Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-11-2007, 18:00   #1
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17252 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
[sesja otwarta] Mroczne Wieki

Dziś wieczorem bal nad bale
Przybędzie nań gości moc
Gwarno będzie niebywale
W tę czerwcową, ciepłą noc!

Od kilku dni już na zamku w Narcyzowie trwały przygotowania do ogromnego przyjęcia, jakie para książęca postanowiła wydać dla co znamienitszych rodów ziem polskich. A i nie tylko dla nich! Od tygodnia goście bowiem przybywali nawet z najdalszych terenów Europy, wraz z całą obstawa dworską. Na szczęście czego jak czego, ale miejsca w Narcyzowie nie mogło zabraknąć. Choć gród nie był może tak urokliwy jak Gniezno czy Kraków, to sama posiadłość księcia liczyła sobie setki hektarów i miejsca było zaiście pod dostatkiem.

I oto dzień balu nadszedł.
Wraz z zachodem Słońca, we wszystkich korytarzach zamczyska zapłonęły pochodnie, a z głównego budynku poczęły dochodzić delikatne dźwięki melodii.


Na sali balowej od razu zaczęli gromadzić się dworzanie i mniej znakomici goście, którzy nie mieli co liczyć na zapowiedź majordomusa. Ta była wszak zarezerwowana tylko dla najznakomitszych gości.

Wtem donośne trąby zagrzmiały, zagłuszając rozmowy, które od razu zresztą umilkły, podobnie jak i muzyka. Oczy wszystkich zwróciły się na wrota sali. Odźwierni z trudem otworzyli ciężkie drzwi, a majordomus gromkim głosem obwieścił:

- Księżna Lorianna z Piastów, gospodyni na zamku, pani naszych serc!

Tym wielkim słowom towarzyszyło pojawienie się niedużej, ciemnowłosej kobiety w biało-czerwonej sukni. Kiedy szlachcianka ruszyła przed siebie, szczególnie jej dworzanki spod pochylonych głów obserwowały pełną falbanek, uszytą na modłę francuską kreację. Musiała kosztować ze 3 wsie! Olbrzymie jej kształty tylko dodawały powagi i tak dumnej postaci księżnej, która bez pośpiechu, pełnym majestatu krokiem, zmierzała do stołu gospodarzy.

Choć zapewne nikt tego nie spostrzegł, na twarzy Lorianny przez ułamek sekundy zagościł grymas niezadowolenia.

Oto bowiem znów jej mąż – Bolko zapomniał się na polowaniu i wciąż nie zajął właściwego mu miejsca.

„Co za wstyd!”

Nie mając jednak innego wyboru, księżna postanowiła udać, że nic się nie stało. Uśmiechnęła się ze słodyczą do swych poddanych.

- Witajcie moi mili w tym szczególnym dniu! Dzięki opatrzności Pana udało nam się zgromadzić tutaj, by odnowić i budować więzi sąsiedzkie. Jako że nasz kraj, ojczyzna nasza chora jest i słaba, musimy ją uzdrowić! Musimy być sobie braćmi i siostrami, by naród polski znów stał się silny, a królestwo na nowo zjednoczone zostało!


Jak na komendę rozległy się oklaski i wiwaty. Lorianna pławiła się w nich przez chwilę, jednakże skromność białogłowy już wkrótce doszła do głosu i kobieta dała znak dłonią, aby zgromadzeni zamilkli.

- Noc młoda drodzy moi, lecz nie ma co jej marnować na czcze przemowy. Niechaj gra muzyka, a majordomus wprowadza szlachetnych gości!


I znów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, muzykanci poczęli grać na swych instrumentach, a słudzy i służki popędzili prosić na sale najwybitniejszych zaproszonych.

Księżna zaś usiadła na swym miejscu po środku stołu, z niechęcią spoglądając na miejsce obok, przeznaczone jej mężowi. Po chwili u jej boku zjawił się jasnowłosy młodzieniec, niosący specjalne wino. Wszyscy wszak wiedzieli, że pani Narcyzowa cierpi na jakąś południowa chorobę i jej napitek musiał być inaczej sporządzany.

Lorianna pokręciła przecząco głową.

- Nikt nie umoczy warg, dopóki pan tego zamku nie zjawi się na uczcie. - zarządziła stanowczym głosem.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 17-11-2007 o 18:22.
Mira jest offline  
Stary 18-11-2007, 15:40   #2
 
Szusaku's Avatar
 
Reputacja: 23 Szusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodzeSzusaku jest na bardzo dobrej drodze
Zamek zrobił na Laszlo większe wrażenie niż się spodziewał. Pomimo że prawie całe życie spędził w Polsce i przyzwyczaił się do wystawności i rozrzutności tego narodu, jego niedawny pobyt we Włoszech sprawił, że ponownie dał się zaskoczyć rozmachem balu przygotowanego przez księżną Loriannę.

Był w Narcyzowie już od paru dni. Poznał już lasy, pola i łąki przynależące do zamku, które były zaiste niezmiernie rozległe. Jednak w samym zamku spędził stosuknowo mało czasu. Już wkrótce miało się to zmienić.

Zresztą z tego powodu sporą część wczorajszego dnia spędził jeżdżąc ze swoimi ludźmi po przynależących do księcia Bolko terenach.

"List od Adama, zapewnił mi i moim ludziom miejsce na dworze, jednak nie mam co liczyć na bycie anonsowanym przez majordomusa." - Pomyślał, jednak bez żalu.

Wyglądał na bardzo zmęczonego, równocześnie skupionego do granic możliwości. Jego wzrok błądził po sali i po zgromadzonych w niej ludziach. Oczy spoczywały głównie na mniej znacznych gościach, członkach dworów, służbie. Omijał spojrzeniem tych, którzy mogli by uznać jego zachowanie za obraźliwe.

"Raport jaki wyślę panu będzi niezmiernie ciekawy. Już to czuję" - myśli zdawały się płynąć przez jego głowę, kiedy analizował oblicza zgromadzonych.

Dopiero wejście, księżnej Lorianny sprawiło, iż ślady wytężania uwagi zniknęły z jego twarzy. Śledził jednak niecierpliwie jej każdy ruch, jak gdyby próbował z jej ruchów wyczytać co go tutaj czeka.

"Przedstawienie się zaczęło" - pomyślał - "Najwyższa pora poznać aktorów.

Jego wzrok powędrował do wejścia komnaty balowej.
 
Szusaku jest offline  
Stary 18-11-2007, 15:43   #3
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Po chwili jednak wzrok zniecierpliwionej już księżnej znów zwrócił się w kierunku orkiestry i zatrzymał się tam na chwilę. Co do...- przyszedł jej do głowy zwrot niegodny kogoś jej pozycji- się tam dzieje?, pomyślała. Bo rzeczywiście, działo się coś dziwnego...

Zbrojny, odziany w solidną, ciężką zbroję stał przy grajkach i, mocno gestykulując i co chwilę klepiąc się po pasie, do którego przypięty był solidnej wielkości miecz, tłumaczył im coś. Nikt nie mógł pomylić symboli, które miał na sobie mężczyzna. Krzyżacy. A po chwili muzyka ucichła...

W tej samej chwili, ku zaskoczeniu chyba wszystkich zebranych na sali, główne wrota otworzyły się z hukiem, a zza nich wypadło kolejnych siedmiu rycerzy, w pełnym, rzec można- galowym, rynsztunku. Razem z "tym ósmym" ustawili się w dwa równe rzędy po obu stronach drzwi, przy tym rzucając parę słów do majordomusa. Ten pokiwał głową i, z twarzą skropioną delikatnie strachem, zwrócił się w kierunku obecnych na sali.

- Z dalekiej Akki, przedstawiciel Zakonu Krzyżackiego, wielki marszałekBurkhard Albrecht von Truttcheweitz!- zakrzyknął, a rycerze w jednej chwili wyrwali miecze i unieśli je ponad głowę wchodzącego właśnie do komnaty mężczyzny.

Spokojnym, pełnym pewności siebie krokiem zmierzał w kierunku Lorianny, zdejmując powoli z rąk rękawice, ściągając starannym ruchem hełm posłał do zebranych uśmiech, pełen pewności siebie, wręcz arogancki- jakby śmiał się z nich, szydził z ich podłości, prezentował im ich niższość.

Przyklęknął przy gospodyni, unosząc jej dłoń do pocałunku. Pocałunku, który od razu zwracał uwagę- trwał jakby za długo, był jakiś nienaturalny, jakby Burkhard wąchał jej dłoń, nie tylko całował. Chociaż kto wie, może po prostu zauroczyło go nieprzyzwoicie drogie pachnidło szlachcianki?

- Witaj, o pani...- szepnął, po czym płynnym ruchem wstał i dodał już zdecydowanie głośniej- Och, szykowałem mowę proszącą o wybaczenie mi mojego spóźnienia, lecz- jak widzę- nie ja jedyny przybyłem tu po czasie.- rzekł, wskazując na puste miejsce obok kobiety.

Po chwili rozsiadł się już na przygotowanym dla niego miejscu- niemal idealnie po drugiej stronie stołu. Widać było, iż z jednej strony traktowano go jako jednego z najważniejszych gości, z drugiej zaś... Nie chciano mieć go obok siebie. Nic dziwnego, pomyślał. Tego przecież oczekiwał...

Gdy zaś za plecami krzyżaka ustawiło się dwóch postawnych rycerzy z opuszczonymi przyłbicami (najwidoczniej ochrona), a jeden z jego ludzi dał znak orkiestrze, by ta zaczęła grać na nowo- von Truttcheweitz zaczął obserwować zarówno otoczenie, jak i potrawy zachęcające tylko do rozpoczęcia uczty...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 18-11-2007, 16:24   #4
 
Lukadepailuka's Avatar
 
Reputacja: 150 Lukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znanyLukadepailuka wkrótce będzie znany
Żelazna kula spadła z hukiem na drewnianą posadzkę. Emanuel spojrzał zdziwiony na nią i przypomniał sobie, że zapomniał postawić ją na podest. Kula zaczęła uciekać ku drzwiom, ale mag jednym prostym zaklęciem przyciągnął ją do dłoni i wsadził na swoje miejsce. Ktoś nagle zapukał do drzwi i czarodziej ponownie musiał odwrócić swoją uwagę od księgi.

-Panie?- Rozległ się głos jakiegoś młodego chłopca, najpewniej jednego z pachołków.

-Możesz wejść.- Mruknął i ponownie wrócił do lektury.


Zaskrzypiało.

„Muszę naoliwić te drzwi.” Rzuciło się na myśl dla maga.

-Słucham? Nie mam czasu teraz, więc mów zwięźle i szybko.

-Ja.. To znaczy- Zająknął się chłopak- chciałem przypomnieć o balu- dokończył zmieszany.

Emanuel zamarł. Jak mógł zapomnieć? Książe kazał mu przecież tam być. Miał się wmieszać w tłum i posłuchać jakiś nowych, ciekawych informacji. Podobno ludzie przy władzy powinni wiedzieć, więcej niż powinni. Podobno.

Zaklął tak, że aż dzieciak się przestraszył. Zaczął przewalać rzeczy w poszukiwaniu amuletu. Dzięki niemu nikt nie będzie w nim rozpoznawał maga. A przecież niektórzy boją się czarów. Ciekawe dlaczego...

Wreszcie odnalazł talizman za jedną ze starych ksiąg, odtrącił ramieniem dzieciaka i pędem pobiegł ku sali.

„Szaty” Przypomniał sobie i pacnął się otwartą dłonią w czoło. Miał już tego wszystkiego dość.


[MEDIA]http://www.paganini.com.pl/db/music/Rozni_wykonawcy_-_O_duszo_wszelka_2.mp3[/MEDIA]

Mag nie znosił przyjęć. Nie tych wyprawianych przez Lordów, Królów. Urodził się w biednej rodzinie i niektóre nawyki z dzieciństwa jeszcze pozostały. Miał szczęście, że uczył się tak pilnie magii, bo teraz mógł żyć w dobytku zamiast gnić w biedzie. Usiadł wśród dworzan.

„Za kogo by tu się podszyć?” Zastanawiał się.

Wtem rozległ się protest wielkiej trąby, której Emanuel wcześniej nie zauważył. Do Sali, dumnym i wyniosłym krokiem, weszła Księżna Lorianna. Cisza, aż dzwoniła w uszach. Minę z początku miała niemrawą, jakby się czymś zniesmaczyła, ale zaraz przybrała wyraz twarzy dobrej matki rodzicielki, jak to lubił zwać Emanuel.

Za ten sarkazm pewnie skończy niedługo na stosie...

- Witajcie moi mili w tym szczególnym dniu! Dzięki opatrzności Pana udało nam się zgromadzić tutaj, by odnowić i budować więzi sąsiedzkie. Jako że nasz kraj, ojczyzna nasza chora jest i słaba, musimy ją uzdrowić! Musimy być sobie braćmi i siostrami, by naród polski znów stał się silny, a królestwo na nowo zjednoczone zostało!

Emanuel nawet wcześniej nie zastanawiając się dołączył do klaszczących. Już się do tego przyzwyczaił.

- Noc młoda drodzy moi, lecz nie ma co jej marnować na czcze przemowy. Niechaj gra muzyka, a majordomus wprowadza szlachetnych gości!

I tak zaczęli wchodzić kolejni goście. Cóż za rozpacz było patrzeć na ich umalowane i rozpieszczone twarze. Nie, Emanuel nie lubił snobów. Wtem muzyka zaczęła od nowa grać i wszystkie przerwane rozmowy powróciły.

- Nikt nie umoczy warg, dopóki pan tego zamku nie zjawi się na uczcie. – zarządziła ponownie Lorianne stanowczym głosem.

„A, więc to dla tego Księżna miała taką niemrawą minę” Zamyślił się czarodziej, mrużąc przy tym oczy, jak zwykle zresztą.

-Nie widziałem jeszcze pana twarzy. Można spytać, skąd się pan wśród nas wziął?- Zapytał gruby jegomość, który zaciskał zęby, zapewne, z głodu.

-Ależ oczywiście, że można. Kto pyta nie błądzi- uśmiechnął się sztucznie Emanuel.- Jestem Adam z Lubawy. Był może pan kiedyś w tym pięknym miasteczku? Radzę kiedyś przyjechać. Można tam dużo zwiedzić.- Powiedział przyjaznym tonem mag- A co pan sądzi o tym przyjęciu?

-Jeszcze jadła nie podali to co ja mam sądzić? Książe Bolko się spóźnia, a przecież to on sam wszystko zorganizował. Wydaje mi się to...- Mówił dalej ów człowiek, ale czarodziej już dawno go przestał słuchać. Nurtowało go bardziej, czemu nie ma jeszcze gospodarza.

Wtem coś wyrwało go z zamyślenia. A raczej ktoś...

Mężczyzna stał przy grajkach i coś do nich mówił gestykulując przy tym żywo. Mag podniósł się powoli co na szczęście nie wzbudziło większego zdziwienia, bo i większość reszty gości powstawała z miejsc.

Do sali wpadli jeszcze jego żołnierze i wszyscy razem podeszli do majordomusa. Rzucili mu kilka słów, a tamten pokiwał skwapliwie głową.

- Z dalekiej Akki, przedstawiciel Zakonu Krzyżackiego, wielki marszałek Burkhard Albrecht von Truttcheweitz!- zakrzyknął, a rycerze w jednej chwili wyrwali miecze i unieśli je ponad głowę wchodzącego właśnie do komnaty mężczyzny.

Tamten spokojnym i powolnym ruchem ruszył ku Księżnej.

"Spopielę go" Postanowił mag i już szykował się do zaklęcia, gdy tamten padł na kolana i pocałował w dłoń Księżną. O ile można było to nazwać pocałunkiem. Powiedział kilka słów na które mag nie zwrócił już większej uwagi, po czym wraz z ludźmi zajęli miejsce przy stole.

Czarodziej spokojnie usiadł na swoim miejscu.

"A może Książe kazał mi tu się pojawić, bo mam ich przed czymś bronić?" Zaczął od nowa rozmyślać Emanuel, patrząc przy tym podejrzliwie na Krzyżaka.
 

Ostatnio edytowane przez Lukadepailuka : 18-11-2007 o 18:57.
Lukadepailuka jest offline  
Stary 18-11-2007, 16:47   #5
 
Macharius's Avatar
 
Reputacja: 117 Macharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znany
Zza drzwi do sali balowej nagle rozległ się donośny śmiech, śmiech szaleńca, tubalny śmiech który bardziej by przystoił bojarowi z Rusi zaczął powoli przechodzić w piskliwy chichot i wtem umilkł jak nożem ucięty. Drzwi otworzyły się i za nimi stanęła dumna i poważna postać.
- Przybył Obłąkany Książę! - szepnął tłusty szlachcic jednak zdaje się że wszyscy to posłyszeli ponieważ chwilowo zapadło dziwne milczenie. Książe Sandomierski odziany był w bogate szaty, na kubraku miał wyszyty herb Piastowski a na szyi zawieszony duży, srebrny krzyż z rubinem pośrodku, na jego bokach wygrawerowana była po łacinie modlitwa "Ojcze nasz".
-Książę Jakub z rodu Piastów, pan na ziemi sandomierskiej! - krzyknął herold.
Jakub podszedł powoli i dumnie do [/b]księżnej Lorianny[/b],wykonał pełen dworski ukłon, uniósł jej dłoń i ucałował lekko. Tworzył pozory wyjątkowo poważnego jednak w jego oczach aż nazbyt wyraźnie widać było czające się szaleństwo. Szybko dało się zorientować że jest on zdolny do wszystkiego, nawet do najbardziej dziwnych zachowań. Podszedł do swojego miejsca przy stole i nim usiadł złożył palce i gwizdnął przeciągle i prawie natychmiast zza drzwi wyleciał mały, pokraczny błazen Obłąkanego Księcia znany jako Krasnal bo i w istocie był on karłem, szybko podpełzł do nóg swego pana i zaczął skakać to w te to wewte wymachując swym berłem na którym zawieszone były martwe szczury. Jednak sam Jakub zdawał się nie zwracać na niego najmniejszej uwagi. Usiadł na ławie i czekał na wydarzenia.
 
Macharius jest offline  
Stary 18-11-2007, 18:14   #6
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Burkhard Albrecht von Truttcheweitz

Co by nie powiedzieć o Burkhardzie, z pewnością nie była to osoba, której łatwo było dogodzić. Wbrew przeciwnie- marszałek był wiecznie niezadowolony, wciąż narzekał, wciąż potrafił się czegoś doczepić. Najmniejsze nawet uchybienie lubił uznać za obrazę jego osoby, każdy losowy wypadek był czymś wymierzonym nie tylko przeciwko niemu ale i przeciw całemu Zakonowi, który reprezentował. Na wejście Jakuba zareagował więc tylko prychnięciem, lecz gdy pojawił się ten obrzydliwy karzeł, Krzyżaka poniosły już nerwy.

- Skandal!- zakrzyknął i w tym samym momencie uchyliły sie główne wrota- widać, zgodnie z umową, jego ludzie uważali na każdy krzyk pana, by w razie czego ruszyć mu z pomocą- Toż to hańba i sromota! Na coś takie zezwolić, o pani? W obecności dam, w obecności mężów świętobliwych, takie plugastwa prezentować? Czy mamy to wszyscy rozumieć jako zniewagę, jako obrazę naszych godności i okazania braku szacunku księstwom i zakonom, które reprezentujemy? Bo jak inaczej interpretować przyzwolenie na skakanie małej pokraki między osobami naszego stanu?! Niechaj ten twór, ta bestia nieboska czym prędzej opuści tą komnatę, bądź i lepiej ten świat, bo nie ręczę za nerwy swoje i za słowa, które usłyszy ode mnie sam Wielki Mistrz!

Stał wyprostowany, prawą dłoń trzymając już na rękojeści miecza, wzrok swój wbijając w Jakuba. Za nic miał sobie informacje, które zdołał uzyskać o tej osobie, nie obchodziły go słowa o potędze "Obłąkanego Księcia". Zdawał sobie bowiem także sprawę ze swojej siły i zamierzał ją wykorzystywać tak często, jak to tylko możliwe...
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 18-11-2007, 18:55   #7
 
Marcellus's Avatar
 
Reputacja: 51 Marcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodzeMarcellus jest na bardzo dobrej drodze
W czasie gdy rycerz Krzyzacki wyglaszal swe oburzenie w sposob dosc typowy dla rycerstwa do sali wkroczyla postac ubrana w brazowy habit z zaciagnietym na glowe kapturem. W przeciwienstwie do innych przybylych nie towarzyszyl mu poczet slug i zbrojnych. Towarzyszyl mu jedynie Bog , Jezus Chrystus i Duch Swiety.

Przekraczajac drzwi sali dal lekki znak heroldowi by ten nie obwieszczal jego przybycia. Fakt ze byl dosc wazna osobistoscia w okolicach nie zmienial faktu iz skromnosc jest cnota.
Z lekkim nie dowierzaniem spojrzal na orszak krzyzakow, wielu z nich trzymalo rece na rekojesciach mieczy. Niektorzy nawet wyciagneli je z pochew.

-Racz sie uspokoic zacny bracie. Nie godne jest zwracanie uwagi na rzeczy marne i nie godne twej uwagi jako Rycerza Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego. Ot zabawa glupcow ktora zniewaga jest jedynie dla samego ksiecia Jakuba nizeli dla Ciebie. Ja unizony sluga Bozy prosze cie bys wybaczyl to co uwazasz za afront i odstapil od zbrojnej interwencji. Jako iz nikt w tej sali w mieczu rownym tobie byc nie moze bylo by to bez sensu i calkiem nie po bozemu.
Mowiac te slowa mnich sciagnal kaptur i schowal rece w szerokie rekawy habitu.
 
Marcellus jest offline  
Stary 18-11-2007, 18:57   #8
homeosapiens
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Burkhard poczuł czyjąś silną dłoń wstrzymującą mu miecz od wyjścia z pochwy. Następnie poczuł na sobie spojrzenie czarnych jak antracyty i bezwzględnych oczu.

-Zachowaj powagę. Dyplomacja. Tolerancja. Nie słyszałeś co mówił świętobliwy? Jak słudze bożemu abominacyja nie przeszkadza, to tobie powinna?Przyszedłem tu radzić, a nie ciszyć durne awantury. Zrozumiano? No, głowa do góry i trzymaj fason.

Nieznajomy odszedł i nagle się zatrzymał. "Gdzie ja miałem iść?" Nie pamiętał. Szedł więc przed siebie, kopnął też przy okazji książęcego karła pod stół, by krzyżak dalej się nie frasował. Czarna zbroja pobrzękiwała z jego krokami. Nie zdejmował jej nigdy, jedynie na dzień - to był jego znak rozpoznawczy. Podszedł do księżnej i lekko skłonił głowę - bez żadnej uniżoności, a raczej z szacunku.

-Stawiłem się na wezwanie, Pani. Powiedział zmęczonym i znużonym lekko głosem. O cóż tutaj chodzi? Zjazdy, cudy niewidy, za tym zawsze się kryje jakaś większa kabała. Oświećże mnie więc!

Usiadł gdzieś obok księżnej i czekając na odpowiedź bawił się widelcem. Jak dziecko - to musiało wyglądać bardzo źle i o ten efekt mu chodziło. Czemu ktoś miał by widzieć w nim wytrawnego gracza? Spoglądał na księżną z zaciekawieniem - jakim cudem z takiej matki wyszła taka brzydula? Nie miał pojęcia i nie obchodziło go to. Miecz trochę swędział, przydało by się go wyciągnąć na jakąś okazję. Może coś rycerskiego? Turniej? Najpierw zobaczę co mi powie, potem pomyślimy.
 

Ostatnio edytowane przez homeosapiens : 18-11-2007 o 19:04.
 
Stary 18-11-2007, 19:26   #9
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 173 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś


Dlatego lubił mieć zbrojną przewagę. Często trafiały się tłumy inteligentów, dziesiątki "spokojnych dusz" i wielu rycerzy bądź duchownych, którzy jako argumentu używali stanu Burkharda- a w takich wypadkach ciężko mu było zadrwić z nich, oburzyć się bądź zatopić rozmówcę w morzu podejrzeń i pomówień. Zawsze jednak mógł wspomnieć o swoich ludziach i przy tej okazji od razu większość kłócących się milkło, rzucając coś tylko o spokoju i milczeniem przyznając rację wielkiemu marszałkowi. Taki wynik rozmów był jedynym dopuszczalnym dla tego człowieka.

- Ma broń mą sprawą jest, moja wiara również- lecz nie radzę ci jej kwestionować. Prawa nie masz uczyć mnie jak postępować, bo kimże jesteś? W bitwie u mego boku nie stałeś, w życiu mym przyjacielem czy bratem nie byłeś, nawet żydem co w zajeździe mi łóżko szykował nie jesteś- zamilknij więc, jeżeli mówić masz o rzeczach takich. A i tolerancja cnotą jest, i owszem, lecz nie dla pomiotu szatańskiego. Czyż tak samo mówiłeś, gdy muzułmańskie hordy nacierały na święte miasto? A czy ty, bracie w wierze- zwrócił się do duchownego- potrafisz się nie zgodzić ze słowami mymi? Nie chcę rozlewu krwi, chce jedynie poszanowania praw moich i obyczajów dobrych- a do nich nie należy sprowadzanie stworzeń nieboskich na przyjęcia, gdzie znajdują się osoby ważne i bogobojne. A, jak mniemam, takich tu nie brakuje!
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 18-11-2007, 21:29   #10
 
mataichi's Avatar
 
Reputacja: 112 mataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znanymataichi wkrótce będzie znany


Książe Bolko

Złoty wywinął ostatnią pętle w powietrzu i posłusznie wylądował na rękawicy swojego pana. Jak zwykle czekała na niego nagroda – kawał surowego mięsa. Ptak nie czekając dłużej łapczywie zabrał się za ucztowanie.

Powoli słońce chowało się za horyzontem drzew, co niewątpliwie oznaczało, że najwyższa pora na powrót do zamku. Książe spiął gniadego wierzchowca i ruszył kłusem w stronę grodu. Uwielbiał jeździć na polowania ze swoimi ptakami, miał ich całą hodowle i korzystał z każdej wolnej chwili, aby uciec od sztywnego pałacowego życia. Miał już wiele wiosen na karku, ale nadal nie mógł się odzwyczaić od podróżniczego życia, jakie prowadził w młodości. Czuł się wtedy wolny jak ptak.

Lekko zwolnił i zaczął uważnie nasłuchiwać – „Mógłbym przysiąc, że usłyszałem końskie parsknięcie, ale to pewnie tylko…” – nie zdążył dokończyć myśli, w odległości kilkunastu metrów przed nim dwie postaci zajechały mu drogę…zabójcy.

- Nie sądziłem, że ktoś jednak odważy się działać w sposób tak otwarty. Kto was nasłał, Brandenburgowie, Krzyżacy czy Czesi? – głos księcia brzmiał wyjątkowo dostojnie i doniośle co potęgowało jeszcze echo otaczającego lasu. Wielu było takich którzy chcieli śmierci Bolka, szczególnie teraz przed balem na którym być może zapadną ważne decyzje dla przyszłości kraju.

Nie spodziewał się odpowiedzi i nie dostał jej, zamiast tego trzeci jeździec pojawił się za jego plecami i rozpędzając się zamachnął się na księcia potężnym mieczem. Ostrze klingi przeszyło jedynie powietrze nad pochyloną głową księcia, ten ułamek sekundy wcześniej wypuścił Złotego, który zniknął błyskawicznie na tle już ciemnego nieba. Pochylony w siodle ruszył galopem skręcając w dziką leśna drogę.

Słyszał za sobą okrzyki asasynów i bicie własnego serca. Byli blisko, ale Piast miał nad nimi przewagę, wychował się polując w tym lesie i znał każdy jego zakątek. Okrzyki oddalały się i gdy Książe myślał już, że zgubił oprawców usłyszał świst grotu i cały świat zawirował mu między oczami. Jego wierzchowiec oberwał w bok i upadł wysadzając tym samym jeźdźca z siodła.

Bolko zerwał się na równe nogi i doskoczył do leżącego konia. Zdobył się na spory wysiłek i wyciągnął spod niego włóczeni która mimo upadku na szczęście okazała się cała. Cień zbrojnego wyrósł z znienacka tuż obok księcia a jego potężny miecz po raz kolejny zataczał koło w powietrzu w poszukiwaniu głowy ofiary. Sokolnik cisnął włócznią w napastnika i uskoczył w bok. Zabójca prychnął krwią i spadł z konia.


Bolko przetoczył się parę razy i zatrzymał się na pniu drzewa. Gdy próbował się podnieść kolejny z napastników, zapewne ten który powalił jego rumaka celował w niego z kuszy. Był prawie bezbronny. Zdołał jedynie dmuchnąć w malutki gwizdek i niesłyszalny dla uszu zwykłych ludźmi dźwięk wypełnił powietrze.


Zabójca nie wiedział co się stało, Złoty spadł na niego niczym grom. Ciął i szarpał jego niechronione części twarzy swoimi ostrymi jak brzytwa szponami. W końcu napastnik uderzeniem ręki zrzucił sokoła ale Bolko nie zmarnował darowanego czasu. Szybkim pchnięciem wepchnął swój miecz aż po rękojeść w brzuch napastnika.
Zasapany Książe nie miał spokoju na długo, za drzew wyjechał kolejny jeździec ale tym razem na jego widok twarz władcy rozpromieniała. Trzymał on w ręku głowę ostatniego napastnika.

- Jak dobrze Cię widzieć przyjacielu – Był to jego dowódca zbrojnych i zarazem bezpośredni ochroniarz, cień który trzymał się zawsze w pobliżu księcia. – Krzesimirze skąd do licha wiedziałeś, że mam kłopoty?

-Nie wiedziałem, księżna się obudziła i rozkazała przypilnować żebyś tym razem się nie spóźnił na bal. – Mężczyzna o długich blond włosach i ogromnych krzaczastych wąsiskach wzruszył ramionami, obaj mężczyźni spojrzeli na siebie i wybuchli śmiechem.

- Ten chyba jeszcze żyje - Książe wskazał ręką zabójcę przebitego włócznią. Mężczyźni obrócili ciało asasyna i rzeczywiście jeszcze dychał choć w każdej chwili diabli mogli zabrać jego duszę.

- Kto was nasłał gadaj – Krzesimir próbował wydrzeć choć strzępek informacji z umierającego. Ten jedynie uśmiechnął się i wypowiedział swoje ostatnie słowa.
- Ta osoba będzie dzisiaj na balu – po czym zacharczał próbując się zaśmiać i wyzionął ducha.


***


Powrót zabrał księciu więcej niż myślał i był już poważnie spóźniony. Pośpiesznie przebrał się w stosowne ubranie i lekko kulejąc pojawił się w sali balowej w samym środku kłótni tak więc nikt na niego nie zwrócił najmniejszej uwagi. Przysłuchał się co też do powiedzenia ma pies na posyłki zakonu krzyżackiego i po chwili zabrał głos a cała sala momentalnie zwróciła wzrok w jego kierunku.

- Bacz świętobliwy bracie na swoje słowa bo to nie ty jesteś tu gospodarzem a jedynie gościem i niemądrze jest nadużywać czyjejś gościny. Ty sprowadziłeś tu cały oddział swoich rycerzy a Książe Sandomierski przybył wraz ze swoim błaznem. – Zrobił przerwę na głębszy oddech i rozejrzał się baczniej po sali po czym kontynuował - Ale jeżeli dalej obawiasz się małego karła, wystarczy słowo a moi najlepsi wojowie będą Cię przed nim strzec całą noc. – nie miał szacunku dla zakonu choć wiedział jaką siłą dysponowali pobożni braciszkowie. „To może być on, człowiek który nasłał na niego zabójców.”

Lekceważąc zakonnika podniósł kielich i spojrzał na ukochaną. Księżna z łatwością dostrzegła, że coś się stało, świadczyły choćby o tym liczne zadrapania na szyi Bolka.

- Najpierw chciałbym wznieść toast za panią tego zamku i wybrankę mego serca, za Księżną Lorianne. –Wzniósł kielich i wypił do dna jego zawartość, goście a przynajmniej większość z nich uczyniła to samo.- A teraz zapraszam was na wspólną biesiadę, jedźcie, pijcie i radujcie się.

Usiadł koło swojej żony i wbił wzrok w Burkharda, mogli teraz kontynuować tą śmieszną awanturę.
 
mataichi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:17.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166