Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-01-2010, 17:57   #1
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 185 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
[Autorski polityczny] Cisza w eterze

Plac Niepodległości
Nowomiasto, Federacja Nowej Słowiańszczyzny, Kwinta
10.30, 12.V.36 wg zunifikowanego kalendarza Kwinty/21.20 11.III.2230 wg kalendarza ziemskiego

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=2uDQNBqT3c4[/MEDIA]

Hej Slaveni, još ste živi
Riječ naših djedova!
Dok za narod srce bije
Njihovih sinova!


Orkiestra grała, a tłumy śpiewały. Pod pięknym, bezchmurnym niebem maszerowały kolejne reprezentacyjne kompanie wojsk federacji. Piękne, galowe mundury, błyszczące epolety, głośny huk setek obutych w oficerki z prawdziwej skóry nóg. Powiewające sztandary. Pierwsza Serbska. Drugi Chorwacki Regiment Piechoty Morskiej. Elitarna Ósma Czeska Brygada Górska. Słynni bohaterowie z Ukraińskiej Powietrznodesantowej. A za nimi już lekkie rozpoznawcze czołgi "Ryś" Polskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.

Žije, žije duch slovanský,
bude ž�-t na věky!
Hrom a peklo, marné vaše,
proti nám jsou vzteky!


A przed tym wszystkim on. Prezydent Federacji. Nadal jeszcze młody, nadal jeszcze gotów do czynu. Działania. Do prowadzenia kraju w przyszłość. Ma tylko 42 lata. W dzisiejszych czasach to nie jest nawet jedna trzecia życia. Jeszcze żeby nie było tak piekielnie zimno. Idzie wiosna, wszystko wraca do życia, a tutaj w samo Święto Niepodległości -5 stopni.

Nek se sada i nad nama
Burom sve raznese!
Stena puca, dub se lama
Zemlja nek se trese!


Spojrzał na lożę honorową. Byli tam wszyscy ministrowie i przywódcy partii parlamentarnych. Oddani słudzy narodu (a właściwie narodów) i krętacze, karierowicze, dranie. Tak przynajmniej z reguły określał te dwie grupy w swoich prywatnych przemyśleniach. Ale nie, zaraz, jednego brakowało. Gdzie się podziała Kremenko? Dlaczego nie ma jej na paradzie? A co z zebraniem rządu, które zaplanowano na dwadzieścia minut po niej?

My stoimy stale, pewnie,
jako mury grodu!
Czarna ziemio, pochłoń tego,
kto zdrajcą narodu!



Stacja nadzoru poligonu "Isabel"
Paso del Sol, Ragnan, Kwinta
14.56, 12.V.36/23.46 11.III.2230
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=BM8GYS305EE[/MEDIA]


- Nie dadzą rady. Nie przebiją się.

Głos pułkownika Ineiry zabrzmiał grobowo w słabo oświetlonym pomieszczeniu. Wszyscy wpatrywali się w ogromny ekran, na którym Czerwonych przygważdżali Zieloni, broniący punktu numer 4. Zaporowy ogień powtarzalnych karabinów cewkowych faktycznie wstrzymywał postęp przeciwników zamkniętych we wspomaganych pancerzach. Co prawda większość pocisków odbijała się od ich płyt, ale kilku już zostało wyłączonych z ćwiczeń po trafieniu przez jakiegoś szeregowca.

A przecież na górze stoku z prawej były też gotowe do strzału "wyrzutnie plazmy", a raczej ich atrapy. W zasadzie w sytuacji, kiedy regularne oddziały nie miały tak wybornej pozycji obronnej w walce ze szturmowymi jednostkami specjalnymi pozostawała im tylko ta potężna broń, zdolna powstrzymać nawet czołg bezpośrednim trafieniem w słabsze punkty pancerza. Ale placówka czwarta - "Elektrownia" - w przeciwieństwie do trzech poprzednich broniła się wzorcowo i nie musiała nawet raz strzelić plazmą. Z drugiej strony, ostrożni żołnierze Czerwonych nie dawali im takiej możliwości zbyt często.

- Chyba pan wygrał zakład, pułkowniku Crabbs - dodał stojący za nimi komandor Tizume. Wbrew oczekiwaniom większości obecnych Pułk Terytorialny Crabbsa miał niezłe szanse zatrzymać natarcie Szturmowych Desantowych Ineiry przy najważniejszej placówce. I to mimo braku wsparcia z powietrza (straconego przy placówce 3 - "Lotnisku"), przerwanych linii zaopatrzenia (placówka 2 - "punkt przerzutowy"), a nawet bez tak podstawowych udogodnień, jak możliwość obejrzenia pola walki z powietrza (placówka 1 - "centrum komunikacyjne"). A do pojawienia się odsieczy zostało niecałe 20 minut, o czym informował zegar nad ekranem.

- Niech pan nie dzieli skóry na niedźwiedziu, pułkowniku - odparł urażony Ineira. - Dla moich ludzi 20 minut to aż za dużo czasu, żeby zająć taki skrawek terenu. Niech pan tylko spojrzy na to uderzenie oskrzydlające, którego pańscy żołnierze nie odeprą, bo nie mają tam nic!

W tym momencie rozległ się głośny huk, a atakujących na flance szturmowców otoczył dym. Cała sala zamilkła jak na komendę. Miny plazmowe! Ostatnie wejście na teren placówki zostało zablokowane. Ineira zbladł. Do końca zostało 15 minut. Od wschodu wkraczały już zmechanizowane oddziały odwodowe - do placówki miały cztery kilometry.

Wydawało się, że Crabbs już wygrał. I pewnie by tak było, gdyby resztki oskrzydlających nie zaczęły się wdrapywać na wysoką, stromą skałę, na której umieszczono "elektrownię". Po pięciu minutach flanka żołnierzy Crabbsa stawała do nierównej walki z silniejszym przeciwnikiem, w korytarzach placówki rozpoczęła się walka wręcz, zaś szturmowcy z drugiej drużyny ruszyli do frontalnego natarcia. Na sześć minut przed końcem było już po wszystkim. Po raz kolejny desantowcy odnieśli zwycięstwo.

Tymczasem w loży honorowej komandor Tizume spotykał się już z Marszałkiem i członkami gabinetu. - Co pan sądzi, panie marszałku? Tego majora, który kierował obroną "czwórki", chyba trzeba będzie polecić do awansu. Świetna robota, mimo że przegrał.


Klub golfowy "Bene Volent"
15 kilometrów na zachód od Shady Springs, Rzeczpospolita Złotych Równin, Kwinta
8.22, 12.V.36/19.12 11.III.2230
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=C21G2OkHEYo[/MEDIA]


Wśród łąk i lasów, rzeczek, stawów i innych sztucznie uformowanych elementów terenu leżało pole klubu golfowego "Bene Volent". Tajemnicą poliszynela było, że to miejsce relaksu dla członków rządu. Każdego prawie dnia co najmniej dwóch oficjeli wysyłało piłeczkę hen, daleko, nad łąkami. Dzisiaj byli to premier Heller-Ostrowski i minister Połoński.

- Kiepski strzał, panie premierze - powiedział ten drugi, kiedy piłka poszybowała w krzaczory. Cisza i spokój zawsze dobrze służyły opanowaniu premiera, więc prawie każdy mógł sobie pozwolić na takie uwagi przy golfie. Rozmowy na poważne tematy nigdy się nie kleiły w takich chwilach. W kraju panował spokój. Zebrania rządu nikt nie planował. Można było sobie w spokoju pograć...


Rezydencja McIntyre'ów
Nieuw Leuwaarden, terytoria Maarloewe Corporation, Kwinta Alef
19.47, 12.V.36/5.37 12.III.2230
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=ZCk8ByyCsks[/MEDIA]


- Al, nie możesz tego zrobić! - krzyczał Anthony, mierząc do swojego szefa z pistoletu. Obaj biznesmeni byli zdenerwowani, ale też nie mieli zamiaru ustąpić przed niczym. Nawet przed zamordowaniem jednego z nich.

- Odłóż tę spluwę, człowieku - odrzekł starszy. - Zaraz tu będzie ochrona. To nie jest tego warte!

- Właśnie że jest! Właśnie że jest, Al! Tylko ty nie potrafisz tego zrozumieć! Dla ciebie liczą się tylko zyski! Nie dbasz o to, że mogą wyginąć trzy gatunki! Że robotnicy są w ciągłym niebezpieczeństwie! Że katastrofa wywoła masakrę wśród ludności miasta! Zatrzymaj budowę, Al... albo strzelę - przełknął ślinę i odciągnął kurek swojej trzydziestki ósemki.

W tym momencie wybiegła radosna niewiasta, bawiąc się ze swym lubym w trawie przy dźwiękach wesołej muzyki. Zawsze to samo, w najlepszym momencie puszczają reklamy. Co prawda Alasdair MacIntyre mógł w dowolnym momencie wykonać telefon i nawet cofnąć im koncesję, ale to chyba zbyt radykalne kroki nawet w przypadku jego ulubionego serialu. Trzeba było się ogarnąć wcześniej. Za dziesięć minut wpada Vanderbilt na szachy, a on siedzi w brudnych ciuchach...


Mieszkanie Marie Comtesse
Allure, Królestwo Marsylii, Kwinta
13.14, 12.V.36/23.04, 11.III.2230
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=MfTFU35iW0o[/MEDIA]


- Marie... Marie, mon coeur... - jęczał młody mężczyzna. Był wyraźnie zadowolony. Znali się z Marie od trzech dni, ale ona nie miała wątpliwości, że to miłość jej życia. Czuła się, jakby znała go od zawsze - zresztą nie mogła pozbyć się wrażenia, że gdzieś widziała jego twarz dużo wcześniej... Przystojny, z klasą, i do tego artysta. Zawsze miała pociąg do artystów. A poza tym - co się właśnie okazywało - był nadzwyczaj dobry w łóżku. Ciekawiło ją tylko, jaki właściwie zawód wykonuje. Co prawda Marie nie była szczególnie życiowo ogarnięta, ale wiedziała, że powinien mieć dobrą robotę. Nie wiedziała, czy z tej jego sztuki można wyżyć, a co ważniejsze - kupić podstawowe rzeczy - kosmetyki, nowe ciuchy, najmodniejsze fryzury. Niektóre jej koleżanki miały nawet cyberwszczepy - każda takie chciała, bo wtedy nie trzeba było nawet kupować komórki, żeby wysyłać esy do znajomków. I można sobie zrobić świecący napis na ciele.

Nagle drzwi się otworzyły i do środka wparowało dwóch bysiorów w garniturach i czarnych okularach. Wyglądali strasznie staromodnie, jak z XX wieku albo średniowiecza. A poza tym, hej, to niegrzecznie wchodzić komuś do domu, a zwłaszcza przerywać seks! Gdzie oni go ciągną...? I dlaczego mają odznaki z herbem rodziny królewskiej? Hej!

***
Sala posiedzeń Pałacu Królewskiego
L'Essence, Królestwo Marsylii
Pół godziny później


- Victor August znowu się spóźnia - mruknęła Sophie Jasmine. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem. Uprzejmość wymagała, by na posiedzenie zjawić się piętnaście minut wcześniej - czyli właśnie teraz - ale Victor miał tendencję do robienia tego godzinę i piętnaście minut po rozpoczęciu.

- Nie martw się - zaśmiał się Francois Maximilian, szef administracji, ujawniając rząd śnieżnobiałych zębów, po czym wychylił lampkę wina. - Już moja w tym głowa, żeby zjawił się na czas. Wysłałem po niego Ochronę Rodu.

- Żartujesz.

- Niestety nie. Doszedłem do wniosku, że to jedyny sposób, żeby stawił się tu na czas... Z drugiej strony, pewnie i tak mu się to nie uda. Z meldunków wynika, że szukają go aż w Allure. Chyba już zupełnie przestał się przejmować krajem i swoją pozycją...

- To akurat prawda. Nie rozumiem, dlaczego nie możemy spotykać się bez niego, przecież nigdy nic nie dotyczy jego departamentu. Poza kolejnymi skandalami w wykonaniu jego i żołdactwa.

- Aj tam, takie są procedury. Tradycja. Etykieta. Protokół. Sama rozumiesz. Zresztą Dumontowi chyba to nie przeszkadza. Może nas tu trzymać przez pół godziny, podczas których może sobie poserfować po sieci czy coś tam.

- Mimo to sądzę, że ktoś powinien mu wytłumaczyć...

Wbrew przewidywaniom Francoisa, tym razem Jego Królewska Mość postanowił stawić się na czas. I nie czekać na nikogo. Akurat tego konkretnego dnia nie miał ochoty na jakiekolwiek sprawy, a i tak musiał się nimi przejmować. Ech. Siedział w swoim pokoju i powoli kończył się ubierać...
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"
Tevery Best jest offline  
Stary 24-01-2010, 18:33   #2
 
Lichtenstein's Avatar
 
Reputacja: 14 Lichtenstein nie jest za bardzo znanyLichtenstein nie jest za bardzo znanyLichtenstein nie jest za bardzo znany
Alasdair wstał. Podkręcił wentylację (Vanderbilt nie znosił zapachu tytoniu, nawet dobrego), zrzucił mięciutkie papucie w okolice rogu sypialni i szybko wybrał z szafy kilka ubrań.

Zanim wszedł do łazienki, pogłośnił telewizor. W końcu nie chciał stracić reszty tego odcinka. Kiedy Anthony się dowie, że zrobili z niego ekopedała...

---

Wrócił do pokoju, znów wyglądając jak szacowny dyrektor międzynarodowej korporacji. Miał jeszcze dwie minuty - dlaczego ten człowiek musi być tak punktualny... Wyłączyć telewizor, skręcić wentylację, usiąść sprawiając wrażenie oczekiwania.


No cholera jasna, jeszcze trzeba skoczyć do kuchni po jakąś butelkę...
 
Lichtenstein jest offline  
Stary 25-01-2010, 02:12   #3
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 25525 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
Paso del Sol, Ragnan, Kwinta

Graham przyglądał się uważnie ćwiczeniom, manewr z minami był bardzo skuteczny, ale dowódca pododdziału który prowadził grupę tamtędy powinien dostać solidny opieprz. Oddziały uderzeniowe które trenowali były elitarne na skalę Kwinty, nie mogli sobie pozwolić na takie straty, gdyby obrońcy zaminowali też zbocze, albo zainstalowali jedno z działek plazmowych wewnątrz obiektu to atak skończyłby się mizernie mimo odseparowania obiektu od zaopatrzenia i wsparcia.
- Tak, zdecydowanie dobrze sobie poradził, podeślijcie jego papiery do ludzi Judwaszenki, chcę żeby go dokładnie sprawdził, potem awans, szkolenie w Chubut'cie z jednostkami szybkiego reagowania i misja w Tiarze na granicy z Nową Rosją, przyda się tam ktoś taki, na dodatek nabierze prawdopodobnie doświadczenia bojowego. - Marszałek zamyślił się na chwilę i podrapał po szczecinie na twarzy, kiedy obserwował manewry na poligonie często zwyczajnie nie miał czasu się nawet ogolić. - Powiedzcie mu też że następnym razem jeśli broni obiekt ściśle wojskowy lub strategiczny, może śmiało zaminować również podejście, choćby zewnętrzną powierzchnię budynku ładunkami kierunkowymi. Nie obchodzą nas straty przeciwnika, ważne jest zadanie i minimalizacja własnych strat. Potem możecie mu pogratulować, niemalże odparł zwykłą piechotą natarcie naszych jednostek szturmowych. Jak widać, trening i warunkowanie zaczynają przynosić coraz lepsze rezultaty.

Oparł się wygodnie i podwinął rękawy polowego munduru, splótł ramiona przed sobą i przyjrzał się swoim doradcom. Najbardziej różnorodna zbieranina pod tym słońcem była ciekawostką samą w sobie, doskonali fachowcy którzy byli nie do końca mile widziani w ich własnych krajach.
- Dobrze, skoro manewry mamy już pobieżnie omówione, możemy przejść do mniej palących kwestii. Jak tam na granicy z Niemcami, Ameryką i Rosją, czy nie było ostatnio żadnych drobnych incydentów o których jeszcze nie wiem, jak idą prace w Anielskich Skrzydłach, jakie mamy obecnie zamówienia na kontyngenty i czy powstały ostatnio jakieś większe kulty na granicy z Tiarą. Wiem że Excalibur pracuje właśnie nad optymalizacją sił w tamtym regionie, ale chcę mieć dobrą kartę przetargową kiedy przyjdzie do przedłużania kontraktu i ewentualnego zwiększania ilości oddziałów w regionie. - przechodzili przez to wszystko dziesiątki razy, wszystkie raporty były najprawdopodobniej gotowe, ale wolał się upewnić i przypomnieć czego dokładnie potrzebuje.

- Poza tym doszły mnie słuchy że w jednym z oddziałów które stacjonuję w Tiarze od dłuższego czasu ktoś usiłuje połączyć tamtejszy gulasz filozoficzny z treningiem walki w zwarciu próbując stworzyć najdoskonalszą sztukę walki, ech... czy to prawda, istnieją na to szanse, to wyciek z bazy czy to tylko Ty John mój złośliwy geniuszu? - wzrok Sliverhead'a spoczął na sylwetce Johna Spencera siedzącego po prawo, tuż za Tizume. Dwie z trzech wcześniejszych opcji były pozytywne, zwłaszcza jeśli ktoś faktycznie próbował stworzyć nowy styl walki, najemnicy zwykle nie mieli wiele wolnego czasu więc nie poświęcali go na coś w co nie wierzyli. Jeśli to sam Spencer był autorem tych pogłosek też dobrze, ale jeśli coś wyciekło z bazy bez niczyjej wiedzy oznaczać mogło to tylko że posypią się głowy a hakerzy sami sobie zaserwują gorzką pigułkę i spowodują wprowadzenie w życie jednego z bardzo ostrych dyrektyw.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline  
Stary 25-01-2010, 21:33   #4
 
Drzewiec's Avatar
 
Reputacja: 26 Drzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodzeDrzewiec jest na bardzo dobrej drodze
Adam Radziewicz

Cóż za niezwykłe uczucie. Być w samym sercu wydarzeń, niczym prawdziwy ojciec narodu. Błyszczeć na tle wspaniałych, równo maszerujących oddziałów piechoty i powoli przesuwających się, pięknie wypolerowanych czołgów. Pozdrawiać tłum, uśmiechać się do fleszy, słuchać wspaniałych dźwięków hymnu i... przy okazji porządnie zmarznąć. Ale cóż, to właśnie dlatego ludzie kochają władzę. By czuć się tak ważnymi, dostojnymi i potrzebnymi. Adam Radziewicz, prezydent Federacji Nowej Słowiańszczyzny, nie mógł zaprzeczyć, że to cholernie podniecające uczucie.

Po chwili otrząsnął się z tych dziwnych rozmyślań, po raz kolejny pomachał tłumowi wykonując uśmiech służbowy numer 3 (inaczej zwany "To wielka chwila! Cieszę się, że mogę tu z wami być!") i odwrócił głowę w kierunku loży honorowej, obok której właśnie przejeżdżał.
Zlustrował wzrokiem miejsca przeznaczone dla rady ministrów. Washynska, Gdak, Pahor... i puste miejsce. Gdzie jest Walia Kremenko? Ta niezbyt subtelna i wcale-nie-urocza Białorusinka to filar bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Co ona sobie myśli? Za chwilę kończymy kolorowe parady i zaczynamy pracę...

Minęli lożę. Radziewicz usłyszał kolejny wystrzał salwy honorowej, mieszający się z dźwiękami granymi przez orkiestrę. Zmierzali ku końcowi trasy, prezydent po raz kolejny przystroił się w dumny uśmiech i pozdrowił publikę.
 
Drzewiec jest offline  
Stary 25-01-2010, 22:27   #5
Tap
 
Tap's Avatar
 
Reputacja: 0 Tap nie jest za bardzo znany
- Kiepski strzał, panie premierze.

- Fakt, niezbyt udany. – Odparł serdecznie szef rządu. Na dość chudej, przyozdobionej rudawymi wąsami twarzy pojawił się pogodny uśmiech. Heller-Ostrowski nie przejmował się specjalnie porażkami. W wypadach do Bene Volent chodziło przecież o odpoczynek, nie o demonstrację umiejętności, czy coś. Generalnie nie szło im zbyt dobrze, choć minister Połoński (który, rozchwytywany przez finansjerę, grywał częściej) radził sobie nieco lepiej niż premier. - Co zrobić, my Polacy jakoś nie mamy tego sportu we krwi. Anglicy, Amerykanie, co innego...

- Trzeba jednak przyznać, golf daje świetną wymówkę żeby się przejść. Samo to jest bezcenne, zwłaszcza w taki dzień jak ten. – stwierdził ekonomista. Maciej Połoński, podobnie jak premier, był człowiekiem spokojnym i pokornym. Zajmował się cicho swoją dziedziną, zostawiając w miarę możliwości wielką politykę innym. Dzięki temu szybko zdobył szacunek przełożonego, który cenił sobie tego typu postawę.

- O! Dokładnie tak! Mówią nawet, że dla większości ludzi bardziej liczy się spacer niż sama gra…

Niemal idealnie błękitne niebo zdobiło jedynie kilka małych Cumulusów. Pogoda faktycznie dopisała. Zadbał o to północny wiatr, który zapewniał mieszkańcom CGP „małe lato” w środku marca. Dość częste zjawisko w tej części świata - klimat Kwinty był bardziej skomplikowany niż ziemski. W wielu krajach był przez to wyjątkowo niekorzystny dla rolnictwa, niemniej tu, w Rzeczpospolitej Złotych Równin, świetnie służył człowiekowi. Farmerzy mogą spodziewać się w tym roku, w sumie nie jakimś szczególnym, kilku dobrych zbiorów. W dodatku ponoć część potencjału tych ziem jest wciąż niewykorzystywana… Agrotechnicy Rzeczpospolitej jeszcze nie raz pokażą na co ich stać. Pomyśleć, że takie bogactwo zostało nieomal przeoczone, pominięte. Tereny CGP zostały zasiedlone jako jedne z ostatnich na Kwincie, w dodatku w dużej mierze przez emigrantów z innych kolonii. Cóż, jak mówi Księga – „Ostatni będą pierwszymi”!

Szli powoli w kierunku krzaków, rozmawiając… w gruncie rzeczy o niczym. Nie mieli ochoty na żadne ambitniejsze dyskusje, polityka dostarczała im ich w nadmiarze. Grali po to by choć na chwilę się od nich oderwać. Odpocząć.
 
Tap jest offline  
Stary 26-01-2010, 00:44   #6
 
Lichtenstein's Avatar
 
Reputacja: 14 Lichtenstein nie jest za bardzo znanyLichtenstein nie jest za bardzo znanyLichtenstein nie jest za bardzo znany
Dźwięk dzwonka u drzwi przerwał gorączkowe krzątanie się w ostatnich przygotowaniach.

Alasdair zmiótł włos z ramienia marynarki i z wyćwiczonym uśmiechem przywitał Vanderbilta Alsteena, będącego realnie księgowym całej dzetańskiej Maarloewe Corporation.

- Wchodź, od rana nie mogłem się doczekać rewanżu za ostatnie siedem gier.
- Osiem, Alasdair.
- Al.
- Jak wolisz, Alasdair.

Usiedli przy małym, kwadratowym stoliku z granatowego szkła. Vanderbilt wyjął figury z przyniesionego pod pachą pudełka i zaczął je starannie rozkładać. W międzyczasie, McIntyre odkorkowywał butelkę czerwonego wina.

- Wyobraź sobie - powiedział nalewając do kieliszków - że Lammert, wracając z ostatniej misji handlowej, jakimś cudem położył łapy na skrzynce przedwojennego Orleańskiego wina.
- Mhm. Na napitkach się akurat zna.

Alasdair postawił przy planszy talerzyk koreczków - całe szczęście, Margaret zawsze zostawi coś przygotowanego w lodówce - i usiadł do gry. Miał białe. Mężczyźni stuknęli się kieliszkami. Pion stojący przed królową przeskoczył o dwa pola.

- Tym zestawem jeszcze chyba nie graliśmy. Jakiś nowy nabytek?
- Tak. Przeglądałem trochę starych materiałów i zamówiłem sobie taki model. Na pierwszy rzut oka nie wygląda jakoś szczególnie, ale to dokładna rekonstrukcja zestawu, jakim grali Fischer i Spasski w Islandii.

Po kilku ruchach sytuacja na prawej flance stała się problematyczna. Alsteen był dużo lepszym szachistą z ich dwójki. Nie zrażało to jednak Alasdaira. Uważał te gry za dobry trening cierpliwości i koncentracji. A poza tym, ten biedny urzędniczyna potrzebował jakiegoś przyjaciela.

Czas odpowiedzieć gońcem.

- Wiesz, oglądałem dzisiaj M jak Maarloewe i...
- Daj spokój, wiesz że nie znoszę tej mainstreamowej papki - przerwał Vanderbilt.
- Zaczekaj, chodzi o to, że przez pół sezonu ciągnęli jakiś wielki sekret z Anthonym, a dzisiaj miała być kulminacja i zrobili z niego ekoterrorystę.

Alsteen zamarł w zaskoczeniu, trzymając kieliszek w połowie drogi do ust.

- Anthony?
- Anthony.
- Ale on trzęsie tą stacją! Dlaczego dopuścił coś takiego do emisji?
- Bo ja wiem, trzeba będzie go spytać. Może stwierdził, że oberwało mu się za tamtych ekopedałów w dolince. Albo go to bawi.
- Mimo wszystko, wydaje mi się to lekką przesadą. Wiesz, jednak ludzie czerpią z tego...
- ... daj spokój, to tylko serial. Nikt tego nie bierze na poważnie.
- Ale serio, coś jest nie tak. W telewizji puszcza się takie badziewie, a żeby zrobić serwis numizmatyczny, to ciągle nie mają czasu...
- Szach.

Czarny koń zagrodził drogę gońcowi Alastaira. To jednak nie była dziura w obronie...
 
Lichtenstein jest offline  
Stary 02-02-2010, 00:45   #7
 
TheGuy2's Avatar
 
Reputacja: 30 TheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodzeTheGuy2 jest na bardzo dobrej drodze
L’Essence, pokój Dumonta.
Godzina 13:40



Młody chłopak o czarnych włosach i wyrazie twarzy nie mówiącym zupełnie niczego ubierał właśnie koszulę od garnituru i dobierał spinki do mankietów. Wybrał jakieś złote, bo wiedział, że to do wszystkiego pasuje. Sophie tak mówiła. Spojrzał na zegarek, miał jeszcze trochę czasu, więc postanowił usiąść do laptopa i poprzeglądać Internet. Wybierał prezent dla Sophie z okazji dziewiątej rocznicy ich pierwszego pocałunku. Pierwszy pocałunek, pierwszy seks, urodziny, imieniny i te wszystkie święta… tyle dat trzeba pamiętać – myślał, choć wiedział, że to niewielkie poświęcenie. Ona jest tego warta. Tak czy inaczej, Dumont postanowił odłożyć szukanie prezentu na później, włożyć buty i ruszyć na zebranie.


L’Essence, Sala posiedzeń Pałacu Królewskiego
Godzina 13:58



Cały sztab Królestwa Marsylii siedział na wygodnych fotelach przy półokrągłym stole, gdy Dumont otworzył drzwi. Tylko dwa miejsca były wolne – jedno na samym środku i drugie zaraz obok niego. Sala była bogato zdobiona, ściany i obrusy były w barwach złota, na stojakach wisiały dwie duże, niebiesko – biało – czerwone flagi. Z sufitu zwisał ogromny, kryształowy żyrandol. Wszyscy wstali. Dumont ogarnął wzrokiem pomieszczenie i ruszył w stronę swojego miejsca.

- Z chwilą obecną, dnia jedenastego marca 2230 roku, o godzinie 23:50 według kalendarza ziemskiego, a dwunastego maja 36 roku według zunifikowanego kalendarza obowiązującego na Kwincie, o godzinie 14:00 pragnę ogłosić otwarcie posiedzenia rady najwyższej Królestwa Marsylii. Siadajcie, przyjaciele. – powiedział idealnie zgodnie z tradycją, wywierając nie małe wrażenie na zebranych… ale oczywiście, ta atmosfera nie mogła trwać wiecznie – Mistrzu ceremonii… - powiedział, umyślnie i z premedytacją łamiąc etykietę, żartując ze swojego brata. Ten uśmiechnął się do niego, w końcu mieli ze sobą dobry kontakt. Z resztą, takie „wpadki” Dumonta raczej ogólnie były pozytywnie przyjmowane. Taki miał już styl i wszyscy to lubili. No, tylko Claude Madeleine De Lome nie za bardzo… Pewnie dlatego, że zawsze musi prostować te wpadki na scenie międzynarodowej… - Znaczy się, sekretarzu generalny Francois Maximilianie De Lome, proszę, kontynuuj…
 
__________________
Sesje w których uczestniczę:
Sesja Exalted: Bezprawie i cień
TheGuy2 jest offline  
Stary 03-02-2010, 21:13   #8
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 185 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
Maarloewe

Vanderbilt Alsteen, Naczelny Inspektor Sekcji Dzetańskiej MC

- Ta cała sprawa nie daje mi spokoju. Mam na myśli ten serial. A, i twój ruch.
- Przyzwyczaisz się, nie takie rzeczy już leciały. Goniec na B4.
- No właśnie: nie takie. Pamiętasz, co było dwa tygodnie temu? Zapruder tak się wściekł, że myślałem, że ich zbombarduje. Okazuje się, że nikt nie może nic narzucić tym gościom od scenariuszy. Gdzie by to... No, twój ruch.
- No, faktycznie to było niezbyt mądre z ich strony. Ale, z drugiej strony, pewnie widzieli go najwyżej na uroczystościach, mogli nie wiedzieć że to samo działo się w Odessie. Twój ruch. Swoją drogą, może masz trochę racji, można by pogadać z Anthonym, żeby trochę ich utemperował.
- Ta... Dobre to wino. Pora wyciągnąć hetmana. Twój ruch. - Vanderbilt ustawił bierkę i sięgnął po kieliszek. Samotny hetman zagrażał połowie planszy, jednak osłabiało to centrum pozycji urzędnika.
- I jak wspomniałem, mamy całą skrzynię. Dlatego w piątek chyba trzeba będzie zrezygnować z kuchni tajskiej na rzecz czegoś bardziej... - Alasdair wycofał ostrożnie konia - adekwatnego.
- Matko, piątek... Byle dotrwać, nie? Nie uwierzyłbyś, jakie idiotyzmy ostatnio odwalają ludzie na Wyspach Van Uriego. Słowo daję, średnia pierdołowatych błędów na kilometr kwadratowy nie mieści się tam na żadnych wykresach. - Pion na prawym skrzydle pomaszerował naprzód. - Twój ruch.
- Pociesz się myślą, że na naszych stanowiskach mamy przynajmniej na kogo spychać najbardziej niewdzięczną robotę. En garde. A co się tam dzieje na Van Urim? Pamiętam, że z miesiąc temu mieli jakieś problemy z rekalibracją sprzętu, ale do tego czasu już sobie chyba poradzili?
- Okazało się, że sprzęt wcale nie wymagał rekalibracji. Tych trzech Ruskich, których tam zatrudnialiśmy... Dasz wiarę, że podwędzali płyn z chłodnic wierteł? Stąd wzięły się wszystkie problemy. Goście pili go wieczorami w baraku. - Vanderbilt przesunął skoczka, kolejny niegroźny atak. Raczej bardziej wyczekiwał na ruch Alisdaira, niż faktycznie coś robił. - W każdym razie - dodał, gdy jego szef zastanawiał się nad posunięciem - wczoraj dowiedziałem się, że od trzech dni wydobycie stoi, bo nie mają części zamiennych do głównego generatora, a dopiero dziś rano wysłali nam na nie zamówienie. Jak się zapytałem, co się stało, że tyle się obijali, to nikt nie był mi w stanie odpowiedzieć. Dopiero jak zadzwoniłem na miejsce, to okazało się, że bali się przekroczenia funduszy komunikacyjnych.
- Michty me, i my im jeszcze płacimy? Wystarczy jak ich opierdolisz, czy nasłać na nich inspekcję?

McIntyre pokręcił głową z niedowierzaniem, zjadł koreczka i jeszcze przez chwilę gryzł wykałaczkę. Po chwili chwycił w dłoń piona ze szczytu klinu na lewej flance i agresywnie zagroził koniowi Alsteena. Figura stuknęła o drewnianą planszę, a Alasdair nalał sobie kolejny, solidny, kieliszek wina.

- Na razie wysłałem im reprymendę, zgodnie z regulaminem. Ale może wyślę tam paru niejawnych kontrolerów. -Vanderilt uśmiechnął się, odchylił do tyłu i wypił resztę wina. - Trzy ruchy - powiedział, po czym ruszył gońcem z drugiej linii w odsłonięty przesunięciem piona punkt za obroną białych. Nagle wszystkie bierki czarnych - samotny hetman, zagubiony skoczek, dwa kliny pionów - stały się elementami planu, który był jak wóz Dżaganathy obdarzony precyzją szwajcarskiego zegarka. Polowanie na króla właśnie się zaczynało.

- Śnisz, chłopcze - odburknął mu z uśmiechem oponent.

Jednak układ figur, ilość kombinacji, naprędce rysowane w głowie linie po których przesuwa zaczęły się mieszać przed zmęczonymi oczami. Trzeba się skupić. Przydałby się papieros. Cholera, to pewnie dlatego drań ciągle wygrywa. Odcina moje neurony od paliwa, przez te swoje zabobony o płucach. Nie można mu jednak było dać satysfakcji. Moją obronę miał już pewnie przemyślaną na tysiąc sposobów. Jeśli była jeszcze jakaś szansa, polegała na wybiciu go z równowagi. Kopnięciu w trybiki jego maszyny. Trzeba było zrobić coś nieprzewidywalnego. Kazać zreorganizować cały misternie pleciony łańcuch zależności.

Niestety, chyba nie był jeszcze dość pijany, żeby znowu uszło przestawienie figur, kiedy się odwróci. Tym razem, trzeba było grać uczciwie.

Alasdair spojrzał ze smutkiem na swojego gońca, który za chwilę miał stracić jedyny gwarant swojego istnienia. Trudno. Nie ma ludzi niezastąpionych. Koń wyrwał się z pozycji obronnej do przodu, strącając wieżę Vanderbilta. Za ruch mógłby próbować jakiegoś nędznego szacha, o ile naturalnie nie zostanie wcześniej powstrzymany.

- Podbijam. Dwa ruchy.

- Bardzo mi przykro - odrzekł Alsteen - ale operacja musi trwać. - Zaatakował zagrożonym jeszcze przed chwilą skoczkiem, kasując nieruchomego piona i torując tym samym drogę na pierwszą linię dla swojej wieży. Sytuacja nie do pozazdroszczenia - Vanderblitowi wystarczył jeden ruch, żeby przejść do szachowania, a zważywszy na to, że biały król był dość gęsto otoczony bierkami, mógł go prowadzić - przy zachowaniu ostrożności - tak, jak sam tego chciał.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=4-z6-yyOgxE[/MEDIA]

W tym momencie zadzwonił holofon - droga, szpanerska zabawka, obowiązkowy element nowoczesnego wystroju wnętrza. Scherzo IX Symfonii Beethovena zwróciło uwagę grających na aparat, który wypluł w powietrze chmarę drobinek różnych dziwacznych metali, po czym zaczął je oświetlać. Utworzył w ten sposób napis: "Przychodzące połączenie - Anthony Gilroy". - No, dawaj, odbierz - zachęcił Vanderbilt. - Pewnie chce się poskarżyć na tą całą aferę z ekooszołomstwem - zachichotał. Alasdair również się zaśmiał, po czym odchrząknął i z wyrazem zniecierpliwienia na twarzy odebrał połączenie. W miejscu napisu o połączeniu przychodzącym pojawił się dość wyraźny hologram twarzy Gilroya.


Anthony Gilroy, Dyrektor Działu IT Sekcji Dzetańskiej Maarloewe Corporation

- Anthony, czy Ty masz pojęcie która godzina? Właśnie powinienem być zajęty ciemiężeniem robotników i deptaniem zieleni!

Anthony'emu wyraźnie nie było do śmiechu. - Wiem, która godzina, szefie. O tej godzinie Kelvin powinien dokować do astroprzystani numer trzy. W pokoju zapadła bardzo głośna i nieprzyjemna cisza. Taka, od której pękają co słabsze szyby i nerwy.

- Chcesz mi powiedzieć, że zgubiliście największy czynny okręt w tym układzie słonecznym, którego pełną trasę widać, gdy tylko wyjrzy się przez okno? - Alasdair spytał niepokojąco spokojnym głosem.
- Nie, na szczęście nie. Kelvin ma tylko awarię. Zamiast niego na trasie jest Celsius, który właśnie ląduje.

McIntyre odetchnął z ulgą. Zdał sobie sprawę, że przez czas całego połączenia stał, toteż wrócił na swoje krzesło i pociągnął drobny łyczek powoli kończącego się wina.

- Całe szczęście. Już się bałem, że czeka nas powtórka numeru z Celsiusem z czwartej wojny. Myślałem, że wszyscy wtedy jeden po drugim padniemy na zawały... Ale, ale, wracając - gdzie się zatrzymał i czy zidentyfikowano już awarię?
- Tak. Kelvin jest wyłączony na jakieś dwa tygodnie. Bardziej bym się przejmował tym, że przed chwilą dzwonił do mnie Zapruder. Nie może się z tobą skontaktować. Celsius nie ma połowy lewej burty.

"Szlag", powiedzieli jednocześnie obaj mężczyźni w pokoju.

- Straty w załodze i towarach? - spytał chłodno Vanderbilt
- W załodze nic. Co do towarów, to nie wiem, Zapruder ma dokładne dane. Problem polega na tym, że nie wiemy dokładnie, co się stało. Technicy właśnie szykują raport.
- Jak już ściągniecie załogę do Metropolis, dostają wolne do końca tygodnia. Należy im się. Mostek, główni technicy dopiero, kiedy przestaną wam być potrzebni. Kiedy dacie radę przyprowadzić Zaprudera do biura?
- Jak tylko będziemy mieli pełen raport. Ale jak jest potrzeba, to może tam podjechać choćby zaraz.
- Nie, niech zrobi co ma zrobić do końca. I tak mamy w międzyczasie co robić. Przypilnuj pismaków, żebyśmy nie mieli przez nich na głowie masowej histerii, a ja będę musiał rozmówić się z Lammertem, w tych okolicznościach nasz mały projekt napotkał się na pewne trudności.

- Vanderbilt... - Dodał po chwili - załóżmy, że wygrałeś tę partię. Chyba będę Cię musiał poprosić, żebyś pofatygował się po wyliczenia rezerw żywieniowych i surowców fabrycznych.
- No dobra... - mruknął urzędnik. - Ruszam za moment - powiedział, narzucając nowomodny płaszcz z polimerów z przesuniętym nieco w prawo suwakiem. - Odezwę się, jak będę miał statystyki.

Pięć godzin później
Gabinet Alasdaira MacIntyre'a


Atmosfera w gabinecie była dość ciężka. W zacienionym pomieszczeniu jedyne źródło światła stanowiła okrągła jarzeniówka zawieszona na suficie i światła za oknem. Te drugie i tak służyły głównie jako system ostrzegawczy dla pilotów cywilnych pionowzlotów, które poruszały się w wyższych strefach miasta. Kilka z nich leciało właśnie w polu widzenia obecnych w pomieszczeniu MacIntyre'a, Alsteena i Gilroya.

Wszyscy trzej mężczyźni czekali w napięciu na pojawienie się czwartego. Byli już zmęczeni wielogodzinnym czuwaniem opartym o środki pobudzające i wzmacnianą syntetyczną kawę, kiedy w drzwiach stanął z dawna oczekiwany Sneeringer.

Lammert Sneeringer, Dyrektor Działu Public Relations Sekcji Dzetańskiej Maarloewe Corporation

- Przepraszam za spóźnienie - powiedział na wstępie Lammert. MacIntyre gestem wskazał mu krzesło. Alsteen załadował bloczek pamięci do wyświetlacza holograficznego i nacisnął parę klawiszy. Po chwili w powietrzu unosił się doskonały trójwymiarowy model Celsiusa.

- Podsumujmy fakty - zaczął Vanderbilt. - Celsius ruszył z Dolinki Zwolle o 1.20 czasu ziemskiego, zgodnie z planem lot miał trwać 27 godzin. Przedłużył się jednak, ponieważ w ósmej godzinie lotu załoga napotkała duże ilości kosmicznych śmieci, które trzeba było wyminąć. Pięć i pół godziny później na skutek dotychczas niewytłumaczonego wypadku statek stracił 37% pokrycia lewej burty - na hologramie nagle ten obszar zaczął się jarzyć na czerwono - co doprowadziło do utraty 46% przewożonego towaru, który stanowiły głównie zapasy żywności dla Nieuw Leuwaarden oraz różnego typu części zamienne. Większym stratom udało się zapobiec dzięki automatycznym grodziom próżniowym. Zgodnie z manifestem transportowym, w tej części statku nie przewożono żadnych materiałów wybuchowych, co prowadzi do wniosku, że przyczyna uszkodzeń znajdowała się na zewnątrz. Dotąd nie ustaliliśmy, co dokładnie nią jest. Musimy zatem teraz rozwiązać dwa problemy - pierwszy to zaopatrzenie miasta. Z uwagi na fakt, że żaden z naszych większych okrętów transportowych nie jest obecnie sprawny, w ciągu tygodnia możemy się spodziewać pierwszych braków w sklepach. Drugi zaś to... co powiedzieć ludziom na ten temat. Ktoś chce coś dodać?

Ragnan
- Nie. Tym razem jestem pewien, że to tylko plotki. Bądź co bądź Tiara powstała dla pacyfistów, więc opieranie sztuki walki na ich naukach to byłaby oczywista sprzeczność... - odrzekł Spencer. - Tak więc nie ma sensu o tym debatować. Może przejdźmy po prostu do rzucania aktami.
- Racja - dodał Judwaszenko. Stary szpieg rzucił na stolik teczkę z raportem, po czym zaczął mówić, patrząc w przestrzeń i leniwie gestykulując. - Najpierw granice. W porównaniu z zamieszkami z zeszłego tygodnia spokojnie. Rządy Niemiec i Konfederacji doszły do porozumienia w kwestii tamtej operacji antyterrorystycznej, co uspokoiło nastroje. Natomiast w rejonie pogranicza Tiary i Rosji - dodał - zaobserwowaliśmy kilka przelotów satelitów szpiegowskich. Nie stwierdzono jednak żadnych oznak podwyższonej koncentracji wojsk na tym obszarze.
- Prace inżynieryjne idą zgodnie z planem - przejął pałeczkę Smith, specjalista od budżetu i gospodarki. - W tym tygodniu zakończyliśmy drugi poziom umocnień przygotowawczych, a za dwa miesiące spodziewamy się oddania do użytku pierwszego bunkra laboratoryjnego. Natomiast nie wiemy dokładnie, czy naszym planom nie zagrożą warunki geologiczne we wschodnich partiach. Dopiero zaczynamy tam geologię przygotowawczą. No i jest jeszcze ta sprawa sprzed dwóch dni. Schwytaliśmy dwóch sabotażystów, manipulujących wskaźnikami poziomu metanu w odwiertach wydobywczych. Chcieli doprowadzić do eksplozji, którą można byłoby zwalić na czynniki naturalne, co oczywiście nie miałoby znaczenia dla martwych górników. To dwójka najemnych zbirów z Niecki Trawleya, jednak obywatelstwa i pochodzenie mają marsylijskie. Nadal nie wiemy, z czyjego poduszczenia działali, ale cała rzecz wydostała się wczoraj i trafiła do mediów. Teraz jest afera.
- Co do nowych kontraktów - dodał Rawhi Fattuh, Palestyńczyk odpowiedzialny za sprawy zagraniczne - to w najbliższych tygodniach wygasają umowy z Bolivarią, Australią i Orleanem. Mamy też całkiem nową propozycję - Austriacy chcą zamówić spory kontyngent - dwie kompanie saperów - z upoważnieniem do opuszczania granic swojego kraju i transportu orbitalnego. To trochę dziwne, jak na ich sytuację i możliwości finansowe.
- "Trochę" dziwne? Spójrzmy prawdzie w oczy - przerwał mu finansista. - Austria jest całkiem zrujnowana. Sam fakt, że zdobywają się na coś takiego, pewnie zapożyczając się do granic możliwości, musi oznaczać, że mają jakiś grubszy interes na myśli. Mają plan. Nie wiem, czy powinniśmy podpisywać ten kontrakt, on mi jakoś dziwnie śmierdzi.

FNS
Sala Posiedzeń Rady Ministrów
Nowomiasto, Federacja Nowej Słowiańszczyzny, Kwinta
12.50, 12.V.36/23.40 11.III.2230


- Dobrze, czy - czyli formalności wstępne mamy już za sobą - powiedział Primoz Privc, minister administracji w rządzie Radziewicza, zasiadając za długim, wykonanym z aluminium (ale z wierzchu pokrytym mahoniem) stołem. Razem z nim byli tam wszyscy członkowie gabinetu, no i - co zapewne najważniejsze - sam prezydent. Z sufitu zwieszała się ozdobna lampa, ale i tak większość światła zapewniało południowe słońce wczesnej kwintańskiej wiosny. Z pomieszczenia wyproszono już dziennikarzy, sprzątaczki, ochronę i ciekawskich, zaś same drzwi zamknięto na klucz. - Przejdźmy więc do - do części właściwej. Ciekawi mnie, dla - dla - dlaczego nie było pani na paradzie, pa - pani Kremenko. Zresztą pozostałych o - o - obecnych pewnie też. - Białorusinka wstała od stołu, opierając się o jego blat. - Panie i panowie ministrowie - powiedziała po białorusku, co natychmiast przekładały aparaty tłumaczące - sytuacja jest krytyczna. Mówiąc krótko, mamy na naszym terytorium niebezpiecznego agenta niezidentyfikowanego nieprzyjaciela. Trzy godziny temu ten człowiek, - pokazała na ręcznym holoprojektorze zdjęcie z kamery ochrony - Johann Meerkat, przedostał się do sztabu Drugiej Armii, wykorzystując znajomości wśród żołnierzy i swoje... ponadprzeciętne zdolności. Tam napotkał kontradmirała Adama Mladkę, odpowiedzialnego za koordynację obrony wybrzeża. Jak dotąd nie jest jasne, co robił tam ten oficer, grunt, że został postrzelony przez napastnika. Ten najprawdopodobniej był przekonany o śmiertelności strzału, jednak Mladkę udało się odratować. Meerkat zastraszył drugiego oficera sztabu, który wydał mu plany rozmieszczenia wojsk i kontrnatarć w przypadku ofensywy nieprzyjacielskiej na nasze wybrzeża, po czym został zastrzelony przez Johanna, który jak wskazują to nagrania - spanikował i nie wiedział, co robi. Następnie wyszedł z bazy tak, jak wszedł, tym razem wykorzystując osobę młodej pracownicy sztabu, która wyprowadziła go na zewnątrz - nie znamy przyczyn jej zachowania, ale również ona straciła życie. Poszukiwania jak dotąd nie dały rezultatu. Na wolności jest człowiek, który zamordował dwie osoby, postrzelił trzecią i posiada informacje kluczowe dla obronności państwa. Jak już mówiłam, sytuacja jest krytyczna.

W pomieszczeniu zapadła cisza.

CGP
Kiedy dwaj oficjele przechadzali się po polu golfowym, szukając zaginionej białej kulki, nagle zadzwonił komórkowy wideofon Połońskiego. - Połoński, słucham - powiedział ekonomista, odbierając. Było to stare przyzwyczajenie, bo o ile holo- i wideofony były technologią nienową, o tyle jeszcze przed wylotem z Ziemi miały marginalne znaczenie w porównaniu ze straszliwie udziwnionymi telefonami (głównie ze względu na koszty połączenia i wydajność energetyczną). Nokia QV3 Macieja była zaprzeczeniem trendu z jego młodości - prosta i minimalistyczna, wyposażona w podstawowe funkcje. Na ekraniku pojawił się siwiejący brunet o kanciastej twarzy - Władysław Okolicki, faktyczny szef dyplomacji Rzeczypospolitej. - Witam pana, panie Macieju - powiedział. - Dostaliśmy ciekawą ofertę. Odezwała się do nas dyplomacja ChRL. Chcą wzajemnego otwarcia rynków. To nie jest rozmowa na telefon. Niech pan o tym porozmyśla, a jutro podam szczegóły na posiedzeniu Rady Ministrów. Jeśli jest z panem premier, niech pan mu to przekaże. A teraz muszę się wyłączyć. Do zobaczenia.
Połoński zakończył rozmowę, po czym schował aparat do kieszeni. - Słyszał pan, panie premierze? Chińczycy! Prawdopodobnie największy rynek na planecie! To chyba dobre wieści?

Marsylia
- Już to robię... - odrzekł Francois, naciskając przycisk na swoim komputerze. - A zatem, punkt pierwszy porządku dziennego. Czy wszyscy są obecni? Raz, dwa, osiem... Ach tak, brakuje jednej osoby. Proszę zaprotokołować, że na posiedzeniu nie był obecny Victor August De Lome. Przypominam, że nieobecność wiąże się z pisemnym zwróceniem uwagi i... tak, dobrze, nie ma sprawy, Wasza Królewska Mość, przechodzę dalej. Przejdźmy dalej. Cotygodniowy raport ministerstwa spraw zagranicznych. Proszę.
- Dziękuję, Francois - odrzekła Claude Madeleine. - Omówię tylko najważniejsze sprawy, resztę pobieżnie, dokładny wykaz możecie znaleźć w moim raporcie, który powinien już być na waszych twardych dyskach. Zasadniczo w tym tygodniu wydarzył się tylko jeden większy incydent, o którym za chwilę. Rządy państw sąsiednich są nam - jak zawsze - przyjazne, wliczając w to nawet Rosjan i rząd Ragnanu, które jednak są dość nieprzewidywalne i - jak pokazuje historia - zdolne do nagłej zmiany kursu. Właśnie taką zmianę może wywołać zdarzenie, o którym już mówiłam. Wczoraj media doniosły o schwytaniu dwóch obywateli Marsylii, którzy próbowali doprowadzić do katastrofy w jednej z ragnańskich kopalni w łańcuchu Anielskich Skrzydeł. Tajemnicą poliszynela jest, że od piętnastu lat nie mieszkają oni w kraju, a głównie w Niecce Trawleya. Musimy zdecydować, czy powinniśmy interweniować w tej sprawie u naszych wschodnich sąsiadów, czy też zostawić tamtych kryminalistów własnemu losowi - a jako że kopalnie w Ragnanie są bezpośrednio powiązane z wojskiem, czeka ich sąd wojskowy i najprawdopodobniej kara śmierci. Spora część obywateli uważa, że powinniśmy ich sądzić w kraju, gdzie coś takiego im nie grozi. Dziękuję, możemy przejść do raportu ze spraw wewnętrznych.
- Dobrze - odrzekł Brian Rudolf, oficjalnie prefekt Policji Królewskiej, nieoficjalnie - ktoś więcej. - Udało nam się schwytać czterech członków radykalnej demokratycznej siatki "Robespierre", która od kilku miesięcy funkcjonuje na południu państwa. Dzięki danym uzyskanym z ich mieszkań spodziewamy się w najbliższym czasie kilku kolejnych aresztowań. Zabezpieczyliśmy nielegalną broń i środki do produkcji materiałów wybuchowych. Aresztowani to młodzi ludzie, w wieku od 21 do 30 lat, wrogowie ustroju i rodziny panującej. Przejdźmy dalej, bo nie ma tu naprawdę o czym mówić...
- Z ważnych spraw mamy jeszcze propozycję natury administracyjnej - dodał Francois. - Przygotowałem projekt rozporządzenia, które zasadniczo skróciłoby i uprościło proces starania się o skarbowe dotacje z programu odbudowy zniszczeń wojennych w gospodarce. Zadbałem o to, abyście wszyscy otrzymali go jeszcze przed naradą.
- I dobrze - odrzekł Charles Pierre Richelieu, minister finansów i gospodarki. Stary przyjaciel rodziny był wyraźnie niezadowolony, ale mówił spokojnie. - To rozporządzenie nie tylko roi się od luk, ale jest też w samym swoim założeniu błędne. Przeforsowanie takiej propozycji wywoła falę nowych wniosków o dofinansowanie, która może poważnie nadwerężyć budżet. Już nie wspominając o tym, że osłabienie kontroli, które przewiduje ten projekt, może pozwolić na oszukiwanie skarbu państwa na sporą skalę. Pobudzi też tworzenie nierentownych przedsiębiorstw, istniejących tylko dzięki tym dofinansowaniom. Zgłaszam wniosek formalny o odrzucenie projektu.
- A więc zamykamy ten etap narady - orzekł z kwaśną miną Francois. - Mam tylko nadzieję, że niektórym faktycznie zależy na tym, żeby obywatele nie mieli niepotrzebnych problemów z biurokracją i rozumieją, że dofinansowania są po to, żeby je wypłacać, a skarb państwa wcale nie ma tylu wydatków. Przejdźmy więc do etapu debaty tronowej... - dokończył. Wszystkie oczy w pomieszczeniu zwróciły się na króla Dumonta...
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"

Ostatnio edytowane przez Tevery Best : 03-02-2010 o 21:38.
Tevery Best jest offline  
Stary 06-02-2010, 06:29   #9
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 25525 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
Graham postukał chwilę palcami po stole myśląc jak rozegrać ten mały bajzel. Trzeba było przyznać że jakiekolwiek zagrożenie dla prac wewnątrz Anielskich Skrzydeł był policzkiem dla Ragnanu, jednego lepiej zabezpieczonych wewnętrznie i zewnętrznie państw. Nie mogli sobie pozwolić na opóźnienia, mimo że samo ukształtowanie kraju pozwalało na łatwą obronę, to jednak umocnienia wewnętrzne były wysiłkiem całego narodu, małą przystanią w której nawet najemnicy ze stalowymi nerwami mogliby upatrywać ostatniej ucieczki na wypadek klęski.
- Rozdmuchajcie sprawę z sabotażystami jeszcze bardziej w mediach krajowych i zagranicznych. Możecie wysłać paru górników na zwolnienie i nieco upiększyć fakty, dodać zatrucie gazem, czy małą faktyczną eksplozję. Najlepiej tak żeby to wyglądało na opóźniony zamach z udziałem ujętych spiskowców. Na tej podstawie wszystkie obecne w kraju jednostki saperów zostaną przerzucone do Anielskich Skrzydeł, Austriakom możecie odpowiedzieć że mogą dostać dwie dowolne inne kompanie, ale nie saperów ze względu na zaistniałą sytuację, za co mogą wysłać bukiecik z podziękowaniami dla Marsylii. Jeśli w tej sytuacji poproszą o oddziały szturmowe, jestem pewien że wynegocjujecie odpowiednio wysoką cenę i klauzulę zakazu misji które według naszych sztabowców maja poniżej 30% szans powodzenia, jeśli dalej będą uważać że gra jest warta świeczki, no cóż, nie możemy im odmówić wprost, to by bardzo źle wyglądało, ale dowolna zaatakowana kolonia powinna zrozumieć nasze starania. Resztę kontraktów jak najbardziej przedłużyć o ile strony dalej będą zainteresowane.

Pociągnął łyk mocnej kawy dla zwilżenia gardła i lekkiego pobudzenia, nie przepadał za tymi naradami, ale niestety nie było innego wyjścia, na Kwincie zawsze wrzało, podobno bardziej niż na Ziemi, tak przynajmniej twierdzili ludzie, którzy pamiętali starą planetę.
- Kiedy już doprawicie odpowiednio tą aferę, możecie podesłać Marsylii notę dyplomatyczną, nic ostrego ale zapytanie o udostępnienie informacji na temat tej dwójki jako akt dobrej woli ze strony ich ojczyzny pomagający nam w odcięciu ich działań od jakichkolwiek zamierzeń monarchii. Mógłby ktoś zlecić przygotowanie analizy geologicznej i ogólnej tego obszaru Tiary który był ostatnio obserwowany przez satelity? Lepiej dmuchać na zimne. O czymś zapomniałem? Jeśli nie chyba możemy zakończyć na dziś o ile nikt nie ma nic do dodania.- Marszałek oparł się wygodnie i czekał na odpowiedź swoich ludzi.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline  
Stary 13-02-2010, 00:17   #10
Tap
 
Tap's Avatar
 
Reputacja: 0 Tap nie jest za bardzo znany
- Słyszał pan, panie premierze? Chińczycy! Prawdopodobnie największy rynek na planecie! To chyba dobre wieści?

A to ciekawe. Chińska Republika Ludowa, państwo znane niemalże tylko z legend. Nikt dokładnie nie wie co dzieje się pomiędzy Turcją a Izraelem, niewiadome jest zaawansowane technologiczne komunistycznych Chin, poziom praw pracowniczych, nic. Przy czym izolacjonizm wcale nie czyni ich zbyt lubianymi, zwłaszcza przez narody, które wyrugowali ze „rdzennych” ziem. Niemniej współpraca handlowa z ChRL może okazać się całkiem korzystnym przedsięwzięciem, trzeba będzie jednak podejść do niego ostrożnie – jest zbyt wiele czynników zagrożenia...

- Szczerze? Czy dobre, jeszcze nie wiemy. To świetna okazja, oczywiście, ale przy tym nie możemy lekceważyć ryzyka. Musielibyśmy wszystko odpowiednio rozegrać – współpraca z Chińczykami to jakby nie patrzeć dość kontrowersyjna sprawa, poza tym należałoby pilnować gospodarki.

- Pilnować gospodarki… – zamyślił się ekonomista, który zdążył już ochłonąć. Jakby się zastanowić, na Ziemi leseferystyczne nastawienie wobec Chin nie przyniosło Zachodowi wiele dobrego.- Ma pan rację. Moim zdaniem potencjalne zyski są jednak warte trudu.

- Przeanalizujemy wszystko dokładnie na spotkaniu. Póki co wracajmy do gry, umknęło nam już wystarczająco dużo wolnego czasu. Później polecę ludziom zebrać do kupy dostępne informacje dotyczące Chin. Nie ma tego wiele, powinni uwinąć się dość szybko.

Obaj politycy wrócili do poszukiwań piłeczki. Mieli jeszcze trochę czasu na relaks i zamierzali go wykorzystać. Niecodzienne wieści sprawiły jednak, że atmosfera straciła nieco ze swej sielskości.
 
Tap jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170