Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Świat Mroku > Archiwum sesji z działu Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Świat Mroku Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie WoD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-10-2009, 19:41   #41
 
Lunar's Avatar
 
Reputacja: 363 Lunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetny
Konrad Wiktor Cherniszewski

Tak dla czystej przyzwoitości. By nie potracić tak głupio cnoty.
Pierdolona gotka stopiła się. Jej kończyny odrętwiały w drżących spazmach, aż padły pod kowadłem obezwładniającego letargu. Mogła jedynie czuć i obserwować jak zostaje powoli wyżerana. Konrad z hukiem padł przy niej po potężnym skoku od którego zatrzęsła się podłoga i ściany. Zgarbiony, pochylony pod trzaskającym sklepieniem. Był pełen nienaturalnego wigoru, gotów pomóc, gotów ją podnieść, zabrać w bezpieczne miejsce, gdzie wróciłaby do siebie.
- Kurwa! - pięść przykruszyła podłogę z mocarnym hukiem.
- Kurwa! Nie! Irmina! - wyciągnął przed siebie dłonie, jakby chciał ją dotknąć. Lecz była poza zasięgiem. Zacisnął jedynie dłonie w powietrzu, jakby z uczuciem straty.
Wtem Róża wyłoniła się z ciemności z połyskującą w żarze czerwonych iskier łysiną. Blada, o kamiennym licu. Byłaby porcelanową lalką, gdyby jej twarz nie poruszyła się w grymasie i krzyku. W ciągu ostatnich tygodni zamierały w niej resztki człowieczeństwa. Przypominała ofiarę chemii w czasie ostatniej przedgrobowej kuracji. Nieświadomą dziewczynkę, którą onkolog kieruje do anestezjologa tylko po to, by zwolniono ją do domu i naładowano prochami. Gównem które pozwoli jej spokojnie pogodzić się ze światem i po katolicku kopnąć w kalendarz. Wypełni przecież jedynie roczną statystykę czterech tysięcy Polek umierających na raka.


Ale nie..
Nieżycie zajebało nowotwór u podstaw. Nieżycie było doskonałą chemią. Lepszą niż prochy na bazie czerwonego jak Vitae, owocu cisu. Jajnikowego samobójcy.
Konrad był gotów, mimo iż przepełniało go odczucie przejmującego żaru wżerającego się w jego martwe tkanki z jakby nieuchwytnym, diabelskim sykiem. Jakby sam czart oczekiwał na jego duszyczkę, kiedy wybije jego godzina, stanie się pieprzonym prochem.

- Ksawery?! Co on tutaj robi?! - Wiktor był zaszokowany. Jego mentor, który lubił trzymać się z dala i go olewać, sam się wybrał w teren. Co za pojebana noc. W krakowską północ musi być cholernie nudno skoro pół światka się tutaj gromadzi.
- Cholerni Ventrue. Cholerne rzymskie kapucyny. Masturbanty. Sarmaci jebani. NOPowcy kurwa. Jak na inteligenta to aż dziw, że ten się nie opierdala tylko potrafi wejść do środka..
Bluzgał, sunął resztką korpusu towarzysza, objął go pełniej i podniósł. Nie było to czyste i higieniczne. Ale kiedy już się leżało kilka metrów pod ziemią z trupami, to ściskanie Ksawerego było czystą rekreacją. Nawet teraz, nie mógł odpuścić sobie ironii.
- Panno Grażo. Opuszczamy lokal.
 

Ostatnio edytowane przez Lunar : 10-10-2009 o 19:49.
Lunar jest offline  
Stary 10-10-2009, 21:37   #42
 
Szarlej's Avatar
 
Reputacja: 1451 Szarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumnySzarlej ma z czego być dumny
Uczucie lotu... Wiatr we włosach... Uczucie wolności, wzlecieć w przestworza niczym mityczny Ikar, wyrwać się od brudu cywilizacji i wyścigu szczurów, zerwać więzy krępujące nasze jestestwo... Daniel bynajmniej o tym nie myślał lecąc, na jego twarzy najpierw wyryło się zaskoczenie a potem złość, w umyśle pojawiły się pierwsze niecenzuralne słowa... i wtedy wpadł na linie wysokiego napięcia łącząc się z nią niczym...
Krótko mówiąc poraził go prąd a potem spadł z wysokości paru metrów łamiąc sobie żebra od wysokości. Skórę miejscami miał zwęgloną do kości, szok wywołany nieprzyjemnymi wydarzeniami sprawił, że nawet nie zauważył, że przez pewien czas był przylepiony do podłogi.
Leżał patrząc w gwiazdy i przeklinał własną głupotę. Czemu nie mógł sprawdzić dachu na spokojnie już po zatrzymaniu pociągu? I kto do diabła go zatrzymał? Bynajmniej nie skorzystał na zwiadzie. Ledwo wyszedł z życiem i stracił swój nóż. Powoli wstał opierając się na łokciu. Zmusił ciało do zaleczenie poparzeń i złamanych żeber. Rozejrzał się. Neony, budynki o jakimś przemysłowym przeznaczeniu przerobione na dyskotekę - był w dzielnicy węży. Genialnie. Lustrował okolicę dalej. Siatka oddzielająca miejsce w którym leciał od torów, diablo wysoka siatka. Jak on ją przeleciał? Tego nie wiedzieli nawet najstarsi górale. Budynki które zidentyfikował na stare magazyny kolejowe były w remoncie, widać i tu miała powstać dyskoteka. Te już przerobione działały pełną parą, granicą między starym a nowym, odremontowanym i remontowanym były bajerki. Ktoś tam chyba przy nich stał i pilnował, chyba...
Assamita już miał wstać gdy usłyszał ruch. Jakaś blond-cizia poprawiała właśnie bluzkę i nieśpiesznie szła w kierunku barierek. Chodź raz los uśmiechnął się do Assamity wystawiając mu bukłak pod nos. W umyśle Daniela zaiskrzyła ostrzegawcza lampka. Dziewczyna na pewno nie była tu sama, okolica była zbyt niebezpieczna. Żołnierz miał mało czasu, musiał szybko działać nim blondynka zniknie, a krwi mógł niedługo potrzebować. Postanowił działać. Momentalnie rozpłynął się w powietrzu*. Miał zamiar rozejrzeć się czy nikogo nie ma, ogłuszyć blondynkę, zawlec ją w ustronne miejsce i tam spić. Postara się zostawić trochę krwi a potem zastrzelić dziewczynę pozorując tym samym zabójstwo. Gliniarze powinni mieć małą zagwozdkę czemu ktoś zabił tipsiarę przy pomocy wytłumionej armaty.

*niewidoczność 2
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline  
Stary 15-10-2009, 20:48   #43
 
Ratkin's Avatar
 
Reputacja: 146 Ratkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znany
Konrad

Było wiele odgłosów które w tej chwili chciałby usłyszeć Konrad. W zasadzie całe spektrum można by powiedzieć, z wyjątkiem tej jednej rzeczy. Odgłosu eksplozji.

Wybuch nastąpił gdzieś na wysokości "normalnych" kondygnacji. Zapewne instalacja gazowa, wspomagana jakimś ładunkiem wybuchowym. Pytanie brzmiało czy to był wypadek, że zapłon nastąpił właśnie teraz? Ci którzy czekali na górze, o ile oczywiście faktycznie to zrobili, dobrze musieli sobie zdawać sprawę że sfora Konrada jeszcze nie zdążyła uciec z „bunkra” pod właściwą kamienicą.

-Kurwa, to głupota jest, czy już zdrada? – Konrad wypluł drobiny tynku którego olbrzymia, zasnuwająca wszystko wokół chmura właśnie zalała klatkę schodową, do której właśnie wszedł. –Kheeeem eekhhh…. –próbował coś dodać, jednak nie wyszło mu to zbytnio. Ledwo utrzymał się na nogach, kiedy uderzył w niego silny prąd powietrza płynącego z góry. Dopiero po kilku sekundach zrozumiał że powietrze które wciągał dotłuc by mówić, składało się obecnie w większości z pyłu, za to nie zawierało już w ogóle tlenu.

Konrad obejrzał się i dostrzegł miotającą się po omacku Graże. To znaczy dostrzegł rozmyty kształt nieco ciemniejszy od reszty syfu w którym oboje dosłownie pływali. W tej właśnie chwili, walczyła z gazeta, bądź fragmentem książki który trafił ją w twarz. Wkurzona, zerwała go wreszcie z siebie i papier zniknął, wciągnięty przez zasysający wszystko w głąb sali prąd powietrza…


-Żyjesz? –kaszlała w jego stronę.

Konrad odpowiedział jej zgodnie z prawdą – że owszem, nie.

-Bardzo zabawne. Kurna, przynajmniej zgasiło płomienie…


Alicja

Młoda Lasombra tkwiła w nie mniej krepującej sytuacji. Dokładniej rzecz ujmując, unosiła się w powietrzu, głową w dół, jakieś trzy metry przed czołem lokomotywy. Unosiła się, trzymana przez silne, choć niekoniecznie męskie ramiona. Ciężko określić płeć Otchłani, z której przyzwała odruchowo ratujące ją w tej chwili macki.

Ze spokojem i gracją obracając się do nieco wygodniejszej pozycji, sprawdziła stan swego kombinezonu. Niestety, odłamków szkła nie udało się uniknąć, co sprawiło że jej lateksowy „kubraczek” dorobił się kilku dziur. Trzy macki, niczym czarne jak smoła szarfy wiły się wokół niej kiedy opadła na dach wagonu, strzepując z siebie okruchy przedniej szyby.

Kiedy próbując pokonać narastającą w niej irytację – bo przecież Lasombra nie mają czegoś takiego jak rwąca się ze smyczy Bestia – i strzepnęła ostatni, wyimaginowany odprysk z ramienia, dostrzegła winowajcę swojego obecnego stanu, wspinającego się na siatkowe biegnące wzdłuż torów ogrodzenie…

Marlena i Hamid


Tzimisce zdecydowanie gorzej przyjął uderzenie. Niemniej, wyglądał na nadmiernie skołowaciałego, nawet jak na osobę która właśnie przeżyła wypadek kolejowy. Wstał niczym bezwolny automat i dopiero po kilku sekundach zdawało się że na dobre odzyskał świadomość…



Jego dziwne zachowanie nie umknęło uwadze Nosferatki, ta jednak miała obecnie większe zmartwienie. Chciała tylko się rozejrzeć. Okolica była teraz ku temu bardziej stosowna, gdyż za sprawą łuny i rewii barw tworzonej przez stroboskopy i lasery, wyszli z krainy opanowanej przez mrok. Nie oczekiwała, że coś wypatrzy, pobieżnie rzucając wzrokiem raz w lewe a raz w prawe okna, jednak wreszcie mogła w ogóle coś wypatrywać.

Nosferaci dobrze czuli się w cieniu, a nie w ciemnościach jak w tyłku starego sczerniałego do cna Assamity…

Teraz stała lekko zaskoczona, gdyż z jednej strony pociągu, tuż za ogrodzeniem oddzielającym ich od Setyckich „włości” przebiegło kilku ludzi. Trzymane przez nich przedmioty nie wróżyły niczego dobrego, aczkolwiek fakt że zatrzymali się i czaili obierając za cel kogoś innego niż oni, nieco ją pocieszył…

Z drugiej jednak strony, i to dosłownie, jej wyczulone zmysły dostrzegły mały cień, wspinającego się z trudem na ogrodzenie człowieka. Sokoli w tej chwili wzrok Marleny dostrzegł że uciekinier odziany był w ciemnogranatowy mundur.

Mundur charakterystyczny oczywiście dla pracowników Polskiej Kolejowej Patologii…

Daniel

Polowanie. Wreszcie coś co lubił. Już snuł mniej lub bardziej mądre plany pozbycia się ciała, kiedy ktoś sprzed nosa sprzątnął mu nie tylko skórę z nie upolowanego niedźwiedzia, ale w zamian zostawił jej mocno wkurwionego właściciela…

No…mmmm….misia…

-Całą noc się puszczałaś, ćpałaś i nic nie zapamiętasz. Znikaj w podskokach…-blond tipsiara ruszyła zgodnie z rozkazem, nie dość że ochoczo to jeszcze faktycznie nieznacznie przy tym podrygując.

Daniel stał oniemiały. Nie żeby stojąca nieopodal kobieta mu się aż tak podobała, jednak stał mimo to oszołomiony jej widokiem. Wężowa skóra i natarczywie wpychanie do głowy że coś jest dobre, fajne i się podoba – tak, tego Daniel spodziewał się po Setytach i najwyraźniej nie miał się tej nocy zawieść…






-Och, miło mi powitać gościa w naszych skromnych progach… a już obawialiśmy się że nikt z was nie zawita u nas w tą długą noc.-kobieta, czy raczej dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, jednak szybko wyraz jej twarzy przerodził się w odrażający grymas.

-Doskonale! Te cioty z Camarilli nie zaspokoją mojego apetytu! Dalej! Brać go, ku chwale Pana Burz!!!


Kobieta dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Nim jednak zniknęła, zaśmiała się i ku mieszance obrzydzenia i strachu ze strony Daniela, wyrzygała przed siebie spora, bo z pewnością mierzącą nie mniej niż cztery metry zielonkawo-czarną kobrę…






Daniel szybko ocenił sytuację. Wąż zapewne był sporym zagrożeniem, jednak raczej z racji nieznajomości tego, czego mógł się po tym stworze spodziewać, może to efekt magii, a może ghul pięknej Setytki? Ważniejsze jednak w tym momencie było pojawienie się trójki mężczyzn. Dwóch którzy wybiegli z za rogu magazynu stojącego na prawo od Daniela dzierżyli sporej wielkości pałki lub metalowe pręty i ochoczo nimi wymachiwali. Amatorszczyzna. Gorzej było z trzecim, uzbrojonym w jak się zdawało pistolet maszynowy.

Nie zdążył ocenić w jaki dokładnie. Broń w rękach napastnika już wypluła z swoje lufy w jego stronę Assamity ognisty język. Jak zauważył robiąc błyskawiczny unik, przestał słyszeć wokół siebie wszelkie odgłosy…
 
__________________
-Only a fool thinks he can escape his past.
-I agree, so I atone for mine.


Sate Pestage and Soontir Fel

Ostatnio edytowane przez Ratkin : 15-10-2009 o 21:00.
Ratkin jest offline  
Stary 17-10-2009, 01:24   #44
 
Fanael's Avatar
 
Reputacja: 23 Fanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodzeFanael jest na bardzo dobrej drodze
ALLAH UMMA INNI AS ALUKA KHAIRA HAAZAL YAUME FAT HAHU WA NUSRAHU WA AOOZUBIKA MIN SHARRI MA FEEHI WA AHARRI MA BAADAHU.
Głos który wydobywał się z gardła Tzimisce nie wróżył nic dobrego. Hamid podniósł się z podłogi wagonu... A raczej ten, który był Hamidem jeszcze kilka sekund temu. Uszkodzona twarz pokryta była dziwnymi liniami. Wzory linii i okręgów układały się w coś na kształt liter nieznanego języka i nadawały niepokojący ton jego słowom. Gdy wyprostował się, przez materiał na plecach koszuli przebiły się dziwne kości. Można by pomyśleć, że to połamane żebra, gdyby nie fakt,że wyrastały z łopatek. Istota odwróciła się powoli ogarniając wzrokiem krajobraz. W dłoniach trzymała szable, jedną z nich odwróconym chwytem. Wzrok zatrzymał się na Marlenie. Nawet przy bardzo dużym wysiłku dobrej woli nie mogła go ona uznać za spojrzenie znanego jej wampira. Źrenica zajmowała całe oko, a w panującym mroku dawało to upiorne wrażenie, że postać w ogóle nie posiada gałek ocznych. Szable wywinęły błyskawiczne młyńce, kreśląc w powietrzu skomplikowane wzory na milimetry przed twarzą oniemiałej Nosferatki i odcinając fragmenty wystroju przedziału.
- Jam jest Dżabra'il, posłaniec Jedynego, zwiastun śmierci. Usta pozostawały cały czas półotwarte, głos dobiegał jakby z głębokiej studni, a usta nie drgnęły nawet na milimetr - Strzeżcie się gniewu Jego, gdyż czyny wasze puste są, i nie ma w nich głosu Pana. Podążajcie za jego naukami, a dostąpicie zbawienia.
Głowa istoty obróciła się w tym samym kierunku, w którym przed chwilą patrzyła Marlena.
- Pójdź za mną, ty którą zowią Marleną, a która wątpi. Wrogowie wiary uciekają, gdyż ujrzeli potęgę modlitw. Rozpocznijmy dżihad i zaprowadźmy ład i porządek wyznaczony przez księgę, aby raz na zawsze uczynić tą ziemię miłą Panu.
Ten, który nazywał się Dżabra'il, lekko naparł na drzwi. Te jakby przerażone jego postacią otworzyły się z hukiem.
- Prorok radzi, aby zniszczyć gniazdo szczurów, przestraszyć jednego, a następnie podążyć za nim do jego kryjówki. Tam zamknąć wejścia wszystkie i oczyścić miejsce ogniem.
 
__________________
Księciu nigdy nie powinno brakować powodów, by złamać daną obietnicę.
Fanael jest offline  
Stary 25-10-2009, 15:20   #45
 
Lunar's Avatar
 
Reputacja: 363 Lunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetny
Konrad

- Cholender nagły.. - otrzepał skórzaną kurtkę jakby dbał w tej chwili o elegancję.
- Wybuch? To był wybuch?! Ehh.. - przeciągał błądząc między gruzem. Zasysające się przy pożarze powietrze, a teraz płonienie gasnące z powodu zanikającego tu tlenu. I Graża. Ona była teraz najważniejsza. Ona jedyna mu pozostała. I kawałek korpusu Ksawerija, który postanowił sobie uciąć drzemkę.
- Cała słonko? - rzucił. Objął go poważny strach, że gdy to wszystko się zawali, spędzi tutaj uwięziony dobre kilkanaście dni, aż strażacy odgrzebią go i zapakują w plastikowy worek. Mógłby doskonale udawać zmarłego. Nie! Odrzucił tę myśl. Tkwiące w nim emocji zabijały go gdy stał w miejscu. Musiał działać. Musiał działać. Musiał czynić, walić, uciekać, brnąć.


Rozglądał się uważnie, nieco spazmatycznie przenosząc spojrzenie z kąta w kąt. Popędził w stronę zawalonej drogi na górę i uparcie począł odkładać gruz za siebie. Nie przestawał. Nie znał teraz zmęczenia. Czuł jak nienaturalna siła napełnia jego ciało.
 

Ostatnio edytowane przez Lunar : 25-10-2009 o 15:23.
Lunar jest offline  
Stary 27-10-2009, 10:13   #46
 
Efcia's Avatar
 
Reputacja: 14986 Efcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputację
- Te, Ten Którego Zowią Dżabar Coś tam Coś Tam... -

Dlaczego oni do cholery jasnej nie mogą używać jakiś normalnych imion, typu Zdzisław czy Mieczysław?? I tu po twarzy Neferatu przemknął się uśmieszek na samom myśl jak by to brzmiało.
Jam jest Zdzisław, posłaniec Jedynego, zwiastun śmierci...
Zdusiła go jednak.

- Tu coś jest nie tak. Tam w oddali jacyś Ludzie, chyba, polują na coś. - Wskazała ręką na czających się w ciemnościach ludzi. - Pocieszające jest to, że raczej nie na nas.-

Marlena ruszyła za, no właściwie chyba za Hamidem, bo przecież jeszcze przed chwilą Hamid z nią był. Miała nadzieję, że to był on. To coś co teraz kroczyło przed nią nie było zbyt miłym widokiem. Wolała jednak Araba jako towarzysza, ale jak to mówią "na bezrybiu i rak ryba."

- Chyba musimy znaleźć pozostałych. Wiesz i Herkules dupa kiedy wrogów kupa. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?? - Przystanęła na chwilę, żeby przyjrzeć się wspinającemu się na ogrodzenie mężczyźnie. Bezwiednie wyciągnęła rękę w kierunku swojego towarzysza i pociągnęła za chustę, którą miał na szyi. Starając się aby spojrzał w kierunku mężczyzny na płocie.
- Patrz tam.-
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny
Efcia jest teraz online  
Stary 08-11-2009, 13:25   #47
 
Ratkin's Avatar
 
Reputacja: 146 Ratkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znanyRatkin wkrótce będzie znany
Konrad

Młody odszczepieniec czuł jak przepełniona witalna energią martwa krew niemalże znów zaczęła krążyć w arteriach. Gdzieś jednak na granicy percepcji, na podobieństwo dręczącego swędzenia chwilowo niedostępnej części ciała, brak tego świadczącego o życiu ruchu, doprowadzał go do wściekłości. Potrzebował tego poczucia ruchu i nie mogąc go odnaleźć w sobie, jak każdy Brujah starał się z wszystkich sił, by świat wokół niego zmieniał się i pędził. Cel nie był istotny, metody dowolne, liczyło się tylko działanie…

-Kurwa Kondziu! –dobiegł go przerywany pokasływaniem głos Graży. –O ja cię nie… Konrad pieprz to, choć tutaj! Nie uwierzysz co tu się wala po podłodze!

Zapał Konrada do „kreciej roboty” zelżał nieco po drugim obsunięciu się gruzu. Trzeciego razu wolał nie ryzykować, gdyż jak przypuszczał to kolejnym będzie miał problem z wydostaniem się z pod zwałów pokruszonych cegieł, betonu i resztek wykończenia zabytkowej kamienicy, która jak się zdawało miała lada moment runąć im na głowy.

-Konrad pieprz to! –rozdrażnienie, zrozumiałe jak dotąd u Grażyny nagle zmieniło swój charakter. Znał ją dobrze i zauważył zmianę tonu głosu. -Tu jest cug powietrza, ten cały syf gdzieś wywiewa, tylko gdzie, przecież tu musiało być drugie wyjście... –zdawało się że stara odwrócić uwagę od czegoś, przynajmniej tak wydawało się Konradowi…

Z góry dało się usłyszeć kolejne tąpnięcie, prawdopodobnie runęła kolejna kondygnacja budynku. Nowa fala rozpylonego w powietrzu tynku rozlała się po pomieszczeniu…

-Konrad cholera jasna uważaj! Ktoś mnie minął!!!
 
__________________
-Only a fool thinks he can escape his past.
-I agree, so I atone for mine.


Sate Pestage and Soontir Fel
Ratkin jest offline  
Stary 09-11-2009, 18:20   #48
 
Lunar's Avatar
 
Reputacja: 363 Lunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetnyLunar jest po prostu świetny
Konrad

Począł panicznie rzucać gruzem we wszystkie strony, byle tylko przekopać się jak kret, z uporczywością diabła. Wtem milcząca dotąd Graża poczęła kląć jak dawno tego nie robiła. Kiedyś by spojrzał na nią karcąco szklistymi oczami, mówiąc jak to jej nie poznaje, lecz teraz mu to wisiało. Częściowo. Jej zachowanie mimo sytuacji budziło w nim ukryte pokłady agresji.


Wśród pyłu coś się poruszyło. Jej zwid. Ona. Coś. Konrada opanowało pierw niezrozumienie dziewczyny. Kiedy zrozumiał, nie dowierzał. Kiedy zobaczył jakieś szmery, ruchy na własne oczy, wytężył wzrok nadludzko wyszukując śladów jakieś niepożądanej, nienaturalnej aktywności. Chciał szepnąć do Graży "Nie jesteśmy ty sami," lecz nie chciał w niej budzić większego niepokoju. Nie chciał także, by cokolwiek tam było, wiedziało, że zostało wykryte. Konrad mruknął jedynie niewyraźnie - Przestań świrować! Musimy się stąd wydrzeć.. - zakończył tonem rezygnacji, lecz wciąż zaniepokojony ciął spojrzeniem tumany kurzu.
Nie miało prawa nic tutaj żyć.
Nic oddychającego.
Nic żywego.
- Jakie drugie wyjście?! - Brujah był zbyt pobudzony, by myśleć. W tym samym czasie kiedy mógłby rozwiązywać tę zagadkę, błyskawicznie skakał wzdłuż ścian. Popukując jakby w poszukiwaniu echa i "tajemnych przejść," wśród ścian, tłukł w nie zaciśniętymi pięściami sypiąc pyłem, okruchami i gruzem. - Jakie kurwa przejście?! Nie mogę tu dłużej być!
 

Ostatnio edytowane przez Lunar : 09-11-2009 o 18:22.
Lunar jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166