Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-05-2018, 09:38   #1
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację
[VtDA: The Night Walkers #1] Outcast's Throne



Many of those who are humiliated are not humble.
Some react to humiliation with anger, others with patience,
and others with freedom. The first are culpable, the next harmless, the last just.
~Bernard of Clairvaux



 
Zell jest offline  
Stary 15-05-2018, 17:40   #2
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCIXII, Dijon


Książę siedział rozparty na tronie, znudzony niemożebnie nic nie znaczącym gadaniem zgromadzonych możnych, którzy przybyli do jego (wciąż nie mógł do tego przywyknąć) zamku w Dijon, które to miasto było stolicą Burgundii, aby oddać hołd nowemu władcy, jaki przejął tron po swoim zmarłym ojcu - Hugo III. Chcieli oni nie tylko okazać oddanie (prawdziwe bądź nie) nowemu Księciu, co miało im zapewnić względny spokój, ale także wybadać możliwą podatność nowego władcy na manipulacje,jakich na pewno pragnęli dokonać. W końcu w razie słabości Simona de Bourgogne arena polityczna byłaby na tyle niestabilna, że należało szybko ocenić zawodników nim wejdzie się w szranki.

Oraz jak długo trwałaby żałoba po młodym władcy zbyt delikatnym do noszenia tego tytułu.

Odo wydawał się sprawnie pływać w tym ścieku ambicji i kłamliwych grzeczności, lawirując pomiędzy drapieżnikami, a Simon mógł zastanawiać się tylko jak silna jest braterska miłość między bliźniaczymi braćmi. Jak silna by jednak nie była, musiał o nią dbać, mając nadzieję, że do takiego samego wniosku doszedł i ten, który był drugi.

Mimo wszystko w danym momencie co nie on był dla Simona problemem, a ci, co byli na szczytach społeczeństwa. Książę Burgundii miał już dość tego spotkania, które przeciągnęło się już zbyt długo, jednak póki możni mieli o czym rozmawiać i co jeść... póty Simon musiał tutaj z nimi siedzieć. Odo zanudziłby go gadaniem, gdyby jego brat od tak się zmył do swoich komnat, chociaż jako młodzi często urywali się po nocach na schadzki ze służkami. Ach, to były czasy...

- To nie jest egzekucja, nie umrzesz tej nocy. - szepnął Odo, nachylając się ku znudzonemu bliźniakowi - Okaż nam choć trochę łaski, Książę.

Na ustach brata wykwitł prawie niewidoczny uśmieszek, ukrywany przed zgrają szlachetnie urodzonych. Nim jednak Simon zdołał go odwzajemnić lub chociaż odwdzięczyć się braterską uszczypliwością, zobaczył że do sali wchodzi jeszcze jedna osoba, której przybycie wywołało skrzywienie Odo.

- Co robi tu ten bękart? Lorda przysłać nie mogli, tylko musieli tego kurwiego syna? I to pojawił się tak spóźniony? Wszyscy dawno ucztują,hołdy zakończyły się przed zmierzchem, a teraz księżyc już króluje na niebie! - ściszył jeszcze bardziej głos dodając - Widzisz jakim poważaniem cieszy się Książę Burgundii w oczach rodu z Autun. Aż bękarta zamiast Lorda wysyłają!



Simon patrzył jak nieprawy syn Guiscarda de Autun (którego imienia nie przypominał sobie), podchodzi powoli ku jego tronowi, starając się nie patrzyć na zgromadzonych ani nie wyglądać tak niedostająco do bogato ubranej, szlachetnej braci, jak naprawdę wyglądał. Spojrzał wprost na Simona i zatrzymawszy się w odpowiedniej odległości, ukłonił się władcy głęboko.

- Książę. Mój lord-ojciec, Guiscard de Autun składa moimi rękoma hołd twojej osobie i zapewnia, że ród będzie twoim lennikiem, jako i był twego ojca. - Josse (czy tak ta kurwa nazwała swego dzieciaka?) zwiększył zgięcie w ukłonie.

A Simon zastanawiał się czy aby bękart nie powinien klęczeć przed nim jako i słudzy, nie zaś kłaniać się jako lordowie.



 
Zell jest offline  
Stary 15-05-2018, 21:46   #3
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

Simon poprawił się na swoim tronie i przez dłuższą chwilę w milczeniu obserwował swojego gościa. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji i wszyscy zgromadzeni wyraźnie wyczuwali narastające napięcie. Po chwili jednak twarz młodego księcia nieco się rozluźniła i powitał swojego gościa z uśmiechem.
- Na to liczę przyjacielu, twój ród o zawsze wiernie nam służył i nigdy o tym nie zapomnieliśmy. Mniemam, iż twojego ojca zatrzymało coś bardzo ważnego? - Pomimo przyjaznych słów, wzrok Simona lustrował bękarta z wielką uwagą, śledząc każdy jego gest.

Bękart skłonił się ponownie, tym razem nieznacznie.
- Lord de Autun nie mógł sobie podarować, że nie może przybyć do zamku, aby w tym dniu złożyć hołd nowemu Księciu Burgundii. Słabe zdrowie nie pozwoliło mu opuścić komnat. - odparł spokojnie, nie okazując ni krzty spięcia sytuacją - Jednakże z zaskoczeniem ja sam przyjmuję decyzję Księcia o zwołaniu lordów właśnie na czas tak wczesny, co za panowania twego ojca, mój Książę, nigdy nie miało miejsca. Słońce nawet nie myślało chować się za nieboskłonem, gdy rozpoczęło się zgromadzenie. Przybycie z dalszych ziem wymaga wszak dłuższej podróży danego dnia lub opuszczenia obowiązków dnia poprzedniego. - Simonowi przez ledwie moment wydawało się, że w spojrzeniu bękarta zobaczył jakąś niemiłą mu nutę.

Książę spojrzał na swojego lennika hardym spojrzeniem.
- Musisz pamiętać, iż nie jestem moim ojcem. - Powiedział oschle i obserwował reakcję mężczyzny - Wierzę, że wszystkie sprawy winniśmy załatwiać od razu, a nie czekać na zmrok, kiedy może być już za późno. Wieczór to czas na odpoczynek po ciężkim dniu, a zmęczenie nigdy nie jest dobrym doradcą.

- To mądre słowa, mój książę, ale pozbawione niestety... doświadczenia. - odparł bękart, trwając w lekkim ukłonie - A to wiedział twój miłościwy ojciec... - urwał, nie dokończywszy zdania.

Simon wyprostował się w fotelu i spojrzał na bękarta z pogardą.
- Być może, jednak czy twoje zachowanie w domu gospodarza również należy poczytywać jako brak doświadczenia? - Zdawał sobie sprawę z tego, że cały dwór bacznie go obserwuje.

- Wybacz mi, panie, to faktycznie złe zachowanie z mojej strony... - bękart skłonił się nisko, po czym wyszeptał tak, że usłyszał to jedynie Simon - ...ale odpowiednie do twojej osoby.

Mężczyzna powoli podniósł się z tronu i w milczeniu podszedł do swojego lennika i spoliczkował go.
- Jak śmiesz odzywać się takim tonem do swojego seniora? - Zapytał tylko beznamiętnym głosem.

Bękart lorda de Autun przyjął policzek ze spokojem wynikającym najpewniej z przyzwyczajenia do tego typu traktowania.
- Panie, jeżeli moje przeprosiny były złym tonem powiedziane, to błagam o wybaczenie... - padł na kolana przed Simonem, do którego uszu dotarł jeszcze szept skierowany do niego i najwyraźniej słyszany tylko przez jego osobę - ...ale prawda boli.

Simon wiedział, że wraz z dworem jego zachowanie analizuje także brat.

Mężczyzna spojrzał na bękarta z wyższością.
- Zejdź mi z oczu. Przekaż ojcu, że odwiedzę go z pewnością w niedługim czasie. Straże! Wyprowadzić go! - Krzyknął.

Bacznym spojrzeniem omiótł zgromadzony wokół tłum.
- Wiem, że słowa, które wypowiedział zadaje sobie również część z was. - Powiedział nie czekając na strażników - Czemu taki szczeniak ma być naszym naszym seniorem? Być może, jestem stosunkowo młody, ale nie jestem już dzieckiem. Doskonale znam gry, w które gracie, wiem to co powinienem wiedzieć o każdym z was i świetnie zdaję sobie sprawę z wagi pozycji, na której jestem - Uciął na chwilę - Towarzyszyłem swojemu ojcu w każdej wyprawie, w każdej podróży, od kiedy byłem w stanie unieść miecz i płynnie czytać. Walczyłem o naszą wiarę w Ziemi Świętej. Widziałem Jerozolimę, broniłem Akki. Nie macie do czynienia z aroganckim chłopcem jak ten tutaj - Rzucił pogardliwe spojrzenie wyprowadzanemu bękartowi - Jestem prawnym spadkobiercą rodu de Bourgogne i prawowitym opiekunem księstwa Burgundii! - Zaznaczył głośno - Mój ojciec był sprawiedliwym władcą, surowym, jednak sprawiedliwym. I takim chcę być również dla was możni Panowie - Bez słowa zajął swoje miejsce z powrotem i uśmiechnął się - Tymczasem powróćmy do dalszej części naszych obrad.

- Potraktowałeś bękarta zaiste łaskawie, bracie. - wyszeptał Odo - Co ci w sumie szeptał, że cię tak rozsierdził, mój książę?

Mężczyzna wskazał bratu zgromadzonych ludzi.
- Powiedz mi najdroższy bracie, kogo tutaj widzisz?

- Pytasz oczekując odpowiedzi dyplomatycznej czy prawdziwej, takiej idącej z serca? - zapytał wprost jego brat.

Simon rozluźnił się nieco.
- Wiesz dobrze bracie, że od ciebie zawsze chcę usłyszeć samą prawdę - choćby była ona gorzka.

- Stado hien, czekających tylko na okazję na pożarcie jak największego kawałka z twojego stołu. - Odo odparł szeptem, choć lekkim głosem.


- Niestety, to samo widzę i ja - Westchnął - Tęsknię za starymi czasami, wiesz? Kiedy naszym jedynym problemem byli Saraceni pod naszymi murami, a nie stado pijawek rozsianych po całym księstwie. Teraz już rozumiem, czemu ojciec był taką ponurą osobą… - Powiedział równie cicho. - Sądzisz, że ten bękart posłusznie opuści zamek czy będzie sprawiał dalsze problemy?

- Zależy czy jego łeb służy do czegoś więcej niż tylko do utrzymywania go w odpowiedniej postawie. - wzruszył ramionami jego brat - Jeżeli jednak nie posłucha... Sądzę, że od zawsze wierny lord de Autun nie będzie płakał za owocem jednej nocy z kurwą.

- Sam fakt, że przysłał go tutaj pokazuje, że niezbyt ceni swoją niechcianą latorośl. Albo niezbyt ceni mnie. Sądzę, że powinienem go odwiedzić jeszcze w tym miesiącu - szykuj powoli ludzi, może być zabawnie - Uśmiechnął się kątem ust.

- Mało kto ceni owoce swoich błędów... - szepnął brat księcia - ...szczególnie uczynione po pijaku, mój książę. - pospieszył ruchem dłoni służkę by ta napełniła ponownie puchary obu braci czerwienią skarbu zamkniętego w piwnicach zamku.

Simon zaśmiał się cicho.
- Sądzisz, że cała ta szopka potrwa jeszcze długo? Mam tysiące lepszych sposobów spędzania wieczorów - Dość ostentacyjnie wlepiał wzrok w służkę dolewającą wina uśmiechając się.

- Ależ książę, nie wypada tak, toż to w końcu spotkanie ku twej czci. A i nie chcesz chyba wypaść grubiańsko? - zbeształ z cichym rozbawieniem brata - Chociaż kształty... Zacne. - dodał cicho, spojrzawszy w mniej nachalny sposób na służkę.

Simon wzruszył lekko ramionami.
- Jakby ich interesowało moje zdanie na temat tego wszystkiego… - Westchnął i z powrotem przybrał pogodną minę - Kto jako następny?


***


Simon zamknął za sobą drzwi komnaty i padł na łóżko. Nigdy nie sądził, że sprawowanie władzy jest takie nudne - dzisiejszego dnia przed jego tronem pokłoniło się dziesiątki możnych i najgorsze było to, że musiał zapamiętać każdego z nich.

Mężczyzna westchnął głośno - jeszcze parę godzin temu miał ochotę zabawić się z jedną ze służek służących w zamku, jednak cały dzień sztucznego widowiska skutecznie osłabił jego zapał do wieczornych igraszek.

Sam dzień pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi - wciąż nie był pewien na czym dokładnie stoi i jak wasale przyjmą go jako seniora. Na dobrą sprawę nic o nim nie wiedzieli i był niemal przekonany, że wiele z nich podziela opinię de Autun.

Musiał dać im przykład swojej siły i zdecydowania. Jutro rozpoczną przygotowania do podróży, która odbędzie się dokładnie za siedem dni, a Lord Guiscard będzie doskonałym przykładem dla innych. Pokaże wszystkim jak silna jest krew w rodzie de Bourgogne.
 
Zell jest offline  
Stary 15-05-2018, 22:14   #4
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCIXII, obrzeża Autun

Przez cały tydzień poprzedzający wyjazd do Autun, młody książę Burgundii miał wystarczająco dużo pracy, aby odciągnęła go ona od myśli o wydarzeniach tamtego spotkania, jednak niezależnie od ilości nauki, jaka spadła na niego wraz z objęciem rządów, nie był w stanie zapomnieć tego upokarzającego wieczoru. Może i okazał łaskawość w sprawie bękarta, może to było dobre rozwiązanie jak powtarzano na książęcym dworze... A może najfatalniejszy z jego błędów w przyszłych skutkach.

Zapewne dowie się niebawem, ale nie szybciej niż lord Guiscard de Autun zrozumie, iż wzbudził niechęć osoby, której kiwnięcie palcem mogło zaważyć na losie starego lorda... co przyniesie za sobą naukę dla reszty tej rozpasanej szlachty.

W końcu łaskawość ich seniora miała swoje granice, jakie tylko oni wybiorą czy zostaną wyznaczone pokłonem, czy krwią.
***




Bękart przynajmniej miał w jednym rację - podróż faktycznie była długa. Simon planując oceniał ją na sposób wyprawy w Krucjacie, nie biorąc pod uwagę innych czynników tej przeprawy w pokojowej chwili. Słudzy byli zbyt niepewni młodego władcy, pamiętając go raczej jako młodzieńca zbyt pewnego swych racji niżli ich księcia. Niektórzy woleli przytakiwać na każdy jego pomysł, nieliczni przekonać go do innych zamiarów, ale większość z nich - zachowywała milczenie. W końcu jeżeli książę miał upaść, to lepiej było w żaden sposób nie stawać na linii ognia.

Nawet Odo zmienił swoje zachowanie na ostrożniejsze w stosunku do bliźniaka, który zyskał tron jedynie dzięki szczęściu urodzenia się jako pierwszy, nie oponując zbyt długo, gdy książę ustalał plan na drogę. Wedle zamiaru, miał dotrzeć na obrzeża Autun jeszcze za dnia.

Dźwięki nocnego lasu, którego nagie drzewa pokonane przez jesień zdawały się szydzić z przeświadczenia księcia Burgundii o własnej racji.

Simon czuł się naprawdę znużony podróżą jaką próbował skrócić, ale jedynie uczynił ją bardziej frasobliwą dla koni. Co myśleli rycerze mu przypisani oraz doradca - mógł tylko zgadywać, iż nie było to nic pochlebnego ich seniorowi. Książę zabrał ze sobą jak najmniejszą świtę, chcąc okazać brak strachu, jako i mu poradzono. Do tego sam nie zakładał żadnych kłopotów po dotarciu na miejsce... ani w trakcie przeprawy doń, oczywiście. Jeżeli nie licząc niewygody podróży, jaka na szczęście zakończyła się wraz z powrotem na zwykły trakt wiodący do miasta, a gdy młody władca zatrzymywał karego konia nieopodal pierwszej bramy prowadzącej do rezydencji rodu Guiscarda, z zadowoleniem dostrzegł powitalny orszak oczekujący gościa...



...i z niesmakiem przyjął obecność bękarciego syna lorda.



Niechciana latorośl przyklękła na jedno kolano, skłaniając z szacunkiem głowę, nie brudząc spodni i płaszcza wilgotną ziemią dzięki kamieniom jakimi została wyłożona droga.

- Książę... - Josse położył pięść na piersi - ...jesteśmy zaszczyceni, że przybyłeś w naszą gościnę. Lord Guiscard de Autun wyczekiwał twego przyjazdu od czasu, gdy tylko posłaniec przyniósł twójże list, miłościwy książę.



 
Zell jest offline  
Stary 15-05-2018, 22:36   #5
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

Książe stłumił w sobie pogardę jaką czuł w stosunku do bękarta - obiecał sobie, że tym razem nie straci nad sobą panowania. Spojrzał z wyższością na mężczyznę.
- Prowadź, mamy za sobą długą drogę. - Powiedział tylko - podróż odbiła się na kondycji wszystkich z jego eskorty, a on sam nie chciał tracić energii na przepychanki słowne.

- Oczywiście, mój książę. - skłonił głowę niżej - Jestem po to, by służyć. - wstał z kolan i skinął na tych, wchodzących w skład powitalnego orszaku - Lord Guiscard zostanie powiadomion, iż przybyłeś. - jeden z mężczyzn, popędzony gestem Jossego, popędził drogą, zapewne w stronę rezydencji - Konie zostaną ulokowane w stajniach, oczywiście, ale... czy masz coś przeciw książę, abyśmy przed nimi jeszcze konie zabrali? Wszak władca nie będzie przy stajniach się przemieszczał. - spojrzał na Simona wzrokiem przepraszającym, jakby sam nie był pewien jak sobie radzić z takim gościem.

Simon nie wydawał się poruszony pokornym zachowaniem towarzysza.
- Dobrze więc - Powiedział zsiadając z konia - Sądzę, że wszyscy z chęcią skorzystają z możliwości rozprostowania nóg.

Część ze sług Guiscard odebrała konie od jeźdźców, aby zaprowadzić zwierzęta do stajni, niewidocznych jeszcze w tych nocnych warunkach. Z gośćmi natomiast pozostał Josse oraz kilku zbrojnych czyniących obstawę dla nowoprzybyłych.
Dopiero, gdy Simon zezwolił na ruszenie w stronę sylwetki rezydencji, wszyscy ruszyli bez pędu w jej stronę.

- Twoje szybkie przybycie zaskoczyło nas, panie. - odezwał się po chwili Josse, który szedł nieopodal księcia - Czy jest ku temu konkretny powód? - pytanie nie miało żadnego wydźwięku w głosie tego mężczyzny, jakiego spojrzenie przyciągała w głównej mierze przemierzana droga.

Mężczyzna dalej starał się zachować spokój i nic po sobie nie poznać.
- Dobrze jest, żeby senior odwiedził wszystkich swoich wasali - zwłaszcza w tak burzliwych czasach jak te - bardzo zasmuciła mnie nieobecność twojego ojca na ostatniej uczcie. Mam nadzieję, iż jego zdrowie uległo poprawie? - Zapytał beznamiętnie.

- Wiek ma swoje prawa, toteż mój lord-ojciec wciąż odczuwa jego brzemię. - odparł Josse - Ale choć ciało schorowane, to umysł poddać się nie chce. - przez moment milczał, aby nieoczekiwanie w końcu zwrócić wzrok na Simona i zapytać go wprost tonem... pełnym wstydu? A może po prostu tak beznamiętnym, że wstydliwy się wydawał?

- Czy moje haniebne zachowanie na uczcie przyspieszyło twój przyjazd i wybór wasali jakich się wpierw odwiedzi, mój łaskawy panie?

Książę utrzymywał kamienną twarz.
- To kwestia, którą powinienem omówić nie z Tobą - Rzucił, dając jasno do zrozumienia, iż nie ma zamiaru poruszać tego tematu teraz.

Josse nie wykonał gestu ni nie zabrał głosu po tych słowach, ale zrobiwszy kilka kroków w stronę coraz bardziej widocznej rezydencji...

...zatrzymał się nagle i stanąwszy przodem przed Simonem...

- Książę mój...

...padł przed nim na kolana, nie przejmując się już zabrudzeniami ubrania.

Simon zatrzymał się i zawahał. Z jednej strony chciał wierzyć, że ta osoba czuje autentyczną skruchę za to co wydarzyło się wcześniej. W końcu alkohol, którego tamtego wieczora nie brakowało, potrafił namieszać w głowie. Z drugiej jednak strony znał takich ludzi i wiedział jak fałszywi mogą być - a on nie zamierzał ryzykować jednak kolejnego upokorzenia.

- Skończyłeś? - Powiedział spokojnie, wydając się nie zauważać całej sytuacji - Prowadź więc do swojego ojca.

Josse wyraźnie silnie zacisnął zęby unosząc wzrok na twarz swojego seniora.
- Panie... Zaprowadzę, oczywiście... - wstał powoli lecz z wyraźną nerwowością - ...tylko czy jest sens męczyć mojego ojca słowami o tym, jakiego doświadczyłeś mojego zachowania wtedy?

- To o czym będę rozmawiał z twoim ojcem to sprawa tylko jego i moja - Rzucił tylko książę.

Mogło się wydawać, że bękart szukał w tym momencie choć śladu litości w oczach Simona, wyszeptawszy tylko:
- Okaż łaskę, panie…

Oblicze seniora pozostało niewzruszone.
- Idziemy? - Powiedział spokojnie.

Josse przez ledwo moment patrzył jeszcze Simonowi w oczy, aby po chwili spuścić potulnie wzrok.
- Proszę za mną, mój książę. - co zabawne, tym razem wypowiedziane przez bękarta słowa nie posiadały w sobie ni grama wrogiej czy ironicznej nuty.

Josse nie marnował już czasu seniora, najwyraźniej widząc, że na pewno teraz łaski nie uzyska, a mógł mieć tylko nadzieję na nią, gdy książę spotka się z lordem. Dlatego też już bez zatrzymywania się, poprowadził ku rezydencji.

***

Simon mógł się zastanawiać jak całość kompleksu z zewnątrz wygląda za dnia, gdy nie jest zasnuta w nocnym mroku,oświetlana jedynie przez światło sączące się z wewnątrz. Jak prezentował się sam ogród, droga do posiadłości? Był w stanie powiedzieć oczywiście, iż ród de Autun nie szczędził na terenie, a i nawet w tych warunkach widok rezydencji o strzelistych dachach robił wrażenie. Książę zauważył także rzeźby skryte w ciemności murów, jednak nie mógł zobaczyć ich szczegółów w tych niesprzyjających warunkach.

Służba już czekała na gości tuż przed zdobionymi oszczędnie odrzwiami, wpuszczając przybyłych do środka, prowadzonych przez Jossego. Zbrojni towarzyszący im z rozkazu lorda de Autun nie weszli wraz z nimi, choć nikt nie zabraniał książęcemu orszakowi udać się wraz z Simonem do środka.

I dopiero tam mógł on poznać wygląd rezydencji skrytej wcześniej w mroku.

Jeżeli oczekiwał posiadłości urządzonej z większym przepychem - mógł być zawiedziony. Nie znaczyło to oczywiście, iż wnętrze pozbawione było szlacheckiej nuty, a wręcz przeciwnie, jednakże ta nuta była subtelnym smakiem, nieobecnym z zasady w większości takich rezydencji; surowość obecna w tym miejscu była jednak wyczuwalna. Czy tacy sami jawili się lordowie?

Gdy tylko poprowadzono Simona na tyle, aby przejąć niepotrzebne mu części odzienia, zobaczył on oczekującego już cierpliwie posiwiałego już lorda, którego kojarzył z czasów rządów swego ojca. Jego włosy ułożone w lekkim nieładzie (nie mającym nic wspólnego z nieporządkiem) zdawały się współgrać z obrazem równie poszarzałej brody. Na ciemną koszulę z koronkowym wykończeniem nałożona była aksamitna dłuższa błękitna szata wierzchnia, której złotawe wyszycia zdawały się blednąć przy silnie złotym kontraście zapięcia łączącego dwie poły odzienia.
Starszy mężczyzna wspomagał swój chód bukową laską, na której spoczywała część jego ciężaru, zaś jej głownia przypominała pysk lwa wzięty z herbu Autun...

...a bestia miała tak samo surowe spojrzenie jako i sam Guiscard.



- Książę. - pierwszy odezwał się lord de Autun, gdy tylko znalazł się bliżej Simona - Jesteśmy zaszczyceni twym przybyciem... - siwy lord ukłonił się na tyle nisko, na ile były w stanie jego plecy, okazując w ten sposób szacunek nowemu władcy.

Josse wyraźnie chciał wspomóc ojca, kiedy ten powoli powracał do pozycji wyprostowanej, ale wzrok Guiscarda skierowany na niego i wyrażający wobec niego złość, sprawił że bękart zaniechał zamiaru i jedynie usunął się na bok.

- Lordzie de Autun - Simon skłonił lekko głowę na znak szacunku do swojego rozmówcy - Mam nadzieję, że moja późna wizyta nie sprawiła ci zbędnych problemów.

- Och, oczywiście że nie, mój Książę. Stary już jestem, a starzy ludzie nie potrzebują tyle snu w końcu. - delikatny uśmiech pojawił się na ustach Guiscarda, który jednak szybko zanikł, gdy przeszedł on do następnej kwestii - Zamierzam jednak prosić cię o wybaczenie mi mojej nieobecności na tak ważnym wydarzeniu. Niedopuszczalne... nie pojawić się przed nowym księciem, gdy każdy lord składa mu hołd. - skłonił się ponownie i pozostał w ukłonie - Dowiedziałem się o nim dopiero po dwóch dniach od spotkania, ale to mnie oczywiście nie usprawiedliwia... taka ujma!

Simon uśmiechnął się lekko.
- Mój Ojciec zawsze uważał cię Panie za człowieka honoru i wiernego, ja również nie mam powodu, aby sądzić inaczej. Jednak… - Mina księcia spochmurniała, kiedy zwrócił wzrok na bękarta - Twój… przybrany… syn swoim niegodnym zachowaniem sprawił, że postanowiłem przekonać się i upewnić się o tym.

Guiscard nawet nie zaszczycił Jossego spojrzeniem, ale Simon miał wrażenie, że twarz lorda stężała.
- Niegodnym zachowaniem, książę? - spojrzał na władcę Burgundii - Nie wiedziałem, że sam udał się złożyć hołd... Czymże on... cię uraził?

Książę zdziwiony uniósł brew, nie spodziewał się tego, że bękart mógł wyruszyć w taką podróż samotnie.
- Nie przystoi gościowi ubliżać gospodarzowi, zwłaszcza jeśli jest się osobą urodzoną niżej - Powiedział spokojnie.

- Ubliżał... - tym razem spojrzał na wyraźnie przerażonego Jossego, który nie spodziewał się tego najwyraźniej - Książę... - wrócił uwagą do Simona - Jego karygodne zachowanie nie pozostanie bez kary, o tym cię zapewniam i biorę to na swój honor... Rzeknij tylko jakiej kary dla niego sobie życzysz, a zostanie spełnione twoje życzenie…

Dziedzic de Bourgogne zamyślił się.
- Zarówno ja jak i moi przodkowie zawsze uważali twój ród za honorowy i godny zaufania i nie chcę, żeby ta jedna sytuacja przekreśliła nasze relacje. Jednak taka zniewaga nie może pójść płazem - twój syn musi odpowiedzieć za swoje zachowanie i jest ku temu idealna sposobność - podobno Papież nawołuje do nowej krucjaty w ziemi świętej, a jego wysłannicy rozpoczęli rekrutację chętnych. Sądzę, że sprawa boża potrzebuje kolejnej pary rąk do dzierżenia miecza, a surowy klimat pozwoli zahartować ducha i wolę tego człowieka - Powiedział spokojnie.

Lord Guiscard skinął głową.
- Tako i się stanie, mój książę. Josse zostanie zaciągnięty do walki w Krucjacie, jako i jest twoja...

- Nie posiadam doświadczenia w walce, panie... - przerwał lordowi Josse, patrząc na Simona.

Książe wzruszył tylko ramionami.
- Czas w końcu jakiegoś nabrać. Przyda ci się w życiu. - Rzucił tylko.

Bękart wyraźnie chciał dalej protestować, ale...
- Twoja wola, książę. - odrzekł lodowato, a sztywny ukłon temu towarzyszący był wymuszonym gestem.

Josse musiał wszak rozumieć, że jego szanse na Krucjacie są o wiele mniejsze, gdy on sam żołnierzem nigdy nie był, a jednocześnie niespodziewanie wyrywała go ta wyprawa z życia... o ile miało ono jakąkolwiek wartość dla kogoś poza nim samym.

- Mam nadzieję, że ten niemiły incydent zostanie dzięki temu zapomniany rodowi de Autun, książę. Zaiste twą wolę cechuje wielka łaskawość wobec impertyneta takiego statusu. - lord Guiscard wykonał tylko gest dłonią w kierunku swego bękarta, jakby odganiał owada - Nie jesteś teraz potrzebny tutaj, Josse. Każ służbie przygotować więcej strawy. Książę przebył długą drogę.

Josse nie odpowiedział na słowa polecenia. Obdarzył tylko ojca spojrzeniem tłumionej wściekłości, jakie to spojrzenie także zawisło na Simonie, po czym szybkim krokiem oddalił się od mężczyzn, ledwo skinąwszy im głową.

Książe całkowicie zignorował wrogie spojrzenie bękarta, jasno dając mu do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać zdania i cała sprawa przestała go już interesować.
- Zaiste… Niezbyt fortunne wydarzenia miały miejsce tamtego wieczora, jednak kto wie - być może owoc twoich lędźwi panie odegra kluczową rolę w naszej świętej sprawie? Bo kto mógłby sobie wyobrazić służenie lepszemu celowi, niż oswobodzenie ziemi naszego zbawiciela z rąk tych nędznych pogan? Każdy ich krok, który postawią w miejscu gdzie stąpał Chrystus jest obelgą dla prawdziwego rycerza wiary! - Oczy Simona zapłonęły fanatycznym blaskiem, który jednak po chwili nieco przygasł - Mam tylko nadzieję, że twoje podejście w do mnie jest różne od tego, które należało do bękarta - Zawiesił głos, czujnie przyglądając się przy tym swojemu wasalowi.

- Jeszcze posiadam rozum na swoim miejscu, mój książę. - odparł lord spokojnie - Nie wiem co mówiło to nieplanowane dziecię, ale jego język już dawno prosił się o wycięcie, jednak gdybym miał takie samo podejście co i on... nie ubliżałbym ci, panie. - spojrzał wzrokiem, w którym zawarta była chęć oceny połączona z ciekawością.

Simon rozluźnił się nieco.
- Po prostu na chwilę obecną muszę ugruntować swoją pozycję i przypuszczam, że za moimi plecami toczą się różne… rozmowy. - Powiedział beznamiętnie - Ojciec jednak przygotowywał mnie do objęcia tronu już od lat i choć jego śmierć była bardzo niefortunna i zdecydowanie za szybko odszedł z tego świata, mogę cię zapewnić panie, że nie masz przed sobą podrostka za którego uważa mnie większość i wiem co oznacza wierność i jak ją… wynagrodzić - Tym razem to senior bacznie obserwował swojego rozmówcę.

- Nagrodami nie zdobędziesz prawdziwej wierności, książę... jak i nie okażesz swej własnej siły mężczyzny. A różne rozmowy zawsze będą ci towarzyszyć, jak i każdym towarzyszą. Trzeba tylko wiedzieć na które nie zważać, a w które się wsłuchiwać uważnie. - Guiscard uśmiechnął się - Ale przynajmniej strawa żadnych rozmów nie prowadzi, mój książę. Zechcesz przejść ze mną do jadalni? Nie uchodzi nam stać tutaj i dywagować o sprawach przykrych na pusty żołądek.

- Ojciec zawsze powtarzał, że oddanie trzeba nagradzać, natomiast zdradę - karać. Uważam te zasady za jak najbardziej właściwe - Powiedział tylko i kiwnął delikatnie głową - Zaiste ta podróż wzmogła mój apetyt. Prowadź lordzie.
 
Zell jest offline  
Stary 17-09-2018, 19:08   #6
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5205 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację

ANNO DOMINI MCIXII, Posiadłość rodu de Autun
- To wielki zaszczyt stanąć przed obliczem suwerena Burgundii, mój książę.
Sala jadalna rezydencji rodu de Autun prezentowała się bardziej wytwornie niż zimne wnętrze posiadłości, które ujrzał już książę Burgundii. Mimo że daleko było jej wystrojowi do wielu innych (jakie Simon poznał podczas podróży u ojcowskiego boku) urządzonych ze szlacheckim przepychem, to nie umniejszał jej wygląd książęcemu statusowi.
A może ten władca jeszcze nie zdołał wyrobić sobie odpowiedniego gustu?

- Słyszałem, że za książęcym natchnieniem Krucjata zyskała nowego ochotnika. To zaiste wspaniała wieść, że kolejna dusza łaknie sprowadzić bożą łaskę na niewiernych i odegnać ich truciznę z Ziemi Świętej.

Drogie tkaniny okrywały nieśmiało wielkie okna, których rzeźbione wykończenia odkreślały potęgę wręcz bijącą z tych wysoko umiejscowionych otworów. Błyszczące srebrem kandelabry mieniły się magicznym blaskiem stworzonym przez płomienie wetkniętych w niego świeczniki świec. Stół nakryty został wyszywanym obrusem, który już niedługo pozna smak zaserwowanych potraw, jak i zawsze miało miejsce. Służba uwijała się z tacami, tańcząc pomiędzy lordem, jego dwoma synami oraz dwójką gości, z jakich Simon musiał być nieoczekiwanym dodatkiem. Jossego oczywiście nie było w pobliżu, jak i świty książęcej. Najpewniej również otrzymali strawę aczkolwiek nie dane im było spożyć jej w tym miejscu.

Obok Simona dziewka służebna o bukowym odcieniu włosów i oczu, postawiła nęcącą zapachem pieczeń. Gdy młódka zorientowała się, iż oto spojrzenie księcia spoczęło na niej speszona spuściła wzrok i nie wydobywszy z siebie głosu jedynie skłoniła się jak powinna, po czym pospiesznie opuściła jego pobliże; niemniej młodzian zdążył zauważyć rumieniec okrywający jej policzki.

- Gdzie jest twoja córka, drogi lordzie? - drugi z gości kontynuował wypowiedź, zmieniając temat Krucjaty na bardziej przyziemny - Nie zaszczyciła jeszcze nas swoją obecnością tego wieczora.
- Moja siostra zdaje się pochorzała, dobry panie... - odezwał się za ojca starszy z synów Guiscarda, Aleksander, którego surowe oblicze przypominało Simonowi natchnionego księdza wygłaszającego kazanie.
- Prędzej wciąż jest obrażona na cały świat, jak to białogłowe. - młodszy brat odezwał się bez większego poruszenia tym stwierdzeniem. Był on równie młody co Simon, ale jego zachowanie wyrażające niewielkie zainteresowanie dobitnie świadczyło o dość butnym podejściu do autorytetów.

- Skaranie z niewiastami... - Guiscard przepraszającym tonem odezwał się do księcia, po czym zwrócił się krótko do służącego, który właśnie napełnił kielich księcia rubinowym napitkiem - Niech Josse znajdzie moją córkę i ją tu sprowadzi. - po tych słowach odgonił sługę szybkim gestem dłoni.

- Josse nie jest typem osoby, która zrozumiałaby jak ważna jest Krucjata. - drugi z gości, imieniem Velasco Aquinozci (co sugerowało jego obce korzenie), spojrzał oceniającym wzrokiem na Simona de Burgogne. Simon zdążył poznać, iż Valesco jest głową rodziny kupieckiej, co wnosiło że któryś z de Autun robił poważne interesy w tym momencie.
- Jakie toż słowa przekonały go do podjęcia takiej decyzji?




 
__________________
How the birds can sing a tuneless song?
How can they stay in the sky?
Maybe they’re just screaming
Maybe it’s not music and it’s all a lie

Ostatnio edytowane przez Zell : 17-09-2018 o 21:16.
Zell jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166