dłoń” – Pozyskiwacz wzruszył ramionami – w każdym razie wychodzi na to, że…
- Że wdepnęliśmy w niezłe gówno, sir! Słuchajcie! – Steve Lampas, genin Pozyskiwaczy i drugi oficer „Grubej Berty”, grubym paluchem wskazał na głośniki. Zupełnie niepotrzebnie zresztą, wszyscy słyszeli wyraźnie, a głośniki też nie zmieniły wszak miejsca położenia… Z głośników wydobył się głos pierwszego oficera z „Flogistona”.
- Konwój Alpha, przyspieszenie maksymalne, kurs 012 na 001, formacja rozproszona.

*

Wśród trzasków, pstrykania przełączników, buczenia syren alarmowych, powoli zostało przywrócone zasilanie.
Pobladły baron ledwo trzymał się na nogach. Dłonie kurczowo zacisnął na poręczach. Szok, jaki malował się na jego twarzy, nie był jednak tylko jego udziałem.
- Niech... Niech Wszechstwórca ma nas w swojej opiece... Co…? Co to było? Gdzie my jesteśmy?
Nikt nie odpowiedział. Piloci usiłowali ustabilizować okręt, podoficerowie przy skanerach próbowali cokolwiek odczytać, a Marcos, podobnie jak kapitan, wpatrywał się ogłupiały w wizjer, obserwując dryfujący krążownik, nadal jeszcze rozrywany pomniejszymi eksplozjami.
Dopiero, gdy al-Malik powtórzył pytanie, Steve odpowiedział niechętnie.
- Trudno powiedzieć, sir. Powoli przywracamy sprawność skanerów, ale to co widzę, wcale mnie nie cieszy. Mówiąc krótko… nie mam cholernego pojęcia, gdzie jesteśmy. To jakiś nieznany system… Na razie żadnych śladów cywilizacji. Żadnych sygnałów, żadnych fal… nic.
Baron zgarbił się. Poczuł teraz, jak bardzo nie jest przygotowany do roli kapitana.
- Zbierzcie raporty z całego okrętu. Chcę wiedzieć, w jakim jesteśmy stanie. Generator jak rozumiem w porządku? Mathias? – Marcos bez wahania przejął dowodzenie.
- Chwilowy spadek mocy, ale wszystko wraca do normy – Mathias, najmłodszy spośród podoficerów „Grubej Berty”, jak zawsze mówił niepewnie, lekko się jąkając – Ogólnie wygląda na to, że brak jest większych uszkodzeń. Przyjmuję meldunki z poszczególnych sekcji, Sardan wysyła ekipy na bieżąco na miejsce. Na razie brak strat w ludziach, tylko kilka rannych. Jest spory bałagan w hali produkcyjnej… A co się dzieje z naszym specjalnym ładunkiem, to aż boję się pytać…

*

- Konwój Alpha, tu komandor Desjani. Mamy ciężkie straty w ludziach i sprzęcie ale sytuacja na pokładzie wydaje się znowu stabilna. W związku z dziwnymi okolicznościami, zarządzam spotkanie dowódców statków konwoju za osiem godzin. Promieniowanie u nas jeszcze przez jakiś czas nie pozwoli na przyjmowanie gości ale dane wykazują, że "Słoneczny wiatr" powinien mieć odpowiednie pomieszczenia na tę okazję. Spotkamy się na miejscu. Bez odbioru.
Po usłyszeniu komunikatu baron wyraźnie pojaśniał.
- Szykujcie… - tu się skrzywił – „Lolę”… Lecę natychmiast. Wreszcie się wyjaśni o co chodzi. Z pewnością „Flogiston” dysponuje lepszymi czujnikami niż ten złom. Znajdziemy najbliższą bramę i wracamy do domu. Servo, Muskal, za mną. Marcos, przejmujesz dowodzenie. Idę do mojej kajuty, muszę się przygotować do spotkania.
Po jego wyjściu pierwszy oficer rozejrzał się powoli. Wszyscy obecni na mostku przyglądali mu się uważnie. Czekali.
- Wszystko będzie dobrze. Nie wiem, gdzie jesteśmy, ale na szczęście nie jesteśmy tu sami. Do roboty! Mathias, co z tym raportem? Acha, i jeszcze jedno… Rozpocznijcie skan systemu. Jeśli nie ma tu żadnej cywilizacji, może się okazać prawdziwą kopalnią złota!
Załoga rozluźniła się. Marcos ma rację, nie jest tak źle. W końcu jesteśmy Pozyskiwaczami. Nie tylko wyjdziemy z tego żywi. Wyjdziemy z tego bogaci!
 

Ostatnio edytowane przez Lance : 13-07-2009 o 22:56. Powód: lapsus
Lance jest offline  
Stary 14-07-2009, 00:37   #8
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 582 Tadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemuTadeus to imię znane każdemu
Kajuta Komandora Desjani, sześć godzin po skoku.

Dowódca krążownika spojrzał na wysokie stosy dokumentów zalegających na jego masywnym, drewnianym biurku. Według najnowszych raportów życie straciło ponad pięćdziesięciu marynarzy, w tym parunastu doświadczonych podoficerów, którzy od lat służyli pod jego rozkazami. Lista rannych była znacznie dłuższa. Pokładowe ambulatorium pękało w szwach, zmuszając sanitariuszy do ustawienia dodatkowych łóżek w zapasowym rufowym hangarze. Równie beznadziejnie wyglądały raporty uszkodzeń. Statek chwilowo utracił ponad połowę siły ognia i ciągu napędu. Ponad jedna czwarta kadłuba wymagała prac remontowych i uszczelniania. Brakowało ludzi i części zamiennych.

Komandor westchnął ciężko i wyciągnął dłoń w stronę stojącej na biurku butelki hawkwoodzkiej whisky.


Bursztynowa zwartość zalśniła wdzięcznie, rozpraszając słabe światło stojącej nieopodal lampki. Opuszki palców czule musnęły zdobione szkło. Po chwili zastanowienia, wróciły jednak na blat. Butelka wylądowała znów w barku.

Desjani ponownie uruchomił swój terminal i po raz drugi odtworzył nagranie bitwy w mgławicy. Przekaz zniekształcony był promieniowaniem wybuchów i radiacją z samej chmury ale zawierał wystarczająco danych, by dokonać podstawowej analizy. Wzrok dowódcy utkwił na małym migającym punkcie, oznaczonym słowem "Skarabeusz". Obiekt pojawiał się i znikał, zmieniając w chaotyczny sposób, rozmiar i charakterystykę sygnatury. Komandor podrapał się zamyślony po brodzie, notując spostrzeżenia w podręcznym notesie. Po chwili przeniósł uwagę na symbol dyplomatycznego kuriera, który zignorował polecenia, emitując wiązkę awaryjnych fal radiowych, ułatwiając tym namiar wrogim rakietom. Desjani skrzywił się w duchu, lecz podjął analizę bitwy, przyglądając się też innym statkom konwoju.

Po godzinie, przetarł zmęczone oczy i spojrzał na wiszący na szafie mundur galowy. Jeszcze niedawno miał nadzieję, że założy go już tylko jeden ostatni raz, w czasie oficjalnego zwolnienia ze służby. Niesamowicie, jak odległa i niedorzeczna wydawała się teraz ta myśl...

Główny pokład hangarowy Flogistona V, osiem godzin po skoku.

- Proszę tędy... tak... proszę podążać za czerwoną linią. Alarm? Nie, wszystko jest w porządku, to tylko rozregulowany system awaryjny. Tak, sir... jestem pewien, że hangar nie jest skażony promieniowaniem... - młody, ubrany w mundur galowy, marynarz odetchnął głęboko, starając się ukryć poirytowanie. Przedstawiciele statków od piętnastu minut zbierali się na pokładzie hangarowym Flogistona, czekając na prom ze "Słonecznego Wiatru". Niektórzy nieufnie sondowali się wzrokiem, inni inicjowali krótkie rozmowy i pierwsze próby wybadania towarzyszy niedoli. Na szczęście, wyczekiwany prom po chwili wylądował w hangarze. Niestety, miejsca na pokładzie nie starczyło dla pełnej grupy, w związku z tym wysmukły pojazd musiał latać dwa razy, potęgując dodatkowo zniecierpliwienie czekającej grupy.

Hangar kuriera zdecydowanie różnił się od zużytego, połyskującego surowym metalem, wnętrza odpowiednika wojskowej jednostki. Tu wszystko było czyste, poukładane i wyglądało jak nowe.

Do docelowej sali prowadził prosty, niczym nieozdobiony korytarz barwy białej. Gdy uchylono drewniane, dębowe drzwi bogato upstrzone motywami roślinnymi, oczom przybyłych ukazał się obszerny przedsionek. Wewnątrz, u sufitu światło rozchodziło się, niczym z kopuły. Wydawało się dobrane tak, by do złudzenia przypominało słoneczne. Łagodne, miłe dla oka natężenie nie pozostawiało ani skrawka pomieszczenia w najmniejszym choćby cieniu.


Naprzeciwko wejścia, u krańca sali, znajdował się przedsionek, a tuż za nim drzwi do następnej sali. Jednakże to właśnie tutaj, na ośmiu ustawionych kanapach usadzeni zostali goście. Najwidoczniej gospodarz zaplanował spotkanie właśnie tutaj, w przedsionku.

Zadbano, by na stolikach znalazły się przekąski oraz napoje stosowne do pory i natury spotkania. Na kanapie zwróconej na wprost wejścia spoczywał ambasador JCM . Po jego prawej ręce stał rosły Obun, który odziany w białe, obszerne szaty, zdawał się z zainteresowaniem obserwować każdego z reprezentantów. Każdego z nich obdarzył ukłonem przy wejściu i z każdym choć raz skrzyżował spojrzenie. Ów mężczyzna zdawał się pełnić rolę osobistego sekretarza Ambasadora.


Po lewej stronie kanapy zasiadał kapitan Hawkwood. W ręku trzymał notes elektroniczny, zaś przy uchu widać było małą słuchawkę. Najwidoczniej arystokrata niechętnie powierzał swój statek pierwszemu oficerowi i chciał być na bieżąco informowany o jego kondycji.


Sam Ambasador ubrany był w jasne, powłóczyste szaty, doskonale współgrające z jasnymi barwami pomieszczenia. Z jego postaci, podobnie zresztą, jak z całego miejsca spotkania, przebijał spokój i harmonia. Gdyby nie rozstawieni w kątach, o kilka kroków od wejścia czterej ludzie o nienagannie skrojonych jasnych ubraniach i równie stanowczych rysach twarzy, można by odnieść wrażenie, że jest to spotkanie rodzinne, a nie narada dotycząca kwestii ważkich.


***


Pierwszy zabrał głos Komandor Desjani, kłaniając się wszystkim zebranym. Nie pominął przy tym, czekającego już na nich gospodarza, dla którego zarezerwował nieznacznie dłuższy ukłon. Komandor na tę okazję przywdział oficjalny mundur z wysokim, kapitańskim kołnierzem. Surowość jego aparycji o dziwo idealnie pasowała do tradycyjnego, szlachetnego kroju oficerskiego stroju. Na oszczędnie wyszywanym złotem, czarnym materiale, dało zauważyć się tylko skromne symbole statusu kapitana i cesarskiej floty. Jeśli posiadał dodatkowe odznaczenia, a zapewne tak było, postanowił ich w tym gronie nie prezentować.

Zwrócił się w kierunku ambasadora i przemówił niskim, donośnym głosem
- Na wstępie chciałbym przeprosić Jego Ekscelencję za to niekonsultowane wcześniej najście. Naturalnie, postaram się, by w przyszłości nasza współpraca odbywała się za zgodą i wiedzą obu stron. Mam nadzieję, że ambasador przyjmie moje najszczersze przeprosiny.

Po tym wstępie, odwrócił się do reszty delegatów
- Postaram się nie zajmować Państwu zbyt wiele czasu. Omówię tylko podstawowe kwestie taktyczne i oddam głos zgromadzonym.

- Jak zapewne Państwo wiecie, osiem godzin temu za pomocą niezidentyfikowanego artefaktu, udało nam się opuścić system Leminkainen i dokonać przeskoku do nieznanej przestrzeni, w której znajdujemy się obecnie. Dla wszystkich nas jest to wielce niepokojąca sytuacja, choć wiążą się z nią zapewne potencjalne korzyści - komandor spojrzał w stronę przedstawicieli Ligii Kupieckiej.

- Mimo wszystko, w obecnej sytuacji zdani jesteśmy tylko na siebie i kluczem to przetrwania i wyniesienia z tej sytuacji jakichkolwiek korzyści jest ścisła współpraca. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie mam prawa żądać od Państwa zdradzania mi sekretów waszych jednostek... mimo wszystko uważam jednak, iż podstawowa wiedza na temat naszych wzajemnych możliwości i potencjału statków jest kluczem do przetrwania - przerwał na chwilę, by przyjrzeć się wyrazom twarzy zebranych, po czym kontynuował
- Dokładna analiza bitwy w mgławicy i obecnych emisji statków, pozwoliła mi stwierdzić, iż częściowo dysponujemy jednostkami o wyjątkowych możliwościach - na sekundę zatrzymał wzrok na delegacji "Skarabeusza", po czym przeniósł go na kapitana "Odyna" - jest wśród nich między innymi jednostka Najwyższego Zakonu Inżynierów, której sensory, według naszych odczytów, wykraczają daleko poza zasięg pozostałych statków i mogłyby zapewnić flocie dodatkowe informacje, na temat otaczającej nas przestrzeni.

- Przedstawiłem już motywy, więc pozwolę sobie przejść do samej prośby... Na ile to możliwe, prosiłbym zgromadzonych o podstawowe informacje na temat specjalizacji i potencjału obecnych w konwoju jednostek. Nie będziemy w stanie operować skutecznie w potencjalnie wrogiej przestrzeni, jeśli nie poznamy naszych silnych stron i nie nauczymy się kooperować. Nie wiemy, czy wrócimy nawet do domu, więc ukrywanie tajemnic i potencjału statków nie zapewni nam przewagi, a może się okazać tragicznym w skutkach zaniedbaniem, które spowoduje, iż żadna ze stron nie wyciągnie z obecnej sytuacji korzyści. Prosiłbym też, by od teraz istotne informacje przesyłać nie tylko do statku flagowego ale do wszystkich jednostek zgrupowania. W ten sposób wszyscy dysponować będziemy potrzebnymi do działania danymi. Mam nadzieję, że będzie to pierwszy krok w stronę, wspomnianej już, otwartej wymiany informacji.

- To tyle, słowem wstępu, oddaje teraz głos innym zgromadzonym -
ukłonił głowę z szacunkiem i zajął miejsce na kanapie.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 02-08-2009 o 02:42. Powód: Przedostatni akapit i pojemność promu.
Tadeus jest offline  
Stary 20-07-2009, 12:57   #9
 
sante's Avatar
 
Reputacja: 31 sante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodzesante jest na bardzo dobrej drodze

- Witam. Nazywam się Isamu Marihito, kapitan Skarabeusza. - przywitał wszystkich obecnych młody, może trzydziestoletni mężczyzna z długich lśniących włosach. Na twarzy można było dostrzec na wpół przysłonięty przez włosy tatuaż. Postury raczej niewielkiej, bo mierzący zaledwie 170cm i ważący 65kg, był ubrany w czarne bojówki, które raczej nie należały do nowych, oraz w koszulkę bez rękawów, uwydatniającą wyrzeźbione ramiona.


- Zgadzam się, co do tego, że współpraca jest teraz jedynym najlogiczniejszym rozwiązaniem. W ramach dobrej woli podzielę się informacjami na temat możliwości mojego okrętu, niemniej jednak stawiam jeden warunek: wszelkie informacje, które ujawnię, nie mogą wyjść poza grono osób tu obecnych, po drugie każdy z was zobowiązuje się do zachowania tej wiedzy tylko w własnym umyśle, żadnych notatek, czy dzienników pokładowych.

- Dobrze, że Pan poruszył kwestie zysków. Jako, że większa część tu obecnych należy do Ligi Kupieckiej, w zamian za oddanie całkowitego dowództwa, rzecz jasna w ramach rozsądku, w Pana ręce, żądamy bezwarunkowego przekazania pozyskanych technologii, zdobytych podczas podróży, natychmiast po wydostaniu się na tereny znanego nam świata. Oczywiście chce mieć to na piśmie, gdzie będą widnieć sygnatury i pieczęcie waszych szlachetnych osobistości. Mam nadzieję, że pozostali Panowie z Ligi zgadzają się zemną, co do tej kwestii.

- Jeśli wszystko już sobie wyjaśniliśmy, to czekam na rozkazy kapitanie…? Właściwie to nie znam Pana godności.
 
__________________
"War. War never changes" by Ron Perlman "Fallout"

Ostatnio edytowane przez sante : 26-07-2009 o 18:07.
sante jest offline  
Stary 20-07-2009, 23:06   #10
 
QuartZ's Avatar
 
Reputacja: 13 QuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znany

Cytat:
-Mam nadzieję, że pozostali Panowie z Ligi zgadzają się zemną, co do tej kwestii.
- Wszystkie technologie pozostają w rękach Najwyższego Zakonu Inżynierów i to nasza decyzja kto uzyska do nich dostęp.
Pewny siebie głos zaprawionego w bojach dowódcy szybko uciął monolog. Zanim jeszcze przydzielono go do jednostki naukowej wiedział jak łatwo w słabych negocjacjach stracić o wiele więcej, niż sugerowałyby to proporcje sił.
Jego prezencja nie zostawiała miejsca na kompromisy. Ubrany w galowy mundur utrzymany niemal w matematycznym porządku i z nieskrywanymi nawet przed innymi wszczepami. Syntetyczne oczy były w stanie przewiercić człowieka na wylot swoim nie cierpiącym sprzeciwu wzrokiem. Cała dolna szczęka pokryta była cybernetycznymi modyfikacjami, a także szyja i większość podbródka. Prawdopodobnie był to jedyny sposób, aby naprawić szkody po jakiejś paskudnej ranie, chociaż mogło to być też cokolwiek innego. Nikt ze zgromadzonych nie potrafił tego jednoznacznie stwierdzić.

Cytat:
- Jeśli wszystko już sobie wyjaśniliśmy, to czekam na rozkazy kapitanie…? Właściwie to nie znam Pana godności.
-Jestem Jack Spirit, kapitan jednostki L-17, lub jeśli wolicie "Odyna", a to Albert Tinkle. Szef naszego zespołu badawczego. -Wskazał na stojącego po jego prawej stronie mężczyznę i uśmiechnął się nieznacznie. Albert szybko podjął dalszą przemowę.
- Prawdę powiedziawszy i tak tylko my jesteśmy w stanie wydobyć technologie z ewentualnie napotkanych "artefaktów", zatem kwestia tych znalezisk nie podlega dalszej dyskusji.
Naukowiec był równie pewny siebie, chociaż o wiele więcej brzmiało w jego głosie jadu. Najwyraźniej miał w zanadrzu kilka dodatkowych sztuczek na wypadek przyszłych protestów.
"Koniec stawiania warunków, teraz czas na delikatniejszą politykę." - Pomyślał kapitan. Nie pozwolił, aby ktokolwiek wtrącił się w ich wspólne przemówienie.
- Dziękuję Albecie. - Skinął głową, a naukowiec zrobił pół kroku w tył. - Jesteśmy oczywiście gotowi podzielić się wiedzą w zależności od okazanej nam pomocy i kooperacji. Wszelkie próby ataku i przejęcia technologii spotkają się natomiast z odwetem militarnym. - Kapitan skinął głową w stronę dowódcy Thora. - Jak i elektronicznym, a uwierzcie mi iż nikt z was nie chce, aby systemy podtrzymywania życia na waszych statkach zaczęły być kontrolowane z naszego pokładu. - Przez chwilę patrzył na wyraz twarzy zgromadzonych. - Daję wam jednak moje kapitańskie słowo iż bez absolutnie skrajnej konieczności nie podejmiemy takich kroków. Tak długo, jak długo pozostajemy w nieznanej przestrzeni uważam wszystkich tu zgromadzonych za ścisłych sojuszników.
 
QuartZ jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166