Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-11-2017, 10:19   #121
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 15480 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Schierke, zwrócił głowę w stronę dzieci. Był wieczór, on zaś miał naciągnięty na głowę kaptur. Życie, które prowadził w ciągu ostatnich tygodni, nauczyło go lekkiej paranoi, która zapewne miała pozostać dla niego przez resztę życia.

- Idę, idę - mruknął, macając topór przy pasie. Tak na wszelki wypadek.
 
Santorine jest offline  
Stary 12-11-2017, 21:26   #122
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
Także Atanaj pozostawał czujny. Przez całą drogę jakoś nie potrafił zacząć rozmowy z Franzem - a przecież miał mu wiele do powiedzenia. Choć przypuszczał, że nawet przyznanie się do bycia ungolskim księciem nie odwiodłoby najemnika od wizyty u Dignamów. A przecież na własne oczy widział pasma czarnego wiatru otaczające postać Dignamówny - i za żadne skarby nie chciał się pchać w leże kultystów, tfa!

Postanowił jednak, że porozmawia z najemnikiem gdy ten rozmówi się z dziećmi.
 
Goel jest offline  
Stary 19-11-2017, 11:39   #123
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 15480 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Franz i Atanaj weszli do uliczki, gdzie spomiędzy beczek wylazły jeszcze trzy podrostki. Dziewczynka zaczęła:

- I tak stałeś się kiljentem Watahy Verborgenbucht. - Franz prawie się roześmiał. Raz, że nazwa była śmieszna, tak samo jak powaga dziewczynki. Dwa, że wiedział czym jest ta Wataha - bandą młodzików z okolic Salkalten, która jest nadzorowana przez nieco większą organizację. Dobrze Franzowi znaną. - Narazicie się nam, narazicie się ważnym osobom. Nasza część pracy wykonana, niejaki Kislevczyk i brzydki najemnik kierują się do Birkeweise. Teraz nasze pieniądze. I dwa srebrne dodatkowo, bo zaangażowałam w to kilka więcej osób.

Franz wywrócił oczami. Po raz kolejny podczas tej wyprawy. Wyglądało na to, że lokalna banda opryszków (bądź co bądź, uzbrojona i pozująca na groźną) postanowiłą oskórować go z kolejnych srebrnych, które przecież tak pieczołowicie uniósł z nawiedzonego okrętu. Z jednej strony, ogarniało go pewne wzruszenie. Dziewczyna przypominała mu nieco jego samego, za lat młodzieńczych, kiedy to kradł bez pokory drobnostki z mieszkań we wsi opodal. Z drugiej strony, nie w smak była mu grupa smarkaczy machająca przed jego nosem sztyletami.

W głowie zaświtało mu, że lokalna banda może mieć coś wspólnego z Salkalten. Nie wiedział, czy tak było naprawdę, czy był to czysty przypadek, jednak postanowił zaryzykować. Ostatecznie, nie zamierzał zapłacić młodzikom. Za dużo kosztowała go ta wyprawa, by teraz wydębiali od niego pieniądze smarkacze z niewiadomo gdzie.

- Dwa srebrniki zapewne mniej są warte niż niż trzy złote korony… - westchnął. - A jeszcze mniej warte są trzy miedziaki. Uważałbym na twoim miejscu w dobieraniu nazw. Jeśli wiesz, o czym mówię. To, czy się dobrze sprawiliście, okaże się wkrótce. Wolałbym jednak, żebyś rzekła mi co nieco o Dignamie. Jeśli w ogóle coś o nim usłyszałaś.

Schierke przesunął kciuk po ostrzu topora przy pasie.

Po słowach Franza niektóre dzieciaki przygotowały się do… czegoś. Czy była to ucieczka czy walka - nie dane się było tego dowiedzieć mężczyznom w alejce, bo dziewczynka powiedziała twardym głosem:

- Spokojnie. - Potem zwróciła się do Franza: - Co do szlachcica… On jest nawet normalny. Kocha jedynie za bardzo córkę. A ta jest dziwna, dziwna. Podobno dzieciofijka. W sensie dzieci chędoży. Ale wszyscy to wiedzą. Nie wszyscy wiedzą czego innego. Otóż córuchna herr Dignama podobno się samym mrocznym bóstwom - głos dziewczynki zadrżał -do łoża ładuje. Jakie dwa lata wcześniej nawet i łowcy czarownic tu byli i przeszkadzali nam w robocie. No i sprawdzali herr Dignama. Jednak nic nie znaleźli. A teraz, jeżeli uważasz, że wykonaliśmy dobrą robotę, możesz nam dać umówionego srebrnego za rozmówienie o waszych ichmościach. A informacje o szlachcicu masz za darmo.

Franz rzucił srebrną monetę w ręce dziewczynki.

- Przekonamy się, ile jest warte to rozmówienie - rzekł Schierke. - Za parę dni, kiedy być może będę go potrzebować. Ale odpracowałaś swoje i twoi kompanioni. Masz tutaj srebrnika. Żebyś dobrze mnie wspominała. Wiesz, jestem jak dobry wujek. Lubię rozpuszczać swoje siostrzenice. Jeśli mi się przydasz jeszcze, kto wie? Ha!

Wyglądało na to, że wcześniejsza przestroga Atanaja nie była nieuzasadniona - Ungoł rzeczywiście miał dobre informacje, skąd je wziął? Najemnik nie wiedział tego.

- Powiadasz, że córuchna gustuje w dzieciach. Rzecz to ludzka, starsze zawsze będzie ciągnęło do młodego. Znasz kogoś, kto był w jej łożu i wrócił do wsi?

- Bezdomne dzieci i biedaków. Sprzedane, nigdy nie wróciły. Dziękujemy za pieniądze, znikamy!

Dzieciaki rozbiegły się w różnych kierunkach, jednak wszystkie najpierw skłoniły głowę przed Franzem.

- Więc, to jest zrobione - rzekł jakby do siebie najemnik, po czym odwrócił się do Atanaja. - Skąd wiedziałeś, że córcia Dignama to kultystka? Komplikuje to nieco rzeczy, ot, człowiek chce mieć czystą robotę na swoim podwórku, a tutaj jacyś pierdoleni wyznawcy mrocznych bóstw. Zdać by się mogło, że nic w tym cholernym Imperium nie jest takie, jak się wydaje.
 
Santorine jest offline  
Stary 22-11-2017, 11:49   #124
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
Atanaj zasępił się - jak wyjaśnić miał Franzowi magię, skoro sam odkrył ją przed kilkoma tygodniami? Sam niewiele rozumiał, a miał wyjaśnić towarzyszowi swoje zdolności, za które cała drużyna mogła pójść na stos - ale Atanaj nie dbał o towarzyszy aż tak, by skrywać się i wymyślać karkołomne wyjaśnienia dlaczego nie zmókł na deszcze i czemu u licha nie zostawia śladów, gdy chce? Tym bardziej, że jakoś w przygodach kompanii Chaos przewijał się co i rusz, i zachowanie w tajemnicy swojego dziedzictwa (czy może przekleństwa?) byłoby niemożliwym. A znając praworządność chłysta Brentona, ledwie usłyszałby o magii już galopowałby do wspomnianych łowców czarownic uprzejmie donieść. Z tym, notabene, też trzeba było coś zrobić - chłopak był jedynym w drużynie, który mógł zaszkodzić Atanajowi i trzeba będzie się go prędzej czy później pozbyć...

Gdy dzieci wreszcie się rozeszły, Atanaj lekko chwycił Franza za barki i pociągnął za sobą na przechadzkę, pytając dla zasady:

- Pajdziom, tawariszcz?

Milczał przez chwilę, lecz widząc zniecierpliwienie Franza, zaczął z wolna tłumaczyć półgłosem:

- A zatjem, dała mi wiedźma w czas naszych pierwszych ... hm, posunięć, napar dziwny co to miał menskom silę tura dać. I prawda! W żywiu całem tylem nie na trykał, aż strach mię opadł o Adoczka, zali krzywdy babiem nie zrobił! Nu i szto... Jak mi dała, znaczy dekokt ów, to i dziwne rzeczy począłem widzieć...

Rozejrzawszy się przezornie, nachylił się ku Franzowi objąwszy niczym kamrat kamrata szczegóły napadu tłumaczący i kontynuował:

- Nu i jak jej rzekłem co widzę, rzecze mi baba wredna: wiedźmi wzrok masz. Ja jej na to: żope wiedźmy tom miał w posiadaniu, i to noc całom, ale o wzroku nic mję nie wjadomu! W łeb mnie prasła, ażem się nogami nakrył, i tłumaczy. Mać twa lub babka albo i inna wiedźmą być musiała lub z magami się pieprzyła no i w tibia nieco magyi nasienia siedzi. No to ja rzem ją prawie prasnął, nu bo jak to by w chłopu nasienie cudze było, a? Kuoniec kuońców, czasem widzę nieco wincyj niźli chłop zwykły. To i jak Dignamówna przyjechała, małom się nie posrał, taką wywłoką demonią ją zobaczyłem. Ale mówię: a czort z tym, pewno podoba mi się i tyle. Ale! Jakeś już, gieroj Franz od wiedźmy wylazł i ruszył, tośmy pogadjali no i mów mi wiedźmiszcze: oj, chopie, toż ta Dignamówna z Chaosem się parzy, nie leź tam i uciekaj, pod kiecką moją siedź a nie się pchasz gdzie nie powinieneś! Alem jej rzekł: babo głupia, toż to kamraty maje, szto ja ich w gownie zostawie?! No i na koń wsiadłem, a że jakoś tak aura i to paczenie moje pomogły to im cię, brateńku, znalazł. Ale od razu mówię: czarować to ja nie potrafię to i weźże, com ci rzekł, Franz, za dobrą monetę żem prawdy przed tjebia nie zataił. Łacno te moje patrzanie przed złym nas uchroni, a zdażi los, i pieniędzy przysporzy. No bo, tawariszcz, gdzie uczciwemu chłopu do czarowania jak już różdżkę najlepszą w portkach nosi, a?

Po czym jął poklepywać Franza po plecach, rechocząc głośno, jakby chciał światu pokazać, że żart setny powiedział i sam z niego się śmieje. Lecz serce Atanaja prawie zamarło a druga ręka którą nie obejmował Franza powędrowała do sztyletu - by jeśli najemnik okazał się bogobojnym gnojkiem i alarm jakiś wszcząć zaczął, uciszyć go można była tradycyjnym kislewskim smakołykiem: kosą pod żebro.
 
Goel jest offline  
Stary 22-11-2017, 18:29   #125
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 15480 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację

Schierke rzucił wzrok Ungołowi. Oczywiście, wiadomym dla Franza było, że Atanaj przestaje z zielarką, która zapewne była i miejscową wiedźmą – któż tam wie te mądre baby z wiosek, jakie sztuczki znają?

- Rzecz o wiedźmie mówisz poniewczasie, za daleko sprawy już zawędrowały, żebym zaniechał sprawy z dworem
– rzekł najemnik. - To, czy córka von Dignam rzeczywiście jest wiedźmą, czy nie, przestało mieć znaczenie. Graf ma moje pieniądze i mój obraz i ten dług będzie musiał spłacić.

- Adda, zdaje się, wtajemniczyła cię w swoje arkana. Cieszy mnie to. Ale na twoim miejscu nie gadałbym tego byle przygłupowi ze wsi. Toć to przecież dwa tygodnie mija od czasu, jak koło Salkalten rozpalili stos dla jakiego rybaka, co to ilustrował co wystawniejsze sceny z bordelu. Tedy strzegłbym się na twoim miejscu, wiedźmi wzrok lub nie.

Schierke przestąpił z nogi na nogę.

- Tak po prawdzie to każdy kto ma we łbie mózg, a nie gnój by odgadł, że coś tam z zielarką miałeś. Znaczy się, oprócz tego, żeś ją brał. Ani chybi, spodziewałbym się, że nasi przyjaciele, co powędrowali na południe także domyślają się. Ale nie liczyłbym na wspaniałe przyjęcie z ich strony. Krasnolud mógł zrozumieć wiele, choć i w jego przypadku to bym ostrożny był. Co do rycerza zaś, oj, bratku, gdybyś się z nim tak wygadał jak ze mną, uuu… No chyba, że głupi są. Tak jak Ulli, cześć jego pamięci, mam nadzieję, że gryzie piach w tym swoim ukochanym Middenlandzie. Ale khazad zdawał się mieć swój rozum. Co zrobiłby, jakbyś mu powiedział to, co teraz? Ciężko mi rzec.

- W każdym razie, skoro taki z ciebie uczeń czarnoksięski, to się przydasz. Jeśli jakieś zło stanie na naszej drodze, to liczyłbym na ciebie, żebyś w porę je dostrzegł. Albo, dajmy na to, Rosalin von Dignam. Machniesz, kurwa, tą swoją różdżką parę razy i wyplenisz z niej cały Chaos czy syfilis, czy co tam ma między nogami. Albo na Addę wpłyniesz, co bym wreszcie mógł dekokt mieć i po prostu studnie zatruć na dworze. Co bym skradać się nie musiał. Albo tak się zapatrzysz na straż, że musem się zesrają i wtedy wejdziemy do środka.

- A teraz ruszajmy. Przenocujemy w stajniach, rankiem odbijemy w stronę dworu. Muszę się jeszcze rozmówić z panem Wędeczką. Jeśli to, co mówisz o tym twoim wzroku to prawda, to jutro będziesz miał okazję, żeby sobie poczarować.

 
Santorine jest offline  
Stary 25-11-2017, 01:24   #126
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 9739 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację

- A chuj by to strzelił! - warknął Ragnar, który właśnie zasypiał, żeby odpocząć chwilę przed swoją wartą. Najszybciej jak umiał uszykował się do walki. Jeśli to wrogowie to zapłacą mu za odebranie tej chwili relaksu. Jeśli to jednak nie był żaden przeciwnik to może z nerwów dostanie sraczki od wściekłego spojrzenia krasnoluda.

- Dajcie mi tu któregoś! Jeszcze dziś położy się spać niższy o głowę! - warczał dalej.

Gdy był już gotowy do walki, kątem oka zauważył, że Brenton męczy się ze swoją zbroją.

- Pomogę ci, Młody, bo możesz nie zdążyć.- mruknął niezadowolony, nie chcąc wyładowywać swojego podłego nastroju na towarzyszu broni.

Brenton ledwie wdział zbroję, strażnicy zaczęli już krzyczeć. I to chyba w przerażeniu. Furbin, który trzymał się blisko swoich towarzyszy, zaklął szpetnie. Brenton nic z tego nie zrozumiał, oprócz słów “przeklęte mutanty”, natomiast Ragnar skrzywił się, słysząc bluźnierstwa, które wypluł z siebie krasnolud. A potem zaczęło się piekło…

Ragnar ustawił się przy barykadzie. Wtedy też udało mu się to usłyszeć odgłosy, jakby ktoś wbijał gwoździe do pobliskiego wozu i coś ciągnąc. Dostrzegł także mutanta pod barykadą - nie przypominał człowieka, bardziej zwierzoczłeka.

Słychać było przekleństwa strażników i krzyki przerażenia. Na razie brak krzyków bólu. Cavaletti nawołuje woźniców do walki, ale ci mają go w dupie i chowają się w wozach. Kucharz ruszył na południową barykadę. Furbin krzyknął do Ragnara, że idzie pilnować północnego zachodu, bo coś tam słyszy.

Weteran przygotował się do ciosu. Mutant, który jak dostrzegł krasnolud, od pasa w dół jest wielką jaszczurką, rzucił się na barykadę, jednak nie udało mu się przecisnąć. ”Zwierzoczłek” wciskał się w przestrzeń między barykadą, gdzie skutecznie zranił go kucharz. Zaraz potem Ragnar wykonał potężny cios toporem we włochatą pierś - krew i kości bryzgają na wszystkie strony, a biedna istota z żałosnym jękiem stała się kawałkiem barykady. Kolejny mutant 12 zbliżył się do południowej barykady, na jego widok kucharza zmroziło w miejscu. Co nie dziwi - skurczybyka Chaos wywrócił na drugą stronę i zamiast skóry widać plątaninę nerwów, wnętrzności i kości. Obrzydliwy widok!
Jednak strażnik i Ragnar trwali na miejscu, trzeba było bronić obozu!
Mutant obok Ragnara oberwał bełtem i spróbował wykorzystać swoją masę i wielkość, żeby połamać barykadę i przebić się do środka - jednak tylko nabił się na pale i zawisł bezwładnie. Zginął jak kretyn, ale zrobił wyłom dla innych. Kolejny wszedł w wyłom barykady, ale przygotowany Ragnar uderzył. Raniony mutant, którego noga oberwała po nerwach, kościach i tętnicach prawie pęka. Mutant zaczął przeraźliwie krzyczeć i zaczął uciekać, jednak topór Ragnara wyłuskał i tak widoczny kręgosłup i nerkę, mutant zaś padł na ziemię, rozlewając wokół pełno cuchnących płynów.

Ragnar zaszarżował na kolejnego mutanta. Ten na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły facet z wyłupiastymi oczyma. Dopiero po chwili Ragnar dostrzegł, że w świetle płomieni nie błyszczy jego zbroja, lecz łuski porastające ciało. Dostrzegłszy popieprzenie wszystkich innych napastników i dość kiepską sytuację w obozie zatrzymał się, trzeba było zachować ostrożność.

Jeden skoczył na kucharza i przygwoździł go do ziemi. Kotłują się, co wyglądli dość dziwnie, bo z pleców mutanta sterczy wierzgająca noga. Mutant, na którego szarżował krasnolud, zaatakował strażnika, jednak temu udało się obronić. Ragnar postanowił pomóc kucharzowi. Strażnik może sobie poradzi. Nie miał jednak czystego ciosu, mógłby trafić kucharza, więc powstrzymał się na chwilę od ataku, czekając na szansę.

Pod nogami Ragnara mutant zranił kucharza jakimś nożem. Strażnik obok Ragnara zranił swojego wroga. Kucharz wyrywał się mutantowi i stanął na nogi. Z wozu, obok kucharza, wychyla się dziewczynka i kłuje jakimś żelaznym szpikulcem mutanta, jednak chyba nie robi mu większej krzywdy.

Ragnar zaatakował dwukrotnie mutanta, któremu wyrwał się kucharz i zmienił go w trupa.
Z wozu inny mutant zaatakował Ragnara dziwną bronią - jakimś hakiem, który wydaje się być przedłużeniem ręki. Ragnar się nie spodziewał i ledwo, ledwo odbił cios. Tarcza się nie rozpadła, ale była mocno uszkadza.

Kucharz powiedział do Ragnara: “Pilnuj wejścia!” i wbiegł do środka, wpychając do wozu córkę.
Weteran zaatakował tego, na którego wcześniej szarżował, ale zamiast ciężkiej rany było tylko lekkie draśnięcie. Mutant spróbował oddać, ale jego cios został sparowany. Tarcza rozpadła się w pizdu! Mutant na wozie spróbował zaatakować ponownie Ragnara, ale bardzo skutecznie zaatakował wóz. I dziwna szpono-hako-łapa uwięzła mu między deskami. Kucharz wychynął z wozu i odrąbał tasakiem hakołapę.

Mutanty krzyknęły bardzo ludzkim głosem i zaczęły nawoływać do ucieczki. Te obok Ragnara rzuciły broń i krzyknęły: “Nie zabijajcie, poddaję się!

“Tych co się poddają trzeba przesłuchać!” krzyknął Brenton do Ragnara.

- A chuj by to… - “Ma rację…” pomyślał krasnolud, który już brał zamach. Z jęknięciem pełnym zawodu zawodu zatrzymał broń, ale nie opuścił. Tak na wszelki wypadek.
- Związać ich! Muszą odpowiedzieć na kilka pytań! - zarządził tonem dowódcy.
 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
Stary 25-11-2017, 23:56   #127
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 23888 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton zakładał zbroję w pośpiechu. Gdyby nie pomoc Ragnara pewnie by nie zdążył.

- Dziękuję - było szczerym choć krótkim podziękowaniem. Brenton już przeprowadzał konia za barykadę w pośpiechu go dosiadając. Uznał, że na zewnątrz ze swobodą manewrów i na rumaku zdziała więcej niż w ufortyfikowanym kole wozów. Nim zdążył odjechać dopadła go dwójka mutantów.
Walka była krótka choć zaciekła. Brentonowi udało się zabić oba mutanty. Uświadomił sobie jednocześnie, że w końcu jest tym kim marzył by być. Wojownikiem godnym tego słowa. Jeszcze niedawno machał mieczem jak cepem. Co z tego, że szybciej niż inni? Nadal robił to nieporadnie. Dopiero trening z panterami i doświadczenia ostatnich miesięcy zaowocowały tym... że przestał być tłem dla godniejszych od siebie. To byli też pierwsi zabici z jego ręki w życiu. Wcześniej owszem walczył, wygrywał w grupie... ale czegoś brakowało. Własnego zwycięstwa, zgładzenia plugastwa własną ręką. Przysłowiowych jaj mu nie brakowało. Walczył z nieumarłymi, pomagał zabić giganta, szarżował choć bezskutecznie na hydrę. Dwa trupy, dwa plugastwa mniej.... W obozie było źle, bardzo źle. Słyszał krzyki płonącego i konającego strażnika. Widział zaciekłą walkę nie o zwycięstwo nie chwałę czy sławę godną rycerzy. Tam w obozie toczyła się walka o życie. Tam był jego przyjaciel Ragnar z którym dzielił już tyle trudów. Tak, tak Brenton nie wahał się użyć tego słowa. Nie imprezowali razem, nie znali się od dzieciństwa, ba nawet nie byli jednej rasy. Przeżyli jednak ostatnio wspólnie tyle, że Ragnar był mu bliski jak nikt. Wrócił do obozowiska zaszarżował, zranił kolejnego mutanta. Odrzucił lancę i znów rąbał mieczem. Ragnar też zabijał i ludzie z wozów. Jakiś strażnik walczył chyba z pięcioma na raz. Stał walczył i żył o dziwo... Nastąpił moment, że ich złamali. Oni ludzie walczyli o życie. Mutanty atakowały więc odwrót gdy zaczęły wyraźnie przegrywać był logiczny. Nie pozwolił, krzyknął o braniu jeńców i zaatakował jednego który uciekał. Zabił bez litości czy zawahania. To byli mutanci należało ich eliminować bez zwłoki ni zawahania. Dopuszczał jedynie szybkie wydobycie informacji. Brenton słyszał, że mieli ludzkie głosy. Wiedział, że to byli zmienieni ludzie. Może wbrew woli, może walczyli również o przeżycie. Jednak choroba jaką były mutacje zabije ich. Wcześniej czy później zamienią się w bestie. Stracą rozum jak wielu z tych którzy tu przyszli. Rycerze Pantery a Brenton będzie kiedyś jednym z nich. Eliminowali chaos w każdym wydaniu.

- Przesłuchajmy ich na szybko. Trzeba się dowiedzieć czy nie ma tu jakiegoś jeszcze większego stada. Skąd są, dokąd szli co wiedzą o innych chaosiarzach w okolicy i w ogóle o okolicy jako takiej. - Brenton przypomniał również sobie.... że w Salkaten za głowy mutantów płacą złotem.
 
Icarius jest offline  
Stary 26-11-2017, 18:26   #128
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 18675 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Brenton i Ragnar

Ten atak był szalony. Wyjęty rodem z kiepskiej, awanturniczej opowieści. Płonący człowiek z mieczem. Człowiek o twarzy wieśniaka, który zamiast ręki miał długi, biczowaty hak. Kobieta o pięciu rękach, która dzierżyła trzy siekiery i dwie tarcze. I wiele, wiele innych. Mutanty wdarły się do obozowiska, na barykadach pozostawiając kilku swoich i następnie walka zamieniła się w chaos. Jeden ze strażników ciężko ranny padł w płomienie ogniska, gdzie dokończył żywota. Jeden z woźniców zbiegł i nikt go już nie odnalazł. Walczący przez długi czas przeciw czterem albo i większej ilości potworów strażnik, Wincent, pomimo krwawiącego potwornie czoła, porwanej zbroi, oparzeniom i tuzina ran utrzymał prawą flankę. I przeżył. I pomimo tego, że jak udało się po walce policzyć, wrogów było sporo ponad tuzin, zginął tylko jeden karawaniarz i zaginął woźnica. A najciekawsze było to, że ani Brenton, ani Ragnar, ani nawet Furbin nie mieli na sobie nawet zadrapania.

Ludziom udało się pojmać dwójkę z mutantów – jeden wyglądał zupełnie normalnie, gdyby nie to że wydawał się całkiem pijany i cuchnął okropnie, drugi natomiast skórę całego ciała pokrywały zachodzące na siebie łuski, a jego oczy wystawał na dobre dwa centymetry z twarzy, czyniąc go podobnym ropusze. Po poddaniu się nie stawiali oporu i od razu powiedzieli wszystko, co karawaniarze chcieli wiedzieć – dlaczego zaatakowali, skąd, ile ich jeszcze jest – wszystko. Byli to dawni mieszkańcy Hasselhund, których ciała i dusze wypaczyły się razem z miastem i okolicą. Głodują, nie mają pomysłu co ze sobą zrobić – więc atakują przejezdnych. Dawniej chcieli pohandlować, pożebrać, ale spotkali się z jedną reakcję – strachem połączonym z agresją. Atak nadszedł od wschodu, mutantom udało się znaleźć opuszczony fort na wzgórzach na południowy wschód od miasta. A ile ich jest – atakowało szesnastu, czwórka została w ich domu, jak nazywali fort. A potem, nie dopuszczając żadnej innej możliwości, strażnicy powiesili dwójkę mutantów na pokrzywionej, jak ich ciała, gałęzi. Reszta nocy nie należała do przyjemnych, jednak wszyscy byli zmęczeni i starali się wypocząć.


20 Sigmarzeit 2523, Angestag
hex 0816

Zmęczone, niewyspane oczy przywitało piękne słońce. Wiatr, wiejący od zachodu, niósł ze sobą zapachy sosnowego lasu, które tłumiły nieco smród dochodzący od kupy trupów, które zostały wyniesione na drugą stronę drogi. Cavaletti zajął się pogrzebem towarzysza podróży, wymarsz z pewnością się mocno opóźni. Szczególnie że waleczny i dzielny strażnik dostał gorączki i nie mógł pomagać przy kopaniu dołu.

Przed obliczami Ragnara i Brentona pojawił się smutny Furbin:

Panowie – zaczął. – Moja zemsta jest przeklęta. Nie mam już siły ciągnąć was dalej na południe, na tych zielonoskórych. Naszych towarzyszy spotyka nieszczęście, po drodze walczyliśmy z tyloma potwornościami, że nawet w karak koło ziemi orków bywa spokojniej. Za doprowadzenie mnie tutaj, wypłacę wam po dziesięć koron. – Tu wręczył Ragnarowi ciężką sakiewkę. – Wracajcie do miasta, odpocznijcie. Zrobiliście wiele dobrego. Ale ten wpis w mojej księdze uraz wymazać muszę sam. Żegnajcie.



Atanaj i Franz

Atanaj i Franz zmęczeni kolejnym dość nudnym dniem udali się na spoczynek. Stajnie były wygodne, a przynajmniej mężczyźni przyzwyczaili się do trawiastego zapachu końskiej kupy i ciężkiego powietrza. Engel był nieco zdziwiony widząc ich u siebie, słyszał, że podobno wyjechali na wschód, ale przecież sześć pensów za głowę, to sześć pensów za głowę. Nawet wody dał im się napić! Mężczyźni zadowolili się do tego suszonym prowiantem, który i tak za niedługo zacznie się psuć, więc lepiej go wykorzystać. Zasnęli niespokojnie, po głowach chodziły im myśli o nadchodzącym szturmie dworu Dignama, Chaosie, który mogli tam spotkać, i wszystkich strasznych doświadczeniach. Ciemność skojarzyła się Franzowi z trupim odorem wnętrza przeklętego statku, Atanaj tuż przed uśnięciem widział opuchnięte twarze zombich, którym obcinał głowy na plaży miesiąc wcześniej.


20 Sigmarzeit 2523, Angestag
Verborgenbucht

Słońce! Wstało słońce! Poranek był nieco wietrzny, jednak nareszcie przestało padać, chmury zostały rozgonione na cztery strony świata i zrobiło się przyjemnie ciepło. Chłopi zapewne będą się cieszyć wzrastającymi dobrze plonami, by za parę dni narzekać na ich ręczne nawadnianie. Strojnisie z Salkalten powychodzą na ulice, chwaląc się pięknymi (ich zdaniem) ubraniami, złodzieje będą narzekać na dobrą widoczność, a większość ludzi uśmiechnie się i wróci do codziennej pracy.

Co jednak zrobi Atanaj? Co zrobi Franz? Czy Ungoł zgodzi się na pomoc w planie, który tak bardzo odradza przez wzgląd na niebezpieczeństwo i grozę? Czy Franz przemyśli raz jeszcze słowa towarzysza i zrezygnuje z włamania i wróci do nieco spokojniejszego życia (i przy okazji zawiedzie kilku ważnych ludzi)? Bez względu na podjętą decyzję, Atanajowi się coś przypomniało. Dzisiejszego dnia kowal w Salkalten powinien wykonać już dla niego zlecenie sprzed kilku dni.
 
__________________
Prowadzę: ...
Jestem prowadzon: ...

Ardel jest offline  
Stary 27-11-2017, 21:45   #129
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 15480 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Schierke powstał ze słomianego barłogu, przetarł twarz, splunął i posilił się nieco suszonym mięsem i rozcieńczonym winem, które przecież tak przezornie zachował na tą właśnie okazję. Było wcześnie rano, czas, kiedy rybacy wybierali się na codzienny połów, a rolnicy maszerowali na pola. Szturchnął Atanaja, aby się obudził. Dzień zaczynał się dobrze, jednak to nie za dnia mieli uderzyć. Pospiesznie posiliwszy się, począł oporządzać konia, aby wreszcie mruknąć gardłowo:

- Ruszamy?

Gdzieś w głowie błąkały mu się myśli o tym, co powiedział mu Ungoł wczoraj. Czy esencja, którą podała mu zielarka sprawiła, że on sam stał się wiedźmiarzem? Lub też, co nieco bardziej przemawiało do pragmatycznego umysłu najemnika, czy przypadkiem nie zaczął tracić rozumu przez wdychanie naparów warzonych przez nalaną babę ze wsi? Schierke nie wiedział. Magia była rzeczą efemeryczną, niemalże całkowicie nieistniejącą. Zupełnie jak dziewictwo kurew w Salkalten, które na dziewice właśnie pozowały. Ale skoro czarować nie umiał, to w gruncie rzeczy to wychodziło wszystko na to samo (kurwy z Salkalten też nie czarowały). Wędeczka razem z Atanajem uniosą portret i cokolwiek, co uda im się wsadzić do ich kieszeni, a Franz przypilnuje strażnika.

Lub też przypadkiem strażnik najdzie pod topór Franza. Przecież to duży topór jest, każdy by najść mógł. A Franz zawsze przestrzega, prosi, żeby mu pod topór nie nachodzić. Bo taki duży jest. A kark Matołowa przecież też dużo miejsca zajmuje. Rzecz oczywista, najść kark pod topór może.

Najemnik cmoknął na konia i ruszył kłusem w stronę lasu na wschód. Trzeba było znaleźć krasnoluda lub też dać się jemu znaleźć. Resztę dnia planował na przepatrywaniu twierdzy i wybieraniu najlepszej drogi ucieczki - reszta pójdzie według planu. Tylem kasy na to wysrał, że pójść musi - dumał Franz.
 
Santorine jest offline  
Stary 27-11-2017, 23:49   #130
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 9739 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację

Po pierwszym szoku, Ragnar wcisnął sakiewkę z powrotem w rękę Furbina.

- Myślisz, że po tym wszystkim tak łatwo się nas pozbędziesz? - zapytał jawnie urażony weteran. - Podjęliśmy się tego zadania. Jeśli teraz się wycofamy, to stracimy nasz honor, więc jeśli nie chcesz zrobić ze mnie Zabójcy to siedź cicho i prowadź do tych pieprzonych orków! - zakończył, czerwieniąc się ze złości.

- Młody… - zwrócił się do Brentona. - Jeśli za coś co ubijemy można dostać w mieście pieniądze to pamiętaj mi o tym przypomnieć. Pieniądz nie śmierdzi. - uśmiechnął się krzywo.

 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169