Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-10-2015, 10:02   #1
 
TomBurgle's Avatar
 
Reputacja: 11835 TomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputację
[Wampir: Maskarada][18+] Warsztaty



A Beast I am, lest a Beast I become

Obszar gry: współczesne Trinidad i Tobago(domyślnie 50km obszar pomiędzy stolicą a San Fernando), jedno z najbardziej rozwiniętych państw na Karaibach. Nieco mocniej zurbanizowane niż w rzeczywistości, populacja 2,5 mln ludzi, z czego większość żyje na środkowo-zachodnim wybrzeżu. Bogata (ale stabilna) mieszanka rasowo-kulturowa.
Silna korupcja i apatia społeczeństwa. Niestarannie ukrywana niechęć do bogatych turystów (a turystyka jest tu jedną z dwóch głównych gałęzi przemysłu). Silny strach przed przestępczością zorganizowaną ( zwłaszcza wenezuelską)
Klimat tropikalny, gramy w na przełomie stycznia i lutego (końcówce pory deszczowej). Długi dzień, krótka noc, co stwarza pewne problemy. Bogate życie roślinne i zwierzęce, tereny poza miastami są słabo opisane.

Co się dzieje? Będą wybory prezydenckie, dokładnie za 14 dni. Kampanie nagle nabrały tempa, kiedy faworyt ogłosił swoje problemy zdrowotne. Za 17 dni zacznie się karnawał - siłą rzeczy trwa sezon turystyczny.
- Szanowni Państwo - księżna w końcu przemówiła, łagodnie zatrzymując się za krzesłem Tailes'a. Ogorzały dougla odruchowo obronnie napiął mięśnie, choć chwilę później zdał sobie z tego sprawę i wrócił do wcześniejszej, grzecznie uważnej postawy.
Dzięki Bogu, ten miarowy dźwięk obcasów za plecami mnie przerażał. Jakby zaraz miała mi uprzejmie poderżnąć gardło, tak żeby przykuć uwagę pozostałych

- Każdy z was ma w tej sali swoje miejsce - wszystkie 7 krzeseł - jako osoba zaprzysiężona do podtrzymywania Tradycji w swoim macierzystym klanie. Coś, co mogłoby się wydawać zadaniem stosunkowo prostym, biorąc pod uwagę że najliczniejszy klan na wyspie ma czterech członków -
Pauza. Cholera, ona chce się do tego zabrać od tej strony. Nie pomyślałem o tym, biedny ten kretyn który to zrobił.

- Aby uniknąć nieporozumień - i udawania idioty, czego, jak już pan w końcu wie, panie Tailes - delikatnie musnęła dłonią włosy nad uchem mężczyzny przed sobą - nienawidzę, przypomnę zebranym tu wczorajsze zdarzenie: nieudany zamach na prezydenta-kandydata Carmonę. Zamach na urzędującego prezydenta. Zamach w finale wyścigu wyborczego. Zamach, który zostawił wyraźne ślady działań istot nadnaturalnych - z mocą odepchnęła się od oparcia i wróciła do okrążania swoich ofiar miarowym krokiem stukiem grubych obcasów.

- Śledztwo, które w przypadku sprawy tego kalibru będzie dogłębne, jest nieuniknione. Śmiertelni, w przeciwieństwie do jednego z nas i wbrew powszechnej opinii nie są pozbawieni rozsądku. Wyciągną wnioski. Prawidłowe, logiczne wnioski. Do których już raz doszli, i, z braku własnego doświadczenia w tej materii, zawierzcie mojemu: z nas tutaj zebranych, tylko dwójka mogłaby uczciwie myśleć o wyjściu z tego cało. - Myślisz że żaden z twoich żołnierzy nie poczułby się zdradzony? Ani odrobinkę? - stuknęła w krzesło generała - Wylądowałbyś na stole sekcyjnym swoich studentów, może tym razem odkryliby coś nowego - dwa szybkie stuknięcia w krzesło profesora Butchera - Zapewne spłonąłbyś w świetle dnia, uwięziony w swoim wspaniałym wieżowcu przez którąś z nich - potrójny stuk został zakłócony przez szurnięcie wstającego Hernandeza. Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, napotkał spojrzenie księżnej. A to, co zobaczył pod kruczoczarną grzywką, kazało mu usiąść i zachować swój protest na nieco później.

- W takim razie mam nadzieję że rozumiemy się w kwestii powagi problemu. Możemy więc przejść do konkretów. Jeżeli zrobił to ktoś z was, ma czas do rana przyznać się i przyjąć od reszty stosowną pokutę. Jeżeli nie, do końca tygodnia macie czas aby znaleźć winnych szukając w swoich klanach. Jeżeli wciąż nie będzie wyniku, ogłoszę Łowy i pozwolę, nie, nakażę, wzajemne przeszukania. - oparła się sztywno o puste krzesło - Równo za dwa tygodnie przybędzie tu Alastor; jeżeli nie będę mogła zgodnie z moim wcześniejszym planem spędzić z nim spokojnej, przyjemnej nocy, oboje zakończymy sprawę. Definitywnie -
Już koniec, niech to się skończy. Czy oni w ogóle widzą jaka jest wściekła?

- A na koniec mała zachęta: połowa ziemskiego majątku winnego przejdzie na tego kto udowodni jego udział. Druga połowa na tych którzy przyczynią się do unicestwienia wszelakich śladów wampirzego udziału w tej zbrodni -
Spotkanie dobiegło końca; odwrotnie do kolejności wchodzenia, starszyzna bez słowa całowała rękę księżnej i wychodziła z ciepłego salonu na duszny ogród.

- Robercie - księżna Doris Newton, ta sama która opuściła Anglię w 1831, zwróciła się do ostatniej osoby w sali - Twoje przerażenie było cudowne -

  • Doris Newton, Torreador- księżna Trynidad i Tobago. Niezwykle rzadko bezpośrednio angażuje się w wydarzenia; o ile sprawa nie jest powiązana z urzędem który piastuje, raczej nie zaszczyca nikogo swoją uroczą osobowością. A jeszcze rzadziej stosuje przymus, choć może wynikać to z faktu że ostatni raz kiedy to zrobiła...był spektakularny.
  • prof. Raymond Butcher, Starszy Tremere - Regent Fundacji Tremere, pracownik naukowy Uniwersytetu Południowych Karaibów. Zajęty raczej problemami Fundacji niż śmiertelną polityką, prof. Raymond jest dość...szorstki w obyciu. Na tyle, że przy spotkaniach z sir Dwerryhousem lecą iskry, ku uciesze widzów.
  • Kasadian Vogue, Starszy Malkavian - tajemniczy persona żyjąca jakby na pograniczu świata spokrewnionych. Wielki fanatyk sztuki który przynajmniej raz w miesiącu zaprasza co znaczniejszych członków klanów na opery, przedstawienia teatralne i pierwsze odczytania poezji. Kontroluje on teren lotniska Trinidadu i Tobago który od stulecia jest jego domeną z nadania księżnej, a także handel drewnem egzotycznym na wyspie z czego większość jest przerabiana na instrumenty muzyczne w jego fabrykach.
  • Neema Akabi, Starszy Brujah
  • Carolina Diaz, Starsza Torreadorów
  • gen. Casimir Trevis, Starszy Ventrue - szeryf z nadania księżnej Doris. Niezmiennik sił wojskowych na tym terenie; za życia służył i Amerykanom,i Koronie Brytyjskiej i niepodległej monarchii, zawsze jako kluczowy gracz. Zginął w dniu ogłoszenia Tobago republiką w szerzej nieznanych okolicznościach. Nadzwyczaj sprawiedliwy w swoich działaniach, momentami określany wręcz jako "dobroduszny". Szczęśliwy czas nie dał okazji zweryfikować słuszności tego podejścia wśród wampirów, ale był powszechnie kochany przez swoje pokolenie które niemal bezkrwawo przeprowadził przez wszystkie transformacje...poza ostatnią.
  • dr Addy Bryan, Tremere - bicz. Naturalizowana imigrantka z USA, dr Bryan objęła kontrolę nad Narodowym Centrum Kontroli Imigracji. Z neofickim zapałem organizowała łapanki nielegalnych przybyszów i utrudniała życie turystom. Spokrewniona w ciągu ostatniej dekady, objęła funkcję kata; do listy jej celów dodano pariasów i nielegalnych potomków.
  • sir Amos Dwerryhouse, Ventrue - emerytowany ambasador brytyjski, ulubieniec śmiertelnych elit Tobago. Wywołał trochę hałasu, zostając opiekunem Elizjum zaledwie trzy lata po śmierci. Jego trzy bliżniacze rezydencje (Port of Spain - Pointe-a-Pierre-Toco) są zawsze otwarte dla uznanych przez księżną wampirów. Sam sir Amos wciąż dużo podróżuje po wodach Karaibów na pokładzie swojego jachtu.
  • Brudas, Starszy Nosferatu - seneszal. Jedyny Nosferatu "pokazujący się" na Trinidad ( ponoć jedyny w całym państwie, ale kto by w to wierzył? ). Dekadę temu, wraz z zadaniem spisywania wszystkich wampirzych długów w domenie, księżna nadała mu jako jego terytorium całe Tobago. Jeżeli nie przebywa w jej biurze, można go znaleźć(lub umówić się z nim) w którymś z Elizjów.
  • Tails, Starszy Gangreli - pośrednik w kontakcie z bardziej mobilną częścią klanu; rezyduje w mobilnym Instytucie Badań Morskich przesuwającym się wzdłuż wschodniego wybrzeża. W cywilizowanej części kraju zwykle pojawia się jako troubleshooter dla Trevisa. Sam Tails jest całkiem nieźle zorientowany skąd wieje wiatr - po prostu tak długo jak go to nie dotyczny, "nie chce moczyć ogona"
  • Stephen Herman
  • Matthew Welsh
  • Lisa Langdon - Malkavianka - Lisa Langdon - Słodziutka podopieczna Kasadiana. Ponieważ jest Malkavianką, mało kto ma pewność co do jej zachowania. Wydaje się być zbyt perfekcyjna i doskonała. Blondynka jest przeuroczą i niezwykle urodziwą kobietą, która powala na kolana swoim czarem i gracją. Niektórzy zaczęli się nawet zastanawiać, czy aby jej spokrewnienie nie jest pomyłką. Cudowna aktorka, promyk wspaniałości w świecie artystów. Znana wszystkim, nawet poza branżą, doceniana, podziwiana, sama jednak jest zapatrzona w Kasadiana jak w obrazek i najwyraźniej tylko w nim znajduje siłę woli, potrzebną do zahamowania agresywnych pobudek. Póki co z tej złej strony jeszcze nie zdążyła się pokazać.
  • Isobel Donovan
  • Pablo Rael
  • David Whetstone - prezes kompanii chemicznej, związany z ministerstwem obrony Trinidad & Tobago. Znany z porywających przemówień i bezwzględnej realizacji założonych celów. Żyje w przekonaniu, że wszystko można kupić. Przemieniony przez Harpię, Carolinę Diaz.
  • Leon Bouchard
  • Devon Ravens
  • David Akerman - powszechnie wiadomo tyle że pochodzi z północnego Connecticut. Widywany w wielu kasynach, szulerniach i burdelach na wyspie. Zdaje się walczyć z wizerunkiem skrajnego bumelanta, często kojarzonym z takimi miejscami. Nie przeszkodziło mu to w partycypowaniu przy kilku skandalach obyczajowych. W bliżej nieznany sposób powiązany z generałem Travisem.
  • Salvatore Hale
  • Adam Berevand
  • "markiza" Harriet, Malkavianka - "najbardziej wyrozumiała osoba na wyspie". Pewnym zaskoczeniem dla osób odwiedzających jej klub (nota bene, klub S&M) jest nastawienie jego patronki. "Markiza" faktycznie jest bardzo ludzką osobą, ciekawą wszystkich aspektów człowieczeństwa( i, w jej filozofii, wampiryzmu jako jego przedłużenia), ale stawiającą mocne ograniczenia gdy eksperymenty mogłyby komuś zaszkodzić.
  • Angel Derrickson i inż. Neva Sappington, Brujah - nierozłączna para cieni za przedstawicielami Petrotrnin na terenie Tobago. Podczas ostatniego boomu na ropę zaprezentowali bogaty wachlarz technik - może nie doskonałych technicznie, ale wystarczających by odstraszyć konkurenta chcącego przejąć "ich" rafinerię(w wyniku konfliktu ostatnią na wyspie).
  • Andrew Norton, Torreador - potomek księżnej, kolekcjoner antyków i wybitny renowator zabytków. Nie przejawia specjalnych ambicji, a mimo to jest oczkiem w głowie Doris.
Kandydaci na fotel prezyndencki:
  1. Prezydent A. Carmona - wraz z rodziną zajmuje obecnie pałac prezydencki. Mocno naciska na reformy ekonomiczne i prywatyzację - na początku kadencji faworyzował międzynarodowe korporacje takie jak Ferrostal i Petrotrnin, ale po kilku aferach korupcyjnych przestał werbalizować swoje poparcie.
  2. Regalado Cunupii - burmistrz Port of Spain, zrezygnował z funkcji by móc startować w wyborach. Ulubieniec elit politycznych i finansowych, złotousty mówca i świetny mediator. Bardzo rzadko forsuje swoje poglądy, zwykle przyjmuje pozę mędrca łączącego przeciwne obozy
  3. Suzan Bland - emerytowana sędzina Sądu Najwyższego, znana z bezlitosnego tępienia przestępczości zorganizowanej. Ma prawicowe poglądy, chociaż większy nacisk kładzie na niezależność kraju od zagranicznych potęg ( na przykład korporacji )
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 11-07-2016 o 22:00.
TomBurgle jest offline  
Stary 26-10-2015, 13:02   #2
 
TomBurgle's Avatar
 
Reputacja: 11835 TomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputacjęTomBurgle ma wspaniałą reputację
21 stycznia, 2015

Stephen Herman, Matthew Welsh
Sir Amos Dwerryhouse leniwie przechadzał się po balkonie. Pożegnalne przyjęcie dla schodzącego z urzędu burmistrza Cunupii skończyło się przed czasem - w końcu on sam miał jeszcze nieco pracy, jeżeli chciał faktycznie kandydować na stołek prezydenta. Nawet mimo zamachu na obecnego, to zawsze lekko wstrząsało ludźmi. Wyjrzał na w ciemną dal: na górskich serpentynach widać było dwie pary reflektorów. Jego podopieczni. Jeden krew z jego krwi, drugi przybysz. Jeden nawykły do światła sceny, drugi trzymający bezpieczny dystans.
Może skorzystać z pomocy obu.

- Matthew, moje childe. I ty Stephen, który jesteś dla mnie prawie jak własny potomek - powitał ich znad podjazdu, kiedy wysiedli z samochodów - Wejdźcie i rozgośćcie się w moim domu -

Gospodarz podjął ich w zabałaganionej sali balowej. Zastawiony stół, ostry zapach alkoholu i podniszczone dekoracje były cichymi świadkami małej gali jaka tu się odbyła.
- Cieszy mnie że przybyliście tak rychło - po kilku minutach niezobowiązującej rozmowy sir Amos przeszedł do rzeczy - Balu, którego szczątki tutaj widzicie, nie uświadczyłem. - zerknął bystro na obu - Tak jak ja jestem dla was, tak są jeszcze inni. Tak jak matki dla swoich rodzin albo nauczyciele dla dzieci. Nie wiedzieliście o tym, ale z całą pewnością spodziewaliście się tego. Ad rem: spotkaliśmy się, ojcowie z matkami, nauczyciele z przywódcami. Bo i sytuacja jest nadzwyczajna - dokonano zamachu na prezydenta Carmonę, nieledwie dwie godziny temu - zakończył efektowną pauzą, czekając na ich reakcję

Kasadian Vogue, Lisa Langdon, Isobel Donovan
"...tak na Tobie, jako Starszemu nad resztą klanu Malkavian, leży moralny i prawny obowiązek pielęgnowania Tradycji. Czy to przez nauczanie swoich nowych potomków (za których działania, jak sam wiesz, odpowiadasz swoim istnieniem), czy też egzekwowania posłuszeństwa hierarchii Camarilli przez wszystkich członków Klanu. Co, głęboko wierzę, czynisz nawet w tej chwili, czytając ten list - choćby okazując szacunek w objaśnianiu go swoim childe, które niechybnie są u twojego boku.
Tak jak zostało powiedziane na zebraniu Primogenu - jako osoba niechętna stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, daję wam szansę uniknąć tego losu. Siedem nocy, po których dopuszczę do siebie myśl, że nie wypełniacie obowiązków wynikających z prawa Domeny. Siedem nocy, zanim po całym mieście rozbiegnie się śledztwo w poszukiwaniu zamachowca, nie mające na w uwadze prywatności. Siedem nocy, aby każdy klan naprostował jeżeli coś skrzywił, usunął spomiędzy siebie czarne owce, jeżeli takie są.
Ufam w Twoją dobrą wolę, Kasadinie, jak i w Twój rozsądek
Doris Newton




Neema Akabi, Alexandra Martinez
- Tak szefie, obserwuję A. - młody, czarnoskóry mężczyzna przeciągnął się w ciasnym samochodzie. - Właśnie minęła "Cafe of Doom", wszystko jest w porządku, tylko jakichś dwóch młodzików próbuje ją podrywać. Tak, podejrzewam jak to się skończy - jak zwykle - po usłyszeniu kolejnych kilku zdań spoważniał - Jasne, sprawdzę teren pod twoje przybycie -


Pablo Rael, Salvatore Hale
Monitor wyświetlający live feed pokazującą dr Bryan wprawnie zapinającą kamizelkę taktyczną oświetlał nieduży schron pod Uniwersytetem Południowych Karaibów. Jeden z czterech nowicjuszy fundacji był otoczony przez ghule - dwóch kolejnych wciąż nie trafiło do schronu. A czwarta nowicjuszka...cóż, najwyraźniej jechała skopać komuś dupę.
- ... Regent już do was jedzie, nowicjusze, nie wychylać mi nosa ze schronu! Żadnych telefonów, nikogo nie informujecie dopóki telewizja publiczna nie poda informacji o zamachu. Może to jeszcze uda się zatuszować. Roger that -


Carolina Diaz, David Whetstone, Leon Bouchard, Devon Ravens
Sytuacja Starszej Klanu Róży była unikalna. Każdy, co do jednego, z jej podopiecznych musiał być rozpatrzony jako potencjalny twórca tego bałaganu. Do tego, Księżna zakomunikowała jej coś bliżej domu: znalazła sire Devona, przedyskutowała z nim kwestię... nieodpowiedzialnego ... podrzucenia młodzika Carolinie i wyciągnęła konsekwencje. Tak więc nie dość że jej nowa zabaweczka mogła pozostać przy życiu, to dostała przysługę - w wyniku ustaleń księżnej i nieznanego stwórcy do odpłacenia przez Harriet.
Mały bonus - w sam raz na osłodzenie tygodnia szukania winnego wśród swojego klanu.

David Akerman
- Generał Travis spotka się z Panem za pięć minut - lokaj grzecznie poinformował czekającego. Co było miłą odmianą po wojskowym jeepie który wręcz porwał go z kasyna. Dookoła trwał intensywny burdel - malutka knajpka na przedmieściu Port-of-Spain źle znosiła przemianę w impromptu kwaterę główną. Z jakiego powodu odległy dobroczyńca Davida nagle zdecydował się na osobiste spotkanie? Jak na razie nie było wiadomo, ale patrząc po ilości żołnierzy dookoła sprawa była poważna, choć nijak nie pasowała ani do prawnika, ani do hazardzisty.
- David Akerman - donośny głos, ten który przez dwa tygodnie słyszał na nagraniach wyjaśniających jego nową sytuację, rozległ się z zaplecza - Wejść! -
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 29-10-2015 o 01:03.
TomBurgle jest offline  
Stary 26-10-2015, 20:19   #3
Inkwizytor
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 24758 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
David nadal nie odnalazł się w nowej sytuacji. Niesamowicie szybko przeszedł na nocny tryb życia. Przerzucił fundusze akcji z NASDAQ do Nikkei. Trzynastogodzine przesunięcie czasu między T&T a Japonią pozwalało na kontynuowanie gry na giełdzie. Przynajmniej z tej przyjemności w wolnych chwilach nie musiał rezygnować. Jeszcze tylko te podatki...

Później odpowiedzi na maile. Genialna funkcja Outlooka, żeby wysyłać maile o wyznaczonych godzinach. Współpracownicy zdawali się nie podejrzewać jeszcze chwilowej niedyspozycji dyrektora Whetstone'a. Pomagało w tym nagrane na poczcie głosowej powitanie:

"Niestety nie mogę odebrać telefonu. Przebywam na ważnym spotkaniu. Proszę o kontakt mailowy, postaram się odpowiedzieć najszybciej jak to możliwe"


Cóż. To by było tyle, jeśli chodzi o udawanie, że żyje. Z żoną nie próbowała się kontaktować odkąd powiedział jej, że jest znudzony i musi od niej odpocząć. Tak było lepiej. Czuł jej krew gdy się na niego wydzierała. Chciał z niej pić, ale mu nie pozwolono. Trudno. Szykował się rozwód i wydatki na prawnika.

Teraz przygotowywał się na spotkanie. Carolina ich wezwała. Musiał wyglądać dobrze. Przymierzał kolejny garnitur i w końcu doszedł do wniosku, że odpuści krawat. Nie chciał sprawiać wrażenia spiętego. Zresztą miał wrażenie, że Devon dziwnie na niego patrzy zawsze, gdy David ma krawat.

Poprawił spinki w mankietach wyłączył laptopa i spokojnym krokiem ruszył na spotkanie. Nie orientował się jeszcze w klanowej nomenklaturze, ale Carolina była jego szefem. Nie chciał jej rozczarować.


 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 27-10-2015 o 13:55.
Mi Raaz jest offline  
Stary 26-10-2015, 20:31   #4
 
Alien_XIII's Avatar
 
Reputacja: 243 Alien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie cośAlien_XIII ma w sobie coś
https://www.youtube.com/watch?v=_GoCtp7qM0c


Ich podły wzrok. Zawistne spojrzenia pełne igieł.
Obserwują go. Ciągle go obserwują. (Zawsze)
Tak, tak. Jest tego pewien. Odkąd stał sie Dzieckiem Nocy to wszyscy na niego czychają. Sprawdzają co robi. Dlaczego to robi. (Czemu wszystko chcą wiedzieć?) Narzucili mu zasady, a teraz sprawdzają, by móc się doczepić.
Nim otrzymał Ostatnie Tchnienie to też tak było. (Zawsze)
W firmie wszyscy patrzyli na niego. Wtedy się przejmował tym. Wtedy naiwnego wykorzystywali go.
Oh, gdyby mógł wtedy mieć otwarte oczy.
Teraz jest dużo lepiej. (Jest cudownie) Zawsze miał stać się Dzieckiem Nocy. Teraz jego oczy są otwarte.
Gdy Królowa Ciemności przybyła do niego wiedział, że los tak chce. Ciemność wzywała go, a Królowa z uśmiechem czerwieni na ustach uchwyciła jego dłoń, aby się nie bał. (Otuliła go)
Nie bał się. Był szczęśliwy jak nigdy dotąd.
Głodny i samotny posród jasności Tych, Którzy Znają Tylko Zło to ona była objęciem kochanki.
A gdy napoiła go Ambrozją Rozkoszy już wiedział, że nie opuści swej Damy.
Takie było przeznaczenie. (Taki był jego los)
Okrutny jest jednak czasami. Gdy zabrała go do swego Pałacu uważał, że jeśli się postara może stanie się Królem...? (Giermkiem może)
Tam jednak czekały Śliniące się Ogary Rozpusty, które broniły jej.
Nie był jednak głupcem. Nie był Rycerzem co walczy z wiatrakami. Co to to nie. Nie zdobędzie serca Władczyni Podziemi rzucając się na jej Ślepe Dzieci.
Chciał. Oj chciał i prawie to zrobił. (Niemądry gniew, bardzo niemądry, niemądry)
Cerbery nie odstępowały jej, więc musiał współpracować z nimi.
Oni jednak patrzą. Oni widzą. (Nie potrzebujesz wrogów)
Nie będzie miał w nich wrogów. Pomoże im, a wtedy ich zęby nie staną mu na drodze.
Bądź przebiegły niczym Księżycowy Lis, lecz uśmiechaj się niczym Prezydent Dżibutti w Dzień Odrodzenia - tak mawiali w firmie.
 
__________________
Great men are forged in fire
it is the privilege of lesser men to light the flame
Alien_XIII jest offline  
Stary 26-10-2015, 21:03   #5
nudessender
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 45924 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem,
zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem."
~ William Shakespeare



Lisa była przesłodką i przeuroczą kobietą o średnim wzroście, który jedynie podkreślał jej niewinność. Była czymś pomiędzy ideałem każdego mężczyzny, a ukłuciem zazdrości wśród innych kobiet, co czyniło z niej kochaną i nienawidzoną. Jednocześnie. Cudowne, gęste i miękkie blond włosy spływały po jej ramionach i piersiach z gracją podobną do chodu Lisy, który był niesamowicie hipnotyzujący. To samo można by powiedzieć o jej lazurowych oczach, w których topiła niejedno, gorące serce, dodatkowo wbijając w nie swoje nieczułe szpony. Czyż ona nie była słodziutka?

Dla Panny Langdon bycie wampirem było niezwykle trudną sztuką do rozegrania. Miotała się wewnętrznie ze swoimi napadami, które najczęściej godziły w samego Kasadiana. Wyżywała się na każdym, kto stanął jej na drodze, a z całej tej wściekłości miała ochotę płakać. Była zła, zła na cały świat, zła na wschód słońca, zła na Kasadiana. W lepsze dni, po prostu chodziła dumna jak paw z demonstracyjnie wypiętą piersią i w niezwykle obcisłych, seksownych sukienkach, oznajmiając innym zbliżające się, niebezpieczne Bóstwo, stukotem wysokich obcasów. Była niezwykle wyniosła, arogancka i podła, choć rzadko kto potrafił odkryć tę jej tajemniczą naturę, bowiem Lisa była wspaniałą aktorką.

Szybko odkryła, że za życia była mniej wielbiona, niż teraz. Prawdopodobnie było to spowodowane tym, że nie używała tak często nowo nabytej Dominacji. Jaka ona była teraz szczęśliwa!


Lalka nie mogła się już doczekać powrotu Kasadiana. Chciała mu się pokazać w nowej kreacji, aby mógł ją pochwalić. Poza tym, lekko zgłodniała, a Isobel była nieznośna. Dziś ani razu nie pochwaliła Lisy za wygląd, musiała poskarżyć się Kasadianowi, że znowu nie jest doceniana.

Nim jednak to zrobi, będzie musiała go jakoś do siebie przekonać, jak każdego dnia. Czasami miała wrażenie, że on jej nie lubi, a to przybliżało ją do szaleńczej wściekłości, przez co miała ochotę roznieść pół willi. Jeszcze po wczorajszym widniały ślady porozrywanej na ścianach tapety, której kwieciste wzory ubrudzone były zatęchłą glebą i zimną kawą.

Langdon poprawiła włosy i zerknęła ostatni raz w lusterko. Była perfekcyjna jak zawsze, ale to jej nigdy nie wystarczało. Chciała więcej, była zachłanna. A przede wszystkim, chciała ponownie skosztować w Vouge'u. Każda odmowa doprowadzała Lisę do złości, a każdy rozkaz do buntu, który... Kończył się zupełnie identycznie.

Niemniej jednak, teraz, gdy czekała na niego, była niesamowicie spokojna, opanowana siedziała na kanapie, pomału się na niej rozkładając i czytała nową rolę do sztuki teatralnej, którą dostała. Teatr miał tą zaletę, że spektakle odbywały się w porach wieczornych, tuż po zachodzie słońca. Cóż za szczęście.
 
__________________
"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem,
zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem."
~ William Shakespeare
Nami jest offline  
Stary 27-10-2015, 12:40   #6
 
Pan Elf's Avatar
 
Reputacja: 17069 Pan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputację

Leon stał przed oszkloną ścianą na piętrze pięknej, nowoczesnej willi i wpatrywał się w rozpościerające się poniżej wzgórza miasto. Zbliżała się powoli noc, słońce już zaszło i zapanował mrok. T&T budziło się na nowo, rozpoczynając nocny tryb życia - tak dobrze znany Bouchardowi, przynajmniej do czasu.
Klubowe imprezy, narkotyki, alkohol, rozpusta. Wszystko to doskonale pamiętał i powoli zaczynał się tym nudzić. Miał wrażenie, że wpadał w rutynę. Każdej nocy to samo. Konfesjonał, wielka dyskoteka, tłumy ludzi. Katakumby, do których dostęp mieli tylko wybrani i lubieżny seks. Z każdą następną coraz bardziej irytował go ten stan. Potrzebował czegoś nowego, ale wydawało mu się, że już wszystkiego w życiu spróbował. Im bardziej starał się doszukać nowych doznań, tym szybciej przekonywał się, że takowych brak.

Z ratunkiem przyszła mu Carolina. Urodziwa latynoska, którą kojarzył ze swojego klubu. Często tam bywała, lecz nie zwracał na nią większej uwagi. Nie była w jego typie. Jednak tamtej nocy coś się zmieniło. Wtedy jeszcze nie wiedział dlaczego, ale przyciągała go do siebie niczym magnes.
Uśmiechnął się do swojego odbicia na wspomnienie dalszych wydarzeń, choć pamiętał je jak przez mgłę.
Szalona jazda sportowym samochodem. Nie po raz pierwszy ryzykował swoim życiem, ale było w tym coś nowego, co pobudzało jego zmysły. Do tego dochodziło towarzystwo dziwnie pociągającej kobiety, której uroda nie do końca wpisywała się w ramy gustu Boucharda.
Oboje dali się ponieść buzującemu podnieceniu. I wtedy właśnie sprawy przybrały innego wymiaru. Pamiętał dwójkę mężczyzn, za którymi jego ówczesna kochanka posłała pościg. I pamiętał doskonale przerażający widok, gdy z pytaniami odwrócił się w stronę kobiety. Biegł ile sił w nogach. Uciekał, czując, że grozi mu niebezpieczeństwo - i to realne. Jakby goniła go najstraszniejsza bestia, chcąc wyssać z niego całe życie i truchło pozostawić gdzieś w lesie.
Dopadła go. Była znacznie szybsza od niego i fakt, że pozwoliła mu uciekać był tylko zagraniem mającym na celu przynieść jej nieco zabawy. Czuł, że to już koniec. Jej gęste, brązowe włosy łaskotały go po twarzy, kiedy nachylała się nad nim. Wyszeptała wtedy mu do ucha propozycję, której nie mógł odrzucić. Przyniosła mu zupełnie nowe życie, pełne wrażeń, doznań, których do tej pory nie znał. Nowy świat stanął przed nim otworem, a on postanowił wejść weń z uśmiechem na ustach.

Minęło już trochę czasu od tych wydarzeń, lecz Leon wciąż był zachwycony nowym stylem życia. Nadal poznawał wiele rzeczy na nowo, co było niesamowicie podniecające. Cały czas łaknął nowych wrażeń, jak wtedy, kiedy uczestniczył w przemianie Davida. Wciąż pamiętał ten cudowny smak. Smak krwi człowieka na haju. Było to niesamowite doznanie, a moc, którą później czuł w sobie wydawała się niczym nieograniczona.

- Jak zwykle pełen profesjonalizm - skomentował, kiedy przyuważył swojego wampirzego brata, Davida.

Sam ubrany był jedynie w satynowy szlafrok, którego poły cicho szeleściły przy każdym jego kroku. Niedbale się nim opasał, świecąc nagą klatką piersiową. Lubił swoje ciało, wręcz narcystycznie je uwielbiał i nie miał żadnych problemów z eksponowaniem go.

Davida również znał wcześniej, o ile znajomość z widzenia można objąć w te ramy. Wpadał wraz ze swoimi kolegami do Konfesjonału. Zawsze elegancko ubrani, z wypchanymi portfelami. Leon kojarzył Davida, bo często mu się przyglądał. Nadał mu nawet status VIPa z dostępem do katakumb. Jednak do momentu przemiany nie mieli ze sobą bliższego kontaktu.
Teraz David był dla Leona niczym młodszy brat. Zupełnie inaczej, niż Devon, którego Bouchard akceptował raczej z konieczności.
 
Pan Elf jest offline  
Stary 27-10-2015, 16:33   #7
 
Okaryna's Avatar
 
Reputacja: 2728 Okaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputacjęOkaryna ma wspaniałą reputację
Pamiętał jakby to było wczoraj. Kolejny występ, kolejna burza oklasków, kolejna fala spojrzeń pełnych uwielbienia. Tak, to było to czym oddychał. Zadowolony i upojony kolejną dawką zachwytu jego osobą zszedł ze sceny i udał się do swej garderoby odprawiając obie pomocnice. To miała być chwila dla niego, na opanowanie emocji i delektowanie się kolejnym udanym przestawieniem. Wtedy do pokoju wszedł on. Matt odwrócił się ze swoim typowym, estradowym uśmiechem do mężczyzny.
- Pan po autograf? - zapytał wstając do przybysza. I jakież było jego zdziwienie słysząc odpowiedź.
A potem wszystko potoczyło się szybko. Tak szybko, że z trudem sobie przypominał, ale to już nie miało znaczenia.

Znaczenie teraz miało tylko to, że mentor go wezwał do siebie. Nie zwlekał długo tylko od razu wsiadł do samochodu i ruszył do rezydencji starszego wampira. Skoro sam ich wzywał to na pewno miał ku temu dobry powód. Zawsze to oni mieli dowolność w przychodzeniu do swego opiekuna o każdej porze nocy, z każdym problemem jaki uznają za stosowny. A teraz to mentor odezwał się pierwszy i poprosił o spotkanie.
Droga do posiadłości ojca nie była długa, a zauważył też, ze nie tylko on został wezwany. Stephen jechał tuż za nim w swoim aucie.
A powód spotkanie był rzeczywiście zaskakujący. Matthew stał przez chwile przetwarzając informacje jaką właśnie usłyszał. Od razu zrozumiał, że to musiała być sprawka któregoś z wampirów, po co inaczej mentor wzywałby ich do siebie? Teraz na pewno chciał się dowiedzieć czy któryś z jego podopiecznych miał z tym związek.
- Witaj ojcze - postanowił jednak wpierw przywitać się należycie ze swym stworzycielem - Po co coś takiego robić? Przecież zaraz wybory? - zapytał szczerze zaskoczony obrotem spraw - Może to jednak ludzie? Tylko oni mogliby być tak niecierpliwi - dodał z uśmiechem pełnym politowania.
Ludzie.. Jeszcze nie tak dawno sam był jednym z tego gatunku, a już zdążył nabrać do nich chłodnego dystansu i przekonania, że teraz stał się czymś lepszym, potężniejszym.. A na te śmieszne istoty należy patrzeć z politowaniem i współczuć im ich malutkiej głupoty.
 
__________________
Once upon a time...
Okaryna jest offline  
Stary 27-10-2015, 23:17   #8
radiacja
 
Leminkainen's Avatar
 
Reputacja: 21537 Leminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputacjęLeminkainen ma wspaniałą reputację
Na podjazd zajechał wysoko zawieszony peugeot 504 kombi wysiadł z niego na oko młody, dość wysoki brunet ubrany w biały t-shirt i jeansy słysząc powitanie skłonił się z szacunkiem ale nie odezwał się

Kiedy weszli do środka szybkim spojrzeniem policzył ilość nakryć po czym przysiadł na stole w końcu odezwał się po raz pierwszy tego wieczoru.
- Coś było w radiu, ale nie przywiązywałem do tego większej wagi. Czemu nas to interesuje?
 
__________________
A God Damn Rat Pack!
Leminkainen jest offline  
Stary 28-10-2015, 11:31   #9
 
Caleb's Avatar
 
Reputacja: 15542 Caleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputację

Przestronna sala atakowała zmysły dźwiękami automatów oraz pijanymi przez emocje rozmowami. “Gold Coin” nie opływało w luksusy, więc próbowano zamaskować ten fakt feerią barw i fluorescencyjnymi światłami. Niemniej wciąż było to jedno z lepszych kasyn w okolicy.
Gdyby ktoś przedarł się przez tłuszczę, żeby podejść do jednego ze stolików z ciemnego hebanu, ujrzałby ożywioną scenę. Zbici w ciasnym kręgu mężczyźni w posezonowych kamizelkach i garniturach z odzysku, nachylali się nad blatem. Ich przeszywający wzrok oceniał każdy gest, byle ruch. Jeden zdradził się kroplą potu. Sąsiadujący mu nerwowo pocierał krogulczy nos. Tylko ostatni z nich, blady i tyczkowaty wyróżniał się od reszty. Nie pozwalał sobie na byle jaki wygląd i takie obycie. Przynajmniej do czasu.
- Dwie pary - zaanonsował jeden z graczy.
- Pas.
- U mnie strit.
David odsłonił na chwilę zęby w drapieżnym uśmiechu.
- Ful. Mała rada. Ty - wskazał przeciwnika na przeciwko siebie - Nie strzelaj wzrokiem jak pieprzona salamandra. Chromy i ślepy dziad czyta z ciebie jak pastor świętą księgę.
- Kareta - przerwał mu ostatni z graczy, uderzając ręką o stół.
Twarz Akermana natychmiast stężała. Spojrzał na karty, potem na uśmiechającego się złośliwie gogusia.
- Ty zasrana kanalio. Ty oszuście!
Wlepił weń palec wskazujący. Karzący gest wpinał się w niewyprasowaną koszulę.
- Ze mną tak się nie pogrywa! Sprawdźcie jego kieszenie! - opryskał tamtego kropelkami śliny - KURWA! - ujął wolne krzesło i uderzył nim o podłogę, odłamując jedną z nóg.
Wstał ze swojego miejsca, ostentacyjnie rzucając niedopałek papierosa na środek stołu. Ledwie minął połowę sali, a obok jednego z wejść wykwitło kilka wysokich postaci.
I co z tego. Chuj mu zrobią.
Jak się później okazało, to nie ochrona ruszyła mu na spotkanie.

Kwadrans później pędził na tylnym siedzeniu czarnego Cherokee. Spoglądał na pogrążone w nocy Port-of-Spain. Miasto wzbijało wokół siebie aurę tysiąca świateł i neonów, rozświetlając atrament nieba.
Wiedział że na ma sensu pytać po co jest wzywany. Równie dobrze mógł odpowiedzieć sobie sam: miał dowiedzieć się w swoim czasie.
Przyprowadzono go do niewielkiego lokalu. Jako miejsce spotkania kojarzyło się raczej z knajpką dla zakochanych niż miejscem narady. Obecnie panował tu spory rozgardiasz. David miał czekać na spotkanie. Zajął ciasny, obity boazerią korytarz. Prócz parcianego fotelu znajdowało się tutaj stojące lustro. Podszedł do zwierciadła.
Przeczesał ciemne włosy poprzetykane pasmami siwizny, strzepnął ślady kurzu z marynarki, wreszcie poprawił chryzantemę w klapie. Niektórzy twierdzili że wybór grobowego kwiatu był aż nazbyt oczywisty. Ale jemu ten dodatek zwyczajnie się podobał. Jeszcze raz otaksował suchą twarz z lekkim zarysem ciemnej szczeciny. Minęło niewiele dni, tymczasem on tak mocno się zmienił. Oczodoły były mocniej osadzone w czaszce, podobnie kości policzkowe. Nos nabrał ostrych rysów, stał się spiczasty i prosty jak strzała. Rumiana niegdyś skóra nabrała trupiobladego koloru, który David nasycił warstwą talku.
- Seksowny z ciebie skurwiel - powiedział do swojego odbicia.
Widząc że ma jeszcze chwilę czasu, wyjął z kieszeni swoją ulubioną talię i wybrał asa pik. Obserwując mężczyznę o aparycji wojskowego, począł bawić się kartą. Przekładał nią szybko między palcami, aby wreszcie wykonać szybki ruch za ucho sugerujący zniknięcie asa. Soldat zdawał się kompletnie ignorować te sztuczki.
- Nudziarz.
- David Akerman. Wejść! - rozległ się tubalny głos.
Natychmiast ruszył do wejścia. Miał w poważaniu większość szych Trynidadu i Tobago, ale na ocenie generała mu zależało. Kiedy minął progi pomieszczenia, wykonał delikatny ukłon. Składając ręce za siebie cierpliwie czekał na to, co Travis miał mu do powiedzenia.
 

Ostatnio edytowane przez Caleb : 28-10-2015 o 17:24. Powód: kosmetyka
Caleb jest offline  
Stary 28-10-2015, 13:35   #10
 
pawelps100's Avatar
 
Reputacja: 49 pawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodzepawelps100 jest na bardzo dobrej drodze
Pablo niezmordowanie spacerował w tę i z powrotem po zamkniętym pomieszczeniu Fundacji. Jednocześnie w jego głowie walczyły ze sobą sprzeczne myśli. Tak, zamach na prezydenta był poważnym naruszeniem Maskarady ale co on miał z tym wspólnego. Od dawna był trzymany na krótkiej smyczy więc jak mulat mógłby wywinąć taki numer?

Gdy na jego drodze pojawiło się lustro Rael zatrzymał się na chwilę. W lustrze ukazała się twarz ciemnoskórego mężczyzny średniego wzrostu. Pablo wiedział że nie był mocno zbudowany ale jak na swoje ciało był dość silny. Poza tym wyglądał całkiem ludzko... jak na wampira rzecz jasna. Ale wiedział też że to nie wygląd sprawił że stał się członkiem "Rodziny"- jego ostry jak brzytwa umysł i głód wiedzy zwróciły na niego uwagę gdy jeszcze był żywy.

Jednak szybko wrócił do przemierzania pomieszczenia w tę i z powrotem. Zasadniczo Pablo był cierpliwą osobą ale tym razem nie mógł opanować lekkiego zdenerwowania. Wiedział co najprawdopodobniej oznacza wizyta regenta fundacji. Czyżby oznaczało to co myśłał że oznacza? Jak tak to byłby zadowolony z takiego obrotu sytuacji.

Wizyta regenta oznaczało jedną z dwóch rzeczy, to było pewne. Albo stanie się dla niego coś dobrego albo coś złego. Nic pośredniego.
 
pawelps100 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166