Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-01-2015, 19:30   #1
Banned
 
Reputacja: 0 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
Księstwa Graniczne: Miecze i Ciemne Siły

Until Edison invented the electric light, most of the world was totally covered in darkness. The physical darkness outside and the inner darkness of the soul were mixed together, with no boundary separating the two. They were directly linked.
- "Kafka on the Shore", Haruki Murakami

11 Kaldezeit 2514 KI, chłodny jesienny wieczór

Granica Steigerwaldu i księstwa Wallerfangen, kryjówka guślarki Karli

Moritz przyrządzał dziczyznę nad małym ogniem i dotknąwszy dłonią dymiącej potrawy, mlasnął z miną znawcy.

- Wszystko gotowe, jedzmy.

Poczęła zapadać noc, ostatki szkarłatnego blasku ogarnęły ziemię i spoczęły na jej szczytach niczym krwawa korona. Rozbłysnęły gwiazdy. Cienistą okolicę omiatał wieczorny wiatr, który podróżnikom po raz kolejny przypomniał, że nienaturalne upały nareszcie minęły. Przerwa od zaspakajania awanturniczej żyłki upływała z niezmąconym spokojem. Te wszystkie dni znoju, udręki i zabijania wydawały się być tylko ponurym snem. Poza tym, było trudno uwierzyć, że tuż obok jeszcze do niedawna toczyła się wojna. Wojna, która, jak można było wywnioskować z opowieści Karli, zmieniła twarz na bardziej srogą i mężowie mieli jej aż nadto. Nie były to już drobne utarczki między rywalizującymi panami albo wyprawy przeciw wyjętym spod prawa mieszkańcom ziem. Nie była to gra, która toczyła się według pewnych reguł, i w którą można było bawić się tak, jak przesuwa się pionki na planszy w długie zimowe wieczory. Obawiano się, że to nie koniec, że pokonane wojska, stalowe ostrze buntu ukryte gdzieś w lasach, będzie łupić spichrze i walczyć o ciepłe dwory i zagrody, kiedy nadejdzie głód i zima. Chociaż skala tego zagrożenia mogła być poniekąd demonizowana - z tego powodu, że dla większości ludzi z księstw tereny znane jako Rubieże, Odłogi, czy też Ziemie Spustoszone to miejsce straszne.


Mimo wieku, staruszka pragnęła wiedzy tak, jak głodujący może pragnąć chleba. Wracała z lasu obarczona ciężarem toboła niby wędrowny kupiec, który obnosi ze sobą zapasy swych towarów, jednak niewiele opowiadała i zdawała się niepokoić, gdy bohaterowie prosili ją, aby im opisała swe wędrówki. Wokół jej kryjówki rosły przeróżne zioła, niektóre od dawna znane. Lecz były tu też i inne, sprowadzone przezeń z daleka, których korzenie okładała grubo ziemią i pielęgnowała wielce troskliwie. Wszystko jej rosło, toteż rolnicy, którzy pragneli mieć najlepsze zbiory, szli doń w czas siejby z czapką w garści i prosili, by raczyła rzucić okiem na ich ziemie i coś doradzić. Tak było też z innymi problemami. Co prawda spozierano na nią bokiem, lecz niech tylko zaniemoże zwierzę czy mąż zlegnie powalony nieznaną chorobą - po nią posyłano. Lecz w obliczu najnowszych zdarzeń wszelki kontakt z mieszkańcami księstwa został zerwany.



- Mamy kłopoty!

Oczy Iwana jaśniały dzikim blaskiem, gdy wpadł do groty. Skóra mu ścierpła, włos się zjeżył. Śmierć znów deptała im po piętach niczym ślepy pies. Śmiałek cudem uniknął niosącego śmierć pocisku. Pałasz trząsł mu się w garści, gdy mówił. Znał prześladowcę. Bardziej twardy zbir i egzekutor niż fanatyczny łowca czarownic, Uwe Schmitz, z charakterystyczną szramą na dłoni po cięciu przez wszystkie kostki, był człowiekiem-legendą, od zawsze podążającym długą, krwawą ścieżką swego przeznaczenia, w gruncie rzeczy nie wiedząc po co, niczym ślepy, bezrozumny siłacz, który odczuwał gdzieś iskrę boskiego, sigmaryckiego ognia. Dlaczego się tu pojawił? Pewnie żołdacy, którym udało się przeżyć, obwinili guślarkę za śmierć jednego z nich. Pewnie piszącego list gończy łotra poniosła fantazja, pewnie biednej staruszce przypisano bycie demonem, a nawet czymś gorszym.

Wiedzieli, że inkwizytor mógł okazać się o wiele bardziej niebezpieczny, niż należało się tego spodziewać.

 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 25-01-2015 o 14:22.
Clutterbane jest offline  
Stary 17-01-2015, 20:59   #2
 
Matyjasz's Avatar
 
Reputacja: 613 Matyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemu
-Też diabli nadali. Jest inne wyjście?
Powiedział i przywarł plecami do muru ładując kuszę i patrząc na leżący obok skórzany kaftan.
-Panie inkwizytorze!-zawołał nie wychylając się-My jesteśmy po tej samej stronie! W lesie czarnoksiężnik zbiera armię mutantów a my pomocy szukamy. Na Sigmara po tej samej stronie jesteśmy! Porozmawiajmy pozabijać się zawsze jest czas!
Ściszył głos.
-Mamy coś łatwopalnego żeby zablokować wejście do kotliny?
Głęboko westchnął i przygotował się na najgorsze i konieczność ponownego zmierzenia się z magią, czego wcale nie chciał znowu zrobić.
 

Ostatnio edytowane przez Matyjasz : 17-01-2015 o 21:04.
Matyjasz jest offline  
Stary 17-01-2015, 23:09   #3
 
Hazard's Avatar
 
Reputacja: 5576 Hazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputacjęHazard ma wspaniałą reputację
Czemuż to los nie jest dla nas bardziej łaskaw? - Zastanowił się Iwan ściskając w rękach dwa ostrza - rapier, który był pamiątką jeszcze z czasów służby w Górskiej Straży i pałasz, własność pewnego skróconego o głowę hobgoblina. Te kilka dni spokoju, które spędzili w tej jaskini, były marną rekompensatą trudów i cierpień z jakimi musieli się zmagać w tym przeklętym lesie, do którego miał nadzieje już nie zbliżyć się nigdy więcej. Och, ile by dał teraz by poczuć smak piwa w ustach, zobaczyć zdumione miny biesiadników, którzy ze zgrozą ale i niemałym podziwem wysłuchiwaliby jego opowieści, bądź dotyku kobiety, którego nie czuł od tak dawna.

A teraz znów czekała go walka. Bądź co bądź bardzo lubił uczucie adrenaliny, krążącej mu w żyłach przy każdym świście przeszywanego ostrzem powietrza. Widoku zdeterminowanych oczu przeciwnika, który gasnął w momencie śmiertelnie wymierzonego ciosu rapierem. Pochłaniający go wir bitwy, który sprawiał, że podczas walki czuł się jak widz oglądający przedstawienie, nie z pierwszego rzędu ale ze środka sceny. Wszystko to uwielbiał, jednak wiedział, że pewnego dnia radość i podniecenie płynące z walki przerodzą się w ból i niezachwiane pragnienie życia. Tylko, któż go wtedy ocali?

Gorączkowy śmiech zabrzmiał w jego myślach słysząc wypowiedzi Felixa. Uwe Schmitz z pewnością nie odstąpiłby swego celu, nawet gdyby armia demonów przechadzała się tuż obok. Niegdyś, kiedykolwiek usłyszał plotki, że ów mężczyzna pojawił się w okolicy, brał nogi za pas, modląc się w duchu, by to nie on był jego celem. A czemuż by miał być? W tak niebezpiecznej chwili nie miał czasu na rozwodzenie się na ten temat.

Nie minęło kilka chwil, a uzbrojony w ciężką, mogącą wywołać ciarki na plecach niejednego maga zbroję, Iwan rzucił się naprzód. Przywarł bokiem do ściany obok wejścia do przedsionka jaskini, z którego powinni wyłonić się przeciwnik. Przygotowane na przeciwnika ostrza, utrzymywał w odpowiedniej odległości, by nie były widoczne z głębi tunelu. Czekał, aż pierwszy wróg wyłoni się z głębi, by chwilę później mógł paść Iwanowi do stup, skąpany we krwi. Mimo przyjemnego uczucie jakie towarzyszyło mu podczas otwartej walki, nie miał żadnych oporów by ranić kogoś w plecy. Zwłaszcza kogoś, kto chwile wcześniej chciał odstrzelić go z ukrycia.
 
Hazard jest offline  
Stary 18-01-2015, 12:19   #4
 
Earendil's Avatar
 
Reputacja: 589 Earendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemuEarendil to imię znane każdemu
Wolfgang westchnął ciężko, gdy Ivan wparował do środka. Mogli opuścić las, ale zły los dalej za nimi podążał. W dodatku w formie, która uderzała w sumienie landsknechta. Bo jakże to, ze świętym inkwizytorem Sigmara, bojownikiem bożym mieli wojować? Ze złością spojrzał na staruszkę. Bez wątpienia była wiedźmą, być może w istocie spółkowała z diabłami, czy innym plugastwem. Ale z drugiej strony, uleczyła ich, dała im miejsce do odpoczynku, pomagała jak mogła. Nie mogliby się przeciw niej teraz zwrócić, to byłoby nie do pomyślenia. W dodatku, z tego co słyszał o Schmitzu, to raczej nie był znany rozważnego podejścia do sprawy. Raczej wysiecze ich wszystkich, nie pytając kto swój.

Wolf nie zamierzał umrzeć w tej jaskini, wliczony w poczet demonich sług. Nawet jeśli oznaczało to, że trzeba zakończyć karierę łowcy czarownic. Dlatego, choć miał nadzieję, że okrzyki Feliksa przemówią do rozsądku inkwizytora, wyciągnął prędko swój muszkiet i przyszykowawszy go, klęknął na wybranym przez siebie stanowisku i czekał, celując w tunel obok którego czaił się Ivan. Rzucił jeszcze tylko do Burkharda, by schował się w kącie. To nie było dobre miejsce dla dzieci.
 
Earendil jest offline  
Stary 18-01-2015, 13:08   #5
Łajza Jedna
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 6774 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
Zaiste wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością.
- Vysogota z Corvo
11 Kaldezeit 2514 KI, chłodny jesienny wieczór

Granica Steigerwaldu i Księstwa Wallerfangen, kryjówka guślarki Karli

- Zaiste - mruknął zmęczony Thurin. - wielkim zadufkiem trza być, by trudnić się paleniem, zabijaniem i na pal wbijaniem ludzi, co to zawinili słowem nie takim, w miejscu nie tym znalezieniem się, bądź trudnieniem się zawodem niecodziennym. A trzeba rzec, że Sigmaryccy Łowcy w zachowaniach takich przodują właśnie.



- I dlatego właśnie - perorował Rozcięta Gęba, drapiąc się po bliźnie. - w racji jesteśmy, a za grzech stanięcia naprzeciw Łowcy tego brać nie można. Bo dziad taki przebrzydły zabić nas się nie zawaha, a w momencie kluczowym my wahać też się nie możemy. Bo woj, co to waha się, dupa jest, nie wojownik. Et sic me Grimnir adiuvet, psiamać.

Ujął drzewce topora w rękę, splunąwszy na nie wcześniej. U ostrza i na końcach drzewca zwisały pióra ptaka wielkiego, niby barbarzyński amulet. Thurin, ubrany w skórzany kaftan przepasany grubymi rzemieniami, w pas gruby pierś baryłkowatą, w rękawice skórzane grube bez palców; w zbroję łuskową poobijaną; z bliznami, w tym jedną drugie usta przypominającą, wyglądał niby barbarzyński wojownik z dawnych wieków. Nikt z dawnego życia by go nie poznał. Kiedyś jadł pieczone przepiórki i popijał piwem bugmańskim. W szaty bogate był ubrany, dostojny był rzec można. A teraz jadł czerwone, niedopieczone mięso i popijał wódką. A oczy jego jakby wilcze się stały. Tylko broda pielęgnowana w miarę możliwości była.

Sed sciendum nobis est, całe dostojeństwo trafił szlag.

- Ja - rzekł z cicha ku towarzyszom. - zmęczon jestem, w polu nieprzydatnym. Chłopca pilnować będę, piersią go w razie potrzeby zasłonię.


Mapka:
http://pyromancers.com/media/view/ma...ound_id=101244
Zamieniłem miejscem Thurina z Burkhardem.

 
__________________
Krok za krokiem wchodzisz do wody. Nogi zapadają się w cuchnące błoto. No, nareszcie możesz płynąć. W pewnej chwili słyszysz dziwne odgłosy. Jakby ktoś wrzucał deski do wody: klap, klap, klap! Przyspieszasz. Za kępą zarośli dostrzegasz zagadkowe ruchy wody. „To na pewno nic dobrego” - myślisz.

Ostatnio edytowane przez Fyrskar : 18-01-2015 o 16:12.
Fyrskar jest offline  
Stary 18-01-2015, 18:21   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 23236 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Jochena niezbyt interesowało, kim był przybysz. Choćby to był sam Imperator czy wielki mistrz Zakonu Panter - skoro zaczął wizytę od strzelania, nie zasługiwał na powitanie chlebem i solą, a najwyżej bełtem czy ostrzem miecza. Ewentualnie grotem strzały.
Sądząc po barwnej wypowiedzi Thurina tamten również miał podobne zdanie. Z tym tylko, że Jochen nie bardzo rozumiał, co krasnolud ma na myśli o zmęczeniu, będąc po dwóch dniach odpoczywania. Czyżby krasnoludy były mniej twardą rasą, niż powszechnie sądzono? A może u Thurina nagle to, co na języku od czynów zaczęło się różnić?
To jednak należało ostawić na później, a teraz brać się za ratowanie życia. A że z tego powodu kto inny odda swoje? Tak już urządzony był ten świat.

Jochen przyszykował łuk, a potem tak się ustawił, by padające od ognia światło nie oświetlało jego sylwetki, ale by on sam mógł widzieć sylwetkę nadchodzącego przeciwnika.
 
Kerm jest offline  
Stary 20-01-2015, 09:34   #7
 
dzemeuksis's Avatar
 
Reputacja: 2655 dzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputację
- Zgaś ogień! - podrzucił Moritz Thurinowi, który ze zrozumiałych względów wyjątkowo nie pchał się do bitki. Góral też nie był w pełni sił, więc miał zamiar unikać zwarcia, jak długo się da. Rutynowym ruchem naciągnął cięciwę na łuk i skoczył ku wylotowi jednego z korytarzy, który mimo krętości pozwalał dostrzec wroga już na wejściu do jaskini. Zajął bezpieczną, względnie wygodną pozycję i nałożywszy strzałę na cięciwę szykował się do naciągnięcia, przymierzenia i strzału, kiedy tylko wróg wkroczy do groty. Miał oczywiście nadzieję, że nie będzie to potrzebne, Felix słusznie próbował załagodzić sprawę. Niestety realnie patrząc szanse uniknięcia rozlewu krwi były znikome. Bardziej zastanawiał się nad tym, czy przed wypuszczeniem strzały ostrzec przeciwnika, żeby ów miał szansę wycofać się i powstała okazja do pertraktacji.
 
dzemeuksis jest offline  
Stary 20-01-2015, 21:56   #8
Banned
 
Reputacja: 0 Clutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputacjęClutterbane ma wspaniałą reputację
- Wiedźma musi spłonąć na stosie. Tylko to jest w stanie ją ocalić - po jaskini rozległ się ledwie słyszalny, apatyczny, lecz znudzony i zmęczony życiem głos. - Za pomyślną współpracę przysługuje wam prawo do sprawiedliwego procesu - Uwe Schmitz zaproponował to w tak niezwykle opanowany sposób, że dla osób niezaznajomionych z modus operandi łowców czarownic łamanie kołem mogło brzmieć wręcz jak zaproszenie na herbatkę. - A jeśli nie - zaczął ze znawstwem - ból przywróci wam rozsądek.

Postrzegli go, gdy łysnął biało w promieniach księżyca, który zdążył właśnie wspiąć się nieco wyżej. Potężna postać przesłoniła wylot tunelu oświetlany jedynie nikłą, białą poświatą przesączającą się przez gęstwinę gałęzi. Inkwizytor nie czekał na zaproszenie. Stanowczość działania przeciwnika postawiła Felixa i Moritza w stanie niemałego napięcia zmysłów. Byli zdumieni i wstrząśnięci faktem, że Uwe kroczył w nieprzebity mrok, nie oświetlając sobie drogi ani pochodnią, ani latarnią. Lecz nie było czasu na myślenie, gdy byli oko w oko z szaleńcem gotowym zarżnąć wszystkich za pogwałcenie dziwacznego, krwawego kodeksu. Zwiadowca, opętany myślą, by go dopaść, wyszarpnął łuk i strzałę i spojrzał wzdłuż gładkiego drzewca. Oczy czarodzieja się zwęziły. Podkute żelazem buciory sigmaryckiego śledczego zazgrzytały. Napięte cięciwy drgnęły.

Co prawda bełt von Welfa świsnął daleko w bok, lecz adept sztuk tajemnych nie tracił szybko pewności, pokrzepiony działającym zaklęciem ochronnym. Natomiast Vogendorfczyk był pewien, że strzała zatopiła się w mocarnej sylwetce - spiżowa statua jednak nawet nie drgnęła. Lecz z drzewcem aż po pióra w piersi nie mógł zajmować umysłu bezcelowym dochodzeniem. Zachwiał się ze zduszonym krzykiem, przysiadając w lodowatej wodzie podziemnej rzeki, która poczęła czerwienieć. Czuł w sobie zbierające zimno, aż zaczął drżeć. Uczuł narastającą w nim najczystszą grozę. Miał ochotę wykrzyczeć swoje przerażenie, ale milczał. Na tyle miał nad sobą władzy. Walczył o każdy oddech, a ciemności pulsowały krwawo, jakby rozfalowane ohydną wibracją.

Na bogów, co to było? Przenośna balista? Puste stuknięcie, które rozniosło się po całym tunelu oznajmiło, że cokolwiek miotało śmiertelne pociski z tak straszliwą siłą, leżało już na ziemi. Nie wiadomo, jakie niespodzianki na dzisiejszy wieczór jeszcze przygotował Uwe Schmitz.


Moritz - niedługo możliwa utrata przytomności, stałe uszkodzenie płuc, ruch zmniejszony do 14 kratek maks



 

Ostatnio edytowane przez Clutterbane : 06-02-2015 o 21:47.
Clutterbane jest offline  
Stary 20-01-2015, 22:42   #9
 
dzemeuksis's Avatar
 
Reputacja: 2655 dzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputacjędzemeuksis ma wspaniałą reputację
Moritz czuł, że to koniec. Godził się z tym. Człowiek, człowiekowi wilkiem, stara prawda na szlaku. Góral uniknął zemsty czarnoksiężnika chaosu, maczug ogrów, mieczy hobgoblinów, pnączy rośliny władającej umysłami, zombiaczych zębów i wielu innych niebezpieczeństw po to, żeby zginąć z ręki człowieka. Wiedział to. Zawsze wiedział, że tak będzie. Przeczuwał to w najgłębszych pokładach jaźni. Dlatego nieustannie śmiało stawał naprzeciw najstraszliwszym nawet niebezpieczeństwom. Póki nie pochodziły z ręki człowieka.

Jednocześnie nie mógł tak po prostu umrzeć. Miał sprawę do dokończenia, listy do oddania. Diabli nadali! Przecież żaden z towarzyszy o tym nie wie. Nie zdążył powiedzieć Thurinowi a było tak blisko.

- Czas, płynie dla was inaczej ... po dwóch dekadach na szlaku ... czuję się zmęczony ... z każdą kolejną nocą spędzoną na twardej, zimnej ziemi ... echa starych ran pohukują w kościach ... kostura użyję, jako podpałki ... sprawa... ważna dla mnie... niedokończona. Ludzie ... ktoś ich skupuje... - Nie tak dawno wypowiedziane słowa dryfowały na wierzchu odmętów pamięci.

Vogendorfczyk wiedział, co musi zrobić. Wyczołgać z wody na brzeg, zanim straci przytomność. Po tym wszystkim, co przeżył, jednak głupio byłoby się tak po prostu utopić. Potem odłamać koniec drzewca z piórami i wtedy wyciągnąć resztę, która ani chybi wystaje z pleców. Oby tylko inkwizytor go nie dobił. I jego przyjaciół.
 
dzemeuksis jest offline  
Stary 21-01-2015, 13:55   #10
 
Matyjasz's Avatar
 
Reputacja: 613 Matyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemuMatyjasz to imię znane każdemu
-Chaos musi zginąć w oczyszczającym ogniu.-przytaknął słowa łowcy-tak długo jak będziemy stosować się do procedury procesu. Są świadkowie przeczący faktowi, zgodnie z wolą wielkiego Teogonisty należy przeprowadzić postępowanie dowodowe w pełni...
Usłyszał świst i głuche uderzenie z okolicy łowcy. Ktoś strzelił. Cała możliwość negocjacji szlag trafił, był tak blisko. Gdyby inkwizytor się zgodził stosować prawo Sigmara mógł rozegrać całość po ich myśli, znał prawo o magii i wiedział jakie sztuczki mógłby zastosować.
-Kurwa, nie!
W tej chwili zadziałał instynktownie i strzelił, niecelnie.
Zabrał swoje rzeczy i z tarczą na plecach pobiegł w dół korytarza przy jego prawej ścianie by dołączyć do reszty. Samotna obrona w tym miejscu nie miała szans uzyskania niczego poza chwalebną śmiercią. Ojciec zabiłby go drugi raz za chwalebną śmierć, śmierć jak już było trzeba ginąć miała być przydatna.
-Swój!
Krzyknął zanim wyskoczył zza rogu tunelu i dostał się do rzeki. Wypatrzył duży głaz, za którym przykucnął wystającą część siebie schował za tarczą a na głowę założył wiszący na sznurku hełm i ponownie załadował broń, oparł łokieć na kamieniu dla stabilizacji i czekał.

Mapa
 
Matyjasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166