Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-12-2009, 11:01   #1
 
Rahaela's Avatar
 
Reputacja: 27 Rahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodzeRahaela jest na bardzo dobrej drodze
[Warhammer 40000] Mroczne Anioły

Rekrutacja do Mrocznych Aniołów odbywa się raz na jedno pokolenie. Zależnie od władz zakonu dotyczy ona tylko jednej planety lub kilku specjalnie wyznaczonych. Tym razem padło na wasze światy, Mroczne Anioły wylądowały z rykiem i wrzaskiem przywiezione przez wielkie, metaliczne drapieżniki. Pół-bogowie zstąpili na ziemie okuci w ponure ciemnozielone zbroje. Zebrali na placach dzieci oraz młodzież i zaczęli odsiewać ziarna od plew. Tym razem nie zabrali ze sobą tylko najmężniejszych mężczyzn, zwerbowali także najbardziej dzikie i nieokiełznane kobiety jakie zrodziła wasza ziemia. Zgromadzono was w ciemnych żołądkach drapieżników, które zawyły z dziką radością mając pełne brzuchy. Połknięci i z pewnością natychmiast przetrawieni zauważyliście przez szpary jak zieleń waszych światów ustępuje miejsca obłokom, a następnie gwiazdą z nocnego nieba. Bestia niosła wasze dusze ku zaświatom, do swojego gniazda wokół którego wirowały dziesiątki mniejszych i większych drapieżników wypatrujących zdobyczy. Zbliżaliście się do ogromnej skały zawieszonej pośród gwiazd. Majaczyły na niej budowle, mury i szpiczaste wieże sięgające gwiazd. Ciemność was spowiła, gdy skała was połknęła. Bestia osiadła w ciemnościach wydając z siebie pomruk zadowolenia, wydalając was z siebie w kierunku olśniewającego światła. Z jasności wyłoniła się postać ubrana w lśniące, niebiańskie szaty. Tytan o masie co najmniej czterech ludzi mogący z łatwością zmiażdżyć wasze głowy w jednej ręce. Jego głos był donośny i grzmiący jak piorun w szczerym polu.
- Witajcie w waszym nowym życiu po życiu! Witajcie na The Rock!!!

Stoicie na chłodnej metalowej płycie, na lądowisku w wielkiej jaskini. Z wielu pojazdów ustawionych w szeregu wychodzą przerażone dzieci i młodzież do 16 lat. Zbijacie się w jedną gęstą i przerażoną masę. Padające z wielu reflektorów światło strasznie was razi, widzicie tylko swoje cienie i gigantyczne rozmyte cienie Aniołów. Odziany w szaty wielki mężczyzna przyprawia wasze serca i żołądki wielkim strachem.
- Chodźcie za mną!! - Głos zadudnił donośnie na całym lądowisku. Eskortowani przez zakutych w zbroje tytanów ruszyliście za sylwetką mężczyzny.

Szliście chłodnym, sterylnym korytarzem, dzieci płakały i trzasły się, starsze dzieciaki próbowały być ciut dzielniejsze i dodawać młodszym otuchy. Weszliście w większy korytarz, gdzie po jego skrajach siedział bardziej ludzki w wyglądu personel przy różnych urządzeniach i monitorach. Kazali przechodzić wam pojedynczo między stanowiskami z jeszcze bardziej rażącym światłem. Osoby przed wami przechodziły do kolejnej sali, kilka razy zawył głośny, jazgotliwy dźwięk, po którym zabierano ryczące dziecko do innego pomieszczenia. W końcu po czekaniu w długiej kolejce i prześwietleniu dostaliście się do następnego pomieszczenia. Stał przed wami przy aparaturze mężczyzna normalnych rozmiarów z mechanicznym okiem. Oko tliło się tajemniczą, słabą zielenią. Poczekał, aż zbierze się was dziewięcioro. W grupie tej były 3 dziewczynki i 6 chłopców.
- Rozbierzcie się do naga i zostawcie swoje łachmany w tamtym kącie. - Mężczyzna odezwał się szorstko wskazując róg z porzuconymi ubraniami przez dzieci przed wami.
Przerażeni musieliście zostawić swoją odzież i bieliznę, a następnie wejść pod chemiczne natryski. Szczypiąca w oczy piana pokryła całe wasze ciało, a następnie została zdmuchnięta przez ciepły powiew powietrza. Po wyjściu z sali czekała na was kobieta, która okryła was szatami i zaprowadziła przed oblicze potężnie zbudowanego mężczyzny w zielono białym uniformie.

Świeżo nominowany Sierżant Azrael spojrzał na swych pierwszych podopiecznych. Garstka przerażonych i zasmarkanych dzieciaków trzęsąca się w szlafrokach z przerażenia. Przypomniał sobie, jak nie tak dawno temu sam stał zasmarkany wpatrujący się z przerażeniem w swojego własnego sierżanta Dominicusa. Z tą tylko drobną różnicą, że w jego oddziale, ani żadnym innym nie było dziewczynek. Smarkacze wpatrywały się w niego z coraz większym strachem. Wypadłoby coś powiedzieć oraz zaprowadzić je do ich wspólnej kwatery z przydziału po cieplejsze ubrania, poznanie ich imion też nie byłoby złym pomysłem.
 

Ostatnio edytowane przez Rahaela : 04-12-2009 o 13:38.
Rahaela jest offline  
Stary 04-12-2009, 15:21   #2
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21431 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Ciężko się było przyzwyczaić Kastorowi do nowych warunków. Było za ciepło, za głośno, za tłoczno. Za odmiennie... Jego dom był peryferyjną planetką, zacofaną pod wieloma względami. Typowym planetarnym zadupiem. Ale miała swoje zalety...duże przestrzenie, lasy, świeże powietrze, zero wieści z wojującego imperium oraz jedynie lokalne zagrożenia, zazwyczaj. Międzygalaktyczny statek z jednej strony wzbudzał zachwyt, z drugiej wywoływał nieprzyjemne uczucie klaustrofobii.
Kastor czuł już pewien rodzaj tęsknoty za domem. Tylko, że do domu nie mógł już wrócić. Jego rodzinna planetka umierała...ginęła. Jednak nie pod hordami orków czy straszliwszych od nich bestii. Prawie zapomniana przez imperium powoli oddalała się od słońca, z roku na rok otrzymując coraz mniej życiodajnego ciepła. Dom Kastora zamarzał.
A nowy dom prezentował się monumentalnie i ponuro zarazem.
Jednak nie było czasu na rozważania...Najpierw pognano ich w otoczeniu uzbrojonych i opancerzonych mężczyzn niczym bydło na rzeź. Nieprzyjemne skojarzenie, ale bardzo dobrze opisujące sytuację.
Potem stanie w kolejce i dziwne czynności, które Kastorowi wydawały się niezrozumiałe. Jak i większość technologii zresztą. Nie wiedział jakimi kryteriami kierowali się ci ludzie o stalowych spojrzeniach. Lecz chyba nie znaleźli żadnych wad u Kastora i pozostałej grupki.
- Rozbierzcie się do naga i zostawcie swoje łachmany w tamtym kącie. –
To polecenie mężczyzna przyjął z pewnym zażenowaniem. Mroźny klimat rodzinnego świata, jakoś nie zachęcał do paradowania nago. Toteż do nagości nigdy nie nawykł. I sam pomysł rozbierania się przy dziewczynach wstrząsnął Kastorem. Co prawda już parę razy rozbierał przy kobiecie. Ale sytuacja wtedy była bardziej...intymna.
Lecz wojownik z mechanicznym okiem, nie wyglądał na kogoś, kto wdawałby się w dysputy. No cóż...mus to mus... Przynajmniej powód tego całego zrzucania łachów okazał się logiczny. Chemiczne natryski...Kastor o tym słyszał, ale po skorzystaniu uznał, że raczej nie polubi. Już wolałby lodowatą wodę. Potem dano mu szaty, podczas których wydawania bąknął pod nosem.- Dziękuję.
Ostatnim etapem przygotowania było spotkanie z wielkim jak góra facetem, zapewne wrzeszczącym równie głośno jak pozostali. Kastor cofnął się na jego widok i zaklął w duchu. Miał wrażenie, że mężczyźnie brakuje tylko nalepki na pancerzu. „Witajcie w Piekle, jestem waszym osobistym katem.”
I Ravnos w duchu zatęsknił za swym lodowatym domem.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 04-12-2009 o 20:23.
abishai jest offline  
Stary 04-12-2009, 18:07   #3
 
kaufi's Avatar
 
Reputacja: 26 kaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodzekaufi jest na bardzo dobrej drodze
Olbrzymi mążczyzna w szacie która załaniała jego twarz był jedyną osobą która pozostała z wami w pomieszczeniu. Przypatrócjąc się można było zauważyć tatuaż na prawej dłoni i bladą skórę i białe włosy.

-Banda barserkerów żaden z nich nie jest nawet godzien służenia Imperatorowi i jeszcze te... kobiety-

Nagle w ciszy można było usłyszeć spokojny choć mocny i szorstki głos:

-A więc to koniec myślicie sobie, i choć to nieprawda to nie dokońca. Tak, nie macie już rodziny, znojomych czy plemienia, i musicie uświadomcie sobie że jej nie będziecie miali... dopuki sobie na to nie zasłużycie. Ale dosyć na dziś, idźcie za mną I pokaże wam gdzie śpicie. A jutro...-

Nagle odwórcił się na pięcie i ruszył wyprowadzając grópke na korytaż poprowadzil ich w prawo do głównego korytaża tego piętra następnie ruszył ku wielkiej windzie, zaczekał aż wszystcy wejdą , i zaczęli jechać w duł, i w duł,i w duł. Czuliście się jakbyście zjeżdżali w otchłań.

Nagle winda się zatrzymała i wyszliście na korytaż pełan “ludzi” w zbrojach zwiadowców okupujących ten poziom. Zaraz jak dżwi windy otworzyły się na tyle że można było wyjść Azrael ruszył korytażem wprost aż dotarł do pustego przedziału odwrócił się i powiedział:

-Od dziś aż do dnia kiedy zasłużycie sobie na skrzydła to będzie wasz nowy dom, który macie utrzymywać w całkowitej czystości każdy jest w pokoju z inną osobą a grupowe natryski są z tyłu pomieszczenia pierwszy pokój po prawej z jednym łóżkiem jest mój. A teraz rozejść się do spania i do zobaczenia jutro-

Zaraz gdy skończył mówić ruszył w kierunku swego pokoju i zamknął za sobą drzwi.
 
__________________
"because, if you confess with your mouth that Jesus is Lord and believe in your heart that God raised him from the dead, you will be saved."

Rom 10:9

Ostatnio edytowane przez kaufi : 05-12-2009 o 02:45.
kaufi jest offline  
Stary 04-12-2009, 19:33   #4
 
Puzzelini's Avatar
 
Reputacja: 20 Puzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znany
Ashley siedząc i obserwując z zapartym tchem oddalający się "dom", nadal nie mogła pojąć co tu robi...
Wszystko działo się szybko, za szybko, by cokolwiek mogła pojąć w swojej małej główce. Gdy chcieli Ją złapać próbowała uciekać, wyrywała się, aczkolwiek nic nie dało rezultatu. W końcu poddała się, czekając co przyniesie przyszłość...

Gdy po raz kolejny usłyszała odmienny ryk maszyny zaczęła rozglądać się. Wtedy oślepiające światło uderzyło ją w oczy. Z jasności wyjawiło się coś gigantycznego. Skuliła się pod potężnie brzmiącym głosem.
- Witajcie w waszym nowym życiu po życiu! Witajcie na The Rock!!!
Dziewczyna ze strachem w oczach rozejrzała się dookoła.
Gdy padł rozkaz, ledwo zmusiła swoje nogi do ruchu, by ruszyć razem z masą.
Przechodząc przez pomieszczenia w których widziała bardziej ludzkie postacie nabrała trochę odwagi. Ciekawość mieszana z lękiem, nakłaniała do bacznego obserwowania wszystkiego co było w pobliżu. Skróciło przynajmniej Jej to czas oczekiwania w kolejce.
Dziwne odgłosy, migające światła, i w końcu ten mężczyzna z mechanicznym okiem...
- Rozbierzcie się do naga i zostawcie swoje łachmany w tamtym kącie. - powiedział sucho i wskazał miejsce na które odruchowo dziewczyna zerknęła.
Nie myśląc długo pozbyła się swojego ubioru i przeniosła w róg pomieszczenia, po czym wróciła na miejsce, nie przejmując się obecnością również nagich chłopców.
Po kolejnych zabiegach, w następnej sali czekała kobieta z okryciem. Gdy Ashley dostała swoją, uśmiechnęła się nieśmiało do Niej i kiwnęła głową.

Kolejnym etapem był sporej postury mężczyzna, przyglądający się grupce bacznie. Znów szorstki głos przeciął ciszę i oczekiwanie.
-A więc to koniec myślicie sobie, i choć to nieprawda to nie do końca. Tak, nie macie już rodziny, znajomych czy plemienia, i musicie uświadomcie sobie że jej nie będziecie mieli... dopóki sobie na to nie zasłużycie. Ale dosyć na dziś, idźcie za mną I pokaże wam gdzie śpicie. A jutro...
Odwrócił się i ruszył przed siebie. Chcąc, nie chcąc ruszyła za mężczyzną korytarzykiem i posłuszne weszła do windy. Gdy drzwi zsunęły się poczuła, że zjeżdżają w dół... Minęła dobra chwila nim się zatrzymali, a Ashley tą chwilę poświęciła na dokładne obejrzenie pozostałej ósemki jak i mężczyzny. Temu ostatniemu, oczywiście skrycie. Przywykła do tego iż nadmierne wlepianie w kogoś swych oczu może być niebezpieczne.
Winda w końcu zatrzymała się, drzwi schowały i jej oczom ukazał się korytarz z mnóstwem osób. Gdy "przewodnik" ruszył, wszyscy wysypali się za nim.

-Od dziś aż do dnia kiedy zasłużycie sobie na skrzydła to będzie wasz nowy dom, który macie utrzymywać w całkowitej czystości każdy jest w pokoju z inną osobą a grupowe natryski są z tyłu pomieszczenia pierwszy pokój po prawej z jednym łóżkiem jest mój. A teraz rozejść się do spania i do zobaczenia jutro - po czym zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Ashley zlustrowała otoczenie, niezwykle zdziwiona pozostawieniem ich samych sobie... Ciekawość przezwyciężyła jakiekolwiek lęki i podeszła do pierwszych lepszych drzwi, chcąc oglądnąć sobie nową kwaterkę, lub jak kto woli - klatkę...
 
Puzzelini jest offline  
Stary 04-12-2009, 21:34   #5
 
Romulus's Avatar
 
Reputacja: 1834 Romulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłość
Szepczącego z Duchami przechodziły ciarki z ekscytacji, dumy, strachu i zimna, w tej mniej więcej kolejności. Oto spełniało się jego marzenie! Skrzydło Śmierci uwiozło go do gwiazd, tropem Przynoszącego Deszcz, Patriarchy jego plemienia! Raz na pokolenie Niebiańscy Wojownicy, wybrańcy Skrzydła Śmierci, przybywali do Świata Równin by najlepsi młodzieńcy otrzymali szansę na walkę w imieniu Imperatora Wielkiej Równiny i u boku ducha Primarchy Liona El'Johnsona, i on również został wybrany by wziąć udział w Odwiecznej Wojnie! Z iście religijną czcią wpatrywał się w legendarną Skałę, ponownie wieziony w brzuchu Ptaka Grzmotu, którym na Świat Równin przybyło Skrzydło Śmierci. Przypięci pasami do siedzeń wykonanych zapewne dla Tytanów, sądząc po rozmiarach, wybrańcy ze Świata Równin zachowywali godne milczenie (przerywane szczękaniem zębami). Szepczący z Duchami nigdy w życiu nie czuł się bardziej szczęśliwy i dumny - ba, zdawało mu się że nieco urósł! Choć z drugiej strony był już strasznie głodny... Ale mniejsza z tym, z powagą odrzucił mało wzniosłe myśli o pustym brzuchu w obliczu spełnienia marzeń...

- Witajcie w waszym nowym życiu po życiu! Witajcie na The Rock!!!

Gdy wyszedł z Ptaka Grzmotu czuł się jakby niebiosa nad nim się rozwarły. Zaraz jednak coś go zaniepokoiło. Usiłował kroczyć powoli i dostojnie, zgodnie z naukami ojca i powagą chwili, ale co i rusz ktoś go potrącał, nie zważając na wzniosłość sytuacji! W pewnym momencie poczuł na pięcie szczególnie dotkliwą "marchewkę"! Obrócił się i zmierzył oburzonym spojrzeniem jakąś zabiedzoną, śmierdzącą kupkę nieszczęścia, łachmanów i brudnych rudych kłaków, której niesamowicie wielkie i zielone oczy rozglądały się trwożnie naokoło i ...

- Squaw?! - Szepczącemu z Duchami zdawało się że świat wali mu się na głowę. Kobiety wśród Niebiańskich Wojowników?! Nie zdążył jednak dojść do siebie przed kolejnym rykiem który skierował tłum (w którym z przerażeniem ujrzał więcej ... dziewczyn!) w głąb korytarza. Musiał potruchtać z resztą, z trudem nadążając rejestrować te wszystkie nieznane i niezwykłe wspaniałości. Mało co sobie głowy nie ukręcił, spoglądając z podziwem na cuda ... techniki ... (z tego co pamiętał opowieści, tak się to zwało) Niebiańskich Wojowników. Rozglądając się oczywiście nie mógł zważać na wszystko i nic dziwnego że ktoś znowu dotkliwie przydeptał mu obute w mokasyn palce! Mało co nie wpadł w furię gdy zobaczył to same zakutane w łachmany stworzenie! Zanim jednak zdążył otworzyć usta, znalazł się w następnych pomieszczeniach gdzie nikt nie zważał na jego oburzenie i musiał grzecznie stać w długim rzędzie chłopców i (tak, tak, teraz musiał uwierzyć własnym oczom!) dziewcząt.

Polecenie obnażenia się przyjął z mieszanymi uczuciami. Na Świecie Równin całkowite publiczne pozbycie się odzienia równe było śmiertelnej obrazie, zwłaszcza przy squaw! Ponieważ jednak nikt zdawał się na to nie zważać, wybrał połowiczne rozwiązanie, odwracając się pośladkami do ... no, bezpośrednio rzecz ujmując - "bab". Na wszelki wypadek sępie pióro (które otrzymał w nagrodę za wypatrzenie stada jeleni w okresie największego głodu zeszłej zimy) wsadził do ust. Nie był zdziwiony widząc wśród dziewczyn chudą, rudowłosą prześladowczynię! Tak, wiedział że jego brak szczęścia odezwie się prędzej czy później! W lepszy humor wprawiło go to że pod tym niesamowitym urządzeniem, z którego coś gryzącego spadało na ich nagie ciała, trzęsła się bardziej niż on. To zrozumiałe, był przecież z plemienia Przynoszących Deszcz, spadkobierców Niebiańskich Wojowników! Spojrzał nieprzyjaźnie na wszystkie trzy dziewczyny. Chude jakieś, nie to co kobiety w jego plemieniu...

Założył jakiś miękki ubiór i stanął wraz z pozostałą ósemką przed ... hmm, Niebiańskim Wojownikiem, choć ten sprawiał dużo mniej majestatyczne wrażenie niż wojownicy Skrzydła Śmierci. Mimo to postanowił się odezwać z zachowaniem formy najwyższego szacunku i z godnością powitać go jako spadkobierca Przynoszącego Deszcz, gdy ten przemówił krótko, ucinając wszelkie plany Szepczącego z Duchami.

Kolejny trucht, kolejne pomieszczenie, tym razem ruchome! Szepczący z Duchami naprawdę musiał się wysilić by nie wrzasnąć ze strachu gdy podłoga niemal uciekła mu spod stóp! Rudowłosa zdawała przypatrywać mu się kpiąco, sama bez problemu zachowując równowagę fizyczną i umysłową, co strasznie go rozzłościło. Znowu jednak zanim zdążył się odezwać, czekał ich kolejny marsz...

-Od dziś aż do dnia kiedy zasłużycie sobie na skrzydła to będzie wasz nowy dom, który macie utrzymywać w całkowitej czystości każdy jest w pokoju z inną osobą a grupowe natryski są z tyłu pomieszczenia pierwszy pokój po prawej z jednym łóżkiem jest mój. A teraz rozejść się do spania i do zobaczenia jutro...

Dziewiątka Neofitów została sama. Nagle skóra pozbawiona tłuszczu, którym ojciec pieczołowicie natarł go przed odlotem w brzuchu Ptaka Grzmotu na Wielką Wędrówkę ze Skrzydłem Śmierci (higienicznie, dla ochrony przed pasożytami i zimnem, rzecz jasna) zaswędziała go szczególnie dotkliwie, brzuch rozbolał go z głodu i ... rozzłościł się.

- Co TO jest?! - wrzasnął i z oburzeniem wskazał palcem ... "baby". - Przecież to squaw, nosikiecki! - z podniecenia przeszedł na rodzimy język, zaraz się jednak poprawił w Niskim Gotyku - Co one tu robią wśród Niebiańskich Wojowników?! Skrzydło Śmierci będzie się gniewać!! - powiedział i z całą pogardą na jaką stać jedenastolatka (wyrośniętego jedenastolatka, dodajmy) machnął w kierunku trzech wpatrujących się w niego jadowicie dziewczyn. Ze wzburzenia wyprostował się na całą jeszcze niezbyt imponującą wysokość, zapomniał o ostrożności i odpowiedział oburzonym spojrzeniem, chcąc je zmusić do opuszczenia wzroku i zawstydzenia się. Zwłaszcza to rude, chude, wredne coś o perkatym nosie. No dobra, nos nie był taki znowu perkaty, ale w tym stanie ducha gotów był przysiąc że taki jest...
 
__________________
Why Do We Fall? So We Can Rise
Romulus jest offline  
Stary 05-12-2009, 03:33   #6
 
Puzzelini's Avatar
 
Reputacja: 20 Puzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znany
- Co TO jest?! Przecież to squaw, nosikiecki!
Ashley zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła i zauważyła jak jeden z chłopaczków pokazuje między innymi na nią swoim paluchem! Po chwili bełkocze coś niezrozumiale, wściekle i z wyrzutem.
- Co one tu robią wśród Niebiańskich Wojowników?! Skrzydło Śmierci będzie się gniewać!!
Oczy dziewczyny zapłonęły gniewnie. Zrobiła parę szybkich kroków i znalazła się przy nim zaciskając pięści ze złości.
- Po pierwsze nie "co" to jest, tylko "kto" - mówiła przez zaciśnięte zęby do prężącego się dzieciaka. Podniosła rękę i palcem wskazującym tknęła Go w klatkę - Jestem Ashley i będziesz musiał się do mnie przyzwyczaić. Jeśli masz problem to idź tam - wskazała paluchem pokoik w którym zniknął ich opiekun - i mu wygarnij. Chyba musisz być nieźle zacofany. U mnie dziewczyn się nie prowokuje, a kto się odważy staje przed wielkim problemem...
Odwróciła na pięcie i wróciła do poprzedniej czynności...
 
Puzzelini jest offline  
Stary 05-12-2009, 03:58   #7
 
Romulus's Avatar
 
Reputacja: 1834 Romulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłośćRomulus ma wspaniałą przyszłość
- Hmm - odchrząknął nieco zakłopotany Szepczący z Duchami - było nie było faktycznie nie zachował się zbyt uprzejmie w stosunku do dziewczyny, nawet tak chudej jak ta. Nagle uświadomił sobie w jaką pułapkę się wpakował. A wszystko przez tego wrednego rudzielca!

- A żebyś wiedziała że pójdę! - odwrócił się na pięcie i w drodze do pokoju wojownika zaczął układać listę argumentów przemawiających za tym by dziewczyn tu nie było. Niestety, była to nadzwyczaj krótka lista.

Stanął nagle przed sporym problemem... Jak tu się zachować w obliczu zamkniętych drzwi do pokoju wojownika?! Widząc kątem oka że wszyscy go obserwują, zebrał się na odwagę i łupnął pięścią w drzwi.
- Niebiański Wojowniku! - na wszelki wypadek wrzasnął jak mógł najgłośniej.

Gdy ten wyłonił się z pokoju z dziwnym wyrazem twarzy, Szepczący z Duchami ukłonił się i rozpoczął przemowę:

- Niebiański Wojowniku - zaczął z należnym szacunkiem, wpojonym mu przez ojca i przystąpił do grzeczności na których naukę Czerwony Pies nie szczędził czasu - pozwól że ja, Szepczący z Duchami, syn Czerwonego Psa, przekażę Ci najserdeczniejsze pozdrowienia i życzenia długich lat życia w służbie Imperatora Wielkich Równin od Rady Starszych plemienia Przynoszących Deszcz. By nie zabierać Ci cennego czasu, wspomnę jedynie że życzenia te przekazują: szlachetny Tańczący z Orłami, mój ojciec, najczcigodniejszy szaman Czerwony Pies oraz, znany ze swego męstwa na całym Świecie Równin, Boją-Się-Nawet-Jego-Łasic. Pozdrowienia przynoszę również dla naszych czcigodnych braci - subtelnie podkreślił ostatnie słowo i zerknął na tą, jak jej tam, Ashley? - zabranych do gwiazd podczas ostatniego przybycia Skrzydła Śmierci, wymienię tu tylko Groźnego Niedźwiedzia, Deszcz-W-Twarzy, Śpiewającego Drozda i Czerwony Cedr, wraz z zapewnieniem że ich imiona są wciąż wymawiane z szacunkiem i miłością przy naszych ogniskach. Poczytywałbym za ogromny honor gdybyś zechciał powiedzieć czy któreś z tych imion jest Ci znane?

Odchrząknął, zbierając myśli. Musiał przyznać że czym innym jest recytowanie tego w rodzinnej osadzie, pod czujnym ale wyrozumiałym okiem ojca, czym innym - wygłaszanie ich w świętej Skale, miejscu spoczynku Niebiańskich Wojowników. Wziął się jednak w garść i kontynuował, przechodząc do właściwego celu rozmowy...

- Wybacz, Niebiański Wojowniku, zakłócenie Twojego odpoczynku, jest jednak kilka spraw które chciałbym poruszyć w tym tak wspaniałym dla nas, wybrańców Imperatora Wielkich Równin, dniu ... to jest, nocy? eee, dniu - z trudem powstrzymał się przed złapaniem wojownika za łokieć i pociągnięciem go na stronę - byłoby to trudne chociażby ze względu na różnicę wzrostu. - Obawiam się że zaszło pewne nieporozumienie jeśli chodzi o obecność niektórych osób w tym ... tej ... hmmm, pieczarze. - zerknął, zapewne przypadkiem, na Ashley i pozostałe dziewczęta.

- Nauki naszych starszych, a i przybywających wojowników Skrzydła Śmierci wyraźnie mówią że Imperator ... i czcigodny Lion El'Johnson, niech duch jego zawsze się cieszy naszą miłością i uznaniem ... tak więc, że Imperator pospołu z Primarchą powołują do służby najmężniejszych z mężnych młodzieńców - położył nacisk na to słowo, nie nachalnie, broń Imperatorze... po prostu wyraźnie - z każdego plemienia. Tymczasem spotykamy się tutaj, jak łatwo się zorientować, z obecnością paru ... squaw, to znaczy kobiet - poprawił się natychmiast w Niskim Gotyku - które, obawiam się, nie do końca przynależą do tego świętego miejca! - oburzenie po raz kolejny pojawiło się w jego oczach.

Biorąc za dobrą monetę bezruch i rozwierające się coraz szerzej oczy wojownika Szepczący z Duchami poczuł się o wiele pewniej. Rzucił miażdżące (no, na tyle na ile jedenastolatek potrafi) spojrzenie tej całej Ashley i kontynuował, nabrawszy swady:
- Skoro mogę stwierdzić że poświęcisz, Niebiański Wojowniku, odpowiednią uwagę temu niefortunnemu wydarzeniu, i korzystając z widocznej Twej przychylności, pozwolę sobie zapytać o parę innych rzeczy których chciałbym się dowiedzieć, a i zapewne pozostali obecni tu wybrańcy również. Po pierwsze - dotknął palcem palca wskazującego drugiej dłoni - gdzie znajdują się kotły z pożywieniem i tykwy z rzeczną wodą? Po drugie - kolejny palec - gdzie znajdziemy tłuszcz jeleni lub z niedźwiedzia? - zmarszczył brwi widząc nie rozumiejące spojrzenie wojownika - Do smarowania ciała, rzecz jasna, dla ochrony przed insektami, świerzbieniem i chłodem, oraz by utrzymać skórę w czystości. Po trzecie...
 
__________________
Why Do We Fall? So We Can Rise

Ostatnio edytowane przez Romulus : 05-12-2009 o 18:24. Powód: Poprawa drobnych błędów
Romulus jest offline  
Stary 05-12-2009, 15:19   #8
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21431 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Kastor z pewną dozą irytacji stwierdził, że chyba jest najstarszy w grupie. Co akurat nie irytowało go tak bardzo jak fakt, że chyba najmniej ze wszystkich orientował się w sytuacji.
Bardziej od spraw Imperium martwił się zwykle tym, czy systemy ogrzewcze jego osady wytrzymają kolejną mroźną zimę. A o mrocznych aniołach słyszał tylko tyle, że walczyły ze złymi potworami, orkami i Chaosem...czymkolwiek ten Chaos jest. Zmagajacy się z klimatem ludzie nie mają czasy na międzygalaktyczną politykę i wojny. Zwłaszcza, gdy są przez międzygalaktyczną politykę ignorowani.
Niemniej podzielał zdanie dziwacznie mówiącego dzieciaka.
Choć z innego powodu... liczba dziewczyn bowiem była nieparzysta. Dobrze że chłopaków było sześciu. Dziwnie by się czuł, gdyby miał dzielić pokój z obcą dziewczyną. Do tego te grupowe natryski.
Pomijając odrobinę ubrań i cóż... pokoje, nie posiadali nic. Sen może poczekać. Spojrzał na rudowłosą, która okazała się zapalnikiem konfliktu , podrapał po bokobrodzie próbując przypomnieć sobie jej imię.- A więc...Ashley, tak? O co chodziło temu... długowłosemu chłopaczkowi?
Tymczasem z pokoju ich dowódcy dochodziły odgłosy długiej przemowy jedenastolatka. Według Kastora był to zły pomysł. Facet nie wyglądał na kogoś, kto w spokoju wysłucha listy życzeń i zażaleń.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 05-12-2009 o 16:50. Powód: poprawki
abishai jest offline  
Stary 05-12-2009, 17:56   #9
 
Puzzelini's Avatar
 
Reputacja: 20 Puzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znanyPuzzelini nie jest za bardzo znany
- A żebyś wiedziała że pójdę! - wydarł się dzieciaczek.
Ashley odwróciła się gwałtowniej niż wcześniej gdy po słowach usłyszała dreptanie. Zarzuciła czupryną czerwonych włosów i z niedowierzaniem zatrzymała wzrok na faktycznie zmierzającym w stronę pokoju "opiekuna"!
Chyba nie jest taki głupi...?!
- Niebiański Wojowniku! - rozległ się krzyk i łupanie w drzwi.
Ashley przezornie przesunęła się pod ścianę by nie być widoczna na pierwszy rzut oka gdy opiekun stanie w drzwiach.
Gdy te otworzyły się, z ust młodziana zaczął wylewać się potok słów na który dziewczyna aż otworzyła szerzej oczy. Nie bardzo rozumiała o co chodzi z tymi dziwnymi nazwami jakie padały, ale na "Boją-Się-Nawet-Jego-Łasic" niemal parsknęła.
Założyła ramiona na klatce piersiowej i czekała na rozwój wypadków.
- A więc...Ashley, tak? O co chodziło temu... długowłosemu chłopaczkowi?
Spojrzała na mówiącego swoimi zielonymi oczętami, wyraźnie zadowolona, że ten, nie nawrzucał jej już na samym początku.
- Chodziło mu o to - odparła ściszając głos - że tutaj nie ma dla nas miejsca. Mówiąc "nas", mam na myśli kobiety. Sama jestem zdziwiona. Wcześniej z tego co słyszałam wybierali tylko z chłopców... - wzruszyła ramionami i przeniosła wzrok na młodziana pod drzwiami opiekuna - Mam nadzieję że nie napyta sobie tym biedy, ani sobie, ani nam...
- Tak, Ashley. Ashley Nideviera - zwróciła się do młodzieńca i uśmiechnęła się - A Ciebie jak zwą?
 

Ostatnio edytowane przez Puzzelini : 05-12-2009 o 18:09.
Puzzelini jest offline  
Stary 05-12-2009, 18:22   #10
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 21431 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Ravnos spojrzał na dzieciaka mówiącego do ich przywódcy. Imion żadnego z nich nie kojarzył. -Nam chyba biedy nie napyta, sobie raczej tak.
- Kastor Ravnos. Choć teraz, już chyba tylko Kastor.- dodał spokojnym głosem, uśmiechając się w odpowiedzi. Przesunął dłonią po podbródku i spojrzał w kierunku pryszniców.- Samych chłopaków? To by tłumaczyło wspólne natryski.
Wzdrygnął się na myśl o wspólnych prysznicach. Był bowiem w wieku w którym istniało zainteresowanie płcią przeciwną. A mroźny klimat jego planety, skłaniał ku wspólnym nocom.
- Ty już wybrałaś sobie współlokatorkę, czy też będziesz tą szczęściarą, mającą pokoik dla siebie?- dodał wskazując placem na pozostałe dwie dziewczyny nie bardzo wiedzące co teraz zrobić. Podczas, gdy większość chłopaków już kłóciła się, kto z kim ma dzielić pokój.
Po czym spytał.-Skąd jesteś i dlaczego akurat ciebie wybrano?
Kastor rzeczywiście był ciekaw...Rudowłosa wydawała się przeciwieństwem napakowanych wojowników w olbrzymich pancerzach. Co prawda, także długowłosemu chłopakowi mówiącemu do ich opiekuna, daleko było do podobnych gabarytów. Ale on był bardzo młody, ma czas by się rozwinąć.
Co więc spowodowało że Ashley Nideviera wylądowała tutaj?
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 05-12-2009 o 18:40.
abishai jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166