Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-01-2007, 13:47   #1
 
Solfelin's Avatar
 
Reputacja: 105 Solfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znany
Wprowadzenie: Anioły Prędkości

Los Angeles, 22 April 2007


[center:f851869779]City of Angels[/center:f851869779]

Miasto położone na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, liczące około 3,844,829 mieszkańców w 2005 roku, rozciągające się na 498 milach kwadratowych. Kalifornia.
Różne jak jego mieszkańcy, ostatnio doświadcza wielu wstrząsających zjawisk. Ukryty Świat jest tu zbyt rozproszony i zbyt skłócony, by działać równie regularnie i normalnie jak gdzie indziej – lub jak zwykli obywatele mieszkający tutaj.
Od kilkunastu dni czuć już skutki miesięcznego deszczu i przechodzących burz. Podczas gdy śpiący widzą nawałnice, ulewy, to magowie dostrzegają zwarcia i wyładowania Paradoksu. Inni twierdzą, że niezwykłości są sprawką aniołów.

Gotycka architektura amerykańskiego city, czerpanie z różnych innych form, neo-neo-gotyk przelewa się miejskimi korytarzami. Wiatry między blokami budynków szaleją, nawet czasami powodując liczne wybicia szyb przedmiotami.
Fala włamań, zniszczeń rekonstrukcyjnych oraz remonty to niemalże codzienność dużego molocha. Jako Centrum rozrywki, ruchomych obrazków oraz poniekąd filmu – staje się malowniczym miejscem, lecz poszarzanym przez ostatnie działania.



[center:f851869779]I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
I'll cross the stream - I have a dream

I have a dream, a fantasy
To help me through reality
And my destination makes it worth the while
Pushing through the darkness still another mile
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
I'll cross the stream - I have a dream
I'll cross the stream - I have a dream

I have a dream, a song to sing
To help me cope with anything
If you see the wonder of a fairy tale
You can take the future even if you fail
I believe in angels
Something good in everything I see
I believe in angels
When I know the time is right for me
I'll cross the stream - I have a dream
I'll cross the stream - I have a dream

ABBA, “I have a dream”[/center:f851869779]



1880 Academy Dr. Los Angeles, CA

Dzień wstawał leniwie, ociągając się z własnego, nocnego płaczu, zostawiającego ślad wszędzie na terenach miasta. O dziwo, po raz pierwszy od ponad miesiąca, przestał padać deszcz i zrobiło się słonecznie.
Zacisze okolicy sprawiało doskonałe wrażenie wyważenia i doboru sytuacji do czasu. Każda istota budziła się powoli, słychać było tylko czasami śpiew ptaków oraz dość cicho prace prowadzone nieopodal.

John, Aleksander oraz Jeremy byli w domu razem z Francis. Trzy koty krzątały się w domu, reszta również. Francis usłyszała dźwięk dzwonka i poszła otworzyć.

Leo

Stał przed drzwiami do jej mieszkania i wahał się długo. W końcu nacisnął przycisk dzwonka. Usłyszał dźwięk zamka. Pojawiła się w drzwiach jej twarz. Nadal wyglądała prześlicznie. Nic się nie zmieniła od tamtej pory. Uśmiechnął się i właśnie miał powiedzieć coś do niej, ale głos uwiązł mu w gardle.
Za jej plecami bowiem pojawił się jakiś doskonale zbudowany mężczyzna, o trudnym do określenia wieku, być może przed trzydziestką tylko z lekką siwizną, ubrany tylko w szlafrok i kapcie.
- Francis, kim jest u diabła ten gość? – w jego głosie dało się wyczuć nutkę groźby.
Wtedy coś zaświtało mu w głowie. Gdzieś już kiedyś spotkał tego człowieka…

Francis

- Witaj Leo - powiedziała Francis, mało zdziwiona twoją obecnością na jej progu - Proszę, wejdź, właśnie zaparzyłam herbatę imbirową. Poznaj mojego lokatora Johna, czy wy się znacie?


Teraz najlepiej, by odpowiedział John. Jeremy oraz Aleksander chodzą gdzieś po domu, zatem najodpowiedniejszym wyjściem byłoby porozmawiać z Rhamoną o mieszkaniu, albo też skorzystać już z jej deskrypcji wyglądu – i opisać, co aktualnie robią postacie.
 
Solfelin jest offline  
Stary 24-01-2007, 14:13   #2
Banned
 
Reputacja: 0 Rhamona nie jest za bardzo znany
Od rana Francis zachowywała się delikatnie mówiąc, trochę nerwowo. Jeszcze zanim słońce wstało wybrała się po świeże kwiaty do przyjaciółki ,mieszkającej na końcu ulicy. Potem zrobiła zakupy i upiekła ciasto przekładanie konfiturami. Mieszkańcy od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Francis uśmiechała się trochę nerwowo ale jak zwykle szczerze. W poprawianiu co rusz obrusa na stole i kwiatów w wazonie dopatrzyli się, że czeka na bardzo ważnego gościa.
W końcu rozbrzmiał dzwonek do drzwi... wszyscy z zaciekawieniem wyglądali z korytarza aby zobaczyć dla kogo się tak dziś cały poranek przygotowywała.

- Witaj Leo...
 
Rhamona jest offline  
Stary 24-01-2007, 21:58   #3
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 1240 Bortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumny
Johny tylko zerknął na gościa i skinął mu głową.

- Czołem.

I schodząc im z wzroku szedł dalej z wielką tacą kanapek. Odtworzywszy drzwi wszedł do garażu w którym Alex i Jeremy pracowali od świtu. Od świtu gdyż poprzedniego wieczora dość skutecznie wybito im z głowy siedzieć po nocy. Odtworzywszy zobaczył parę stóp wystających spod samochodu który wczoraj zakupił za swoją emeryture.
„Obaj mają zajęcie. Ja mam samochód i szofera a Alex zarobi trochę dolarów. Obaj mają bzika na punkcie mechaniki więc się nieźle dogadają. Mam tylko nadzieje ze nie zrobią z tego jakiegoś wahadłowca czy też odrzutowca.”

- Śniadanie. Wyjść mi z tych smarów i śrubek przemyć ręce i do żarcia. Jak znam życie to nic nie jedliście od rana. A Francis ma gościa więc zjemy i pogadamy sobie tu. Mam nadzieje ze lubicie kanapki śmieciowe. Czytaj z tym co było pod ręką. A i uprzedzając pytania. Tak wszystkie koty żyją.

I z smakiem zabrał się za jedzenie kanapki jednocześnie obserwując wyłażących z różnych zakamarków samochodu chłopaków.

- Francis ma gościa więc spokojnie i bez zbędnych hałasów.

Spojrzał na samochód.


- A tak właściwie to co wy z nim robicie? Przecież działał.
 
__________________
Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.— Cyceron
Mędrzec jest mędrcem tylko dlatego, że kocha. Zaś głupiec jest głupcem, bo wydaje mu się, że miłość zrozumiał.— Paulo Coelho
Bortasz jest offline  
Stary 24-01-2007, 22:41   #4
Ćwierćkrwi Szatan
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 6231 Krakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputację
Po chwili spod samochodu wyczołgała się jakaś postać. Z trudem dało się w niej rozpoznać Aleksa. Był umorusany od stóp do czubka rozczochranej czupryny. Jego flanelowa koszula w kratę wyglądała teraz tak, jakby dokładnie wyszorował nią cały samochód łącznie z podwoziem i silnikiem. Po jego minie było widać, że nic a nic się tym nie przejmuje. Uśmiechając się szeroko wstał i spojrzał na Johna.

- No wiesz... Może i działał, ale zawsze może działać lepiej.

Chciał poklepać maskę samochodu, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie jak brudna jest jego dłoń i cofnął ją.

- A przynajmniej mógł, bo teraz zostało nam już niewiele rzeczy, które moglibyśmy poprawić, prawda ?

Spojrzał porozumiewawczo na Jeremy'ego, po czym zaczął się rozglądać za czymś, czym mógłby wytrzeć ręce. Szmata leżała tuż pod jego stopami, więc podniósł ją i zaczął energicznie pocierać oburącz. Niestety była już tak brudna, że nie przynosiło to wielkich efektów.

Podszedł do Johna i rzucił okiem na tacę.

- Wygląda smakowicie. A z tymi kotami to nawet tak nie żartuj. Francis zrobiłaby nam Dies Irae gdyby coś im się stało.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej i położył ścierkę na półce.

- No dobra, lubię zapach smaru, ale na apetyt nie robi jednak zbyt dobrze. Chcial nie chcial trzeba się doprowadzić do porządku. Idziesz Jeremy?
 
__________________
Jesteś ciągle młody, dopóki potrafisz pokazać swój wiek na palcach jednej ręki. Binarnie.
Krakov jest offline  
Stary 24-01-2007, 23:31   #5
 
Ratkin's Avatar
 
Reputacja: 145 Ratkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znany
Garaż w którym stała Wołga oświetlało kilka lamp. Światła było chyba ż nadto do pracy ale domownicy przyzwyczaili się do tego że ich złota rączką nie lubił ciemności a pracować mógł praktycznie tylko w dobrym oświetleniu. Kilka stolików i szafek pod ścianami zajętych było przez rozmaite narzędzia i przedmioty niewiadomego zastosowania. Części od urządzeń optycznych, elementy chyba kamer lub aparatów cyfrowych stały tuż obok hodowli jakichś kolorowych kryształów. Powoli acz sukcesywnie dawny zakurzony garaż stawał się od czasu zamieszkania w tym domu Jeremiasza rodzajem warsztatu lub laboratorium. Nie żeby dało się określić czym zajmuje się właściciel, trudno to było sprecyzować biorąc pod uwagę rozmaitości na jakie można było tu trafić. Wchodzący tu domownik ryzykował natknięcie się na Jerego równie dobrze bawiącego sie wspomnianą hodowlą kryształów skanując ich strukturę wymieniającego uwagi ze swoim podręcznym komputerem co na pośpiesznie chowającego coś do szuflady. Nikt nie odważył się spytać co tam tak chowa. Tylko John uśmiechał się kiedy podczas kolejnego śniadania na które zaspał ich nocny marek padały żartobliwe teorie na temat tego co może skrywać owa szuflada. Dla starego wojaka rzuciły się w oczy już za pierwszym razem narzędzie rusznikarskie. zastanawiało go tylko skąd je tak szybko wytrzasnął.

-Alex, podejdź jeszcze na moment, skoro to jedzenie to nie kot to nie ucieknie, skończmy robotę.
Jego upaprany wciąż w smarze kompan podszedł z powrotem do samochodu wiedząc że i tak niewiele już będzie teraz potrzebny i westchnął gdyż widok jedzenia przypomniał mu kiedy ostatnim razem coś jadł oraz to że jego kolega odgrażał się że musi dorwać nieco więcej sprzętu chemicznego bo te wszystkie napoje pobudzające są coś kiepskie i trzeba by nad nimi popracować. Podobny do palmtopa elektroniczny przyjaciel Jeremiego spoczywał na masce samochodu. Alex oparł się na chwile na niej i potrącił go łapiąc w ostatniej chwili i odłożył zadowolony że właściciel pochłonięty dalej gmeraniem w desce rozdzielczej nie zauważył tego.

Na razie wciskam pod maskę wszystkie bajery jakie mi naznosił Alex. Nie znam się na sportowych samochodach ale skoro te podzespoły działają w nich to w tym automobilu czemu miało by być inaczej?
-...
Tak, wiem że dostrzegasz to że materia z której zbudowali tego gruchota jest za słaba, też to widzę. Co z tego? Na razie wytrzyma.
-...
Nie, do cholery nie zamierzam jechać tym, to by było samobójstwo. Po jedzeniu wezmę się i drobie co potrzeba z mojego zestawu małego alchemika to się utwardzi. Ciężar chyba by też zmniejszyć trzeba?
-...
Czy nie? Ja się na prowadzeniu tego nie znam mówiłem! Ja w wojsku prowadziłem ciężarówki a w ogóle to wole jakoś napęd gąsienicowy.
-...
I co z tego że niszczy nawierzchnię? Skoro najczęściej można też zniszczyć innych ewentualnych konkurentów do użytkowania tej nawierzchni?
-...
- Alex raz po raz próbował przerwać tyradę technika ale ani razu mu nie wyszło. Ten człowiek był aspołeczny, owszem, ale kiedy takim był - był przynajmniej cichy. Kiedy stawał się być towarzyski stawał się lekko nieznośny.
-No Alex, podaj że mi jeszcze ostatnią śrubę od mocowania nitro bo się nie będzie trzymać a głupio żeby sięgać do schowka w ważnym momencie i nie znaleźć tam pokrętła od butli nie? No podaj że bo mi jednej brakuje już tylko?
-Jeremy, ja ci żadnej nie dałem śruby jeszcze od tego mocowania?!
-Nieważne, widać te co zostały z osłon podwozia pasowały.
-Nie mogły, wiesz o tym dobrze?
-Wiem, ale jakoś to sobie musze wytłumaczyć.
 
Ratkin jest offline  
Stary 25-01-2007, 06:32   #6
 
Esco's Avatar
 
Reputacja: 968 Esco ma wyłączoną reputację
Leo uśmiechnął się szeroko, zawiesił laskę pozłacaną rękojęścią na przedramieniu (wciąż jeszcze nie najlepiej mu szło chodzenie) i podniósł do góry bukiet róż, by wręczyć Francis. W zasadzie to przypomniał sobie o kwiatach tuż przed samymi drzwiami, ale umiejętnie połączone sfery pozwoliły mu stworzyć żywe, świeże kwiaty z niczego.
- Przyjechałem do Los Angeles jakiś czas temu i myslałem, że może wstąpię. W końcu tyle lat już minęło... - uśmiechał się cały czas. Był słoneczny, ciepły poranek. Wokół panowała cisza, przerywana tylko szelestem liści drzew, poruszanych delikatnym chłodnym wiatrem. Cała przyroda jakby uspokoiła się i odżyła po ostatnich ulewach. Sam Leo czuł się tak dobrze i lekko, jak nigdy. Spojrzał w błękitne niebo, po którym wiatr ganiał puszyste białe obłoki. Zdjął przyciemniane okulary i spojrzał na Francis. Nawet jego oczy zdawały się uśmiechac do niej.
- Zaprosisz mnie do środka?
 
Esco jest offline  
Stary 25-01-2007, 08:26   #7
Banned
 
Reputacja: 0 Rhamona nie jest za bardzo znany
Francis wzięła do ręki kwiaty uprzednio wpuszczając Leo do środka domu. - Piękne - pomyślała wdychając zapach róż.
-... tak sporo już lat minęło i sporo się też zmieniło, chodźmy do salonu - Francis pomogła Leo zdjąć płaszcz, powiesiła go na wieszaku w korytarzu i poprowadziła gościa przez Jadalnie do jej salonu.
- Całkiem ładna dziś pogoda, nieprawdaż? Od dłuższego czasu padało w LA, a dziś... i na dodatek w moich drzwiach pojawiasz się ty... Pewnie sprowadzają cię interesy służbowe? - włożyła kwiaty do flakonu i usiadła w fotelu, na przeciwko kanapy.
 
Rhamona jest offline  
Stary 25-01-2007, 09:24   #8
 
Bortasz's Avatar
 
Reputacja: 1240 Bortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumnyBortasz ma z czego być dumny
John wolał nie wiedzieć chwilami o czym ci dwaj rozmawiają ze sobą. Wyszedł z garażu, czego obaj nawet nie spostrzegli, wszedł po cichutku nie chcąc przeszkadzać Francis do łazienki i zabrawszy miskę z wodą mydło i ręczniki wrócił do garażu. Postawił do obok tacy z śniadaniem.
”Mam nadzieje że zauważą i nie będą wchodzić do reszty domu w tym stanie. Oraz mam nadzieje ze postarają się jakoś wyczyścić te ręczniki. Dobra czas pobiegać.”
John szczycił się swoją formą. I uwielbiał się nią popisywać. Z tego tez powodu gdy spostrzegł że ten jogging stał się popularny spróbował swych sił i w tej dyscyplinie. Z tym że podszedł do tego po swojemu i wyróżniał się z tego powodu od reszty lubiących sobie pobiegać. Po pierwsze buty. Gdy normalni ludzie biegają w Adidasach lub innych sportowych butach on ubierał buty oddziałów Desantowych. I doczepiał do nich małe ciężarki każdy 5 kilo. Na nadgarstki zakładał podobne. Dalej sam strój, gdy inni biegali w dresach on ubierał mundur jaki nosił w dżungli Wietnamu. Budził prawdziwą sensacje. Zwłaszcza gdy stwierdził ze lepiej mu się biega samemu gdyż reszta jest za wolna. Wszedłszy do swojego pokoju zerknął na biurko na którym leżało kilka książek. Prawo Karne dla początkujących, Metody śledcze policji obok nich leżały poradniki dla raczkujących w ekonomi. Francis cieszyła się gdy zajął się czymś innym niż przeglądaniem magazynów z bronią. Pamiętał jak jej tłumaczył że chciałby jakoś zainwestować swoją emeryturę a prawo i metody śledcze są mu potrzebne bo myślał o Agencji ochrony lub biurze detektywistycznym. Dobrze że nie wiedziała co oprócz tego planował. Ubrawszy się po cichu wyszedł na mała rundkę wokół paru ulic. Małą znaczy tyle co zwykle czyli dwanaście kilometrów. Zwykle pokonywał to spokojnym truchtem lekko powyżej półtorej godzinny. Teraz chciał jak najszybciej przetestować samochód więc lekko przyspieszy by wyrobić się w godzinę i ma nadzieje że chłopaki się ogarną w tym czasie. Gdy Francis i Leo byli zajęci sobą w salonie on wyszedł po cichutku zamykając drzwi za sobą.
 
__________________
Właściwością człowieka jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać.— Cyceron
Mędrzec jest mędrcem tylko dlatego, że kocha. Zaś głupiec jest głupcem, bo wydaje mu się, że miłość zrozumiał.— Paulo Coelho
Bortasz jest offline  
Stary 25-01-2007, 16:18   #9
Ćwierćkrwi Szatan
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 6231 Krakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputację
Alex obserwował jak Jeremy kończy pracę. Jego rola ograniczyła się w tej chwili do podawania pewnych części co jakiś czas. Nie odzywał się i nie próbował w tej chwili przedstawić swoich uwag, pomimo tego, iż jego towarzysz zamilkł i była ku temu okazja. Po prostu nie miało to wielkiego sensu. Nie dało się ukryć, że współpraca z Jery'm bywała trudna, a chwilami nawet bardzo trudna. Do jakiegoś stopnia Schenker nauczył się to akceptować, jednak teraz, gdy obiektem ich pracy stał się samochód... To zmieniało postać rzeczy. Każde słowo sugerujące choćby jego nieznajomość zagadnienia bolał go bardziej niż najgorsza obelga. Podobnie było wtedy, gdy chciał coś koniecznie powiedzieć, a nie dostawał takiej szansy.

Trzeba było jednak przyznać, że gdy już Jeremy pozwolił mu się wypowiedzieć to zwykle słuchał go i nie ignorował jego pomysłów. Nawet w tym przypadku, gdy było ich tak wiele. Poza tym, trzeba było mu przyznać, że w swoim fachu był prawdziwym fachowcem. Wystarczyło kilka minut opisu jakiegoś podzespołu oraz rzut oka na schematy znalezione w zasobach palmtopa i już potrafił stworzyć element nie tylko dorównujący, ale też nie rzadko przewyższający o wiele te dostępne zwykłymi metodami. Alex cały czas miał przed oczami ten niesamowity silnik, jaki stworzył Jery. "Dzieło sztuki" - jak sam o nim myślał.

Ponadto, tempo pracy, jakie udało im się osiągnąć było do prawdy imponujące. Gdyby Schenker musiał pracować sam, być może osiągnąłby nawet zbliżony efekt, jednak kosztowałoby go wiele tygodni mozolnej pracy, nie mówiąc już o kosztach... A tak, uwinęli się prawie ze wszystkim w zaledwie kilka godzin.

Jeremy nie odzywał się przez dłuższą chwilę, więc Alex podszedł do samochodu od przodu i spojrzał w jego reflektory niczym w oczy dzikiego zwierzęcia. Właściwie od zawsze tak je traktował. Przyglądał się "spojrzeniu" Wołgi z sentymentem wspominając swego Mustanga. Może nie było to to samo, ale jednak zdążył już polubić to auto. Miało charakter i potencjał. Wyczuwał to wszystkimi zmysłami i już nie mógł się doczekać, kiedy usiądzie za kółkiem. Stał niczym zahipnotyzowany, z oczyma wlepionymi w radziecki automobil i powiększającym się z każdą chwilą uśmiechem na twarzy. Zapomniał o głodzie i o wszystkim innym. Na ułamek sekundy cały świat przestał istnieć.
 
__________________
Jesteś ciągle młody, dopóki potrafisz pokazać swój wiek na palcach jednej ręki. Binarnie.
Krakov jest offline  
Stary 25-01-2007, 16:55   #10
 
Esco's Avatar
 
Reputacja: 968 Esco ma wyłączoną reputację
Leo usiadl w fotelu i zalozyl noge na noge.
- Interesy?... Tak, w pewnym sensie tak. - usmiechnal sie do Francis - Ale nie w LA. Powiedzmy, ze przenioslem cala dzialalnosc do krajow trzeciego swiata...
W tym momencie znajdujacy sie w wewnetrznej kieszeni Blackberry zagral cicha melodyjke oznajmiajaca, ze przyszedl wazny mail.
- Przepraszam na moment. - wymamrotal zaklopotany Leo. Francis w tym momencie pewnie pomyslala, ze on takze nic sie nie zmienil.

Potwierdzenie gotowosci przelewu 30,000,000 $ na konto Australian Aboriginal Health Foundation. "Niech Bog blogoslawi firmy tytoniowe" pomyslal Leo, gdyz pieniadze te byly dotacja od Golden Leaf Tobacco, w zamian za to, ze prawnicy Leo, odstapia od zbiorowego pozwu przeciwko firmie. "Alez poszlo latwo - pomyslal Leo". W rzeczy samej - wystarczylo tylko znalezc 100 osob z choroba serca, ktore maja ochote pozwac firme tytoniowa zadajac odszkodowania, ktore mialo zostac przeznaczone na cele charytatywne. Nie bylo to trudne, biorac pod uwage, ze Leo spedzil na oddziale kardiologicznym ostatni rok czasu i mial wsrod pacjentow na prawde mnostwo przyjaciol. Najlepsi prawnicy byli takze wniebowzieci na wiesc, iz moga wziasc udzial w najwiekszym pozwie przeciwko firmie tytoniowej w historii prawa i zgodzili sie pomoc mu w zamian za pokrycie samych kosztow sadowych. Na dodatek szczecie niezwykle sie usmiechnelo, gdy okazalo sie iz najwyzszy sedzia w LA, ktory mial prowadzic proces jest zagorzalym przeciwnikiem palenia tytoniu. Dla Golden Leaf Tobacco wybor byl prosty: 30 milionow na zaszczytny cel i pozytywny artykul w prasie na temat sumienia spolecznego firmy tytoniowej, albo 100 milionow na wyplate odszkodowan, plus kolosalne koszty rozprawy, plus artykul w prasie niszczacy wizerunek firmy po wsze czasy...

Leo wciaskajac jeden przycisk odpowiedzial krotka wiadomoscia, ktora juz wczesniej mial przygotowana na ta okazje: "Panie Prezesie, prosze przyjac najserdeczniejsze podziekowania dla GLT, w imieniu moim i calej Fundacji. Mam nadzieje uscisnac Panska dlon i podziekowac osobiscie podczas uroczystej gali AAHF wreczenia czeku w Sydney. Niech panscy specjalisci od PR skontaktuja sie z dzialem prawnym fundacji. Leo King, Przewodniczacy Zarzadu AAHF."

- Wybacz Francis... - wszystko zajelo mu moze z 5 sekund, ale wiedzial jak bardzo nienawidzila tego.
- A co u Ciebie? Nadal zyjesz z opowiadania ludziom historii o wrozkach i elfach? - zazartowal. - I kim jest ten John, z ktorym mieszkasz? Zdaje mi sie ze juz go spotkalem. W szpitalu, tutaj w LA. Ale nie jestem pewien.
 
Esco jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166