Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 19-09-2016, 12:51   #21
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 33947 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Gaspard skulony w siodle jechał na końcu. Cały czas zerkając na pasażerkę. Nie wierzył w takie sytuacje.
Szli śladem kopytnonogiego a tu ta pannica się trafiła. To nie było przypadkowe. Jak Morra kocha, nie spuści z niej oka póki nie znajdą się w bezpiecznym miejscu.

* * *

Wjechali do wioski. Było już po zmroku i raczej wszyscy już spali lub ich obserwowali.
- Ciekawe czego się obawiają wieszając te zioła na drzwiach.- Zwrócił się do Hauga. Pewnie Wampira się boją. W sąsiedztwie Sylvanii ta wiocha stała i było to całkiem normalne. Bludger wrócił wzrokiem na dziewczynę, która z nimi podróżowała.

W stajni zostawili wierzchowce młodzianowi, któremu łowca wręczył pensa. Wziął rynsztunek by go wysuszyć i mieć pod ręką. Weszli do gospody. Od razu uderzył go podmuch ciepłego powietrza. Od razu uśmiechnął się czując, że będzie ciepło i gościnnie. Strawa pachniała wybornie. Spotęgowane to było całym dniem w drodze na mrozie. Ciepłe jedzenie rozgrzeje kiszki i będzie mu wreszcie przyjemnie. Cieszył się, że tu nocują a nie w stanicy. Normalne jadło a nie wojskowy wikt.

- Zastanawia mnie tylko czemu tak łypie na tą dziewkę. Czy ją zna?- Gaspard odpowiedział Aldricowi.
- Trza się dopytać co wie. A tym czasem zamówmy.- Poklepał po plecach towarzysza i zamówił to co on.
Siedząc cały czas obserwował młodą i Myszkę. Ciekaw był czy skosztuje jabłko. Wampiry potrafiły dla pozoru jeść jak słyszał, ale może coś przyuważy.

Kiedy Marco zaczął wypytywać karczmarza Gaspard zainteresował się odpowiedziami. Liczył, że czegoś się dowie ciekawego.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 19-09-2016 o 14:30.
Hakon jest offline  
Stary 21-09-2016, 19:47   #22
Miły Młody Człowiek
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 9520 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
Kaznodzieje bardzo często lubili w swoich kazaniach przywoływać postacie, które pomimo tego, iż przez lata swego życia charakteryzowały się jakąś, niemiłą zdaniem danego kapłana cechą, to na skutek boskiej interwencji w pewnym momencie odmieniali w pełni swe zachowanie i czy to ze względu na odnalezioną w sobie wiarę, czy też na boski przymus, stawali się zupełnie innymi ludźmi. Haug nie wiedział, czy Kaspar Götz doświadczył niebiańskiej wizji, miał jednak pewność, że taka wychwalana przez duchownych odmiana duszy nie zawsze była tak dobra, na jaką ją kreowano. Ich dowódca był tego doskonałym przykładem. Gdybyby pozostał tym, za kogo miała go kadra dowódcza, a więc osobą olewającą rozkazy, zrobiłby to, co każdy rozsądny człowiek w tej chwili, czyli posłuchał kaprala, Storma oraz Myszy i zorientował się, skąd się tu wzięła mała. Miałby w dupie rozkazy i związał dziewczynkę dla pewności. Nawet dla własnego bezpieczeństwa. Baumann miał teorię, że Götz zwyczajnie na stare lata do reszty zestrachał się kolejnych konsekwencji ze strony wyżej postawionych oficerów.

Może się mylił, a jego przełożony po prostu bardziej bał się zmarzniętej dupy o upiórów oraz zmór nawiedzających stirlandzkie lasy. W sumie to nie miało znaczenia, bo jak dla niego, to wszyscy jeszcze tego pożałują. “Kto sypia ze szczurami, ten urodzi niziołka”, mówiło się w Stirlandzie. Jeśli będziesz trzymał się złego towarzystwa, spotka cię nieszczęście. Zdecydowanie nie chciał, żeby spotkało go nieszczęście, ale na to się zanosiło, patrząc na pomysły Kaspara.

Zacisnąwszy mocno uda na końskim grzbiecie, wcisnąwszy się głęboko w siodło, jechali przez zasypany śniegiem las i choćby się uparł, nie potrafił wyrzucić z głowy obaw i wątpliwości. Na wszelki wypadek, starał się trzymać jak najdalej od Alexy, czy też może raczej tajemniczej osóbki jadącej z nią na jednym wierzchowcu. Może był tylko przesądnym, prostym człowiekiem, ale czy to w armii, czy poza nią, widział na tyle dużo dziwnych rzeczy, żeby wiedzieć, że podejmowanie nadmiernego ryzyka mu się nie opłaci. Robił się coraz zimniej, a choć wizja schronienia się przy kominku wydawała się kuszącą, wciąż nie mógł wybaczyć zwierzchnikowi, że nie zbadali nawet i pobieżnie okolic miejsca, w którym spotkali piegowatą dzierlatkę. Nawet widok dachów Fichtendorf nie sprawił mu ulgi.



Przejeżdżali pomiędzy zabudowaniami osady i Haug kątem oka spróbował przyjrzeć się fasadom domostw. Wyglądały one jednako pocieszająco, jak i niepokojąco. Drzwi i okna przygotowane jaw oczekiwaniu na bandycką rejzę, najazd bandy zwierzoludzi, obce wojska. Biorąc pod uwagę całe swoje doświadczenie, zrzuciłby to na doświadczenia miejscowej ludności z watahami wilków, ale jego wzrok przykuło coś innego. Pęta ziół, girlandy z czosnku. To nie były środki przeciw wspomnianym zwierzętom. To było coś innego. Może zwykła przezorność. A może powinni spierdalać z okolicy tak szybko, jak to będzie możliwe. Zdawało mu się, że ktoś ich obserwował. Z refleksji wyrwał go Gaspard.
- Tutaj dzieją się w chuj dziwne rzeczy - odrzekł fachowo. - A moim zdaniem, to ta mała dziwka jest jedną z takich rzeczy.

Kierowany przez resztę grupy i podmuchy zimnego, hulającego pomiędzy budynkami, zajechał w końcu pod karczmę. Odetchnął. Miał jedynie nadzieję, że da radę trzymać z dala od tego przeklętego dziecka. Wprowadziwszy konia do prowizorycznej stajni, zaczął pieczołowicie otrzepywać ubranie z grubej, umocowanej lodem do płaszcza, warstwy śniegu. Miał nadzieję, że na tym pograniczu cywilizacji mieli przynajmniej zwyczaj palić w kominkach, ba, że w ich zamyśle architektonicznym coś takiego jak kominek istniało. Rytmicznymi kopniakami w ścianę stodoły skuł lód z cholew butów do wnętrza gospody.

Sala była spora, ale ludzi było niewielu. Ani go to nie martwiło, ani nie dziwiło. Miejscowość mała, a przy takiej paskudnej pogodzie i dość późną porą czymś normalnym było, że każdy normalny mężczyzna został w obejściu z rodziną, albo zaprosił przyjaciół do siebie. To był kiepski wieczór na popijawę w knajpie. Musiał przyznać, że za nic miał sobie mowę powitalną, więc zdjąwszy z siebie wierzchnie okrycie i wyłapawszy kątem ucha informacje na temat ewentualnego posiłku, sztywnym od podróży krokiem ruszył ogrzać się przy dużym kominku.

Z lubością zawisnął nad tańczącym po polanach płomieniem. Przez chwilę zapomniał o mrozie nocy, tajemniczych dzieciakach i kłótni za swoimi plecami. Uśmiechnął się. Niestety, jego spokój nie trwał długo i zanim się obejrzał, tuż obok pojawiła się ta cholerna dziewka. Rozgoryczony ruszył do pozostałych.
- Mleko i piwo, wszystko ciepłe. - Picie ciepłego piwa bezproblematycznie klasyfikowało go jako rodowitego Stirlandczyka. - Dziczyzna z kaszą. Te jaja też możesz dać. - Miał szczerą nadzieję, że obserwując dziewczynkę i słuchając starucha dowie się czegoś pożytecznego.
 
Fyrskar jest offline  
Stary 22-09-2016, 11:47   #23
 
Layla's Avatar
 
Reputacja: 8354 Layla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputację
#4

Dziewczyna nie odwróciła wzroku od płomieni na słowa Alexy. Dopiero, gdy Mysza klepnęła ją delikatnie dłonią trzymającą jabłko w ramię, ta wzdrygnęła się i spojrzała na nią. Przez chwilę patrzyła kobiecie w oczy, a następnie delikatnym ruchem odebrała od niej jabłko, jednak nie ugryzła ani kęsa, chowając je w obu dłoniach i wracając do poprzedniej czynności, czyli obserwacji płomienia. Mysza tylko wzruszyła na to ramionami, bo i co miała więcej poradzić? Tymczasem Kaspar odpowiedział Hagenowi.
- Weźmiecie jeszcze jeden, jednoosobowy pokój, ja się przekimam przy koniach. Wy odpoczniecie w normalnych warunkach; jak tak będzie sypać do rana, to jutro albo czeka nas ciężka droga do domu, albo w ogóle tu utkniemy, dlatego chcę was mieć wyspanych i w dobrej formie. - Wyjaśnił.

Złożyliście zamówienia, lecz nim karczmarz zdążył się oddalić, najpierw Aldric wziął go na spytki, a potem - nieco bardziej otwarcie - Marko. Lothar nie wiedział zbytnio, jak odebrać nachalne wręcz zachowanie Tileańczyka i aż stężał w sobie, gdy żołnierz usadził go obok siebie, a twarz gospodarza wyrażała jednocześnie niepokój i zdziwienie.
- Jakoś takoś mi coś dzwoni gdzieś odnośnie tej dziewczynki, ale nie jestem pewny, czy żem ją widzioł tu kiedy, czy nie. Tyle różnych ludzi czasami tu obsługujemy, że przecie nie zapamiętam wszystkich gąb, no tak, czy nie? - Holt rozłożył ręce, a Gaspard i Haug przysłuchiwali się coraz uważniej. - Może i u mnie była już kiedy, a może i nie. Mało to piegusów po świecie łazi? Jak se przypomne, to na pewno wam powim. A co się o gości rozchodzi... - Zerknął przez ramię. - Jakieś same podróżniki przy mieczach, nożach i łukach. Jakiś kupczyna co do Vorderbergen jedzie, ale jakiś taki skwaśniały, bo mu obstawę banity pozabijały dwa dni temu w lesie i tera czeko, aż się kto chętny do ochrony znajdzie. Karla Franza jeszcze mi się ugościć nie udało - rzucił Lothar, siląc się na żarcik. - A na wsi, jak to na wsi. Jak pewno wieta, wieś spokojna, to i wieś wesoła. A tero się słyszało o ty jakiś bestyji co ludzi morduje po lasach, to i chłopy nerwowe się zrobiły i wieszają w drzwiach jakieś czosnki, nie czosnki i inne duperele, jakby to co pomóc miało. Każdy się boi i w sumie to się nie dziwuje. Nawet patrole obywatelskie wokół wiochy chciały robić, ale na gadaniu się skończyło - jak zmrok nadchodzi, to nagle wszystkie srają po nogach i już im się patrolować odechciewa. Tak tu jest, a ludziska i tak swoje wiedzą, bo tam gdzie szlam, tam są niziołki.

Gospodarz przejechał dłonią po włosach, potem po brodzie i wbił spojrzenie w odwróconą w kierunku paleniska dziewczynę.
- A żem się też tak gapił, bo ona dziwnie się zachowuje. Jo to w swoich latach młodych był tu i tam, trochę żem mieczem robił, to żem człowiek trochę kulturniejszy i wiem, że się różne rzeczy z ludźmi dzieją w głowach, ale jak chłopy zoboczą, że una taka inna, to będą podejrzliwe. A jak podejrzliwe, to wieta o co chodzi. - Skinął im głową porozumiewawczo. - Za widły i na stosik, coby wypalić z niej to zło, co w środku siedzi. Nikt by tu na łowcę czarownic nie czekał. No chyba, że mata takiego w oddziale, to przepraszam. - Uniósł ręce na wysokość piersi. - A tera wybaczta, musze pogonić córy i żonę, żeby się z żarciem uwinęły ino szybko.

Obrzucając małą jeszcze jednym, podejrzliwym spojrzeniem, Lothar zniknął na zapleczu, a wy czuliście na sobie wzrok pozostałych gości. Nie widzieliście dokładnie, kto się przyglądał, bo część nieznajomych miała na głowach głębokie kaptury, ale wyczuwało się w powietrzu dziwną atmosferę. Niepokoju? Strachu? Oczekiwania na coś? Ciężko było sprecyzować. W każdym razie nie czuliście się tutaj całkowicie komfortowo. No, pomijając może Wagnera, który wyciągnął z torby zawiniętą w jakieś ścierki butelkę przezroczystego napoju i wziął dwa solidne łyki, nie krzywiąc się nawet.
- Prawdziwa uciecha życia. Butelka zmrożonego kvasu i dobra dupa przy boku to wszystko, co mężczyzna potrzebuje. - Zarechotał rubasznie i cmoknął w stronę Myszy. - Nie chciałabyś jeszcze dzisiaj pojeździć na jednym rumaku, Alexa? Widać, że ci chłopa brakuje.

Najwyraźniej nic sobie nie zrobił z wcześniejszych pogróżek Ezachera na temat odpowiedniego zachowania. Kobieta odgryzła się celną uwagą, a niedługo później do stołu doniesiono pięknie pachnącą strawę i napitek. Od samego patrzenia i wąchania potraw żołądek wykręcał się na drugą stronę.


Dla Kaspara, Alexy i Pieguski była jakaś zupa zalatująca grzybami, do tego micha kaszy i butelka wina. Aldric dostał pieczoną dziczyznę, chleb oraz kaszę, a całości dopełnił dzban piwa i wielki gar pędzonej w gospodzie okowity (jak zapewniał Lothar z samych najlepszych składników), którą chętnie częstował się Venturini, raz po raz wznosząc coraz to sprośniejsze toasty z Falkenem i Wagnerem, a ten ostatni był już w stanie - jak on to zawsze określał - kontrolowanego rauszu. Samogon był mocny i paskudny, ale taki miał być. Żołnierze mieli chwilę wolnego, zatem należało to wykorzystać. Oczywiście byli i tacy, którzy nie przesadzali z alkoholem, w końcu jutro też czekała służba. Götz tylko raz upomniał swoich ludzi, by się nie upili, a potem skupił na własnej misce. Co ciekawe, zawołana do stołu dziewczynka zaczęła... jeść. Najpierw upiła trochę gorącej zupy, uważając, by się nie poparzyć, a następnie w ekspresowym tempie pochłaniała swoją porcję kaszy. Patrzyliście na to ze sporym zdziwieniem.
- Wpierdala, jakby ze trzy dni nie żarła. - Skomentował Wagner, racząc się podanym alkoholem, niczym koneser.
- A ty chlejesz jak zawsze. Już mógłbyś skończyć - mruknął Kaspar znad miski z zupą.
- Dopiero się rozgrzewam, sierżancie. Ale spokojnie, nie dam się ponieść chwili. Jeszcze tylko parę kolejek z Venturinim i Falkenem. Ręce muszą w końcu przestać drżeć od zimna. - Puścił Tileańczykowi oko, co znaczyło mniej więcej tyle, że jak nie uchleją się tutaj, to zrobią to na piętrze, z dala od wzroku przełożonego.

Pieguska skończyła swoją porcję, po czym, wciąż się nie odzywając do nikogo, wróciła przed palenisko, wpatrując się w tańczące płomienie i ściskając w dłoniach jabłko otrzymane od Alexy. Wydawała się zamknięta w innej rzeczywistości i nawet dach nad głową oraz strawa nie poprawiły waszego kontaktu z nią.
- Jak jutro nie napada tak, żeby nie dało się przejechać, to odstawimy ją do Enzesberga. Niech inni się martwią, co z nią zrobić. Niańczenie dzieci to nie nasza rzecz. - Zarządził Kaspar.
- Myślisz, sierżancie, że jest jakimś... no... wąpierzem? - Zapytał Falken.
- Trzeba brać wszystkie okoliczności pod uwagę, zwłaszcza, że niedaleko granica z Sylvanią. Dobrze, że specjalistów od tych stworów mamy ze sobą. - Spojrzał na Hagena i Gasparda. - Jeśli jednak nie jest potworem, który próbuje nas zwodzić swoją delikatnością, to możliwe, że ta mała widziała coś, co już na zawsze odcisnęło na niej swoje piętno. Sam wiele razy stawałem przeciwko bestiom, na których widok dupa sama chciała srać, chociaż bebechy ściśnięte były w pięść. - Kaspar polał sobie wina i odpłynął gdzieś myślami.


Rozmawialiście, jedliście i piliście, a im bliżej nocy, tym sala pustoszała, aż w końcu zostaliście tylko wy i dwóch mężczyzn przy mieczach siedzących w dalekim kącie sali. Lothar to kręcił się przy szynkwasie, to dorzucał drew do ognia, bądź znikał na zapleczu. Było spokojnie. Leniwie. Sennie.

Nagle, w ciszy sali, usłyszeliście to dość wyraźnie. Wysoki, przenikliwy ton, jakby dźwięk skrzypiec, albo czyjś lament i wtórujący mu, przeciągły, wilczy skowyt dochodzący gdzieś z oddali, najpewniej z lasu. Po chwili dziwny dźwięk powtórzył się, tak samo wyraźnie, jak wcześniej. I znowu.
- Co to, do cholery, jest? - Zapytał Falken, patrząc po towarzyszach.
Wagner, do tej pory wesoły i rzucający prostackimi żarcikami na lewo i prawo, stężał w sobie i spoważniał. Oczy przesłoniła mu mgła wspomnień.
- Zajęczy lament - powiedział, wychylając szybko zawartość szklanki.
- Że co? - Sierżant uniósł brew.
- Zajęczy lament. Stara metoda do zwabiania wilków w zasadzkę. Łapiesz zająca, zawiązujesz pętle z drutu na szyi i przywiązujesz do drzewa, tak aby zaciskała się coraz bardziej gdy będzie starał się uwolnić. W końcu przerażone, konające zwierzę zaczyna wydawać odgłos, przypominający płacz. Wtedy schodzą się wilki. Nie atakują od razu. Czekają, jakby upajając się odgłosami strachu i bólu. - Zdawało się, że Christian sięgał wspomnieniami gdzieś w przeszłość, do czasów gdy był jeszcze myśliwym w Steinbachthal.
- Jak żem się do wojska zaciągał te parenaście lat temu, to słyszałem, że myśliwi polując w ten sposób w okolicy lasu Rohrwald ściągnęli ponoć na siebie wilkołaka. Nikt nie wrócił żywy z tamtej wyprawy... a zima wtedy tak samo dawała się we znaki. - Wagner skrzywił się.
- Pierdolenie starego pijaczyny - mruknął Kaspar. - Jak mi chcesz morale obniżać wśród ludzi, to w sumie chyba lepiej, żebyś się skuł wódą i wreszcie zamknął.
Sierżant dopił wino z kubka i wstał, zabierając ze sobą pełną do połowy butelkę. Zarzucił ciężki płaszcz i ruszył do wyjścia z gospody.
- Nie kłaść mi się późno do łóżek, bo rano będę budził jak zły o świcie. Jakby co się działo, jestem w stodole, a w razie jakiejś poważniejszej sytuacji, zbieramy się tutaj. - powiedział na odchodne i po chwili wyszedł z karczmy, wpuszczając do środka wirujące płatki śniegu.

Niedługo później, rozmawiając, zwróciliście uwagę na siedzącą przy palenisku dziewczynkę. Wbijała mocno paznokcie w jabłko otrzymane od Alexy, a gdy Falken zagadał do niej, ta nie odpowiedziała, czego można się było spodziewać. Dopiero, gdy Mysza położyła jej dłoń na ramieniu, dziewczynka odwróciła się energicznie i ostrym spojrzeniem powiodła po waszych obliczach.
- On tu jest. Wszyscy zginiecie.
I nagle drzwi gospody otworzyły się z hukiem, wpuszczając zawodzący wiatr i sypiący śnieg, a wy aż podskoczyliście w miejscu. Czyżby Götz nie domknął dobrze drzwi i mroźny wicher z łatwością je otworzył? A może to było coś zupełnie innego? Drzwi obijały się o ścianę z każdym mocniejszym podmuchem wiatru wdzierającym się do izby, a ciemność za nimi nie zachęcała do ruszenia się z siedziska. Lothara nigdzie nie było widać, tak samo jak dwóch mężczyzn przy mieczach, siedzących po przeciwnej stronie sali. Dziwne, bo przecież byście zauważyli, że wchodzą na piętro, prawda?

 
Layla jest offline  
Stary 22-09-2016, 21:58   #24
 
Corrick's Avatar
 
Reputacja: 832 Corrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwuCorrick jest godny podziwu
Aldric wziął słowa karczmarza z dużą dozą rezerwy. Nie bardzo miał do niego zaufanie, cóż, nic w tym dziwnego, dopiero go poznał... Spojrzał na wesołego zawsze Marko i już wiedział, że dzisiaj pójdą w płynące tango. Przystawiając flaszkę do czoła w geście niemego salutu, pociągnął chwilę później z niej spory łyk.

Czuł, jak ciepło rozlewa mu się w podbrzuszu. Teraz miał okazję przekonać się, że prawdą jest to, co mawiał Wagner - najlepszym przyjacielem człowieka w mróz jest gorzała. Niemalże odmarzły mu palce od tego samogonu. Otarł rękawem usta i wykrzywił je w grymasie.
- Bracie. - zwrócił się do Marko - Na pusty żołąd to odpłyniemy po następnym łyku. - klepnął go w ramię. - Napijmy się piwa, zjedzmy coś i zagrzejmy się. - uśmiechnął się do towarzysza.

Przy posiłku nie odzywał się, zbytnio zajęty robieniem podkładu pod wieczorną popijawę. Miał być urlop, psia jego mać... Westchnął, pałaszując kolejny kęs dziczyzny. Samogon był paskudny w smaku, ale jego ojciec powtarzał, że jak gorzała zaczyna smakować, to znaczy, że ma się problem. Cóż, Aldric był pewien, że zarówno on, jak i jego towarzysze tego problemu mieć nie będą.

Nie zamierzał wdawać się w polemikę z Wagnerem, bynajmniej nie w karczmie. Tutaj, po służbie, niech zachowuje się jak chce, byleby w czasie patrolu nie sprawiał kłopotów. Gdy Christian zaczął opowiadać o zajęczym lamencie, tylko kiwał głową. Nie bardzo wiedział, co o tym sądzić. Może faktycznie, takiego zwierza trzeba było złowić na jakąś przynętę?

Gdy sierżant wyszedł, odetchnął z ulgą.
- Panowie, pijmy zdrowie! Za urlop! - rzucił sarkastycznie, unosząc kielich z samogonem w górę. Otwarte drzwi wzbudziły w nim lekkie podejrzenia, ale robił jak zwykle dobrą minę do złej gry. Wyjął pistolet i powolnym krokiem podszedł do drzwi. Wyjrzał na zewnątrz, lecz nie był w stanie niczego dojrzeć.

Zamknął oddrzwia kopniakiem i wrócił do stołu. Reszta wieczoru upłynęła mu na piciu wraz z towarzyszami i głośnych rozmowach. Jeśli zauważył nagłe zniknięcie karczmarza i pozostałych gości, nie dał tego po sobie zauważyć. Gdy towarzysze zaczęli się zbierać, dostał pokój wraz z Gaspardem. Ułożył się wygodnie w pryku i jeszcze leżał na plecach.

Nie potrafił zasnąć, dręczony pytaniami. A jeśli rankiem znajdą Myszę martwą? Co, jeśli dziewczynka faktycznie jest wampirem? Co postanowi Baumann jeśli to Kaspar będzie rankiem martwy? A może to Kaspar zachowuje się podejrzanie, dobrowolnie wybierając nocleg na dworze? A co, ty pieprzony matole, popadasz w paranoję napędzany słowami Wagnera?

Dręczony tymi myślami w końcu usnął.
 
Corrick jest offline  
Stary 23-09-2016, 12:26   #25
 
Tom Atos's Avatar
 
Reputacja: 4582 Tom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputację
Żarcie było przednie. Nie jakieś wykwintne, ale proste, sycące i smaczne. Do tego mocna gorzała, piwo i szczęście zapewnione. Marko zajadał kolejne potrawy, jakby chciał się utuczyć na zapas. Zawsze dopisywał mu apetyt, gdy było zimno.

Przepił kuflem piwa do Aldrica mając pełne usta kaszy:
- Twoje zdrowie stary. – przełknął strawę i zrobił przerwę, by nałożyć sobie trochę dziczyzny.
- O ile nasz Lotharek nie zmyślał i faktycznie nie zna dziewczyny, to już wiemy, że nie pochodzi ona stąd. Pytanie skąd ona niezmarznięta się wzięła? Bo przecie skądś pochodzi. Ktoś musi ją znać. Na blade cycki Vereny, przecie z daleka nie mogła przybyć.

Perorował machając wyciągniętym palcem. Tymczasem dziewczyna zaczęła jeść, niczym przerwany koń, co niepomiernie zdziwiło Wagnera. Marko wzruszył ramionami:
- A co w tym dziwnego? Głodna, to je. – stwierdził z rozbrajającą szczerością.

Podchmieliwszy sobie nieco zaczął spoglądać łakomym wzrokiem na krzątającą się po izbie żonę i córki karczmarza. Gdy ta zgrabniejsza z latorośli Lothara przechodziła obok próbował ją uszczypnąć, ale dziewczyna z zawodową wprawą umknęła mu.
- Ha! Zręczna dzierlatka. – zaśmiał się serdecznie. – Takie lubię.
Jedzenie i picie było pasjonującym zajęciem, ale w końcu Marko doszedł do etapu, który niziołki zwą upychaniem wolnych kątów. Poczuł się już zmęczony biesiadowaniem. Mimo to entuzjastycznie powitał pomysł Götza, który zaofiarował się dobrowolnie, że będzie spał w stajni.
- Vivat sierżant Kaspar! Dopilnuje nam koniki. Złoto nie dowódca. – pokiwał głową z uznaniem.

Dobrze wiedział, że sierżant mógł wyznaczyć kogo innego do tej roli. Dla przykładu Marko, a tak Tileańczyk będzie spał smacznie pod ciepłą kołderką, a dowódca będzie sobie w sianie odmrażał jajca. Czyż można go było nie kochać?

Humor nieco mu popsuła dziewczynka, bo gdy Götz wyszedł, ta znowu zaczęła swoje.
- On tu jest. Wszyscy zginiecie.
- Tak, tak. A świstak zawija w pergamin. –
odciął się Venturini. Mała zaczynała mu działać na nerwy.

Wstał i przeciągnął się, aż mu zatrzeszczało w stawach. Był już nieco podchmielony, nieco bo na szczęście miał mocną głowę. Rozejrzał się w koło, gdy wiatr gwałtownie otworzył drzwi gospody.
- Co za cazzo. Nawet drzwi nie potrafi zamknąć. – mruknął. Na szczęście Aldric zajął się tym.
- Dzięki brachu. Od samego widoku człek zamarza. Jak wy możecie żyć w takim zimnie? Ach gdybyście widzieli słońce Tilei, a niebo, a plaże. Ech … jedynie dziewczyny macie ładne, a właśnie …

Sala była pusta. Prócz kompanów nie było ani Lothara, ani innych gości, a co gorsza nie było córek karczmarza. Marko postanowił sprawdzić, gdzie jest ta zręczna dzierlatka, która mu wcześnie umknęła. Chciał spróbować ją zwabić do pokoju pod pretekstem przyniesienia termoforu. Marko nie zamierzał się narzucać, ale gdyby został z dziewczyną sam na sam, może dałaby się skusić kilkoma monetami do umilenia mu wieczoru. Musiał być dyskretny. Jeśli dziewczyna dorabiała sobie na boku, to pewnie nie chciał by się dowiedział tatuś.
- Idę zapolować. – szepnął do kompanów.
Tileańczyk zaczął się powoli skradać ku zapleczu pilnie nasłuchując. By nie nadziać się na Lothara i jego żonkę. Ciekawe gdzie był pokój dziewczyny.
 

Ostatnio edytowane przez Tom Atos : 26-09-2016 o 07:28. Powód: Justowanie.
Tom Atos jest offline  
Stary 23-09-2016, 21:15   #26
 
Layla's Avatar
 
Reputacja: 8354 Layla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputacjęLayla ma wspaniałą reputację
#4.1


Venturini czaił się, czaił, aż w końcu znalazł za szynkiem i wszedł na zaplecze. Niemal od razu usłyszał ściszone głosy - męski i kobiece, a gdy się skupił na słowach, doszło do niego, że Lothar gada z rodziną o jakichś bzdetach, typu co na obiad jutro ugotować. Marko wychylił się lekko zza załomu niewielkiego korytarzyka i ujrzał siedzących przy sporym stole gospodarza z rodziną - wszyscy z nożami w dłoniach i... ziemniakami. A pośrodku stołu stosik pyrów czekających na obranie. Już się Tileańczyk starał wycofać, gdy w jego stronę spojrzał Lothar.
- Zabrakło czego na stole, że się tak czaisz, panie? - Zapytał, przekrzywiając lekko głowę. - Zawołać trza było, a nie skradać się jak jaki morderca.
Dzierlatki zachichotały, jednak jedno spojrzenie matki szybko je uspokoiło. A Venturini doszedł do jakże prostego wniosku, że schowany za ścianą wygląda tak trochę idiotycznie.
 
Layla jest offline  
Stary 24-09-2016, 14:13   #27
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 53037 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Dobre jedzenie, dobry trunek, ciepło kominka - czegóż więcej trzeba bylo do szczęścia? Tylko wygodnego łóżka.
Może i jeszcze gorąca baba by się zdała, ale w tej dziedzinie występowały pewne braki. Pieguska zdawała się być zimna jak lód, zaś Mysza... Ta z pewnością była ognista, lecz raczej nie w dziedzinie, o jakiej by mogło chodzić mężczyźnie spragnionemu kobiecych wdzięków. I Hagen był pewien, że poczynione w tym kierunku kroki przyczyniłyby się do szybkiej realizacji przepowiedni, wygłoszonej przez małą znajdę.

A ta znowu zapowiedziała wszystkim śmierć, z rąk (czy też kłów lub szponów) tajemniczego kogoś, kto ponoć był tuż obok.
Owego kogoś Hagen nie wypatrzył, chyba że tamten ktoś nie raczył wejść do środka mimo otwartych drzwi. Albo Hagenowi wzrok już nie dopisywał...


- Mysza, zajmiesz z naszą miłą panienką jedynkę, czy też chcesz kogoś do pomocy w pilnowaniu? - spytał.

Odpowiedź, prawdę mówiąc, była mu obojętna. Albo sobie spokojnie pośpi, albo też pół nocy będzie się gapić na dziwną dziewczynę. Parę godzin snu mniej, parę wiecej... co za różnica.
 
Kerm jest offline  
Stary 24-09-2016, 21:49   #28
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 33947 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Gaspard jadł spokojnie. Był głodny ale nie zamierzał się zachowywać jak ta młoda co nie widziała najwyraźniej jadła od dłuższego czasu. Popijał od czasu do czasu. Nie był miłośnikiem alkoholu, ale w zimne dni rozgrzewało ciało. Taka ilość wystarcza by mieć wszystkie zmysły działające. Noc jest najbardziej zdradliwa. Od lat nigdy nie dopuścił by się urżnął. To tylko mogło problemy przysporzyć.
Nowiny, którymi częstował ich gospodarz wysłuchiwał. Ciekawą sprawę ów człek poruszył. Ludzie we wsi dziwnie mogą się zachowywać na widok tej młódki. Oby z tego nie było problemów.

Łowca sposępniał widząc jak wszyscy zniknęli a drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wisiało coś w powietrzy, a dziewczyna nie poprawiała nastroju. Coś mówiło mu, że to coś co mieli znaleźć prędzej znajdzie ich i to szybciej niżby się spodziewali i chcieli. Miał nadzieję, że może wreszcie dorwie tego Carsteina, z którym miał rachunki niewyrównane. Teraz wraz z towarzyszami inaczej by się sytuacja przedstawiała niż ostatnio. Sam był o wiele mądrzejszy niż wtedy. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Ale z czym on się łudzi? przecież te zabójstwa nie wskazują na żadne powiązania. No chyba, że to któryś ze sługów wampira. Może się dowiedział czym się teraz trudni i wykorzystał to by zwabić go. Tej nocy kołki będą dobrze naostrzone.

Kiedy Marko ruszył na zaplecze na odchodne mu rzucił.
- Tylko powiedz, który pokój zajmujesz przed zabawą.- Odprowadził towarzysza broni wzrokiem. Miał nadzieję, że się tileańczykowi uda. Zawsze miał lepszy humor i rezon po takich nocach.
Posiedział jeszcze trochę z kompanią i wstał.
- Zobaczę co u sierżanta i idę na spoczynek. Aldric. Podobno mamy wspólną komnatę? Jakbym nie wrócił to nie zamykaj drzwi i nasłuchuj. Zamierzam szybko być z powrotem.- Wolał uprzedzić kompana. Nigdy nie wiadomo co się działać może.
Ruszył do drzwi. Opatulił się szczelnie i sprawdził czy broń jest na miejscu i gotowa do użytku. Otworzył drzwi.
 
Hakon jest offline  
Stary 25-09-2016, 01:51   #29
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2406 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Żarcie uszło, chociaż widząc, jak pieguska wpieprza, aż apetyt się polepszał. Alexa jadła powoli, nie spieszyło im się nigdzie, a tym bardziej jej. Nie delektowała się samogonem, wystarczyła jej lampka wina... może dwie. Trzy były w porządku. Samogonu upiła z kubka Wagnera, palił w mordę jak cholera.

Nie przejęła się bardzo, że mała wróciła pod ognisko. Nie miała o czym rozmawiać z resztą, do tego w ogóle była mało rozmowna. To jednak nie oznaczało, że można z niej było spuścić oko, toteż Mysza zbastowała z alkoholem.
Sierżanta by olała, chociaż posłuch miał, był on... selektywny. Raz się słuchało, raz nie, zależnie od powagi sytuacji. Götz nie trzymał ich krótko za pyski, nie starał się robić wzorowej jednostki paradnej. Pieguska to zaś tylko dziecko, do tego wieszczące im zgubę, trzeba było ją obserwować przez cały czas.

Opowieść Wagnera przyprawiała o ciarki nie mniejsze niż wcześniej od pieguski. Popsuł Alexie nastrój, rozmowa się dalej już tak dobrze nie kleiła, a pić dla samego picia zamiaru nie miała. Wypadało sprawdzić, czy z małą wszystko w porządku, a że ta nic nie mówiła, wymagała prostych gestów. Położyła na jej ramieniu dłoń, by zwrócić na siebie uwagę i wtedy ta przemówiła, chociaż lepiej było już, jak milczała.
Alexa starała się ignorować to zgubne gadanie, ale trzaśnięcie drzwiami skutecznie pobudzało wyobraźnię. Tłumaczyła sobie, że to tylko przypadek. Przypadek i nic więcej. Takich przypadków było i będzie więcej, teraz tylko doszukuje się wytłumaczenia, bo akurat tak się złożyło, a nie inaczej. Drobiazg.



Mysza, zajmiesz z naszą miłą panienką jedynkę, czy też chcesz kogoś do pomocy w pilnowaniu? — zapytał Hagen.

Alexa rozpromieniała się. Nie będzie sama siedziała z małą w pokoju, a do tego miała nieco inne plany, bo przecież z taki małym diabłem nie zmruży oka przez większość czasu, jeśli w ogóle.

Do pilnowania nie, ale może do czegoś innego — odpowiedziała zalotnie.

Hagen Storm, nie najmłodszy, ale też nie najbrzydszy. Zdecydowanie mężczyzna, na zewnątrz pizga, musi trzymać pieczę nad dzieckiem. Z zastępcą sierżanta nie wypada, Christian i Aldric za dużo popili,na Vilmara żadna szanująca się kobieta nie spojrzy, Marko uciekł, Gaspard był paranoikiem i pewnie by całą noc gapił się na pieguskę zamiast działać...
Podeszło bardzo blisko do Storma i wyszeptała mu do ucha kilka słówek.

Zanieś na górę moje rzeczy, a potem pochwalisz mi się swoimi bliznami — polizała wargi. — Wszystkimi.

Kobieta wzięła pieguskę za dłoń i skierowała się na piętro, machając przy tym tyłkiem bardziej, niż miała w zwyczaju. Może jednak Hagen miał błędne przeczucie co do Myszy?

 

Ostatnio edytowane przez kinkubus : 25-09-2016 o 13:20. Powód: kosmetyk.
kinkubus jest offline  
Stary 25-09-2016, 11:38   #30
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 53037 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
- Jeśli ty pokażesz mi swoje - odparł równie cicho na słowa Myszy.

Czyżby bogowie właśnie nagradzali mnie za porządne życie, pomyślał, odprowadzając wzrokiem Myszę i idącą z nią dziewczynę.
Na myśli miał oczywiście nie znalezioną w lesie pieguskę...

Nie rwij dupy z własnej grupy, głosiła stara jak świat mądrość ludowa.
Hagen znał wszystkie możliwe konsekwencje takich związków - niektóre ze słyszenia, niektóre z obserwacji, a niektóre sam sobie wykoncypował.
Nie miał jednak zamiaru wspomnianej ludowej mądrości słuchać - zabrawszy rzeczy swoje i Alexy, tudzież w połowie jedynie opróżniony dzban z winem, ruszył na piętro.
 
Kerm jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167