Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-11-2014, 20:50   #1
Łajza Jedna
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 6774 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed] Sylvania

Bajarz zakończył opowieść. Pochyliwszy się lekko, podniósł kunsztownie wykonany kufel, upił złocistego trunku. I, wyprostowawszy się, popatrzył po twarzach zebranych, po tych, którzy dzisiejszej nocy zjawili się na polanie Thriknzdal.

Fyrskar, syn Fyrskara, z Zhufaru, wielki krasnoludzki bajarz popatrzył na niemalże setkę podróżnych. A jego wzrok był przeszywający.

Nikt się nie odzywał, ciszę zakłócał jedynie szum liści i skrzypienie drzew. A potem w trawie zgrał świerszcz i, jakby na sygnał, zebrani na polanie zaczęli klaskać. Wszyscy - ludzie i krasnoludy, elfy i niziołki.

Jeden z zebranych wstał i, poprawiwszy bordową tunikę, haftowaną w lilie i ozdobioną gryfem volvens ad sinistram, skłonił się dwornie.

- Wdzięczniśmy Ci za twą opowieść, mistrzu Fyrskarze - powiedział głośno rycerz - Niechajże to ja, pasowany Herbert Trachsel, niewątpliwie wyrażając opinię wszystkich tu zebranych, wypowiem słowa podziękowania za Twą opowieść o Schumim, za twe przepełnione talentem słowa.

Rycerz, hrabia na zamku Lenkster, przywołał swego melancholijnego giermka, popatrzył po obecnych. Słuchacze, nawet długousi kiwali głowami, ich szepty mieszały się z odgłosami nocy. Coraz to większy rumor się robił, coraz to głośniejsze były słowa podróżnych. Pochwały, prośby o kolejną opowieść, o konkretne opowieści, padały gęsto. W pochwałach zgodni byli kupcy i mieszczanie, chłopi i szlachta, długousi i długobrodzi. Żołnierze, pasterze i bosostope niziołki. Kapłani. I stojąca na uboczu grupka druidów.

Wilkołak, stojący wśród drzew niedaleko polany już dawno zarzucił myśli o rzuceniu się, czekał tak jak reszta.

Oczekiwanie się skończyło, krasnolud powstał. I rzekł, niegłośno, ale mocno, melodyjnie, znów zawładnąwszy sercami słuchaczy.

- Chciałbym - rzekł - opowiedzieć każdemu historię tylko dla niego, każdą historię jaką znam. Ale dziś jest Zhomerstikul, Sonnstille. Dzień słońca, letnie przesilenie. I najkrótsza noc w roku, noc magiczna i niezwykła. I niezwykła będzie moja historia...

Zasiadł, odłożył na bok kufel. I kontynuował.

- Opowiem Wam... - rzekł cicho - Opowiem Wam o bohaterach. O śmiałkach, którzy zmienili losy Sylvanii. O tym co zgotowało im Przeznaczenie. Tudzież wyroki boskie.

- Słuchajcie - rzekł - Bo niezwykła to będzie opowieść...



12 Pflugzeit, 2498 K.I., koło południa

Wóz jechał traktem, turkocząc i skrzypiąc. Krasnolud zaklął. I rzekł do niziołka.

- Mówię tylko - rzekł wiercąc się na koźle - że jeśli będę musiał wysłuchać jeszcze jednej zwrotki "Drogi, która prowadzi przed siebie", to nie odpowiadam za swoje czyny, jasne?

Clempo Brandenberry wyszczerzył zęby, pomajtał nogami i rzekł.

- O, nie denerwuj się, ta była ostatnia.

Srata tata, dwie klepsydry temu mówiłeś to samo, pomyślał Urgrim, ale nie kontynuował.

Wóz po raz kolejny podskoczył a wyboju. Marienburczyk rzucił coś obraźliwego na temat imperialnych dróg. Zaznaczając, że u nich, w Jałowej Krainie, drogi są prima sort, perfekt ausgeführt.

Cyrulik, przyzwyczajony już do utyskiwań kompana, dyskursu nie podjął, ułożył się jedynie wygodniej na pryczy. Bo Ulrich podjął rozmowę, zaczął rzucać uczonymi, sensownymi argumentami. Ortwin cieszył się, że ma wygodne miejsce na sianie, Nathaniel miał w zwyczaju logiczne argumenty zbywać.

Hans spał, w myśl zasady, że jak można spać, to się śpi, a jak budzą, to trzeba się obudzić.

Wóz, wypchany serem i sianem, skrzypiał potępieńczo. Po czym gwałtownie się zatrząsł, zatrzymał się. Hans się obudził.

- Nic... - mruknął zaspany - się nie stało?

- Nic, nic - rzekł wesoło niziołek - koniec trasy, rozdroża. Ja jadę drogą na południowy wschód, wy tą na północ.

Hans zebrał rzeczy, zeskoczył. Za nim Nath, potem jego rzeczy rzucone przez Otwina, potem tobołki cyrulika. A potem sam cyrulik. Urgrim zeskoczył ciężko, wziął rzeczy od Ulricha. Po czym Scheinhelige, zadziwiając wszystkich, zeskoczył dzikim susem, wylądował.

- No co? - zapytał, szczerząc się - Broda siwa, nogi nie.

Krasnolud mruknął coś w odpowiedzi.

Niziołek wstał, obrócił się na koźle, na bosych pietach.

- Przed zmierzchaniem - rzucił - powinniście dotrzeć do miejsca, które my, niziołki, zwiemy Stajnią, imperialni - der Stall, a brodacze Ornthrond. To ruiny, tam można bezpiecznie przenocować. W miarę bezpiecznie.

Usiadł na koźle, wizgnął lejcami.

- Jeszcze raz Wam dziękuję - rzucił na odchodne. I odjechał.

Przez chwilę patrzyli na oddalający się wóz.

- Idziemy...? - zapytał zniecierpliwiony krasnolud

Poszli. Kości zostały rzucone.



12 Pflugzeit, 2498 K.I., wieczór



Rozpalili ognisko, w zrujnowanym budynku, pod wyrwą w suficie. Na podwyższeniu. Przedtem zauważając ślady ogniska, znak, że nie są tu pierwszymi gośćmi ostatnimi czasy.

I, poza stojącym na pierwszej warcie Hansem, poszli spać. Ruin nie zbadali.

Byli po prostu zbyt zmęczeni.

Z pobliskiego pagórka obserwował ich lis...



13 Pflugzeit, 2498 K.I., świtanie

Słońce zaróżowiło mgły unoszące się nad horyzontem, zaczął się nowy dzień. Ognisko zgasło, a na okopcony sufit wróciły pająki, baraszkując i budując od nowa sieci.

Urgrim, hołubiący na szerokim brzuchu medalion z narysowaną podobizną młodej krasnoludki wstał, wstała też reszta.

Rozpoczęła się przygoda, kości zostały rzucone.
 
__________________
Krok za krokiem wchodzisz do wody. Nogi zapadają się w cuchnące błoto. No, nareszcie możesz płynąć. W pewnej chwili słyszysz dziwne odgłosy. Jakby ktoś wrzucał deski do wody: klap, klap, klap! Przyspieszasz. Za kępą zarośli dostrzegasz zagadkowe ruchy wody. „To na pewno nic dobrego” - myślisz.

Ostatnio edytowane przez Fyrskar : 07-12-2014 o 16:28. Powód: Poprawienie błędu interpunkcyjnego.
Fyrskar jest teraz online  
Stary 23-11-2014, 14:24   #2
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 9712 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Retrospekcja

Pagórek przed Stajnią Hans zatrzymał się na chwilę podziwiając widok. Widać było, że ruiny miały swoje lata, a natura powoli i nieubłagalnie odzyskiwała utracone sprzed laty na rzecz ludzkich osadników ziemię. Teraz, stał, choć na chwilę szacując wartość obronną ruin. Była niewielka, ale zawsze coś. Miejsce gdzie można schronić się przed wiatrem który potrafił dziką dąć w tych rejonach.

- Zatrzymajmy się tu na parę dni. - Powiedział kiedy rozbijali obóz spostrzegawszy ciekawskiego lisa w oddali - Lisy są, to i inne zwierzęta też. Warto zapolować i pułapki założyć, by mieć czym handlować, gdy spotkamy cywilizację.

Jakiś czas później zastawiał siła i wnyki nieopodal obozu licząc na jakieś sensowne zdobycze. Gdzie były lisy tam były zające, a gdzie jedne i drugie tam i wilk mógł się trafić.


Pierwsze poszły na zastawianie sidła które zastawił nieopodal gęstych krzaków licząc, że posilające się większe zwierz się złapie. Oczywiście, delikatnie przykrył je ściółką aby je ukryć.
Niestety nie starczyło czasu by stawiać wnyki. Może potem kiedy będą mieli trochę czasu.

Kiedy potrzaski były gotowe udał się w drogę powrotną do obozu. Powoli niebo chyliło się ku zachodowi, pora, aby z łukiem na kolanach spędzić pierwszą wachtę.

Poranek dnia następnego.

Z samego rana, budząc się ze świtem Hans poinformował swoich towarzyszy, że idzie sprawdzić sidła. Kiedy przybył na miejsce był mocno zadowolony. Bowiem oto czekała jego nagroda...


...tłuściutki, pokryty zimowym futrem zwierz zwany borsukiem. Nie namyślając się długo, ogłuszył zwierzę mocnym uderzeniem obuchowej części toporu, aż kości trzasnęły niewątpliwi zabijając zwierzę. Chwile później wracał już ze zdobyczą i sidłami do obozu.

- Mam śniadanie! - zawołał zadowolony kładąc zwierzę przy ognisku - Tylko najpierw udajmy się na polowanie. Idealna pora na to. Kto idzie ze mną?
 
__________________
"And I feel I'll live on forever!
With Satan himself by my side!"


///Słabo dostępny do odwołania... za utrudnienia przepraszamy... ///

Ostatnio edytowane przez Dhratlach : 23-11-2014 o 17:14.
Dhratlach jest offline  
Stary 23-11-2014, 16:41   #3
 
Earendil's Avatar
 
Reputacja: 589 Earendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemu
Brązowowłosy krasnolud przeciągnął się i ziewnął tak, że pobudził pozostałych, jeszcze śpiących lokatorów ruin. Nie przejmując się tym chwycił w wielką łapę zwisający mu z szyi medalion, i przytknąwszy go do ust, ucałował. "Pierwszy dzień w Sylvanii... tu się zaczyna cała droga", pomyślał rozglądając się wokół. Spojrzał także po swoich towarzyszach podróży, zbierających się z ziemi. "Chyba dobre chłopy, może nie będzie tak źle?".

Kiedy Hans oznajmił, że czas na śniadanie, Urgrimowi aż ślinka pociekła.

- No, pieczyste na śniadanie, to ja rozumiem!- oznajmił, po czym zabrał się za krzesanie ognia.

- Ja z tobą nie pójdę, nie znam się na rzeczy- powiedział Konk, kierując swój wielki nochal w stronę myśliwego.

- Ale że chwilę tu zostaniemy, to też po mojej myśli. Wezmę się za badanie tego miejsca. Jeżeli jest tu coś wartego znalezienia, ja to wydobędę!- zawołał do towarzyszy, biorąc swój kilof do rąk.- Ktoś przypilnuje na ogniu tego zwierzaka?
 

Ostatnio edytowane przez Earendil : 23-11-2014 o 17:25.
Earendil jest offline  
Stary 23-11-2014, 16:45   #4
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
Ulrich był wdzięczny za towarzystwo w jakim dane mu było przemierzać Sylvanie. Wiadomo, trakty niebezpieczne a samotny naukowiec byłby łatwym celem dla goblinów czy zwierzoludzi. Cieszył się tym bardziej, że dane mu było podróżować ze znajomym - Urgrimem. Jakiś czas temu musieli pożegnać jego brata, który musiał wracać na uniwersytet. Ulrich przyjął to ze smutkiem, ale i zrozumieniem. Pozostało mu towarzystwo Urgrima z którym co jakiś czas rozmawiał o bogatej historii jego rasy. Krasnoludy jak wiadomo przywiązują wielką wagę do historii co bardzo Ulrich cenił.
Sam Ulrich był mężczyzną w zaawansowanym już wieku, ale trzymał się prosto i zachował jeszcze młodzieńczą krzepę i sprawność. Większość z jego bagażu stanowiły przyrządy do pisania i księga, rzeczy dla skryby uniwersyteckiego w misji naukowej niezbędne. Oczywiście nie wybrał się do tak niebezpiecznej krainy jak Sylvania nieuzbrojony. Miał ze sobą swój wierny łuk, którym posługiwał się po mistrzowsku.


Konieczność przenocowania w ruinach przyjął chłodno. Nie miał z sobą nic oprócz koca, a nocowanie na gołej ziemi nie było zbyt zdrowe dla niemłodego już mężczyzny. Ognisko tylko częściowo łagodziło surowe warunki. Z racji późnej pory odłożył zbadanie ruin na dzień następny. Rankiem obudziło go burczenie i ssanie w brzuchu, w jego brzuchu. Przypomniał sobie, że nie wziął ze sobą suchego prowiantu. W najbliższej karczmie będzie musiał naprawić ten błąd. Na razie będzie musiał polegać na towarzyszach podróży. Chcąc zabić czas do powrotu łowców z jakimś łupem postanowił dokładnie zbadać ruiny. Były znacznie starsze niż się spodziewał. Prawdopodobnie wybudowali je pierwotni mieszkańcy tych ziem. Być może nawet przed Sigmarem. Nigdy nie wiadomo co może okazać się cenne dla badacza, rozglądał więc się za skorupami dzbanów jakąś drobną ceramiką, która mogłaby ułatwić datowanie tego miejsca. Żałował, że nie ma dość czasu ani środków na przeprowadzenie wykopalisk, chociaż może tu mógłby pomóc Urgrim. Ulrich mógłby wskazać najbardziej obiecujące miejsca do kopania.

Przeczesując ruiny przypomniał sobie, że Hans mówił coś o zostaniu tu kilka dni. Wczoraj był zbyt zmęczony by się sprzeciwiać, ale dzisiaj będzie namawiał wszystkich do wyruszenia jak najprędzej ku jakiejś osadzie. W tej głuszy nie mógł prowadzić badań. Tęsknij też za łóżkiem.

"Tak, jak tylko wrócę sprawdzę w swoim atlasie gdzie też się znajdujemy i jaka jest najbliższa mieścina. Ten Hans wygląda na rozsądnego człowieka. Może uda się go przekonać. Jeśli nie to z nudów chyba dam się namówić na jakieś polowanie."
 

Ostatnio edytowane przez Ulli : 23-11-2014 o 17:03.
Ulli jest offline  
Stary 23-11-2014, 17:08   #5
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 9712 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Hans przeczesał dłonią włosy. Apetyt Urgrima zmuszał do zmiany planów. Trzeba było zdjąć skórę z borsuka, by partacze jej nie zepsuli. Potem mogą sobie go wypatroszyć i oprawić. Zabrał się więc do tego dobywając sztyletu.

Chwycił borsuka za tylnie nogi i ogon, i poprowadził gładkie, proste cięcie od ogona do lewego górnego kącika pyska zwierzęcia. Następne cięci poszło od tylnich nóg po wewnętrznej stronie po ogon. Kolejno chwycił skórę i zaczął ją zsuwać płynnie w dół. W taki oto sposób została oddzielona skóra od ciała, futrem do środka na kształt tuby.

Położył ciało borsuka na płaskim kamieniu, a skórę zwinął w rulon i włożył do plecaka. Po czym przegryzł kawał suszonego mięsa zagryzając go kilkoma orzechami laskowymi.

- Powinniśmy ruszać. Biorę zachodnią stronę. Widzimy się niedługo. - I z tymi słowami ruszył kluczyć po lesie w poszukiwaniu jakiegoś większego zwierza. ostrożnie stąpając wśród drzew i trzymając się zasłon by jakiegoś nie spłoszyć, oraz wypatrując śladów bytowania. Odchodów, odcisków i leśnych, zwierzęcych ścieżek takich jak strumyki, wnęki, i rowy. Wiedza o terenie, którą zamierzał wykorzystać później przy zakładaniu wnyków i sideł.

Tego dnia dwukrotnie wybierał się na polowanie i dwukrotnie wrócił z niczym. Kiedy wrócił z ostatniej dostrzegł linę i sieć Nathaniela. Nie namyślając się długo zdecydował się ją zabrać se sobą razem z wnykami i sidłami. Miał plan jak zrobić z niej dobrą pułapkę na zwierzynę.

Kiedy już był w lesie zaczął zakładać sidła według sprawdzonego schematu. W pobliżu krzewów i kęp zdrowej trawy by pochwycić te zwierzęta co to przyszłyby się posilić, lub te co na takowe polują. Wnyki rozstawił wzdłuż strumyczków i rowów leśnych. Naturalnych ścieżek zwierzyny używając do tego młodych drzewek, a dokładniej ich sprężystości.




Najwięcej zabawy i czasu spędził na zakłądaniu pułapki z sieci i liny. Najpierw oczyścił z listowia plac na którym rozłożył sieć. Potem przeplótł linę przez jej zewnętrzne oczka zawiązując na niej jeden koniec. Drugi koniec przywiązał do czubków dwóch młodych drzewek które nagiął i wykorzystując podobny mechanizm co w poprzednich sidłach zrobił z gałęzi za pomocą noża i siekiery wyzwalacze. Użył swojej linki z haczykiem jako linę wyzwalającą mechanizmy z przynętą z pieczonego mięsa zaczepioną na haczyku. Kiedy pułapka była gotowa przykrył ją ostrożnie listowiem, lecz tak, by przynęta była widoczna, mniej więcej na 20 centymetrach. W taki sposób astawiona pułapka podrywała się do góry i zaciskała zamykając zwierzynę w sieciowej pułapce.

Zadowolony z zastawionych sideł i wnyk wrócił do obozu. Był zmęczony, zdecydowanie tej nocy przejmie ostatnią wachtę. Jak to mówili kapłani Taala Wilczą godzinę. Musiał odpocząć. Zdecydowanie odpocząć, zaraz po skromnym posiłku oczywiście.
 
__________________
"And I feel I'll live on forever!
With Satan himself by my side!"


///Słabo dostępny do odwołania... za utrudnienia przepraszamy... ///

Ostatnio edytowane przez Dhratlach : 23-11-2014 o 20:27.
Dhratlach jest offline  
Stary 25-11-2014, 19:46   #6
Banned
 
Reputacja: 0 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
Leżący na pryczy otulony peleryną trzydziestoletni Averlandczyk wspominał, jak poznał niektóre z towarzyszących mu osób. Trzeba przyznać, że była to historia nader ciekawa i niecodzienna.

- Słuchaj. Umiem to robić. Nie mam świadectwa, ale mam doświadczenie - nie chcesz wiedzieć, ilu żołnierzy zszywałem. Tak, tych Landsknechtów, którzy dźwigają miecze dwa razy większe od twojego. W ogóle, to w czym pomoże ci kawałek papieru, jeśli masz dziurę, którą trzeba zatkać, co? Do tego krwawisz jak Scheidhammer. Chodziłem na wszystkie wykłady i - do cholery - prawie wszystkie też skończyłem. Mów sobie co chcesz, ale pewnego dnia będziesz się cieszyć, że jestem w pobliżu - tymi słowami zaczęła się znajomość Zszywacza z Nathanielem, osobą, którą równie dobrze mógłby spotkać w averlandzkim wojsku, w przeciwieństwie do reszty towarzyszy, sprawiających wrażenie niezbyt zainteresowanych obiciem komuś pyska, a co dopiero walką na śmierć i życie.

Urgrima wcześniej nie znał, lecz krasnolud podawał się za brata Dwalgroma z Klanu Kruszących Kamieni, "ojca" wszystkich felczerów averlandzkiej armii, który - mimo że pracował z żywą tkanką - to traktował ciała żołnierzy jak mniej lub bardziej sprawne mechanizmy, działając zawsze z precyzją i jasnością umysłu godną khazadzkiego zegarmistrza, co oczywiście nie sprawdzało się we wszystkich przypadkach - niektóre chronometry nadawały się wyłącznie do śmieci.


Hans był daleką rodziną. Ortwin był dla młodzieńca chyba synem córki szwagra brata dziadka od strony matki, a może było inaczej, może coś pokręcił. Czy to było ważne? Rodzina Eickholtów, rodzina "dębowego lasu" była liczna i rozproszona po całym świecie. Ba! Przecież ten dwudziestoletni smark Fritz zawędrował aż do Luccini! Felczer musiał przyznać, że nawet najlichsze więzy krwi dawały większe poczucie komfortu niż towarzystwo nieznajomych. Z Ulrichem łączyło go najmniej, co rzutowało na relacje w całej grupie - Ortwin nie czuł się nigdy w pełni swobodnie, gdy chociaż jedna osoba nie sprawiała wrażenia "swego".


- Acqua to moje najgorętsze marzenie, cibo to drugie, a sonno trzecie - powiedział do siebie stosunkowo niski lecz postawny mężczyzna, którego pocerowany wams i znoszone pludry były szare od pokrywającego go grubą warstwą pyłu. Upodobniało go to do ożywionego posągu. Jedynie ogromny tasak za pasem - ni to broń, ni narzędzie - lśnił jak nowy. Mimo że kompani wiedzieli, do czego służy, woleli o tym nawet nie myśleć. Żaden z nich nie brał pod uwagę konieczności amputacji którejś części ciała w bliższej czy dalszej przyszłości. Wydawało się to co najwyżej odległym, nietrafionym i okrutnym żartem.

Zagłębiając się między pozieleniałe ze starości ruiny, połyskujące od pomarańczowego, ochrowego i purpurowego kwiecia, rozglądał się ciekawie, opukując ostrożnie ziemię długim drągiem.

- Mech w sam raz na plomby... Grunt Panowie to się nie rozdzielać. Jak będziemy działać jak zwarty szereg, nic nam się nie stanie - powiedział, zajmując dogodną pozycję, z łukiem i kołczanem pełnym strzał pod ręką. Wolny czas spędził na cerowaniu poplamionego krwią fartucha i innych nudnych czynnościach - zamierzał poczekać, aż Nathaniel i Hans wrócą z polowania.

- Co na froncie słychać? - zwrócił się do wykazujących się największą aktywnością kompanów.
 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 25-11-2014 o 20:40.
Clutterbane jest offline  
Stary 25-11-2014, 20:39   #7
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 4689 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Nathaniel przykucnął w krzakach. Był spokojny i opanowany. Miarowy oddech odliczał kolejne minuty. W dłoni Van Holstinga leżała prosta drewniana kusza, na niej zaś nieduży bełt.
Łowca nagród podniósł kuszę do oko i spojrzał na swój cel.
Dość spory jak na bażanta samiec właśnie uniósł głowę i wydał z siebie okrzyk godowy.



Nathaniel nie czekał zbyt długo. Wziął oddech, wycelował przymrużając lewe oko i strzelił. Bełt przeszedł prosto przez pierś ptaka wystając z drugiej strony. Bażant natychmiastowo padł nie wydając z siebie już żadnych więcej dzięków. Samiec liczył na gody a trafił na łowy.

Po powrocie do wieży Van Holsting wręczył bażanta Hansowi, który właśnie obrabiał borsuka.
- Skoro i tak już brudzisz sobie ręce.- Powiedział kładąc ptaka obok niego. - Nie wyrzucaj piór. Hans skinął głową. Zabrał się za ptaka, gdy skończył z borsukiem.

- Powinniśmy ruszać. Biorę zachodnią stronę. Widzimy się niedługo. - Hans powiedział po skończonym patroszeniu. Podobnie jak Nathaniel musiał uznać, że nieowocne polowanie zasługuje na drugie podejście. Van Holsting przytaknął tylko i ruszył na wschód. Był to niebezpieczny kierunek bo oznaczało to zapuszczenie się coraz głębiej w Sylvanie, samemu. Jednak strach był czymś co nie odwiedzało Van Holstinga zbyt często. Nie mogło.

Nathaniel został w lesie jeszcze kilka godzin, lecz nie udało mu się nic upolować. Udało mu się natomiast złamać dwa bełty podczas nieudanych prób. Łowca nagród zabrał je ze sobą z powrotem do obozu, je oraz jesionowy kij o podobnej do bełtów grubości. Van Holsting planował przemienić złamane drzewce bełtów na nowe wykonane właśnie z zebranego kija. Zawsze to jakieś zajęcie na wieczór, przy ognisku. Nathaniel lubił sobie poskubać w drewnie.
 
__________________
Man-o'-War Część I
Termin Odpisu - niedziela 15.7.2018 - godz. 24:00
Brakujący w kolejce: druidh, Gladin, Raging
Baird jest offline  
Stary 25-11-2014, 21:05   #8
Banned
 
Reputacja: 0 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
- Chi cerca, trova! - krzyknął Ortwin, widząc zwierzynę przytarganą przez Nathaniela. Hans pamiętaj, kto szuka, ten znajduje. Jesteś młody, potrzebujesz wszechstronnej edukacji. Co prawda nie wiem, na co miałby ci się przydać tileański w tych rejonach. Z drugiej strony nigdy nie wiadomo, kiedy spotkasz jakąś panienkę i będziesz w nagłej potrzebie błyskotliwego powiedzonka. A bez powiedzonka rżnięcia nie będzie, mundurowym przecież nie jesteś. Oby tylko nie okazała się wampirzycą! Chociaż na takie nie bez powodu mamy czosnek. Czosnek... - powtórzył słowo, mrucząc. - Czosnek, rozmaryn, oliwa z Tilei... Idealne dopełnienie waszych zdobyczy.
 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 25-11-2014 o 21:53.
Clutterbane jest offline  
Stary 25-11-2014, 21:24   #9
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 4689 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Nathaniel podszedł do Ortwina i dość obojętnie powiedział.
- Zostaw trochę czosnku na później. Może się nam przydać kilka ząbków w Sylvanii.-
 
__________________
Man-o'-War Część I
Termin Odpisu - niedziela 15.7.2018 - godz. 24:00
Brakujący w kolejce: druidh, Gladin, Raging
Baird jest offline  
Stary 25-11-2014, 21:49   #10
Banned
 
Reputacja: 0 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
- Tak, tak. Główka biała, ogonek zielony. Już Arabowie wiedzieli o odrobaczających działaniach czosnku, a medycy Remasu zmiażdżone ząbki zmieszane z mąką przykładali na ropiejące rany. W postaci zmacerowanej z pitnym miodem lub winem ma właściwości wzmacniające - wypróbujemy przy najbliższej okazji, prawda Urgrim? Tak go pili nasi averlandzcy żniwiarze. Przyda się także przy wszelakiego rodzaju owadzich ukąszeniach i ukłuciach.

Widząc konsternację na twarzy Nathaniela dodał:

- No chyba nie myślałeś o wampirach na poważnie? Zresztą nie ma co o nich gadać, jeśli jakiekolwiek zło istnieje, niech lepiej spoczywa uśpione. Nie wywołujmy ich z trumienek nadaremno. Czosnku mamy dostatek, gorzej z oliwą. Na tej zabitej dechami prowincji pewnie nikt o niej nawet nie słyszał.
 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 25-11-2014 o 22:33.
Clutterbane jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:10.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166