Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-02-2015, 11:25   #1
 
Dekline's Avatar
 
Reputacja: 1480 Dekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumny
[WARHAMMER 2ed.] Mróz, głód, lament i zgrzytanie zębów.



 Postaci tragedii:


Erich



Około 35 letni mężczyzna o bystrym spojrzeniu. Wykonuje profesję cyrulika i zawsze niesie pomoc ludziom w potrzebie, czym zaskarbił sobie wdzięczność wielu mieszkańców wsi. Z drugiej strony jest raczej szorstki w kontaktach z innymi i może się wydawać przez to gburowaty.

Konrad



Dobrze zbudowany chłopak, średniego wzrostu o zielonych oczach i długich czarnych włosach które przeważnie są w lekkim nieładzie, ubrany przeważnie strój pasujący do otoczenia panującego obecnie w lesie. Wioskowy łowca, przeważnie lubiany przez większość osób, nie szuka zwady, zwykle pogada i wysłucha jak ma akurat czas. Każdy wie, że już od małego marzy mu się wielka przygoda niczym z opowieści o bohaterach jakie to dziadkowie lubią snuć dzieciom na dobranoc.

Max zwany Bezuchym



Łowca. Niezbyt wysoki, szczupły mężczyzna; ma w miarę jasne i dość długie włosy. Twarz opalona, oczy szare, lekki zarost. Mieszka w chacie nieco poza wioską. Niezbyt często odwiedza wioskę. Samotnik, niezbyt rozmowny, ale bynajmniej nie złośliwy. Przezwisko jest niezbyt uzasadnione, bowiem Max uszy w zasadzie ma, tyle tylko, że zniekształcone (skutek wypadku w dzieciństwie). Na przezwisko się nie obraża, ale nie reaguje.

Felix z lasu




Z powodu niskiego wzrostu jest traktowany jak dziecko. Przed tą straszną zimą był mieszkańcem szałasu w lesie. Zajmuje się całkiem sprawnie łowiectwem. W czasie zimy mieszkał w rodzinie leśnika, który go znalazł.

Marwald Kolekcjoner



Marwald zwany ironicznie "Kolekcjonerem" ze względu na to, że zbiera różne śmieci, który wygląda na to aby stanowiły dla niego wielki dobytek. Jest to człowiek około 180 wzrostu o czarnych, długich włosach i zielonych oczach. Ma około 35 lat i jest postacią bardzo otwartą. Chętnie pomaga innym nawet nie chcąc za to zapłaty. Przemierzając wieś niemal zawsze ciągnąc za sobą mały wózek, który upchany jest różnymi rzeczami takimi jak np.: łopata, łom, jakieś drewna, ściery, koc, lina, młot czy worki, a w samym środku jak gdyby w gnieździe siedzi jego przyjaciel gołąb. Co niektórzy widzieli jak gdyby do niego gadał, ale nikt tego nie jest pewny. Każdy jednak wie, że jest z nim coś nie tak. Często obiecuje ludziom, że niedługo będą lepsze dni i że on w tym pomoże aby tak się stało. Jest przekonany, że wyjazd jest jedyną możliwością na ratunek mieszkańcom tej osady.

Waightstill



Waightstill, 26 lat, rosły chłop, skromny bartnik-gorzelnik. Czas spędza głównie w borze. Włóczy się po lesie od dzikiej barci do dzikiej barci. Szkoli się u starego mistrza Ingwara, u którego znalazł drugi dom, po tym, jak opuścił ku obopólnej uldze rodzinne gospodarstwo, w którym bardziej przeszkadzał niż pomagał. U Ingwara poznał Frydę love at first sight. Z ciężkim sercem rozstał się z nią na czas wyprawy.

Victoria Villinger




Kapłanka Shallyi z krwi i kości. Wierna ideałom wybranego bóstwa, nigdy nikogo nie skrzywdziła, sprzeciwia się zabijaniu, nawet wrogów. Pomaga każdemu nawet jeśli poszkodowany danej pomocy nie chce, oczywiście bez przesady, wie kiedy odpuścić. Spokojna i wyciszona. Wątłe ciało skrywa kawał twardej kobiety, pomimo sędziwego wieku ma pełnie władz umysłowych, fizycznych. Cechuje ją również silna psychika i odporność na ból, zimno itp, jednocześnie jest osobą o słabym ciele, podatną na uszkodzenia ciała.




 

Ostatnio edytowane przez Dekline : 01-11-2015 o 18:01.
Dekline jest offline  
Stary 15-02-2015, 10:28   #2
 
Dekline's Avatar
 
Reputacja: 1480 Dekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumny
Mniej więcej na środku wsi znajdował się dość spory plac, służący jako miejsce spotkań mieszkańców. Z daleka widać było unoszący się nad nim dym z palenisk. Na klepisku ustawiono, kilka kamiennych kręgów z których biło ciepło ogniska. Nad ogniem wisiały garnki z parującą wodą. Sołtys zadbał aby ludzie byli wstanie go wysłuchać nie zamarzając, przy okazji, na kość. Pomimo iż zamiecie ustały, niska temperatura pozostała, co było widać po ubraniach mieszkańców. Z czasem gdy, zdaniem sołtysa, zebrała się już cała wieś, ten stanął wraz ze swoją prawą ręką na podwyższeniu i jął mówić:

–Drodzy moi! Nie będę Was oszukiwał, zresztą sami widzicie co się dzieje.

Ludzie, którzy pomimo pogody, na widok sołtysa jakby odżyli i zaczęli wiwatować, ponownie zamilkli. Gdzieniegdzie odezwali się malkontenci:

„ - A dziwisz się?”
„ - Tyle sami wiemy!"
„ - To Twoja wina!”


Głosy sprzeciwu szybko zostały stłumione, większość ludzi wierzyła włodarzowi i nie dawała mówić o im źle. Jednakże znalazł się mężczyzna który miał do powiedzenia więcej aniżeli bezpodstawne i bezsensowne oszczerstwa:

- A może czas aby w końcu otworzyć się na innych? Nawet jeśli przeżyjemy tą zimę to co dalej? Kolejne chude lato i równie sroga zima a zostaną z nas tylko kości. Ludzie się starzeją, młodzi wyjeżdżają. Ile tak pociągniemy?

Ingwar jeden z najstarszych mieszkańców Armutsiedlunga powiedział swoje i odszedł. Wraz z rodziną zajmowali się bartnictwem, lecz z uwagi niezbyt bogatych mieszkańców, zyski ze sprzedaży miodu rzadko wystarczały na pokrycie potrzeb, tak więc konieczna była praca w polu, czym zajmowała się większość ludzi. Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Poplecznicy sołtysa natychmiast zaczęli wykrzykiwać oskarżenia skierowane do rodziny bartników jako osób łasych na zysk. Natomiast z drugiej strony podniosły się głosy uznania dla słów Ingwara. Jedni i drudzy mieli swoje rację; izolacja uniemożliwiała sprzedaż nadmiaru dóbr, z których zysk przypadłby, co oczywiste rodzinom zajmującym się czymś więcej aniżeli prosta praca w polu. Rozgardiasz przerwał sołtys ponownie zabierając głos:

– Czyście do końca szczadzieli? Ludzie, na boga! Nie czas nam na kłótnie. Oskarżanie siebie nawzajem nic nam nie da. Musimy działać, może zabrzmi to dziwnie ale Ingwar ma rację.

Ludzie zgromadzeni na placu zamilkli momentalnie, tak że słychać było iskrzenie się palonego drzewa.

– Tak, dobrze słyszeliście. Niestety, nie uda nam się dłużej utrzymać izolacji. I niech nie cieszą się moi przeciwnicy, wyjście do ludzi to nie tylko zalety. Musimy liczyć się z wieloma trudnościami, lecz jeśli chcemy dożyć następnej zimy to konieczne jest podjęcie wyzwania. Do tego celu potrzebujemy ochotników którzy udadzą się w podróż. Nie powiem, jest to wymagające zadanie, nikogo nie mam zamiaru zmuszać na siłę, ale mam nadzieje że wśród naszej społeczności znajdzie się grupka odważnych ludzi, gotowych podjąć wyzwanie. Tak więc, kto chętny?

Większość ludzi stojących na placu oniemiała z wrażenia. Philipp, człowiek znany ze specyficznego podejścia zarządzania wsią nagle całkowicie zmienia i odwraca swoje poglądy. Z amoku zostali wyrwani przez przebijających się pomiędzy nimi. Słychać było szepty zarówno chwalące odwagę jak i potępiające głupotę ludzi którzy z różnych stron nadchodzili do podestu na którym stał sołtys. Philipp na widok ochotników uśmiechnął się do nich szczerze:

– Witajcie, dobrze że jesteście moi mili. Rzeknę jeszcze kilka słów do ludu i pójdziemy do mojej chaty, opowiem Wam szczegóły mojego planu.

Sołtys zdążył jedynie otworzyć usta by kontynuować przemowę, lecz nie było mu dane wyrazić swoich myśli. Po lego lewej stronie, do jest od strony lasu, gdzie stało zdecydowanie mniej ludzi słychać było krzyk. Każdy zapatrzony w sołtysa i słuchający jego słów nie zauważył watahy wilków zbliżających się od strony lasu. Żaden trzeźwo myślący człowiek nie spodziewałby się że te zwierzęta zdolne są zaatakować wieś, z ogromną w porównaniu do liczby wilków ilością ludzi i do tego w biały dzień. Musiały być naprawdę głodne i zdesperowane. Pomimo przeszywającego zimna i zmęczenia nastąpiło poruszenie, ludzie w dzikim pędzie zerwali się i pobiegli w stronę domostw oraz pól. Pięć wychudzonych zwierząt rzuciło się pędem stronę sołtysa oraz ochotników. Obok stał tylko Jonas, jego strażnicy znajdowali się na całym placu, zajęci byli pilnowaniem palenisk oraz rozdzielaniem gorących napoi. Pierwszy wilk chciał rzucić się na sołtysa, lecz stojący obok Herszt zamachnąwszy się swoim młotem zmiótł agresora który kwiląc poleciał kilkanaście stóp w bok. Drugie zwierzę miało więcej szczęścia, obiegło podest i zaatakowało z innej strony wykorzystując porażkę pierwszego którym zajął się już Jonas.
 

Ostatnio edytowane przez Dekline : 15-02-2015 o 14:42.
Dekline jest offline  
Stary 15-02-2015, 11:07   #3
 
PanJaszczomb's Avatar
 
Reputacja: 7 PanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znany
Erich stał beznamiętnie, przysłuchując się przemowie sołtysa. Mroźne powietrze, cuchnące łajnem i ludzką mieszaniną, drażniło jego nozdrza. Mógł siedzieć w ciepłej izbie, zajęty warzeniem medykamentów, rzeczą o wiele bardziej zajmującą i pożyteczną, a zamiast tego stał tu, słuchając dywagacji na temat, który mało go interesował.

Ożywił się nieznacznie na słowa mówiące o konieczności wysłania ekspedycji. Czy aby dobrze usłyszał? Czy na pewno o tym mowa? Chłopi zaczęli się kłócić, czyli chyba faktycznie chcą otworzyć wieś na świat. Obserwował jak motłoch przekomarza się, ważąc swoje zabobonne racje w kłótni, która w oczach Ericha budziła tylko litość i pewnego rodzaju odrazę do mentalności tutejszych ludzi. Nie bacząc jednak na to, w myślach cyrulika już dawno podjęta została decyzja. Weźmie udział w tej ekspedycji, dołączy do osób, które opuszczą wieś w poszukiwaniu kontaktu z innymi społecznościami. Być może jest to niebezpieczne zadanie, ale z drugiej strony to może być jedyna w jego życiu okazja, aby wydostać się z tego budzącego wstręt, zapomnianego przez boga miejsca, którym sfrustrowany cyrulik coraz bardziej się dusił.

Nagle hałas. Zamęt. Krzyki. Zaskoczony jak inni Erich spostrzegł grupę wilków, które porzuciwszy swe leśne schronienie zaatakowały wieś. Wygłodniałe bestie musiały być bardzo zdesperowane i przymuszone głodem, skoro zdecydowały się na taki ruch. Serce cyrulika poczęło mocno bić rozprowadzając adrenalinę po każdej części jego ciała. Mężczyzna rzucił się do ucieczki. Jego dom znajdował się przy samym centrum wsi. Jeśli tylko uda mu się dostać do środka, będzie mógł przeczekać atak zwierząt. Miał tam też narzędzia swojej pracy, które musiał wziąć. Czuł, że jego umiejętności za chwilę będą decydowały o czyimś życiu lub śmierci. Tylko to miało w tej chwili znaczenie.
 
__________________
"Jastrząb z głową gołębia i ciałem gołębia."

Ostatnio edytowane przez PanJaszczomb : 15-02-2015 o 13:08.
PanJaszczomb jest offline  
Stary 15-02-2015, 12:51   #4
 
archiwumX's Avatar
 
Reputacja: 1633 archiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłośćarchiwumX ma wspaniałą przyszłość
Gdy Felix z lasu wystąpił do szeregu chętnych do wyprawy zastanawiał się czy go przyjmą. Mają go za wieśniaka i nic nie pomaga, że jest dobrym łowcą i zwiadowcą!

Te smutne myśli przerwał nagły atak wilków na sołtysa i śmiałków. Felix w reakcji na to instynktownie wyjął z za pasa procę i posłał jej kamyk w stronę jednego z atakujących ich wargów...

--------------

Rzuty:
67 < 54 - rzut z procy w wilka, niestety pudło
 
__________________
Szukam tajemnic i sekretów.
archiwumX jest offline  
Stary 15-02-2015, 13:45   #5
 
Molkar's Avatar
 
Reputacja: 905 Molkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwuMolkar jest godny podziwu
Konradowi nie za specjalnie chciało się iść na to zebranie, w domu miał ciepło a i tak pewnie będzie dyskusja o tym samym co zawsze i kłótnie ludzi.
Stojąc na placu dziękował w duchu, że rozpalono paleniska i rozdawano chociaż ciepłą wodę co pozwalało jakoś wystać. Zebranie zaczęło się oczywiście tak jak zawsze i jak zawsze po pierwszych słowach było już słychać kłótnie, jak on żałował, że musiał wyjść z ciepłego domu słuchać tych bredni.
Z zamyślenia wyrwało go stwierdzenie Philippa o nawiązaniu kontaktów z innymi wioskami, no to teraz dopiero zaczną się kłótnie powiedział pod nosem. Gdy usłyszał o zbieraniu ochotników na wyprawę wiedział, że to jego szansa na choć trochę przygody jaka mu się marzyła, ruszył żwawo do miejsca gdzie się zaczynali zbierać chętni do wędrówki.
Już mieli się zbierać aby ruszyć do domu sołtysa aby omówić wyprawę gdy nagle rozmowy przerwał przeraźliwy krzyk. Konrad instynktownie odwrócił się w tą stronę i zobaczył wilki które zaatakowały mieszkańców. Nie było czasu na myślenie, odruchowo ściągnął łuk z pleców i naciągnął strzałę.

Atak 87 pudło
Przerzut - zużycie 1 PS
Atak 62 pudło

To jest chyba jego pechowy dzień pomyślał Konrad sięgając po kolejną strzałę i patrząc gdzie zacząć się wycofywać aby nie być w zasięgu wilków...
 
__________________
„Dlaczego ocaleni pozostają bezimienni – jakby ciążyła na nich klątwa – a poległych otacza się czcią? Dlaczego czepiamy się tego, co utraciliśmy, ignorując to, co udało nam się zachować?”
Steven Erikson, „Bramy Domu Umarłych”, s. 427

Ostatnio edytowane przez Molkar : 15-02-2015 o 13:49.
Molkar jest offline  
Stary 15-02-2015, 14:08   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 23236 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Stojący na uboczu Max w milczeniu, acz z pewnym zaskoczeniem, wsłuchiwał się w słowa Philippa. Jak sięgał pamięcią, a latek Max za sobą miał już trochę, sołtys sprzeciwiał się jakimkolwiek kontaktom z czymś, co nazywał światem zewnętrznym.
Ile było prawdy w twierdzeniu, że wioska, bez pomocy z zewnątrz, zmarnieje, tego Max nie wiedział, ale sam pomysł, by wyruszyć w ów niebezpieczny świat, z którego nikt jeszcze nie wrócił, był - nie wiedzieć czemu - dziwnie pociągający.

Jeszcze się zastanawiał nad swym ewentualnym uczestnictwem w proponowanej przez sołtysa wyprawie, gdzy zebranie zostało przerwane przez niespodziewanych i na dodatek niemile widzianych gości.
Wilki w środku osady? To już w lesie musiało się robić gorzej, niż sądził do tej pory... W dużych kłopotach by się znalazł, gdyby to stadko dopadło go na ścieżce prowadzącej z jego chaty do wioski...

Max błyskawicznie ściągnął łuk, z którym się nigdy nie rozstawał, po czym strzelił do najbliższego wilka.
Strzał był nieco zbyt pospiesznie oddany... Strzała zdarła co prawda z wilczego łba kawał skóry i powaliła szarego drapieżnika na ziemię, należało się jednak spodziewać, że wilk zaraz zerwie się z ziemi - jeszcze bardziej zły, niż poprzednio.


________________________
Strzał: k100=70 (trafiony - głowa)
Obrażenia: k10+3=2+3=5
 
Kerm jest offline  
Stary 15-02-2015, 19:08   #7
 
snake.p's Avatar
 
Reputacja: 665 snake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwusnake.p jest godny podziwu
Waightstill, podobnie jak jego mistrz Ingwar, od dawna popierał pomysł otwarcia Armutsiedlunga na świat. Często razem na ten temat dyskutowali. Już dawno by podjął ryzyko i wyruszył w szeroki świat, gdyby nie Fryda. Nagła i nieoczekiwana zmiana stanowiska sołtysa sprawiła, że serce zaczęło mu szybciej bić. Z radością spostrzegł, że na apel Philipa odpowiedziało kilka osób. To jest ta szansa, na którą od dawna czekał! W grupie będzie raźniej i bezpieczniej. A i szansa na powrót całym i zdrowym większa. Ingwar tylko kiwnął głową i Waightstill bez wahania zaczął się przepychać w kierunku sołtysa. Podobnie jak inni zbyt późno dostrzegł wilki, które wtargnęły do wioski. Pod złą gwiazdą zaczyna się nasza wyprawa, przebiegło mu przez myśli. I o ile dojdzie do skutku, skoro przeprawa przez lasy może być trudniejsza, niż ktokolwiek przypuszczał. Do diabła! Co gorsza, na zebranie Waightstill przyszedł tylko z nożem, z którym nigdy się nie rozstawał. Co robić! Nie ma czasu do stracenia. Szybka ocena sytuacji i Waightstill rzucił się w kierunku najbliższej chaty krzycząc "Do broni!". Może u sąsiada znajdzie coś bardziej odpowiedniego do odparcia ataku zuchwałych wilków.
 
snake.p jest offline  
Stary 16-02-2015, 12:04   #8
 
Inferian's Avatar
 
Reputacja: 7407 Inferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputacjęInferian ma wspaniałą reputację
Marwald jak zwykle już z samego rana był na nogach, czuł ogromną potrzebę niesienia pomocy. Wyszedł z opuszczonego domu w którym co noc sypiał i złapawszy swój upchany wózek, począł przemierzać kamienistą uliczką, ciągnąc go. Szedł przed siebie przyglądając się czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Gdy tak maszerował zauważył, że coś zabłysnęło w oddali, tuż koło płota. Przyśpieszył kroku tak aby dojść do tego przedmiotu i aby nie znikł mu on z oczu. Pochylił się nad małym metalowym przedmiotem, który okazał się być gwoździem.


Kolejny znak od Boga, ten wyjątkowy gwóźdź to słowa kierowane do mnie. - myślał wpadając w euforię łączącą się z ekscytacją - Tylko co on może znaczyć? - westchną idąc przed siebie w kierunku środka wsi, gdzie znajdował się spory plac, który służył jako miejsce spotkań.

Doszedł na miejsce, a po chwili zaczęli zbierać się inni ludzi. Okazało się, że dzisiaj ma być narada. Kolejny znak, Marwald przypadkiem zjawił się na miejscu, które było tak bardzo kluczowe. Nie był to koniec zaskoczeń, bowiem jak się okazało, bóg przygotował Marwalda na to aby mógł wyprawić się poz wieś, ale teraz przygotował do tego także sołtysa, aby zmienił swoje zdanie. Człowiek był zafascynowany i gdy tylko sołtys zapytał o ochotników, Marwald zaczął iść do przodu, głośno przy tym komentując do ludzi jak robił to często:

-To wielki dzień, dzisiaj znalazłem ten oto gwóźdź - podniósł go do góry tak aby każdy mógł go widzieć chociaż większość ludzi spoglądało na niego jak na nienormalnego z powodu, że go znało to jednak kontynuował - ten gwóźdź jest symbolem od boga jaki dostałem. Pochodzi on z płotu i jest stary jak nasza wieś, wyszedł z deski abyśmy mogli go zamienić i naprawić. Tak samo musimy zrobić z wioską, musimy wyruszyć po pomoc. - powiedział ostanie słowa dochodząc najbliżej sołtysa.

Mieli już iść do chaty sołtysa, gdy to zdarzyła się rzecz nieoczekiwana, napad wilków. Marwald pomimo tego, że się wystraszył, po chwili przeprosił boga w myśli za to i wyciągnął swój sztylet lekko się chyląc i czekając, aż wilk sam na niego się nadzieje. Jeden z wilków podskoczył do góry w jego kierunku, ale co ciekawe, po chwili z powrotem upadł na ziemię z rozciętym łbem tuż za nim opadła strzała. Mężczyzna uniósł wzrok ku niebu i dziękował za kolejny znak, świadczący o tym jak bardzo wiele znaczy dla boga. Zaczął wycofywać się spoglądaj tym samym czy nikt nie potrzebuje pomocy.

________________________
Uderzenie: k100=95 (chybienie)
 
Inferian jest offline  
Stary 16-02-2015, 13:30   #9
 
Dekline's Avatar
 
Reputacja: 1480 Dekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumnyDekline ma z czego być dumny
Pierwszy z atakujących wilków nie podniósł się, cios musiał być naprawdę mocny. Zwierz który zaatakował sołtysa, a następnie został postrzelony przez Maxa, ledwie zdążył się podnieść a na jego i tak już zmaltretowaną głowę opadł ciężki młot Jonasa. Pozostałe trzy wilki, dotychczas trzymające się na uboczu zaczęły się powoli wycofywać. Jeden z nich był wyraźnie większy, postawniejszy oraz zdecydowanie lepiej odżywiony, prawdopodobnie był to basior.

Sołtys ranny leżał na ziemi, we wsi panował niezły rozgardiasz, słychać było krzyki uciekających w panice ludzi. Waightstill podbiegł do najbliższego domu, pod dachem wisiała kosa która przy jego wielkim cielsku wyglądała dość mizernie, ale przynajmniej nie musiał walczyć gołymi rękoma.
Erich dotarł do swojego domu bez większych problemów. Zamykając drzwi, kątem oka zauważył wilka. Zaczął się nad tym zastanawiać dopiero gdy znalazł się w środku. Ale przecież atak nastąpił z drugiej strony ... Po chwili cyrulik znalazł swoje narzędzia i był gotów aby wyjść i udzielić pomocy rannym.

***

Wrzawa po jakimś czasie ustąpiła, strażnicy podeszli do Jonasa a po krótkim słowie rozeszli się dwójkami po wsi. Został Sołtys, Jonas, jego dwoje strażników oraz pięcioro ochotników. Philipp nie wyglądał najlepiej, krwawił, lecz jego głos był dość spokojny i opanowany. Nawet mała rana, dla tak starego i schorowanego człowieka mogła być śmiertelna.

- No już, nic mnie nie będzie, nie martwcie się o mnie - zaczął mówić sołtys, starając się podnieść i oprzeć na łokciach

- Miałem dla Was zadanie, ale nic się nie stanie jak poczeka chwilę dłużej. Strażnicy rozeszli się po granicach wsi, pilnują żeby zwierzęta nie podchodziły. Wy musicie sprawdzić co się stało z mieszkańcami, ten ... atak, to była zmyłka. Sprawdźcie proszę czy wszyscy są cali i zdrowi. Część ludzi nie przyszła już nawet na spotkanie, jestem stary, ale mam dobrą pamięć i sokoli wzrok, zauważyłbym.


Sołtys chyba nie do końca czuł się dobrze, po tych kilku słowach z trudem położył się z na przygotowany wcześniej koc. Odezwał się Jonas:

- Nie martwcie się o niego, poradzimy sobie. Idźcie już, ludzie Was potrzebują.
 
Dekline jest offline  
Stary 16-02-2015, 13:58   #10
 
PanJaszczomb's Avatar
 
Reputacja: 7 PanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znanyPanJaszczomb nie jest za bardzo znany
Erich wyszedł ostrożne z chaty, kiedy usłyszał, że walka dobiegła końca. W ręku niósł torbę z instrumentami medycznymi. Widząc rannego sołtysa, Erich przyśpieszył, aby udzielić mu niezbędnej pomocy i opatrzyć jego rany.

-Tak, tak... zmyłka, wilki planują i stosują dywersję, wszyscy to wiemy. Tymczasem, pokaż mi gdzie Cię pogryzły. - Powiedział Erich przyglądając się ranom starca. Następnie obrócił się w stronę Jonasa nie przestając udzielać pomocy rannemu.
-Z czym sobie poradzisz? Z leczeniem? - Rzekł ironicznie. -Myślałem, że dowodzisz strażnikami, więc to raczej twoja działka, żeby sprawdzić czy w wiosce jest bezpiecznie, możesz mi dać znać jak znajdziesz kolejnych rannych. Moją działką jest leczenie, a tu widzę rannego, który mnie potrzebuje.
 
__________________
"Jastrząb z głową gołębia i ciałem gołębia."
PanJaszczomb jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166