Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-09-2017, 16:32   #101
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
Kobieta wraz z obstawą zrobiła na Ungole porażające wrażenie. Zbladł, zachłysnął się własną ślina i kaszląc przeraźliwie odprowadził załzawionym spojrzeniem odjeżdżających. Musiał być zmęczony i niedorżnięty, przewidzenia bowiem dziwne, jakie przez chwilę miał musiały znaczyć jedno: łacno trzeba było wracać pod opiekę Addy oraz ku pełnemu kuflowi w Verborgen.

Dlatego spojrzał niemal równie zdziwiony i nieco mniej przerażony, słysząc propozycję najemnika powrotu do miasta. Otrząsnął się jednak w mig plasnąwszy się otwartą dłonią w policzek i zarechotawszy dla niepoznaki:

- Ależ djewoczka dzyndzoły miała, aj! Jak do grafowego gradu zawjatamyż i chwielowo mych ruk nie patrzebować będziecie, gaspadin Franz, zająłbym się paszukanjem kuomnat grafówny... A teraz na Verbogen, rjebjata! Atanaj moknąć ani sobie, ani swej chabecie nie pozwoli!

Co rzekłszy zawrócił konia ku Verbogen i spiął konia do galopu - pokłusowałby wyjąc zapamiętale, jednak wiedział, że Imperialni jakoś nie dzielą z Ungołami umiłowania do zwierzęco dzikiej jazdy. Co niestety widać było również po ich kobietach ... Ale jak mawiała babka Atanaja: "Gdy życie daje ci gówno, zrób z niego kakao." I choć Chudy nigdy nie wziął rady babki dosłownie, nie zamierzał tracić ani chwili czasu na spędzanie deszczowej nocy bez Addy. Tym bardziej, że miał do niej kilka istotnych pytań...
 
Goel jest offline  
Stary 29-09-2017, 09:44   #102
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 16363 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Brenton i Ragnar

- Oczywiście panie. Z chęcią się zabierzemy. – Brenton popatrzył po towarzyszach. W końcu przez jakiś czas mieli po drodze. Po czym szepnął do Fubrina. - Razem bezpieczniej a potem pójdziemy na orków. Tylko powiedz jak chcemy ich zabić skoro mają przewagę liczebną dziesięć do jednego?

- To idźcie między drugim i pierwszym wozem - zakrzyknął woźnica i ruszył przed siebie. Mijając grupkę powiedział jeszcze: - Mamy ochroniarzy, więc nie róbcie nic głupiego.

Natomiast Furbin na pytanie Brentona odpowiedział:

- Trzeba będzie zobaczyć jak to wygląda. Jak się będą trzymać w grupie, to nic nie zrobimy. Możemy spróbować wykraść co się da i już. Ale może będą w rozsypce, to będziemy ich dopadać po kolei i mordować. Myśliwy byłby dobrą pomocą - pewnie zna lasy tak dobrze, jak my swoje kopalnie.

- Może jakiś jest w tej grupie. Podpytamy się na odpoczynku. Jakby był ponegocjujemy. - młody chłopak nie liczył specjalnie na sukces.

- Nawet jak się nie znajdzie to może będą inni chętni. - zauważył Ragnar. - Zawsze to zmniejszy przewagę orków nad nami. Popytać nie zawadzi.



Hex 0711

Niedługo potem malutka karawana zatrzymała się i Brenton i krasnoludy miały szansę poznać pozostałych jej członków. Woźnica, ten poznany jako pierwszy, nadzorował ustawianie wozów, które utworzyły nierówny trójkąt. Potem rozciągnięto markizy, które chroniły nieco przed deszczem, a pod nimi rozpalono trzy małe ogniska. Obozowy kucharz zajął szybko jedno z nich, rozstawiając nad nim prostą drewnianą konstrukcję, na której rozwiesił sporych rozmiarów gar, który wypełnił się parującą strawą.


Panowie! – odezwał się chudziutki jegomość, kiedy wszystko było już gotowe, a który dopiero co wyszedł z jednego z wozów. – Witam was pośród mojej karawany, karawany Marcela Cavalettiego, to jest mojej. Nie potrzebuję kolejnych ochroniarzy, bo moi są najlepsi, należą do Tileańskiej Kompanii Złotorożców. – Mężczyzna podrapał się po ogolonych policzkach i uśmiechnął się rozbrajająco. – Możecie dzisiaj przenocować pod wozami, bo pogoda tak okrutna, że nawet bym Strzyganów pod dach przygarnął. Chciałem jedynie ostrzec, żebyście nie rozrabiali, bo może się to dla was źle skończyć. Mario! Zupę grzybową mi do wozu przynieś! – krzyknął jeszcze do kucharza i zniknął w drewnianym pudle.

Karawana zdawała się składać głównie z Tileańczyków, tak się przynajmniej wydawało wędrowcom. W polu widzenia znajdowali się kucharz, dwójka woźniców oraz jakiś facet z kuszą i psem, który opierał różowy nos o jego nogę. Po chwili pojawiła się jeszcze dziewczynka, która stanęła nad garem, by raz na jakiś czas w nim zamieszać. Co jakiś czas zerkała w stronę krasnoludów.



Atanaj i Franz

Droga do Verborgenbucht nie należała do przyjemnych. Niebo zrobiło się ciemne okrutnie, kojarząc się Franzowi z mrokami, z którymi mierzył się w okręcie nieumarłych. I chwilę później zaczął padać deszcze, po którym zaczął napieprzać okrutny, okrutny grad. Droga nie była daleka, jednak podróż zdawała się trwać w nieskończoność. Lód obtłukł mężczyzn okrutnie, jednak nie były to obrażenia warte poświęcenia bliższej uwagi. Tuż przed miasteczkiem Atanaj i Franz odkryli, że Wędeczki nie ma z nimi. Zupełnie jak nieułożony pies! Znikał, znikał, by potem się w dziwnych momentach pojawiać. Nie myśląc wiele udali się do stajni, gdzie poprzednio nocowali i poszukali właściciela, który wziął od nich po sześć, sześć!, pensów za możliwość przenocowania i przechowania koni w tak paskudną noc. Może to nie było tak dużo? Niedługo potem grad zniknął, zastąpiony przez silną ulewę. Mężczyźni mieli jeszcze trochę sił, by coś w Verborgen coś zrobić, tylko czy był sens się przemaczać?
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
Stary 30-09-2017, 13:29   #103
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 14656 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
- Nu i szto, Gieroj Franz? Jak Ci się widzi dalsza wypriawa? Ze spotjania nici bo pjezdzje i wieje, grafównę obaczyliśmy, gładka a jakże!... I szto byś teraz dzielał? Ja, paniemajesz, do Addoczki bym zawitał, nieco się osuszył u niej i na cosik ciepłego do kjarczmi na powrót zawital. Co rzekniesz, panie tawarisz?

- Sam zawitam do karczmy - odrzekł najemnik, zdejmując martwą świnię z konia. - Może przehandluję to na paręnaście pensów albo oliwę do latarni, choć po prawdzie mogą mieć to truchło za darmo.

Schierke przystanął i rozważył krótko słowa Atanaja.

- To, że dmie i leje nie znaczy jeszcze, że strażnika tam nie będzie. Wszakże to już nie grad ani wichura, tylko deszcz. Zamierzałem osuszyć się nieco i gdy przyjdzie czas, wyruszyć w stronę starego okrętu. Może przyjdzie, może nie przyjdzie. Ale jeśli przyjdzie, to lepiej, żebym tam kurwa był.

Schierke pogładził futro stygnącego dzika z namysłem.

- Muszę tam być choćby przez pacierz, żeby wiedzieć, że rzeczywiście go nie ma. Nie będzie go, pewnie przyjdzie jutro wieczorem. Będzie, a nas nie znajdzie, gotów nie przyjść już nigdy. Póki co, ten drab jest jedyną naszą wtyką do dworku. Zaiste, opłacałoby się postać w deszczu chociaż godzinę dla pewności.

Schierke zastanowił się raz jeszcze. Gdyby nie ta cholerna pogoda, wszystko poszłoby w miarę gładko. Postanowił zatem zanieść dzika do karczmy i pohandlować nim.

- Do tego nie potrzeba wszystkich z nas, więc jeśli chcesz iść do Ady, droga wolna. Ale będę potrzebował ciebie i Wędeczkę następnego dnia. Nawiasem mówiąc, gdzie on, u diabła, podziewa się?

Franz splunął, nabrawszy złych przeczuć.

- Znika za często jak na mój gust. Mniejsza z tym.

Zapewne teren przy okręcie był bezpieczniejszy niż ten wokół dworu, przynajmniej nie kręcili się tam łowcy. Statek, mimo tego, że niebezpieczeństwo w nim minęło, nadal miał złą reputację.

- Jeśli ci spieszno do twojej Ady, to idź. Moje zdanie znasz. Karczma, wysuszę się nieco, pożyczę może kapotę dla siebie i konia. Potem jadę na godzinę, dwie w stronę okrętu.

A po chwili dodał:

- Jeśli jednak ci nie spieszno… To idź ze mną.

Nie było to po myśli Atanaja - ale nie wypadało się wykpiwać chęcią pogrzmocenia w takiej sytuacji. Toteż i Atanaj rzekł krótko:

- Kapoty będzjem mijeli, to i pójdziem, wsio rawno.
 
Santorine jest offline  
Stary 06-10-2017, 18:43   #104
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 16363 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Brenton i Ragnar

Brenton ruszył w stronę dziewczyny i począł ją zaczepiać.

- Witaj pani - powiedział dwornie - jestem Brenton Grisk - narzucony uśmiech miał ułatwić mu rozmowę. - Powiesz mi coś o sobie i tej karawanie. Skoro przyjdzie nam razem podróżować.

Dziewczynka zamarła i wpatrywała się w Brentona niczym mysz, nad którą góruje kot. Po chwili zachichotała.

- Pani? Pomyliłeś mnie z kimś… rycerzu? Jestem Małgosia. Pomagam tacie i jeździmy po świecie. Ale wolę być w domu, bo tutaj jest zimno, czasem każą mi siedzieć w wozie, a sami na zewnątrz coś krzyczą i jęczą. Chyba ma to związek z jakimiś smutnymi pożegnaniami, bo potem czasem kogoś nie ma. A tak, to pomagam tacie, tak mówiłam. A ty, panie rycerzu? Co tu robisz? Polujesz na smoki?

- Każda kobieta i dziewczynka jest Panią. Czasem tylko swego losu a czasem czyjegoś serca. Choćby to było serce rodzica. Na orków idziemy zapolować skrzywdziły przyjaciół pana Fubrina. Ci co znikają znałaś ich nim sie pożegnali? Czym z ojcem handlujecie?

- Ci co znikają? Głównie strażacy. Czy strażnicy? W każdym razie oni. Znałam, czasem grali ze mną w sznurki. A ojciec? Nie handluje! Gotuje, mówiłam, głuptasie!

Brenton podziękował dziewczynie za chwilę rozmowy i wrócił do swoich zajęć. Zadbał o konia i rynsztunek. Podbieranie z karawany uznał za niegodne. Wyglądali na takich w kłopotach jeśli chodzi o obsadę.


Kiedy Brenton rozmawiał z dziewczynką, krasnoludy przygotowali sobie posłania i zjedli racje podróżne. Furbin wpatrywał się w kopcące się, wilgotne polana, które dawały nieco ciepła.

Prawie jak domowa kuźnia, prawda rodaku? – zapytał nagle i nie czekając na odpowiedź ułożył się do snu.

Niedługo potem do śpiących pod wozem krasnoludów dołączył Brenton, osuszając do końca swój bukłak i zapychając brzuch suchym prowiantem. Nadzieja na nieco lepszy los niż przez ostatnie dni, zagościła w jego serduchu, gdy zasypiał.



19 Sigmarzeit 2523, Konistag

Drugi dzień lata okazał się być prawie tak samo paskudny, jak pierwszy. Ciężkie chmury okupowały niebo i wylewały z siebie strumienie wody. Przynajmniej nie było specjalnie zimno, jednak warunki i tak nie zapowiadały przyjemnej wędrówki.

Po przebudzeniu naszych bohaterów, zaczęło przebudzać się obozowisko. Ktoś zaczął wieszać na pyskach koni worki z owsem, inny zaczął rozpalać ogień, jeszcze inny budził wszystkich. Pojawił się także chudy jegomość, który zajadał się nóżką z kurczaka i przywitał się ze swoimi nocnymi gośćmi:

Dzień dobry, dzień dobry! Nie jest zbyt pięknie, ale jakoś jest. Może chcielibyście kupić od nas nieco zapasów, zanim nasze drogi się rozdzielą? Mamy małą nadwyżkę jedzenia i mogę wam zaoferować najwspanialsze, lekkie i wytrzymałe, płaszcze natłuszczane przeciw deszczowi! Mam też świeżutkie cięciwy zakonserwowane w wosku i suchy proch, jednak o tym nie rozpowiadajcie. Też mogę odsprzedać po bardzo dobrej, najlepszej!, cenie. Oczywiście mam też ostrzyciela noży, który mógłby zająć się waszym rynsztunkiem, oczywiście bez obrazy, jednak wyglądacie, jakbyście na szlaku spędzili nieco czasu. Chętniście?



Atanaj i Franz

Franz z Atanajem postanowili wybrać się jeszcze do karczmy. Odkryli, że w jukach ukryte mają płaszcze, więc kapot już kupować nie musieli. Wzięli we dwoje dziczka i okutani po same uszy ruszyli do Truchła Bestigora, bo tak się tawerna zwała.

Kucharka ani myślała brać dziczyznę od przyjezdnych, pewna, że skłusowana była. No ale po długim gadaniu, przerzucaniu się liczbami, wypłaciła z kasetki sześć srebrników, co było żenująco niską ceną za taki dorodny kawał mięsa. Mężczyźni podzielili się monetami, ciesząc się, że dostali cokolwiek – ze świnią i tak nic lepszego by nie zrobili.

W samej karczmie zamówili po piwie i ciepłym posiłku, od jakiegoś rybaka śmierdzącą oliwę kupili za bezcen i wysuszyli siebie i kufelki przy wesoło trzaskającym ogniu w kominku. Kiedy grad przestał grzmocić matkę ziemię, na powrót wskoczyli na konie i w strugach deszczu (i słuchając prychania niezadowolonych wierzchowców) ruszyli na spotkanie z Matołowem.

W okolice statku dotarli, oświetlając sobie drogę latarnią, jednak wiele ona im nie dawała. Było okrutnie ciemno, zimno i paskudnie. Wrak, majaczący na plaży, zdawał się wypluwać z siebie straszliwe koszmary, jednak były to tylko majaki wywołane grą światła i mroku. I ku irytacji Atanaja i Franza Matołowa znaleźć się nie udało. Pomimo nawoływania, wystawienia latarni na wysokim drągu i klęcia po wszelakich bogach, Matołow nie dawał znaku życia.

W podłych nastrojach mężczyźni wrócili do Verborgenbucht, mając ochotę jedynie na sen i ukatrupienie niesłownego strażnika. W stajniach może i nie było najcieplej, ale przynajmniej było sucho.



19 Sigmarzeit 2523, Konistag

Kolejny dzień zapowiadał się równie źle, co poprzedni. Lało jak z cebra i na dodatek obaj mężczyźni wdepnęli w końskie łajno zaraz po przebudzeniu. Co ciekawe, obok posłania Franza leżał jakiś liścik, jednak nie był za bardzo zrozumiały. Bo ani Franz ani Atanaj nie potrafili czytać...
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
Stary 07-10-2017, 10:57   #105
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 14656 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
- Spodziewałem się tego - rzekł najemnik kwaśno.

Wszędzie było głucho i ciemno. Po prawdzie to sam Franz nie do końca wierzył, że strażnik wyjdzie w taką ulewę, jednak wolał dmuchać na zimne. Z wiadomych powodów.

Podziękował Ungołowi za trud, który włożył wypuszczając się z nim w okolice starego okrętu. Ostatecznie nie musiał - jak Ungoł przezwyciężył przemożną pokusę eksploracji zakamarków cielesnych potężnej Ady, tego tylko Franz mógł się domyślać. Począł planować, co dalej. Strażnik nie przyszedł, cóż, spowolni to nieco wykonanie planu, ale z drugiej strony ograbienie grafa nie było czymś, za co mieli się brać po omacku. Zapewne jutrzejszy dzień miał być wypełniony podchodzeniem, oglądaniem tereniu i szukaniem luk, dzięki którym będzie można dostać się do dworku. No i gdzie podział się krasnolud, do diabła?

Od niepamiętnych czasów, zasnął na czczo.

* * *

Franz zauważył list na swoim barłogu. Czytać nie potrafił ni w ząb, zresztą był zdania, że jeśli się jakiegoś skrybę przydybie, da mu się pergamin i przytknie ostrze topora do policzka, ten wszystko pięknie wyśpiewa, co też tam stoi. Jakimś cudem człek nie miał czasu wprawić się w tajemne arkana alfabetu, kiedy było się zbyt zajętym dupczeniem błękitnookich prostytutek, wypuszczaniem się na grabieże i łupieniu okrętów pełnych nieumarłych. To się po prostu zdarza.

- Mmmlist, khurwa… - zebrał się i zobaczył… No, nie zobaczył nic, poza kartką zapisaną literami.

Włożył go do kiesy.

- Atanaj, Ada czytać umie? Jeśli nie, to trza we wsi jakiego mistrza znaleźć, co wprawny w tym jest. Mnicha jakiegoś, no. Albo jakiegoś bakałarza zniewieściałego, damy mu papier do przeczytania i może nawet podupczymy sobie. Ale ja pierwszy chcę - rzekł Franz, przypominając sobie Salkalten, gdzie czasem na ulicach można było spotkać pięknych chłopców z kolegiów.

Powstawszy z siana z tym zamiarem, ruszył przez drzwi stajni. Kartka musiała zostać czym prędzej przeczytana dla spokoju ducha. Nawet, jeśli jakiś smark na niej nagryzmolił, kozioł cię w rzyć brał.
 
Santorine jest offline  
Stary 09-10-2017, 10:18   #106
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
I stało się jak Atanaj sądził: pieprzony Gospodar nie przyszedł na spotkanie. Tak można było polegać na słowie tych psów... Mleko się jednak już rozlało, to też pożegnawszy się Franzem Atanaj ruszył na swym "rumaku" do Addy.

Poza czysto matrymonialnym celem miał bowiem w głowie jeszcze dopytanie zielarki o kilka ziół i dekoktów. Jednak czy to zielarka odbierała gdzieś poród czy to była w gościnie u innej wiedźmy, w jej domostwie nie było nikogo... Zły nie na żarty Atanaj zawrócił konia do stajni karczmy, w której nocowali.

Gdy dotarł oporządził konia po deszczowej przejażdżce i ruszył do karczmy by zjeść coś, zapiwszy miejscowym piwem. Potem zaś udał się na spoczynek.

***

Gdy Franz trącił łokciem śpiącego Atanaja, Ungoł wymamrotał pod nosem kilka przekleństw w rodzimym narzeczu - słysząc jednak imię Adda otworzył oczy i zaspany zapytał:

- Nu szto?

Wysłuchawszy zaś propozycji Franza, odrzekł prosto:

- Do Addoczki zawsze mi pilno - rusziajmy, gieroj Franz.
 

Ostatnio edytowane przez Goel : 09-10-2017 o 10:21.
Goel jest offline  
Stary 10-10-2017, 22:45   #107
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 9738 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację

- Wezmę zapas jedzenia na trzy dni, płaszcz przeciwdeszczowy, wodę do mojego bukłaka i ostrzenie topora. - stwierdził Ragnar.

Przed zaśnięciem miał chwilę, żeby pomyśleć o swoim wyposażeniu i doszedł do wniosku, że uzupełnienie wody i jedzenia w najbliższej wsi byłoby dobrym pomysłem. Pojawienie się tego jedzącego jegomościa było, jak mu się wydawało, kolejnym uśmiechem losu po tej serii pechowych zdarzeń.

 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
Stary 11-10-2017, 00:22   #108
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 23238 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton poprosił o naprawę wszystkiego co naprawy wymagało. Do poprawki poszły skórzane elementy pancerza, ciżmy ale również tarcza i Lanca. Do tego dokupił obroku dla konia na cztery dni. Dodatkowy bukłak wody oraz jedzenie na trzy kolejne dni. Kupił też flaszeczkę gorzałki. Gdy rzemieślnik karawany uwijał się przy jego rzeczach poczęstował go łykiem i począł wypytywać. Co tam na swojej drodze spotkali czym handlują.... no i co się stało ze strażnikami.
 
Icarius jest offline  
Stary 13-10-2017, 22:40   #109
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 16363 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Brenton i Ragnar

Po nakłonieniu podróżników do zakupienia zapasów i zlecenia rzemieślnikowi naprawy ich ekwipunku (i przede wszystkim zgarnięciu błyszczących monet), właściciel karawany przestał interesować się podróżnymi, powiedział im jedynie, że mogą podróżować razem z nimi, jeżeli chcą.

Brenton uciął sobie pogawędkę z rzemieślnikiem, Franzem, który po skosztowaniu alkoholu nie miał oporów w dzieleniu się informacjami. Karawana wiozła przyprawy z Arabii oraz nasiona tamtejszych roślin, za gotówkę miała zakupić w Erengradzie futra i produkty z rybiej skóry, jednak niebezpieczeństwa skłoniły właściciela do szybkiego powrotu na południe. Stąd zakupili w Salkalten sól i kilka ksiąg i zawrócili. A strażnicy… Napadła ich banda jakichś dziwnych ludzi, którzy krzyczeli coś o Khornem. Tych udało się nawet odpędzić bez strat, ale potem pojawili się kolejni, którzy zaatakowali ich jaką plugawą magią! Ohyda! No i wtedy zginęli ostatni z ochroniarzy. Rozmawiali tak jeszcze przez chwilę, a potem karawana musiała ruszyć przed siebie.


Pierwszym z nieprzyjemnych widoków była spalona wioska, czy może raczej obóz, który mijali. Połamane ogrodzenia i zwęglone żerdzie z namiotów. Furbin skomentował to prychnięciem, członkowie karawany zbyli wzruszeniem ramion. Wiele osób starało się gdzieś osiedlić w obecnych, trudnych dla Ostlandu czasach, jednak większość z nich kończyła tak, jak ci tutaj.

Potem teren zaczął się coraz bardziej fałdować, las zaczął gęstnieć, aż zamienił się w iglastą gęstwinę. Konie zaczęły się dziwnie zachowywać. Wierzchowiec Brentona, cały czas patrzył na prawo i zbaczał w tamtą stronę. Rycerz musiał ciągle korygować jego chód. Widać było, że podobnie zachowują się także zwierzęta w karawanie. Wszystkie ciągnęło w prawo.

Na domiar wszystkiego w pewnym momencie Furbin, jak i jeden z ochroniarzy, stwierdzili, że dostrzegli coś dziwnego między drzewami.

Może to ci cholerni orkowie? – zasugerował kompanom. – Powinniśmy to zbadać, musimy!



Atanaj i Franz

Okutani w płaszcze Franz z Atanajem ruszyli do Ady. Zielarka siedziała przy kominku, popijając gorące mleko z miodem, okutana w owcze futro. W środku pachniało ziołami i śmierdziało mokrym psem.

Co tutaj dla mnie macie, chłoptasie? Stęskniłeś się, Atanasiu? A ty, Franz? Też się stęskniłeś za miłą zielarką?

Wzięła od niego kartkę, po zerknięciu na nią skrzywiła się i następnie przeczytała na głos:

„Koń zajebany, musiałem zostać za miastem. Jakby o mnie pytali, nie macie pojęcia o niczym. Matołow spierdolił się wódą, dlatego nie przyszedł. Janek.” – Ada westchnęła. – Ładne towarzystwo, ten wasz niższy przyjaciel, ładne. Aby mi się na oczy nie pokazywał, koniokradów by wszystkich najlepiej wytruć!

Zielarka wygrzebała się ze swojego legowiska i poszła do swej cudownej kuchni.

Fasolka i sadzone jajca? – zapytała przez ramię, zdejmując z haka miedzianą patelnię. – Chcecie czego jeszcze ode mnie? A ty, Chudasku, musisz wpaść na dłużej, to cię czytać nauczę. Przyda ci się. – Na ostatnie zdanie położyła silny nacisk.
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
Stary 14-10-2017, 11:39   #110
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 14656 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
- Fasolka może być, gospodyni - rzekł Franz na słowa zielarki. - No i wszakże kto by się za wami nie stęsknił. Wszyscy do Ady się zbiegają. Może poza paroma cieciami.

Buchnął dymem z zapalonej fajki. Przypomnieli mu się rycerz i krasnolud, którzy wyruszyli w leśne ostępy, Sigmar tylko raczył wiedzieć, dokąd. Oni się tutaj fasolką raczyli, a tamci pewnie gryźli piach po starciu z orkami. Do diabła z południem, myślał Franz. Zwierzoludzie, orkowie i inne złe rzeczy. Salkalten i północ, żyć można przynajmniej było. Grabić przynajmniej można. A nie jakieś dzikie ziemie.
Franz kontemplował słowa króciutkiego listu. A zatem Jan znalazł się. Ukrywał się, bo ukradł komuś konia. Rzecz to normalna pośród złodziejskiej konfraterni, zawsze tam każdy przed kimś uciekał.

- Tak po prawdzie to i mi by się przydało nauczyć czytać - Franz myślał głośno, planując następne kroki względem grafa. - Co bym poczytać se mógł.

- Ado
- rzekł Franz, odpowiadając na słowa zielarki bywałem w gorszych towarzystwach. Pan Jan to może i nie dziewica, ale już lepszy od złodziejaszków z Salkalten. Ci tam potrafią obrobić twoją kiesę, zanim się spodziewasz. Ech, taka ich mać!

Franz pogładził swoją szczeciniastą brodę.

- Przejdę się raz jeszcze w okolice strażnicy. Trzeba odnaleźć pana Jana. Skąd dowiedział się, że strażnik spił się? I jak przemycił tą kartkę? Może wywiedział się czego jeszcze, a?


W oczywisty sposób Wędeczka powinien zostać odnaleziony - była to rzecz pierwsza do zrobienia. Kolejna - przejście się wokół terenów przy dworku, szczególnie na południe i południowy zachód (być może tym razem obejdzie się bez napotkania łowczych). Franz niezbyt dobrze znał tutejsze ziemie, stąd też warto było zrobić przynajmniej pobieżne rozeznanie. Po trzecie, pod koniec dnia zamierzał zawitać ponownie do Truchła Bestigora i nadstawić uszu na plotki na temat grafa. Potrzebował zebrać więcej informacji. Bycie zależnym od pijanego strażnika nie było mu w smak. Trzeba było wybadać nastroje tutejszej ludności. A co, jeśli by wzniecić małe powstanie tutejszych chłopów, by odciągnąć uwagę grafa od kradzieży? I rzecz ostatnia, cóż to za rodowa zguba, której szukał graf? Trąbili o tym w Salkalten, ale w Verborgen była cisza. To też trzeba zbadać.

- Muszę sprowadzić Wędeczkę -
oznajmił najemnik. - Gadałem, że tak szybko sprawy grafa nie załatwimy. Atanaj, jak masz się uczyć abecadła, to zostań - tu spojrzał na zielarkę, która pewnie miała wobec niego swoje plany. - Ja wybywam.

W głowie błysnęła Franzowi myśl, czy przypadkiem nie wprosić się do łożnicy zielarki, co by razem z Ungołem brać puszystą babę. Ale to może po robocie. Praca ważna wszakże jest.

Plan się nie zmienił jakoś zasadniczo - nadal polegali na strażniku i czekali na okazję w Verborgen, żeby capnąć obraz i uciec czym prędzej na zachód.

Zanim jednak miał wyjść ze wsi i pojechać poszukać Jana, zamierzał upewnić się, że plotki we wsi sprzyjają im. Zamierzał poszukać parę chwil grupki bawiących się dzieci lub też samotnego włóczęgę. Zarówno takie typy jak i dzieci były wszędobylskie. Warto było się zahaczyć.
 

Ostatnio edytowane przez Santorine : 14-10-2017 o 11:45.
Santorine jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167