Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-02-2014, 21:57   #71
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 9140 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Rychu i Zdzichu wlaliście do gardła skurwielowi soczek, a Zdzichu dołączył przekąskę. Śmietana i kisiel wlały mu się do nosa i może byłby się udusił, gdyby nie wasza brawurowa akcja spod znaku renców co leczo. Zbok otworzył oczy tak szeroko, że niemal rzęsami zaczesał sobie pedalską grzywkę. Wybałuszył oczy co niemiara, zdawało mu się, że zaraz odlecą na orbitę i okrążą słońcę. Widok to był nieziemski, że aż rzygać się zachciało. No i se rzygliście, ale to już inny temat. Tym czasem zboku niczym w transie otworzył usta i powiedział:
- Coście, kurwa, za jedni? Zajebię was wszystkich! - dopiero ostatnie słowo było krzykiem podniesionym do kilkudziesięciu decybeli poza próg ciszy nocnej (w sumie to był dzień, ale ktoś mógł się jorgnąć na ulicy). Jeszcze tego by brakowało. Wtem zadzwonił domofon. Zdzichu skierował się do centrum dowodzenia (znaczy przedpokoju) i zobaczył, że to Mykołka. Mówił cośtam spokojnie, ale Zdzichu nie zorientował się który przycisk do czego jest, a nie chciał uruchomić alarmu więc nie wcisnął żadnego. Z ruchu ust Mykołki wynika, że mówi "ciszej kurwa". Rzecz jasna po ukraińsku, ale skoro w Polsce jesteśmy to się od razu przetłumaczyło. Wtem dwie mroczne niebieskie postacie pojawiły się za plecami Mykołki. Przycięci, że w chuj. Myślcie szybko co robić, bo czasu niewiele zanim nie wparują tutaj obrońcy wszystkich pedałów.

Velu ocknąłeś się w swoim fotelu. Dom na Świetlanej 8. Jednak to wszystko był tylko sen. Niczego nie zmieniłeś w swoim życiu. Przetarłeś oczy, które nie były jednak sklejone. Siegnąłeś na prawo od fotela próbując wymacać butelkę, ale nic tam się nie znajdowało. Ktoś ci znów podpierdzielił alkomat. Spojrzałeś w bok. To Duch. Nadal tu jest. A więc to jest nadal przeszłość. Ciekawe, czy to co tam zrobiłeś w 1981 roku cokolwiek pomogło? Nie masz nowych wspomnieć, a wygląda na to, że choć jest to rok późniejszy (na oko około rok do czterech przed 2013) to nic się nie zmieniło. Wszystko co zrobił było na marne.
- Nie było na marne. - powiedział Duch jak gdyby odpowiadał na twoje myśli - Chcę, żebyś jeszcze opowiedział o tych dzieciak, z którymi ostatnio mieszkałeś. To rok 2012. Ci, którzy zginą niemal za rok są tutaj. Opowiedz. Ja posłucham. Potem zobaczymy. Wszystko zobaczymy, więc mów prawdę. - Duch był ubrany w zwykłe ubranie - dżinsy, niebieska koszula w kratkę z kołnierzykiem. Jego twarz jednak była skryta pod dziwaczną maską.

 
Anonim jest offline  
Stary 17-02-2014, 02:13   #72
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 1259 Gargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumny
Duch zdawał się łagodnieć. To już nie było ten brutalny cham, który bez mrugnięcia okiem zakatował by go bez litości tam w celi. A może to Vel się nieco zmienił, otworzył, wyżalił. Tego nie wiedział. Wiedział natomiast, że gdzieś w głębi czuje delikatny niepokój, za to na duszy było mu coraz lżej. Chyba właśnie tego potrzebował, wygadać się, wyżalić, zrzucić ten przytłaczający ciężar. Na prośbę ducha odpowiedział uśmiechem i skinieniem głową. Rozparł się wygodniej w fotelu.
- Moje trzy brzdące, Darek, Jarek i Romuś. - twarz Vela była rozmarzona. Widać oczyma wyobraźni wracał do tamtych chwil. Chwil, radości i smutku, gniewu i spokoju. Do zsu kiedy zaczął opiekować się nimi a oni nim. Milczał. Milczał przez dłuższy czas wspominając.
- Darka i Jarka znalazłem na wysypisku. Pamiętam to jak dziś. To było długi dzień...

***

To było długi i cholernie męczący dzień. Vel myślał już nawet, że nigdy się nie skończy. I słusznie. Słońce w zenicie prażyło bez miłosierdzia powodując, że zaduch i smród wysypiska stawał się nie do zniesienia nawet po klku łykach wina. Ptaki leniwie krążyły w powietrzu. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Wiesiek otarł pot z czoła wierzchem dłoni. Ledwie pierwsze zorze zaświtały on już poszukiwał nowych artefaktów, rupieci, jak je nazywają zwykli obywatele. Dla Vela miały one wartość skarbu, bo i prawdziwe perełki można tu było znaleźć. Gdy w prażącym słońcu pochylił się nad kolejną/stertą do przebrania za sobą usłyszał czyjeś kroki. Obrócił się szybko, lecz nikogo nie dostrzegł. "Głupieję już od tego upału" - pomyślał sobie wracając do przerwanej czynności. I wtedy coś boleśnie uderzyło go w plecy. Przeklinając i złorzecząc wszystkiemu co żywe obrócił się ponownie. Do okoła, prócz gór śmieci, smrodu, skwaru nie było niczego. Tylko, że ból po uderzeniu był jak najbardziej realny. Wysilił słuch. Cisza przerywana wrzaskiem ptaków. "Mam majaki, muszę odpocząć." - przebiegło mu przez myśl, ale dla pewności przesunął się nieco w bok udając że pochyla się nad śmieciami. Obserwował. Zza najbliższej góry przez chwilę ukazała się czyjaś ręka. Dziurawy czajnik migotał w słońcu by upaść z brzękiem u jego nóg. "A więc to tak, mam konkurencję". Czyjaś kosmata głowa wyjrzała zza śmieci. Wiesiek jż trzymał ów czajnik, liczył, w głowie rząd liczb, cyfr układał się w równanie. Gdy równanie było gotowe zamachnął się i...
- Ałaaaa... rozległo się zza góry a zaraz za nim płacz. Płacz dziecka. Wiesiu nie namyślając się długo porwał gazrurkę i pędem ruszysz ku źrudłu chałasu. źródłem chałasu okazał się kosmaty, brudny chłopiec siedzący na śmieciach i trzymający się za nogę. Widać czajnik nie uderzył tam, gdzie Wiesiu sobie założył i trfił przypadkowo w młodego zamachowca. Ów zaś widząc postać Vela uzbrojonego i bynajmniej nie w nastroju na kawę i ploteczki przeraził się niesamowicie. Chciał zerwać się, uciec. Zraniona noga skutecznie mu to uniemożliwiła. Wiesiek stanął nad nim wielki, straszny, z przerwionymi z niewyspania i alkoholu ślepiami. Chłopak kwikknął tylko, gdy został porwany za ucho do góry.
- A więc to tak, gówniarzu! - ryknął wściekle - Tak chcesz s portki ię bawić?! No to teraz ja się z tobą zabawię! - to rzekłwszy zamachnął się gazrurką. Chłopak skurczył się w sobie w oczekiwaniu ciosu. Ciosu, który nie nadszedł, bowiem stała ię rzecz dla Wieśka śmieszna. Na podartych spodenkach młokosa wykwitła nagle plama wilgoci, która spływała obficie po jego nogach. Chłopak ze strachu zlał się w portki.
- Zostaw go dziadu! - Rozległ się nagle inny głos. Wiesiek obejrzał się. Na górze śmieci, niczym mityczny bohater stało starsze wcielenie trzymanego za ucho osobnika, tak samo kosmaste i umorusane. Nie ulegało wątpliwości, że chłopcy są braćmi. Tylko co u diaska robią tu, na wysypisku? To pytanie godne było jakiegoś wiersza czy czegoś tam. Starsza wersja/zamachowca patrzyła z góry z pewną obawą na Vela i schwytanego brata. Wiesiek nagle przemówił głosem pełnym udawanej słodyczy.
- A podejdź no tu, to oddam ci co twoje - zakwilił słodko w myślach dodając "I dołożę coś od siebie". Starszy, mądrzejszy od młodszego brata chłopak zbliżył się,zachowując jednak bezpieczną odległość. Czego, jak czego, ale rozumu mu nie brakowało.
- Co wy tu robicie do diabła? - spytał wciąż trzymając młodszego z braci w żelaznym uścisku. [Gdzie wasi rodzice?

***

Nazywali się Darek i Jarek. Byli jak on, uciekinierami z sierocińca. Tak, jak on uciekli w poszukiwaniu wolności od wszelkich zakazów i nakazów. Byli bez domu, bez schronienia, bez perspektyw. To ostatnie było najgorsze, bowiem Wiesiek ukończył szkołę, miał jakieś wykształcenie, natomiast oni? Oni nie mieli zupełnie nic. Prawie nic. Mieli siebie nawzajem. To było ich siłą, ich motorem napędowym, taranem przełamującym więkrzość tam. Lecz byli sami. Sami w tym coraz podlejszym świcie, gdzie wszystko zaczynało stawać na głowie. Wiesiek z czystej dobroci zaczął im pomagać. Odwiedzał przy okazji swych częstych wizyt na wysypisku, przynosił jedzenie, czasem odzież ukradzioną z sznura na bieliznę. Aż przyszła jesień. Kolejna szara jesień dżdżysta i zimna. Ich złas nie stanowił żadnej ochrony przed słotą. Darej, starszy z braci rozchorował się. Jarek, starał się z całych sił pomóc bratu, lecz nic nie mógł zrobić. Pojawienie się Vela uratowało ich obu. Wiesiek zabrał ich do swojej altany. Tam, w cieple, bo Wiesiu miał coś co było piecykiem Darek mógł się kurować. Jednak po temu były potrzebne leki. Vel był w kłopocie. Obrabowanie apteki nie wchodziło w grę. Było zbyt ryzykowne. On sam ledwie się na lekach rozeznawał, więc mógłby przypadkowo zaaplikować doustnie czopek, lub lek na sraczkę. Ruszył w miasto. Szukał cierpliwie potrzebnch mu indegencji. Mleka, czosnku, miodu, cebuli, ckru, malin najlepiej w postaci soku. Dwa dni szukał, aż skompletował wszystko. Z zasłyszanych pokątnie legend o leczniczych sposobach babek musiał zrobić użytek. I co najgorsze nie mógł się pomylić. Każda bowiem pomyłka mogła być brzemienna w fatalne skutki. Nafaszerowany mlekiem z miodem i czosnkiem chłopak zaprawiony na dodatek sokiem z cebuli i sokiem z malin leżał na łóżku przykryty chyba wszystkimi cuichami Vela. Jego brat spał na kulawym stole. Vel zapadł w niespokojną drzemkę na krześle przy łóżku chorego. Kolejne dni nie przynosiły poprawy. Wiesiek zaczynał się bać na tyle, iż panował już nawet zdradzenie meliny niebieskim podfruwajkom. Dni mijały szybko. Prace gospodarskie przeplatały się z kradzierzami w spożywczym. Noce upływały na niespokojnych drzemkach. O jakiejkolwiek libscji nie było mowy. Czasem jeno ku pokrzepieniu golnął sobie pół jabola. Aż po dwóch tygodniach przyszedł przełom. Darek poczuł się lepiej. Był zaskoczony gdzie się znajduje i pod czyją opieką. Jego stan poprawiał się z każdym dniem. Wiesiek zaś nie miałby chyba serca wypędzając tych dwoje na mróz z powrotem do ich szałasu. Z odpadków zbudował łóżko piętrowe a ich rzeczy na własnym grzbiecie przytargał do altany. Jarek pomagał jak umiał. Czasem sam robił wypady na bazar lub spożywczego. Zaskoczeniem dla Wieśka był fakt iż zwwsze pamiętał o winku. I tak oto braciszkowie znaleźli się pod opieką vela, który przekazywał im swoją wiedzę i doświadczenie, dbał o nich. Ze wzajemnością.

***

- Ja chcę do mamy! - płaczliwy krzyk chłopca był nie do zniesienia. Jarek obejmował go ramieniem usiłując po raz tysięczny chyba dzisiaj wytłumaczyć mu sytuację. Matka Romka miała tę nieprzyjemność targnąć się na własne życie. Skutecznie niestety i to na oczach synka. "Idiotka, powinienem ją sprać, może lanie by jej przemówiło do rozsądku" - myślał ilekroć spojrzał na Romka. Jarek i Darek przebywali pod opieką Wieśka już od ponad roku. Rok pod jednym dachem zbliżył ich ku sobie. Stali się rodziną. Rodziną z problemami, ale kto by się tym przejmował, skoro zawsze mieli w sobie oparcie. A teraz trafił tu Romuś. Zastrachany, zapłakany ośmioletni urwis bez domu, matki, czy ojca. Bez jakiejkolwiek rodziny. Zginąłby szybko. Przypadek, czy też wola Boża, sprawiły iż został odnaleziony na działce niedaleko. Teraz siedział na łóżku Vela zanosząc się płaczem i przyprawiając gospodarza o dodatkowy kłopot - migrenę. Tym bardziej upierdliwą iż nie dawało się jej w żaden sposób wyleczyć. Romuś, przez pierwsze dwa dni nie chciał jeść ni pić. Nawet podtykane mu pod nos cukierki nie pomagały. Każdego dnia Romuś na "śniadanie" serwował swoje płacze i krzyki. Wiesiek zgrzytał tylko zębami aż iskry szły. Darek i Jarek zaś wymykali się na robotę, lub szaber zostawiając Romka pod opieką coraz bardziej zdesperowanego Wieśka. Aż trzeciego dnia Wiesiek nie wytrzymał. Ryknął na smarkacza potężnie, zagroził mu solidnym laniem i oddaniem go cyganom, którzy wywiozą go daleeeko. Poskutkowało. Chłopak przestał stroić fochy, ale zaczą się Wieśka bać. "No to sobie ugotowałem bigos" - pomyślał sobie. "Wpadłem jak gówno do szamba." Jarek objął odtąd oficjalny patronat nad Romkiem. Oczywiście nad wszystkim czuwał czujny jak żuraw Vel. Romuś zaadoptował się nad wyraz szybko, a widząc, że Wiesiek nie jest skory do lania, ba mało tego, lubi swoich podopiecznych i traktuje ich z życzliwością i troską przekonał się do niego. Jakież było zaskoczenie Wieśka, i nie tylko jego, gdy któregoś dni, gdy zwrócił się o coś do Romka ten odpwiedział mu: Tak, tato. Szok, konsternacja, płacz i zgrzytanie pochwy. Sodoma i Gomora. Wszystko to było niczym wobec zapowiadającego apokalipsę Tak, Tato. Jednak apokalipsa nie następowała. Za to chłopcy po raz pierwszy zobaczyli jak Wiesiek szlocha. Nagle zerwał się i uściskał ich wszystkich. Od tego czasu w altanie za to zrobiło się ciaśniej i weselej. Czwórka mieszkańców, rodzina złożona z wyrzutków i uciekinierów wspierała się nawzajem, opiekowała.
 

Ostatnio edytowane przez Gargamel : 17-02-2014 o 22:35.
Gargamel jest offline  
Stary 17-02-2014, 11:08   #73
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 39643 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Rychu chwycił skrępowanego pedała za gardło i warknął głosem tak przepitym i chrapliwym, że nawet najokrutniejsi czarnoksiężnicy w historii by się go nie powstydzili.

- Słuchaj cwelu. Szukamy zwyrola, który za bardzo lubi dzieci. Gadaj zaraz jakich znasz zboczeńców w okolicy albo tak cię załatwię, że do końca życia będziesz na jebanym kacu mordercy i już nigdy ci fujara nie stanie. A jak mnie wkurzysz to ci ją skrócę tuż przy samych jajach, zrozumiałeś?

Dla podkreślenia swojej wypowiedzi chwycił leżące na stole kuchenne nożyce i ciął nimi parę razy w powietrzu.
 
Stalowy jest offline  
Stary 17-02-2014, 19:31   #74
 
MistrzKamil's Avatar
 
Reputacja: 67 MistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znanyMistrzKamil wkrótce będzie znany
I będziemy wiedzieć że kłamiesz... spoglądam znacząco odpaliwszy przerażenie a zaraz potem niewrażliwość, żeby wiedzieć czy pedał kłamie.
 
__________________
Pływał raz po morzu kucharz
w rękach praktyk był onana
a załoga się dziwiła
skąd w kawie śmietana
MistrzKamil jest offline  
Stary 18-02-2014, 22:29   #75
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 9140 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Rychu i Zdzichu próbowali przekonać zwyrola do zdradzenia innych zwyroli. Nachylali się nad nim, a dodatkowo Rychu trzymał go za gardło. To nie był taki wyśmienity pomysł, bo poczuł jak tamten dotknął go kolanem... tyle, że Zdzichu widział, że wcale to nie było kolano. Pieprzony świr podniecił się.
- Wszystko jest w moim komputerze. - odezwał się w końcu krztusząc się przy okazji. Łzy ciekły mu z oczu, ale nie ze smutku, czy strachu, ale dziwnej mieszanki podniecenia i masochizmu. Wtem za waszymi plecami objawił się jakiś inny pedał. Na głowie miał czapkę policjanta i było to jedyne ubranie jakie miał na sobie. Był cały wydepilowany od oczu w dół i nasmarowany oliwą. Nie miał tak dużego jak ten, którego obezwładniliście za to trzymał w prawej dłoni wielkiego gnata i mierzył do was. Lewa ręka wciąż miała zaciśniętą na nadgarstku różową branzoletę będącą częścią kajdanek - łańcuszek i druga branzoleta zapewne zostały niedawno oderwane.
- Rzuć kurwa te nożyce! - krzyknął do Ryszarda zabawiającego się we fryzjera powietrza. Po chwili uzbrojony zbok dodał: - Grzecznie padnijcie na czworaka i spuście spodnie. Wydymam was zanim traficie za kratki.

Widząc gnata myśleliście, że wpadliście jak śliwka w gówno, ale po tym tekście okazało się, że śliwka miała farta. Bez wina pałera niewiele tu zdziałacie prócz oberwania ołowiem. Całe szczęście jesteście w kuchni i wokół was jest mnóstwo niebezpiecznych narzędzi. A może macie pomysła na gadki szmatki z tym, kolejnym już, skurwielem? Ten pierwotny zwyrol zdaje się niedługo wykituje, więc nim nie musicie się martwić.

Sprawa skomplikowała się, ale wszystko można uprościć do tego, że kolejna osoba już zasłużyła na ostry wpierdol. Zapewnicie mu go? W końcu święta polegają na dawaniu prezentów. Witamina W to też prezent. Edukacyjny.

Innym czasem innym miejscem

Vel z nostalgią przypominał sobie wszystkie te wydarzenia. Jego opowiadanie stawało się ciałem jak w kinematograficznych obrazach, gdy postać wspomina przeszłość, a obok niego istnieje jakby fatamorgana odzwierciedlająca te wspomnienia. Na końcu tego wszystkiego Duch odezwał się, a wraz z nim otoczenie zmieniło się. Teraz staliście przy studni.
- Wiesz jak dwóch z nich skończy. - powiedział poważnie. Miałeś wrażenie, że gdy zajrzysz tam to zobaczysz zwłoki.
- Mam dla ciebie jeszcze jeden przystanek. - dodał odrywając cię od strasznych myśli na temat zawartości studni. Stałeś od niej ledwo dwa metry, ale nie zaglądałeś do środka.
- Już niemal koniec naszej podróży. Po tym przystanku wrócimy do samego początku tak jak obiecałem. Pokażę ci więcej. Więcej niż widziałeś i niż wiedziałeś. Tak jak przy twoich narodzinach nie pamiętałeś tego. Ja wiem. Ja pamiętam. Ja zawsze byłem. - przeszedł kilka kroków i pochylił swoją głowę razem z maska zaglądając do studni. Masz szansę go tam wepchnąć, ale wtedy z pewnością zobaczysz trupy znajdujące się w środku. Dodatkowo Duch ten ma najwyraźniej potężną moc i nie masz pewności czy to się uda i jakie będą reperkusje.
- Ostatni przystanek jest na żądanie. Możemy go kompletnie pominąć. Powiedz tylko słowo. Lub jeśli chcesz: którą Wigilię Świąt Bożego Narodzenia chciałbyś jeszcze odwiedzić? Podaj rok i wydarzenie z tym związane. Nie musimy odwiedzić ciebie. Możemy kogokolwiek.
 
Anonim jest offline  
Stary 18-02-2014, 23:00   #76
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 1259 Gargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumny
Wiesiek spojrzał na ducha z jakąś taką nieco niepewną miną.
- Mam dwie osoby, które chciałbym odwiedzić. Pierwszą jest Bartek, chłopak z sierocińca, którego zostawiłem podczas ucieczki z bidula, powiedzmy w 2013. Bartka chcę odwiedzić, bo czuję się winny, za tamto. Może będę mógł go przeprosić, może mi wybaczy, choć nie zdziwiłbym się, gdyby mnie wyrzucił za drzwi. Drugą jest moja była żona i córka w roku 2013. Chciałbym... chciałbym jej wybaczyć i przeprosić.
Zerknął w dół studni.
- Boję się przeszłości. Boję się jeszcze raz zobaczyć moją matkę, poznać szczegóły. Proszę, weź mnie za rękę. Nie chcę być wtedy sam.
 
Gargamel jest offline  
Stary 19-02-2014, 01:28   #77
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 39643 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
W tej chwili Ryszard troszkę żałował że zajął się studiowaniem MTV zamiast kręgów F16 lub chociaż szlacheckich. Nie no dobra... jednego szlacheckiego pałera znał, ale on był w tej chwili nieprzydatny.

No cóż... Rysiek postanowił się nie certolić. Zebrał w sobie potężny ładunek alkoholu, siarki oraz powietrza, stworzył z nich straszliwą mieszaninę i wykonał szybki unik zionąć jednocześnie na przeciwnika siarką unosząc nożyce.

Akcja była iście epcika. Nożyce zamknęły się mocno wskrzeszając maleńką iskierkę. Iskierkę która wystarczyła aby podpalić wyziew. Ten omiótł głupca, który śmiał wymierzyć broń w Mistrza Wyższych Procentów.

Kto zadziera z Bimbromantą i jego kumplami.... ten kończy źle. Bardzo źle.
 
Stalowy jest offline  
Stary 20-02-2014, 22:43   #78
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 9140 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Vel otrzymał tylko krótką odpowiedź stanowiacą pytanie:
- Święta 2013 jeszcze nie wydarzyły się, choć podlegają pod Ducha Teraźniejszych Świąt. Kiedy w przeszłości chciałbyś spotkać swoją rodzinę? - no tak. Czystość umysłu Vela była zachwiana. Przecież to Duch Świąt Przeszłych. Nie można z nim odwiedzić teraźniejszości, czy przyszłości - no bo przecież "przeszłych". Tak to bywa na tym okrutnym świecie, że nie wszystko co chcemy jest wypełnione. Dodatkowo nie wiesz, czy Bartek w ogóle jeszcze żyje. Może wyszedł na ludzi, a może nie dożył osiemnastki. Lepiej odwiedzić rodzinę, choć...
- Lepiej odwiedzić rodzinę. Bartka jeszcze zobaczysz. Po tym jednym ostatnim przystanku. Rodziny byś nie widział. To jest jednak twój wybór. - wyjaśnił spokojnie skrywajac swoją twarz za dziwaczną maską. Widzisz jak oczy mu się błyszczą, czy raczej świecą. - Już czas. Wybieraj! Opisz tylko dokładnie co się wydarzyło w danej dacie zanim tam trafimy. Twój opis z uwagi na alkoholizację może być odmienny od tego co zastaniemy. Chcę jednak, zebyś zobaczył różnicę, więc najpierw na głos powiedz co pamiętasz.

Ryszard (czekamy na Zdzicha do jutra)
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 20-02-2014 o 22:56.
Anonim jest offline  
Stary 21-02-2014, 03:08   #79
 
Gargamel's Avatar
 
Reputacja: 1259 Gargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumnyGargamel ma z czego być dumny
- Przepraszam. Im bardziej myślę o tej całej drodze, tym bardziej się w tym wszystkim gubię. To jasne, że nie możesz pokazać mi świąt, których jeszcze nie było. - stwierdził wzruszywszy ramionami - A więc moj rodzina, była żona i dziecko. Czas? Hmm - potarł dłonią zarost na twarzy nie mogąc się zdecydować a raczej obawiając się tego, co zobaczy gdy poda już datę. - Święta 2012 - powiedział w końcu po dłuższym namyśle. - Wigilia 2012. Podczas rozwodu myślałem, że to były najgorsze dni mojego życia. Myliłem się - zaczął opowieść grobowym głosem.

***

Leżąc na swoim łóżku zziębnięty, głodny i w pnurym nastroju nie zastanawiał się, co się działo z jego podopiecznymi. Ostatnio wszyscy w altanie chodzili jacyś spięci. Po kolejnej awanturze, w której jego autorytet przegrał z kretesem chłopcy spakowali swoje graty i wynieśli się. Dokąd? Bóg jeden raczy wiedzieć. "A niech idą w chuj" - pomyślał pociągając nosem. Czuł się źl, bardzo źle. Napady duszącego kaszlu, zatkany nos, osłabienie z głodu, chłodu i alkoholu wpędziło go w chorobę. Krył się z tym. Nie chciał ich martwić, a teraz oni porzucili go. Szczękając zębami zapadł w końcu w dziwny sen. Było mu ciepło,przyjemnie, błogo. Nir rozumiał tego, ale nie zamierzał się budzić. Widział wszystkich tych, których spotkał na swej drodze. Każdy uśmiechał się przyjaźnie. Błysk i ból. Raptownie otworzył oczy a rozszerzone źrenice zareagowały ostrym bólem na snop światła. Zamknął powieki, lecz słyszał. Słyszał miarowe pikanie aparatury medycznej i spokojny głos lekarza wydającego kolejne polecenia personelowi. "Ja śnię, to jest tylko sen" - przemknęo mu przez głowę. Jednak słuch go nie mylił Pik...pik...pik...pik...pik.. Poczuł ukłucie. Ktoś nachylił się ku niemu. Raptownie obraz rozmazał się i zniknął. Ciemność. Ciemność i ciepło. Z wolna otworzył oczy. Błogie ciepło nie zamierzało znikać. Leżał na szpitalnym łóżku. Chciał się odkryć wstać, lecz stwierdził, że jest przywiązany do stalowej ramy. W jego ręce wbite były gumowe wężyki, przez które coś dostawało się do jego krwioobiegu. Szarpnął się raz, drugi. Na próżno. Hałas zwabił pielęgniarkę. Ta natychmiat poinformowała lekarza, że pacjent się wybudził. Lekarz, starszy pan o siwych skronisch i wielkich łagodnych niebieskich oczach bez ogródek poinformował pacjenta co się stało. Owy sen, z ciemnością jaki miał w swojej altanie nie był snem, a reakcją gasnącego z zimna życia. Kto służby medyczne powiadomił, tego nie wiadomo. Podejrzewano żuli z sąsiedniej działki, ale tych akurat nie było. W szpitalu spędził miesiąc. Przytył nieco, nabrałsił, choć dalej był kościsty. Powiadomiono Opiekę Społeczną i tak dalej. Zaczęły się przesłuchania, namowy do zamieszkania w ośrodku dla bezdomnych. Po dwóch kolejnych dniach został wypisany. Jego ubranie, nie nadające się już ponoć do użytku zostało spalone. Dostał inne, cieplejsze. Po przebraniu się umknął oknem w szpitalnej toalecia. Błąkał się po stolicy przez cztery dni. Kluczył, w obawie przed opieką i psiarnią. Spał gdzie popadło. Czasem całymi nocami chodził pustymi ulicami śpiącej metropolii. W końcu wrócił do swojej altany. Szedł z ciężkim sercem, bo wiedział, że tam nikt na niego nie czeka. Jakież było jego zdumienie, gdy zobaczył wydobywający się z komina dym. Przyspieszył kroku. Stanąwszy pod drzwiami nasłuchiwał. Usłyszał głosy trzech osób sprzeczających się ze sobą. O co? O niego właśnie. O wszystko to, co się wydarzyło. To chłopcy wróciwszy jednak zastali go konającego i wezwalu pogotowie. Teraz sprzeczali się o prym pierwszeństwa, o władzę po Wieśku, który już pewnie nie wróci. Otworzył drzwi i wszedł do środka otrzepując ubranie z białego puchu.
- Nie martwcie się, nigdy was nie zostawię.
 
Gargamel jest offline  
Stary 22-02-2014, 22:47   #80
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 9140 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Vel próbował wrócić pamięcią do swojej rodziny, ale jedyne co sobie przypomniał to moment, gdy trzech chłopców uratowało mu życie. Jak się nad tym głębiej zastanowić to nie było nawet pewności czy rzeczywiście miał kiedykolwiek żonę czy córkę. Jedynie mgliste wspomnienia wypływające na powierzchnię, gdy poziom alkoholu w jego organiźmie zmniejszał się. Żona i córka były tak samo realne jak sny o dupie Maryny.

Zamaskowany Duch Przeszłych Świąt, czy jak tam się nazywał przerwał jego wspomnienia.
- Wiem o czym myślisz. O tej chwili, gdy uratowali ci życie. Wciąż o nich myślisz. - powiedział i nagle i nieoczekiwanie stałeś przy samej studni i pochylałeś głowę. Dwóch twoich podopiecznych leżało dość brutalnie załatwionych. Nadzy i rozszarpani jak to się mówi. Życie z nich uciekło w dość dramatycznych okolicznościach. Ślady zgwałcenia co najmniej jednego z nich były aż nadto ewidentne. Nie było widać tylko Romka. Gdzie on się podział?

Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki pojawiliście we wnętrzu pałacyku, który zajmowałeś od dawna. Widziałeś siebie samego jak przebiega obok domu i wbiega w chaszcze. To był ten moment, gdy zobaczyłeś zwłoki chłopców wrzucając trupa akwizytora do studni. Duch Przeszłych Świąt poszedł do dość niebezpiecznych schodów. Rzadko z nich korzystałeś, bo byłeś trochę zbyt ociężały. Chłopcy byli zwinniejsi i nie skręcali sobie karków korzystając z nich. Już myślałeś, że Duch wejdzie na górę, ale nie. Poszedł do drzwi obok. Otworzył je i twoim oczom ukazał się nad wyraz złowieszczy widok. Nieopisane obrzydlistwo i okropieństwo, które zmroziło twoją duszę. Automatycznie ruszyłeś do ataku, ale nie zdążyłeś. Ostrze maczety przecięło na pół czaszkę gwałconego chłopca. A po chwili byliście już gdzie indziej.

Zanim ochłonąłeś. Zanim zapytałeś Ducha czemu jest aż tak okrutny pojawiliście się w sierocińcu. Mały Bartek leżał na kafelkach łazienki. Z jego głowy wypływała krew i kawałki szarej materii. On też był zamordowany? Co tu się dzieje?! Nagle do łazienki przybiegl jeden ze strażników sierocińca z jakimś szczeniakiem. Nie przypominasz sobie co to za jedni. Dzieciak krzyczy:
- Biliśmy się, bo bronił tego uciekiniera i w pewnym momencie upadl i wykurwił w kafelki. Ja nie chciałem! - krzyknął, a gdy popatrzył na zwłoki to się rozpłakał. Nie, to nie było zabójstwo z premedytacją. Nieszczęśliwy wypadek jakich wiele. I znów nie zdążyłeś nic powiedzieć, bo znaleźliście się w kolejnym miejscu. Tym razem bardzo znajomym.

Znów byliście w celi. Rok 1970. W jednej z cel kobieta z burzą włosów leżała na podłodze. Wokół niej były rozlane różne płyny wyglądające jakby wyleciały z niej. Jej spódnica była kompletnie mokra. Trzymała w rękach niemowle. Pępowina leżała na niej plamiąc również jej bluzkę. Po drugiej stronie celi młoda dziewczyna patrzyła to na swoje brudne ręce to na współuwięzioną. Płakała i kiwała się do przodu i do tyłu.
- Rzeczywiście dziś się urodziłeś. W ogóle wiesz kto jest twoim ojcem? - słowa te odbiły się jakby echem. Wypowiedział je Duch, ale już jakiś czas temu. Zanim pogadałeś z samym sobą. Zanim zupełnie zatopiłeś się we wspomnieniach o dzieciach. Kobieta, która najwyraźniej była twoją matką, była bardzo podobna do twojej córki. Nie, to nie była ona. Ale jednak podobna. Może jednak powinieneś ją odwiedzić? Twoja córka jest prawdziwa. Może nawet bardziej prawdziwa niż większość twojego życia.

Nagle obok was przeszło dwóch milicjantów. Nie widzieli was. Właściwie to nawet przeszli przez Ducha jakby był... no duchem. Otworzyli drzwi do celi. Starszy, trochę z brzuchem, stwierdził:
- No i urodziła. - stali chwilę w milczeniu nad tobą-noworodkiem i twoją matką. Ona wyszeptała:
- Wiesław. - Nagle tamta dziewczyna, ta co się kiwała, zerwała się i wyrwała z kabury pistolet tego grubszego i starszego milicjanta. Błyskawicznie przekręciła palcem zabezpieczenie i oddała kilka strzałów. Zraniła grubszego policjanta. Ten młodszy i chudszy błyskawicznie uporał się z wariatką, ale ty już na to nie patrzyłeś. Twój wzrok skierowany był wyłącznie na dziurę w głowie twojej matki i kawałki jej mózgu spływające po ścianie. I znów. W kolejnym kulminacyjnym momencie akcji przenieśliście się gdzieś indziej.

Staliście na podeście wykonanym z marmuru. Wokół was były różnokolorowe kolumny, a dalej las. Nad wami gwiaździste niebo. Z wycieńczenia psychicznego padłeś na kolana. Próbowałeś wymiotować, ale nawet żółć nie wyleciała. Duch stał w swojej masce i powiedział tylko:
- Wie, ale nie powie. - przetrawiałeś dłuższą chwilę jego słowa. Nieczuły sukinsyn. Pomiędzy kolumnami pojawiły się cztery światła. Takie wielkie i wirujące. Przejścia do różnych światów.
- Przechodząc przez pierwsze od lewej twoja matka nie zginie od kuli w 1970 roku. Dożyje starości. Nie będziesz w sierocińcu. Nie poznasz Bartka, który i tak straci życie w nieszczęśliwym wypadku. Nie poznasz Darka, Jarka i Romusia, którzy i tak zamieszkają w ruderze i zostaną zgwałceni i zamordowani przez psychopatę. - mówiąc to wskazał pierwsze światło, a następnie skierował dłoń na drugie
- Przechodząc przez te twoja rozmowa z małym tobą wydarzy się naprawdę. Mały ty posłucha cię i wróci po Bartka. Bartek dożyje co najmniej 2013 roku, ale twoje interakcje z Darkiem, Jarkiem i Romusiem nie zmienią się i chłopcy zostaną zgwałceni i zamordowani przez psychopatę. - po czym skierował na trzecie i dodał
- Te z kolei przejście sprawi, że powiesz Darkowi, Jarkowi i Romusiowi, żeby odpierdolili się w momencie gdy ich pierwszy raz spotkasz. Nie będą nocować w twojej bazie. Nie zostaną zgwałceni i zamordowani przez psychopatę. - po tym podszedł do czwartego światła i wyjaśnił
- Przejście przez czwarte sprawi, że ockniesz się w celi, w której dostałeś po ryju. Wszystko to co widziałeś ze mną nie będzie bardziej realne niż sen. Wcześniejsze zmiany wpłyną w minimalnym stopniu na rzeczywistość. W takim jakim opisałem. I tak będziesz miał córkę z tą samą kobietą. I tak będziesz alkoholikiem. W skrócie: i tak będziesz sobą. Twoje życie będzie jednak odmienione. Jedynie czwarte drzwi spowodują twój powrót do celi. Pozostałe sprawią, że będziesz miał inne życie, choć w wielu elementach podobne. Co wybierasz?

Rychu i Zdzichu tym czasem wpadli w nielada problemy. Stojący przed nimi facet był szybki. Padły strzały zanim moc Bimbromanty wypaliła mu oczy. Ze straszliwym wrzaskiem strzelał na oślep alarmując całe osiedle. To nie było żadne pedalskie "pfi", ale kurewsko głośne BUM, BUM, BUM. Głowa przesłuchiwanego zboczeńca eksplodowała jak arbuz zrzucany z dwunastego piętra. Inna kula trafiła w prawę przedramię Zdzicha łamiąc mu kość i sprawiając, że padł an ziemię. Krwi nie było wybitnie dużo, bo jakimś cudem żyła nie była uszkodzona. Kość jednak rozwaliło i trzeba to jakoś załatać, bo ręka na samych żyłach i mięsie nie utrzyma się. Tym czasem Rychu skulony pomiędzy szafkami przeczekał, aż kanonada skończyła się. Nagi i oślepiony pedał coś krzyczy po niemiecku. Ciągał jeszcze za spust, ale nic z tego. Brak amunicji. Wyjąc z bólu jedno zdanie krzyknął po polsku
- MIELI WAS WSZYSTKICH KURWA SPRZĄTNĄĆ PRZED ŚWIĘTAMI JEBANE PARCHY. - rzucił się do szafki i odsunął jedną z szuflad. Wyciągnął z niej cholerny tasak, którym do okoła siebie uderza. Ironicznie jego kutas zwisa kilkanaście centymetrów od głowy Zdzicha. Ten ostatni leży na ziemi, dzięki czemu nie musi przytrzymywać swojej połamanej ręki. Z drugiej strony oprócz odłamków mebli nie ma obok niego niczego czym mógłby drania zdzielić. Chyba, że po prostu na chama piąchą w jaja. Rychu ma znacznie większe pole do działania, ale co tu robić? Zaraz zjawi się tu masa glin i będzie po zabawie.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 23-02-2014 o 21:12.
Anonim jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169