Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-06-2013, 15:33   #1
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 959 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Warhammer II ed. - Bez względu na cenę

WARHAMMER II Ed.
“Za wszelką cenę...”

Wiosna była tego roku dość deszczowa. Wszędzie było mokro (o dziwo nie od krwi jak na Imperium przystało), a co drugi dzień z nieba padał ulewny deszcz. W karczmie “Przy szlaku” od niemal tygodnia stacjonował Kardel Hurd. Naczelny organizator wyprawy do Wyjących Wzgórz. Zajmował się tym co wychodziło mi najlepiej. Czyli piciem piwa i strzepywaniem popiołu z fajki, która regularnie przyzdabiała jego zadbaną brodę szarymi kropeczkami. Czekanie go nudziło. Jedynie wizja wykopaliska, na które przypadkowo natrafiono przytrzymywała go w tym miejscu. Musiał zebrać odpowiednią grupę najmitów, aby cenne znalezisko zostało odpowiednio zabezpieczone i wydobyte. Przez sześć dni nikt się nie zgłaszał. Khazad jednak ciągle miał nadzieję.



Siedział stukająć palcami o blat stołu.

Pierwszą osobą jaka odpowiedziała na zgłoszenie była Belem Dönitz. Kobieta ubrana w ciemnoniebieskie szaty z białymi zdobieniami wymieniła kilka słów z Kardelem. Khazad zerknął na rzuone przez białowłosą papiery na stół. Coś tam mruczał pod nosem, od czasu do czasu czytał na głos:
- Osoba będąca w posiadaniu tego dokumen.... bla bla bla... kolegium magii w Altdorfie... bla bla bla... poświadczam o kompetencjach panny Belem... pierdu pierdu podpisany niżej Kaspar Totenhott... bla bla bla .
Krasnolud zerknął to na właścicielkę papieru, to na sam dokument. Podniósł jedną z brwi, ponownie przyjrzał się to jednemu to drugiemu. Następnie powąchał pismo i burknął pod nosem:
- Nawet śmierdzi jak kolegialne papierzysko.
Ostatnimi czynnościami jakie wykonał khazad było odliczenie piętnastu złotych koron i wręczenie umowy do podpisania.


Kolejnym z chętnych na wyprawę był brat Esmer Kriegerisch. Tutaj krasnolud zachowywał się zupełnie inaczej. Pierwsze co zrobił, zaraz po przedstawieniu się Sigmaryty, to przywołał karczmarza, który momentalnie przyniósł do stolika dwa piwka.
- No to za sojusz naszych ras, przyjacielu! - wzniósł toast unosząc kufel wysoko i rozlewając część jego zawartości wokoło.
Gdy zauważył, że umowa, którą właśnie przygotowywał została zalana puścił krótką wiązankę przekleństw i począł spisywać kolejną. Wysluchując w międzyczasie tego co braciszek miał do powiedzenia. Po podpisaniu umowy, opróżnieniu drugiego kufelka i przekazaniu zaliczki braciszek mógł wrócić w spokoju do swoich zajęć.


W momencie gdy trzeci z przyszłych uczenistków wyprawy przeszedł przez próg oberży Kardel nie wiedząc nawet, że ma do czynienia z zainteresowanym jego ogłoszeniem zaprosił Firema do stolika. Pogaworzyli sobie po swojemu. O tym o czym krasnoludy lubią mowić najbardziej. Czyli inżynierii, piwie i jak to ich technologia przewyższa wszystkie inne. Gdy organizator całej wyprawy dowiedział się, że ma do czynienia z innym uczonym ucieszył się wielce. Na stoliku momentalnie pojawiła się butelczyna i dlugo tam nie postała. Standardowo tak jak w przypadku innych, umowa, zaliczka i czas wolny. No... i jeszcze kufelek na odchodne.


Para elfów, która zupełnie przypadkowo weszła naraz do oberży nie zadowoliła krasnoludzkich oczu. Kardel momentalnie przewrócił ślepiami, a następnie westchnął ciężko. Do karczemnej symfonii swierczenia pieczonego właśnie mięsa, gwaru i kroków oberżysty dołączyło stukanie khazada o stolik. Jego najgorsze obawy jednak spełniły się. Dwójka długouchych chciała zaciągnąć się do jego wyprawy. Krasnolud co prawda chciał znaleźć jakiś powód, aby nie przyjmować przedstawicieli wyższej rasy do swojej kompanii, jednak argumtenty Laurenora i Lonor były lepsze. Znawca historii i języka elfiego oraz doskonale poruszająca się po lasach łuczniczka. Musiał się zgodzić i jakoś to przeboleć. W końcu był khazadem nauki i nie mógł sobie pozwalać na jakieś tam rasowe uprzedzenia. Do sakwy elfów powędrowało po piętnaście złotych koron, a do torby Kardela dwie umowy. Tym razem obyło się bez kufelka.


Kolejną osobowiścią, która zawitała do oberży był Lothar von Reiner. Po krótkiej, ale bardzo treściwej rozmowie z Kardelem spisano umowę i wypłacono zaliczkę. Tak to jest z tymi inżynierami. Same konkrety, zero zbędnej treści, za wyjątkiem sporej ilości przechwałek. Zapalili sobie i wrócili do swoich spraw.



Średniego wzrostu mężczyzna, który po krótkiej rozmowie z karczmarzem przysiadł się do Kardela wyglądał na wojownika z południa. Było to ewidentnie widać po niego ciemniejszej karnacji i słychać w wyraźnie słyszalnym akcencie. Khazad przywitał się po Tileańsku z Ricardem, a następnie przedstawił po krótce cel wyprawy i należne obowiązki. Podobnie jak w przypadku innych kufelek, umowa, pieniążki.


Karczmarz był zdziwiony ile różnych osób nagle zaczęło odwiedzać jego oberżę i pytać o Kardela. Gdy oberżysta pierwszy raz ujrzał ogłoszenia myślał, że nie zgłosi się nikt komu życie miłe. Przez sześć dni nikt się nie zjawiał. Przeczuwał, że ma rację. Mylił się. W ostatni dzień znalazło się wystarczająco dużo chętnych.
Wyjące Wzgórza nie były niczym niebezpiecznym w mniemaniu Trygve. Przybysz z północy porozmawiał chwilę z krasnoludem, rzucił okiem na umowę, wypili trochę ale. Pożartowali sprośnie co wykrzywiło uszy elfim gosciom, a następnie wrócili do swoich spraw.


Tym razem rozmowa ciągnęła się dość długo. Kardel był niezbyt przekonany do umiejętności leczniczych Tupika. Wyczuwał jakiś podstęp czy dziwne gierki słowne. Spisywanie umowy zajęło krasnoludowi także więcej czasu niż w przypadku pozostałych. Starał się ująć wszystko tak dokładnie jak tylko się dało. Nie chciał zostać oszukany przez niziołka, o których miał już wyrobione zdanie. Co chwila gładził się piórem po brodzie, to zerkał na Tupika, to na umowę, czytał po kilka razy każdy paragraf osobno. Normalnie dokument sporządzany przez krasnoluda zajmował około strony dość sporym pismem. W przypadku niziołka ilość słów została niemalże potrojona, a Kardel ledwo co zmieścił się na kartce z ujęciem wszyskiego. Kufelek, pieniądze i ostatni z najmitów...


...który czekał już w oberży od kilkunastu minut. Wygolony łeb, śmród niedźwiedziego łoju, liczne tatuaże oraz potężne toporzysko. Nie trzeba było być ekspertem w zwyczajach khazadów, aby wiedzieć kim jest ów osobnik. Zabójca przysiadł się do Kardela i dość długo rozmawiali w ojczystym języku, starali się być cicho. Mówili dość mało i zastanawiali się jakby nad każdym słowem. W końcu zmienili nieco ton, uścisnęli sobie mocno dłoń i na stoliku pojawiły się kufle ociekające pianą, sakwa z złotem i umowa.


Korzystając z chwili, w której wszyscy z jego przyszłej kompanii byłi w oberży Kardel zabrał głos:
- Moi drodzy! Dziękuję wam wszystkim za przybycie! Jutro o świcie ruszamy w miejsce wykopalisk. Jest tam już kilku moich braci krasnoludów, którzy zabezpieczają teren jaskini i wokół niej. No! Także spakować wszystko co niezbędne, gdy słońce będzie już oświetlało naszą krainę chcę być już w drodze no! Każdemu zostało przekazane jaka będzie każdego no... funkcja!
Następnie ruszył w stronę schodów prowadzących na górę - do pokoi.
- Tego! No! Jakieś pytania? - zapytał obracając się przed wejściem na pierwszy szczebel.
 

Ostatnio edytowane przez Aeshadiv : 12-06-2013 o 16:12.
Aeshadiv jest offline  
Stary 12-06-2013, 22:56   #2
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 5177 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Lothar usiadl przy osobnym stoliku z zaliczka w sakwie po spisaniu umowy, Lothar mial byc inzynierem wedlug papierow ktore podpisal.
''Inzynier? Nie ma problemu, w koncu umiem naprawic kazdy problem. Techniczny i nie.'' Pomyslal i zamowil jedno jasne.
- Gospodarzu! Dzban jasnego!
Von Reiner potrzebowal tych pieniedzy bardziej niz chcial to przyznac i byl gotow pojsc w najglebsze i najciemniejsze tunele jakie wykopaly krasnoludy by je zdobyc, ale do tego potrzebowal czegos wiecej niz sakiewka z odrobina zlota i zapewnienie ze wszystko bedzie pod ochrona krasonludzkich wojownikow. Lothar potrzebowal broni, nagle von Reiner zauwazyl katem oka ze Kardel rozpoczal przemowe.
- Moi drodzy! Dziękuję wam wszystkim za przybycie! Jutro o świcie ruszamy w miejsce wykopalisk. Jest tam już kilku moich braci krasnoludów, którzy zabezpieczają teren jaskini i wokół niej. No! Także spakować wszystko co niezbędne, gdy słońce będzie już oświetlało naszą krainę chcę być już w drodze no! Każdemu zostało przekazane jaka będzie każdego no... funkcja!
Krasnolud wszedl na schody i zapytal.
- Tego! No! Jakies pytania?
Von Reiner rozejrzal sie po sali, nikt nie mial pytan, wiec Lothar podniosl reke i rozpoczal.
- Panie Kardel. Ja mam pytanie. Czy moze mi ktos wskazac gdzie w miescie moge kupic jakas bron? Jest to moj pierwszy raz w Miescie Wilka i przydaloby mi sie gdyby ktos wskazal mi kierunek do dobrego, uczciwego platnerza. Nie to ze nie ufam w wasze umiejetnosci bojowe. Tu Lothar spojrzal na wojownikow zatrudnionych przez krasnala. - Ale czul bym sie lepiej gdybym mial kawalek stali przy tylku.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 14-06-2013 o 16:57. Powód: zmienilem tresc pytania do MG
Baird jest offline  
Stary 13-06-2013, 18:00   #3
 
wysłannik's Avatar
 
Reputacja: 147 wysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znany
Do Middenheim przybył późnym popołudniem. Droga przez jeden z czterech krętych wiaduktów nie była wygodna ani szybka. Deszcz lał niemiłosiernie i ogrom wody spływał wiaduktem w dół, a kapłan szedł w górę, na Górę Ulryka. Na głowie miał zaciągnięty kaptur a jego ciało było skryte w ciemnoszarej opończy, jednak mimo to było widać kim jest. Zdradzał go nie tyle ubiór, ledwie widziany spod opończy, co wielki dwuręczny młot bojowy - charakterystyczny dla kapłanów z Zakonu Srebrnego Młota. Mimo bycia Sigmarytą kapłan został w mieście powitany nie tak źle, jak myślał że będzie. Middenheim było bowiem miastem potężnego boga, Ulryka. Co często spotykało się z niechęcią mieszkańców do kapłanów Sigmara.

Gdzieś nad Drakwaldem walnął piorun a jego dźwięk słyszany był aż przy schodach do świątyni Sigmara. Kapłan wszedł do środka powolnym ale pewnym krokiem. Na samym wejściu zdjął mokry kaptur i nie rozglądając się na zebranych ruszył na tyły świątyni. Za ołtarzem po lewej stronie znajdowały się drzwi do pomieszczeń kapłanów. Zanim doszedł do drzwi na przeciw wyszedł mu kapłan, świadczył o tym jego ubiór, typowe szaty kapłana Sigmara i podeszły wiek.
- Chwała Sigmarowi, bracie. - przywitał się stary kapłan - Co sprowadza do Middenheim brata z Zakonu Srebrnego Młota? - zapytał cicho
- Chwała Sigmarowi. - odpowiedział - Przywiały mnie tutaj ogłoszenia. W karczmach rozwieszane jest, że pewna krasnoludzka ekspedycja rusza w pobliskie wzgórza. Chciałem służyć im radą, wiedzą i młotem.
- Prawda to. Jednak podobno z jakiejś nieznanej przyczyny wielu chętnych nie ma. Nic mi do tego po prawdzie, ale może coś się zmieniło. Jednak - dodał po chwili - zmęczeni podróżą pewnie jesteście?
- Tak. Podróżuje już od kilku dni. Na całe szczęście udało mi się ominąć główny trakt i zagrożenie ze strony Drakwaldu.
- Świetnie. Zaprowadzę was do celi, dobrze? Później powiadomię opata i twoim przybyciu, bracie.
- Dziękuje. Prowadź w takim razie.

Cela, jedna z wielu w których mieszkali kapłani, była mała, co jednak nie dziwiło kapłana. Łóżko, biurko i szafa to jedyne meble, które się tam znajdowały. Mimo że do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, kapłan postanowił odpocząć i poszedł spać bez kolacji.

Przez malutkie okienko do celi wpadało nieco światła, co mówiło o tym że świta i wstać pora. Kapłan postanowił nie fatygować miejscowych kapłanów i zjadł śniadanie ze swoich zapasów a następnie udał się prosto do karczmy o chwytliwej nazwie Przy Szlaku.

W środku ruch był mały. Kapłan po króciutkiej konsultacji z karczmarzem szybko zorientował się jak wygląda Kardel Hurd. Podszedł pewnym krokiem do krasnoluda. Po zachowaniu krasnoluda było widać, że jest zadowolony z kapłana, nawet postawił mu piwo, które kapłan oczywiście wypił z krasnoludem. Kapłani rzadko pijali taki trunek, ale czysta, pitna woda była trudno dostępna a od dłuższego czasu kapłan nie miał nic mokrego w ustach, a poza tym jedno piwo nie zaćmi umysłu kapłana. Na krasnoludzką wiązankę przekleństw kapłan uśmiechnął się lekko, uświadomił sobie właśnie z kim będzie pracować.
- Nazywam się Esmer Kriegerisch. - powiedział na początek - Nie przejmuj się tym, bracie. - powiedział kapłan widząc zalaną umowę - Może to na szczęście. Nie miałem jeszcze okazji współpracować z przyjaciółmi Sigmara i Imperium - krasnoludami. Wierze że będzie dobrze nam się pracowało i wzajemnie nauczymy się wielu rzeczy i odkryjemy, co odkryć mamy i wykopiemy, co jest do wykopania. Zjawię się tu jutro przed świtem.
Jednak nim wyszedł usiał jeszcze przy jednym ze stolików by poobserwować nieco zbierających się na wyprawę.
 
__________________
Inkwizycja tylko wykonuje obowiązki, jakie na nią nałożono. Strach przed nią jest zbyteczny; nienawiść do niej, to herezja." - Gabriel Angelos, Kapitan 3 Kompani Krwawych Kruków.
wysłannik jest offline  
Stary 13-06-2013, 20:00   #4
 
vanadu's Avatar
 
Reputacja: 115 vanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znany
Droga uczonego krasnala dłużyła się niemożebnie, zwłaszcza na okazję pogody. Ferim kochał deszcz, a burzę jeszcze bardziej, ale ani jego buty, ani droga nie podzielały tego poglądu. dobrze chociaż, że księgi, dobrze zabezpieczone surowym płótnem, były bezpieczne od zawilgocenia. Niepokoiło go to gdyż był to obiekt jego wieloletnich prac... w większość. Mniejszość była równie ważna, zwłaszcza w kontekście emocjonalnym .


Godzina za godziną wlekły się i wlekły aż zmoknięty krasnal przybył do jakowejś dziury. Znaczy się miasto były nawet ładne, spore i na ładnej górze, w której na pewno świetnie się rozwijały kopalnie. Ale krasnoludzkie to to nie było. Z drugiej strony Middenheim miał jakieś tam zalety...Piwo mieli niezłe, o! To tak.

Ujrzawszy ogłoszenie na jednym z placyków Firem przestał na chwilę o znalezieniu piwa myśleć, a zaczął nad znalezieniem stosownego krasnoluda. No i piwa. Skoro był tam krasnolud to piwo też mieć musieli, to tak jakby gdzieś gdzie ludzie byli powietrza nie było, czy jakoś tak, magister na kolokwium jakoś pokrętnie to tłumaczył. To albo Bambaryła, jakież to przezwisko nosił na Altdorskiej uczelni Firem, był wówcza bardziej zawiany niż zwykle. Nie to co by zwykle zawiany był bo nie był ale wtedy był. Ehh, o czym to on, a tak karczma ergo krasnoloud ergo piwo, czy też diversorio est, sic oportet. No właśnie, dlatego z ta myślą, do dość przyzwoitego budynku karczemnego wchodząc, powitał zebranych rykiem. -Karczmarzu, porter! po czym dostrzegłszy współbrata w byciu niskim i z brodą, o drugi ręką zamachnął i z radością się przysiadł.


Dyskusja ich była długa, radosna i pełna wzruszeń. I piwa, tudzież dziwnych tematów. Świeży przybysz o swych badaniach z dziedziny Antiquitatis, tudzież Archaeological Topographiae opowiedział, a i wybitnych pracach teoretycznych w temacie: Ruinis Direptione wspomnieć nie omieszkał, pokazując (choć tylko trochę, ostrożnie, delikatnie) swe wielkie, przeszło dwu i pół tysiąca stronicowe dzieło kompilatorskie z elementami syntezy wielkich zasobów pisanych tak Colegium Altdofensis jak i Wielkiej Biblioteki Karaz a Karak. Po chwili która trwała parę godzin uczony znalazł się w szeregach wyprawy.

********

- Moi drodzy! Dziękuję wam wszystkim za przybycie! Jutro o świcie ruszamy w miejsce wykopalisk. Jest tam już kilku moich braci krasnoludów, którzy zabezpieczają teren jaskini i wokół niej. No! Także spakować wszystko co niezbędne, gdy słońce będzie już oświetlało naszą krainę chcę być już w drodze no! Każdemu zostało przekazane jaka będzie każdego no... funkcja!
Następnie ruszył w stronę schodów prowadzących na górę - do pokoi.
- Tego! No! Jakieś pytania? - zapytał obracając się przed wejściem na pierwszy szczebel.

Firem pytań nie miał, co mieli sobie wyjaśnić to już sobie wyjaśnili - czego sobie nie wyjaśnili widać nie było istotne bo inaczej by sobie to wyjaśnili, to było oczywiste, w końcu byli krasnoludzkimi uczonymi, jakżeby. Krasnolud mając wszystko co potrzeba postanowił się kimnąć, trzeba korzystać póki można. Skinął pozostałym uprzejmie, zwłaszcza krasnoludowi i co ciekawe elfom ruszył w stronę swego pokoju. Usłyszawszy jeszcze pytanie Lothara obejrzał się i odparł grzecznie - -[i]Mój drogi, wybacz że w swej skromnej osobie pozwolę sobie Ci doradzić, lecz najlepiej na miejscu odbyć tego typu emptum. Polecam ci zwłaszcza kuźnie w pobliże Świątyni Boga Wilka i postremo, twu, znaczy się wybacz, wybitne kuźnie krasnoludów. Po czym skinąwszy uprzejmie ruszył dalej.
 
vanadu jest offline  
Stary 13-06-2013, 22:25   #5
 
Irregular's Avatar
 
Reputacja: 45 Irregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodzeIrregular jest na bardzo dobrej drodze
Pierwszym, co rzuciło się w oczy Laurenora, była duża ilość i różnorodność ochotników do pomocy krasnoludom. Albo przyciągnęła ich ciekawość, albo, co bardziej prawdopodobne, krasnoludzkie pieniądze. Miłym akcentem był fakt, że nie okazał się jedynym elfem w drużynie. Zawsze milej być przezywanym z powodu rasy, jeśli nie jest się samemu. Mniej bolą obelgi rozdzielone na więcej osób.

I tu wracamy do istotnej kwestii, myślał Laurenor z zawrotną szybkością, równolegle do wypowiedzi Kardela. ,,Logika wskazuje trzy sposoby zachowania się w mieszanym rasowo towarzystwie. Raz, podkreślać na wszystkie sposoby swoją odrębność i egzotykę - odrzucamy, może gdybym parał się magią... to byłoby co innego, teraz to wyjdzie po prostu śmiesznie. Dwa, ignorować kwestie rasowe i zachowywać się jak zwykle - wykluczone. Nie umiem ignorować rasy. Trzy, podkreślać wspólnotę z resztą, na przykład poprzez język i kulturę Imperium. I to mi pozostaje. "

Cały ten wywód zajął mu ledwie kilka sekund. A potem cierpliwie wysłuchał krasnoluda i odpowiedział głosem zupełnie wyzbytym z elfiego akcentu:
- Nie mam żadnych pytań, panie Hurd. Niezwłocznie zabiorę się do przygotowań do wyjazdu.

Uśmiechnął się pod nosem, gdy jeden z przyszłych towarzyszy pracy zapytało broń. Też go trochę kusiło, czyby nie załatwić sobie solidnego łuku, ale wolał oszczędzać. Zawsze jakoś radził sobie bez broni, zarabiał przecież będzie raczej głową.

Schylił głowę w geście uprzejmości wobec krasnoluda, który skinął uprzejmie w jego stronę, a potem także udał się w stronę swojego pokoju. Wcześniej jednak zatrzymał się na chwilę pod ścianą i obejrzał na przyszłych towarzyszy, starając się ich zapamiętać, skojarzyć wygląd, może pozgadywać, kto tu się czym zajmie. A potem zapakować się i zdrzemnąć w swoim pokoju. Trzeba trochę odpocząć przed jutrem. Będzie jeszcze mnóstwo czasu na i tak niepotrzebną jego zdaniem integrację...
 
__________________
Mole książkowe są zagrożone. Chrońmy ich naturalne ostoje! (biblioteki!)

Wkurzyłam kogoś? Coś pomyliłam? Sorry, ale biblioholik na odwyku to jeden wielki kłębek nerwów. Wybaczcie.
Irregular jest offline  
Stary 14-06-2013, 01:21   #6
Szpieg Reptilian
 
Zombianna's Avatar
 
Reputacja: 43083 Zombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputację
Wchodząc do karczmy Belem zrzuciła wreszcie z głowy przemoczony kaptur. Deszcz jej nie przeszkadzał, w normalnych ilościach oczywiście. W dżdżystą pogodę nawet ktoś taki jak ona szukał schronienia pod suchym dachem, a kominek z buzującym wesoło ogniem stawał się wybawieniem. Na jej widok ludzie w karczmie zamilkli i z dyskrecją szarżującego ogra w rui poczęli przypatrywać się nowoprzybyłej. Na dobrą sprawę przyglądać się nie było czemu, ot blada z gęby i wychudzona trudami długiej podróży niewiasta o białych jak śnieg włosach. Jedyną rzeczą, którą przykuwała uwagę były błękitne szaty Kolegium. Rzecz oczywista - lud prosty stroni od magów bo roznoszą choroby, przyciągają chaos i najgorsze cholerstwa. Do tego nigdy nie wiadomo czy nie zmieni taki kogoś dla żartu w ropuchę, nie przeistoczy się w smoka czy dzieciaka nie porwie. Wszystko to oczywiście wierutne bzdury, no ale ludzie ciemni i nic na to poradzić nie mogła. Cieszyła się w duchu, że nikt za pochodnię nie chwycił. Chyba. Tego co działo się w dalszych kątach karczmy dostrzec nie była w stanie. Może to i lepiej, po co nerwy tracić.

Powoli, z godnością podeszła do stolika przy którym urzędował khazad i rozpoczęła z nim krótką rozmowę, okazała papiery. Krasnolud gapił się to na nią, to na dokumenty aż w końcu de jego grubej czaszki doszło kim jest i dlaczego się tutaj znalazła. Cierpliwie pozwoliła mu na chwilę zadumy, prawie widząc jak trybiki w jego głowie poruszają się ze zgrzytem, zaskakując po dłuższej chwili. Kiwnęła głową odbierając list polecający i chowając go w jednej z wielu kieszeni obszernej szaty. Na słowa krasnoluda zareagowała dopiero po chwili, zatopiona we własnych myślach. Z roztargnionym wyrazem twarzy przeczytała dwa razy umowę po czym złożyła na niej zamaszysty podpis.

- Czy śmierdzi panie Kardel nie wiem - kobieta wykrzywiła wargi w lekkim uśmiechu nie sięgającym jednak szarych oczu - Papier jak papier, co najwyżej Dwudziesty się na niego zeszczał





Wskazała brodą na spasionego szczura, którego głowa wystawała z kołnierza jej szaty. Zwierz trzymał w łapkach jakiś paproch i z uporem godnym lepszej sprawy obrabiał go zębami, wytrzeszczając przy tym czerwone ślepia. Od niechcenia zebrała ze stołu złote korony, pakując je do mieszka przy pasie. Poczekała aż jej pracodawca rozmówi się z resztą chętnych i odezwała się spokojnym, jakby nieobecnym głosem
- Pytań nie mam, podziękować jedynie chciałam za zaproszenie. Dobrej nocy życzę i do zobaczenia rano - ostatnie zdanie wypowiedziała do wszystkich zwerbowanych po czym podeszła do karczmarza. Chwilę z nim rozmawiała, parę monet wręczyła i z kluczem w ręku udała się na górę.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

"I am the bad one, distant and cruel one.
I am the dream that, keeps you running down."

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 14-06-2013 o 01:33.
Zombianna jest offline  
Stary 14-06-2013, 01:46   #7
 
MagMa's Avatar
 
Reputacja: 233 MagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie cośMagMa ma w sobie coś
Zmierzchało już gdy do karczmy dotarł młody mężczyzna. Zrzucając kaptur mokrej peleryny pobieżnie rozejrzał się po niezbyt zatłoczonej sali i skierował w stronę karczmarza, mając nadzieję, na dodatkowe informacje o potencjalnym zleceniu. Krótka rozmowa nie ujawniła wprawdzie nowych szczegółów, ale potwierdziła, że krasnolud, na którego zwrócił uwagę Ricardo to Kardel Hurd. Wolnym krokiem podszedł do zajmowanego przez krasnoluda stolika. Zaskoczyło go, że zleceniodawca przywitał go w ojczystym języku. Nie dał jednak tego po sobie poznać. Z lekkim uśmiechem odwzajemnił powitanie. Tak dawno już nie słyszał tileańskiej mowy.
Ricardo uważnie słuchał szczegółów umowy popijając chłodne piwo, choć podjął już decyzję o wyruszeniu w Wyjące Wzgórza. Nie chodziło tylko o pieniądze, choć te też mocno go interesowały. Zwyczajnie podobała mu się propozycja i nużyło go samotne przemierzanie kraju. Gdy skończyli omawiać wyprawę, najemnik ledwie rzucił okiem na podpisywaną umowę, zbierając zaliczkę i ruszył w stronę jednego z wolnych stolików. Nie miał planów na ten wieczór, postanowił więc przyjrzeć się przyszłym towarzyszą podróży przy kolejnym kufle piwa.
Moi drodzy! Dziękuję wam wszystkim za przybycie! Jutro o świcie ruszamy w miejsce wykopalisk. Jest tam już kilku moich braci krasnoludów, którzy zabezpieczają teren jaskini i wokół niej. No! Także spakować wszystko co niezbędne, gdy słońce będzie już oświetlało naszą krainę chcę być już w drodze no! Każdemu zostało przekazane jaka będzie każdego no... funkcja!
Donośny głos krasnoluda wyrwał Ricarda z zamyślenia.
Tego! No! Jakieś pytania?
Nie miał pytań, a ponieważ zauważył, że zebrane w sali osoby rozchodzą się, sam także postanowił udać się na górę, by choć trochę wypocząć przed nadchodzącym dniem. Zmierzając już w stronę schodów usłyszał jeszcze zadane przez jednego z mężczyzn pytanie. Nie zwrócił jednak na nie większej uwagi.
 
MagMa jest offline  
Stary 15-06-2013, 00:04   #8
 
Nasty's Avatar
 
Reputacja: 502 Nasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnieNasty jest jak niezastąpione światło przewodnie
=== (+++)===


Koń dość dobrze dawał radę w deszczu. Więc szybko dotarła do karczmy „Przy Szlaku”. To tu krasnolud szukał najemników do jakiejś roboty. Tak od kilku dni czegoś szukała więc strawi takiego pracodawcę. Byle by płacił a resztę się zniesie. Dotarła już późnym wieczorem.

Lonor do karczmy weszła razem z innym Elfem. Spojrzała na niego chwilę ukradkiem, po czym stwierdziła że nie jest to okaz westchnień. Następnie bystrymi oczętami otaksowała całą karczmę. By nie trafić od razu na chamskich kurduplowatych osobników. Niestety właśnie przyszła podjąć zlecenie od krasnoluda. Widziała że tylko jeden z całej tu różnego typu karłów przyciągał dziwnych osobników. Była pewna że to właśnie ten z którym musi porozmawiać.

Jego zapyziała gęba i odniesienie emocji, które tak łaskawie ujawnił patrząc na nią i drugiego przedstawiciela swojej rasy, potwierdziło trafność wytypowania. „No nic miejmy to za sobą. Tylko nie daj się sprowokować… nie daj się sprowokować…” – w myślach powtarzała sobie bezustannie. Krasnolud jak zwykle niechętnie chciał w swej grupie Elfów.

Argumenty przedstawione musiały być stosownie. Wypowiedziane inaczej niż na Elfa przystało. Inaczej znów zaczęła by się kłótnia a potem standardowo bijatyka. „ Pokurcze nie potrafiły mówić z delikatnością i doborem słów. Jeno jak od kilofa oderwani i pługa”. Po podpisanej umowie wolała zejść w cień pobliskiej ściany. Rozsiadła się blisko schodów by mieć wszystko w zasięgu wzroku. A sama była w zacienionym miejscu. Zamówiła bukłak likieru miodowego. By nie siedzieć bez sensu.

- Moi drodzy! Dziękuję wam wszystkim za …-- Tego! No! Jakieś pytania? - zapytał obracając się przed wejściem na pierwszy szczebel zleceniodawca Kardel

- Panie Kardel. Ja mam pytanie…- Lothar

- Mój drogi, wybacz że .. - Firem

- Nie mam żadnych pytań, panie Hurd. Niezwłocznie zabiorę się do przygotowań do wyjazdu.- odpowiedział drugi przedstawiciel Elfiej rasy.


Już miała dosiąść się do niego, ale gest jaki wykonał w stronę krasnoluda ostudził jej zamiary. Chwilę się zastanowiła „Co to za elf co kłania się krasnoludom? Zaiste nasza rasa jest na wyginięciu”. Z tą myślą chwilę się borykała. Do póki następny najemnik nie zaczął mówić. Nie lubiła magii i czarownic. Lecz nie przeszkadzało jej dopóki one nie wchodziły jej w drogę.

- Pytań nie mam, podziękować jedynie chciałam za zaproszenie. Dobrej nocy życzę i do zobaczenia rano – powiedziała Belem

Faktycznie warto było już udać się na spoczynek. Lecz najpierw doglądnąć konia. Dopiero potem coś dla siebie. Kiwnęła na barmana i kazała nagotować wody na kąpiel w swojej izbie. Dała zadatek i wyszła z karczmy w stronę konia. Po oporządzeniu konia, udała się do swego pokoju by wypocząć…




=== (+++)===
 

Ostatnio edytowane przez Nasty : 16-06-2013 o 22:17.
Nasty jest offline  
Stary 15-06-2013, 02:52   #9
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 5177 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
- Dzięki Ci Panie Krasnoludzie ze tę cenną informację.
Lothar odpowiedział uprzejmie na słowa krasnoluda, choć nie tego khazda, którego się spodziewał. Lothar spojrzał na ów krasnoluda i zauważył, że khazad ten również jest człowiekiem nauki. Von Reiner odpowiedział uprzejmym tonem.
- Widzę że Pan już nas opuszca więc kolejki nie zaproponuję ale mam nadzieję, że zechcę Pan opić naszą współprace przy sposobniejszej okazji.
Gdy krasnoldu zniknął na schodach Lothar rozejrzał się po sali po czym chwycił dzban z piwem i podszedł do stolika przy którym siedział kapłan Sigmara. Lothar postawił dzban na stole i rzekł do Sigmaryty.
- Bracie. Brat optuje na jeden dzban jasnego? Lothar zrobił małą pauzę. - Co bym jakiegoś kataru nie dostał jak wyjdę na ten deszcz.
 
__________________
Man-o'-War Część I
Baird jest offline  
Stary 15-06-2013, 23:42   #10
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1585 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Tupik von Goldenzungen zwany przez przyjaciół Grotołazem, zacierał małe rączki z radości gdy tylko dorwał w swe łapki umowę. Omal nie pisnął z radości wzbudzając przy tym gorączkę i zawrót głowy u krasnoluda, który stał się niemal pewny, że jednak czegoś w umowie nie dopatrzył.
Powody radości były jednak zgoła inne.
Halfling jeszcze na oczach swego mocodawcy założył rodowy pierścień sprawiając, iż krasnolód przełkną ślinę a jego oko doznało nerwowego tiku. Wiedział, że po tej umowie będzie musiał sporo wypić aby zapomnieć o złych przeczuciach jakie wzbudził w nim ten mały skunks... no niewiele mniejszy od krasnoluda.
- Tak sobie myślałem, że jak się pojawię z pierścieniem, to mogą wystąpić jakieś nieoczekiwane trudności w zatrudnieniu mnie... Cóż sam wiem, że zanim stałem się szlachcicem, dziesięć razy bym pomyślał, nim bym zatrudnił jakiegoś... No ale teraz... przecież nie zwolnisz mnie tylko dlatego, żem szlachetnie urodz... kchm … że jestem szlachcicem?

Było to pytanie czysto retoryczne, krasnolud nie był głupcem i dobrze wiedział, jakich problemów mógłby nabawić się za dyskryminację ze względu na szlachectwo...

Niegdyś Tupik „Grotołaz” obecnie Tupik von Goldenzungen ciężko zapracował na swoje szlachectwo nadane w Bretonii. Choć słowo „ciężko”, może i było lekkim nadużyciem.. tak samo jak „zapracował” … grunt, że je dostał i że kosztowało go to nie mało. Bynajmniej nie dostał go za pieniądze, raczej za sprytnie uknutą intrygę z wykorzystaniem małoletniego dziedzica rodu, a do ceny należało dodać bliznę po pętli na szyi, którą mu założono gdy tylko ojciec małolata okazał się jednak żywy i dość niezadowolony z poczynań rezolutnego halflinga...

Były to jednak dawne dzieje, o których już niemal zdążył zapomnieć. Pamiętał wszak do dziś ekscytację która sprawiła mu eksploatacja krasnoludzkiej kopalni w Sowiej Górze, zwanej w języku krasnoludzkim: Keraz Skerdul. Właśnie tam poznał dziwną istotę mieniącą się opiekunem kopalni, od której dostał prezent w postaci naramienników, przekutych obecnie w jego miecz. Pamiętał z jakim zapałem i radością walczył z wałęsającą się tam wywerną , do której pokonania wydatnie się przyczynił , oblewając oliwa i podpalając... Wciąż spod szlacheckiego stroju w niektórych miejscach wystawały elementy dziwnego pancerza, osłaniającego najwyraźniej całe ciało. Pancerza, który pochodził z skóry stwora pokrytej łuskami.

Nie bez kozery nazywany był tez „Grotołazem” , zwyczajnie uwielbiał myszkowac po wszelkich grotach, jaskiniach, kopalniach...
Cieszył się jak dziecko gdyż do kopalni ruszyłby i za darmo. Rzecz jasna nie zamierzał wyjaśniać tego krasnoludowi, który zachodził w głowę jakiż błąd popełnił w umowie. Piętnaście złotych koron, miało być dodatkowym umileniem całej wyprawy, zaś Tupik nie należał do osób które nie doceniały możliwości jakie daje pieniądz. Po prawdzie jednak zawsze stanowiły środek do celu a nie cel sam w sobie i gdyby musiał, dopłaciłby, aby tylko znaleźć się w tej krasnoludzkiej kopalni.

Był dość chudy jak na halflińskie standardy, między innymi po to aby móc przeciskać się przez szczeliny skalne, być może dlatego właśnie matka natura obdarowała go nadzwyczaj szybką przemianą materii - nawet jak na halflingów. A być może z powodu życia w ciągłym ruchu? Faktem jest iż gruby nie był, a całości obrazu dopełniał kapelusz z pojedynczym kolorowym piórem i torba przy boku. Oczywiście nie rozstawał się też z krótkim mieczykiem schowanym w czarnej skórzanej pochwie, tarczy powlekanej łuską wywerny i procy która miał przy boku.
Większość jego nie małych tobołków znajdowała się jednak na kucu, zwanym „Skałą”. Nie wyobrażał sobie dźwigania worków żarcia i innego ekwipunku, na własnym grzbiecie... ani też podróży bez swoich rzeczy od których zależało przetrwanie... ot choćby rondelka czy garnuszka.

W karczmie od razu się rozpromienił, nic nie mogło zmniejszyć jego ekscytacji związanej z podróżą, nawet rozchodząca się kompania, która nie zdążyła zamoczyć porządnie pyska a już szła spać. „Nowicjusze jacyś czy co?” - przemknęło mu przez myśl, lecz nie zważając na słabeuszy zamówił sam dzban piwa i wypiekane kiełbaski, które rzecz jasna doprawił tuż przed zjedzeniem.
W sali rozszedł się wkrótce aromatyczny dym z jego fajki , którą pykał z lubością. Jednak ani jedzenie, ani picie czy dym, nie mogły zaspokoić podstawowej potrzeby życiowej halflinga, która była rzecz jasna ciekawość. Nie omieszkał więc wypytać tych co pozostali, o imiona i funkcje, o przeszłość i historię , noc wszak była jeszcze młoda a i sakwa pełniuteńka. Nie było powodu by skracać sobie przyjemności wieczoru... Zresztą nie bez pokolacji, i późnego podwieczorku. O nocnej przekąsce i przedsennej wyżerce, nie wspominając.
Sam również przedstawił się swym pełnym imieniem, prosząc, jednak by zanadto nie zważali na rodowe nazwisko. Szlachectwo potrafiło być czasem wkurzające jednak jak by nie patrzeć usprawniało czasem kontakty z strażą czy ważniejszymi personami.
Wyglądało na to, że do picia pozostała mu nie liczna gromada – Lothar który wyglądał na najemnika i Esmer – kapłan Sigmara. Krasnolud Wolfgrimm jeszcze nie zdecydował czy pójdzie spać, ale po nim spodziewał się jednak że zostanie, na kilka... kilkanaście kolejek. Dobrze pamiętał noce spędzone z krasnoludzkim kamratem który wykuł mu mieczyk, był niezmordowanym opojem i niejako wystawił dobrą opinię wszystkim swoim współrasowcom. Tupik także miał łeb nie od parady. Gdy więc padła propozycja, skierowana co prawda do kapłana, halfling nie zamierzał pozostać na nią głuchy.

- Bracie. Brat optuje na jeden dzban jasnego? Lothar zrobił małą pauzę. - Co bym jakiegoś kataru nie dostał jak wyjdę na ten deszcz.

- Ja optuję – uśmiechnął się radośnie, zawsze to lepiej było pić i jeść w towarzystwie, nawet skromnym, niż samemu. - A gdyby ktoś miał ochotę na halflińskie ziele, chętnie poczęstuje. Poza tym ze mną kataru nie ma się co obawiać, raz dwa, moje ziółka postawią na nogi ot choćby to – wyciągnął główkę czosnku i podając po ząbku biesiadnikom dodał. - To lekarstwo, wszakże najlepiej popić wspomnianym dzbanem piwa... albo lepiej dwoma.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 15-06-2013 o 23:45.
Eliasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166