Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-01-2016, 03:15   #1
 
Leoncoeur's Avatar
 
Reputacja: 12537 Leoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputację
[Old WOD] Jaki tu spokój... - Lucja Podworska

Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 13, Rembertów, ul. Strażacka, popołudnie
- Hejka - Emil wparował na posterunek witając się ze wszystkimi.
Bywał u siostry często, znał się z całą załogą, a ta sympatię do “Podwiązki” przerzucała również na jej brata.
- Karol, wyskoczyłbyś może wieczorem do klubu? - spytał zbliżając się do jednego ze strażaków, który aktualnie sprawdzał coś na smartfonie. Karol i Andrzej właśnie parzący sobie obok kawę uśmiechnęli się porozumiewawczo, nawet Lucji drgnęły kąciki ust. Emilowi bynajmniej nie chodziło o Karola ani nawet o jego dziewczynę Magdę. Po prostu druga połówka strażaka nie ruszała się prawie nigdzie bez swej najbliższej przyjaciółki Karoliny, a Emil zabujał się w wesolutkiej dziewczynie na zabój.
- Do klubu? No nie wiem...
- No rusz się, będziecie tak w domu przesiadywać?
- Będziemy?
- Ehm… znaczy myślałem, że z Magdą byś chciał iść - Emil się lekko speszył - Chyba że sam, no mi to rybka. - Chłopak naprawdę nieźle udawał.
- Andrzej, Lucja co o tym myślicie? - Karol spytał pozostałą dwójkę. Wszyscy mieli wolny wieczór, a następny dyżur dopiero następnego dnia na popołudnie
- Odpadam - rzekł krótko Andrzej. Nie uważał za zasadne tłumaczyć czemu.
- Mieliśmy dość ciężki tydzień i z pewnością przydałaby się odrobina odprężenia. Uważam, że warto się trochę rozerwać, pogadać i wypić drinka dla relasku - Lucja wyraziła swoje zdanie, spoglądając na Karola. - A jak zbierzemy parę osób to możemy rozegrać turniej w rzutki - zaproponowała z lekkim entuzjazmem i puściła koledze oczko, tak aby Emil tego nie widział.
- No dobra, pomysł niezły. - Karol przytaknął. - Pogadam z Magdą, może kogoś jeszcze weźmiemy - dodał z niewinną miną znęcając się nad Emilem. - Gdzie i o której?
- 22.00 w Hydrozagadce? - odparł Emil.
- Mi pasuje - odparł Karol. Zagłębie klubowe na 11 listopada na Pradze Północ było zdecydowanie bliżej niż centrum miasta.
- To jesteśmy umówieni. Pogadam jeszcze z paroma osobami, to zajmiemy pewnie z pół klubu - zarzuciła Lucja. Ona też znała Karolinę i nawet jeśli nie tak dobrze jak Magda, to wystarczająco, aby móc wyciągnąć ją na imprezę.
- Tak? To fajnie - Emil spojrzał na siostrę z uśmiechem i nadzieją. Na jej pomoc zawsze mógł liczyć, nawet jeśli nadal nie wiedział nic konkretnego.
Łaknąca relaksu ekipa, snuła ambitne plany spędzenia wieczoru... i sporej części nocy. Tak się przy tym zagadali, że nie spojrzeli nawet jak minął dobry kwadrans.
- Ludzie, impreza będzie wieczorem, a teraz musimy zająć się pracą. Ćwiczenia za pięć minut - wtrącił w pewnym momencie Andrzej. Niestety mężczyzna miał rację - nie byli na rynku, aby urządzać sobie pogaduszki i nawet jeśli nie mieli obecnie żadnego wezwania, to jednak byli w pracy... przynajmniej większość z nich.
- Słuszna uwaga, mamy robotę - potwierdziła cicho Lucja spoglądając na brata.
- Jasne, nie zajmuję dłużej - odpowiedział jej Emil. - Do wieczora, strażacy! - pożegnał się z uśmiechem.


* * *

Klub "Hydrozagadka", Praga Północ, ul. 11 Listopada, późny wieczór
Hydrozagadka była lokalem w zagłębiu klubowym na 11 listopada, które w Warszawie miało uznaną renomę. Po pierwsze wybierali to miejsce raczej studenci, a nie dresy (oni celowali w gocławskie Explosion) czy bon vivanci z bogatych domów (rezydujący na Mazowieckiej). Emil zarezerwował dwa stoliki “W Chmurach”, pubie lekko ‘stowarzyszonym’ z klubem. O 22 na parkiecie Hydro jeszcze niewiele się działo, więc towarzystwo które się zebrało raczyło się z początku zimnym piwem w pubie, by potem zmienić salę. Nie była to aż tak liczna grupa - ośmioro strażaków i cztery osoby towarzyszące utworzyły tuzin imprezowiczów, dla którego dwa stoliki pasowały idealnie.
Emil był mocno niepocieszony bo Karoliny nie było, ciężka grypa wykreśliła ją z listy obecności na dzisiejszy wieczór. Odpalał piwo za piwem w dość szalonym tempie siedząc lekko markotny póki dobry humor towarzystwa lekko nie zabił w nim wiadomego żalu z tego jak ten wieczór się potoczył. Lucja naturalnie starała się go rozweselić, ale nie było to łatwe zadanie.

Po 23.00 towarzystwo przeniosło się z Chmur na salę Hydrozagadki jaka mieściła się za ścianą. Rozbrzmiewała tam głośna muzyka do tańca, a pasujący do atmosfery półmrok rozświetlany był jedynie przez migoczące kolorowe światła niczym choinka na święta. Na parkiecie zebrała się już niemała grupa tańczących osób, ale było jeszcze wiele miejsca dla nowych gości. Rafał i Przemek zabrali Emila i poszli poszukać damskiego towarzystwa na resztę wieczoru - ot tak, aby mieć z kim potańczyć i może pogadać. Lucja w myślach popierała ten pomysł, bo miało to duże szanse poprawić chłopakowi humor.
Zabawa trwała w najlepsze. Lucja spędzała większość czasu na parkiecie, tańcząc w rytm muzyki, najczęściej z kolegą z pracy, ale czasami z kimś nowo poznanym kto poprosił ją do tańca. Dobrze się bawiła.



Przed godziną 1.00, Lucja zauważyła brak Emila wśród swojej grupy na parkiecie, nie było go też przy stoliku jaki zajęli gdy ekipa która wzięła go na rezerwację zmyła się z klubu wcześnie - niedługo po północy. Przez kilka minut rozglądała się po sali myśląc, że chłopak przygruchał sobie jakąś dziewczynę - ale nigdzie nie mogła go zauważyć.
- Widzieliście Emila?! - zarzuciła Lucja, przekrzykując głośną muzykę.
Pare osób pokręciło przecząco głowami nie przerywając zabawy, tylko Magda odkrzyknęła równie głośno do dziewczyny zdawkowe:
- Ostatnio widziałam go jak do wyjścia szedł!
Lucja odpowiedziała jej kiwnięciem głowy. Chłopak nie miał w zwyczaju znikać bez słowa, więc chwyciła telefon komórkowy i udała się do damskiej łazienki, aby w ciszy móc spokojnie do niego zadzwonić. Niestety od razu włączyła się poczta głosowa - nawet nie było sygnałów dzwonienia. To było już niepodobne do chłopaka i naprawdę zmartwiło Lucję.
- Emil, gdzie mi zniknąłeś? Nie strasz tak i oddzwoń jak odsłuchasz - nagrała się.
Wziąwszy głębszy oddech, udała się do wejścia, licząc na to, że siedzący tam ochroniarz może coś zauważył.
- Cześć - ładnie uśmiechnęła się na wstępie. - Czy widziałeś może tego chłopaka? - spytała, pokazując zdjęcie Emila w telefonie komórkowym.
Ochroniarz zerknął odruchowo ale tylko się roześmiał.
- Tyle osób się przewija, palarnia zamknięta, to wszyscy przed klub na szluga. Dziewucho weź się ogarnij.
Jego kolega nawet nie patrząc na zdjęcie uważnie otaksował Lucję, wpadła mu w oko co było widać już wtedy gdy kupowali wejściówki.
- Który? - Rzucił podnosząc się i zerkając na zdjęcie. Widocznie ekipa przychodząca z Lucją bardziej zapadła mu w pamięć z dość wiadomych powodów - Taaa, jakieś pół godziny temu wyszedł. Może na fajka, nie wiem, był bez kurtki.
- O rany, jesteś pewien? I już nie wrócił potem, tak? - Lucja mimo wszystko chciała mieć pewność, że facet nie podał jej zniekształconych lub nieaktualnych informacji. Oczywiście była mu wdzięczna za wieści, więc obdarzyła go uważnym spojrzeniem.
- No 90% szans mała. Bartek jestem, chcesz to możemy go poszukać. - Ochoczo wstał z taboretu wywołując tym przewrócenie oczami u kolegi.
- To bardzo miło z twojej strony. Możesz chwilę zaczekać? - powiedziała, chcąc zostawić sobie więcej możliwości, a jednocześnie nie chciała sama zniknąć bez słowa.
- Jasne, nigdzie nie idę - wyszczerzył się w uśmiechu.
Lucja odpowiedziała bardzo zdawkowym uśmiechem i czym prędzej wróciła do grupy jej towarzystwa. Nie miała już zbytnio ochoty na zabawę, a jedynie zagadywała do swych mobilnych znajomych, czy nie byliby skłonni pomóc jej w poszukiwaniach. Mimo wszystko, jeśli miałaby zostać z kimś sam na sam i szukać zaginionego brata, to wolałaby mieć u boku kogoś znajomego, niż świeżo poznanego ochroniarza... nawet jeśli byłby on dość przystojny.

Karol od razu wykazał chęć pomocy. Zagadał tylko coś do Magdy na ucho, a gdy ta pokiwała głową z aprobatą, mężczyzna ruszył wraz z Lucją w stronę wyjścia.
- Już w porządku, mam pomoc - rzuciła z lekkim uśmiechem do ochroniarza, gdy mijali go opuszczając lokal. Ten który się wcześniej zaoferował kiwnął tylko głową na znak zrozumienia, ale ten drugi wyglądał na zdecydowanie zbyt dumnego z siebie.
- Nie ma go najwyżej pół godziny, a ochroniarz mówił, że wyszedł bez kurtki. Tylko naprawdę nie wiem, gdzie mógł pójść, nie o tej porze. A telefon mu nie działa. - Lucja wprowadziła Karola dzieląc się z nim najważniejszymi informacjami.
- Mógł złapać nocny autobus, trzeba sprawdzić w rozkładzie. Ale może nie poszedł daleko? - zasugerował mężczyzna.
Oboje zaczeli się rozglądać po okolicy - nie tyle wśród osób które wyszły na papierosa, co pomiędzy nimi i za nimi. Na szczęście poszukiwania nie trwały długo, choć przeczesując teren oddalili się od grupki osób stojących przed wejściem.
- Tam siedzi - zauważył Karl i wskazał ręką w głąb zaułku, gdzie Lucja zauważyła swego młodszego brata całego i zdrowego, dzięki czemu odetchnęła z ulgą.
- O rany, dzięki wielkie - odpowiedziała z nieukrywaną radością.
- Wygląda na trochę przybitego. I nawet chyba wiem dlaczego - powiedział spokojnie Karol.
- Ano... Okay, to ja z nim pogadam. Dzięki za pomoc - powiedziała Lucja spoglądając to na brata, to na kolegę z pracy.
- Nie ma sprawy. Dam znać reszcie, że wszystko w porządku. Jak ten, to dołączcie do nas.
Oboje kiwnęli sobie głowami.

Emil siedział na krawężniku i dość smętnie bawił się rozładowaną komórką. Lucja minęła zamknięty już "Skład Butelek" i podeszła do niego od tyłu. Było dość ciepło i od dawna nie padało, więc krawężnik względnie nadawał się do siedzenia - przynajmniej w razie potrzeby. Lucja podeszła bliżej i dosiadając się do brata po jego prawej stronie, klepnęła go lekko w lewe ramię. Miała nadzieję, że odwróci się w lewo, aby nikogo tam nie zastać, a potem zobaczy ją siedzącą z drugiej strony. Mogła go tym pocieszyć, jak za starych dobrych lat. Niestety Emil był na tyle osowiały, że właściwie zignorował klepniecie i dopiero po chwili spojrzał na siedzącą obok niego siostrę.
- Hej. Trochę mnie nastraszyłeś tak znikając... Martwisz się o Karolinę? - zagadała.
- Mhmm - mruknął Emil z wyraźnym smutkiem.
- Nie przejmuj się. Każdy czasem choruje, to się zdarza. Na pewno wyzdrowieje i jeszcze nie raz się spotkacie... Ona cię lubi. - Lucja starała się pocieszyć brata.
- Naprawdę? - spytał niedowiarek.
- Serio. Tak mi mówiła Magda, a ona zna ją bardzo dobrze. A ja znam ciebie bardzo dobrze i wiem, że ciebie nie można nie-lubić - odpowiedziała i spojrzała na niego ze szczerym uśmiechem.
Chłopak popatrzył na nia przez chwilkę i pociągnął nosem.
- Bo ja do niej zadzwoniłem... To znaczy chciałem... - zdradził Emil.
- Ale chyba nie teraz po nocy? - spytała Lucja.
- Nie no, wcześniej. Jak tylko Magda powiedziała, że jest chora i nie przyjdzie, to chciałem się dowiedzieć... życzyć jej zdrowia i ten... Ale nie odbierała, więc wysłałem jej tylko wiadomość. Czekałem aż oddzwoni albo odpisze. I ciągle sprawdzałem, aż w końcu mi się telefon rozładował - Emil wylewał żale, opowiadając historię swojego wieczoru.
Lucja nie mogła mu się dziwić. Miał nadzieję spędzić wieczór w towarzystwie swojej sympatii i nic mu z tego nie wyszło.
- Nie przejmuj się tak, naprawdę. Ona jest chora, więc na pewno poszła wcześniej spać. Zobaczysz, że jutro odbierze twoją wiadomość i na pewno ze sobą pogadacie - powiedziała Lucja, łapiąc brata za ramię.
Ten spojrzał na nią i odetchnął. Widać po nim było, że nadal się trochę martwi, ale ewidentnie poczuł się lepiej. Nawet się uśmiechnął.
- Myślę, że dobrze by było jakbyś posłał jej kwiaty. Z tego co pamiętam, to Karolina lubi orchidee - powiedziała Lucja.
- Tak, zwłaszcza te kolorowe. No, jutro załatwię pokaźną wiązankę z dostawą do domu - powiedział Emil, dzięki czemu sam sobie coś udowodnił.

Siedzieli tak na krawężniku i rozmawiali jeszcze przez kilka dobrych minut. W końcu Lucja zaproponowała, aby wrócili do środka, do reszty ich ekipy.
- Daj mi jeszcze parę minut. Chciałbym na spokojnie przemyśleć sobie parę rzeczy - odpowiedział Emil, głosem spokojnym i opanowanym.
- Pewnie - odpowiedziała z uśmiechem Lucja - tylko przyjdź zaraz - zastrzegła od razu.
Emil kiwnął głową i mrugnął jednocześnie oczami na znak zgody. Lucja obdarzyła go uśmiechem i wstała gotowa wrócić do Hydrozagadki. Świadoma iż siedziała na krawężniku, przezornie otrzepała jeszcze swój zgrabny tyłek.
- Jestem czysta? - spytała brata.
- Chyba tak. Ale tu jest dość ciemno, więc spytaj jeszcze chłopaków - rzucił Emil.
Gdy Lucja się odwróciła i spojrzała na niego, ze znakiem zapytania wypisanym na twarzy, zobaczyła, że jej braciszek uśmiechał się, ewidentnie z siebie zadowolony. Kobieta odwzajemniła ten uśmiech, zadowolona, że bratu wróciło poczucie humoru i ruszyła do środka. Wyglądało na to, że wszystko dobrze się skończyło.

Kolejny kwadrans minął jak z bicza strzelił, ale Emil nie pojawił się wśród imprezowiczów. Mając wolną chwilę, lekko zaniepokojona Lucja dała znak kolegom, że zaraz wraca i udała się do wyjścia. Nie miała zamiaru przymuszać Emila do powrotu na salę, ale chciała go zobaczyć i upewnić się, że wszystko z nim w porządku. Niestety, gdy Lucja wyszła na dwór i weszła w zaułek, zobaczyła, że jej brat nie siedzi, ale leży tam gdzie go zostawiła. Z przyspieszonym biciem serca podbiegła do niego i kucnęła tuż obok. Wiedziała, że Emil nie był aż tak pijany, aby ot tak zasnąć i nie była pewna czy nie stalo się coś złego. Chłopak leżał nieprzytomny i oddychał dość ciężko, ale jego stan był stabilny. Lucja była zaznajomiona z zasadami pierwszej pomocy i szybko przebiegła całą procedurę punkt po punkcie. Na szczęście chłopak nie odniósł żadnych widocznych obrażeń, wokół niego nie było śladów zwróconych trunków, a i miał przy sobie wszystko co trzeba, począwszy od kluczy do mieszkania, potrwela i zegarka, na butach i spodniach kończąc.
Lucja wykonała krótki telefon do Karola, uznając, że zarówno sytuacja jak i godzina świadczą o tym iż czas kończyć już balowanie. Udało jej się też w miarę szybko docucić Emila, który mamrotał nieco zapijaczonym głosem coś o jakiejś lasce o czarnych oczach i czerwonych ustach... albo odwrotnie. W każdym bądź razie nic poważnego się chłopakowi nie stało.

Gdy Karol i Małgorzata wyszli na zewnątrz, Lucja szybko wprowadziła ich w sytuację. Jak na dobrych kolegów przystało, zgodzili się oni odwieść rodzeństwo do domu. Dźwiganie ciała nie było nowością dla żadnego strażaka, więc zapakowanie Emila do samochodu nie sprawiało im trudności. Pożegnawszy się z resztą towarzystwa, Lucja wsiadła na tylne siedzenie, zajmując miejsce obok półprzytomnego brata. Tam dopiero, przy odpowiednim świetle, dostrzegła, że Emil był dość blady, ale poza tym wyglądał dobrze.
Choć z Hydrozagadki do mieszkania nie mieli daleko, Lucja miała wrażenie, że przysnęła na moment. Cóż, w końcu było późno w nocy, a ona zmęczona po tygodniu, dniu i tańcach, siedziała teraz na wygodnym siedzeniu samochodu, w mroku, z głową brata bezpiecznie spoczywającą na jej kolanach.
Lucja pamiętała jednak jak dojechali do ich domu, jak Karol pomógł jej wnieść Emila po schodach i do mieszkania, jak po podziękowaniach i pożegnaniach, zadbała o dobry wypoczynek dla brata, a następnie sama naszykowała się do snu, który przyszedł nieomal natychmiast.


* * *

Blok z płonącym mieszkaniem, Rembertów, ul. Chruściela, wieczór
Jednostka Lucji była świetnie zorganizowana toteż zaledwie pięć minut od przyjęcia zgłoszenia ich wóz wyjąc na sygnale zatrzymał się pod budynkiem. Z jednego z okien szły kłęby dymu i nawet płomienie co oznaczało poważniejszą sprawę niż niewielkie zaprószenie ognia, paliło się bardzo elegancko.
Szef ekipy kilkoma słowami podzielił zadania.
Karol, Andrzej i Lucja Kopnęli się z toporkami do wywalania drzwi i gaśnicami do klatki schodowej, dziewczyna miała ze sobą przy tym zestaw pierwszej pomocy, w biegu dopinali maski mające chronić ich przed dymem.
Rafał i Przemek zaczęli przygotowywać sprzęt by wesprzeć kolegów gaszeniem wodą ze szlaufów strażackich gdyby wstępna ocena grupy pierwszej zakładała potrzebę ich użycia.
Pozostali zajęli się odsuwaniem gapiów bo policja (zabezpieczenie miejsca akcji było w jej obowiązkach) jeszcze nie dojechała, a ludzie gromadzili się pod blokiem komentując sytuację i czyniąc ścisk i chaos. Paliło się od strony okna toteż nie było szans aby ktokolwiek kto (ewentualnie) był w mieszkaniu musiał tą stroną je opuszczać toteż odpuścili rozkładanie sprzętu do łapania skoczków.



Gdy grupa Lucji dobiegła do drzwi Andrzej odruchowo potraktował je solidnym kopniakiem aby wyważyć je lub choćby sprawdzić czy się da i w razie czego brać się za topór.
Wyłożył się przy tym jak długi klnąc tak że uszy więdły.
Drzwi były otwarte, przez maskę i dym nie zauważył, że były nawet lekko uchylone.
Karol i Lucja wpadli do mieszkania oceniając stan pożaru.
Hajcowało się naprawdę godnie jednak co dziwne tylko część przestronnej kawalerii. Strażacy byli profesjonalistami wnet ocenili to jako nierównomierny stan spalania wynikły z miejscowego zapłonu materiałów łatwopalnych.
- Odwołaj chłopaków, damy tu radę sami - Lucja odezwała się do krótkofalówki przyczepionej do barku jednocześnie odrzucając przybornik medyczny i sięgając po gaśnicę.
Nie było sensu bo choć widzieli ciało człowieka to płomienie nie tyle pełzały po nim co... matko, co za śmierć...

Karol dopadł pierwszy sypiąc z gaśnicy aż miło, Lucja po nim, Andrzej dołączył po chwili gdy już pozbierał się z podłogi.
Nie trwało to długo, ogień został ugaszony sprawnie i szybko choć gdy zaczynali interwencję płonęły już całkiem przyzwoicie niektóre sprzęty i meble z tej strony pokoju.
- Pieprzony sukinsyn - warknął Andrzej wściekłym głosem.
Wiedzieli o co mu chodzi, obok spalonego trupa walały się pobite i całe szklane butelki, a plama pozostała po plastiku dla profesjonalistów oznaczała jasne przesłanie plastikowego kanistra. Zabawy z benzyną w bloku mieszkalnym, strażacy za takie rzeczy byli skłonni skazywać na ciężkie roboty w specjalnie ustanowionych dla takich delikwentów kołchozach.
- Jeeeezu... - Karol zabuczał spod swojej maski. - Mamy problem.
Kucnął nad spalonym trupem wskazując coś palcem. Spalona twarz pogorzelca nie mogła ukryć dwóch dziur w czaszce. Ten człowiek nie zginął od ognia.
- No to mamy pięknie! - Andrzej rzucił gaśnicą o ziemię.
Policja, zeznania i tak dalej. To była norma gdy w czasie pożaru trafił się nieboszczyk, ale z dziurami po kulkach... gliniarze dostaną kociokwiku.
- Szefie mamy trupa - Karol rzucił do swej krótkofalówki.
- Zawiadomię pogotowie i policję. - usłyszeli wszyscy, byli wszak na jednej częstotliwości.
- Z dziurami w czaszce.
- Noż kur... - szef jednostki nie pałał szczęściem. - Zejdźcie tu do mnie, niech Lucja zostanie na górze.
Obaj mężczyźni wyszli z mieszkania ciężko schodząc po schodach, wzorowa akcja ale trup i co z tego że nie ich wina? Pieski los strażackiego sumienia.

Mocny przewiew oczyścił pomieszczenie z dymu ale Lucja nie zdejmowała maski, wiedziała że trzeba jeszcze odczekać.
Zaczęła rozglądać się po pokoju w oczekiwaniu na policję. Spaleniu uległa głównie część kawalerki od strony okna gdzie doszło do zapłonu, ogień nie zdążył dojść do przeciwległej strony gdzie stała stara szafa i kredens. Gdyby to była PRLowska meblościanka... fiuuuu z dymem. Stare chyba przedwojenne meble nie zajmowały się tak łatwo.
Dziewczyna podeszła do kredensu i powoli zdjęła maskę, choć wedle wszelkich instrukcji jeszcze nie powinna.
Rozkasłała się, do oczu napłynęły łzy ale ona zignorowała to, wyciągnęła rękę w kierunku grupy zdjęć w starych mosiężnych oprawach, jedno wylądowało w strażackiej azbestowej rękawicy.

Jadwiga, jej babcia po której wzięła mieszkanie w Warszawie.
Wraz z nią na zdjęciu było jeszcze pięć osób z czego jeden staruszek cechujący się widocznym autorytetem w samym centrum. Jadwiga wyglądała na uradowaną i jak nie za długo przed śmiercią, po przeprowadzce do stolicy. Miała na sobie coś w rodzaju... habitu? Szaty jaką nosili ludzie z Ku-Klux-Klan? Tak jak i inni na zdjęciu. Na piersi każdy miał wyszyty jakiś znaczek, jednak w tej rozdzielczości zdjęcia nie było zbytnio łatwo rozróżnić szczegóły. Wszyscy w ręku mieli jakąś książkę, niektórzy otwartą (na stronach tytułowych widać było prawie identyczne zapiski robione ręcznym pismem niczym dedykacje. Niektórzy (w tym babcia Lucji) książki zamknięte. "Warszawa Nocą" głosiły tytuły.
Nikt z rodziny nigdy nie dowiedział się czemu Jadwiga przeprowadziła się w podeszłym wieku do stolicy, była to rodzinna zagadka, a sama zainteresowana mniej lub bardziej subtelne pytania puszczała mimo uszu.
Lucja zdała sobie sprawę, że przy porządkowaniu rzeczy zmarłej chyba widziała tę książkę w mieszkaniu.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"

Ostatnio edytowane przez Leoncoeur : 11-01-2016 o 03:20.
Leoncoeur jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:50.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166