Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-12-2014, 11:49   #1
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 11678 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
WFRP 2ed. Tysiąc opowieści [sesja solowa]

Tysiąc opowieści


Prolog


-Przeklęta pogoda...- burknął Diego, ścierając z czoła jedwabną chusteczką krople deszczu. Było to co prawda bezsensowne, albowiem deszcz siąpił od kilku godzin i nic nie zapowiadało zmiany pogody. Diego był wyśmienitym szermierzem, jednym z takich którzy mogli służyć za wzór, lecz był przy tym człekiem mocno specyficznym, co nie raz bawiło młodego Atosa. Matka szlachcica uznała, że lepszej ochrony nie znajdzie, to też chłopak chcąc nie chcąc znosił wszystkie dziwactwa czterdziesto letniego Tancerza miecza, jak sam nakazywał się zwać. Wizualnie mężczyzna nie sprawiał wrażenia groźnego oponenta, lecz Atos kilkukrotnie widział go w czasie bitki, widział jak Diego lawirował na granicy praw fizyki szatkując swych przeciwników. Po za tym był to człek obyty i mądry, a charyzma jego sprawiała, że częściej jednał sobie przyjaciół niż sprawiał wrogów.

-W Imperium będzie jeszcze gorzej. Gdy tam dotrzemy będzie jesień. Deszcz, zimny wiatr, błoto. Na wszystkich bogów jak tak można żyć...- pokręcił głową z politowaniem dla mieszkańców Imperium. Przez granicę z Bretonią przedarli się kilka dni temu. Skromny obóz nad brzegiem Rzeki Niveau, pozostawiał wiele do życzenia jak na standardy do których przyzwyczajony był szlachcic. Diego wraz z matką Atosa uznali jednak iż taka forma wędrówki będzie znacznie bezpieczniejsza niż wyprawa powozem z liczną świtą ochrony. Orkowie, zwierzoludzie, hordy oprychów. Każdy tylko czekał by napaść na bogato wyglądający transport z dalekiego zachodu.
-Za trzy dni powinniśmy dotrzeć do Sibourne. Mieszka tam mój stary kamrat. Ugości nas najlepiej jak będzie mógł, lecz i tak będziemy mogli zostać tam co najwyżej dzień, lub dwa. Twój ojciec czeka paniczu.-

Diego nie miał żony, nie miał też dzieci, lecz bywał opiekuńczy. Dla swych żołnierzy bywał szorstki i surowy, lecz czynił z nich prawdziwych wojowników na swój kształt. Być może chciał uczynić z Atosa w czasie podróży do Imperium takiego męża jak jego żołnierze, kto mógł to wiedzieć.
-Potem udamy się na północ, przemkniemy lasem, u podnóża gór. To będzie najniebezpieczniejszy etap naszej wędrówki tutaj w Bretonii. Potem prosta droga do Altdorfu. Zostaniemy tam kilka dni, a potem ruszymy dalej. Ciekaw jestem ile nam minie podróż.- po raz kolejny wytarł sobie krople deszcze z czoła, mimo iż chusteczka była cała wilgotna, on uparcie to robił...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 15-12-2014, 19:44   #2
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 7657 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Manuel Cortez był młodym szermierzem. Jego umiejętności i nauka były wypadkową zachcianki Imperialnego porucznika walczącego z Estalijską rodziną kupiecką oto jak ma wyglądać wychowanie dziedzica ich rodów. Od dzieciństwa co chwila był ciągnięty na lekcje związane z kupiectwem, by zaraz potem uczyć się strategi i taktyki. Żadne z rodziców nie odpuszczało oboje byli charakterni. Sam Manuel zaś.... Wybrał się do szkoły oficerskiej. Dawało mu to swobodę od rodziców. Z Akademi wraz z kolegami łatwiej było oddawać się hulance. Pili, ścigali się konno, pojedynkowali i konkurowali w romansach. To były czasy... wspominał obecnie z nostalgia.

Był dzieckiem wychowanym pod złotym kloszem. Nie znał problemów zwykłych ludzi. Bywał tylko w dużych miastach, poza nimi tylko we włościach wielkich rodów. Ta podróż miała to zmienić. Miała posłużyć jego przemianie. Napytał sobie sporo kłopotów i musiał czasowo zniknąć. Ślad po ostatnim pojedynku wciąż zdobił jego oblicze.

Nowo nadane włości ojca w Imperium miały być jego azylem. Diego miał być mu mentorem i ojcem po trochu. Taak, tak zapewne widziała to matka. Miała już zapewne dość rozrywkowego prowadzenia się Manuela. Nawet spora suma w złocie została dana do ręki jego opiekunowi. Manuel przepuściłby każdą sumę w bardzo krótkim czasie. Nie protestował, gdy go pakowano. Ojca znał słabo jednak wiedział o jego karierze wojskowej. Był z niego dumny. Gdy dowiedział się, że stracił nogę na froncie współczuł mu. Chciał go odwiedzić pomóc mu, być blisko by czuł wsparcie syna z którego niewiele było powodów do dumy. Były to uczucia czyste niczym dziecka. Bo tym właśnie był Manuel dużym dzieckiem. Uzbrojonym w szpadę i potrafiącym jej użyć. Bezbłędnie znajdującym drogę do kobiecych łóż... dzieckiem.

-Równie dobrze mogliśmy popłynąć statkiem. Znam motywy całej waszej grupy, ma być lądem. Długo,uciążliwie, wychowawczo więc będzie. Skoro jednak mamy być przydatni dla ojca i faktycznie nas potrzebuje... Wiesz coś o jego ziemiach? Gdzie to jest chociażby o innych szczegółach nie wspominając. Matka nie raczyła mi nic powiedzieć. Była lekko urażona, że zabiłem syna jej koleżanki. To był jednak pojedynek i to on mnie wyzwał!- bronił się sam przed sobą. Gdy jednak zobaczył krytyczny wzrok Diego z serii i tak znam prawdę i ci nie wierzę dodał..
-Dobra może miał powód. Może byłem w jego domu, w jego łóżku i w jego eee jak ona miała-zamyślił się.-Nieważne, dobył miecza byli świadkowie- to miał być koronny argument. Diego jednak ostentacyjnie zaczął patrzeć gdzie indziej.

-Dobra wy i tak wiecie swoje, że zawsze moja wina tak? Kto mnie w takim razie takim wychował? Zresztą nieważne co z celem naszej podróży?
 

Ostatnio edytowane przez Icarius : 15-12-2014 o 23:47.
Icarius jest offline  
Stary 19-12-2014, 13:01   #3
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 11678 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Diego kilka długich chwil spoglądał surowym wzrokiem na młodego panicza dając mu do zrozumienia, że to już nie są żarty. Z resztą sam widział to na własne oczy. Imperium to nie ich ojczyzna, tutaj nienawiść do obcych jest prawie tak samo wielka jak nienawiść do orków, kultystów chaosu czy innego tałatajstwa. Włości twego ojca znajdują się na wschodnich kresach imperialnych ziem paniczu. Nigdy tam nie byłem, ale słyszałem sporo...[/i]- tutaj jakby się zamyślił i zasępił -Opowieści o tych rejonach.- Przez chwilę Manuel myślał, że Diego chce go nastraszyć, że chce zrobić sztuczną atmosferę grozy, co by wybić żarty z głowy młodzieńca, lecz po chwili dotarło do niego, że na twarzy Diega faktycznie pojawiła się nutka lęku i obaw, czego nigdy wcześniej u niego nie dostrzegł. Mentor spoglądał pustym, oddalonym wzrokiem gdzieś w rozżarzone drwa ogniska po czym podniósł spojrzenie na chłopaka siedzącego po drugiej stronie.

-Mówi się, że ludzie po zmroku nie opuszczają swych domów. Tańce i swawola są tam nieznane. Noc trwa znacznie dłużej niż gdziekolwiek indziej, a to za sprawą jakiejś pradawnej magii, którą przesiąknięte są całe górzyste tereny tej prowincji. Strażnicy dróg, rozsiani po Imperium pojawiają się tam rzadko, a ci którzy jednak mają dość odwagi szybko znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Ziemie są jałowe i ciężko uprawiać na nich plony, zaś zwierzęta padają i znikają jakby nie wiadomo co się z nimi działo.- Diego przez jedną sekundę przemowy nawet nie drgnął. Młody Manuel aż poczuł na skórze ciarki. Nie znajdziesz tam pięknych kochanek i pogodnych służek. Jedziemy tam...[/i]- mężczyzna jakby w ostatniej chwili zdecydował się nie kończyć zdania -Jedziemy tam by wesprzeć twego ojca. Zrozum, czeka cię znacznie trudniejszy żywot niż u matki na dworku.- Diego pozostawił Manuela z natłokiem informacji, które mu właśnie sprzedał. Chyba nie dbał o to czy chłopak faktycznie się przeraził, czy też uzna słowa mentora za przesadne i zabobonne.

-Kładź się spać. O świcie ruszamy.- syknął do chłopaka po czym rozłożył się wygodnie w śpiworze -W Sibourne kupimy osła i namiot. Nie wiedziałem, że pogoda aż tak bardzo da się nam we znaki.- dodał na pocieszenie, po czym zamknął oczy, choć pewnie długo jeszcze nie miał zamiaru spać, czuwając nad bezpieczeństwem chłopaka.
Rankiem Manuela obudziły słoneczne promienie, jakby jakaś nadludzka moc postanowiła zlitować się nad podróżnikami i dać im nieco spokoju od deszczu. Mężczyźni szybko pozbierali się i ruszyli dalej w drogę. Diego milczał uważnie się rozglądając, jakby nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mogliby się zgubić mimo iż ścieżka była wyraźnie wydeptana, na przekór kapryśnej pogodzie i masie błota pod stopami. Maszerowali dziarskim krokiem mimo iż nie czuli się zbyt wypoczęci. Diego nie miał zwyczaju marudzić czy narzekać. Po prostu szedł, choć fakt zmęczenia miał wypisany na twarzy chociażby w postaci podkrążonych oczu.

-Hola hola podróżnicy.- usłyszeli kobiecy głos, gdzieś po swej prawicy. Diego intuicyjnie położył dłoń na swym orężu, lecz nie wyciągnął go z pochwy.
-Nie lękajcie się. Zali krzywdy wam nie zrobię.- głos należał do kobiety w średnim wieku. Odziana była w stare, nie raz łatane łachmany. Przetłuszczone i niezadbane włosy opadały z nieładem na ramiona i łopatki. Mimo doskwierające chłodu ubrana była dość skromnie. Twarz jej umazana była z błota, jakby ścierała ubrudzoną ręką pot z czoła zastępując go brudem. Stare dziurawe buty musiały przebyć wiele mil.
-Kim jesteś i czego chcesz?- spytał donośnym, władczym tonem Diego.
-Zwą mnie Andrea. Jestem przybłędą, która zbiera zioła i zanosi do okolicznych wiosek w zamian za posiłek i nocleg. Daj szlachetny panie z zachodnich krain kilka srebrników na płaszcz, co uchroni mnie przed zimnem, a podzielę się sekretem.- rzekła pokornym tonem.

Diego wejrzał kątem oka na swego towarzysza, po czym na chwilę zamilknął przyglądając się kobiecie.
-Podróż wiele nas kosztowała. Srebrników dać ci nie mogę, lecz nie pozostanę obojętny na twój los.- rzekł w końcu po czym zrzucił z barków swój obładowany plecak i ściągnął z szyi pelerynę z kapturem. Była to nie byle jaka peleryna. Materiał na nią sprowadzany był z odległej Arabii ponoć, zaś jego szyciem zajmował się jeden z mistrzów w fachu. Kobieta zbliżyła się kilka kroków dalej wyciągając łapczywie ręce po nowy nabytek, lecz Diego odsunął pelerynę -Ale najpierw sekret. Skąd mam mieć pewność, że uczciwa będzie wymiana?- Kobieta skinęła głową.
-Nieopodal stąd, dwa, może trzy dni drogi na północ znajduje się miasteczko. Wychodząc z niego wschodnią bramą spostrzeżecie stary leśny szlak, prowadzący w głąb lasu. Las to ciemny i mroczny, lecz wolny od niebezpieczeństw.-

Kobieta dotknęła dłonią płaszczu nie ukrywając podniecenia na myśl, że zaraz go przyodzieje -Ciszy i spokoju w ów lesie pilnują zwierzęta, służące wiedźmie Khariste. Lecz nie jest to wiedźma, porywająca dzieci, czy też nakładająca klątwy. Nie. To zielarka, taka jak ja, lecz jej wiedza sięga znacznie dalej niż moja. Mówi się, że kiedyś uratowała półmartwego elfa, który starł się z hordą goblinów. Gdy elf się wybudził podzielił się z nią swoją wiedzą o ziołach, naparach i eliksirach, tak tak!- opowiadała podekscytowana -Zna mnie Khariste, zna mnie. Znosiłam jej niegdyś zioła, gdy niedomagała z powodu choroby nóg. Jeśli będziecie potrzebować jej pomocy, rzeknijcie o łunie polarnego nieba. Tak jej powiedzcie, a bez protestów i targów udzieli wam pomocy. Tak właśnie będzie.- wyjaśniła. Diego zasępił się jakby chciał oszacować, czy płaszcz jego wart był informacji, które pewnikiem nigdy mu się nie przydadzą. Mężczyzna spojrzał pytającym wzrokiem na Manuela czekając jakby na podpowiedź młodzieńca.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 27-12-2014, 18:13   #4
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 7657 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Manuel wiedział, że Diego dostał trzos od matki. Suty trzos, zatem najpewniej nie chciał zdradzić przed nieznajomą informacji o posiadanym złocie. Cortez zawsze chciał udzielać pomocy innym. Matka jednak mówiła, że takich naiwniaków jak on łatwo wydoją. Młodzieniec nie potrafił odmienić swej natury, jednak za matczyną radą zracjonalizował i ograniczył pomoc obcym ludziom.

Teraz jednak ta biedna kobieta wyraźnie potrzebowała pomocy. Diego zaoferował jej swój płaszcz w czym jednak sam będzie chodził? Nie mówiąc o tym, że rozdawanie takich płaszczy to już proszenie się o kłopoty. Pierwszy lepszy rabuś z niej go i tak zedrze. Nic jej tym nie pomogą, a gdyby jeszcze dowiedzieli się od kogo go ma. Nie daj jeszcze dogonili... Pokręcił przecząco głową.

-Pomóc byśmy ci chcieli dobra kobieto. Mój towarzysz jednak zapomina, że i przed nami długa droga. Noce chłodne a niemoc może chwycić. Nie martw się jednak miałem odłożone trochę grosza. Na ciężkie czasy- czyli suszę w gardle i następną gospodę. Moja to jednak strata.-widzę jednak, że u ciebie już one nastały. Zamiast płaszcza dam ci te oto złote monety- trzy monety zostały wyjęte przez Manuela i wręczone kobiecie.

W oczekiwaniu na jej reakcje, pomyślał nie wręcz był pewien że to jakiś test Diego. Musimy mu wspomnieć by uważali na drodze którą zaproponowała, mogła to być pułapka.
 
Icarius jest offline  
Stary 01-01-2015, 15:42   #5
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 11678 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Kobieta milczała spoglądając to na jednego to na drugiego przybysza. Zachowywała nieustanny spokój. Choć na jej twarzy nie dało się ukryć nadziei na cieplej spędzane dni. Być może natrafili na wyzyskiwaczkę, a może na prawdziwie potrzebującą niewiastę. Kimkolwiek nie była uznali, iż należy jej się pomoc. Nie mała, jakby nie patrzeć. Trzy złote monety, były wielką sumą dla kogoś kto żebrał jeno o płaszcz, wszak przeciętny rzemieślnik musi pracować półtora dnia by tyle zarobić a to i tak mając fach swój opanowany do niemalże perfekcji. Ona zaś, przybłęda i zielarka miała więcej szczęścia niż rozumu.
-Dobrzy z was ludzie, lecz uważajcie na swej drodze. Nie raz jeszcze ktoś was poprosi o zapomogę, a złoto w końcu i wam szlachetnie urodzeni się skończy.- rzekła ze spokojem i przestrogą -Spamiętajcie moje rady i uważajcie na siebie.- dodała odbierając z niskim pokłonem trzy błyszczące się monety, które z pewnością pomogą jej przeżyć kilka dodatkowych dni.

Nie miała zamiaru dłużej stać im na przeszkodzie w drodze do Sibourne. Pożegnała ich gestem ręki, oraz szerokim uśmiechem, po czym skierowała swe kroki w kierunku, skąd przybyła. Diego odprowadził ją wzrokiem aż nie znikła między wilgotnymi drzewami.
-Ruszajmy. Szkoda czasu.- ponaglił. Bretonia nie była tak biednym królestwem jak Imperium, lecz mimo wszystko mężczyźni wiedzieli, że nie raz jeszcze na swej drodze napotkają osoby takie jak ów zielarka. Diego nie komentował hojności swego młodego towarzysza. Być może faktycznie była to jakaś próba a może nie. Tego już Manuel miał się nie dowiedzieć. Maszerowali dziarskim krokiem, jak każdego, poprzedniego dnia. Czas im się dłużył strasznie. Ciężkie toboły, które ze sobą nieśli nie ułatwiały życia, przez co żaden z nich nie miał ochoty na rozmowy czy nawet pogwizdywanie w celu umilenia trasy. Od momentu gdy spotkali zielarkę minęły dwa dni. Sibourne powitało ich tuż po świcie, lecz koniec końców los okazał się niezbyt łaskawy, albowiem straż miejska małej mieściny miała odgórny zakaz wpuszczania przybyszów po zmroku. Czekała ich kolejna mroźna noc pod gołym niebem. Na szczęście widok niewielkiej palisady, oraz światła w chatach po jej drugiej stronie dodawały otuchy i niewyjaśnionego poczucia bezpieczeństwa.

Podróżnicy wiedzieli, że dzika zwierzyna nie zapuści się tak blisko ludzkich oczu, to też spodziewali się spokojnej nocy. Szczęście w nieszczęściu, albowiem ulewny deszcz skutecznie uniemożliwił rozpalenie ognia, zatem odstraszenie zwierząt na własną rękę nie wchodziło tego wieczora w grę. Mimo to nie tracili dobrego ducha. Udało im się znaleźć spory dąb, pod którym rozłożyli śpiwory i częściowo chronił ich przed zimnymi strugami deszczu.
-Bretonia miała swój udział w wielkiej wojnie z siłami chaosu. Wielu zacnych rycerzy i wojowników udało się na wschód by wspomóc sąsiadów w walce z wrogiem. Wiedzieli, że Imperium może upaść a to była jedyna bariera na drodze sił Archaona do królestwa Bretonii. Mimo iż sami zmagają się ze swoimi wewnętrznymi wrogami, wsparli swych sąsiadów. Wielu z tych wielkich wojowników zajęło miejsce w bezimiennych grobach na wzgórzach, lasach i pobojowiskach Imperium. Bretonia ucierpiała, lecz nawet nie w jednej dziesiątej jak dziedzictwo Sigmara.- rzucił ze smutkiem w głosie. -Śpij. Jutro będziemy grzać się w ciepłej izbie po sutej kolacji, towarzyszu.- rzucił pełen nadziei. Diego odwrócił się na drugi bok.

~***~

-Zbudź się! Prędko!- głos Diega wyrwał bezlitośnie młodego szlachcica ze snu. Świt jeszcze nie nastał, zatem coś musiało być na rzeczy. Dopiero po kilku sekundach, gdy Manuel odzyskał czysty umysł dotarło do niego, że z niedalekiej odległości dobiegały krzyki i bicie dzwonów. Mieszkańcy Sibourne zostali napadnięci. Młodzieniec wartko wejrzał w stronę mieściny. W kilku miejscach płonął wysoki na trzy metry ogień a drobne sylwetki ludzi biegały jak mrówki po rozdeptanym mrowisku.
-Bierz klingę i za mną.- mężczyzna biegł ile sił w nogach -Trzymaj się blisko mnie, nie zniknij mi z oczu!- nakazał krzykiem. Wiedział, że nie można biernie stać i patrzeć na to co działo się w miasteczku, lecz w duchu pewnie modlił się do wszystkich bogów Starego Świata o bezpieczeństwo swego podopiecznego. Po kilku minutach dwójka podróżników znalazła się u podnóża palisady.
-To od wschodniej strony. Za mną.- Kilka chwil później dotarli do miejsca skąd mieli nakreślony cały obraz dramatycznej sytuacji.

-Goblińcy- syknął przykucając by pozostać niezauważonym. Zielonoskóre pokurcze ostrzeliwały płonącymi strzałami drugą stronę palisady, zaś kilkunastu z nich krążyło bez ładu na grzbietach wilków popiskując i krzycząc w swej plugawej mowie. Mężczyznami nagle wstrząsnął potężny huk a niebo pojaśniało na chwilę. Rozerwane na strzępy deski pospadały na glebę w promieniu pół mili, zaś sekundę później nastała cisza. Cisza, która przeraziła ich bardziej od krzyków i eksplozji. Kolejną sekundę później przerwał ją dźwięk goblińskiej trąby rozkazujący atak. Pokurcze porzuciły łuki dobyły mieczy, pałek i sztyletów ruszając w stronę wyrwy w palisadzie. Zaraz za nimi do ataku ruszyli wilczy jeźdźcy.
-Teraz.- syknął po czym ruszył pochylony wzdłuż palisady w stronę wyrwy. Bojowe okrzyki obrońców Sibourne, oraz panikujących kobiet mieszały się z okrzykami zielonoskórych. Mężczyźni stanęli na skraju wielkiej dziury zaglądając do środka. Trudno było zliczyć zielonoskórych ale nie mogło ich być więcej niż trzy tuziny...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 03-01-2015, 17:26   #6
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 7657 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Manuel obudził się błyskawicznie. Wziął tu górę instynkt i dyscyplina jaką wpajano mu latami. Posłusznie i odruchowo wykonywał polecenia Diego. Do momentu gdy nie dojrzeli pierwszych Zielonych. Zatrzymali się wtedy przycuknięci, obserwując. Młodzieniec chwilę później analizował już sytuację.

Opat świątyni Myrmidi Lucian Covas Padilla nauczyciel strategii, wkładał do głowy Manuela wiele mądrości. O Cortezie można było powiedzieć wiele rzeczy, jednak pamięć miał świetną. Natychmiast skojarzył napastników z ryciną z podręcznika.

Goblinoidy, słabsza grupa wśród zielonoskórych. Znacznie ustępująca orkom pod względem siły, choć inteligentniejsze i sprytniejsze posiadają stosunkowo słabe morale. Pojedyńczo niegroźne, niestety atakują najczęściej w dużych grupach należy uważać na ich plugawych szamanów.

Gdy nastąpił błysk i trzask, nadzieja że akurat ta grupa nie posiada szamana prysła jak bańka mydlana. Manuel wciąż analizował gdy Diego wyrwał go z zamyślenia.

-Teraz.- syknął po czym ruszył pochylony wzdłuż palisady w stronę wyrwy. Bojowe okrzyki obrońców Sibourne, oraz panikujących kobiet mieszały się z okrzykami zielonoskórych. Młody szermierz ruszył za towarzyszem. Nigdy wcześniej nie widział goblinów. Co gorsza nigdy nie walczył też z kimś władającym magią. Teoria to jedno praktyka jest jednak czymś zupełnie innym. Na szczęście dziesiątki pojedynków z ludźmi i towarzysząca im wojna psychologiczna nauczyła go dusić strach. Kto panikuje ten ginie. Te słowa powiedział mu sam Diego. Gdy zajrzał przez wyrwę, wiedział już co muszą zrobić. Przemówił tonem swojej matki zimnym i pewnym siebie, choć daleko mu było do tego stanu.

-Będę tuż obok ciebie.-wyszeptał-Mamy zaskoczenie, chyba mają wśród siebie szamana. Wypatrzmy go i szybko zabijmy nim zdąży użyć swej plugawej magii. Potem ich wódź lub ktoś kto zachowuje się jak dowódca wojowników. Jeśli zabijemy tych dwóch, reszta powinna pójść w rozsypkę.- końcówkę dodał już mniej pewny siebie. Bo nie miał pojęcia czy jego plan faktycznie się uda.
 
Icarius jest offline  
Stary 24-02-2015, 18:50   #7
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 11678 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Mężczyźni wartko zbliżyli się do wyrwy w palisadzie, gdzie mieli idealny widok na całe pole bitwy. O ile można to było nazwać w ogóle bitwą. Kilkunastu milicjantów broniło największego budynku wewnątrz palisady. Solidna budowla z strzelistymi oknami zdawała się być stawiana z zamysłem obrony. Na jej szczycie znajdowała się niewielka wieża, gdzie umieszczono potężny dzwon. Być może budynek pełnił rolę ratusza lub czegoś w ten deseń. Gobliny nie skupiały się na atakowaniu strażników miejskich. Tylko kilkunastu z nich otaczało zbrojnych jakby skupiając ich uwagę, reszta zaś biegała bez ładu rozniecając pożar na kolejnych, słomianych dachach chat. Obserwacje trwały kilka krótkich chwil, lecz ani Diego, ani jego młodszy kompan nie zauważyli nigdzie odznaczającego się z hordy goblinów, szamana czy dowódcy.
-Ktoś musi nimi dowodzić.- syknął zdezorientowany szermierz -Na bogów, pokaż się śmie...- mężczyzna nie zdążył dokończyć słów gdy zza jednej z chat wypadł uzbrojony w dwuręczny miecz krasnolud.

Brodacz miał nagi tors oraz długie do pasa czarne włosy, zupełnie rozpuszczone, jak gdyby atak wyrwał go prosto z łóżka. Brodaty wojak nie miał nawet butów na nogach, lecz oręż trzymał pewną i silną ręką. Khazad niemalże stracił równowagę na błotnistym podłożu. Sekundę później za pokurczem zza chaty wyłonił się jego przeciwnik. Rosły i potężnie zbudowany ork, trzymający jedną ręką siepacz. Ujrzawszy go Manuel poczuł jak miękną mu nogi w kolanach. To już nie byle strachliwy pokurcz. Ten przeciwnik był znacznie bardziej wymagający.
-Chyba mamy naszego dowódcę goblinów...- syknął Diego, po czym ruszył prędko w stronę walecznego krasnoluda.
-Panicz pilnuje moich tyłów!- nakazał dobywając szabli. O tej broni młodzieniec słyszał tyle historii, że sam czasem zastanawiał się jak to możliwe, iż zwykły kawał stali mógł utoczyć tyle krwi, co głosiły legendy. Diego budził respekt nawet u najbardziej krnąbrnych żołnierzy. Jego charyzma sprawiała, zmuszała do posłuszeństwa każdego do kogo zwracał się szermierz.

Po kilku chwilach mężczyźni znaleźli się już blisko krasnoluda i orka. Zielonoskóry wielkolud właśnie gotował się do zamaszystego ciosu znad głowy, gdy rozpędzony człek krzyknął głośno -Ej Ty tam!-Ork wejrzał na mężczyznę i z kocią gracją zmienił trajektoria lotu swego siepacza, zupełnie jakby ten ważył kilka kilo. Diego uskoczył w bok cudem unikając śmiercionośnego ciosu, lądując przy okazji cały w błocie.
Była to odpowiednia chwila dla khazada, który korzystając z okazji ranił zielonoskórego w udo. Ork wyszczerzył kły, znów skupiając się na pięknobrodym. -Waaaaagh!- ryknął ile sił w płucach, tak że Manuel niemal poczuł ciarki na skórze. Serce biło mu jak oszalałe a wszystkie lekcje i taktyki w momencie zamieniły się w pustkę w głowie. Bał się. Pierwszy raz tak bardzo bał się o własne życie. Dźwięki jakby znikły. Młodzik widział jak krasnolud coś do niego krzyczał wskazując go paluchem.
-Za tobą to pierdolony tuku!- dopiero po chwili dotarły do niego jakby opóźnione dźwięki. Manuel odwrócił się i dostrzegł trzy biegnące w jego stronę gobliny...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 24-02-2015, 20:32   #8
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 7657 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Manuel uznał, że Diego i brodacz poradzą sobie z orkiem. Wyglądał groźnie i był groźny cholerna góra zielonych śmiercionośnych zapewne mięśni. Młody fechmistrz wzdrygnął się na myśli walki z kimś takim. Trzy gobliny przed którymi ostrzegł go krasnolud zdawały się jednak przeciwnikiem na jego siły. Nie mógł zresztą pozwolić by oskrzydliły Diego. Musi dać czas tandemowi ludzko-krasnoludzkiemu by zlikwidowały największe zagrożenie. On ich osłoni....

Wybiegł naprzeciwko trzem goblinom po czym skierował się na najbardziej wysuniętego po lewej. I jego również zachodził od lewej strony, by przeciwników mieć wszystkich przed sobą albo chociaż po jednej stronie. Był gotowy parować każdy cios, jednocześnie gdy nadarzy się okazja sprawnie kontrując. Wierzył, że posiada znacznie bardziej rozwinięte umiejętności niż te pokurcze.
 
Icarius jest offline  
Stary 28-02-2015, 13:18   #9
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 11678 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Choć ze wszystkich sił starał się być opanowanym i skoncentrowanym wiedział, że to nie plac ćwiczeń, a gobliny to nie słomiane kukły czy jego rówieśnicy z drewnianym orężem. To już była prawdziwa walka. Manuel walczył nie raz w prawdziwych pojedynkach, czego dowodem była mapa blizn na jego ciele, jednak jego wcześniejsi przeciwnicy byli ludźmi. Istotami przewidywalnymi, kierującymi się taktyką czy konkretnym zamysłem. Tu zaś walka toczyła się z przeważającą siłą wroga. Gobliny powarkiwały i podskakiwały próbując zdekoncentrować młodzika. Mimo przewagi zachowywały bezpieczny dystans jakby chciały tylko odciągnąć go od orka.
-Waaaaagh!- zagrzmiało za jego plecami, lecz szermierz nie mógł na sekundę spuścić trójki pokurczy z oczu. Miał tylko nadzieję, że Diego z krzepkim khazadam poradzą sobie z orkowym siepaczem.

W końcu po chwili podchodów jeden z zielonoskórych zebrał się na odwagę i skoczył w przód zamierzając się na młodzieńca pordzewiałym, krótkim mieczem. Manuel jednak bez większych problemów sparował cios i odpłacił zielonoskóremu pozostawiając mu na piersi krwawiącą bruzdę. Goblin wypuścił z rąk miecz i chwiejąc się zrobił kilka kroków w tył by po chwili przewrócić się na plecy. Pozostałe na placu boju dwa gobliny stanęły jakby wryte w miejscu. Chyba nie spodziewały się, że mają do czynienia z kimś więcej niż zwykłym mieszczaninem, który kiedyś tam liznął odrobiny szkolenia walki wręcz.
Potyczka skończyła się dość szybko, albowiem dosłownie trzy uderzenia serca po tym jak szermierz powalił swego przeciwnika, gobliny w panice rozbiegły się próbując uciec w stronę kotłujących się ciągle pobratymców u bram budynku ratusza. Manuel wejrzał przez ramię i dostrzegł leżącego w błotnisto krwistej brei orka.

-Wartko! Do milicji!- krzyknął khazad nawet nie dając dwójce ludzi chwili na złapanie oddechu. Diego pomknął zaraz za nim i na końcu Manuel. Dystans dzielący ich do pola walki nie był zbyt wielki, to też szybko dotarli na miejsce, wspomagając broniących się ludzi. Krasnolud wraz z swym dwuręczniakiem wszedł jak do siebie, już na samym początku usuwając z gry przygarbionego goblina z drewnianą dzidą. Jego paskudna głowa za sprawą wielkiego miecza oddzieliła się od reszty ciała i upadła dobre dwa metry dalej. Obrońcy ratusza dostali wtedy jakby wiatry w żagle i cały walka w błyskawicznym tempie przybrała korzystnych obrotów. Manuel osobiście dźgnął swym mieczem jednego z oponentów w pierś eliminując go szybko z walki. Po kilku chwilach potyczka dobiegła końca.
-Coś tu mi nie grało.- zagrzmiał niski, gardłowy głos krasnoluda. Manuel wraz z Diego spojrzeli na khazada.
-Te gobliny nie uciekły. Walczyły do końca, a z czymś takim jeszcze nigdy się nie spotkałem...- rzucił chłodno rozglądając się po polu bitwy.

~***~

Chata Malvoina była skromnie urządzona. Zaraz po tym jak mężczyźni zwyciężyli z zielonoskórymi khazad zaprosił ich do siebie, by odpoczęli. Podczas gdy podróżnicy udali się za palisadę po wszystkie rzeczy, które zostawili w lesie on pomógł w dogaszaniu płonących chat. Na szczęście po ich stronie był deszcz, który miał największy udział w wprowadzaniu spokoju.
Jak się okazało, Malvoin syn Hurona, był kowalem, który lata podróżował po świecie jako awanturnik aż w końcu trafił do Sibuorne, gdzie zastąpił starego już kowala Alfreda. Jego kunszt oraz umiejętności zostały szybko docenione przez mieszkańców, którzy zapewnili pięknobrodemu lokum oraz stałą pracę w postaci ciągłych zleceń.
-Co tu robicie?- spytał unosząc lekko brew.
-Podróżujemy na wschodnie kresy Imperium gospodarzu.- odrzekł Diego oglądając niewielką ranę na swym udzie -Szukamy krewnych mojego kompana.- dodał po chwili. Khazad skinął głową w odpowiedzi, podając mężczyźnie flaszkę.
-Krasnoludzka przepalanka. Wódka. Sam pędzę. Przemyj ranę, tylko zaciśnij zęby he he he...- zarechotał...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166