Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-11-2016, 12:02   #1
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
[WFRP 2.0] Zakładnik




ołożone nad rzeką Delb wzdłuż drogi łączącej Middenheim i Altdorf, wolne miasto Delberz było dobrze prosperującą społecznością kupiecką, znaną ze swoich wybornych win. Po Burzy Chaosu doświadczyło zalewu wielkiej liczby uchodźców, jednak dzięki talentom organizacyjnym i hojności miejskich karczmarzy oraz kupców, problemy z przestępczością nie były już tak uciążliwe, jak wcześniej. Wzdłuż rzeki, na granicy Wyjących Wzgórz wybudowano nawet skupisko obozów zwane "Nowym Delberz". Marcusowi nie było jeszcze dane sprawdzić tego miejsca, ale i nie po to przybył do miasta ze swoją uroczą towarzyszką Solveig Geiss. Mieli tu interes do sfinalizowania - najważniejsza część roboty nadanej im kilka dni wcześniej przez Udo Hildebranda była już za nimi i wystarczyło tylko odebrać należną zapłatę, przedstawiając dowód wykonania zlecenia.

Beisterowi i Solveig nie spieszyło się jednak. Do miasta dotarli krótko przed dwunastym dzwonem zwiastującym południe i od razu skierowali się do gospody "Złoty Kufel", by napełnić żołądki ciepłą strawą i przednim trunkiem oraz wynająć pokój na kolejnych kilka dni. Karczma była z gatunku tych średnich, nie wyróżniających się niczym szczególnym, a prowadził ją stary i pomarszczony niczym skóra wyschniętej pomarańczy Anders Helwig, były strażnik miejski. Choć starzec był niewysoki i chudy jak tyka, to wśród klienteli i okolicznych rębajłów cieszył się dużym szacunkiem. Dwójka zabójców przekroczyła progi dwupiętrowej gospody a w ich nozdrza wbiły się przyjemne zapachy jadła przemieszanego z wonią alkoholu. Jak można się było spodziewać, o tej porze główna, czysta sala błyszczała niemal pustkami, nie licząc kilkorga osób załatwiających własne interesy przy kilku stolikach.


Marcus wyłapał kilka zainteresowanych spojrzeń, ale ich właściciele szybko powrócili do poprzednich czynności, nie zawracając sobie głowy nowymi gośćmi. Skrytobójcy zajęli stolik pod oknem, nieopodal drzwi i ledwo zdołali zrzucić odzienie, a już pojawiła się przy nich piersiasta służka.
- Witamy w naszych skromnych progach. Polecamy jajecznicę z pół kopy z grzybami, kotleciki grzybowe albo kaczkę z grzybami. Do tego wino, piwo, grzane mleko. Pokoje jedno i dwuosobowe też są, od trzydziestu szylingów za noc. Co podać, co będzie? - Wyrzuciła z siebie na jednym wydechu.
 
Kenshi jest offline  
Stary 16-11-2016, 14:20   #2
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 6775 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
Delberz, Delberz... Lubił tu przyjeżdżać, bo czuł się w tym mieście jak w domu. Ogólnie to w całym Middenlandzie tak się czuł. Tym razem nie zabawił długo gdzie indziej, bo wzieli razem z Solveig zadanie od jednego z kupców, którzy chcieli śmierci typka, co się przystawiał do jego córki. No to już się nie będzie przystawiał, wszystko zostało załatwione tak, jak trzeba, a dowód śmierci niegodnego ręki pierworodnej Hildebranda Solveig miała u siebie w torbie.

Właśnie, Solveig. Współpracowali od... w sumie to Marcus nie wiedział nawet dokładnie jakiego czasu, chociaż praca to nie wszystko, co ich łączyło. Było jeszcze łóżko i fantastyczny seks. Tak, blondynka wiedziała, jak zrobić mężczyźnie dobrze i żeby się przy okazji nią nie znudził. Beisterowi pasował taki układ bo przecież nie codziennie znajdowało się kobietę, która znała się i na mordowaniu i pieprzeniu.


Solveig była wysoką i smukłą kobietą przed trzydziestką. Nieco rozmarzone spojrzenie i ładna buzia usypiały czujność wszystkich mężczyzn, co oczywiście bardzo się jej przydawało w pracy, gdy trzeba było kogoś dyskretnie zarżnąć albo wydobyć potrzebne informacje bez używania przemocy. Beisterowi dobrze się z nią współpracowało. Ubrana była w bordowo-granatowy płaszcz z kapturem i lekką skórznię, przy pasie wisiał krótki miecz. Do tego miała ze sobą torbę, która mimo że wyglądała na ciężką, to po blondynce nie było tego widać.

Weszli do "Złotego Kufla", a Marcus od razu skarcił wzrokiem tych, co się za bardzo przyglądali. Nie był typem, któremu wchodziło się w drogę - wysoki, szeroki w barach o spojrzeniu mordercy i twarzy pooranej bliznami. Ubrany w najlepszej jakości skórznię i ciemny płaszcz z kapturem zdradzał zwykłego podróżnika.

O tym, że jednak takim zwykłym podróżnym nie był podpowiadała broń: pięknie wykonany miecz półtoraręczny, który zajumał rok temu z pokaźnej kolekcji pewnego hrabiego w Nuln, sztylet przy pasie i kusza na plecach z zapasem dwudziestu bełtów. Pozostałe zabawki miał pochowane w specjalnych ukrytych w płaszczu kieszonkach, żeby nie afiszować się z tym, czym się naprawdę zajmuje. Ledwo się rozsiedli, a przypanoszyła się tłuściutka dziewka karczemna, która pewnie sutkami mogłaby odkręcać butelki od wina.
- Dla mnie jajecznica i dzban wina. Co dla ciebie, kochana? - Spojrzał na blondynkę.

Solveig uniosła brew. Nie cierpiała, jak ją tak nazywał.
- Kotleciki i grzane mleko. Pokój też weźmiemy. Jeden, z dużym łóżkiem - powiedziała.
Służka skinęła im głową i odeszła, a zabójczyni spojrzała na Marcusa.
- Jakie plany na resztę dnia?
- Jak zjemy, wybierzemy się do Hildebranda odebrać pieniądze za zlecenie. Potem się pomyśli. Pewnie pobalujemy w Delberz z dzień, albo dwa. - Beister wzruszył ramionami.
- Dobrze, przyda się uzupełnić zapasy. Zwłaszcza, że będzie za co to zrobić - odparła blondynka.
- Dokładnie. Co byś powiedziała, żeby po powrocie od naszego chlebodawcy wskoczyć razem do balii pełnej gorącej wody? Przyda nam się relaks, nie sądzisz? - Uśmiechnął się, przejeżdżając dłonią po jej policzku.
- Zobaczymy, może będę w nastroju - rzuciła, uśmiechając się krzywo.
- Te kobiety... - Beister pokręcił tylko głową, czekając na żarcie.
W brzuchu mu burczało i czuł, że zaczyna się irytować z głodu. Lepiej, żeby służka się pospieszyła z zamówieniem...
 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
Stary 16-11-2016, 20:04   #3
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
a posiłek trzeba było poczekać prawie dwadzieścia minut, ale zapachy, a przede wszystkim wyborny smak zrekompensowały te niedogodności. Jajecznica zachwycała swoją puszystością, a kotleciki zachęcały świeżością do pochłonięcia całej misy. Marcus i Solveig uwijali się nad talerzami, choć to kobieta jadła bardziej dystyngowanie i kulturalnie, podczas gdy jej towarzysz zupełnie nie zwracał na to uwagi. Nie minął kolejny kwadrans, jak posiłek został pochłonięty w całości, zatem zapłacili za niego (przy okazji uiszczając opłatę za pokój) i wyszli z gospody, kierując się w stronę centrum, do sklepu Udo Hildebranda.

Tego późnowiosennego popołudnia roku 2530 według kalendarza imperialnego powietrze było ciepłe i przyjemne, a niemal bezchmurna pogoda zachęcała do załatwiania spraw na mieście, o czym skrytobójcy szybko się przekonali, lawirując między spieszącymi się gdzieś ludźmi, elfami, czy krasnoludami. Przyjezdnymi i tubylcami. Wchodząc na plac targowy, Marcus skrzywił się pod nosem, gdyż niemal nie dało się przejść - każdy za czymś śpieszył, coś licytował, przekrzykiwał, kupcy zachwalali swe towary. Panował wzmożony ruch i wrzawa.


Przepychali się między ludźmi, aż w końcu udało im się odbić w Burscherstraße i mijając trzy piętrowe budynki dotarli do tego, którego szukali. "Szpargały Udo Hildebranda", jak głosił drewniany szyld zamocowany na nieco zardzewiałej belce nad drzwiami, był całkiem sporym sklepikiem z rzeczami wszelakimi i ponoć czasami można tu było trafić całkiem ciekawe okazy. Rzeczy wszelakich rzecz jasna. Marcus nacisnął klamkę solidnych drzwi koloru żołędzi i przestąpił próg. Dzwonek zamontowany nad wejściem od razu zaanonsował przybycie nowego klienta.

Pomimo dwóch dużych okien wychodzących na południową stronę, w głównej, przestronnej sali panował półmrok. Na obu ścianach znajdowały się solidne kredensy aż pod sam sufit, przy których stało kilka osób, oglądając wystawione rzeczy, między nimi znajdowało się biurko zawalone różnościami, a za nim niewielki kominek z ledwo pełgającym ogniem. Przy blacie stał wysoki blondyn w bogatych szatach o podwójnej brodzie zdradzającej nadwagę, bulwiastym nosie i wyłupiastych, jak u ryby, oczach. Gdy Marcus i Solveig pojawili się w środku, mężczyzna przy biurku naklejał właśnie naklejkę na niewielką buteleczkę z fioletowym płynem.


Dopiero gdy Beisert chrząknął głośno, tamten oderwał się od czynności i spojrzał w ich stronę. Momentalnie się rozpromienił, a skrytobójcy mieli wrażenie, że z tego zachwytu oczy za chwilę mu wypadną i potoczą się po kamiennej podłodze. Mieli przed sobą Udo Hildebranda, jednego z możniejszych i przebieglejszych kupców w Delberz. Swojego zleceniodawcę.
- Jesteście. Wróciliście. - Zatarł dłonie podniecony. Niemal na każdym z palców miał mniej lub bardziej pokaźny pierścień. - Rozumiem, że zadanie zostało wykonane?
Rozejrzał się nagle energicznie, niczym szczur węszący za żarciem i skinął im dłonią na wejście na zaplecze.
- Nie będziemy tu rozmawiać, za dużo przypadkowych uszu - rzucił. - Zapraszam, zapraszam do mojego biura.
Patrząc na Marcusa i Solveig wciąż zacierał ręce, szczerząc krzywe, pożółkłe zęby.
 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 16-11-2016 o 20:08.
Kenshi jest offline  
Stary 16-11-2016, 22:01   #4
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 6775 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
Po raz kolejny się zaskoczył jakością jedzenia, przyzwyczajony do jakichś gównianych śniadań i jeszcze bardziej gównianych obiadów w dziurach zabitych dechami, rozsianymi po całym Imperium. Anders dbał tutaj o klientelę i dobrze, bo takie coś się ceniło w obecnych czasach. Zjedli ze smakiem, wynajęli pokój, w którym za półtorej godziny miała czekać balia z gorącą wodą i ruszyli odebrać pieniądze za ostatnią robotę.

Marcus obecnie nie cierpiał zatłoczonych ulic, ale kiedyś takie ulice dawały mu przeżyć, gdy trudnił się drobnymi i większymi kradzieżami dla gangu Suchara w Wolfenburgu. Zdany tylko na siebie, musiał szybko wziąć sprawy w swoje ręce, bo inaczej już dawno by nie żył. Paskudne slumsy Wilczego Grodu szybko weryfikowały, czy jesteś zaradny i się orientujesz w ulicznym życiu, czy jesteś spisany na straty. Chociaż już dawno nie kradł na targach, to wyłapywał w tłumie brudne dzieciaki zmuszone do takiego życia przez samo życie i ich poganiaczy, kierujących nimi sekretnymi znakami złodziei.

Pierwsza zasada ocalonej sakiewki mówiła, żeby nie nosić jej przy pasie, ale mało kto się do tego stosował. Beister widział, jak jeden z chłopców, na oko ośmioletni, zagadał jednego z postawnych mężczyzn, a drugi chłopak po prostu podszedł od tyłu i zgarnął bezszelestnie sakiewkę wojaka. Tak się żyło na ulicach - nie byłeś bystry, to co najwyższej straciłeś trochę grosza, choć czasami cena bywała dużo większa. Stare życie wywoływało w nim jedynie nieprzyjemne wspomnienia i zdecydowanie wolał swoje obecne położenie, kiedy mógł załatwiać sprawy swoich klientów po cichu i odpowiednio przygotowany.
- Ach te wspomnienia, nie, kochana? - Spojrzał na rozglądającą się wokół Solveig.
- Nawet mi o tym nie mów - burknęła kobieta, marszcząc brwi. Nie była w nastroju na rozmowy, więc Marcus nie naciskał.


Nie mieli problemów z trafieniem do sklepu Hildebranda, choć ten jak zwykle nie zwrócił nawet na nich uwagi, pochłonięty swoimi duperelami. Skrytobójca nie cierpiał kupców: byli oderwani od rzeczywistości i po prostu jebnięci. Hildebrand nie stanowił wyjątku. Nie komentując jego idiotycznego zachowania, przeszli z Solveig na zaplecze. Niewielki pokój wypełniało biurko i spora szafka z różnym barachłem, na które mężczyźnie nie chciało się nawet patrzeć.
- I jak? Gruber nie żyje? Powiedzcie, że to się spełniło... - Kupiec aż zacisnął kciuki i poczerwieniał na twarzy z podniecenia.
- Oczywiście, że nie żyje, chyba po to nas wynająłeś. Nie zdarzyło się jeszcze, żebyśmy zawiedli klienta - odparł spokojnie Marcus, patrząc mu pewnie w oczy.
- Tak, tak, oczywiście nic takiego nie sugerowałem, ale wiecie... - Udo urwał, wpatrując się w ścianę za skrytobójcami. - Zanim zapłacę zaległą część pieniędzy... no wiecie, chciałbym mieć dowód... coś, co by mi pozwoliło spać spokojnie...
- Nie wierzysz nam? - Zapytała Solveig. Chłodno, wręcz mdło.
- Wierzę, wierzę, mówiłem, że nic innego nie podejrzewam, po prostu chcę mieć pewność. Moja córka jest dla mnie najważniejsza i...
- Mamy dowód... - mruknął Beister i skinął głową na Geiss.
Solveig sięgnęła powoli do torby i wyciągnęła z niej rebrną bransoletę, którą rzuciła na blat biurka. Przedmiot potoczył się w stronę kupca i opadł na jedną ze stron, niemal centralnie przed Hildebrandem.



Mężczyzna chwycił bransoletę w pulchną dłoń, przyglądając się jej.
- Poznajesz? - Zapytał Marcus.
- Tak, tak, poznaję. Wielokrotnie widziałem ją na nadgarstku Maxa Grubera, gdy przyjeżdżał do Iloise. Zatem stało się... pięknie. - Zaśmiał się chrapliwie, wciąż oglądając bransoletę.
- Pieniądze - mruknęła Solveig.
- A tak, tak... pieniądze to coś, co cenimy sobie najbardziej... mamy coś wspólnego - powiedział Hildebrand, sięgając do szuflady biurka, skąd wyciągnął pękatą sakiewkę i rzucił w stronę Marcusa.
Ten chwycił ją pewnie w dłoń.
- Nie sądzę - rzucił skrytobójca. Przeliczył pieniądze. Wszystko się zgadzało, więc schował sakiewkę do kieszeni płaszcza i skinął głową Solveig. - Polecamy się na przyszłość...
- Na pewno będę pamiętał - odrzekł kupiec.

Skrytobójcy wyszli ze sklepu, a Beister wręczył Solveig jej działkę: całe półtorej korony. Kobieta schowała zapłatę i uśmiechnęła się szeroko do Marcusa.
- Czyli do gospody? Chyba jednak mam ochotę na tę wspólną kąpiel.
- Fantastycznie, bo ja również - odrzekł mężczyzna.
W dobrych nastrojach ruszyli do "Złotego Kufla".
 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
Stary 17-11-2016, 11:58   #5
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
otarcie do gospody nie zabrało im wiele czasu, gdyż tym razem nie przeciskali się przez tłumy na targu, tylko wybrali okrężną drogę. Co jakiś czas mijali podejrzliwie patrzących strażników miejskich, jednak nie byli przez nikogo zaczepiani, czy niepokojeni. W "Złotym Kuflu" powoli robiło się tłoczno, więc ruszyli od razu na górę, wcześniej upewniając się, że gospodarz nagrzał wodę i przygotował balię. Niemal od drzwi Marcus i Solveig rzucili się w sobie w ramiona, nie zwracając nawet uwagi na to, jak urządzony był pokój. Szybko pozbyli się ubrań i wskoczyli do balii z wodą, gdzie kontynuowali igraszki.


Do głównej, zatłoczonej już sali zeszli wieczorem, gdy żołądki przypomniały im o tym, że pasowałoby zjeść jakąś kolację. Niemal wszystkie stoły były już zajęte przez ludzi, elfy, czy krasnoludy - każdy z gości toczył dysputy we własnym gronie, choć kilku z nich zwróciło uwagę na urodę Solveig, posyłając jej jednoznaczne spojrzenia. Alkohol lał się strumieniami, było głośno i wesoło.


Zajęli jeden z ostatnich wolnych stołów w kącie sali i zamówili posiłek składający się na pierogi z mięsem, do tego alkohol dla Marcusa i mleko dla Solveig. Rozmawiali dość długo na talerzami, gdy nagle w spokojny rytm odgłosów nocy i wieczornych pogawędek przy stołach wdarł się odgłos otwieranych z rumorem drzwi. Marcus i Solveig zerknęli na nowego gościa, którym okazał się młody chłopak, rozglądający się nerwowo po sali. Ubrany był bardzo przeciętnie, tak, by nie rzucać się w oczy. Był szczupły, a najbardziej wyróżniał się zmierzwioną, brązową czupryną.

Rozejrzał się, zawiesił wzrok na Solveig, po czym pospiesznym krokiem, skulony w sobie, podszedł do stolika skrytobójców, wciąż rozglądając się po oknach.
- Czy mogę przez chwilę posiedzieć z szanownym państwem. Wyglądacie mi na kogoś, kto potrafi się obronić, a ja... jakby to powiedzieć... mam teraz delikatne kłopoty. Nie wyrzucajcie mnie, proszę! Ściga mnie dwóch drabów – powiedział przyciszonym głosem. - Ja tylko pożyczyłem sobie coś od nich a oni chcą mnie zarżnąć jak prosię.
 
Kenshi jest offline  
Stary 17-11-2016, 14:51   #6
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 6775 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
Seks w dość ciasnawej balii był trochę niewygodny, ale i tak dali radę. Gdy skończyli się pieścić, Marcus po prostu poszedł się zdrzemnąć, jak to zwykle miał w zwyczaju po dobrym pieprzeniu. Gdy się obudził, Solveig siedziała przy niewielkiej szafce i konserwowała broń. Burczało mu w brzuchu, zatem zeszli na dół, gdzie zebrało się już trochę gości. Skrytobójca nie cierpiał takich tłumów, nieważne, gdzie się znajdował.

Skupił się na pierogach, gdy drzwi do gospody otworzyły się, a do środka wpadła jakaś chudzina, która na pierwszy rzut oka wyglądała Beisterowi na żebraka, przybłędę albo złodzieja. Trochę go zaskoczyło, że Anders na niego nie zareagował, ale w sumie mając tylu gości w karczmie, kto by się przejmował jakimś znajdą. Młody jednak wydawał się być zastraszony i co gorsza, po chwili zawitał do ich stolika.

Wysłuchali jego opowieści, skupiając się na żarciu, po czym Marcus posłał mu zupełnie obojętne spojrzenie.
- Pożyczyłeś, ta? Na zawsze? - zapytał, widząc jak tamten przewraca oczami na lewo i prawo. Nie ufał takim gnojkom nie od dzisiaj, ale sam tak zaczynał, więc klepnął siedzisko obok siebie i spojrzał na młodego. - Siadaj i mów, kto cię goni i z jakiego powodu. Tylko nie kłam, bo ja i moja towarzyszka bardzo źle reagujemy na oszukiwanie. Najpierw jednak powiedz, jak się nazywasz...
 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
Stary 17-11-2016, 18:04   #7
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
hłopakowi aż się oczy zaświeciły, gdy Solveig podsunęła mu pod nos swoją porcję pierogów. Wsuwał je z taką prędkością, że było niemal pewnym, iż to był jego pierwszy poważniejszy posiłek od kilku dni. Napychając usta ciepłymi pierogami próbował mówić, jednak widząc, że nie przynosi to efektu, opróżnił wpierw talerz, a potem, gdy już wszystko przełknął, skinął im głową.
- Dziękuję. Naprawdę. Jesteście dobrymi ludźmi. - Uśmiechnął się szczerze, a w jego oczach widać było nadzieję. Co jakiś czas jednak oglądał się za siebie, kierując wzrok w stronę drzwi, jakby obawiał się, że za chwilę ktoś wejdzie i wyciągnie go na zewnątrz. - A co do mojej sprawy... Nazywam się Horst... Horst Kessler. Pochodzę z Büren, to taka mała wioska, kilka dni drogi stąd. Moi rodzice zmarli jakiś rok temu i od tamtej pory jestem zdany sam na siebie. Podróżuję od miasta do miasta, czasami muszę kraść, by przeżyć. Jestem za duży, by mnie ktoś przygarnął i za młody, żebym mógł iść do normalnej pracy...

Horst zamyślił się na chwilę, spuszczając wzrok.
- Zimę spędziłem w wiosce obok, pracując na czarno jako stajenny w gospodzie. Potem jednak gospodarz się rozmyślił i mnie wygonił, więc musiałem organizować sobie życie sam. Miałem zamiar wyruszyć do Suderberga, ale na taką podróż potrzeba i jedzenia, i pieniędzy. Więc zawitałem tutaj i przyczaiłem się w karczmie „Młot i Kowadło”. Akurat weszło dwóch ludzi, którzy mi przypasowali, a do tego usiedli w najciemniejszym kącie izby. Pomyślałem sobie wtedy – oho, to jest to! Byli tak zaabsorbowani rozmową, że nawet nie zwrócili uwagi, gdy przewinąłem się koło nich i wyciągnąłem z sakiewki jednego z nich to. - Horst sięgnął do kieszeni i po chwili oczom Marcusa i Solveig ukazał się duży, złoty sygnet.

Po bokach wygrawerowane miał delikatne motywy roślinne, natomiast z czarnego oczka wyzierał srebrny symbol – drzewo i księga. Skrytobójcy wpatrywali się w sygnet i po chwili dotarło do nich, że widzieli ten sam znak dzisiaj na rynku, wśród jednego z kupców. Logo wyszyte na zielonym atłasie niełatwo było przeoczyć. Horst nagle schował swoją zdobycz i kontynuował.
- Myślałem, że się nie zorientują, ale wtem jeden z nich obejrzał się na mnie, a ja zrobiłem najgłupszą minę, jaką umiałem i skierowałem się do wyjścia. Człowiek, który na mnie patrzył miał szpetną, krostowatą twarz. Wychodząc z karczmy byłem już pewien, że podniosą rwetes i są pewni, że ich okradłem, ale okazało się, że nie... nic się nie wydarzyło. Było cicho jak w nocy na cmentarzu. Najpierw chciałem wrócić do karczmy, żeby nie wzbudzić podejrzeń, ale gdy zobaczyłem, że nagle obaj wyszli na zewnątrz i wyciągnęli długie noże, wiedziałem już, że coś się święci... Jeszcze nigdy tak szybko nie biegłem, a serce to chciało mi gardłem wypaść - Relacjonował chudzina. - Pewnie teraz obaj czają się gdzieś tam na mnie i czekają, aż wyjdę z karczmy, żeby mnie wypatroszyć... Nie chcę już tego pierścienia – po raz kolejny sięgnął do kieszeni, wyjął swoją zdobycz i wręczył Solveig. - Weźcie go i oddajcie tym ludziom, niech tylko przestaną na mnie polować. Powiedzcie proszę, że to jakaś pomyłka, albo coś wymyślcie. Tylko nie oddawajcie mnie w ich ręce.

Młody schował twarz w dłoniach i pochylił się nad talerzem, co chwila rozglądając się po sali. W jego oczach czaił się strach.
 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 17-11-2016 o 18:11. Powód: poprawka układu tekstu.
Kenshi jest offline  
Stary 17-11-2016, 20:34   #8
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 6775 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
Początkowo, Marcus miał po uszy tego pierdolenia i chciał powiedzieć chłopakowi, że skoro sam sobie nawarzył piwa, to niech teraz sam je wypije, ale w miarę, jak tamten opowiadał, tak Beister zaczynał myśleć nieco innymi schematami. Co prawda on musiał sobie radzić w takich sytuacjach sam, ale nie każdy był nim. Nie każdy miał taką psychikę i jaja. Proste spostrzeżenia podpowiadały, że skoro ci goście wyleźli za Horstem (jeśli tak się chłopaczyna naprawdę nazywał) z karczmy, to chcą go zabić i odzyskać pierścień, skoro oskubali tutejszego kupca. Ewentualnie jacyś ich wrogowie wysłali chłopaka na wabik, żeby wykurzyć ich z gospody i załatwić swoje sprawy.

Marcus miał wrogów w pewnych środowiskach, a już zwłaszcza w Middenlandzie.
- Żeś się wjebał po całości, gnojku - mruknął Beister, dopijając wino ze szklanicy. Odstawił naczynie i spojrzał na Solveig. - Co z tym zrobimy, kochana? Zostawimy małego Horsta na pastwę losu, żeby sam rozwiązał swoją nieciekawą sytuację, czy jednak damy nauczkę tamtym chłoptasiom? - Głos miał pewny i wręcz drwiący.
- Pieniądze mamy z ostatniego zlecenia, więc czas na zabawę - odparła blondynka, uśmiechając się półgębkiem.
- Masz szczęście, że MAMY te pieniądze, bo za darmo, to tylko kosę pod żebra możesz dostać, ale dzisiaj mamy gest - rzucił Beister. Wrzucił trzy ostatnie pierogi do ust, po czym zebrał się od stołu, celując widelcem w dzieciaka. - Złodziej, czy nie złodziej... pomożemy ci, młody. Jedyny raz. Może to cię nauczy lepiej wybierać sobie osoby do okradania. Prowadź nas w stronę tej gospody i w razie czego wskaż tych ludzi.

Horst skinął energicznie głową i uśmiechnął się. Marcus zwrócił się do Solveig.
- Jakby doszło do jakiejś awantury, postaraj się zostawić jednego przy życiu. Będę chciał się dowiedzieć, skąd dostali ten pierścień... Jak już zdecydowaliśmy się pomóc tej znajdzie, to chociaż zróbmy to odpowiednio.
- Mogę się postarać, ale nie obiecuję
- rzuciła kobieta, zabierając swoje rzeczy.
- Norma - odrzekł Beister i pchnął chłopca w stronę drzwi wyjściowych z gospody. - No dalej, Horst, pokaż nam tych ludzi...
Solveig w tym czasie podeszła jeszcze do szynku, zapłaciła za kolację i
powiedziała gospodarzowi, że niedługo powinni wrócić i by nie oddawał ich pokoju nikomu innemu.
 
__________________
All we have is now...

Ostatnio edytowane przez Mroku : 17-11-2016 o 20:37.
Mroku jest offline  
Stary 18-11-2016, 08:12   #9
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
o wyjściu na zewnątrz, uderzyło ich zimne, wieczorne powietrze. Horst rozejrzał się nerwowo, po czym gestem dłoni nakazał iść skrytobójcom. Wzdłuż uliczki ciągnął się żywopłot, w oddali słychać było ujadanie psa, a od strony gospody wiatr niósł przyjemne zapachy potraw. Mannslieb schował się za chmurami, które, nie wiedzieć czemu, nagle przysłoniły rozgwieżdżone niebo. Z zakamarków bram, zza drzew i budynków wypełzały mroczne cienie. Dzieciak na chwilę się zatrzymał, jednak popchnięty energicznie przez Beistera, ruszył w końcu, skręcając w najbliższą alejkę.


Mniej więcej w połowie drogi wydawało im się, że słyszą jakiś szmer. Odwrócili się w gotowości i nasłuchiwali. Nic się nie działo, było cicho jak w grobie. I wtedy Solveig aż podskoczyła w miejscu, gdy z górki śmieci przy ścianie wyskoczy czarny kot i przebiegł im drogę, pomiaukując nerwowo. To był zły znak. Jeszcze przez chwilę nasłuchiwali, jednak w końcu ruszyli w dalszą drogę. Za moment znów obejrzeli się za siebie – tym razem Marcusowi wydawało się, że w cieniu coś się poruszyło.

W tym właśnie momencie zza chmur wyłonił się blady, większy z księżyców. W jego świetle skrytobójcy dostrzegli błysk stali i dwie mroczne postaci, szybko podążające w ich kierunku; cicho, niczym zjawy przemykające między cmentarnymi nagrobkami.


- T...to..to oni! To oni za mną szli! - Horst wskazał palcem na dwóch zamaskowanych mężczyzn, po czym schował się za Solveig i padł na kolana, zasłaniając głowę rękoma, jakby próbował zniknąć, bądź tkwił w przekonaniu, że zbiry go nie dostrzegą.
 
Kenshi jest offline  
Stary 18-11-2016, 10:16   #10
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 6775 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
- Kurwa mać! - warknął Marcus, niepocieszony, że dali się podejść jak amatorzy, a nie doświadczeni zabójcy. Na ładowanie kuszy nie było czasu, gdyż tamci będą przy nich lada chwila. Chwycił więc za dwa noże nasączone trucizną które nosił z tyłu pod płaszczem, zamachnął się i rzucił w bliższego z przeciwników. Miał nadzieję, że ostatnie dni leniuchowania nie popsuły jeszcze jego celności. W razie czego był przygotowany na dobycie miecza.

Solveig w tym czasie dobyła sztyletu i przyjęła pozycję bojową przy chłopaku, gotowa go bronić.
- Ja zostanę przy Horście, gdyby któryś z nich się przedarł! - rzuciła towarzyszowi krótką komendę.

Skrytobójca skinął jej jedynie głową i zacisnął zęby, ruszając im naprzeciw. Czyli dwóch weźmie na siebie – no cóż, może być ciekawie. Gdy tylko cisnął nożami, z miejsca chwycił za miecz przy pasie, by móc odparować atak drugiego z oponentów. Lub obu naraz, gdyby jakimś cudem nie trafił pierwszego.
 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166