Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-08-2014, 18:02   #1
 
LuckyLuck's Avatar
 
Reputacja: 8 LuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znany
[II ed.] Danse Macabre



Otto Wrangler, burmistrz Felsen czekał już dwie godziny na głównym placu miasta. Żeby powitać dzisiejszego gościa musiał zrezygnować ze wszystkich obowiązków związanych ze stanowiskiem, w końcu nie co dzień zdarza się, żeby potencjalny dziedzic przyjeżdżał aby wywalczyć prawo do spadku. No dobrze, może już dwa razy był w tej sytuacji, ponieważ dekadę temu przyjechał tu Siegfried Krupp, oficer, który walczył pod Middenheim, syn marszałka Wissenlandu, oraz dwa dni później Rene van Zweiss, kupiec marienburski. Obaj z niezwykle podejrzaną kompanią.

-Rycerze...- powiedział potężny mężczyzna w zbroi kolczej i liberii z herbem Schwarzenów, czyli białą tarczą podzieloną pionowo z połową czerwonego orła po lewej i czerwonym kołem po prawej.

-Co ty możesz o nich wiedzieć?- zapytał człowiek wyglądający na rycerza Zakonu Płomiennego Serca, który miał niewielką siedzibę tu w Felsen- Jesteś zwykłym chłopem i nie masz prawa mówić o lepszych od siebie! Ba! Nie masz nawet PRAWA mówić do nich.
-Nie zapominaj komu składałeś przysięgę lenną, a to znaczy, że jestem twoim przełożonym i nie pozwolę żebyś obrażał mnie w miejscu publicznym!- przy ostatnich dwóch słowach potężny jegomość prawie krzyknął i od razu skierował prawą dłoń do rękojeści miecza będącego przy pasie. Twarz rycerza zbladła i wydawał się dużo mniejszy niż w rzeczywistości. Każdy wiedział żeby lepiej nie zadzierać z kapitanem Otto Shteinem, lecz jemu zdarzało się zapominać o takich rzeczach zbyt często.

-Spokojnie panowie- wkroczył Wrangler ze swoją wiecznie nic nie wyrażającą miną- nie chcecie się chyba dziś pozabijać. Nowy pan zostanie obrany i rozsądzi wasze spory.
-A skoro mowa o nowym panu...- odrzekł rycerz na dźwięk rogu, który miał zwiastować, że bretończyk jest już u bram Felsen. Obaj wojacy od razu się uspokoili i stanęli wyprostowani po obu stronach burmistrza na podwyższeniu, na którym heroldowie zwykle ogłaszali ważne wydarzenia w Imperium i nowe prawa. Poniżej stała rada miejska, zaś dalej mieszczanie wyrwani od swoich prac i chłopi, którzy przybyli aby coś sprzedać w mieście, ponieważ akurat wypadał dzień handlowy. Wśród tego tłumu stali także Rene van Zweiss i Siegfried Krupp, którzy z niecierpliwością oczekiwali przybycia swojego kuzyna i rywala za razem. Obaj pożądali majątku swojego wuja ponad wszystko inne i na pewno bardzo denerwowała ich ta sytuacja, ponieważ żaden z nich nie dostał jeszcze pozwolenia na odwiedzenie chorego grafa w zamku. Byli otoczeni przez swoich ludzi, lecz dawało się zauważyć wśród nich członków straży w liberiach Schwarzenów. Nie służyli jednak za dodatkową ochronę,lecz raczej ich pilnowali, gdyż już pierwszej nocy po przybyciu marienburgczyka, jeden z jego ludzi został dotkliwie pobity. Nie było żadnych dowodów na to kto to zrobił, lecz wszyscy i tak mieli swoje podejrzenia.

Nagle zebrani na placu ucichli. Do ich uszu dotarł śpiew w twardym, gardłowym języku khazalidzkim i po jakichś dwóch minutach oczom widzów ukazała się kompania krasnoludzkich tarczowników. Mało który ludzki władca mógł się pochwalić posiadaniem na swe rozkazy tych twardych żołnierzy, jednak chyba z markizem de Bayle było inaczej i ten nie poskąpił swojemu synowi wszystkiego co najlepsze. Przodem szedł dowódca odziany w zbroje płytową i hełm rzemiosła swojego ludu z wygrawerowanymi runami przez krasnoludzkich mistrzów. W prawej ręce trzymał jednoręczny topór wyglądający tak ostro, że mógłby ściąć drzewo jednym uderzeniem, zaś w lewej ręce okrągłą, żelazną tarczę ozdobioną wizerunkiem stojącego na tylnich łapach niedźwiedzia. On właśnie jako pierwszy wznosił pieśń, a reszta powtarzała równo za nim. To był wspaniały pokaz dyscypliny.

Kilka kroków za krasnoludami na potężnym rumaku jechał sam Denz de Bayle w zbroi płytowej, którą przykrywała liberia w barwach jego ojca, czyli czerwone romby na białym tle. Nie nosił hełmu, więc można było ujrzeć jego starannie ogoloną twarz i równo przycięte, blond włosy oraz błękitne oczy. Był bardzo przystojny, jak to na wzorowego rycerza przystało. Kobietom podobał się ten widok, jednak on nie zadowolił ich nawet spojrzeniem, były zbyt nisko urodzone aby na to zasłużyć.

Po prawicy rycerza jechała na czarnym koniu wielkiej urody kobieta ubrana w powłóczystą i zwiewną białą suknie. Jej oczy, tak jak spięte na modłę bretońskich wielkich dam, włosy były czarne, na szyi wisiała pięknie wykonana srebrna lilia, znak Pani Jeziora. To była Alessa, wieszczka towarzysząca Denzowi, od czasu kiedy wrócił z wojny z Chaosem. Za nimi jechali rycerze markiza de Baeyle'a, a jeszcze dalej za nimi piechota i łucznicy, razem wszystkiego prawie setka.




Kiedy krasnoludy znalazły się już przy podium, ich dowódca zatrzymał się, dał znać swoim ludziom i ci bez słowa natychmiast się rozstąpili na dwie kolumny, zwróceni twarzami do wewnątrz, tak żeby ich pan i wieszczka mogli przejechać. Kiedy to już zrobili, rycerz popatrzył na burmistrza, potem na towarzyszących mu rycerza i kapitana, po czym znów na burmistrza.

-Witamy cię panie w Felsen- Wrangler lekko się ukłonił ręce trzymając z tyłu- pozwól że ci się przedstawię. Burmistrz Otto Wrangler, a to są komtur Klaus von Zurich i...
-Chcę się widzieć z grafem- bezceremonialnie przerwał patrząc na biednego burmistrza, jakby go ten obraził.
-Niestety, to niemożliwe, graf nie pozwolił wpuszczać nikogo, aż wszyscy się nie zbierzecie i nie spędzicie nocy zapoznając się z miastem.

Rycerz przech chwilę się nie odzywał, jedynie spojrzał na Alessę i w końcu rzekł:

-Skoro wuj sobie tego życzy. Potrzebuję też kwater dla swoich ludzi, pani Alessy i dla siebie.
-Oczywiście, rycerzy ugoszczą najbogatsze rodziny w mieście, reszta ludzi zostanie zakwaterowana w koszarach i karczmach, Ty zaś panie i lady Alessa- ukłonił się obojgu- jesteście zaproszeni do mojego domu, gdzie wraz z panem va Weissem i Kruppem, przenocujecie do jutra.
-Chcesz mi powiedzieć wieśniaku, że będę spał w chłopskim domu, gdzie będzie jeszcze ten handlarzyna i szlachcic bez tytułu rycerskiego?

Bretończyk patrzył wściekle na burmistrza i być może coś chodziło mu po głowie, ponieważ Shtein już położył dłoń na rękojeści miecza, kiedy rycerz na prawym ramieniu, pomimo zbroi, poczuł dotyk drobnej i delikatnej dłoni. Alessa znów nie odezwała się ani słowem, ale to najwyraźniej działało uspokajająco na de Bayle'a, gdyż ten tylko kiwnął głową w stronę burmistrza.

-Więc panie, moi ludzie zajmą się twoim bagażem, a kapitan Shtein eskortuje was do kwater.
-Ma to zrobić ktoś z tytułem co najmniej rycerza.
-Wedle waszego życzenia. Zurich- zwrócił się do rycerza Płomiennego Serca- zajmij się panem.
-Z przyjemnością- odpowiedział i ruszył.
 
LuckyLuck jest offline  
Stary 06-08-2014, 14:10   #2
 
Tiras Marekul's Avatar
 
Reputacja: 346 Tiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skałTiras Marekul jest jak klejnot wśród skał
Magistrowie cienia nie budzą zaufania wśród ludzi. Im głębiej zakorzenione zabobony w umyśle człowieka, tym bardziej nieufni się oni stają, stroniąc tym samym od potencjalnego zagrożenia jakim jest magia. Szczególnie w stosunku do osób, których zadanie jest proste i ogólnie znane – szpiegować dla imperium przy użyciu swych iluzji i bluźnierczych sztuczek. Państwo miało jednak gdzieś co wyczynia wiejska część społeczeństwa, a interesującymi mieszczanami byli jedynie Ci bogaci, których słowo miało jakiekolwiek znaczenie. Czarodziej więc ze znudzeniem obserwował zebrany tłum rozstępujący się tuż przed nim. Bez najmniejszego problemu dotarł do pierwszego rzędu by doskonale widzieć przemarsz wojsk bretońskiego rycerza oraz podziwiać popis wpajanej od najmłodszych lat arogancji.


Czarodziej trochę nie pasował do kolegium. Mimo ubioru w tonacji szarości i czerni, nadal nie brakowało złotych obszyć w jego szatach - jeśli obdarty z rękawów płaszcz można nazwać szatą. Wysokie prawie do kolan budy ze skóry stukały o bruk obcasem, a jedyne części jego garderoby zasłaniały go od pasa w dół. Przeczył jednak standardowej żylastości i mizerności ciała, jakoby jego nie prezentowało się całkowicie bezbronnie, a wyeksponowane tatuaże powodowały delikatną obawę przy ewentualnej konfrontacji. Gdy kompania rycerza przemierzyła dziedziniec aby dostać się na podium, czarne jak smoła oczy lustrowały wszystko co mogło wydać się interesujące by wreszcie zatrzymać się na rycerzu i jego najbliższych. Dokładnie przeanalizował zbroję bretończyka, jego postawę i wyraz twarzy, kobietę jadącą obok oraz najdoskonalszych rycerzy jadących zaraz za nim. Nie trwało to długo – to trzeba przyznać. Zanim tłum w ogóle zaczął się rozchodzić, czarodzieja już tam nie było. I co ciekawe, nikt nie pamięta kiedy zdążył się ulotnić.
- Będę w Miedzianym Posmaku – powiedział patrząc Siegfredowi prosto w oczy. Uprzednio rozejrzał się czy aby na pewno ktoś nie podsłuchuje. Mówił dość cicho. Krupp nie zarejestrował z której strony czarodziej go podszedł.
- Dam sobie rękę uciąć, że rycerstwo ulokuje swoje zadki właśnie tam. O ile będą mówić po naszemu, to może coś ciekawego uda mi się podsłuchać. A może i zechcą pogadać z przedstawicielem najbardziej skrytego kolegium w całym imperium? Kto wie – dodał by od razu odejść bez czekania na odpowiedź.

W karczmie udał się do swego pokoju by wyczekać aż rycerze przyjdą i zajmą kilka stolików. Zszedł, gdy w sali szelest blaszanych zbroi zagłuszał dźwięk pogwizdywań patrolujących na dworze strażników. Usiadł wygodnie przy stoliku usytuowanym niedaleko tego okupowanego przez bretończyków. Zamówił skromny posiłek i połowę lampki czerwonego wina.
 
__________________
Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn.
Tiras Marekul jest offline  
Stary 07-08-2014, 13:35   #3
 
wysłannik's Avatar
 
Reputacja: 147 wysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znanywysłannik wkrótce będzie znany
Podróż przez Reikland do Felsen nie minęła najgorzej. Było krótko po wojnie, która spustoszyła dużą część północnego i zachodniego Imperium, jednak do Reiklandu wojska chaosu nie dotarły, co jednak nie oznaczało, że land ten był całkowicie bezpieczny. Po wojnie dużo się działo. Sytuacja w Reiklandzie była o tyle nie ciekawa, że może widzialnego wroga nie było, to jednak niebezpieczeństwo czyhało z innej strony. Duże zamieszanie, co błyskawicznie rozeszło się na dwór w Nuln, wywołał powrót, podobno martwego, Wielkiego Teogonisty Sigmara. Nie było by to nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że to stanowisko piastował już ktoś inny i wskutek czego między kapłanami Sigmara dochodzi do podziałów, zgryzot i niesnasek. Kontynuacjom tego wszystkiego było to, że po drogach Reiklandu zaczęło chodzić i "nawracać" coraz to więcej fanatyków, którzy bywali niestety niebezpieczni. Ale grupa Siegfrieda Kruppa miała na tyle szczęścia, że dotarli do celu bezpiecznie.

Burmistrz miasta był bardzo gościnny, co wystarczyło Siegfriedowi. Siegfried był żołnierzem, i mimo tego że pochodził z bardzo bogatej i wpływowej rodziny, to nie oczekiwał i nie potrzebował do życia strasznych luksusów, więc kamienica burmistrza była odpowiednia. Tym bardziej, że to właśnie tam mieli przebywać również jego kuzyni, a tych wolał mieć na oku.
Razem z Siegfriedem u Ottoa Wranglera zawitał jego kompan z oddziału Gustav Miller. Gustav był w wieku zbliżonym do Siegfrieda. Również pochodził z Nuln. Krupp nie raz miał okazje, by przekonać się jakim przyjacielem jest Miller i jak lojalny jest. Ufał mu tak jak sobie.
Reszta towarzyszy, bo oddziałem tego nazwać nie można było, rozlokowała się po miejscowych karczmach, co również satysfakcjonowało Kruppa, bo w razie czego miał swoich ludzi w różnych miejscach.

W końcu do miasta przyjechał ostatni z kuzynów. Zrobił wjazd z wielką pompą, tak jak gdyby już otrzymał spadek po wuju. Cała ta sytuacja, wjazd bretończyka, była do Siegfrieda bardzo śmieszna. Okazało się, że część opowieści nie kłamie - bretończyki przypominali rycerstwo w Reiklandu. Wielkie bawidamki, wystrojeni jak chałupy niziołków w święto placków i skorzy do poniżania innych przy pierwszej sposobności.
Siegfriedowi nawet przez chwilę zrobiło się głupi, że jego kuzynek, który przebył niebywale długą drogę, będzie musiał wyjechać z niczym.
Na obrazę nie zareagował. Wiedział, że to nie czas ni miejsce na takie rzeczy, a poza tym nie chciał zniżać się do poziomu swego kuzyna, który to wszystkich nie rycerzy i wszystkich nie szlachciców uważał za nieludzi.
Jednak w tym wszystkim coś zrobiło na żołnierzu wrażenie. Był to krasnoludzki oddział. Krupp nie raz miał okazje by ujrzeć zdolności i siłę krasnoludzkich wojowników i zastanawiał się skąd taki dupek żołędny, jakim był jego bretoński kuzyn, wziął taką kompanię.

- Dobrze, idź, ale mam prośbę - szepnął na ucho czarodziejowi - Może nie afiszuj się aż tak tym kim jesteś. Bardzo przyda nam się twoja anonimowość. Lepiej by moi kuzyni nie widzieli moich kart. Wtedy gra będzie dużo ciekawsza i trudniejsza dla nich - Siegfried poklepał druha po ramieniu na odchodne - Aha... - przypomniało mu się jeszcze - i może spróbuj się czegoś dowiedzieć o tej pannie z Bretoni. Wydaje mi się jakaś taka nieprzyjemna i nie wiem czemu, ale ma spory wpływ na mojego kuzyna.
 
__________________
Inkwizycja tylko wykonuje obowiązki, jakie na nią nałożono. Strach przed nią jest zbyteczny; nienawiść do niej, to herezja." - Gabriel Angelos, Kapitan 3 Kompani Krwawych Kruków.
wysłannik jest offline  
Stary 07-08-2014, 22:37   #4
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
W trakcie gdy trzeci z konkurentów Rene wjeżdżał do miasta Adellman nie był wśród zgromadzonego by obserwować orszak tłumu. Na jego głowie pozostawały inne nie cierpiące zwłoki sprawy, a Bretońskiego rycerza z pewnością będzie miał jeszcze przyjemność ujrzeć nie raz. Na razie potrzebował przyznaczyć zadania kilku członkom świty z którymi w podróż zabrał się Zweiss. Sam przebywał aktualnie w domu burmistrza gdzie korzystając z zamieszania które spowodował wjazd rycerstwa mógł ze spokojem rozmawiać z ludźmi Rene.

Siedząc w wygodnym, głębokim i obitym szkarłatną skórą fotelu jedną rękę opierał od niechcenia na oparciu, a drugą wodził po krawędzi wypełnionego czerwonym winem kieliszka pozwalając cennemu kryształowi od czasu do czasu wydać jęczącą melodię.

- Rozumiesz o co cię proszę Peter ? - zapytał siedzącego w tym samym pomieszczeniu chłopca którego tyłek spoczywał na taborecie na przeciwko fotela Adelmanna.
- Tak, Panie Adelmann - odpowiedział karnie chłopak.
- Mam wyjść w miasto i przyjrzeć się herbom, a potem wrócić i opowiedzieć panu wszystko co wiem o tych rodzinach. - kontynuował po krótkiej przerwie zachęcony delikatnym ruchem dłoni Dreu'a.
- Więc idź. - Odpowiedział ukontentowany Adelmann i w trakcie gdy chłopak skierował się drzwi przeniósł swój wzrok na stojącą w rogu pomieszczenia kobietę o nieprzeciętnej urodzie.
- A ty Amelio jak rozumiem masz mi coś do opowiedzenia. - skierował w jej stronę pytanie.
Kobieta delikatnie skinęła głową.
- Wywiedziałam się ile tylko się dało. - odpowiedziała.
- To bardzo dobrze moja droga. -
- Nalej sobie kieliszek i usiądz proszę tutaj. - powiedział Adelmann wskazując na stojący obok niego fotel i stolik na którym stał drugi kielich i karafka z winem.
- Bo mam nadzieję na długą opowieść. - dodał unosząc lekko kieliszek w stronę kobiety i upijając łyk, w trakcie gdy nalewała sobie wina.
- Więc tak zacznę od tego co wiedziałam o Kruppie jeszcze zanim tu dotarliśmy .....

**************

Po wysłuchaniu słów Ameli Adelmann nie miał wile zajęć pozostało mu siedzieć i czekać na powrót Rene który zapewne będzie miał dla niego jakąś robutkę. Popijając dalej wino zaczął się tylko zastanawiać nad jednym, dlaczego dopiero tak nie dawno dowiedział się o więziach rodzinnych które łączyły Rene z Grafem ? Wszak taki krewniak to żyła złota ! Aż trudno było mu uwierzyć ,że Rene nie pojawił się sam bądź chociażby nie wysłał kilka razy jego by ucałować staruszka w tyłek i zapewnić sobie jego przychylność.
 
__________________
Nowa sesja dark sci-fi w planach zapraszam do sondy
czajos jest offline  
Stary 07-08-2014, 23:18   #5
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 959 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Edgar był młodym szlachetnie urodzonym człowiekiem. Przeciętnego wzrostu niebieskooki blondyn, ubrany w głęboko zielony żupan, elegancki pas, przy którym wisiał miecz. Jego dłonie zdobiły dwa sygnety z insygniami rodowymi. Twarz młodego dworzanina wiecznie zdobił perlisty uśmiech.

Co do poróżowania u boku Kruppa… Edgar od zawsze uwielbiał towarzystwo wojskowych. Byli zawsze bezpośredni oraz ich umiejętność szybkiego wychodzenia z kłopotów była zadziwiająca. Siła nigdy nie była podziwianą cechą przez dworzanina. Wolał zawsze rozwiązania, które omijały przemoc. Jak to się potocznie mówiło wygadanie się jest dużo lepszym rozwiązaniem.

Siedząc na koniu obok Siegfrieda obserwował wszystkich uważnie. Kłaniał się spokojnie szlachetnie urodzonym. Swym uśmiechem starał się wywołać taką samą reakcję u pięknych dam.
 
__________________
Sanity if for the weak.
Aeshadiv jest offline  
Stary 07-08-2014, 23:37   #6
 
LuckyLuck's Avatar
 
Reputacja: 8 LuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znany
[Odpowiedź Amelii na pytania Aldemanna]


- Więc tak zacznę od tego co wiedziałam o Kruppie jeszcze zanim tu dotarliśmy ...- przerwała w tym momencie by wypić odrobinę wina z kieliszka.
-To bankrut!- wyrzuciła nagle, sama była najwyraźniej tym zszokowana- Macocha podpuszczała ojca przeciw niemu, kiedy walczył o te miasto barbarzyńców wyznających wilki. Kiedy wrócił pokłócili się i natychmiast zaczęli się pojawiać ci, od których napożyczał pieniędzy.
-Jego towarzysze są, że tak powiem ciekawi... Wiesz że jeden jest czarnoksiężnikiem? To najprawdziwszy nekromanta! Chodzi z wytatuowanym ciałem, nawet na kuście coś ma podobna! Służka z Raju Górnika mówiła, że dwie noce temu widziała jak Łapie koguty po zaułkach, żeby poodcinać im łby i pisać krwią po ścianach! Jest też jeden taki, prawdziwy pies na baby, von Merxheim. Jakiś wyrok w Nuln za coś dostał, ale niestety nie wiem o co chodzi.
-Co do innych, to słyszałam, że służą mu Haron i Wilfred. O nich nic ci nie powiem, jeśli Wilfred się dowie że o nim mówię, to znajdzie mnie on, albo ci dla których pracuje, a Haron...- Amelia nie dokończyła zdania, tylko jednym haustem wypiła, to co zostało w jej kieliszku. Kiedy już się trochę uspokoiła rzekła:
-O bretończykach jeszcze nic nie wiem, ale ta suka mnie niepokoi. Kiedyś, powiedzmy że poznałam kilku rycerzy z Bretonii, a oni zawsze lubią mówić w czym oni i ich zadupie jest lepsze od Imperium. Ta kobieta to coś w rodzaju kapłanki, ale czaru rzuca lepiej niż większość magów kiedykolwiek będzie potrafiła.
 
LuckyLuck jest offline  
Stary 10-08-2014, 21:13   #7
 
LuckyLuck's Avatar
 
Reputacja: 8 LuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znanyLuckyLuck nie jest za bardzo znany
Przyjazd bretończyka wywołał wielką sensację w Felsen. Wszyscy mogli podziwiać kompanię krasnoludzką, kwiat rycerstwa z Parravonu z synem markiza na czele, ale przede wszystkim największe wrażenie wywarła na wszystkich lady Alessa. Miała coś w sobie takiego, że od pierwszego spojrzenia na nią czuło się że nie jest zwykłą kobietą. Zauważalne to było szczególnie dla tych, którzy władają magią, gdyż jej moc po kilkunastu minutach zaczęła wręcz przytłaczać tych ,,uzdolnionych''.

Mieszczanie zdawali się jednak nie zwracać uwagi, gdyż po uroczystym wjeździe wrócili do swoich prac. To był dzień targowy, więc kupcy oczekiwali dochodów, a przyjazd świty rycerza wręcz zwiększył ich natarczywość. Trudno było przejść kilka kroków, by nie usłyszeć jak ktoś zachwala swój towar, czy jak jakiś bezręki górnik żebrze o nędzne grosze. W pewnym momencie jeden z przybyłych wraz z bretończykiem podszedł do grupy strażników. Zamienił z nimi kilka słów, dał ich przywódcy coś, co wyglądało jak mieszek i gdzieś poszli. Kto to był i co planował? O tym później...


Siegfried Krupp i Edgar von Merxheim


Po tym jak Ebenezer oznajmił że idzie na ,,zwiady'', Siegfried i Edgar zostali na placu, jednak nie miało to trwać długo, gdyż podszedł do nich jeden z ludzi nulneńczyka. Był to człowiek dosyć przeciętnej budowy, niski wręcz można było powiedzieć, ale to jak się ubierał, sprawiało że ludzie mimo woli zaczynali go szanować. Nosił czarny płaszcz skórzany, zaś twarz skrywał pod kapeluszem z rondem, a przy boku zwisał krótki miecz szeroki przy rękojeści i zwężający się ku końcowi, tak że wydawał się znakomity do zdawania pchnięć. Właśnie taką bronią walczył Haron.

-Krupp- nigdy nie zwracał się do swojego przywódcy panie, czy jakimś innym tytułem, nawet nie starał się żeby jego wypowiedzi zawierały oznaki szacunku do lepiej urodzonego od siebie
-Znowu są kłopoty z Wilfredem. W Raju Górnika złapał znowu kilku z ludzi Zweissa i jednego prawie zatłukł na śmierć tacą wyrwaną od służki. Reszcie udało się jakoś uciec, ale straże zaczęły otaczać karcme i mówią że jeśli nie odda zakładnika, będą szturmować.

Tymczasem Edgara zaczepił jakiś mały chłopaka, który wcisnął mu jakąś kopertę w rękę, po czym rzekł:

-Miałem to oddać panu Kruppowi, ale jest zajęty, to daję panu, panie...- ukłonił się niezgrabnie i wyciągnął dłoń, prawdopodobnie oczekując czegoś za wykonanie swojej pracy.

Haron spojrzał na szlachcica, uśmiechnął się pokazując przegniłe zęby, po czym rzekł do Kruppa:

-Musisz tam iść, jeśli nie chcesz żeby ludzie cię roznieśli na widłach kiedy przejmiesz spadek.


Adelmann Drau


Po wyjściu Amelii Drau miał sporo czasu żeby przemyśleć parę rzeczy i wypić kilka kieliszków wyśmienitego tileańskiego, właściwie Miragliańskiego wina rocznik 2512, podobno najlepszy. Co jakiś czas przychodził któryś ze służących burmistrza, aby spytać czy czegoś gościowi nie trzeba, aż nagle... Rene wpadł jak burza, prawie wyłamując drzwi, był zdenerwowany czymś nie na żarty. Adelman już kilka razy widział go w podobnym stanie i wiedział, że nie łatwo będzie go uspokoić. Ten zaczął krążyć po pokoju jak opętany, aż chwycił za kielich z winem i wypił go jednym haustem.

-Czy ty wiesz jak nazwał mnie ten głupiec z Bretonii? Powiedział że jestem Chłopem. CHŁOPEM! Rozumiesz to? Wjechał sobie do miasta z małą armią i myśli że jest taki ważny panicz. Ba, że już jest panem całego hrabstwa!- Zweiss już się trochę uspokoił i usiadł nalewając sobie drugą kolejkę.

-Muszę go jakoś zniszczyć.- powiedział po chwili- My musimy go zniszczyć, żeby dostać to co mi się prawnie należy! To moja matka była najstarszą z sióstr tego chędożonego grafa i prawo jest po mojej stronie! Wiesz co? Mam nawet już plan, ale najpierw będziemy musieli się czegoś dowiedzieć o moim kuzynie i jego kurwie, więc udając kulturalnych ludzi pójdziemy ich przywitać w MOIM PIĘKNYM MIEŚCIE!

Nagle ktoś zaczął pukać do drzwi.

-Wejść!- krzyknął Zweiss i do pokoju wszedł Wick, jeden z najemników marienburgczyka. Był w opłakanym stanie, podarte ubranie i krew lecąca z rozkwaszonego nosa świadczyła że uczestniczył w bójce.

-Panie- powiedział tamując krwotok- kłopoty w Raju Górnika, ludzie Kruppa znowu nas napadli, ale tym razem wzięli Marvina za zakładnika.

-No przynajmniej jeden z kuzynów działa na moją korzyść- Rene się uśmiechnął paskudnie, ale za to Wick pobladł jeszcze bardziej i otworzył usta ze zdziwienia.

-No dobra, prowadź tam. Ty- zwrócił się do Adelmanna- powitasz de Baylea w moim imieniu i nawet jeśli będzie to możliwe, spróbuj zakręcić się koło jego panny i dowiedz się dlaczego on jej tak słucha.


Ebenezer Dulkenheit


Rycerstwo Zeszło się do do wystawnej karczmy i od razu dało się zauważyć kto tu jest najważniejszy. Trzej szynkarze i dziesięć służek z zapałem pracowało, aby zadowolić piętnastu bretończyków, którzy mówili w języku imperialnym, jedynie kiedy coś zamawiali, lub podrywali którąś z dziewek. Dało się zauważyć też, że kilku zniknęło za drzwiami prowadzącymi do podziemi, które były miejscowym pałacem rozkoszy w tym mieście. Co do reszty, to kiedy nie patrzyli z obrzydzeniem na czarodzieja, to go po prostu ignorowali, a przy rzadkich sytuacjach kiedy znajdował się w pobliżu, ich rozmowy cichły. Być może to nawet inaczej by się potoczyło, ale na szczęście Ebenezera nad porządkiem czuwał ogrzy ochroniarz Grom wraz ze swoim psem.

Kto wie co myślał mag? Czy był zdenerwowany, czy zrezygnowany? W pwenym momencie drzwi się otworzyły i do jego uszu doszedł niski, gardłowy głos Groma:

-Dzień dobry panienko, dobrze cię tu w końcu widzieć- słowa te rzekł do niewysokiej blondyki w dość młodym wieku, co najwyżej dwadzieścia lat. Miała długie blond włosy opadające na ramiona, duże, piwne oczy i kolczyki w uszach w kształcie malutkich gwiazdek. To co jednak mogło zaciekawić maga, to był jej ubiór, czyli błękitna szata, szata uczennicy Kolegium Niebios. Zamieniła kilka słów z ogrem wesoło się do niego uśmiechając, po czym podszedła do Ebenezera. Spojrzała mu w oczy i powiedziała:

-Musimy pomówić, ale nie tutaj.


 
LuckyLuck jest offline  
Stary 14-08-2014, 21:02   #8
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 959 Aeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwuAeshadiv jest godny podziwu
Edgar uśmiechnął się do chłopca, a następnie rzucił mu srebrną monetę.
- Kup sobie dziecko jakieś łakocie na targu. - powiedział spokojnie, a następnie popatrzył na list. Pieczęć pachniała zniewalająco. Piękny woskowy odcisk róży zdobił kopertę.

Szlachetka zerknął na Kruppa. Ten cały czas z kimś rozmawiał. Ciekawość jednak zżerała młodzieńca więc dyskretnie uniósł kopertę próbując odczytać dzięki promieniom słonecznym od kogo jest owe pismo.

Po udanej czy też nieudanej próbie oddał list swemu przyjacielowi.
 
__________________
Sanity if for the weak.
Aeshadiv jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166