Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Science-Fiction > Archiwum sesji z działu Science-Fiction
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-08-2010, 00:50   #1
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 29 Arsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodze
[WH40k - ST] Lodowe Wrota

Wstęp

Kapitan David Marsh miotał się na swoim łóżku w kwaterze. Betonowe ściany dawały ochronę przed kulami, ale nie przed tym, czego piło-miecz nie mógł zniszczyć. W głowie widział różne rzeczy, jak to żołnierz, ale czegoś takiego nigdy. Najpierw biegł mrocznym tunelem, uciekał przed czymś czego nie mógł zobaczyć, potem wbiegał na pole bitwy. Tam zabijał hordy orków, które stawały się Marines Chaosu, by potem stać się Eldarami. Po tym znowu biegł, wbiegał do mrocznego tunelu z rzeźbionymi zdobieniami, tam dobiegał do jaskini, z której jarzyło się zielone światło. Widział sylwetkę idącą w jego stronę i zawsze budził się zlany potem. Tak było od trzech dni, od czasu gdy robotnicy przebili się przez warstwę lodu. Nie tylko jego dręczył ten sen. Wszyscy prócz kronikarza widzieli to w letargu.

Słońce oświetliło zasypane śniegiem budynki miasta. Tylko bunkry widoczne były spod tej warstwy. One zawsze musiały byś widoczne, były ważnym punktem obrony miasta. Co dzień gwardziści przelewali krew by tylko utrzymać je w posiadaniu. Serwitorzy postawili przy nich na nogi zrzucone wieżyczki z ciężkim bolterem, ale do nich brakowało wiecznie amunicji. Wokół tych niewielkich stanowisk, sterowanych z kwatery polowej leżała istna góra łusek. Gdy tylko nadchodziła nowa fala zielonoskórych, to one pierwsze zalewały je ogniem. Dosłownie. Za linią bunkrów był posterunek Karskinów, elity wśród Gwardzistów. Dalej dzień i noc mechanicy starali się uruchomić Basiliski, które za nic nie chciały stanąć do boju. Dalej już były budynki mieszkalne i port kosmiczny. Za miastem, od strony która była najmniej atakowana znajdowały się wykopaliska.

Tam kwaterę mieli robotnicy oraz część Kosmicznych Marines. W namiotach, ogrzewanych i uszczelnionych można było z powodzeniem mieszkać nawet w takich mrozach. Trzy dni temu robotnicy przebili się przez warstwę lodu i odkryli wejście do tunelu, tak jak spodziewał się kronikarz "Naxx". Nie wiadomo skąd wzięło się to imię, według starych ksiąg tak właśnie nazywał się jakiś demon, lecz nikt nie potwierdził tego w obecności Ultramarines. "Naxx" był niezwykle szanowanym specjalistą od ras zapomnianych i pradawnych demonów. To jego właśnie kapitan wyznaczył do poprowadzenia ekspedycji. Wybrał on sobie najlepszych do tego zadania ludzi i kazał ich uzbroić po zęby. Sprawiał wrażenie, jakby wiedział co może czekać ludzi w tych podziemiach. Teraz jednak siedział w namiocie i przeglądał elektroniczne karty informacyjne o jego zespole.

- Marlamin Hidewar jest konsyliarzem - Kapitan mówił do "Naxxa" - na wyposażeniu ma bolter, piło-miecz, zestaw reanimacyjny i kryształy gojące rany. Wspomagany pancerz wyposażony w generator z możliwością zasilania zewnętrznego pojazdów.
- Tak, tak, widziałem go. Może być - odpowiedział z zamyśloną miną Kronikarz.
Kapitan przeglądał kilka chwil karty i zaczął czytać
- Novus "Technical" Wolfe. Bolter, piło-miecz, cztery granaty odłamkowe, jeden granat EMP, pancerz wspomagany. Walczył na Kronusie.
- Może być, weterani z Kronusa to świetni Marines.
- Mam jeszcze jednego, co powiesz na to ? Juliusz "Brzytwa" Hendrix. Współpracował z Davinem z Krwawych Kruków, wiesz którym -
kronikarz kiwnął twierdząco głową - Zasłużył sobie na karabin plazmowy, piło-miecz, pancerz wspomagany, posiada jeszcze cztery granaty odłamkowe.
- Dobrze, dobrze, jeszcze ktoś ze zwiadu.

- O! Ten jest świetnym wojownikiem. Wprawdzie myślałem czy by go nie zostawić tutaj, by pomagał Gwardii, ale co tam. Michałl Daniel Blackwell. Karabin snajperski, płaszcz maskujący, lekki pancerz, bolter i dwa granaty EMP.
- Dobrze, zatem wezmę ich ze sobą.


***

Następnego dnia kronikarz wraz z drużyną zebrali się przed wejściem. Tej nocy także dręczyły ich te sny. Śnieg prószył jak oszalały, nie było widać nic na dalej niż machnięcie piło-mieczem. Platforma zawiozła ich na sam dół tunelu. Robotnicy zrobili kawał dobrej roboty, drążąc prawie trzysta metrów tunelu. Dalej platforma nie jechała, nie było potrzeby. Lód kończył się tu, a zaczynała lita skała. Wydrążone było w niej wejście, które pokrywały nieznane nikomu glify i ornamenty. "Naxx" przyglądał się im przez chwilę po czym rzucił spojrzenie swoim ludziom i wszedł pierwszy do tunelu. Zniknął Marines z oczu na chwilę, ciemność w tunelu była nie do opisania.
- Chodźcie tu, Imperator jest z nami! - krzyknął kronikarz i ludzie weszli. Tunel był długi, na końcu jarzyło się zielone światło wejścia. Gdy tylko Marines przeszli przez wejście, to zamknęło się. Dwie kamienne płyty zsunęły się ze sobą, a glify zaczęły palić się zielonym blaskiem. Kronikarz tylko uśmiechnął się tajemniczo. Poszli do przodu. Ściany pokrywały symbole i znaki, których ludzie "Naxxa" nigdy wcześniej nie widzieli. Jarzące się światło było coraz bliżej, aż w końcu ludzie zobaczyli iż jest to wejście do ogromnej jaskini. Na środku znajdował się wysoki obelisk, na którego szczycie lśniła oświetlając grotę zielona kula energii. Wokół obelisku krążyły srebrne zwoje energii, które zdawały się strzec go.
- Zabezpieczcie teren wokół obelisku, ja mu się bliżej przyjrzę, w razie kłopotów informujcie mnie przez radio.
Każdy pancerz posiadał system komunikacji głosowej. Jaskinia była ogromna, nie było widać jej końca, a obelisk był około pięćset metrów od wejścia. Ono także zamknęło się gdy tylko Marines przeszli przez nie. Takie same kamienne płyty zsunęły się ze sobą. Kronikarz ruszył w stronę tajemniczego obelisku.

Wszyscy zajęli swoje pozycje, natomiast kronikarz oglądał obelisk ze wszystkich stron. Przyglądał się mu, zdając sobie sprawę z tego, iż nie jest to zwykły pradawny relikt, który stracił moc setki lub tysiące lat temu. Nagle coś obok niego błysnęło.

Port kosmiczny Gerion V - w tym samym czasie

Kapsuła desantowa pruła z niesamowitą szybkością. Gdy uderzyła o ziemię, otworzyła się i wyszły z niej dwie postacie. Jedną z nich był kapelan, drugą natomiast szary rycerz. Po krótkim przywitaniu się z jednym z Ultramarines udali się do teleportera. Z jego pomocą przenieśli się do Kronikarza "Naxx'a".

Jaskinia - czas obecny


Nowo przybyli rozmawiali z Kronikarzem przez pewien czas, gdy nagle zwiadowca dostrzegł w oddali idących w stronę obelisku Ultramarines. Zdawali się być żywi, ale ich twarze były bez wyrazu i nie reagowali na wołania Kosmicznych Marines. Nie musiało upłynąć zbyt wiele czasu, gdy ci niby-marines stali już trzysta metrów od stanowisk obronnych. Rozgorzała walka. Wszyscy kierowali się do Kronikarza, który z największym trudem niszczył zwoje energii krążące wokół obelisku. Bolty świstały, obijały się o skały, plazma topiła co większe głazy, a gdy tylko atakującym skończyła się amunicja, przechodzili do walki wręcz.
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 23-08-2010, 15:13   #2
 
arek9618's Avatar
 
Reputacja: 11 arek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znany
Juliusz przystawił karabin plazmowy do policzka. Wycelował w grupkę zmierzających do niego "duchów" i otworzył ogień. Plazma robiła swoje. Marines padali na ziemię czasem nawet bez głowy. Wiadome było, że już na pewno nie wstaną. Hendrix znał się na swoim fachu.
W pewnym momencie usłyszał świst kuli tuż obok. Spojrzał w tamtą stronę. Przy nim leżało ciało zombiaka. Spojrzał na Szczura i się uśmiechnął. Wrogom po krótkim czasie strzelaniny skończyła się amunicja. Wyjęli wtedy piło- miecze i rzucili się na drużynę. Juliusz odstawił karabin i także wyjął piło-miecz. Jak mówił wcześniej- to jego ulubiona zabaweczka. Uruchomił łańcuch i czekał na napastników. Pierwszy podbiegł do niego z bronią uniesioną ku górze, gotową do ataku. Brzytwa bez zastanowienia uciął mu rękę, po czym dokończył dzieła odcinając ofiarze głowę. Kolejny rzucił się od lewej strony. Nie zdążył unieść piło-miecza, a już utracił głowę. Hendrix zastanowił się przez chwilę: "To przecież moi bracia. Żołnierze, którzy mogliby być moimi towarzyszami. Oni mogliby mnie ochronić. Najlepszym sposobem będzie kojarzenie ich z Chaosem". Po chwili sam rzucił się do ataku, nie czekając na przeciwników.

Po chwili miał okazję aby się odwdzięczyć. Michał zeskoczył ze skalnej półki i zaczął strzelać ogniem ciągłym. "Przecież mógł zostać na miejscu i nas osłaniać, ale to jego decyzja"- pomyślał. Szczur strzelał wciąż do nacierających na niego wrogów. Nie zauważył jednak dwóch, którzy zdołali się przedrzeć z lewej strony. Juliusz odstawił na chwilę swoją zabaweczkę i przystawił karabin do policzka. Strzelił dwa razy, za to celnie. Oba pociski rozerwały głowy nieszczęśnikom. Hendrix machnął mu ręką i odwrócił się w stronę swojego stanowiska. Gdy się odwracał, znienacka rzucił się na niego kolejny wróg. Drasnął on Juliusza po klatce piersiowej. Ten odepchnął go karabinem i strzelił prosto między oczy. Draśnięcie nie było jednak zbyt głębokie i nie przeszkadzało w boju. Hendrix zaczął strzelać do reszty wrogów. To była rzeź.
 
arek9618 jest offline  
Stary 23-08-2010, 16:05   #3
 
Jaszczur's Avatar
 
Reputacja: 0 Jaszczur nie jest za bardzo znany
Michał uśmiechnął się do Juliusza i pokazał gest uniesionego kciuka. Bolter kliknął sygnalizując pustą komorę. Szczur wymienił magazynek wyuczonym ruchem i sprawdził swoje otoczenie. Uwaga Zombimarines była skupiona na obelisku i reszcie drużyny. Taka sytuacja bardzo odpowiadała zwiadowcy. Mógł teraz nie zwracając niczyjej uwagi zmienić pozycję. Wnęka 5 metrów na lewo wydawała się idealna.

Dobry snajper wie, że każdy wystrzał niesie ze sobą zagrożenie odkrycia i potencjalnej egzekucji ze strony przeciwnika. Widział co orkowie robili ze złapanymi zwiadowcami. Obcinali im nadgarstki, stopy i wieszali na drzewie. Każdy zwiadowca zna niepisaną regułę. Zawsze miej jeden ekstra pocisk, nie dla wroga, dla siebie. Samobójstwo jest lepszym rozwiązaniem niż powolna tortura w rękach wroga.

Drugą zasadą było jak najczęstsze zmienianie pozycji. Schemat dwa, trzy strzały i ucieczka. Zwiadowca miał być widmem. Szczur opuścił swoje poprzednie siedlisko ze względu na tę zasadę. Czym może się przysłużyć drużynie jako trup? Niczym.

Po szybki przykucnięciu i zamaskowaniu Blackwell wyglądał jak wypełnienie wnęki. Karabin położył na zgięciu ramienia, zawsze lubił strzelać z tej pozycji. Załadował ostatni fioletowy pocisk i rozłupał głowę zombie z miotaczem ognia. Szybko zmienił typ amunicji na puste rozpryskowe.
 
__________________
My cię zniszczymy. Jest nas wielu. Nie zapominamy, nie przebaczamy. Jesteśmy Legion.
Jaszczur jest offline  
Stary 23-08-2010, 17:31   #4
 
Darth's Avatar
 
Reputacja: 134 Darth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znanyDarth wkrótce będzie znany
Legatus, widząc nacierających marines rzucił się pędem do przodu. Pierwszego przeciwnika powalił na ziemię potężnym ciosem pięści i zmiażdżył mu gardło stopą. Rzucił się w wir walki, jednocześnie wykrzykując jedną z imperialnych litanii. Krótka seria ze szturmowego boltera prosto w twarz nacierającego wroga, głowa znikająca w eksplozji krwi i pierwsza linia litanii:
- Czym jest twe życie? – Błyskawiczny obrót i cios Crozius Arcanum w tors następnego przeciwnika, który padł ze zmiażdżonymi żebrami i zniszczonymi oboma sercami, a potem następna linijka litanii – Mój honor jest mym życiem – Trzy pociski posłane w twarz atakującego marine – Czym jest twój los? – Crozius uderzający w głowę wroga i przemieniający ją w chmurę krwi i kości. Niosący się ponad polem bitwy głos Kapelana – Mój obowiązek jest mym losem - Błyskawiczny blok i seria pocisków posłana w brzuch przeciwnika - Czym jest twój lęk? - Potężny cios brzuch, który uniósł atakującego Astartes i cisnął nim o ścianę jaskini łamiąc mu kark - Mym lękiem jest ma porażka - Kilkusekundowa seria z boltera, zabijająca dwóch wrogich marines - Czym jest twa nagroda? - Unik i cios w plecy zaskoczonego marine, łamiący mu kręgosłup - Me ocalenie jest mą nagrodą - Uderzenie w tors posyłające jednego z marines w dwóch jego towarzyszy - Czym jest twe rzemiosło? - Błyskawiczna seria po próbujących się podnieść wrogach - Mym rzemiosłem jest śmierć - Dwa błyskawiczne ciosy Crozius Arcanum posłały w pył dwóch następnych wrogów - Co jest twym obowiązkiem? - Długa seria zabijająca kolejnych czterech wrogów celnymi pociskami w głowę - Mym obowiązkiem jest wieczna służba - nagle dostrzegł że wokół niego niema już żadnych wrogów. Kolejna grupa szarżowała na niego z niewielkiej odległości. Kapelan roześmiał i krzyknął - Za Imperatora i Roboute Guillimana! - i rzucił się w kierunku wrogów bez strachu.
 
__________________
Najczęstszy ludzki błąd - nie przewidzieć burzy w piękny czas.
Niccolo Machiavelli
Darth jest offline  
Stary 23-08-2010, 18:32   #5
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1708 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Tak jak sie spodziewał Marl zombie przystąpiły do ataku. Oczywiście on i reszta marines mogli zacząć strzelać do nich wcześniej, więcej czasu dla snajpera, a wszyscy i tak byli lepszymi strzelcami od tych widm.
Mimo wszystko gdy tylko rozległ się pierwszy strzał, Marl wykorzystał swoje długie celowanie i od razu rozwalił łby dwóm duszkom. Kolejne strzały już nie były tak celne, ale nie jeden jeszcze padł zanim doszło u przeciwników na wymianę broni na ręczną. Marl przeklnął siebie, że nie pilnował Juliusza, ale uratował go Szczur, ich snajper, przed dwoma zombiakami którzy wyskoczyli zza pleców Brzytwy.

W walce wręcz skupił się na osłonie Juliusza, który wycinał coraz to kolejnych przeciwników. Gdy Hendrix musiał zastrzelić dwa upiory które poważnie zagrażały Blackwellowi i zamienił piłomiecz na boler, Marl pilnował by coraz większa grupa duchów nie przeszkodziła Juliuszowi w pomocy dla Szczura. Pierwszy napastnik był zbyt wkurzony by robić coś poza biegnięciem i bezmyślnym machaniem zabawką, co prawda Hidewar nie wiedział czy oni wogle mogą myśleć, ale to bez znaczenia. Wykorzystał moemnt kiedy zombie machając mieczem nie osłaniał górnej części ciała i wbił mu swoją bron w gardziel, po czym wyszarpnął w bok co skutkowało przedziwnym zwisnięciem głowy martwego już napastnika. Gdy tylko wyjął piłomiecz to w tej samej sekundzie starł swoją broń z narzędziem drugiego z napastników, gorzej, że jeszcze jeden zaszedł Marla od tyłu. Hidewar sparował trzy ciosy od przeciwników i wyprowadził kontrę przepiłowując łeb jednego z wrogów na pół. Musiał jednak miecz zostawić we łbie i odskoczyć w bok wy uniknąć ciosu od wroga znajdującego sie za jego plecami. Uniknął jeszcze jednego ciosu uskakując i wyszarpując piłomiecz z głowy martwiaka. Kolejny unik wykonał tym razem, schylając się i wbił swoją bron w bruch przeciwnika przebijając sie głęboko przez pancerz.

Niestety nie mógł ubezpieczać Hendrixa ze wszystkich stron, na szczęście dla wszystkich (oprócz przeciwników) skończyło się na rysie na pancerzu Brzytwy. Ale potem Marl musi się odpłacić Juliuszowi i przeprosić go za to niedopatrzenie.

Póki co wyskoczył kolejny wróg. Biegł na Marlamina jak szalony, spróbował ciąć mieczem zza głowy, za wolno. Hidewar obrócił się na bok i w tym samym czasie wbił piłomiecz w bok przeciwnika. Cios nie zabił opponenta, następny więc cios przebił czaszke i wbił się do końca mózgu nie pozostawiając byt wielu szans na przeżycie dla marines.


Wesoły to był dzień. Aczkolwiek konsyliarz miał nadzieję, że ci marines nigdy nie byli sługami Imperatora. Inaczej mogło to oznaczać dobrą rzecz, zabijali renegatów, zdrajców, z drugiej strony, mogli być chwilowo owładnięci dziwną mocą, ale wciąż pozostawali oddani Imperatorowi, tylko musieli zwalczyć trawiacą ich nieczystą magię. Oby obawy Hidewara się nie potwierdziły.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 23-08-2010 o 18:40.
Fearqin jest offline  
Stary 23-08-2010, 22:02   #6
 
Pruszkov's Avatar
 
Reputacja: 19 Pruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znanyPruszkov nie jest za bardzo znany
Obserwował wrogich marines - najpierw kroczących powoli, po chwili przechodzących w bieg i wreszcie usłyszał strzały. Sam otworzył ogień.

Podczas treningów wyrabiał sobie nawyk - na dźwięk boltera brał głęboki oddech na cztery, trzymał chwilę i wydychał. Po wielu próbach wreszcie udało mu się wyrobić nawyk, w wyniku którego na dźwięk wystrzału automatycznie uspakajał się. W wewnętrznej ciszy i skupieniu zaczął prowadzić ogień krótkimi seriami.

Każda seria trwała nie więcej, jak cztery pociski, a wymierzona była w głowę. Brakowało mu zdecydowanie do celności Michała, ale mimo to strzelał ja profesjonalista - był w końcu Kosmicznym Marine, do diaska, wybranym samego Imperatora!

Przekornie poprosił kwatermistrza przed misją o przysługę - trochę więcej magazynków. Nie żałował tego teraz - wrogowie zbliżali się coraz bardziej, a Novus przestał strzelać krótkimi seriami, a rozpoczął ogniem ciągłym. Po chwili skończyły się pociski w magazynku, a Novus został brutalnie wyrwany ze spokoju kreowanego przez dźwięk wystrzałów i zdał sobie sprawę, co się naprawdę dzieje - wrogowie byli na wyciągnięcie ręki. Nie przeładowywując, Novus dosłownie wrzucił bolter do pochwy i dobył miecza. Miecz nie był jego specjalnością. Novus wiedział, że jest najprawdopodobniej najsłabszy z całego oddziału w walce bezpośredniej - jednak intensywny trening i tak czynił go groźnym szermierzem, zdolnym pokonać większość humanoidalnych przeciwników.

Widział braci walczących z istotami - wiedział, że nie jest sam. Widział Marlamina siekającego wrogów z precyzją, widział Hendrixa strzelającego do wrogów bez opamiętania i kapelana Legatusa brutalnie wykańczającego wrogów z okrzykami bojowymi na ustach. Nie był sam. Walczył u ich boku. Oni byli jego braćmi.

Novus zawsze uchodził za mięczaka, jak na standardy Kosmicznych Marines. Dużo myślał i nie popierał przemocy, mimo iż była drogą, którą wybrał. Jednak gdy nadchodziła walka, wyrzucał z siebie to wszystko i zmieniał się nie do poznania, tak jak teraz. Z okrzykiem mrożącym krew w żyłach rzucił się w wir śmierci, krwi i zniszczenia, bez najmniejszego strachu o życie. Liczyła się tylko wojna...
 

Ostatnio edytowane przez Pruszkov : 23-08-2010 o 22:06.
Pruszkov jest offline  
Stary 23-08-2010, 23:52   #7
 
pteroslaw's Avatar
 
Reputacja: 73 pteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znany
Ardias stał spokojnie, gdy marines szarżowali na niego, na innych zresztą też, kule świstały wokół, szary rycerz opierał się na swej broni. Wystrzelił kilka razy ze swego psycannona, którego kule powaliły pięciu marines. Wtedy byli już na tyle blisko że nie opłacało się już strzelać. Ardias wykrzyczał tylko krótką modlitwę do Imperatora:
- Jestem młotem.
Jestem mieczem w jego ręku.
Jestem grotem jego włóczni.
Jestem rękawicą wokół jego pięści.
Jestem zmorą jego nieprzyjaciół i żalem zdrajców.
Jestem końcem.
- i ruszył do walki
Ostrze włóczni zamigotało odbijając światło obelisku, ostrze wbiło się w klatkę piersiową jednego z marines, Ardias przekręcił ją i wyszarpnął włócznie, następnemu rozpłatał gardło, kolejnemu wbił włócznię w klatkę piersiową, siłą wytworzoną przez własne ciało, oraz serwomotory swego pancerza uniósł go nad głową i uderzył nim o ziemię za sobą. Z jego dłoni wypłynęły błyskawice które powaliły kolejnego nieprzyjaciela. Następny także nie miał szans przeciwko ukierunkowanemu gniewu Ardiasa, błyskawicznie pożegnał się z głową. Szary rycerz wykręcił się w zręcznym piruecie blokując naraz trzy ciosy piło-mieczy. Ostrze jego broni nemesis błyskawicznie się poruszało, wbiło się w jeden z wizjerów marinesa docierając aż do mózgu, następny padł pod bardzo brutalnym cięciem które rozpłatało mu całą klatkę piersiową, oraz niemal całą twarz, wokół Ardiasa robiło się coraz luźniej, zbliżała się do niego grupka jeszcze dziesięciu przeciwników, wokół siebie miał jeszcze ośmiu. Jednemu psionicznym ogniem wypalił ogromną dziurę w klatce piersiowej, był już niemal cały w posoce marines. Pozostało już tylko siedmiu przeciwników, jeden został ścięty z nóg krótkim kopnięciem, po którym Ardias wpakował mu w głowę serię z psycannona, którego miał zamontowanego na nadgarstku. Kolejny został wytrącony z równowagi ciosem tępym końcem włóczni, której ostrze następnie wbiło mu się w gardło. Jednemu z przeciwników Ardias rozpłatał gardło, od ucha do ucha, niemal odcinając głowę, na placu boju pozostało już tylko pięciu nieprzyjaciół. Jednemu Ardias podciął ścięgna kolanowe, następnie zaś wbił mu ostrze w brzuch, kolejnego obciął głowę krótkim cięciem na odlew, po uniku do którego ten go zmusił, następnego wyeliminował z walki obcinając mu rękę, później zaś ukrócił jego męki wbiciem włóczni w brzuch z piruetu, przedostatniemu rozplatał gardło, już nie było go stać na wyrafinowane ciosy, ostatniemu po prostu przebił głowę w ten sposób w jaki zasadza się ją na włóczni, wbijając ostrze w podbródek, tak że aż koniuszek ostrza wystawał z końca czaszki. Nie miał żadnych moralnych dylematów, to już nie byli jego bracia, odważyli się podnieść rękę na innych marines, zasługiwali tylko na śmierć.
 

Ostatnio edytowane przez pteroslaw : 23-08-2010 o 23:59.
pteroslaw jest offline  
Stary 24-08-2010, 01:46   #8
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 29 Arsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodze
Marlamin Hidewar


Konsyliarz starał się osłaniać "Brzytwę" ze wszystkich sił. Jednak marines było dla niego zbyt wielu. Co jakiś czas któreś z ostrzy muskało jego pancerz czyniąc zarysowanie, co jakiś czas któryś z ciosów minął blok a bolt chybił o milimetr. Wrogów przybywało, zdawało się iż każdy zabity to dwóch nowych. W końcu potężne ramię jednego z Ultramarines, którzy szli do obelisku zdruzgotało jego piło-miecz. Zmiażdżony w energo-rękawicy był zupełnie nieprzydatny. Wróg z bronią energetyczną wyprowadził cios w konsyliarza, lecz chybił. Zachwiał się, cofnął dwa kroki i ponownie ruszył do ataku. Wokół wrogów było coraz więcej.

Ardias Aurio

Szary rycerz szedł przed siebie ze słowem Imperatora na ustach, zostawiając za sobą tylko trupy. Wrogowie po chwili przestali na niego szarżować, na przeciw niego stanął .... szary rycerz. Wyglądał prawie tak jak on, lecz jego twarz pozbawiona była wyrazu, oczy były jakby puste, brakowało mu tego żaru walki. Błyskawicznie zaszarżował na Ardiasa chcąc przebić włócznią jego klatkę piersiową.

Legatus Carnigdon


Kapelan wykrzykując modlitwy siał śmierć i zniszczenie po polu bitwy. Trup padał gęsto, pociski nie imały się go. Do czasu. Dwa bolty odbiły się od skrawka jego pancerza nie czyniąc większych szkód. Wokół byli już tylko martwi marines, lecz kilkanaście metrów od niego stał Ultramarines w pancerzu terminatorskim. Nie czekając na szarżę podniósł broń z zamiarem ostrzelania kapelana. Obok była tylko niewielka skałka, zbyt mała by przetrzymać ostrzał dłużej niż kilka sekund.

Juliusz "Brzytwa" Hendrix

Siejąc zniszczenie na polu walki swym orężem, Juliusz spotkał równego mu przeciwnika. Choć wolniejszy, dzierżył oburącz energetyczny młot, którym zmiażdżyć mógł by go bez problemu. Teraz szarżował na niego, chcąc powalić go jednym uderzeniem, zgruchotać pancerz i zabić za jednym zamachem.

Novus "Technical" Wolfe


Wrogowie zajęli się teraz towarzyszami Wolfe'a, a on sam miał chwilę spokoju. Wokół niego walały się truchła, podłoże spływało krwią. On sam cały był w posoce, podobnie jak każdy z walczących. Najbliżej był kapelan oraz szary rycerz. W centrum przy obelisku samotnie stał kronikarz, opierając się na swej broni i walcząc ze zwojami energii. Było ich już tylko pięć.

Michał "Szczur" Blackwell


W kryjówce snajper został zdemaskowany po pierwszym strzale. Ruszyli ku niemu trzech Ultramarines, pozostali zaś dalej zmierzali ku obeliskowi. Wszyscy byli dość daleko, nikt nie mógł na czas przyjść z pomocą. Maskujący płaszcz z niewiadomych przyczyn przestał działać i możliwości schowania się były niewielkie. Zmierzający w stronę "Szczura" marines posiadali piło-miecze. Jeden trzymał gotowy do rzutu granat.

Przy obelisku


Znaki jarzyły się coraz to silniejszym światłem, zaś co kilka sekund któryś ze zwojów znikał z głośnym pyknięciem. Na twarzy Kronikarza malował się wielki wysiłek. Kilku wrogów przedarło się przez linie obrony i byli teraz kilkanaście metrów od obelisku. Nawet najmniejszy cios mógł zagrażać powodzeniu misji i życiu drużyny, które w tajemniczy sposób leżało w rękach kronikarza. Pięciu marines z piło-mieczami było już coraz bliżej. Kronikarz był jedyną osobą, która nie była cała w posoce, lecz gdyby jego towarzysze mogli zobaczyć to, co działo się w jego umyśle, to żadna ilość krwi nie była by w stanie przekazać skali tej walki, którą teraz toczył.

PS.
Walki przez GG lub PW!
 
__________________
Także tego
Arsene jest offline  
Stary 24-08-2010, 15:41   #9
 
arek9618's Avatar
 
Reputacja: 11 arek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znanyarek9618 nie jest za bardzo znany
Juliusz spojrzał na przeciwnika. "Z tym nie będzie tak łatwo"- pomyślał. Marine dzierżył potężny młot energetyczny, którym mógł siać zniszczenie. Hendrix postanowił go powstrzymać.

Wróg rzucił się na Juliusza. Ten natomiast zrobił szybki unik. Szybko przystąpił do kolejnego ciosu. Hendrix obronił się przed szarżą odskakując w lewą stronę. Wyjął piło-miecz, skupił się na okolicach brzucha przeciwnika i zaatakował. On jednak zdążył uskoczyć, a ciosy "Brzytwy" przecinały jedynie powietrze. Potężny młot znów zaczął się zbliżać do Juliusza, który skutecznie unikał ciosów, starając się kontrować. Piło-miecz jedynie drasnął kilka razy pancerz wroga. "Piło-mieczem nic nie zdziałam z takim przeciwnikiem. Muszę znaleźć na niego inny sposób"- pomyślał. Juliusz zrobił jeszcze kilka uników, w międzyczasie obmyślając taktykę. W końcu wpadł na pomysł żeby załatwić go granatem. Wyjął jedną sztukę, odbezpieczył i czekał, aż przeciwnik ponownie zaatakuje. Gdy był on dostatecznie blisko, a granat za chwilę miał eksplodować podrzucił go lekko i rzucił się w przeciwną stronę. [b]Hendrix otworzył oczy i spojrzał w stronę wybuchu. Z przeciwnika został jedynie młot. W Juliusza uderzyło kilka odłamków, jednak doznał tylko lekkiego skaleczenia, w okolicach ramienia, z którego odpadł naramiennik. Skaleczenie przez chwilę krwawiło, jednak po chwili przestało, a rana sama się zasklepiła. Kilka odłamków wbiło się też w pancerz na piersi, lecz nie było to groźne. Juliusz rzucił się na pomoc konsyliarzowi, do którego zmierzały kolejne fale wrogów. Hendrix zaczął strzelać z karabinu plazmowego. W jego oczach widać było chęć zabicia jak największej liczby przeciwników.
 
arek9618 jest offline  
Stary 24-08-2010, 18:42   #10
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1708 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Niedobrze. Bardzo niedobrze. Od sierżanta zombich dzieliło go dwa kroki. Sytuacja sama w sobie byłą tragiczna niemal. Marlamin był znacznie gorzej uzbrojony. Zrobił więc dwa kroki w tył, wyciagajac przy tym bolter.

Sierżant zaczął biec na konsyliarza, jego zapał ostudziła seria z karabinu. Bolty w jednym miejscu przebiły pancerz, a wróg zachwiał się, zasłonił rękawicą energertyczną i przyjął na nią resztę pocisków. Na domiar złego dało się słyszeć kliknięcie, pusty magazynek. Mimo to Hidewar szybko podskoczył do opponenta chwycił bolter w obie ręce i tylnią częścią broni próbował uderzyć wroga z prawej strony na lewą, prosto w szczękę. Oczywiście, jako, że dzień jednak nie był taki wesoły, sierżant chwycił broń konsyliarza, zmiażdżył ją i kopnął Marla, który to upadł na ziemię parę kroków dalej.

Po lewej stronie leżał błyszczący się energetyczny miecz. Po prawej troszkę dalje niż miecz leżał karabin plazmowy, w otoczeniu sporej ilości ciał i posoki. Marl przeturlał się troszkę w lewo unikając nadchodzącego ciosu wroga i szybko wstał do pozycji klęczącej, po czym od razu rzucił się na miecz pochwytując go i szybciutko wstał.

Zabawa na dobre się rozkręciła, a sierżant szykował się do szarzy lub bloku, Marlamin pierwszy ruszył do ataku. Chciał normalnie ciąć a w razie ataku wszerz skulić się i ciąć lub pchnąć z dołu, nawet w tym celu odsłonił prawy bok, ale wróg zwyczajnie chwycił normalne cięcie i nie dał konsyliarzowi szansy na wykonanie manewru. Zaczęli się siłować, Marl próbował ciosu pięścią w twarz sierżanta, ale odchylił on głowę, kopnięcie też nie zadziałało, a wróg zaczął przechylać miecz w stronę Hidewara, więc ten skupił się na siłowaniu o miecz. Wygrał. Energorękawica pękła a wróg stracił dobre pół dłoni.
Marlamin już wiedział, że to wygrał. Gdy zombie rozglądał się za nową bronia niosącą zniszczenie, konsyliarz nie myśląc rzucił się do karabinu plazmowego, który wcześniej dostrzegł. Jeszcze leżąc na ziemi strzelił do nieszczęśnika. Plazma bardzo ładnie wtopiła się w jego brzydki ryj.
-Imperator jednak jest ze mną. To pewne.

W tym momencie do Marla podbiegł Juliusz z pomocą, konsyliarz wykorzystał to, że ma osłonę i chwycił najlepszy piło-miecz jaki znalazł. Wolał ten cały karabin plazmowy niż bolter więc sobie go zostawił. Zadrapania na zbroji Brzytwy wskazywały na to, że i on miał lekkie problemy, ale póki co medyk nie widział żadnych ran na bracie.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 24-08-2010 o 18:45.
Fearqin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166