Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)

« [VtM5] Warsztaty | - »

 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-01-2019, 00:38   #1
Świat Mroku
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 34737 Mi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputacjęMi Raaz ma wspaniałą reputację
[W:TA 20th] Przebudzenie

23 września 2020 roku.

Caern Słońca, lasy w okolicy Czerniejewa.
Niedaleko drogi ekspresowej S5, na odcinku Poznań-Gniezno.


Od samego rana na polanie trwało zgrupowanie. Czarny przyprowadził ją tam, po czym kazał poczekać. Poszedł do Zaara.

- Weź jej opowiedz o rytuale, nadal nie doszła do siebie, ale już wystarczy odcinanie jej od wszystkiego.


Szeptał. A ona słyszała wyraźnie każdy szept. Dar Panów Cienia. Gdzieś w głowie wierciła ją myśl, że przecież nie chciała tego, nie użyła tego. Z przerażeniem uświadamiała sobie, że jej pasażerka na gapę, jej Smoczy Dar, jej własna dojrzewająca Zmora o imieniu Btk'uthoklnto używała Darów bez udziału świadomości Córki Ognistej Wrony. Jednak na zewnątrz dziewczyna nadal okazywała jedynie obojętność.

Zaar podszedł do niej z uśmiechem. Odzyskał oko. Był to jeden z cudów jakich doświadczyli po wyprawie do piekła. Choć nie mieli jeszcze okazji go omówić. Podał jej rękę, tak, żeby mogła wziąć go pod ramię. Zrobiła to raczej odruchowo. Jak mała dziewczynka, która daje się prowadzić dokądkolwiek jej nie pociągną.

W Caernie były tłumy. Wilkołaki ze sporego obszaru europy środkowej. Rozpoznawała twarze co najmniej kilku z nich. Inkwizytor ze swoją watahą. Dalej była Timea Borysov ze swoimi ludźmi. Myśli płynęły swobodnie. Składały się w luźne pomysły. Nie było tam żadnego krewniaka. Z żadnej watahy. Sprytna Raja, alfa wilkołaków z Rodopy rozmawiała z Córką Ognistej Wrony osobiście. I zgrywała przy tym krewniaczke, Timeę Borysov. Podstęp jakim potraktowała brunetkę był typowy dla Panów Cienia. A jej to umknęło. I nie widziały się od tamtego czasu. Zapalniczka mówiła, że Raja zaangażowała się osobiście w szturm na Pentex. Ale wtedy z Burym Kłem nie dojechali. Zamiast tego ścigali ciężarówkę pełną danych.

Szrama trzymała się po drugiej stronie polany. Otaczały ją wilki różnej maści. Jednego z nich Córka Ognistej Wrony rozpoznała bez problemu. Ryk Gromu z watahy Raroga. Jego wataha składała się głównie z lupusów. Wszystko to byli Panowie Cienia popierający Czarnego. Sojusznicy, których ona zebrała.

Na lewo od Czarnego stali ludzie Harada. Wszyscy w marynarkach i eleganckich koszulach. Zresztą jak Zaar prowadzący dziewczynę. Nie ulegało wątpliwości, że biorą udział w jakimś święcie. Dalemir uśmiechnął się do niej. Misza pomachał ręką. Po starciu z wezwanymi przez Haighta potworami została mu tylko jedna.

Czarny zajął centralne miejsce. Otoczyli go najwięksi wojownicy watahy Kojota. Gustaw i Michał. Ich kamienne twarze nie zdradzały żadnych emocji. Było to tak oderwane od Tucholaków jakich pamiętała. Dwaj pogodni mężczyźni, szukający za wszelką cenę kogoś, nad kim mogą udowodnić swoją fizyczną wyższość. Teraz stali niemal bez ruchu. Czy myśleli o Grzesiu? O najmniejszym z ich watahy? Złapanym przez Pentex i siłą zmienionym w wampira? Zmuszonym do podłej egzystencji. Do egzystencji, która ona przerwała? Byli jej wdzięczni? A może mieli jej za złe? Czy w ogóle wiedzieli, że to ona obcięła jego głowę, zanim pojechała do Tucholi zakopać jego ciało?

“Są tutaj”


Usłyszała jej głos w głowie. I zaraz po tym poczuła obecność. Zapach pomiotów Żmija. Jej zapach. Wzrok powędrował na elegancko ubranego Ryśka i Kamilę Dzikie Serce. On w czarnym garniturze. Ona w formie eleganckiej ciemnoszarej wilczycy z białą łatą na przedniej łapie. Zniknęły wyraźne łaty z różnych futer. Ale nie tylko oni mieli wyraźny zapach Żmija. Daleko na skraju polany kręciły się cztery inne osoby. Ktoś kogo brunetka nigdy nie spotkała. Ktoś, kto bardzo nie chciał być widziany. Próbowała się skupić, żeby zapamiętać ich twarze, ale poczuła jedynie ból w skroniach.

“Rozmycie”

Zmora podpowiedziała, a dziewczyna przypomniała sobie jak przez kilka dni podróżowała jednym autobusem z ochroniarzami Pentexu słuchając ich rozmów. I pozostając rozmyta dla ich oczu. Czyżby goście Czarnego nie chcieli dać się zapamiętać na uroczystości? Zastanawiające.

Ze znajomych twarzy odnotowała jeszcze twarz Helgi i Sigsila. Pamiętała tę dwójkę Niemców. Znajomi Czarnego. Ściągnął ich do postawienia caernu. Nie pamiętała jak miał na imię ten trzeci… ten, który zginął gdy wielkie wężowe stwory próbowały przerwać rytuał.

Potem zaczęły się pojawiać kolejne watahy. Po kilka osób, czy wilków w każdej. Grupa wyglądająca na kuzynów Harada. Grupa rudowłosych z irlandzkim akcentem. W sumie w Caernie zebrało się przeszło pięćdziesięcioro wilkołaków.

I wtedy Galiard zaczął opowieść:

- Nasi przodkowie żyli dużo bliżej duchów niż my. Niektórzy z nimi rozmawiali. Prawda jest taka, że cywilizacja człowieka jest cywilizacją wilkołaków. Budowaliśmy ją i chroniliśmy na przestrzeni wieków. W Egipcie. W Konstantynopolu. W Chinach. Podbiliśmy Amerykę, choć mało kto pamięta, że w bratobójczej wojnie z tamtejszymi wilkołakami. Nasza więź z duchami była ich więzią. To co my nazywamy Inkarnami oni traktowali jak bogów. Kojot jest znanym bożkiem podstępu. Żartownisiem. Aż dziw, że nie mamy u siebie ragabasza - spojrzał na brunetkę z ukosa. Nie doczekał się reakcji.

- W każdym razie na ziemiach słowiańskich czczono słońce. Różnie je nazywano. Niektórzy widzieli w nim Swaroga. Inni jego syna Swarożyca. Dalej na wschodzie był Daćbogiem, bo dał ludziom wiedzę o rolnictwie. Na dalekiej północy była Sol, na południu Heliosem. Ale jak ziemia długa i szeroka, tak wszędzie czczono słońce. Czarny wykorzystał swój autorytet i zebranych sojuszników, po to właśnie, żeby ze Słońcem zawrzeć pakt. I tak powstał nasz caern. Po tysiącu lat. Minęło milenium i wilkołaki w Polsce znów czczą Słońce.

Historia powstania Caernu nie była tak prosta jak ją przedstawiał Jarek. Gdzieś w tle był pierwszy pakt z Zielonym Smokiem, który zapewnił wsparcie jaszczurów w penumbrze. Była też historia pewnego granatnika, który wpadł w ręce Córki Ognistej Wrony.
Wtedy też Gwałciciel i Szpon Cieni uratowali jej życie. Gwałciciel z pewnością miał w tym interes, bo z Gwałciciela, Omegi stał się bohaterem. Dziewczyna poczuła jak coś wewnątrz niej zagryza zęby i warczy na to wspomnienie. Tymczasem Zaar kontynuował swoją opowieść:

- Na koniec lata urządzano uroczystość dziękczynną dla Słońca. Fakt, że jego tarcza świeciła tak długo pozwalał naszym przodkom całymi dniami pracować w polu i zebrać plony, dzięki którym mogli przetrwać zimę. Było za co dziękować. Dlatego też my przychodzimy tutaj, żeby pokazać Hyperionowi co udało nam się osiągnąć. Chodź, zaczyna się.

Faktycznie nastąpiło pewne poruszenie. Czarny ze wzniesionymi dłońmi coś inkantował. Ludzie Harada zanosili na środek polany, pod stos drewna różne przedmioty. Nieśmiertelniki. Broń. Kluczyki do samochodów. Kamizelkę kuloodporną poszarpaną przez szpony. Ich trofea.

- W podzięce niesie się “wieniec”. Wieniec to najwspanialsze zdobycze z ostatniego roku. - Galiard niezniechęcony milczeniem brunetki tłumaczył kolejne aspekty rytuału. Sama ceremonia ciągnęła się. Nikt się nie spieszył. Każdy pokazywał trofea, tak, żeby wszyscy mogli je doskonale oglądać.

Któryś ze Skandynawów miał ze sobą worek czaszek. Oczyszczonych, wypolerowanych, pokrytych jakimś lakierem, tak, że aż raziły po oczach. Tarcza słońca poruszała się po niebie leniwie. Można było odnieść wrażenie, że pradawny bóg faktycznie chce dokładnie obejrzeć przyniesione wieńce.

Ostatni swe trofea pokazywali ludzie Czarnego. Gustaw z dumą taszczył coś wielkości talerza. Rozpoznała w tym płytę zerwaną z pleców dziwnego Fomora. Tamtego dnia, gdzie Pentex żeby zamaskować nieudaną akcję wysadził trzy bloki mieszkalne. Słynny zamach terrorystyczny, po którym została ściganą. Zginęło ponad pół tysiąca osób. Wtedy zabrali Grzesia.

Później Michał wbił w ziemię kolejne ostrza.

“Zmora!”


Córka Ognistej Wrony usłyszała głos w głowie. Rozpoznała ostrze Pieśni Udręki. Czarny powiedział jej o ich zwycięstwie. O śmierci Fedira. O śmierci brata Wojtka. Nie dziwiło jej, że ronin nie pojawił się na rytuale. Ostrza były jeszcze dwa. Jedno właśnie szamana. Drugie należało do Złotego. Podobno był jeńcem Czarnego. Nie widziała go od dnia, w którym wypełniła prośbę Grzesia.

Po wszystkim w Caernie pojawił się Michaił. Nie dało się ukryć, że wywołał poruszenie. Fala szeptów zalała głowę dziewczyny.

“Ghural”, “Naprawdę on”, “Jak Czarny go przekonał?”, “Niedźwiedź”, “Stary, czy naprawdę jest ich szamanem?”

Szeptów było tak wiele, że zdawać się mogło, że wiatr wpadł w liście między korony drzew i wywołał szum.

Starzec jednak szedł powoli z wielkim czarnym pakunkiem. Ułożył go z namaszczeniem nie odsłaniając. Ale Córka Ognistej Wrony wiedziała co to. Sama przecież dała mu to ostrze pod opiekę. Ostrze którym własnoręcznie zabiła Samuela Haighta. Skowyt Gromu.

Słońce zaszło. Kończyła się pierwsza część rytuału.

- Teraz będzie ta druga część. Rytuał jest nazwany Długim Czuwaniem. Teraz Czarny kończy inkantować podzięki dla Słońca i mówi co nas czeka. Oto dni staną się dłuższe od nocy, a słudzy Żmija w nocy są silniejsi. My musimy czuwać. Bronić Gai. Ale żeby umilić czuwanie, teraz Księżycowi Tancerze będą opowiadać o bohaterskich czynach jakie dokonały ich plemiona w ciągu ostatniego roku.


Ognisko zapłonęło. Wilkołaki zacieśniły krąg wokół niego i rozłożonych zdobyczy. I zaczęło się.

Najpierw wyszedł jakiś ciemnoskóry mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziała. Opowiedział o swojej wataże. Ostrzach Nocy. Tropili i zabijali wampiry. Była ich czwórka. Stary siwy szaman o imieniu Cole. Metys imieniem Szczęka. Zaar rzucił uwagę na temat jego stanu. Szczęka urodził się wśród Tubylców Betonu właśnie bez szczęki. Szereg operacji pozwolił na zastąpienie jej implantem, jednak technologia okazała się na tyle niedoskonała, że w formie człowieka i wilka proteza jest wyjątkowo nieporęczna. Dlatego praktycznie cały czas porusza się w formie bojowej. Co ciekawe na plecach miał ogromny miecz. Z pewnością jako człowiek nie byłby w stanie nim władać.

“A my byśmy dały radę”


Głos Zmory rozbrzmiewający w głowie dziewczyny przypomniał jej o towarzyszce.

Najnowszym nabytkiem watahy była młoda dziewczyna imieniem Selena. Próbowała dodać sobie powagi eleganckim strojem. Co ciekawe u pasa wisiał u niej specyficzny nóż z hakowatym ostrzem. Jakby dziwna krzyżówka krótkiego miecza i sierpu. Z pewnością była młodsza od Córki Ognistej Wrony

Ich alfa i galiard jednocześnie opisywał kolejne zwycięstwa nad wampirami w Hiszpanii, Francji i Belgii. On sam przedstawił się jako Mahir Hatim. Byli cichymi wędrowcami. Nie mieli swojego septu. Wędrowali od caernu do caernu. Aż do teraz. Mahir powiedział, że we śnie ujrzał Gaję, i powiedziała mu, żeby przez rok pomagał Szponowi Cieni jednoczyć wilkołaki i wyruszyć na ostateczna wojnę. Deklarację tę przyjęto z owacjami wśród zebranych wilkołaków, a Harad, który stał za dyplomatycznymi relacjami Septu Słońca przyjął ich pomoc z należytym szacunkiem i podziękowaniem.

Potem przemawiali kolejno galiardowie różnych plemion. Opowieści były kompletnie nieznane, jak te o walce z pomiotami Żmija w Szwecji, Norwegii czy Danii. Ale w końcu pojawiały się opowieści z własnego podwórka. Szrama, ponieważ nie miała już galiardów w wataże sama wyła o podróży do Blizny. I o walkach w Bieszczadach. Kilka spojrzeń wędrowało w stronę brunetki trzymającej Zaara pod ręką.

Vavro opowiedział o tropieniu naśladowców Samuela Haighta i o jego odrodzeniu. Tak skutecznie udaremnionym przez młodą wilkołaczkę i ich alfę. Vavro opowiedział też o dwójce Tancerzy Skór, którzy postanowili odkupić swoje winy i służyć Gai. Ryszard i Dzikie Serce zostali zmierzeni przez dziesiątki par oczu, po czym przez tłum przeszła fala kiwnięć głowami na znak aprobaty. Coraz więcej spojrzeń też kierowało się na Córkę Ognistej Wrony gdy Vavro gestykulując intensywnie na tle płomieni opowiadał o walce na cmentarzu. Jednak historia dobiegła końca. I wtedy Zaar ją przeprosił. Nadeszła jego kolej.

Wilkołaczkę rozbawiło to jak Zaar opowiadał. Dłonie złożone w piramidkę. Ton budujący napięcie. Choć równie ciekawe było to co opowiadał. Historia jego watahy była jej historią. Zaczęło się od snu szamana, któremu Gaja osobiście powiedziała o Kami. O Kami, która powstała w placówce Pentexu. Nosiła piętno Żmija. Jednak nie była jego sługą, co udowodnił w rytualnym procesie Inkwizytor Panów Cienia.

Zaar mówił blisko cztery godziny. Cztery godziny snucia opowieści o dwójce bohaterów. O teurgu i ragabaszu. O tym jak jednocześnie atakowali z dwóch stron te same cele. O Pentexie w Łodzi, rozpracowanym przez nią, a wysadzonym przez niego. O Malfeasie spenetrowanym przez niego i jego ludzi, w czasie gdy to ona swymi ragabaszowymi sztuczkami skłoniła Zielonego Smoka do pomocy.

- I dzięki tej dwójce Białe Wyjce na nowo się przebudziły! - zakończył mocnymi słowami, a na polanie rozległ się głośny wiwat tłumu łączący się z radosnym wyciem wilków.

Brunetka zaś myślała o tym jak trudne były relacje tej właśnie dwójki. Na moment odpłynęła we wspomnieniach, których nie miała wcale tak wiele…




Kilka tygodni wcześniej. Drewniana chata gdzieś w lesie…

Przychodził rano. Wmuszał w nią jedzenie. A potem czekał. Tak wyglądało ostatnie kilka dni. Nie wiedziała ile. Nie wiedziała gdzie jest. Łapała się na tym, że jej umysł nie rejestrował upływającego czasu i bardzo upraszczał to co ją otaczało. Gdy Czarny ją znalazł leżała wychudzona w lesie. Kilka dni nie jadła. I nie chciała jeść. Pierwszego dnia nie dyskutował. Ułożył jej wilcze ciało na kanapie i podłączył kroplówkę. Drugiego dnia już nie poszedł na łatwiznę. Zaczął do niej mówić, lecz nie oczekiwał odpowiedzi. Zachowywał się tak, jakby sam przeżył taki stan. Choć jedzenia i wody nie odpuścił. Karmił wilczycę na siłę.

Kolejnego dnia przyniósł jej ubrania. Tłumaczył, że powinna wrócić do ludzkiej formy i porozmawiać. Opowiedział też co miało miejsce gdy ona odebrała życie Grzesiowi i ruszyła go pochować. Jej wataha, dokładnie tych słów użył, pomogła mu ją odnaleźć. Przygotowali atak. Zabili Fedira i Pieśń Udręki. Zdobyli ostrza. Wszystko było pod kontrolą. Nadszedł czas odpoczynku. Tak przynajmniej utrzymywał. Po wciśnięciu w nią jedzenia siedział kilka godzin w milczeniu, po czym wychodził. Wracał następnego dnia.

Zmora milczała.

Słońce wschodziło i zachodziło. Dni mijały. Jeżeli prawdą było to, że czas leczy rany, to obijał się w tym bardziej niż lekarze NFZ. Po czterech dniach zaczęła sama jeść. Choć i tak dopiero gdy Czarny podsuwał jej miskę z jedzeniem. Przychodził. Dawał jej jedzenie. Siedział przy niej. Czasami coś mówił. Głaskał. Wychodził. Nie naciskał. Nie zadawał pytań. Tak miało być i tym razem...
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Mi Raaz jest offline  
Stary 06-02-2019, 22:02   #2
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


...i kolejnego dnia i jeszcze jednego…

Żenia nie mogła się przełamać by powrócić do ludzkiej postaci.
Nie czuła się sobą.
Zmęczenie odbierało jej chęć na cokolwiek. Jedzenie smakowało jak papier i ciążyło w żołądku. Jadła raczej z odruchu niż rzeczywistej chęci.
Przy każdym kęsie echem powracały słową Grzesia: “piłem krew”. A z każdym dłuższym przymknięciem oczu pojawiała się twarz wilkołaka z dwoma strużkami na policzkach, która nakładała się na urwaną głową Haighta z sennego koszmaru.

W takich chwilach wadera wydawała z siebie cichy pisk i nakrywała pysk łapami chcąc odgonić wspomnienia od siebie. Leżała w jednej pozycji i dla powracającego dzień w dzień szamana wyglądać mogło, że nie poruszyła się wcale.

Nie sypiała dobrze.
Sen przerywały jakieś wizje, których wilczy umysł nawet nie rejestrował. Gnała wtedy przed siebie próbując uciec, po to by zbudzić się zziajana i z mocno walącym sercem.

Po takich nocach była jeszcze bardziej zmęczona. Obecność Czarnego przyjmowała z zupełną obojętnością. Jego głos i dotyk odczuwała jak przez grubą zasłonę. Nie przebijał się przez nią nawet głos nastolatki.

Któregoś wieczora zasłona uniosła się nieznacznie. Coś gdzieś się zmieniło. I gdy Czarny pojawił się kolejnego dnia Żenia z wysiłkiem uniosła łeb i ułożyła na udzie szamana. Zastane mięśnie bolały jakby dopiero budząc się. Czubek ogona wadery poruszył się nieznacznie jakby chciała zamerdać na powitanie. Wciągnięty zapach niósł ze sobą poczucie bezpieczeństwa i wilczyca na chwilę zamknęła oczy. Zapiekły jakby ktoś wysypał pod powiekami piasek. Uszy wadery przywarły płasko do głowy, gdy wydała z siebie ciche i krótkie westchnienie ulgi.

Po raz pierwszy od długiego, długiego czasu.

Podrapał ją między uszami. Pogłaskał.
- Wiem, że tego do końca nie rozumiesz, ale jest naprawdę dobrze. Powracają Białe Wyjce. Dzięki naszej wyprawie do piekła.
Ucichł. Głaskał ją dalej, bez słowa. Minęło kilka minut i w końcu zaczął kolejny temat.
- Kamila i Rychu codziennie pytają o ciebie.

Uszy wilczycy lekko zastrzygły, ogon poruszył się lekko.
Żeńka w zasadzie nie jarzyła o co chodzi Czarnemu z jakimiś wyjcami.
Wyczuwała napięcie szamana ale póki co nie miała ochoty reagować.

- Nie wiem jeszcze co zrobić z jeńcem. Ten siwy facet, który z wami był. Podobno ma twoje wspomnienia - i znów cisza. Kilka minut przerwy, żeby dać czas wilczycy.

Ponownie reakcją czarnej wadery był ruch uchem i ogonem. Przymknięte ślepia poruszały się lekko gdy Wrona cieszyła się odrobiną ciepła bijącego od Czarnego. Porównanie z lodowatym Grzesiem sprawiło, że otworzyła oczy na nowo. Pusta ściana na przeciwko wydawała się lepszą opcją bo nie kojarzyła się z niczym. Była po prostu ścianą.

- Miło się gada - Poczochrał wilczycę, po czym podniósł się - czas już iść. Niestety mam teraz mnóstwo rzeczy do załatwiania. Widzimy się jutro.

Nie spieszył się. Powoli zmierzał do wyjścia.

Wrona przesunęła się tak by zająć ciepłe od Czarnego miejsce i zwinęła się w kłębek, nakrywając pysk ogonem.


***


Kolejne kilka dni wyglądało tak samo. Świat dzielił się na tu i tam. Wrona nadal pozostawała obojętna na wieści z tam, ale któregoś dnia dotarło do niej, że czekała na wizyty Ogórka, choćby krótkie.

W dziwnym stanie między znużeniem, nudą a ociężałością odliczała jak długo spała w ciągu jednej nocy. Gdy doszła do dwóch godzin snu ciurkiem, odczuła to jak osobisty sukces.

Nagły skok adrenaliny sprawił, że zeskoczyła z łóżka i podreptała do miski z wodą. Wychłeptała nieco wody i usiadła zapatrzona w jej powierzchnię z przekrzywionym dziwnie łbem.

Szaman obrał taktykę czekania. Wierzył, że Żenia sama zaliże swoje rany. Dlatego starał się jej nie męczyć.Czekał. Patrzył. Dostarczał jedzenie i wodę.


***


Minęły kolejne dni zamieniając się w tygodnie. Aż któregoś poranka Żeńka obudziła się w końcu bez męczących marów pod powiekami. Sama zdziwiła się, że można oddychać tak lekko. Że można budzić się bez przypominania sobie, że pora wziąć kolejny wdech. A światło poranka nie jest największym przeciwnikiem ciążących powiek. Po raz pierwszy zatęskniła za świeżym powietrzem.

Przemiana była bolesna. Ludzkie ciało drżało z wysiłku, szybko pokrywając się cienką warstwą potu.

Zmierzwione i posklejane włosy swędziały. Skóra była nieprzyjemnie spierzchła. Nogi nie chciały jej nieść do łazienki, gdy równowaga została zachwiana. Błędnik wprowadzał ciało w stan alarmowy i Żenia niemal na czworaka dopadła łazienki. Torsje targały nią dłuższy czas mimo, że zawartość żołądka dawno została przetrawiona.
Gdy w końcu spojrzała na swoje odbicie w lustrze powitał ją cień Córki Ognistej Wrony. Wychudła dziewczyna z zapadłymi policzkami spoglądała na nią zgaszonym spojrzeniem. Podkrążone oczy nadawały jej nieco nawiedzonego wyglądu. Żebra wystawały nieprzyjemnie prawie jak wtedy gdy Haight rozpłatał ją na dwoje. Jedyne co się nie zmieniło to tribal na ramieniu, którego oko również szacowało wronie odbicie w lustrze.

***


Strumień wody w końcu ustał. Para wypełniająca łazienkę wybuchła na zewnątrz gdy Żenia otworzyła drzwi. Szok po prysznicu niemal znowu wytrącił dziewczynę z równowagi. Ta nadal polegała na niemyśleniu, czyszczeniu jakichkolwiek śladów myśli ponad te dotyczące instrukcji „wytrzeć się” czy „wciągnąć getry” albo „ teraz sweter”.

W końcu po ponad półtorej godzinie, Żenia była w stanie otworzyć drzwi na taras i usiąść w drewnianym krześle.

Domek był w ciekawej okolicy. Z tarasu rozciągał się widok na pola uprawne. Wszystkie jak jeden zaorane po zapomnianych już żniwach. Po prawej stronie majaczył las, do którego przylegał domek. Na zewnątrz było jeszcze szaro. Lato dobiegało końca, bo czuła wyraźny chłód mimo swetra jaki założyła. Gdzieś na granicy postrzegania słyszała auto, które jak co dzień podjechało. Potem słyszała jak ktoś krząta się w kuchni. Nie przyszedł się przywitać. Nie wbiegł rozradowany jej sukcesem. Ot przyjechał, jak gdyby nigdy nic.

Na taras wyszedł po kilku minutach. Na stoliku postawił gorącą kawę z mlekiem, a obok talerz z tostami. Były tak gorące, że w kontakcie z chłodnym powietrzem intensywnie parowały. Było to tak inne od wilczego jedzenia jakie dostawała ostatnio.

Na jej nogach rozwinął ciepły koc, po czym usiadł na krześle obok niej.

- Cieszę się, że wróciłaś do ludzkiej postaci. I że ubrania pasują. W szafie jest jeszcze trochę. W lodówce masz zapas jedzenia. Większość na zimno. Kilka rzeczy do mikrofali - powiedział Czarny, po czym wziął sporego łyka kawy.

Wrona skinęła głową bez słowa. Nie było co komentować. Odwykła od słów.
Zapach jedzenia i kawy rozwiewał się w chłodnym powietrzu.
Dziewczyna kontemplowała podjęcie kubka z kawą w myślach skupiając się na krótkich poleceniach dla samej siebie.
“Wyprostuj ramię”
“Złap ucho kubka”
“Podnieś do ust”

Udało się jej odwrócić twarz i spojrzeć na kubek.
Szaman zdaje się dojrzał do pomocy dziewczynie. Chwycił jej kubek w drugą dłoń. Wstał i podsunął go dziewczynie.
- Dziękuję. Gdyby nie twój układ ze Smokiem to wszystko mogło skończyć się dużo gorzej.

“Mówił to już, gdy byłaś nieprzytomna pierwszego dnia”

Głos Zmory był zaskoczeniem. Dziewczyna mogła nawet być przekonana, że Zmora odeszła zostawiając tylko tatuaż.

Wrona podniosła spojrzenie na Czarnego. Nie na kubek, podsuwany jej pod nos. Na jego twarz pokrytą siateczką zmarszczek.

“Jesteś tu?” - myśli dziewczyny pływały dalekie od tempa w jakim ragabash zwykła rozumować.

Żeńka otworzyła usta znowu wydając sobie komendy i szukając w sobie samej siebie.
Pochyliła się z wysiłkiem wyraźnie widocznym na twarzy by przytknąć usta do kubka. Toczyła walkę z własnym ciałem aż wstrząsnęły nią dreszcze.

Pierwszy łyk kawy niemal ją zadławił. Ściśnięty przełyk miał trudności z prawidłowym działaniem. Ciepły napój jednak sprawił, że napięte mięśnie nieco się rozluźniły i Żenia znowu mogła nabrać haust powietrza.

- Ty…- jedno słowo kosztowało kilkanaście powtórzeń rozkazów, a dziewczyna miała trudności z rozpoznaniem własnego głosu.

- Spokojnie - wziął jej ręce w swoją dłoń i podsunął je tak, żeby stabilnie złapała kubek. Gdy już uformował z jej dłoni koszyk, w którym spoczywał kubek zaczął powoli odsuwać własne ręce. Były ciepłe. Nie tak jak kubek, ale było to ciepło drugiego człowieka.

“Byłam cały czas”
Zabrzmiało w głowie.

Trzymać kubek.

“Myślałam, że odeszłaś.”

Trzymać kubek.

Wrona pokręciła głową jakby chcąc odsunąć mgłę otaczającą jej umysł.
Zaczęło dziać się coś dziwnego,
Jej ciało, a w zasadzie pierś, zaczęła poruszać się spazmatycznie.
Jakby wciągała powietrze, ale nie mogła go już wydmuchać.
Wygasły wyraz twarzy nie zmienił się ale po policzkach pociekły strużki.
Żenia kiwała się lekko z boku na bok by w końcu wrzasnąć.
Udręka aż zgięła ją w pół, a kubek wysunął z rąk.
Dłoń mimowolnie zacisnęła się z powrotem na kubku.
“Trzymam kubek. Nie odeszłam”
Ale nawet Zmora nie pomogła z nadchodzącym wybuchem.

- G… Grze… - dziewczyna ledwo była w stanie wydusić z siebie jeden ciąg dźwięków - Grześ!!!

Czarny rozejrzał się dookoła. Znikąd pomocy. Szaman, który powrócił z piekła, uwolnił więzionego tysiąc lat ducha zagryzł zęby w zakłopotaniu. Wyjął kubek z rąk dziewczyny z trudnością, po czym uniósł ją z krzesła i objął nieporadnie pozwalając, żeby koc zsunął się pod ich nogi.
“Wybacz. Nie dałam rady trzymać kubka”

Dziewczyna gorączkowym szeptem opowiadała o najmłodszym kruku.
Mamrotała pod nosem o tym co widziała w piekle. O tym co opowiedział jej Grześ. O piciu krwi. O tym, że go zabito. W Pentexie. I że ona. Ona go zabiła. Drugi raz. Drugi raz. I o krwawych łzach. I martwym wilku. I że to było jedyne wyjście, bo przecież on cierpiał. I prosił. I nie mogła inaczej. I Grześ…

Potok dźwięków nie układał się logicznie a szept utrudniał rozumienie, choć Żenia była przeświadczona, że mówi składnie.

Czarny ją obejmował. Gładził po plecach. Słuchał nieskładnej papki kolejnych zdań. Trzymał i gładził.
- Już dobrze. On jest teraz w miejscu, w którym ma spokój. Już nie cierpi. Zrobiłaś dla niego to co było najlepsze.
Mówił powoli. Ważąc każde słowo. I cały czas gładził jej plecy.

“Możemy go zabić. Wtedy odzyskam kubek”
Szepnęła konspiracyjnie Zmora.

“Nie”

Zasnute łzami spojrzenie dziewczyny spoczęło znowu na twarzy Antka.
Gdzieś tam miała mieszankę uczuć do niego. Ale ona była daleko i Wronie zdawało się, że dogrzebanie się do nich zajmie tyle samo co wyprawa do piekła.

Głowa dziewczyny opadła na pierś Ogórka i Żenia znowu próbowała schować się w śnie.

W końcu on odniósł ją na kanapę, posprzątał i ruszył w świat do swoich spraw. Mimo tego, że dziewczyna się rozkleiła, to to co miało miejsce było największym postępem od wielu dni.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield

Ostatnio edytowane przez corax : 06-02-2019 o 22:06.
corax jest offline  
Stary 07-02-2019, 22:17   #3
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


Kolejne kilka dni przebiegało podobnie. Antek co dzień przyjeżdżał i robił ciepłe śniadanie. Czasem tosty, czasem jajecznicę. Ale każdy dzień zaczynała od czegoś ciepłego. I kawy. Również chwyt kubka znacząco się poprawił, a jedzenie na nowo zaczęło smakować inaczej niż papierowa paćka.

Dziewczyna starała się wracać do środka jak najmniej. Krzesło na tarasie służyło jej za fotel, łóżko i jadalnię. Świeże powietrze pozwalało klarować myśli, przyczadziałe od wiszącego wokół smutku.

Któregoś z kolejnych dni przywitała Ogórka wyartykułowanym powitaniem:
- Cześć - wiedziała, że rozmowy żadno z nich nie uniknie a tego dnia czuła się silniejsza. Myślała składniej. Na dowód czego nawet uniosła kącik warg w krzywym grymasie naśladującym uśmiech.

- Cześć - odpowiedział stawiając na stoliku kubełek skrzydełek w panierce i kilka paczek frytek. Tego dnia Czarny ewidentnie nie miał czasu robić śniadania.
- Jak minął dzień? - zapytał dla podtrzymania rozmowy, a Żenii przebiegło przez myśl, że cały poprzedni dzień patrzyła jak stado wron próbowało znaleźć coś do zjedzenia na polu przed nią. I w zasadzie był to jedyny ruch poza kilkoma autami na drodze w oddali.

- Ok - odparła cicho. Opowiadanie o wronach nie było warte wysiłku.

- U nas też dobrze. Chłopaki są już zdrowi. Zaarowi odrosło oko. - powiedział obgryzając skrzydełko.
- Mam nadzieje rozbudować nasz caern. Słyszałem, że kontaktowałaś się z innymi Panami Cienia.
Starał się zająć jej umysł. Uciekać od Grzesia.

- Tak - Żenia żuła powoli jedną frytkę - Dobrze z chłopakami. Cieszę się. - faktycznie poczuła jakieś cieplejsze muśnięcie chociaż jej mina się nie zmieniła. - Wojtek mógłby przyjechać?

- Ronin? - zapytał. Chodź to słowo nie miało w jego ustach takiego wydźwięku jak u Harada, czy Zapalniczki gdy ich poznała, to jednak coś ją ukłuło. - Nie wiem.
Czarny podrapał się po głowie żując frytkę.

- Spytasz? - dziewczyna spojrzała na Czarnego.
- Spytam. - Czarny zacisnął szczękę. Ten temat ewidentnie mu nie leżał. - Coś jeszcze?
Wrona westchnęła.
- Powiedz, co chcesz powiedzieć. - Żenia nie miała sił na wykłócanie się z Ogórkiem. Odwróciła twarz w stronę pól.

- Byłem w takim stanie jak ty. Pamiętam to dobrze. Nic się nie zmieni. Świat się nie zmieni. Wszystko pobiegnie dalej tak samo jak biegło. I ty musisz się uporać z tym co zaszło. Jesteś młoda. Całe życie przed tobą. Możesz coś zmienić. Rozwaliłaś Pentex. Ugłaskałaś Smoka. Możesz coś zrobić. Możesz coś zmienić. Ale możesz też siedzieć i patrzeć na pole. Możesz siedzieć tutaj owinięta kocem i słuchać o tym, że Pentex łapie kolejne wilkołaki gdzieś na świecie i je odrutowuje. Albo prowadzi eksperymenty na wampirach, które potem wracają jako bezwzględni zabójcy o czerwonej skórze. Tak, wiem dobrze. Wygodniej byłoby nie pamiętać tego wszystkiego. Ale nic nie wskazuje na to, żeby tak miało się stać. Jesteś wybrana. Gaia mi o tobie mówiła zanim się pojawiłaś. Jest szansa utrzeć nosa tym złym. Ta szansa powstała dzięki TOBIE. I co dalej? Nie przywrócisz go do życia. Nikogo z nich nie przywrócisz do życia. Ale pomyśl o co walczyli. Pomyśl co dziś by robili, gdyby byli wśród nas. Robiłabyś to z nimi? Czy patrzyła na pole? Ja muszę już jechać. Do zobaczenia.
Ruszył do wyjścia.

“Tym złym”
To hasło jako jedyne zawisło na dłużej w umyśle dziewczyny.
Czy ona była jedną z nich?
Zabiła własnego ojca.
Zabiła własną watahę.
Zabiła własnego przyjaciela.
Zawiodła tyle osób.
Czy wyprawa do piekła się skończyła? Czy nadal trwa? Nie na pustyni. Wewnątrz niej.
Gaia?
Mówiła?
Mówiła wszystkim tylko nie Wronie.
Czy będąc na miejscu Żmija nie oszalałaby będąc uwięziona?
Jak daleko jej od szaleństwa?
Przed oczami stanął jej Szmaragdowy Smok w swym majestacie. Uwięziony w jaskini w Malfeasie.
Czuła się jak narzędzie do niszczenia.
Narzędzie, które można wycelować, użyć i odrzucić ze wstrętem, gdy nie jest potrzebne. Albo nawrzeszczeć. Przez mgłę zasunwającą jej umysł obojętnością przedarło się wspomnienie wrzasków ojca. Dziwne.

Ci źli.
Kto był tym złym?

Żeńka nie poruszyła się i nie odwróciła wzroku od pola.
Frytki flaczały w pudełku a zapach skrzydełek mieszał się z podszytym wilgocią zapachem powietrza.
Drzwi za Czarnym zamknęły się.

***


Ten dzień nie różnił się od innych. Słońce zaszło. Na zewnątrz zrobiło się chłodno. Wróciła do salonu i zwinęła się w kłębek na kanapie gdy usłyszała samochód. Jej mięśnie napięły się mimowolnie. Coś nie wpisywało się w schemat. Do śniadania jeszcze daleko. Zmora była zaniepokojona.

“Kto to?”
Wciągnęła lekko powietrze i próbowała sprawdzić zapach nadchodzących. Nie poczuła zapachu Żmija. Ale fakt, że Zmora użyła jej daru bez jej wiedzy zaniepokoił ją.

“Co robisz?” zaniepokojona dopytywała Zmory “Od kiedy to robisz? I czemu nagle się martwisz?”

Usiadła na sofie jak pacynka, której ktoś pociągnął sznurki.
Nadsłuchiwała przesuwając się na sofie w stronę tarasu.
„Bo ty się martwisz.” Odpowiedziała zagadkowo zmora.

Rozległo się pukanie do drzwi chatki.

“A ty zmieniasz temat.”
Żenia z wolna ruszyła do drzwi.
Przez chwilę nasłuchiwała a potem z wolna otworzyła.

Jej oczom ukazał się mężczyzna w wyświechtanej jeansowej kurtce, podszytej jakąś imitacją futra. Gdyby dziewczyna była dziesięć lat starsza mogłaby kojarzyć takie stroje jako „kiedyś modne”, ale że była w wieku w jakim była, to owa kurtka nie kojarzyła jej się kompletnie z niczym. Oblicze częściowo ukrywała beżowa czapka z daszkiem z logo, które kompletnie z niczym się nie kojarzyło. Twarz miał szarą jak papier. Pokrytą twardym kilkudniowym siwym zarostem. Potrzebowała się zastanowić kim on jest, zanim rozpoznała Wojtka Kosibę. On zaś zdawał się zaniemówić. Stał i wpatrywał się w nią.

Ciepło rozlało się w środku, rozpalając Wronę jakoś od żołądka.
Postąpiła dwa kroki do tyłu przepuszczając Kła do środka. Zamknęła drzwi i wyciągnęła bez słowa drżącą dłoń.
Objął ją. Też bez słowa. Oddychał ciężko. Czuła, że drży mu szczęka. Chciał zacząć coś mówić, ale nie mógł.

Wrona wtuliła się w Ronina ciasno. Na ślepo, z twarzą schowaną w jego klacie, zrzuciła mu czapkę i wsunęła dłonie we włosy. Gładziła głowę i kark starszego wilkołaka.
Jego brat zginął.
Nie udało jej się wypełnić złożonej obietnicy.
Wojtek nie miał okazji pomówić nawet ostatni raz ze swoim młodszym braciszkiem.
Jej wadera chciała ukoić ból ich obojga.

- Nie dołączę do Czarnego - zaczął zamiast zwyczajowego „Cześć”. - Jeżeli chcesz spróbować załatwić ten Toruń, to ci pomogę. Temu całemu Ryśkowi już zaproponowałem pracę. Jeżeli nie będziesz mogła, to on poleci ze mną do Stanów. Ale do Czarnego nie dołączę.

Przełknął głośno ślinę.
- Masz coś do picia? W ustach mi zaschło.

- Nie wiem - odparła Żenia. W zasadzie w kuchni bywała po wodę a zapasy zostawione przez Czarnego pozostawały ledwo tknięte. Nie wiedziała czy ma kawę, herbatę. Było jej obojętne. - Zobacz.

Odsunęła się puszczając wilkołaka i wracając automatycznie na miejsce na sofie.
- Zostaniesz? - dopytała cicho.

- Mhm - przytaknął i sięgnął po wodę. W szafce znalazł też szklanki. Zapasów było całkiem sporo. Wojtek korzystając z chwili wstawił wodę na herbatę. A potem wypił kolejną szklankę wody.

- Jak się czujesz? - zapytał - Bo wyglądasz okropnie.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.
Nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie.
Nie umiała.

- Jestem. - ponownie wzruszyła ramionami. - Przepraszam - wydukała patrząc na swoje dłonie z długimi paznokciami. Obecność Wojtka jakoś niosła ulgę.

Nie odpowiedział. Usiadł obok i milczał. Po chwili czajnik zagwizdał oznajmiając, że mogą zaparzyć herbatę. Bury kieł wstał i odciągając się wrócił z dwiema herbatami.

Usiadł i patrzył w tafle napoju, jakby za chwile miała z niej przemówić wróżka.

- Już go nie zobaczę - westchnął.

- Chciał się z tobą widzieć. - szeptała Żenia - Chciał byś dołączył. Był bardzo podniecony samą myślą o spotkaniu.

Bury Kieł zagryzł zęby. Żenia mimo swojego stanu wiedziała co planował Bury Kieł. Wierzył w to, że uczucia pozostające między braćmi pozwolą cofnąć zmiany dokonane w jego bracie przez Labirynt. Sam nie dopuszczał do siebie wizji zanurzenia się w Labiryncie. Nie odezwał się. Wziął łyka herbaty.

- Co dalej?

- Nie wiem - Żenia próbowała. Z całych sił próbowała powrócić. Ale czuła też rosnącą panikę. Decyzje, działanie - to wszystko związane było z odpowiedzialnością. Za innych.
Chatka była daleko i była bezpieczna. Wojtek oczekiwał od niej czegoś czego nie była w stanie mu dać. Przywództwa. Ona nie była przywódcą. Ona ledwo była tu.

- Jeżeli nie masz planów, to chciałbym, żebyś ze mną i z Ryśkiem przejechała się do Stanów. Pod koniec września. Czy kwestia Torunia jest aktualna? - zapytał. To był jego sposób radzenia sobie ze stratą? Wyglądał jak wrak. I próbował ją pocieszać? Bardzo nieudolnie.

- Tak - zrobiła wysiłek i podsunęła się do Wojtka. Wcisnęła pod wolne ramię. - Dobrze.
Było jej obojętne co się stanie. Nie wiedziała kiedy jest kiedy. Dawno zatraciła poczucie czasu. Nie chciała tylko tracić ciepła jego dotyku. - Jest ktoś. Może opowiedzieć o Pieśni. Zahrad.

- Rysiek nie miał o nim dobrego zdania. W ogóle to od niego usłyszałem co się działo.
Objął ją niemal bez udziału umysłu. Jak ojciec córkę.
- W sensie od Ryśka, nie do Zahrada. Tamtego zamknął Czarny i ukrył przed światem. Czarny ruszył ciebie ratować. I ściął głowę mojemu bratu. Powiedz, Kuba ci groził? Twoje życie było w niebezpieczeństwie?

Kuba. Imię, które nigdy się nie pojawiło. On nie był człowiekiem. Był metysem. Ale faktycznie Wojtek wspominał kiedyś, że jego matka tak chciała nazwać Skowyt.

Różnica między ojcem a ojcem potrafiła być kolosalna.
- Trudności w komunikacji - Żenia mruczała. To nie było ważne teraz. - Chciał udowodnić, że jest godzien. Wszystkiego. To przez Labirynt. Zahrad to kochanek. Ma moje wspomnienia. Był z Kubą dłużej. - relacjonowała Żenia jednym tonem głosu. Coś jej mówiło, że Złotego ciężko ukrywać jeśli sam tego nie chce.

- No tak. Labirynt. - ostatnie słowo było ewidentnie przekleństwem w głosie ronina.
- Tak naprawdę, to Labirynt zabrał mi brata. A jednak… Ciężko nie mieć żalu do Czarnego, za ścięcie jego głowy. Ehh - wypuścił powietrze. Nie było w nim praktycznie nic z Wojtka, którego poznała. Był starym, pomarszczonym człowiekiem z szarą cerą, na którym życie odcisnęło piętno. Wyglądał jakby wiekiem dorównywał Michaiłowi, choć wcześniej była pewna, że między nimi jest kilkanaście lat różnicy. Przecież Wojtek był tylko trochę starszy od Czarnego.

- Wojtek - Żenia miała wrażenie spadania. Wokół się sypało. Wojtek był zdewastowany jak ona sama. Zaczęła mówić i utknęła. Nie wiedziała co powiedzieć. Zwykle wygadana ragabasz nie miała słów. - Co w Stanach? - nie była ciekawa ale smutek bijący od Kła dobijał ją.

Roześmiał się. Wyraźnie trafiła z tematem.
- Jak to co? Walka z Pentexem. Każdy walczy tak jak umie. Widzisz, ktoś narobił sporo chaosu wkoło przemysłu medycznego w Polsce. To co się działo na giełdzie w Warszawie to było jakieś nieporozumienie. Ludzie w ciągu godziny z milionerów stawali się biedakami, a inni z biedaków milionerami. Prawdziwe szaleństwo. Ktoś ze sprawnym umysłem, znający pewne zależności mógł to wykorzystać. I wykorzystał. Ta twoja koleżanka podesłała mi namiar na jedną prawniczkę. Prawdziwa suka. W każdym razie udało jej się dogrzebać do preferencyjnego statusu akcji, w których posiadanie wszedłem. No więc jedziemy do siedziby DNA. W garniturach i garsonkach. Z teczkami. I oświadczamy im, że przejmujemy wydzieloną część ich inwestycji. Budynki. Sprzęt. Linie produkcyjne. Biura. A preferencyjny status akcji nabytych za bezcen wprowadza Rycha do zarządu.
Westchnał.
- Tak, Żenia. Kupiłem Pentex. - Powiedział wyolbrzymiając Ronin.

Żenia zbaraniała.
A potem zrobiła coś czego nie robiła od tygodni.
Roześmiała się.
Pierwszy chichot był tak obcym dźwiękiem, że urwała raptownie.

- Ten chaos. To ja. - przyznała się cicho - A potem domino. Zabierzemy Złotego, tak? Potem resztę watahy i krewniaczki.

- No dobrze. Poprosisz Zośkę, żeby ogarnęła papiery? Nie wiem czy wszyscy mają paszporty i takie tam. Zresztą wiesz… to co kupiłem jest tu w Polsce. Chyba nawet Bionanolab w Łodzi też już jest mój. Do końca nie wiem, z tą prawniczką musiałbym pogadać.
- Nic tu nie mam. Nie wiem gdzie jestem. I muszę pogadać z Czarnym. - każde słowo miało wagę tonowego kamienia. Kanapa była wygodna. Bezpieczna. Ale widok Wojtka szarpał ją niczym miecz Haighta. Więc brnęła dalej. Dla starego bezdomnego.

- Antek mówił, że będzie rano. Wtedy możesz z nim pogadać. A ten Toruń? Coś robimy ze szczurami? Z Inkwizycją? Czy zostawiamy burdel Czarnemu? Niech ogarnia jako światły przywódca. - Ostatnie dwa słowa niosły ze sobą drwinę.

- Wyciągnęłam ich dzięki umowie z totemem. - Żenia podciągnęła nogi na sofę - Muszę załatwić Hakakena. Antek może pomoże. Nie wiem. - to ostatnie stawało się czestym gościem w ustach dziewczyny. - Może zostawimy.
Kieł mówił, że nie musi robić nic. Chyba, że chce. Teraz nie wiedziała, czy chce.

Pokiwał głową w milczeniu. Siedzieli w ciszy. Czas biegł, ale oni byli poza nim. Nie interesowało ich to zbyt.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 10-02-2019, 16:45   #4
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


Rano Żenię zbudził znajomy dźwięk silnika. Czarny przyjechał zrobić śniadanie. Choć tym razem miał przeżyć zaskoczenie. Wojtek przyrządził sałatkę i właśnie wypiekał do niej tosty. Antek wchodząc z torbą zakupów zmierzył wzrokiem Ronina.

- Cześć - pierwszy odezwał się Wojtek.
- Cześć - odpowiedział Czarny robiąc krok do przodu i szukając wzrokiem Żenii.

Dziewczyna siedziała na kanapie. W nowym zestawie ciuchów i z kubkiem herbaty w ręce.
Krzywy uśmiech posłany w kierunku Alfy podkreślił zapadłe policzki i podkrążone oczy.

- Cześć - starała się nadać głosowi ton inny niż “wypłaszczony smutek”. - Dobrze, że jesteś.
Podniosła się jak pacynka.
“Pomóż” mruknęła do Zmory mimo, że całe ciało protestowało.
Wstała całkiem zgrabnie. Sprężystym krokiem zbliżyła się do stołu. Odniosła dziwne wrażenie bycia obserwatorem własnych działań. Nagle wszystko było takie lekkie i oczywiste. Zasiadła przy stole. Wojtek uśmiechnął się.
- Zawsze uważałem, że najlepiej rozmawia się przy posiłkach - powiedział Wojtek.
Czarny mruknął. Usiadł na przeciw Żenii.
- Cieszę się, że czujesz się lepiej - powiedział w końcu do dziewczyny.

Wrona odpowiedziała uśmiechem na uśmiech Ronina i zwróciła głowę w kierunku Czarnego.
Skinęła lekko.
Może pozwolenie Nahajce na działania nie było takim złym pomysłem?
- A ty jak się czujesz? - odpowiedziała nieco ochryple.
- Sporo załatwiania. Zaar dwoi się i troi, żeby przygotować spotkanie z innymi wilkołakami.- powiedział Czarny.
- Cieszę się, że poszedłeś na to. - Żenia sięgnęła po kubek by nalać Czarnemu kawy. Potem dolała jej Wojtkowi.
- No to dla nas niespotykana szansa. Wiesz, odkąd z nami jesteś wszystko dzieje się tak szybko. Mamy Caern - Czarny wydawał się skołowany. Z pewnością nie spodziewał się, że obecność Wojtka tak bardzo poprawi samopoczucie Żenii.

Wrona spojrzała na Czarnego znad kubka zwalniając miejsce kierowcy swego ciała.
- Tak. Pamiętam. Od jakiegoś czasu. - palnęła.
Zaraz. Ona? Czy Nahajka?

Czarny na moment spojrzał na blat stołu. Był wyraźnie skołowany nagłą poprawą stanu Żenii. I wpływem Wojtka na dziewczynę. Widziała to wyraźnie w jego mowie ciała, zazwyczaj tak oszczędnej.

- Smacznego - powiedział Wojtek samemu zaczynając jeść. Posiłek był dobry. Nie tak, jak wtedy, gdy poznał Zapalniczkę. Ale jednak smakowało to lepiej niż tosty Czarnego. Czy Pan Cienia wytrzyma porażkę na tak wielu polach?

Żenia żuła tost i chrupała sałatkę wolno, kontemplując zachowanie Czarnego. Napięcie dawało się wyczuwać nawet przez wroni kokon.

- Planujesz wrócić na łono Gaji? - wypalił w końcu Antek po czym zaczął powoli żuć kęs sałatki.
- Ja jestem cały czas na łonie Gaji, jak wszystkie jej istoty. Nigdy się od niej nie odwróciłem - w głosie Wojtka nie było żalu, czy podszytego jadu. Był niezwykle opanowany w tym co mówił.
- Ale nie, nie mam zamiaru dołączyć do twojej wspaniałej inicjatywy powołania armii Białych Wyjców.
- Nie proponowałem tego - odpowiedział Czarny. Trochę za szybko.
- Czyli jesteśmy zgodni. Cieszę się.- podsumował Wojtek.

Czarny jadł z apetytem sałatkę i gdzieś w okolicy połowy porcji zwrócił się do Żenii.

- Myślałaś już co z totemem? Jest was teraz trójka. Moglibyśmy spróbować włączyć was pod skrzydła Kojota. Tak jak Michała i Gustawa. - Tym razem nie żuł. Czekał z uwagą na odpowiedź. Za to Wojtek jadł z uwagą, udając, że nie słyszy rozmowy.

Zdziwienie przerwało żucie kawałka pomidora.
- Zanim zacznę myśleć co z totemem - Żenia odparła powoli w zastygłej pozie z opóźnieniem. Wpatrywała się w Antka z namysłem. Czy to nie on uczył ją, że kombinacja z własnym totemem to nie jest dobry pomysł? A teraz pytał czy odejdzie od Smoka? Po tym co udało się od niego wyciągnąć w Malfeasie? - to ze Smokiem jest rachunek do rozliczenia. Hakaken. Liczyłam w tym na Twoją pomoc. - spojrzenie podsiniaczonych oczu dziewczyny było mieszanką zmęczenia i wsparcia Zmory. - Poza tym jest nas więcej niż trójka.

Wspomnienie Hakakena wyraźnie ożywiło Czarnego. Wracał na swój grunt. Szaman od duchów. Zauważyła delikatną zmianę. Od alfy biła aura przywództwa tak czy inaczej, ale teraz stała się wyraźniejsza. Jakby urósł w od jedzonej kanapki. Słowa dziewczyny przyjął z jakże szlachetnym “mhm”. A potem jego oczy zwęziły się. Zaciekawiły jeszcze bardziej.
- Więcej niż trójka? - padło w końcu pytanie po dłuższej pauzie.

- Mhm - Żenia odkryła wygodę takiej formy komunikacji - Co najmniej czwórka, liczę, że więcej i dwie krewniaczki: Renia i Magda.
Żenia odsunęła od siebie podziobaną sałatkę i prawie zjedzonego tosta. Spojrzała na Czarnego z uśmiechem. Zeszła ze stołka by nastawić nową porcję herbaty. Próbowała jak to jest przekazać Nahajce kontrolę. Czy był to już etap ze snu?

Podeszła z powrotem do stołu do miejsca, gdzie siedział Czarny i podsunęła do niego ocierając o ramię. Przesunęła palcami po lekko posiwiałych skroniach. Przyglądała się z bliska szamanowi, wyrazowi jego twarzy. Od wielu tygodni chciała go mieć przy sobie, a teraz była jakaś ściana.

- Dziękuję, Czarny - wychudzone ciało dziewczyny przylgnęło do ramienia wilkołaka, a głową opadła na ramię siedzącego. - Wiesz, że masz moje poparcie. Ale nie będę brać udziału w wojnie. - słowa popłynęły niemal samoistnie. - Ja ją skończę. I chciałabym, żebyś mi w tym pomógł, dobrze?*

Czarny wykonał jakiś nieporadny obrót, ale gdy mu się to nie udało, to wstał i objął dziewczynę.
- Nawet nie próbuję sobie wyobrazić przez co przeszłaś. Nie wyobrażam sobie też co byłoby, gdybyś nie załatwiła Pentexu. Otworzyłaś tak duże perspektywy dla reszty Wilkołaków, że chcę przeprowadzić twoje wyniesienie zaraz po jesiennym rytuale. Pomogę z Hakakenem, o to się nie martw.
Westchnął i zmierzył wzrokiem Ronina. Ten wydawał się tak zaaferowany sałatką, jakby była całym sensem jego życia.
- Jest kilka kwestii, które chciałbym omówić w cztery oczy. Co znaczy “co najmniej czwórka”?

Żenia pokiwała głową wlepioną w klatkę Alfy.
- Dobrze. - przytaknęła niewiadomo czemu. Gdyby nie Nahajkowa pomoc, trzęsłaby się od nagłych zmian. Czuła się krucha niczym szkło. Dziwne, pomimo mocy jaka za nią stała. - Omówimy w cztery oczy kiedy ci pasuje. Złoty to czwarty. Potrzebuję go, Czarny. Mam dość ryzykowania. Proszę też byś przywrócił status Wojtkowi. To on jeździł ze mną na Bałkany i on pomagał przy Tancerzach Skór od samego początku. Gdy Harad udawał Conana i wywalał mnie z caernu to Wojtek razem ze Szramą ruszył po Michaiła, żeby pomóc i mnie i Tobie i chłopakom. To on brał udział w przejęciu danych w pościgu transportu z Wawy. I to on uratował mnie w Toruniu. Nie ma powodu wątpić w jego pobudki. - Żenia podniosła wychudłe oblicze do szamana. - Szczególnie teraz i szczególnie po tylu latach, Czarny.

- Wojtek? - Czarny rzucił pytanie, którego ronin nie zrozumiał. Jak to często bywa z niewypowiedzianymi pytaniami. Ronin zmierzył szamana krytycznym spojrzeniem. Zdawał się nie być zadowolony z tego co robiła Żenia. A jednak status ich obojga nie pozwalał mu na zbyt wiele. Żenia tylko poczuła jak Antek coś wskazał głową, a Wojtek w odpowiedzi na to wstał od stołu. Ociągając się zasunął krzesło i wyszedł. Przez kilka oddechów Żenia słyszała jego kroki. Potem była już tylko cisza.

- To nie moja decyzja - odezwał się nagle Czarny, a w ciszy jaka panowała w domku jego głos zdawał się mocny niczym dzwon.
- Odmówił walki przeciw Tancerzom Czarnej Spirali. Dlatego już nasze duchy go nie akceptują. Jeżeli jakiś totem go przyjmie, to jego tułaczka się skończy. Masz rację, że to mu się należy. Ale widzisz, żaden z duchów nie przyjdzie go prosić o dołączenie. To on musi zwrócić się do nich.
Czarny lekko odsunął się od dziewczyny.
- Mam ich kleivy. Chciałem odprawić nad nimi egzorcyzm i oddać je Michałowi i Gustawowi, albo ludziom Harada. Dalemirowi dobrze z oczu patrzy. Po wypędzeniu ducha z broni nie będą już się lokalizować. Na razie Michał ich pilnuje. Raz wypędzony duch nie wróci. Można go zastąpić innym. Ale siedem ostrzy z taką mocą to niesamowity oręż. Będziesz musiała pomyśleć co z nimi.

Czarny ruszył w stronę kanapy, na której dziewczyna spała ostatnie kilkanaście dni. Pociągnął ją delikatnie za sobą.
- Co do „twojej” watahy, to Złoty nie jest dobrym pomysłem. On jest… cóż, nie spotkałem nigdy czegoś takiego.

Sterowanie ciałem w wykonaniu Zmory było wygodne i dziewczyna bez oporu ruszyła za Alfą. Wcisnęła się w niego szukając ciepła.
Słuchała co mówi.
- Złoty, ja i … - głos jej się załamał. Nie była w stanie wypowiedzieć imienia przyjaciela na głos. Zamrugała kurcząc się - to eksperymenty Pentexu. Po pierwsze jesteśmy zagrożeniem dla was, po drugie muszę odzyskać wspomnienia a on je ma. Po trzecie potrzebuję go do pomocy ze Smokiem. Po czwarte - spojrzała Czarnemu w oczy i zagryzła wargę - on mnie ochroni, gdy… będę tego potrzebować.

Czarny chwilę zastanawiał się nad jej słowami. Obejmował ją. Zdawał się coraz bardziej przyzwyczajać do tej pozycji. Może gdzieś doszedł do wniosku, że ronin dzięki przytulaniu tak dobrze sobie poradził z „naprawą” dziewczyny.
- W tobie jest nieporównywalnie więcej z wilkołaka niż w nim. - powiedział, po czym zmienił temat.
- Jest grupa wilkołaków, działająca w głębokiej konspiracji. Grupa, do której należałem. Udają, że są częścią aparatu wroga. Chciałbym, żebyś za jakiś czas z nimi porozmawiała. Z Zaarem przyglądaliśmy się sytuacji w Toruniu. Sytuacja jest tam mocno skomplikowana. Mamy dwie siły, które się ścierają. Nie chcę, żebyś ładowała się między nie, ale gdyby udało się przeniknąć do struktur jednej ze stron…

Czarny na moment zagłębił się w swoich własnych planach. Zamilkł.
- Chcę przekonać Hakakena do wyniesienia się na Słowację - Żenia przerwała ciszę - i zwolnienia terenu. Wtedy Inkwizycja będzie jedną ze struktur. Nie wiem czy będę miała czas na jej inwigilację, bo szykuje mi się wyjazd pod koniec września. Ale może zrekrutować kogoś z wewnątrz? Wtedy za kontakty mógłby odpowiadać Zaar. Albo któryś z chłopaków. A Słowację będzie można z wolna oddać Haradowi jak wywalimy stamtąd Pentex.

Czarny uśmiechnął się. Nie z jej pomysłów. Z faktu, że wróciła. Jego mała kombinatorka. Nie kwestionował konieczności wyjazdu. Nie skrytykował pomysłu. Radość z jej odzyskania nie pozwoliła mu na to.
- Nie wiem, czy w naszym interesie jest odsyłać Harada na Słowację. Dobrze się spisuje jako prawa ręka. Obrasta w piórka. Mam pytanie: na ile twoim zdaniem Harwaziński nada się na alfę watahy Smoka?
Wypalił nagle Czarny.

- Szlag go trafi jeśli Rychu będzie alfą i będzie działać na Słowacji. Ryśka motywuje kasa. I ego. Nada się o ile będzie nas więcej. Widzisz… Smok i Kuba promują mnie na Zhyzhak. A ja chcę to wykorzystać. Do tego potrzebuję ludzi. Wyjazd po części się z tym wiąże. Z Ryśkiem omówiłam plan wywalenia Pentexu ze Słowacji. Splajtuje państwo i można Rycha obsadzić w roli ratującego gospodarkę patrioty. Czarny… potrzebuję Ciebie. I szamanów. I wszystkich. I potrzebuję byś poszukał mi partnera. - Żenia nabrała powietrza - Do zrobienia dziecka. - teraz to ona palnęła.

Czarny wyszczerzył zęby.
- Widzę, że pobyt w piekle odbił się na twojej psychice bardziej niż myślałem. - Żenia spojrzała nierozumiejącym spojrzeniem - Cieszę się, że Harwaziński jest dobrym pomysłem. Przy okazji twojego wyniesienia namaścimy go na alfę. Harad będzie mieć niespodziankę. Pojawiają się pierwsze Wyjce. Przebudzone zagubione szczenięta, które miały być tylko krewniakami, a jednak przechodzą przemiany. Chciałbym, żebyś wzięła do was jednego, czy dwoje. Postaram się, żeby to był teurg. Ja zorganizowałem małą pomoc w kwestii Warszawy. Ale to później. Widzę, że oboje mamy trzy razy więcej planów, niż środków na ich realizację.

Czarny wstał.
- Rytuał pojutrze. Gdybym wiedział, że ronin doprowadzi cię do siebie tak szybko, to zmusiłbym go do zamieszkania z tobą już pierwszej nocy.
Czarny złapał jeszcze kubek z kawą, i zrobił solidnego łyka.
- Złotego dam ci po rytuałach. Nie chcę, żeby ktoś z naszych potencjalnych sojuszników wiedział, że mamy kogoś takiego. A z tym partnerem… - podrapał się po potylicy - … pomyślę.

Wrona pokiwała tylko.
- Michaił ma dla Ciebie podarek ode mnie. Wielki kleiv Panów Cienia. Odebrałam go Haightowi. Jest piękny ale piekielnie nieporęczny. A tych zakonspirowanych chętnie poznam. Brakowało mi Ciebie tak bardzo, Czarny. - dodała prawie szeptem.

- Mnie ciebie też. I tego twojego entuzjazmu. A z tą Zhyzhak, to się nie przejmuj. Ona nie żyje. Konieczko urwał jej łeb. Szkoda, że nie wyciągnął z niej gdzie ukryła idealnego Metysa. Ale przyjdzie czas, to i tego się dowiemy. - po tych słowach objął ją. - Muszę się zbierać.

- Dobrze. Poproś Wojtka na górę ok? - Wrona oddała uścisk szamana. Nowe informacje zdawały ją zalewać. Metys, Konieczko, nowi w wataże. Poczuła zawroty głowy. Siedziała po turecku na kanapie z uśmiechem na zapadłej twarzy. Pożegnała Czarnego uniesieniem dłoni.

***


“ już możesz przestać pomagać”
Zwróciła się do Nahajki.
“ty pamiętasz Zhyzhak?”

Żenia poczuła jak siły ją opuszczają.
„Mam pewien pomysł. Gdy mi oddałaś kontrolę… cóż, z każdą chwilą czuję się coraz bardziej cielesna. I chyba wiem jak to wykorzystać. Ale do tego musimy stąd wyjść”

Zmora zdawała się być podekscytowana. Trudno było ocenić, czy treścią rozmów, czy też własnymi odkryciami. W każdym razie nie zapowiadało to niczego dobrego.

„Pamiętam… i nie pamiętam. To jakby inne życie… nie wiem. Nie umiem tego nazwać. Ale z tego co wiem, to są tu tacy, którzy mają większe problemy z pamięcią.”

“ Nie musisz robić takich personalnych wycieczek od razu” Żeńka oklapła jak przekłuty balon “Pytam bo może ty wiesz gdzie ten idealny metys jest schowany. Skoro z nią byłaś. Tobie pamięci nikt nie kradł. A z wyjściem … musisz zaczekać”

Wrona skuliła się na kanapie..

Wtedy do domku wszedł Wojtek. Zanim podszedł do dziewczyny postanowił posprzątać po śniadaniu.

„Nie… nikt nie kradł mojej pamięci… ale… nie, nie wiem… wybacz…”
Zmorę coś trafiło. Była zdenerwowana? Żenia czuła, że zaraz znowu zniknie.

“Czego mi nie mówisz? Smok cię wzywa? Jest zły? O co chodzi?”
„Nie wiem… wybacz, za personalne wycieczki.”

- I jak tam po rozmowie z Ogórkiem? - powiedział Wojtek siadając obok na kanapie z dwoma kubkami herbaty. Jeden wyciągał w stronę Żenii.

“Nie zmieniaj tematu. Co cię denerwuje?”

- Chce Ryśka na alfę watahy Smoka. A czemu ty byś nie miał dołączyć? Nie chciałbyś? Nie musiałbyś się przejmować Roninem, miałbyś watahę. Trochę inną ale watahę.- Żenia od dawna nie piła takiej ilości herbaty jak w ciągu ostatnich dwunastu godzin.

Zmora milczała. Za to Wojtek wręcz przeciwnie.
- Czyli miałbym dołączyć do Smoka. I miałbym przyjąć zwierzchnictwo Tancerza Skór jako alfy. Tego samego, któremu chcę dać pracę. Nie wydaje ci się to zakręcone? Gdybym chciał dołączyć do Smoka, to zrobiłbym to gdy Kuba żył. Teraz to trochę bez sensu. Chyba przyzwyczaiłem się do życia ronina.

- To może inny totem. Hakaken? - Żenia mruknèla zdziwiona znikaniem Zmory. Nie wiedziala co się dzieje. - No ale to ostatecznie Twój wybór. Nie zmuszę cię do niczego. Dzięki, że nie urwałeś Antkowi łba.

- Mam nadzieję, że tobie nigdy nie przyjdzie jeść śniadania z mordercą swojego brata - wypalił, a coś w nim spowodowało, że wyglądał jak piłka, z której powietrze uchodzi.
- Pomyślę o tych duchach. Ale to nie teraz. Teraz trzeba kilka rzeczy zabezpieczyć. Powiedz proszę: mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić?

- Jeśli chcesz gdzieś jechać to jedź. Nie jesteś więźniem przecież - Żenia starała się ignorować wybuch Kosiby. Świat nie był idealny ani czarno-biały. Gdyby nie Czarny nie żyłaby, gdyby nie Wojtek nie przebiłaby kokonu. A teraz stała pomiędzy nimi, lojalna wobec obydwóch. Jak dziecko podczas rozwodu rodziców. - Nie mam planów.
- Ja mam kilka spraw do załatwienia. - Uśmiechnął się krzywo. - A tobie gratuluję. O ile dobrze zrozumiałem Czarnego, to będziesz bohaterką ludu. Tylko uważaj. Jeżeli w pierwszym akcie robią z ciebie bohatera, to prawdopodobnie chcą cię poświęcić jeszcze przed trzecim.
- Jeśli wszystko pójdzie z planem, nie będzie trzeciego aktu. - żenia informację o bohaterstwie zlała. Harad dał jej dobrą lekcję jak traktuje się bohaterów - Wrócisz na noc?
-Tak. Będę już po południu. Mam spotkanie z prawniczką.

W końcu odstawił kubek i przechylił się do dziewczyny. Objął ją lekko.
- Może przywiozę jakiś film na wieczór.
- Dobrze. - uścisk dziewczyny był czuły - Wracaj do mnie, do domu. Gatki zostawię w łazience. - zažartowała i sama usłyszała jak bardzo wyszła z wprawy.

W domu na skraju lasu znów zapadła cisza. Wilkołaki odjechały. Była sama… ze Zmorą.

„Chodźmy na spacer, co? Od tygodni siedzisz w czterech ścianach” - Rozległo się nagle w głowie dziewczyny.

“Koniecznie chcesz wypróbować nowe sztuczki, co? Już i tak używasz moich mocy bez pytania.“ zamarudziła Wrona “Teraz chcesz się oderwać i bytować solo?”

„Nie. Chcę coś zjeść. Nie pamiętam kiedy jadłam. Dziwnie się czuję. Jestem słaba… a jednocześnie robię się silniejsza od ciebie. Chodź. Zapolujmy”

“ Znowu będą cyrki jak zabijesz ducha. Nie mam pomysłu jak cię nakarmić i nie krzywdzić duchów. A z nikim tu się bić nie będę. Nie da rady. Może pomedytuję? A może pójdzie łatwiej gdybym odstawiła bicz na czas medytacji?”

„Sama jesteś Bicz! Żaden duch się do ciebie nie zbliży i nie odda ci gnozy z własnej nieprzymuszonej woli. Zapomnij. Mam pewien pomysł. Jest pewne błogosławieństwo Żmija, które mogłabyś użyć…”

“Błogosławieństwo… aha… coś z cyklu zjedzenia Haighta? I co do niby ma dać?”*

„Zabić… ma zabić głód”
Zmora zdawała się być zdeterminowana.
“Jak niby? Nie znam żadnych Źmijowych błogosławieństw”*
„Zrelaksuj się. Ja chwilę się pobawię, co?” Głos nastolatki w głowie Żenii próbował nadać sobie ton „no bo co złego może się wydarzyć?”

“Bukhto’into nie irytuj mnie. Konkrety mi opisz dokładnie a nie próbuj ściemniać. …” Wrona się zirytowała mimo słów.

„To co robię z duchami… można chyba coś podobnego zrobić z rzeczami po tej stronie. Chyba. Nie jestem pewna”

„Sałatka nie wystarcza, co? Mało esencji? Może extra dip?” żeńka marudziła „ I Co? Jak to niby wygląda? Przemienisz mi tu rękę w ciężarówkę czy ubierzesz w latex?”

„A skąd mam wiedzieć? Nie próbuję wgryzać się w tę stronę lustra. Odpocznij, a ja spróbuję zrozumieć”

„Nie to chyba nie jest dobry pomysł. Spróbujmy znaleźć jakiegoś wypaczonego ducha za Zasłoną. Nie chcę, żebyś zeżarła ludzi. Albo lepiej jeszcze. Zaczekam na Czarnego.”

Wrona pożałowała, że nie dopytała o to wszystko Czarnego.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 10-02-2019, 16:56   #5
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację

Wojtek wrócił już w nocy. Miał ze sobą drobną torbę podróżną. Tym razem przygotował się na noc. Zmienił też ubranie. Sztruksowa marynarka z przetarciem na rękawie mogła być w wieku Żenii. Przywiózł warzywa na kolację. Był bardziej niż zadowolony. Szybko pochwalił się, że spotkanie poszło bardzo dobrze. Do Stanów będzie musiał lecieć przed końcem września. Musiał tylko znaleźć sposób na przerzucenie Żenii przez międzynarodowe lotnisko. Co mogło być dość kłopotliwe w związku z jej statusem terrorystki.

Podobno miał między 12% a 17% udziałów w DNA, ale fakt uzyskania udziałów preferencyjnych powodował, że mieli prawo wprowadzić do zarządu swojego człowieka. Jednocześnie te 17% stanowiło równowartość pięciu placówek badawczych w Europie. Trzech w Polsce. Jednej na Słowacji i jednej w Niemczech.

- Cholera - podsumowała dziewczyna. - Dałeś czadu, Wojtek. Zastanawiam się jak zabezpieczyć te dwie placówki na Słowacji i Niemczech. Wiesz chodzi mi o to, że gdy Pentex usłyszy o zmianach na pewno będą chciał ukryć najbrudniejsze brudy. Dobrze by było obstawić te miejsca i monitorować. W Polsce Łódź, Poznań i Warszawa? Czy jest coś jeszcze innego?

- Warszawa nie była ich nieruchomością. Biura były wynajmowane. W Poznaniu są dwie placówki. Jedna przy PANie. Druga w starej Polfie. Ta druga to fabryka i laboratoria. Zrobiłem krótki wywiad i wydaje mi się, że w Polfie nic nie znajdziemy. Pentex musi mieć też “czyste” źródła finansowania. Widzisz, wprowadzenie fomorolu na rynek wymaga co najmniej dziesięciu, czy dwunastu różnych leków, które są w legalnym obrocie. Nikt nie kupi leków nieznanej firmy, zwłaszcza, jeżeli produkują tylko jeden lek. No i w drugą stronę, to otwiera im nowe możliwości. Niemcy i Słowacja też raczej legalne. PAN myślę, że właśnie się czyści. A jeżeli nie, to będziemy mieć miła niespodziankę. Łódź, to ruina. - zakończył.

- No dobrze. Renia się przyda w tym wszystkim jako lekarz. Co to znaczy czyści? I jakie masz plany po przejęciu tych placówek?
- Usuwa ślady powiązań z Bionanolabem w Łodzi i z Warszawą.
Żenia spojrzała na Ronina z ciekawością.
- Dalsze plany? Nie wiem. Urządzę sobie gabinet i będę sprawdzał co tam za grunty inwestycyjne w okolicy.
- Muszę cię o coś poprosić. Muszę zadzwonić do Czarnego. Potrzebuję jego porady w kwestii Zmory. Masz na niego namiar może?
- Mogę mieć - zacisnął zęby mimowolnie. Nagła zmiana nastroju pokazała, że Wojtek mimo całego swojego doświadczenia i spokoju nie potrafi przejści obojętnie nad tematem Czarnego. I chodź słowa na to nie wskazywały, to wyraźnie nie był zadowolony, że temat szamana wypłynął tego wieczoru.*
- Przepraszam. - Żenia mruknęła i cmoknęła Wojtka w policzek przymilnie - Zmora jest głodna a ja nie chcę ryzykować kolejnego zamknięcia caernu. To tylko tyle i aż tyle.
Kiwnął głową.
- Poczekaj chwilę.

Wstał i poszedł do samochodu. Tam zostawił telefon. Z kimś rozmawiał zanim wrócił. Gdy wszedł powiedział tylko, że trzeba poczekać i wrócił do robienia kolacji.

Po jakimś kwadransie wyświetlił się nieznany numer. Wojtek nawet nie spojrzał na telefon. Powiedział tylko:
- To do ciebie.

Nie miał numeru do Czarnego. Musiał zadzwonić do kogoś, żeby spytać, a teraz prawdopodobnie Czarny oddzwaniał.

Tajemniczy Bury Kieł sprawił, że Żenia uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, że robisz wrażenie twardziela z tą całą tajemniczością? - mruknęła zanim wcisnęła zieloną słuchawkę.
Coś mruknął pod nosem w odpowiedzi.
- Hej. - powiedziała do telefonu - Możesz mówić?
- Tak. Powinienem zostawić ci telefon - powiedział Czarny. - Co się dzieje?
- Zmora jest głodna i próbuje coś kombinować żeby się oddzielić. Nie wiem co robić. Żeby nie było powtórki z rozrywki.
- Nic nie rób. Będę tak szybko jak mogę.
- Dobrze. - Wrona rozłączyła się.

- Wojtek, on tu musi podjechać. Ale ja nie chcę, żebyś wychodził. Dasz radę wytrzymać? Czy wolisz wrócić później? - Żenia dopytywała ze zmartwieniem.
- Skoro musi. Na jaki film masz ochotę? - zmienił temat ronin.
- Może karate kid? - wyszczerzyła się Wrona - Albo Matrix? Tak żeby odświeżyć historię na wypadek jakbyś chciał próbować skopać mi zadek następnym razem. Hmm?
-Hmm. Trzeba popracować nad twoją pamięcią. Skoro kojarzysz takie rzeczy, a nie masz wspomnień z dzieciństwa.

- Dlatego muszę pogadać z kochankiem! - czupurnie stwierdziła chudzina na kanapie.

Wojtek przygotował kolację. Zjedli. Żenia słyszała tylko w swojej głowie:
“Jestem głodna!”
“Wiem. Zajmę się tym jak przyjedzie Czarny. Poczekaj jeszcze trochę”.

Czarnego nie było długo. Musiał umieścić ją dość daleko od Poznania i od caernu.

Wojtek podłączył laptopa i zaczął szukać filmów. Matrix był zbyt oczywisty. Zamiast tego wybrał najnowszą ekranizację Karate Kida z Jackiem Chanem. Wtedy dojechał Czarny.

Wszedł w swoim płaszczu wyglądając jak jakiś szpieg z krainy deszczowców. Obrzucił pomieszczenie spojrzeniem. Zignorował obecność Wojtka.

- Czy coś cię boli? - zapytał bez ogródek Żenię, do której podszedł. Patrzył głęboko w jej oczy, ale nie żeby nawiązać kontakt. On tam czegoś szukał. Czuła się jakby za chwilę miał złapać ją za brodę i zacząć liczyć zęby.

- Nie. Ale Nahajka często jest podenerwowana. Głodna. Mówiła, że może spróbować zapolować po tej stronie Zasłony. Nie bardzo mi się to podoba. Jest jakiś sposób na karmienie jej bez totalnej rozwałki? - dziewczyna spoglądała na szamana nieco speszona. Zmora i jej kłopoty nie były normalnie tematem otwartych dyskusji.

- Rozbieraj się - szaman rzucił komendę, po czym sam zdjął płaszcz i wyjął z jego kieszeni kilka kamieni i jakiś flakonik. Po tym przyniósł z łazienki lustro, które oparł o szafkę aneksu kuchennego. Zdjął sweter, buty i zaczął rozpinać spodnie.
- Jaką ma formę w umbrze?*

- Nie byłam w Umbrze ostatnio - dziewczyna była skołowana. Ruchy nie tak płynne jak rano. Zwolnione. Dłonie drżały gdy przebywała kolejne przeszkody w rozbieraniu się. - Ostatnio była dużą macką. A w piekle zbroją na całe ciało. Albo naroślą wielką ręką. - oddech dziewczyny przyspieszył z wysiłku. - Jest głodna. Bardzo. Tylko raz pamiętam ją tak głodną.

- No dobra - szamanowi poszło dużo szybciej. Został w samych majtkach, Szybko wyrysował jakiś okręg między aneksem kuchennym a salonem. Po chwili zaczął przy nim wrysowywać proste znaki.
- Stań proszę w środku.

Tymczasem Ronin zainteresował się i stanął w rogu salonu obserwując sytuację z uwagą.

Narzeczona Frankensteina czyli wychudzona Wrona stanęła we wskazanym miejscu starając się trzymać fason.
- Przechodzimy na drugą stronę?
Szaman kiwnął głową. Złapał ją za rękę i wszedł do wnętrza kręgu. Żenia poczuła jak jej kolacja uderza o ściany żołądka próbując się wyrwać, po czym stała na zielonej trawie w lesie. Wokół żarzył się krąg opisany glifami.
Czarny opuścił go bez problemu. Był nagi. Żenia była ubrana dokładnie tak jak w Malfeasie. Idealnie przylegające czarne wdzianko. Lewa dłoń zastąpiona pięcioma drobnymi mackami. Oko między obojczykiem a ramieniem z lewej strony.

- Dobra, co próbujesz zrobić? - powiedział Czarny w stronę łypiącego oka.

“On nie widzi, że nie mam ust? Czy po prostu jest idiotą?” nastolatka drwiła w głowie Żenii. Brunetka zaś przyjęła z ulgą fakt, że Zmora nie próbowała się tym razem “zakotwiczyć” w jej ciele.

- Nie może odpowiedzieć bo nie ma ust - Żenia przekazała wiadomość starając się nie ujawniać drwiny. - Ma tylko oko.

Wrona przy okazji oglądała się ponownie po tej stronie zasłony.

Zmora nie zmieniła wyglądu od Malfeasu. Teraz Żenia zdała sobie sprawę, że obca istota idealizowała jej kształty. Nie było wystających żeber. Zamiast tego piersi sterczące niczym przy podwójnym push-upie. I teraz była tego pewna… nieco większe niż w rzeczywistości. Nogi idealnie gładkie. Pokryte idealną powierzchnią… Zmory. Musiała to przyznać… w Umbrze wyglądała lepiej niż w rzeczywistości.

- No to co ona chce zrobić?
“Jeść. Czy to tak trudno zrozumieć? Znajdźmy coś. Zabijmy. Skoro już nas tutaj ściągnął, to niech otworzy krąg. Poradzimy sobie same”

- Coś zjeść. Zapolować. Otwórz krąg to same damy radę.
“ Samodzielnie? O co chodzi z tym oddzielaniem się?” - Żenia toćnęła Zmorę mentalnie.
“Jakim oddzielaniem się?”
- Mówiła, że się dziwnie czuje. Słabsza ale silniejsza ode mnie. Ja, Żenia, nie chcę zabijać duchów. Ale to się wydaje jedyną opcją na przejęcie gnozy. Jak kontrolować przejmowanie gnozy? Nie wiem nawet czy mam pełnię kontroli nad nią po tej stronie lustra.
- Btk'uthoklnto przyjmij formę umożliwiającą porozumiewanie - powiedział Czarny.
I wtedy Żenia poczuła jak Zmora mówi. Uczucie było dziwne, bo po raz pierwszy jej nie rozumiała. Czarny dopiął swego.

Jakież było zdziwienie dziewczyny, gdy szaman odpowiedział dziwnie szeleszczącym językiem. Ta dwójka wdała się w rozmowę, podczas gdy ona była biernym obserwatorem. Czuła niepokój Zmory. Głos Czarnego był twardy. Nieznoszący sprzeciwu. On nie dyskutował ze Zmorą. On wydawał jej rozkazy. To co obserwowała Córka Ognistej Wrony było czymś jak tresura. Treser Czarny układał sobie psa pod siebie. A Zmora na początku butna i próbująca się wyszarpać z tego tajemniczego kręgu teraz z każdym słowem szamana robiła się potulna i uległa. Carverowi nie potrafiła się tak postawić. Z drugiej strony Żenia odniosła wrażenie, że instrukcje, które tym razem Zmora otrzymywała od szamana były niepokojąco bardziej skomplikowane. W końcu Czarny rzucił jakąś urywaną komendę, a Zmora nie powiedziała już nic więcej.

Nagi Czarny podszedł i prawą dłonią rozmazał część kręgu ochrony.

- Mamy problem. Ona jest najwyraźniej przeklęta. Nie może otrzymać Gnozy. Jest drapieżnikiem i musi ową gnozę zdobyć. Z istoty, którą jakoś pozbawi życia. To dość mocno ogranicza nam pole działania.

Czarny podrapał się po policzku.
- Bez gnozy będzie próbować zabić ciebie. Choć to poza jej świadomością. Jest pasożytem i wie, że bez ciebie zginie. I z tego co mówi, to chyba cię lubi.

- Hmmm mam pasożyta, któremu wydałeś rozkazy. - Żenia potupała stopą - Coś o czym powinnam wiedzieć nieco więcej?

Zabijanie przez pasożyta jakoś jej nie przeraziło. Taki był w końcu cel bycia pasożytem. Póki była przydatna… Żenia nie była pewna czy Nahajka nadal jest przydatna. Z drugiej strony jeśli chciała wykorzystać kwestię Zhyzhak…

“Bardzo jestem wzruszona, że mnie lubisz” - puknęła w myślach własną pijawkę.

“Nie naigrywaj się. Z tym kolesiem nie da się gadać o uczuciach”
Głos Nahajki był jakiś taki stłumiony. Oberwała? Skrzyczał ją?

- Ona nie pamięta swojej przeszłości. Co jeśli jest tym kim myślimy, jest całkiem zrozumiałe. Rosła w siłę razem z Zhyzhak. Osiągnęła status niemal półboski, a potem Zhyzhak zginęła. Chyba Smok zredukował jej umysł do poziomu ameby. I teraz ona uczy się wszystkiego od początku. Odkrywa swoje wspomnienia wraz z tobą. Znalazła pewien dar, dar z dawnych czasów. Sposób jaki miała jej poprzednia właścicielka, żeby ją karmić. I tego chce cię nauczyć. Nie wiem co z tym zrobić. - Czarny był wyraźnie zakłopotany.

Naburmuszona zmora.
Zakłopotany Czarny.
Skołatana Wrona.

- To znaczy z czym dokładnie? Bo wy pogadaliście a ja nadal jak ta ciemna zmora w rogu. Jakieś szczegóły? - Żenia stała w zasadzie dzięki latexowej zbroi z pasożyta.
- Jeżeli dobrze zrozumiałem ideę, to w tej chwili pożera istotę duchów. Ale nie tylko duchy niosą ze sobą moc. Żywe istoty też. Korzystają z tego wampiry. Wysysają moc z ludzi wraz z krwią. Ona chce dać ci dar, który pozwoli tobie zabierać życie, a zyskiwać gnozę. Dla niej. I dla ciebie.
Czarny złożył ręce na klatce piersiowej. Niby nagi. Niby stary. A jednak nie dało się go odrzeć z jakiejś nadludzkiej godności. Z jakiejś aury przywództwa.
- W zasadzie jeżeli nauczy cię tego daru, to nikt nie zmusi cię do jego użycia. Z drugiej strony bez tego możesz niedługo podupaść na siłach. Z tego co mi powiedziała, to to nie muszą być nawet zwierzęta. Możesz na przykład zabić… drzewo.
W końcu theurg wypuścił powietrze.
- No a tak długo jak ona jest z tobą, żaden duch nie da ci dobrowolnie gnozy. Dla nich jesteś mordercą. Możesz zapomnieć o skutecznej medytacji. Musisz pomyśleć o jeszcze jednej rzeczy.
Czarny dał chwilę dziewczynie na przetrawienie informacji.

Dopiero zabiła Grzesia za to samo w zasadzie…
Wrona stała jak słup soli.

- Dużo jest tych ‘jeszcze jednych’? - spojrzenie dziewczyny przygasło.
- Można ją z tobą rozłączyć. Wypędzić. Jest duża szansa, że pozostawiona sama sobie padnie, ale ty uwolnisz się od niej na dobre.

“Nieeeeee”
Krzyk przestrachu rozdarł umysł brunetki. Spazm strachu przebiegł po całym jej ciele wzdłuż lateksopodobnego kombinezonu, a Żenia aż przymknęła oczy.

- A nie można przypisać jej do broni jak duchy w kleivach? - Żenia sondowała pomimo wrzasków odbijających się w czaszce.

“Co dostajesz oprócz gnozy?”
- Można - powiedział bez wahania. - Można spróbować. To byłaby bardzo potężna broń. Na razie pozwól jej przekazać sobie wiedzę o tym darze.

Wrona pokiwała bez słowa.
“No to wal, mała.” - nawiązała do poprzedniej “lekcji” udzielanej przez Nahajkę.

Tym razem wiedza napłynęła delikatnie. Jakby Żenii pękła skóra, a wiedza się przez nią wsączyła niczym jakaś ciecz. Wiedza, która sama w sobie niosła ze sobą wypaczenie.


Żenia spojrzała na szamana.
Poruszyła ustami ale nie wydobył się żaden dźwięk.
Spróbowała raz jeszcze.
- Nie wiem jak daleko… - nie spuszczała spojrzenia z Szamana - … skoro Gaia mnie wybrała dlaczego nie daje żadnych znaków? Dlaczego to wszystko?! - dziewczyna zaczynała tracić nad sobą kontrolę. Coś w niej się buntowało, odrzucało możliwość jaką niósł ze sobą dar wiedzy. - Kiedy przyjdzie stop? Ile jeszcze?!?!
Cała się trzęsła z obrzydzenia i przestrachu.
Położył dłonie na jej ramionach. Patrzył w jej twarz.

- Gaja dała mi znak. Wypełniłaś swoją powinność. Jeżeli chcesz odciąć się od tego wszystkiego to możemy to zrobić. Ona pomoże mi cię oczyścić. W następną pełnię. Ale do tego musiałabyś wyrzec się Smoka i wszystkich duchów z nim związanych. Także jej.

Powoli wciągnął powietrze, po czym wypuścił je, jakby chciał pokazać dziewczynie, żeby oddychała. Żenia skupiła wzrok gdzieś między jego ustami a nosem i zaczęła naśladować. Słowa szamana dobiegały gdzieś z boku:

- Ale Smok i Btk'uthoklnto dają siłę. Możemy wykorzystać tę siłę do walki ze Żmijem. Możemy używać wszystkich dostępnych środków. Tej decyzji nikt nie podejmie za ciebie. Ale już spełniłaś swoje zadanie jako Kami. I Gaja chce dać ci nagrodę. Miałem ci to powiedzieć dopiero po jutrzejszym rytuale, ale zdaje sobie sprawę jak ciężko jest radzić sobie z tym wszystkim. Wracamy do Wojtka?

- Czarny - dziewczyna była spięta wpatrując się szeroko otwartymi oczyma w twarz swojego mentora, a oddech się jej rwał - ...ja nie chcę walczyć ze Żmijem. - powiedziała wolno drżącym głosem.
- Ja chcę go wypuścić i uzdrowić. Wiem, że można. I Ty też wiesz. Inaczej to wszystko będzie się ciągnąć i nigdy nie skończy. Teraz jest szansa. Z Tobą się to uda.

- Ale jaki koszt chcemy ponieść? Czy jego dary i to całe wypaczenie, jakie cię zacznie przeżerać jest tego warte? Wiele zrobiłaś. Chcesz mieć dzieci. Jak wyobrażasz sobie ciążę, w czasie gdy będziesz mordować żywe istoty, by nakarmić zmorę? Nie, to bez sensu. Chciałbym, żebyśmy w najbliższą pełnię pozbyli się twojego smrodu Żmija.

- Dziecko. Ale to nie jest najważniejsze. To co zaczęliśmy to ledwo czubek góry lodowej. Dlatego jesteś Alfą wszystkich wilkołaków. Dlatego będziesz przewodził armii zmiennokształtnych. Żeby odwrócić losy nie tylko tych najbliżej siebie. Ale żeby przywrócić równowagę we wszystkim. Po to to wszystko, Czarny.

Objął ją.
- Straciliśmy przyjaciela. Bo stał się bestią. Nie chcę stracić ciebie w taki sam sposób. A wiem, że zanim stanie się to o czym mówisz, jeszcze wiele razy będziemy tracić bliskich. Czy w takim razie myślisz, że jesteś w stanie utrzymać te relacje ze Smokiem? Jest silnym, ale i niebezpiecznym sojusznikiem. Gdy się od niego odwrócisz zechce wywrzeć pomstę. A Zmora? Pozwoliła ci zabić Haighta. Gdyby nie ona, pewnie zdarłby skóry z całej watahy Harada. Bez niej będziesz niewiele silniejsza niż gdy się obudziłaś w Poznaniu bez wspomnień. Ale czy dasz radę egzystować z nią?
Nie Żeniu. Nie mogę oczekiwać od ciebie takich poświęceń.

Wtulona dziewczyna słuchała bicia serca Czarnego i słów rezonujących w jego piersi.
Nie miała gotowej odpowiedzi.
Za to rodzące się w głowie pytania.
I jakieś narastające wrażenie bycia manipulowaną. Coś jak ciarki na skórze, podnoszące drobne włoski na jej ciele. Czarny zaskoczył ją. Łudziła się, że między nimi jest mocniejsza więź? Szczególnie po piekle? Nieprzyjemne uczucie rozczarowania rozchodziło się po jej ciele falami.

- Może. Może masz rację. Może to nie ma sensu. Nie wiem. - Żenia uciekła w wygodne stwierdzenie jakiego używała ostatnimi czasy. Odsunęła się od Czarnego nie patrząc na niego. Nie chciała dać mu nic wyczuć z mowy jej ciała. - Wracajmy.

Przeszli przez zasłonę równie gładko jak w pierwszą stronę. Czarny ubrał się.
- Jutro prowadzę rytuał od samego rana, praktycznie do następnego rana. Wybaczcie, ale muszę już jechać - powiedział zarzucając na siebie płaszcz.
- Myślę, że możesz ją przegłodzić jeszcze dobre dwa, może trzy dni. Potem będzie gorzej. I będziemy musieli się na coś zdecydować.

- Dzięki, że przyjechałeś. Uważaj na siebie podczas rytuału. - Żenia wcisnęła się w koszulkę i bieliznę starając się zachowywać naturalnie. Złożyła dłonie przed sobą jakby skrępowana. Czekała aż szaman pójdzie. Po raz pierwszy od długiego czasu chciała, żeby poszedł.

Czarny przytulił ją ja pożegnanie i ucałował w policzek. Po chwili poszedł do auta i pojechał.
- I co? Sprawa wygląda poważnie? - wyrwał ją z zamyślenia głos Wojtka.
- Muszę pomyśleć. Przemyśleć ile mam czasu zanim Czarny zacznie akt trzeci - Wrona spojrzała na Wojtka. - i jak wiele jest gaji w Gaji Ogórka. Oglądamy film? Pościelę łóżko, co?
- Jasne. Myśl. Byle nie za dużo, bo nie zauważysz kunsztu mistrza nauczającego dziecko. - Powiedział uruchamiając film i stawiając na stoliku miskę z chipsami.

- Mhm. Muszę też zacząć ćwiczyć. - Żenia zażartowała ale jej oddanie do szamana właśnie zarobiło pierwszą, głębsza rysę. Odsunęła od siebie to uczucie. Teraz chciała spokoju z Roninem. I Karate Kid.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 11-02-2019, 13:51   #6
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację

Noc była spokojna. Żenia odpłynęła jakoś krótko po połowie filmu. Ciepło Wojtka ją uspokajało. A potem przyszedł sen. Czuła, że przed kimś ucieka, nie wiedziała przed kim. Potknęła się. Gdy miała upaść coś wstrząsnęło jej ciałem. Rozbudziła się. Czy raczej tak jej się wydawało.

Leżała na trawie. Słońce ją oświetlało. Była na jakiejś łące. Wokół widziała kilka kamieni. Na jednym, dość dużym siedziała dziewczyna w luźnej białej sukience i patrzyła z zaciekawieniem na Żenię.



Mina Wrony była bezcenna.
Te rzadkie momenty kiedy ragabasz była zaskoczona, wybita ze swojej gry i zawiłych planów powinny być puszkowane i sprzedawane jako poprawiacz nastrojów.
Bo miny Żenii jak i cała ona były mocno ekspresywne.

Obecna mina mówiła wielkimi literami:
“WTF?!”

Młode dziewczyny w białych sukienkach to nie była grupa targetowa snów dla wilkołaczek z przeszłością typu Żenia v.2.0.

- Aha. - brunetka opanowywała się nieco - A ty to kto? - zagadnęła ciekawie. Wspomnienia - ha, ha - nie podsuwały żadnych skojarzeń,

- No cześć. Miło zobaczyć ciebie, a nie patrzeć twoimi oczami - powiedziała dziewczyna tak bardzo znajomym głosem, że wilkołaczkę aż zamurowało. Nie przypisałaby mackowatego, oślizgłego stwora z żółtym ślepiem do tej dziewczyny.

- Nahajka? - upewniła się nieco gapowato Żenia - Kogo teraz słuchasz? - dziewczyna zmrużyła obronnie oczy. - Co to jest to? - machnęła dłonią nieokreślenie.

- Nie lubię, gdy mnie tak nazywasz - mówiła spokojnym głosem. Jakby zasmuconym tak stanowczym traktowaniem ze strony starszej koleżanki.
- To jest twój sen. A może mój sen. Znaczy… ja nie śpię. Nie potrzebuję tego. Ale gdy ty śpisz, to mogę na nie nieco wpływać. W rzeczywistości leżysz obok Wojtka w tajnej chacie Czarnego. I chyba właśnie szykuje się do zwinięcia ci kołdry. Nic ci tutaj nie grozi. Tam, to co innego. Zmarzniesz jeżeli zwinie kołdrę.

- Albo ogłuchnę od chrapania. - dodała Żeńka z kwaśną miną - To jak Cię nazywać? Bktho jest długie i brzmi jak warczenie. I czemu nagle zdecydowałaś się wpłynąć? - brunetka klapnęła na kamieniu.

- Bo chcesz się mnie pozbyć. Chcesz mnie zagłodzić, albo odesłać przy pomocy Czarnego. I zdaje się coś mówiłaś o zaklinaniu mnie w broni. Widzisz nie chce skończyć jak wąż. Leży cały dzień w plecaku. Jeszcze pal licho, jeśli miałabym trafić do ciebie, ale co jeżeli będą mnie nosić w pochwie przy niepranych gaciach? - w głosie istoty był pewien wyrzut.

- Nieprawda! - Żeńka zaprotestowała odruchowo - Wąż chodzi ze mną na akcje gdy mogę go zabrać i pomaga. Ostatnio pomagał przy Haight’cie, nie? Więc chyba nie ma tak znowu źle.
A co odsyłania. No to słyszałaś co mówił Czarny. Muszę oddać wszystko co Żmija do przyszłej pełni. Chyba lepiej zakląć w broni niż jakbyś miała zginąć, nie?

- Nie wiem - głos dziewczyny był smutny. - Czuję, że kiedyś byłam silna jak smok. Że mogłam kształtować rzeczywistość. Moja siła rosła wraz z Zhyzhak. A potem coś się stało. Coś zredukowało mój umysł do rangi zwierzęcia. Czułam tylko głód i nasycenie. Naprzemiennie. I nie potrafiłam się z tego wyrwać. Teraz po zjedzeniu Żarptaka jestem świadoma. Nie wiem co ze mną będzie, gdy zamkniesz mnie w kawałku stali. Co sądzisz o tym, żebym zajęła twoje ciało, a ciebie zaklniemy w miecz? Będziesz mi pomagać w walce. - zakończyła zaciskając zęby.

- Ale ja nie jestem Zhyzhak. Mogę ją udawać ale nią nie jestem. Nie zależy mi na potędze. Chcę przywrócić równowagę między Żmijem i pozostałą dwójką. Więc ze mną nic nie zyskujesz. A kombinujesz naprzemiennie jak mnie w coś w kopać - Żeńka uniosła brew - a w końcu zeżreć jak zabraknie gnozy. Zaklinając mnie w miecz czy gnata też nie zyskamy niczego. Nie jestem duchem. - Żenia nie była pewna czy to prawda. Ale brzmiało prawdopodobnie. - A ty czego chcesz?

- Czego nie chcę - poprawiła ją zmora - Nie chcę, żebyś mnie porzucała. Oddawała komukolwiek. Nasyłała na mnie szamanów, czy próbowała wypędzić i zakląć w broń. Nie chcę, żebyś mi to robiła. Tak, pożeram gnozę. Wiem. Z drugiej strony robię co mogę, żebyś mogła tę gnozę zdobyć.

- Eh młoda. Pytam czego chcesz a nie o listę osiągnięć. - Żenia nie ustępowała. - Czegoś chcesz. Przyjmujesz teraz formę słodkiego dziewczątka bo chcesz pokazać jak bardzo jesteś uładzona. Obie wiemy, że to nie do końca prawda, nie? Więc to wszystko co Ci ma dać? Status jak Smoka?

- Chcę zostać z tobą. I tyle. To - machnęła ręką wkoło - to jest twój sen. To - wskazała na Żenię w luźnej bluzie i przetartych jeansach - jest twoje wyobrażenie o tobie. A to - pomachała przed swoją twarzą - jest moje wyobrażenie o mnie. Zdobądź tę gnozę, proszę. Nie chce ci zrobić krzywdy. I to nie jest groźba. To tak jak z oddychaniem. Gdybyś dowiedziała się, że z każdym swoim oddechem krzywdzisz przyjaciółkę, to jak długo dałabyś radę nie oddychać?
Dziewczyna zamrugała czekając na odpowiedź.

Dyplomatyczne ‘mhm’ nasunęło się Wronie samo.
- Coś i tak musi się zmienić. Bo w najbliższą pełnię Czarny będzie odprawiał rytuał czyszczenia mnie. A tego możesz nie przeżyć. Tego obie nie chcemy.

- Czyli decyzje już zostały podjęte - skinęła głową w stronę Żenii. - trudno.
Odwróciła się i ruszyła w stronę kamienia na którym siedziała na początku ich spotkania.

Świat wokół zaczął się rozpływać. Żenia przez moment znów poczuła jak spada, ale tym razem ciemność ją otoczyła. Gdy potrząsnęła głową, zdała sobie sprawę, że w łóżku rozpycha się ze starym roninem, który owinął się jej kołdrą. Ale to było bez znaczenia. Słońce już wstawało. Mieli ruszyć na rytuał. Wielki dzień Czarnego.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 12-02-2019, 10:07   #7
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację



Wyniesienie tym razem wyglądało inaczej. Poprzednim razem cała ceremonia skupiała się na Żenii. Tym razem wyniesionych było więcej. Zaar, Gustaw, Michał. To nie dziwiło nikogo. Żenia też nikogo nie dziwiła, po długich opowieściach Zaara. Nikt nie zaprotestował. Co więcej szepty wkoło były pełne podziwu i szacunku. I co ciekawe nikt nie wspomniał o jej smrodzie.

Potem przyszły zaskoczenia. Wataha Smoka nie miała swojej nazwy, tak jak Ostrza Nocy. Harwaziński został wezwany przez Czarnego i namaszczony mianem alfy. Imię Ryszard wyróżniało się na tle Szponów Cienia, Córek Ognistych Wron, Dzikich Serc, czy innych Skrzydlatych Wilków i Skowytów Duchów. I tu szepty były pełne zaskoczenia. Wszyscy spodziewali się, że to Żenia z racji zasług zostanie Alfą tej watahy. Dziewczyna postanowiła obserwować Harada w czasie tej części Ceremonii. Przyznać trzeba było, że wykazał mistrzowskie opanowanie. Aż do czasu kolejnej przemowy Czarnego:

- Ponieważ nasz Caern zakończył wszelkie wojny, to ustanowimy Radę Starszyzny, która będzie podejmować wszelkie decyzje. W skład Rady wejdzie każdy przywódca Watahy. Jednocześnie pragnę powołać Harada, Białą Grzywę na stanowiska Opiekuna Ziemi.

Rozległy się brawa i skowyty radości. Po chwili ucichły.

- Mahir Hatim zostaje powołany na pozycję Wroga Żmija.

Tym razem znowu rozległy się brawa i skowyty. Zaar wykorzystał moment, żeby wyjaśnić Żenii co się dzieje.

- Harad dostał fuchę Zapalniczki. Będzie odpowiadał za całą logistykę i wyposażenie Caernu. To bardzo ważna pozycja. W sam raz dla naszego attache dyplomatycznego. Choć z pewnością liczył na Wroga Żmija, albo Strażnika. Wróg Żmija to ktoś w rodzaju generała. Dowodzi wszelkimi atakami na wrogów Caernu. Powołuje żołnierzy. Zajmuje się strategią i taktyką walki. W czasie otwartych wojen często Wrogowie Żmija stają się autorytarnymi przywódcami, których zdanie jest ponad Radę Starszyzny. Jest jeszcze kwestia Strażnika Caernu. To drugi z generałów. Zajmujący się obroną. On musi być gotów w czasie pokoju. Zapewnia bezpieczeństwo. Powołuje Obrońców. Najlepszy byłby Michał z naszej watahy, ale jeżeli Czarny powoła w tym momencie kogoś kto nie jest członkiem Starszyzny, to się narazi. Dlatego pewnie wybierze Szramę.

- Ryszard Harwaziński zostaje powołany na pozycję Strażnika Caernu - głos Czarnego rozległ się nad tłumami. I zapadła cisza. Konsternacja. Żenia usłyszała też cichy chichot ze strony rozlewających się sylwetek daleko od niej. A potem zaczęły się ciche i niepewne brawa z kilku stron.

- Ryszard jest przywódcą watahy Smoka. Silnego totemu, który przed wiekami ślubował wierność Lwu. Temu samemu Lwu, którego siłę zwróciliśmy Białym Wyjcom. Dlatego właśnie Ryszard zostaje Strażnikiem. On powoła spośród was dziesięciu obrońców Caernu,

Harad nadal miał kamienny wyraz twarzy, ale odwrócił się i odszedł gdzieś w głąb tłumu. Dalemir chciał iść w jego ślady, ale Vavro go zatrzymał. Żenia usłyszała szept Słowaka.
“Nie wypada, żebyśmy wszyscy poszli. Stój i ładnie wyglądaj”.


***


Rytuał dobiegł końca. Czarny i Harad zniknęli gdzieś. Podobno dogadywali kwestie sojuszów z tymi watahami, z którymi nie udało się porozmawiać wcześniej.

Żenia poczuła szturchnięcie w okolicy lewej nerki. Coś jak markowany cios.
- Cześć Żeńka - rozbawiony głos Gustawa przyszedł zaraz po trafieniu - podobno zorganizowałaś stado dinozaurów na których wyjechaliśmy z piekła. Prawda?

- Gucio - Wrona odwróciła się by przytulić Tucholaka. Potoczyła spojrzeniem po twarzy przyjaciela - Neeeee. Ktoś wam chyba bajek naopowiadał. - Czuła się jak ździebełko trawy przy mięśniaku.

Za nim stał Michał. W przeciwieństwie do Gustawa miał nieobecny wzrok.
- Cześć - objął ją. I przytulił. Choć dało się wyczuć, że jest to dużo bardziej mechaniczne niż kiedykolwiek.

- Cześć, Michaś - Żeńka zduszonym głosem odpowiedziała na powitanie jednocześnie zgarniając Gutka do zbiorowego misia. Czuła ulgę zmieszaną ze smutkiem. Byli tu. Ciepli. Żywi. Stała tak przez chwilę czerpiąc pociechę z ich obecności. Powoli odsunęła się od swoich Tucholaków i wyciągnęła dłoń do Jarka, który stał z rękami w kieszeni spodni i obserwował spotkanie. Niby byli w tłumie, ale większość watah zbiła się we własne grona i nastąpiło ogólne rozluźnienie.
Przytuliła i jego tak jak Tucholaków bo i on też był częścią jej chłopaków. Pamiętała uczucie straty z piekła. I wyraz szczęścia w jego oczach.

- Się podziało, co?
- Taaa - powiedział elokwentnie Gustaw. - Zaar chwalił się, że będzie nowym Opowiadaczem?
- To jeszcze nie jest pewne. Zresztą sam widzisz, dziś przede wszystkim składali bojówki. - Odpowiedział Goliard.
- Właśnie, szepnij temu Rychowi, - Gustaw konspiracyjnie szturchnął brunetkę i mrugnął okiem - że tu ma dwóch obrońców chętnych do działania.

- Macie jak w banku - Zenia pokiwała przytakująco.

- Tak. Się porobiło - odezwał się w końcu Michał. - Pewnie teraz długo nie powalczymy. No chyba, że Arab wniesie powiew świeżości. Jak znam życie to przez najbliższe kilka lat będziemy wyłapywać dzieciaki zmieniające się w Wyjce. No i trzeba będzie ich przeszkolić.

Po tych słowach Gustaw obrócił zaplecione dłonie i wygiął palce w których kolejno zatrzeszczały kostki.
- To świetnie. Czuję, że mam talent do nauczania - po tych słowach blondyna Żenia poczuła wspomnienie bólu w prawie każdej kości jej ciała.

- Macie talenty do wszystkiego, chłopaki. Nikt inny nie będzie lepszy w te klocki niż wy. - dziewczyna starała się brzmieć ciepło i optymistycznie. - A Zaar jest najlepszym Gadaczem na całym świecie. - czule poklepała Jarka po ramieniu kościstymi palcami.

- I mam oko - pokazał palcem na nowy nabytek, po czym mrugnął.
- Teraz nawet dwa. Ale i tak mnie nie pobijesz. Ja mam trzy. - zażartowała Wrona.
Spotkanie mijało w atmosferze żartów. Jak u ludzi, którzy spotykaja się po latach. Gdzieś z tyłu głowy wszystkim ciążył los Grzecha, ale nikt o tym nie wspomniał.

***


W pewnym momencie stary Michaił bezceremonialnie złapał dziewczynę pod rękę i odciągnął od grupy. W dłoń wsunął jej czarne zawiniątko. Blisko dwumetrowe ostrze szczelnie owinięte płótnem.
- Masz. Możesz mu je przekazać. Dobrze pasuje do roli przywódcy wilkołaków.
Dziewczyna nie wiedziała, czy ostrze dobrze pasuje, czy Czarny.

- Przecież poleźli się naradzać. Nie wparuje tam z dwumetrowym kleivem, Michaił. - Żenia nieco się zdziwiła. Zabawne. Jak wielu było chętnych do rozporządzania. Rozbawiło ją to nieco.

- Wy, młodzi nie macie za grosz cierpliwości. - pokiwał głową. - Przecież nie mówiłem, że teraz masz mu je wręczyć, prawda?

Żenia nie chciała się kłócić.
- Dobrze. Wręczę. Mam z tym chodzić teraz wszędzie? Czekać tutaj aż skończą?

Starzec położył dłoń na ramieniu dziewczyny.
- Antek za chwilę skończy. Oni wszyscy są po całodniowym i całonocnym rytuale.Popilnuj tej broni. To prawdopodobnie największy relikt jakim dysponują wilkołaki. Czarny nic o niej nie wie. Harad liczył chyba, że ją ukradniesz.
Rishi zaśmiał się pod nosem.
- No ale dziś mało co zgodziło się z jego wyliczeniami. A ty.. - na moment zawiesił głos - ty jesteś zagadką nawet dla duchów. Gdy będziesz kiedyś na Ukrainie, to odwiedź mnie proszę. Ja muszę wracać nad moją rzekę. Wasz szaman świetnie sobie poradzi.

Dziewczyna przeszła na ukraiński:
- Wujaszku, jesteś pewien, że mnie nie pouczysz? - pochyliła się do starego ghurala - I czy byś nie pomógł? Odzyskać Ukrainy z rąk wampirów?
Wrona odsunęła się nieco od starca, któremu jako pierwszemu zawierzyła swe marzenie.

- Nie szkolę wilkołaków. A co do odzyskania Ukrainy, cóż… z Polski tego nie zrobię. Dlatego właśnie wracam. Tutaj już nie jestem potrzeby.

- Dziękuję. Za pomoc teraz. I za Ukrainę. Jeśli będziesz potrzebował pomocy zanim ja tam dotrę to prześlij ducha - uśmiechnęła się dziewczyna - Przylecę. Pomogę. Dobrze? - spojrzenie dziewczyny było szczere.

Uśmiechnął się i pomachał głową. Jego wyraz twarzy kojarzył się z dobrym dziadkiem, który jest dumny ze swej wnuczki, ale jednocześnie nie wierzy w jej przydatność. Przez chwilę Żenia spodziewała się, że poklepał ją po głowie i odeśle. Zamiast tego tylko się odwrócił i ruszył w swoja stronę.

***


W zasadzie wszystkie watahy zaczynały się rozchodzić. Rychu trzymał się na uboczu razem z Dzikim Sercem. Wyraźnie zerkał w stronę Żenii, ale jakoś tak nie miał odwagi odrywać jej od dotychczasowych rozmówców.

Nie było to korzystne wizerunkowo dla nowego alfy i Strażnika Caernu. Z drugiej strony chyba nikt tego jeszcze nie zauważał.
Żenia zagestykulowała jakby pokazując mu, by ją wezwał dłonią.
W myślach kręciła głową rozbawiona. Gdy zauważyła gest ahrouna ruszyła w stronę dwójki Łatołaków.
- Cześć. Jak to jest w ciągu mgnienia oka stać się z szywacza do papieru alfą? - skinęła oficjalnie głową Rychowi. Po czym przytuliła się lekko do jego ramienia. Po chwili przywitała się podobnie z Dzikim Sercem wciskając dłonie w jej wilcze futro.

Harwaziński wciągnął powietrze.
- Czarny coś kombinuje, prawda? - bystro zauważył mężczyzna. - Cóż, jeśli tak kombinuje, to ja nie mam nic przeciwko. A Harad będzie musiał się nieźle hamować na spotkaniach Starszyzny.
Dłoń alfy odruchowo spoczęła na rękojeści Kleiva.
- Ale tak, robi się ciekawie. Za dnia będę prezesem jakiejś firmy, a w nocy Strażnikiem Caernu. Normalnie Batman.

- No - Żenia uśmiechnęła się lekko - musisz wykminić pierwsze rozkazy - rzuciła zaczepką. - A jak już będziesz wybierać tych swoich minionów to wybierz Michała i Gutka. Należy im się miejscówka. Jak Renia i Magda? Wszystko ok?

- Tak. Wczoraj rozmawiałem z Wojtkiem. Będę chciał Renię zatrudnić na stanowisku konsultanckim. Najpierw musimy tylko dopiąć tę transakcję w Stanach. Widzisz, Pentex jeszcze nie wie, że ich wykupiliśmy. Pewnie w połowie października będę już wiedział jakie mamy możliwości przepływu gotówki. Nie jesteś zła, że to nie ciebie wybrano alfą? - zapytał w końcu Harwaziński, a Żenia już wiedziała cóż go tak męczyło.

- Nie. Nie mam z tym problemów. Nie martw się. Dasz radę. Tylko nie daj się prowokować Haradowi i reszcie, bo z pewnością będą szukać okazji. Nie wiem na ile ja będę na miejscu. Raczej nie będę stacjonarna. Od razu uprzedzam, Alfo.

- Nie jesteś czasem Milczącym Wędrowcem? Biegasz i biegasz. Kiedy odpoczniesz? Chcesz jakąś posadę w firmie?
Żenia właśnie miała odpowiedzieć gdy pojawili się Harad, Czarny i jakiś Irlandczyk, którego Żenia nie znała. Negocjowanie dobiegło końca.

- Lecę oddać szefowi scyzoryk. Chodźcie ze mną, co?
Żenia chwyciła ciemne ostrze i ruszyła w stronę grupki trzech wodzów. Zastanawiała się dlaczego nie czuje wiele. Wszystko to co się działo powinno napawać ją dumą, spełnieniem, radością. Tymczasem czuła dziwną pustkę i wycofanie. Co z nią było nie tak?

Uniosła opakowane ostrze oburącz po prawej stronie mając Ryśka a Dzikie Serce po lewej. Stanęła tak by Czarny ją złowił kątem oka. Nie spodziewała się by jej nie zauważono ale nawyk to nawyk.*

Wodzowie się rozchodzili. Ewidentnie proces przyspieszył Harad, którego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem Ryśka. Teraz odprowadzał Irlandczyka.

- Czarny, mamy tu coś dla Ciebie - Żenia ruszyła w stronę szamana - zamiast kwiatków. Z resztą kwiatki by Ci do płaszcza nie pasowały.

Wrona ułożyła pakunek na ziemi i rozwinęła z wolna.

- To ostrze Panów Cienia. Zagubione przez miliardem lat i odzyskane w walce ze Skórownikiem. Noś na zdrowie. - obnażone ostrze ragabasz ujęła w prawą dłoń by nie męczyć Zmory. Oparła je czubkiem ostrza o ziemię i przekręciła z wolna by pokazać w całej okazałości w świetle księżyca i ognisk.

Czarny gwizdnął. Rysiek odruchowo odsunął dłoń od swojego ostrza. Widocznie jego wielkość była przytłaczająca dla łatołaka. Dzikie serce usiadła i wywaliła język. Cóz, lupusy były ponad to…

W końcu szaman wział broń w dłoń. Uniósł ją lekko. Ostrze zaszumiało przecinając wiatr. Czarny zamknął oczy. Trwało to chwilę, gdy tak stał. W końcu otworzył oczy i powiedział:
- Dziękuję. To wielki dar. Wzmocni nasz caern.
Położył dłoń na ramieniu Harwazińskiego.
- Czuję, że wataha Smoka bardzo nam się przysłuży.
Rysiek nie wiedząc co zrobić skinął jedynie głową. I trzeba było przyznać, że wyglądało to bardzo profesjonalnie.
- Czy mogę teraz uprowadzić waszego ragabasza?
- Tak, proszę - znów się pokłonił i cofnął o krok.
Czarny zaś złapał płótno i zaczął zawijać ostrze.

Żeńka jedynie pokazała Rychowi uniesiony kciuk.
Ruszyła za Czarnym. Czuła się jak duch. Obserwowała wszystko ale nie była częścią tej celebracji. Nie czuła szczęścia. Jedynie nieco mniejszy smutek przygważdżał ją do ziemi. Wiedziała jaką cenę przyszło im zapłacić by dojść aż tutaj.

***


Czarny wyprowadził ją z Caernu. Szedł uważając na wielki miecz. W końcu dotarli do polany położonej bliżej drogi. Była ona ich tymczasowym parkingiem. Czarny zapakował broń do samochodu, a potem zaprosił Żenię i ruszył.
- Jedziemy do Poznania.

- W Stanach chcesz, żebym zahaczyła o kogoś? Jakieś kontakty? - Wrona z ulgą skuliła się na siedzeniu pasażera.
- Nie. Proszę, nie wychylaj się.
- Hmmm - dziewczyna skwitowała enigmatycznie. Nie wyglądała na przekonaną.
- Stany to dziki kraj. Wymyśliłaś już jak przejdziesz kontrolę na lotnisku? - kontynuował zaciekawiony szaman.
- Myślałam, że tam to szczyt cywilizacji? Myślałam o kamieniu od Ciebie. I pomocy od Zośki w kwestii papierów.
- Lot trwa kilkanaście godzin. A jak wrócisz? Bo zakładam, że właścicielka czy też właściciel twarzy zostanie tutaj. A co do cywilizacji, to może tak. Ale jest tam dość dużo wilkołaków, które są oderwane od naszej rzeczywistości. No i jest tam dużo więcej Tancerzy Czarnej Spirali. I, co najważniejsze to tam narodził się i funkcjonuje Pentex w pełnej krasie.

- No to poproszę Zośkę żeby usunęła mnie z listy terrorystów - mruknęła Żenia - Albo pójdę Umbrą. A może Harad załatwi przerzut skoro już ma fuchę?
- No tak. To dobrze, że masz plan. - Podsumował szaman.
Żenia nie skomentowała. Naprawdę nie chciała się kłócić z Ogórkiem.

Wjechali do Poznania i niemal natychmiast parkowali. Blokowiska na które tym razem szli były jeszcze bliżej wjazdu do miasta niż dawny dom Czarnego.

- Ufasz temu całemu Złotemu? - zapytał teurg.
- A o co konkretnie pytasz? - Żenia uciekła od bezpośredniej odpowiedzi.
- Nic o nim nie wiesz. Zdaje się mieć twoje wspomnienia. Zabrał je. Wiesz… ja bym się dystansował od kogoś takiego. On z kolei wydaje się mocno oddany… Tobie.
Wysiedli z samochodu.
- Jest dość specyficzny. Wydaje mi się, że połowa jego ciała jest fetyszem. Blizny. Wszczepy. We wszystkim ma duchy. I to chyba niepokoi mnie jeszcze bardziej. Pentex nie tworzy fetyszów. A cybernetyczne wzmacniacze odrzuci każde ciało wilkołaka. Za szybko się regenerujemy, żeby wprowadzać w nasze ciała jakieś tworzywa sztuczne. A jednak… on jest specyficzny.
Swoje wątpliwości skończył wygłaszać dopiero przed drzwiami windy na którą musieli poczekać.

- Co mam ci powiedzieć? Nie pamiętam. Dlatego muszę z nim pomówić. - zadarła głowę jakby chcąc przyspieszyć ruch dźwigu - Wiem tyle, że mamy sporo wspólnej historii. I że chciał mi pomóc podczas pierwszej przemiany.

Nie dodała, że razem walczyli w Japonii. Ani że Mróz i jej brat byli częścią wspólnej watahy.

- No dobra. Tyle musi wystarczyć.

***


Jechali na jedenaste piętro piętnastopiętrowego budynku. Mieszkanie będące tymczasowym więzieniem było na końcu korytarza. Weszli do środka i od razu go zobaczyła. Siedział w salonie twarzą do okna. W zasadzie częściowo klęczał, a siedział na własnych piętach. Tyłem do nich. Znowu widziała jego plecy. Potężny kawał mięśni, który gdzieniegdzie spod pękniętej skóry ukazywał wszczepy z tworzywa.

Pomieszczenie nie wyglądało jak cela. Narożnikowa kanapa służyła najwyraźniej za łóżko. W pokoju był też niewielki stolik, komoda, dwa fotele, spory telewizor. W drugim jego końcu stał stół i cztery krzesła. Przed stołem była wyrysowana gruba kreska i jakieś glify. Żenię trafiły dwie rzeczy w tej sytuacji. Po pierwsze: Czarny od powrotu z Malfeasu upodobał sobie kredę i kręgi. Po drugie zastanawiające było, czy krąg zniknie, jeśli go poślini…

- Idę zrobić kawę. Pogadajcie sobie chwilę. - Powiedział szaman i ruszył korytarzem do kolejnego pomieszczenia. Zapewne kuchni.

- Cześć - Żenia obejrzała się za Czarnym. Bawił się w przyzwoitkę czy co? A potem zrobiła krok ku Złotemu. Urwała nie wiedząc co powiedzieć dalej. Złapała się na tym, że coraz częściej się jej to zdarza. Zamrugała jakoś dziwnie oszołomiona.

Wstał i odwrócił się w jej stronę. Chyba przerwali mu medytację. Z przodu nie miał tak wielu widocznych ulepszeń. Miał za to na przedramieniu szeroką ranę, wokół której wymalowano tatuaż błyskawic.
- Cześć - odpowiedział postępując krok do przodu. Zatrzymał się o krok przed linią. Jego ciało było ogromne. Był jak Michał w Glabro. A jednak… to nie była forma prawie człowieka. To była forma podstawowa.

- Dobrze cię widzieć - powiedział. Był zakłopotany. Uwięziony. Gdzieś za ścianą krzątał się wilkołaczy szaman. Żenia niemal czuła napięcie Złotego buchające niczym iskry w suchym powietrzu.
Dziewczyna zmarszczyła brwi widząc ranę. Spojrzała na Złotego unosząc twarz do góry.
Ruszyła w jego stronę sprawdzając jak działa na niej zapora.
Wrona zapragnęła zaszyć się w leśnej chatce.
Zostawić cały ten burdel w cholerę.
Bariera okazała się nie przekraczalna. Zdawało się, że nad linią z kredy jest ściana z pleksiglasu, która blokowała dalszy ruch. Gdy Żenia naparła na nią dłonią, ściana lekko się ugięła, ale wilkołaczka poczuła wyraźny ból z tyłu głowy.

- Krąg ochrony przed zmiennokształtnymi - powiedział Złoty.
- Zatrzymuje równie skutecznie szczurołaki i kotołaki co mnie i ciebie. Można go sforsować, ale zazwyczaj pada się z bólu. Albo zmienia w warzywo na kilkanaście godzin. Nie dotykaj go więcej proszę. - W jego głosie słychać było prawdziwą troskę. Siedział tu, związany przez Czarnego, ale martwił się o nią.

Pokiwała głową.
- Zaraz wrócę.

Ruszyła do kuchni w poszukiwaniu szamana.
- Czarny, możesz zdjąć ten pleksiglas? - spojrzała na opiekuna - I wrócić jutro?*
Szaman patrzył nie rozumiejąc. W dłoni trzymał kubek z wsypaną zmieloną kawą. Drugi i trzeci kubek stały na stole. Czajnik stał na gazie.
- Pleksiglasu? - Chwilę analizował to słowo, jakby zastanawiając się o czym do niego mówi. - Masz na myśli barierę? Mogę, ale on jest niebezpieczny. I uważam, że nie powinnaś tu zostawać. Nie sam na sam.
Czajnik zaczął sygnalizować, że czas najwyższy wyłączyć gaz.
- Dobrze. Możemy przenieść się do mojego mieszkania jeśli jest nadal dostępne. - Żenia spojrzała na szamana nie komentując kwestii bezpieczeństwa lub jego braku. - I tak wiesz gdzie jesteśmy mając noże. Co za różnica? Proszę.
- Napijmy się najpierw kawy. Zdejmę krąg. Jeśli chcesz, możecie tutaj zostać. O ile wiem tamto mieszkanie jest już w użyciu przez kogoś. Musiałbym zapytać Zaara.
Czarny zabrał swój kubek z zalaną kawą i jeden z dwóch pozostałych. Ruszył do salonu będącego tymczasowym więzieniem.
- Zabierz swoją kawę - powiedział w progu.
W salonie postawił kubek na podłodze i pchnął delikatnie przez krąg. Ani kawa, ani kubek nie były zmiennokształtne, więc z łatwością dotarły do siwowłosego mężczyzny.
- Dziękuję - powiedział.
- Ależ proszę. Dziś koniec odsiadki. Tylko wypijemy kawę a ja upewnię się, że powiesz jej dokładnie kim jesteś.

Wrażenie bycia gdzieś obok narastało we Wronie. Stała z kubkiem kawy, na którą nawet nie miała ochoty. Słuchała przepychanek słownych między dwójką mężczyzn. Wydawało się, że nie pałają do siebie sympatią. Czarny zaczynał ją irytować. Cała sytuacja zaczynała ją irytować. Narastało w niej uczucie, że to ona jest w potrzasku nie Złoty. Wszystko działo się szybko. W głowie dziewczyny huczało. Zamruczała coś pod nosem i rozejrzała by odstawić kubek.

- Antek, ona nie wie kim sama jest, a ty w tym momencie wymyślasz sobie gierki. Co chcesz udowodnić? Że muszę cię słuchać? Masz aż tak niskie poczucie własnej wartości? - pociągnął łyk kawy dając szamanowi czas na zagryzienie zębów. Po czym odstawił kubek na ławę i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Z kręgu wystawały jedynie krzesła i stół, co paradoksalnie prowadziło do wrażenia, że „więzień” ma wygodniej niż odwiedzający go goście.
- A kawa nadal do dupy. Ona wie, że mam jej wspomnienia. Ja muszę poszukać sposobu na ich oddanie. Gdybyś tego sztucznie nie przedłużał. Masz zioła z listy?
- Uważaj do kogo mówisz - odciął brunet odciął się siwemu, ale Żenia nie mogła przeoczyć, że z kieszeni kurtki Czarnego na stół powędrowało białe zawiniątka.

- Czarny - ponagliła Żenia cicho - chcę pomówić ze Złotym. Bez przeszkód. Nie martw się. Nic mi nie będzie. Odezwę się jutro.

Wrona starała się nie drażnić szamana i nadwyrężać jego stanowiska w obecności wielkiego mężczyzny. Ale nieodparte wrażenie, że zaraz wyjdzie z siebie i stanie obok narastało. Albo to albo puści pawia.

Szaman wstał. Zostawił pusty kubek na stole obok trzech zwiniętych papierów. Ruszył na korytarz i tylko machnął głową w stronę Żenii. Gdy podążyła za nim podał jej pęk kluczy.

- Proszę cię, uważaj. Krąg możesz zerwać marząc symbole w odpowiedniej kolejności. Pierwszy z lewej. Drugi z prawej, a na koniec środkowy. Pozostałe nie będą miały znaczenia.

- Będę ostrożna - przytaknęła i uściskała Alfę - obiecuję. Nie martw się.

Zamknęła drzwi za Ogórkiem i wróciła do Zahrada.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 12-02-2019, 10:14   #8
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


- Nie powinieneś go prowokować - ściągnęła brwi - Ani traktować mnie jakby mnie tu nie było, Zahrad.

- Przepraszam - stał z opuszczoną głową. - Nie wiedziałem ile o nas wie. Nie wiem co mu powiedziałaś. A nie lubię gdy ktoś wykorzystuje nadmiernie swoją pozycję. Powiedział ci jak przełamać krąg? - w końcu podniósł głowę z nadzieją.

- Tak - odpowiedż była krótka - Przepraszam, że tak się to potoczyło. Czarny potrafi być nadopiekuńczy. Boi się o mnie.

Żenia ruszyła do pierwszego symbolu:
- Co chcesz dalej robić? - spytała cicho - Chcesz odejść? Wrócić do Pentexu? Co innego?- Zaczęła zacierać symbol.

- Cóż, instynkt stadny. To normalne. Pentex to wykorzystał izolując gen wilka i modyfikując genetycznie żołnierzy. My też mieliśmy przecież być Watahą. Cała pierwsza drużyna. Nie ważna czy wilkołaki, czy taki Golem. Wszystkich miało łączyć poczucie lojalności stadnej. - wypuścił powietrze.
- Nie. Pentex jest ostatnim miejscem do którego chciałbym się udać. W moim wypadku dużo większy procent życia spędziłem w słoiku. Także jakiśtam krąg w mieszkaniu z wygodną kanapą, to w zasadzie dla mnie wakacje. Co nie znaczy, że powiem to Czarnemu. Przecież gotów mnie zamknąć w piwnicy. Powiedz mi proszę, kim ty teraz jesteś? - obserwował dziewczynę z uwagą w trakcie mazania kolejnych glifów.

- Ukrainką małą - odgryzła się Żenia - Serio to pytanie do obgadania przy kawie?

- Nie wiem, Mała Ukrainko - uśmiechnał się.
- Widzisz… - ewidentnie nie wiedział jak wybrnąć z tematu - myślę o twoich wspomnieniach. Bo jesteśmy sumą naszych subiektywnych doświadczeń. I o ile dobrze to rozumiem to gdy się rozstaliśmy to nie miałaś tych doświadczeń. - z jakiegoś powodu okablowana góra mięśni średnio pasowała Żenii do formy przekazu. Coś mówiło jej, że Gustaw nie używałby zwrotów pokroju “suma subiektywnych doświadczeń”
- Chodzi mi o to, że twoje wspomnienia mogą cię zmienić. Dlatego nie chcę, żebyś od razu je odzyskała. I zastanawiam się czy będzie to dla ciebie problem?

- Zahrad pytasz o kilka rzeczy na raz. O to kim jestem, o to kim ty pamiętasz że byłam, o to co ja pamiętam i o to czy mam coś przeciw by mój kochanek zarządzał moją kartą sdd. - Żenia zmazała ostatni symbol i podniosła się prostując się. Podeszła do ogromnego mężczyzny. Różnica rozmiarów była obecnie jeszcze ostrzejsza przy jej zmienionej fizjonomii. Mógłby ją teraz złamać w pół jednym pstryknięciem. Stała tuż obok przyglądając się mu i w końcu lekko przytuliła. Nie była w stanie złączyć rąk wokół jego talii. Ostrożnie by nie urazić jego zranionej ręki. - Nie wiem. Ale nie chcę żebyś znikał ponownie.

Złapał ją i objął unosząc lekko. Dojrzała, że otwarta rana jest już zabliźniona i tylko na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie świeżej. To wystające z jej wnętrza fragmenty implantu powodowały ten nieprzyjemny efekt.

“O rany ilu ich… nie damy im rady Żeniu” w głowie brunetki odezwała się zmora.
Tulił ją mocno.
- Nie mówię już nic. Cieszę się, że jesteś. Że nareszcie jesteśmy razem. Żaden Pentex nie będzie nas już rozdzielać.
„Nie martw się. Oni nas obronią. My obronimy ich. Ok?”

- To znaczy, że zostaniesz ze mną? - brunetka zajrzała w twarz Złotego - Niezależnie od tego kim jestem? - dodała droczeniem chcąc przerwać napięcie.
- Jesteś jedynym kogo mam. Nie mam dokąd iść jeśli byś mnie odesłała. Pentex nie wypuszczał mnie z laboratoriów. Nie mam żadnych dokumentów. Żadnych zasobów. Mój dobytek, to to wszystko co mam ze sobą.
Usiadł na kanapę, a Żenię ułożył przed sobą na swoich kolanach.
- Dlatego, jeśli będziesz chciała mnie odprawić, to prawdopodobnie przepadnę bez wieści i zamieszkam pod mostem.

Żenia roześmiała się cicho wciąż obserwując rozmówcę. Tym razem z bliska. Poznawała go na nowo. Oswajała z dziwnym wrażeniem intymności i jego bliskości.
- Mogę załatwić ci szkolenie u jednego bezdomnego. Ma doświadczenie w tej kwestii.

Przez chwilę nic nie mówiła. Nie wiedziała od czego zacząć.
- Nie mogę tak żyć, Zahar. Z przebłyskami, snami i domysłami. Więc mam propozycję. Co byś powiedział, gdyby dokumenty i zasoby się znalazły, na wyjazd ze mną i Burym Kłem do Stanów? A do tego czasu byśmy spróbowali się poznać na nowo?

Żenia 2.0 odruchowo wykorzystywała swoje zdolności określone wieki temu przez Zaara jako “sprawianie, że wszyscy jedzą z jej ręki. Teraz nawet Smok”.

“Chcesz ich poznać? Możesz się porozumieć?”
“Nie. Ma tam pająki wzorca. Żywiołaka elektryczności. Jakąś zmorę, ale nieporównywalnie słabszą niż ja. Oni nie mówią. Są ulegli. Podporządkowani. Oni… “ Głos zmory zaczął się łamać
“... są spętani tak, jak ty chcesz spętać mnie w kawałku broni. Bez czucia. Bez świadomości. Kaleki.”
Żenia czuła w słowach Zmory smutek i jednoczesny wyrzut w swoją stronę.

- Mogę przygotować rytuał i podzielić się z tobą wspomnieniami. Jeśli chciałabyś. Czarny pomógł mi się przygotować. Ale może najpierw powiem jak je straciłaś, co?
Odgarnął jej włosy i zostawił prawą dłoń na jej twarzy. Delikatnie wodził sporej wielkości kciukiem po jej podkreślonej teraz kości policzkowej.

Ponownie dziewczyna prowadziła podwójną rozmowę.

“Nie martw się. Będzie wszystko dobrze”

- Dobrze, Zahrad. - przytaknęła jakoś potulnie. Pod powiekami mignęła ciemna piwnica i wspomnienia rzezi. Spięła się a w głowie zaszumiało. Zakręciła się lekko na kolanach mężczyzny.

- Po twojej pierwszej przemianie wpadłaś w szał - zaczął powoli. I choć mówił o strasznych wydarzeniach, to jego głos był dziwnie uspokajający. - Adam próbował cię uspokoić jako pierwszy. Niestety, sam był sobie winien. Nie przewidział, że po przemianie będziesz mieć szpony, które rozrywają blachę. Tomek miał równie głupi pomysł władować w twoje plecy serię z karabinu. Pewnie z dużą dozą słuszności założyłaś, że chce ci zrobić krzywdę. Dopiero ja cię uspokoiłem. Ogłuszyłem.
- Ale twój szał nie przeszedł po pobudce. To było dziwne. Twoje ciało nosiło w sobie tyle gniewu, że dodatkowy gniew, jaki Luna daje wilkołakom przelewał czarę goryczy. Wtedy tego nie rozumiałem. Teraz wszystko jest już dla mnie jasne. Ale to dlatego, że znam cię już od podszewki. Stwierdziłem, że przeprowadzę na tobie rytuał…
Chwila zawahania.
- Wiesz, że byłem głównym szamanem w naszej grupie?

Żenia zakręciła się ponownie na kolanach Zahrada i pokręciła głową.
- Przecież byłam krewniaczką. Nie garou. Więc skąd przemiana? I nie. Nie wiedziałam. Handlarz wspomniał jedynie, że uczyły cię duchy. I że w rytuale sam omal straciłeś życie. - Wrona uniosła spojrzenie na Złotego.

- No, skoro tak to widział. Byłaś w stanie permanentnego szału, a do rytuału potrzebowałem, żebyś była przytomna. Dostałem tu i ówdzie, ale żyję. A co do duchów… z grubsza tak. Nie uczyłem się od nikogo kogo mogłabyś poznać w realnym świecie, więc w zasadzie nawet jeśli w moim rozumieniu nie był to duch, to dla ciebie to żadna różnica. A wilkołakiem zostałaś za wstawiennictwem Smoka. Ja cię do niego zaprowadziłem. On z kolei po długim zastanawianiu się przedstawił cię kolejnym duchom. Dwa lata temu. To wymagało rytuału, którego z kolei ty nauczyłaś się od duchów. Potem ten rytuał i chęć jego przeprowadzenia stał się sensem twojej egzystencji. Przygotowywałaś się i w końcu go przeprowadziłaś. Ze wsparciem Pentexu. Sylwia przekonała ich, że jako wilkołak będziesz jeszcze bardziej wartościowa. Miałaś im przedstawić wszelkie szczegóły na temat przemiany. Oczywiście sfałszowałaś dokumenty i po naszej ucieczce Pentex został z niczym.
Wpatrywał się w nią, czekając jak zareaguje na opowiedzianą historię jej ostatnich poczynań.

Pierwszą reakcją było żachnięcie się na stwierdzenie “oczywiście sfałszowałaś dokumenty”. Dla dziewczyny było to całkowicie niepotrzebnym określeniem tak jak dla kieszonkowca jest stwierdzenie, że jest złodziejem. Usta dziewczyny niezależnie od jej woli wydęły się i przez chwilę miała focha wymalowanego na twarzy.
- To jednak nie Pieśń? - mruknęła ironicznie odzyskując nieco pokerową minę - Na czym polegał ten rytuał? Wiesz, prawda? - dopytała z rosnącą gulą w gardle. Czekała na odpowiedź “potrzebowałaś pięciu skór wilkołaków, a pierwsza drużyna pomagała ci na nie polować”.

- Wiem - odpowiedział - mam wszystkie twoje wspomnienia. Pamiętasz? Długo się do niego przygotowywałaś. Byłaś bardzo dokładna w tym co robiłaś. Stwierdziłaś, że sam rytuał miał błędy, które prowadziły do nieprzyjemnych konsekwencji. Zapach Żmija i takie tam. Niestety mimo starań chyba nie udało ci się tego wyeliminować. No ale miałaś swoją magiczna teczkę.
Ewidentnie rozmówca nie wiedział jak wybrnąć z tematu.
- Smok zaprowadził cię do Minotaura i to on nauczył cię rytuału.
Zamilkł analizując czy nowa Żenia posiadała odpowiednie informacje, żeby wyciągnąć wnioski z tego co usłyszała.

- Zabawne - mruknęła przygaszona - Tancerze Skór. Z Panów Cienia, co? Albo linii Panów Cienia? Dlatego nie widać łat? - podniosła się z kolan Zahrada. - I co chciałam tym osiągnąć?

Żeńka zaczęła chodzić po pokoju i stanęła w końcu przed oknem. Miała pustkę w głowie i czuła rosnący chłód.

- Tancerze Skór z twojej rodziny. Badałaś swoje geny. Swoich przodków. Znajdowałaś wilkołaki które miały z tobą wspólnych pra pra pra dziadków. Skóry z jednej rodziny. Wtedy duchy myślą, że też jesteś z ich rodziny. Wymyśliłaś w jaki sposób oszukać duchy przodków. No i faktycznie, nie widać łat.
Podsumował wstając za dziewczyną.. Położył dłonie na jej ramiona.
- Twoje relacje z ojcem zostawiły rysy w psychice. Gdy do nas dołączyłaś nienawidziłaś wilkołaków. Cały czas rywalizowałaś ze swoim bratem. Gniew dawał ci siłę. I to dojrzał Smok. Dlatego cię wspierał tak chętnie.
Przysunął się do niej i objął ją splatając ręce przed dziewczyną.

- Dlatego go zabiłam? - spytała zadzierając odwróconą głowę - Marek powiedział mi, że go rozszarpałam.
- Przesadził. Ale tak, to ty go zabiłaś. Za te wszystkie poniżenia, za każdą zniewagę. Całe życie pastwił się nad tobą, bo nie byłaś dość dobra. Nie byłaś wilkołakiem. A przecież szlachetna linia musiała mieć szlachetnych spadkobierców. Marek potrzebuje nieco czasu, żeby ochłonąć.
Ścisnął ją mocniej.

“Żenia… dziwnie mi z tymi wszystkimi duchami w koło. Jak on się tak przyciska…”

- Jeden z wilkołaków mówił, że ojciec nie nazywał się Bondar. Wiesz… - zaczęła ale nie skończyła. Przecież wiedział. Powoli pozwoliła sobie zapaść się w jego ramiona i położyć dłonie na obejmujących ją umięśnionych rękach.

“To znaczy co ci się dzieje?”

Złoty milczał, jakby obmyślając jak dobrać słowa. Za to Zmora była nad wyraz gadatliwa.

“Czuję się, jakbym siedziała w pokoju z bandą uległych niewolników w obrożach, z kneblami w ustach i z kajdanami wyciągnietymi od ich obroży do jego dłoni. Ot… dziwne uczucie. Jakby ktoś zaprosił cię na orgię i nie poinformował jakie są zasady.”

W końcu odezwał się i Złoty.
- Nazwisko Bondar i imię Żenia to legenda wymyślona przez ludzi z Ukraińskiego Wywiadu. Twój ojciec miał tam kontakty i wykorzystał to, żeby przerzucić ciebie i brata do Polski po wybuchu wojny. Sam wiedział, że za wszystkim stoją wampiry, dlatego organizował się do walki. Twój ojciec dowodził frontem. Zresztą większość wilkołaków popierało go po tym jak zabił Zhyzhak. Ale nie mógł się otrząsnąć. Miał dwóch synów, którzy mieli być jego spadkobiercami. Jeden zginął. A drugi uległ pokusie szybkiego zyskania potęgi. Został wypaczony. Dlatego wyżywał się na córce. Bezużytecznej krewniaczce. Yurii może i na zewnątrz był świetnym dowódcą i szamanem, ale w domu nie radził sobie z gniewem. Naprawdę nazywasz się Sonia Konietzko. Jesteś córką Yuria Konietzko.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
Stary 12-02-2019, 10:15   #9
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


Żeńka osłupiała.

A potem wybuchnęła śmiechem.
Śmiała się i śmiała aż łzy wycisnęły się jej z oczu i pociekły ciurkiem po twarzy.

- Cokolwiek postanowisz, jakiekolwiek decyzje podejmiesz, to jestem z tobą. Bardzo mi pomogłaś i nie zostawię cię więcej - powiedział, po czym odwrócił ją twarzą do siebie. Złapał ją za twarz odchylając nieco jej głowę. Spojrzał głęboko w oczy. Teraz zauważyła, że jego tęczówki były niebieskoszare z dziwnie nieludzką żółtą obwódką. W jego dłoniach była zaskakująca delikatność, gdy ścierał jej łzy z policzków. W końcu nie czekając dalej pocałował ją mocno. Od tego dotyku ust zakręciło jej się w głowie. Już teraz była pewna kogo pamiętała w samochodzie jej “męża”.

Coś podpowiedziało Wronie, że Czarny nie musi szukać partnera do zrobienia dziecka, gdy jej ciało odruchowo zareagowało oszołomieniem na pocałunek Zahrada. Ciche westchnienie wyrwało się jej bez udziału woli. Jakaś zgaszona iskra zapłonęła głęboko w umyśle dziewczyny. Wspięła się na palce szukając jego ust, sięgając dłonią ku twarzy Złotego. Wspomnienia dodawały elektryzującego wrażenia. Pożałowała, że nie wygląda tak dobrze jak upgrade’owana wersja umbrowa.

W głowie usłyszała coś jak głęboki oddech. Czyżby zmora zbierała siły? Na orgię?
Tymczasem Złoty nie przerywał pocałunku. Zamiast tego jego dłonie wędrowały w dół z jej twarzy po plecach, aż w końcu zatrzymały się na pośladkach. Ścisnął je mocno i tym samym ruchem bez żadnego wysiłku uniósł ciało dziewczyny.

Wrona odsunęła się na chwilę odrywając usta od warg niebezpiecznego eksperymentu Pentexu. Nogami oplotła jego talię. Czuła się lekka niczym piórko.
Ujęła jego twarz w obie dłonie i spojrzała w oczy próbując wyczytać z nich więcej niż ze słów.

Mężczyzna zdawał się być w stu procentach szczery. A teraz jego spojrzenie przepełniała dodatkowo radość ze spotkania.

- Nie chcę, żebyś mnie zostawiał - szepnęła niemal z ustami przy jego ustach. Musnęła je drażniąco gładząc palcami jego policzki i płatki uszu. - Bądź moim domem.

Czy zdradziła się? Odsłoniła za bardzo? Czy to faktycznie to był szczyt jej marzeń? Zahrad kojarzył się jej ze zrujnowanym domem na Ukrainie. To wszystko było skomplikowane. Zbyt skomplikowane. Więc zanim jej odpowiedział to ona go pocałowała. Równie mocno co on ją przed chwilą.

Złapał ją i usadził z powrotem na swoich kolanach siadając na kanapie.
- Po tym wszystkim to musiałabyś mnie siłą wypędzić. Teraz gdy jesteśmy razem nikt nie jest w stanie stanąć przeciw nam. Żaden tatusiowy Czarny. Żaden Pentex.
Wrócił do całowania.dziewczyny.

Te słowa sprawiły, że Sonia, Żenia, Ona, Wrona i Zhyzhak poczuły się bezpiecznie. Jakaś dziwna pewność przepełniła dziewczynę, że gdyby usłyszał to Czarny, narysowałby glify na nowo.

Tymczasem odpędziła myśli o Czarnym. Nie chciała o nim myśleć całując Złotego. Dłonie muskały jego kark i ramiona przyciągając go do jej ciała. Ciała, które z każdą chwilą nabierało nowego życia. Jednak Żeńka nie spieszyła się. Ostatnie tygodnie były jak wciśnięty hamulec po miesiącach gnania. Chciała smakować Zahrada i jego kawowe pocałunki.
- Boli? - szepnęła marszcząc brwi gdy palce dotknęły rany.
- Nie. To stare rany. Zresztą spora ich część to konieczność do okablowania Shinzui Industries. Inne, jak ta właśnie to zetknięcie ze zmorą. Nie potrafię wyczuć Żmija węchem, ale zmora zaklęta w ranie reaguje na swoich. Ta blizna - wskazał na rękę z tatuowanymi błyskawicami - to pozostałość po zamknięciu żywiołaka elektryczności. Czarny wspomniał kilka słów na temat zaklinania burzy i tego, że nie powinienem się w to bawić. Z pewnością ma rację - Złoty wyszczerzył zęby w uśmiechu, po czym złapał dziewczynę i przeniósł jej ciało pod siebie. Poczuła jak przygniata ją swoim ciężarem. Poczuła jaki jest twardy.

“O rany” Głos w głowie Żenii zdawał się lekko przerażony.
“To będzie ciekawe doświadczenie”

“Z komentatorem i popcornem?” odcięła się brunetka.

- Zostawmy Czarnego w spokoju - mruknęła Żenia. Gdzie nie spojrzała otaczał ją Złoty. Był tak duży, że miała wrażenie, że nie widać jej spod niego. Sapnęła gdy ciężar mężczyzny wcisnął ją w kanapę. Palce dziewczyny wpiły się w plecy Zahrada a głos zaczął nabierać niższych tonów i wibracji. - Pamiętam auto, wiesz? Jak długo byliśmy razem? - próbowała się wygiąć i sięgnąć jego pośladków. Nogi splotła z nogami Zahrada.

- Od pierwszego pocałunku minął rok, trzy miesiące i dziewiętnaście dni. Czy to moment od kiedy byliśmy razem? Nie wiem - w nim już buzowały hormony nie chciał już rozmawiać, ale opanowywał się. Wiedział, że brunetka czekała na coś zgoła innego. Jedno ramię wsunął pod nią, gładząc dłonią pośladki, a potem szybkim i sprawnym ruchem odwrócił się. Ona znalazła się na nim. Ułożona na jego klatce piersiowej. Owinięta potężnym ramieniem. Jego ciało wystawało nieco za kanapę, więc dla równowagi lewą nogę postawił na podłodze. Łatwość z jaką manipulował jej ciałem przywodziła na myśl ćwiczenia fizyczne. Była dla niego niewiele większym kłopotem niż ciężarek.
- Choć zaczęło się dużo wcześniej. Najpierw ty podzieliłaś się planem z naszą drużyną. A kilka miesięcy później, w Japonii ja się odkryłem. Potrzebowałem dostępu do danych Shinzui. Tylko dzięki temu mogłem wyrwać się z kontroli Pentexu. Mogłaś się nie zgodzić. Mogłaś mnie wydać. Ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiłaś. Zaczęło się od zaufania. A potem się rozwijało.

- Śniłam o tej akcji. Ty i ja. Marek i Sylwia. Japonia. - Żenia uniosła nieco głowę i podciągnęła w górę. Otarła się całym ciałem o rozwalonego na sofie olbrzyma. Odsunęła włosy na jedną stronę wpatrując w jego dziwne oczy. Pochyliła się do pocałunku pieszcząc najpierw jego usta. Smakowała go nie mając dość. Z westchnieniem oderwała się od warg mężczyzny by przenieść pieszczoty na jego policzek i zagłębienie tuż za uchem. Chciała być odważna, chciała pokazać inicjatywę. On był silny. Ona nie chciała być gorsza. A mimo to jej inicjatywa była pełna czułości. Niepewności nawet. Dłonie muskały ramię, klatkę, żebra, sunąc wolno w dół jego ciała. Samo ciało Wrony, tak kruche w porównaniu do Zahrada, nie przestawało się ocierać w wolnym tempie. Przesunęła dłonią wzdłuż jego ciała, drażniąc skórę, do wyczuwalnej wypukłości, której obecność rozpalała i ją:

- A co z litanią? - spytała przyduszonym głosem z lekko przyspieszonym oddechem. Powoli zaczęła się prostować tak by usiąść. Rozłąkę ciał osładzała pocałunkami składanymi na jego ciele. Chciała spojrzeć na Złotego z góry. Dosiąść swojego Smoka. Litania była ostatnią rzeczą jaką się przejmowała. W nawale wszystkich trosk, ta jedna było na dalekiej pozycji.

- Rozumiem, że po utracie wspomnień przyszło nawrócenie i stałaś się religijna. Szanuję to. Niestety musisz mi pomóc w moim nawróceniu, bo za nic nie wiem co to jest ta litania - powiedział i podniósł się opierając na łokciach.

Zaskoczył tym Żeńkę.
- Marek nigdy nie opowiadał? - jej zdziwienie było wyraźnie słyszalne - To zbiór zasad, który reguluje zachowanie wilkołaków. Przybywając na czyjś teren trzeba się przedstawić, garou się nie mogą parzyć ze sobą, alfę można wyzwać w czas spokoju, nigdy w czas wojny, starszy rankiem dostaje lepsze łupy, starszym należy się szacunek i posłuszeństwo, słabszym należy się poszanowanie, nie wolno narażać caernu, zrywać zasłony, jeść ludzkiego mięsa ani pozwalać by twoja choroba narażała resztę nacji. No i trzeba walczyć ze Żmijem w każdej postaci.

Żenia klęczała między udami olbrzyma z dłońmi ułożonymi na płasko na jego udach. Wzruszyła lekko ramionami.

- Myślałam, że to samo jest u Spiral. Zasady są w teorii święte. W praktyce bywają naginane, gdy pasuje to interesom. Za jej złamanie grożą konsekwencje. Na przykład brat Pieśni za odmowę zabicia go gdy ten przeszedł na stronę Żmija, został banitą. Roninem. Nie Ma żadnego statusu wśród garou. Nie wiem jak wpłynie na mój status kwestia Marka. Jak się domyślasz nie zamierzam go zabijać.

Żenia zagryzła wargę starając się nie denerwować.

- Więc pytanie jak ty się zapatrujesz na kwestię Litanii?

Niewypowiedziana kwestia Labradora „musimy się rozstać” zawisła w powietrzu. Żenia uniosła skrzyżowane ręce do ust. Zwinięte ze sobą dłonie przytknęła kciukami do opuchniętych nieco warg. Czekała na odpowiedź jak na wyrok. Niepewna. Zagubiona. Czuła się obnażona przy Zahradzie. Jedynej osobie, która znała ją na wylot. Dla której Córka Ognistej Wrony nie była zagadką. Dla której zagadką być nie chciała.

Sonia Konietzko znowu się bała.

- Ubijać upadłych - zaczął po dłuższej chwili milczenia. Wziął w dłoń pukiel jej włosów i zaczął nim się bawić w palcach, uciekając od patrzenia jej w oczy.
Żenia czuła, że Złoty jest rozerwany. Wszystko wskazywało na to, że bardzo ją kocha, ale coś go trapiło. Być może dziewczyna która teraz leżała opierając się na nim nie zachowywała się tak, jak dziewczyna, której wspomnienia miał zamknięte w swojej głowie.
- Tak brzmiało jedno z pierwszych praw Gai, jakie otrzymali zmiennokształtni. Powiem ci, że jest mi z nim nie po drodze, bo musiałbym na przykład zamordować moją dziewczynę. Bo wszystkie znaki wskazują, że jest właśnie tym, co określa się mianem „upadłych”. Inny gorliwy Garou powiedziałby, że to Żmij występuje pod jej postacią. Powinniśmy walczyć, ze Żmijem w każdej postaci, z tego co mówisz. Czyż ja sam nie jestem postacią Żmija? Czy nie mam tutaj zniewolonych i skorumpowanych duchów? No to nagnijmy te zasady, żeby nic nie robić mi, ani tobie. Czyli z naszej trójki, ja, ty i Czarny mamy dwukrotnie sytuację sporną, która wedle Litanii powinna rozstrzygnąć się naszą śmiercią. A jednak nic takiego nie ma miejsca. Po co więc zasady, które nagina się według potrzeb? A może mogę sobie zebrać takie prawa jakie mi pasują? Kilka od Marka, kilka z Litanii. Coś od innych zmiennokształtnych? Coś od wampirów może?
Pytania zawisły w powietrzu dając dziewczynie chwilę na przemyślenie.

Żenia opadła z powrotem na ciało Złotego, układając głowę na jego piersi. Gładziła niespiesznie jego ramię. Przesunęła palcami po ściągniętych w zafrasowaniu brwiach.
- Tak naprawdę to mam wrażenie, że litania nie ma nic wspólnego z Gają, wiesz?
Urwała na chwilę zbierając się do powiedzenia kolejnej kwestii.
- Jestem przeświadczona, że może gdzieś komuś dawno temu Gaja powiedziała: ‘żyj dobrze i chroń innych, gdyby działa się im krzywda’. A potem ten, który trzymał większą pałę i czuł się lepszy od innych, wymyślił sobie dodatkowe złote rozwiązania.

Żeńka uniosła nieco twarz i oparła brodę na podłożonej dłoni, którą płasko ułożyła na Złotym.
Objął ją swoją ciężką ręką. Znów się uśmiechnął. Widać było, że jej bliskość ładuje go jakąś mistyczną energią. Napędza do działania. I to jej zachowanie rozwiewało część jego wątpliwości w kwestii tego kim się stała.

- Dlaczego mam szanować kogoś wyłącznie na podstawie jego ranku, jeżeli w rzeczywistości na ten szacunek nie zasługuje? Dlaczego mam oddawać najlepsze łupy komuś, kto nie ponosi żadnego ryzyka? - szukała spojrzenia Zahrada - Do niedawna Czarny głosił, że jestem Kami. Teraz już Gaja mu powiedziała, że wykonałam zadanie i Kami nie jestem. Zgadnij, która wersja jest teraz na topie?

Wrona uśmiechnęła się lekko:
- Nie sądziłam, że podczas naszego spotkania będziemy rozmawiać tak często na temat Czarnego.

Tym razem zalotny uśmieszek zastąpiły na twarzy Złotego szeroko wyszczerzone zęby.
- To odróżnia ludzi od wilków. Dlatego Architekt upodobał sobie ludzi. Ludzie nie znając się są w stanie podjąć wspólne działanie dla osiągnięcia celu. W czasach prehistorycznych spotykały się dwa plemiona i nie znając się wspólnie polowały na mamuta. Wyobrażasz sobie dwie watahy wilków? Najpierw byłaby walka o terytorium na które wszedł mamut. Potem pojedynek między dwoma alfami o to kto rządzi. Bratobójcza walka tak bardzo osłabiłaby wilki, że mamut by je zmiażdżył. Dlatego wilki i inne zwierzęta są na wymarciu, a człowiek zdominował ziemię. Zawsze tworzył prawa, kodeksy i religie, które pomagały zarządzać zbiorowościami. Na przykład krucjaty. Idź i zabijaj wrogów wiary, czeka cię wieczna nagroda w niebie. Zresztą Litania też wiąże się z zarządzaniem kapitałem. Wyższe rangi mają więcej zasobów. To też cechuje wszystkie znane mi religie. Katolicyzm. Islam. Kapitalizm.

- Kto jest Architekt? - dopytywała ragabash ciekawie. Nagłe napięcie nieco opadło. Atmosfera uległa zmianie.
- A tak, Tkaczka. Moi nauczyciele określali ją tym mianem. Ale ona jest bytem bez płci. I stoi za zaprojektowaniem porządku świata. Jest Jeszcze Żmij Niszczyciel i Dzikun Twórca.

Spojrzał jej w oczy badawczo. Jakby szukając śladów kobiety, z którą spędził wiele godzin nie tylko w łóżku.
- Nie pamiętasz naszych rozmów - powiedział smutno. - Nie pamiętasz mnie. To może na początek powiem ci, że siedząc w zamknięciu Pentexu pozwoliłem sobie możliwie wiele dowiedzieć o ludziach. Dużo z tego co mówię gdzieś widziałem, czy przeczytałem. Ale część to synteza moich własnych przemyśleń. Teraz, dzięki tobie i Shinzui jestem na wolności i będę mieć okazję zweryfikować teorię przy użyciu praktyki.

- Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz. - mruknęła Żenia wsłuchana w to co mówił Zahrad. Czy komentowała kwestię ludzkości czy to, co Zahrad tak bardzo chciał znaleźć w niej? - Chcę pamiętać, bo wspomnień mam ledwo tyle co ze snu.

Złoty westchnął znowu. Tym razem dużo ciężej.
- Gdy się poznaliśmy byłem, przynajmniej dla ciebie i Marka zwykłym szamanem. Dzięki wykradnięciu danych z Hokkaido Pentex zaczął kopiować ich bojowe implanty. Ty odmówiłaś poprawek. Marek bardzo chciał z nich skorzystać, ale ciało wilkołaka odrzucało wszczepy wszelkiego rodzaju dzięki szybkiej regeneracji. Ja zgłosiłem się na ochotnika do zablokowania regeneracji. Ślepy zaułek, bo odrzut następował natychmiast po zaprzestaniu podawania inhibitorów leczenia. Ale jestem szamanem. A dzięki tobie znałem schematy Shinzui. Zakląłem pająki wzorca, żeby połączyły się z wszczepami i z moim ciałem. Oszukałem Pentex, a oni nie rozumieli dlaczego to co udało się ze mną doprowadziło do okaleczenia kilkunastu Tancerzy Czarnej Spirali. Wedle litanii czyni mnie to dobrym, czy złym? W każdym razie dzięki schematom zapanowałem nad implantami. I tylko ty znałaś tę tajemnicę. A ja mając nadal mój umysł zyskałem ciało, którego nie ograniczają słabości. Jestem… jakby to powiedzieć czymś między teurgiem w ciele ahrouna, a ahrounem o intelekcie teurga. Jedno czego mi brak, to wrodzonego talentu do manipulacji. Dlatego taka dobra z nas para.
Opowiadał historię spokojnie. Żenii wszystkie elementy wskakiwały na miejsce niczym brakujące puzzle, ale nie pojawiło się żadne nowe wspomnienie.

Dziewczyna podniosła się wyplątując się z uścisku Złotego.
- Jest coś do picia poza kawą? - zmieniła pozornie temat i wstając z sofy niechętnie rozplątała palce z jego palcami. - Ile ja mam właściwie lat? I ile Ty? Jak długo siedziałeś w Pentexie? Byłeś wilkołaczym szamanem przed tym zmianami? Sam się do nich zgłosiłeś? Czy rytuał można przeprowadzić częściowo? Po kawałku oddając wspomnienia? - przerwała potok pytań łapiąc się na ich ilości. Zatrzymała się w drzwiach do kuchni i spojrzała na rozwalonego mężczyznę z uśmiechem. Nie pamiętała kiedy się tyle uśmiechała.

Złoty spiął się słysząc część z tych pytań. Trafiła w jakąś czułą nutę i jej wrodzona empatia jej to podpowiedziała. Było coś w Złotym, czego nie pamiętała, czego najwyraźniej jeszcze jej nie powiedział. Wprowadzało go to w specyficzną formę zakłopotania.
- Sprawdź lodówkę. Proszę, przynieś mi wodę. Zaczniemy prowadzić ten rytuał częściowo. Widzisz, suma twoich wspomnień i wilkołaczy gniew raz już doprowadził do… rozpadu naszej drużyny. Tym razem podejdziemy do tego spokojniej.

Żeńka ruszyła do kuchni by przeszukać pomieszczenie. Była nieco głodna i spragniona. Te uczucia też należały do dawno nie rejestrowanych. Chciała dać chwilę i sobie i mężczyźnie.

Po chwili wychyliła się z kuchni:
- Jesteś głodny? - dopytała sprawdzając jego obecny stan emocjonalny. Podeszła do kanapy ze szklanką wody, podając mu ją. Pochyliła się by lekko cmoknąć go w skroń. - Nie musimy się spieszyć. - teraz to ona podniosła jego twarz ku sobie podpierając jego brodę palcem. - Widzę, że się martwisz.


Wziął łyka wody. Popatrzył na dziewczynę. Wskazał jej miejsce obok siebie.
- Usiądź, proszę. I powiedz mi, z tych wykradzionych danych i zniszczonych placówek ile dowiedziałaś się o projekcie sztucznych wilkołaków? Takich, które Pentex hoduje dla siebie.
Jej słowa o rozluźnieniu się podziałały, choć całe napięcie z niego nie zeszło.

- Nie koncentrowałam się na tym, Zahrad. Dane opublikowano, a potem… - Żenia zamrugała szybko - … był jeden wielki kołowrót. Wiem, że powinnam się tym zająć. Ale nie było czasu. Wiedziałam tylko, że muszę dobrać się do Pentexu, znaleźć Ciebie i stworzyć podwaliny dłuższego planu. Dodatkowo użerałam się ze Smokiem, który nie pomagał. Teraz chcę zająć się Pentexem na dobre. Dlatego proponuję wyjazd do Stanów. - Żenia wypiła swoją wodę prawie duszkiem. Dziewczyna spojrzała na mężczyznę i usiadła obok niego, bokiem, podwijając pod siebie nogi, by móc patrzeć na niego. Oswajała się ze Złotym. Oswajała też i Zmorę. - Jesteś jednym z takich wilkołaków?

Pochylił się i sięgnął do jej nogi. Złapał kostkę i delikatnie przepychając dziewczynę pociągnął nogi na siebie. Na swoich łydkach miał teraz jej nogi nie przejmując się jej protestami. Lewą dłonią zaczął masować jej sotpy.
- Nie - zaprzeczył spokojnie patrząc na dziewczynę. - W mediach nic takiego nie wypłynęło, co oznacza, że ten projekt musiał zostać jakoś inaczej ukryty. Zresztą publiczna wiedza o wilkołakach bardzo by utrudniła wiele rzeczy.
Zdjął jej skarpetki i zaczął kciukiem uciskać między palcami nóg dziewczyny. Musiała przyznać, że to dość przyjemne. I relaksujące. I dziwne. Po wszystkich przejściach, tygodniach napięcia, wiadomościach, dziewczyna była pewna, że nie była przyzwyczajona do takich pokazów intymności.

- Projekt wilkołaków zatrzymał się na tak zwanych Wojennych Wilkach. WarWolves z angielskiego. Mają tylko formę lupusów i crinosów. I da się ich tresować. W tej chwili Pentex ma mniej niż dwadzieścia takich istot. Są bezpłodne i całkowicie pozbawione ludzkiego intelektu. Na nich zatrzymał się rozwój tego projektu. Wilkołaki były zbyt skomplikowane od strony duchowej, żeby je wytworzyć. Tu z pomocą przyszłaś ty. Rytuał od Minotaura. Dużo sobie obiecali. Dlatego dostałaś sporo środków. Broń. Ludzi. No ale ten temat uciął się po twojej przemianie.
Masował je silnie uciskajac, jednak nie sprawiał jej bólu. Wręcz przeciwnie. Teraz milczał dając jej chwilę na przetrawienie faktów.

Dziewczyna mruknęła cicho, układając się wygodniej. Obserwowała Złotego spod przymkniętych powiek. A jej umysł wystrzelił do przodu. Myśli zajęło planowanie wyprawy do Stanów.
A może by wykraść te stworzenia i dać pod opiekę Dzikiemu Sercu?
Trzeba odnaleźć też drogę do Minotaura. Koniecznie.

- I gdzie miejsce w tym dla Ciebie? - Żenia poruszyła palcami stóp.

- Jak myślisz, jacy byli pierwsi zmiennokształtni stworzeni przez Gaję? Jakie mogli przyjmować formy? - zapytał filozoficznie. Chyba prowadził tę rozmowę pierwszy raz.

- Zakładam, że mieli formę bojową i wilczą. Pierwsza do walki, wilk i człowiek do rozmnażania. - Żenia walnęła niespecjalnie długo zastanawiając się nad tematem.

- Pierwszymi zmiennokształtnymi były dinozaury. Historia człowieka to jakieś sto pięćdziesiąt tysięcy lat. Z których cywilizacja ma ledwie pięć tysięcy lat. A my sami kojarzymy może ostatni sto lat. Dinozaury wyginęły sześcdziesiąt pięć milionów lat temu. Wcześniej przez ponad sto czterdzieści milionów lat władały planetą. Zdajesz sobie sprawę ile to jest sto czterdzieści milionów lat? Ja też nie.
Na moment pochylił się, żeby wypić resztę wody, po czym wrócił do masowania.

- Pierwsze formy są zazwyczaj najprostsze. I gdy Pentex dowiedział się, że coś takiego było, to zainwestował fundusze w tym kierunku. Jaszczurołaki, bo tak określa się te istoty są spadkobiercami tamtych zmiennokształtnych. Sami siebie określają mianem Mokole. Pentexowi cztery i pół roku temu udało się wyhodować w pełni funkcjonalnego Mokole, obdarzonego świadomością. Stworzyli go z koktajlu wyselekcjonowanego DNA krewniaków i gadów z różnych zakątków świata. Dziesiąty egzemplarz przeżył ponad rok. Wykazał się niezwykłą świadomością jak na jaszczurkę. U wilków nigdy nie dostrzeganą. W celu kontroli wszczepiono mu nadajniki i systemy mające rozerwać go na strzępy w razie buntu. Tresowano go, jak wszelkie inne konstrukty genetyczne. Aż w końcu zaczęto wykorzystywać jego potencjał bojowy w Pierwszej Drużynie.

Westchnął i przestał masować jej stopy. Obserwował jej reakcję na swoje kolejne słowa.
- I tam mnie poznałaś, Mała Ukrainko.

- Czyli jednak Smok - zachichotała Żeńka i podniosła się by pogładzić Zahrada po twarzy.

- Teraz odpowiadając na twoje pytanie, mam cztery i pół roku. Na razie starzenie się zatrzymało, ale zakładają, że przeżyję siedem do dziesięciu lat. To nieco więcej niż ty masz. Bo z tego co kojarzę, powinnaś mieć dwadzieścia jeden. Urodziłem się w probówce. Nigdy nie byłem “wilkołaczym szamanem” i nie dołączyłem do Pentexu na ochotnika. Za to schematy Shinzui pozwoliły nie tylko modyfikować wszczepy. Pozwoliły pozbyć się ich środków kontroli.

Wrona chichotała cicho przekręcając się i wciskając się ponownie na kolana jaszczurki. Trochę jej ulżyło. Szczególnie, gdy w pamięci miała wystraszoną minę Jarka. Umościła się na udach Zahrada twarzą do niego. Dłonie ułożyła na jego ramionach i przesunęła je z wolna na szyję zaglądając mu w oczy. Gdzieś błysnęła myśl o Grzesiu. Że może i jemu pozbycie się kontroli Pentexu pomogło. Ale potem dotarło do Wrony to, że to nie chodziło o kontrolę molocha. A fakt tego czym się stał.

- Pasikonik wspominał o poznaniu mokoli. - Wrona wyprostowała się na kolanach i przytuliła ciasno do mężczyzny. W głowie pojawił się wielki tort ze świeczką w kształcie cyfry pięć. - Mój Smok in Vitro. - szepnęła tuląc się z cichym śmiechem do Złotego.

- Zapomniałaś dodać “cyber”. “Mój CyberSmok in vitro”. - Obydwoje zatrzęśli się, gdy i on zaczął się śmiać obejmując ją.

- Tym się denerwowałeś? - Wrona potarła nosem o jego policzek. Dziewczyna dziwiła się jak spokojnie przyjmuje większość wiadomości. Czy to obecność Smoka tak na nią wpływała? Czy może osiągnęła stan, w którym niewiele mogło ją zdziwić? A może zobojętnienie jeszcze nie odeszło?

Pokiwał głową.
- Tak. Tym. Zwłaszcza, że jeszcze minutę temu myślałaś, że jestem wilkołakiem. Prawdopodobnie nie mogę mieć dzieci. Co dotychczas ci nie przeszkadzało. Ale widziałem w jaki sposób się teraz zachowujesz. Przesiąkasz Garou. To chyba dobrze… nie wiem. Garou nie przepadają za Mokolami. Z wzajemnością.

Żeńka zasępiła się nieco.
- Przesiąkam? Hmm możliwe. I chcę mieć dziecko. Jako spłatę długu dla Pasikonika. Ale to nie musi być już natychmiast i możemy pomówić o tym kiedy indziej. I nie mam nic przeciwko innym zmiennokształtnym. A Tobie przeszkadza, że przesiąkam? I że chciałabym dziecko?

- Nie da się ukryć, że się zmieniłaś. Może na lepsze. Zobaczymy. Teraz cię tak łatwo nie wypuszczę, więc będę miał okazję zobaczyć czy mi ta zmiana pasuje. Cieszę się, że ci o tym powiedziałem od razu. Czarny miał rację, żeby od tego zacząć.

Zaśmiał się niespokojnie.
- No i znowu wyskoczył Czarny w rozmowie. Zabawne jak wielkie skrzydła nad tobą roztoczył.
Złoty zaczął gładzić jej rękę. Tę z tatuażem.
- A ty chcesz mi coś powiedzieć o tym duchu jaki jest z tobą? Bo czuję w nim wyraźnie skazę Niszczyciela.

- Ile mu opowiedziałeś? - spytała ciekawie Żenia. Nieco zdziwiła się komentarzem na temat Czarnego. Obiecała sobie o tym pomyśleć. - Czarny - Wrona uniosła spojrzenie do góry w rozbawieniu - zaoferował mi oczyszczenie podczas następnej pełni. Ale by tego dokonać, musiałabym wyrzec się i Smoka i wszystkich jego darów. To z kolei oznacza, że musiałabym zmienić wszystkie plany i zaryzykować gniew czy zemstę totemu. A ta zmora to broń Zhyzhak. Zabawne, że to właśnie mnie Pasikonik ją podarował, prawda? - w głosie dziewczyny pojawiła się nuta goryczy. - I chce bym to ja została drugą Zhyzhak.

- Mamy różne odczucia na temat tego co jest zabawne - powiedział. - A Czarnemu nie mówiłem prawie nic. Tyle, że niektóre wilkołaki potrafią wyczuć, czym naprawdę jestem.

Żeńka odchyliła się nieco w ramionach Złotego Smoka:
- Największy problem jednak to to, że ona potrzebuje gnozy do życia. I zjada moją. Z kolei pojawia się problem by tę gnozę zdobywać. Czarny wypytał Zmorę. Jest przeklęta. Musi polować i zabić ducha by uzyskać gnozę. Nie mogę medytować by uzyskać gnozę bo żaden z duchów mi jej dobrowolnie nie odda.

Dziewczyna zagryzła wargę:
- A ja nie chcę zabijać duchów. Zmora jest przydatna, ale wszystko to prowadzi do korupcji. Nie wiem ile zdołam udźwignąć. Dlatego myślę o zaklęciu jej w jakiś sposób. Bktho nie jest specjalnie zachwycona pomysłem i nie waha się temu niezadowoleniu dawać upust.

Złoty pogładził się po brodzie z wyrazem twarzy godnym myśliciela.
- A czemu nie polować z nią na inne zmory? Albo poszukać czegoś na Polach Bitwy. Potrzebujesz tylko kogoś, kto pomoże ci nawigować przez umbrę. - Wywrócił oczami w górę - Niech no pomyślę, czy znam jakiegoś szamana… hmm.

“Lubię go!”
Nastolatka krzyknęła nagle w jej głowie.


Nagle przepełniło ją uczucie radości i jakiejś wdzięczności. Jakby wielki ciężar spadł jej z serca. Nie była sama z tym wszystkim? Z nienacka pocałowała Zahrada mocno w usta. Między pocałunkiem a drugim wydarł się z jej ust jakiś desperacki jęk czy westchnienie. Ramionami otoczyła jego szyję i przylgnęła ciasno.

- A gdyby się nie udało - wyszeptał jej do ucha - to zorganizuję ci cybernetyczne ramię.

“Już go nie lubię…”
Tym razem głos był pełen złości.

- Bktho ma mieszane uczucia co do Ciebie. Lubi Cię ale nie lubi. Chyba odzwyczaiła się od tego, że może nie grać pierwszych skrzypiec. - Żenia uśmiechnęła się mrucząc ostatnie słowa.
“Pffff”

- Mało mnie interesuje jej zdanie. To nie ją całuję - powiedział i jakby dla podkreślenia swoich słów przycisnął się do jej ust i wbił się głęboko językiem w usta Ukrainki.

“Weź mu wyjaśnij, że się za bardzo ślini. I mruczy! Wkurza mnie to! Niech się nie ślini i nie mruczy. I niech się zastanowi z kim się całuje! Bo jak całuje ciebie, to mnie też całuje! Pff. Cwaniak jeden. A ty skończ się z nim ślimaczyć! Już! Ej!”

“Skończ narzekać, albo skończysz w słoiku! Zamknij oko albo coś poczytaj.” fuknęła podirytowana Wrona nie przerywając “ślimaczenia” ze Smokiem.

Wataha Smoka - określenie nabierało całkowicie nowego wymiaru. Krótki przebłysk świadomości niósł ze sobą pokłady rozbawienia, które szybko minęło gdy Żeńka skoncentrowała się na powrót na Zahradzie. Poczuła się nagle jakaś wolna. Nieskrępowana. Czyżby jednak Litania ograniczała ją bardziej niż zdawała sobie sprawę?

Zamruczała z przyjemności wprost w usta Złotego i popchnęła go na oparcie kanapy, próbując przejąć inicjatywę. Opadła z powrotem na jego uda i poruszyła biodrami. Już nie tylko sugestywnie. Mocno zaznaczając swoją obecność “na górze”. Rosło w niej poczucie wolności i siły. I świadomość, że jemu nie może zrobić krzywdy. Nawet ze Zmorą na ramieniu. Przesunęła usta na jego ucho i szyję liżąc, kąsając i smakując skórę swojego Szklanego Smoka.

Położył dłonie z tyłu na jej ramionach, a potem pociągnął w dół mocno. Przejechał palcami po jej plecach. Gdyby miał paznokcie, to z pewnością zostawiłby ślady na jej delikatnym ciele. Jego biodra zaczęły pracować rytmicznie. Gdy jego dłonie przebiegły do końca pleców to wsunęły się pod jej bluzę. Zdecydowanym ruchem zdjął górną część ubrania dziewczyny. Potem odsunął się delikatnie patrząc na jej kołyszące się rytmicznie ciało. Pochylił się i pocałował ją nieco pod splotem słonecznym, a później językiem ruszył w górę. Minął linię stanika i zaczął ustami pieścić piersi. Lewą dłonią sięgnął zapięcie stanika. To jak sobie z nim poradził nie sugerowało, żeby był czterolatkiem. Po chwili jej prawy sutek skrył się w jego ustach, a jej lewa pierś w jego mocno zaciśniętej dłoni.

“Czyli jednak…”
W głosie zmory była jakaś rezygnacja, ton pogodzenia się z tym co nieuniknione.
“Jak wielkie mogą być smoki?”

“Czy ty nie jesteś przypadkiem z lateksu?”

Wrona trzymając się ramion Zahrada odchyliła się mocno do tyłu, wyginając ciało w łuk. Nadstawiła piersi i brzuch na jego dotyk. Jej włosy opadły w tył, czuła ich muskanie na plecach.
Ciało budziło się przeszywane iskierkami budującego się podniecenia pod jego językiem. Piersi nabrzmiewały i dziewczyna poczuła szybko napływającą wilgość.
- Coś jeszcze mam Ci powiedzieć? - wydyszała w rytm ruchów biodrami. Spojrzała na siwą głowę między swoimi piersiami i przycisnęła się mocniej do ust Zahrada.

-Yy yy - zamruczał z jej piersia w ustach. Po czym oderwał się od niej i z jakimś takim żarem w swoich dziwnych oczach odpowiedział:
- Nic już nie mów!
Dłonią powiódł po jej udzie i po chwili chwycił sprzączkę paska. Szarpnął raz i drugi. Po chwili poczuła jak puszcza nie tylko pasek ale i guzik w spodniach. Złapał ją mocno w pasie i lewą ręką spróbował ją delikatnie unieść, żeby prawą dłonią dostać się do cennej i wilgotnej zawartości jej majtek.

Wrona uniosła się najpierw znowu na klęczki ale w połowie ruchu zmieniła zdanie.
- Puść na chwilę - poprosiła drapiąc lekko jego ramiona. Nie do końca poznawała siebie. Nawet z Zaarem nie czuła takiego wyzwolenia. Tym razem wspomnienia Buraka były zamazane, a Żenia znalazła w sobie siłę by je odepchnąć ze złością. - Pozbędę się tego… - wygięła się lekko by sięgnąć łapczywie jego ust. Ukąsiła dolną wargę z gardłowym i niecierpliwym pomrukiem wadery:
- Pragnę cię, Smoku.

Wsunął swoją dłoń w jej włosy. Ścisnął mocniej. Przechylił się tak, żeby szeptać jej wprost do ucha:
- Jeśli chcesz dziecko, to możemy to robić tak długo, aż zajdziesz - zaśmiał się lekko.
Tymczasem jego druga dłoń zanurzała się między jej udami poruszając się rytmicznie.

Dlaczego te słowa przeważyły szalę? Żenia nie wiedziała. Czy to głęboko zakopane instynkty wydobyły się na światło dzienne? Czy może desperackie wręcz pragnienie bliskości i intymności, za którym dziewczyna tęskniła tak bardzo od… dawna? Nie miała czasu analizować. Zdyszana wydostała się z uścisku Złotego i zsunęła z siebie spodnie. Nie przejmowała się teraz sterczącymi żebrami. Liczył się mężczyzna siedzący na kanapie, którego Żeńka rozpakowała z jego części ubrania jak dzieciak prezent urodzinowy.

A potem mieszkanie wypełniły dźwięki rozkoszy, przez które nie przebił się nawet głos Zmory.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield

Ostatnio edytowane przez corax : 21-02-2019 o 01:10.
corax jest offline  
Stary 27-02-2019, 15:29   #10
Krucza
 
corax's Avatar
 
Reputacja: 37102 corax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputacjęcorax ma wspaniałą reputację


- Mała Ukrainko - głos dobiegał do niej jak zza jakiejś zasłony. Był niski. Cichy. I był blisko. A jej było tak przyjemnie ciepło. Leżała zwinięta w kołdry, na rozłożonej kanapie. Wymęczona. W pokoju było ciepło. Przez okno wpadało popołudniowe słońce. Oni byli nadal rozgrzani po kilku godzinach szaleństwa. W końcu padła z wyczerpania i zasnęła wtulona w jego ciało. A teraz on próbował ją z jakiegoś powodu obudzić.
- Mała Ukrainko - powtórzył głos jej własnego Jaszczurołaka. - Pizza przyszła.

Po tych słowach poczuła wyraźny zapach. Złoty zorganizował jedzenie. Zegar pod telewizorem pokazywał godzinę szesnastą czterdzieści. To dobrze. Drzemka nie trwała więcej niż godzinę.

- Zastanawiam się na ile smak jest kwestią tego co pamiętasz. Zamówiłem pepperoni z podwójnym serem. Kiedyś ją uwielbiałaś. Jak jest teraz?

Siedział w fotelu. Nagi, z nogą zarzuconą na kolanie. Gdzieś tam skrywało się źródło jej ostatniej przyjemności. I bólu. I zmęczenia. Jeżeli w taki sposób odebrał pizzę, to dostawca z pewnością był zawstydzony. Na stoliku leżała pizza. Ślina napłynęła do ust Żenii.

“Proszę powiedz, że ten odruch Pawłowa jest na jedzenie” W głowie zabrzmiała nastolatka. Co ciekawe to Zmora jęczała w jej głowie równie głośno jak sama dziewczyna.

Rozczochrana Żeńka uniosła się na łokciach chłonąc widok Złotego w popołudniowym słońcu.

“A co za różnica? Chyba źle Ci nie było?”
Uśmiech rozświetlił twarz dziewczyny.

- Wiesz, że możesz mnie tak budzić często? - usiadła na kanapie pozwalając kołdrze opaść a potem wysunęła się z łóżka idąc jak po sznurku do dostawcy ostatnich życiowych rozkoszy. Nie oparła się przyjemności i otarła się wilczo o umięśnione udo swoim udem. Pochyliła się nad pudełkiem i łakomie zagryzając wargę wyciągnęła kawał pizzy z ciągnącym się serem. Odchyliła głowę i pochwyciła cienką strużkę w usta. Wgryzła się łapczywie w ciepły placek, nie przejmując się tłuszczem na ustach.

- Mmm pyfne - mruknęła zasłaniając usta wierzchem dłoni i wcisnęła się na oparcie fotela, na którym siedział Złoty.

- Wymyślisz mi jakieś imię? - wypalił nagle w kierunku ocierającej się o niego dziewczyny. Musiał przyznać to sam przed sobą, że dawno nie był tak zrelaksowany i wypoczęty. Pentex był pustym słowem a nie zagrożeniem czającym się w każdym cieniu. Teraz miał czas na myślenie o rzeczach, o których nigdy wcześniej nie myślał.
- Zarad to nazwa funkcji. Czy może raczej patronatu - wzruszył ramionami - w każdym razie nic ono dla mnie nie znaczy. I tam nie ma h. Dodałem je, żeby nie zorientowali się, że jestem Jaszczurołakiem - podsumował.

“Ups” odezwała się w głowie Zmora, a Żenię przeszyło wspomnienie jęków w czasie wbijania paznokci w jego ciało.

- Złoty było dobre. Ale to wymyślił twój brat. A ja chciałbym mieć imię. Dla ciebie - patrzył w jej oczy i pomijając fakt ich nieludzkiego koloru wyglądały one jak ufne oczy dziecka. Albo jakiegoś potulnego szczeniaczka.

- Hmmm - Żenia spojrzała na siwowłosego. - Znaczy chcesz przejść żeniomorfozę?
Mina Szklanego Smoka przywodziła nieodzownie minę Zaara - Labradora.
- Wymyślę. - mruknęła pochylając się po kolejny kawałek pizzy. Dawno nie czuła się głodna. - Może Dragan? Dragan … Bondar? Może zmienimy Ci też kolor włosów dla niepoznaki? Łatwo się szuka dużego, siwego Smoka. Trochę ciężej gdy Smok jest farbowany.

- Dragan - powiedział żując kawałek pizzy. - Może być Dragan. Choć Dragan Bondar brzmi kiepawo. Jak jakiś Jaksa Daksa.
- Zawsze lepiej niż Antoni Ogórek - wyszczerzyła się dziewczyna.
Ser rozprysł się po brodzie Złotego w efekcie nagłego i niekontrolowanego wybuchu śmiechu, a Żenia bez żalu nad Czarnym zawtórowała w beztroskiej radości. Po chwili, gdy już otarł łzy z oczu, jakie napłynęły tam na skutek wybuchu dodał:
- Dobra, to teraz potrzebuję papierów na nazwisko Dragan Bondar. W międzyczasie dzwonił - znowu zaczął się śmiać - Ogórek. Powiedziałem mu, że przygotowanie do rytuału idzie dobrze, ale nie skończymy do jutra. I kolejnych telefonów nie będziemy mogli odbierać.
Usta siwego mężczyzny rozszerzyły się w lubieżnym uśmiechu.

- Zapewne i tak wparuje tutaj jutro. Z czystej ciekawości i wścibstwa. - Żenia oblizała palce - Więc… - podniosła się z oparcia fotela i zaczęła wycofywać w stronę łazienki z niewinnym uśmieszkiem i spojrzeniem Kota ze Shreka - … jak chcesz “przeprowadzać rytuał” to lepiej zabierz się do roboty. - roześmiała się znikając w łazience i odkręcając prysznic.

Nie trzeba było mu powtarzać. Bez wahania ruszył za nią do łazienki.


***


Godzinę później…

- Zmieniłam zdanie - Rozleniwiona I słodko obolała Żenia zamruczała wprost w szeroką klatę mężczyzny. Leżała wtulona w jego bok, zaborczo oplatając jak najwięcej potężnego ciała dla siebie. Nie otwierała oczu nasłuchując oddechu Złotego. - Maksim jest lepszym imieniem. - dla podkreślenia słów zacisnęła pieszczotliwie palce na najwrażliwszym smoczym orężu.
- Maksim Dragan Bondar - powtórzył powoli i z uwagą. Jakby nie przejmując się pewnym chwytem. Ale Żenia wiedziała, że na jego uśmiech wpływało to dużo bardziej niż brzmienie nowego imienia.
Owijał ją swoimi ramionami. Zamykał. Kolejny raz, po dzikich wyczynach na łóżku… i nie tylko, przychodził czas romantycznego zaznaczania własności. Należeli do siebie.
- Jeżeli chcemy zacząć rytuał dziś, to pomyśl od jakich wspomnień chciałabyś zacząć.

- A co poleca szef IT i zabezpieczeń? - Żenia westchnęła - Jakieś pakiety specjalne? - żartowała ale serce jej przyspieszyło. Splotła palce z jego palcami oglądając różnicę rozmiaru ich dłoni. - Może ostatnia część.

Mała dziewczynka z misiem i zakopany pod dębem brat znowu stanęli dziewczynie przed oczami. Serce przyspieszyło jeszcze bardziej.
- Ostatnia część? Rytuał i ucieczka z Pentexu? Dobrze. Daj mi chwilę na przygotowanie się.
Wstał podnosząc ją bez trudu. Otarł się o jej ciało pokazując, że do pewnych rzeczy jest gotów cały czas. Ruszył w stronę kuchni, po czym nagle zawrócił i pocałował ją mocno. Dopiero gdy skończył zniknął w kuchni.

Pojawił się dobre dwa kwadranse później. Miał w rękach kilka filiżanek i misek.
- Rozbierz się - powiedział. On sam nie pofatygował się, żeby założyć cokolwiek w czasie pracy. Z misek i filiżanek dochodziły różne zapachy, a on maczał w nich palce i wymalowywał symbole na podłodze. W końcu wysmarował również kilka symboli na ciele dziewczyny. Ona sama poczuła zapach. Coś jakby była wysmarowana pastą z awokado, cytryny i nieznanych sobie ziół.

„A może smok chce nas zjeść? Co one w zasadzie jedzą?”

Potem zapalił świecę pod jednym z pojemników. W pomieszczeniu rozniósł się aromatycznie odurzający zapach. Naga dziewczyna wysmarowana pastą nagle poczuła się jakby była bardzo pijana. Świat wirował. Znaki z innej pasty wirowały na klacie Maksima. Kręciły się i kręciły. Podłoga zaczęła się przechylać. On intonował coś powoli w języku, którego Żenia nie znała. Podłoga w końcu wspięła się na jej ciało i miłym ciepłym dotykiem zaczęła tulić do snu. Podszedł do niej i dłonią zasunął oczy. Przez chwilę targnęła nią fala podniecenia gdy spodziewała się kolejnego pieszczotliwego dotyku. On jednak nic takiego nie zrobił. Był surowo profesjonalny w tym co robił. Układał jej ciało i wymalowywał kolejne symbole palcem maczanym w jakiejś oleistej substancji.

Jej ciało targnęło się nagle, jak w tym momencie, gdy już prawie zasypiasz… prawie się coś śni… ale jednak nie. A potem opadła bezwładnie.

Stała na balkonie jakiejś dziwnej budowli. Była na jednym z najwyższych pięter. Budowla zdawała się być wykuta w skale. Miała formę okręgu, wewnątrz którego spadały z głośnym trzaskiem cztery wodospady. Pomiędzy wodospadami widziała drugą stronę wewnętrznego dziedzińca. Był idealnie symetryczny. Budynek był tak wysoki, że nie była w stanie dojrzeć jak nisko spada woda.

Poczuła jego ciepły dotyk na ramieniu. Stał tam, wyrzeźbiony niczym grecki bóg. Ale tym razem jego ciało było nieskazitelne. Żadnej blizny, czy tatuażu. Wydawał się też mniejszy, ale jego mięśnie były nadal mocno zarysowane.

- Witaj w bibliotece moich wspomnień - powiedział. Zdała sobie sprawę, że wysilał się, żeby dopasować język do niej. Cóż, jeżeli faktycznie byli w jego głowie, to mogło to mieć pewien sens. Zazwyczaj nikt nie skupia się nad tym w jakim języku myśli.
- Pozwoliłem sobie zostawić twoją towarzyszkę razem z twoim ciałem. Nie wiem jak wielkiego spustoszenia mogłaby tutaj dokonać. Fizycznie leżymy teraz obydwoje na podłodze w tamtym mieszkaniu. Tutaj zaś jest twoja świadomość. To trochę jak ze skokiem do umbry, ale tam została skorupa.
Żenię uderzyło to, że mimo potężnego huku wywoływanego masą spadającej wody słyszała go bardzo wyraźnie. Był ubrany w prosty czarny t-shirt i granatowe spodnie. Był boso.
- Tutaj wyglądasz jak twoje własne wyobrażenie na swój temat.
Żenia rzuciła okiem na siebie. W zasadzie nie dostrzegła zmian. Czarne wygodne spodnie, czarna bluza o dwa - trzy rozmiary za duża, ciemne trampki. Nic nadzwyczajnego, nosiła takie rzeczy i na codzień.

Szklany Smok jednak mógł zauważyć różnicę w jej wyglądzie. Twarz Żenii przecinała delikatna choć już widoczna siateczka zmarszczek. W kącikach oczu czaiły się kurze stopki a wokół ust pojawiły się załamania. Podobnie między brwiami, którym teraz towarzyszyły trzy pionowe kreski. W ciemnych włosach pojawiły się pojedyncze siwe pasemka, a na prawej stronie twarzy, tam gdzie Wrona została oskalpowana wybuchem bomby, pojawiła się blizna. Figura Ukrainki była bardziej wypełniona niż w rzeczywistości. Mimo to, jasne oczy kobiety błyszczały gdy wpatrywała się w twarz stojącego obok mężczyzny.

- To piętro dzielimy między siebie. Tam, zaczyna się korytarz do twoich wspomnień - cała „Biblioteka” składała się z idealnie wyszlifowanych czerwonych cegieł. Ale korytarz który wskazywał był wyłożony czarnym, matowym kamieniem. Na ścianach, na podłodze. Wszędzie. Wyglądało to dość przytłaczająco.

- Możemy odwiedzić każdy dzień twojego życia. Każde wspomnienie. Możesz być ich uczestnikiem, albo możemy obydwoje stać z boku. Pomyślałem, że to nieinwazyjny sposób. Alternatywą było wtłoczenie ich wszystkich do twojej głowy i spodziewanie się, że nikogo nie zamordujesz w szale.

Złapał ją za rękę i zrobili kilka kroków w głąb korytarza. Brunetka postąpiła za nim. Choć nie miał źródła światła było w nim jasno. Jakby ich ciała go oświetlały. Stali naprzeciw idealnie wyciętych połyskujących obsydianowych drzwi otoczonych czarnymi, matowymi kamieniami. Obok z każdej strony były kolejne identyczne drzwi. Korytarz ciągnął się kilometrami, a wodospad od którego stali kilka kroków teraz majaczył gdzieś na horyzoncie w niewielkim wycięciu tunelu wyłożonego kamieniami.

- Te drzwi prowadzą do dnia na dwa dni przed rytuałem. Dnia gdy ostatni raz dawałaś znak Życia wilkołakom, po czym zostałaś w placówce. Możemy też sięgnąć do kolejnych drzwi. Bezpośrednio do rytuału. Ale wtedy będziemy się posiłkować również moimi wspomnieniami. Bo oglądanie świata przez czerwoną mgłę wiele nie wniesie.

Stał tam i czekał na jej decyzję cały czas trzymając ją za rękę.
 
__________________
A Goddamn Rat Pack
We are strong! No one can tell us we’re wrong. Searching our hearts for so long, both of us knowing
Life is a battlefield
corax jest offline  
 

« [VtM5] Warsztaty | - »


Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:01.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168