Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-01-2017, 08:38   #1
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 7076 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
[Warhammer IIed.] Bracia Krwi

Niemal całą przestrzeń niewielkiej, pogrążonej w półmroku jaskini zajmowały usypane z czerwonego prochu okręgi. Pośrodku nich stała potężnie zbudowana postać odziana w misternie wykonaną, czarną jak najgłębsza noc zbroję płytową, którą zdobiły idealnie wypolerowane czaszki, symbole Chaosu oraz inne drobiazgi zdobyte na pokonanych wrogach. Każdy z okręgów wokół mężczyzny nachodził na siebie, a w środku znajdowały się dary dla Pana Krwi. Kości, dobrze zachowane wnętrzności, głowy o wyrazach twarzy zastygłych w wiecznym przerażeniu.

Tuż przed odzianym w czerń rycerzem znajdowała się masywna, ciężka ikona z brązu przedstawiająca ośmioramienną gwiazdę Chaosu a pod nią, na drewnianej tacy leżało spływające krwią ludzkie serce. Mężczyzna przeciął ciszę niskim, zachrypłym głosem wypowiadającym słowa plugawej modlitwy, z każdą chwilą recytując ją coraz bardziej podniosłym tonem. Do jaskini wdarł się nagle mocny, pojedynczy podmuch wiatru, który poderwał w powietrze usypany w okręgach, czerwony proch. Szkarłatne drobinki poczęły wirować wokół rycerza, a on nie przestawał wypowiadać zakazanych słów, niemal je wykrzykując. Serce leżące na tacy przed posągiem Chaosu zaczęło nagle bić jak oszalałe, wyrzucając z okaleczonych arterii strumienie krwi, wprost pod nogi wojownika.

Gdy ciemna ciecz otoczyła stopy, mężczyzna poczuł, jakby przez jego ciało przetoczył się piorun. Wyprostował się, wciąż wypowiadając słowa uwielbienia dla Khorne'a, a w trzewiach poczuł coś dziwnego. Najpierw mrowienie, następnie przypływ niepohamowanej energii. Świat zawirował mu przed oczami, gdy targnął nim niewyobrażalny ból, jakby ktoś odkrawał plastrami skórę od ciała rozgrzanym do czerwoności ostrzem. Zamiast krzyczeć, rycerz tylko zaśmiał się przeciągle pod hełmem. Khorne zwrócił na niego swoją uwagę, w końcu dostąpi jego łaski. Kolejna fala bólu i uderzenie skumulowanej w szkarłatnym prochu energii posłała go na kolana. Widział tylko krwawą łunę, która oddzieliła się nagle od jego ciała i zaczęła formować w galaretowaty, nieplastyczny kształt. W skupieniu i oczekiwaniu obserwował. Nie minęło wiele czasu, jak ujrzał przed sobą masywną, odzianą w czarną jak smoła zbroję płytową postać. Ujrzał... siebie.


Czerwony proch rozpłynął się w powietrzu, tak samo jak wszystkie dary dla Pana Czaszek. Rycerz Chaosu wstał z kolan i podszedł do swego sobowtóra, przyglądając mu się uważnie a przez głowę przelatywały mu setki myśli.

- Mamy tu wiele do zrobienia, Axelu. - Odezwał się w końcu drugi z rycerzy, tym samym głosem, co pierwszy.

Wtem, niczym za dotknięciem magii, na Axela spłynęła wizja, jego umysł oczyścił się. Wszystko poukładało się w jedną, spójną całość. Wiedział już, dlaczego Khorne obdarował go bliźniakiem, jeśli tak mógł go nazwać. Skinął na drugiego z rycerzy i obaj ruszyli do wyjścia z jaskini. Axela przepełniała radość z tego, co już za chwilę zdarzy się na tych ziemiach.

Istotnie, mieli tutaj z "bratem" wiele do zrobienia. Khorne będzie zadowolony, gdy okolica spłynie niebawem morzem krwi.
 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
Stary 10-01-2017, 11:32   #2
 
Mroku's Avatar
 
Reputacja: 7076 Mroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputacjęMroku ma wspaniałą reputację
1


17 Brauzeit 2528,
wczesny wieczór, wioska Beelen,
Wielka Baronia Nordlandu,



Deszcz rozbijał się ciężkimi kroplami o szyby, targany porywistym, północnym wiatrem i wydawało się, że prawdziwa ulewa dopiero ma nadejść. Czarne kontury bezlistnych drzew i pojedynczych zabudowań gospodarczych majaczyły na tle granatowego nieba z okien gospody "Tańczący Minstrel" w wiosce Beelen położonej w zachodnim Nordlandzie. Mieliście szczęście, gdyż dotarliście tutaj zanim solidnie lunęło, ciesząc się z dachu nad głową i paleniska dającego ciepło tego zimnego, jesiennego wieczora, z którego chyba tylko Yelena mogła być zadowolona.

Beelen nie było wielką wioską - ot, na oko trzydzieści gospodarstw otoczonych palisadą z nierówno ociosanego drewna, z jedyną w osadzie karczmą, w której właśnie gościliście. Główna sala pękała w szwach - rozmawiano, pito, śmiano się. Jesienna aura zbliżała do siebie ludzi, zacieśniała relacje. Wynajęliście pokoje u jowialnego gospodarza, który przedstawił się jako Horst Hoffman i racząc się przednią strawą oraz napitkiem, rozmawialiście. Podróżowaliście ze sobą już trzeci miesiąc, choć Niklaus i Rolf znali się dużo dłużej, niż reszta z was. Stanowiliście dość barwną ekipę, po której od razu widać było, jak i czym zarabia na życie. Goście "Minstrela" co jakiś czas obrzucali was podejrzliwymi, ale i zaciekawionymi spojrzeniami, ale w takich miejscach było to naturalne. Najwięcej uwagi zwracali na siebie Yelena, odziany w płyty Rudger i oczywiście Niklaus, na widok którego co niektórzy sprawdzali, czy sakiewki są na swoim miejscu. Chyba nie mieli tutaj zbyt dobrych wspomnień związanych z niziołkami.

Pomimo dość wesołej atmosfery, dało się też wyczuć wśród klienteli napięcie i wystarczyło się tylko wsłuchać w opowieści zasłyszane przy kilku sąsiednich stolikach, by wiedzieć, co działo się w okolicy. A ponoć działo się nieciekawie. Mówiło się, że w Lesie Cieni oraz jego okolicach grasują wielkie i okrutne wilki. Kilku wieśniaków zaginęło bez śladu, odnaleziono też okrutnie okaleczone bydło. Ofiarami padło kilku szlachciców z Auerswaldu, grupa najemników i kupiec z Wolfenburga wraz z ochroną. Paru podpitych wieśniaków rozprawiało na temat wilków na tyle głośno, że wszystko słyszeliście.
- No ale mówię ci, Heinrich, że one som ogromne i białe, jakby sam Ulryk na ziemie zszedł.
- Głupiżeś, Dieter, przecie te wilki to czerwone futro majom i pełno mutacji. Najgorsze mutacje, jakie żeś widzioł w swoim życiu.
- Żodnych żem nie widzioł jeszcze...
- No właśnie, takie paskudne som, że lepij, żebyś nie widzioł.
- A jo żem słyszoł.
- Wtrącił się trzeci, bekając przy okazji donośnie. - że te wilkory to som dwugłowe, a w ich łoczach ogień tańcuje. Lepij się tero nie kryncić po lasach, bo już można nie wrócić...
- Tak jak Hans...
- Ano, bidny chłop, oj bidny. Wypijmy za niego...


Stuknęli się kuflami i wydudnili niemal całą zawartość, pogrążając się w ponurym zamyśleniu. Nie od dziś było wiadomo, że wszelkie historie opowiadane przez wieśniaków należało przepuścić przez grube sito, by oddzielić plotkę od prawdy (o ile w ogóle się dało), jednak pewne było, że w okolicy znikają ludzie. Niczym nowym to jednak nie było, bo niedobitki Chaosu wciąż grasowały po Imperium, nawet teraz, pięć lat po zwycięstwie nad Archaonem i często zasadzały się na okoliczną ludność.

Z rozmyślań wyrwało was nagle przeciągłe, przebijające się przez szum lejącego deszczu wilcze wycie. Dochodziło z całkiem bliska i urwało się dość szybko, jednak zdążyło przestraszyć gości zebranych w gospodzie. Karczmarz podbiegł do drzwi i na drewniane skoble założył grubą belkę, ryglując wejście, a wracając za szynk wykonał ochronny znak młota. Część ludzi przysunęła się ze swoimi napitkami bliżej siebie, z niepokojem wyglądając w stronę okien, za którymi panowała już zupełna noc.

 
__________________
All we have is now...
Mroku jest offline  
Stary 10-01-2017, 14:26   #3
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Cieszyła się na zmianę pogody i od razu czuła to w kościach oraz samopoczuciu. Zbliżający się Czas Mrozów był przez nią wyczekiwany przez ostatnie kilka miesięcy, gdy była flegmatyczna i ospała. Jesień przyniosła przebudzenie i nieco więcej energii, a ostatnie dni na terenie Nordlandu były dla niej niczym kąpiel w lodowatej wodzie. Orzeźwiające i upragnione. Towarzysze, z którymi podróżowała nie podzielali jej optymizmu, ale nie dbała o to. Nadchodził czas, gdy jej zdolności magiczne osiągną apogeum i wreszcie poczuje się sobą. Powód do radości był podwójny, gdyż wracała do Praag, do Lodowego Pałacu z poczuciem dobrze wykonanego zadania. Jej przełożona z pewnością będzie zadowolona, gdy Yelena zda odpowiedni raport, co - jak sądziła - zaowocuje kolejnymi misjami dla Kolegium Lodu. Kobieta była ambitna, odważna i nie brała porażki pod uwagę. Takie cechy ceniło się w miejscu, z którego pochodziła.

Yelena ze swoimi stu siedemdziesięcioma centymetrami była wysoka jak na kobietę i szczupła, choć zaokrąglona tam, gdzie trzeba. Niemal całą jej sylwetkę skrywał błękitny płaszcz z kapturem obszytym wilczym futrem, spod którego wyzierała idealne dopasowana, równie błękitna tunika z białymi zdobieniami oraz skórzane, przylegające do zgrabnych nóg spodnie. Na stopach miała porządne, czarne buty pod kolano, a tuż obok siedziska leżał wypchany po brzegi plecak podróżny. Przy boku spoczywała kislevska szabla i choć noszona przez Yelenę była raczej ozdobnie, bo kobieta nie była najlepsza w walce wręcz, to gdy tylko chciała, mogła sprawić, że ostrze pokryje się magicznym lodem i będzie emanować przenikliwym mrozem, co z reguły odstraszało co bardziej krewkich jegomości chętnych na jej krągłości. Spojrzenie nienaturalnie błękitnych oczu miała ostre, a usta dość wąskie, co sugerowało postronnym, iż cały czas jest zdenerwowana. W sumie jej to pasowało, gdyż dzięki temu niewielu było obcych, którzy chcieli zamienić z nią słowo, a i ona się do tego nie garnęła. Imperialnych ludzi poznała jako obleśnych, śmierdzących i zboczonych. W większości przypadków. Dzisiejszego wieczoru postanowiła zrzucić kaptur i pochwalić się wszystkim zebranym swoją wschodnią urodą.


Po otrzymaniu swojego posiłku upięła ciemne włosy spinką na głowie, by nie wpadały jej do miski, a zwisający z szyi wisior zakończony wybitym w metalu płatkiem śniegu wrzuciła za koszulę i zaczęła jeść. Bardzo powoli, gdyż nie cierpiała gorącego jedzenia. Co jakiś czas spoglądała na ludzi zebranych w sali i swoich kompanów. Trzech prawdopodobnie imperialnych mężczyzn, niziołek, który zdawał się jej bać (a przynajmniej tak odbierała jego zachowanie) oraz Dimitri - rodak z dalekiego Kislevu. Podróżowali razem od dawna i choć Yelena była raczej samotniczką, to wiedziała, kiedy należało przyłączyć się do kogoś, kto w razie czego wesprze na niebezpiecznym szlaku. Zwłaszcza, że jej podróż miała swój cel i nie mogła zginąć gdzieś na jakimś zapomnianym przez bogów zadupiu. A pomoc towarzyszy przydała się bardzo, gdy kilkukrotnie wpadli w tarapaty.

Dzisiejszego wieczora wylądowali w wiosce Beelen, a uderzające o szyby ciężkie krople deszczu niemal hipnotyzowały Yelenę. Podświadomie czuła na swym ciele wiatr uderzający o okiennice i doszła do wniosku, że po kolacji pewnie przejdzie się na krótki spacer. Otworzyła przyniesioną przez gospodarza flaszkę wódki i wychyliła z gwinta, krzywiąc się paskudnie. Bynajmniej nie z powodu smaku, gdyż już gorsze rzeczy pijała.
- Ciepła... - powiedziała reikspielem z wyraźnie ciężkim, wschodnim akcentem. Jej głos był przyjemnie kobiecy, ale chłodny, pozbawiony emocji. - Pit tepluyu vodku, kak svyatotatstvo*. - Dodała już w kislevskim, co zrozumiał najpewniej tylko Dimitri.
Chwyciła butelkę w dłoń, a towarzysze mogli widzieć, jak szkło w moment pokryło się grubą warstwą szronu, pełznącym miarowo w stronę szyjki. Nim osad tam dotarł, Yelena cofnęła dłoń i uśmiechnęła zawadiacko, rozlewając bezbarwną ciecz towarzyszom do literatek.
- Teraz jest odpowiednia do picia - rzuciła, dumna z siebie.


Lubiła się od czasu do czasu popisywać swoimi zdolnościami, w końcu były błogosławieństwem, no i robiły wrażenie na ludziach nieobeznanych z magią. Nie rozumiała, dlaczego część dziewczyn w Lodowym Kolegium nie potrafiło do końca zaakceptować tego, kim są. Yelena potrafiła, wręcz czuła się lepsza od innych, gdyż władała jednym z najpotężniejszych, niszczycielskich żywiołów. Czy mogło być w życiu człowieka coś równie ekscytującego?

Stuknęła się z kompanami szkłem i chcąc, nie chcąc, do jej uszu docierały rozmowy tubylców. Zaitseva prychnęła pod nosem, słysząc, jak opowiadają sobie o wielkim, dwugłowym, białym, albo czerwonym wilku, który podobno grasował w okolicy. Jedno, czego nauczała się przez te kilka lat podróży między Imperium a Kislevem, to to, że wieśniacy wszędzie mają wybujałą wyobraźnię, choć podobno w każdej plotce tkwiło ziarno prawdy. Zajadając chłodną kaszę z jakimś mięsiwem, odezwała się do Rolfa, który dał się poznać jako ten, co potrafił znaleźć drogę nawet w najgorszych chaszczach.
- Potrzebuję dostać się do Ostlandu, do Wolfenburga. Możliwie najkrótszą trasą. Uważasz, że podróż przez Las Cieni będzie najszybsza? - Zapytała, patrząc zwiadowcy pewnie w oczy, a następnie powiodła wzrokiem po wszystkich zebranych przy stole. - Miło byłoby, gdybyście mi towarzyszyli, ale nie jest to konieczne, jeśli macie inne plany.

I wtedy ich rozmowę przerwało wycie wilka. Zew był głośny i wyraźny, jakby zwierzę stało ze dwa domy dalej. Na dźwięk wilczego wołania Yelena uśmiechnęła się pod nosem - w pewien sposób kochała te zwierzęta. W pewien sposób miała z nimi trochę wspólnego. Odsłoniła równe, białe ząbki w szerokim uśmiechu, gdy zobaczyła gości karczmy przysuwających się bliżej siebie, jakby to miało dodać im otuchy, a przecież siedzieli w ciepłej, bezpiecznej gospodzie.
- Co za tchórze - mruknęła bardziej do siebie, niż przyjaciół, ale na tyle głośno, by ci ją słyszeli i polała następną kolejkę zmrożonej wódki. Spojrzała na Rolfa, Emmericha i Rudgera. - Wszyscy wieśniacy w Imperium to takie osrajdupy? Czy tylko ja zawsze mam to nieszczęście na takich trafiać?
Ironiczny uśmieszek nie znikał jej z twarzy, gdy uniosła pełny kieliszek.
- Vashe zdorovye** - Wychyliła do dna, a zimny płyn przyjemnie drażnił jej trzewia.




* Picie ciepłej wódki to jak świętokradztwo.
** tego chyba nie muszę tłumaczyć :P
 
Tabasa jest offline  
Stary 10-01-2017, 14:58   #4
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 4941 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Rudger wstał od stolika, a każdy jego ruch niósł się po cichej teraz sali jak gromy. Rycerz płonącego słońca przeszedł przez salę z subtelnością buldożera, po czym stając przed zaparowanym, mokrym oknem przetarł je delikatnie wewnętrzną stroną rękawicy.
Rudger wyjrzał przez nie, ale nawet gdyby coś zobaczył to jego reakcja nadal była by taka sama. Znudzony odwrócił się na pięcie i powrócił do towarzyszy. Ów scena jaką odegrał rycerz miała na celu podniesienie na duchu mieszkańców zebranych w karczmie. Pokazaniu im, że jest we wsi ktoś kto nie boi się złego wilka z lasu, i kto, jeśli go ładnie poproszą, pomoże.

Rycerz usiadł z powrotem na swoim miejscu, przy okazji przysunął hełm bliżej siebie.
- Zabiję wilka.- Powiedział w końcu bez jakiś większych ceregieli. Było to stwierdzenie tak proste i obojętne jak zdania typu "zrobię pranie", albo "idę się odlać". Jednak towarzysze zdążyli już na tyle poznać rycerza by wiedzieć, że Rudger brał swój status na poważnie. Jeśli jakiejś zapłakanej wsi zagrażała wataha wilków, to on miał za zadanie tę wieś obronić i wyrwać chwasta.

Nie byłby to pierwszy raz, gdy rycerz walczył z ogarami chaosu. Podczas swojej podróży z Talabheim miał okazję stawić czoła bandzie zmutowanych wilków gdy karawana, którą ochraniał przejeżdżała traktem wzdłuż Gór Środkowych. Wtedy Rugder został zaskoczony, w środku nocy, bez zbroi. Jedynie z mieczem przy boku i butach na stopach. Pozostała mu po tym spotkaniu paskudna blizna, która szpeciła mu praktycznie całe przedramię, od nadgarstka po łokieć. Tamtej nocy jeden z wilków złapał go za prawe ramię, bestia szarpała i szarpała jakby chciała urwać, w końcu Rudger przebił jej bebechy mieczem złapanym w drugą dłoń, ale straty były spore i nie obyło się bez 40 szwów.

Teraz jednak sługa Myrmidii miał czas. Mógł opracować, strategię, mógł przygotować taktykę, ale przede wszystkim miał na sobie zbroję, a i wilki raczej przez zaryglowane drzwi nie wpadną. W końcu, po chwili ciszy Rudger znowu się odezwał.
- Najpierw jednak trzeba porozmawiać ze starszyzną wioski. Dowiedzieć się więcej.- Rycerz podniósł kielich ze szczochem jakie miejscowi nazywali winem, gdy Yelena wzniosła toast.- Co by słońce dopisało.- Rudger również wzniósł toast uśmiechając się trochę na przekór lodowej czarownicy. Byli w końcu od siebie tak różni, że bez małych żartów i docinków nie mogło się obyć.
Gdy wypił spory łyk wina powiedział.
- Lud prosty, ludem prostym nazywany jest nie bez powodu. Prostaczkowie noszą swe lęki i urazy na wierzchu, ale i miłość czy przyjaźń wśród nich czytelniejsza.- Rycerz popatrzył po karczmie. Po chwili dodał.- Wolfenburg to stracona sprawa Yeleno, przepadł podczas Burzy i jeszcze się nie podniósł. Wątpię by Ci którzy ocaleli, kiedykolwiek chcieli tam wracać. Mogę Ci jednak towarzyszyć w drodze na południe. Odwiedzę starych przyjaciół. Jednak uprzedzam. Im dalej na południe, tym śniegu mniej.- Rudger uśmiechnął się do siebie, gdy wyobraził sobie lodową czarodziejkę w Tilei. Ona w swoim płaszczu z wilkiem i ono, Tileańskie słońce grzejące w południe, jak wtedy gdy pasowano go na rycerza w świątyni Myrmidii w Remas.

 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 11-01-2017 o 23:43.
Baird jest offline  
Stary 10-01-2017, 21:33   #5
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 26965 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Mężczyzna. Raczej wysoki. Włosy brązowe. Dwudniowy zarost. Twarz i postawa nieprzyciągające uwagi. Oczy czarne, obecnie studiujące twarze bywalców karczmy. Ten jego odruch każdy to spędził z nim więcej niż kilka dni nauczył się już zauważać. Ubrany zwyczajnie, w ciemne kolory - czerń, ciemną zieleń. Nawet tu, w karczmie, nie zdjął kolczugi, nie pozostał w samym skórzanym kaftanie. Jedyne ustępstwo to odrzucony na plecy kolczy czepiec i zdjęte rękawice. Obok krzesła leży sakwa podróżna i tarcza. U jednego boku z pasa zwisa pałka. Z drugiego - kusza, sieć i kajdany. Uważny obserwator dostrzeże błysk metalu spod płaszcza - to jego ukochana zabawka - wykonana wyłącznie z metalu samopowtarzalna kusza, warta więcej niż jego pozostały dobytek razem wzięty.


Emmerich siedział tyłem do ściany, a przodem do drzwi. W jego fachu mawiano, że jeśli łowca nagród jest zmęczony szukaniem tłuczonego szkła w jedzeniu, jest zmęczony życiem. A gdy jakiś siadał pozwalając by za plecami byli nieznajomi i ginął, w papiery, jako przyczynę śmierci, wpisywano samobójstwo. A paranoja była chorobą zawodową. Nie lubił mieć ludzi i okien za plecami. Zresztą, samych ludzi też nie lubił.

Ani łowcy nagród, ani łowcy wampirów nie mieli przyjaciół. Za duże ryzyko i dla samego łowcy i dla bliskich mu ludzi. Zawsze mogli paść ofiarą żądnych zemsty krewnych czy znajomych ludzi, których doprowadził przed oblicze sprawiedliwości. Lub którym sam ją wymierzył. Byli też zbyt łatwym celem, gdyby ktoś chciał go szantażować. Nie mógł sobie na to pozwolić. Musiał być sam. Bez rodziny i bez przyjaciół. Łowcy nagród nie mogli ich mieć.
Miewali jednak sojuszników.
Wysokość nagrody zawsze jest odwrotnie proporcjonalna do szansy na odebranie jej. Tę lekcję odrobił dawno temu. I lepiej dostać mały kawałek dużego tortu, niż zadławić się zbyt dużym kęsem. Pamiętał swojego mentora i jego los.
Dlatego sam znalazł sojuszników. Towarzyszy podróży. Ludzi (i niziołka), którzy nieraz udowodnili swoją wartość. I zadzierającą nosa magiczkę. Ale wszyscy czarodzieje tacy byli, więc nie miał z tym problemu. Przynajmniej była ładna na swój wschodni sposób i dzieliła jego poglądy na powody ruszania na szlak w towarzystwie. Te rozumiał i dlatego mógł jej, w pewnym stopniu, zaufać.

I wyłącznie dlatego pozwolił sobie na jeden kieliszek schłodzonej jej magiczną mocą okowity. Nie więcej. Przytępione zmysły mogły kosztować życie.
Jeść zaczął nie wcześniej niż towarzysze, odczekawszy i tak kilka chwil. Najwyraźniej nie było zatrute. Zwykle minusem było to, że jadło stygło, ale nie dziś - kasza i tak była zimna, a mięsiwo zalatywało lekko.

Gdy rozległo się wycie wilka wsunął rękę pod płaszcz, sprawdził, czy broń jest na miejscu. Była. Uspokoił się. Chłodny dotyk metalu kolby zawsze go uspokajał. Urzędnicy, chłopi czy justycjariusze z którymi rozmawiał, zwykle reagowali na to wręcz odwrotnie, ale nie był to jego problem. A i negocjacje jakoś szły później łatwiej, nie wiedzieć czemu.

Kiwnął głową na słowa rycerza. Dodał:
- Wilki. Nie wilka. Samotnik nie miałby po co i do kogo wyć. Nie będziemy polować na jednego wilka a na watahę. O ile jest nagroda. Za darmo po lasach i błocie chodził nie będę. - zamilkł. Zmęczyła go widać ta długa jak na niego przemowa. To było więcej słów niż zwykle przez dzień wymawiał.

I nie dał po sobie poznać, co sądzi o słowach magiczki. Sam nie lubił zabobonów i głupoty wieśniaków, ale on miał prawo. Sam był jednym z nich. Mimo, że teraz zwykle bali się go. A ona? Cóż mogła o nich wiedzieć?

 
__________________
[b]Ostatni:zapraszam na doca
Oczekuję na: Hakon, Baird, Ismerus, Morel, Stalowy, Komtur, druidh, pi0t, Gob1in

Ostatnio edytowane przez hen_cerbin : 11-01-2017 o 23:11.
hen_cerbin jest offline  
Stary 11-01-2017, 15:02   #6
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu

Niklaus miał jedną bardzo ciekawą cechę, z której był bardzo dumny. Mianowicie przygody, niebezpieczeństwa a również i kłopoty same go znajdywały. Czasami im niechcący dopomagał przez swoją wielką i niezamykającą się gębę lub przez niezrozumienie niektórych mechanizmów jakimi rządził się świat ludzi.

Własnie dzięki tej umiejętnośc zawitał do Middenheim, gdyż podczas poszukiwania przygód Burza Chaosu zagnała go w tamte rejony. Chcąc nie chcać awamturnicze życie i ciągła chęć przeżywania przygód spowodowała, że wpadł w wir spisku kultystów i szczuroludzi, który miał zniszczyć miasto Białego Wilka. Wraz z Rolfem i jeszcze dwójką towarzyszy udało im się zapobiec temu nieszczęściu. Niklaus jako samozwańczy przywódca tamtej drużyny czuł się w obowiązku aby ich wspaniałą pełno niebezpieczeństw przygodę mógł poznać każdy obywatel Imperium. Dlatego mały złodziejaszek i cyrkowiec zaczął interesować się gawędzierstwem i balladami. W niedługim czasie został Bardem mimo że nie posiadał żadnej imeprialnej licencji (Niklaus uważa, że kazdy szanujący się bard powinien takową mieć) to był bardzo dumny z tego faktu.

Niklaus jest wciąż młodym niziołkiem, który nie dorobił się jeszcze małego brzuszka. Ubrany w obcisłe ciuszki, z narzuconym na siebie płaszczem podróżnym był gotów do drogi. Jego małe, brązowe, rozbiegane oczka bacznie oglądały każdego kto znajdował się w karczmie.
Bujne brązowe loki oraz małe kolczyki dodawały mu uroku na którą nie jedną niziołczą pannę już nabrał. Mimo to zew przygody był dla niego zbyt wielki by ostać się gdzieś na trochę dłuzej. Tym razem miało być podobnie...
Czuł gdzieś tak głeboko w swoim maleńkim ciałku że jakiś tam mały Niklaus, który jest w nim już się raduje i podskakuje. Skupił się nad tym uczuciem i tak! Był już pewien i czuł to w kościach! Zbliżała się jakaś przygoda! A skoro przygoda to i kłopoty. Niklausowi one nie przeszkadzały przecież był odważnym poszukiwaczem przygód (wcale nie!), niezłomnym awanturnikiem (to także nie!), wielkim wojownikiem (to już na pewno nie!) i jeszcze większym bardem, który nie bał się niczego! Mimo wszystko mimochodem spojrzał na swojego przyjaciela Rolfa, wiedział, że jak zaraz się w coś wpakują to pewnie będzie to jego wina a on znowu zrobi mu awanture że to jego wina! W ogóle to jak śmiał, przecież nikt mu nie każe wszędzie połętać się za Kołodziejem a Niklaus wbrew temu co mówi Pan Hasmans to sobie by świetnie poradził bez niego! Ot co! Po emeryturze łowcy Niklaus sam ruszy na szlak by wszystkim udowdnić jak to sobie sam świetnie radzi. Myśli Niklausa galopowały dalej i dalej by wrócić znów do jego przyjaciela.
Tak naprawdę to kochał Rolfa. Kochał go jak brata ale wiedział jak każdy kto go znał ze jest cięzki w obyciu. Nie dziwił się, że ta jego Kamila go puściła z torbami. Niby się tlumaczył, że to przygoda go wzywa ale Niklaus mimo że kiwał głową i przytakiwał kompanowi to wiedział jaka jest prawda. W sumie to dobrze że tak się to skończyło. Teraz oni dwaj majacy tylko siebie a przed nimi cały świat!



W sumie dzięki niemu porzucił nazywane okropnie przez ludzi "złodziejstwo" (Niklaus dalej utrzymuje że lepiej pasuje słowo "znalezienie" lub "pożyczenie"), gdyż wytłumaczył mu że przez to niektórzy mniej rozgarnięci ludzie będą na nich krzywo patrzeć co przeciez wielkiemu bardowi nie przystoi. Przecież każdy kocha i lubi bardów, prawda?
Ogólnie czasami niziolek dalej miał problemy z tą sprawą i po dzis dzień Kołodziej nie za bardzo rozumiał to przywiązania ludzi do własności prywatnej. Oceniał, że w Imperium zbytnio się tym przejmują. No ale co zrobić?

Niklaus wpierw podróżował tylko razem z Rolfem gdyż ich dwaj kompani Rubus, mag ktory przybandził do Kollegium Magii i Markus, poczciwy wojownik który przyjął posade kapitana straży w Middenheim, opuścili ich. Teraz obecnie dwaj przyjaciele podróżują w większym gronie. Nie do końca Kołodziejowi podoba się ta drużyna, gdyż połowa z niej to naprawdę poczciwy wojownicy a druga połowa to trochę straszni ludzie.... Mimo to Niklaus zdążył już pokochać ich wszystkich!

Ale zacznijmy od tej magiczki,Yeleny. Gdy patrzył w te niebieskie oczy to przechodziły go ciarki. Strasznie ale to strasznie przez to spojrzenie Yelena przypominała mu.... jego mamę! Tak to samo zimne spojrzenie, które zakorzeniło się we wspomnieniach Niklausa gdy Agnes Kołodziej razem z wałkiem ganiała jego i jego braci po tym jak podjadali podwieczorek bez wczesniejszego zjedzenia obiadu. Niklaus do tej pory to pamięta, co więcej przysiągłby że jego bark co jakis czas dalej go pobolewa.... Mimo to po dluższym zastanowieniu wspominał swoją mamę bardzo dobrze, zwłaszcza jej pyszne naleśniczki z domowej roboty dżemem albo te pierożki z odrobiną sera, ziemniaków i cebulki.. mniam! Albo ten zapiekany krulik ze śliwkami! Albo...
Niklaus tak samo jak czasami bał się czarodziejki był zafascynowany każdego rodzaju magią. Gdy znowu zobaczył jak zamroziła butelkę z jego ust wyrwał się okrzyk radości
- Jaaa Cię nie mogę! Znowu to zrobiła!
Yelena bardzo przypominała mu Rubusa. Co prawda była już pełno prawną czarodziejką a nie tak jak Rubus guślarzem i była kobietą a nie mężczyzną no i była raczej miła dla Niklausa nie jak Rubus który ciągle na niego krzyczał no i Yelena miało to spojrzenie jego mamy a w sumie to Rubus jego tez nie miał. Po szybkim zastanowienieu stwierdził, że Yelena w ogóle nie przypomina Rubusa. Mimo to widział u niego pierwsze czary i do tej pory gdy ktoś czarował w jego obecności automatycznie otwierała mu się buzia a humor poprawiał. Czasasmi sie zastanawiał czy przypadkiem to panna Zaitseva nie rzuciła albo nie rzuca na niego jakiegoś czaru....

Po wypowiedzi rycerza Niklaus zwrócił na niego swoją uwagę. Ten z kolei poczciwy i pewny siebie wojownik bardzo przypominał mu jego byłego już towarzysza Markusa. Tak samo jak on potrafił jednym ciosem miecza zabić szczuroludzia czy inną bestię. Niziołek też cenił jego wielką wiedzę na temat militari i topografi terenu. Przecież kto słyszał o Wofengburgu czy jak on tam miał. To musiałobyc potężnę miasto w którym nie raz potęzny rycerz musiał byc. Sam fakt, że tak szybko zaoferował swoją pomoc i magiczce jak i ludziom spowodowało że znów ciepło o nim Niklaus pomyslał.

Kolejna słowa jakie padły spowdowały że ciarki znów wyskoczyły na plecach niziołka. To kolejna osoba, której Niklaus lekko mówiąc się obawiał. Jak powtarzał jego papa "nie warto ufać tym co mało mówią, ponieważ jak nie mówią to na pewno już kombinują jak tutaj zrobić Ci przykrość" czy jakoś tak to szło. Mimo początkowych obaw Emmerich nie wykazał sie niczym nie miłym w stosunku do Kołodzieja ale mimo to bard wolał dmuchac na zimne. Zwłaszcza gdy łowca nagród sięgał często po kuszę wtedy niby przypadkiem Niklaus stawał za Rolfem by tego osłonił przed jakimś "zagubionym" bełtem...

Widząc, że towarzysze chcą pomóc biednym chłopom i zając się wilkami Niziołek jak przystało na przywódce druzyny za którego się uważał postanowił wypowiedzieć na głos ich pragnienia. I tak wskoczył najpierw na krzesło głośno odchrząknął i zaczął donosnym głosem mówić:
- Dobrzy acz prości ludzie! Nie obawiajcie się! Zaden wilk czy inna bestia nie przjdzie dzisiaj do tego miejsca,gdyż z daleka wyczuwa, że tutaj czeka ją śmierć! Śmierć i nic więcej! - Niklaus widząć, że ludzie zwrócili na niego uwagę wskoczył na stół i mówił dalej:
- Ci oto bohaterowie to prawi i wielcy wojownicy! Zimna jak lód czarodziejak która swoim spojrzeniem zamienia każdego swego wroga w lód! Potęzny i niezłomny rycerz, który jednym ciosem swojego świętego miecza pokonuje aż trzech wrogów na raz! A jego zbroja nigdy nie została nawet zadrapana gdyż czuwają nad nim bogowie! Ten o to łowca.....- Niklaus spojrzał na Emmericha, przełknął głośno ślinę i kontynuował dalej - ....eeeeeeeee....- przynajmniej próbował kontuować - .....eeeeeeee ten łowca trafia ze swojej... yhm piekielnej kuszy w muchę! Do tego stojąc do niej plecami! - krzyknął niziołek rad, że udalo mu się wyjśc z opresji i nie powiedzieć tego, że się go przeceiż obawia.
- Mamy też tutaj tego o to kislevite który swoją szablą tak szybko przebiera, że przeciwnikom wydaje się że walczy on niewidzialną bronią! A serce ma tak złote, że trzyma tego o to Miauczka pod koszulą! Ponoć też z nim sypia... - dodał trochę nie zręcznie Niklaus, który jak zawsze powiedział za dużo.
- No i jest jeszcze Rolf! Łowca, podróżnik, boheter z Middenheim, który przyjmował gratulacje za uratowanie miasta z rąk najwyższych kapłanów Ulryka i samego Imperatora! - tutaj mrugnął porozumiewawczo do przyjaciela, bo obja wiedzieli że to ostatnie było wierutnym kłamstwem ale pewnie reszta która nie wiedziała na pewno uwierzy.
- Walczy przepieknie mieczem a z łuku strzela jeszcze lepiej! No i jestem ja przywódca tej drużyny, Bard Niklaus Kołodziej, również bohater Middenheim i nie jednej wioski, którą uratowalismy po drodze! Nie boimy się niczego i chętnie wspomożemy was w tym trudnym czasie! - zakończył ucieszony bard czekając na reakcję towarzyzy i widowni.

 

Ostatnio edytowane przez Dnc : 11-01-2017 o 22:18.
Dnc jest offline  
Stary 11-01-2017, 21:08   #7
 
pi0t's Avatar
 
Reputacja: 23483 pi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputację
Zdążyli przed zlewą. Poorana bliznami twarz rozpromieniła się. Mężczyzna otrzepał ubranie z pyłu i kurzu, ściągnął hełm i poprawił osełedec. Rozsiadł się wygodnie, odstawił obok swój dwuręczny topór co by nie przeszkadzał w jedzeniu. Oberża wyglądała przyzwoicie, choć podane jadło było chłodne i kiepskie. Jadło się jednak gorsze rzeczy, a już pustawa sakiewka sugerowała, że taki stan rzeczy utrzyma się raczej przez dłuższy czas. Z utęsknieniem czasem wspominał dzieje sprzed 13 lat. Solidny zapas złota, które wtedy zarobił pozwoliło wieść przez długi okres rozpustne życie, wypełnione wystawnymi ucztami, chętnymi do zabawy dziewkami oraz mniejszymi bądź większymi burdami. Ten paskudny świat stał wtedy przed nim otworem. Wraz z człowiekiem z dalekiej północy, norsmenem Oskarem Hinriksonem bawili w przeróżnych wolfenburskich knajpach nim ten postanowił wrócić w rodzinne strony. Z resztą dawnych towarzyszy podejmował się przez pewien czas mniejszych zleceń. W końcu jednak ich drogi się rozeszły. Jednooki postanowił wynająć swoje usługi jako przepatrywacz karawan na szlaku biegnącego przez księstwa graniczne. Esmer von Bildenstein, szlachcic, który w przeciwieństwie do sobie podobnych nie był zadufanym fircykiem, objął dowództwo nad rodzimym regimentem w czasie Burzy Chaosu. Ulrika Hertz, ponętnych kształtów blondynka, która omal nie ruszyła za Oskarem była dzielną kobietą, która nie bała się bronić rodzinnych stron w jakiejś lokalnej ruchawce. Teraz zapewne bawi i pilnuje gromadki swoich dzieci.
Miał nadzieję, że oni wszyscy są w dobrym zdrowiu.
Wspominał również "grzecznego", człowieka, który łamał podkowy gołymi rękami. Przyjaciela, który mając złe przeczucie w okręgu Breda chciał zawrócić. Zginął jednak z rąk skavenów, gdyż wolał pozostać z towarzyszami...

Dimitri od czasu do czasu potrafił się tak zamyślać, wydawał się wtedy nieobecny duchem.
Skończył przeszło 40 lat, w jego wąsach znaleźć można już siwe włosy. Chciał coś jeszcze zobaczyć, chciał jeszcze wziąć udział w jakiejś awanturze, poczuć gorącą krew w żyłach, zarechotać głośno i naszczać na truchło wroga. Chyba właśnie dla tego przystał do tej wesołej kompanii. Jego talizman szczęścia zawieszony drgał szarpany przez mała burą łapkę.

Z zadumy wyrwała go Yelena, kobieta o sylwetce łani, która swym głosem przypominała mu rodzinne strony. Sapieha zbyt długo nie był w Kislevie i nie używał rodzimego języka, jego akcent był już inny. Imperium w którym spędził już pół życia ukradło mu część duszy.
Lodowe dziewice należało traktować z szacunkiem, Dimitri postanowił, że krajance należy pomóc, a przy okazji może i odzyskać część siebie.

-Na zdarowije
Odpowiedział z radością w głosie, wychylając trunek jednym haustem.
Wyciągnął nogi pod ławą nie chcąc zbytnio wtrącać się w dyskusję o chłopach.
- Wataha zwołuje się na polowanie. Zaraz mu jego bracia odpowiedzą, istna pieśń bitewna. Dziwny ten kraj, z jednej strony wilka wielbią, wierzą w niego jako w pana zimy i bitwy. Ale gdy cielak jaki zginie to już tępić. Niby można, ale cała zimę tu spędzimy.
W tym momencie Niklaus dał swój popis. Kiedyś Sapiehę pewnie by to denerwowało. Mały, niziołek co pcha się i wkłada ręce tam gdzie nie trzeba. Ale teraz stanął by w jego obronie gdyby zaszła taka potrzeba.
Niklaus, siadaj proszę, nie wygłupiajcie się. Skoro topora dwuręcznego od szabli nie rozróżniacie, za błazna was wezmą, albo się przestraszą. Zaśmiał się serdecznie.

W tym samym czasie straszna bestia Puszkiem zwana dostrzegł muchę. Kociak wyskoczył z rozchylonego kołnierza, roztrącając misę z kaszą.
- Gospodarzu dajcie jeszcze ciepłego mleka z kożuchem zakrzyknął Dimitri drapiąc Puszka za uchem.

 
__________________
Mistrz gry nie ma duszy! Sprzedał ją diabłu za tabelę trafień krytycznych!

Ostatnio edytowane przez pi0t : 12-01-2017 o 17:30.
pi0t jest teraz online  
Stary 12-01-2017, 00:29   #8
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 23610 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Rolf siedział obok Emmericha po prawej i Niklausa po lewej. Zajadał wolno swoją porcję strawy. Jak zwykle nadstawiając ucha na to co dzieje się wokół. Nie ominęły go słowa miejscowych o bestiach z lasu. Lekko się uśmiechnął gdy trzeci z kolei dodał swój rysopis potworów.

Hasmans od kilku lat z Niklausem podróżował po tym jak jego przyjaciółka Kamila puściła go z torbami po tym jak w pocie czoła z niziołkiem i dwoma druhami obronili Miasto Białego Wilka. Zdobył nie małą fortunę i kilka cennych znajomości. Kamilę wkręcił do jednej z lepszych karczm w mieście a ta zakręciła się wokół bogatszych i dających więcej bezpieczeństwa. Nie dziwił się dziewce bo on sam często wyruszał na szlak by zarobić w swój ulubiony sposób na życie. Eh to już przeszłość. Nie ma co o tym gadać.

Teraz był z małym przyjacielem z dawnych lat i nowymi druhami. Trochę z nimi już przeszedł i wiedzieli, że jak jakiś trop podejmie to lepiej od psa gończego. Zdobywanie informacji na skraju obozów przeciwników było jak splunięcie. Nie raz też pokazał, że z łuku ustrzeli nawet tak zbrojnego rycerza w pełnej zbroi jak Rudger między części blach zakrywające ciało.

- Yelena. Nie musisz pytać. Znam drogę. W tamtych stronach przyszedłem na świat.- Zwrócił się do swojej potajemnej miłości. Odkąd ją poznał nie mógł myśleć inaczej o niej niż o idealnej połówce swojego serca. Była zimna a Rolf przeciwnie. Była często uparta a on wręcz przeciwnie. Jej Niklus się obawiał a jemu by życie w opiekę oddał. Tak różni byli i z profesji i narodowości a jednak uważał, że pasowali by do siebie. Niestety Hasmans nie mógł przełamać pierwszych lodów od paru miesięcy. Eh...

Rudger, z którym mieli podobne poglądy co do ludności bezbronnej i biednej. Był jak brat. Bez słów wiedzieli, że jeden i drugi staną by pomóc tutejszym jeśli przyjdzie taka potrzeba. Niklaus już znał Rolfa i wiedział, że na taką przemowę może sobie pozwolić.
Gadał na stole i wychwalał a zwiadowca tylko kiwał z uśmiechem głową. Ciągle ta żądza przygód u Kołodzieja imponowała Hasmansowi.

Tajemniczy podróżnik, który z nimi podróżował mimo, iż milczek był jedyną osobą z którą mógł dyskutować na poziomie przy tropach i podzielał jego zdanie o wyplenieniu zła. A że złoto przy tym brzęczy potem w sakiewce to już naturalny bieg.

No i był jeszcze najstarszy z nich Dimitri. Rodak Yeleny z Kisleva. Człowiek wesoły i pełen różnych toastów i anegdot. Dobry wojownik po którym nie widać było wieku. Można by było rzec, że lata tylko mu pomagają.

Kiedy zawył wilk na chwilę przerwał posiłek i popatrzył na idącego do okna rycerza. Kiedy się odwrócił już wiedział co powie. Chwilę później Niklaus wyskoczył. Uśmiechnął się do siebie i popatrzył na Yelene. Rzadko odsłaniała swoje czarujące oblicze, że teraz na chwilę zwiadowca wpatrzony był w nią jak kapłani w relikwie.

Szklankę złapał i przechylił ochoczo myśląc, że może nadarzy się okazja i w końcu zacznie działąć a nie tylko marzyć w stosunku do Yeleny.
-Здоровье. Боги мы пусть водят.*- Uśmiechnął się do kobiety gdy ta spojrzała lekko zaskoczona.
-Не удивляйтесь. Я обеспечиваю, что не один из их боролся бы как ваши медведи в защиту дома ли семьи.**- Dodał lekko pesząc się pod wzrokiem czarodziejki. Pod tym jej spojrzeniem zamiast zamarzać topił się jak lód na letnim słońcu.


*Zdrowie. Niech Bogowie nas prowadzą.
**Nie dziwcie się. Zapewniam, że nie jeden z nich by walczył jak wasze niedźwiedzie w obronie domu czy rodziny.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 12-01-2017 o 01:01.
Hakon jest offline  
Stary 12-01-2017, 07:07   #9
Dnc
 
Dnc's Avatar
 
Reputacja: 687 Dnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwuDnc jest godny podziwu


Niziołek nie przejął się krytyką bowiem gdy pracował w cyrku zajmował się własnie zapowiadaniem róznych atrakcji i nie raz musiał unikać pomidorów lub innych przedmiotów które leciały w jego stronę więc pare cierpkich słów by w stanie przyjąć. Nawet od towarzyszy, chociaż w głębi swojego serduszka miał nadzieję, że duzo ich nie będzie gdyż to na ich atencji zależało mu tak naprawdę najbardziej.
Niklaus machnął ręką na słowa Sapiehy. Czepia się! Co za różnica czy szabla czy topór? I tak nikt nie rozpozna a poza tym toporem też mozna zabijać, nawet chyba lepiej się zabija toporem niż szablą, prawda? W sumie bard nie znał się na tym ale gdy coś jest większe to musi być bardziej straszne i mordercze.

Tak więc gdy Yelena zaproponowala wódke, w ramach odwiecznej tradycji niziołków "by napitku i jadła nie odmawiać a grzecznie zjeśc i potem poprosić o dokładkę" ,młody niziołek chętnie wyciągnął kieliszek w jej stronę. Wydawało mu się że napotkał cięzki wzrok swojego towarzysza i Niklaus zrozumiał. Rolf dalej miał pretensje, że ostatnio Kołodziej się napił tym jednym kieliszkiem i był powiedzmy "problematyczny". Po pierwsze każdemu się zdarza a po drugie przecież to był tylko raz! Niklaus przypadkowo, jak zawsze, zapomniał, że niestety nie raz i nie ostatnio ale za każdym razem tak się to kończy gdy bard sięga po mocniejszy alkohol....

 
Dnc jest offline  
Stary 12-01-2017, 11:39   #10
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Yelena spojrzała chłodnym wzrokiem na Rudgera.
- A czy ja powiedziałam, że chcę tam zostawać na dłużej? - Jej głos był spokojny, ale i stanowczy. - To tylko przystanek w dalszej drodze do domu. Tutaj nie mam już spraw, które by mnie trzymały. Jeśli chcecie mi towarzyszyć w tamtą stronę - świetnie. Jeśli macie swoje rzeczy gdzieś indziej, też dobrze. - Wzruszyła ramionami.

I tak też myślała. Nie przywiązywała się do ludzi, ani tym bardziej do miejsc. Przywiązywanie się do kogoś bardziej, niż nakazywałaby to sytuacja było nierozsądne. Sprawiało, że człowiek stawał się słabszy. Podatniejszy na zachowania, o które by siebie nie podejrzewał. Tak samo było z miłością. Miłość była niczym trucizna dla ciała i ducha, a Yelena nie mogła sobie pozwolić na bycie słabą, zatrutą. Nie po to była szkolona przez tyle lat i nie to jej wpajano w Lodowym Pałacu na wielogodzinnych treningach.

Moment później Niklaus zaczął mielić ozorem i wychwalać ich zdolności bitewne, jednocześnie nie zapominając wspomnieć o tym, że jest dowódcą ich osobliwej drużyny. I choć już tyle razy to słyszała, zawsze przewracała oczami na te upięknione przemowy. To już chyba był odruch bezwarunkowy. Nie spotkała się z wieloma przedstawicielami jego rasy, ale czasami się zastanawiała, czy wszystkie niziołki mają kompleks niższości i wcale nie chodziło tutaj o wzrost. Niemniej było w nim coś pociesznego, zwłaszcza to, że tak jej się obawiał, chociaż nigdy by go nie skrzywdziła. W jej oczach wzbudzał raczej politowanie, a przecież nie karze się kogoś, kto i tak został już pokarany przez los.

Na słowa Rolfa uśmiechnęła się nieznacznie, choć na jej bladej twarzy gest ten rysował się niczym grymas. Nie drążyła tematu miejsca, w którym tropiciel się wychował. Nie interesowało ją to zupełnie. Z delikatnym zaskoczeniem natomiast przyjęła jego słowa w jej ojczystej mowie.
- Zatem niech walczą, jeśli przyjdzie taki czas, ponieważ ja nie zamierzam angażować się w polowanie na wilki. - Flegmatycznym gestem uniosła widelec do ust.

Zastygła w bezruchu, gdy zza kołnierza Dimitriego wyskoczył jego puszysty kociak i zaczął robić rozgardiasz na stole. Yelena chwyciła go kciukiem i palcem wskazującym za futro na grzbiecie i postawiła na podłodze, tuż obok krzesła Sapiehy. Kociak miauknął dwa razy, spojrzał się na nią i zaczął wylizywać łapki.

Chyba powoli przyzwyczajał się do obecności czarodziejki, choć początki nie były łatwe i raz czy dwa skończyło się zadrapaniami na pięknych, zadbanych dłoniach Yeleny. Co mogła jednak poradzić na to, że zwierzęta lubiła bardziej niż ludzi?
 
Tabasa jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166