Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-10-2009, 02:10   #1
 
behemot's Avatar
 
Reputacja: 851 behemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwu
[Gasnące Słońca] De Anima - sesja (behemot & Mira)


De Anima
Warsztat Gasnących Słońc
Stacja (muzyka)

Wentylatory szumiały miarowo. Wraz z bladym i słabym blaskiem świetlówek tworząc ciężką, i senną atmosferę w mediotece. W pomieszczeniu znajdowało się około dziesięciu stanowisk z generatorami ruchomych obrazów, teraz tylko dwa były aktywne. Dwójka ludzi nieokreślonej płci śledziła w skupieniu filmy, starając się przyswoić jak najwięcej informacji z zapisu.

Nikt nie zakłócał ich spokoju, tylko morskie zwierzęta co jakiś czas podpływały zwabione światłem do kilkumetrowego iluminatora, przez chwilę pływały wzdłuż szklanej bariery by szybko odpłynąć w poszukiwaniu pożywienia, zupełnie nieświadome co widziały.

Stan nieświadomości był konieczny. Mieszkańcy stacji poświęcili wiele środków by zachować swe istnienie w tajemnicy, skryci setki metrów pod powierzchnią wody, w środku wielomorza na planecie Madok, w miejscu pozbawionym surowców, nieodwiedzanym przez statki, w środku niczego. Dla ludzi z powierzchni samo ich istnienie było zagrożeniem i herezją.

Jedno z istot skończyło pracę i opuściło pomieszczenie, drugie zostało samo, choć nie do końca. W kompleksie na każdym kroku mieszkańcom towarzyszył ruch kamer, oraz cierpliwe milczenie mikrofonów. Wszystko to w trosce o bezpieczeństwo mieszkańców.

Samotne ucznie ubrane było w obcisły zielony kombinezon, pozbawiony jakichkolwiek szczegółów poza plakietką z kodem kreskowym i numerem serii: Ψ13. Na stole przed nim migotały obrazy, przez słuchawki płynął głos lektora:
W Znanych Światach dostęp do wytworów technologii jest limitowany i regulowany przez Ligę kupiecką oraz Kościół. Pośród radykalnych odłamów Kościoła Wszechświatowego jak Avestianie nawet samo posiadanie artefaktów jest znamieniem herezji. O ile szlachta oraz Liga jest chroniona, o tyle osoby niezrzeszone obnoszące się z technologią narażają się na gniew fanatyków. Paradoksem jest, że sami potępiając rozwój techniczny korzystają z możliwości jakie ona daje. Pro publico bono.
Wraz z dźwiękiem projektor generował obraz zakapturzonych sylwetek uzbrojonych w miotacze płomieni, grupa przemierzała komnatę wypełnioną ekranami i książkami co chwila wypuszczając jęzory ognia, aż wreszcie całe pomieszczenie pochłonął jeden pożar.

Świat na powierzchni był niebezpieczny, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ono. Tego uczono na każdych sesjach edukacyjnych. Sięgnęło do zasobów Programu by przywołać wspomnienie. Niewielkiej sali wykładowej z ruchomym obrazem na jednej ze ścian, w kilku rzędach siedziały jednakowe sylwetki w zielonych uniformach, o ufnych oczach i nie wyrażających nic twarzach. Jak klony różniące się tylko numerem i kodem kreskowym na identyfikatorze. Naprzeciw nich inżynier Abdera przypominała im jak ważna jest ich koncentracja w czasie sesji i jak skonfigurować program by zachować jak najwierniejszą kopię.

Ekran zamigotał by po chwili zapełnić się obrazem miasta o wysokich wieżach z metalu i szkła sięgających nieba, kamera wznosiła się od podnóża, gdzie na błotnistej ulicy ludzie w płóciennych płaszczach przepychali swoje wozy z zwierzęcym zaprzęgiem, aż na najwyższe piętra, gdzie w złocie i krysztale na tronach siedzieli trzej mężczyźni: kupiec, rycerz i kapłan. Lektor opowiadał:
Na dziesiątkach planet Znanych Światów żyją miliardy ludzi, jednak choć minęły milenia od czasu gdy ludzkość sięgnęła gwiazd to większość populacji żyje tak jak w mitycznych czasach na poziomie niewiele różniącym się od wegetacji dzikich zwierząt, nie wiedzą oni nic o kosmosie, gwiezdnych statkach i myślących maszynach. Dla nich zaawansowana technologia niczym nie różni się od magii, a ta jest potępiana przez religię.

Są trzy siły, które sprawują rządy nad Imperium. Szlachta trzyma we władaniu ziemię i ludzi, decydując o losie i śmierci podległych chłopów. Kościół sprawuje rząd dusz, decydując o tym co dobre i złe, za odstępstwo od doktryny każąc śmiercią. Zaś Liga kontroluje pracę i towary, limitując dostęp do techniki.

Wszystkie te siły od setek lat utrzymują status quo, tylko one mają dostęp do wiedzy i władzy, choć stanowią ułamek społeczeństwa kontrolują je. Chcą zatrzymać wszelkie zmiany, lecz zmiany dotykają ich w pierwszej kolejności. Czując się bezkarni nie ograniczają swoich pragnień. Choć powtarzają, że są po to by chronić ludzi, sami są największym zagrożeniem dla przetrwania ludzkości. Jeśli ludzkość ma przetrwać, musi odrzucić ograniczenia które narzucają. Czas by człowiek wrócił na ścieżkę rozwoju...

Program posłusznie przyswajał treść i chłonął obraz, dzień w dzień, a raczej cykl po cyklu, bowiem setki metrów pod wodą doba była tylko teorią.


Tak było od początku, od momentu gdy do świadomości dobiegły pierwsze dźwięki, od pierwszego bólu. Bólu w płucach gdy pęcherzyki dotąd wypełnione utlenioną cieczą pęczniały pod naporem powietrza, gdy w przyzwyczajone do ciemności oczy wbijały się wiązki światła, zaś skóra wydawała się tak dziwnie sucha. To było pierwsze wspomnienie Programu.

Ono pamiętało coś jeszcze, długie dni gdy tkwiło już w białkowym więzieniu, jednak pozbawionym jakichkolwiek zmysłów. A mimo to pamiętało uczucie kabiny wypełnionej serum, plątaninę przewodów i rurek biegnących z aparatury do ciała. I ten szum wokół zbiornika. Nieustanny szmer osób kontrolujących, monitorujących każdą chwilę rodzącego się klona. Pamiętało nawet ich emocje, mieszaninę podniecenia, entuzjazmu, nadziei...i strachu.

 

Ostatnio edytowane przez behemot : 26-10-2009 o 13:36.
behemot jest offline  
Stary 19-11-2009, 21:11   #2
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 27005 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
To podróżowało. To podróżowało poza czasem i przestrzenią. Jeśli jednak miałoby określić swoją drogę, to była to ścieżka długa. Na pewno nie krótka. To zapomniało nawet kiedy wyruszyło, skąd, po co i dokąd. To wiedziało jedynie, że musi podążać prosto przed siebie, wzdłuż pustki, podług samotności, przez światy i istnienia, aż wreszcie znajdzie miejsce, do którego kiedyś musiało wyruszyć.

Teraz To czuło podniecenie. Na końcu drogi wreszcie coś się pojawiło, mały, lecz rosnący z każda chwila pulsujący punkcik. To jeszcze raz próbowało sobie przypomnieć czym ma być ów cel, lecz nie potrafiło. Czy było to zresztą ważne? Cokolwiek czekało w tym pulsujący punkciku, stanowiło zwieńczenie jednostajnej podróży.

Choć nie znało pojęcia pustki, doświadczyło jej teraz, gdy znalazło się w mglistym, pozbawionym kształtu i materii tworze. To przez chwilę nawet chciało uciec z powrotem, jednak blade wspomnienie misji, która je tu przywiodła, nakazało poddać się tworowi, który o dziwo coraz bardziej nabierał wyrazistości. Aż wreszcie pojawiło się konkretne Coś – Program.

Program posłusznie przyswajał treść i chłonął obraz, dzień w dzień, a raczej cykl po cyklu, bowiem setki metrów pod wodą doba była tylko teorią. To mimo że wciąż nie miało świadomości swego istnienia z rosnącą fascynacją doświadczało wszystkiego, co przetwarzał Program.

To przerastało jednak program, który nie miał woli ani pragnień. To zaś nie tylko czuło, ale również zapisywało wspomnienia. Chociaż Program wcale tego nie zakładał, pamiętało długie dni gdy tkwiło już w białkowym więzieniu, jednak pozbawionym jakichkolwiek zmysłów. A mimo to pamiętało uczucie kabiny wypełnionej serum, plątaninę przewodów i rurek biegnących z aparatury do ciała. I ten szum wokół zbiornika. Nieustanny szmer osób kontrolujących, monitorujących każdą chwilę rodzącego się klona. Pamiętało nawet ich emocje, mieszaninę podniecenia, entuzjazmu, nadziei...i strachu.

To uczyło się zanim program zaczął przekazywać do mózgu konkretne informacje. Poznając powoli zmysły, które budziły się z każdym dniem, siedziało cichutko smakując się w tych niezwykłych wrażeniach.

Wpierw pojawił się słuch. Dźwięki powoli napełniały okolicę i choć czasem wydawało się, że ich nie ma, zawsze w pobliżu można było uświadczyć jakiegoś źródła tykania, cykania, skrzypienia. No i było oczywiście bulgotanie, lecz z niego zdało sobie sprawę dopiero, gdy ustało. Czy to nie zabawne? Jak wiele musiało być tego rodzaju doznań, które trwają ciągle i dlatego jest się ich nie świadomym? To jednak szybko zapomniało o bulgotaniu, gdyż pojawiło się w okolicy coś znacznie ciekawszego – ludzkie głosy. Początkowo nie rozumiało ich zupełnie, jednak wpisywało we wspomnienia. Niedługo tez miało zacząć rozumieć, gdy dźwięki połączyły się z obrazami.

Któregoś dnia nicość nagle zniknęła, a zastąpiła ją ciemność. Chociaż to nie powinno rozumieć zmiany, coś w oparach pamięci, dawnego bytu podpowiadało, że to właśnie jest mrok. O ile jednak nieprzenikniony, jednolity obraz był intrygujący, o tyle niby obuch uderzyły weń wrażenia, kiedy rozbryzgało światło. Powoli wyostrzając się z każdym dniem wzrok przyniósł temu chyba najwięcej wrażeń na raz.

Niewiadomo kiedy tez pojawił się węch. Ot któregoś dnia po prostu mężczyzna w białym stroju upuścił szklane naczynie z żółtą substancją. Gdy ciecz rozlała się po podłodze, wszyscy nagle zaczęli krzyczeć i wypominać niezdarnemu człekowi jego czyn. To zrozumiało ich irytacje, gdy nozdrza zostały podrażnione silnym odorem.

Dotyk pojawił się z chwilą, gdy Program uwolnił ciało, w którym znajdowało się to. Czując inna strukturę podłogi pod stopami, różna ciepłotę i stan skupienia rzeczy, których dotykało palcami, to uzmysłowiło sobie, ze oto jego ulubiony zmysł.

To odkryło zaś smak zupełnym przypadkiem, gdy w fascynacji dotykania wszystkiego każdą częścią ciała, przyłożyło język do metalowego naczynia, a potem innych przedmiotów. Najgorzej było, gdy otworzyło jedna fiolkę i wlało sobie jej zawartość do gardła. Pani w białym stroju bardzo się wtedy złościła, a to miało wrażenie, że ciało zostało skażone. Na szczęście w skutek dziwnych i jakże fascynujących procesów oczyszczania, toksyna została usunięta.
Pomimo iż to obserwowało bardzo uważnie i uczyło się z wielką chęcią, wiedza była zawsze niekompletna, dopiero Program z każdym dniem nauczania ciała, jak ma się zachowywać, rozszerzał oraz uzupełniał zgromadzone dotychczas informacje.

Wciąż jednak to wolało się uczyć samodzielnie, zdając sobie sprawę z nie obiektywności Programu. Tak choćby dokonało kolejnego, przełomowego odkrycia. Był już wieczór. Ludzie rozeszli się by odpocząć, została jeno dwójka. Jim i Mara, jak zapamiętało to z ich rozmów. Mara miała partnera, jednak wyraźnie lubiła Jima, a i on wdawał się nią szczerze zainteresowany. Jim miał wątpliwości czy może dotykać Mary, przez co głownie patrzył. Kobiecie to nie wystarczało, dlatego zaaranżowała sytuacje z rzekomym wypadkiem w laboratorium, przez który upadła bez czucia, kiedy nikt nie widział. Kiedy Jim znalazł się w tej samej części pomieszczenia, nie tylko zaczął ją obmacywać, ale i wyznał swoja miłość. Kiedy Mara „wróciła” do siebie, jeszcze ja przepraszał za stawianie w nieprzyjemnej sytuacji oraz pocałunki. To patrzyło z fascynacją, jak Mara po chwili udanego zmartwienia wybacza mężczyźnie jego „błędy” pod warunkiem, że będą się dalej powtarzać oraz zostaną zachowane w tajemnicy przed jej partnerem. Tego dnia to zrozumiało także, że samo jest kobietą.



 

Ostatnio edytowane przez Mira : 19-11-2009 o 21:20.
Mira jest offline  
Stary 13-09-2010, 17:14   #3
 
behemot's Avatar
 
Reputacja: 851 behemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwubehemot jest godny podziwu

Znajdowali się w sterylnym sześcianie podwodnej stacji, na przeciw nich stał mężczyzna, miał zaciśnięte wąskie usta, był skoncentrowany. W dłoniach trzymał rewolwer, wzniesiony, gotowy do strzału. Z tej odległości nie miał prawa chybić.
Strzał.
Uderzenie małokalibrowego pocisku wstrząsnęło ciałem klona. Ręce chwyciły za ranę w brzuchu, przez palce przeciekała czerwona krew. Umysł Programu zasypały bodźce jakich dotąd nie doświadczył, nie tylko nowy wymiar bólu, ale też słabnących z każdą kroplą sił, eksplozje adrenaliny, na prędce symulowane warianty przyszłości, których w większość końcem była śmierć. Przez chwilę Program zawiesił się w bezruchu, nie mogąc się zdecydować na żadne działanie, nie mając pewności, która procedura będzie optymalna w tej sytuacji, a przede wszystkim która gwarantuje przetrwanie. A z każdą mikrosekundą uchodziło z niego życie. Nie było czasu na symulacje, wybrał pierwszy wariant ze stosu. Ruszył szybkim skokiem po skosie, przestrzeń gdzie przed chwilą stali przeciął kolejny pocisk. Już drugi pocisk z sześciu. Odbił się gdy tylko wylądował zaraz zmieniając tor ruchu unikając kolejnego strzału. Trzeci. Już był w zwarciu, prawą dłonią chwycił za nadgarstek, drugą popchnął u nasady łokcia wykręcając boleśnie, chwyt na broni zluźnił się na tyle by wyrwać pistolet. Ale przeciwników zawsze było wielu. Trzymając sparaliżowanego instruktora jako tarczę wymierzyło w stronę tarcz, trzykrotnie wypaliło z broni, koniec naboi. Instruktora ogłuszył uderzeniem rękojeści, a potem patrząc na swoje dzieło samo osunęło się na podłogę. Czuło jak powoli umiera, miał dość sił by czuć każdą chwilę, może gdyby miał ze sobą iniektor z eliksirem, albo syntetyczną skórę zdołało by jeszcze się odratować. A tak pozostało mu tylko czekać...
-Dobrze. - zabrzmiał głos z głośników - Ćwiczenie zakończone. - drzwi do sześcianu rozsunęły sie z sykiem, do środka wbiegli sanitariusze klękając zaraz nad ciałem klona, iniektor z eliksirem by zagoić obrażenia wewnętrzne, syntskóra na ranę by powstrzymać krwawienie. Drugi duet cudził instruktora. Potem przerzucono je na nosze, gdy je wynosili przez głośniki jeszcze płynął komentarz do manewrów:
- Twoje ciało jest zdolne powstrzymać miejscowe krwawienie, a umysł oddzielić niepożądane bodźce by skupić się na działaniu. Nawet jeśli zostaniesz trafiona, przez minutę twoja sprawność będzie wystarczająco wysoka by zlikwidować źródło zagrożenia. W sytuacji zagrożenia nie będziesz mieć czasu na symulacje optymalnych rozwiązań, przyjęcie strategii o najwyższym prawdopodobieństwie jest koniecznym kompromisem. Teraz twoje ciało zostanie naprawione i będziesz gotowa do dalszych ćwiczeń. - głos mówił prawdę, kilka godzin później przebudziło się z snu, brzuch ciągle bolał, jednak kula została wyjęta, a sama rana zaszyta. Po całym ćwiczeniu pozostał tylko mały dołeczek w środku brzucha.


Na pewien czas obniżono im poziom szkoleń fizycznych, a skoncentrowano się na przyswajaniu wiedzy, bank informacji został wzbogacony a morfologii klonów. Choć zostało stworzone na podobieństwo ludzi, to ciało klona było o wiele efektywniejsze, pozbawione pozostałości po długiej drodze ewolucji, tylko od początku zaprojektowane do czekających je zadań. Odporniejsze, bardziej wydolne, zdolne do adaptacji. To co było błogosławień przez ludzi z powierzchni było uważane za przekleństwo, znak złych sił. Przy każdym poszerzeniu banku pamięci dodawano linię o konieczność zachowania w tajemnicy swojego pochodzenia, istnienia stacji, oraz tego czym się jest. Ujawnienie tych informacji sprowadziło by zagrożenie na klona.
Na dyskach mediateki zgromadzono dane o innych odmieńcach, sami ludzie przed wiekami w czasach świetności II Republiki eksperymentowali z własnym ciałem, tworząc morfy przystosowane do ekstremalnych warunków nowych planet lub też specyficznych zadań. Część z eksperymentów była ślepą ulicą ewolucji, jednak sam proces zwiększał różnorodność cywilizacji. Mimo mrocznych wieków geny przemienionych ciągle krążyły w puli ludzkości i nadal mutanci byli spotykani, zwykle pogardzani i nienawidzeni przez normalnych ludzi, ścigani i zabijani za swoją odmienność. Gatunek ludzki ewoluował też samoistnie, a jego najbardziej niezwykłą mutacją była zdolność PSI. Zjawisko Psi polegało na zdolności psychonika do poza materialnego manipulowania rzeczywistością. W czasie II Republiki tym fenomenem zajmował się Instytu Phavian, jednak wraz z upadkiem instytucji odeszło też naukowe spojrzenie na niezwykłe zdolności. Sami Psychonicy traktowali swój dar jako efekt oświecenia i zrozumienia swego miejsca we wszechświecie, jednak kościół Ortodoksji starał się przekonać masy, że niezwykle zdolności mogą płynąć albo z głębokiej wiary, tym samym akceptując Teurgiczne rytuały we własnych szeregach, albo od nieczystych sił, tym samym każdy Okultysta nie będący pod kontrolą Ortodoksji był uważany za istotę skażoną grzechem.
Program posłusznie chłonął kolejne partie wiedzy, w ciągu tygodni które minęły od narodzin obserwowała jak rósł, z początku wydawał się prostym algorytmem wgranym w biologiczne ciało by kierować jego ruchami, ale w czasie szkolenia każdego dnia był karmiony bodźcami, terabajtami danych, które chłonął jak gąbka wodę. W biologicznym mózgu tworzył bank informacji o świecie na powierzchni, cywilizacji ludzi, obecnie i w przeszłości. Wraz z teoretycznymi informacjami przyswajał ćwiczenia szkolenia. Fizyczny trening, umiejętności obsługi wytworów technologi, broni i walki, wreszcie sztukę manipulowania ludźmi. To ostatnie było najtrudniejsze, przy całym swym podobieństwie fizycznym nawet przy prostych rozmowach klony zdradzały swoją naturę. Były kierowane przez program, program zdolny do uczenia się, przyswajania informacji i wykorzystywania ich, ale nadal będący tylko algorytmem, którego procesy trwały kilka tygodni. Część klonów nie radziła sobie z natłokiem informacji, ich umysł zdawał się być przytłoczony ich ilością i w końcu blokował się nie przyjmując dodatkowych danych. Ci byli usuwani z grupy szkoleniowej, instruktorzy zapewniali, że zostali oni przeniesieni na inną stację, gdzie ich możliwości zostaną w pełni wykorzystane. Z każdym tygodniem było ich coraz mniej. Jej ciało i Program radziły sobie dobrze, miała wrażenie, że nawet lepiej od pozostałych, choć instruktorzy unikali jakiegokolwiek różnicowania, każde ćwiczenie kończyło się komunikatem "Dobrze" lub "Musimy to powtórzyć", a potem następowała długa lista rzeczy do poprawy. Zawsze te dwie frazy, nigdy nic więcej. Z czasem coraz mniej uwagi musiała poświęcać kierowaniu ciałem, Program nabierał samodzielności, ciągle odtwarzał sekwencję, ale z każdym dniem był coraz bardziej złożony. Zaczęła się zastanawiać czy Program jej potrzebował, czy nie była tylko niechcianym pasażerem na gapę, przyklejonym do ciała i umysłu, niepotrzebnym i bezcelowym. Tym bardziej, że w innych klonach nigdy nie wyczuła czegoś na swoje podobieństwo, kiedyś odważyła się i przejęła na chwilę pełnie kontroli nad ciałem, było to w bibliotece, studiowały w niej tylko dwa modele Ψ, zmusiła ciało by powiedziało słowa do drugiego klona:
- Czy miałeś kiedyś wrażenie, że znajdujesz się poza ciałem? Że prócz niego jest coś więcej? - drugi klon przerwał ćwiczenie, spojrzał na nie, jego twarz zastygła bez wyraz gdy drugi program przeszukiwał pamięć i analizował zdanie.
- Nie. - odpowiedział krótko i wrócił do poprzedniej czynności. Więcej wolała nie próbować, każda próba była odstępstwem od normy, anomalią, która przyciągnęła by uwagę personelu. Nie była pewna czy tego chce. Jeszcze przy jednej okazji zastanawiała się czy nie spróbować ponownie, model 42 z jej serii osiągnął ponadprzeciętne wyniki w teście Turinga, wiele z swego czasu na szkolenie do wyboru poświęcał na przyswajania zjawiska religii. Jednak zanim się zdecydowała 42 znaleziono w mediatece skulonego w kącie, z nogami podciągniętymi pod brodę, kiwał się powoli w przód i w tył powtarzając cicho:
-Ja nie istnieje, nie istnieje, nie istnieje... - sanitariusze zabrali go do ambulatorium, potem przeniesiono go w miejsce gdzie jego zdolności będą lepiej wykorzystane i nigdy więcej już go nie spotkała.

Za to w pracownikach stacji wyczuwała coś jak ciepło świecy, jednak gdy próbowała się zbliżyć światło oddalało się jak blask latarni na horyzoncie, zawsze odległe, zawsze nieosiągalne. Na jednym z kursów załadowano im blok o projekcji, gdy ludzie czegoś bardzo pragnęli gotowi byli widzieć tego ślady w czymkolwiek, nawet tam gdzie ich nie ma. Nawet gdy nigdy nie uzyskali potwierdzenia tego w co wierzą. Może właśnie tego doświadczyła.



Wróciła do przeglądania kroniki, uruchomiła prezentację o II Republicę, z wszystkich komunikatów jakie otrzymywali wynikało, że czas II Republiki był złotym wiekiem ludzkości, nie pozbawionym wad, jednak szczytem cywilizacyjnego rozwoju. Czasem minionym.
Cywilizacja ludzi dwukrotnie się zjednoczyła, za każdym razem efektem tego był skok technologiczny, pierwsze zespojenie nastąpiło jeszcze na Świętej Terrze, planecie kolebce ludzkości. Choć przez milenia ludzie toczyli wojny, w końcu udało im się od nich uwolnić, a siły poświęcili już nie konkurowaniu, ale podbojowi kosmosu. Tak ludzkość sięgnęła gwiazd, na początku podbój był powolny, ludzie tworzyli olbrzymie światostatki kolonizacyjne, które nawet przez wieki przemierzały kosmos nim trafiły na docelową planetę, która można było terraformować tak by nadawała się do życia. Ekspansja przyspieszyła wraz z odkryciem Gwiezdnych Wrót, reliktu dawnej cywilizacji zwanej jako Annunaki. Artefakt który umożliwiał podróż w przestrzeni z prędkością szybszą niż prędkość światła. Odkrywano kolejne światy i kolejne wrota, ludzkość rozproszyła się, w wraz z tym diasporą poluźniły się więzy z Terrą. Dawni koloniści nie chcieli już służyć ziemskim korporacjom. Historia zatoczyła koło, tak jak kiedyś narody Terry zjednoczyły się, tak obywatele wielu światów porzucili historyczne uprzedzenia. Tak narodziła się II Republika. Nauczona doświadczeniami ludzkość osiągnęła poziom technologiczny dotąd niespotykany, sekret Gwiezdnych Wrót pozwalał kolonizować nowe planety w zawrotnym tempie. W którymś momencie coś jednak poszło nie tak, imperium rosło i różnicowało się, a jednocześnie rosły w siłę stronnictwa, które nie myślały o całości tylko o sobie. Szlachta, Gildię i Kościół walczyły o wpływy nad Imperium, wydzierając sobie kolejne dziedziny życia, nie pozostawiając wiele dla zwykłych ludzi. Wartości Republikańskie musiały ustąpić nowemu feudalizmowi.
Historia zatoczyła koło tak jak to miało miejsce w przeszłości, po okresie wzrostu nastały nowe mroczne wieki, jednak tym razem czas zapomnienia trwał dłużej, cywilizacja zastygła w martwym punkcie niezdolna wyrwać się z marazmu i ponownie piąć się po krzywej. Tymczasem inne rasy poza Znanymi Światami rozwijały się, na Stygmacie odkryto dziwną rasę Symbiotów, zdolnych łączyć różne organizmy w jedną nadświadomość zwaną Siecią Życia. Flota Cesarza toczyła niekończącą się walkę z xenomorfami. Po drugiej stronie gwiezdnych wrót szlachecki ród Decadosów graniczył z rasą Vau, która pod wieloma względami przypominała ludzi z czasów ich świetności. Vau podążali nadal ścieżką technologii a ich dominium obejmowało setki światów, tak jak kiedyś Republika. Dotychczas pozostawali pokojowo nastawieni, jednak nikt nie mógł gwarantować, że stan ten potrwa wiecznie.
Jeśli człowiek miał przetrwać musiał brać udział w wyścigu, ludzkość potrzebowała siły, która znowu nada jej pęd. Tą siłę stanowiła podwodna stacja Eden i projekt klonów. Idealni agenci, którzy w przyszłości mieli z chirurgiczną precyzją przeciąć więzy trzymające cywilizacje w miejscu.



Klon zamknął transmisje. Wszystko co działo się na stacji było tylko przygotowaniem, w przyszłości mieli wyruszyć na powierzchnię by wtopić się w społeczeństwo i jako tajni agenci zmian likwidować przeszkody. Przez tych którzy obecnie trzymają władzę zostaną nazwani skrytobójcami, terrorystami i szpiegami. Ale Program był na to gotowy. Od początku swego istnienia był uczony, że jego działania będą powodować ból u ofiar, ale że tylko dzięki nim ludzkość przetrwa. Poświęcając jednostki przetrwają miliardy. Program to akceptował. I czekał na dzień, gdy będzie ruszyć na powierzchnie by spełnić to do czego został stworzony.

Dzień ten musiał być bliski. Na stację przybył klon z serii α, kobieta imieniem Eve. Opowiadała o życiu na powierzchni, ale to co mówiła już wiedzieli. Nie to było ważne. Istotne było to, że Eve była niepodobna do jakiegokolwiek innego klona, czy człowieka.
Małą długie ciemne włosy spięte w kok, skórę miała lekko opaloną, ubrana była w strój gildii jak z projekcji miast. I choć brak w niej było płomienia ludzi, to w wyglądzie, zachowaniu i sławach była jak człowiek, niepowtarzalna i naturalna. I ta informacja została zanotowana przez Program, że pewnego dnia kopie staną się unikalne.
 
__________________
Efekt masy sam się nie zrobi, per aspera ad astra

Ostatnio edytowane przez behemot : 13-09-2010 o 17:46.
behemot jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170