Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-07-2013, 18:47   #21
 
vanadu's Avatar
 
Reputacja: 121 vanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znanyvanadu wkrótce będzie znany
Glandir stał obok Rorana przyglądając się masie zielonoskórej plagi. Serce biło mu mocniej gdy tak kilka dłuższych chwil obserwował ogromne siły zaciągnięte pod sztandarem jednego, orkowego wodza.

-Nie wygląda to najlepiej...- burknął pod nosem ledwie słyszalnie.
- Nie wygląda. zgodził się krótko stary zbójnik - Ale mogło być gorzej, chociaż między nami jest mur. Ale i tak szykuje się niezgorszy opad gówna. A w jeszcze większe chyba idziemy

-Ojciec opowiadał o orkowych najazdach w czasach, kiedy jeszcze mnie na świecie nie było. Tylko potężny orkowy wojownik potrafił utrzymać pod swoimi rządami tak liczne zastępy podwładnych. Każdy inny, momentalnie tracił władzę a sprzymierzone ze sobą plemiona z dnia na dzień zrywały sojusz i mordowały się w przeddzień bitwy...- syknął spoglądając z wysokości na orkowe sztandary.

- Czy jak mówiłem, mamy problem. wierzysz że ta pięćdziesiątka została utrzymać tą wiochę? Bo dla mnie są martwi. A to co mówią o oddziale gdzie mamy trafić to kurna źle wróży burknął zamyślony Roran.

-Być może to jakiś celowy zabieg króla, by podnieść morale i ducha w obrońcach twierdzy.- wzruszył ramionami nawet nie spuszczając wzroku z zbierającej się armii orków.

-Być może źle wróży. Oby to była nieprawda...- dodał po chwili
-Nigdy nie walczyłem z trollem... Z ogrem tym bardziej...- przełknął ślinę.

- Unikaj tego póki możesz. Marna to rzecz, chyba że masz siłe ognia i stoisz z daleka. Złe mam przeczucia. Trzeba było..ach. Co ma być to będzie. Co o reszcie sądzisz? zapytał.

-Mówisz o naszych kamratach?- spytał w końcu spoglądając na Rorana.

- Właśnie o nich. Jak to widzisz? Stary Hargrim i ja niejedno widzieliśmy ale reszta? Młodziki. Z całym szacunkiem. Ale świat to większość nie widziała, ani życia nie zna. Martwię się o nich z lekka.

Glandir spojrzał nieco zdziwionym wzrokiem na rozmówcę -A ja to żem widział więcej?- spytał nieco zbity z tropu -Pięćdziesiąt wiosen, to niewiele...- zauważył -Lecz pomieszanie rutyny z młodością to idealna mieszanka.-

- Jedyne idealne pomieszanie rutyny z młodością występuje gdy szukasz taniej pruty zaśmiał się gardłowo starszy krasnolud -Rutyna zabija na wojnie szybciej niż sraczka i gówniane ostra orków. Gdy popadną w rutynę, wszyscy jesteśmy martwi. Nigdy nie daj popaść sobie czy innym w rutynę.

Glandir słuchał z uwagą. Potrafił wyciągać wnioski i słuchać dobre rady, wszak ojciec nie raz mu takie dawał.

-Pewnie masz rację.- stwierdził chłodno -Los pokaże, co nas spotka. Mimo wszystko mam dobre przeczucia...- rzekł z lekką obawą iż rozmówca wyśmieje jego niepoprawny optymizm.

- Nie ma nic złego w wierze w dobry los rzekł Roran przyjrzawszy się swemu rozmówcy dłuższą chwilę - Jest dobry, czyni zycie mniej ohydnym i gorzkim. Nie przejmuj sie moim gadaniem, ja chyba za długo się tu wlekę, starszawy nie stwierdzę że sąsiednia trawa jest ładniejsza, wzgórek wyższy. Czy to żal za młodością czy doświadczenie czy bełkot zmęczonego życiem bogowie pokażą. Bądź optymistą chłopcze...ale nie zapominaj o innych możliwościach, a nie będzie źle
-Brałeś już udział w tak wielkiej bitwie?- zmienił temat, słysząc narastające dźwięki orkowych bębnów...

- Nad przełomami rzeki Telabek, w Ostlandzie na granicy za Duof, pod Middenheimem. wymieniał zbójnik zastanawiając się po każdym słowie -[i] Raz w Bretoni, czy na granicy, jak diuk Couronne próbował do MArienburga wejść[i] skończył wymieniąć i zapatrzył się w chary wroga przed sobą -Tu będzie gorzej, Diabli nadali, nie lubię twierdz. Mury są zabójcze dla nich ale i nas wycieńczą gdy zaczną się zarazy i brak żarcia. Wole pole.

-Przyjdzie kto z pomocą?- spytał z nadzieją.
- Najwyższy król? Może ale z królestwem ogrów ma dość problemów. Królowie karaków? Dobrzy ludzie niektórzy z nich ale ich rady? Nasi odbierają im zarobek, czy nie spóźnią się, z żalem rzecz jasna? Stal pójdzie w górę, jeśli my padniemy. Wybite orki przez odsiecz będą miały bezpańskie złoto, nie nasze. Imperialni za daleko. Może przyjdą z pomocą, może nie. Dobro i szczerość zablokować mogą kupcy i interesowni. Ale zobaczymy. Karak Azgal powstało z gruzów, może i my staniemy na powrót na wyprostowanych nogach. Przynajmniej mury są dobre. Nie znoszę ich ale chociaż są dobre.

Glandir wejrzał kątem oka na zamyślonego Rorana, który odpowiadał mądrze -Dobrze, że mam u boku takiego Rorana. Niech orkowie i ich poplecznicy drżą ze strachu.- uśmiechnął się zawadiacko.

- Ha zaśmiał się szczerze krasnolud -Bretończycy! Ci to by spierdalali, orki znaja mnie tylko po stali, nie po nazwisku widać było po nim że ucieszyły go słowa kompana.
-Niedługo będą drżeli na wieść, że w pobliżu jest Roran z Glandirem. He he he...- zaśmiał się po czym poklepał po ramieniu starszego brodacza -Wracajmy do Gervala. Czas się szykować do najgorszego.-
 
vanadu jest offline  
Stary 25-07-2013, 23:23   #22
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 10845 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Twierdza Karak Azul, kantyna oficerska 5-go pułku Obrony Wału

- Ogolone kutasy! Elfofile! Poplute brody! Mięczaki! - wrzeszczała spałowana przed momentem Ysassa. Kobieta łatwo nie odpuszczała, więc oficerzyki jeszcze długo mogli usłyszeć jej donośny, bądź nie bądź, męski głos. - Kobiet nie wpuszczacie?! O łomot jak dzisiaj się boicie! Połamańce! - atmosfera walki i ostatnich wydarzeń jeszcze chwilę się w niej trzymała. Nie pierwszy raz biła się z tego powodu. No cóż, takie… plusy bycia khazadką. Zawsze można uznać głupie żarty, czy pieprzenie za zniewagę. Zawsze też można dzięki temu zaznać odrobiny rozrywki. Takiej nigdy nie za wiele.

Gdy odeszli kawałek, poczekała, by dorównali jej kroku i Skalli, i Dorrin. Gdy to zrobili khazadka radośnie i dziarsko podskoczyła i klepnęła, a raczej walnęła obu w ramiona.
- Dobre to było, nie? - zapytała retorycznie, szczerząc ponownie poobijane oblicze. - Widzicie chłopaki, trzymajcie się blisko mnie, a ubawu nigdy mało nie będzie - podsumowała wydarzenie. - A z was… a z was to dobre kompany są, wiecie? Cieszem się, że mogę z wami wspólnie ryjaki niejedne obijać. Cieszę się, że będziecie u mego boku walczyć, gdy będziemy kroić te zielonodupie ścierwa - w swój własny sposób, próbowała podziękować khazadom, za wstawiennictwo za nią. Inna by pewnie buziaka dała, podziękowała, ale nie ta… Ta jeszcze raz zasadziła im kolejnego radosnego kuksańca, oczywiście wykorzystując całą siłę jaką posiadała. Musieli przecież wiedzieć, że to z serca.


Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
7 Karakzet, czas Ezarytu, roku Drum - Daar 5568 KK
Twierdza Karak Azul, sala na tyłach domu Gervala

No tak, jak to mówili, przysięga była… z dupy. I Ysassa nie omieszkała powiedzieć tego na głos. Chujowo tylko, że i tak to wszystko zostało spisane. Chujowo, że nawet za bardzo nie wiedziała, kim jest Ulvyn. A zresztą co ją to obchodziło. Ważne, że będzie mordowała zielonoskórych. Ważne, że będzie wyrywała im zęby, rozkuwała głowy, masakrowała nosy, łamała ręce. To było ważne… To wszystko dla Grimnira! To wszystko dla siebie! Może też dla króla, w jakimś tam stopniu. To było teraz ważne. Czyny, a nie słowa… czyjeś słowa. Ona mogła przysięgać, a i przysięgała, ale tylko przed swym bogiem, ale tylko przed samym obliczem króla, ale tylko przed tymi, na których jej zależało. Dla których chciała walczyć…

Gdy było po wszystkim, przymierzyła tunikę i ponarzekała, jak to zwykła. Zmianę zwierzchnika przyjęła ze spokojem. Jak wspominała wcześniej nie obchodziło ją to. Glandir, jako sierżant jej odpowiadał, był to dobry wybór. Wiedział, jak walić w zielone łby, by się rozpadały, a to jej wystarczało. Czy będzie słuchała jego rozkazów? Pewnie tak. Czy zawsze? Chyba sam Glandir doskonale wiedział, że… nie. No nic, niestety Ysassa, do łatwych w zarządzaniu nie należała. Khazadka miała zbyt wielkie mniemanie o sobie, zbyt wielką hardość, niektórzy by rzekli… upierdliwość i chęć do działania na przekór, by ją ujarzmić. Ale taki już był jej… urok. Choć kto to tam wie, może w końcu zdarzy się ten pierwszy, który na d nią zapanuje. Ale nie… pewnie nie… No i teraz tylko Morderczy Głos czekała, kiedy da jej wreszcie oznakę kaprala. Już ją to lekko zaczynało rozsierdzać, że tyle to trwa. Zaraz chyba okaże wyraz swojemu niezadowoleniu.
- Panie sierżant! Panie sierżant Glandir! No goblinia kuciapa, dajże te wisioreczki wreszcie. Czego je tak obserwujecie, jakbyście się zastanawiali? - no i okazała… Lepiej, żeby Glandir nie wiedział, co się stanie, jak córka Moisura wisiorka nie dostanie… Czy kobieta umiała dowodzić ? Pewnie nie. Czy uważała, że jej się wisior należy? Zdecydowanie tak! Cała Ysassa z klanu Dębowa Tarcza…


Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
8 Karakzet, czas Morganitu, roku Drum - Daar 5568 KK
917 stóp pod poziomem miasta, ostatni poziom kopalniany
Wejście do naturalnych jaskiń w pobliżu Kazamatów Śmierci

Słysząc słowa Detlefa, dopiero teraz Ysassa przypomniała sobie, co dochodziło ich uszu przed karczemną bitką.
- Głowy ogolimy tym, co za to odpowiadają, jeśli to co mówisz prawdą być może - rozsierdziła się Morderczy Głos. Teraz nie była zła, teraz była… wściekła. Jeśli ktoś ich wpakował w tą sytuację, to nie będzie chciała po prostu obić, wtedy będzie chciała więcej. Ale, by to uczynić, musieli się stąd wydostać.
- Tak, oszczędzajmy oliwę. Wykorzystujmy ile trzeba. Zaznaczajmy naszą drogę na ścianach, by upewnić się, że nie kluczymy. Wyjdziemy stąd! Wyjdziemy, bo i wyjść musimy - rzekła gromko, by następnie przetrzeć pot z czoła. - Wyjdziemy, gdyż widzieliście, ile ścierwa do ubicia czeka. Czeka to wszystko na nas! Na nas! Na przód kuzyni. Jak kto ma jeszcze gorzały, nich podzieli się, by sił przybyło i leziem do przodu! - motywowała, na swój sposób, resztę.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 26-07-2013 o 22:04.
AJT jest offline  
Stary 26-07-2013, 11:51   #23
 
Coen's Avatar
 
Reputacja: 32 Coen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodze
Twierdza Karak Azul, kantyna oficerska 5-go pułku Obrony Wału

- Nawet piwa nie dali psubraty, szelmy, zwisy końskie, gdyby nie straż to rozłupałbym ja tych niedojd. Mówił radosny i pewny siebie. Najwyraźniej siły już zupełnie wróciły. Zapomniał dawno o całym zajściu i walce pod Izor Khazid.
Kiedy tylko Dorrin, któremu oczywiście najciężej było poruszać się ze zwiększoną prędkością zrównał się z resztą Yssassa zapytała
Cytat:
- Dobre to było, nie? Widzicie chłopaki, trzymajcie się blisko mnie, a ubawu nigdy mało nie. A z was… a z was to dobre kompany są, wiecie? Cieszem się, że mogę z wami wspólnie ryjaki niejedne obijać. Cieszę się, że będziecie u mego boku walczyć, gdy będziemy kroić te zielonodupie ścierwa
Dorrin z dumą przyjął słowa khazadki. Oczywiście wiedział, ze nikt nie może się z nim równać, Oczywiście, gdyby nie on to jego kompani leżeli by teraz obici, ale oni też potrafili walczyć. - Teraz to ja bym podj...- otrzymał potężnego kuksańca przez co przygryzł sobie język. - A niechaj Cie Ogrzy pyst potąsa! Zaseplenił.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
7 Karakzet, czas Ezarytu, roku Drum - Daar 5568 KK
Twierdza Karak Azul, sala na tyłach domu Gervala

Kilka dni wcześniej Dorrin podpisał znakiem, którego nie bardzo rozumiał zaciąg do grupy najmitów.. Któż mógł przypuszczać, że wpieprzy się w gówno, upierdalając sobie przy tym stopy, aż po łydki. Przecież dotąd zawsze miał szczęście, nawykł nawet do myśli, że wszystko się jakoś ułoży byleby miał pod dostatkiem sytego jadła. No, ale....

Dziś stał między grupą, która zasłynąć miała w annałach historii, jako najbardziej heroiczna spośród wszystkich krasnoludzkich band.
- Wiecie, że idziemy na pewną śmierć, ale nie martwcie się, w takich chwilach nieopisana jest moja zdolność... Zawsze przyciągam najgorsze łajno, więc po was się jakoś rozdzieli i będzie łatwiej. Nie? Pokrętne rozumowanie musiało zgorszyć, bądź rozśmieszyć zgromadzonych. Później Dorrin cierpiał straszne katusze. Zgromadzeni czytali i marudzili, ględzili i prawili. Po, co mu to było? Mógł teraz klepać jakieś pokraki. Cały czerwony herold, zmęczony swą pracą wyciągnął coś, co zainteresowało Zarkana. Była to piękna, czarna zbroja należąca do Czarnego Sztandaru. Wtedy wszystko inne przestało mieć znaczenie. Chciał mieć taką, tylko, czy do cholery sie w nią zmieści. Zbroje wyglądały solidnie, lecz były, jakby przymałe. Od razu porzucając wszystko począł nierzyć tunikę. Okazało się, że ta jest lekko obcisła, krępowała jego wielkie cielsko. Musiał tunikę oddać, a kowal poprawiać swoje dzieło. Dorrin Zarkan okazał sie za wielki na podarek od króla.
Na sam koniec Dorrin zapytał Yassassy- Ty, to... Kto będziemy naszym szefem, bo nie bardzo żem zdążył sobie to wszystko wykalkulować?

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
8 Karakzet, czas Morganitu, roku Drum - Daar 5568 KK
917 stóp pod poziomem miasta, ostatni poziom kopalniany
Wejście do naturalnych jaskiń w pobliżu Kazamatów Śmierci


- Prosta sprawa idziemy, znajdujemy wszystkich i wracamy. Mówił, kiedy wyruszali. Rzeczywiście wszystko wydawało się nadzwyczaj proste. Dlaczego, więc szukali specjalnej grupy, która miałaby się tego zadania podjąć? Nie rozumiał tego nikt, a już na pewno nie Dorrin ER' ZAK AZ' HVIRD.
Kiedy znaleźli się sami bez przewodnika, który gdzieś zaginął cała kompanija poczęła się trwożyć. Duch drużyny opadał.
 
__________________
"Wyobraźnia jest początkiem tworzenia.
Wyobrażasz sobie to, czego pragniesz,
chcesz tego, co sobie wyobraziłeś i w końcu
tworzysz to, czego chcesz."
Coen jest offline  
Stary 26-07-2013, 19:40   #24
 
Spaiker's Avatar
 
Reputacja: 232 Spaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie cośSpaiker ma w sobie coś
Większość czasu Skalli spędził w ich piwnicznej kwaterze gdzie leczył się z ran, dzięki opiece Thorina dość szybko był w stanie stanąć na nogi. Wszyscy szykowali się na kolejne zadanie, złoto trzeba było ulokować mądrze a nie ma nic mądrzejszego od kupna ekwipunku który może uratować dupę. Tak więc kiedy był wstanie wyjść z piwnicy o własnych siłach, Haakonsson poszedł wydać ciężko zarobiony kruszec. Kolczy kaftan powinien być idealnym rozwiązaniem, tym razem nie będzie tak łatwo wepchnąć ostrza w bebechy krasnoluda. I taki też sobie przysporzył, niestety z takimi cenami sakwa szybko się kurczy i na tym zakończyły się zakupy.

Twierdza Karak Azul, kantyna oficerska 5-go pułku Obrony Wału
Nieco później razem z Yassą, Dorinem i Galebem próbowali się dostać do kantyny pułku ochrony wałów, jednak jeden z oficerów miał problem co do wpuszczania kobiet. Dlatego też wściekła Yassa przestawiła mu nieco szczękę, reszta w kantynie nie miała zamiaru puścić tego płazem. Chwile później Skalli uderzał głową jednego z nich w stół, niestety zabawa nie trwała długo i karny odział szybko uspokoił towarzystwo buławami. Gdy odeszli kawałek, i Skalli z Dorrinem dorównali kroku z Yassą. khazadka walnęła obu w ramiona.
Cytat:
- Dobre to było, nie?- zapytała retorycznie, szczerząc ponownie poobijane oblicze.- Widzicie chłopaki, trzymajcie się blisko mnie, a ubawu nigdy mało nie będzie- podsumowała wydarzenie.- A z was… a z was to dobre kompany są, wiecie? Cieszem się, że mogę z wami wspólnie ryjaki niejedne obijać. Cieszę się, że będziecie u mego boku walczyć, gdy będziemy kroić te zielonodupie ścierwa
-I ja się ciesze że razem nam przyjdzie wojować.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
7 Karakzet, czas Ezarytu, roku Drum - Daar 5568 KK
Twierdza Karak Azul, sala na tyłach domu Gervala

Zaprzysiężenie nabawiło go bólem głowy, czcze gadanie byle by odwalić formułkę. Żaden z nich nawet nie musiał powiedzieć że coś przysięga, niepotrzebne zamieszanie i bez tego przecież wiedzieli co i jak. Lecz poważniejsze zamieszanie wprowadziła zmiana osoby przed którą odpowiadają, dlaczego niby kowal run miał by potrzebować oddziału? Jedno było pewne, mianowicie kłopoty związane z tą nagłą zmianą.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
8 Karakzet, czas Morganitu, roku Drum - Daar 5568 KK
917 stóp pod poziomem miasta, ostatni poziom kopalniany
Wejście do naturalnych jaskiń w pobliżu Kazamatów Śmierci

-Psia mać. -Wycedził przez zęby, gdy poszukiwania przewodnika okazały się nieskuteczne. Teraz wędrowali na ślepo przez długie i kręte korytarze, jeśli uda im się dotrzeć do tego oddziału będzie to cud. Sklliemu wcale nie podobały się ostatnie wydarzenia, ani to że w kantynie słyszeli dziwne rzeczy o czarnym sztandarze ani całe zaprzysiężenie a na pewno to co działo się teraz.
 
__________________
It's only after we've lost everything that we're free to do anything.
On a long enough time line, the survival rate for everyone drops to zero.
Spaiker jest offline  
Stary 26-07-2013, 22:26   #25
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1586 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
8 Karakzet, czas Morganitu, roku Drum - Daar 5568 KK
917 stóp pod poziomem miasta, ostatni poziom kopalniany
Wejście do naturalnych jaskiń w pobliżu Kazamatów Śmierci


Thorin zastanawiał się nad całą sytuacją w jaką czuł się zwyczajnie wmanewrowany. Miał wrażenie, że ktoś wykorzystał ich niczym... Wolał nawet nie szukać porównań, tylko by się bardziej wkurzył. W ostatnim tygodniu po prawdzie się nieco obijał zamiast zająć się choćby sprawdzeniem biblioteki pod kątem Czarnego Sztandaru. Teraz próżne to były żale. Z zamyślenia wyrwał go głos Dorrina

- To, co robim panowie, ee …- zawahał się Dorrin, ale nic nie poprawiał Ysasse traktował jako równą sobie.
Khazadka spojrzała na Zarkana, dobrze jednak wiedziała, że tamten rzekł tak tylko z przyzwyczajenia. Znakowanie korytarzy i oszczędzanie światła, już ustalili, teraz musieli obrać jeszcze drogę...
Dorrin usiadł ciężko na ziemi podnosząc do góry tuman kurzu. Wyciągnął kawał chleba i trochę smalcu. Żreć mu się chciało. Te całe myślenie to nie dla niego... On by “pajdnął” z topora.

Thorin wyciągnął flaszkę z krasnoludzkim spirytusem, miał przy sobie i lżejsze trunki, ale sytuacja wymagała wspomagania cięższego kalibru. - Miało być na odkażanie ran, ale co tam, nerwy też trzeba leczyć , nie? - wymamrotał pod nosem nie czekając na odpowiedź gulnął solidnego łyka który wypiekał gardło i problemy jednocześnie i podał butelczynę khazadce, nawet nie wspominając, że na odkażanie ran ma jeszcze jedną. I tak nie spodziewał się, aby butelczyna wróciła do niego z zawartością, miał jednak nadzieje, że dla wszystkich starczy. Do ust włożył kawałek suszonego mięsa, który zamierzał żuć przez najbliższą klepsydrę i mieląc kawałek mięsa w gębie powiedział

- Trzymajmy się jednej ściany cały czas, to najlepszy sposób na labirynty a coś mi mówi, że do takiego miejsca właśnie trafiliśmy. Będziemy sporządzać też mapę w miarę naszego poruszania się - zamierzał liczyć kroki, aby uwzględnić jakąś miarę. W duchu klął iż nie wykorzystał czasu na sprawdzenie biblioteki i zapisków o Czarnym Sztandarze. Musiał jednak przyznać, że tunika którą dostał i nałożył dość dobrze skrywała jego osobę w podziemnych mrokach... Nie to żeby zamierzał się chować...
Kuszę miał załadowaną, przygotowaną do strzału na koniec rzekł jeszcze. - Tylko zachowajcie ciszę, w tych mrokach prędzej coś usłyszymy niż dostrzeżemy.

- Z bólem to kurwa mówię ale co by usłyszeć tu coś z sensownym wyprzedzeniem potrzebne by były uszy elfa. Trza pilnie baczyć na wszystkie strony. Ma ktoś papier i węgiel do rysowania mapki? zasugerował Roran.
- Przecież kurna nie mówię po próżnicy - żachnął się Thorin ramieniem potrząsając pakunek wyglądający na tubę. Jako kronikarz, nawet jeśli samomianowany, nosił przy sobie osprzęt do czynienia notatek, które później mógłby przelać do pozostawionej w twierdzy księgi. - A co do obserwowania, nie mówię przecie byśmy szli z zamkniętymi gałami, w tych korytarzach jednak echo powinno się nieść i jeśli tylko z zielonym pałatajstwem będziemy mieli do czynienia, to na pewno je usłyszymy.
- Mi tam pafuje kompfanija, zadnefo mi orfa nie potfeba. Ja moge iśc pfodem. Jak co. Seplenił się Dorrin, który pełno miał jeszcze w mordzie żarła. Krasnolud rad był, że coś jego małym rozumkiem mądrego wyimagował.

Thorin był wkurzony na sytuację w jaką dali się wmanewrować, tym bardziej że pojęcia nie miał jak do tego wszystkiego doszło. Jego wkurzenie nie patrząc na względy, rozdzielało się na pozostałą ekipę skazańców. Po chwili namysłu postanowił jednak zapytać, przypuszczając, że być może przyjdzie mu uczynić notatki które ktoś kiedyś przy jego martwym ciele znajdzie... - Czy ktoś wie jak do tego wszystkiego doszło? Wiem że zastąpiliśmy innych ziomków, więc do kurwy nędzy nie zrobiono zaciągu z potrzeby ludzi, lecz do zastąpienia innych. Czy tamci mieli iść na pewną śmierć ? Cała ta sprawa śmierdzi gorzej niż gacie górnika , nie to żebym wąchał - zastrzegł po chwili z rozbawioną miną. Pozostawał im jedynie czarny humor, jeśli mieli nie wpaść w depresję.

- Jak dla mnie? Potrzebowali frajerów a poprzedni frajerzy mieli szmal i sie wykupili....no to nowych znaleźli wyjaśnił zawiłości krasnoludzkiej polityki wojskowej zbójnik. - Ale póki co mamy inny problem do roztrząsania. Jak Thorin zauważył: czy przewodnik spieprzył samorzutnie bo się spietrał czy może ktoś uznał że fajnie, skoro już jesteśmy to lepiej co by po nas było i sprawa się wyciszyła. Ilu ma samopały i kuszę tak po za tym? zapytał jeszcze.

Zarkan zasępił się ogromnie słysząc, że ktoś ośmielił się nazwać jego wielką osobę frajerem. Spojrzał na towarzysza i już miał coś rzec, lecz na szczęście do niewielkich zwojów dotarło, że to nie była obraza. - Ja nie mam, ino topór mam i on zwykle starcza. Powiedział radośnie.
- Mam bolasy wyjaśnił Roran -W tunelu dobrze rzucone zablokują go pierwszymi napastnikami, zwłaszcza jak to pająki będą. Wtedy dobra salwa w gęstwinę może nas ocalić. Temuć pytam. Co by tamci nie chcieli, ja zamierzam przeżyć i zrobić swoje, jakem Roran Ranagaldson, cóż to, orki się zabije i tyle. Trzema nie rzucę, chcesz jeden co by mi dopomóc?

- Glandir - zwrócił się do kamrata Thorin, choć w jego głosie brakło już przyjacielskiej nuty, którą do tej pory tamten mógł dosłyszeć - Tyś nas zwerbował pod ten czarny sztandar. Mów że nam prędko kto tobie o nim powiedział, o zaciągu, o zapłacie? - Thorin wiedział, że są ważne rzeczy do omówienia i zrobienia, w chwili obecnej mieli jednak czas, a notatki z tej rozmowy mogły posłużyć komuś tam w przyszłości do wyciągnięcia konsekwencji względem jawnej zdrady i niehonorowego postępku. Jeśli było tak jak mówił Roran i jak przypuszczał Thorin, że za pieniądze wykupiono się od obowiązku i posłano innych na pewną śmierć, sprawa dotyczyła honoru, a ten nie mógł być odłożony na drugi plan, a już na pewno nie mógł być mniej ważny od spraw ekwipunku który ze sobą zabrali. Załadowana kusza trzymana pod ręką czyniła zresztą zadość pytaniu Zarkana.

Thorin wyjął pióro i kałamarz i począł czynić notatki ze spostrzeżeń oraz zeznań świadków, którymi nagle kompania ta się stała. Być może zginą marnie w tych lochach, ale kiedy oblężenie ustanie i przyjdą ziomale odszukać ich zwłoki , wówczas mogą natknąć się na pismo które pomści skazańców.

- Słyszałeś plotki rzucił do kronikarza zbójnik, wybiwszy się z dłuższego zamyślenia -Wszyscy wiedzą - król posłał kurierów do najwyższego króla. Ponoć nie doszli nawet ułamka trasy. Zarąbani...nie przez orki. Może to bzdura...oby to bzdura. Za wiele osiedli i miast by zyskało na upadku Azul...wybaczcie starszemu czarne wizje, ale złe mam przeczucia co do poniektórych mend. Jeśli kto nie ma honoru by się od wojska wykupywać i spierdalać, to skąd wiadomo czy taki i nie sprzeda za bezpieczeństwo? Chodźmy szybko, róbmy swoje. Dopóki jesteśmy razem i się staramy, nie będzie tak źle.

Detlef siedział pod ścianą i szamał swoje zapasy. Niewielkie, ale będzie musiało wystarczyć na kilka dni - oby nie zabawili tu dłużej.
- A w czym problem? - rzekł Roranowi, wgryzając się w pęto podsuszanej kiełbasy - Mało chętnych na krasnoludzkie złoto? Nie pierwszy raz bandy zbójców przyłączą się do sił, które mają za cel krasnoludzką twierdzę. - Wyjaśnił, kiełbasę zagryzając cebulą. [i]- Skończmy piknik i bierzmy się do roboty. Wrócić nie możemy, jeno dalej pójść. A jak zadanie wykonamy, to nas bohaterami obwołają po powrocie, ha!

Thorin nie podzielał jego optymizmu, ale po prawdzie w dyskusje nie chciał się już wdawać - Czekam już tylko na odpowiedź Glandira. Kto nas w tą kompanię wmanewrował, bo poza tym paskudnym zadaniem, powiedzcie mądrale, kto z was wiedział, że na lat dziesięć do służby wstępujemy?! - wzburzenie było głębokie , lecz solidnie trzymane na wodzy. Thorin nie mógłby być ani lekarzem ani kronikarzem gdyby nie umiał pohamować swoich nerwów. Łyk gorzały z pewnością mu w tym pomagał.
-Nikt jak mniemam.... rzekł krótko Roran.

W tym czasie Dorrin znudzony już tymi wszystkimi rozmowami i knowaniami i rozmyśleniami i wszystkim, przestąpił kilka kroków. Szedł powoli stąpając delikatnie i uważnie, szedł, jak dziecko skradające się po swoją ulubioną strawę. On tak zawsze kroczył chowając się przed matką, gdy próbował skraść rodzinną strawę.

Wreszcie doszedł do pierwszej możliwej odnogi, do tej, która prowadziła w głąb, w dół. - Hejże? Zapytał nieśmiało.
- Więc co Glandirze, idziemy? zapytał stary zbójnik.
Skali oparty o jedną ze ścian uważnie słuchał innych, nie chciał przerywać bo i nic mądrego nie miał do powiedzenia w tej chwili. Po chwili jednak wpadł na pomysł.
-A jak by iść w stronę w którą ogień ciągnie, tobyśmy najpewniej wyjście znaleźli. Ogień zawsze ciągnie do powietrza, czyli w naszym przypadku na powierzchnie.

Największy cug dochodził z korytarza który piął się nico pod górę ( niebieski korytarz na mini mapce ), ruszyliście nim. Lecz nie dalej jak sześćdziesiąt króków później znajdujecie się w niewielkiej grocie, gdzie przy jej ścianie, w głębi pomieszczenia znajduje się niewielka, drewniana winda korbowa... niestety prowadzi jedynie w dół.

- [i] Tyle że i tak mamy zadanie do wykonania, do któregośmy się zobowiązali... choć nie wiem czy istnieje choćby jeden precedens, by ktoś składał przysięgę czyimiś ustami... Nawet niemowy podpisem czy choćby skinieniem głowy daną przysięgę potwierdzają... No ale cóż, skoro reszcie nie przeszkadzała taka przysięga znaczy się ją zaakceptowali. - stwierdził z ponurą miną Thorin.

- Za ogniem nie ma co iść, to nie powiew, to wentylacja. Jesteśmy na 900 stóp pod ziemią, więc o świeżym powietrzu można zapomnieć. To jedna wielka wentylacja... powiedział po chwili zamyślenia Roran.

- Nawet gdybyśmy chcieli wrócić z rewelacjami o zdradzie i podstępie, nikt by nas nie słuchał traktując jak tchórzy szukających wymówki by zrezygnować z zadania które ich przerosło... Musimy zrobić to co nam zlecono do zrobienia a potem sprawiedliwości szukać, dlatego teraz chce wszystko spisać, póki żyją świadkowie i ci którzy do powiedzenia coś mają - Thorin ogarnął wzrokiem wszystkich, skupiając się głównie na Glandirze. Nie dodawał już, że potem zwyczajnie może nie być czasu, albo że nie będzie komu wszystkiego spisać. Poza tym zamierzał , niczym dobry kowal kuć żelazo póki gorące, gdy wystygnie może nie być tak chętne do współpracy...

Galeb milczał. Sytuacja była przybijająca i wszystko źle się układało od samego początku poprzedniego dnia. Najbardziej jednak niesamowite i niepokojące było oddanie ich pod rozkazy Runmistrza Sverrissona. Co to mogło znaczyć? Po co takiej osobie ich usługi?
- Nie powinniśmy się skupiać na tym że zostaliśmy wmanewrowani w tą całą sytuację. - stwierdził Galeb - Obojętnie gdzie pójdziemy na jedno wyjdzie. Sądzę, że w takiej sytuacji nic nie stracimy jeżeli zejdziemy niżej
- Dobra, jeśli sierżant nie ma nic przeciwko chciałbym iść na przodzie, a kto ma kusze czy samopała w drugim szeregu by się nadał. Imć Thorinie, dołaczysz do mnie?

Thorin uśmiechnął się na zaproszenie, jednakże wskazał na Dorrina który wysforował już do przodu - Wystarczy, że się z nim zrównasz, a ja z kuszy potraktuję to wszystko co się zbliżać będzie. - Po wyrazie twarzy i po lekkim skinieniu głowy, okazał jednak, że docenia propozycję Rorana. Nie uśmiechało mu się jednak pozostawiać kwestii bez odpowiedzi, mogłoby to oznaczać, że albo Glandir zwyczajnie go ignoruje, albo że kronikarz nie ma sam szacunku do własnych słów które już padły. Czekał więc wciąż na odpowiedź nim uczynił choć krok, wolał bowiem zostać zignorowany niż sam do siebie szacunku nie mieć. Na to pierwsze wielkiego wpływu mieć nie mógł, na to drugie już owszem.

Roran zaś skinąwszy z szacunkiem głową potwierdził drugim skinieniem że tak zrobi, czekał jednak aż kronikarz uzupełni co sobie życzył.
- Wiecie czego najbardziej nie lubię, poza orkami, pająkami, goblinami, trollami....- wymieniał tak jeszcze przez całą minutę, by kończąc odetchnąć i nabrać na nowo powietrza. - No wiecie? Nie lubię tchórzy i oszustów, już ja złoję dupsko temu naszemu przewodnikowi. Ino dajcie mnie chwile, przecie sam jestem górnikiem i do licha poprowadzę nas do wyjścia ino decyzji mnie potrzeba. Chodź kopalni tych nie znam, a na mapach też się nie znam wcale..., ale wyjść stąd zdołam.... Jakoś - zawahał się.
- To może lepiej będzie gdy się rozdzielimy? - zaproponował Baldrik nie przemyślając do końca swojego pomysłu.
- A może jednak nie, chyba że chcesz byc trupem uprzejmie zasugerował Roran, któremu niemal natychmiast przytaknął Thorin.
Rozdzielanie się w miejscu zupełnie nieznanym, z dużym prawdopodobieństwem, że już się nie odnajdą było zbyt niebezpieczne i nierozsądne. Było także nieekonomiczne bo oznaczał co najmniej dwie zapalone latarnie... - pomyślał rzeczowo kronikarz. Uważnie obserwował on towarzyszy i stanowiska jakie zajmowali, zastanawiał się czy dane mu będzie z tej wyprawy stworzyć opowieść. W każdej dobrej opowieści trzeba było przedstawić bohaterów i ich charakterystyczne cechy - a te oprócz wyglądu, opierały się w głównej mierze na charakterze. Nic tak nie ujawniało charakteru - zwłaszcza krasnoluda - jak sytuacje ekstremalne...

 
Eliasz jest offline  
Stary 26-07-2013, 22:39   #26
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 13927 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Glandir stał z boku trzymając nad w garści kilka kawałków stali, którą to Roran miał nagrzać wkładając do żaru, a następnie podać Galebowi pod młot. Z pod każdego, jednego uderzenia sypał się deszcz iskier. Momentami Torrinsson kręcił lekko głową niedowierzając wyuczonemu, czy też przekazanemu z pokolenia na pokolenie kunsztowi kowalskiemu Galeba. Glandir cieszył się w duchu, że ma kowala po swej stronie. Siła z jaką uderzał kowalskim młotem w rozgrzaną stal zdawała się być tak wielka, jakby oglądał rozjuszonego ogra. Rudy brodacz pokręcił raz jeszcze głową i położył kawałki stali obok pieca, który rozgrzewał Roran. Krasnoludy wymieniły porozumiewawcze spojrzenia po czym oboje raz jeszcze wejrzeli na Galvinsona, który czuł się jak w swoim żywiole, jak ryba w wodzie. Rytmiczne podnoszenie i opuszczanie ręki brodacza przypominało pracę jakiejś krasnoludzkiej maszyny, która nigdy się nie męczyła, ani nie robiła sobie przerwy.
-Chodź się przejść...- rzekł Glandir kładąc Roranowi dłoń na barku. Skończyli swoją pracę tego dnia, a Galeb? Był tak pochłonięty w wykuwaniu broni, że nawet nie zauważył jak jego pomocnicy zniknęli z kuźni...

Gdy w końcu wyszli na górne partie muru a ich oczom ukazał się widok zbierających się sił zielonoskórych Glandir zadrżał. Takiego widoku jeszcze nigdy nie doświadczył i choć bardzo chciał skryć swe emocje, chyba kiepsko mu to poszło. Wymienił z kamratem kilka zdań i choć usłyszał, oraz powiedział parę pokrzepiających słów, wcale a wcale nie poczuł się raźniej. Widział trolle, widział ogrów, widział zieloną polanę, bynajmniej nie za sprawą soczystej trawy... Gdy już zeszli z muru, wracając powoli do posiadłości Gervala, syn Torrina maszerował z głową pochyloną w przód, jego wzrok dosłownie rozsypał się po kamiennej, brukowanej posadzce korytarza. Lękał się jak nigdy wcześniej. Lękał się, choć wstyd mu było z tego powodu. Pragnął mieć takie podejście jakie teraz pokazywał Roran, o tak. Stary khazad w swoim życiu widział niejedną wielką bitwę i nie raz w takowej brał udział. Być może i na Glandira przyjdzie czas, by kiedyś dzielić się przeżyciami z młodszymi stażem i wiekiem khazadzkimi wojownikami, szukającymi wsparcia...

~***~

-Glandir, syn Torrina!- krzyk khazadzkiego gońca wybił rudobrodego tarczownika z rytmu pracy. Khazad właśnie ostrzył wykute wcześniej przez Galeba ostrze, starając się przy tym tak jakby sam miał w przyszłości walczyć tą bronią.
-Czego?- spytał wycierając ręce w fartuch, wiszący u pasa.
-List z Karak Norn.- rzekł młody krasnolud, którego broda ledwie sięgała wysokości obojczyka. Glandir zdziwił się początkowo. Nie spodziewał się listu. Goniec pewnie dotarł do Azul niedługo przed ich szaleńczą misją w Izor, kiedy wyprawili się by odratować dwie khazadzkie kobiety. Z całą pewnością długo szukał Glandira w tak wielkiej twierdzy. Tarczownik przyjął list i bez ceregieli rozerwał zalakowaną kopertę. Pismo poznał od razu. Proste, bez zbędnych zawijasów, łatwe do odczytania. Torrin. Glandir od razu się domyślił, że wieści, jakie przesyłał mu ojciec są raczej gorzkie, gdyż inaczej pisaniem zająłby się Jorunn, zaś Torrin tylko by dyktował. Tak zaś, stary sierżant nie chciał by jego wnuk poznał treść listu.

Glandir opuścił kuźnię ruszając przed siebie w nieokreślonym kierunku czytając z uwagą list. Początkowo jego treść była dość wzruszająca. Torrin opowiadał w liście o postępach w naukach Jorunna, o talencie młodzika do strzelania z kuszy, oraz o tym, że to właśnie młot stał się ulubioną bronią khazada. Wspominał o regularnych naukach, oraz o ciężkich szkoleniach, które Jorunn godnie znosił.
-Będzie z Ciebie wielki woj synku...- mruknął pod nosem. Jego mina szybko zrzedła, gdy dotarł do fragmentu listu, który opowiadał o rosnących długach u lichwiarzy, o sprzedanym domu i całym dobytku Glandira. Rudy brodacz wiedział, że czas nie jest jego sprzymierzeńcem, a procent ciągle wzrastał... Pokręcił tylko głową. Brzydził się samego siebie, na myśl do czego doprowadził swoją naiwnością. Wszak był wielokrotnie przekonany, że jest dobrym graczem w kości. Jak bardzo się mylił...

~***~

-Za honor i śmierć pod czarnym sztandarem...- syknął Glandir kręcąc głową. Wierzył w tę misję. Być może był niepoprawnym optymistą, lecz wierzył i to głęboko. Coś w duchu podpowiadało mu, że to właśnie ta wyprawa przyniesie mu zaszczyty, chwałę i złoto, którymi odzyska przychylność u ojca, a także szacunek w oczach syna.
Glandir wielce się zdziwił, gdy do herolda podczas przysięgi dotarła wiadomość, którą to prędko ogłosił najemnikom. Ktoś zwolnił ich z służby samego króla? Czy to w ogóle możliwe? Mimo wszystko Glandir przysięgę miał zamiar złożyć. Niedługo potem Glandir otrzymał rozkazy, insygnia i spinki świadczące o jego tytule sierżanta, oraz dwie spinki kaprali. Reakcja Ysassy bardzo go ucieszyła, gdyż Glandir od razu pomyślał o kobiecie, gdy nakazano mu wybrać swoich zastępców.
-Tak też się stanie Ysasso córko Moisura.- rzekł z poważną miną, wręczając spinkę kobiecie. Drugą spinkę wręczył Roranowi. Był doświadczony życiem a także wieloma bojami. Z pewnością będzie z niego dobry... doradca i kapral...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 28-07-2013, 20:08   #27
 
Coen's Avatar
 
Reputacja: 32 Coen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodzeCoen jest na bardzo dobrej drodze
-Wszystko, czego się dowiedziałem o Czarnym Sztandarze, o naszej misji, wypłynęło z ust Gervala.- syknął Glandir spoglądając na sekundę w oczy kronikarza. Rudy krasnolud nie mógł uwierzyć, że tak łatwo padli ofiarami jakiegoś przemyślanego oszustwa. I to na jaką skalę. Stał, tępo patrząc gdzieś w oddalający się korytarz. To wszystko było jakąś jedną, wielką farsą. Gdzie do licha podziewał się ich przewodnik? Zniknął? Zostawił ich? Przecież oczywiste, że nie zaginął, bo te korytarze znać powinien jak własną kieszeń.
-Zdecydowanie. Pierwej trza nam wykonać zadanie, dopiero potem będziemy mogli myśleć nad ścinaniem zdrajców...- rzekł, choć nie wierzył w to co mówił. Czy na prawdę ktoś ich zdradził? Czy Gerval był taką szumowiną? Przecież był krasnoludem, istotą, dla której pojęcie honoru jest priorytetem. Ale z drugiej strony...
-Nie ma co wracać. Trzeba iść dalej.- zdecydował w końcu -Ruszajmy.- rzekł stanowczo, rugając się w myślach za własną naiwność. Gniew, który teraz w nim panował był większy od gniewu spaczonych bogów chaosu...

Baldrik tylko westchnął i usiadł na ziemi opierając się o ścianę, podejrzewał, że jego pomysł spotka się z krytyką towarzyszy.
- Dobra panowie, ja z Dorinem przodem, strzelcy za nami i zaczynamy ten bal burknął znudzony postojem Roran, ruszajac na przód. - Ruszamy dupska, załatwiamy orki i sie zobaczy, miłym kolegom za tą robotę podziekujemy tepa łyżeczką

Glandir tylko przytaknął, tak też weszliśmy do groty, w której była winda. Ot, zwykła, bardzo stara i prosta konstrukcja... po jej sprawdzeniu Galeb
stwierdził, że machina nadaje się do użytku i nie powinna się zarwać. Tak też siłą mięśni, czterech wojowników, opuścili się na dół.

Ysassa chwyciła za korbę, tak jak Galeb, Skalli i Baldrik. Kilka chwil później winda uderzyła o podłoże kilkanaście metrów niżej. Tu ci którzy byli już na dnie zauważyli kolejny zestaw dźwigni i korb, mogli dzięki temu posłać windę ponownie na górę, bez załogi. Na dole znaleźliście się w szerokim korytarzu... ciągnął się dalej niż sięgał wasz wzrok...
- Ej tam, wysyłamy wam windę Ta ruszyła do góry, a zebrani na szczycie sztolni khazadzi ucieszyli się na myśl że ominie ich zjazd linowy... w tym czasie jednak, Hargin usłyszał jakiś dziwny dźwięk dobiegający z głębi korytarza, nie był pewien co to za odgłosy...
- No ruchy, panowie, ruchy. To dobre miejsce do obrony ale reszte trzeba tu ściągnąć. I niech który nasłuchuje, co idzie- krzyknął Roran
- Już do Was schodzimy. Dorrin upewnił się, że wszyscy weszli na platformę i dał sygnał do opuszczania. Zjeżdżali do reszty.
- Zamknąć paszcze, coś słyszałem - rzucił półszeptem zdenerwowany Thorin do najbliższych i zrobił ze dwa kroki w stronę z której dochodził odgłos uważnie celując tam z kuszy. Gdyby mógł nawrzeszczałby na Rorana za brak wyobraźni, lecz tym samym zrobiłby ten sam błąd. Zastygł w bezruchu denerwując się skrzypieniem windy która wolno sunęła do ich poziomu. W ciszy która nastała nawet drobne dźwięki wydawały się uderzeniami młota. Chwile później wycofał się na platformę , nie chciał zostać sam na tym poziomie a obrona z platformy wydawała się całkiem dobrym pomysłem, w razie co umożliwiłaby szybką ewakuację przed przeważającym wrogiem. - Poczekajcie chwilę, warto sprawdzić co to za hałas … może to nasz przewodnik - rzucił szeptem, niespecjalnie wierząc we własne słowa.
- Tak, na pewno i niesie nam swieże jabuszka. BurknąłRoran
- To nie najlepszy moment na żartowanie - powiedział całkiem poważnie Hargrin - Też słyszałem coś w głębi korytarza. Nie wiem co to, ale raczej wątpię by było to coś przyjaznego. Powinniśmy ruszyć dalej i odciągnąć ewentualną walkę od windy. Jeżeli w walce zostałaby jakoś uszkodzona to już po nas. Ale najpierw poczekajmy na resztę - dodał ładując kuszę

***

Wreszcie połączyliśmy siły. Znaleźliśmy się kolejnych kilkadziesiąt stóp niżej od poziomu sali gdzie zgubiliśmy przewodnika.

Hargin uniósł ponad głowę swoją prawą dłoń, kazał reszcie zatrzymać marsz.
- Coś słyszałem z przodu. Śmierdziało jakimś mechanizmem, jak u kuszy, ale mogła to być również jakaś pułapka. Ktoś powinien iść to sprawdzić. - powiedział cicho do towarzyszy
-Ehh, ja pójdę. Młodziaki, za moich czasów....twu, co ja jak stary zgred pierdole. Trzymajcie graty rzucił worek z rzeczami i parę co bardziej dzwoniących elementów na stertę - Jak coś zginie jaja pourywam rzucił oczywistego suchara po czym pociągnąwszy z bukłaczka, z toporem w ręku ruszył w tunel Roran.
- Dorrin, co tak stoisz jakbyś łopatę połknął, ruszaj z nim na wszelki wypadek - skarcił grubasa Hargrin

Roran uszedł może jakiś dwadzieścia kroków, by po chwili zniknąć... Stracił grunt pod nogami i obijając się od ostrych, wystających występów skalnych, ciągnięty siłą grawitacji, leciał w dół. Po chwili dziękował bogom za zbroję i hełm... leżał na kamienistej powierzchni, światła latarni nie miał, zresztą, latarnia była zniszczona po upadku. Powoli się podnosił na równe nogi.
-Roran?!- burknął Glandir widząc, jak stary khazad zniknął mu nagle z oczu.
Krzyk Długobrodego oznaczał tylko jedno. Galeb odpiął od pasa swój młot i wziął do ręki tarczę. Beczka trunku dociążała mu plecy, ale runiarz nie był specjalnie przejęty sporą wagą. Ruszył naprzód.
Baldrik nie chciał stać bezczynnie, pobiegł za Galebem.
Pobiegł i Dorrin... - Ten, tego wybaczcie chłopaki, -znów zapomniał o Yssassie. - ale cholera jasna zaćmienia jakiegoś dostałem! Stał już nad wyrwą i patrzył w dół.
Thorin nie biegł, zniknięcie poprzedników i przeciągły krzyk świadczyły iż w coś wpadli, nie tylko nie chciał sturlać się im na łeb, ale zwyczajnie sam nie zamierzał bez potrzeby obijać sobie kości. Sprawę należało jednak zbadać z bliska i być może udzielić jakieś pomocy. Ze zgrozą zdał sobie sprawę z tego, iż nie miał przy sobie żadnej liny... nie to, aby sobie miał radzić ze wspinaczką, ale w tej chwili zapewne by się przydała...
- Te chłopaki, znalazłem droge, ruchy cicho rzucił Roran, udając że nic sie nie stało. - I podajcie moje graty, bo chyba muszę se golnąć
Po dotarciu do miejsca z którego Roran sturlał się w dół, Baldrik pochylił się nad przepaścią aby ocenić, czy będzie dało się zejść bez użycia liny. W razie czego miał w plecaku 10 metrów liny.
- Czekaj, już do Ciebie schodzę. Zażartował Dorrin - Jak tam? Nie poharatałeś sobie dupska?
- Jak zaraz nie dostane gorzaly to kogos poharatam parsknął śmiechem zbójnik po czym powtórzył - Bierzchcie graty i złaźcie
Chwilę później, w stronę Rorana, poleciał jego worek i reszta osobistych rzeczy... opadła też lina.
Ja Pierwszy! Krzyknął radośnie Dorrin i nie zwracając uwagi na resztę drużyny podbiegł do krawędzi wyrwy. - Hej, no krasnoludzie przesuń się! Wykrzyknął. Odczekał chwilę i skoczył za towarzyszem. Czemu Roran miał być lepszy ? Zarkan też poradzi sobie bez liny.
Roran czym prędzej rzucił sie w bok ze swoimi gratami i nieodłącznym bukłaczkiem.
- Ehhh z kim ja pracuje - użalił się nad swoim losem Baldrik po czym sprawdził wytrzymałość liny szarpiąc ją kilka razy i zaczął się zsuwać na dół.
- Ej, Cyce! Spokój tam do cholery, bo źle to się skończy! - rzucił Galeb spoglądając w dół.
Thorin zamierzał skorzystać z liny... skoro była. Oczywiście asekuracyjnie, przed zejściem łyknął sporą porcję gorzały. Jesli miała się pobić i zmarnować, zawsze to o łyk mniej...
Kiedy wszyscy cieszyliśmy się z odkrycia dziury, Detlef biegiem wrócił do windy. Obejrzał mechanizm korby, po czym luzując jedną nakrętkę zdjął korbę i wsunął ją do plecaka. Jeśli mają tędy wracać, do dobrze byłoby gdyby zieloni nie wjechali windą na górę. A kto wie, do czego taka korba może się w kopalni przydać? Można, dla przykładu, komuś w dupsko wsadzić i zakręcić.
Zszedł jako ostatni po linie. Dotąd nie było rozkazów, żeby tylną straż trzymać, to postanowił właśnie to robić. Widać dowódcy nie ogarniali jeszcze nowych funkcji, a on nie chciał skończyć z dzidą w zadku, kiedy ich gobosy zajdą z drugiej strony.
Hargin spojrzał na rozbierającego windę krasnoluda, ale nawet nie myślał by reagować.
Roran zdenerwowany oczekiwaniem pogonił towarzyszy- No panowie, ruchy. Jak była mowa, ja z Dorinem na przód, za nami strzelcy, dalej szykiem i znów tarcze na tyły. Czas ruszyć dupy
 
__________________
"Wyobraźnia jest początkiem tworzenia.
Wyobrażasz sobie to, czego pragniesz,
chcesz tego, co sobie wyobraziłeś i w końcu
tworzysz to, czego chcesz."
Coen jest offline  
Stary 30-07-2013, 09:03   #28
 
Gob1in's Avatar
 
Reputacja: 17750 Gob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputacjęGob1in ma wspaniałą reputację
Sierotka Marysia i banda krasnoludów - docowe wynaturzenia...

- Zabezpieczcie dół, zaraz tam zejdziemy. - Glandir syknął podchodząc do dziury, w którą wpadł Roran. Niedługo potem cała reszta znajdowała się na dole, a na samym końcu on.
- Coś mi się przypomniało... Poza oficjalnymi rozkazami odnalezienia tej grupy wojowników, dostałem rozkaz zbadania tuneli i zalania ich wschodnią część na najniższych poziomach. Mieliśmy odnaleźć zawór, który kontroluje przepływ wody pod ziemią, o ile dobrze pamiętam... Wcześniej w ten sposób nie myślałem, ale teraz kiedy groźba oszustwa jest tak wielka, że prawie czuję smród zdrajców... Być może ten rozkaz miał doprowadzić do tego, żeby zalać nie tyle korytarze, w których może czaić się wróg... a korytarze, gdzie mogą przebywać te krasnoludy. Zejdziemy tam i zbadamy te rewiry, które mieliśmy zatopić - rzekł stanowczo. - Odpocznijcie chwilę i ruszamy. Czeka nas długa droga. - Dodał na koniec.

- Pytanie czy ma zalać też nas - zasugerował Roran. - Znaleźli jelenie, jelenie umrą, sprawa załatwiona na wieki - dodał smutno. - Ale racja, odpocznijmy. I panie sierżancie, proponowałbym utrzymać w marszu ten szyk co proponowałem, jeśli pan sierżant nie ma nic przeciwko. - Zasugerował na koniec grzecznie.

- Czyżby ten upadek uszkodził ci łepetynę - Glandir spytał unosząc brew. - Na pana trza mieć wygląd i złoto... Ja nie mam ani jednego ani drugiego - zażartował. - Poza tym nie wiem, czy pamiętasz, ale jestem prawie trzykroć młodszy, więc żaden pan. Z resztą to się tyczy was wszystkich. Jestem takim samym najemnikiem, jak wy. Tytuł jest dla tych, co wydali rozkazy, dla formalności. Sierżant ze mnie marny. - Wzruszył ramionami odwołując się do swojej bierności z przed kilku chwil. - Ale racja. Szyk to dobry wymyśliłeś. Tak zostanie. - Rzekł.

- No wiesz - zaśmiał się zbójnik. - Pomyślałem, że na twoim miejscu chciałbym usłyszeć to choć raz - mam to z głowy i za sobą - po czym poklepawszy sierżanta po ramieniu rzekł - Głupot nie gadaj, jaki tam marny, jeno my porwaliśmy się do przodu i ogarnąć się nie daliśmy, nie przejmuj się tym - ot do przodu i co ma być, to akurat będzie. O ile się nie zjebie.

Glandir zaśmiał się pod nosem - Taaa... Dobra, daj no spróbować tej twojej gorzały. - Rzekł sprawdzając, czy kusza gotowa do strzału w razie czego. Roran podał mu swój napoczęty bukłaczek.

- To niedobrze, że marny - odezwał się Hargin patrząc na Glandira. - Wziąłeś na siebie to brzemię, to teraz musisz je dźwigać. Jak przyjdzie co do czego będziesz musiał okazać się sierżantem, bo w razie złej, tragicznej sytuacji na czyje rozkazy będą czekać krasnoludy, na kim będą polegać, od kogo będą chcieli usłyszeć słowo pociechy, jak nie od ciebie? Więc jak chcemy stąd wyjść lepiej się postaraj i bądź dobrym, a nie marnym sierżantem - powiedział najstarszy krasnolud, całkiem poważnie i oschle. Glandir z poważną miną tylko skinął głową w odpowiedzi. Hargin miał rację. Trzeba się było wziąć za siebie...

- Jak chcecie się pocieszać i przytulać, to nie ma sprawy - ale ode mnie wara, bo łapy poprzetrącam... - Detlef mruknął pod nosem, słysząc rozmowy. - Idziemy wreszcie, czy robimy sobie piknik? - zapytał.

- Dowcipniś... - rzucił z przekąsem Glandir uśmiechając się pod nosem. - Ruszamy. - Dodał po chwili uznając, że czas odpoczynku się skończył.
 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...
Gob1in jest offline  
Stary 30-07-2013, 09:37   #29
 
wysłannik's Avatar
 
Reputacja: 981 wysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwuwysłannik jest godny podziwu
Wyglądało na to że Hargin miał ogromne szczęście że przeżył i jeszcze większe że dostał, jak na ten czas, wspaniałą miejscówkę u Lorda Gervala. Nieco zawilgocona i zimna piwnica ogólne by szału nie robiła ale w takim czasie jak ten, wydawała się idealnym schronieniem. Nie musiał dzięki temu siedzieć na bruku, na ulicy jak pewnie część rannych krasnoludów.

Jedni z tych, których przyjął Lord pod swe skrzydła, pracowali w kuźni. Hargin im nieco zazdrościł, bo sam by sobie chętnie popracował w takie kuźni i mógłby sam sobie naprawić pancerz, ale zwyczajnie nie był w stanie. Mimo solidnego opatrzenia i leczącej mikstury musiało minąć jeszcze trochę czasu nim doszedł całkowicie do siebie.
Całe poruszenie bitwą i związane z tym rzeczy ominęły Hargina, gdyż ten odpoczywał w najlepsze.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
7 Karakzet, czas Ezarytu, roku Drum - Daar 5568 KK
Twierdza Karak Azul, piwnica posiadłości lorda Gervala Skarifssona


W piwniczy teraz nikogo nie było. Został sam. Ale nie miał zamiaru leżeć dalej, bo jeszcze by dostał odleżyn. Wstał, trochę pochodził i rozprostował kości na tyle ile mógł. Odgłosy wojny były coraz to bardziej wyraźne i głośne. Bitwa się zbliżała a Hargin nie mógł wziąć w niej udziału. Zamiast tego miał zamiar podziękować Lordowi Garvelowi za gościnę i za dobroć ale zanim doszedł do jego pokoju zatrzymał się gdy przypadkiem usłyszał rozmowę, rozmowę która nie miała wpłynąć na grupę krasnoludów szczęśliwie. Wysłuchał kawałka rozmowy i odechciało mu się iść dalej do Lorda. Nie wiedział do końca o co chodzi. Zdawał sobie sprawę że z pewnością Lord Garvel z tym drugim nie chcą śmierci krasnoludzkiego oddziału, bo gdyby tak było to Lord by ich nie leczył i nie dawał im swojej piwnicy. Chodziło o coś więcej, ale o co? Tego nie mógł się teraz dowiedzieć. Informacje te zachował dla siebie. Nie znał innych krasnoludów tak dobrze, by umówić im o możliwych teoriach spiskowych, a nie chciał wyjść na paranoika, bo jak wiadomo krasnolud nie jest skłonny do zdrady i oszustw a tu jednak było inaczej.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
7 Karakzet, czas Ezarytu, roku Drum - Daar 5568 KK
Twierdza Karak Azul, sala na tyłach domu Gervala


Na odprawę wyruszył z lekką niechęcią po ostatnich słowach Lorda. Wychodziło na to że musiał jednak wejść w to, co wydawało się pułapką. Wycofać się do końca też nie mógł. Wyglądałoby to zbyt dziwnie i podejrzenie. Wszystko wskazywało na to że wpakowali się w niezły szajs. Po słowach herolda zostali chyba oficjalnie członkami Czarnego Sztandaru, który zresztą cieszył się nie najlepszą sławą. Na symbol przynależności do owego oddziału każdy dostał solidną czarną skórznie. Lepiej gdyby były to napierśniki ale wyglądało na to, że musieli się zadowolić kawałkiem barwionej skóry...
Po zakończeniu ceremonii jeszcze większej tajemniczości i wariactwa wniósł uczeń Runmistrza. Dziwnie się poukładało i Runmistrz przejął dowództwo nad Czarnymi. Dlaczego i po co - nikt nie widział.

Królestwo Kazrima Kazadora, Pana Stalowego Szczytu
8 Karakzet, czas Morganitu, roku Drum - Daar 5568 KK
917 stóp pod poziomem miasta, ostatni poziom kopalniany
Wejście do naturalnych jaskiń w pobliżu Kazamatów Śmierci


Tak więc zeszli by odszukać oddział sławnych Łamaczy Żelaza.
Korytarze były poplątane, dziwne i trudne do przejścia ale nie wyjaśniały one zniknięcie w pewnym momencie ich jedynego przewodnika. Ten wszedł w jakiś zakręt i nie wyszedł. Nie było słychać by coś go zjadało albo by walczył przed śmiercią, nic. Wszystko było ukartowane. Zostali pozostawieni w korytarzach sami sobie. Mieli nieco oleju i lamp, mieli trochę wiedzy na temat gór, więc postanowili jakoś wyjść z tego górskiego bagna.
 
__________________
"Inkwizycja tylko wykonuje obowiązki, jakie na nią nałożono. Strach przed nią jest zbyteczny; nienawiść do niej, to herezja." - Gabriel Angelos, Kapitan 3 Kompani Krwawych Kruków.
wysłannik jest offline  
Stary 30-07-2013, 13:52   #30
 
Stalowy's Avatar
 
Reputacja: 17803 Stalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputacjęStalowy ma wspaniałą reputację
Galeb był spokojnym rzemieślnikiem. Spokojnym runiarzem. Wysłano go tutaj aby zapewnił powodzenie w jakiejś wielkiej wyprawie. Czy o to chodziło? Przejęcie Czarnego Sztandaru przez runmistrza pasowało doskonale.

Do tych rozważań dołączyły myśli o poprzedzającym ten dzień tygodniu. Galeb z pozostałymi pracował w pocie czoła zarabiając naprawdę dużo, lecz odwodziło to kowala od tego nad czym powinien pracować zawsze - runy. Co prawda zbrojenie populacji Karak Azul nie można było nazwać płonnym czy bezcelowym, ale to nie było to. Galeb czuł się nieswojo, ale widział, że tak trzeba i że jest to słuszne.

Plotki i bójki nie wywierały na nim wrażenia. To że wplątał się w jedną z nich nie było dobre. Powinien zachować się inaczej i wszystkich usadzić, ale w końcu był tylko czeladnikiem runicznego rzemiosła. Byle oficer przeważał go stopniem, a zwykle także wiekiem, dlatego swoją krzepę wykorzystał w prosty sposób pomagając towarzyszom. Kiedy wracali do posiadłości i jej piwnic szedł za trójką radosnych kompanów. Galeb nie był radosny - jego głowę zaprzątały myśli nad konsekwencjam i wojną. Po prostu nie potrafił nie myśleć o tym dlaczego tak naprawdę tu są i gdzie ich Przodkowie zaprowadzą.

To jeszcze bardziej się pogłębiło wraz z "zaprzysiężeniem" wysłuchaniem wszystkich plotek i informacji jakie towarzysze zabrali przez ten tydzień. Galeb wiedział i rozumiał że to co się teraz działo musiało być jakąś grubszą intrygom. Nie chciał się dzielić jednak przemyśleniami z resztą...

... teraz z resztą nie było po co. Wszyscy już załapali co to znaczy i skupili się na wydostaniu się z tej kabały. Dla Galeba było oczywiste, że zbieranie do kupy faktów w tej chwili będzie miało tylko jeden efekt i to bardzo nieporządany - rozproszenie uwagi i ponowne podjęcie dyskusji i biadolenie jak to daliśmy się wyporwadzić w kanał.

Runiarz z gotową tarczą i młotem przemierzał razem z resztą przeklęty tunel. Dobrze że kupił większy zapas oleju przed wyruszeniem na wyprawę.
 
Stalowy jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:23.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166