Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-03-2014, 20:18   #1
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed.] W sieci zła

Rok 2565 KI. Gdzieś w Imperium

Mężczyzna w podeszłym wieku o siwych, gęstych, sięgających ramion włosach siedział w wiklinowym, bujanym fotelu i w milczeniu spoglądał na maleńkiego chłopca. Choć wyraz twarzy mężczyzny był dość surowy, to niebieskooki blondynek o pucołowatej twarzy, wpatrywał się w niego z zaciekawieniem w oczach, trzymając kurczowo jakąś szmacianą lalkę i przyciskając ją mocno do klatki piersiowej. Maleńki chłopiec milczał, choć było widać, że taki stan rzeczy męczy go i najchętniej zasypał by ów mężczyznę pytaniami. Co jakiś czas przestępował z nogi na nogę, niecierpliwiąc się coraz bardziej. W końcu nie wytrzymał i podszedł do starszego mężczyzny, chwytając go za nogawkę skórzanych spodni, mówiąc delikatnym, ciepłym głosem:

-Dziadku, dziadku...proszę opowiedz mi jeszcze raz tą historię - i po tych słowach zaczął dosłownie wspinać się na kolana dziadka

Ten nie wiele myśląc, podciągnął go swoimi naznaczonymi bliznami dłońmi i usadził na kolanie. Mimo iż twarz starszego mężczyzny delikatnie rozpromieniała, a kąciki ust subtelnie się rozchyliły, to jego spojrzenie nadal było surowe i przewiercające na wylot. Chrząknięcie wydobyło się z jego gardła, po czym wyjął fajkę, na której wyrzeźbiono emblemat komety z dwoma ogonami i zapalił ją. Nim się zaciągnął, zwrócił się do wnuczka:

-No dobrze mały … - nastąpiła cisza, podczas której mężczyzna zaciągnął się mocno i wypuścił gęsty dym z ust. Po czym dodał: -A więc słuchaj uważnie bo wszystko zaczęło się w ..


Ostland. 31 Kaldezeit. Rok 2522 KI.
Miesiąc mrozów


Felde - niewyróżniająca się niczym wioska, znajdująca się niedaleko Wolfenburga. Kilkanaście domów ustawionych w rzędach, otoczone mizerną palisadą, która to niby miała zapewniać bezpieczeństwo zarówno mieszkańcom, jak i przejezdnym podróżnikom. Wystające z ziemi, drewniane, cienkie, zaostrzone na końcu pale chroniły być może przed wilkami, czy innymi mniej groźnymi zwierzętami, lecz dla bandytów, zwierzoludzi czy innego cholerstwa była to tylko czasowa niedogodność, którą z lekka można było ominąć. Patrząc jednak na wioskę, biedę tam panującą, normalny człowiek rzekłby, po co ktoś miałby tych nędzarzy napadać. Pogłoski jednak mówiły o tym, że gdzieś w lasach czai się banda zwierzoludzi, gotowa pożreć serca ofiar, a ciała złożyć w ofierze swoim mrocznym patronom. Sprawiało to, że ludzie codziennie skoro świt spotykali się przy małej, trochę już zniszczonej statuetce Sigmara, którą wykonano z drewna. Sama postać wydawał się trochę za mała w porównaniu z młotem, który Sigmar unosił nad głową. Tam też codziennie rano modlili się o spokój i możliwość zobaczenia kolejnego wschodu słońca.

Pogoda była do dupy, co tu dużo gadać. Śniegi pokryły drogi, praktycznie czyniąc je nieprzejezdnymi, gdyż wysokie zaspy utrudniały piesze i konne wędrówki, nawet najbardziej zatwardziałym podróżnikom. Do tego cholernie zimno, tak że niedźwiedziowi dupę by odmroziło, gdyby ten przebudził się z zimowego snu. Słońce schowane za szarymi chmurami sprawiało wrażenie, jakby nie chciało wyjść zza nich, przez co każdy dzień wydawał się szary i monotonny. Tak było od tygodnia, a dzisiejszy dzień nie zanosił się na jakąkolwiek poprawę, bowiem śnieg od rana sypał obficie, przez co nawet myszy postanowiły zaprzyjaźnić się z kotami, które jeśli ich nie zjedzą, to ogrzeją swoim futerkiem.



Karczma “Złoty knur” nie należała do najlepszych, delikatnie to ujmując. Drewniane, poobgryzane i ledwo trzymające się na zawiasach drzwi nie miały wcale ochoty się zamknąć, przez co w środku lekko pizgało. Gdy tylko mocniejszy wiatr zawiał, drzwi z łoskotem otwierały się, wpuszczając do środka płatki śniegu i mroźne powietrze. Tylko dzięki temu, że karczmarz palił non stop w piecu, zdawało się jakoś wytrzymać, choć i tak zebrana klientela siedziała głównie w swoich płaszczach i rozgrzewała się jakimś podrzędnym grzańcem, zagryzając to ciepłym gulaszem z pajdą chleba. Oczywiście wybór dań był dość wąski zważywszy na miejsce i czasy. Karczma poza posiłkiem i napitkiem oczywiście oferowała także nocleg. I tutaj wybór miejsca był dość szeroki, bowiem poza główną salą (10 p), można było wynająć skromny i nawet ciepły pokoik w dość przystępnej cenie (15 s), do którego można było domówić sobie ciepłą kąpiel w balii (2s). Dla tych, którzy nie szukali aż takich wygód, karczmarz miał specjalną ofertę, czyli stajnię choć tu trzeba było się liczyć z tym, że noc może minąć w towarzystwie koni czy świń, o różnych szczurach, karaluchach się nie wspominając.

Choć do zmierzchu było jeszcze daleko “Złoty Knur” powoli wypełniał się mieszkańcami i przybyszami. Stali bywalce, jak zawsze zajęli stoły bliżej paleniska, tak by ogień przyjemnie spoglądał swoimi ciepłymi płomieniami właśnie na nich. Kelnerki poczęły roznosić piwo w dużych, choć już trochę zaśniedziałych kuflach i podawać ciepłą, dopiero co nałożoną strawę na stoły. Przy wejściu, zarówno po lewej jak i prawej stronie, stały dwa wolne stoły, mogące pomieścić pięcioro głodnych i zmarzniętych wędrowców. Przy samej ladzie, choć ludzie się tam tłoczyli niczym świnie do koryta, można było dostrzec dwa wysokie taborety, na których można było zalec. Mało ważne było, iż ów miejsca siedzące wyglądały, jakby widziały czasy Asavara Kula, a jeden z nich miał lekko ułamaną nogę, to dla strudzonego podróżą wędrowca, w dodatku pokrytego warstwą śniegu, była to nic nieznacząca przeszkoda.

Poza stałymi bywalcami, którzy coraz głośniej kłócili się na wszelakie tematy, do karczmy zaczęli się zjeżdżać wędrowcy i zajmować miejsca. Mało kto jednak tak naprawdę zwracał początkowo uwagę. Gość to gość, ni mniej ni więcej dla tych prostych chłopów. A gości trochę było…choć nim do nich przejdziemy warto przyjrzeć się naszym bohaterom, którzy po przekroczeniu progu, skierowali się ku karczmarzowi.



Przesympatyczny tłuścioszek stał za ladą z lekko kwaśną miną, jakby interes miałby mu się zaraz zawalić. Kufel, który stał po jego prawej stronie, był pełen, a gęsta i biała piała wyglądała dość apetycznie. Lecz gdy tylko zauważył, jak zbliżają się kolejni goście zachęcił ich gestem ręki do siebie...
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 06-03-2014, 21:29   #2
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 1308 Tadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumnyTadeus ma z czego być dumny
Na lśniący puklerz królowej Myrmidii! Jakże on nie przepadał za tym błotnistym, brudnym krajem, w którym niebo niemal bezustannie przybierało kolor brudnej szmaty!

Uniósł do twarzy różową, bogato wyszywaną chustkę, by choć przez chwilę stłumić smród odwiedzanej właśnie imperialnej osady. Westchnął z rozczuleniem, uzmysławiając sobie, iż nadal wyczuwa na niej śladowe ilości perfum przepięknej seniority de Calmari, która swego czasu umiliła mu pobyt nad błękitnym estalijskim morzem popołudniowymi schadzkami w letniej rezydencji jej ojca.

Przez moment znów znalazł się myślami w swojej wspaniale ciepłej, słonecznej ojczyźnie, gdzie wszystkie okna zdobiły bogate pęki dojrzałych kwiatów i aromatycznego lawendowego ziela, kraju, w którym kobiece uda były pięknie opalone, a kąpieli nie praktykowano jedynie od święta. Rozmyślania przerwał bulgoczący chlupot łajna i błota, które wystrzeliły spod kół jakiegoś przemykającego wozu... Prosto na jego odzienie, kapelusz i twarz.
- Uważaj gdzie stoisz, fircykowaty pojebańcu!!!
Dostało mu się jeszcze na odchodnym od rozczochranej, niemal bezzębnej baby kierującej miotającym brudem wehikułem.

Imperium... ojczyzna jego świętej pamięci matki, seniory de Vorna Grassa, kobiety, którą zawsze postrzegał jako świętą, wcielenie wszelkich żeńskich cnót. Czcił ją bezgranicznie. Nawet po jej śmierci. To by uczcić jej pamięć, postanowił zwiedzić kraj jej narodzin, największe z ludzkich państw, uzurpujące sobie prawo do przewodnictwa w wojnie z nadciągającym z północy złem.

Nic, co słyszał, nie przygotowało go na to, czego miał doświadczyć.

Do Felde trafił niemal przypadkiem, skuszony zasłyszanymi w okolicy doniesieniami o mitycznych zwierzoczłekach, które to ponoć grasowały w okalających mieścinę kniejach. Nie wybaczyłby sobie, gdy na własne oczy nie ujrzał takich dziwów.

- A seniore! - zafurkotał ekstrawaganckim, egzotycznym odzieniem, podchodząc energicznie do poczciwie wyglądającego karczmarza. - Prego, jeśli łaska, chciałbym o coś wypytać... - zagaił, opierając się swobodnym, nonszalanckim ruchem o szynkwas. - Te człeki zwierzęce to u was naprawdę? Bądźcie mili mi rzec, bom z wielce daleka przybył wasze dziwa zobaczyć - zapytał z entuzjazmem.
 
Tadeus jest offline  
Stary 07-03-2014, 15:12   #3
Szpieg Reptilian
 
Zombianna's Avatar
 
Reputacja: 38919 Zombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputację
Wszyscy narzekają na zimę: na mróz, śnieg i na to, że ciężko o pożywienie. Zaczynają jęczeć, gdy tylko pola uprawne przykrywa gruba warstwa białego puchu, a wychudzone zwierzęta kryją się w leśnych ostępach, próbując jakoś przeżyć do roztopów, kiedy to świat na nowo pokryje się niezbędną do życia zielenią. Ciemno, zimno , głodno - i tak przez kilka dobrych miesięcy.

Zoję śmieszyło podobne ględzenie. To, co miejscowi nazywali ostrą zimą, w jej ojczyźnie nie zasługiwało nawet na miano jesiennego przymrozku. Tam to dopiero zima dawała w kość! Hałdy zlodowaciałego śniegu, sięgające ponad głowę rosłego męża, stada wilków rozzuchwalone do tego stopnia, że napadały na małe miasteczka i niekończąca się noc, podczas której słońce zachodziło na długie tygodnie, pogrążając świat w mroku. A w mroku to nie zwierzęta są największym niebezpieczeństwem…

Imperium nie było takie złe, jeśli przymknęło się oko na pokręcone prawo i ogólną wrogość do obcych. Wiadomo - goście zawsze stanowią niewiadomą, a w tych niespokojnych czasach każda niewiadoma jest potencjalnym zagrożeniem, zarówno dla życia jak i zdrowia autochtonów. Wojna odcisnęła swe piętno nie tylko rujnując gospodarkę kraju. Trawiła serca i umysły zwykłych obywateli, nie pozwalając im zapomnieć o niedawnym koszmarze. Nie można zapomnieć o tysiącach trupów i strachu, ściskającym gradło na podobieństwo żelaznej obręczy.

Gdyby matką ją teraz widziała, to ze złości poczęłaby się w urnie przesypywać. Zamiast siedzieć we własnym domu razem z mężem i gromadą dzieci, włóczyła się po obczyźnie, za jedynych towarzyszy mając wysłużony łuk i kapotę, co już bardzo głośno wołała o krawca. Z głodu żołądek przysechł jej do kręgosłupa, a ciałem raz po raz wstrząsały dreszcze. Musiała zajrzeć do miasta, innego wyjścia nie było. Ciepły kąt na kilka nocy, pełen talerz i balia parującej wody - takich luksusów na próżno szukać w dziczy.



Wizja rychłego odpoczynku dodawała sił. Raźno maszerowała zaśnieżonymi uliczkami nieznanego jej miasteczka, kierując swe kroki ku “Złotemu Knurowi z nadzieją, że wizyta obejdzie się bez przykrych niespodzianek. Nadzieja matką głupich, lecz każda matka kocha swoje dzieci...taaa, jasne. Zoja doskonale wiedziała, że i od tej reguły są niechlubne wyjątki.

Do karczmy weszła cichaczem, nie chcąc zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Ku swemu zdziwieniu i szczęściu, uwagę właściciela zaprzątał jegomość w ekstrawaganckich łachach, drogich zapewne pierońsko i nietutejszych. Stanęła z boku, czekając aż obcy załatwi co ma załatwić i będzie mogła bez przeszkód zamówić coś do jedzenia. Karmić musieli tu nie nie najgorzej, a świadczył o tym obłędny zapach dobywający się z kuchni.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

"I am the bad one, distant and cruel one.
I am the dream that, keeps you running down."

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 07-03-2014 o 16:50.
Zombianna jest offline  
Stary 07-03-2014, 15:30   #4
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Sylvańczyk brnął w kopnym śniegu raźno przed siebie. Zimno zdążyło mu się dać we znaki podczas tej wędrówki od ostatniej wioski. Nie czuł przemarzniętych stóp. O niczym tak teraz nie marzył jak o palenisku przy którym mógłby je rozgrzać. O noclegu pod gołym niebem nie mogło być mowy. Odmroził by sobie dupę jak nic, o ile by całkiem nie zamarzł. Dlatego widok dymów nad lasem powitał z westchnieniem i uczuciem ulgi. Przyśpieszył kroku.

Po przejściu kolejnych dwóch kilometrów wioska ukazała mu się w pełniej okazałości.

-Dunklen Arsch- wyrwało się młodzianowi gdy zobaczył walącą się palisadę i zaniedbane obejścia. Na szczęście była tu karczma o ile dobrze ocenił wyróżniający się z ogólnej mizerii budynek.

Ucieszył się jak od dawna nie było mu dane. Odkąd uciekł od ojca brutala z Sylvanii, jego życie przypominało nieustanna walkę. Pięć lat włóczęgi zdążyło go zahartować. Pięć lat w czasie których dzięki nowo zawartym znajomościom wdrożył się do nowego fachu - rabowania grobów. Poznał zasady rządzące imperialnym półświatkiem i nie bardzo mu się one spodobały. Jak wszędzie silny rządził słabszymi i na nich żerował. Nie dość, że sama robota niebezpieczna to jeszcze trzeba było miejscowej gildii złodziei odpalać dolę. Stracił na robocie najlepszych przyjaciół i postanowił, że on tak nie skończy. Dwadzieścia lat to dobry wiek, żeby się ustatkować. Uznał, że najwyższy czas zmienić swoje życie. Czas wojny to zapotrzebowanie na żołnierzy. O ile nie jest to najbezpieczniejsza fucha to przynajmniej można zyskać szacunek wśród ludzi i nie jest się wyjętym spod prawa. Do tego dochodzi regularny żołd. Liczył na to, że w Wolfenburgu zaciągnie się do armii i tam zmierzał.

Wszedł niepewnie do karczmy. Ku swemu wielkiemu zadowoleniu zauważył, że jest palenisko przy którym można się rozgrzać. Podszedł do kontuaru za którym stał karczmarz.
- Gospodarzu kufelek piwa i jakąś ciepłą strawę, tylko migiem.

Trzęsącymi się rękami wyciągnął ostatnie monety jakie jeszcze miał w kieszeni. Czekając na zamówienie obrzucił szybkim spojrzeniem jakiegoś południowca, który zagadywał gospodarza o zwierzoludzi.

-Od zwierzoludzi lepiej trzymać się z daleka Mein Herr. Nie jest to atrakcja tylko śmiertelne zagrożenie.
 
Ulli jest offline  
Stary 07-03-2014, 16:10   #5
 
Andamant's Avatar
 
Reputacja: 31 Andamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodze
Klaus Hertzening pożegnał się już Arianną i Dietterem Sprechtem i skierował swojego srokatego konia ku karczmie Pod Złotym Knurem. Być może tam się dowie czegoś o tych mendach, których szuka. Nie znał ich twarzy, ale nienawidził z całego serca. Na Verene, czy człowiek może aż tak nienawidzić?

Dotarł do stajni, dał chłopakowi pięć miedziaków, aby ten zajął się Rauferem i go rozkulbaczył, po czym wszedł do środka. Od razu poczuł jak ciepło przenika jego zmarznięte członki. To było miłe uczucie, po tym jak spędził wiele tygodni na trakcie, tropiąc imiona bez twarzy, wyobrażając sobie ich śmierć i tak w kółko. Od razu skierował swoje kroki do baru i krzyknął do barmana:

-Jedno jasne i coś do żarcia!

Rozejrzał się po sali. Nic dziwnego, widział w swoim życiu lepsze i gorsze miejsca, ale zainteresowała go grupka gości. Jakiś paniczyk interesował się zwierzoludźmi, zaś drugi, młody chłopak, stanowczo odradzał mu takie spotkanie. Ech głupcy z daleka, co oni mogli wiedzieć o zwierzoludziach...

-Jeśli wiesz gdzie są Simon Krugger, Gunter Grass i Fulko Hess, to ci nawet minotaura wytropię, chociaż te spotkanie zbyt dobrze by się nie skończyło- powiedział starając się powstrzymać uśmiech, który cisnął mu się na twarz.
 
Andamant jest offline  
Stary 09-03-2014, 12:28   #6
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 12975 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Karczma, jeśli tak można to było nazwać przygarnęła pod swoje nieprzyjemnie pachnące ramiona wiele osób. Zdecydowaną większość tworzyła grupa miejscowych, którzy jak co wieczór swego kiepskiej jakości, szarego życia przychodziła do przybytku trwonić z trudem zarobione miedziaki, na piwo, wino i co ino. Złoty knur, przyciągnął też zupełnym przypadkiem kilku podróżników. Osoby obce w tych okolicach, bardziej lub mniej. Między innymi też i rosłego Norsmena o rudych, miedzianych wręcz włosach. Trudno było go nie zauważyć. Miał prawie sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Był barczysty i dobrze zbudowany. Co prawda nie było tego tak widać, kiedy spity drzemał z głową na drewnianym stole. Tuż obok niego o ścianę stało oparte spore toporzysko. Broń, którą z całą pewnością wymachiwanie było nie lada wyzwaniem. Mężczyzna przebudził się gdy jeden z miejscowych, już pod wpływem któregoś kufla piwa zataczając się zahaczył o Tyra. Rudzielec otwarł oczy, podniósł głowę i przetarł dłonią twarz mlaskając przy tym jak małe dziecko szukające maminego cycka.

~Trzy dni temu~

Wiatr wył niby stara księżniczka zamknięta gdzieś w wieży, w oczekiwaniu na swego wymarzonego księcia. Śnieg wesoło skrzypiał pod ogromnymi buciorami Tyra. Norsmen kpił sobie z takiej zimy, albowiem w jego rodzimych stronach zima potrafiła w środku dnia zabić niską temperaturą dzikie zwierze porośnięte grubym futrem. Pogoda tego dnia oszczędziła podróżników i tym razem śnieżyca nie postraszyła nikogo na trakcie. Tyr maszerował przed siebie dziarskim krokiem, bez żadnego, konkretnego celu. Ot zwykły awanturnik, kluczący od wioski do wioski szukając sposobności na łatwy zarobek.
-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy...- zachrypnięty głos wydostał się zza sporego dębu. Sekundę później na pokrytą śniegiem ścieżkę wytoczył się przeciętnej postury człek odziany w potargane, dziurawe i znoszone łachy. Tyr zmierzył cherlaka od stóp do głów i jego największą uwagę przykuł mały toporek, wciśnięty za pas.

-Spójrz tylko kuzynie, kto zawitał w nasze strony.- nieznajomy rzucił w kierunku drzew, po drugiej stronie ścieżki. Po chwili oczom Tyra ukazał się drugi mężczyzna. Zgarbiony i zarośnięty kilkutygodniowym zarostem osobnik z jednym okiem. Osobnik zarechotał głupawo przyglądając się z ukosa norsmenowi.
-Taaa. Skąd wędrujesz wielkoludzie?- spytał. Tyr uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.
-Z krainy skutej lodem, gdzie wataha wygłodniałych wilków to najmniejszy po za domem problem.- odrzekł dumnie.
-Tu też wilki to nie problem.- syknął jednooki osobnik.
-Dokładnie. Można tu spotkać zwierzoludzi, orków, kultystów i wielu banitów.- dodał drugi z mężczyzn.

-Ale na szczęście od tych drugich strzeżemy tej okolicy, pobierając przy tym drobne opłaty od takich wędrowców jak ty.- rzekł uśmiechając się szeroko ukazując olbrzymie braki w uzębieniu.
-Taaa? A jakie to opłaty pobieracie strażniku dróg? Ja nie tutejszy więc nie znam się zbytnio.- Tyr udał przejętego.
-Daj złocisza i możesz maszerować dalej.- rzekł jednooki.
-Złocisza na łeb oczywiście.- dodał drugi z mężczyzn. Tyr skinął głową i sięgnął ręką po skórzaną sakwę, gdzie brzęczało kilka monet.
-Mam. Proszę.- rzekł wyciągając rękę z dwiema monetami do człowieka, który jako pierwszy wyłonił się zza drzew. Osobnik spoważniał i wejrzał na swego druha który tylko wzruszył ramionami. Człek wyciągnął rękę po złoto i w tej samej chwili Tyr złapał go swoją prawicą za nadgarstek z łatwością go wykręcając.

Głośny krzyk bólu poprzedziło przerażające chrupnięcie łamanej kości. Tyr energicznym ruchem przyciągnął obezwładnionego banitę do siebie traktując go łokciem lewej ręki w nos. Mężczyzna upadł na ziemię w momencie zalewając się krwią. Widząc to jednooki chwycił za mieczyk wciśnięty za pas i skoczył w stronę Tyra. Norsmen popisał się kocią gracją. Błyskawicznie złapał za drzewiec swego topora, zawinął nim i celnym ciosem w ostrze miecza, wybił broń z ręki drugiego banity. Ten w ogromnym szoku powędrował wzrokiem za swoim mieczykiem, co skrzętnie wykorzystał Tyr doskakując do osobnika. Wielkolud złapał banitę lewą ręką za potylicę mocno do siebie przyciągając, zaś kciuk prawej ręki wcisnął w jedyne zdrowe oko nieszczęśnika. Paskudny mlask stał się symbolem nowego etapu życia pechowca, który teraz miał nie lada problem.

Tyr wejrzał na przerażonego banitę z zmiażdżonym nosem, który widząc jak norsmen oślepia jego kuzyna, począł panicznie odczołgiwać się do tyłu. Rudzielec uśmiechnął się nieznacznie i podążył za osobnikiem by po chwili stanąć mu buciorem na piersi. Wielkolud wyciągnął bez żadnego problemu toporek banity.
-Marna robocina...- rzekł z politowaniem spoglądając na broń po czym wziął zamach i ukrócił cierpienia mężczyzny wbijając mu żelezieniec toporka po sam, drewniany trzonek w głowę.
Tyr wziął głęboki wdech, złapał swój topór w garść, oparł go drzewcem na barku i ruszył dalej, jak gdyby nigdy nic...

~Dzisiaj, Złoty knur~

~Hm... Ta ruda to zdrowa kura...~ pomyślał obrzucając nowo przybyłą kobiecinę wulgarnym i chamskim wzrokiem. Dawno nie pieprzył żadnej zdrowej kury. Dopił resztkę piwa, które miał w drewnianym kuflu i przeliczył zawartość sakwy. Przez chwilę walczył z myślami, czy aby nie pokusić się na postawienie nieznajomej kielicha wina, ale szybko się zreflektował i zrezygnował z tego pomysłu, licząc na to, że sama sobie zafunduje alkohol, spije się i wtedy będzie łatwiejszym kąskiem.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 09-03-2014 o 19:01.
Nefarius jest offline  
Stary 09-03-2014, 19:38   #7
 
wysłannik's Avatar
 
Reputacja: 147 wysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znany
Było strasznie zimno a do tego śnieg nie przestawał padać. Zdawałoby się, że pada coraz mocniej. Z każdym podmuchem wiatru Magnus musiał przytrzymywać swój kaptur od płaszcza, by nie spadł mu z głowy. Był już mocno zmarznięty a do tego musiał co jakiś czas poprawiać kolczugę, którą najwyraźniej założył nie dokładnie, tak iż go teraz uwierała spadając co jakiś czas z prawej strony na lewą odsłaniając szyję. Nie był przyzwyczajony do podróży ale mógł czego mógł się spodziewać u podnóża gór w czasie zimy? Musiał to przeboleć. Posłaniec, którego mijał późnym popołudniem mówił, że wieczorem Magnus powinien natknąć się na gospodarstwo, gdzie będzie mógł spocząć na noc. Jednak ciemność już zapadła a gospodarstwa ni ścieżki, która by do niego prowadziła ni widu ni słuchu. Wędrowiec postanowił zrobić sobie króciutki przystanek na załatwienie potrzeb. Las biegł z jednej i drugiej strony. Magnus, by zapewnić sobie pewną anonimowość, i dlatego że nie miał wyboru, poruszał się bez światła. Dawało mu to pewną przewagę gdy już się przyzwyczaił do ciemności. Gdyby miał światło, to nie widziałby nikogo kto nadchodziłby z przodu, a poza tym byłby dobrze widoczny z lasu, a tego naprawdę chciał uniknąć.
Sikanie po ciemku miało jednak swój minus. Nie mógł zobaczyć schowanego w ciemności i pod lekką warstwą śniegu truchła zwierzaka. Leżało pod drzewem ewidentnie martwe i to blisko traktu. Był to trup sarny. Nie zabił jej inny zwierz ani kłusownik. Leżała z wywalonymi flakami. Człek by zabrał zwierze na mięso, dziki zwierz by zżarł albo poobgryzał jelenia, a tam były tylko wywalone flaki, poza tym była nietknięta. Magnus zastanawiał się co mogło to zrobić, gdy usłyszał z głębi lasu ryk, przerażająco potężny ryk. Nie chciał wiedzieć do kogo albo czego należał. Palce miał tak skostniałe, że nie potrafiłby utrzymać miecza, więc wziął nogi za pas kierując się w stronę rzekomego gospodarstwa.

Gospodarstwo było faktycznie blisko traktu, było z niego widoczne jednak Magnus dotarł do niego późno w nocy, a nie na wieczór, jak prawił posłaniec. Raufer skierował tam swoje kroki. W budynku mieszkalnym nie paliły się już żadne światła. Drugi budynek, stodoła albo warsztat, miał uchylone drzwi. Wędrowiec pomyślał że będzie to dobre miejsce na spokojny nocleg. Włamał się tam po cichu nie budząc psa leżącego w budzie. Rano zmył się nim gospodarz się zorientował.

Do „Złotego Knura” dotarł wczesnym wieczorem następnego dnia. W środku było już dość sporo osób. Widok zmęczonych i brudnych wieśniaków nie był dziwny, ale nie spodziewał się ujrzeć aż tylu nietutejszych, a tych dało się bez problemu wyróżnić. Magnus rozejrzał się po klienteli. Podszedł do szynkwasu, zamówił dwa kufle tutejszego piwa, zapłacił i podszedł do siedzącego samotnie norsmena.
- Czy ja was nie kojarzę z jakiejś bitwy? – zapytał stawiając jeden z kufli pod nos woja.
 
__________________
Inkwizycja tylko wykonuje obowiązki, jakie na nią nałożono. Strach przed nią jest zbyteczny; nienawiść do niej, to herezja." - Gabriel Angelos, Kapitan 3 Kompani Krwawych Kruków.
wysłannik jest offline  
Stary 10-03-2014, 21:10   #8
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Przy barze

Gdyby ktoś przechodził obok lady barowej, mógłby zauważyć grupę ludzi dyskutujących między sobą. Choć nie wyglądało na to, by się znali, to jednak pojawił się wspólny temat, który sprawił, że rozpoczęli dyskusje. A gdyby zbliżył się do nich wystarczająco blisko, mógłby usłyszeć taką o to rozmowę:

Emanuel uradował się bardzo, widząc, że aż dwie persony zechciały pociągnąć temat tajemniczych, miejscowych istot.
- Ach gracias, seniores! - rzucił z wdzięcznością, błyskając szerokim uśmiechem. - Znaczy to, że te potwory czymś więcej, niż plotkami są? Verde to, że on tu po lasach grasują? Widzieliście może na oczy własne?
Na pytanie blondyna jednak pokręcił tylko przecząco głową.
[i]- Słuchy mnie nie doszły [i]- rzucił - O kompanach, co ich wymieniacie. To krewniacy wasi, seniore, że gotowyście potwora po lasach tropić, by ich znaleźć? Sagrada Familia. Familia rzecz święta, jak u nas powiadamy. Wielce to szlachetne, te szukanie wasze. - rzekł szczerze i nie bez podziwu.

- Co do potworów Panie to ich istnienie jest tak samo pewne jak to, że przed tobą stoję- powiedział Olaf nie zmieniając wyrazu twarzy. Wyglądał jakby udzielał lekcji dziecku- wywodzę się z małej wioski Erzgebirge w przeklętej Sylvanii. Raz do roku wystawialiśmy zwierzoludziom beczkę z okowitą. Moi kamraci wierzyli, że je w ten sposób obłaskawią. I przybywały tłumnie na ten poczęstunek chociaż Sylvania, jak może wiecie nie słynie ze zwierzoludzki, a zgoła z czego innego.

Karczmarz widząc,że został ubiegnięty w odpowiedzi początkowo cieszył się, że nie musi brać udziału w tej dyskusji, jednak duma nie pozwoliła milczeć mu. Zbliżył się do Estalijczyka i patrząc mu prosto w oczy powiedział:
-Jedni wierzą, inni nie. Ja widziałem Panie na własne oczy a to moje świadectwo - po tych słowach odpiął górą część koszuli, ukazując, szeroką na trzy palce, bliznę idącą od jabłka Adama, w dół w kierunku pasa. - Sami więc oceńcie...a jeśli szukacie takiego stwora, pobliskie lasy pełne takich niespodzianek - a głos karczmarza ociekał gniewem.

Emanuel chrząknął zakłopotany, bo i zrobiło się trochę niezręcznie. Nie spodziewał się, że występowanie w okolicy stworów, które on sam do tej pory brał jedynie za istoty mityczne, aż tak bardzo dało się miejscowym we znaki.
- A rzeknijcie mi, senior… - kontynuował już trochę ostrożniej, bo niekoniecznie chciał zaczynać pobyt od rozsierdzania miejscowych - Lord wasz zbrojnych nie wysłał? Chorągwi nie wystawił? A świątynie wasze tutejsze? Czy nie powinny zwalczać takiego zła?
Był zdziwiony, iż gnieżdżący się po lasach plugawcy najwyraźniej byli aż tak pospolitą rzeczą, iż nawet nie starano się ich wyplenić, zmuszając miejscowych zamiast tego, by bez żadnego wsparcia mieszkali z nimi prawie po sąsiedzku.

Olaf parsknął śmiechem, lecz szybko się opanował.
-Rządzący są zajęci swoimi sprawami, szczególnie teraz gdy na północy niespokojnie. Ludzi poza tym brak, bo na wojnie poginęli. Inna sprawa, że ci na górze rzadko przejmują się tymi na dole, ot niesprawiedliwość. Kończąc wypowiedź machnął ręką jakby chciał dać do zrozumienia, że nie chce ciągnąć tematu.

Goście

Co jakiś czas drzwi od karczmy otwierały się, przyjmując pod swój dach nowe persony. Wzrok biesiadujących ludzi padał od czasu do czasu na nich, jednak ostatnio nikt godzien uwagi nie przekroczył progu. No bo kto by się przejmował jakimś mężczyzną, zmarzniętym i przemoczonym, którego jedynym pragnieniem był dzban grzanego wina i miejsce przy palenisku. Miejscowi, jak to miejscowi, swoi ludzie, którzy zaglądali tu każdego wieczora, o ile Sigmar pozwolił im go dożyć w swojej dobroci. Karczmarz w końcu podał zamówioną strawę i napitek naszym bohaterom, w tym czasie pod dach “Złotego Knura” zaczęli przybywać przybysze.

Pierwszy z gości, a właściwie pierwszą, na którą warto było zwrócić uwagę była pewna dama. Kobieta o szczupłej budowie ciała, niewielkiego wzrostu, który nie odejmował jej urody, a wręcz przeciwnie... Można by rzec - piękna i zjawiskowa. Jej bogato zdobione ubranie oraz kapelusz z fikuśnym i rudym lisem oraz czarnym piórkiem mówiło o niej jedno - szlachcianka pełną gębą. Karminowe usta idealnie kontrastowały z delikatną cerą, a ciemno zielone oczy sprawiały, że ten, kto w nie spojrzał, mógł się ot tak po prostu z miejsca zakochać.



Gospodarz praktycznie płaszczył się przed nią, oferując zapewne strawę i nocleg, ona jednak nawet na niego nie spojrzała. Machnęła delikatnie, wręcz niedbale ręką, a już obok niej pojawił się mężczyzna. Kawał chłopa, a patrząc na jego poznaczoną bliznami twarz, do głowy przychodziła jedna myśl - kawał skurwysyna. Ów skurwiel miał ponad metr dziewięćdziesiąt, był szeroki w barach niczym Khazadzki górnik, czy zabójca trolli. Pod zarzuconym na siebie długim, cienkim płaszczem można było dostrzec kontury zbroi, którą nosił. Na plecach przewieszony miał miecz z długą, delikatnie posrebrzaną rękojeścią, a przy bokach zwisały mu dwa krótkie miecze w pochwach. Łapy miał również poznaczone bliznami i widać było, że walka to jego żywioł. “Chodząca góra mięśni” spojrzała z góry na karczmarza i wysypała mu na dłoń kilka złotych, brzęczących monet. Karczmarz od razu zaczął wydawać polecenia swoim kelnerkom, co by tu pokój gościnny odpowiednio przygotowały, pospieszyły kucharza z przygotowaniem strawy i oczywiście, by najlepsze wino z piwnicy przyniesiono… Wielki skurwiel odprowadził szlachciankę na górę, a za nimi podążyło jeszcze dwóch młodzików. Nieśli oni walizy, jakieś księgi, pisma, ledwo co nadążając za swoją panią… Po chwili wszyscy zniknęli w jednym z pokoi gościnnych, zamykając za sobą drzwi.

Kolejni goście, którzy z racji swego pochodzenia rzucali się w oczy, to Norsmeni. Grupa sześciu wojów z północy, a każdy dobrze zbudowany i zarośnięty na mordzie niczym puszcza. Gdy tylko przekroczyli próg karczmy, od razu skierowali swe kroki do karczmarza. Sypnęli srebrem, domagając się ciepłej, porządnej strawy z jakiegoś mięsiwa i po dzbanie piwa na łba.



Pośród tej szóstki, jeden szczególnie się wyróżniał. Choć był niższy od pozostałych, lecz równie szeroki w barach, to miał w sobie coś, co przyciągało uwagę. Widać było, że reszta podąża właśnie za nim. Woj miał długie, blond włosy, zaplecione w warkocze, które sięgały mu nie wiele poza ramiona. Na siebie miał zarzucone grube futro, zapewne z niedźwiedzia, a przez plecy przewieszony był topór na długim stylisku. Poza tą bronią Norsmen nosił jeszcze w pochwach, przytroczone do boków, dwa krótkie miecze. Posiadał naszyjnik zrobiony z prostego rzemyka i nanizanych nań swobodnie zębów ludzkich, który był świadectwem jego zwycięstw. Do tego na nadgarstkach Norsmen nosił żelazne bransolety, na których wyryto postać dwóch niedźwiedzi.
Paru drwali widząc, jak banda z północy poszukuje wzrokiem miejsca do siedzenia, zaprosiła ich gestem dłoni do siebie. Tam rozpoczęły się dyskusje, śmiechy, które zwieńczono toastem wykrzykując gromkie:

-Haraldur!!! - powtórzone przez ludzi północy trzykrotnie, zapewne na cześć swojego wodza

Pośród gości można było dostrzec jeszcze młodzika, który to namiętnie rozmawiał z jedną z kelnerek, choć na gościa to on nie wyglądał. Zapewne jeden z miejscowych przyszedł na jednego i przy okazji chciał poflirtować z niewiastą... Ci bardziej spostrzegawczy, przypatrując się chłopcu, mogli zauważyć, że ten najwyraźniej jest zakochany w niej po uszy, o czym świadczyło to, jak na nią patrzy, gesty jego rąk czy delikatnie próby dotknięcia jej dłoni swoją.



W innej części sali można było dostrzec kolejną kobietę, która siedziała samotnie. Bujne, kruczoczarne, rozpuszczone włosy sięgały jej do podbródka, delikatnie zasłaniając jej twarz. Kobieta miała na sobie skórznie, a miecz oparła o kant stołu.



Popijała piwo spokojnie, zakąszając jakimś mięsiwem, w którego sosie maczała chleb. Zdawała się być pochłonięta swoimi myślami, więc nie zwracała uwagi ani na Norsmenów ani na innych gości, aż…

Do tego momentu wszystko było piękne i śliczne. Norsmeni wraz z drwalami stukali się kuflami, radośnie śpiewając i “przechwalając” się swoim męstwem, inni goście również żywo dyskutowali do czasu, gdy drzwi otworzyły się na oścież. Zimny, wręcz lodowaty wiatr powiał do środka i próg gospody przekroczyło pierw dwóch mężczyzn, za którymi wszedł trzeci. Pierwsza dwójka była najmniej ważna, bowiem wystarczyły dwa słowa do ich opisania. Fanatycy Sigmara.

Trzecia persona jednak sprawiła, że cała karczma zamilkła na chwilę i zwróciła uwagę na nowego, niespodziewanego gościa. Mężczyzna był dobrze po trzydziestce, a jego twarz mówiła, że widział i przeszedł nie jedno. Ostre, ponure rysy twarzy i niebieskie, chłodne oczy sprawiały, że gdy patrzyło się na nieznajomego, to przechodziły ciarki po całym ciele. Na głowie nosił kapelusz z szerokim rondem, na którym widniał znak przedstawiający czaszkę, przez którą przechodził młot. Na sobie miał długi, sięgający ziemi płaszcz, pod którym rysowała się wyraźnie metalowa i znoszona zbroja. a do tego przerzucony przez plecy miecz i dyndający u pasa bicz. Dodatkowo za pas miał wetknięty pistolet, którego rękojeść zrobiona była z czarnej kości. Co jakiś czas mężczyzna poklepywał rękojeść dłonią, jakby to go uspokajało. Gdy drzwi zamknęły się za nim, a mężczyzna wszedł do środka, rozpiął on płaszcz, ukazując wszystkim zebranym srebrny wisior, na którym zawieszony był srebrny emblemat, przedstawiający kometę z dwoma ogonami. Jednym słowem “Złotego Knura” odwiedził łowca czarownic wraz ze swoją dwuosobową świtą.



Gdy kierował swoje kroki ku właścicielowi tego przybytku, rozglądał się spokojnie i badawczo na lewo i prawo, lustrując wszystkich swoim wzrokiem. Widać było, że część ludzi najchętniej zaczęła by zbierać się do wyjścia, albo stała się niewidzialna. Wzrok, którym inkwizytor “zaszczycał” gości był pełen podejrzliwości i pogardy. Karczmarz zaczął lekko się trząść, widząc jaki zaszczyt go kopnął, lecz wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak tylko zaoferować nocleg. Na szczęście, jak się po chwili okazało, łowca poprosił o pokój i strawę dla siebie i swoich towarzyszy, po czym udał się na spoczynek. Widocznie przebywanie w tym miejscu, z taką hołotą było poniżej jego godności.

Gdy tak się stało, karczma znów odżyła na nowo… choć było widać, że każdy dwa razy pomyślał, nim cokolwiek powiedział. W końcu o kłopoty nikt się nie zamierzał prosić...
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 11-03-2014, 17:49   #9
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 12975 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Rudowłosy mąż wejrzał zdziwionym wzrokiem na postawiony przed nim kufel piwa. Gest człeka ucieszył Tyra niezmiernie, nawet jeśli osobnik miał się mylić. Rudzielec przyciągnął kufel z nieskrytym zadowoleniem, wymalowanym na twarzy, złapał w garść ucho kufla i wypił kilka łyków, zupełnie jakby był nie wiadomo jak bardzo spragniony.
-W wielu potyczkach brałem udział w czasie trwania wojny z chaośnikami.- odrzekł wycierając usta przedramieniem.
-Chodzi ci przyjacielu o którąś, konkretną bitwę?- spytał posyłając w międzyczasie rudowłosej kobiecie ukradkowe spojrzenie.
Magnus usiadł na przeciwko norsmena.
- Rozchodzi mi się o bitwę pod Middenheim. Nie wiedziałem was tam czasem? - zapytał spoglądając na obiekt zainteresowania wojownika. - Nie brzydka, co? - uśmiechnął się lekko patrząc na rudowłosą kobietę.

-Pod Middenheim? Ano brałem udział w tej potyczce. Zacna to była bitwa, jedna z piękniejszych w jakich brałżem udział. Prawie życie ze mnie uleciało tamtego dnia. Pracowałem jako najemnik pod gildią Heinricha Donensmarcka. Pies do tej pory całego złota mi nie spłacił...- wielkolud splunął w bok z pogardą -Ruda, dobra i zdrowa.- rzekł po chwili namysłu i obserwacji dziewoi.
-Jam jest Tyr - Pogromca umrzyków, lub Strażnik kurhanu, jak wolisz. Może być i po prostu Tyr. Przypomnij mi twoje imię, bo pamięci do twarzy nie mam i twego imienia spamiętać nie byłżem w stanie.- dodał.
- Magnus Raufer - odpowiedział wystawiając otwartą dłoń do norsmena. - Ja pod Middenheim domu swego broniłem. Byłem wtedy w ochotniczym oddziale. Tyle plugastwa na raz nigdy żem nie widział. - wbił swój wzrok w stół i gapił się tak w bezruchu przez chwilę. Potrząsną głową i kontynuował - Pogromca umrzyków mówicie. A co cośta takiego zrobili, że tak się zwiecie?-

Wielkolud wzruszył ramionami nie odrywając wzroku od oczu rozmówcy.
-Udowodniłżem, żech jest tak dobry wojak, za jakiego się miałem.- odrzekł z uśmiechem na ustach -Mąż, który przewodził moją rodzimą wioską stwierdził, że zuchwalec ze mnie, to też dał mi okazję do udowodnienia moich racji. Chłop nakazał wybrać mi się do kurhanu, gdzie spoczywało kilku przodków z naszej osady. Doszły go słuchy o grasujących w okolicy rabusiach grobów. Na miejscu spotkałżem trzy truposze, które pożywiały sie ciałami zmarłych.- mówił głośno i dumnie -Trzy łby ożywienców przywlókłżem do chaty mego wodza, który to dał mi tytuł Strażnika kurhanu.- wzruszył ramionami raz jeszcze -I oto jestem.- dodał po chwili uśmiechając się szeroko -A Ciebie tu sprowadza?- spytał robiąc kilka łyków piwa z kufla.

- Obrońca zmarłych, chwalebne. - powiedział popijając piwo - A ja tu za przygodą i chlebem chyba jestem. Pewnikiem doszły ciebie słuchy, że okolica mało przyjazna, bo to jakiś zwierzoczłek czy inne plugastwo się kręci. A ja swój oręż za złoto wynajmuje, a że już z chaosem walczyłem, to myślę że może tu być dla mnie robota. - odpowiedział, zdjął kaptur odsłaniając swoje długie do ramion, rozczochrane brązowe włosy, zdjął płaszcz i powiesił go na krześle. - A was sprowadzają tu umrzyki?
-Umrzyki? Sram na nie he he...- zarechotał głupkowato -Łażę od wiochy do wiochy i szukam sposobu na zarobek. Przypierdolić potrafię, to też za najmitę szukam fuchy.- rzekł.
- No to wypijmy raz jeszcze za wspólny, dobry fach! - powiedział podnosząc kufel w górę.
Rudy Norsmen poparł rozmówcę i upił sporą część zawartości kufla.
-Jeśli nie masz nic do roboty dołącz do mnie. Wyglądasz na takiego, którego pilnować nie trza, bo rade se da.- zaproponował człekowi...

~***~

Tyr i Magnus rozprawiali. Norsmen nie szczędził języka by przybliżyć wyobraźni rozmówcy opisu swych rodzinnych stron. Wspominał o nocy, która trwała tygodniami, mówił o dziwacznych w tych stronach świętach na cześć oręża, lwów morskich, czy roztopów. Mówił o trofeach i o historii swego ojca, który wszak w wiosce z której Tyr pochodził, jego przodek był bohaterem wcale nie mniejszym niż on sam. Wielkolud opowiadał o swojej wędrówce z północy do Imperium, o pierwszym wrażeniu, oraz o kilku bitwach w których brał udział. Magnus bez większego trudu mógł stwierdzić, że rudzielec jest mocnym duchem, który nie daje sobie nadepnąć na odcisk. Tyr nie używał kwiecistej mowy, wręcz przeciwnie. W każdy sposób dawał do zrozumienia, że jest prostym człekiem, barbarzyńcą wręcz, lecz to nie sprawiało, że czułby się obco w Imperium.
Nowo przybyli goście nie zwracali na siebie uwagi Norsmena. Miał ich wszystkich gdzieś, wszak miał swoje sprawy i kufel piwska pod ręką. Nawet łowca czarownic nie wywarł na Obrońcy kurhanu jakiegoś wrażenia, które mogłoby nie wiadomo jak wstrząsnąć olbrzymem. Ot ważniak z religijnym symbolem obrzucający otaczających go ludzi pogardliwymi spojrzeniami. Nic nadzwyczajnego.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 12-03-2014, 12:12   #10
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Olaf doczekał się w końcu na zamówione przez siebie rzeczy i zaczął się posilać. Jednym uchem słuchał dalszej rozmowy południowca z jeszcze jednym przybłędą. Musiał przyznać, że przybysz sprawiał wrażenie sympatycznego w swojej niewiedzy i naiwności. Jedząc bacznie też obserwował wchodzących do karczmy.

Szlachcianka ze swym ochroniarzem, lub szampierzem. Pewnie ma wypchaną kiesę, ale okradnięcie jej to wielce ryzykowna robota. Towarzyszący jej wielkolud z pewnością połamałby kości złodziejowi.

Jeszcze gorzej postrzegał grupę norsmenów, która wparowała do środka. Ci jak podpiją mogą zacząć demolować wnętrze i przy okazji nakłaść po gębie przypadkowym gościom. Na szczęście skumali się z drwalami i na razie nie byli agresywni.

Czarę goryczy przelało przybycie łowcy czarownic z dwoma fanatykami. Mimo mrozu panującego na zewnątrz Olaf poważnie rozważał opuszczenie karczmy. Nie cierpiał tych nawiedzonych świętoszków, którzy w imię Sigmara potrafili wybić lub poddać torturom całe wioski. Im na prawdę niewiele było potrzeba. Tymczasem zbliżała się noc i trzeba było przenocować. Z obrabowania szlachcianki nici. Pozostało zdecydować gdzie przenocuje.

- Karczmarzu ile jestem ci winien? Dolicz nocleg we wspólnej izbie.
 
Ulli jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166