Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-09-2009, 13:47   #1
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
[sesja] Projekt Kain&Abel (18+)

- Gabrielu, dlaczego oni to zrobili?
- Dlaczego ich zabili? No wiesz...
- Nie, dlaczego tak powiedzieli? Dlaczego powiedzieli, że Boga już nie ma?
- Skłamali. Bóg wcale nie umarł. Po prostu oszalał... lecz nadal nas kocha.



01
[MEDIA]http://lorinale.republika.pl/tv.mp3[/MEDIA]
WEZWANIE

WEZWANIE

WEZWANIE




OBIEKT: 2-3-57-11-13-1-7-1923-29



Ustępując innym dla współzawodnictwa z nami nasze dobre obyczaje,
nie ściągajmy na siebie wstydu naszą dla nich obojętnością i nie wyrze-
kajmy się tym bardziej swego przed bogami lęku! Gdybym wiedział, że
tak postępujesz, dusza moja wezbrałaby radością.
.. bla bla bla!


Julian Apostata – facet, któremu się zdawało, że ma coś odkrywczego do powiedzenia. Problem polega tylko na tym, że zdawało mu się to widać nad wyraz usilnie, bowiem uwierzyli mu też inni, katując listami owego jegomościa swoje dzieci w wierze, że robi się coś dobrego. Granica między dobrem a złem... tego tworu nikt nie odkrył, coraz więcej też filozofów zaprzecza jego istnieniu. Czy można się zatem dziwić biednym rodzicielom, którzy choć sami nie rozumieją istoty dobra i zła, próbują jej nauczyć swojego potomstwa?

- Tylko dlaczego, do licha, to akurat mój umysł musi cierpieć wypociny Apostata?

„Lajf is brutal end ful of zasadzkas!” – od razu przyszło do głowy Loganowi powiedzenie jego kolegi z klasy – Krzesimira. Dziwna odmiana angielskiego pełna słowiańskich akcentów była ich własnym językiem. Pewnie byliby najlepszymi kumplami (na to zresztą liczył Krzesiek), gdyby nie to, że ten drugi był... zwyczajny. Szary i nudny, jak większość dzieciaków.

Logan podniósł się leniwie z łóżka i rozprostował kości, choć tak naprawdę wcale go nie bolały. Pora była już późna, w związku z czym należało zacząć przygotować się do snu.

I wtedy na dole rozległ się dzwonek do drzwi. Początkowo chłopak go zignorował, przypuszczając, że to jakiś znajomy ojca wpadł na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Kiedy jednak miał już wchodzić do łazienki, usłyszał wołanie rodzica:

- Logan, panowie do ciebie! – głos ojca był matowy, jakby ten starał się ukryć wszelki ładunek emocjonalny. A może nie chciał straszyć syna?

Nie spiesząc się specjalnie, chłopak zszedł po schodach by zobaczyć stojących w holu dwóch mężczyzn. Mieli na sobie kombinezony przypominające te należące do celników. Nie posiadali jednak żadnych oznaczeń czy naszywek umożliwiających rozpoznanie jednostki. Mężczyźni na widok Logana zasalutowali, a niższy z nich wyciągnął w kierunku nastolatka jakieś pismo.

- Loganie Gos, zostaliśmy tu przysłani z rozkazu Ewy Gos, twojej matki, która chce się z tobą pilnie widzieć, jednak na razie nie może opuścić podedeńskiej strefy, gdzie prowadzi obecnie badania. Oto treść rozkazu...

Gdy chłopak złapał w dłonie papier z krótkim, lakonicznym rozkazem, faktycznie rozpoznał pod spodem podpis matki. Czy jednak nie było dziwnym, ze tak nagle go wezwała? I że ojciec o niczym nie wiedział? No tak, w sumie to ostatnie nie było jednak zaskoczeniem. Rodzice nie rozmawiali ostatnimi czasy zbyt wiele ze sobą, matka coraz rzadziej też wracała do domu, a jak już, to zabierała Logana po prostu do jakiejś restauracji. Tylko jego. Chociaż oficjalnie nikt niczego jeszcze nie powiedział, młody Gos doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego rodzice są małżeństwem już tylko na papierku.

- Jedź Logan, to wygląda na coś pilnego. – powiedział ojciec, odczytując ciszę, która zapadła, jako element wahania.

Co miał zresztą zrobić? Pospiesznie spakował trochę ciuchów, parę kosmetyków oraz dwie losowo wzięte z półki książki i... wyszedł. Czy wiedział na jak długo opuszcza dom rodzinny? Nie. I nie powinien był tego wiedzieć.

***

Stary, lecz podrasowany jeep jechał nadzwyczaj cicho jak na ten rodzaj samochodu, doskonale radząc sobie z wszelkimi nierównościami terenu. Była głęboka noc, gdy opuścili teren zabudowany Edenu – dwóch milczących facetów na przednim siedzeniu i on sam z tyłu.
Pejzaż złożony przede wszystkim z pól uprawnych był tak monotonny, że mimowolnie Logan ziewnął kilka razy. Może nawet zdecydowałaby się na drzemkę, gdyby nie coraz to narastające podejrzenie... Wreszcie, gdy zobaczył ogromną szklarnię, którą mijał zawsze, gdy dostawał zezwolenie na odwiedzenie matki w pracy (zdarzyło się to ledwo trzy razy), zyskał pewność. Szklarnia zwykle była po prawej stronie samochodu w oddaleniu kilkuset metrów... tym razem jednak potężny budynek znajdował się po stronie lewej – dobre kilka kilometrów stąd!
Czyżby... Ewa Gos zmieniła miejsce pracy?
A może święciło się coś innego?




OBIEKT: 21670308-41220-221-1


To był udany wieczór! Dziś podziemie wreszcie jednogłośnie zatwierdziło projekt nowego zbioru wierszy młodych buntowników i jutro prawdopodobnie ruszy druk. Autor niemal jednej trzeciej z nich - Sergiusz Tarnajew wspiął się właśnie przez okno do swego pokoju na parterze nowoedeńskiej kamienicy. Będąc już w środku z przyjemnością wciągnął wieczorne powietrze w płuca, po czym zamknął okiennice. Wysłużone, lecz idealnie nań skrojone palto dziadka (takich rzeczy już nie wyrabiają) schował do szafy, a następnie włożył na nos okulary o grubych, czarnych ramkach. Chłopak uśmiechnął się krzywo do swojego odbicia w lustrze. Prawdą było, że nigdy nie potrzebował okularów czy innej formy korekcji, jednak bardzo często korzystał z tego typu wynalazków, by uchodzić za niepozornego chłopaczka, którego nikt nie brał na poważnie w kwestii poglądów politycznych, tym samym często mówiąc więcej niżby wypadało przy dorosłym.

- Za dnia zwykłym smarkaczem, lecz nocą...

- Serek, kolacja!
– dobiegł go głos matki z kuchni.

Znów więc udało mu się wrócić do domu idealnie. Tylko dlaczego mama wciąż musiała nazywać go „Serkiem”? I jeszcze się dziwiła, dlaczego to nie zaprasza koleżanek do domu. Ech, co za kobieta...

***

Wieczór z rodzicami minął jak zwykle na wesołym paplaniu przy stole oraz po posiłku nieco ostrzejszej, lecz wciąż przyjaznej wymianie zdań z ojcem. Byłby to jeden z wielu takich wieczorów w życiu Sergiusza, gdyby nie pukanie do drzwi. Pukanie było ciche, nie zwiastujące burzy, która dopiero miała się rozpętać...
Otworzyła matka.

- Tak? Och... – przed drzwiami stało dwóch mężczyzn w strojach strażników.
- Dobry wieczór. Pani Eva Tarnajew?
- Em, tak.
- Czy pani syn jest w domu?
- Serek? No tak, właśnie rozmawia z ojcem...
- Mamy sprawę do pani syna, prosilibyśmy, aby go przyprowadzić.
Zanim jednak Eva zdążyła się odwrócić, Sergiusz i Andriej byli już w przedpokoju.
- Czego chcecie od Sergiusza?
– zawołał butnie Andriej, obejmując syna ramieniem, jakby w ten sposób zaznaczając, że nie da skrzywdzić swego dziecka bez względu na to, co zbroiło.
- Proszę się nie denerwować. – jeden ze strażnikiem uśmiechnął się lekko – Pański syn nie jest o nic podejrzany. Zaginęła grupa chłopców, znajomych Sergiusza i właśnie trwają poszukiwania. Jedna z matek wskazała Sergiusza, jako osobę, która może mieć pojęcie gdzie ostatnio chłopcy przebywali, wobec czego prosimy, abyś – tu strażnik zwrócił się wprost do osiemnastolatka – udał się z nami i odpowiedział na parę pytań. Sporządzimy raport i nie będziemy ci już zawracać głowy.
- Raporty w środku nocy?
– nie ustępował Andriej - Toż to nad ranem Sergiusz może do was podejść. Nie mówiąc o braku nakazu i...
- Kochanie, przestań.
– po raz pierwszy zajęła stanowisko Eva mówiąc w sposób spokojny i wyważony – Gdyby to nasz syn zaginął, też chcielibyśmy żeby sprawa została załatwiona jak najszybciej, prawda?
- Tak, ale...
- Właśnie
– matka przyjęła nieznoszący sprzeciwu ton, którym zwykła wydawać rozporządzenia w firmie – Panowie strażnicy jak mniemam nie tylko teraz zaprowadzą mego syna do placówki, ale również przyprowadzą go rano?
- Ma się rozumieć!
- Poproszę zatem o panów nazwiska i jakiś telefon kontaktowy.


Kiedy Eva Tarnajew spisała strażników, jakby to ona była w tym dyskursie przedstawicielką władz, uśmiechnęła się uspokajająco do syna. Jej metamorfozy były zaiste godne miana aktorki roku.

- Idź skarbie, a jakby coś cię martwiło lub nie wiedziałbyś co zrobić, zawsze możesz zadzwonić do nas. Przyjedziemy natychmiast.

Co miał robić? Pożegnał się krótko z rodzicami i starając się nie patrzeć na twarze strażników, ruszył wraz z nimi w noc. Pocieszał się myślą, że być może faktycznie chodzi tylko o kogoś z jego znajomych (gorzej, jak to byli znajomi z podziemia), przecież inaczej dostałby cynk od kogoś z „Czarnego Sokoła”.

Szedł więc spokojnie pomiędzy funkcjonariuszami, którzy na szczęście nawet nie starali się go trzymać. Wtem usłyszał głos, a właściwie krzyk.

Padnij!

Niewiele myśląc wykonał polecenie, a coś zaraz potem zmiotło z nóg strażników. Nagle niewiadomo skąd pojawiły się kłęby dymu, które przysłoniły okolicę.

Jest ich znacznie więcej. Obserwowali cię, a teraz wkroczą do akcji, musisz uciekać.

Zaraz, kto to mówił? Dlaczego wydawało się, że głos dochodzi z tak bliska.

Nie ma teraz czasu na myślenie. Uciekaj, Sergiusz!

Chłopak zerwał się do biegu, słysząc jednocześnie tupot wielu nóg w pobliżu. Ten głos... dobiegał z jego głowy! Co tu się do diabła działo?!

W lewo! Skręć teraz w lewo.

Podpowiedział ów towarzysz, który wkradł się do umysłu Sergiusza.
Czy chłopak zamierzał posłuchać dziwnego stróża i podążać za jego wskazówkami, a może wolał oddać się w ręce strażników?
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 21-09-2009 o 14:19.
Mira jest offline  
Stary 21-09-2009, 18:25   #2
 
Mivnova's Avatar
 
Reputacja: 604 Mivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemu
Ziewnął po raz wtóry, przysłaniając usta dłonią, raczej z przyzwyczajenia, niż istotnie martwiąc się o konwenanse dobrego wychowania. Milczenie obcych początkowo mu się podobało. Pozwalało na swobodną lekturę książek, które zabrał. Jedna z nich okazała się szczęśliwym trafem: „ Drabina świadomości”. Przekrój przez poglądy dotyczące ludzkiej natury. Książeczka powojennej autorki, której nazwiska nie znał i nie fatygował się zapamiętać, a wręcz nie pamiętał go celowo, uznając to za obrazę dla jego literackiej orientacji w dziełach oraz pisarzach dobrych i wartościowych. Po prawdzie zarówno język pisarki, jak i jej wtrącenia wydawały mu się zwyczajnymi zgrzytami. Tym, co go interesowało były odwołania do źródeł przedwojennych, których w książce było sporo, a które to źródła były w znacznej części niedostępne. Oczywiście książka swego czasu przeszła przez maszynkę do kształtowania spójnych poglądów młodego pokolenia. Nie było w niej za KESH obiektywizmu. Nawet za pół KESHa. Miała formę moralizatorskiej papki.
Logan jednakże czytał między wersami, próbując zrozumieć z zadrukowanych stronic więcej, od samej autorki, której ograniczone słownictwo, brak fachowej terminologii i ewidentne traktowanie tematu pobieżnie, świadczyły o całkowitej ignorancji. Gdyby chłopak zwykł komentować rzeczy oczywiste, nazwałby ją idiotką.

Na tylnym siedzeniu czytało mu się dobrze, pomimo zmierzchu. Ojciec nawet stworzył dla Logana neologizm, by oddać zamiłowanie syna do funkcjonowania po ciemku. Nazywał go „ Filonoxem”.
Króciutkie piętnaście stron poświęcone niejakiemu Freudowi i jego teoriom popędów chłopak pochłonął aż trzykrotnie, z wielką uwagą, od czasu do czasu zerkając przez szybę pojazdu.
Facet musiał być szalony, myślał Logan, śmiejąc się w duchu z łopatologicznej koncepcji podziału świadomości. Szalony, ale genialny. Bądź po prostu cyniczny w stosunku do tego, czy się zajmował.
Młody Gos pominął pół strony pseudoracjonalnej krytyki, której fundamenty zbudowano na dogmatycznym przeświadczeniu, iż ludzi nie powinno się jednoznacznie osądzać, a co dopiero rozbierać ich psychikę „ i jeszcze nazywać to nauką”. Przeczytał za to przypisy, gdyż znalazł wśród nich kolejne tytuły, o których co prawda mógł tylko pomarzyć, ale które dawały mu pełniejszy obraz literatury przedmiotu i podmiotu.
Przekartkował „ Drabinę…”, znajdując akapit o autorytarnych zaburzeniach, gdy jeep przejeżdżał niedaleko szklarni...

I wtedy doznał samoistnej, rozumnej konkluzji. Od początku tliło mu się nieprzyjemne wrażenie, poczucie zagrożenia wręcz. Zryw myśli, które w panice, pospiesznie, przypomniały mu, w jak nietypowej sytuacji się znalazł, przesądził o ponownym zainteresowaniu się zarówno eskortą, jak i resztą otoczenia.
Oczywiście, nie przyznałby się do strachu, nawet przed samym sobą. Był na to zbyt młody, zbyt dumny i wreszcie zbyt lekkoduszny. Ale czuł dyskomfort, który spływał mu po plecach niby ścigające się od karku do kości ogonowej kropelki potu, rywalizujące, która jako pierwsza , w upalny dzień, przyprawi posiadacza tych pleców do szału.
Logan przejechał plecami o oparcie tylnego siedzenia, pozbywając się nieprzyjemnego swędzenia, a następnie przyjrzał się dwóm milczkom z większą, aniżeli poprzednio uwagą.

Nie wyglądali na pracowników placówki badającej technikę rolniczą. Owszem, mogli być jakimiś celnikami z pogranicznych stref, ale co mogli mieć wspólnego z jego matką? Jacyś ochroniarze? Powiedzieli, że przyjechali z bezpośredniego rozkazu Ewy. To było kolejne zaskoczenie. Logan zdawał sobie sprawę, że jego matka jest ceniona w pewnych środowiskach intelektualnych, a zwłaszcza wśród badaczy pogranicza, ale żeby mogła sobie pozwolić na transport dla syna przez służby Edenu? I to o tej porze? Całość była jak kiepsko obmyślana układanka. Nie pasowała do siebie inaczej, aniżeli na siłę i raziła przy tym zdrowy rozsądek.
Oczywiście, matka mogła zostać niespodziewanie przydzielona do innej placówki, ale… po co ta cała tajemnica? Nie mogła zadzwonić?

Logan był zbyt zdystansowany do świata pozaksiążkowego, by uwierzyć ad hoc, że ma do czynienia z czymś, czego się nie da wyjaśnić. Jednak nie był idiotą. Szklarnia przesądziła o sprawie. Postanowił wybadać odzianych w uniformy panów o smutnych spojrzeniach.

- Widzę, że matka się wreszcie doczekała przeniesienia, prawda?- zapytał głosem przygłupiego nastolatka, którego szczerze interesuje kariera rodziców, chowając przy tym książkę.- Od dawna mówiła o tym, że praca nad saprofitami zapewni jej awans do dalszej placówki. Możecie mi, panowie, powiedzieć, kiedy to się stało? Muszę jej pogratulować.

Był to stek bzdur. Matka nigdy nie pracowała nad saprofitami, ale Logan wątpił, by któryś z jego miluśkich towarzyszy miał jakiekolwiek pojęcie o cudzożywnych organizmach. Nie oczekiwała też awansu z prostego powodu- lubiła swoją pracę. Logan nawet wątpił, czy w tym zawodzie awans był możliwy. Przecież to od stopnia naukowego zależał zakres obowiązków.
Odpowiedź mundurowych mogła mu rzucić nieco światła na tę ciemną noc, która za szybą jeepa pochłonęła nieszczęsną szklarnię- punkt orientacyjny i siedlisko fantazyjnych, acz niekoniecznie przyjemnych domysłów.
W najgorszym wypadku, przekonywał się Logan, biorą mnie na resocjalizację…
 
Mivnova jest offline  
Stary 21-09-2009, 18:48   #3
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
OBIEKT: 2-3-57-11-13-1-7-1923-29

- Nie jedziemy do twojej matki, mały.
– powiedział facet, który siedział obok kierowcy nawet się nie odwracając – Nie bezpośrednio. - poprawił się - Twoja rodzicielka zgłosiła cię do projektu specjalnych służb Edenu. Jeśli jesteś dość mądry, sprawny, silny i reprezentujesz sobą coś więcej niż protektorat mamusi, może cię przyjmą. Wtedy też dowiesz się czegoś więcej. Póki co morda w kubeł. Zdążysz się namęczyć jeszcze tego wieczora.

Chociaż Logan nie widział twarzy mężczyzny, wyczuł na jego ustach złośliwy uśmiech.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline  
Stary 22-09-2009, 20:42   #4
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Na co dzień uwielbiał ubierać swe myśli, nawet te najbardziej prozaiczne, w złożone, piękne i wyraziste zdania. Sam nie był pewien dlaczego - może to po prostu efekt uboczny romansu z literaturą? Myślał tak, jakby mówił czy pisał, jakby ktoś inny miał to później zobaczyć - a przecież to sfera myśli jest ostatnim bastionem wszelkiej wolności. Wielokrotnie zastanawiał się nad tym, zawsze jego rozważania przerywał problem tak przyziemny, jak brak czasu.

W tej chwili myślał jednak bardzo szybko. Musiał wiać.

Cokolwiek tu się nie stało, od momentu, gdy padł na ziemię - tak naprawdę odruchowo - był zamieszany w... Sam nie wiedział w co. Padający wokół niego Strażnicy, dym, pościg i ten głos... Jak mógł to racjonalnie wyjaśnić!? Zresztą, nawet gdyby mógł, nie był to odpowiedni moment na rozważania.

Pędził tak szybko, jak tylko potrafił. Nigdy nie był zbyt dobrym sportowcem, ale patykowata budowa ciała i całkiem długie nogi pozwalały mu biegać w zadowalającym nawet w takiej sytuacji tempie. Nie odwracał się za siebie, nie widział, kim są jego napastnicy, ale zdecydowanie - czy to ze względu wieku, czy może obciążenia bronią czy innym sprzętem - nie byli w stanie go dogonić.

W lewo! Skręć teraz w lewo.
- znów usłyszał ten głos.

Nie myśląc wiele, wpadł z całym impetem w niewielką uliczkę po jego lewej stronie. Wyglądała jak każda w dzielnicach dla niższej klasy społecznej - śmieci, puste beczki, z boku stał nawet wrak jakiegoś samochodu. Często bywał w takich okolicach, zresztą cały "Czarny Sokół" z reguły spotykał się w podobnych warunkach.

Przypominając sobie słowa starszych kolegów o tym, jak w razie czego zgubić pościg, przewrócił szybkim uderzeniem jedną z beczek. Chwilę później słyszał przekleństwo - było na tyle ciemno, że trudno ją było zauważyć.

Przez bramę po lewej, a potem do góry! - znów usłyszał głos, a w chwilę później jego oczom ukazały się uchylone drzwi do bloku mieszkalnego.

Ciemno, strasznie ciemno... Gdy tylko jego oczy przyzwyczaiły się do mroku, natychmiast wskoczył na dopiero co zauważone schody. Budynek był naprawdę masywny, klatka schodowa to tylko jeden z fragmentów tego osiemnastopiętrowego kolosa.

Nogi powoli odmawiały posłuszeństwa, lekkie trampki nie były właściwym obuwiem do biegu, a już na pewno nie do wbiegania po schodach. A gdy wchodząc na piąte piętro usłyszał skrzypnięcie otwieranych głównych drzwi, musiał jeszcze przyspieszyć tempa.

Zsyp śmieci na jedenastym piętrze, drzwi otwarte. Przejdziesz przez niego do innej klatki.- tym razem Sergiej powitał głos ze sporą ulgą.

Pokonał ostatnie dwa piętra, w miarę delikatnie otworzył drzwi do pomieszczenia z zsypem - naprawdę nie były zablokowane, jakby ktoś przygotował mu tę trasę ucieczki, po czym przeszedł na kolejną klatkę bloku.

Dla bezpieczeństwa wszedł jeszcze trzy piętra wyżej i, gdy głos rzucił tylko zdawkowe "Odpocznij", usiadł na schodach i - nasłuchując przy tym kroków - w końcu spróbował złapać zarówno oddech, jak i myśli.

W duszy przeklinał swoją i matki naiwność. Nie podali nawet nazwiska tego kolegi, a co dopiero innych konkretów dotyczących sprawy. Może dogadali się z jego rodzicami? Nie, raczej oszukali ich, może zmusili - ich zgoda uśpiła w końcu jego czujność. Miał dobre przeczucie. To na pewno obława na członków "Sokoła". Tylko dlaczego? Nic się przecież takiego nie stało, Andriej mówił jeszcze parę godzin temu o tym, że wszystko jest tak dobrze, jak nigdy... Może za dobrze? Przestali kierować się tymi pozorami prawa, zaczęli okrutną obławę? Co z innymi? Przecież musi ich ostrzec, tak jak jego ostrzegł...

Głos. Niezidentyfikowany głos brzmiący prosto w jego głowie. Nie miał przecież żadnych elektrycznych urządzeń w swoim ciele, o bezpośrednim przesyłaniu myśli do umysłu słyszał, ale w kontekście literatury Science Fiction, ewentualnie eksperymentów wojskowych. Na myśl o interwencji Boga bądź innej nadprzyrodzonej istoty uśmiechnął się pod nosem. Był zbyt inteligentnym człowiekiem, by w nie wierzyć...

- Kim jesteś...? I czego ode mnie chcesz? - wyszeptał w końcu, chwytając się za głowę. Nie czekał nawet na odpowiedź, powtórzył pytania ponownie. I jeszcze raz, i jeszcze raz, cicho, niewyraźnie, tak, by słyszeć przy tym każdy krok w budynku. Ta cicha mantra już po chwili wypełniła cały umysł zdezorientowanego młodego człowieka.

Potrzebował odpowiedzi.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 25-09-2009, 11:08   #5
 
Mivnova's Avatar
 
Reputacja: 604 Mivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemu
„ Specjalne służby Edenu”. Wolne żarty. Jego matka była uczoną. Jajogłową siedzącą po kolana w gnoju i krojącą dżdżownice. Jak ona mogłaby mieć z tym cokolwiek wspólnego?
Loganowi trudno było uwierzyć w podobną bajeczkę. Prędzej posądzałby ojca o jakiekolwiek tajne powiązania z władzami. W końcu, jako lingwista, Adam Gos balansował na granicy manipulacji mentalnością mieszkańców Edenu. Ale matka?
Specjalne służby. Na co Edenowi jakiekolwiek specjalne służby? W przeszłości mogły się przydawać. Przed wojną. Istniał konkretny podział administracyjny, granice państw. Wywiad i kontrwywiad miały sens. Występowały też zjawiska społecznego niezadowolenia, więc państwo mogło utrzymywać służby porządkujące, działające w konspiracji.
Ale Eden? Eden nie był na dobrą sprawę państwem. Po co jakiekolwiek specjalne służby Edenowi? Czym miałyby się zajmować? Kontrolą? Czego? Eden sam się kontrolował, pływając w anarchistycznym sosie śmiesznej ilości członków rady i parodii prawdziwego układu władzy zwierzchniej. Sami Edeńczycy zaś byli według Logana intelektualnymi obojnakami, nie mieli sprecyzowanych żadnych poglądów. I to nie tylko przez system edukacji, oni po prostu byli bez wyrazu od urodzenia. Jemu samemu udało się tego uniknąć, ale on, jak doszedł do wniosku przed kilkoma laty, był jednostką wybitną. Być może jedyną na całą populację Edenu. No, może na połowę populacji.
Chyba, że to całkowicie nowy projekt. I, że zakłada pozbieranie wszystkich elementów jemu podobnych, by wykorzystać ich potencjał. To dopiero byłoby interesujące. Tylko, że nierealne. Logan nie wierzył, by Eden kiedykolwiek go docenił. Prędzej będą chcieli zrobić mu pranie mózgu. O, teraz, to dopiero ma sens. Na podstawie egzaminu dojrzałości stwierdzili, że jego profil psychologiczny stanowi zagrożenie dla ładu. Więc go zmienią. Na siłę. Pod przykrywką możliwości dołączenia do jakichś wykonfabulowanych specjalnych służb, które w Edenie nie mają racji bytu.

Młodzieniec, teraz już zaniepokojony na poważnie, zmierzwił ciemne, obcięte nad wyraz niemodnie włosy nerwowym gestem. Słowa mężczyzny na przednim siedzeniu rozszerzyły źrenice Logana kilkukrotnie. Tak, że niemal połowa powierzchni brązowych tęczówek została wypełniona. Musiał zmrużyć oczy, niemal oślepiony, co z kolei zaowocowało zeszkleniem się wzroku. Nie, nie płakał. Nie przesadzajmy. Ale czuł się dziwnie.
Wepchnął kciuk i palec wskazujący w kąciki oczu, jak to mieli w manierze robić na przestrzeni wieków intelektualiści załamani ludzką głupotą, bądź po prostu demonstrujący swój niesmak. Przymknął powieki.
Zdawał sobie sprawę, że niewiele więcej dowie się od bezpłciowych manekinów w uniformach. Tym bardziej, że po poprzednim pytaniu mundurowi porzucili wszelkie formy grzecznościowe i bez owijania w bawełnę kazali mu się zamknąć. No właśnie. „ Morda w kubeł”? Co oni sobie myślą. Dupki nie są nikim więcej niż kurierami.
Otworzył oczy i wypchnął językiem policzek, by okazać skrajny sceptycyzm do tego, co usłyszał.
- Dokąd jedziemy?- zapytał, tym razem nie siląc się głupkowaty ton. Mówił chłodno, niemal bez emocji, jakby czytał w ogóle go nie interesujący tekst. Po pierwszym pytaniu posypała się lawina następnych.- Co to za projekt? Kto jest za niego odpowiedzialny? Co będę musiał zrobić? Co, jeśli się nie zgodzę? Czym się zajmują specjalne służby Edenu…

Wątpił, by odpowiedzieli. Ale co mogli mu zrobić? Oni nic. Byli ledwie pacynkami. Typowy zakład Pascala. Nic do stracenia, coś do zyskania. Może któremuś puszczą nerwy i w złości powie coś, co okaże się istotne? Poza tym: sama satysfakcja z nie okazywania lęku również miała wysoką wartość.
No… chyba, że go zakneblują.
 
Mivnova jest offline  
Stary 28-09-2009, 18:32   #6
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Dwie przeciwne sobie siły to podstawa harmonii, która utrzymuje nas w stabilizacji.
- Skąd więc zachwianie?
- Ciągłe ścieranie się sił, neutralizuje je, a co za tym idzie, powoduje, że nie mają one już mocy, by oddziaływać na trzecią, która może przechylić szalę.
- I ja jestem tą trzecią siłą?
- Byłeś.




02
[MEDIA]http://lorinale.republika.pl/tv.mp3[/MEDIA]
ŚWIATŁA

ŚWIATŁA

ŚWIATŁA




OBIEKT: 21670308-41220-221-1



Kim jesteś...? I czego ode mnie chcesz? Kim jesteś? Czego chcesz?! Słyszysz mnie?! Kim...

Etani. Mam na imię Etani i chcę ocalić cię przed tymi ludźmi, bo wiem, co oni będą próbowali Ci zrobić.

- Co chcą mi zrobić? Skąd się wziąłeś? Kim jesteś!?
- rzucał swoim myślom kolejne pytania ogarnięty histerią Sergiej. Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi i zacznie tańczyć na chodniku kankana.

Chcą przeprowadzić na tobie testy. Dla nich twoja doskonałość kodu genetycznego jest mutacją. Jeśli nie chcesz, żeby wyprali ci mózg, musisz mnie zaufać.

- Wyprać mózg? Doskonałość genetyczna? Jak to, przecież...
- przerwał nagle chłopak. To był temat na dłuższą dysputę, a dłuższa dysputa może go kosztować w tej sytuacji życie. - Co mam teraz zrobić?

Poczekaj jeszcze chwilę. Powiem ci, kiedy masz ruszyć. Idź za moim głosem, doprowadzę cię do "naszych ludzi". Wypatruj króliczka. Uwaga, przygotuj się...

- Co...? Jakiego króli...

Ruszaj!


Ruszył.

W prawo!

Skręcił w prawo omal się przy tym nie wywracając na śliskiej kostce.

Szybciej! Zostały ci 4 sekundy...

„Cztery sekundy do czego?” – chciał spytać, czując jak panika ogarnia jego umysł. Postarał się jednak przyspieszyć.

3... 2... 1!

Kątem oka zobaczył, jak z bocznej uliczki wyjeżdża ogromna śmieciarka. Ślizgiem, niczym zawodowy bejsbolista, który zdobywa bazę, pokonał wolną jeszcze przestrzeń. Udało się! Gdy tylko się odwrócił, ciężarówka tarasowała już całą ulicę.

Biegnij dalej.

Przypomniał głos, a Sergiej posłusznie go usłuchał.

Teraz wypatruj króliczka. Tam znajdziesz naszych.

Króliczek... Jak do cholery wyglądały króliki?! Miały puszyste ogonki... i duże uszy... i były urocze. Gdzie pośród ciasnej zabudowy Edenu znajdzie teraz królika? I to w środku nocy! Chyba że... chodzi o to...


Krzykliwy plakat został niezbyt równo przyklejony do szarego vana. Mimo sporego rozmiaru, nie był w stanie ukryć rdzy, która mocno już nadgryzła karoserie samochodu. Auto stało na poboczu, tonąc w okalającej go czerni nocy. Nie słysząc już żadnych nowych wskazówek „głosu” Sergiusz niepewnie ruszył w jego kierunku.

Nagle światło reflektorów vana oślepiło go, musiał zakryć oczy ręką. Usłyszał, jak kierowca odpala silnik. Pojazd ruszył w kierunku chłopaka i gdy ten już się szykował, by wskoczyć na miejsce pasażera, brodaty facet za kierownicą, burknął tylko:

- Na pakę, gówniarzu!

Co za cham! Wciąż jeszcze wystraszony Sergiej nie oponował jednak. Truchtem biegnąc za samochodem, udało mu się pociągnąć boczne drzwi. Nagle poczuł jak chwyta go ciepłych rąk i w mgnieniu oka znalazł się w środku pojazdu. Jego głowa opadła na coś bardzo miękkiego i ciepłego. Spojrzał do góry...


- Wreszcie jesteś kochanie!

Obdarzona największym biustem, jaki w krótkim życiu było dane widzieć Tarnajewi, blondynka uśmiechnęła się do niego seksownie. Dopiero teraz zauważył, że jedynymi pasażerkami vana były cztery ponętne, prawie nagie kobiety. Ta, w której objęciach leżał, pochyliła się niżej i złożyła na wargach Sergiusza soczysty, długi pocałunek. Choć próbował protestować, jej usta przesunęły się ku jego szyi. Czuł gorący oddech na szyi...

- Nazywam się major Tsurra – usłyszał jej szept w lewym uchu – Później ci wszystko wyjaśnię.
- Łaaaaa Nina ma chłopaka! – zaszczebiotała rudowłosa dziewczyna, ubrana w bikini z panterki.
- Czyli nie jedziesz z nami do klubu? – zasmuciła się siedząca niedaleko krótkowłosa blondynka w podartych rajstopach i sukience moro.
- Nie, mówiłam wam. – odgruchała „Nina” czy raczej pani major – Dziś mój Krzysiu ma urodziny i zamierzam zabrać go w specjalne miejsce, żeby przeżył coś naprawdę, naprawdę wyjątkowego...
- Uuuuaaa patrzcie jak się zarumienił!
- Ale on słodki!


Dopóki pozostałe dziewczęta nie opuściły samochodu pod klubem Go-Go, Sergiuszowi zdawało się, że tonie w morzu miękkich ciał, uroczych krągłości i zapachu kwiatowych perfum. Czy tak właśnie miało wyglądać ocalenie?




OBIEKT: 2-3-57-11-13-1-7-1923-29


Mężczyźnie wykazywali się niestety ogromnym opanowaniem, właściwym jedynie profesjonalistom. Już nawet nie silili się odpowiadać na pytania Logana, po prostu go ignorowali.

Jechali tak poprzez noc, gdzie już nawet nie było drogi, jedynie resztki ze starej, przedwojennej autostrady. Kiedy jednak chłopak pomyślał, że nie może już bardziej rzucać, kierowca skręcił z tych resztek asfaltu na pełną nierówności, jałową ziemię. Tu nie było już nawet pól, jedynie ogromne wzgórza, za którymi rozciągały się górskie szczyty. Właśnie, gdy wjechali pomiędzy dwa takie wzniesienia, samochód zatrzymał się. Nagle wszystko wokół zaczęło się trząść. Czy to trzęsienie ziemi?!

Silne światło wypełniło okolice pomiędzy wzgórzami. Było tak mocne, że sprawiało fizyczny ból, gdy Logan próbował mimo to coś ujrzeć. Cwani strażnicy założyli zawczasu okulary przeciwsłoneczne. A zatem nie działo się nic, co by ich zaniepokoiło – marne pocieszenie.

Samochód ruszył, a gdy chłopak spróbował dostrzec dokąd, zobaczył, jak niebezpiecznie zbliżają się do ściany skalnej. Zamiast jednak rozbić się na jej krawędzi, jeep spokojnie wjechał do wnętrza. Tu tez wreszcie dało się swobodnie rozejrzeć. Przestronny, betonowy parking, gdzie stało kilkanaście samochodów i innych maszyn (nawet samolot! Choć pewnie niesprawny) przypominał schron przeciwatomowy, choć jego rozmiar znacznie przekraczał te, które znał Logan.

Samochód zaparkował na miejscu oznaczonym A2144, gdzie czekał już jakiś mężczyzna.


Nieznajomy zamachał wesoło do Logana i otworzył mu drzwi.

- Cześć brachu, miło widzieć, że nie narobiłeś w portki. Chodź, chodź! Zaraz ci wszystko poopowiadam.

Ponieważ w momencie dostarczenia „przesyłki” strażnicy najwyraźniej stracili zainteresowanie przewożonym młodzieńcem, skupił on swoja uwagę na wyluzowanym mężczyźnie, który teraz prowadził go do windy.

- To miejsce, to Tartar – Ściśle tajna placówka wojskowo-naukowa mająca na celu zapewnić przetrwanie naszej rasy. Strasznie napuszona nazwa, nie? – mężczyzna puścił oczko do Logana - Ja nazywam się Rei Jaqqe, jestem doktorem medycyny, biotechnologii i automatykiem przy okazji. No i może zostanę twoim opiekunem, jeżeli przebrniesz testy.

Winda podjechała. Ponieważ Gos zawahał się, Rei objął go ramieniem jak kumpla i wprowadził do środka. Wybrał VIII piętro. O dziwo jednak, zamiast w górę, winda ruszyła w dół.

- Niestety, dopóki nie zostaniesz oficjalnie zakwalifikowany, nie mogę ci zbyt wiele powiedzieć o projekcie. Zgłosiła cię do niego twoja matka, wierząc, że jesteś posiadaczem idealnej struktury kodów DNA i RNA. Pani Ewa zresztą jest jedną z założycieli Tartaru, muszę ci więc powiedzieć, że to spory zaszczyt pracować z jej potomkiem. – w głosie Jaqqe słychać było niekłamany podziw dla matki Logana – Ponieważ nie mamy na co czekać, testy odbędą się już za chwile. Po nich wszystkiego się dowiemy.

Winda zatrzymała się, a Rei popchnął lekko młodzieńca. Szli teraz prostym, zimnym korytarzem z mnóstwem świetlówek, na którego końcu znajdowały się ogromne, przypominające wejście na sale operacyjna drzwi.

- Jakieś ostatnie życzenie? – zagadał dowcipnie Rei.

A może wcale nie żartował?
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 28-09-2009 o 18:40.
Mira jest offline  
Stary 29-09-2009, 19:15   #7
 
Mivnova's Avatar
 
Reputacja: 604 Mivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemuMivnova to imię znane każdemu
Tartar. Mitologiczne miejsce najbardziej wymyślnych kaźni, centrum cierpienia i zbiorowisko najgorszych potępieńców. Heh. Ktokolwiek wymyślił nazwę, musiał mieć dziwne poczucie humoru.
Hadesowy Kerberos, który przedstawił się jako Rei Jakiśtam, wydawał się człowiekiem aż nadto miłym, zwłaszcza w kontraście z dwoma dryblasami- Eryniami, które zafundowały Loganowi niedawną wycieczkę. ‘Doktor medycyny’ pozwolił sobie nawet na przyjacielski gest w postaci nachalnego dotyku. Ta próba spoufalenia, połączona z trudnymi do przyjęcia informacjami o matce, samą postawą doktora wobec Ewy Gos ( która to postawa była zastanawiająca i rodziła nieprzyjemne domysły), plus fakt, że dalej traktowano Logana jak ćwierćidiotę i zwracano się do niego protekcjonalnym tonem, mogły zaowocować tylko w jeden sposób. Chłopak, na poły podświadomie, na poły chętnie, uznał Rei’a za naturalnego wroga. Z przyjemnością manifestowałby swoją niechęć otwarcie, gdyby tylko stać go było na ten luksus. Póki co mógł jedynie płynąć z prądem wydarzeń, na które miał wpływ porównywalny z wpływem trzepotu muszych skrzydeł na pogodę ( przy aksjomacie: teorie chaosu to brednie).

Logos uśmiechnął się więc tylko do doktora, przekazując całą swoją gromadzoną od opuszczenia domu irytację wargami, ale bez użycia narządów mowy. Chciał zapytać, po co jakiekolwiek testy, skoro chodzi o kod genetyczny. Teoretycznie wystarczyło więc wziąć jego włos, by sprawdzić, czy kwas deoksyrybonukleinowy jest nośnikiem odpowiadającym wzorcowi. Skoro ten cały Tartar poszukiwał idealnego kodu, musiał mieć przecież wzorzec… chyba ( tu Logan doznał oświecenia), że to jakieś szalone przedsięwzięcie rodem z fantastyki naukowej.
Średnio miał ochotę dzielić się swoimi helisami, czy to podwójną, czy jakimikolwiek liniami śrubowymi, lecz argument, iż to matka zgłosiła go do projektu, był mimo wszystko dość przekonujący, by iść na rękę obcym. Zresztą, choć wolał tego nie zgłębiać, jak dotąd nikt go o zdanie nie pytał. Co by się stało, gdyby odwrócił się na pięcie ze słowami: „ Całujcie mnie w mój potencjalnie idealny tyłek”? Kusiło, by sprawdzić… oj, kusiło.
Mimo wszystko ciekawość biła zadufanie na głowę. Znajdował się przecież w placówce wojskowej. Do niedawna uważał, że Eden w ogóle takich nie posiada, a jeśli nawet posiada, to jest to budka o wymiarach 3x2, z podstarzałym oficerem porządkowym przy stoliku.
Na co Edenowi wojsko? Po co badania naukowe o charakterze militarnym? 'Przetrwanie naszej rasy', powiedział doktorek.
Oczywiście. Nie od dziś wiadomo, że w historii ludzkości tylko działania militarne zapewniają bezpieczeństwo. Trzecia Wojna tego dowiodła dobitnie.

***

Winda ruszyła i albo ostatnie wydarzenia tak namąciły młodemu Gosowi w głowie, że miał zaburzone poczucie kierunku, albo jechała w dół. Czując skutki nieznacznego przeciążenia spowodowanego pionowym ruchem, spojrzał pod stopy, jak gdyby mógł się w ten sposób upewnić, czy rzeczywiście jedzie z doktorem pod ziemię. Rzucił ponownie okiem na panel z przyciskami. Ósme piętro dawało wyobrażenie o tym, jak rozległa musiała być placówka, która wydawała się młodzieńcowi ogromna bez perspektywy sięgania poniżej poziomu morza. Skala przytłaczała Logana, do tej pory mógł uważać bazę za przedsięwzięcie kilku narwańców o ograniczonym budżecie. Teraz, skłonny uwierzyć, że samolot, który widział na parkingu byłby w stanie polecieć, oglądał otoczenie z czymś na miarę szacunku, niedowierzającego zainteresowania.

Idąc korytarzem, mrużył oczy przed energią świetlówek. Wcześniej napuszony, obecnie zastąpił typowy sceptycyzm chłodną analizą, wykorzystując dawno nieodświeżane krańce swego ( powszechnie uważanego za wyjątkowy) umysłu. Stawiał kroki, przymykał powieki i rozmyślał.
Konkluzje wydawały się optymistyczne. Nie zamierzano go dręczyć moralizatorskim programem socjalizującym. Wręcz przeciwnie, właśnie nadano mu status VIPa, ujawniono lokalizację i fakt istnienia tajnej placówki naukowej, wreszcie zdradzono powiązania matki z… z tym wszystkim.
Adam Gos chyba strzeliłby sobie w łeb, gdyby się dowiedział, czym zajmuje się jego nudna, szara, wykształcona i zapewne do bólu schematyczna w łóżku żona.

***

- Jakieś ostatnie życzenie?
- Zestresowałem się. Muszę zapalić- odpowiedział zgodnie z prawdą. Cokolwiek zamierzali mu zaraz zrobić, mogli chyba poczekać kilka minut.
- Ach, i jeszcze jedno-dodał uszczypliwie zyskując szansę wykazania się złośliwą naturą. Grymas miał wesoły. Postanowił w typowy dla siebie sposób wypaczyć żart rozmówcy- Powiedz mojej matce, że ją kocham.
 

Ostatnio edytowane przez Mivnova : 29-09-2009 o 21:17.
Mivnova jest offline  
Stary 05-10-2009, 22:53   #8
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Leżąc w ciężarówce próbował się skupić. Próbował. Skutecznie przeszkadzały mu w tym półnagie kobiety leżące wokół niego - a raczej nie one, co jego reakcja na nie. Nie był w żadnym wypadku jakimś socjalnym kaleką - niejednokrotnie uwodził kobiety, z reguły jednak w swoim wieku bądź niewiele starsze i nie wyglądające jak aktorki, których plakaty były największym obiektem westchnień z czasów, kiedy dopiero poznawał trudną sztukę pytania.

Radość mieszała się w jego umyśle z niepewnością.

Każdy mężczyzna pragnąłby znaleźć się w jego sytuacji. Sam wśród kobiet, które nie tylko nie wstydzą się swych skąpych ubiorów, ale jeszcze eksponują to, co bielizna ledwie zakrywa. Leżał z głową ułożoną na kolanach Niny, jej ręka delikatnie i zmysłowo gładziła go po twarzy, szyi i klatce piersiowej, a robiła to z taką wprawą i finezją, jakby to było jej głównym zajęciem, nie zaś funkcja... wojskowa? Bo gdzie indziej przyznaje się stopień majora? Pomogła mu uciec przed Strażnikami, więc i Celnicy - ze względu na ich współpracę - niezbyt pasowali. Wyższe, rządowe, tajne oddziały? A może jakaś grupa paramilitarna? Przez chwilę zaświtała mu w głowie nadzieja, że to może sekretna bojówka ludzi Netshayeva, ale w chwilę później zauważył, że niezależnie od tego, jak jego przyjaciel starałby się zatuszować współpracę, taka kobieta w szeregach komunistów nie mogłaby pozostać niezauważona...

Te i podobne pytania dręczyły go cały czas. Głosy w głowie, półnagie kobiety w furgonetce, major, której jedna pierś była większa od głowy Sergiusza... Ktoś go otruł? Podrzucili mu narkotyki? Ale kto, gdzie?

Powoli zaczynał wątpić w realność tego, co spotykało go tego wieczoru. Przypomniał sobie jednak szybko rachunek Pascala i, mimo kilku "czynników rozpraszających" co rusz zbliżających się do jego twarzy, zdecydował - nawet jeśli to halucynacja, traktując ją jak normalne życie nic nie straci. Racjonalizm racjonalizmem, ale nie wolno myśleć szablonowo.

Wtem nagle pojazd zatrzymał się, a wszystkie dziewczyny - poza Niną - wstały i zaczęły się ubierać - oczywiście jeśli "ubraniem" nazwiemy krótkie, półprzeźroczyste płaszczyki, w których wyglądały jeszcze bardziej prowokująco. Potem miało miejsce jeszcze krótkie, acz wyjątkowo czułe pożegnanie, po czym kobiety wyskoczyły przez otwarte na chwilę drzwi furgonu.

A później zostali sami.

- Chyba powinienem wstać... - mruknął Tarnajew, gdy tylko zamknięto drzwi.

- Możesz leżeć. - kobieta uśmiechnęła się, ale nie był to już ten sam pełen "uczuć" uśmiech. - Pierwsze lody już w końcu przełamaliśmy. Ale teraz musimy porozmawiać... I to całkiem poważnie.

A potem samochód ruszył.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 18-10-2009, 17:02   #9
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Chcę, żebyś mnie wyleczył z tego!
- Bardzo mi przykro, ale nie mogę. Stworzyciel zasnął i...
- Jak to nie możesz?! Czyś to nie ty został nazwany Głosem Plag?
- Tak, ale...
- Odmawiasz. Trudno, sam tego chciałeś. Poznajcie się, proroku. Oto Nigdziebądź!



03
[MEDIA]http://lorinale.republika.pl/tv.mp3[/MEDIA]
WYBRANIEC

WYBRANIEC

WYBRANIEC




OBIEKT: 2-3-57-11-13-1-7-1923-29


- Sam możesz powiedzieć matce, że ją kochasz. – odpowiedział tajemniczo Rei, przepuszczając Logana w drzwiach po małym „dymku”.

Choć facet wydawał się nieco nadgorliwy, potrafił wyczuć pragnienie chłopaka, by zachować milczenie w trakcie tego ostatniego papierosa skazańca. Bo kimże innym był Logan?

Wnętrze sali wyglądało jeszcze gorzej, niż sobie wyobrażał.
Zimne, sterylne, pełne ostrych przyrządów, którymi ktoś mógł wwiercić mu się w mózg, wyprać go i powiesić na dwóch spinaczach i sznurze do bielizny, by wysechł.

Logan zatrzymał się w drzwiach, ignorując zapraszające gesty dwóch, odzianych w kitle chirurgiczne mężczyzn, którzy stali przy ogromnej maszynie służącej do „czegoś”, co chcieli najwyraźniej zrobić chłopakowi. Czy można się dziwić, że zaczął na serio rozważać opcje ucieczki? W końcu na korytarzu nie było żadnych strażników, tylko ten kutafon ReiJakiśTam. I wtedy ją zobaczył...

Wcześniej nie zwrócił uwagi na to, jak wysoka jest owa sala testowa, teraz jednak dostrzegł, ze miała ona dobrych kilkanaście metrów i kształtem przypominała ogromny lej. Gdzieś na wysokości drugiego piętra natomiast znajdowało się ogromne okno – nie, to była cała przeszklona ściana w innym pomieszczeniu. Choć szyba nie należała do najczystszych, młody Gos bez problemu rozpoznał oblicze kobiety, która stała tam z nosem niemal przyklejonym do szyby. Matka.

Postać pomachała do niego, widząc, że została zauważona, po czym wskazała dwóch naukowców, najwyraźniej kierując jedynaka w ich ręce. Teraz więc nie miał już wyboru. Wola rodzicielki była silniejsza od strachu, a instynkt samozachowawczy przytłumiony wiarą, że przecież matka by go nie skrzywdziła.

- Usiądź tutaj. – głos jednego z mężczyzn był zmodyfikowany przez maskę, którą nosił, z trudem dało się więc rozróżnić słowa – Podamy ci zastrzyk, potem odpłyniesz.
- Będziecie mnie operować?
– odważył się zapytać Logan.
- Nie, to tylko test twojej koordynacji, psychosomaty, percepcji, wytrzymałości oraz absorpcji RNA+. Chcąc jednak wykluczyć wpływ elementów zewnętrznych oraz emocji związanych z samym badaniem, jak strach czy ból - czy ten facet się uśmiechnął? - musimy uśpić twoją świadomość.
- Wierz mi chłopcze, tak będzie lepiej. – dodał drugi naukowiec.

Nie pozostawało zatem już nic innego, jak utkwić wzrok w sylwetce matki, która stała wciąż bez ruchu przy szybie. Jeden z lekarzy założył mu opaskę uciskową na ramieniu, drugi wstrzyknął jakiś płyn. Nawet nie bolało przesadnie. Następnie ułożono Logana na stole operacyjnym i pozostawiono na chwilę samego. Panika zaczęła narastać w chłopaku, bo w ogóle nie czuł senności. Czy można być odpornym na narkozę? Ci faceci przecież nie powinni mu nic zrobić, jeśli nie zaśnie, prawda? Strach ścisnął gardło Logana, gdy zobaczył, że naukowcy zmierzają ku niemu z czymś, co wyglądało jak ogromna sprężarka – taki mechaniczny super gigant dziadek do orzechów.
To było jednak ostatnie, co zapamiętał. Potem nagle odpłynął.

***

To był bardzo dziwny sen. Tym dziwniejszy, że doskonale wiedział, że śni a i tak się bał tego, iż nocne mary wedrą się do prawdziwego życia. Niezliczoną ilość razy podejmował próbę obudzenia się, lecz ciągle na marne. Dopiero teraz... chyba poruszył ręką. Tak, może więc uda mu się tez otworzyć jedno oko. Spróbował.

- Obudziłeś się. – głos był obcy, lecz z pewnością nie należał do żadnego z naukowców. To był głos kobiecy zresztą, choć jak na matkę, zbyt młody.

Na szczęście światła w pomieszczeniu były przygaszone, dlatego szok oczu nie był zbyt wielki. Logan otworzył teraz powieki i zauważył, że został przeniesiony do innego pomieszczenia. Wszystko było lepsze od zimnej sali operacyjnej, ale i tak pokój wydawał się nadzwyczaj „swojski”. Chwile zajęło chłopakowi uświadomienie sobie, że meble i układ ich były niemal identyczne z tymi, jakie posiadał w swoim pokoju.

- Gratuluję, przeszedłeś test. – znów usłyszał ten głos i z trudem przekręcił głowę, by zobaczyć kto tez siedzi przy jego łóżku.


Obok siedziała dziewczyna, która... miała wszystko to, co dziewczyna mieć powinna, a przy tym nie była ani specjalnie wystrojona, ani nie robiła min pod tytułem „wiem, ze z uśmiechem nr.5 wyglądam najlepiej”. Ta dziewczyna po prostu była doskonała w każdym szczególe. Nawet jej głos był przyjemny, kojący, a przy tym odpowiednio głośny i wyraźny.

- Od dzisiaj jesteś Rangerem Służb Specjalnych Edenu, twój kryptonim to 02. – mówiła powoli, bez większych emocji, zupełnie jakby przekazywała choremu koledze z klasy treść ostatnich lekcji. – Ja jestem 01, mam na imię Maya. Od teraz będziemy tworzyć zespół.




OBIEKT: 21670308-41220-221-1



Jechali chwilę w milczeniu. Kobieta... pani major wyraźnie nasłuchiwała głosów z zewnątrz. Po pięciu minutach jednak nieco się rozprężyła i znów spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się do niego, lecz już bez tej figlarnej radości co wcześniej. Jej oczy były poważne.

- Wiemy o tobie, wiem, że uczestniczyłeś w życiu podziemia dość aktywnie i dlatego jeszcze przed tym teraz... byłeś obserwowany. Widzisz, najprościej ujmując, o ile ty Sergiuszu stawiałeś opór Edenowi sposób pacyfistyczny o tyle my... jesteśmy taką partyzantką.

Katalina Tsurra zastanowiła się chwilę nad tym porównaniem, po czym odpowiadając z góry na nie zadane pytania, zaczęła wyjaśniać:

- Nie zrozum mnie źle. Nie jesteśmy żadnymi komunistami czy nazistami. My po prostu... widzimy do czego Eden dąży. Trudno w sumie stwierdzić czy badania, które wykryliśmy rok temu są w pełni świadomą działalnością dwunastki, czy tylko części spośród Rady. Zamiast jednak zwykłych badań, mających na celu usprawnić nasze życie, jako cywili, zaczęto robić eksperymenty genetyczne. Najpierw przedmiotem tego byli mutanci, teraz zaś staja się ludzie. Ty jesteś na liście, Sergiuszu.

Wóz podskoczył i oboje musieli się czegoś mocno przytrzymać, by nie uderzyć boleśnie o ścianę. Pani major, posiadając świetny refleks, złapała się żelaznego pręta, na którym przymocowane zostało całe siedzenie. Tarnajew ratując się na oślep, miał mniej szczęścia i choć udało mu się uchronić przed upadkiem, „czymś” czego się uczepił był dekolt i tak skąpej bluzki kobiety. Widząc obnażony, różowy sutek kobiety, Sergiusz błyskawicznie cofnął rękę.

- Prze...przepraszam!

O dziwo jednak, zamiast wymierzyć mu siarczysty policzek, major Tsurra nawet nie zwróciła na incydent specjalnej uwagi. Znów chwilę w napięciu nasłuchiwała, po czym podjęła opowieść.

- Etani mówi, ze jesteś kimś ważnym. Ważnym nie tylko dla nich, ale i dla nas. A jeśli Etani tak mówi, to faktycznie musisz być kimś specjalnym. – znów przerwała, teraz jednak skupiając swoją uwagę wyłącznie na chłopaku – Czasem mnie to dobija. Nic nie wiemy tak naprawdę. Jedyne co mamy to tylko strzępy informacji, jakieś kiepskiej jakości podsłuchy, bazy starych dysków... Nie wiem dlaczego oni tak bardzo pragną cię dostać w swoje ręce, ale wierz mi kochaniutki, postawili w stan alarmowy wszystkie tajne służby. Nie wiem też do czego mógłbyś się nam przydać. Etani mówi coś o wybrańcu. Czy myślisz, że... mógłbyś nim być?

Kobieta przysunęła się jeszcze bliżej, a jej ogromne piersi otarły się o ramię chłopaka, jakby zapraszając do... No właśnie, co on miał teraz zrobić?
 

Ostatnio edytowane przez Mira : 18-10-2009 o 17:08.
Mira jest offline  
Stary 31-10-2009, 18:03   #10
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Wszystkie usłyszane przed chwilą słowa krążyły po jego głowie, odbijały się od krawędzi umysłu i wybuchały, powodując kolejne wstrząsy psychiczne u młodego człowieka. Pod koniec monologu kobiety przestał nawet podziwiać jej niewątpliwe walory - myślami był bowiem bardzo daleko stąd...

Myśl o partyzantce rozgrzała z lekka jego serce. Zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, z wiecznego zagrożenia, które spadnie na niego i jego bliskich, gdy dołączy do takiej organizacji, ale czy było inne wyjście? To był najprostszy i najlepszy zarazem sposób, by uczynić z Edenu prawdziwy raj - i jeśli miał okazję przyłączyć się do tego, nie mógł odmówić.

Poza tym, przed oczami widział już siebie, który - w dłoni trzymając karabin - zagrzewa swych sprzymierzeńców do walki, daje im siłę i natchnienie dzięki potężnej, niemal magicznej mocy poezji. Jak za dawnych lat, jak ówcześni poeci, których pieśni były silniejsze od każdego ostrza. Kto wie, może już niebawem stanie się kimś takim - może to jego idee, myśli i dzieła za paręnaście, może kilkadziesiąt lat stworzą nowy Eden - jego kulturę, mentalność przeciętnego człowieka...? Kto wie...

Potem jednak padły kolejne słowa, a wizja pięknej przyszłości zaczęła powoli się rozwiewać.

- Czy myślisz, że... mógłbyś nim być? - spytała w końcu Nina, spoglądając na chłopaka.

- Ja... Nie wiem. Nie mam pojęcia. - westchnął Sergiej, nie patrząc nawet na swą rozmówczynię. W jego głosie ciężko było nie wyczuć nie tyle smutku, co zawodu, a może rozczarowania.

- O co chodzi? - spytała major, patrząc ze zdziwieniem. To raczej nie była normalna reakcja na usłyszenie, iż jest się wybrańcem...

- Wiecie o mnie sporo, zapewne też znacie mój światopogląd. To, o czym przed chwilą mówiłaś... Cóż, nie pasuje do niego. Bycie wybrańcem wobec świata, gdzie każdy człowiek jest równy to chyba paradoks, prawda? - mówił powoli, wpatrując się w przeciwną ścianę ciężarówki - Przewyższać ludzkość, mówiąc przy tym o równości to już hipokryzja.

- Przewyższasz lud, ale także tych, którzy go gnębią. Nasze cele nie zawsze będą się pokrywały z tym, co zamierzasz, ale kiedyś - dzięki swej potędze, doskonałości - mógłbyś spróbować wywyższyć każdego człowieka. - stwierdziła Tsurra, głaszcząc go lekko po głowie.

- Nawet jeśli, to by spełnić wszystkie idee, musiałbym zniszczyć tych, którzy ten lud przewyższają. Musiałbym zniszczyć siebie. - westchnął.

- Nie przejmuj się tym, nie teraz. Może wcale nie będzie to konieczne. - szepnęła mu do ucha kobieta, by po chwili delikatnie pocałować młodzieńca w skroń.

- A Etani... Kim on jest? - spytał po chwili, którą spożytkował na objęcie kobiety, Tarnajew.

- Za chwilę o tym pomówimy, dobrze...?

Sergiej nie miał powodu, by odmawiać. Szczególnie, że ciemne wnętrze furgonetki było wręcz doskonałym miejscem do zawierania nowych, wyjątkowo obiecujących znajomości...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167