Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-12-2014, 19:32   #11
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 25136 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
- Jestem otwarty na propozycje, historie z wirusem moglibyśmy zrzucić na załamanie nerwowe sług któregoś ze zmarłych Kanitów, po prostu martwię się że jeżeli nie nakłonimy ludzi żeby nie zostali w domach posłużą naszemu wrogowi jako żywy materiał do jego potwornych eksperymentów co poważnie zagrozi maskaradzie a śmiertelnym przysporzy niewypowiedzianych cierpień - Wyjaśnił swój tok rozumowania.

- W takim razie zapraszam do pomocy - Zgodził się na towarzystwo.
 
__________________
Miłość (do RPG) w czasach zarazy.
Brilchan jest offline  
Stary 18-12-2014, 22:42   #12
 
TomBurgle's Avatar
 
Reputacja: 19884 TomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputację
15 października 1962, Omaha

Nerwowe kroki rozlegały się raz po raz po najmniejszej sali Elizjum; Morgan Förnster, Powiernik Elizjum, nieregularnie przechadzał się po lożach. I niemalże kipiał z frustracji.
Ze wszystkich sił chciał być w tej chwili na dole, w tym malutkim pokoju w studio nagraniowym, razem z Marchingiem, Estreicherem i pozostałymi gośćmi. Pomimo dzielących rozmówców różnic, dyskusja zawsze była żywa, pełna bon motów i taktowna; zupełnie inaczej niż z ważnymi wampirami. Jane dbała o gości, jej mąż prezentował Adzie świeżo zakupione nagranie Arethy Franklin. Słowem, najlepsze chwile Elizjum.
Mimo tego, nie mógł się pokazać wśród nich w takim stanie; po prostu nie uchodziło. Wciąż nie uspokoił się po nagłych odwiedzinach Yvaine w mieście; jego "zmarła" narzeczona po ośmiu latach jak gdyby nigdy nic w paradowała do fundacji z listem od ich wspólnego stwórcy. I odjechała w ciągu godziny. Drażnił go każdy głośniejszy dźwięk, irytowały dowody bezmyślności które zmuszały go do ciągłego czuwania. Nawet głód był ostrzejszy. Nie chcąc uchybić swoją niedyspozycją gościom, musiał zrejterować z piwnic. Mimo późnej godziny, na korytarzach wciąż panował szum: nadchodzący wielkimi krokami koncert wymagał przygotowań. A nie mógł opuścić budynku kiedy wciąż mogło się okazać że będzie musiał wziąć negocjacje w swoje ręce. Więc krążył.
Przynajmniej Breeze zamknęła się z tą jazgotliwą filipinką w studio i nagrywają. W wyciszonym pomieszczeniu.


22 października 1962, Omaha

Tuż za drzwiami fundacji, Morgan powitał nadchodzącego Eryka; jak widać on także został wezwany. Cóż innego wyrwałoby go z jego laboratorium tak szybko po zmroku? Nagłe wezwanie przez księcia który usilnie ignorował cały ich klan przez ostatnie lata jest kiepską wróżbą. Wezwanie całego klanu na raz jest jeszcze gorszą. Choć, szczęśliwym zrządzeniem losu, w mieście była para Lasombra; jeżeli ktoś miałby być kozłem ofiarnym lub ofiarą do bicia, byli znacznie wygodniejsi niż członkowie piramidy. Gdyby nie fakt że starszy z nich był cudownym kompanem na długie noce w elizjum i znacznie lepszym człowiekiem niż większość członków rządzącej koterii, byłaby to perfekcyjna sytuacja. A tak zostawał niesmak.

Na historię opowiedzianą przez Alistera zareagował niedowierzaniem. Niezależnie od ich charakterów, zamordowani byli aktywnymi, potężnymi wampirami. A zostali zniszczeni jednej nocy, w swoich schronieniach i do tego przez jednego wampira? W dodatku przez Gerarda, jedynego wśród nich z iskrą empatii. Chwilę za późno przemknął wzrokiem po twarzach zebranych, szukając wskazówek co robić dalej.

Propozycja Eryka była logiczna: linie telefoniczne można zepsuć, wojskową łączność znacznie trudniej. I zawsze zostawała magia krwi, to cudowne panaceum. Pokiwał więc energicznie głową aprobując pomysł.

Kiedy Adam zgodził się na propozycję ghula, Morgan zmartwiał. Jego wizja świata w której poprzednia ekipa tworzyła choć iluzje przestrzegania protokołu właśnie została rozbita w pył. Nie żeby uważał Estreichera za złego kandydata; przeciwnie, to jeden z najmniej podejrzanych wśród zebranych. Obok dwóch Brujah. Należało więc szybko dookreślić jego pozycję po tej niedźwiedziej przysłudze.
- Czy ktoś oprócz klanów Nosferatu i Tremere oraz pana Midnight'a chciałby wyrazić aprobatę dla wniosku o objęcie przez znanego wam i obecnego tutaj pana Adama Estreichera urzędu regenta naszego rejonu na czas kryzysu związanego z morderstwem księcia i jego bliskich? - zapytał głośno i wyraźnie przełamując niezręczną ciszę która zapadła po przeciwległej do Eryka stronie sali. I bacznie obserwując reakcje.

Przy okazji małego zamieszania kiedy zebrani gotowali się do wyjścia w kierunku kwater byłego skryby Förnster zbliżył się do Nosferatu. Przeklinając w duchu złośliwą przekorę która kazała Sculliemu przynieść na spotkanie przekrojową próbkę miejskich odpadków(co nawet przy zrezygnowaniu z wampirzych zmysłów było niemiłym doświadczeniem) zagadnął
- "W każdym konflikcie pierwsi giną Nosferatu". A przynajmniej tak mówi przysłowie -
Niemalże bezwiednie ustawił się pomiędzy Czeroskim, Midnightem i Juergensem; o ile wątpił żeby zostawiono ich przy życiu gdyby stanowili zagrożenie, to w trójkę powinni być choć powodem do zastanowienia się dla każdego napastnika.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 18-12-2014 o 23:02.
TomBurgle jest offline  
Stary 19-12-2014, 00:20   #13
 
Elas's Avatar
 
Reputacja: 118 Elas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znanyElas wkrótce będzie znany
Zanim wszystko się zaczęło, Nicollo siedział w swojej rezydencji, przeglądając papiery. Jeśli ktoś sądził, że życie w półświatku to ciągła akcja, strzelaniny, alkohol i kobiety. Chociaż bywało i tak, to jednak koniec końców znacznie rzadziej, niż Włoch mógłby sobie życzyć. Jego korzenie było widać po nim aż nadto. Choćby po tym, że nawet teraz nie potrafił usiedzieć w miejscu, tylko chwycił cygaro tlące się w popielniczce i zaczął łazić bez celu po pomieszczeniu, wciąż analizując papiery. Jednak gdzieś tam, w głębi, miał nadzieje, że coś się wydarzy.
Jego prośba została spełniona szybko, być może nawet za szybko. Nicollo dwukrotnie usłyszał głośne „tryyyyt”. Trzeci sygnał nie rozległ się. Vito, sługa i prawa ręka – także Włoch, zresztą – wampira, odebrał telefon. Nico z zaciekawienia aż zatrzymał się, na chwilę ignorując dokumenty. Długo nie musiał czekać. Jego pomocnik wkroczył do salonu.
- Masz stawić się w sądzie. Sprawy Camarilli. - Vito nie przejmował się konwenansami kiedy byli w dwójkę. Wampirowi nie przeszkadzało to ani trochę. W końcu, często traktował go niczym przyjaciela, a nie podwładnego... o ile jest na to miejsce w tym okrutnym świecie.
- Czego oni chcą? - pytanie to Nicollo skierował bardziej w powietrze niż do towarzysza, lecz i tak otrzymał odpowiedź.
- Nie powiedzieli. Tylko tyle, że jest to sprawa najwyższej wagi.
- Więc za ch... - nie zdążył dokończyć. Przerwał mu dzwonek telefonu. Nicollo uśmiechnął się tylko lekko i machnął ręką. Vito doskonale zrozumiał nie tylko rozkaz, ale także skąd pochodzi to rozbawienie. Ruszył odebrać telefon, by wrócić po kilku chwilach.
- Mój ojciec? - zapytał Nicollo zaraz po powrocie jego prawej ręki.
- Tak. Prosi o to, żebyś spotkał się z nim przed sądem, żeby porozmawiać o sytuacji.
Wampir pokiwał głową i wciągnął nieco dymu, trzymając go w ustach. Odłożył cygaro oraz papiery, powoli wypuścił powietrze i spojrzał w sufit.
- Przygotuj wóz... i broń. Możliwe, że się przyda. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. - rzucił w kierunku Vito, po czym zaśmiał się głośno. Ot tak, bez głębszego powodu.

*****

Czarna Corvette Convertible zajechała na parking, z prędkością “nieco” większą niż przepisowa. Mimo to, zgrabnie zajęła jedno z wyznaczonych miejsc, wciskając się pomiędzy dwa inne samochody.
- Na wszelki wypadek czekaj. Uważaj też, żeby psy nie zwęszyły broni. - rozkaz wydał Nicollo Leone we własnej osobie, opuszczając miejsce kierowcy. Poprawił płaszcz i rozejrzał się, dosyć szybko znajdując samochód, którego poszukiwał. Szybkim krokiem ruszył w tamtą stronę.
Antony czeka przy samochodzie na parkingu na przeciwko sądu. Widząc potomka mówi
- Witaj Nicollasie, cieszę się, że otrzymałeś wiadomość.
- Usiądź proszę. - dodaję wskazując samochód, w trakcie gdy ghul ściągnął mu płaszcz i otworzył drzwi samochodu, Zabydeusz następnie przepuścił przez nie swego Pana i oczekując z dłonią na kłamce aż do środka wejdzie Nicollas.
- Przybyłem najszybciej jak to możliwe. - odparł, wsiadając do samochodu.
- Wielce to dobrze bo w takich sytuacjach jest to wielce wskazane. - Powiedział Antony gdy usiadł na kanapie która była zamocowania zgodnie kierunkiem jazdy, a dwie zasiadające teraz z Nicollasem kobiety uwiesiły się na jego ramionach i uśmiechnęły czarująco mrugając mu na powitanie. Mężczyzna bez większego skrępowania objął jedną z nich na chwilę, posyłając jej krótki uśmiech. Więcej było w tym jednak fałszu niż szczerości, gdyż już chwile później stracił wszelkie zainteresowanie, skupiając się na tym co mówił jego ojciec.
- Takowe spotkania nie zdarzają się często i niezbędne jest byśmy podeszli do niego z wymaganą ilością uwagi. Możliwe także, ktoś będzie się starał nam zagrozić, liczę, że będziesz na to gotów. Postaramy się załatwić tą sprawę z maksymalną możliwą ilością łagodności, ale niech to nie zatrzyma twej ręki w chwili próby.
- Ojcze, moja branża nauczyła mnie szybkiego chwytania za broń, jeśli jest taka potrzeba, - zaczął, z pewną dozą arogancji wynikającej z wiary w swoje umiejętności - lecz również tego, że w pewnych sytuacjach słowo jest skuteczniejsze od kuli. W tej ścieżce jednak, twoje umiejętności jak i doświadczenie znacznie przewyższają me, więc pozwól, że w razie konieczności będę twą pięścią. - skończył mówić znacznie skromniejszym, więc uniżonym, głosem.
- Twe słowa wielce mnie radują Synu, chodźmy więc. Zobaczmy co przygotował dla nas książę - odpowiedział Anthony i po poczekaniu aż Zabydeusz otworzy drzwi, wsiadł z samochodu.

Wchodząc po schodach sądu Anthony zachował milczenie i w towarzystwie swego potomka i Zabydeusza skierował ideę do głównej sali.

*****

Nicollo, stojący nieco za swym ojcem, po jego prawej, nie okazał szczególnych emocji, gdy dowiedział się o śmierci starszyzny. Jedyne co zrobił to skrył prawą rękę pod płaszczem, którą grzebał tam przez chwilę. Po krótkim czasie wyjął tylko pager, zerknął na niego i skrył go z powrotem.
- Straciliśmy już wystarczająco inicjatywy. Bunkrowanie się to najgorsza rzecz jaką moglibyśmy zrobić. - wyraził swoje zdanie i na tym ograniczył swoją inicjatywę. W końcu on nie był tutaj od gadania, lecz działania. Być może nawet tym właśnie się zajął, wodząc wzrokiem z jednej osoby na drugą i szukając jakiegokolwiek przejawu agresji. W końcu, jako Lasombra, miał się czego obawiać, mimo że mu osobiście ta cała wojna była obca... aż do teraz.
 
Elas jest offline  
Stary 19-12-2014, 08:48   #14
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 601 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
Anthony kroczył pustymi korytarzami sądu słuchając się z przyjemnością w ciche skrzypienie pokrytych boazerią ścian i wyciągając zapach starego papieru i tuszu drukarskiego, przypomniały mu się czasy gdy, jeszcze jako nędzny śmiertelnik sam był prawnikiem. Drzwi do głównej sali były uchylone Zabydeusz wystąpił krok naprzód i otworzył je by dwójka Lasombra mogła wejść, a następnie stanął po prawej stronie drzwi pod ścianą by tam, zazwyczaj z resztą co znaczniejszych ghuli starszyzny oczekiwać na koniec zebrania.

Anthony zdziwił się, że starszyzny nie pojawiła się ale zanim nawet jeszcze sługa Księcia otworzył usta sytuacja lekko się wyklarowała. Sługa drżał lekko, a gdy Anthony wszedł do pomieszczenia spojrzał na niego z przestrachem, poza tym zacierał z niepokojem dłonie. Zmieniła się także jego postura, na środku sali nie stał już ghul najpoteżniejszego wampira w mieście czekający z dumą na pojawienie się swego Pana, a zwykły zlękniony śmiertelnik.
Anthony przeszedł przez środek sali witają się lekkim skinieniem głowy z Kaenitami których znał. Gdy był na wysokości pierwszego rzędu z za biurka na którym zazwyczaj siedzi oskarżyciel zabrał krzesło i przeszedłeś obok ghula skierował się w miejsce gdzie zasiadali zazwyczaj starsi do nawy sędziowskiej. Tam skierował się ku lewemu jej krańcowi, postawił przy krawędzi i lekko z tyłu ostatniego fotela trzymane w dłoni krzesło wskazał je swojemu potomkowi , a sam usiadł na fotelu sędziego pomocniczego. Gdy ghul zetknął w jego stronę gestem dłoni nakazał mu mówić, byli ostatnimi z przybyłych nie było potrzeby by dłużej zwlekać.

W trakcie opowieści Alistera Lasombra przyglądał mu się z pełnym zainteresowaniem. Wieść, że jeden Kaenita zdołał, przynajmniej w założeniu, samodzielnie zgładzić niemal całą starszyznę było niepokojące, a sugestia jakoby Estreicher miał zostać tymczasowym księciem wydawała mu się przynajmniej dziwna, jego zdaniem na to stanowisko w grupie która rozciągała się przed jego oczami było tylko dwójka kandydatów On sam i Morgan Förnster, ale postanowił nie komentować tematu zwłaszcza, że sam zainteresowany prawie natychmiast zaprotestował.
Widząc swobodnie dłonią po blacie sięgnął po młotek sędziego i powolnym ruchem obrócił go w dłoni oczekując aż większość zgromadzonych wyrzuci z siebie pierwszą falę komentarzy, następnie celowo pozwolił sobie odłożyć przed siebie na blat biurka młotek w taki oto sposób by rozległego się ciche stuknięcie które zwróciło na niego uwagę ghula i co czujniejszych Kaenitów. Wstał następnie i głosem donośnym i stanowczym acz nie nachalnie jak przystało na osobę zaznajomioną w sztuce erudycji powiedział.
- Towarzysze moi w nocy - tu pozwolił sobie na chwilę pauzy by udać wszystkim możliwość spojrzenia na niego.
- Wielka stała się tragedia, że najznamienitsi z nas zaznali ostatecznej śmierci, lecz zachowajmy zdrowy rozsądek. Staliśmy się celem ataku, pierwsza półapka została już użyta, drugą zastawiona już nie na naszych minionych przywódców lecz na Nas samych, już czeka. Lecz jeżeli mogę zasugerować nie będą to już kły i pazury naszych wrogów czy eksplozje płomienia. Brak naszych starszych pozostawił nas słabymi pozbawionych wpływów, do których dostępu ci którzy polegli od lat nas odcinali, nasz wróg to wykorzysta. Rajd policji na nasze domy nie jest już niemożliwy, Szeryf Dimitri nie zatrzyma już tych zdarzeń, straż pożarna teraz może zignorować pożar naszych schronień, a banki cofnąć nasze aktywa. Oczywiście natychmiastowe działanie także są niezbędne, ci z Nas zaznajomienie ze sztuką Nadwrażliwości powinni się udać do znanego nam miejsca pobytu Sabatnika, a ci z nas którzy szczycą się mianem wojowników. - tu skinął na obecnych wśród zebranych Bruhja. - Winni przeprowadzić jakąś formę kontrofensywy. W związku z tym zwracam się do ciebie nasz nowy regencie. - tu skłonił się nieznacznie - O wyrażenie zgody by obecny tu mój potomek mógł nie skrępowany przejąć kontrolę nad jednostkami śmiertelnych stróżów prawa w tym rejonie. Tworząc w tym procesię niezbędną ilość sług i naginając wolę śmiertelnych. Ja sam natomiast jeżeli nie stanowi to problemu zajął bym się sądownictwem. Każdy z nas który nie bezpośrednio będzie się zajmował zgładzeniem naszego adwersarza powinien zaprawdę uczynić podobnie -
Tym stwierdzeniem zakończył swoją przemowę, lecz już siedząc pozwolił sobie jeszcze zwrócić się do Erika Schmidt'a.
- Pomysł z ostrzeżeniem śmiertelnych znacznie bardziej osłabi nas niż zdrajcę Panie Schmidt, on jest jeden nas wielu, a zapewne nie wszyscy z nas utrzymują stałą grupę żywiecieli. Poza tym zwiększy to także czujność populusu przyciągające więcej uwagi do naszych i przeciwnika posunięć grożąc maskaradzie.-
 
__________________
Nowa sesja dark sci-fi w planach zapraszam do sondy

Ostatnio edytowane przez czajos : 20-12-2014 o 09:23.
czajos jest offline  
Stary 19-12-2014, 16:05   #15
Cai
 
Cai's Avatar
 
Reputacja: 2083 Cai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputację


[MEDIA]http://fc02.deviantart.net/fs71/i/2010/163/8/7/Loree_Lamia_by_StandAlone_Complex.jpg[/MEDIA]

Nietoperz siedział wciśnięty za belkę okrytego cieniem sufitu. Ostatni z ludzi odzianych w skórzany fartuch opuścił halę. Zgrzyt pociągniętej dźwigni odebrał lampom energię, pogrążył maszyny w ciemności. Miejsce kaźni, bogato wyposażone w metalowe haki, ostrza, pojemniki i kadzie. Przesiąknięte zapachem krwi i śmierci. Zwierze zwolniło chwyt, zamiotło skrzydłami i szybując na skórzastych błonach zanurkowało w czerwonej cieczy. Tonęło, aż spoczęło na dnie. Posoka zalała jej usta, wypełniała żołądek. Jeden z momentów pozwalających odciąć myśli. Smak wlewający się w gardło przesłaniał cały świat. Chwila bliska wieczności.

Ze zburzonej tafli wyłoniła się głowa, blade ramiona i reszta sylwetki w makabrycznym wydaniu narodzin Wenus. Bogini ociekała krwią. Zaszczyciła puste pomieszczenie spojrzeniem płonących oczu, oblizała oblepione przedramię i rozpłynęła w dym. Ciecz tracąc zaczepienie wampirzego ciała zawisła w powietrzu i strugami opadła do zbiornika.

Dryfowała wzdłuż drogi, ulotna jak wieczorna mgła. Raz po raz omiatana światłami reflektorów, raz po raz rozcinana kołami rozpędzonych pojazdów. Przed nią rosły kontury zajazdu. Napis "Butchery House - Bar-B-Q" tlił się w powietrzu. Promieniował fioletem neonu.

"To już kolejna noc. Kolejna z nocy mej hańby. Ile jeszcze? Cała wieczność brzmi ponuro, okropnie ponuro."

Przez ostatnie lata czas dłużył się niemiłosiernie. Dziewczyna przemierzyła wszystkie okoliczne hrabstwa, sporadycznie zbliżała do centrum. Wtedy zwykle pojawiał się ktoś, kto bardzo chciał z nią walczyć. Unikała tego, wolała się wycofać. Głównie spała, jadła i patrzyła na wyprowadzoną z baru butelkę whiskey. Za życia lubiła alkohol, teraz bardzo jej go brakowało, zwłaszcza teraz.

Z wnętrza lokalu dobiegała muzyka. Zwabiła ją do środka. Chociaż nigdy wcześniej nie słyszała tej melodii, wydawała się dziwnie znajoma. Zobaczyła opustoszałe wnętrze, jedynie kilku bywalców, niewielu przejezdnych. Zajęci swoimi sprawami. Pogrążeni w rozmowach, wpatrzeni w talerze. Piosenka płynąca z szafy grającej rodziła w niej niepokój. Nie mogła wyzbyć się cierpkiego uczucia, że coś jest nie tak, bardzo nie tak.

El Diablo you are like a fountain blowing dust
Peddler of delusion, dire confusion and disgust
As you hook your mark with joyous heart you up the price
Take your pleasure elsewhere cast your gaze not on my life

Ktoś zaczął się zbliżać, wyciągnął monetę, pragnął zmienić utwór. Bezwiednie wstrzymała jego ruch silnym uściskiem, warknięciem "Zostaw". Próbując wyszarpnąć rękę, napotkał jedynie na palący ból paznokci zagłębianych w skórze.

El Diablo I can hear you calling in the night
Pass me by in silence I'll not follow you tonight
Beat your breast like thunder vent your anger with a howl
You'll not pull me under I'll not tremble at your growl


Puściła, mężczyzna odszedł parę kroków nim odważył się wycedzić "obłąkana dziwka". Zignorowała go. Z transu wyrwał ją dopiero sygnał telefonu stojącego za ladą. Odebrał barman. Treść dialogu musiała dotykać jej osoby. Teraz palcem wskazywał słuchawkę i przywoływał do siebie. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie powinien wiedzieć, że tu jest. Zbliżyła się do aparatu. Krótką wymianę zdań zakończyła stłumionym przekleństwem. Wyszła w chłód nocy. Rytm flamenco nie chciał opuścić jej głowy. Dopiero warkot silnika i wiatr we włosach pozwolił dziewczynie się uspokoić. Czerwono-biały Plymouth Fury mknął po asfalcie. Wampirzyca niewiele uwagi poświęcała drodze. Jedną ręką operowała kierownicą, drugą grzebała w schowku. W najmniejszym stopniu nie przeszkadzało to we wciskaniu pedału gazu do samej podłogi.

- Śmieci, śmieci... o красивая девушка - wzrok wampirzycy spoczął na zdjęciu podpisanym ładnymi, dużymi literami "Twoja Christine". - Szczęściarz z ciebie panie to-mój-wóz.

Włączyła radio. Kilkukrotnie zmieniała stację. Nie znajdując nic ciekawego, zadowoliła się piosenką o czerwonym kapturku*. Drzewa, drzewa, znaki, kości zawieszone nad lusterkiem. Złe wilki. Naszła ją nieodparta ochota na samobójstwo. Nie wyrobiła na kolejnym zakręcie.

Pojazd przeciął bokiem barierę, wyrzucony w powietrze wykonał obrót i koziołkując zamieniał się w kawał pogiętej blachy. Zastygł, leżąc na dachu, spod maski wydobywał się dym, radio wciąż grało.

~*~*~*~

Sala sądu, miejsce skąd wybrani mogli ferować wyroki. Żyjesz, nie żyjesz, spędzisz wieczność w gułagu. Car wrócił do przodków, Primogen nie pozostawał dłużny. Nie zobaczyli w porę wiszącego nad głowami topora. Żadna strata, oszukiwali los wystarczająco długo. Świat z perspektywy ławy przysięgłych był taki odległy. Zastanawiała się, dlaczego teraz, dlaczego właśnie teraz Gerold się ujawnił? Proste, oczy silnych graczy zwrócone są gdzie indziej. Żołnierze czekają u progu. Bramy zostały otwarte. Słowa ghula nie poruszyły jej w najmniejszym stopniu.

Próbowała ocenić co ją tu jeszcze trzyma. Te istoty? Nie, była pierwsza, która mogła zawołać - pozarzynajcie się nawzajem. Gdyby tylko nie było jej tak głupio. Gdyby i ona nie przynależała do "gatunku V". Odroczyła analizę na późniejszy czas. Partia została rozpoczęta, biali wykonali ruch. Podjęła decyzję - zagra więc z czarnymi. Wojna dla samej wojny, czy to kolor pionów, przynależność państwowa, różnice ideologiczne. Bez znaczenia. Wmawiają sens, którego i tak nigdy nie ma. Już przerabiała tę lekcję. Wojna to wojna, zabijać ubranych w inne mundury. Brzmiało nieźle na tle wieloletniej stagnacji.

Co mogła teraz zrobić? Nie było trudno przewidzieć, że po masowym mordzie zostanie zwołane coś na kształt zebrania. Resztka niedobitków w jednym miejscu i jeśli Gerold ujął to w planie, niedługo nastąpi atak. Konwencjonalne prucie z karabinów i otwieranie flaków ostrymi przedmiotami lub mniej konwencjonalne wysadzenie budynku. Osobiście zrobiła by to drugie, później to pierwsze. Z cichą satysfakcją uśmiechnęła się do dawnej siebie. A jeśli ostrzał to... z ławy przysięgłych oczywiście, przy wcześniejszym odcięciu dróg ucieczki. Przybiła sobie piątkę, by za chwilę posmutnieć, ogarnięta nostalgią za starymi czasami, twarzami, których już nigdy nie zobaczy.

"Nie gadaj, jeśliś nie pewny, że nie siedzisz na bombie". Postanowiła zrobić rundę wokół obiektu i sprawdzić, czy nic nie wzbudzi jej podejrzeń. Najpierw miała zamiar zbadać pomieszczenie obrad ławy. Wślizgując się pod drzwiami lub jeśli to możliwe zaglądając przez okna od zewnątrz. Podobnie inne pokoje, a jeśli coś byłoby nie tak? Reakcja zależy tylko od tego jak dużo tego nie tak będzie.

* Little Red Riding Hood - Sam The Sham & The Pharaohs
 
Cai jest offline  
Stary 19-12-2014, 22:37   #16
 
Iakovich's Avatar
 
Reputacja: 53 Iakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodzeIakovich jest na bardzo dobrej drodze
Kilka miesięcy wcześniej
-Wypierdalać to nie zjazd dla maminsynków, nie szukamy nowych cip, potrzeba nam ludzi szukających wrażeń, znających ból. Tradycyjne przywitanie świerzaków zawsze skutkowało, bar pomniejszył się o kilka osób. Ale to był początek teraz zacznie się prawdziwa zabawa z świerzakami.

Kilka tygodni wcześniej

-Jak pojawiliście się było was 13, teraz jest 6 ciekawe czy choć 2 zostanie do końca i dostanie naszywki. Diabelski uśmieszek nie schodził z twarzy RD.- Wasze zadanie na następne tygodnie, potrzebujemy trochę spokoju koło naszych lokali załatwić to z miejscowymi.

2 dni wcześniej

https://www.youtube.com/watch?v=DED812HKWyM
-”Kurwa jego mać” Grzegorz przeklinał w myślach deszcz padający całą noc. Musiał zmienić całe plany nie mógł prosić o pomoc siły wyższe albo wykorzystać ostanie zgromadzone moce zdobyć choć trochę potrzebnej potęgi.

Noc obecna

Pobudka na złomowisku była ciężka poprzedniej nocy zmusił się by dokonać rzeczy niemożliwej, dokonał tego i teraz mógł ruszyć w miasto je przetestować. Zdążył tylko wsiąść na motor gdy z budki strażnika wybiegł ochroniaż krzycząc że pilny telefon.

-Tak słucham, ```````````````````zjawie się natychmiast.
Mina Grzegorza mówiła sama za siebie był wściekły musiał się jak najszybciej dostać do sali sądowej. Jeśli to co usłyszał jest prawdą to miasto ogarnie woja i to nie ta którą chciałby teraz tu mieć

Sala Zebrania

-Co jest KURWA czy wszyscy ocipieliście Sabat wybija nam władze a wy zastanawiacie się pierw co z ludźmi Lewa ręka bezwiednie chwyciła za nóż. Ja jestem może prosty ale podzielmy się na 2 grupy off i def. Pierwsza szuka pomioty do zlikwidowania druga niech zajmie się niwelowaniem skótków zajść. Choć co ja tam wiem jestem tylko chłopcem od bicia. splunął w kąt zapominając gdzie się znajduje po czym oparł się o ścianę.

Wypowiedź Marchinga miała swój sens ale musiał wtrącić swoje trzy grosze-Dobra nie pierdolcie tyle przejdźmy do działania, ale każda z grup nich ma jednego z przedstawiciela drugiej strony da to jako takie szanse utrzymania obu grup przy nieżyciu.
 
__________________
" Blood blood for the BLOOD GOD"

" Jack ty znowu w mieście?? Księżna już wie??... rok minął i chyba wszyscy zapomnieli już o wieżowcu "

Ostatnio edytowane przez Iakovich : 19-12-2014 o 22:40.
Iakovich jest offline  
Stary 20-12-2014, 11:48   #17
 
Halfdan's Avatar
 
Reputacja: 285 Halfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skał
Alister słuchał Kainitów, między czasie myśląc o Tzimisce. Był tutaj z nami tyle lat, myśleliśmy że wiemy o nim wszystko, a tak naprawdę nie wiedzieliśmy nic. Próbował sobie uporządkować w głowie znane fakty o nim i ustalić co jest prawdą a co nie.
Cytat:
Gerold Wademann z klanu Toreador syn prawdziwie martwej już Amandy Bolton z Brighton był księgowym i sekretarzem księcia Władimira, spisywał i katalogował dla niego wszelakie informacje dotyczące całego miasta. Bez wątpienia był najlepiej poinformowanym wampirem w mieście, wydawało się że znał wszystkich lokalnych Kainitów i ich sługi, wpływy, powiązania i zależności między nimi. Często bywał w Elizjum i był na bieżąco z wszystkimi plotkami. Niektórzy uważali go za książęcego szpiega i go unikali. Jeden raz widziano go nawet w towarzystwie Malkaviana Johanna. Rzadko używał swojej pozycji w klice rządzącej miastem, mogłoby się wydawać że nie lubił tej pozycji, a utrzymywał ją tylko po to by samemu nie mieć problemów.
Na oko był około sześćdziesiątki, brązowe niegdyś włosy miał ozdobione siwizną. Ubierał się schludnie, w ciemne kolory. Był ciepły i przyjazny, słuchał z zainteresowaniem, przyjemnie się z nim rozmawiało na każdy temat. Nie był jednak gadułą, wiedział kiedy przestać mówić. Nie był nachalny i nie zadawał niezręcznych pytań. Był bardzo konkretny i skrupulatny, często notował różne rzeczy w notesie, nigdy się nie spóźniał, dotrzymywał obietnic, nawet tych błahych. Nie lubił mieć długów i spłacał wszystkie najszybciej jak się dało, nawet jeśli chodziło o 50 centów. Był spokojny i opanowany, przemocy używał w ostateczności. Nie był rasistą.
Jego domeną było Deer Park. W tej dzielnicy oprócz kilkudziesięciu domków z głównie francuskimi i włoskimi mieszkańcami znajduje się jeden z najlepszych na świecie ogrodów zoologicznych i główna atrakcja turystyczna regionu. Gerold sprawuje nad nim kontrolę i nie lubił gdy któryś z Kainitów się tam zjawiał, grzecznie dawał do zrozumienia by goście się oddalili. Sprawował też kontrolę nad niewielką dzielnicą Elkhorn w zachodniej części miasta, w której znajdują się najbardziej prestiżowe szkoły średnie w stanie. W tej domenie z chęcią witał wszystkich gości w swoim domku w samym sercu sąsiedztwa. Oprócz tego pełnił rolę kustosza dworu księcia w Joslyn Castle, miał tam swoje biuro i kwaterę.
Przybył do miasta w 1928, w czasie gdy szalała prohibicja, dwa lata po przejęciu przez Władimira władzy nad miastem. Szybko zdobył zaufanie ekipy rządzącej i został przyjęty w jej szeregi.
Gerold miał liczne grono sług. Ich życiorysy wyglądały podobnie: dobierał głównie najlepszych absolwentów szkół średnich które kontrolował, których następnie wychowywał i przyuczał po swojemu. Niektórzy z nich służyli mu od dziesięcioleci. Sześciu z nich zginęło 3 lata temu podczas krwawych łowów na jednego z anarchistów z klanu Nosferatu. Od tamtego czasu Gerold nie przyjął nowego ghula, choć na pewno szukał nowych kandydatów. Wśród jego podopiecznych znajdowali się m.in. Jason McKinley – najstarszy z ghuli, który pełnił rolę ochroniarza; Sue Morrigan – córka farmera z centralnej części stanu, potrafiła tworzyć portrety o jakości niewiele ustępującej fotografiom; Brandon Freeman Junior – afroamerykanin, posiadał talent do kaligrafii, często pisał dyktowane mu listy; Amelie Wademann – adoptowana córka Gerolda, drobna dziewczyna o czystym, wysokim głosie oraz Sam III Jackson – afroamerykanin świetnie grający na skrzypcach.
Już miał pytać do której kwatery Gerolda ma prowadzić Adama, gdy z zadumy wyrwał go nagły hałas. Alister spojrzał do góry i zobaczył nieproszonych gości. Chyba jednak wyląduje dzisiaj pod tym stołem...





Francesco uśmiechnął się od ucha do ucha uchylając drzwi od szafy. Udało się, jego informator mówił prawdę, naprawdę byli w sali przysięgłych. Powoli odsunął wiszące togi i cicho wygramolił się do pomieszczenia.. Dał znak swym towarzyszom i gęsiego wypełzli z szafy. Drugi był Alessio, potem wyszli kolejno gruby Leonardo, Santino zwany Kołatką, kolejny Alessio zwany Carbonara, Benito i młody Paolo, który podawał broń. Gdy jego towarzysze odbezpieczali broń, Francesco wyjął klucze i podszedł do zamka. Paolo poświecił mu zapalniczką, w drugiej ręce miał butelkę z benzyną. W tym momencie pod drzwiami zaczął przetaczać się dym.
-Kurwa chłopaki, pewnie Alfredo zaczął zadymę bez nas. Wpadamy! - powiedział już troszeczkę głośniej, otworzył drzwi i wybiegli na ławę przysięgłych. Uśmiechnął się z ironią, teraz to oni byli ławnikami. Było ich akurat siedmiu, mieliby więc większość w standardowej dwunastce. Każdy z nich mógł zeznawać i podać dobry powód by wydać wyrok. Ojciec Francesco stracił dorobek życia, Alessio dwa palce, Leonardo brata, Kołatka reputację, Carbonara przyjaciela a Paolo siostrę. Wszystkiemu winna była bestia, hydra i jej liczne głowy, która nie potrafiła zaakceptować swojego miejsca w społeczeństwie. Nicollo Leone. Do tej pory don Gaspare powstrzymywał ich przed vendettą, jednak dzisiaj dał im zielone światło. Sześciu z nich miało starego dobrego Tommy'ego w rękach, zaś stojący z tyłu Paolo odpalił swój koktajl i rzucił na oślep. Francesco nie zastanawiał się już skąd wziął się ten dym pod drzwiami, mimo że nie było pożaru. Teraz już się jarało. Z ulgą zobaczył swój cel. Wszystko szło zgodnie z planem.
-And the verdict is guilty! - Uderzył butem w ławkę imitując dźwięk młotka sędziego. -Vaffanculo finocchio!! - krzyknął i nacisnął spust broni wymierzonej w Nicollo, a chłopaki uczynili to samo. Graj muzyko!
 

Ostatnio edytowane przez Halfdan : 20-12-2014 o 12:24.
Halfdan jest offline  
Stary 22-12-2014, 02:58   #18
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 7106 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Eric nie zabrakło refleksu i gdy ledwo kątem oka zauważył gangsterów z wrogimi zamiarami momentalnie rzucił się do pierwszego rzędu ław, zza którego barierką schował się przed ostrzałem. Następnie ruszył do alejki, która nie była ogarnięta ogniem od koktajlu Mołotowa. W trakcie tego manewru nieumarły usłyszał kanonadę z pistoletów i odgłosy trafionych. Po dotarciu do granicy alejki tremere wyjrzał, aby przed podjęciem dalszej walki, ale zobaczył, że za wrogami jest wampirzyca, która masakruje jednego z nich. Wnet przeciwnicy zostali pochłęci przez cień, który ich kompletnie stłamsił.


Widząc tą scenę Schmidt wstał, krzyknął:
- Trzeba zgasić te cholerstwo!
, a następnie zaczął się gorączkowo się rozglądać w poszukiwaniu sposobów zgaszenia ognia.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.
archiwumX jest offline  
Stary 22-12-2014, 03:32   #19
 
Gaeron's Avatar
 
Reputacja: 0 Gaeron nie jest za bardzo znanyGaeron nie jest za bardzo znanyGaeron nie jest za bardzo znany
Jefferson cisnął przeszkadzającym kijem w stronę przeciwników, i popędził w ich stronę wyciągając szpony. już miał doskoczyć do filara i zacząć się wspinać gdy dostał serią i już ranny zobaczył opadającą na wszystko wokół ciemność.
To ostateczna śmierć?! zdziwił się i przestraszył nim zdał sobie sprawę iż to sprawka jednego z lasombra. gdy wspiął się na górę zdał sobie sprawę że przestały padać strzały. w tłumiącej dźwięki ciemności starał się obezwładniać przeciwników z krzykiem, który miał przypomnieć jemu samemu*
- Żywcem ich! Żywcem!*
 
Gaeron jest offline  
Stary 22-12-2014, 09:10   #20
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 601 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
- And the verdict is guilty ! -
Okrzyk za znajdującej się tuż za nim ławy przysięgłych zaskoczył Anthonego, na początku myślał, że to Malkawian postanowił tym dramatycznym gestem zwrócić na siebie uwagę ale opowiadające w dół na niego i jego potomka lufy pistoletów maszynowych szybko wprowadziły co z błędu. Jego cera poszarzała, a skóra ściągnęła się niczym maska naciągnięte na gołą czaszkę, oczy natomiast stały się czarne jakby wypełnione smołą gdy zalała go fala gniewu. Grad kul posypał się z góry niczym ołowiany deszcz, co prawda większość kul przyjął na siebie jego potomek ale jeden z pocisków przebił prawy bok Anthonego, a drugi uderzając wyżej przeszedł przez bark i strzaskał łopatkę. Anthony nie przejął się jednak nimi zbytnio strzał w bok był dla nieśmiertelnego całkowicie niegroźny, a strzaskaną łopatkę zaleczył krótkim nakazem woli. Uleczenie swoich obrażeń nie zaspokoiło jednak morderczych zapędów starszego z Lasombra. Reagując na atak w tym samym momęcie co jego potomek wezwał z kryjące się pod balustradą plamy cienia dwie macki ciemności które niczym w magicznej sztuczne z ukrytą w pudle i przeszywaną ostrzami asystętką zagłębiły się w kuli mroku i zaatakowały ostrzeliwujących ich śmiertelnych. Głupcy nie mieli szans, ledwie sekundy później w stworzoną przez Nicolla kulę wbił się jeden z Bruhja, a z przytłumionych wrzaskach które wydobywały się z plamy mroku można było przypuszczać, że walka nie potrwa długo. Macki pochwyciły jednego z głupców i trzymając go za ramiona niczym rozciągniętego w powietrzu śmiesznego zbawiciela chrześcijan, wyciągnęła go z kuli i sprowadziły na dół przed obliczę Marchinga. Przerażenie które Anthony ujrzał na twarzy gangstera było absolutne wisząc zaledwie kilka centymetrów nad ziemią podtrzymywany przez macki płynnej ciemności na przeciwko istoty o nieludzki długich kłach, oczach pełnych mroku i skórze szarej niczym sama śmierć, która po otrzymaniu dwóch kul stała nieporuszona, a ślady po kulach znaczyły zaledwie dwie dziury w materiale białej koszuli i drobne plamki krwi.
- Puszczaj! Odejdz! Puść mnie, puść ! - krzyczał trzymany przez Anthonego człowiek.
- Milcz - wysyczał Anthony, a usta gangstera zamknął usta z takim impetem, że stojący obok nich Nicoll usłyszał kłapnięcie cie zębów.
Oczy Anthonego przyciągnęły spojrzenie jego ofiary jak magnes i chociaż ten z uporem próbował oderwać spojrzenie było to niemożliwe, ich oczy zdawało się nie dzielić powietrze, a dwa stalowe pręty spajające je w jedno .
- Powiesz mi teraz czy jest was więcej i kto was nasłał - powiedział Marching hipnotycznym ale wciąż drgającym z gniewu głosem.
- Opowiesz mi szybko, rzeczowo i ze wszystkimi istotnymi szczegółami. -
Nie lękał się o płomienie reszta sobie z nimi poradzi.

*****
Zabydeusz dostrzegł adwersarzy za późno. Może to wiek, może zamyślenia, to nie powinno się zdarzyć. Kule sięgnęły go gdy prawa dłoń trzymała już rewolwer, trzy ogniste szerszenie uderzyły w ciało lokaja niczym młot. Jedna przebiła płuco przechodąc przez klapę marynarki i ukrytą w kieszonce butonierkę, druga uderzyła w brzuch raniąc wątrobę i szarpiąc jelito, trzecia w prawą nogę przebijają udo i rzucając ghula na ziemię zapewne ratując mu życie bo chmara kul dzięki temu uderzyła nad jego głową. Zwykły człowiek skonał by po chwili na szczęście jego Pan zawsze chojnie obdarował go darem swojej Vitae i Zabydeusz dał radę uratować swoją egzystęcje. Z trudem podniósł się z kolan gdy krew jego Pana zasklepiła większość obrażeń, był on jednak teraz słaby i śmiertelnie blady, bezużyteczne puki jego Władca nie obdarzy go po raz wtóry darem krwi i choć brzydział go sama myśl, że mógł by okłopotać swego mistrza i o nią poprosić, miał nadzieję, że ten nie będzie wiele zwlekał.
 
__________________
Nowa sesja dark sci-fi w planach zapraszam do sondy

Ostatnio edytowane przez czajos : 22-12-2014 o 09:24.
czajos jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169