Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-12-2014, 21:53   #1
 
Halfdan's Avatar
 
Reputacja: 285 Halfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skałHalfdan jest jak klejnot wśród skał
[+18 wampir maskarada] Lis w kurniku

Cytat:
Our goal is not the victory of might, but the vindication of right; not peace at the expense of freedom, but both peace and freedom, here in this hemisphere, and, we hope, around the world. God willing, that goal will be achieved.
Thank you and good night.

Tymi słowami prezydent Kennedy zakończył swoją przemowę. Alister McGee wyciszył telewizor i w gmachu sądu hrabstwa Douglas nastała cisza. Na ekranie została wyświetlona mapa z szacowanym zasięgiem radzieckich rakiet zainstalowanych na Kubie. Na szczęście miasto Omaha w którym się znajdowali, zwane też Bramą na Zachód, było zbyt daleko by dosięgła ich ta śmiercionośna broń. Mimo to Alister, wysoki rangą oficer policji, był cały spocony i miał wiele powodów do zmartwień. Był ghulem, a jego wampirzy właściciel wczoraj został zgładzony. To oznacza że jeśli nie znajdzie wkrótce nowego pana to momentalnie się zestarzeje i straci siły. Nie będzie już mógł robić tylu rzeczy które uwielbia. Rozejrzał się po bogato zdobionej sali, patrząc po kolei na każdego z potencjalnych kandydatów. Nie pierwszy raz wzywał Kainitów do tego sądu. Za to pierwszy raz na fotel sędziego był pusty. Zwykle zasiadał na nim jego pan Dimitrij, który piastował funkcję szeryfa (lub udomowionego niedźwiedzia według niektórych) lub jego przyjaciel Władimir, wampirzy książę (nazywany carem). Teraz zaś obaj nie żyli i to właśnie jemu przyszło poinformować o tym zdarzeniu całą lokalną kainicką społeczność.



Drodzy Kainici - chciał zacząć pewnie, jednak jego głos się lekko załamał - mam dla was złą wiadomość. Książę Władimir, pani seneszal Melinda Flowers, Bosa Stopa, Jason Brandt, Alessio Bolzano, Natalie Bergmann... Nawet szeryf Dimitri nie dał rady. Wszyscy zostali zamordowani. Zabił ich Gerold Wademann! - ghul powoli tracił panowanie nad sobą - Byłem dzisiaj w Joslyn Castle. Znalazłem ślady walki, rozerwane ciała ich sług. Znalazłem porozrywane ubrania wypełnione szkieletami lub tylko samym prochem. Wszędzie pełno krwi - położył na biurki kilka zdjęć, które potwierdzały jego słowa - Znalazłem też Matta, ghula Melindy - Otworzył drzwi, którymi normalnie wprowadza się skazanych. Wszedł nimi wysoki brunet ubrany jak kamerdyner. Jego skóra na twarzy była zlepiona, jakby się rozpuściła i ponownie zastygła. Widać było tylko jedno oko. Usta były niechlujnie wycięte. Nim doszedł do biurka zaczął niewyraźnie bełkotać:
Co robić? Co robić? Gerold to Tzimisce! Sabatnik! Zabił księcia i szeryfa to pozabija i nas wszystkich! - Kamerdyner był przerażony, ogarnęła go panika i nie chciał mówić więcej, więc Alister powtórzył co usłyszał od niego wcześniej:
Matt był na miejscu. Usłyszał niepokojące dźwięki i zajrzał do pokoju gdzie obradowali starsi. Gerold walczył z szeryfem, oboje mieli potworne szpony zamiast rąk. Skryba złapał szeryfa za ramiona, które pękły z głośnym trzaskiem. Ciężko ranny Jason czołgał się do wyjścia, Melinda krzyczała by sprowadził pomoc. Matt cofnął się i pobiegł po wsparcie. Gdy wracał z ochroną, na schodach Gerold dopadł i ich. Niechlujnym ruchem zalepił wszystkim twarze by się udusili i pobiegł dalej. Matt przeżył tylko dlatego że wyciął sobie usta i oczy scyzorykiem. - mówił coraz szybciej, z wyraźnym już zdenerwowaniem - Zadzwonił po mnie. Gdy dojechałem na miejsce, nikogo już tam nie było. Same trupy. Zrobiłem zdjęcia i zamknąłem więc szczelnie cały budynek, postawiłem kilku policjantów by pilnowali wyjścia i zadzwoniłem po was. Wtedy jeszcze telefony działały... Później próbowałem zadzwonić do archonta McArthura, ale aparat telefoniczny już milczał! - odetchnął z ulgą. Zrzucił z siebie odpowiedzialność, teraz dowodzenie przejmie któryś z obecnych tu Kainitów. Tylko który?




Ghul próbował rozejrzeć się po się po twarzach zgromadzonych, jednak pierwszy z brzegu był Jefferson. Policjant nie ośmielił się nawet spojrzeć na Brujaha, zbyt się go bał. Miał nadzieje że Gerold też i przyszła mu do głowy nikła nadzieja że Tzimisce ucieknie z miasta. Dalej było jeszcze gorzej. Dwóch Lasombra, władcy ciemności, mistrz i uczeń, na bank sabatnicy, kto ich w ogóle przyjął do Camarilli, tylko czekać jak wbiją nam nóż w plecy. Czającego się w cieniu obrzydliwego Nosferatu też ominął wzrokiem, nie dziwił się księciu że nie przepadał za tym klanem i nie chciał ich tutaj. Następny był kolejny Brujah, tym razem przywódca gangu motocyklistów. Gorzej by było tylko jakby dowodził Murzyńskimi ćpunami. Najchętniej zamknął by go za kratami z dobrym widokiem na wschód słońca. Kolejny był Toreador, miły facet ale sterowany zdalnie z Londynu. No i chyba zbyt długo się nasiedział z Johannem. Oboje budowali schrony przeciwatomowe. Zaraz zaraz, teraz okazuje się żeto nie było takie głupie, nie głupsze niż "duck and cover". Na samym końcu było chyba największe utrapienie byłego już księcia – klan Tremere. Szkoda że najsilniejszego z nich nie było na miejscu, pozabijałby się nawzajem z Tzmisce. Alister bał się ich krwawej sztuki, raz widział jak wysączyli gościa z odległości 10 metrów. Krew sama z niego uciekła. Przerażający widok. Ci dwaj co przybyli nie robili takich rzeczy, ale cholera wie co robią w tej swojej fundacji... Brakowało mu jednej osoby, ale nie liczył na to że ona się zjawi. Johann, z klanu Malkavian był najstarszym wampirem w całym stanie. Dawał o sobie znać tylko wtedy gdy ktoś naruszył jego domenę i to nigdy osobiście. Krążyły plotki że widziano go tu i tam. Podobno włada mocą niewidoczności lepiej niż większość Nosferatu, kto wie może stoi tu gdzieś obok. Ah, brakowało mu jeszcze tej Rosjanki co krążyła po mieście. Ale pewnie się już stąd zmyła, albo współpracuje z Tzimisce.
Alister wziął głęboki wdech. Zdziwił się bardzo, w mieście nie było żadnego Ventrue. Kto teraz zostanie księciem? W głebi duszy uważał że żaden z pozostałych wampirów nie nadaje się na władcę. Poczucie obowiązku (był w końcu reprezentantem poprzedniej ekipy) nakazywało mu jednak przekazać komuś obowiązki. Wybrał speca od przetrwania, licząc pewnie na to że w bunkrze jest jakieś wolne miejsce.
- Proponuję by obowiązki księcia przejął pan Estreicher. Zamieńmy ten budynek w twierdzę i poczekajmy na przybycie Archonta. Napewno zjawi się lada moment – powiedział chociaż sam w to nie wierzył.

W telewizji leciał film instruktażowy, zawierał praktyczne wskazówki dotyczące zachowania w razie ataku. Ghul mimowolnie sprawdził gdzie jest najbliższy stół.

https://www.youtube.com/watch?v=IKqXu-5jw60




 

Ostatnio edytowane przez Halfdan : 19-12-2014 o 20:22.
Halfdan jest offline  
Stary 17-12-2014, 23:45   #2
Cai
 
Cai's Avatar
 
Reputacja: 2082 Cai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputację
Scully i Зола

(Dźwięk maszyny do pisania, wybija kolejne litery): Kilka dni wcześniej...

Bezchmurna noc. Most przy 275 wibrował wprawiany w drżenie ciężarem przejeżdżających pojazdów. Wampirzyca zbliżała się od strony Riverside Park, unosząc nad nurtem Missouri, stopiona z nadbrzeżną mgłą. Oddana jednej z tych podróży z położonym planem. Tylko miejsce docelowe było jak zawsze ustalone - kolejny świt. Jej uwagę przyciągnął ruch przy podporze. Kształt, dokładnie dwa, związane w dobrze znanym układzie. Dawniej, pewnie wywołałby w niej agresję. Zmieniła się, do tej pory nie mogła wyjść z podziwu jak bardzo. Teraz chciała tylko porozmawiać, z kimkolwiek, o czymkolwiek. Rozmowa pozwalała uporządkować myśli, tego jej było trzeba.
Czekała. Bezdomny, wypuszczony z objęć nieznajomego, stał na chwiejnych nogach pomiędzy granicą jawy i snu. Pojawiła się za jego plecami. Nie pozwoliła mu na powrót świadomości. Przerwała przytomność mężczyzny oszczędnym uderzeniem w tył głowy.

Przyłapany in flagranti szeroko otworzył usta. Jego ociekające krwią kły cofnęły się do naturalnych rozmiarów. Wygląd nieznajomego napawał odrazą nawet kogoś, kto podtrzymywał swoje nie-życie krwią innych. Nosił skórzany płaszcz, ciężkie buciory i zabłocony kapelusz z szerokim rondem. Ciekawski szczur wystawił pyszczek z głębokiej kieszeni.
- Doug, chyba daliśmy ciała - nieznajomy mówił do szczura, chociaż czerwone oczy miał wlepione w kobietę. - Dzięki, za... No wiesz - wskazał na odrzuconą nieopodal gałąź. - Jestem w mieście od niedawna i jeszcze nie do końca chwytam co i jak. Mam nadzieję, że nie naruszyłem twojej domeny, pani ...?

- Domeny... - Uśmiechnęła się z przekąsem. Ulubione słowo rosyjskojęzycznego mężczyzny o aparycji goryla, zaraz przed "ubije jak psa" i "będziesz błagać o śmierć, шлюха!" Kto by pomyślał. Umrzyki tak lubią reguły. Strefy wpływów, ograniczanie konfliktów, utrzymanie egzystencji. Ruda pominęła pytanie o personalia.
- Нет, не мое, но uważaj, tu najpierw biją, później będą gadać. Как z kim jeszcze zostanie. - Przyjrzała się dokładniej stojącemu przed nią Nosferatu, faktycznie był paskudny. Na tyle, że przez moment pożałowała decyzji o rozpoczęciu rozmowy. Zapragnęła wymazać go sprzed oczu. Mogła spróbować ogniem... lub alkoholem.

Wyciągnęła butelkę whiskey. Wyprowadzona z baru wskutek nieodpartej, wewnętrznej potrzeby. Odkręciła nakrętkę i zbliżyła gwint do ust. Trwała tak dłuższą chwilę, ostatecznie zadowalając się samym zapachem. Westchnęła krótkim "ale to wszystko popierdolone" i ostrożnie postawiła półlitrówkę przed bezdomnym.
- Na ból głowy. - W jej głosie brzmiała nuta zazdrości, spowodowana brakiem możliwości doprowadzenia się do podobnego stanu kompletnego upojenia. - Честно? Słaby wybór. Mało ugrasz. Car każe leżeć nisko. Что, ty marzysz o zamachu? - Rzuciła nieświadoma wydarzeń, które miały nadejść, a których wizja wydała się co najmniej zabawna.

Nosferatu wsłuchiwał się w niezrozumiałą dla niego mieszankę jakiegoś wschodnioeuropejskiego języka (pewnie rosyjskiego) i angielskiego. Wszystko okraszone paskudnym, zbyt miękkim akcentem. Uniósł flaszkę chwytając ją dwoma palcami i skrzywił się z niesmakiem. Wyglądało to dość upiornie i groteskowo (cały Scully!).
- Kiedyś ozłociłbym za taki dar. Teraz muszę podziękować. Wiesz, kłopoty żołądkowe. Tak czy inaczej, dzięki!
Rozejrzał się w koło - pod ich nogami leżał oszołomiony mężczyzna, lecz krył ich ruchliwy most. Z łatwością chwycił bezdomnego, posadowił go opierając o mur i tak zostawił. Kiedy facet się ocknie, będzie miał królewskiego kaca.

Szczur przebywający w kieszeni pisnął żałośnie i znów wychylił pyszczek.
- Cicho tam - Nosferatu wepchnął go z powrotem.
- Scully Juergens. Co masz na myśli mówiąc o "zamachu"? - zmrużył oczy.

- Kłopoty żołądkowe. - Powtórzyła. - Не говори, ja z Rosyji, mnie boli podwójnie. - Zlustrowała szczura ukrytego w kieszeni wampira. Każdy robi co może by zapchać pustkę. Ciekawe, czy zwierz ma coś interesującego do powiedzenia? Ciekawe, czy mózg mu na to pozwala? Prędzej Czacha sam ze sobą gada. Projektuje głos na gryzonia. Imię Scully nijak jej nie pasowało do aparycji Nosferatu, w myślach ochrzciła go череп, czachą. Trwała w milczeniu nim nagle uniosła głowę, jakby sobie o czymś przypomniała.

- Zamach, powiedziałam zamach? - Z niedowierzaniem przesłoniła usta palcami o zatopionych w czarnym lakierze paznokciach. Rozejrzała wokół, udając nerwowość. - Bredzę jak Anarchista, szukający товарищи broni..? Muszę się lepiej maskować. - Ostatnie zdanie wygłosiła bardzo konspiracyjnym szeptem. Na powrót spoważniała. - Tyle, что tej władzy nie sposób kochać. Doigrają się собаки. - Przeszła się tam i nazad, w końcu oparła plecami o ścianę zabazgraną szpetnym graffiti. - Вы увидите, ty Nosferatu. Tutaj Nosferatu są tu traktowani jakby specjalniej... jakby który za dzieciaka wszedł do carskiej wanny i bliżej się poznał z jego bladym tyłkiem.

Scully strzelił palcami i kończąc ten ruch wymierzył w jej stronę palec: - I doskonale się składa! Będę mógł im pokazać, że prawdziwe perełki wygrzebuje się z śmietników, a nawet bardziej cuchnących dziur - uniósł dumnie podbródek i obnażył kły.
- Co do kąpieli - nie praktykuję od dawna, nie licząc rynsztoków - zarechotał. - Tyły mam więc raczej zabezpieczone - puścił jej oko. - Mniemam, Towarzyszko, że miasto pęka w szwach od ruskich?

- Rzuć kamieniem, na pewno jakiegoś trafisz. - Drapała się po rudej czuprynie, próbując posegregować skład miejscowej Rodziny. - Много Krzykaczy. Wielcyj panowie o niemieckich, włoskich i radzieckich nazwiskach. Taka малая Europa. Jest i Polak. Rozbija się z motorowym gangiem. Ten jest казак. Ostatnią perełkę zaczepił na łańcuch i ciągnął po asfalcie do oskórowania. - Zrobiła pauzę. - Tak, więc ten... witamy w mieście. - Przyłożyła dłoń do ust, naśladując dźwięk urodzinowej trąbki, po którym nastąpiło - Badaaah! - Wybuch bomby z confetti.
 
Cai jest offline  
Stary 18-12-2014, 02:13   #3
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 4829 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Chwili, gdy personel Zakładu Badań Parapsychicznych kończył szykować ochotników do poddania eksperymentom nad hipnozą kancelarii rozbrzmiał się ważny telefon. Eric Shmidt, potężny Tremere żwawo się tam udał i po odebraniu telefonu dowiedział się, że jest wezwane pilne zebranie lokalnej społeczności wampirów w sądzie. Tremere uważnie się dostosował do na to zebranie. Po drodze na drodze wyjazdowej do Bazy Lotnictwa Strategicznego spotkał równie zaaferowanego Morgana Förnstera.

Na zebraniu tym ghul Alister McGee woźny tego sądu ujawnił wiadomość straszliwszą od pocisków nuklearnych rozmieszczonych przez Sowietów na Kubie. Z ust Alistera wszyscy kainici usłyszeli renegat wampirzego rodu Gerold Wademann wymordował miejscową elitę! Gdy pierwszy szok minął Eric doszedł do wniosku, że mogło dość do tego co od wieków przeraża wszystkich nieumarłych, to znaczy, że została rozpętana Wojna Krwi. Tremere już od dawna podejrzewał, że zaczęto gwałtownie się do niej szykować, kiedy wybuchł wyścig zbrojeń, kiedy będąc żywym młodym Niemcem był zaangażowany w prace nad różnymi Wunderwaffe dla Cesarza, a następnie "Führer'a".

Ledwo przebrzmiała propozycja woźnego w sprawie wyboru tymczasowego przywódcę, żeby wstrzymać ewentualne awantury o władzę i nakierować działania na rozsądne tory, Eric gwałtownie wstał, odwrócił się do mianowanego Brytyjczyka i się odezwał:
Panie Estreicher! Ja proponuję sprawdzić czy ta ohydna zbrodnia nie łączy się z obecnym kryzysem nuklearnym, w od wieków znany spisek, który wszyscy Spokrewnieni nazywają Wojną Krwi. Zatem chciałbym zarekomendować połączenie ryglowania się w twierdzy z podjęciem wysiłków w celu nawiązania kontaktu z innymi społecznościami wampirzego rodu, aby się zorientować w sytuacji.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.

Ostatnio edytowane przez archiwumX : 22-12-2014 o 02:59.
archiwumX jest offline  
Stary 18-12-2014, 09:42   #4
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 601 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
Lśniąca czarna limuzyna bentley S3 mknęła ulicami pograżonej w śnie Omahy, mijając zamknięte sklepiki i domy, kierowca wprawnie ominął wszelkie nierówności i prowadził pojazd do budynku sądu. Siedząca na tylnich siedzeniach istota przysłała wpatrując się bez zainteresowania w przemykający za oknami obraz.
- Po co ich wezwano ? -
To pytanie zabrzmiało w umyśle Antonego za raz po tym jak jego ghul przekazał mu wiadomość od jednego ze sług "mości nam panującego ". Takie zebrania zdarzały się niezwykle rzadko w swojej trwającej już prawicę setkę lat egzystencję był na takowym jak dotychczas tylko raz, gdy jeszcze w Europie pod ochroną swojej rodzicielki książę zebrał wszystkich Kaenitów by obwieścić krwawe łowy na jednego z anarchistów. Może i tym razem ktoś zasłużył na prawdziwą śmierć ?

Samochód zatrzymał się pod barokowo wykończony budynkiem sądu przerywając jego rozmyślenia.
- Zebydeuszu, czy poinformowałeś Me Dziecię o tym zebraniu. ? - zapytał Antoni zerkając pobieżnie na kierowcę.
- Oczywiście Panie, chociaż dowiedziałem się, że i on został bezpośrednio poinformowany. Zgodnie takze, z Pańskim rozkazem przekazałem mu Pańskie życzenie by przed wejściem do budynku zechciał zaszczycić Pana chwilą rozmowy.- odpowiedział skwapliwie siedzący za kierownicą mężczyzna, to właśnie Zabydeusz był ghulem Antonego który poinformował go o zebraniu.
- Dobrze - skwitował krótko wampir. Zawsze wypadało założyć, że całe to zebranie było farsą i istniało jedynie jako pretekst by pozbyć się Antonego i Nicolla. Cóż to by była są sceną, ogłosić krwawe łowy bądź wygnanie na dwójcę Lasombra w sali sądowej. Ale nie ukrywając szansę na takie rozwinięcie się sprawy było raczej nikłe. Możliwe, że po prostu któryś z członków starszyzny chcę po prostu przypomnieć o swoim istnieniu i pognębić trochę młodą krew miasta.
Antony wsiadł z samochodu i wyszedł w mrok nocy, dwie siedzące na drugiej kanapie kobiety poruszyły się by wyjść z nim ale Anton zatrzymał je ruchem dłoni. Młodę piękne i inteligentne stanowiły miłe towarzystwo w ciągu długich nocy Omahy ale w obliczu spotkania w którym miał teraz uczestniczyć Anthony mogły stanowić co najwyżej przekąskę. Widząc, że jego Pan wychodzi Zbydeusz także wsiadł z samochodu i zarzucił na ramiona Antonego płasz, a następnie z szacunkiem oddalił się pół kroku w oczekiwaniu na dalsze polecenia.
- Powinien być tu lada moment Panie - powiedział kierowca obserwując ulicę. Anthony jednak nie słuchał go gdyż wpatrując się w budynek sądu, znowu pogrążył się w przemyśleniach. Jego wpływy w bankownictwie były bezpieczne, Clypeus operował na zagranicznym finansowaniu i jego akcje ciągle rosły, inaczej niestety sprawa wyglądała w sprawie sądownictwa jego wpływy nie były jeszcze do końca pewne, a sieć jego kontroli ciągle miała wiele dziór. Pozostało tylko przekonać się cóż takiego zaplanował dla nich książe, a następnie odwiedzić Elisium tam zapewne już ze spokojem będzie można podyskutować o szczegółach, a to, że jedna z harpii podobno sprowadziła ostatnio okaz o czystej azjatyckiej krwi na pewno nie zaszkodzi dyskusji.
 
__________________
Nowa sesja dark sci-fi w planach zapraszam do sondy
czajos jest offline  
Stary 18-12-2014, 09:45   #5
 
ObywatelGranit's Avatar
 
Reputacja: 328 ObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skałObywatelGranit jest jak klejnot wśród skał
Nieźle. Zaczynamy z naprawdę grubej rury. Wariujące Tzimisce, Sabat, połowa wierchuszki zamieniona w pył. Do tego pomieszczenie, w którym znajduje się dwóch szpiegów Lasombra i parę innych indywiduów. Nie ma broni ciężkiej, broni wsparcia, ale jest za to panikujący ghul, który każdego taksuje spojrzeniem. Okoliczności na pierwszy rzut oka ponure, na drugi, sprzyjające napływowym rozbitkom.

Takim jak Scully Juergens.

[media][/media]

Nosferatu nawet w najbardziej eufemistycznych słowach, nie mógł uchodzić za po prostu brzydkiego. Jego wygląd, nienaturalnie czerwone ślepia, zapach, a nawet sposób poruszania się wzbudzały odrazę. Nosił skórzany płaszcz, który pokrywały brudne zacieki i resztki jakiś odpadków. Wojskowe buty po kostki miał uchlapane w błocie, a w ręku trzymał sfilcowany kapelusz z szerokim rondem.

Przybył na spotkanie wezwany przez spłoszonego posłańca. Mężczyzna jakimś cudem wytropił go w jego norze i pospiesznie wręczył kartkę, na której widniał adres i godzina spotkania. Nosferatu oczywiście zniszczył ją po zapamiętaniu danych.

Kainowa klątwa ciążyła na nim widoczniej od pozostałych, jednak on sam zdawał się tego nie dostrzegać. Wieści - owszem - zrobiły na nim wrażenie, ale na pewno nie przeraziły go. Nigdy nie miał do czynienia z Diabłem i spodziewał się, że takie spotkanie byłoby emocjonujące. Zdziwił go fakt, że to ghul podejmował decyzję o obsadzie książęcego stołka. Mierna to legitymacja dla pana Estreichera.

Scully przybył do Omaha zaledwie przed paroma dniami. W tym czasie głównie wycierał bruki i kanały, jednak miał okazję poznać jednego Krzykacza - ruską, która jednak nie wyjawiła swojego imienia. W tym czasie nie zdążył nawet oficjalnie przedstawić się Księciu, gdyż czekał na pierwszy gest ze strony tutejszej społeczności. Traf chciał, że poznał obecnego przywódcę w czasie pierwszego dnia jego urzędowania.
- Scully Juergens - przedstawił się, mówiąc po części do Estreichera, po części do całego towarzystwa. - Jeżeli mamy zamienić Sąd w twierdzę, to potrzebujemy broni. Macie jakiś sprzęt w schowku?

- Przydałoby się również rozstawić jakieś czujki w strategicznych miejscach. Musimy wiedzieć, że Diabeł nie zakrada się na nasze tyły. Możemy również zabarykadować się w sądowym skarbcu, czy tajnej kancelarii - jeżeli coś takiego tutaj się znajduje.

Nie czekając na odpowiedź zebranych, Scully wyciągnął z kieszeni szczura. Zaczął wysoko popiskiwać i patrzeć na zwierzę.
- Leć i zobacz czy nie kręcą się tutaj jacyś twoi bracia. Mogą być też myszy - rzekł w Mowie Bestii i wypuścił szczura na zwiad.
 

Ostatnio edytowane przez ObywatelGranit : 18-12-2014 o 09:50.
ObywatelGranit jest offline  
Stary 18-12-2014, 15:31   #6
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 17225 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
Adam otrzymał zaproszenie i przyszedł do sali sądowej na piechotę
stał spokojnie w swej marynarce trzymając melonik i laskę w dłoniach. Ze stoickim spokojem przyjął wiadomość o śmierci władców domeny ~Nie można powiedzieć żeby sobie nie zasłużyli na taki los tym jak traktowali ludzi i siebie nawzajem ~ - Pomyślał z niechęcią o księciu i jego świcie.

- Czy Matt potrzebuje pomocy? Gdybyśmy wszyscy złożyli się po kilka kropel Vitae moglibyśmy go wesprzeć przy niskich kosztach osobistych - Zaproponował zmartwiony losem guhola.

Gdy usłyszał pomysł McGee poczuł szok - Ja Księciem? Cóż za niedorzeczny pomysł - Odrzekł nieco przerażony tą perspektywą rozejrzał się po pokoju chwilę zastanowił się nad sytuacją po czym westchnął choć od jakiegoś czasu nie potrzebował powietrza.

- No dobrze, przejmę chwilowo funkcje regenta pod warunkiem, że jest to tylko na czas kryzysu. Najgłupszą rzeczą, jaką teraz moglibyśmy zrobić to kłótnia o bezużyteczne stanowiska. Mój niechętny stosunek do intryg politycznych jest wam wszystkim dobrze znany więc jak już zwyciężymy możecie się sprzeczać do woli o to kto będzie rządzić - Powiedział wyraźnie zniesmaczony.

- Ale teraz jesteśmy w stanie wojny! Zgodnie z prawem Camarlili biorę was wszystkich na świadków i ogłaszam krwawe łowy na Gerolda! Barykadowanie się jak banda tchórzy nic tu nie da! Po prostu wystawilibyśmy się na atak. Nie możemy oczekiwać znikąd pomocy, ponieważ wszyscy są zajęci sprawami świata i nikt ze starszyzny nie przejmie się naszym losem. Należy wziąć sprawy we własne ręce i przepędzić stąd Sabatniczą zarazę! Nie wiem jak wy, ale ja nie pozwolę, aby banda barbarzyńskich potworów zniszczyła dzieło mojego nieżycia! - Rozejrzał się po wszystkich, aby poznać, jakie wrażenie zrobiła na nich jego przemowa, po czym podjął.

- Cywile śmiertelni rzeczywiście powinni się ukryć żeby nie posłużyli naszym wrogom za źródło pokarmu. Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić jest zbadanie przedmiotów codziennego użytku tego zdrajcy. Przy odrobinie szczęścia uda mi się odczytać z ich aury coś co pomoże nam go znaleźć - Zaoferował.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 25-12-2014 o 22:45.
Brilchan jest offline  
Stary 18-12-2014, 15:59   #7
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 4829 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Schmidt ucieszony, że szybko zaczęto podejmować działania po usłyszeniu dictum Estreichera poczuł retoryczny zew.
- Chcesz ostrzec ludzi i słusznie, ale pozwól zapytać. Jak zamierzasz to zrobić, aby nie naruszyć maskarady, albo w tym wypadku w wypadku wywołać panikę, która może pchnąć nas wszystkich w odmęty zagłady?Tu poczekał, aż jego słowa dotrą do wszystkich w sali i podjął:
- W obliczu potencjalnej Wojny Krwi, nadal apeluję, aby podjęto starania o nawiązanie kontaktu z szerokim światem, aby zorientować się w sytuacji. I tu, przy świadkach, zgłaszam się do podjęcia prób nawiązania łączności radiowej z domenami po za lokalnymi.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.

Ostatnio edytowane przez archiwumX : 22-12-2014 o 03:00.
archiwumX jest offline  
Stary 18-12-2014, 17:18   #8
 
Brilchan's Avatar
 
Reputacja: 17225 Brilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputacjęBrilchan ma wspaniałą reputację
- Słuszna uwaga, sądzę, że należy skorzystać z zimnowojennego strachu i ogłosić alarm. Można skorzystać z frekwencji alarmowej i ogłosić że radzieccy szpiedzy rozprowadzili jakieś rodzaj wirusa więc zaleca się pozostać w domach do odwołania alarmu - Zaproponował. - Oczywiście dla kogoś z klanu Tzimisce dostanie się do domu śmiertelnych nie będzie raczej problemem ale dobrze by było choćby spróbować ograniczyć ofiary w ludziach i utrudnić mu polowanie - Stwierdził.

- Oczywiście możesz podjąć próbę kontaktu, wszelka forma pomocy będzie przydatna. Jednak walczyłem już z dwoma chordami barbarzyńców jeszcze za śmiertelnego życia i przekonałem się, że oczekiwani na wsparcie z zewnątrz może mieć opłakane skutki stąd tak mi zależy na tym żeby wziąć sprawy we własne ręce - Rzucił gorzko.

- Niech go szlag trafi! Nie miał, kiedy wywołać konfliktu?! Przecież w każdym momencie mogą spaść bomby a ja jeszcze nie ukończyłem moich badań... Mam tylko kilku śmiertelnych do mojego bunkra powinno być, co najmniej stu dwudziestu, aby uniknąć wyradzania się kolejnych pokoleń i upośledzenia umysłowego oraz innych chorób genetycznych. Problem w tym, że dla takiej grupy nie starczy mi żywności i zaopatrzenia nie wspominając o przestrzeni życiowej! A teraz muszę marnować czas na politykę i bezsensowne wojenki... - Torreador mamrotał wściekle.

- Do tego ta przebrzydła kreatura wie jak bardzo zależy mi na ocaleniu dziedzictwa ludzkości, więc z pewnością zaatakuje mój piękny bunkier jak na szalonego wandala z Sabatu przystało. Nie mogę na to pozwolić! Trzeba go jak najszybciej schwytać i ukarać! - Złość sprawiła, że otrząsnął się z bezsensownego toku myśli. Czyżby był to objaw zdenerwowania? A może tak w przypadku Adama obawiała się przypadłość jego klanu?

- Panie Alister proszę prowadzić do kwater zdrajcy. - Poprosił zdecydowanym tonem
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 25-12-2014 o 22:46.
Brilchan jest offline  
Stary 18-12-2014, 18:04   #9
 
Gaeron's Avatar
 
Reputacja: 0 Gaeron nie jest za bardzo znanyGaeron nie jest za bardzo znanyGaeron nie jest za bardzo znany
Jefferson przyjechał pod budynek taksówką, ubrany był w swój pasiasty garnitur i kapelusz. w ustach trzymał papierosa. Nim zamknął drzwi taksówki sięgnął jeszcze do środka i wyjął nowiuteńki kij baseballowy. Zapłacił taksówkarzowi i spokojnie wszedł do budynku, gdzie na sali usiadł w jednym z pierwszych rzędów.
Po wysłuchaniu wieści zareagował jak zwykle reagują tacy jak on.
-Cholerny Sabbat! Cholerny Książę! Przeklęty Szeryf!
Znowu mi tu burdel robią. Jak śmieli zdechnąć?! Jak śmiał ich zabić?!
Ludzi mi będą mordowali. Niedoczekanie wasze.
Nie będę sie chował, trzeba ubić ścierwo i przywrócić porządek!
Estreicher! Idziemy?!*niemalże wykrzyczał przydługi monolog, ściskając w ręku swój kij*
 
Gaeron jest offline  
Stary 18-12-2014, 18:27   #10
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 4829 archiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputacjęarchiwumX ma wspaniałą reputację
Schmidt po odpowiedzi regenta miał do powiedzenia tylko jedno:
Zrobisz jak zamierzasz, ale apeluję, żebyś przemyślał pomysł z tym wirusem. Mam na myśli, że wprowadzenie stanu wyjątkowego wywoła panikę, o której wcześniej mówiłem, a tego długo nie ukryjemy...
------------------------

Kiedy nowy przywódca dał znak Alisterowi, że zamierza przeszukać kwater sabatnika zaaferowany Tremere zaproponował:
Regencie, jeśli pozwolisz pójdę z tobą. Dysponuję czułymi zmysłami, które mogą cię wesprzeć. Ponadto w Zakładzie Badań Paranormalnych dysponuję aparaturą, która może przebadać znalezione dowody, gdy ja się zajmę radiem.
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.

Ostatnio edytowane przez archiwumX : 22-12-2014 o 03:00.
archiwumX jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167