Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-01-2016, 22:55   #1
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 1594 Tadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłość
[WH 2Ed] Strażnicy Dróg II



Strażnicy Dróg II





***

Było nieprzyzwoicie wręcz wcześnie. Za brudnym oknem zajazdu ledwo widać było słabą łunę bardzo nieśmiałego jeszcze wiosennego słońca. Nad polami unosiła się zimna, wilgotna mgła, gdzieniegdzie pierwsze ptaszyska zbierały się do porannych treli, tu i ówdzie zakrakała zmarznięta wrona. Zarośnięty niemiłosiernie, zapyziały karczmarz ziewnął za ladą, rozmasowując brudnymi łapskami zaspane oczy. Wyraźnie nie był rad, iż goście postanowili skorzystać z jego usług o tak wczesnej porze.

Sala zajazdu pod Weiler była o tej porze niemal pusta. Poza trójką strażników siedziało tam jeszcze dwóch miejscowych rolników, jednak po ich bladych, niezdrowych gębach ciężko było stwierdzić, czy dopiero wstali, czy jeszcze nie poszli spać. Mamrotali coś niewyraźnie, ledwo trzymając się nad blatem stołu. Jeden drugiego chciał chyba przekonać do ożenku z jakąś miejscową wdową, drugi zaś stanowczo oponował wyliczając na krzywych paluchach liczne zalety stanu kawalerskiego.

Strażnicy nie byli tam bez powodu. Czekali na gońca, który miał zjawić się tam o brzasku. Cała sprawa była wielce tajemnicza i - jak to często bywało w służbie - wielce niejasna, nawet dla ich przełożonego. Nie wiadomo było skąd goniec przybywa, co wiezie, ani nawet dla kogo. Jednak ktoś wpływowy gdzieś tam w drabinie dowodzenia i przeplatających się feudalnych zależności stwierdził, że przy wjeździe do Weiler może mu coś grozić. Toteż spotkać się z nim mieli pod miastem i odeskortować jego drogocenny zadek do nieznanego im jeszcze miejsca w obrębie miejskich murów. Po gońcu jednak nadal nie było śladu, podobnie jak po nowym strażniku, który ponoć dołączyć miał do nich już zeszłego dnia, gdy jeszcze byli w mieście. Ale nie dołączył. Dlaczego? Nie wiadomo. Kiedy dołączy? Nie mieli pojęcia. Ot i służba w straży. Jeden wielki burdel. No cóż, przynajmniej wreszcie po miesiącu doczekali się końskich czapraków z symbolami hrabiowskiej Straży Dróg i nie musieli już za każdym razem od nowa przekonywać plebsu, że nie są jakimiś grasantami, ale formacją ze wszech miar praworządną i oficjalną.

Rozejrzeli się po sali. Tu i ówdzie nadal widać było ślady po awanturze, którą sprawiła sobie grupa szlachciców-strażników, gdy nasi bohaterowie byli tam ostatnim razem. Rzecz okazała się w tamtym czasie wielce zagmatwana i niebezpieczna i ostatecznie kosztowała głowę byłego właściciela tego przybytku. Nowy nie wyglądał jakby specjalnie zaprzątał sobie tym myśli. Pół śpiąc pół czuwając drapał sobie dużą drzazgą w krzywych zębach.

Kieska

Dla Kieski służba w Straży póki co okazywała się dość dochodowa. Minął zaledwie miesiąc, a on dzięki umiejętnemu szabrownictwu i gładkiej gadce zebrał całkiem pokaźną sumkę około czterdziestu koron, co do pary z żołdem i pokaźną premią, którą przyznano im za ze wszech miar pochlebny raport dało mu łączną kwotę około siedemdziesięciu pięciu koron. Może i dałoby się wyszabrować więcej, ale raz, że walczyło tam parędziesiąt mieszkańców Imperium, którzy nie urodzili się wczoraj i z dziada pradziada szabrowanie również mieli we krwi, a dwa, że w chaosie tlącego się pobojowiska łatwo można było nie zauważyć, że ktoś podgląda człowieka, gdy ten wyciąga błyskotki ze zmasakrowanych zwłok towarzyszy broni, toteż należało podchodzić do procederu ostrożnie i z atencją, by przypadkiem nieprzychylne usta bliźniego nie rozniosły wieści o niezbyt etycznym zachowaniu strażnika.

Tak, czy inaczej, racjonalny umiar wraz z wrodzoną żyłką do drobnych szwindli pozwolił mu bezpiecznie zebrać, ukryć, wytransportować i sprzedać łupów na wspomniane już kwoty. Do tego Weissberg pozwolił im zatrzymać wydany z magazynu oręż, toteż mytnikowi dostała się za darmo włócznia i lekka kusza.

Ale nie był to koniec szczęścia. Przed wyjazdem z powrotem do Weiler wola niebios objawiła się pod postacią ino lekko poharatanego drzazgami konia mytnika, którego ten uważał za zaginionego w boju z bestią. Hermengilda miała się całkiem dobrze, co wyraziła wyraźnym fochem i iście oślim oporem zaprezentowanym zaraz przy powitaniu z byłym właścicielem. Ten objawiał się jeszcze parę razy w drodze powrotnej do cywilizacji, czyniąc podróż znacznie barwniejszą.

Gunther

Osiłek stał się bohaterem bitwy z zielonoskórymi i przez jeden cały dzień jego imię nie schodziło z ust większości z obrońców, nakłaniano go do opowieści za opowieścią, czczono jego imię i fundowano mu kolejkę za kolejką najzacniejszych trunków, jakimi dysponowała faktoria. Jeden z zamożniejszych handlarzy, którzy utkwili na ten czas w faktorii przebąkiwał nawet coś o wielce dobrze płatnej posadzie, którą mógłby mu zaproponować...

I wtedy sprawa zaczęła się komplikować. A komplikacje przybrały postać pewnego łucznika, Siegelberta, który to publicznie ogłosił, że cała historia jest li tylko bujdą i zarówno on, jak i cała grupa obrońców murów walczących u jego boku niechybnie widziała, że to nie młocisko osiłka, ale strzała Siegelberta ostatecznie powaliła gadzinę! I faktycznie jakiś szyp z tyłu głowy maszkary wystawał, ale czy ugodził ją skuteczniej i wcześniej niż obuch młota? Nie wiadomo. No i rozpoczęła się istna wojna w faktorii. Nie minęło więcej niż parę godzin aż wyznawcy jednej i drugiej teorii zaczęli obrzucać się najgorszymi wyzwiskami i rozwalać sobie łby o jedyną słuszną wersję prawdy, do tego doszło parę innych kłótni o podział łupów, domniemane szabrownictwo i inne występki.

Krótko mówiąc, wybuchł chaos i sierżant Weissberg musiał uspokoić sytuację, dając do zrozumienia, iż wszyscy którzy nie byli tam koniecznie potrzebni mogliby łaskawie zastanowić się nad wyjazdem. Osiłek napomknął coś tam o wartościowych częściach z wiwerny toteż na osłodzenie odjazdu wręczono mu hałdę śmierdzących i ociekającą juchą flaków, organów, zębów, łusek i innych elementów z maszkary. Nikt inny do nich roszczeń nie zgłaszał, a i najwyraźniej nikt z wtedy obecnych w faktorii nie chciał dać z nich nawet złamanego grosza. Cóż, przynajmniej hełm, który wydano mu przed obroną zdawał się całkiem zacny.

Hans

Chaos, który wybuchł po obronie nie sprzyjał spokojnym wymianom handlowym, Weissbierg miał kupę roboty na głowie, wielu z rzemieślników zostało poranionych, bądź straciło znaczne części towaru i sprzętu i chciało się tylko jak najszybciej stamtąd wynieść. Mimo wszystko jednak udało mu się zarobić trochę na goblińskich ostrzach i skórach ich wilków. Trzydzieści koron nie było może fortuną, ale starczyło, by przetrwać parę tygodni, podobnie jak dziesięć koron z kwitów, które otrzymał już w Weiler. Rana, którą odniósł w boju z zielonym pokurczem nadal bolała go przy ruchu ramienia, choć miał szczęście, że dzięki jego wcześniejszym czynom w faktorii znalazła się świetnie wyszkolona uzdrowicielka, inaczej mogło być dużo gorzej.

Resztę skór i mięsa posprzedawał w mijanych osadach dorzucając do sakwy następne pięć koron z drobnymi.

Nie wszystko było jednak sielanką. Nie opuszczały go dziwne, niepokojące sny i wizje. Częstokroć śnił zupełnie normalnie, lecz naturalne senne mary zaczynały gwałtownie przeplatać się z gwałtownymi wizjami krwi, mordu i przemocy. Innymi nocami widział splątane nagie ciała wijące się w dziwnym hipnotycznymi wężowym tańcu. Niektóre z nich poznaczone były tajemniczymi symbolami, inne nosiły subtelne znamiona wpływu Niszczycielskich Potęg.

Sny ustały nagle, gdy zbliżył się znowu do Weiler. Czyżby jego jaźń ostatecznie wykurowała się z demonicznego wpływu, a może w tle rozgrywała się nadal jakaś diaboliczna intryga?

Johann

Egzekutor nie marnował czasu. Nim jeszcze nocny nieboskłon zaczął barwić się kolorami wschodu słońca, wyruszył na trakt. Przydzielony mu srokaty koń oznaczony herbem włodarza tych ziem i symbolem formacji milicyjnej, której dopiero co stał się członkiem, gnał niczym nocny wiatr.

Cały proces, w którym został zatrudniony i zaprzysiężony był iście skandaliczny. Wezwano go w środku nocy, na śmierdzące bimbrem zaplecze strażnicy w Weiler, zaś przysięgę, z niemałą ilością błędów wydukał mu do powtórzenia jakiś pozbawiony oficjalnej rangi służbowej młokos. Przynajmniej dokument do podpisania dostał oficjalny, poświadczonym należytą sygnaturą kancelarii hrabiego tych ziem.

Otrzymał też pierwsze rozkazy, jeśli można je było tak nazwać. Miał czym prędzej udać się do zajazdu pod miastem, gdzie uzupełnić miał skład osobowy jednej z drużyn strażników dróg. Po opisie ich aparycji jaki otrzymał ciężko było stwierdzić, czy będzie to coś więcej niż standardowa banda przypadkowych, uzbrojonych obwiesiów. Ale cóż, w tych ciężkich powojennych czasach nie można było wybrzydzać. Cel wydawał się szczytny...

Johann percepcja d20= 9 porażka


Na szczęście nadal był w bardziej cywilizowanej części Ostermarku. Ten odcinek szlaku był równy i dobrze utrzymany, a blask sporego tej nocy Mannslieba zapewniał wystarczającą ilość światła do podróży.

Jeśli dobrze pamiętał drogę, do zajazdu stojącego nieopodal skrzyżowania szlaków miał już całkiem niedaleko. Jadąc z biegiem traktu wpadł w rzadki lasek, o mało co nie przyprawiając grupki rosłych drwali, którzy o tej porze najwyraźniej nie spodziewali się jeźdźca, o zawał. Stali na trakcie skupieni wokół ustawionego przy linii drzew wozu. Ledwo uskoczyli na bok.

Pęd poniósł go dalej... I wtedy zrozumiał, że coś było nie w porządku. Nic dziwnego, że ich nie zobaczył, materiał ich strojów był bowiem prawie zupełnie czarny, podobnie jak obszerne płótno na wozie, nie wszyscy z nich mieli też siekiery, niektórym w dłoniach błysnęło coś innego. Jeden z mężczyzn wrzasnął coś do drugiego wskazując strażnika, a potem ten drugi zdjął coś gwałtownie spod plandeki.

Zbój 1 strzelanie d20(+2 lekka kusza -5 noc i rozpędzony jeździec)= 4 sukces!
0-50 Johann, 51-100 koń = 51 koń
Johann sztuka przetrwania d20= 9 porażka
Johann sprawność d20=3 sukces


Szczęk cięciwy kuszy gdzieś za nim był ledwo słyszalny. Bełt mignął w mroku niczym miniaturowy piorun. Jego koń szarpnął się gwałtownie, zakwiczał z bólu, wbijając przednie nogi instynktownie mocno w grunt traktu. Przy takiej prędkości musiało się to skończyć katastrofą. Coś chrupnęło okropnie w jego pęcinach, a potem egzekutor wysadzony został z siodła niczym pocisk z katapulty. W ostatnim momencie zdołał przygotować się do upadku, przekoziołkował, lądując z impetem i harmidrem w przydrożnych, okrytych mrokiem krzakach, wyhamowując silnym uderzeniem barku o drzewo. Był mocno poobijany, a jego szata naddarta, jednak wszystko wskazywało na to, że jakimś cudem nie odniósł trwałych szkód.

Ale nie był to koniec jego problemów. Przez skowyt okaleczonego konia, który nieskutecznie próbował wstać z ziemi, słychać było gorączkowe nawoływania do pościgu. Kimkolwiek byli grasanci, chyba nie widzieli go wśród okrytych mrokiem krzewów, ale to szybko mogło się zmienić.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 24-01-2016 o 00:53.
Tadeus jest offline  
Stary 24-01-2016, 14:48   #2
 
Dziadek Zielarz's Avatar
 
Reputacja: 323 Dziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skał
Stare dobre Weiler było takie jak je zapamiętał. Drogi błotniste, ludzie kaprawi, pogoda nieciekawa, a piwo ciepłe. Jeszcze żeby godzinę spotkania wyznaczyli im bardziej ludzką, jednak sierżant uparł się, że ma być o świcie. Pies go trącał. Podobnie jak chłystka, który na domiar złego był już spóźniony.

Mięśniak spojrzał na rzednącą pianę w kuflu, pociągnął nosem rozkoszując się wątpliwym aromatem dojrzewającej kapusty, po czym dopił obrzydliwe piwo i machnął ręką na zarośniętego oberżystę by przyniósł jeszcze. Niewątpliwie, jeżeli coś skutecznie budziło z porannego odrętwienia to był to kwaśny browar z Weiler.

- Siegelbert, niech go franca. - mruknął niby do siebie obróciwszy pusty kufel dnem do góry - Człek lezie, nadstawia karku, a potem jakaś wywłoka sobie zasługi przypisuje. Zesrałby się jakby miał tam podejść.

Widząc, że jego marudzenie nie wywołuje w towarzyszach słusznego oburzenia na ogólną niesprawiedliwość i zwykłe kurewstwo rzeczonego łucznika Gunther zmarkotniał, pochylił się opierając brodę o kufel i wbił spojrzenie w wypchany łeb jelenia powieszony na ścianie. Nieszczęśliwie wykonana robota kuśnierza wytrzeszczała na niego szklane paciorki w komicznej mieszance zdziwienia i fikuśnej wesołości. Za taką robotę rzemieślnik pewnie za dużo sobie nie policzył, albo był zwyczajnie pijany. Z drugiej strony cholera wie jak wygląda taki jeleń. Może właśnie tak?

Leuden miał cichą nadzieję, że żaden łachudra nie dobierze się do jego skarbów wyjętych z wiwerny. Ostatni raz jak je widział leżały sobie bezpiecznie w chłodnej piwniczce coby przypadkiem nie podgniły, podzielone na te twarde i ostre kawałki i te takie, z których ciągle coś ciekło. Na wszelki wypadek oznaczył rzeczoną piwniczkę drewnianą tabliczką z napisem "Nie wchodzić." i napomknął zmianowemu, że odpali mu procent od sprzedaży, jeśli będzie doglądał skarbów, co wydawało mu się wcale niezłym środkiem bezpieczeństwa. Ten pomysł ze strażnikiem podsunął mu Kieska, a on się chyba znał na takich sprawach. Ostatecznie cały urobek tam zostawił, jeśli nie liczyć pojedynczego kła, który przewiercił na wylot i dodał do naszyjnika, wzbudzając przy tym zazdrosne spojrzenia Hansa leśnika.
 
Dziadek Zielarz jest offline  
Stary 24-01-2016, 16:16   #3
 
Orthan's Avatar
 
Reputacja: 1580 Orthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłośćOrthan ma wspaniałą przyszłość
Po odebraniu przysięgi na strażnika dróg w Weiler, Johann ruszył od razu na szlak by spotkać się z nowymi towarzyszami miał tylko nadzieję że nie okażą się bandą uzbrojonych obwiesiów lub co gorsza zwykłymi bandytami takimi jak on niegdyś. Na całe szczęście Mannslib świecił jasno więc droga był dobrze widoczna i dość zadbana i równa. A sam koń okazał się całkiem dobry. Jedyne wspomnienie które irytowało Johann, to sprawa zaprzysiężenie miało ono kolokwialni mówią niezbyt właściwą formę - nie dość że Johann odebrał ją od jakiegoś dukającego młodzieniaszka który zapewne był pijany, to jeszcze odbyła się ona w jakimś prawie że pożal się Bogowie wychodku śmierdzącym bimbrem i uryną. Na całe szczęście ,,hrabiowskie'' dokumenty okazał się schludny i kancelaryjnie przygotowany, widniały odpowiednie pieczęcie i sygnatury poświadczające jego prawdziwość.

Irytacje Johann przerwało się nagłe pojawienie się na szlaku drwali wracających z pracy, którzy stali wokół wozu wychądząc z lasu. Gdy ich mijał w pełnym galopie, jeden z mężczyzn krzyknął coś do współtowarzyszy, a kolejny wyciągnął coś spod plandeki wozu. Jak widać okazał że jest to kusza, bo Johann usłyszał tylko furkot lecącego bełtu, a jego koń upadł łamiąc sobie prawdopodobnie pęciny na twardy grunt traktu, po udanym strzale jaki oddał bandyty. Okazało się że grupa mężczyzn których początkowo brał za drwali byli po prost zwykłymi rabusiami którzy napadali na podróżnych, nic dziwnego że Johann tak późno ich zobaczył. Czarne stroje, brak pochodni czy latarni oświetlających drogę - zresztą co drwale o takiej porze robili by w lasach? Pomyślał z irytacją Johann, przeklinając swoją głupotę. Na szczęście upadek nie okazał się niegroźny, tylko kilka sińców i obdarć nic poważnego. Jedyne co martwiło Johann to to że słyszał nawoływania grasantów, by udać się za nim w pościg. Johann nie tracąc czasu szybko zbliżył się do konie i dobił nieszczęsne ranne zwierze. Potem szacując swoje szanse, stwierdził że przy takiej ilości grasantów nie miał najmniejszych szans w walce z nimi, prędzej zostanie naszpikowany bełtami niż któregoś z nich wykończy w imię sprawiedliwości. Dlatego Johann szybko ruszył przez las, kierując się wzdłuż drogi w stronę karczmy, która powinna być nie daleko z tego co pamiętał. Johann miał nadzieję że osłona z drzew i krzewów uchroni go przed wzrokiem bandytów, w każdym razie na pewno utrudnią ostrzał z kuszy czy łuków. Wyciągnął też swój miecz, może zrządzeniem bogów udam mu się wymierzyć sprawiedliwość któremuś z bandytów i tym samym przysłuży się swojej Bogini. Na razie szybki tempem zmierzał ku swojemu celowi, modląc się do Vereny i innych Bogów o pomoc.
 

Ostatnio edytowane przez Orthan : 25-01-2016 o 13:53.
Orthan jest offline  
Stary 24-01-2016, 18:00   #4
 
TomaszJ's Avatar
 
Reputacja: 3252 TomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputację
Hans Apfel zwany przez komilitonów Kieską był strażnikiem dróg, gdyż była to służba - jak każda inna strażnicza - sprzyjająca finansowemu rozkwitowi jednostek obdarzonych fantazją i brakiem moralności.
Podstarzały ex-mytnik wywalony z ciepłej posadki za łapówkarstwo pasował tu jak ulał, tyle że narzekał że kieski za mało, a jeżdżenia za dużo.
- ... i ryzyka za dużo! - powiedział do towarzyszy jabłkowy, waląc pięścią w stół - Ludzie zamiast potulnie słuchać, jak straż gada, stawiają się jakby każdy szychą był. Dlategom lombard odwiedził i zainwestował. Patrzajcie!
I wyłożył Hans Apfel na poplamiony jadłem i browarem karczemny stół mordercze narzędzie. Nie pierwszej nowości garłacz!
- To moi państwo jest moje antydotyjum na chamstwo i zbójectwo plebsu co będziemy go pilnować. Każdy, nawet twardy rezun zaraz nabiera mnisiego spokoju jak zobaczy czarny wylot lufy. Proch i kule tanie nie są, ale moi drodzy, to nie po to służy, by z tego strzelać! To broń ostateczna, która jest po to, by właśnie strzelać nie trzeba było, tylko by ten drugi jełop grzecznie i ładnie odddał sakiewkę i inne dobra... ehem - Kieska kaszlnął - ... znaczy zapłacił należne feudałowi myto i grzecznie się rewizyji poddał. A proch i kule i tak od kwatermistrza dostanę, bo należą mi się jak psu kość.
Żwawy umysł Hansa już przeliczał ile będzie musiał oszukiwać na prochu, by mu się zakup garłacza zwrócił. Trochę będzie musiał, ale bezpieczeństwo ceny nie ma!
- A swoją drogą, ciekawym kogo nam doślą? Mam nadzieję że nie jaki służbista, albo karierowicz, mam alergię na takich. Może znowu braciszka jakowegoś? Poprzedni pater przydawał się czasem... - rozmyślał głośno strażnik.
 
__________________
Powoli wracam do życia. Ale nie oczekujcie dawnego Tomasza, trochę średnio mi idzie.
TomaszJ jest offline  
Stary 24-01-2016, 19:22   #5
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 15403 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Hans Victor Burgenhouer siedział cicho przy stole posiłkując się gęstą potrawką z królika. Jeżeli mieli czekać na kolejnego z towarzyszy w tym miejscu to równie dobrze mógł się najnormalniej w świecie posilić, coby mieć siłę na dalszą drogę. Nie skomentował faktu posiadania przez Gunthera trofeum z wiweryny, gdyż miał wobec tego mieszane uczucia. Z jednej strony był mieszczuchem i jako taki był niegodzien obnosić się z trofeami triumfu nad bestią, a z drugiej to właśnie on zadał śmiertelny cios poczwarze jaką była ta olbrzymia jaszczurka.

Potrawka była gęsta i mocno przyprawiona majerankiem i kminkiem. Dobra w smaku i ciepła, zagryzana pajdą żytniego chleba. Chwila relaksu dla ciała i duszy można powiedzieć. Tym bardziej, że się nie wysypiał ostatnio. Sny były co najmniej niepokojące. Co więcej, wiedział, jeżeli wydadzą się, jak wypłyną na światło dzienne to czeka go stos. Wzdrygnął się na samą myśl o śmierci. Będzie trzeba ukrywać je bardzo dokładnie. Miał nadzieję, że nocne przeżywanie ich nie wpłynie na jego zdolność pomyślunku, reakcji i uczuć. Tego by nie chciał. Tak, nie chciałby by jego sny go zmieniły, ale u kogo szukać pomocy? Nie było nikogo kto by mu pomógł inaczej niż gorącym żelazem lub ogniem... że też wszystko o kant dupy rozbić...

Poprawił rzemień skórzanej zbroi przy szyi i puklerz na lewej ręce. Jego dwa nowe nabytki. Nie był co prawda wprawnym wojownikiem jak Gunther, ale potrafił docenić wartość osobistej ochrony. Nawet tak znikomej. Bitwa o faktorię dawała sobie boleśnie znać nawet po dość długim czasie i nie miał zamiaru raz jeszcze witać się nagim ciałem z ostrzem wroga. Choć preferował broń dystansową robioną własnoręcznie nad ostrze klingi, to wolał być przygotowany na wypadek starcia wręcz. Fakt faktem, i tak miał wiele szczęścia.

Kiedy kieska pokazał im swój nowy nabytek Hans uniósł wzrok znad miski z potrawką i spojrzał na garłacz, potem na Kieskę, na garłacz i jeszcze raz na kieskę, zastanawiając się czy ten aby umie się tym technologicznym cudem posługiwać. Sam myśliwy miał blade pojęcie, ale jakieś, w tym zakresie, a Kieska? Cóż, może miał jakieś ukryte talenty o których nie wiedzieli.

- Dałeś już jej imię?
- zapytał z zaciekawieniem. Wszak temu co cenne i wiernie służy nadawało się imiona. Tak jak on nadał swojemu mieczu i łuku. Choć co prawda, nie mówił tego na głos. Duchy broni lepiej przebłagiwać w ciszy i nabożnym dbaniem, a czy tak zaawansowana technologicznie broń mogła mieć duszę? Zamyślił się nad tym chwilę. Bogowie raczą wiedzieć.

- Właśnie, masz może jakiś pomysł jak upłynnić ten cholerny naszyjnik? - zapytał go jeszcze cichcem nawiązując do tej egzotycznie kunsztownej części biżuterii która w tym momencie znajdowała się w jego posiadaniu. Prawdę mówiąc nie leżało to młodemu Burgenhouerowi by zostawić sprawę samą sobie, a że sam nie należał do nadto przebiegłych i krętacznych ludzi, to upatrywał w Kiesce kogoś kto mógłby zająć się tym drobnym ciężarem który być może zasiliłby trochę jego kiesę... Jak by nie patrzeć miał rodzinę do wykarmienia.

- Wiesz Gunther... - zagaił łowca do drużynowego "templariusza Ulryka" - ...ten cały Siegelbert to głupiec i kłamca. - powiedział jakby to była rzecz oczywista. - To moja strzała utknęła we łbie gada, ale zaklinowała się między łuskami nie czyniąc szkody. Ktokolwiek ją wykończył to byłeś to ty. Swoją drogą, jak znajdziemy chwilę wolną podszkolisz mnie w walce orężem? Pytam, bo czuję, że nie raz będziemy nim robili, a wolałbym kryć Twoje plecy gdybyśmy zostali przyparci do muru.
 
__________________
"Podły, podły, podły i zły ja!"

///Słabo dostępny do odwołania... za utrudnienia przepraszamy... ///

Ostatnio edytowane przez Dhratlach : 24-01-2016 o 19:27.
Dhratlach jest offline  
Stary 24-01-2016, 19:47   #6
 
TomaszJ's Avatar
 
Reputacja: 3252 TomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputację
- Imię? - Kieska nieco zaskoczony spojrzał na swojego imiennika, ale potem zamyślił się. Słyszał o mieczach, które miały imiona, z wynalazków - też harmaty, choćby jak wielka kislevicka Car-Puszka, co ponoć jednym strzałem wioskę zrównuje z ziemią. Nadanie garłaczowi imienia dawałoby zbirom do zrozumienia, że właściciel ma go długo, dobrze się nim posługuje i pewnie niejedno ustrzelenie ma na koncie. Doda do tego jeszcze barwione sadzą nacięcia na rękojeści...
- Nazwę go "Smoczyca". Dzięki Hans, świetny pomysł!
Ciekawe tylko czemu wszystkiemu co bojowe Kieska nadawał imiona żeńskie? Znając go chodziło pewnie o ex-żonę. Pociągnął piwa i kontynuował - Co do naszynika, pewnie, że mógłbym go spieniężyć, ale lombardy i paserzy dadzą ci gówno nie cenę. Lepiej zaczekać na odpowiednią okazję, jakiegoś konesera. Pilnie Ci tej kasy trzeba?
 
__________________
Powoli wracam do życia. Ale nie oczekujcie dawnego Tomasza, trochę średnio mi idzie.
TomaszJ jest offline  
Stary 24-01-2016, 19:56   #7
 
Dhratlach's Avatar
 
Reputacja: 15403 Dhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputacjęDhratlach ma wspaniałą reputację
Hans uśmiechnął się lekko. Czy potrzebował kasy na już? To było dobre pytanie. Lwią część swojego zarobku i tak przechowywał w Weiler gdzie zostało już zapisane, że na wypadek jego śmierci ma trafić do jego rodziny... Ale czy potrzebował więcej gotówki na cito?

- Mam rodzinę do utrzymania. - odpowiedział lekko wzruszając ramionami - Jak dla mnie może on poczekać na dogodną chwilę. Przetrzymasz go do tego czasu? Ja nie mam tyle pomyślunku by znaleźć kupca, a co dopiero utargować dobrą cenę za to.

To mówiąc sięgnął do plecaka i wyjął małe zawiniątko skrywające drogocenny skarb i wręczył je Kiesce. Co jak co, nie miał zamiaru zostać przyłapany z szlachecką biżuterią, a Hans Jabłkowy najpewniej i nawet z tego by się wykaraskał pewnie i nagrodę odbierając za znaleźne.
 
__________________
"Podły, podły, podły i zły ja!"

///Słabo dostępny do odwołania... za utrudnienia przepraszamy... ///
Dhratlach jest offline  
Stary 24-01-2016, 20:35   #8
 
TomaszJ's Avatar
 
Reputacja: 3252 TomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputacjęTomaszJ ma wspaniałą reputację
Kieska dobrze naszyjnik schował, tak by nawet najzdolniejszy doliniarz musiałby się napocić, by go dostać. Przy okazji obejrzał go sobie, jako mytnik naoglądał się herbów a znaków, może a nóż domyśliłby się czyjeż to? Można by się podpytać, czy nagrody za odzyskanie nie oferują...
- Skoro i tak czekamy na rozkazy i świeżaka, zajmijmy się sprawą tego Siegelberta. Łajno zrobił i do naszego smoka chce łapy wyciągnąć? Po moim trupie. Słuchajcie, zrobimy to tak...
Tu Hans Apfel zaczął opowiadać kompanom, jak skutecznie zniszczyć wiarygodność jegomościa przez... dodanie do jego przechwałek kilkudziesięciu nowych! O tym, że zabił dwustu orków nożem kuchennym, przeleciał setkę kurew jednej nocki, a gada ubił gołymi rękami. Jak się rozniesie, opowieści o zabiciu wywerna będą traktowane jak kolejny wymysł mitomana. A postawa Gunthera i jego bitewne trofea od razu pokażą, kto wiarygodny! Ot tak...
- Słyszeliście, jak Siegelbert opowiadał o bitwie? Mówił, że gdyby nie on, strażnica by padła, bo sam jeden odpierał szturmy orków i to z dwóch stron na raz! - opowiedział kompanom.
 
__________________
Powoli wracam do życia. Ale nie oczekujcie dawnego Tomasza, trochę średnio mi idzie.
TomaszJ jest offline  
Stary 25-01-2016, 00:04   #9
 
Dziadek Zielarz's Avatar
 
Reputacja: 323 Dziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skałDziadek Zielarz jest jak klejnot wśród skał
- Pierdolisz, Kieska. - warknął Gunther zanim w ogóle zdążył zrozumieć o co chodzi kamratowi - Jak niby ubił dwustu orków, hę? Sam widziałem, że ledwo jednego usiekł, a tamten już i tak był ranny. Chyba, że z nim trzymasz, co? Łajdaku...

Tutaj wykidajło na wpół zerwał się z krzesła na wpół ruszył na Kieskę przewracając przy tym kufel. Kompani szybko jednak ostudzili jego zapał, tłumacząc mu znaczenie jabłkowych pomysłów, na co obiryj łypnął niechętnie, burknął coś co przy pewnej dozie dobrej woli mogło uchodzić za przeprosiny i zasiadł na ławie.

- Od razu wiedziałem, że z niego to jest kawał kutasa. - osiłek pokiwał głową z niesmakiem na twarzy - Lepiej żeby się wszarz nie pokazywał w Weiler, bo tak mu mordę obiję, że go rodzona babka nie pozna.

Pojawił się szynkarz niosący dzbanek lokalnych szczyn, za co skwapliwie pobrał brzęczącą monetę. Gunther uzupełnił kufel i przez dłuższą chwilę wydawał się być zupełnie nim zajęty. W końcu jednak odwrócił się do Hansa.

- Jak się nic nie będzie działo, możemy się ponapierdalać. Ja tam nigdy nie widziałem w tym nic szczególnego, ot ostrym do przodu, najlepiej tak by wróg nie wstał. Co innego porządna bitka na pięści, to jest sztuka... - tutaj otaksował myśliwego wzrokiem, ale najwyraźniej nie podjął decyzji, czy towarzysz jest godny nauki owego szlachetnego rzemiosła, bo już po chwili znowu sączył piwo.
 
Dziadek Zielarz jest offline  
Stary 25-01-2016, 13:53   #10
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 1594 Tadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłośćTadeus ma wspaniałą przyszłość
Johann kradzież albo sztuka przetrwania d20(+6 noc i zarośla)= 11 porażka
Zbir strzelanie d20(+2 za kuszę -6 za mrok, odległość i osłonę)= 2 trafienie!
Johann sprawność d20= 7 porażka


Egzekutor przedzierał się pospiesznie przez las, licząc na to, że ścigający go grasanci w tych warunkach nie będą w stanie oddać pewnego strzału. Miał przynajmniej szczęście, że nie mieli wierzchowców i chyba nie zdecydowali się odpiąć koni od wozu. Ścigali go pieszo, co z grubsza wyrównało ich szansę. I wtedy znów wśród nocy szczeknęła kusza. Egzekutor spiął się instynktownie do skoku, lecz pocisk był zbyt szybki, z furkotem przebił zarośla za nim, wbijając mu się z impetem w ramie. Świat rozbłysł eksplozją bólu, impet był tak duży, że przewrócił go do przodu, twarzą wprost leśne runo.

-5 do testów


Wypluł wilgotną darń, szybko starając się powstać na nogi. Pocisk przeszedł na wylot. Rana mocno krwawiła, świat wirował mu przed oczami, lecz adrenalina pozawalała mu kontynuować ucieczkę.

5% szans na innego podróżnego o tej porze d100= 96 nie


Chwilę później następny bełt przeszył krzaki na lewo od niego, ten wyraźnie wystrzelony był na chybił trafił, zapewne w niewyraźny cień, który strzelec wziął za uciekiniera.

Słyszał jak co najmniej trzech grasantów wpada za nim do lasu, między krzewy. Na szczęście potrzebowali jeszcze trochę czasu, by dotrzeć do jego pozycji.

Johann sprawność d20(-5 za rany)= 19


Starał się oddalić najszybciej jak mógł, jednak rana dawała się we znaki, spowalniała go, ból utrudniał utrzymanie równowagi. Pościg był coraz bliżej.

Johann kradzież albo sztuka przetrwania d20(+4 za noc i osłony)= 3 sukces!


Jakimś cudem trójka ścigających go grasantów zgubiła trop, przestała zauważać go wśród gęsto zarośniętego leśnego poszycia. Wyraźnie słyszał jak odbijają w inną stronę, klnąc przy tym niemiłosiernie. Uchwycił jeszcze wymianę zdań dwóch zbójów, nim ci oddali się wgłąb lasu.
- Kerner urwie nam jajca, jeśli nie dorwiemy tego psi syna! Widziałeś symbol? To pieprzona hrabiowska straż!
- Mówiłem przecież!!! Do kurwiej rzyci, mówiłem!!! Dowiedzą się w końcu, że zasadzamy się na tego sparszywiałego gońca...


Zniknęli w lesie. Johann odetchnął z ulgą. Rana mocno krwawiła. Jego całe odzienie było poszarpane, częściowo nasączone jego własną krwią, ubrudzone darnią i błotem, we włosach miał liście, mech i trawę. Wyglądał iście jak borowy stwór. W oddali, za zalanymi księżycowym blaskiem polami majaczyły pojedyncze zabudowania, gdzieś wśród nich był zajazd, w którym czekać powinni na niego jego towarzysze.
 

Ostatnio edytowane przez Tadeus : 25-01-2016 o 14:02.
Tadeus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166