Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-07-2014, 22:06   #1
 
Inferian's Avatar
 
Reputacja: 8185 Inferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed.] - Strach ma wielkie oczy

Jest późny wieczór. Drużyna podąża właśnie traktem wiodącym do Altdorfu. Mijacie zakręt i wychodzicie na długi prosty odcinek drogi otoczony z obu stron lasem. Na drodze w niewielkiej odległości widać wóz jadący w tym samym kierunku. Już z daleka widać, że na wozie siedzą dwie postaci z czego jedna to dziecko. Tył zakrywa płótno. Wóz jedzie bardzo wolno, przez co bez problemu wyrownujecie z nim. Dzięki temu widzicie że na starym, niemalże rozpadającym się wozie siedzi stary mężczyzna ubrany w płócienny kaftan przepięty skórzanym pasem. Nogi okrywają mu również skórzane buty. Za pasem ma sztylet. Jego pomarszczona twarz obrośnięta jest gęstą, siwą brodą. Obok niego siedzi mała dziewczynka wyglądająca na niespełna 10 lat. Ma na sobie trochę za małą i podniszczoną sukienkę. Cała jest umorusana. Uwagę przyciągają tylko jej piękne kruczoczarne włosy, sięgające ramion.


Gdy tylko zobaczył was starzec, zatrzymał wóz i obrócił się ku was. Zwraca się do postaci stojącej najbliżej wozu szczerząc swoje zepsute zęby:

- Czegoż to szukacie w lesie o tej porze tak szlachetne panowie? Jeśli wola wasza nie odpowiadać zrozumiem. W tych dniach wiele jest niebezpieczeństw w okolicy, toż i lepiej nie zwierzać się nieznajomym.

- Że las niebezpieczny jest, to wiemy. Wszyscy wiedzą, ze w lasach niebezpieczeństwa różne sie kryją i stwory różne a paskudne po lasach łażą.- powiedział jak gdyby do siebie Hargrom

- Witajcie, witajcie - zaczął Randulf. - Żadni z nas szlachetni panowie. Wędrowcy my zwykli, co dachu nad głową na noc szukają, tudzież strawy, co by jej nie trzeba było samemu robić, bo czasem warto zjeść coś, czego się samemu nie upolowało.
A czy w waszych okolicach więcej się paskudztwa ulęgło, niźli w innych okolicach? -
spytał, odruchowo rozglądając się dokoła.


- Był bym wdzięczny jeśli byście dotrzymali nam towarzystwa, w drodze do naszej wsi.


Czyżby aż tak się źle w okolicy działo? - pomyślał Randulf, że staruszek prosi o ochronę? Bezpłatną? Wóz wygląda jak gdyby zaraz miał się rozwalić, a szkapa zakończyć swój żywot. Ale i tak dobrze, że nie prosi o pchanie...
- Skoro w tym samym kierunku jedziemy, to czemu nie - powiedział na głos. - Opowiecie przynajmniej, co ciekawego w okolicy się dzieje. Macie jakąś karczmę w wiosce?

- Tylko popędź konia woźnico byście nas nie spowalniani zbytnio.- dodał Karl - Powiedz mi starcze co ktoś taki jak Ty robi sam z wnuczką na trakcie skoro obawia się o swoje bezpieczeństwo.

Luis siedzał cicho. Nie zwykł zbytnio spoufalć się z chłopstwem.

– Z chęcią. Wszak w grupie raźniej i bezpieczniej. Jeździec podjechał blisko woźnicy i wyciągnął w jego kierunku rękę. - Zwe się Oswald Bosch, a to moi kompani.

- A czemu by ni? I tak trzeba nam będzie tam na popas stanąć, a na tym mule ślamazarnym i tak dużo przed Wami nie dojadę. - dodał Hargrom wspierając decyzję pozostałych


- Nazywam się Jakub, a to pacholę to nie moja wnuczka szczerze, jeno przygarniona. Ojca zabili, a matka to już dawno do ziemi poszła żal mię się zrobiło niedoli. Jej Alicia jest. No Alicia ukłoń rzesz się panom!


W tym czasie dziewczynka z zaciekawieniem przyglądała się wojownikom i ich broni.

- Randulf. - Właściciel wspomnianego imienia nadrobił zaległości w obowiązkach towarzyskich. Ostanio raczej nie miał okazji do popisywania się kulturą osobistą. Której (prawdę mówiąc) i tak nie miał w nadmiarze. - Miło mi, panno Alicio.
Wspomniana panna wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy, a Randulf miał nadzieję, że dopiero trafiła pod opiekuńcze skrzydełka Jakuba, a nie - na przykład - był to efekt rocznej juz opieki.
- Dobrze że masz kogoś, kto się tobą zajmie - dodał.
Nie do końca było to szczere. Czasami taka przygarnięta sierotka miałaby lepiej w lesie, niż przy takim opiekunie.
Widział w życiu kilka takich przypadków.
Uśmiechnął się do dziewczynki, chociaż (nie da się ukryć) w postępowaniu z dziećmi nie mał wprawy, zaś jego uśmiech... Zdawało mu się, że go dawno nie używał i nie był pewien, czy dobrze mu wyjdzie ta próba.


- Ja jestem Karl i razem z nimi wskazuję na towarzysz podróżuję do Altodrfu. Więc powiedz nam czego się można obawiać w takiej spokojnej okolicy


Kiedy dziewczynka skłoniła główkę podróżnikom, ciągle wpatrując się w nich z zaciekawieniem, Oswald mrugnął do niej uśmiechając się lekko i znów zwrócił swoją uwagę na Jakuba. - A jak tam okolica u was? Bezpieczny to szlak? Jakie wieści ciekawe może znasz? - W tej chwili dało się słyszeć huczenie sowy na pobliskim drzewie. Koń Boscha zachrapał lecz Oswald szybko uspokoił go, lekko się nachylając w siodle i klepiąc zwierzę po karku.


*beknięcie* - Mam nadzieję, że ta wasza wieś jakowaś porządna jest. Bom już trzy dni ciepłej strawy nie jadł, a i antałek nieprzyjemnie lekki. Gadajcie, jak tam we wsi. - dodał Hargrom

- A panoczki, źleż się u nas w Fjern dzieje. Będzie to już parę tygodni jak kto nam dzieci morduje. Zawsze w nocy pacholęta znikają, a rano martwe maluśkie znajdujemy. W lesie, a raczej przy cmentarzu biedne leżą. Zbój jaki je morduje. Już ze tuzin zamordował. Nawet nasz pan Walter i jego wojaki nic nie mogą zrobić. Już kobiety pacholęta po zmroku w izbach trzymają. Ja moje dziecię też. - spojrzał na dziewczynkę - w gospodzie w Fjern możecie się dowiedzieć więcej. Sołtys poszukuje śmiałków, którzy zajęliby się tą mroczną sprawą

- Całą noc będę czuwał i modlił się do Pani Jeziora w intencji rychłego pojmania złoczyńcy, który we wsi niewinne kobiety i dzieci morduje! A żeby nie poprzestać tylko na tym, lecz również czynem przysłużyć się do tego, aby waszej niedoli ulżyć, to z samego rana ruszę ku twej osadzie, aby mordercę pojmać i sprawiedliwość mym mieczem mu wymierzyć! - zapewnił Luis

Śmiałkowie, sołtys... to brzmiało obiecująco. I mogło przynieść kilka groszy, które z pewnością zasiliłyby chudnącą sakiewkę. A skoro ofiar jest kilka, dziesięć ponad, to i wioska zbyt mała nie może być. A to by znaczyło, że - nawet jeśli nie przy polowaniu na złoczyńcę - to okazja będzie, by na chleb zarobić, i może koszulę nową.
- Zobaczyć trzeba - powiedział Randulf. - Może uda się nam rozwiązać zagadkę.


Nastała noc i starzec za proponował aby rozbić do rana obóz, gdyż w nocy straż nikogo nie wpuszcza do wioski - zgodnie z zarządzeniem pana Waltera.
 

Ostatnio edytowane przez Inferian : 03-07-2014 o 09:05.
Inferian jest offline  
Stary 03-07-2014, 00:09   #2
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
Luis z niesmakiem spoglądał na starca. Rozlatujący się wóz, przyziemne problemy, jakieś dziecko, że niby wnuczka? Rodzice niebogi pomordowani, bieda aż piszczy. Nie takiego widoku spodziewał się de Carcassonne. W bibliotece swojego ojca czytał wiele poematów na temat sielskiego życia chłopów, którzy weseląc się i bawiąc wiodą uczciwy żywot uprawiając swą ziemię, która rodzi dostatnie owoce. Wolny czas spędzają zaś na tańcach i jarmarkach. Nie był przekonany czy powinien wierzyć książkom czy starcowi. Z jednej strony Imperium różniło się od Bretoni, wobec czego tutejsza ludnośc również powinna być inna. Z drugiej zaś strony stary chłop na pewno nie czytał poematów, które zgłębiał Luis. Wobec tego nie mógł nic wiedzieć o tym, jak powinien żyć. Coś tu jednak nie do końca grało.

Towarzysze Luisa, też nie wyglądali książkowo. Daleko im było do herosów opisywanych w antycznych sagach. Choć może to tylko pozory. Luis obruszył się na słowa jednego z kompanów: "Żadni z nas szlachetni panowie"? -Co to ma znaczyć?! Co on sobie myśli. - Oburzył się w myślach Luis. -Muszę uważać na tego wichrzyciela, kto wie co to za ziółko. - Zapamiętał sobie jegomościa nie odzywając się słowem.

Następnie skierował wzrok na kolejnego towarzysza. Niejakiego Oswalda. Coś mowiło Luisowi, że człek ten może być szlachetnie urodzonym, choć rycerz pewności nie miał, jeno intuicję. Na pewno będzie można liczyć na niego także w bitce. Co nie było tak oczywiste w stosunku do drużynowego anarchisty. Trzecim zaś kompanem był chyba krasnolud. Luis nie był w stanie tego stwierdzić. Jako, że jego lico było gładkie na wzór najnowszej bretońskiej mody, to każdy bardziej krępy i brodaty jegomość uchodził -w jego mniemaniu- za krasnoluda. Jako, ze wcześniejszy jego kontakt z tą rasą ograniczył się tylko do lektury książki "O dziwactwach naszego świata" oraz odwiedziny trupy krasnoludzkich błaznów na dworze jego ojca, to młody rycerz postanowił wstrzymać się z opinią na temat towarzysza do czasu lepszego jego poznania.

Na wieść o mordercy dzieci krew zawrzała w Luisie. Nie mógł on znieść faktu, że ktoś krzywdzi tak niewinne istoty. Choćby miał oddać życie w tej sprawie, to postanowił pochwycić zbira i wymierzyć mu sprawiedliwą karę. Najlepiej za pomocą miecza. Od razu począł tedy przygotowania wznosząc, w ramach modlitwy, śpiewy do Pani Jeziora, aby ta błogosławiła jemu i całemu przedsięwzięciu, które ma zamiar podjąć drużyna w tej sprawie. Nawet nie pytał innych o zdanie. Kwestia rozwiązania tej sprawy była dlań tak oczywista, że w obliczy odmownej reakcji towarzyszy byłby gotów udać się do osady samemu aby pojmać mordercę.

Kiedy zatrzymali się na noc, młody rycerz zabrał się za przygotowania. Przywiązał swego konia do drzewa, tak aby ten się nie zerwał. Wybierając miejsce starał się, aby było to możliwie jak najbliżej ogniska oraz aby koń miał trochę trawy do poskubania, coby to głodem w nocy nie przymarł. Następnie zabrał się za zabezpieczanie swojego ekwipunku. Z juków wydobył hubkę i krzesiwo, a następnie wręczył je starcowi,na czas wykonywania przez niego czynności, nakazując mu rozpalenie ognia oraz polecając jego wnuczce, aby nazbierała chrustu na opał. Korzystając ze swojej wiedzy na temat przetrwania w leśnych ostępach młodzieniec starał się określić możliwe zagrożenia i korzyści jakie znajdowały się w zasięgu obozujących. Następnie rozsiadł się na kocu oznajmiając, że chętnie obejmie pierwszą wartę.
 

Ostatnio edytowane przez Mortarel : 04-07-2014 o 11:15.
Mortarel jest offline  
Stary 03-07-2014, 02:27   #3
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu
W mniemaniu Karla sam staruszek i wóz, który jest chyba starszy od niego, długo nie pociągną na trakcie więc jakaś wioska musi się znajdować całkiem niedaleko.
Chętnie dołączył do rozmowy ze starcem chłonąc każde jego słowo i gest. Jako długoletni Łowca nagród z własnego doświadczenia wie że ludzi znających okolicę warto pociągnąć za język i podpytać o dalszą drogę.
Historia z wnuczką nie przekonała go, będąc tyle lat zdany tylko na siebie nauczył się że wszyscy kłamią i nie warto ufać nikomu. Tym bardziej chłopom spotkanym gdzieś w lesie.

Moi towarzysze? O ironio? On to powiedział? Przecież tak naprawdę to są całkiem obcy ludzie. Ktoś po prostu szepnął mu dobre słówko o nich a im o nim i nie myśląc wiele wyruszylimy razem. Wiadomo że na trakcie lepiej podróżować razem niż osobno. Zwłaszcza jak podążają w tym samym kierunku. Dlatego też towarzystwo wnuczki i dziadka nie będzie mu zbędnie przeszkadzał.... do czasu aż nie będą zbędnym balastem....

Karl Miller? Tak się im przedstawił. Karl Miller, podróżnik, poszukiwacz przygód, łowca nagród... Phi... to przecież nie tylko najbardziej popularne imię i nazwisko w Imperium ale także profesja nie mówiąca o nim nic czego nie byłoby widać na pierwszy rzut oka. Gdy się słyszysz taką odpowiedź, do głowy przychodzą dwie myśli. Pierwsza: moje imię i to co robię to nie Twój zasrany interes! No i druga: dzisiaj jestem Karl Miller, jutro mogę być kimś innym więc albo masz do mnie jakiś interes albo spływaj.

Gdy zauważył baczne spojrzenie Alicji na sobie zastanowił się kogo tak naprawdę widzi. Wysokiego, żylastego mężczyznę, który młodość dawno ma za sobą. Ubranego w typowy ubiór podróżniczy i w obłocony oraz poszarpany płaszcz, który wydaje się być starszy od niej samej... Gdy spoglądnęła na jego twarz, to mogła się przestraszyć. Dawno znikł z niej uśmiech czy jakakolwiek radość w oczach. On po prostu nie ma dla kogo żyć więc żyje dla siebie, chce przeżyć kolejny dzień jednocześnie nie chowając głowy w piasek jak robił to kiedyś. Najzwyczajniej w świecie walczy o swoje, o to co mu się należy. Poza oczami, także pasukdna blizna biegnąca wzdłuż szyi - jak by ktoś kiedyś chciał mu niezdarnie poderżnąć gardło - mogła postraszyć. Parodniowy zarost pamiętający ostatnią karczmę oraz długie kruczo-czarne włosy - niegdyś imponujące teraz klejące i tłuste - także nie dodawały mu uroku.

Na wieść o zabójstwach, jego wyuczona przez lata profesja dała znowu o sobie znać. Ciekawe czy jest jakaś nagroda? - pomyślał. Rozważając to a także jak najłatwiej mógłby kogoś w tych lasach wytropić, zajął się przygotowanie noclegu. Jego ruchy są automatyczne od dobru paru lat praktycznie tylko tak sypia. Zostawia swojego wierzchowca obok konia zagranicznego szlachcica i pomaga w rozpaleniu ognia. Dzięki swojemu doświadczeniu i umiejętnością stara się ocenić czy miejsce na nocleg jest odpowiednia i bezpieczne. Później kładzie się w nie dalekiej odległosć od konia i swoich bagaży a jednocześnie blisko ognia. Zajadając pozostałości po prowiancie i kładąć kuszę w zasięgu ręki mówi:
Mogę wziąć drugą wartę, obudź mnie kiedy będzie czas - zwraca się do szlachcica, Luisa.
 

Ostatnio edytowane przez Dnc : 03-07-2014 o 17:13.
Dnc jest offline  
Stary 03-07-2014, 20:56   #4
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27485 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Kompania do najlepiej dobranych nie należała, lecz Randulf nie zamierzał ani narzekać, ani też pochopnie oceniać swoich towarzyszy podróży. Każdy jest taki, jaki jest i zwykle nic na to nie można poradzić.

Spotkanie staruszka z wnuczką (i tajemnica, jaka czekała na nich w wiosce) stanowiło świetną okazję, żeby przekonać się, ile kto z tej dzielnej drużyny jest wart... a kto potrafi tylko wydawać polecenia, w świętym przekonaniu, że on wie wszystko i to najlepiej.

Randulf ruszył obok wozu, świadom faktu, że dodatkowy ciężar mógłby przyspieszyć zgon wiekowego pojazdu. Co prawda takie wolne tempo było nieco męczące, ale gdy kto w życiu przemierzył tyle kilometrów, co on...

Miejsce, jakie na nocleg zaproponował dziadek, nie wyróżniało się niczym szczególnym - ot, typowa polanka, gdzie zmieści się i wóz, i paru podróżnych. Ani lepsza, ani gorsza od setek innych.
Randulf pomógł zebrać Alicii nieco drew na ognisko (chrust był kiepskim pomysłem, jeśli ognisko miało się palić przez całą noc), a potem naciął nieco gałęzi dla siebie, by nie spać na gołej ziemi.

- Obudźcie mnie na ostatnią wartę - powiedział.
 
Kerm jest offline  
Stary 03-07-2014, 21:11   #5
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
Luis postanowił skorzystać z wolnej chwili, aby zapytać się dziewczynki ukradkiem, czy to aby na pewno jest jej dziadek i czy nie została porwana albo coś gorszego.

To mój dziadek - skłamała lecz Luis to wiedział, że nie jest to jej prawdziwy dziadek lecz osoba, która się nią opiekuję tak jak Jakub sam wcześniej mu powiedział - moi rodzice zostali zabici - odpowie ze smutkiem, widać po niej tęsknotę z nimi i pragnienie, aby mieć kogoś kto się nią opiekuje, kogoś chociażby takiego jak dziadek.

-Gdzie poznałaś swojego dziadka? - Podpytywał dalej -Opowiedz mi jak zginęli Twoi rodzice? Czy twój dziadek dobrze Cię traktuje? - Luis sprytnie ukrył nieprzyjemne pytanie o śmierć rodziców dziecka między dwoma pozytywnymi - miał nadzieję - pytaniami. Liczył na to, że dziecko będzie bardziej skłonne do udzielenia mu odpowiedzi na wszystkie pytania.

- Dziadek jest z Fjern i tam zawsze mieszkał, znałam go jeszcze gdy mój tatuś żył, bardzo się lubili. Mój tata zawsze mu pomagał. - odpowiedziała dziewczynka zbierając chrust na opał
Gdy zaś padło kolejne pytanie, Alicia zaczęła mówić:
-Mój tatuś pewnej nocy został zabity, mieszka..., mieszkańcy - zająknęła się - znaleźli jego .. - nie potrafiła dokończyć, z jej oczu pociekły łzy, a ona sama nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Gdy tylko zobaczył to starzec rzucił wszystko co robił i podszedł do niej tuląc to siebie. Wiedział już dlaczego płacze i spokojnie mógł dokończyć co zaczęła.
-Jego okrwawioną głowę znaleziono pod bramą w Fjern. Nie smuć się to nie twoja wina - powiedział starzec do Luisa, ona po prostu bardzo za nimi tęskni.
-Nie smuć się moje dziecko, jestem przy tobie. - powiedział do Alicji, mocno ją przytulając.

-No już dobrze. - Odparł Luis. -Starcze, wracaj do pracy, drewno ma być nazbierane przed nocą. Ja jeszcze chcę zamienić parę słów z Twoją wnuczką.

Luis chciał usłyszeć odpowiedź na trzecie pytanie, ale obecność dziadka przy dziecku mogła wpłynąć na odpowiedź.

Dziadek nie protestował, chociaż podejrzliwie spoglądał na mężczyznę, który to ta bardzo chciał przebywać sam na sam z jego opiekunką.

Ciężko było Alicji opanować rozpacz, ale gdy Luis powtórzył pytanie, Alicja okiełzała smutek. Jej oczy spojrzały na rycerza, a z ust wydobył się miły, wrażliwy głos.
- Nie jest tak jak było mi z tatą, ale jest w porządku. Wiele mi zabrania, ale ze względu na moje dobro, bo ostatnio giną dzieci. Mam co jeść i w co się ubrać, dziadek łączy koniec z końcem, jest ciężko, ale nie chce mnie smucić, a jestem dodatkowym obciążeniem.

Luis skinął głową. I polecił dziewczynce wracać do zbierania gałęzi.
 
Mortarel jest offline  
Stary 03-07-2014, 22:15   #6
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu
Zajmując się swoim koniem i wyposażeniem z ciekawością spogląda na scenę jaka miała miejsce na skraju lasu. Niestety nie słyszy słów ale już wcześniej się zorientował, że historia o wnuczce starcowi nie wyszła. Coś tu nie pasowało....ale to nie była jego sprawa.
Rzuca jeszcze jedno ostatnie spojrzenie na starca i Luis'a aby żaden z nich nie zrobił nic głupiego. Zwłaszcza ten pierwszy. Rycerz pewnie rozpłatałby go nim, ktokolwiek zdołałby wymówić to jego długie, dziwne nazwisko... po czym pewnie by musieli przygarnąć jeszcze to dziecko.

Gdy już zajął się swoimi tabołkami i pomógł w przygotowaniu ogniska pomyślał, iż ten ich cudaczny krasnal podzieli się może raz jeszcze łykiem swojej gorzałki. Odnalazł więc krasnoluda Hargroma i zagadnął: Hej, coś tam się jeszcze znajdzie na spodzie powiedział wskazując antałek Rozgrzałbym swe trzewie przed pójsciem spać Jeśli towarysz się z nim podzielił choćby łykiem alkoholu Karl skłania głowę w podzięce i obiecuje zrewanżować się w następnej karczmie. Jeśli nie to świetnie to rozumie, na szlaku trzeba zawsze myśleć wpierw o sobie.

Znajdując się koło ogniska tuż przed pójściem spać, zagaduje do wszystkich bez konkretnego adresata: Skoro jesteśmy już tak blisko wioski w której się dzieją te straszne modry, to może dla pewności zostawmy po dwóch na warcie. Jest nas z Jakubem sześciu chłopa, trzy wart po dwóch? Co Wy na to? Ja mogę wziąc ostatnią z Randulfem.
Ponadto starcze, może nam coś jeszcze opowiesz o tutejszych terenach?
 

Ostatnio edytowane przez Dnc : 03-07-2014 o 22:18.
Dnc jest offline  
Stary 04-07-2014, 10:41   #7
 
Cattus's Avatar
 
Reputacja: 14048 Cattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputację
Oswalda poznaliście jakiś czas temu w jednym z większych miasteczek na szlaku. Szybko okazało się że pracował jako ochrona karawany, lecz chwilowo kupiec zatrzymał się w domu, tym sposobem kończąc kontrakt.
Jest to mężczyzna w kwiecie wieku, choć trudno określić jakąś konkretną datę urodzenia. Może mieć 25 albo 30 lat. Dość wysoki i dobrze zbudowany, choć nie wielkolud. Głowę pokrywają mu kasztanowe włosy sięgające karku. Stara się je przycinać tak żeby nie wchodziły mu one do oczu. Twarz nosi ślady walki w postaci sporej blizny na lewym policzku, znacznie mniejszej nad okiem, kilku zmarszczek. Ciemnobrązowe oczy trzeźwo i czujnie patrzą na świat.
Ubranie podczas podróży przykrywa kaftanem kolczym i skórznią. Przy boku nosi bastarda, a do siodła przymocowaną ma tarczę i topór tak żeby zawsze mieć je pod ręką.
Czasem podczas obozowania można dostrzec na jego szyi gruby łańcuszek, lecz zawsze nosi go skrytego pod koszulą i nie zwraca na niego wielkiej uwagi, to też nie wyjmuje go na wierzch.

O przeszłości mówi ogólnikami nie wdając się w szczegóły, ale nie stroni od rozmów.
Na co dzień przedstawia się jako Oswald Bosch i nigdy oficjalnie nie przyznał się do szlacheckiego urodzenia, na które jednak wskazywać mogą niektóre rzeczy takie jak umiejętność kulturalnego zachowania się, co przychodzi mu niemal naturalnie, posiadanie znaczonego konia symbolem trzech ptaków czy umiejętność czytania i pisania o której dowiedzieliście się przypadkiem kiedy przeczytał szyld nad sklepem cyrulika w jednym z miasteczek. Więc albo jest wykształconym koniokradem, albo faktycznie wywodzi się z wyższego stanu, jednak jak dotąd milczał w tej kwestii.
Jako osoba pogodny, nie stroni od zabawy ale jak trzeba to z pełną koncentracją poświęca się pracy. Czy to walka, czy rąbanie drwa. Jest również spokojny i nie szuka zaczepki z innymi. Woli unikać niepotrzebnych konfliktów. Wynika to z bardzo praktycznego podejścia do życia. Cecha ta objawia się również chłodną kalkulacją i oceną sytuacji. Co nie znaczy że nie pomoże innym bezinteresownie. Po prostu zdaje sobie sprawę że wieczna bezinteresowność go nie nakarmi ani nie odzieje.

Podczas dotychczasowej znajomości okazał się dobrym kompanem. Jest zdyscyplinowany. Broni jeśli trzeba użyć potrafi, wartę weźmie bez marudzenia, a jeśli inni zajmą się przygotowaniem obozowiska to nie widzi problemu żeby wyczyścić i napoić w tym czasie ich konie. Ot, podział obowiązków i ich wykonywanie przychodzi mu z łatwością.

***


Wóz który napotkali na trakcie nie był niczym niezwykłym. Czy to ze względu na opłakany stan, czy na wiek woźnicy. Widział już takich wiele na traktach i wiedział że starzec musi mieszkać w pobliżu. Ani stan pojazdu, ani stara szkapa nie nadawała się zbytnio do długich podróży.
Informacja o morderstwach była bardzo niepokojąca. Oczywistym było że po lasach krył się niejeden banita, morderca albo jeszcze co gorszego, ale chłopstwo zwykle zasadzało się na takiego i samo wymierzało sprawiedliwość, roznosząc go na widłach i cepami. W tym wypadku jednak sprawca pozostawał nieuchwytny, co było niepokojące. Przecież skraść pacholę z domu wcale do łatwych nie należy. Trzeba by minąć psy, wkraść się do izby i wykraść dziecko nie budząc go ze snu, czy nie wywołując przeraźliwego płaczu budzącego całe domostwo.

Podczas dalszego snucia się z wozem zaczął z nudów nad tym rozmyślać i analizować. Starał się obmyślić w jaki sposób można by tego dokonać. Karmić wcześniej ukradkiem psy żeby przywykły do twego zapachu? Otumanić dziecko ziołami? A może sprawcą był jeden z mieszkańców?!
Gdy postawił się na miejscu zabójcy i tak rozmyślał nad sposobem w jaki można by dokonać tego czynu, wzdrygnął się wyraźnie, splunął na ziemię i wbił wzrok w trakt przed nimi. Nie można było tracić czujności, a o bzdurach będzie rozmyślał na popasie.


Kiedy zatrzymali się na małej polance, przywiązał konia w pobliżu reszty wierzchowców, rozkulbaczył go i zabrał się za czyszczenie. Może zwierze nie było specjalnie brudne, czy ubłocone ale nie można było go zaniedbywać. Gdy po dłuższej chwili wierzchowiec był już oporządzony, przeniósł swoje rzeczy w pobliże ogniska, tam gdzie zamierzał umościć sobie posłanie. Gdy wszystko było już na miejscu zdjął kolczugę, odtroczył toporek od siodła, poszperał trochę w jukach i rozprostował plecy podnosząc się, kości karku strzeliły cicho.

- Przejde się trochę. Może jakiegoś zająca uda się złapać, albo dwa. Na jutrzejszy obiad był by jak znalazł. Niedługo wracam. Wiesz może Jakubie czy w pobliży płynie jaki strumień? Konie skoro świt można by napoić, obmyć się też nie zaszkodzi. Zakończył zwracając się do starca, wysłuchał odpowiedzi i ruszył.

Powoli idąc w stronę ciemniejącego lasu, zatrzymał się obok Luisa i zagadnął do niego po cichu.

- Czyszcząc konia widziałem z daleka Twą rozmowę z dzieckiem. Nie wiem o czym ona była Panie, lecz chce Cię prosić byś nie męczył jej więcej. Z pewnością ich życie jest wystarczająco ponure, więc płacz można by pacholęciu już darować. Jutro i tak poznamy szczegóły. Po czym ruszył dalej nie czekając specjalnie żadnej odpowiedzi. Nie czas był teraz na rozmowy.

Kiedy był już na powrót przy wesoło strzelającym ognisku, a ciemności prawie zupełnie spowiły okoliczne zarośla usadowił się wygodnie na swoich.

- Święte słowa Karl. Odpowiedział na propozycje wart. - Ostrożności nigdy za wiele. Obudźcie mnie kiedy będzie moja kolej. Po czym zabrał się do przeżuwania posiłku. Może suszone mięso, ser i kawałek chleba nie były niczym szczególnym, ale nasycić się tym można było, a zapowiadało się na to że kolejnego dnia będą mieli szansę na normalny, gotowany posiłek. Zapowiadało się również że będzie szansa zarobić trochę pomagając chłopom. Jak dla Oswalda wystarczy wikt i opierunek dla nich i koni na czas postoju w wiosce i trochę zapasów na drogę. Wiedział że chłopstwo nie ma większych ilości pieniądza i nie oczekiwał zapłaty w srebrnikach.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.
Cattus jest teraz online  
Stary 04-07-2014, 11:02   #8
 
Inferian's Avatar
 
Reputacja: 8185 Inferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputację

Starzec siedząc przy ognisku spojrzał na Karla i z uśmiechem zaczął:

- Nasza wioska znajduje się około trzy dni drogi od Altdorfu. Podlega władzy cesarza. Mieszka w niej góra dziewięćdziesięciu ludzi, ino cały czas przybywają nowi. Żyjemy z wyrąbu lasów oraz sprzedaży i obróbki drewna. W wiosce otoczonej wałem znajduje się kilkanaście chat, niezbyt bogato wyglądających, które zamieszkują drwale z rodzinami. - staruszek popił wodą i kontynuował dalej - Ponadto przy głównej bramie znajduje się budynek straży sponsorowany przez szlachcica mieszkającego nieopodal w dworku to bliski znajomy poborcy podatków w służbie cesarza Imperium. W samym centrum wioski leży budynek, w którym co tydzień odbywa się spotkanie starszyzny, która rozsądza spory między ludźmi i omawia różne inne problemy. Trzecim wybijającym się miejscem w ubogiej wsi jest gospoda Kulawy Łoś. W gospodzie często przesiadują drwale, lecz nie brak tam i takich jak wy przejezdnych co to udają się do Altdorfu. Ostatnim budynkiem różniącym się od zwykłych chat jest spichlerz, gdzie przechowywane są zapasy na zimę dla całej wsi. Przy spichlerzu znajduje się mała drewniana przybudówka, w której urzęduje sołtys. Na północnym krańcu wsi jest tartak, gdzie obrabia się drewno. Niedaleko tartaku jest studnia. Za wałem wioski jakieś pół mili w stronę dworku szlachcica znajduje się niewielki cmentarz, na którym wieśniacy chowają swych zmarłych. - opowiadał ciągle gestykulując swymi spracowanymi dłońmi. - Wciągu ostatnich paru tygodni w wiosce dzieją się dziwne rzeczy. Znikają dzieci, a właściwie same młode dziewczynki w wieku od pięciu do około jedenastu lat. Wyjątkiem było zniknięcie Wolfganga Talera miejscowego drwala, ojca Alici. - ostatnie słowa powiedział ciszej spoglądając na dziewczynkę, która właśnie niedawno usnęła - Mieszkańcy wioski oraz straż “miejska” nie są w stanie nic na to poradzić. Ludzie odnajdują ciała dzieci w lesie niedaleko małego cmentarza. Wszystkie bez wyjątku są nagie i zmasakrowane, przeważnie podgryzione gardła, poodrywane ręce lub nogi lub też popękane czaszki. Kobiety boją się o swoje potomstwo i zamykają je w domach. Nikt nie śmie wychodzić z domu po zmroku. Nikt nie wie co się dzieje. Mimo zapewnień szlachcica, że zajmie się tą sprawą nie robi on nic w tym celu. - powiedział załamany
 
Inferian jest offline  
Stary 04-07-2014, 11:49   #9
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
Oswald zwrócił się do Luisa z prośbą, aby ten oszczędził dziecku przykrych wspomnień: "Czyszcząc konia widziałem z daleka Twą rozmowę z dzieckiem. Nie wiem o czym ona była Panie, lecz chce Cię prosić byś nie męczył jej więcej. Z pewnością ich życie jest wystarczająco ponure, więc płacz można by pacholęciu już darować. Jutro i tak poznamy szczegóły. Po czym ruszył dalej nie czekając specjalnie żadnej odpowiedzi. Nie czas był teraz na rozmowy."

Luis oczywiście zgodził się z jego prośbą, tłumacząc, że zasięgał języka u dziewczynki z prostego powodu. U tak niewinnej osoby jaką jest dziecko trudno spodziewać się kłamstwa, więc istniały szanse zdobycia informacji, które mogłyby rzucić nieco światła na sprawę. Na koniec de Carcassonne rzekł do Oswalda, że co prawda dziś miał pościć, ale przywiózł z Bretoni kilka butelek szlachetnego wina z winnic okalających zamek jego ojca i zaprasza na skosztowanie tego wybornego trunku.
-Poznać u Pana, Panie Oswaldzie, można nienaganne maniery. Noc jest długa, a miejsce - jak to na szlaku- niezbyt przyjemne. Może choć łyk szlachetnego wina będzie dla nas małą namiastką wygody.

-Wie pan, niezwykle zajmują mnie kwestie genealogii i heraldyki, a proszę mi wybaczyć jeśli nie pamiętam, ale chyba nie wspominał pan jakiego pan jest herbu. Jestem w Imperium od niedawna i wciąż poznaję tutejszą historię aby nie zrobić, jak to my mówimy, żadnego faux pas. - Zagaił rozmowę.

***

Na słowa starca Luis oznajmił, że najlepszym wyjściem będzie skierowanie się wprost do dworku szlachcica, do którego należy wieś. Byłoby bowiem wielką potwarzą, gdyby udać się wpierw do pospólstwa bez wyjawiania celu wizyty w jego wsi. Uzbrojeni ludzie szwendający się po jego ziemi mogliby zostać uznani za intruzów, lub co gorsza bandytów. Luis był pewien, że ów szlachcic nie tylko udzieli im gościny, ale również mógłby okazać większą wdzięczność za rozwiązanie problemów trapiących jego włości. Dodatkowo sam fakt nawiązania znajomości z wpływową osobą mógłby być bardzo pomocny.

W głębi duszy młody rycerz liczył też na kąpiel i wieczorne uczty z muzyką i śpiewem. Od dawna był w drodze i odrobina wytchnienia przed trudnym zadaniem byłaby wskazana.
 
Mortarel jest offline  
Stary 04-07-2014, 17:32   #10
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu
Karl widząc iż, przynajmniej jeden towarzysz podłapał jego pomysł chcąc mieć za sobą ustalanie wart zwrócił się do towarzyszy z tymi słowami:
Myślę, że najlepiej by było jak Jakub wziął pierwszą wartę bo nie będziemy staruszka budzić w nocy, nie sobie pośpi. Więc Jakub z Luis'em pierwszą, drugą Hagrom z Oswaldem a ostatnią ja z Randulfem. Jak wam to wszystkim odpowiada to możemy na tym pozostać
Po swoich słowach poczekał na jakąś odpowiedź i ewnetualną dysputę na temat wart.


Wysłuchując uważnie słów Jakuba, Karl układa sobie w głowie plan wioski do której się udadzą. Po czym zwraca się do wszystkich zainteresowanych historią To co mówisz, nie wygląda mi na coś co mogli zrobić ludzie. Mogą to być znów Ci śmierdzący zwierzoludzie, których wybilismy w ostatniej wiosce.
Odnoścnie tego waszego szlachcica to nie licz, że ruszy palcem w waszej sprawie, pewnie teraz dodatkowo barykaduje się w swoim dworku, by przypdakiem i po niego nie przyszli.
spluwa z obrzydzeniem Mam nadzieję że przynajmniej jakaś nagrodę za tą robotę przygotuje...
Karl kończąc swoją długo wypowiedź, dziwi się sam sobie, że się taki rozmowny zrobił. Po chwili namysłu zrzuca to na karb tego iż dawno nie podróżował z nikim i nie miał do kogo gęby otworzyć.

Zjada do końca to co mu pozostało popijajć wodę i gdy rozmowy ustają kładzie się spać, mówiąc: Pamiętajcie moja trzecia warta.
 
Dnc jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166