Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-02-2010, 16:30   #1
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 376 deMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetny
[SW- KOTOR] - Preludium wojny

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, mistrzyni Taran Tianna i jej uczeń Yetaala Keoln wracali z misji dyplomatycznej, na odległej planecie zewnętrznego pierścienia. Choć nie osiągnęli zamierzonego celu, to położyli dobre fundamenty, Mytus VII przyjmie następnych ambasadorów, tym razem nie tylko z zakonu ale i z republiki.
Kiedy wprowadzili kurs na Coruscant, i uruchomili sekwencję hipernapędu, oboje poczuli silne wibracje mocy, w tym samym momencie statek wszedł w nad świetlną. Coś jednak było nie tak, dziwne uczucie nie opuszczało ani Taran ani Yelaala, to czym było owo przeczucie miało się okazać już za chwilę. Kiedy komputer poinformował, że za trzy godziny przybędziecie do Coruscant statek niespodziewanie wyszedł z nad świetlnej. Zaraz też rozległ się alarm o ataku, i pierwsze strzały uderzyły o tarcze statku.
Yetaal pierwszy dotarł do kokpitu, a jego mistrzyni zjawiła się tam zaraz po nim, byli ostrzeliwani przez trzy niewielkie myśliwce, nieznanego pochodzenia. Ich siła ognia nie byłaby w stanie zagrozić ich tarczom, niestety pierwsze strzały trafiły w statek, kiedy osłony nie były jeszcze w pełni podsinione, co zaowocowało drobnymi uszkodzeniami hipernapędu, i zniszczeniem jednego z działek. Zanim Jedi zdążyli podjąć decyzję o tym co robić, komputer wyświetlił informację o tym, że jeden z myśliwców ich wywołuje. Po zaakceptowaniu przekazu na ekranie pojawiła się twarz mężczyzny.
- Jestem Kapitan, Vence Tarko wlecieliście w przestrzeń naszej planety przełamując naszą blokadę. Macie natychmiast wyłączyć uzbrojenie na waszym statku, i udać się pod eskortą na planetę, gdzie zostaniecie przesłuchami. W przeciwnym wypadku wasz statek zostanie zniszczony. Macie pięć minut na podjęcie decyzji. -


Choć czuliście się bezpieczni otoczeniu tarczą, to logicznym wydawało by się nie prowokowanie kapitana, w końcu trzy myśliwce mogą w niedużym czasie zmienić się w całą flotę, a teko wasze tarcze nie wytrzymają z całą, pewnością. Ucieczka bez hipernapędu też nie wydawała się dobrym wyjściem, pozostało tylko zaakceptować rozkaz kapitana i lecieć za jego ludźmi na lądowisko.


Po wylądowaniu, dookoła statku zgromadziła się mała armia, około setki ludzi, w tym kilkunastu przedstawicieli innych gatunków, większość pod bronią, cześć dziwnych sztach przypominających szaty jedi, z tą różnicą, że ci tu mieli czerwone szarfy, lub pasy.
Po wyjściu ze statku, stanęliście twarzą w twarz z kapitanem Tarko.
- Za mną, odprowadzę was do tymczasowego więzienia, poczekacie tam aż zbierze się rada, by was przesłuchać. Oddajcie całą broń jaką macie. -

 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 10-02-2010 o 18:58.
deMaus jest offline  
Stary 16-02-2010, 15:26   #2
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Gdy statkiem szarpnęło Taran siedziała w kajucie okładając w myśli sprawozdanie z misji. Sukces czy porażka. Czasem granica pomiędzy tymi pojęciami stawał się trudna do wychwycenia. Jeśli Mytus VII było sukcesem to z pewnością niepełnym, jeśli porażką to niecałkowitą. Czy ona sama nie mogła się zdecydować czy jest z misji zadowolona czy też nie.
Ale to było zanim statkiem szarpnęło i nagle pojawił się przed nimi ponowny problem.
Alarm sprawił, że zerwała się na równe nogi.
Yetaala był już w kokpicie. Zerwał się na równe nogi, przerywając ćwiczenia w ulamku sekundy po uderzeniu. Zanim zaczął się atak, mlodzieniec medytował, starając się oczyścić swój umysł. Obiektywna analiza zdarzeń, które zaszły na Mytus VII była jakbajbardziej wskazana, jednak emocje nadal nie chciały opuścić padawana.
Ttaran zastanawiała się, cz Yet podniósł osłony czy też zrobił to któryś z droidów? Nie miała czasu zapytać. Całą uwagę poświeciła raportowi o uszkodzeniu hipernapędu. Ktokolwiek ich zaatakował celował dobrze. Stracony stabilizator pola skutecznie zniechęcał do ucieczki, ale wskazywał też na to, że chcieli ich żywych a to był dobry znak.
Opanowanie emocji było w tej chwili sprawą priorytetową. Yetaala dobrze o tym wiedział. Trening okazał się nie być bezużyteczny, Twi'lek nawet nie mrugnął okiem, kiedy stanął z zaistnialą sytuacją twarzą w twarz. Zamiast bezsensownie panikować, zzajął się obmyślaniem ewentualnych planow działania, z czego w głebi serca był bardzo dumny. Niew pełni słusznie, oczywiście.
Myśli ledwie przebrzmiały w głowie kobiety, gdy wróg już do nich mówił. Cóż może dobrą wolą by takiego zachowania nie nazwała jednak, słowo cywilizowane było bardziej na miejscu. Samo w sobie dawało nadzieję na polubowne załatwienie sprawy. A do tego właśnie powinni jako Jedi dążyć.

Rozmyślania oczywiście zaowocowały już po chwili, nasuwając młodemu Twi'lekowi kilka pomysłów do głowy. Wszytkie kręciły się mniej, lub bardziej wokół miecza świetlnego, perswazji i drodiów naprawczych. Yet ani przez chwilę nie wierzył w to, że dyskusja z agresorem może przynieść jakiekolwiek profity.
- No to wpadliśmy, Mistrzu. - Mina Yeta wskazywała, że cała ta sytuacja była dla niego dużym wyzwaniem. Taki wyraz twarzy młodego Twi'Leka nigdy nie wróżył niczego dobrego, a raczej niczego przemyślanego. - Mistrzu, powinniśmy ich posłuchać, mam plan. - Dodał z uśmiechem.

Przed laty, gdy na kilka miesięcy po pasowaniu na rycerza przyszła do Mistrza Vrooka i podekscytowana oznajmiła, ze wzięła sobie padawana ten parsknął tylko śmiechem po czym stwierdził z pewną dozą uszczypliwej i zarazem troskliwej satysfakcji „Teraz się przekonasz”.
I owszem przekonała się, jest przyjąć na sobie odpowiedzialność za młody, kształtujący się umysł. Przestać być tym pilnowanym i zacząć pilnować. Dziewczynka którą dawno temu jej własny mistrz upominał, że jeśli nie zmobilizuje się by siedzieć w miejscu dłużej niż trzydzieści sekund nigdy nie nauczy się medytować, musiała stać się stateczna, spokojna i odpowiedzialna. Z początku wydawało się jej to koszmarnie monotonne, jednak jej padawan szybko zadbał o to by przestała się nudzić.

Pochyliła się nad komputerem pokładowym. Sprawdziła koordynaty. Sprawą oczywistą było, ze wbrew niedawnym komunikatom maszyny wcale nie byli trzy godziny lotu od Coruskant. Co się więc stało? Odpowiedź tak jak przypuszczała znajdowała się w maszynie. Ktoś ominął zabezpieczenia komputera, zmieniając diametralnie koordynaty skoku. Skoczyli niemal na ślepo daleko poza zewnętrzny pierścień. Biorąc pod uwagę, że mogli skończyć w czarnej dziurze lub samym środku gwiazdy mieli szczęście.
- Nie wpadliśmy Yet, ktoś nas w to wpakował. - odparła z kamiennym spokojem wytrenowanym przez lata znoszenia kryzysowych sytuacji. Po czym podniosła wzrok na ucznia, choć sytuacja do wesołych nie należała nie umiała się nie uśmiechnąć słysząc, że twi'lek już znalazł z niej wyjście. - Nie tak szybko. Najpierw rozeznajmy się w sytuacji. Ale masz rację. Oporem nic nie zdziałamy. Póki co ich warunki wydają się rozsądne. - Cóż jeśli ten jego plan był dobry, a przecież i takie się młodzieńcowi zdarzały na pewno przetrwa w jego głowie do czasu aż sytuacja się choć trochę wyjaśni.

Przekonanie o bezkrytyczności swoch idei stopniowo uchodziło z Yetaali, wypierał je trening jedi i samodyscyplina, jednak uczucie rozczarowania na wieść o odstawieniu jego pomysłu do lamusa nadal sprawiała, że czuł się urażony. Nie przyszło mu nawet na myl, żeby opracować inny plan, jednak na swego mistrza także nie potrafił się gniewać. Darzył ją zbyt wielkim szacunkiem.
- Eechh... Dobrze, mistrzu Taran. - Yetaala zareagował jak zwykle w przypadkach, kiedy jego "złote pomysły" były niedoceniane. Okazał stylizowany brak zainteresowana. - Jakoś z tego wyjdziemy.
Oczywiście młodzieniec wiedział, że jego mistrzyni zna się na tym "numerze", toteż wywalczenie czegoś tą drogą nie było możliwe, dlatego szybko przywrócił uśmiech na twarz.
- Zdajmy się na potęgę mocy. - Powiedział Twi'lek, święcie przekonany, że jego słowa wypowiedział by w tej chwili każdy mądry jedi. Odpowiedź Taran zmieniła zdanie Twi'leka. Jego mistrzyni niewątpliwie była mądrym jedi.


Westchnęła i pokręciła głowa z uśmiechem po czym pochyliła się nad komunikatorem.
- Wyłączamy uzbrojenie Kapitanie Tarko, wskażcie miejsce lądowania. - zwróciła się do wojskowego po czym znów spojrzała na ucznia. - Moc nie jest i nigdy nie była niczyją niańką. Nie ocali nas przed tym przed czym sami się nie ocalimy. No ale nie żebyśmy nie mieli już w tym wprawy, prawda? - zakończyła z kierując statek ku planecie.
Szybko oduczyła się uważać Moc za panaceum na wszelkie problemy. Budząc się zestrojonym oddechem galaktyki trudno było nie zachłysnąć się potęgą, jednak kobieta już dawno temu nauczyła się, że ich działania i decyzje działania mają równie wielkie znaczenie co midi-chloriany we krwi. Moc była cudownym darem, jednak tylko jego należyte wykorzystanie mogło zapewnić sukces inaczej stawała się niewykorzystanym talentem. Starała się nauczyć Yeta by równie mocno co w Moc wierzył w siebie i własne umiejętności, tak jak ona w niego wierzyła. Zzdawało się jej, ze zaczął już pojmować tą zależność. Gdyby jeszcze nabrał trochę więcej rozwagi...
 

Ostatnio edytowane przez Minty : 16-02-2010 o 15:30.
Minty jest offline  
Stary 16-02-2010, 17:19   #3
 
Lirymoor's Avatar
 
Reputacja: 25 Lirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodze
Po wylądowaniu kobieta zabezpieczyła komputer pokładowy i statek. Mężczyzna z którym rozmawiali zarządzał wyłączenia uzbrojenia, o pełnym dostępie do statku nie wspomniał. Jeśli wspomni to chętnie o tym podyskutuje. Jeśli postanowią się dostać do środka sami, cóż to zmieni diametralnie postać rzeczy.
Przed wejściem wygładziła szatę zagarniając za uszy długie rude kosmyki. Gest dodawał pewności siebie której potrzebowała teraz ze względu na wagę sytuacji jak i młodego padawana.
Krocząc po trapie rozglądała się po okolicy studiując z kamiennym spokojem zebranych oraz samego kapitana. Szczególną uwagę zwróciła na tych którzy nosili typowe dla zakonu stroje. Kusiło ją by sięgnąć ku nim Mocą, wybadać ich jednak powstrzymała się. Zamiast tego skoncentrowała się na osłonie własnego umysłu i szukaniu w Mocy sygnałów zagrożenia dla siebie i swego padawana.
Yetaala równie uważnie przyglądał się otoczeniu. Kalkulował. Oczywiście jak najbardziej chciał, aby cała sytuacja rozwiązana była w sposób pokojowy, lecz wiedział, że plan B zawsze się przydaje. Nawet najmądrzejszym.
Co prawda, dwójka jedi może i miała duże szanse pokonać tych tutaj, jednak ani nie było na razie takiej potrzeby, ani nie było tutaj dwójki jedi, skarcił się w myślach.
Gdy padło polecenie oddania broni przez chwilę wahała się w duchu. Od tej decyzji mogło wiele zależeć. Przez chwilę rozważała blef, udawanie że to zwykła latarka. Przy odrobinie wspomaganej Mocą sugestii mogło się udać. Kobietę niepokoił rozmiar grupy która wyszła im na spotkanie. Wskazywała na to, że spodziewano się po nic nie wiadomo jakiego oporu.
Jednak w końcu odrzuciła pomysł oszustwa. Póki co zamierzała grać na ich zasadach. Przynajmniej póki były nadzieje na rozwiązanie problemu bez rozlewu krwi. Zdała swój blaster i miecz świetlny.
- Jesteśmy gotowi w pełni współpracować z panem w celu wyjaśnienia tego nieporozumienia - oznajmiła.

Mlody Twi'lek bez słowa uczynił to samo, co jego mistrzyni. Dumnie prostował kark, jednak starał się, aby jego potawa wyrażała głównie mądrość, toteż nie przyjmował groźnego wyrazu twarzy. Zdawało mu się teraz, że musi wyglądać jak najpotężniejszy z jedi.

Z żalem rozstawał się ze swoim mieczem świetlnym, jednak w pełni ufał i mistrzyni i swoim przeczuciom.

Przy każdym kolejnym kroku Taran rozglądała się uważnie po okolicy starając się zarejestrować jak najwięcej szczegółów. Rozkład budynków, umocnienia obronne, częstotliwość patroli, wygląd mieszkańców, drogę do lotniska. Wszystko to mogło się im jeszcze przydać. Gdy dotarli do samego więzienia przyjrzała się dokradnie drodze od drzwi po ich celi uwzględniając odległości i posterunki strażnicze.
Gdy dotarli do celi ta również została poddana dokładnym oględzinom okna, drzwi, system wentylacji i kanalizacji. Wszystko to mogło mieć znaczenie przy próbie ucieczki. Liczyła, ze uciekać nie będzie trzeba, ale zawsze należało być przygotowanym na wszystko.
- Co o tym wszystkim sądzisz Yet? - zwróciła się do padawana.

- Cała ta sytuaca wydaje mi się zbyt niespotykana. - Yetaala podrapał się po brodzie. - To nie mógł być przypadek, ale teraz nie to jest ważne. Skupmy się na tym, jak przekonać tego wojaka do tego, że nie mamy złych zamiarów.

Odpowiedź ucznia skwitował skinieniem głowy, wnioski jakie wyciągnął pokrywały się z jej własnymi postanowieniami.
- Ktoś przeprogramował nasz skok w komputerze statku wciąż są tego ślady. Pytanie czy w to uwierzą – odparła. - Dotąd nie robią niczego co by nie było... logiczne na ich miejscu. Pytanie czy tak zostanie.

- Nie wiem, czy powinniśmy z góry zakładać, że i oni są w to zamieszani, jednak i taka opcja wydaje się być w pewnym stopniu słuszna. Możliwe jednak, że cała ta sytuacja jest dla nich po prostu zaskoczeniem, dlatego ich postępowanie wydaje się mi mało logiczne. - Powiedział Yeetala spokojnym tonem.

- Obcy uzbrojony statek wyskakuje nagle w przestrzeni planety. To świat z poza zewnętrznego pierścienia nie mają tu częstych odwiedzin. Ostrożność jest zrozumiała – odparła, choć sama już na lądowisku zaczęła być zaniepokojona przez rozmiar eskorty jaką wziął sobie kapitan. - Ale ci ludzie w z czerwonymi szarfami przy pasach mnie niepokoją.

- Wyczułaś coś, mistrzu? - Zainteresował się Yet.

- Nie ale nie koncertowałam się na nich zbytnio. Moc to główny atut jaki mamy. Póki co wolałabym żeby pozostał ukryty – stwierdziła - A ty coś wyczułeś?

- Nic. Nasze wytłumaczenie zdaje się nie robić większego wrażenia a panu Tarko. Obieramy jakiś plan B, czy... - Yet uśmiechnął się. - ...improwizujemy?

Plan B. Cóż trudno było jakiś wysunąć w tej chwili. Wszystko zależało od tego jak będą się zachowywać ich gospodarze.
- Zobaczmy co powie nam ich rada, póki co mamy za sobą atut pełnej współpracy i szczerych intencji. Jeśli tego nie docenią. cóż sprawimy żeby docenili nasze inne możliwości.
 
Lirymoor jest offline  
Stary 22-02-2010, 12:09   #4
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 376 deMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetny
- Za mną, odprowadzę was do tymczasowego więzienia, poczekacie tam aż zbierze się rada, by was przesłuchać. Oddajcie całą broń jaką macie. - głos Tarko, był stanowczy, choć nie było w nim czuć nienawiści, czy strachu, był to głos dowódcy, co uspokajało, zważywszy, że można było wnioskować, iż to co nastąpi to zaledwie normalna tradycyjna procedura.
- Jesteśmy gotowi w pełni współpracować z panem w celu wyjaśnienia tego nieporozumienia -
- Dobrze - Skinął na jednego z ludzi w szatach, a ten podszedł i zabrał przekazywaną mu broń. - Chodźcie za mną - powiedział Tarko, po czym odwrócił się, i ruszył w stronę budynków, za wami ruszyło czterech męrzczyzn w szatach, mijając resztę grupy powitalnej, do Tarko dołączyło jeszcze dwóch podobnie odzianych. Po przejściu kilkuset metrów doszliście do budynku z szarego kamienia, miał dość proste kształty, na przedniej ścianie nie było okien, ale było to całkowicie zrozumiałe, kiedy przeszliście przez krótki korytarz, i weszliście na dziedziniec, dopiero za nim pojawił się właściwy budynek, gdzie po wejściu tarko poprowadził was korytarzem w lewo, a następnie w prawo, po czym stanął obok otwartych drzwi i gestem wskazał, że macie wejść do środka, sam wszedł za wami, jednak zatrzymał się zaraz za progiem.
- Chwilowo, prosiłbym abyście pozostali w tym pomieszczeniu, jeśli czegoś będzie wam trzeba, przed drzwiami stoją strażnicy, dostarczą sam wszystkiego co potrzebne. Za moment zostanie dostarczone jedzenie. Czujcie się gośćmi gildii, jednak próba opuszczenia tego pomieszczenia bez mojej zgody, będzie traktowana jako atak, za drzwiami po lewej jest łazienka, po prawej znajduje się sypialnia. Jak tylko złożę raport zjawię się, aby zadać kilka pytań, przed przesłuchaniem w radzie. Wtedy też odpowiem na wasze pytania. - Odwrócił się i wyszedł. Drzwi zamknęły się tuż za nim.


Cela jak się okazało miała niewiele wspólnego z celami jakie znaliście, zamiast walcowatej klatki otoczonej polem siłowym, trafiliście do pomieszczenia wyposażonego w wygodne fotele, stół, niewielką biblioteczkę, z dużym oknem wychodzącym na miasto. Widok nie był może zachwycający, ale na pewno dostarczał wielu informacji, na przykład, nie było widać żadnych pojazdów powietrznych, żaden z budynków nie miał też więcej jak piętnaście metrów wysokości, choć niektóre wyglądały jakby przeczyły prawom grawitacji, układając się w przedziwne kształty. Jedne stały na bardzo cienkich wręcz szklanych podporach, inne wykrzywiały się lub oplatały centralne części, choć nie było widać gdzie są z nimi połączone. Najdziwniejsze było to, że o ile wszystkie te dziwaczne kształty dało się jakoś wytłumaczyć, to dziwne pozostawało to, że owe budynki były zrobione z kamienia, ale nie było widać żadnych łączeń, tak jakby zostały z kamienia ulepione. Zresztą po chwilowym zastanowieniu się uświadomiliście sobie, że idąc do waszej celi, nie mijaliście żadnej elektroniki, nie zaobserwowaliście żadnych śladów technologi, co prawda drzwi otwierały się przed wami, a także zamykały kiedy przeszliście, ale nie było, żadnych terminali, żadnych pól siłowych, żadnych robotów, jedynym znakiem technologi, były owe myśliwce, które was eskortowały, a także ludzie z bronią na płycie lotniska.

Po upływie około trzydziestu minut drzwi otworzyły się i mężczyzna w szacie, z czerwoną przepaską przyniósł tacę z posiłkiem, za nim podążało jeszcze dwóch służących z podobnymi tacami, postawili jedzenie na stole i wyszli, jedynie mężczyzna w w szacie pozostał.
- Nie wiemy dokładnie jakie macie zwyczaje, dlatego, gdyby jedzenie było nie odpowiednie powiadomcie nas postaramy się zorganizować coś innego. -

Jedzenie było całkiem dobre, Kilka rodzajów mięs, od białego prawdopodobnie jakiś rodzaj tutejszych ptaków, przez ryby, do ciemnego mięsa, przypominającego smakiem mięso Kevetów, dużych pociągowych zwierząt, hodowanych na Dantooin. Na tacach znajdowały się też cierpkie owoce, które okazały się wyborne w połączeniu ze słodkim winem dostarczonym do posiłku.

Kiedy dzień zaczął zbliżać się ku końcowi, drzwi ponownie się otworzyły i tym razem wszedł Tarko. Patrząc na puste tace powiedział.
- Domyślam się, że posiłek smakował? - skinął na służących, a ci weszli jedni zabierając puste naczynia i tace, a inni wnosząc nowe porcje. Tarko usiadł na jednym z foteli i zaprosił was gestem do uczynienia tego samego.
- Musicie nam wybaczyć to niemiłe przywitanie, jednak mieliśmy ostatnio wiele problemów z gośćmi pojawiającymi się wokół naszej planety w taki sposób w jaki wy to zrobiliście. - sięgnął po jeden z owoców i kielich z winem. - Muszę wam zadać kilka pytań, i prosiłbym o szczere odpowiedzi. Po pierwsze, czy nazywacie siebie Mandalorianami, lub Sithami? Po drugie, jakim sposobem, pojawiliście się nagle w naszym systemie, jak uniknęliście wykrycia przez nasze czujniki? Dlaczego nosicie szaty, należne mistrzom gildii? i wreszcie po czwarte jaki jest cel waszej wizyty, na Krylin? Jeśli sami chcecie o coś zapytać to pytajcie śmiało, rada zbierze się jutro, więc dziś mogę wam poświęcić choćby i cała noc. -
 
deMaus jest offline  
Stary 25-02-2010, 22:35   #5
 
Lirymoor's Avatar
 
Reputacja: 25 Lirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodze
Taran długo kontemplowała widok z okna. Wzrok jasnych oczu kobiety ślizgał się po panoramie widocznej w gasnącym świetle dnia. Niebo na horyzoncie powoli zmieniało kolor, wkrótce miało stać się tak ogniste jak włosy kobiety.
Znała już niemal na pamięć każdy z widocznych w oddali budynków. W krajobrazie było coś łagodnego, kojącego. Jednak jak dotąd mieszkańcy nie wydawali się być tacy jak świat który sobie stworzyli. Owszem trudno było szukać uchybień w tym jak ich traktowali. Jednak ta ostrożność średnio pasowała do widoku. Skąd więc się brała?
Taran długo usiłowała dojść do jakiś sensowych wniosków. Jednak odpowiedzi na jej pytanie nie było wśród panoramy niskich budynków. Nie było tam też jednoznacznego sygnału jak wielkie niebezpieczeństwo może im grozić ze strony strony „tubylców”. Ani na chwile nie zapomniała, że pomimo wyśmienitego jedzenia i wygodnych mebli kompleks w którym się znajdowali był klatką. A oni sami zostali unieruchomieni na obcej planecie.
Jednak to nie poszukiwanie odpowiedzi na te pytania zapędziło Jedi Tiannę do okna. Przyczyna była znacznie prostsza. Musiała zająć czymś myśli, skupić się na tyle by zwalczyć uporczywą potrzebę spacerowania po pokoju w tą i z powrotem.
Mistrz Vrook musiał długo wpajać jej dyscyplinę nim wyrobiła w sobie dość cierpliwości by kroczyć ścieżką Jedi, jednak zawsze pozostawała kobietą czynu. Teraz koncentrując się na widoku łagodziła narastające w mięśniach napięcie. Musiała pamiętać o Yetaali. Własne usposobienie nie pomagało jej w łagodzeniu czasem zbyt prędkich zapędów chłopaka. A przecież o nim musiała teraz myśleć przede wszystkim.
Wraz z tytułem Mistrza przyjęła na siebie odpowiedzialność za jego kształcenie i bezpieczeństwo. Wiedziała, że młody twi'lek oczekiwał od niej zarówno wskazówek jak i przykładu. Czasami ciężko było takiemu wyzwaniu sprostać. Na przykład musiała kontrolować własne impulsy jeśli chciała go kiedykolwiek tego nauczyć.

Gdy drzwi się otworzyły i pojawił się Kapitan Tarko odetchnęła z ulga. Coś się wreszcie ruszyło. Jedne rodzaj napięcia opadł, pojawił się za to kolejny.
Mężczyzna był z pewnością przedstawicielem władz. Tak więc każde słowo jakie z nim zamieni musiało być dokładnie przemyślane i tak delikatne jak ich sytuacja.
- Domyślam się, że posiłek smakował?
- Dziękujemy był bardzo ożywczy – odparła siadając naprzeciw niego jednocześnie starając się mieć dobry widok na to co robi jej padawan.
- Musicie nam wybaczyć to niemiłe przywitanie, jednak mieliśmy ostatnio wiele problemów z gośćmi pojawiającymi się wokół naszej planety w taki sposób w jaki wy to zrobiliście. - sięgnął po jeden z owoców i kielich z winem. - Muszę wam zadać kilka pytań, i prosiłbym o szczere odpowiedzi. Po pierwsze, czy nazywacie siebie Mandalorianami, lub Sithami? Po drugie, jakim sposobem, pojawiliście się nagle w naszym systemie, jak uniknęliście wykrycia przez nasze czujniki? Dlaczego nosicie szaty, należne mistrzom gildii? i wreszcie po czwarte jaki jest cel waszej wizyty, na Krylin? Jeśli sami chcecie o coś zapytać to pytajcie śmiało, rada zbierze się jutro, więc dziś mogę wam poświęcić choćby i cała noc.
Gdy wymienił nazwę Sith i Mandalorianie Taran spięła się nieznacznie w sobie. W zakonie wciąż żyła pamięć o Wielkiej wojnie Sithów. Zagrożenie wciąż było żywe. Czemu mężczyzna wymienił te nazwy? Coś mówiło jej, ze pierwsze z zadanych pytań może być najważniejsze w czasie tej rozmowy dlatego sięgnęła po Moc by delikatnie zbadać emocje kapitana. Złość, nienawiść i strach jakie towarzyszyły myślom o Sith trochę uspokoiły kobietę. Czegoś takiego nie czuje się do sojuszników, tak więc ich pozycja nie była aż tak rozpaczliwa jak się tego przez chwile obawiała.
Jednak zaraz potem przyszło zaskoczenie gdy Kapitan wzniósł całkiem solidną blokadę wokół swego umysłu.
- Prosiłbym abyś nie próbował czytać moich myśli, to nieuprzejme. Chciałbym też wiedzieć kto was szkolił w posługiwaniu się magią?
- Przepraszam. - odparła bo owszem było za co. Cóż on był ostrożny, ona też musiała. - nie przedstawiłam się jak dotąd należycie. Jestem Jedi Taran Tianna a to mój uczeń Yetaala Keoln. - podając nazwę zakonu ryzykowała. To, ze nie lubiano tu Sithów nie znaczyło od razu przychylności dla Jedi. Jednak skoro mężczyzna umiał bronić tak skutecznie własnych myśli mógł też wyczuć że coś ukrywała. - Nie jesteśmy ani Sith ani Mandalorianami, obie te nacje znamy tylko z opowieści. - udzieliła odpowiedzi na pierwsze pytanie wygodniej rozpierając się w fotelu. - Sama chciałabym wiedzieć jak się tu znaleźliśmy. Wracaliśmy z właśnie z Mytus VII na Coruskant, ale z pobieżnych oględzin komputera pokładowego wygląda na to że tuz przed startem obszedł zabezpieczenia i losowo zmienił koordynaty skoku. Tylko dzięki przychylności Mocy nie skończyliśmy w czarnej dziurze albo w samym środku jakiejś gwiazdy. Nie wiem jeszcze jednak to się stało. Miałam zbyt mało czasu na pełne oględziny, podejrzewam że ktoś niechętny memu zakonowi lub misji którą wykonywaliśmy przeprogramował któregoś z droidów pokładowych. - Starała się mówić spokojnie delikatnie obracając w palcach rudy lok. - Nasze szaty to zwyczajowe szaty zakonu, tam też nauczyliśmy się posługiwania Mocą którą zapewne ma pan na myśli mówiąc o magii. A co do celu naszej wizyty jest przypadkowy, chciałbym możliwe najszybciej dokładnie obejrzeć nasz statek i droidy w celu odnalezienia przyczyny tej całej sytuacji, naprawić go i zameldować się na Coruskant.
Owszem cisnęły się jej na usta pytania jednak wpierw wolała zaczekać na reakcję mężczyzny. Sytuacja wciąż była zbyt delikatna by wypowiadać nieostrożne słowa.
 

Ostatnio edytowane przez Lirymoor : 26-02-2010 o 10:16.
Lirymoor jest offline  
Stary 27-02-2010, 21:34   #6
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 376 deMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetny
- To niezwykle dziwne - Tarko pomilczał przez chwilę, - ostatnio mieliśmy takich gości około dwudziestu lat temu, i byli to właśnie sithowie. Nie mam powodów aby wam nie wierzyć, jednak wiele nie rozumiem. Nie znamy ani Mytusa ani Coruskant, domyślam się, że są to planety. Musicie wiedzieć, że nie znamy się za dobrze, na gwiazdach, mamy na naszej planecie niewiele statków, a i te co posiadamy to jedynie pozostałości po naszych poprzednich gościach, choć goście to przesada. Po wizycie Sithów, rozwinęliśmy gildię, i rozpoczęliśmy obowiązkowe szkolenia wojowników, po pierwszym najeździe Mandalorian musieliśmy rozwinąć więcej kast, jednak to długa opowieść. Ostatni najazd Mandalorian pokazał nam że gildia staje się coraz słabsza, choć nadal potrafimy okazać siłę. Musicie wiedzieć, że tu na Krylin toczymy nieustające walki, Mandalorianie, których udało nam się pojmać żywcem, uświadomili nam, że wrócą, ich jedynym celem jest znalezienie godnego przeciwnika, im jest on mocniejszy tym większa chwała za pokonanie go. Wiemy, że mimo tego, że odparliśmy ich już dwa razy, wrócą. Nasi ludzie żyją w ciągłym strachu, że codziennie może nastąpić atak, dlatego musieliśmy podjąć takie środki ostrożności. -
Wstał nagle i podszedł do okna, ręce trzymał założone za plecami.
- Przydzielę wam przewodnika, i kogoś kto będzie strzegł niemagicznych przed wami. jutro oddamy wam statek i udostępnimy materiały do jego naprawy. Nasi technicy będą też chcieli zadać wam pytania, na temat waszej technologi. Być może to pomoże nam w razie przyszłego najazdu. -
Odwrócił się do was.
- Jutro rano zjawi się tu przewodnik, i pokaże wam miasto, a potem zaprowadzi przed radę, oni też będą mieli kilka pytań. Jeśli macie jeszcze teraz jakieś pytania to słucham. -
 
deMaus jest offline  
Stary 04-03-2010, 16:37   #7
 
Minty's Avatar
 
Reputacja: 134 Minty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znanyMinty wkrótce będzie znany
Jeżeli istniał jakiś zbiór rzeczy, bez czego Yetaala czu się źle, na pewno otwierał go miecz świetlny. Twi'lek zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że walka to nie wszystko, oraz z tego, że i bez miecza nie jest łatwym przeciwnikiem, jednak broń zawsze dodawała mu otuchy, a walka... Yetaala lubił walczyć. Cudowny taniec dwóch kling świetlnych, siła, zręczność i skupienie. Całkowite oczyszczenie umysłu i poddanie się zmysłom, instynktom i mocy.
Jeszcze podczas szkolenia bardzo oczekiwał treningów walki, czasami zaniedbując przez to inne nauki jedi, jednak nigdy nie stał się więźniem adrenaliny, honoru i... namiętności.
Walka była jedyną prawdziwą namiętnością jedi. Jedynym takim czystym uczuciem, nieskrępowanym niczym wulkanem emocji.
A śmierć? Zabijanie? Pozbawianie istot życia nigdy nie sprawiało przyjemności Twil'ekowi. Starał się o tym szybko zapominać.
Obyśmy nie musieli się bronić.

Przez umysł przeleciała Twi'lekowi myśl, aby dokładniej poznać intencję kapitana, jednak jego słowa zupełnie wykluczyły ten pomysł.
- Prosiłbym abyś nie próbował czytać moich myśli, to nieuprzejme. Chciałbym też wiedzieć kto was szkolił w posługiwaniu się magią?
Mistrzyni zawsze o krok dalej... Pomyślał Yet. Zawsze gotowa pierwsza zaryzykować, przebadać grunt.

Panorama za oknem nie przedstawiała się szczególnie niecodziennie. Podczas swych podróży po galaktyce Yet widział już dziwniejsze miejsca. Jednak nie było to miejsce bezpieczne. Wszytko, co nieznane jest niebezpieczne. Lepiej trwać w takim przekonaniu, o ile w ogóle chce się żyć.
- Kapitanie, zapewniamy, że znaleźliśmy się tutaj zupełnie przypadkowo i że z największym zaangażowaniem udzielimy panu każdej pomocy w ustaleniu tego, jak się tutaj znaleźliśmy. - Yet stwierdził, że nie może tak stać w milczeniu, przypominając bardziej pomnik, niż padawana.
Po wypowiedzeniu tych słów Yetaala chwile wpatrywał się w twarz swej mistrzyni, jakby pytając "Co myślisz?". Niczego nie można było być pewnym. Kapitan Tarko jak na razie był miły i uprzejmy, ale kto wie, co stanie się za godzinę? Co odkryją tutejsi mechanicy? Co jeszcze pozmieniało się na ich statku, odkąd opuścili Mytus VII? Trzeba być gotowym na wszystko.

Póki co, nie trzeba było się zbędnie frapować. Jeszcze nie. Yetaala postanowił spędzić ten dzień na medytacji. Może moc powie mu coś o tym miejscu. O ile oczywiście nie stanie się nic nieprzewidzianego.
 
Minty jest offline  
Stary 04-03-2010, 20:09   #8
 
Lirymoor's Avatar
 
Reputacja: 25 Lirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodze
Taran nie opuściła fotela, splotła dłonie na kolanach starała się wyglądać jak na Jedi przystało. Statecznie i spokojnie co nie zawsze się udawało gdyż głowę miała tak samo gorącą jak wijące się po ramionach niczym płomienie włosy. Mistrz Vrook długo musiał ścierać się z ta jej pełna pasji miłością do działania. Jednak w końcu mistrz okazał się być tym bardziej upartym wtłaczając narwanej dziewczynie do głowy czym jest cierpliwość i ostrożność.
Jednak nigdy do końca nie wyzbyła się swojej gwałtowności, choć teraz uwalniała ją tylko gdy była jej potrzebna. W duchu uważała, że to właśnie ta cecha doszła do głosu w dniu gdy przed laty wybierała sobie padawana.
Gdy tylko w myślach kobiety pojawiło się słowo padawan odruchowo przeniosła spojrzenie z pleców wpatrzonego w horyzont Tarko na Yetaale. Uniosła brew z pytającym uśmiechem na ustach. Aż się zastanawiała czemu był aż tak spokojny. Żadnych pomysłów wymagających wcielenia w życie? Gdyby nie mieli towarzystwa pewnie spytałaby żartobliwie czy nie jest chory.
Kiedy się odezwał w duchu trochę jej ulżyło. Przez chwilę bała się że kumulował w sobie jakiś nowy pomysł i gdy zdecyduje się go wprowadzić w życie efekt będzie... cóż z pewnością interesujący. Z jednej strony trudno było nie przyklasnąć obecnej postawie. Była dobrze dostosowana do taktyki jaka obrała odnośnie rozwiązania problemu ich niewoli. Z drugiej strony...
Porzuciła ta myśl kierując wzrok jasnych oczu z powrotem na Tarko. Lepiej było nie wywoływać vornska z lasu bo zaraz wypadnie za nim całą wataha. A chwilowo i tak mieli dość problemów.
Gdy Kapitan ponownie się do nich odwrócił wyraz twarzy kobiety znów był spokojny lecz stanowczy.
Przez chwilę rozważała słowa Tarko. Dwadzieścia lat, mniej więcej tyle minęło od zakończenia Wielkiej wojny Sithów. Czyżby poplecznicy Exar Kuna rozbijając się po galaktyce natrafili również na ta planetkę. To, że ciągnęli za nimi Mandalorianie nie dziwiło Jedi. Wzmianka o ich powrocie już trochę bardziej, trzeba było dokładniej zbadać sprawę. Ale chwilowo miała pilniejszy rzeczy na głowie. Każde pojawienie się wyznawców ciemnej strony było sprawą zakonu i wymagało zbadania.
- Byłabym wdzięczna gdyby powiedział mi pan kapitanie coś więcej o wizycie Sith w waszym świecie. Ilu ich było? Jak długo tu pozostali? Czy coś po sobie zostawili? - zapytała.
 

Ostatnio edytowane przez Lirymoor : 04-03-2010 o 20:13.
Lirymoor jest offline  
Stary 04-03-2010, 20:44   #9
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 376 deMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetnydeMaus jest po prostu świetny
- Cieszy mnie to co mówisz, - zwrócił się do Yetaale, a kiedy usłyszał pytanie Taran wrócił do stołu i usiadł tam gdzie wcześniej, wziął głęboki oddech i zaczął mówić.
- Hmm, byłem wtedy dużo młodszy, mniej więcej miesiąc po moim wstąpieniu do Gildii, dwójka magów zajmujących się badaniami pogody, wykryła jakiś wielki obiekt na niebie, a mniej więcej dwie godziny po tym, ów statek wylądował niedaleko miasta. Na jego pokładzie, było siedmiu mężczyzn i dwie kobiety. Kobiety i trzech mężczyzn było ludźmi, reszta to przedstawiciele innych gatunków. Powiedzieli nam, że uciekają przed wojną w innej części galaktyki i szukają schronienia. Ich statek sprawiał wrażenie, takiego po przejściach, toteż starszyzna uwierzyła im, zaproponowaliśmy im schronienie, i opiekę. Mniej więcej po dwóch miesiącach okazało się, ci ludzie znają magię, choć niezwykle różną od naszej, właściwie to w starciu na magię, nie byli dla nas przeciwnikami, ale technologicznie przewyższali na wielokrotnie. Walka jak się wtedy wywiązała, pochłonęła połowę naszego miasta i kilkanaście wiosek, które zniszczyli napastnicy, kiedy zaczęli się wycofywać. Na szczęście udało nam się ich pokonać, a nawet dopaść jednego z nich żywego. Nasz ówczesny mistrz odczytał jego myśli, wtedy dowiedzieliśmy się, jak używać ich technologi, niestety tamten człowiek nie znał się za dobrze na technice, więc, nie jesteśmy w stanie rozwijać tej techniki, ani nawet jej w pełni wykorzystać. Najgorsze jest to, że mniej więcej po roku, nie wiemy dokładnie jak tego dokonał, ale Javeq Nisbe, bo tak miał na imię ten sith, opanował wyższa formę magii, podejrzewamy, że podstępem zauroczył jedną ze strażniczek, która go tego nauczyła. Zamordował siedmiu strażników, i uciekł na pokładzie jednego z myśliwców. -Zamyślił się - Pojawił się rok później, aby z orbity przesłać nam wiadomość, że przyśle nam do zabawy swoich ludzi, a potem wróci, i dobije tych, którzy przeżyją. Rok później pojawili się Mandalorianie. Javeq do tej pory nie dawał żadnych innych znaków życia. To właściwie cała historia Sithów. Jeśli będziecie chcieli zwiedzić ich statek, to znaczna cześć jest została. Dużo musieliśmy wykorzystać do naprawy sprzętu, uszkodzonego podczas ataków Mandalorian. -

- Po walkach z Sithami, przeorganizowaliśmy Gildię, stworzyliśmy kastę wojowników, byłem jednym z pierwszych, który do niej dołączył. Rozwinęliśmy wiele taktyk walki w grupie, i przeciw potężniejszym i liczniejszym wrogom. I od tej pory, wyższej magii mogą się uczyć jedynie ci z wojowników, który wykażą się oddaniem i uczciwością. -
 
deMaus jest offline  
Stary 08-03-2010, 21:36   #10
 
Lirymoor's Avatar
 
Reputacja: 25 Lirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodzeLirymoor jest na bardzo dobrej drodze
Wielka wojna Sithów, Taran doskonale ją pamiętała choć był to początek jej padawańskich czasów i Mistrz Vrook starał się ją odseparować od walk. Często zostawała na Dantione gdy on musiał ruszyć do walki. Jednak nawet tam wśród spokoju bezkresnych wkradał się strach. Taran pamiętała jak nerwowo oczekiwano wieści z frontu. Strach zdawał się być wszędzie, przeskakiwać pomiędzy uważnymi spojrzeniami mistrzów, czaić się w cieniu drzewa.
Były też zniszczenia a tych się naoglądała całkiem sporo gdy jej mistrz w końcu odważył się wyprowadzić padawankę w spustoszoną galaktykę.
Co takiego przyplątało się dwadzieścia lat temu na tą planetę? Naddyści? A może poplecznicy Exar Kuna. Cokolwiek to było rada powinna się o tym dowiedzieć.
Kobieta podniosła jasne oczy na kapitana. Wciąż mówił o magii jak o czymś co jak twierdzili znali lepiej od Jedi. Ciekawiło ją co dokładnie przez to rozumiał. Cały ten świat wymagał dokładnego zbadania. Pytanie co lepiej zrobić. Pytać teraz w ciemno czy szczegółowiej jutro gdy już rozejrzą się po okolicy.
Najchętniej poprosiłaby o to by natychmiast wypuszczono ich z tych czterech ścian. Jednak nadchodziła noc a oni potrzebowali odpoczynku. Przez myśl przeszłą jej nawet nieautoryzowana wycieczka ale odrzuciła ten pomysł. Przynajmniej do czasu spotkania z radą. Póki co doceniano ich chęć współpracy. Lepiej było tego nie komplikować. Z drugiej strony dobrze by było zajrzeć tez tam gdzie nie zaprowadzą ich oficjalne kanały.
- Rozumiem kapitanie. U nas Sith również nie są... lubiani. - Ton jakim wypowiedziała ostatnie słowo sugerował że była to stanowczo złagodzona wersja ich stosunku do popleczników Ciemnej Strony. - Chciałabym jak najszybciej dostać się do naszego statku i zbadać możliwości ze światami środka. Moim przełożeni muszą wiedzieć o każdym przejawie aktywności Sith.
Fakt pozostającego na wolności Sitha i to do tego szczującego ludzi Mandalorianami definitywnie zainteresuje radę.
- Chętnie obejrzałabym też to co zostało ze statku Sith, do naprawy będziemy potrzebowali części. Z waszymi technikami też pomówimy ale zaznaczam, że jestem tylko użytkownikiem technologii, nie konstruktorem. - Przerwała na chwilę zdecydowana poruszyć jeszcze jedną kwestię szukała tylko właściwych słów. - Jakie są widoki na odzyskanie naszej broni w najbliższym czasie? Mój zakon jest mocno przywiązany do tej broni. To kwestia niemal religijna i chciałabym ją jak najszybciej odzyskać. Rozumiem, że to może być trudne od razu ale proszę wziąć ten aspekt pod uwagę.
 
Lirymoor jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166