Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-03-2012, 22:14   #21
Moderator
 
Campo Viejo's Avatar
 
Otto z łokciami wspartymi na ławie obgryzał piąty z kolei udziec kurczęcy ze spokojem słuchając towarzyszy, choć zdawać się mogło, że większą uwagę poświęcał dla drobiu. Kiedy wszyscy zabrali juz glos, uprzednio odgryzione chrząstki rzucił pod stół dla żebrzącego psiaka i beknął przeciągle ukontentowany z obrżarstwa, które nie zdarzało się ostatnio nie często na najemniczym wikcie.

- Dobrze matula pichci. - w podzięce skinął głową Urlyce, która pełna nadziei załamywała ręce w kącie.

Zważywszy podzielone zdania kompanii los jej syna zdawał się wisieć zamiast na belce szafotu, to na łasce najemników, której miarą miała być chciwość.

- Sprawę pokpiliśmy i trza to przełknąć jak słodką wódę. - skrzywił się na myśl o trunkach dobrze urodzonych. - Najeli my się postawić hultai pod sąd, a nie żeby najmowaćsię dla banitów jako ich sąd sprzedajny... Reputacja droższa od takich pieniążków panowie. Grubemu się upiekło na razie, ale my przez to z gęby dupy se robić nie winniśmy...

Ulryce słowem nie skomentował jej zapewnień o pokładach dobra drzemiących z szemranym synowcu. Jak każda matka ślepa była z miłości do potomstwa i smutno Normalverbrauchowi było na myśl o własnej matuli nieboszczce.Wyprowadził ją z izby zmykając w kuchni z nakazem modlitwy żarliwej do Ulryka, jakby tylko bogowie mogli cokolwiek w jej położeniu syna pomóc.

Potem, coby nie wysłuchiwać dalszych podjudzeń jeńca, zdzielił go raz i poprawił drugi, by go skutecznie ogłuszyć. Kiedy pewność miał, że jego słowa nie będą posłyszane przez nieporządne uszy, półgębkiem powiedział do towarzyszy.

- Wypuścić go możem tylko po to, coby za wabik robił w polowaniu a Grubego. Inaczej mnie w to nie mieszajcie, a jak przekupić się łachudrze dacie, to za jego pojmanie wy mi zapłacicie tyle co się należy, abym miał parę groszy zanim znajdę se drugą kompanię. Za dużo świadków naszego tałatajstwa zostawim za sobą aby świadczyć przeciwko nam mieli w ciężkiej godzinie. Za pomoc banitom sami wyjętymi spod prawa w jego świetle będziem. Za kilka koron więcej przechodził na drugą stronę nie chcę. Za pińćset to i może, ale nie za pińćdziesiąt...

To powiedziawszy poszedł przeszukać kwatery zajmowany przez awanturników Grubego. Wszak czasu nie mieli zabrać swego dobytku z zajazdu Ulryki, a teraz ich mienie stało się kompanii łupem. Kto wie, czy tam nie kryły się kiesy gangu z których Żak chciał się wykupić. Może jaka mapa do kryjówki łupów, gdzie bandziory ruszyły wkrótce goli i nieweseli. Sprzęt i broń drani też cos warta była jak i konie z wozem, czy czymkolwiek by nie uciekali przed prawem na szlakach.



* * *



Na propozycję starego kompana, którego nie znał pawie wcale, bo kiedy tamten odchodzi Otto dopiero co związał się z łowcami głów, przystał ochoczo. Przywitawszy się wypił za zdrowie brzuchatej synowej a przygotowanie się do podróży i ustalenie szczegółów zostawił mądrzejszym od siebie, gdyby ich droga miała być wspólną dalej.
 
__________________
"Lust for Life" Iggy Pop
'S'all good, man Jimmy McGill
FAQ

Campo Viejo jest offline  
Stary 26-03-2012, 11:46   #22
 
Tom Atos's Avatar
 
Obfity posiłek który Grubas im zapewnił nieco rozleniwił Magnara, a i piwo zrobiło swoje. Nie to by te nędzne ilości jakoś zaszumiały mu w głowie, ale nastroiły go błogo. Reszta dnia zapowiadała się tak pięknie, gdyby nie dwóch kompanów. Wpierw Imrak połaszczył się na okup, czym nieco zdziwił Gimbrinsona. Krasnolud zastanowił się chwilę.
- W sumie racja. Nijakiego słowa Todbringerowi nie dawaliśmy. Ale Julius to obwieś. Nagrodę za jego łeb nie wyznaczono, bo śpiewał w nocy po pijaku budząc sąsiadów. Czy takiej łajzie można ufać? Nie ma co z nim w interesy wchodzić, a i nasza reputacja ucierpi jak weźmiemy jego brudne pieniądze. Kto nas później wynajmie? A w naszym fachu renoma to grunt. Połaszczymy się teraz na parę marnych koron, a więcej stracimy w przyszłości.
Argumentował starając się przekonać Imraka do swych racji. Nim jednak ustalili co i jak zrobić z Juliusem wrócił Iwein ze swoimi żałosnymi pretensjami. Magnarowi najzwyczajniej w świecie nie chciało się walczyć, ale skoro kumpel prosił …
- Honorowy pojedynek z zielońcem? Kpisz? Chcesz mi dać w pysk? Masz jaja żeby mi grozić? To stawaj. – Magnar wstał kładąc po kolei na stół swoją broń i rozbierając się.
W sumie nie był nawet zły na Iveina. Z jego punktu widzenia mogło to wyglądać na pochopność. Mógł mieć żal i pretensje, ale powinien to okazać w bardziej stonowany sposób, bo braku szacunku Magnar nie mógł darować.
Po chwili obnażony do pasa z zaciśniętymi pięściami czekał na Iveina. Krasnoludzki sposób rozwiązywania konfliktów może był brutalny, ale skuteczny.
 
Tom Atos jest offline  
Stary 28-03-2012, 13:31   #23
 
Yzurmir's Avatar
 
Kapral, ty się zajmij naszym Żakiem — polecił Ivein. — Ja muszę dać jednemu krasnoludowi parę lekcji o znaczeniu taktyki.

Łowca ściągnął z siebie kolczugę, która z chrzęstem wylądowała na zastawionym jadłem stole, a po chwili dołączyła do niej skórzana kurtka. Alsburgczyk podwinął rękawy koszuli i stanął przed khazadem.
Wyciągnę ci tę brodę przez rzyć — rzucił, przyjmując postawę do walki. Widząc jednak, że nie uda mu się sprowokować Gimbrinsona do ataku, ruszył pierwszy.

Doskoczył zgrabnie do przeciwnika i wyprowadził proste uderzenie w twarz. Magnar był na to gotowy i bez problemu zablokował cios. Kolejne trafienia także zostały zatrzymane. Zawiedziony człowiek cofnął się parę kroków i zmienił taktykę, podskakując w miejscu, okrążając rywala, starając się go zdezorientować, gotowy wykonać unik w każdym momencie. Nowe podejście się sprawdziło, gdy krasnolud wyprowadził potężny cios w jego kierunku. Ivein wykonał sus w prawo i natychmiast kontratakował, uderzając z boku w prawe ramię i poprawiając raz jeszcze.

Trzeci cios został uniknięty, ale Ivein już czuł, że wygrywa to starcie. Niezgrabny atak, jakim odpowiedział khazad, w ogóle go nie musnął, z kolei łowca już wyprowadzał kolejne uderzenie. Magnar przyjął je na pierś i nawet nie mrugnął, to trzeba mu było przyznać.

Człowiek znowu oddalił się trochę i po chwili przysunął z powrotem, wracając do ofensywy, jednak nieoczekiwanie krasnolud rzucił się do przodu i zadał błyskawiczny cios. Zanim Ivein zdążył zareagować, okropny ból przeszył jego brzuch i skręcił wnętrzności, aż odebrało mu dech. Ze stęknięciem upadł na ziemię i obraz mu się rozmył, gdy próbował pochwycić powietrze. Po kilkudziesięciu sekundach niemoc minęła, ale wciąż go rwało.

Magnar podszedł do niego i wyciągnął rękę, więc człowiek splunął krwią na ziemię, złapał przyjazną dłoń i z trudem wstał. Bolesnym krokiem, na wpół zgięty, doczłapał do stołu i usiadł na krześle, a na wprost niego usadowił się Gimbrinson.
Gdzie się nauczyłeś tak walczyć? — zapytał.
Och… — stęknął pobladły Ivein. — Wiesz, jakoś tak… Jest dużo okazji na trakcie. Ale to w wojsku musiałem podłapać sporo umiejętności. Było tam paru prawdziwych zawodowców. Ty za to masz niezły cios. Nie spodziewałem się…

Wyciągnął rękę, aby chwycić kufel piwa, który podsunął mu krasnolud, ale zamiast tego złapał się za brzuch, odwrócił i zwymiotował na ziemię za sobą. Skończywszy, wytarł usta rękawem.
Chyba sobie darujemy rewanż — stwierdził.

Magnar poklepał przyjaźnie człowieka po plecach:
Hehe. No tośmy się dogadali. Swoją drogą miałeś dużo racji, ale widzisz jak usłyszałem, że ktoś z balkonu zaczyna negocjować z Grubym, to żem pomyślał że zieloniec się wywinie. A ja tego gnojstwa nie mogę zdzierżyć. Kiedyś orki… khem... — Magnar chrząknął nagle w kułak.
Co Ci będę opowiadał… stare dzieje. — Przez twarz krasnoluda przebiegł cień i Gimbrinson zamilkł na dobre.
 
Yzurmir jest offline  
Stary 29-03-2012, 21:40   #24
 
kymil's Avatar
 
Parę godzin wcześniej, stołówka u Ulriki

Po przyjacielskiej wymianie ciosów pomiędzy krasnoludem a człowiekiem, ciężki nastrój w grupie najemników prysł jak czarodziejską różdżką odjął. Tylko Ivein pojękiwał z czasem doceniając żelazną pięść Magnara. Jednak uraczony przez krasnoludzkiego towarzysza łyczkiem wybornej middenlandzkiej gorzałki powoli zapominał o małym zatargu.

Również Julius zwany Żakiem nietęgą miał minę, gdy dowiedział się, że nici z ugody z napastnikami. Mimo lamentów matuli Ulriki Gotte z Imrakiem bez ceregieli podźwignęli opryszka na nogi, wzięli po drodze zakrwawiony skalp Razga Półorka i udali się do strażnicy w celu zainkasowania części nagrody.

Otto zwiedził z kolei stryszek, gdzie zgodnie ze słowami Ulriki, mieli swoje tymczasowe lokum bandyci Grubasa. Wraz z Vookiem przeczesali graty wte i wewte. Niziołek posunął się nawet do rozprucia paru sienników w poszukiwaniu ukrytej mamony. Ku rozbawieniu kaprala bez większego rezultatu niestety.

Myszkowanie przyniosło jednak wymierne efekty w postaci wrażego oręża: trzech cisowych łuków wraz kołczanami wypełnionymi po brzegi strzałami z puncmarką łucznika z Wolfenburgu, dziesięciu sztyletów, trzech mieczy i łatanej sakwy wypełnionej za to mile brzęczącymi trzydziestoma złotymi koronami. Widać było, iż złoto należało do Folgera, gdyż przy tym posłaniu leżały resztki niedojedzonego śniadania.

Gdy skończyli grabież, Otto uchylił lekko okno. Jak stwierdził zanadto waliło starym capem.


Karczma "Bergsdorf", późny wieczór


Kompani powspominali trochę stare czasy w towarzystwie Edgara. Przepili i przejedli trochę nowo zyskanego złota i udali wreszcie na zasłużony spoczynek. Następnego dnia rano, gdy tylko kur zapiał Edgar zapukał do ich dormitorium i zaprosił na śniadanie. Jak stwierdził:

- Jesteście od dziś na moim utrzymaniu, to nie będziecie żreć bele czego - jak powiedział, tak uczynił tylko uraczył ich zamówioną gotowaną kaszą ze skwarkami i pętami tłustej białej kiełbasy.

- Na drogę, nada się nam w sam raz, braciszkowie - mówił Stock wpychając raz po raz łyżkę do ust. - Droga nam wiedzie przez knieje. Ze cztery dni potrwa. W lesie nam wypadnie spoczynek. A wiadomo jak jest na trakcie?

- Wiadomo nie od dziś - czknął potężnie Ivein i dołożył sobie kolejną porcję.

Archibald, który do tej pory do nikogo się nie odzywał.

- Ja przez noc jednak przemyślałem sprawę i wrócę do Grodu Wilka - spojrzał na lekko zdziwionych towarzyszy. - Wybacz, Edgarze, ale chcę skorzystać z innych uciech niż oferuje Twoje Kurtwallen. Co do nas Panowie, zlecenie wykonane, proponuję spotkać się za miesiąc. Zatrzymam się "Pod dziką gęsią". Znajdziecie mnie, jak zawsze - skinął głową na pożegnanie i poszedł się spakować.

Kompani Archibalda nie zatrzymywali. Wiedzieli nie od dziś, że czasem woli pobyć sam ze sobą.

- Młot Ci na drogę, Archi - palnął za nim Gotte i polał wszystkim wody z domieszką szałwi.



***

Wyruszyli niespełna godzinę później. Pożegnali mury miejskie, bogate podgrodzie i powoli zagłębiali w puszczę. W oddali na północnym wschodzie widzieli śnieżnobiałe szczyty gór.

- Góry Środkowe - mruknął do siebie Magnar, jak każdy khazad związany z górską dziedziną.

Jechali w dwa powozy. Jeden obładowany do granic możliwości wiktuałami i sprawunkami na weselicho według listy sporządzonej przez Panią Stock prowadził sam Edgar wespół z młodym pachołkiem o dźwięcznym imieniu Udo.
Na drugim zaś wozie bezczelnie wylegiwali się wagabundzi. To z ich powozu padały niewybredne żarty, przyśpiewki i paskudne rechoty, które u Stocka wywoływały wspomnienia z lat wojaczki, zaś u mijanych na gościńcu podróżnych powodowały żywsze bicie serca.
Droga wiodła im na północ, traktem do Middenheim. Jednak gdy słońce w południe piekło najsilniej, skręcili w iglastą gęstwinę, pożegnawszy się wcześniej z Archibaldem, który zeskoczył z kozła i ruszył szparko do przodu, pragnąc dogonić widocznych jeszcze na horyzoncie pątników Białego Wilka.

- Wiadomo, w kupie raźniej, bo kupy nikt nie rusza - rzucił wesoło Imrak na pożegnanie towarzyszowi. I tyle go widzieli.

Po chwili "Malowani Chłopcy" wędrowali rzadziej uczęszczaną leśną drogą.







Na nocleg zatrzymali się w malowniczej dolince, gdzie biło czyste źródełko niemożebnie zimnej wody. Awanturnicy zrobili mały zwiad, ale niczego podejrzanego, poza śladami dzikich zwierząt, nie odkryli.

- Niby tu na pozór spokojnie - wyjaśniał Edgar pykając wysłużoną fajkę - ale sami wiecie: "strzeżonego to i Ranald strzeże". Ostatnio to nam się po drodze napatoczyło dwóch bandziorów. Chcieli myto dla "Cysarza" pobrać. To i pobrali, ale kopniaki w rzyć, skurwysyny. Na psy, ten świat schodzi. Z kolei jakieś dwa tygodnie temu, nasz wioskowy gajowy, kum Liszka, na zwierzoludzi się natknął buszujących w ruinach Zamku Starego Liczyrzepy. Leśnik wdrapał się na drzewo i dwóch ubił, zaś trzeci dał nogę. Ale wiadomo w ilu wrócą jak biała zima przyjdzie? - splunął do dymiącego ogniska, które usiłował rozniecić niziołek.

Ciągnęli zwyczajowo słomki. Pierwsza warta przypadła Imrakowi.

Wiosenna noc, jak to w lesie, była wilgotna, a ziąb taki, że ząb na ząb nie trafiał w gębie. Toteż khazad, mimo futrzanej kapy, której użyczył mu Edgar, zmarzł na kość. Zeźlony brodacz poszedł się tedy przejść wokół trzech ognisk dla przymusowej rozgrzewki.

Mimo iż wyglądał jak niedźwiedź z puszczy, poruszał się w miarę cicho, lustrował wprawnie okolicę. Już miał zawrócić do swego posłania, gdy wtem w odległości piętnastu, może dwudziestu kroków dojrzał przykurczoną postać. Zmrużył oczy, ale im nie uwierzył.

Był to jeden ciemnozielony pokurcz z przekłutym nosem i uszami, który obserwował śpiących mężczyzn. By z jego ust nie dobywała się widoczna para, skurczybyk założył sobie szmatę na twarz. "Spryciula" - pomyślał Krasnolud i bezwiednie sięgnął po broń.









===

Arcturus proszony o nie postowanie.
 

Ostatnio edytowane przez kymil : 29-03-2012 o 21:53.
kymil jest offline  
Stary 29-03-2012, 22:21   #25
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Imrak widząc zagrożenie zamiast wszcząć alarm postanowił działać bardziej skrycie.
Obrócił się jakby nigdy nic i powoli podszedł najpierw do posłania Vooksa. Szarpnął za ramię a gdy towarzysz obudził się wyszeptał

- Gobliński wilczy jeździec przypatruje nam się z krzaków za nami. Podnieś się wolno i weź coś do strzelania.

Postanowił dla świętego spokoju obudzić jeszcze Otta. Większa ilość postawionych na nogi najemników to większe szanse, że szpieg się spłoszy a tego Imrak nie chciał. Z tego samego powodu nie budził na razie Magnara. Porywczy krasnolud mógł popędzić za zielońcem płosząc go. Dopadłby wilka i tyle go widziano. Lepiej było nie walczyć z całym plemieniem, które mógł sprowadzić.
Sam odwrócił się plecami do goblina jednocześnie szykując do strzału swoją kuszę.
- Któryś z nas powinien trafić- powiedział cicho po nosem do siebie.

Gdy był gotowy mrugnał porozumiewawczo do Vooksa i Otta i obrócił się mierząc do goblina.
 
Ulli jest offline  
Stary 30-03-2012, 06:45   #26
Moderator
 
Campo Viejo's Avatar
 
Otto ze zdobycznym sztyletem pod nagłówkiem, zawinął się w derkę uprzednio wbiwszy tarczę w trawę przy legowisku, coby mu ogień po ślepiach nie raził. Żar bił od trzaskającego z cichym sykiem z wolna palącego się ogniska. W taki ziąb rzycią do ciepełka obracać się ani myślał. Ucieszył się, kiedy nie padło na niego do pierwszej warty, bo spać mu się chciało nielicho. Ziewając przeciągle z zamkniętymi oczyma dumał nim sen go zmorzył po kolejnym przeżytym dniu najemnika. Oddawał go Ulrykowi.

Prócz nagrody za Juliusa i skalp hybrydy każdemu z nich wpadło po pięć złotych koron z kiesy Folgera, bo Normalverbraucher kosztem towarzyszy dla kilku złociszy wzbogacać się nie zamierzał, ani wstydzić przed Randalem za taki łup przekrętu nie warty. Więcej na próbę Ulryka wystawać też nie należało. Od kiedy na wojaczki drogę wstąpił próbując najemniczego chleba wychowany w starej wierze, szybko chłopak ze wsi znalazł si rozdarty między służba dla obu panów, z czego ani dumny, nie był, ani do czego publicznie przyznawać, ani choćby przed sobą szczerze nie zamierzał. Miast roztrząsać sumienie, kiedy poszedł na rynek spieniężyć oręż, który się ostał po przebraniu przez drużynę dla potrzeb oddziału, nie omieszkał wstąpić do karczmy „Kiszona Papuga”, gdzie przegrał cztery korony w tej osobliwej, brzydkich dziwek świątyni Randala, a piątą dał żebrakowi przy wejściu. Ot i tyle ostało się z Folgera połatanej kiesy, splunął na bruk.

Kiedy jednak wyszedł na plac z zamiarem pójścia do karczmy, gdzie czekał jego oddział, wzrok Otta padł na szary budynek opisany w kwadrat i otoczony wysokim murem. Czerwieńsze jeszcze bardziej się zrobiły Normalverbrauchowe wypieki po gorzałce, ale pewnym krokiem ruszył do świątyni. Wchodząc hełm zdjąwszy dyskretnie z głowy schował za pazuchą, tak aby go widać nie było i przekroczył próg surowej, kamiennej budowli. W głównej sali u stóp dzierżącego wojenny młot na tronie posągu Ulryka, u podnóżka którego leżały rzeźbione w skale wilki, płonął Wieczny Ogień w rytualnym zniczu ołtarza. Kapral wzroku nie podnosząc na oblicze tego, którego nawet założyciel Imperium wyznawał gorliwie chodząc między ludem śmiertelnym jako jeden z nich, drżącą ręką położył u stóp kamiennych schodów swoja niezawodną, wysłużoną kuszę. Czuł w kościach, że przebrała się miareczka i dłużej wodzić losu na pokuszenie nie chciał... Zwłaszcza kiedy podstępem, mało honorowym na dodatek, zajął się pojmaniem Juliusa pod miecz biorąc jego mamkę. Godny byłby to zaiste czyn w oczach Randala, lecz gniew Ulryka ściągnąć na siebie mógł niechybnie jednakowoż, toteż w geście dobrej woli, skruszony oddał broń tchórzów w ofierze. Potem wstając ostatnie tęskne spojrzenie pożegnania puścił starej kuszy i pewnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Już na placu wyjął zza pazuchy hełm i nasunął go na czoło puknąwszy się kułakiem w łeb aż zadudniło. Czego gały nie widzą tego duszy nie szkoda, jak to mawiała matula. Tego, że zastępstwo cisowego łuku, co wpadł mu w łapy niespodziewanie, pokryło się w dniu z wyrzeczeniem kuszy, Ulryk też wiedzieć nie musiał, a on głowy bogu tym zaprzątać wszak nie zamierzał.

Prawie zasypiał i tylko raz po raz rozbrzmiewające pierdy towarzyszy, po obżarstwie grochu z białą kiełbasą, mąciły inaczej spokojną noc, kiedy półprzytomnie skrzyżował place na obu rękach. Dzień oddawszy Ulrykowi, teraz noc powierzył dyskretnie i niby bezwiednie Randalowi.

Już olbrzymie jak głowa Ottona cyce Baśki wyskakiwały z dekoltu, kiedy został bezceremonialnie obudzony przez Imraka! Szlag! Szybko doszedł do zmysłów, kiedy dostrzegł to, na co Khazad zwrócił uwagę. Vooks też już nie spał. Stary brodacz nie był takie głupi na jakiego wyglądał każdy przedstawiciel tego ludu, co za wybiera życie drążąc podziemne tunele, za przysłowiowy zarodek złota gotowi przekopać Imperium w zdłuż i wszerz. Sięgnął po łuk i strzałę, ale dostrzegł, na jakieś dwa tuziny kroków dalej za skitranym goblinem, świecące w mroku ślepia.




Ot, wiadomo jeździec a za nim jego zwierz warował, ale przesądnemu Kapralowi krople potu na czoło wystąpiły, na samą myśl, że to może być grożący palec Ulryka objawiony w wilczym oskarżycielskim wzroku. Ani chwili się nie wahał posyłając strzałę w noc prosto miedzy ślepia, kiedy tylko krasnolud Druzd dał znaka. Szczęściem był pierwszy dzień cisowego łuku na stanie Normalverbrauchera. Nieobyty z konserwacją łuczniczego sprzętu, cięciwa nie została zdjęta w podróży, a broń dzięki temu gotowa do użytku bez mitręgi.
 
__________________
"Lust for Life" Iggy Pop
'S'all good, man Jimmy McGill
FAQ


Ostatnio edytowane przez Campo Viejo : 30-03-2012 o 06:56. Powód: niektóre literówki
Campo Viejo jest offline  
Stary 31-03-2012, 21:25   #27
 
Yzurmir's Avatar
 
Poprzedniego dnia Ivein wziął od Ottona jeden ze sztyletów należących do szajki. Miał kiedyś świetny nóż, ale złamał mu się jednego dnia przy pracy obozowej, a od tamtego czasu nie kupił nowego. Przy okazji, widząc, iż Kapral zamierza sprzedać łupy, poprosił go o kupno kastetu. On sam wciąż nie czuł się za dobrze po starciu z Magnarem i wolał odpocząć, toteż Otto się zgodził. Łowca miał nadzieję, że zanim dotrą do Kurtwallen wyzdrowieje, a wówczas kastet przyda się, jeśli trzeba będzie kogoś obić.

Spędziwszy większość podróży na wozie, nie był wieczorem szczególnie zmęczony. Z drugiej strony jednak nie chciał marnować czasu, zwłaszcza, jeśli i tak czekała go warta, toteż szybko położył się, przykrył płaszczem, zamknął oczy i zapadł w lekki sen.

Obudziły go wrzaski niziołka. Alsburgczyk szybko rozejrzał się, dostrzegając goblina i celujących w niego towarzyszy. Po sekundzie zauważył także drugiego zielonoskórego, głębiej w zaroślach. Wydawało mu się, że pozostali go nie widzą, co było całkiem prawdopodobne: Ivein leżał po drugiej stronie obozowiska i oglądał scenę pod innym kątem.

Kuszę pozostawił przezornie zaraz obok swojej głowy — podobnie zresztą jak sztylet — toteż natychmiast chwycił ją i usiadł, stękając cicho, jako że brzuch wciąż go bolał. Tym razem wycelował dobrze, po czym strzelił w ukrytego goblina, mając nadzieję, że poczwara go może jak dotąd nie dojrzała.
Są dwa gobliny! — krzyknął dopiero po wypuszczeniu bełtu i zabrał się za ładowanie kolejnego. Nie zamierzał biec w te krzaki; nie czuł się teraz wystarczająco dobrze, żeby walczyć w pierwszej linii.
 
Yzurmir jest offline  
Stary 02-04-2012, 11:27   #28
 
Tom Atos's Avatar
 
Nie to żeby jakoś specjalnie lubił Archibalda, ale spędzili razem na szlaku trochę czasu i Magnarowi zrobiło się jakoś markotno, że człowiek ich opuszcza. Miał jakieś takie przeczucie, że już się więcej z nim nie spotkają.
Póki co jednak nie miał powodu do narzekań. Opuścili mieścinę, jechali w stronę gór i na dodatek byli nieźle zaopatrzeni, no i nie trzeba było leźć na własnych kulasach. Tylko kulturalnie na wozie. Nic dziwnego że Gimbrinson w drodze raczył swoich kompanów wiązką krasnoludzkich pieśni biesiadnych, a jedna z nich zwana „Kurdesz” powracała kilka razy. Dzień chylił się już ku końcowi, gdy zatrzymali się na nocleg w dolince.
Magnar pamiętając, iż o tej porze roku ziąb ciągnie od ziemi okrutny wymościł sobie legowisko na wozie. Wdzięczny był losowi, że nie wyciągnął najkrótszej słomki i zaszczyt pierwszej warty przypadł Imrakowi. To dawało nadzieję na kilka godzin spokojnego snu. I rzeczywiście krasnolud spał głębokim snem sprawiedliwego pochrapując z lekka, gdy nagle w środku nocy zbudził go hałasem Niziołek, a potem Ivein.
- Wciórności. – mruknął zaspany Magnar sięgając po topór i rozglądając się komu przywalić za budzenie.
Okazało się, że winni są zielońce. Dwóch jeśli go wzrok nie mylił. Kompani właśnie szyli do nich z tego co który miał. Gimbrinson nie miał, a przecie jak idiota na będzie ganiał za goblinami po lesie.
- Obudźcie mnie jak ich będzie więcej. – zawołał do kompanów po czym z powrotem się położył.
Złożył brodatą głowę na worek z mąką i przykrył się derką. Jednak pod przykryciem w rękach tulił do piersi swój topór.
 
Tom Atos jest offline  
Stary 02-04-2012, 21:25   #29
 
Mantis's Avatar
 
Gotte na wieść iż Archibald Wosse miał opuścić ich szeregi, zareagował charakterystyczną dla siebie obojętnoscią. Wzruszył ramionami i pożegnał go w milczeniu.
W głębi duszy jednak się z tego cieszył. Podczas ostatniej akcji, Archibald nie zrobił nic. Opuścił swoje stanowisko, hasał za bandą - oczywiście nie łapiąc ich - i nic sobie z tego nie robił. Gotte już wcześniej przeczuwał że Wosse może podjąć taka decyzje. Od pewnego czasu zachowywał się nieswojo, cicho. Może trapiła go jakaś sprawa z przeszłości, kobieta bądź rodzina. Tego Gotte nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Nie obchodziło go to a swego dawnego kompana uważał za nie przydatnego - był nie praktyczny.

Czas na trakcie minął mu szybko. Pieśni Magnara bawiły człowieka. Zastanawiał się jak ktoś kompletnie nie umiejący śpiewać, potrafi swą pieśnią przyciągnąć uwagę. Cieszył się z tej wyprawy.
"Nareszcie chwila odpoczynku" - pomyślał

Po losowaniu pierwszej osoby na warte, Gotte odetchnął z ulgą. Noc była wyjątkowo zimna, a tropiciel pragnął tylko opatulić się kocem i zasnąć przy ognisku. Zawsze wolał zimne noce niż upalne. Gdy jest zimno można się opatulić, zwinąć w kłębek bądź przytulic do kobiety - "Alice...", pomyślał. Szybko jednak odegnał obraz jej twarzy w głowie.
Upał natomiast niesie ze sobą owady, tony potu i nieustanne swędzenie. Gotte ni cholery nie mógł zasnąć w upalne noce, teraz całe szczęście sen dopadł go szybko.

Mały krzyczał do śpiących kompanów. Gotte szybko postawił się na nogi lecz nie bardzo wiedział o co chodzi. Nienawidził tego stanu - kiedy człowiek wstaje przekonany że wie co robi a po 5 minutach nie pamięta kiedy się obudził - nie nawiedził kiedy go budzono z słodkiej drzemki.
Zobaczył jak Gimbrinson mamrocząc coś pod nosem kładzie się z powrotem spać. Potem ujrzał jak Ivein ładuje kusze (zawsze ma ją załadowaną wiec pierwszy bełt musiał już wystrzelić). Banici albo coś zielonego musiało być w krzakach.
Wziął łuk i napił strzałę (otrzymał wcześniej parę od Ottego, który znalazł je przeszukując pokój w karczmie).
Celował na razie w przestrzeń, mając nadzieje ze ktoś - banici albo zieloni - będzie na tyle głupi aby zaatakować ich obóz. Wtedy z nie ukrytą chęcią pośle im strzałę
 
Mantis jest offline  
Stary 05-04-2012, 22:37   #30
 
kymil's Avatar
 
Obozowisko, noc

- Wstawać! Napad! Goobliny! Morrduują! - krzyczał halfling tak, że pogłos niósł się po ciemnej kniei. Imrak dopadł towarzysza i potrząsnął jak szmacianą lalką, aby umilkł. "Nici z podstępu" - przebiegło krasnoludowi przez głowę.

- Stul pysk mały! - zakomenderował bezceremonialnie Stock. - Kto? Gdzie? Jak? Ciemno, nic nie widać! - jego głos zdradzał zdenerwowanie.

Pozostali rozbudzeni awanturnicy poderwali się jeden po drugim na alarm Vooksa i pozajmowali pozycje bojowe. Jedynie twardogłowy Magnar skulił się pod kocem i mruczał coś do siebie ignorując resztę.

Zrazu wydawało się, że to "zielona" zasadzka. Jednak gobliny prysnęły w głąb chaszczy w mgnieniu oka. Za nimi od razu poleciały bełty i strzały.

- Ha! - wrzasnął Ivein, gdy jedynie jego pocisk sięgnął celu. Zielony pokurcz zawył z bólu i padł na ciemny mech. Momentalnie zniknął im z oczu. W jedno uderzenie serca, dopadł go większy cień i pognał z karyplem w las cicho powarkując. Zaraz za nim skoczył drugi, nieco mniejszy, lecz i on po chwili zniknął. Nie pomogła nawet druga salwa strzelców. Ludzie nie widzieli w ciemnościach.

- Kurwa! - krzyknął Gotte - Wilk go zgarnął.

- Chrońmy wozy! - wrzasnął zachrypniętym głosem Edgar napinając cięciwę.

- Gdzie te gobliny Panie? - wytrzeszczał oczy Udo, trąc oczy.

- Tam! - pokazał niziołek chłopakowi. - Za tym bukiem! Uciekają, nie widzicie?

- Nie! - warknął zeźlony Ivein. - Ciemno jak w dupie...

- Były i się zmyły - machnął ręką kapral. - Zwiad jakiś, czy co?

- Możliwe - potaknął Edgar. - Ostatnimi czasy kręcą się koło naszych okolic ze trzy, może cztery większe bandy. Największą na szczęście Taala rozbiliśmy nieopodal gaju druidzkiego. Z pół roku temu. Bitwa pod Białym Dębem. Padł wtedy czarny ork H'agarha. Jego żołdacy rozpierzchli się tedy na zimowanie. Może to ocalały wilczy zwiad? - pozwolił wybrzmieć ostatniemu zdaniu.

Tej nocy nikt nie spał snem sprawiedliwego, ale nic więcej się nie wydarzyło.


***

Podróż trwała następne trzy dni. Nie spotkali też żadnego "ludzia" i "nieludzia", jak fachowo określił Stock. Pradawna puszcza władała tutaj niepodzielnie. Wędrowcy mijali ogromne pnie drzew, których nie tknęła nigdy siekiera drwala. Olbrzymie sosny i świerki, rosły wespół ze starymi bukami, olchami i dębami. Nie raz i nie dwa natknęli się na dziką zwierzynę łowną.
Parokrotnie musieli usuwać pnie powalonych drzew, których nijak nie było im wozami wyminąć.
Trudy wędrówki lekko obniżyły morale awanturników, więc Edgar odszpuntował antałek weselnej gorzałki. Animusz powrócił, więc w szeregi "Malowanych chłopców".

Wyjeżdżali właśnie z kolejnej doliny, gdy Edgar perorował:

- Będziemy dzisiaj na wieczór. Najpóźniej jutro z rańca. Zależy czy droga namokła po tych wiosennych deszczach. Ale się ludziska zdziwią, swoją drogą, gdy Was obaczą. Takiej świty w Kurtwallen dawno nie było, ha, ha. Ejże! Co to? Prr! - wstrzymał swój wóz.

W pobliżu słabo widocznej drogi w małej niecce na wznak leżał człowiek. Otto zeskoczył z kozła.

- Jeszcze dycha! Cały zakrwawiony jest- rzucił krótko i podniósł z ziemi, usadowiwszy na mchu nieopodal. Na ustach brodatego mężczyzny zbierały się krwawe bąble pękając przy każdym wdechu i wydechu.

- Wody masz. Pij - Ivein chciał pomóc rannemu, lecz ten odtrącił bukłak i wycharczał:

- Wilki... Kurtwall.... Zniszczyć.... Wola Ta.... Strzeżcie się.... - wymamrotał niezrozumiale mężczyzna i stracił przytomność.

Imrak obejrzał odzienie rannego.

- To jest duchowny... - orzekł.

- Dokładniej, kapłan Boga Lasu - przytaknął Edgar. - Tak blisko mojej wioski, ale tydzień temu go w niej nie było. Dziwne to wszystko.

- Spójrzcie lepiej na te rośliny - pokazał dłonią Magnar na krzaki nieopodal. - Są jakieś poskręcane, wysuszone. Jakby martwe. Mi się to niepodoba.

- Te rany. Te ślady. Też mi się kurwa nie podobają - mruknął Gotte pocierając kark. - Wygląda na to, że dopadły go wilki. Taki wilczy basior... tak... ważył z sześćdziesiąt kamieni. Niemal przetrącił chłopinie kark, spójrzcie. Nic nie rozumiem. Powinny go zeżreć prawda, a jest cały mimo że poharatany. Co tu się do cholery dzieje?

Puszcza szumiała nie udzielając odpowiedzi.



===


Wooku nie postuj.
 
kymil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2023, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172