Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-08-2015, 09:03   #1
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 12985 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
[18+] W błocie, krwi i piwie!

(prawdopodobnie) 11 Pflugzeit 2523, Bezhaltag


Było gorąco. Pomimo wiosny, słońce parzyło skórę, wyciskało z niej pot, który spływając zostawiał po sobie ślady pośród brudu. Stłoczony w ciasnej klatce tuzin ludzi rozśmierdział się bardziej niż zwykle. Wychudzony mężczyzna z włosami zlepionymi krwią dodatkowo urozmaicił atmosferę wyjątkowo paskudną flatulencją, która zaatakowała nozdrza z zapiekłą złośliwością. Nikt nie zwrócił na to uwagi.

Przed klatką stał olbrzymi szaman rykowców, który prawie dwukrotnie górował nad towarzyszącą mu dwójką zwierzoczłeków. A oni nie byli malutcy – wzrostem przewyższali najwyższego z więźniów, nie mówiąc już o ich rogach, które tylko potęgowały wrażenie wielkości. Szaman wywarczał coś, spod kaptura obserwując grupkę przerażonych więźniów, którzy mogli jedynie obserwować jego jarzące się, brązowe oczy. W końcu wskazał jednego z nich, wysokiego elfa, który zamarł sparaliżowany strachem. Czuł, że powinien zacząć walczyć, zrobić coś, co go uratuje, jednak nie potrafił. Uzbrojeni w włócznie z zadziorami zwierzoludzie, otworzyli klatkę i wyszarpali przedstawiciela dumnej rasy.

Chwilę później został on zaprowadzony przed kamień ofiarny, gdzie został związany. Dopiero wtedy odzyskał zmysły i zaczął się rzucać, chcąc się uwolnić. Nie było o tym mowy – bestie nie przejmowały się możliwością uszkodzenia więźnia i sznury zaciśnięte były mocno, prawie odcinając dopływ krwi do dłoni i kostek.

Oprócz jednego strażnika, zwierzoczłeka z głową dzika, który stał przed klatką, całe pozostałe po ostatnim wymarszu plemię, składające się z jakichś sześciu gorów i dwóch nieco mniejszych potworów, otoczyło związaną postać. Tuż przed twarzą elfa pojawiła się bycza głowa olbrzymiego szamana. Więźniowie obserwowali, jak dwójka karłowatych zwierzoludzi przynosi pod ołtarz schorowanego zwierzoczłeka, któremu wypadało futro i na widocznych plackach szarawej skóry rozkwitały olbrzymie, cuchnące bąble, wypełnione zielonkawym śluzem. Elfowi wydało się, że na ich widok na byczej twarzy wykwitł uśmiech.

Po krótkiej przemowie szaman dotknął jedną z łap chorego, drugą głowy elfa. Elf starał się za wszelką cenę wyswobodzić z uścisku, jednak równie dobrze, mógłby chcieć uciec od przeznaczenia. Szaman zaczął mówić, następnie krzyknął i… I gówno. Nic się nie wydarzyło. Po chwili wokół szamana pojawiła się znikąd trójka demonów – okropnych istot, które na pierwszy rzut oka przypominały jaszczurki na dwóch nogach. Zanim ktokolwiek zareagował jeden z nich swoją przerośniętą ręką, za którą w powietrzu pozostawała smużka śluzu, posłał jednego ze zwierzoludzi w powietrze, rozrywając go na pół. Szczątki uderzyły w klatkę ludzi z taką siłą, że połamały grube, drewniane belki. Drugi, którego podpierała dodatkowa noga, pokryta grubym, piaskowym futrem, zaatakował szamana dwoma toporami, na którym wyryte były plugawe symbole, przypominające z daleka czaszki. Olbrzymi zwierzoczłek uniknął jednej broni, drugie ostrze zagłębiło się w jego ciele.

Trzeci natomiast oblizał się rozdwojonym językiem, dotykając brodawek na dziwacznej twarzy, i ze złośliwym uśmiechem rozciął więzy elfa. Następnie uniósł topór, by zabić mogącego się już bronić przeciwnika. Nie przewidział najwyraźniej, że włochate bestie odzyskają rezon i zaatakują. W zabójstwie przeszkodziły mu dwa miecze, które wbiły się w jego łuskowate ciało. Demon uśmiechnął się, by po chwili ryknąć przerażająco i z wściekłością. Po chwili wessała go pustka, gdy wrzeszczał i przeklinał wszystko co istnieje.

Strażnik sprzed klatki pognał w stronę toczącej się walki. Na nogach stał górujący nad walczącymi szaman, pięcioro zwierzoludzi wciąż walczyło. Dwójka demonów, rozwścieczona odesłaniem towarzysza, siekała wszystko co stało im na drodze.

Ulli, Franz i krasnolud Ragnar dostrzegli swoją szansę. Chwilę zajęło im zrozumienie tego co się stało, jednak nie mieli innego wyjścia. Jeżeli nie uciekną – zabiją ich zwierzoludzie albo demony. Gdy rozejrzeli się po współwięźniach prawie wszyscy kulili się w sobie, jeden leżał martwy, przebity rogiem rozpołowionego zwierzoczłeka, który wparował przed momentem do klatki.

Tymczasem Nathaniel, który cudem uniknął śmierci z rąk szamana, leżał w środku wielkiego zamieszania. Zwierzoludzie zajęli się walką z demonami, a te były zajęte rozrywaniem ich na strzępy. Dodatkowo dwójka mężczyzn i krasnolud, z którymi planowali ucieczkę, także wykorzysta tę szansę. Nie było wyjścia, należało uciekać.
 

Ostatnio edytowane przez Ardel : 23-08-2015 o 12:16.
Ardel jest offline  
Stary 23-08-2015, 14:58   #2
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 5416 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację

To zabawne, pomyślał Franz, że wystarczy zaledwie parę - paręnaście dni na zamienienie w bezbarwny motłoch grupy, która wcześniej była mieszczanami, kupcami, elfami i ludźmi z przeróżnych dróg życia. Jak się okazało, do transformacji istot myślących w srający i śmierdzący zapas żywności dla zwierzoludzi wystarczyła klatka, jeden strażnik ii brak łaźni i wychodka.

- Ot, kurwa, magia - mruknął do siebie Schierke, myśląc głośno nad swoim losem.

Odepchnął łokciem jakiegoś starca, który przesunął się nieco dalej. Elfa, którego miano zaszlachtować na śniadanie, nie znał zbyt dobrze. Choć z drugiej strony, okoliczności nie pozwalały na odbycie twórczej konwersacji. Co to, to nie. Jednak z pozostałymi wieźniami dzielił coś w stylu wisielczego porozumienia ludzi, którzy wiedzieli, że nic gorszego ich spotkać nie może.

Tymczasem w istocie szaman zwierzoludzi odczyniał jakieś magiczne gesty. Co to w istocie było - tego nie wiedział, ciężko było dojrzeć coś konkretniejszego spoza krat. I niespecjalnie go też obchodziło, cóż to za gusła może odczyniać szaman.

Cokolwiek to było, nawet Franz zrozumiał, że coś poszło bardzo, bardzo źle. Kiedy zobaczył lecący w stronę klatki kawał korpusu zwierzoczłowieka, odsunął się. Kawał cielska uderzył o klatkę z okropnym rumorem, zabijając jednego i raniąc paru. Powstał szybko, oceniając sytuację. Magia szamana przyzwała demony, które zabijały zwierzoludzi.

Większość więźniów z jakiegoś niezrozumiałego dla Franza Schierke kuliła się, zapewne zbyt przerażona i ogłupiała, żeby myśleć logicznie. I zdać sobie sprawę z faktu otwartego na oścież przejścia. Zamierzał pozostawić tych głupców ich własnym losom. Pomimo tego, niektórzy z więźniów powstali na równe nogi, tak, jak on.

- Panowie - tu skinął głową w stronę paru stojących także na nogach ludzi. Zapewne niedługo mieli się stać jego kompanami w drodze.

Nie było sensu silić się na jakieś przemowy, skoro liczyła się każda chwila. Było jasne, że należało uciekać. Potem obmyśli się jakiś sensowniejszy plan. Jak najdalej od obozu, to pewne. Myślał jednak, że największą szansę mogą mieć, jeśli pobiegną na północ, do najbliższej ludzkiej osady, którą znali.

Zatem dalej. Schierke przykucnął, żeby nie zwrócić na siebie uwagi bestii. Pobiegł w najbliższe krzaki, oby tylko jak najszybciej zniknąć z pola widzenia zwierzoludzi. Co potem? Potem na północ, zapewne.

Jeśli tylko przeżyje do tego czasu, oczywiście.
 

Ostatnio edytowane przez Santorine : 23-08-2015 o 18:48.
Santorine jest offline  
Stary 23-08-2015, 15:47   #3
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
- Zwę się Ulli, Ulli Rechthager z tych Rechthagerów z Middenlandu. Jestem Middenlandzkim szlachcicem.

Młody mężczyzna o zaciętej, niezbyt przystojnej twarzy prezentował się w ten sposób każdemu z uwięzionych z elegancją bardziej przystającą do arystokratycznego dworu niż klatki zwierzoludzi. Nikt ku narastającej irytacji szlachcica nie miał pojęcia o jakich Rechthagerów chodzi. Prawdę powiedziawszy nawet co znaczniejsza Middenlandzka szlachta miałaby problemy z powiedzeniem coś na temat tego rodu. Rechthagerowie byli szlachtą praktycznie bez majątku. Żyli na garnuszku Todbringerów piastując funkcje zarządców i dowódców lokalnych oddziałów zbrojnych. O tym, że mówi prawdę na temat swojego szlachectwa świadczyły tylko strzępy wytwornego ubrania i najwyższej jakości jedwabna bielizna.

Lewy policzek szlachcica szpeciła dość spora blizna. Zapytany o jej pochodzenie przez jednego ze współwięźniów z początku nie chciał mówić. Przyciśnięty wydukał, że to od pojedynku. Dalszą rozmowę uciął mówiąc, że musi się pomodlić. Modlenie się było główną czynnością jaką wykonywał w niewoli. Był gorliwym wyznawcą Ulryka o czym również mówił chętnie każdemu, czy ktoś chciał słuchać czy nie.

-Zobaczycie, Ulryk nie pozwoli by jego wyznawcy zginęli jako karma tych potworów. Dane nam będzie jeszcze posmakować wolności.

Tymi i podobnymi im słowami próbował tchnąć nadzieję we współwięźniów i obudzić w nich ogień wiary, ale z każdym zabieranym do zjedzenia więźniem przychodziło mu to coraz trudniej. W końcu dał sobie spokój widząc, że wzbudza tylko złość.

Kierowany bardziej wiarą niż rozumem obserwował zachowanie zwierzoludzi. Liczył na to, że odkryje w ich zachowaniu coś co pomoże w ucieczce. I stało się to na co czekał. Część zwierzoludzi opuściła obóz i została ich tylko garstka. Nadal jednak nie mieli broni i byli dobrze pilnowani. Musiało wydarzyć się coś jeszcze.

-Ulryku pomóż! Jeśli nie dane będzie mi uciec niech chociaż zginę z godnością.

Słał w myślach takie prośby do swego boga i w końcu ten go wysłuchał. Szykowało się coś szczególnego na co wskazywało zaangażowanie szamana. Zwierzoludzie wywlekli z klatki elfa Nathaniela. Ulli próbował stawiać opór ale został uderzony drzewcem włóczni co ostudziło jego zapał.

- Bądźcie przeklęci sługusy chaosu!- wycedził przez zaciśnięte zęby.

Kiedy już myślał, że oto stracili kolejnego towarzysza stało się coś nieoczekiwanego. Czar szamana sprowadził trzy demony. Ulli nie znał się ni w ząb na czarnoksięstwie i wziął to za sprawczą moc swojego boga, jakby nie było to karkołomne, bo co Ulryk miał do demonów? Był jednym z pierwszych, który wyskoczył z klatki. Rzucił się ku truchłu zabitego zwierzoczłeka i zabrał jego włócznię.

Widząc, że Franz ucieka nie bacząc na to, że Nathaniel pozostaje w niebezpieczeństwie, skrzywił się tylko. ~"Czegóż się można spodziewać po człeku z gminu" ~.

- Dołączę do ciebie Franz jak tylko pomogę Nathanielowi.

- A wy głupcy na co czekacie?!- krzyknął do skulonych w klatce więźniów- Nie będę was ciągnął na siłę jeśli jesteście zbyt tchórzliwi lub głupi, by wykorzystać szansę jaką dał wam Ulryk. Mój bóg pomaga tylko tym, którzy na to zasługują!

Rzucił się w kierunku kotłowaniny przy ołtarzu. Uderzył drzewcem włóczni stojącego na drodze zwierzoczłeka pchając go pod topór demona. Następnie chwycił za ramię znajdującego się na czworakach Nathaniela i mocno pociągnął zmuszając do wstania i ucieczki.

-Dalej elfie, udowodnij, że nie ryzykowałem na darmo.
 

Ostatnio edytowane przez Ulli : 14-09-2015 o 22:47.
Ulli jest offline  
Stary 24-08-2015, 11:42   #4
 
Gerappa92's Avatar
 
Reputacja: 949 Gerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwu
Kiedy Nathaniel wychodził z klatki i szedł na pewną śmierć to o dziwo poczuł ulgę. Miał już dosyć tego smrodu. Ludzie srali i szczali pod siebie bo widocznie szef kuchni lubił jak jego potrawy same się doprawiały. Elf niejednokrotnie myślał, że do tego bagna dorzuci jeszcze pawia. W swoim życiu widział wiele i wiele lat spędził na pokładzie różnych statków, na których raczej nikt nie należał do czyścioszków. Mimo wszystko przebywanie w takim szambie nie uśmiechało się elfowi, choć niektórzy chcieli umilić sobie ten pobyt pogawędką. Szczególnie gadatliwy wydawał się być typ z blizną. Trochę grał na nerwach Nathanielowi. Kiedy jeden ze zwierzoludzi, któregoś dnia dorzucił jakiegoś nieszczęśnika do klatki, to zagadnął wtedy Ulliego z nutą pogardy w głosie:

- Jak myślisz, co smakuję lepiej: taki zwykły chłop z roli czy taki szlachcic jak Ty?

Mimo to człowiek ten chciał stanąć w jego obronie, gdy wyciągali elfa poza grube bale klatki. "Po co on się tak rzuca?" - zastanawiał się Nathaniel - "Może chcę, żeby zwierzoludzie wzięli jego, zamiast mnie?". Jednak kiedy sługa Ulryka został spacyfikowany włócznią, nadzieja elfa spełza na niczym. Zrezygnowany został zaciągnięty na ołtarz ofiarny. Pomyślał wtedy o swojej córeczce, którą zostawił w Altdorfie. Przypomniał sobie jej małe spiczaste uszka i błękitne jak niebo oczy. Impuls rozpaczy targnął nim gwałtownie ale sznury trzymały go zbyt mocno. Kiedy bykogłowy złapał go i uniósł do góry to przypomniał sobie scenę sprzed kilku dni. Kałamarnica oplatająca swoimi mackami statek, który powoli szedł na dno. Czuł się tak samo, tylko teraz mackami były wielkie, włochate paluchy szamana. Pomyślał, że śmierć chcę go ukarać za to, że zostawił całą załogę i sam uciekł z tonącego statku. "Karą nie będzie honorowa śmierć na morzu lecz plugawy rytuał, który zrzuci moją duszę w odmęt chaosu". Kiedy pojawiły się demony ogarnęła go panika.

Śmierć wysłała po niego plugawe istoty. Jednak kiedy jedna z nich rozcięła jego więzy zbaraniał. Pomyślał przez ułamek sekundy, że stał się wolny. „Demony chcą mnie uwolnić!” To była nadzieja głupca bo dla demona zabić związaną ofiarę to żadna radość. Gra w kotka i myszkę. Tylko kot nie spodziewał się, że zza pleców wyskoczy pies i go przegoni.

Nathaniel stał jak zamurowany aż nagle poczuł mocny uścisk na ramieniu. Mocne szarpnięcie wyrwało go z zamętu, który panował w jego głowie. To był znów ów typ z blizną. Elf zacisnął pięści. Siły wróciły. Nie wiadomo skąd bo głodował od wielu dni, jednak organizm w ekstremalnych warunkach zawsze znajdował niezbędną rezerwę. Pewnie sługa Ulryka powiedziałby, że to bóg zesłał na niego swoje błogosławieństwo. Elf się nad tym nie zastanawiał. Chciał znaleźć się jak najdalej zagrożenia.

Wydeptane obozowisko kurzyło się od szamotaniny zwierzoludzi z demonami. Ulli ciągnął elfa w stronę krzaków co wydawało się najszybszą drogą ucieczki ale elf po zrobieniu dwóch kroków zatrzymał się nagle.

Na uboczu obozowiska stał namiot szamana. Wszyscy teraz zgromadzeni byli przy kamieniu ofiarnym tocząc tam zaciekłą bitwę. Zamiast biec przez całe obozowisko na przestrzał lepiej było najpierw ukryć się w namiocie a potem z niego przeskoczyć w las i dalej na północ w stronę osady ludzi. Przynajmniej tak mu się wydawało. Z drugiej strony, elf podświadomie pewnie liczył na to, że znajdzie tam część swojego ekwipunku lub cokolwiek ostrego. Zapuszczanie się w busz bez broni mogło tylko na krótko przedłużyć jego żywot.

Na pytający wzrok Ulliego, elf skinął głową na namiot. Nie czekał na reakcję tylko ruszył nie tracąc czasu. W myśl idei: "Co dwie głowy to nie jedna" człowiek ruszył za nim, chociaż widać było, że nie był z tego zadowolony. Nathaniel starał się nie rzucać w oczy, omijać zwierzoludzi i biec jak najszybciej się dało.
 
__________________
"Rzeczą ważniejszą od wiedzy jest wyobraźnia."
Albert Einstein

Ostatnio edytowane przez Gerappa92 : 24-08-2015 o 11:51.
Gerappa92 jest offline  
Stary 25-08-2015, 21:43   #5
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 6717 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację
- Na brodę Grimnira! - zaklął Ragnar Młotołam, po czym bezceremonialnie wysmarkał się.

Krasnolud próbował sobie przypomnieć jakim cudem nie miał przy sobie broni, gdy zostali zaatakowani, ale nie dochodził do żadnych sensownych wniosków. Ot, chyba za dużo wypił. Jego duma bardzo na tym ucierpiała, bo w innym wypadku nie dałby się wziąć żywcem. Teraz był w klatce, brodząc po kolana w odchodach, a za jedyne normalne, jak na te warunki, towarzystwo miał swoich trzech współwięźniów, którzy jak on myśleli o ucieczce, a było to dwóch ludzi i, tfu, elf. Osobiści tarczownik nic do elfów nie miał, ale Wielka Księga Uraz jasno wyrażała się o ich zbrodniach wobec jego dumnej rasy.

Kiedy dwójka zwierzoludzi przyszli po elfa, brodacz oddawał się akurat bardzo szczytnemu zadaniu, a mianowicie, starał się odlać tak, aby nie zanieczyszcza wnętrza klatki. Reszta mogła o to nie dbać, ale on chciał zachować przynajmniej tyle godności i nie taplać we własnych ekskrementach. Skończył w samą porę, aby zobaczyć jak szczątki jednego ze znienawidzonych pomiotów Chaosu niszczą fragment ich więzienia.

Dwóch ludzi, Ulli i Franz jeśli dobrze pamiętał, wyskoczyło niemal natychmiast, ale synowi kowala chwilę zajęło przedarcie się przez kulących się wyznawców Sigmara. Podczas torowania sobie drogi przez tę leżącą w odchodach grupę, pomyślał tylko, że żaden krasnolud nie dałby się doprowadzić do takiego stanu.

Nie siląc się na jakiekolwiek słowa, ruszył za Franzem, który najwyraźniej chciał dostać się do najbliższej osady, i nie oglądał się za resztą. Jeżeli ci, którzy tu pozostali zginą, a on sam pożyje wystarczająco długa i znajdzie broń, to możliwe, że kiedyś tu wróci i ich pomści. Nawet elfa. Teraz jednak musiał martwić się o własny, nieuzbrojony tyłek.
 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
Stary 28-08-2015, 20:10   #6
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 12985 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Walka, która rozgrywała się na oczach uciekinierów była brutalna, lecz dość wyrównana. Kiedy Franz ruszył w kierunku krzaków dwójka zwierzoludzi zaatakowała symultanicznie pozostałe demony. Oba ciosy zostały wyprowadzone celnie i podstępnie, jednak jaszczuropodone istoty ze śmiechem i jakby od niechcenia odtrąciły broń. Kolejny zaatakował, lecz jego ostrożna postawa nie pozwoliła na wyprowadzenie celnego pchnięcia.

Szlachcic, przed ruszeniem na pomoc elfowi, starał się zmobilizować do działania resztę współwięźniów, jednak ci spojrzeli na niego tępym wzrokiem i zbili się w ciaśniejszą kupę. Kiedy Ulli pobiegł i złapał włócznię, Demon z dwoma toporami zaatakował rannego szamana, który rozpoczął inkantację. Jeden z toporów chybił, ostrze drugiego zostało odbite potężnym kosturem. Szaman rykowców zakończył zaklęcie krzykiem, jednak coś poszło nie tak. Najwyraźniej nie miał szczęścia do magii tego dnia.

Jedna z mniejszych bestii rzuciła trzymany w rękach kiścień i uciekła z piskiem na południe. Wtedy to kolejny zwierzoczłek starł się z wielkorękim demonem, a Ulli pchnął dziecię Chaosu pod broń diabła. Kozia głowa rozprysła się na dwie krwawe części, rozsiewając wokoło fragmenty mózgu. Włócznia, sfatygowana mocno broń, jęknęła i wymsknęła się z dłoni szlachcica. Próbował ją jeszcze złapać, ale postanowił pognać naprzód, by wyjść spoza zasięgu demona, który machnął mu nad głową paskudnie zakończonym ogonem, gdy obracał się w stronę kolejnego przeciwnika.

Kolejny z mniejszych zwierzoludzi cisnął włócznią w demona, chybiając karygodnie, a pocisk wbił się w ziemię niedaleko wychodzącego z klatki Ragnara. Ten zaś pomknął w tym samym kierunku co Franz.

Ulli i Nathaniel ruszyli w kierunku namiotu szamana. Musiało im dopisywać szczęście samego Ranalda, bo w ferworze walki żadne licho nie zwróciło na nich uwagi. Wpadli do środka, unosząc połę wejścia. W nozdrza uderzył ich potężny smród brudu i zgnilizny, co bardzo kontrastowało z wrażeniem wzrokowym – pomieszczenie wydawało się uporządkowane i czyste. Było także prawie puste – niewielki plugawy ołtarz, legowisko i pusty, niski stolik. W oczy obu zbiegów rzuciła siła położona obok prymitywnego ołtarzyka pochodnia oraz trzy duże gwoździe na nim. Pod sufitem zwisał warkocz czosnku, na który składało się pięć główek.



Czas leciał, a łupy w namiocie nie wydały się dwójce satysfakcjonujące. Mogli jeszcze dokładnie przeszukać namiot, ewentualnie uciekać za Franzem, jak podpowiadał im zdrowy rozsądek.

Tymczasem Franz i Ragnar ukryci w krzakach mieli całkiem dobry pogląd na pole walki. Obserwowali zmagania, w których jeden z demonów został trafiony kosturem szamana – zgruchotane łuski spłynęły krwią, a sam demon nie zranił przeciwnika. Widać było zaskoczenie na jego pysku, gdy jaszczurza sylwetka zaczęła się rozmywać w powietrzu, a następnie ową mgiełkę wessał jakby powietrzny wir. Ostatni pozostały w tym świecie potwór ryknął i zaszarżował w stronę szamana, raniąc po drodze nieudolnego miotacza oszczepów. Ochroniarz i krasnolud widzieli także jak Ulli i elf wpadają do namiotu.
A nad wszystkim czuwało potężnie grzejące słońce, które w malowniczy sposób rozświetlało wzbijany kopytami i łapami pył oraz tryskającą krew. Szalony artysta mógłby znaleźć w tym obrazie natchnienie, natomiast przeciętny człowiek oprócz strachu i obrzydzenia, mógł poczuć lekkie tchnienie zachwytu.
 
Ardel jest offline  
Stary 29-08-2015, 12:15   #7
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Reputacja: 592 Ulli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemuUlli to imię znane każdemu
-Niech to szlag!- zaklął gdy impet uderzenia wytrącił mu broń z ręki. Na dodatek w elfie obudziła się żyłka szabrownika.

- Doprawdy Nathanielu jesteś naiwny jeśli sądzisz, że znajdziemy coś co ma jakąkolwiek wartość. Zwierzoludzie to tępe stworzenia i nie tworzą dóbr materialnych- powiedział do elfa z uczoną miną. Elf jednak wiele sobie z tego nie zrobił, więc chcąc nie chcąc podążył za nim.

Po wejściu do namiotu i zaciągnięciu się powietrzem aż się zakrztusił.

- Cholerne bydło! Na Ulryka tu śmierdzi chyba jeszcze gorzej niż w naszej klatce.

Jego uwagę przykuły dwie rzeczy które miały jakąkolwiek wartość- pochodnia i tajemnicze trzy gwoździe.

- Pochodnia może się przydać o ile znajdziemy hubkę i krzesiwo, natomiast gwoździ od biedy możemy użyć jako sztyletów. Dalej Nathanielu, bierzesz coś jeszcze, bo jeśli nie to najwyższa pora się zwijać.

Ulli podszedł do tylnej ściany namiotu i podniósł ją do góry.

- Tędy elfie, przy odrobinie szczęścia namiot osłoni nasz odwrót. Z tego co słyszałem od kozaków kislevskich z którymi służyłem zwierzoludzie całkiem dobrze tropią i znakomicie poruszają się w lesie. Im wcześniej zaczniemy uciekać tym lepiej.

Mówiąc to wyszedł na zewnątrz i stamtąd oczekiwał na ruch Nathaniela.
 

Ostatnio edytowane przez Ulli : 14-09-2015 o 22:46.
Ulli jest offline  
Stary 29-08-2015, 12:39   #8
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 5416 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Dzień wcześniej

O studni życzeń dowiedział się z pierwszej ręki. Bezzębny człowiek który przedstawił się jako Hainz spod Glauby opryskiwał wszystko wokół śliną, od której uchylał się Franz.

- Piniondz, panie, rychtyk piniondz! - tłumaczył mu Hainz. - Jak ino wyjdę z tej dziory, to tedy wzbogacem się w dwójnasób! Wrzuć panie piniondz do dziure w ziemie, weźmisz dwa! Weźmisz dwa grosiwa i rzucisz, wypłynąć cztiry. Weźmisz cztiry, osim. Weźmisz osim…

Tu Hainz zamyślił się, dokonując zapewne obrachunku bogactwa, które przerastało jego najśmielsze wyobrażenia.

Franz, odrzekł, zniecierpliwiony bajaniem:

- Idźże panie, zaśmierdywasz mi podłogę. A mójże to kawał podłogi jest. No! Wynocha!
- Zapamintejcie, panie, szlakiem w gore i jużci potem ścieżyną w prawo!
- Panie, ogłuchliście? Wynocha na drugi koniec klaty!
- Mamże dla was dowód! -
zakrzyknął Hainz, który nagle sięgnął ręką w tył swoich ubrudzonych mułem spodni, którego pełno było w klatce. - Ino znajdę…

Hainz stęknął, sięgając tam, gdzie schował grosiwo, które wyprodukowała studnia życzeń. Franz tymczasem rozwarł oczy z wrażenia, cofając się. Odszedł, pozostawiając skarby studni ich właścicielowi.


* * *

Franz biegł, starając się nie zważać na to, co działo się wcale nie tak daleko od niego. Demony szalały, masakrując zwierzoludzi. Łut szczęścia w całym cholernym chaosie, który powstał od czasu pojmania i uwięzienia w ciasnej klatce razem z resztą współwięźniów. Czy miał wyrzuty sumienia za to, że nie dołączył do szlachcica chcącego uratować elfa?
Nie czuł niczego, biegnąc ile sił w nogach. Z jakiegoś powodu zadyszał się nieco szybciej, niż zwykle. Zapewne powodem było parę dni spędzonych w klatce. Lub też było to paręnaście? Pamięć zawodziła go. Nie miało to teraz jednak żadnego znaczenia.

Wskoczywszy w krzaki, poczuł wyraźną ulgę. Spojrzał przez chaszcze i z zadowoleniem stwierdził, że bitwa nadal wrzała. Wkrótce potem, krasnolud przybiegł w to samo miejsce, co on.

- Nie mamy czasu - rzekł bez ogródek do krasnoluda. - Kiedy tylko bitwa wygaśnie, zaczną nas szukać, obojętnie, czy będą to te łuskowate stwory czy nasi przyjaciele, których zdążyliśmy poznać przez te parę tygodni.

Tu zauważył, że elf i szlachcic wpadli do namiotu. Potarł przez chwilę brodę, rozmyślając, czy nie zawrócić i nie przeszukać namiotu razem z nimi. Bądź co bądź w namiocie szamana mogło być parę przydatnych rzeczy…

Pokręcił jednak głową w odpowiedzi na własne myśli. To, co powiedział przed chwilą, miało więcej sensu niż to, o czym myślał teraz. Choć mieli przewagę w dystansie i czasie, nie było tego zbyt wiele. Im dalej będą od obozu zwierzoludzi, kiedy walka się zakończy, tym lepiej dla nich.

- Wynośmy się stąd - skwitował wreszcie, zanim podjął trucht. - Stąd jest tylko jedna droga, do osady na północy. Jestem pewien, że Ulli i Nathaniel pójdą tą samą drogą, toteż spotkamy ich na szlaku. Na przygłupów wszakże nie wyglądali, choć zaiste szlachcic wydaje się być podatny na chwilowe ataki szaleństwa. Cóż, przywilej to możnych by bimbać na prawa bogów i natury. Pospólstwo tymczasem żyć musi.

I pobiegł dalej, wiedząc, że Ragnar podąży zapewne za nim. Alternatyw, poza zaginięciem w głuszy i śmiercią nie było. Studnia życzeń nie była żadną alternatywą.
 

Ostatnio edytowane przez Santorine : 29-08-2015 o 13:00.
Santorine jest offline  
Stary 29-08-2015, 23:13   #9
 
Gerappa92's Avatar
 
Reputacja: 949 Gerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwuGerappa92 jest godny podziwu
Do spiczastych uszu elfa dotarły tylko strzępy słów Ulliego, któremu nie wadziły demony czy zwierzoludzie na tyle by nie spróbować przemówić do rozsądku swojemu towarzyszowi niedoli. To że elf kieruje się intuicją nie ulegało wątpliwości, dlatego też po chwili obaj stali w namiocie. Zanim elf cokolwiek powiedział najpierw zasłonił usta i nos ręką. Zastanawiał się czy węch ludzki jest słabszy od elfiego bo co do słuchu i wzroku nie miał wątpliwości. Obaj czuli smród, ale czy czuli to samo? Na słowa Ulliego odrzekł.

- Zapach zgnilizny.

Wracając do poprzednich słów szlachcica dodał krótko rozglądając się dookoła.

- Owszem nie tworzą dóbr... po prostu biorą, co im los da.


Ulli nie próżnował, zgarnął pochodnie i gwoździe z ołtarza, na który elf wskoczył niespodziewanie o mało nie miażdżąc dłoni towarzysza. Gdy był na górze zerwał warkocz czosnku. Ulli wskazał drogę a Nathaniel skoczył w kierunku podniesionej płachty.

- Los rzucił im nas w swe ręce jak zając wpada w szczęki lisa.

Mówiąc to oderwał jedną główkę czosnku z warkocza, który zarzucił sobie na szyję. Przełamał główkę na pół i rzucił jedną część Ulliemu. Sam wydłubał jeden ząbek i rozgryzł go, że aż chrupło. Pamiętał doskonale słowa pewnego marynarza, który zajmował się sprzedażą ziół i korzonków: "Czosnek zadowala i rozgrzewa ciało, rozpromienia oblicze, zwiększa ilość spermy i usuwa pasożyty z jelit... tylko z japy później śmierdzi jak starej babie z pizdy". Oczywiście dla klientów opis produktu kończył się na pierwszej części zdania.

Nathaniel zauważył w gęstwinie leśnej, pokraczne ruchy jakiegoś niskiego tęgiego stworzenia. To mógł być tylko i wyłącznie krasnolud. W ostatnim czasie spotkał tylko jednego, z którym dzielił nieszczęsny los w klatce. Wyglądał na dobrze zbudowanego więc przebywanie w jego otoczeniu kalkulowało się w przypadku ataku zwierzoludzi lub innego ustrojstwa. Wskazał ręką kierunek i tym razem zaczekał na reakcję towarzysza. Ten ruszył bez protestu a elf za nim pozostając o krok z tyłu. Wydawało mu się, że młody mężczyzna przerasta go odwagą i pewnością siebie, dlatego zasługuję samą swą postawą by iść przodem.
 
__________________
"Rzeczą ważniejszą od wiedzy jest wyobraźnia."
Albert Einstein
Gerappa92 jest offline  
Stary 30-08-2015, 15:02   #10
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 6717 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację

Ragnar biegł co sił w nogach, myśląc jedynie o celu swej ucieczki. Bitwa, która trwała w najlepsze nie zaprzątała jego brodatej głowy. Ot, walka jak walka. Trochę krwi i flaków, oderwane kończyny oraz nieartykułowane krzyki. Dla zwykłego żołnierza nie miało znaczenia co dzieje się dalej, niż kilka metrów od niego, chyba, że było to ważne dla celu, który miał osiągnąć. Dlatego też krasnolud nie zważał na to co tam się dzieje, ważne, że walczyli.

Natychmiast po wskoczeniu w krzaki obrócił się, aby zobaczyć, czy inni już biegną. Faktycznie biegli, lecz nie w krzaki a do namiotu szamana.

- Prawda. - Odrzekł krótko na słowa. - Biegnij pierwszy, ruszę za tobą jak tylko tamci wyjdą z namiotu.

Tarczownik szybko rzucił okiem na walkę. Nie trzeba było być doświadczonym żołnierzem, żeby stwierdzić, że długo już nie potrwa. Demon zranił tego, który miotał oszczepami, a którego nazwanie oszczepnikiem byłoby obrazą dla najgorszych oszczepników, i szarżował na szamana. Pozostawała nadzieja, że słudzy Mrocznych Potęg powybijają się wzajemnie.

- Na cyce Valayi, nareszcie! - rzekł na widok Ulliego i Nathaniela, natychmiast ruszając w ślad za Franzem. Bez broni i pancerza nie miał większych problemów z dotrzymaniem kroku człowiekowi.
 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166