Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-07-2016, 13:42   #1
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 33083 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
[WFRP, 18+] Uśpieni: Gdyby jutra miało nie być



W Gospodzie “Rżnięte Świnie” było dziś nadzwyczaj swawolnie i wesoło, a humor ewidentnie dopisywał każdemu bywalcowi jak i gościom. Burdy, tańce, występy kuglarzy, hazard, alkohol a nawet tanie używki. Nie zabrakło tutaj również chętnych kobiet, w skąpych strojach i ze ściśniętymi gorsetem taliami oraz wyeksponowanymi piersiami, które jak napompowane powietrzem kołysały się przy każdym ich ruchu oraz śmiechu. Krew u większości mężczyzn kierowana była do wzrastających z podniecenia i chcicy penisów, którymi chętnie penetrowali każdą napotkaną i wypiętą siksę, o ile jej cena nie była zbyt wygórowana.
Wokół było głośno i barwnie, zawsze znalazło się coś ciekawego, na czym było można zawiesić oko. Po rogach knajpy pałętali się kanciarze, próbujący ukryć swojego nieuczciwe sztuczki przed nadmiarem bystrych ocząt, a ponieważ nagrody za wygraną były bardzo wartościowe, chętnych do gry w kości i karty wcale nie brakowało. Ewidentnie dało się wyczuć przekupione dziwki, które rozpraszały przeciwników doświadczonych szulerów, jednakże dla podpitych graczy wierzących w swoje szczęście, było to jedynie oznaką ich powodzenia wśród kobiet.

Tego dnia w całym mieście odbył się festyn połączony z turniejami, w których niejeden odważny wziął udział. Dzięki temu właśnie w gospodzie roiło się od rozrzutnych, którzy chętnie rzucali monetami, wykorzystując przeróżne możliwości do zabaw, o których wcześniej mogliby tylko pomarzyć. W oberży znaleźli się dumni rycerze z Bretonii, piraci pokonujący morze ze Starego Świata do Lustrii i z powrotem, czujni łowcy oraz strzelcy, a nawet najemnicy, którzy wykorzystywali każdą okazję, na zdobycie monet. Świat materialny zataczał tutaj swoje koło, nawet dla prostytutek była to dobra okazja, na szybki i dobry zarobek, a fantazje fetyszystów spełniały ochoczo za dodatkową opłatą. Ceny jednak tego wieczoru były zdecydowanie wygórowane, niż na co dzień. Nawet właściciel zmienił cennik, podnosząc jednak tylko nieznacznie ceny trunków i ziela. Parę srebrniaków nikogo nie zniechęciło do picia ponad miarę i świętowania.



Dieter zasiadł tuż przy barze, gdyż nie był zainteresowany większością z oferowanych przez tutejsze towarzystwo rozrywek. Hazard kusił, choć był zbyt ryzykowny, dziewczętom zaś świeciły oczy na widok gotówki, były po prostu zwykłymi prostytutkami, a on cenił kobiecy wdzięk, a nie bezpośredni negliż. Większość z tych kobiet nie potrafiła nawet go zaciekawić rozmową, przechodziły szybko do rzeczy i znudzone odchodziły szukać łatwiejszych klientów, gdyż szkoda było czasu na biadolenie z jakimś nudziarzem, który nawet nie sięgał do sakwy.
Niedługo jednak usłyszał i zobaczył kobietę, która wbiła go w stołek. Odwrócił zaciekawione spojrzenie w prawo, gdzie znajdowała się scena. Śliczna, kształtna rudowłosa niewiasta rozpoczęła swój występ, ubrana w kusy acz naprawdę pociągający strój. Jej piersi wypływały spod gorsetu, a długie i szczupłe nogi zgrabnie przemieszczały się po scenie. Wraz z wydobywającym się z jej ponętnych ust słów, w ruch szło całe ciało, kołysząc się hipnotyzująco na boki. Poruszająca się głowa zarzucała długimi, ognistymi włosami, układając je w słodki nieład i swymi pewnymi ruchami wzniecając podniecenie. Dieter nie mógł oderwać wzroku od pokazu, choć nie był w tej reakcji osamotniony. Wiele ciekawskich, męskich spojrzeń zwróconych było w kierunku kobiety, a nawet przechodzący obok z kuflami piwa zatrzymali się jak oniemiali. Oczywiście nie było żadnych barierek chroniących dziewczynę przed napastnikami mogącymi wtargnąć na scenę, jednakże jej występ był na tyle oszałamiający, że większość osób stała jakby zastygła i wmurowana. Strzelec momentami miał wrażenie, że to rude, ponętne stworzenie patrzy dokładnie na niego, jednak ciężko było uwierzyć, by tak było. Dopiero gdy pokaz dobiegł końca, wszyscy potrząsnęli zdumieni głową i powrócili do swoich zajęć.
- Charlotte jest niezwykła - usłyszał mężczyzna i odwrócił się, aby spojrzeć na zarośniętego chłopa, który wypowiedział te słowa. Bo jego wyglądzie mógł stwierdzić, że jest stałym bywalcem.
- Rżnąłbym sukę aż by piszczała - dokończył rubasznie, a jego wyszczerbione w uśmiechu zęby zaśmiały się w kierunku strzelca. Zaraz potem wzniósł kufel pełen piwa i odwrócił się z powrotem w kierunku baru, pijąc łapczywie i mocząc brodę w alkoholu. Dieter mruknął jedynie w zastanowieniu i zamachnął się ręką, aby bez słowa zamówić kolejne piwo. Wsunął wskazujący palec za kołnierz koszuli, aby nią potrząsnąć, wzbudzając tym samym odrobinę chłodniejszego powietrza, które miało ostudzić jego rozpaloną twarz. Kiedy kufel wylądował na blacie, Dieter poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Mam dziwne wrażenie, że skądś się już znamy - kobiecy, kuszący głos dobiegł zza jego pleców, a już chwilę po tym, Charlotte siedziała obok niego. Jej zielone oczy lustrowały go badawczo, zaś pełne usta przywitały miłym uśmiechem.


Kiedy występ trwał, nawet Diego zaciekawił się rudowłosą kobietą, choć może z nieco innych powodów, niż reszta towarzystwa. Pirat odniósł niespokojne wrażenie, że gdzieś już widział tą twarz i choć jej ponętne ciało również na niego działało, to nie mógł skupić się wyłącznie na seksualności kobiety, a próbował przypomnieć sobie gdzie ją widział, bowiem przedstawienie na pewno po raz pierwszy. Mimo dziwnego wrażenia, zignorował przemyślenia tuż po tym, gdy Charlotte zeszła ze sceny i powrócił do klepania po tyłkach przechodzących obok prostytutek, które chichotały za każdym razem, zadowolone z zainteresowania. Chwycił nawet jedną z nich i posadził sobie na kolanach, a ta uradowana nie protestowała. Zamachała nóżkami i zaśmiała się, jednak błądzącą w kierunku piersi, męską dłoń pirata szybko zastopowała, wpatrując mu się w oczy.
- Wszystko co widzisz, słono kosztuje, skarbie - mruknęła blondynka, kładąc wskazujący palec na jego dolnej wardze i zbliżając twarz - Ale dla ciebie mogę mieć zniżkę - dodała półszeptem, wzbudzając podejrzliwość żeglarza. Był święcie przekonany, że gdy mijał stolik z grami hazardowymi, słyszał dokładnie ten sam tekst. Najwidoczniej owa zniżka była bardzo mistyczna i zapewne stanowiła zawsze tę samą cenę. Mimo wykrycia kobiecej chytrości, był w stanie zapłacić za tę dupę ile chciała. Klepnął ją w pośladek, na co ta zareagowała podskoczeniem, ocierając się gwałtownie o jego przyrodzenie i wzbudzając tym samym satysfakcję. Już miał sięgać w kierunku sakiewki, kiedy nagle ktoś pchnął blondynkę zrzucając ją z jego kolan.
- Obudź się, do diaska! - syknęła białowłosa, tajemnicza kobieta, która pojawiła się jakby znikąd. W porównaniu do prostytutek, była raczej odpychająca. Chude, brudne ramiona, głowa zakryta jakimś ptasim hełmem z długim dziobem, przypominał czaszkę jakiegoś ptaka, którego być może ona sama zabiła. Z niej wyrastały też rogi, z tyły zaś kolorowe pióra. Spod maski widoczne były jedynie blade usta. Jej strój wyglądał jakby dopiero co wyrwała się z puszczy, biała przepaska na płaskie, prawie nieistniejące piersi, którą ozdabiały jakieś więdnące już kwiaty. Widoczny był też odsłonięty brzuch, lekko wystające spod skóry żebra oraz górny brzeg talerza biodrowego. Miała też białą, acz brudną już, przepaskę okalającą część bioder, tyłek i połowę ud. Blondwłosa dziwka skrzywiła się i uciekła, przepłoszona przez dziwne zachowanie obcej kobiety, zaś Diego patrzył na nowoprzybyłą jak na zjawę. Chyba powinien mniej pić.
 
Nami jest teraz online  
Stary 23-07-2016, 16:04   #2
Konto usunięte
 
Warlock's Avatar
 
Reputacja: 26838 Warlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputację
Dieter Dashauer - cichy mężczyzna o smutnych, wilczych oczach, które uważnie lustrowały otoczenie - siedział w pobliżu szynkwasu, co rusz zaglądając na coraz szybciej opróżniane dno swojego cynkowego kufla, długo zastanawiając się przy tym nad powodem, który zaprowadził go w te obce mu miejsce. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie pasował do otoczenia, do umięśnionych mężczyzn i półnagich kobiet, które lawirowały wokół stolików, kusząc swoimi wdziękami stałych bywalców, którzy tamtego wieczora wydawali się nie przejmować szybko opróżnianą zawartością swoich sakiewek. Na ich twarzach błyszczał szeroki uśmiech, kiedy z niekrytym pożądaniem spoglądali na roznegliżowane damy, na obliczach których widniał lustrzany grymas, lecz obiektem ich namiętności nie były umięśnione torsy wojowników, a połyskujące w świetle paleniska złoto, które skrywały ich sakiewki.
Wystarczył szybki rzut oka na Dietera, aby postronny obserwator zauważył, iż samotnik ów ani trochę nie wpisywał się w otaczającego go towarzystwo. Był szczupły, wręcz żylastej budowy ciała, lecz jego ruchy cechowała jakaś wewnętrzna siła fizyczna, rzadko spotykany wigor, który zapewne miał coś wspólnego z fachem, którym mężczyzna trudnił się przez większość swojego życia.
Dieter był zawodowym strzelcem i to nie byle jakim! W dawnych, lepszych czasach często zwykł brać udział w konkursach strzeleckich, zwykle organizowanych podczas ważniejszych festynów lub na życzenie głodnej rozrywki szlachty. Przez wiele lat był to jego sposób na utrzymanie się, a gdy brakowało wiejskich uroczystości, w których mógłby popisać się swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami, Dieter zachwycał gawiedź w inny sposób - polował na złoczyńców.
Zwyczajność jaka cechowała jego wygląd, pomagała mu w tym niewątpliwie trudnym fachu. Potrafił bowiem łatwo wtopić się w tłum na zatłoczonej ulicy czy w każdej miejskiej spelunie, a gdy zachodziła taka potrzeba to umiał również skradać się niczym łania; przemykać ostrożnie między gąszczami bez najmniejszego szmeru, nie odrywając przy tym spojrzenia od tropionego osobnika. Polował niczym drapieżnik, atakując z ukrycia i zwykle był to tylko jeden śmiertelny cios, którego nadejścia jego ofiara nie spodziewała się do samego końca. Nie był wojownikiem, nie krył się więc za fasadą honoru czy potrzebą doskonalenia swych umiejętności walki wręcz, więc być może dlatego był tak bardzo skutecznym łowcą nagród. Dieter był profesjonalistą w pełnym tego słowa znaczeniu.


Otaczające go kobiety były obiektem pożądania wielu męskich serc, lecz nie jego. Dobrze znał tą grę i był pełen podziwu dla żeńskiego intelektu, który przy użyciu wdzięków pięknego ciała potrafił wiele osiągnąć. Dieter zwykł mawiać, że światem władają mężczyźni, zaś mężczyznami kobiety i słowa te znajdowały potwierdzenie w obserwowanym przez niego spektaklu, który był powtarzany i doskonalony każdego wieczora.
Co uważał za szczególnie fascynujące, a zarazem zabawne, był fakt, że ofiary manipulacji dobrze o niej wiedziały i ochoczo się niej poddawały, oddając swoje ciężko zarobione pieniądze w ręce pięknych niewiast, które obiecały im jedną wspólną noc, pełną rozkoszy i zrealizowanych najdzikszych fantazji.
Szorstkie, spracowane dłonie na powrót odnalazły kufel, który w cudowny sposób wypełnił się pieniącym, bursztynowym płynem. Dieter uniósł naczynie w kierunku ust, przez chwilę spoglądając na swoje zniekształcone odbicie w rozkołysanej tafli piwa, po czym upił pierwszy, solidny łyk. W wyniku swych wnikliwych obserwacji oraz intensywnych przemyśleń, sam zapomniał się i wpadł w objęcia jedynej rzeczy, która wydawała się mieć kontrolę nad jego życiem - alkoholu.

Przez resztę wieczoru jego świeżo zdobyte podczas festynu złoto topniało w zastraszająco szybkim tempie. Dieter grał w karty o dość pokaźną stawkę z grupą wyraźnie podchmielonych najemników i ku własnemu nieszczęściu przegrał dość pokaźną sumę. Wyraźnie poirytowany tym faktem, wrócił do szynkwasu, gdzie z wytęsknieniem czekał na niego cynkowy kufel, który wydawał się być jedyną rzeczą, w której strzelec potrafił utopić swe smutki, lecz nim zdążył poprosić karczmarza o kolejną z rzędu dolewkę piwa, w gospodzie rozpoczął się długo wyczekiwany przez gawiedź spektakl.
Dieter ujrzał wtedy przepiękną kobietę, o włosach ogniście rudych i gęstych, które spływały po jej wątłych ramionach niczym morskie fale. Mężczyzna zaniemówił na dłuższą chwilę i przez cały czas trwania występu, uważnie obserwował każdy jej uwodzicielski ruch z intensywnością niewiele różniącą się od tej, gdy ze skupieniem śledził swą ofiarę.
Nie raz i nie dwa, miał nieodparte wrażenie, że tajemnicza piękność również go spostrzegła i obdarzyła pełnym zaciekawienia spojrzeniem. Przez chwilę pomyślał nawet, że ta także nie potrafi oderwać od niego wzroku, lecz szybko jednak odegnał od siebie tą absurdalną myśl, dochodząc do wniosku, że to jego natchniona alkoholem wyobraźnia płata mu figle i że powinien jak najszybciej zawiesić spojrzenie na czymkolwiek innym, zanim jego sakiewka padnie łupem przechodzącego obok kieszonkowca.

Dieter mruknął jedynie w zastanowieniu i zamachnął się ręką, aby bez słowa zamówić kolejne piwo. Wsunął wtedy wskazujący palec za kołnierz koszuli, aby nią potrząsnąć, wzbudzając tym samym odrobinę chłodniejszego powietrza, które miało ostudzić jego rozpaloną twarz. Kiedy kufel wylądował na blacie, Dieter poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Mam dziwne wrażenie, że skądś się już znamy - kobiecy, kuszący głos dobiegł zza jego pleców, wyrywając go z zamyślenia, a już chwilę po tym, Charlotte siedziała obok niego. Jej zielone oczy lustrowały go badawczo, zaś pełne usta przywitały miłym uśmiechem.
Na widok tak okazałego piękna, które z własnej woli zechciało zająć miejsce tuż obok niego, Dieter wciągnął powietrze ze świstem, nie mogąc tym samym znaleźć odpowiednich słów. Jego smutne, wilcze oczy pobłądziły szaleńczo po sali, omiatając szybkim spojrzeniem otaczającego go twarze, jakby szukał na ich zakazanych obliczach wytłumaczenia niekomfortowej sytuacji w jakiej się znalazł, bowiem przez chwilę myślał, że to czyiś idiotyczny wygłup, lecz nie mogąc znaleźć choćby cienia odpowiedzi, szybko dał za wygraną i cicho chrząknął, aby oczyścić gardło.
- Być może byłaś świadkiem turnieju strzelectwa, w którym brałem wcześniej udział - odparł, uśmiechając się lekko w odpowiedzi. Chciał jeszcze dodać, że był zwycięzcą owego zmagania, lecz powstrzymał się od przechwałek przy tak onieśmielającej damie. - Zwę się Dieter Dashauer i nie pochodzę stąd - dodał po chwili już nieco bardziej pewnym siebie tonem głosu.

 
Warlock jest offline  
Stary 30-07-2016, 01:24   #3
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7347 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację

Kiedy się bijesz na pięści, to poza spraniem swojego przeciwnika na kwaśne jabłko musisz go zastraszyć na tyle, by ani myślał na ciebie naskoczyć w przyszłości. Diego zwany “Wilkiem”, będąc bosmanem okrętu pirackiego, wiedział o tym lepiej niż ktokolwiek inny. Teraz gdy patrzył na swoich konkurentów wręcz mu się śmiać chciało. Te patyczaki zapewne nawet się bić nie potrafiły. Ograniczył się jedynie do uśmiechnięcia się pod nosem i wyrzucenia muskularnych ramion do przodu w celu przygotowania się do tłuczenia tępaków chcących stanąć z nim w szranki. Był niemal zdziwiony, że te szczury lądowe nie uciekły na widok blizn na jego umięśnionej, nagiej klatce piersiowej. Przeżył wiele morskich bojów, a radził sobie ze znacznie silniejszymi niż ci przed nim. Rozpiął utrzymujące jego oręż na plecach pasy, cztery miecze, każdy o innym imieniu, i rzucił się sobie obok prawej nogi. Wolał mieć swój sprzęt przy sobie w razie jakiegoś nieprzyjemnego wydarzenia. Usłyszał jakieś kobiety skandujące jego imię. Zdecydowanie był faworytem tego turnieju.

No i się zaczęło. Kolejni jego przeciwnicy padali często po pierwszym ciosie. Najtwardszy zdołał przyjąć na klatę aż trzy uderzenia! Zabawne. Miał wrażenie, że połamały mu się żebra gdy odpierał te ataki. Każde jego zwycięstwo wieńczone było piskiem entuzjazmu publiczności i brzęczeniem monet w napełniającej się sakiewce. Wszystko by było cudownie, gdyby nie głupota któregoś z chłopów. Chyba zbyt zazdrosny o jego sukcesy w turnieju oraz wśród kobiet wskazał go swoim pordzewiałym mieczem.
- Ty skurwysynu! Magii jakiejś używasz! Wypatroszę cię jak rosłego prosiaka! - zagroził mu prostacko i pomachał w jego stronę bronią. Jak na ironię - cała reszta towarzystwa podjęła jego ton i również dobyła oręż. Diego tylko westchnął zrezygnowany i machnął ręką.
- Ech, ja pierdole. Wy to zawsze musicie się obrażać, kiedy ktoś jest lepszy od was? - krzyknął do nich z sarkastycznym tonem i odkopał swoją broń poza swój zasięg. Rozłożył w zapraszającym geście ręce - No, chodźcie tu kurwie syny! Wpierdolę wam tak, że się nie pozbieracie!
Nie musiał tego powtarzać dwa razy. Jeden z dwunastu napastników od razu się na niego rzucił z bojowym okrzykiem i zamachnął się niezgrabnie tylko po to, by trafić w próżnię. Zdziwiony obejrzał się za siebie, a tam już czekał na niego Diego, który wymierzył mu cios prosto w twarz, pozbawiając go tym samym kilku zębów w już wątpliwej jakości uzębieniu. Kolejnych trzech nacierających powalił rzucając w nich tym pierwszym. Wzruszył ramionami w czasie krótkiej przerwy i rozejrzał się dookoła. Dwóch próbowało go zajść od flanki. Rzucili się na niego dokładnie w tym samym momencie. Broń świsnęła i zagłębiła się w miękkich ciałach. Diego zdołał się uchylić chyba jedynie sekundę przed wymierzonymi trafieniami. Widząc ten pokaz pozostali poddali się pomimo swojej przewagi liczebnej. Rzucili swój oręż oraz całe złoto. Zadowolony z siebie Wilk parsknął głośnym śmiechem i zaczął zbierać swój łup.
- Takie z was kutasy. Nawet sobie dwunastu na jednego poradzić nie potraficie. Może jako dziewczynki powinniście się urodzić? Pieprzyli by was aż miło, bo do tego tylko się nadajecie! - zakpił z nich, gdy pozbierał wszystko, co do niego należało i spojrzał na wykrwawiającą się dwójkę - Weźcie ich wyleczcie, bo w życiu się widziałem takich debili, co sami się niemal zarżnęli mieczami.
Po tych słowach, wcześniej zbierając swoją broń, odszedł z tego parszywego miejsca z dwiema ładnymi kobietami i mieszkiem pełnym złotych koron. Jak on kochał złoto!

***

- Obudź się, do diaska! - syknęła białowłosa, tajemnicza kobieta, która pojawiła się jakby znikąd. W porównaniu do prostytutek, była raczej odpychająca. Chude, brudne ramiona, głowa zakryta jakimś ptasim hełmem z długim dziobem, przypominał czaszkę jakiegoś ptaka, którego być może ona sama zabiła. Z niej wyrastały też rogi, z tyły zaś kolorowe pióra. Spod maski widoczne były jedynie blade usta. Jej strój wyglądał jakby dopiero co wyrwała się z puszczy, biała przepaska na płaskie, prawie nieistniejące piersi, którą ozdabiały jakieś więdnące już kwiaty. Widoczny był też odsłonięty brzuch, lekko wystające spod skóry żebra oraz górny brzeg talerza biodrowego. Miała też białą, acz brudną już, przepaskę okalającą część bioder, tyłek i połowę ud. Blondwłosa dziwka skrzywiła się i uciekła, przepłoszona przez dziwne zachowanie obcej kobiety, zaś Diego patrzył na nowoprzybyłą jak na zjawę. Chyba powinien mniej pić. Minęła dłuższa chwila spędzona jedynie na mruganiu oczami, nim w ogóle zmienił swój wyraz twarzy na mniej zdziwiony. Przetarł swóją twarz obiema dłońmi jak przed snem po ciężkiej nocy na okrętowej warcie i rozsiadł się wygodnie na swoim krześle, wpatrując się w dzikuskę taksującym spojrzeniem. Nie mógł oczywiście nie westchnąć cicho z powodu straty takiej zdobyczy, która mu umknęła przez stojącą przed nim kobietę. Nie zniszczyło mu to jednak humoru. Uśmiechnął się do niej szelmowsko, nie tracąc pewności siebie.
- Na sen to mi to nie wygląda. Łaskawie wyjaśnisz, cóż ci po głowie chodzi? - rzekł do niej zadowolony z powodu otoczenia w karczmie, nie omieszkując zawiesić wzroku na jeszcze jednej, przechodzącej obok całkiem nieźle wyglądającej pannie lekkich obyczajów, której mrugnął okiem na znak, że jeszcze się nią zajmie.
Diego nie mógł dojrzeć jej mimiki, przez przerażającą maskę, jaką nosiła na głowie i która to zasłaniała jej oczy. Z jej tonu głosu jednak potrafił odczytać poirytowanie
- Rany, jesteś tak samo głupi - skomentowała nieprzyjemnie i chwyciła za jego kufer z piwem, szybko oddalając od jego zachłannych, pirackich łap alkohol. Zwrócona w jego stronę głowa kobiety sugerowała, że jej oczy się w niego wpatrują
- Ochłoń, napaleńcu - stoicki spokój w jej głosie nie zwiastował żadnych złośliwości czy chęci obrażania, jednakże powracająca ręka z wypełnionym kuflem przechyliła go tuż nad jego kroczem, zalewając mu spodnie śmierdzącym od chmielu piwem. Na twarzy kobiety wykwitł triumfalny uśmiech, kiedy z hukiem odstawiła naczynie na stół, a Wilk stanął na nogach jak poparzony wrzątkiem.
- Kurwa mać - warknął co najmniej zdenerwowany, choć mniej przejął się samymi swoimi spodniami, co zachowaniem tej suki - Czego ty ode mnie chcesz? - zapytał wściekły splatając ręce na piersi, po czym niezauważalnie skrzywił się wiedząc, że rzuca się w tym momencie w oczy jak nikt inny w tej cholernej gospodzie nie tylko ze względu na świetną budowę ciała i obnażoną pierś, ale również wpłynął na to jego wybuch gniewu.
Niewiele się pomylił, choć tylko siedzący bliżej zwrócili na niego uwagę. Niemal każde spojrzenie z okolicznych stolików zwróciło się ku niemu, choć dosyć szybko powrócili do poprzednich zajęć.
- Już powiedziałam - odparła stojąc w bezruchu, zupełnie niewzruszona jego reakcją - I zachowuj się jakoś, ludzie patrzą - skarciła go krótko i po chwili ptasi dziób uniósł się lekko do góry, zupełnie jakby chciała na niego spojrzeć. Pirat westchnął ciężko i usiadł znowu na swoim krześle. Nie miał pojęcia o co tej wariatce chodziło, ale pomyślał, że może warto by było wydusić to z niej na spokojnie. Tak jak zazwyczaj to czynił z damami. Gestem zaprosił tą kobietę, by się przysiadła do stolika.
- Załóżmy, że chcę się obudzić. Co mam robić, by to zrobić? - zapytał spokojnie, gdy usiadła. Było to dość kontrastujące zachowanie do tego sprzed chwili, ale zdawało się, że nic sobie z tego nie robił.
Nie spodziewał się jednak, że dziwaczka zaproszenie do stolika odbierze w mniej standardowy sposób, niż większość zwykłych ludzi. Tajemnicza dama po prostu zrobiła szybki obrót i chudymi pośladkami przycupnęła na jednym kolanie Pirata, siadając zwrócona do niego profilem. Założyła ręce krzyżem na płaskiej klatce piersiowej i patrzyła w stronę baru. W takiej pozycji wyglądała, jakby była na niego mocno obrażona.
- To twoje ciało, ty powinieneś wiedzieć, co cię budzi - odparła jakby zrezygnowana, co mogło sugerować, że wcale nie ma nadziei na to, że mężczyzna traktuje ją poważnie
- Gdy ci się uda, nie zapomnij o nich - kiwnięciem głowy wskazała na rozmawiającą z Dieterem Charlotte, która od samego początku wydała się Wilkowi znajoma. Żeglarz poczuł, jak kości miednicy wbijają mu się w uda, a co dziwne, zabolało go też to drugie, na którym przecież kobieta nie siedziała. Musiał przyznać, że nie należała do tych wygodnych i miękkich dziewek.Niemniej zdawał się tym nie przejąć, a skupił swój wzrok na rozmawiającej dwójce przy innym stoliku. Nagle zaczęło się mu wydawać, jakby ta kobieta wiedziała nieco więcej, niż by na to wskazywało.
- Tobie też oni, a przynajmniej tamta dziewczyna, wydają się znajomi? - zapytał się jej, nie chcąc już kontynuować tematu snu, choć nie mógł pozbyć się wrażenia, iż jedno i drugie jest ze sobą powiązane.
Kobieta przechyliła głowę nieco w jego stronę, a następnie uchyliła maskę, ukazując mu swoje fioletowe oczy, które zaczęły patrzeć na niego jak na głupka. Przy niej mógł się poczuć, jakby stracił część wspomnień, albo jakby dziewczyna robiła sobie z niego żarty. Jej pełna zmęczenia mimika wskazywała częste zdziwienie, jego brakiem wiedzy.
- Obudź się - powtórzyła pierwsze słowa, jednak te brzmiały już łagodniej, nie jak rozkaz, a reprymenda. Uniosła dłoń i sprzedała mu pstryczka w nos. Wciąż nie opuściła z powrotem maski, a jej tęczówki miały nietypowy, błyszczący blask. Oczy tej wariatki wcale nie umknęły Wilkowi. Fiolet nie należał do normalnych kolorów tęczówek u ludzi, prędzej gościł on u elfów. Czyżby nim była? Może się przekona później, bo maska przeszkadzała mu w dokładniej obserwacji, jednak kształt twarzy mógł wskazywać na zaprzeczenie tej teorii. Nagle do stolika podeszła śliczna brunetka, ta sama kelnerka która nie tak dawno przyniosła do stolika piwo i którą uraczył klapsem w pośladek. Spojrzała z uśmiechem na pirata, kręcąc biodrami i przyciskając tacę, na której stały dwa kufle, do swojej talii
- Jeszcze jedno czy dosyć na dzisiaj? Widziałam, że coś cię zdenerwowało, mam nadzieję, że nie byłeś zły na mnie. Nie zauważyłam zamówienia, jeśli wołałeś - powiedziała wesoło, łagodząc sytuację promiennym uśmiechem i wypiętymi piersiami, które niemal wylewały się spod gorsetu. Przezornie chwyciła za kufel chcąc postawić go na stoliku. Dzikuska nawet nie drgnęła.
- Mocnego, dobrego, ciemnego piwa, piękna pani - mrugnął do niej okiem i się uśmiechnął szeroko mogąc obserwować jej wdzięki - A może nawet dwa! Jeśli od takiej kobiety, jak ty je dostanę, to może nawet nieco więcej zapłacę! - zaśmiał się i znów rozparł się wygodnie na krześle, eksponując swą nagą umięśnioną klatkę piersiową.
Kelnerka zaśmiała się pod nosem i postawiła obok pierwszego kufla, drugie równie pełne. Mijając pirata okrężnym ruchem, pogładziła go po torsie, sunąc ręką przez bark. Zdawała się nie zwracać uwagi na wychudzone dziwadło, choć po tym dotyku odeszła do innych klientów. Chuda dziewczyna nie oderwała przez ten czas swojego spojrzenia od jego twarzy, zupełnie jakby zastygła w bezruchu. Obserwowała go z neutralną miną, jakby nie potrafiła wykrzesać z siebie więcej emocji, a powaga całkowicie przejęła jej życie uczuciowe
- Nacieszyłeś się już? - rzuciła podirytowana kładąc całą swą szczupłą dłoń na jego twarzy, tak że oczy pirata znalazły się między jej palcami, a ten środkowy przechodził równolegle do nosa.
- Skup się w końcu - westchnęła zsuwając dłoń po całej jego twarzy, zupełnie jakby ścierała z niej brud. Choć Diego nie był pewny, czy łapy też miała uwalone ziemią. Kiedy oddychał, czuł woń podmokłej gleby. Kobieta zjechała dłonią do jego klatki piersiowej, po czym uderzyła go pięścią w tors.
- Hm - mruknęła gdy ten jedynie na sekundę stracił dech. Kobieta początkowo błądziła dzikimi oczami po jego twarzy i obnażonym ciele, po czym drugą ręką zsunęła z powrotem maskę, zasłaniając tym samym pół swojej twarzy.
- Nie działa. - stwierdziła niewzruszona, odwracając twarz z powrotem w stronę Dietera i Charlotte.
Bosman popatrzył stanowczo na siedzącą na jego kolanie kobietę i głośno westchnął, chyba kolejny raz w ciągu tego dnia. Jak nie rozumiał jej motywów, tak teraz już całkowicie stracił nadzieję.
- Co nie działa, do cholery? - mruknął do niej zdenerwowany, dłonią chwytając jej maskę i lekko ją unosząc - A może pokażesz całą swoją twarz? To niemiło z kimś rozmawiać, jeśli się nie widzi jego mimiki. Zaczynasz mnie irytować. Najpierw mi odstraszyłaś jedną dziewczynę, a teraz żadna nawet nie chce podejść.- gdy mówił, kobieta strzeliła go w rękę, odganiając od maski, a następnie podniosła się na równe nogi jak poparzona
- Porąbało cię, chcesz żebym straciła połączenie? - oburzyła się dając krok w tył, co by uchronić się przed jego natrętnymi łapskami.
- Może odchodzą dlatego, żeś już prawie gołodupiec? Przewaliłeś połowę monet, które i tak nie mają znaczenia ani wartości - fuknęła przyciskając czaszkę ptaka mocniej do głowy.
- Dobra, sam się prosisz. Chodźmy na górę, to cię obudzę - westchnęła zrezygnowana, wcale nie ukazując zadowolenia z podjętej decyzji
Połączenie? Monety bez wartości? Sen? Powoli to wszystko przestawało mieć sens w głowie Wilka. Albo ta laska wiedziała więcej, niż mówi, albo po prostu jest walnięta na łeb bardziej niż ktokolwiek inny. Już sobie wyobraził te dziwne gusła, które by miała odprawiać w pokoju na górze. Aż się wzdrygnął na samą myśl. Życie na okręcie zdecydowanie było łatwiejsze.
Jak jednak dowiedzieć się o co mogło jej chodzić, jak nie teraz? Mimo wszystko... jakoś nie czuł się przekonany. Zaproszenie to jednak było dość sugestywne, więc z jakiegoś powodu wstał, wypił pół ciemnego piwa jednym haustem, drugie drugie wziął ze sobą i poszedł za nią po schodach na wyższe piętro.
- Mam wrażenie, że będę tego żałował - wymamrtował pod nosem tym razem z pełnym przekonaniem co do swych słów, po czym przeszedł na normalny ton - Jak cię zwą?
- Zależy kto - odparła niespiesznie przemierzając schody, na których o dziwo był spory ruch. Ludzie schodzili i wchodzili, wiercili się w te i nazad, niektórzy parami, inni nawet trójkami. Kobieta nie zwracała na nich uwagi, jakby byli niewidzialni.
- Normalnie, to na imię mam Yavris - spauzowała zatrzymując się przed ostatnim schodkiem i spoglądając przez ramię na pirata - Ale czasami wołają do mnie Fatum - dokończyła bez emocji i postawiła ostatni krok, kierując się wzdłuż korytarza w poszukiwaniu wolnego pokoju, który znalazła dopiero na samym końcu. Jego drzwi otworzyły się gwałtownie od wewnątrz, kiedy wyturlał się zza nich jakiś pijany wieśniak i półnaga dziwka. Chuda dziewczyna wyminęła ich podnosząc wysoko nogi, dopiero teraz Diego zauważył, że ta nie nosi butów, a jej stopy były jeszcze brudniejsze od reszty ciała. Yavris zagłębiła się w pomieszczeniu jakby wierząc, że żeglarz wejdzie tuż za nią. On stawiał powoli kroki widząc leżącego w progu człowieka. Pił powoli swoje piwo spoglądając na dziewczynę próbującą swego "gościa" wynieść. Ściągnął brwi obserwując ten żałosny pokaz ze strony jej klienta, aż wreszcie westchnął. Poszedł do obojga szybciej niż kultura nakazywała i objął dziwkę w talii swym muskularnym ramieniem, a ona tylko pisnęła zaskoczona.
- Pozwól, że ja się zajmę twoim problemem - przywołał na twarz łobuzerski uśmiech i zerknął jeszcze raz na wieśniaka podśpiewującego coś pod nosem. Wkurwiały go takie pokazy bezradności, za co niejednemu podległemu mu piratowi sprał pysk. I tak teraz zamierzał zrobić temu.
Wylał całą pozostałą zawartość swojego kufla na łeb mężczyzny w celu ocucenia go z alkoholowego rauszu - bezskutecznie. Jedynie sapnął i zaczął spokojnie chrapać. To przebrało miarkę. Diego najpierw trafił go w głowę naczyniem, tworząc sporego guza na jego czole, a później wziął za fraki i jednorącz przerzucił przez co najmniej pół korytarza. Jego mięśnie przy tym się zauważalnie napięły, ale nie był to dla niego żaden wysiłek tak naprawdę. Prostytutka stała plecami przylegając do ściany korytarza i patrząc początkowo z niepokojem, gdyż właściciel wyraźnie zabronił jakichkolwiek awantur, jednak ta potyczka nawet nie zdążyła dobrze się rozpocząć, z powodu niedyspozycji jednej ze stron. Wieśniak przeszorował ryjem znaczną część drewnianej podłogi i leżał tak, jak został rzucony. Ognistowłosej prostytutce najwyraźniej to się spodobało, gdyż stanęła w drzwiach, blokując piratowi drogę do pokoju, w którym czekała szalona dziewczyna.
- Wiesz… Takim przystojnym i kulturalnym mężczyznom jak ty, to chętnie obciągnę nawet i za darmo - uśmiechnęła się prowokacyjnie, a jej obnażone piersi frywolnie unosiły się przy każdym westchnięciu. Dała niewielki krok w przód, aby zetknąć się swoim nagim torsem z jego i przywrzeć blisko ciała - Chyba, że jesteś zajęty. Mogę przyjść za jakiś czas - szepnęła zbliżając się do ust mężczyzny i językiem przejechała po jego dolnej wardze, na co Diego się w odpowiedzi zaśmiał krótko, a dłońmi ścisnął jej krągłe, miękkie pośladki.
- Wolę takie, w których wrze ogień, na przykład takie jak ty. Oboje możemy sobie zapewnić wiele przyjemności - zanęcił jej do ucha, przy przyparł ją do ściany i powiódł dłonią w stronę jej kroczu, zaczynając gmerać palcami przy jej kobiecości. Dziwka jęknęła, z zadowoleniem przyglądając się jego młodej i nie tak spijaczonej twarzy, jakiej brakowało większości klientów. Z największą ochotę i bez żadnych sprzeciwów rozchyliła nogi i wpiła się namiętnie wargami w jego usta, muskając je językiem i pochłaniając z rozkoszą. Przyparta do ściany, wolnymi rękami powędrowała do jego spodni, które rozpięła i zsunęła doświadczonymi, zwinnymi palcami. Diego uniósł ją do góry chwytając za pośladki i wszedł niespiesznie rozkoszując się wilgotnym, kobiecym wnętrzem, którego ciepło otoczyło jego twarde przyrodzenie. Rżnął kobietę na korytarzu agresywnymi, szybkimi i gwałtownymi pchnięciami, wsłuchując się w jej głośne pojękiwania, jakie wydobywały się z nabrzmiałych ust. Ponownie ją pocałował, choć tym razem zrobił to bardziej dominująco, aby stłumić jej boskie krzyki, przy czym wcale nie miał zamiaru przerywać seksu czy też szybciej go skończyć. Im dłużej to trwało, tym więcej, darmowej przyjemności mógł zgarnąć dla siebie, a po przymkniętych oczach i rozwartych ustach rudowłosej, stwierdził, że i ona w końcu czuje satysfakcję. Dla bosmana pierdolenie takiej kształtnej i ponętnej piękności mogłoby się nigdy nie skończyć i wcale nie spieszno mu było do wychudzonej wariatki, która przyczepiła się do niego niczym gówno do okrętu, krzycząc “płyniemy!”. Szybko porzucił myśli o obcej, skupiając się na miękkich pośladkach prostytutki i jej dużych, nagich piersiach, które z przyjemnością począł pieścić językiem i ustami, drażniąc nabrzmiałe sutki i wsłuchując się w cudowne, kobiece pojękiwania. Rany, jak on za tym tęsknił.
Diego po dłuższym czasie w końcu zjawił się w pokoju zajętym przez Yavris. Wyglądała na nieco zniecierpliwioną oczekiwaniem, choć niespecjalnie się tym przejął. W końcu spędził kilka przyjemnych chwil z pewną ognistowłosą prostytutką, która okazała się jeszcze dziksza niż Yavris, gdyby osądzać ją po jej ubiorze.
- Przepraszam za spóźnienie - rzekł z uśmiechem mężczyzna zamykając drzwi i siadając obok dzikuski na łóżku, spoglądając na nią z zainteresowaniem. Ciekawiło go cóż ona chciała zrobić.
- No więc? - powiedział dość neutralnie, po czym dodał już ze szczyptą humoru - Wiesz, wyglądałabyś lepiej bez tego hełmu. Masz całkiem ładne oczy, choć niezwykłe. Ale pewnie zaraz zaczniesz coś mówić o połączeniu. A szkoda - wzruszył ramionami.
- Widzę, że wraca ci rozum. Może dzięki temu, że w końcu spuściłeś trochę z lędźwi i krew zaczęła krążyć w ważniejszych lokacjach - odparła z przekąsem, przezornie dociskając ptasią czaszkę do własnej głowy. Poruszyła się na łóżku, aby na czworaka przejść w jego kierunku i usiąść na nim okrakiem. Wiotkimi rękami pchnęła tors Wilka, posyłając jego ciało na materac. Mimo podejrzliwości, nie odczuła jednak narastającego w nim podniecenia, gdyż zdążył sobie poużywać nim zagościł do pokoju. Yavris uśmiechnęła się jakby zadowolona.
- Zabawne, że spuściłeś się we własne gacie i nawet o tym nie wiesz - zaśmiała się krótko.
- Ale zaraz wszystko zrozumiesz. Tylko nie krzycz na mnie i pamiętaj, kto ci pomógł się uwolnić. Pamiętaj też o Charlotte i Dieterze. - pouczyła go na prędce, nachylając się nad jego twarzą i ocierając się policzkiem o jego skroń. Po chwili Diego poczuł silny ból w brzuchu, a gdy Yavris się uniosła, pociągnęła wbitym pod wyrostkiem mieczykowatym sztyletem aż po sam pępek, rozpruwając piratowi trzewia. Przed oczami zawitała mu ciemność.
 
Flamedancer jest offline  
Stary 30-07-2016, 18:18   #4
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 33083 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację



Diego gwałtownie otworzył oczy i podniósł się do siadu. Jego oddech był głośny, a chwytane w płuca powietrze wypełniało je na tyle szybko, że w pewnym momencie poczuł drapanie i suchość gardła. Kiedy rozejrzał się wokół, widział na lewo od siebie wysoki, skalny mur góry, z tej perspektywy wydawał się mieć wysokość nawet dwóch rosłych drzew. Czuł jak serce ucieka mu przez krtań. Jakby odruchowo spojrzał na swój brzuch, szukając na nim głębokiej rany ciętej, jaką zrobiła mu ta wariatka. Trzewia jednak nie były wyprute, krew i soki trawienne nie rozlewały się wokół, a śladu nie było tam żadnego. Jedynie znajome blizny, które nabył podczas swych żeglug, jednak to stare dzieje nie mające w tej sytuacji wiele znaczenia. “Więc to naprawdę był sen?”, chciałoby się rzec, kiedy to w jego umysł wracały wspomnienia. Doskonale już wiedział, co tutaj się stało. Ponownie wzniósł głowę, aby spojrzeć na szczyt góry. On oraz ten facet i kobieta z gospody, uciekali razem przed zgrają mutantów, z ciałami wygiętymi w przeróżnym kierunku, z deformacjami, na których sam widok miało się ochotę zwymiotować. W pewnym momencie, nie było już dalszej drogi ucieczki. Charlotte omal nie spadła, jednak Dieter chwycił ją w ostatniej chwili. Zamortyzował upadek własnym ciałem, jednak przywalił tak mocno, że w jego czaszce powstała krwawa dziura. Diego miał więcej szczęścia, gdyż nie poświęcił dla nikogo swojego życia, po prostu zaczął schodzić po skale w dół, ponieważ jednak noga omsknęła mu się gdzieś w połowie drogi, jego upadek był znacznie mniej bolesny, choć i tak wywołał utratę przytomności. Teraz ją odzyskał, dzięki Yavris.


Sen, a raczej jego zakończenie, wywołał w nim nieprzyjemne myśli i pozostawił ślad wspomnień. Wciąż czuł ból wywołany rozcinaniem skóry brzucha oraz sunięcia ostrza przez organy trzewi. Pewnie zwróciłby teraz pożywienie, gdyby nie fakt, że nie jadł już od dwóch dni, będąc ciągle na celowniku wpół żywych bestii, których gnijące ciała podążały za trójką podróżnych podobnie, jak smród krążył w okolicach masowych grobów. Diego powstał z trudem na równe nogi, ból rozpierał plecy i płuca od wewnątrz. Pamiętając jednak słowa Fatum, począł rozglądać się w poszukiwaniu dwójki osób, która z nim podróżowała. Wszystko zaczęło się od pewnego miasta, w którym przeżyli swój mały koszmar. Byli gnębieni, bici, zastraszani, torturowani. Codziennie czuli na sobie nienawistne spojrzenia przekrwionych, nienaturalnych oczów demonów, które czerpały satysfakcję z ich bólu i cierpienia. Strach rosnący w ludzkich ciałach napędzał ich do większej brutalności, a każda kropla krwi lub nawet jej obfity rozlew, działał na nich pobudzająco, wywołując atak szyderczego śmiechu. Gwałcili każdą kobietę, kalecząc ich pochwy różnymi narzędziami oraz tym co po prostu znaleźli pod ręką. Czasami zdarzyło im się zmusić grupę mężczyzn, żeby splugawili ciało ludzkiej niewiasty, wszyscy jednocześnie, zaspokajając swoje obrzydliwe, pierwotne potrzeby. Diego pamiętał to aż za dobrze i sam nie był pewien, czy budzić Dietera. Narażać go i Charlotte ponownie na te wspomnienia, czy może pozostawić w pięknym śnie? Tylko co jeśli ten sen niespodziewanie przerodzi się w koszmar? Co jeśli nie przypomniał sobie wszystkiego i żyją w tym okrutnym świecie z jakiegoś powodu, ale po prostu brakuje mu wszystkich informacji? W końcu po co i dlaczego Yavris budziłaby akurat jego? Po co w ogóle budzić ludzi, którzy mogliby zdechnąć w spokoju? Do czego oni byli jej potrzebni? I kim u licha była ta popieprzona kobieta?! Pirat podszedł do leżących przy rzece towarzyszy i westchnął potężnie. Leżeli razem w uścisku, kobieta była cała i oddychała niemal miarowo, jednak Łowca doznał poważnego urazu głowy. Kałuża krwi wokół czaszki nie powiększała się już, a zmywana była co chwila przez niespokojne fale rzeki. Nieubłaganie zbliżała się noc, zasnuwając niebo ciemnym płaszczem. Po chwili z nieba począł padać deszcz.



Dieter rozmawiał z Charlotte, w miejscu, które zdawało mu się, że zna. Była to gospoda, w której spędził parę chwil po turnieju odbywającym się w Imperium. Czuł wtedy pewną ulgę, a kiedy rozmawiał z dziewczyną, nawet radość. Ciepło ogarniało jego ciało, choć najbardziej głowę. Jego potylica lekko pulsowała, o co obwinił nadmierne spożycie alkoholu. Nie znał świata innego poza tym, w którym się znajdował. Nie pamiętał jednak twarzy, jakie go otaczały. Patrzył wokół i widział rozmazane twarze. Potrząsnął głową, jednak obraz wcale się nie wyostrzył. Za dużo wypił? Tak, to na pewno ten alkohol. Jedynie twarz Charlotte była wyraźna, a jej zielone tęczówki przypominały mu ciepło rodzinnego domu oraz spokój i bezpieczeństwo. Siedząc blisko niej czuł, jakby tylko dla niej tutaj był, nie dla monet, sławy czy z nudów; po prostu dla jej towarzystwa. Kiedy poczuł spływającą po skroni kroplę, przetarł ją rękawem, może lekko zawstydzony tym, że zaczął się pocić. Jednakże w każdej chwili czuł nowe krople, zimne, które uderzają o jego czoło, kości jarzmowe, a nawet spływają mu do oczu. Kiedy spojrzał w sufit, dostrzegł na nim ogromną, mokrą plamę, z której spadały krople prosto na jego twarz. Ognistowłosa kobieta jednak patrzyła na niego wielce zdziwiona, jakby nie zauważała tego samego. Zupełnie tak jakby mężczyzna miał omamy.

 
Nami jest teraz online  
Stary 06-08-2016, 02:16   #5
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7347 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację

Diego długo siedział na zimnej ziemi zastanawiając się co zrobić z nieprzytomnymi. Jego wyrażająca wyczerpanie i ból twarz nie wyrażała jakichkolwiek emocji poza tymi dwoma. Przenosił to wzrok z Dietera na Charlotte, to z Charlotte na Dietera, rozmyślając.
Cóż mógł teraz zrobić? Byli ciągle ścigani, a tych dwoje śniło w najlepsze. Musiał ich albo obudzić, albo zostawić na pastwę losu, ale czy na pewno by się zachował jak taki śmieć? Na pewno w pewien sposób wciąż zawdzięcza im swój żywot i zdrowe zmysły. Ale czy w tym momencie próba wybudzenia ich nie zmniejszy jego własnych szans na przetrwanie? Wciąż byli ścigani. Co jeśli te bestie, te kurewskie psy gończe, znalazły inną drogę do nich? Gdyby teraz uciekł, to być może by zdołał się znaleźć poza zasięgiem tego piekła, posługując się tą dwójką jako przynętą. On by mógł być wolny! Ale czy oni zasługiwali na taki los? Czy zasługiwali na to, by powrócić w tamto miejsce? Zadrżał na całym ciele i znów powrócił myślami do nieprzytomnej pary.
Przyjrzał się pięknej kobiecie leżącej przed nim tak bezbronnie, bez jakiejkolwiek świadomości. Mógł po prostu pociągnąć ją na bok, zaspokoić swoje żądze, sprawiając jej tym samym dodatkowych cierpień, a później po prostu porzucić ich oboje jak zbędny balast i pójść w swoją stronę. Ale czy nie upodobniłby się wtedy do tych, którzy ich ścigają? Straciłby wszystko, o co teraz walczy. Choć mógłby zyskać wolność fizyczną, to wciąż swym duchowym dupskiem by siedział w tym wszechobecnym gównie.
Warknął głośno, gdy poczuł suchość w gardle. Odkorkował butelkę gorzały niesionej ze sobą i upił dwa łyki. Skrzywił się jak nigdy wcześniej. Chlanie na pusty od kilku dni żołądek to prawie jak podpisanie na siebie wyroku upicia się… ale ta chwila zapomnienia mogłaby być zbawienna dla jego udręczonego umysłu. Wziął kolejny potężny haust, odłożył naczynie i zaczął się zastanawiać nad tym, jak obudzić tą dwójkę.
Potrząsanie nimi ile sił w osłabionych przyniosło efekt w postaci bardziej krwawiącej rany Dietera, czyli mniej niż żaden. Można to porównać z alkoholem mającym mniej procentów niż zero. Diego by normalnie parsknął śmiechem w tym momencie, ale do śmiechu wcale mu nie było. Spojrzał więc na swoją wierną butelkę z alkoholem, chyba jedynego obiektu, który go teraz rozumiał, i upił kolejne kilka dużych łyków. Czuł jak beznadziejnej jakości ciecz pali mu gardło, pozostawiając w ustach nieprzyjemny posmak. No cóż… kto robi alkohol na odludziu?
A tak by się napił teraz rumu…
Po wylaniu wody z butelki mającej w sobie wcześniej jakieś tanie whisky czy coś, to była prawdopodobnie najgorsza procentowa ciecz jaką morza widziały, nic się nie stało.
- Kurwa - mruknął pod nosem ze zniecierpliwieniem i usiadł znów na tyłku zastanawiając się co robić.
“Fatum”... Ta głupia suka… Może wreszcie jej brednie się na coś przydadzą. Wymierzył solidny cios prosto w kratkę piersiową Dietera. Połowiczny sukces - zareagował na ból… ale nic poza tym.
- Kurwa! - powiedział już głośniej i bez żadnej zbędnej delikatności wziął kobietę na ramię jak worek ziemniaków, trochę zaskoczony jej lekkością, poszedł do wody i rzucił ją w strumień. Oszołomiona Charlotte poczęła się topić. Pierwsze nerwowe ruchy rąk na wodzie, ktore tak naprawdę jedynie rozchlapywaly ją na boki, mialy niby uchronic przed pojsciem na dno. Prawda jednak byla taka, ze kobiecy tylek juz szorowal po piaszczystym dnie, a poziom wody nie przekraczal linii jej piersi. Dopiero po chwili do spanikowanej kobiety dotarlo, ze nic jej nie zagraża. Zrozumiała tez, skad zna Dietera. Zerwala sie na rowne nogi, chwiejac sie przy tym i spojrzala najpierw na Pirata, a potem na Łowce.
- On żyje? Ucieklismy im? - wydusiła z siebie chwytając w płuca łapczywie powietrze.
Spojrzenie, jakim obdarzył kobietę Diego, było raczej aprobujące, jednak pomimo tego jak to mogło wyglądać mężczyzna był zadowolony. Udało mu się kogoś obudzić, to jeszcze od razu wyrwała się ona z marazmu snu, a być może koszmaru, w którym się znaleźli po upadku. Była to umiejętność ceniona przez młodego pirata, choć trudno mu było określić czy na pewnie nie objawiła się ona przypadkiem po prostu z powodu wrzucenia do wody.
Z drugiej strony ciągły strach wyostrzał instynkty zastępujące racjonalne myślenie. Ciągle torturowany człowiek tracił ostatnie cząstki swojego człowieczeństwa, starał się zwierzęciem. Nigdy nie sądził, że doświadczy kiedyś tego samego, co czynił jeńcom pokładowym na swoim okręcie. Chyba jedynie siła woli pozwoliła mu to wszystko przeżyć bez całkowitego zatracenia własnego ja. Mimo wszystko zerkał dookoła siebie tak, jakby obawiał się niebezpieczeństwa. I słusznie, bowiem ciągle byli ścigani.
Wilk wbił swój wzrok na Dietera obserwując go przez chwilę, po czym przeniósł go znów na kobietę. Niemal natychmiast pojawił się w nich cień współczucia, gdy przypomniał sobie co te bestie robiły z takimi jak ona. Nie sądził, że kiedykolwiek jeszcze komuś będzie współczuł, uważał to uczucie za słabość, której koniecznie trzeba było się pozbyć.
~ Popatrzcie cóż odwiedziny w piekle potrafią z człowiekiem zrobić ~ pomyślał z przekąsem i skrzywił się, gdy poczuł ból w swoim ciele... I niemal znów dostał odruchu wymiotnego po wypiciu takiej porcji beznadziejnego alkoholu.
- Żyje - powiedział jej po wzięciu dwóch głębszych wdechów - A czy uciekliśmy... Nie jestem przekonany. Pewnie będą nas ścigać po sam kres.
- Jak się czujesz? - te słowa niezbyt łatwo przeszły mu przez gardło, co było niemal słychać.
Charlotte podeszła do nieprzytomnego, nie zważając na swój przemoczony ubiór. Biorąc pod uwagę wzbierającą ulewę, prędzej czy później i tak doprowadzony by został do podobnego stanu. Ukucnęła nad Dieterem i przeczesała jego włosy przy czole, a następnie obejrzała ranę głowy
- Ja? - odpowiedziała pytaniem, nie będąc pewną, czy aby na pewno jej samopoczucie jest tak wielce istotne - Chyba… Nie wiem. Bywało lepiej - posmutniała momentalnie, spuszając głowę w dół. Mokre, rude kosmyki włosów, kleiły się do jej czoła, policzków i obnażonej szyi. Kobieta Badawczo rozejrzała się po okolicy
- Może przeniesiemy się tam - wskazała palcem zacienione miejsce pod skałą
- Półka skalna wystaje, tworząc niewielki daszek, który osłoni nas przed deszczem. Być może zdołamy też obudzić Dietera… Opatrzyć rany… Umiesz trochę leczyć? - spytała jakby z nadzieją w głosie, próbując podnieść Łowce choćby do wpół siadu. Jej próby, zważywszy na siłę kobiety, wyglądały naprawdę żałośnie i przykro. Jak słaba, poraniona istota, próbująca ochronić swoje potomstwo przed śmiercią, choć jej los i tak był przesądzony.
Na błagalne pytanie kobiety bosman pokręcił jedynie głową. Nigdy nie przejmował się czymś takim jak zdolności leczenia. W końcu cyrulik pokładowy robił to za niego. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości, gdy ta tak bardzo przejmowała się Dieterem. Jego osobą, choć był pewnego rodzaju postrachem na morzu północnym, nie za bardzo się przejmowano. Zdarzało się nawet, że traktowano go z pogardą, za co pewien medyk zapłacił za to życiem. Łamaga nie umiał pływać. Przynajmniej przez chwilę miał olbrzymią sumę pieniędzy.
Urocze.
Podchodząc do mężczyzny odrzucił od siebie te uczucia. Nie było teraz na nie czasu. Przerzucił sobie go przez ramię z zadziwiającą łatwością i przeniósł go we wskazane przez Charlotte miejsce.
Schowani przed ulewą i nocą, czekali na nowy dzień. Czujni, jak na szpilkach, przerażeni i niepewni dalszej przyszłości. Opiekująca się Dieterem ognistowłosa kobieta, sprawiła w końcu, że ten się obudził. A być może powód pobudki był inny niż jej troska i próba pomocy? Nie mniej jednak, byli znowu razem, rozpoznawali się i mogli na siebie liczyć. Ponownie musieli zmierzyć się z tym, co przyniesie kolejny dzień, a być może i noc.

 
Flamedancer jest offline  
Stary 06-08-2016, 13:04   #6
Konto usunięte
 
Warlock's Avatar
 
Reputacja: 26838 Warlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputacjęWarlock ma wspaniałą reputację

Kiedy kufel wylądował na blacie, Dieter poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Mam dziwne wrażenie, że skądś się już znamy - kobiecy, kuszący głos dobiegł zza jego pleców, a już chwilę po tym, Charlotte siedziała obok niego. Jej zielone oczy lustrowały go badawczo, zaś pełne usta przywitały miłym uśmiechem.
Na widok tak okazałego piękna, które z własnej woli zechciało zająć miejsce tuż obok niego, Dieter wciągnął powietrze ze świstem, nie mogąc tym samym znaleźć odpowiednich słów. Jego smutne, wilcze oczy pobłądziły szaleńczo po sali, omiatając szybkim spojrzeniem otaczającego go twarze, jakby szukał na ich zakazanych obliczach wytłumaczenia niekomfortowej sytuacji w jakiej się znalazł, bowiem przez chwilę myślał, że to czyiś idiotyczny wygłup, lecz nie mogąc znaleźć choćby cienia odpowiedzi, szybko dał za wygraną i cicho chrząknął, aby oczyścić gardło.
- Być może byłaś świadkiem turnieju strzelectwa, w którym brałem wcześniej udział - odparł, uśmiechając się lekko w odpowiedzi. Chciał jeszcze dodać, że był zwycięzcą owego zmagania, lecz powstrzymał się od przechwałek przy tak onieśmielającej damie. - Zwę się Dieter Dashauer i nie pochodzę stąd - dodał po chwili już nieco bardziej pewnym siebie tonem głosu.
Kobieta uśmiechnęła się nieco szerzej, sprawiała wrażenie miłej dziewczyny. Zakryła się zwiewnym materiałem lekkiego płaszcza, zawiązując go w talii, tym samym pozostawiając na widoku jedynie krągłe piersi oraz zgrabne nogi.
- Charlotte z Bretonii - podała mu dłoń stroną grzbietową zwróconą ku górze. Zdawało się, że w sobie zdecydowanie więcej manier i etykiety, niż wszyscy zebrani razem wzięci.
- Długą i ciężką drogę przebyłam, aby być tam, gdzie jestem - dodała ze spokojem, zamawiając butelkę drogiego, czerwonego wina.
- Może napijesz się ze mną? Tak dla towarzystwa. Nie wydaje mi się co prawda, bym widziała cie w turnieju, ale jeśli odświeżysz swój udział w mojej pamięci, to może faktycznie uda się zaspokoić ukrytą tutaj ciekawość - z uśmiechem przytknęła palec do swojej skroni, jakby sugerując ukryte i zamglone tam wspomnienia. Gospodarz nalał wina do czystego szkła, zaś Charlotte podziękowała mu skinieniem głowy. Mimo uśmiechu, Dieter był pewien, że coś ją trapi. Nie planowała jednak tego ukazywać.
Dieter skinął głową na propozycję Charlotte, a następnie sięgnął po swój kufel i uniósł go przed siebie jak do toastu, a po tym upił nieco i odłożył go z powrotem na ladę. Mężczyzna zlizał pianę, która zostawiła swój ślad na kącikach ust, po czym uśmiechnął się szerzej, choć w jego grymasie było coś nieodgadnionego.
- Rzadko się zdarza by ktoś bezinteresownie chciał dotrzymywać mi towarzystwa. Właściwie… to się jeszcze nie wydarzyło, Charlotte - powiedział, spojrzawszy na piękną kobietę swoimi smutnymi, wilczymi oczami. Onieśmielała go wciąż, choć bursztynowy płyn, który przed chwilą wlał sobie do gardła nieco bardziej rozluźnił mu język.
- Coś cię trapi? - Zapytał.
- Chciałam żebyś przypomniał mi w jakich konkurencjach odniosłeś zwycięstwo, bo może i faktycznie to stąd kojarzę twarz. Choć, może wyda się to dziwne, ale jestem święcie przekonana, że znamy się skądinąd - kobieta upiła łyk wina i przeniosła wzrok w kierunku sali pełnej ludzi. Zaśmiała się krótko pod nosem
- To ciekawe, ile spojrzeń nagle na tobie spoczęło, chyba całą salę zaciekawiłeś - zaśmiała się powróciwszy spojrzeniem zielonych oczu na Dietera i westchnęła jakby ze zmęczenia.
- Zaiste, nigdy za tym nie przepadałem, choć to nieodłączny element mojego zawodu - odparł Dieter, unikając pokusy rozejrzenia się wokół. Mimowolnie czuł na sobie ciężar wścibskich spojrzeń klientów karczmy.
- Jestem strzelcem, można by rzec; zawodowym. Biorę udział w turniejach, gdzie zgarniam nagrody. Mam też robotę na drugi etat, ale ta nie jest na tyle ciekawa, aby móc o niej mówić - dodał po chwili, po czym spojrzał w głębie jej zielonych oczu, zakochując się w nich jak każdy śmiertelnik, który wcześniej w nie spoglądał.
Charlotte uśmiechnęła się krótko, jakby dając znać, że wysłuchała jego odpowiedzi i nie wywołała ona w niej odrazy. Kobieta ciągle i bez przerwy przyglądała mu się uważnie, badając każdą bruzdę i zmarszczę na jego twarzy oraz wyczytując emocje ze smutnych, szarych oczu.
- Nie widziałam, przykro mi - odparła w końcu, a jej uśmiech poszerzył się nieznacznie, w przyjemnym, kobiecym tonie.
- A mimo to cię znam. Uznasz mnie może za bajarza, jednakże jestem prawie pewna, że już widziałam to spojrzenie. Jakbym spadała w przepaść, a gdy spojrzałam przed siebie, ujrzałam szarość tęczówek. A potem ciemność. Być może to sen, a może po prostu za dużo wypiłam przed wyjściem na scenę. Być może również zwyczajnie mi się miesza - zaśmiała się szczerze, a jej spojrzenie spoczęło na kieliszku wina.
- Cóż, pewnie więc nie masz już ochoty słuchać roznegliżowanej wariatki - dodała z równym rozbawieniem, dopijając kieliszek.
Dieter z zainteresowaniem wsłuchiwał się w słowa kobiety, a gdy ta skończyła mówić, zapewnił ją, że nie stracił ochoty na dalszą rozmowę.
- Ależ skąd - odparł, po czym upił trochę swojego trunku. Nie spuszczał przy tym urzeczonego spojrzenia z kobiety, która w jego oczach była najbardziej niezwykłym stworzeniem jakie poznał w swoim życiu. Uśmiechnął się lekko, po czym kontynuował:
- To interesujące to co mówisz, ale ja z całą pewnością nigdy wcześniej ciebie nie spotkałem. Nie przeoczyłbym tak pięknej istoty, więc może był to proroczy sen.
- Albo nieprzyjemny koszmar - poprawiła go z lekkim uśmiechem, jednak szybko się zreflektowała
- To znaczy, nie zrozum mnie źle, to nie tak, że spotkanie ciebie miałoby zepsuć mi dzień i nastrój, po prostu to wspomnienie nie wydaje mi się być niczym miłym. To było coś złego - wyjaśniła z cichym westchnięciem i machnęła ręką, aby gospodarz dolał jej więcej wina. Ujęła w zgrabne palce nóżkę naczynia a jej uśmiech nieznacznie się poszerzył. Kiedy poruszyła się na stołku, aby zbliżyć się do niego, Dieter wyczuł woń słodkiej czekolady, jaka otoczyła jej blade, ponętne ciało. Był to przyjemny zapach, który z przyjemnością wciągnął przez nozdrza.
- Ale chyba nie będziesz moim zgubieniem lub fatum, prawda? - Zaśmiała się żartobliwie spoglądając na niego. Postanowiła nie powracać już do tematu i nie ośmieszać się bardziej, ta dyskusja nie rozwiązywała żadnej zagadki. Wtedy też dostrzegła dziwne zachowanie Dietera. Ten widział i czuł spływające na swoją twarz krople, które skapywały z sufitu, Charlotte natomiast nie dostrzegła żadnej wody. Przechyliła głowę w bok, jak ciekawski szczeniak, obserwując nerwowe rozglądanie się mężczyzny i przecieranie czoła, jakby coś na nim siadło.
- Wszystko w porządku? - Spytała zatroskana, ściągając brwi i nie odrywając od niego wzroku.
- Co u… - Dieter spojrzał ku górze, wprost na przeciekający strop, a przynajmniej tak to w jego oczach wyglądało, po czym przeniósł zagubione spojrzenie na kobietę, która wydawała się nie zwracać uwagi na krople, które skapywały z sufitu wprost na jego twarz. Zmrużył oczy, przyglądając się jej z dociekliwością.
- Ty tego nie widzisz? - Zapytał kompletnie zgubiony z tropu. - Strop przecieka. Ktoś chyba urządził sobie tam niezłą kąpiel - powiedział, po czym szybko odsunął się nieco w bok i zmienił temat. Mimo to zaciekawione i zdziwiona kobieta, zaczęła patrzeć w górę. Jej brwi uniosły się z niezrozumienia.
- Jeśli nie jesteś… - chrząknął, aby pozbyć się chrypki, która wdarła się mu do gardła. - Jeśli nie jesteś okrutnym zbrodniarzem za głowę, którego wystawiono list gończy to nie musisz się niczego obawiać - odpowiedział żartobliwie na jej pytanie.
Spojrzała ponownie na niego, choć jej wzrok błądził czasem od twarzy do sufity, w poszukiwaniu odpowiedzi na zagadkowe zachowanie. Mimo ogromnych starań, nic jednak nie dojrzała.
- Na pewno nie jestem tego pewna - odparła w zadumie, a kiedy Dieter zamrugał zmęczonymi oczami, po ich otwarciu nie było już śladu po Charlotte.
Mężczyźnie mogło się wydawać, że to była zjawa, piękna kobieta, która normalnie by do niego nie podeszła, a tutaj jednak to uczyniła. Czy to nie było dziwne? Jego twarz stawała się coraz bardziej mokra, a do głowy uderzyło gorąco, kumulujące się punktowo w okolicy potylicznej czaszki. W jeden sekundzie gwar karczmy ustąpił ciszy i spokoju, tak jakby wszyscy goście się rozpłynęli, pozostawiając po sobie jedynie bałagan i wspomnienia wcześniejszego ucztowania.
Usta otworzyły się w niemym krzyku, który nie wydobył się z jego gardła. Dieter czuł się jakby wylądował w zimnej wodzie, a potem został ponownie wyłowiony. Odczuwał przenikliwy ból przy każdym oddechu i jeszcze silniejszy gdzieś z tyłu głowy, lecz mimo cierpienia nie mógł zapomnieć twarzy Charlotte. Zamknął oczy, nie spodziewając się prędko ich otworzyć - jeśli w ogóle.


Chwila ta przedłużyła się w nieskończoność. Ciemność migała rożnymi swymi odcieniami, pojawiając się jak krótkotrwałe błyski plam. Nie układały się w specjalny kształt, który dałoby się jakkolwiek określić. Czuł szarpanie, ból, rwanie oraz przenikliwe zimno. Przez chwilę wydawało mu się, że to jest koniec. Czy tak wygląda śmierć? Pogodzenie nadeszło szybko, jednak równie błyskawicznie do nozdrzy doszedł znajomy zapach słodkiej czekolady. Charlotte? Dieter chciał jak najszybciej otworzyć oczy, uciec z pożerającej go ciemności.
- Dieter? - Jej znajomy głos niczym świetlny przewodnik wyciągnął go w górę, z powrotem na wierzch.
- Obudź się, Dieter, proszę - zapach nasilał się, mieszając z wonią mokrego ciała i włosów. W końcu mężczyzna otworzył oczy.
- Co się ze mną stało? - Powiedział na głos Dieter, jeszcze bardziej zachrypniętym głosem niż w karczmie. Chciał się podnieść i niemalże mu się to udało, lecz mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Zamiast tego sięgnął ręką w stronę swojej głowy i wymacał piekący go punkt z tyłu czaszki. Natychmiast cofnął rękę i jęknął: - Au…
Każdy, choćby najmniejszy ruch, sprawiał mu cierpienie, które wzmagało się z każdą chwilą, która upłynęła od momentu odzyskania świadomości.
- Charlotte… - wysapał z trudem.
- Co mi się stało? - Zapytał raz jeszcze, tym razem łamiącym się głosem, jakby obawiał się odpowiedzi.
- Spadliśmy z klifu, straciliśmy przytomność od upadku, mieliśmy jakieś koszmary, obudziliśmy się tutaj... A raczej ja was obudziłem. Tak w skrócie wyjaśniając - odparł mu Diego po uporaniu się z kolejną falą mdłości, gdy sobie przypomniał o tym, co niejaka Yavris mu zrobiła. Nie obejrzał się nawet na niego, wolał patrzeć przed siebie na wypadek, gdyby ich odnaleźli.
- A kimże, kurwa, jesteś i o czym ty do mnie pierdolisz? - Zapytał wyraźnie zbity z tropu strzelec. Próbował podnieść się do pozycji siedzącej i tym razem mu się to udało. Rozejrzał się po okolicy, nie kryjąc przy tym niedowierzania. To był sen, nie, to był jakiś koszmar!
- Przecież… przecież przed chwilą byłem w karczmie i sączyłem korzenne piwo… - powiedział głosem dziecka, któremu zabrano przed chwilą jego ulubioną zabawkę.
- Widzę, żeś głupi jak przeciętny majtek z mojego statku - wzruszył ramionami wyraźnie niezainteresowany mętami umysłu swego rozmówcy.
- Jak ruszysz tym swoim łbem, to sobie przypomnisz - rzekł ostro nawet się mu nie przyglądając.
- Rusz swoim łbem - powtórzył strzelec, przedrzeźniając głos pirata. - Łatwo powiedzieć komuś kto nie przypierdolił głową o półkę skalną - Dieter obdarzył przenikliwym spojrzeniem mężczyznę, lecz już nic więcej nie powiedział. Zamiast tego skupił się na swoim najbliższym otoczeniu. Jego bystry wzrok dostrzegł las, a tuż przed nim szeroką rzekę, która w jego oczach wydawała się nie do pokonania. Przed nią nie było żadnych drzew, a więc niczego co mogłoby ułatwić im przeprawę. Poza tym, teraz i tak było na to za późno.

Dieter odwrócił głowę i spojrzał w stronę siedzącego obok pirata. Podszedł do niego i rzucił mu zwiniętą linę pod nogi. - Mam nadzieję, że potrafisz pływać - powiedział uśmiechając się do niego cynicznie.
- O świcie spróbujemy przedrzeć się na drugą stronę. Zostaniesz obwiązany liną, aby nie porwał ciebie nurt rzeczny, a gdy już dostaniesz się na drugą stronę to przywiążesz ją do pnia drzewa, a wtedy my przedostaniemy się przez rzekę. Pod osłoną drzew powinniśmy być bardziej bezpieczni. Tu jesteśmy widoczni jak na otwartej dłoni.
 
Warlock jest offline  
Stary 07-08-2016, 12:35   #7
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 33083 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację


Noc była zimna i nieprzyjemna, a głodne brzuchy uciekinierów dawały o sobie znać głośnymi burknięciami. Każdy odczuwał ból w trzewiach, co też przekładało się na obniżoną czujność i gotowość do ewentualnej obrony. Deszcz nie ustawał, a wręcz się wzmagał. Woda w rzece szalała, chlustając swymi falami niemal pod nogi zagubionych ludzi. Nie pozostało im nic innego, niż wspólne ogrzewanie się. Nie było to o tyle takie złe, iż nie czuli do siebie wstrętu ni odrazy. Łączyło ich cierpienie i katusze, jakie przeżywali przez ponad tydzień w zamkniętym mieście, do którego jedynie dzień w dzień dowożono nowe ofiary, podobne im. Wyrzucane przez rzekę skorupiaki nadawały się do spożycia, mimo smrodu i małej ilości mięsa. Nim trójka zasnęła, zdążyli znaleźć takich parę, choć nie mogli uznać, że się najedli.
Nie mieli pojęcia, kiedy nadszedł świt, gdyż słońce wcale nie wschodziło. Było jaśniej niż nocą, chociaż wciąż świat zanurzony był w mroku. Gęste, szare chmury, kłębiły się wysoko na niebie, przypominając chmarę cuchnącego dymu, wydobywającego się ze spalonej metropolii. Mimo skojarzenia, w powietrzu nie wyczuli żadnego swądu. Zmęczenie ich zmniejszyło się nieznacznie, a poranione ciało bolało mniej. Choć w nadwyrężonych kończynach wciąż odczuwali ucisk świadczący o uszkodzeniu, dawali radę ignorować ból i próbować dalej funkcjonować.


Rano Dieter spróbował postąpić wedle planu, choć w świetle nocy rzeka wydawała mu się być mniej szeroka, niż teraz się okazało. Obwiązali Diego wokół pasa liną, a ten wszedł do wody. Spad rzeki był stopniowy, ledwie stracił grunt pod nogami, kiedy długość liny dobiegła końca. Jedyne co to oznaczało, to to, że rzeka po dziesięciu metrach zaczyna być na tyle głęboka, że nie potrafiący pływać się utopią. Pirat zawrócił, gdyż nie było sensu dalszej podróży. Tym bardziej, że basen naprawdę był spory i pokonanie go wpław zajęłoby Żeglarzowi dobre dwadzieścia minut, wliczając w to oczywiście odpoczynek gdzieś w jednej trzeciej drogi. Nie mieli innego wyboru, niż pójść wzdłuż rzeki i liczyć na to, że w pewnym momencie jej koryto będzie węższe i do przejścia.
Skupiony na pokonywaniu wody wpław, nie spostrzegł nadchodzącego niebezpieczeństwa, choć aktualnie nie on był jego najbliżej. Łowca jednak odwrócił się za siebie, słysząc głośne stąpanie i dostrzegł skaczące po skałach, obrzydliwe stwory z wielkimi paszczami wyposażonymi w ostre zębiska. Okrągłe istoty były już blisko, wystarczył ostatni sus, a obydwa zębacze byłyby już na terenie równym im, a nie wysoko w górach. Dieter puścił linę, wiedząc, że Diego da radę z powrotem na brzeg, po czym wyjął łuk i wycelował w najbliższego stwora. Strzała przeszyła powietrze, nie trafiając w skaczącego nieskoordynowanymi ruchami zębacza, jednak to nie zniechęciło Łowcy, który przygotował drugi pocisk. Charlotte automatycznie cofnęła się, stając gdzieś za mężczyzną.

 
Nami jest teraz online  
Stary 12-08-2016, 20:55   #8
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7347 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację
Świst przeszywającej powietrze strzały oraz nagłe oswobodzenie trzymającej go w wodzie asekuracyjnej liny zwrócił uwagę żeglarza. Wyjęte rodem z najdziwniejszych snów potwory przymierzały się do szarży na niego i jego towarzyszy, a w sumie tylko na tych drugich, ponieważ on był jeszcze w wodzie. Ze swoimi zdolnościami pływackimi mógłby dopłynąć na drugi brzeg używając ich jako ofiary dla dziwnych bestii. Prawdopodobnie by ich pożarły i nasycone udałyby się na spoczynek. Była to bardzo rozsądna opcja, ponieważ one raczej by rzeki nie przekroczyły, ale sens pozostawiania dwojga ludzi, z którymi przeżył aż do tego momentu, był wątpliwy.
- Ech, kurwa - sarknął pod nosem z wyraźnym niesmakiem, gdy uderzył dłonią w stronę przeciwnego brzegu, po czym zawrócił, by zarżnąć te szkarady i mieć z nimi spokój.
Stanąwszy na brzegu dobył dwóch długich mieczy jednosiecznych, Isabell i Elise. Obie miały proste rękojeści i ostrze ukształtowane na delikatny łuk kończący się na sztychu, a rozpoczynający się przy jelcu. Diego uśmiechnął się pod nosem na wspomnienia związane z tymi imionami. Isabell była młodą estalijską damą dworu, piękną kobietą o kruczoczarnych włosach i delikatnym figlarnym uśmiechu. Wśród zwykłych ludzi była cicha, ale w łóżku odzywał się w niej niezwykły ogień żądający za każdym razem coraz więcej. Spędził z nią wiele upojnych nocy ryzykując w ten sposób stracenie głowy, ale dla takiego klejnotu musiał zaryzykować. Jak widać nie zapłacił za swoje wybryki. Nie lepsza była Elise, a choć ta kobieta z Imperium nie była szlachcianką i nie była jakaś szczególnie piękna, to cechował ją niemały temperament oraz śmiałość zwinnej piratki wiedzącej co się mężczyznom podoba. Należała do załogi innego okrętu pirackiego pod komendą nienawidzonego przez niego kapitana uważanego przez wielu za skurwysyna, a noce w Azylu spędzali razem. Błędna decyzja tego piździelca sprawiła, że jego łajba poszła na dno, a cała załoga, włącznie z Elise, zginęła. Czy nazwał tak drugie ostrze z sentymentu? Aż by parsknął śmiechem, gdyby nie wyszczerzone ryje zębaczy.
- Ech, kurwa - powtórzył kolejny raz, co mogło brzmieć komicznie dla obserwatora, i zaszarżował na potwory. Strzały Dietera i Charlotte świszczały dookoła niego ryzykując trafieniem w jego plecy. Zębacze kłapały swoimi paszczami w pobliżu jego boków nie mogąc go trafić z powodu zręcznych uników bosmana. Jego zamachy same w sobie również nie przynosiły efektów. Bardziej się zasłaniał niż atakował. Walka jeden na dwie bestie, kiedy pozostali członkowie twojej drużyny szyją z łuków z dość przeciętną skutecznością nie należała do jego specjalności. Ogólnie byli z impasie. Jedyny plus tego był taki, że bestie obrywały strzałami, a w niego nikt nie strzelał.
Trochę się zmieniło chwilę później. Chyba w przypływie wściekłości po śmierci swego “przyjaciela” jeden zębacz rzucił się na niego chcąc połknąć mu łeb. Diego musiał się zasłonić przedramieniem… I rozległa się po jego ciele fala bólu. Wilk ujrzał jak zęby potwora zagłębiają się w jego rękę, chyba zbyt smaczną dla niego.
- Skurwysynie, zostaw mnie! - warknął wściekły i wykonał prosty pionowy zamach, który przeciął wroga na pół. Z jego wnętrza wylały się obrzydliwe flaki raczej niezbyt kojarzące się w jakikolwiek sposób z ludzkimi. Nawet smacznie nie wyglądały, a wszyscy byli wygłodzeni.
Odkopując truchło i próbując dłonią zatamować krew z ugryzionego przedramienia Diego znów podszedł do liny, zaczynając ją znów obwiązywać naokoło siebie.
- Chyba wolałbym spędzić resztę dnia na drugim brzegu niż tutaj. Jeszcze się okaże, że smród krwi zwabi tu większą ilość tych pokrak - powiedział swoim towarzyszom walcząc z grymasem bólu chcącym wyjść na jego twarz. Wolał zachować zawadiacką maskę przed Charlotte.
W końcu był nieustraszonym piratem.
 
Flamedancer jest offline  
Stary 17-08-2016, 21:59   #9
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 33083 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Tuż po walce jedynie Wilk odczuł na swojej skórze i mięsie własnego ciała, skutki ugryzienia wielkich szczęk bestii. Przepołowione jedno z trucheł brodziło w zastraszającej ilości krwi, a wystrzelone z wnętrza jelita i organy, dawały obraz wywołujący wymioty. Na szczęście żeglarz niejedno w życiu już widział i choć lekko ścisnęło go w żołądku, to bardziej skupił się na sukcesie zwycięstwa oraz własnej ranie. Wróciwszy do towarzyszy nie ukazał jednak powagi swojego stanu. Maska, którą przywdział, była wystarczająco realna i przekonująca, aby towarzysze nie starali się użalać nad Piratem, który samodzielnie, choć byle jak, opatrzył sobie rękę. Z dziur po głęboko wbitych zębach wciąż sączyła się ciemna krew, jednak nie wypływała obficie.


Razem ruszyli wzdłuż suchego brzegu, szukając zwężenia rzeki lub miejsca, w którym ta by się rozwidlała. Nie mogli teraz przepłynąć w jej poprzek, gdyż ryzyko utonięcia, porwania przez prąd lub zostania zeżartym przez nieznane, morskie bestie, było zdecydowanie zbyt wysokie. Ryzyko niewarte świeczki. Dzisiejszy dzień był szary, pochmurny i mglisty. Nie potrafili dostrzec choćby promyka słońca, a oświetlenie terenu było jak w deszczowe popołudnie. Wszechobecny chłód wiatru otaczał ich jedynie jak mgiełka i nie do końca świeży powiew, gdyż wciąż w powietrzu unosił się swąd palonego, starego mięsa. Długo maszerowali, nim uznali, że koryto rzeczne jest w końcu wystarczająco wąskie, aby się przez nie przedostać. W dodatku wyłaniające się spod tafli, ogromne kamienie, ułatwiały jedynie sprawę bardziej zręcznym osobom. Pierwsze próby jednak nikomu nie wyszły na dobre. Charlotte poślizgnęła się na kamieniu i wpadła do wody, na szczęście obwiązana wokół talii lina oraz silne i troskliwe ręce Dietera, szybko wydostały ją na brzeg. Nie lepiej mieli się mężczyźni, którzy również musieli zawrócić, nie zdążając przemierzyć nawet połowy dystansu. Mimo to nikt z nich się nie poddawał. Dieter wreszcie przedostał się, choć okupił to dużym wysiłkiem mięśni, a jego ubranie było przemoczone do nici. Charlotte również udało się przeskoczyć, a drugą część przepłynąć, z powodu braku innej alternatywy. Jedynie Diego miał większe problemy, a wszystko przez bolącą rękę. Materiał jego prowizorycznego opatrunku zdążył nie tylko przesiąknąć krwią, ale teraz również się zmoczył w niezbyt czystej, mętnej wodzie. Miał wrażenie, że woń jego krwi niesie się po wodzie, której fale nagle się wzmogły. Oczekiwał i obawiał się najgorszego.
- Diego, dasz radę! Jeszcze trochę! - dopingowała go rudowłosa, podrzucając linę najbliżej niego, jak tylko mogła, jednak do jej chwycenia brakowało jeszcze kawałka drogi. Woda stawała się niespokojna, a pod nią dostrzegał poruszający się cień.


Wyobraźnia potrafi czasami być bardziej niebezpieczna, od nadchodzącej rzeczywistości. Spod wody nie wyłoniła się żadna bestia, nikt nie został zaatakowany, a podróżnym udało dostać się na drugi brzeg. Rana Diega wymagała ponownego opatrzenia, ale tym już zajęła się Charlotte, która darła kawałki swojej długiej do kostek sukni, tłumacząc, że przecież nim zedrze ją do ud, materiału wystarczy na długi czas i szkoda niszczyć inne części garderoby.
Powiadają, że strach ma wielkie oczy. W tej chwili, największe miała trójka samotników, która wstępowała na podmokłe, leśne tereny po raz pierwszy w swym życiu. Najbardziej było to widać po rudowłosej kobiecie, która nerwowo rozglądała się na wszystkie strony. Diego stąpał dumnie, podnosząc wysoko nogi, aby uniknąć potknięcia się o wystający korzeń bądź inną przeszkodę, choć czasami zdarzało mu się nie dostrzec samotnej gałęzi. Dieter jednak szedł ostrożnie, sprawnie i w miarę szybko. Mimo iż szło mu najlepiej, nie omieszkiwał zatrzymywać się na chwilę, aby zerknąć na towarzyszy. Gęste korony uniemożliwiały już ocenę pory dnia, choć według ich mniemania, jasność wcale się nie zmieniała, bynajmniej. Utrzymywała się na stałym, średnim poziomie natężenia, wciąż było szaro i niemrawo.
W końcu zatrzymali się gwałtownie. Najpierw łowca, a potem pozostała dwójka, jakby pytająco patrząc na mężczyznę. Ten jednak nic nie powiedział, a wręcz nie musiał. Przed nimi, w odległości około ponad dziesięciu metrów, szedł tuzin wysokich stworów, których nie potrafili zidentyfikować poprzez chaszcze i mgłę utrudniającą spostrzeganie na większe odległości. Bestie jednak przecinały tylko trasę, jaką zmierzali, nie szły wprost na nich, więc była wysoka szansa na uniknięcie potyczki. Zależy tylko, czy trójka zagubionych tego właśnie chciała?
Stojąc na grząskim gruncie, czuli i widzieli, masę robaków przypominających glisty, które wiły się gęsto na ich obuwiu. Małe meszki nieznośne latały przed ich twarzami, drażniąc nozdrza poprzez przesiadywanie w okolicy nosa, zaś odór gówna, jaki zaczął docierać do ich zmysłu węchu, jedynie pogarszał sprawę.






 
Nami jest teraz online  
Stary 23-08-2016, 14:58   #10
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 7347 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację

Diego… nienawidził bagien.
Nie, nigdy na żadnych nie bywał, ale wystarczająco dużo opowieści nasłuchał się w odwiedzanych portowych karczmach. Ten zaginął na bagnie, tego coś pożarło, tamten wrócił, ale zachorował i umarł, jakieś dzieci łaziły w pobliżu bagien i już ich nikt nie odnalazł… No cóż. Udają się na nie jedynie szaleńcy szukający odosobnienia oraz desperacji pragnący coś zarobić. Bo co można na nich znaleźć? Nic ciekawego - nie licząc możliwości odnalezienia własnej zguby. Z drugiej strony to samo można było powiedzieć o morzu, ale tam przynajmniej można było się wzbogacić. Pomimo pewności w jego kroku - wcale nie był zbyt pewny swoich sił.
Pirat właśnie przekonywał się na własnej skórze dlaczego nigdy nie chciał odwiedzać moczar. Glisty, robale, mrówki, przyćmione światło, smród… i to coś, co właśnie łaziło daleko przed nimi. Otoczona przez materiał należącej do Charlotte sukni rana po ugryzieniu zębacza przez to wszystko zdawała się piec tak, jakby łaził w niej jakiś gąszcz insektów. Wilk mimowolnie skrzywił się na samą myśl o takiej możliwości. “Doskonale”, pomyślał, gdy przyglądał się stworom. “Więcej was matka nie miała?”, dodał sobie w myślach nawet nie siląc się na ironiczny ton, bo autentycznie mu się to nie podobało.
Jego krótka analiza zagrożenia pozwoliła ocenić, że raczej nie mają szans walczyć w grząskim terenie z taką grupą, czego nie omieszkał przekazać swoim towarzyszom sceptycznym spojrzeniem. Pokręcił nosem, gdy znów wciągnął śmierdzące powietrze i niemal zaklął, kiedy absurdalnie duża ilość meszek zaczęła się zbierać naokoło nich.
Wiedział, że im dłużej zostaną w miejscu, tym gorzej będzie dla nich.
Zgrzytnął cicho zębami na myśl o ponownym powrocie na to opuszczone przez bogów zadupie. Przeklinał pod nosem imię Yavris w trzech językach, każdym kolejnym obfitującym w większą ilość przekleństw. Wolał już zostać w tym śnie niż wracać w to miejsce… I przez to wszystko znów sobie przypomniał, jak ta kobieta rozpruła mu trzewia. Aż poczuł chwilowe mdłości, ale zdołał je przegonić po krótkiej chwili.
Zaczął się więc wycofywać chcąc wykorzystać zasłonę bagiennych oparów i listowia na swoją korzyść. Miał zamiar w pewnym momencie skręcić w inną stronę, by obejść to miejsce jak najszerszym łukiem.

 
__________________
W planach: [Starfinder RPG] ASF Vanguard: Tam gdzie oczy poniosą.
Flamedancer jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166