Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-04-2017, 15:48   #11
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 15558 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację

Kiedy tak wszyscy zastanawiali się, co zrobić, żeby jednak Kisza dostała się do miasta, Franz wziął sprawy w swoje ręce i ruszył w stronę strażników. Do uszu reszty dotarło zniecierpliwione:

I co? Zdejmie maskę ta leśna baba?

Wydaje mi się, że cię znam – usłyszeli odpowiedź Franza, który podał strażnikowi dłoń i ściszonym głosem, z pewnością słyszalnym dla drugiego strażnika, lecz nie dla reszty, zamienił z nim kilka słów. Następnie strażnik porozmawiał moment ze swoim kompanem i ostatecznie ruszył w stronę wielorasowej grupki.

Może wchodzić, jednak niektórzy w mieście mogą nie być tak wyrozumiali jak ja, dziwna elfko. Szczególnie ci, którzy lubią czyste powietrze. A ty – spojrzał na Franza – masz u mnie dług.


W Rudej Owcy panował przyjemny gwar. Amalyn, siedząca przy zwyczajowo zarezerwowanym dla nich stoliku, pomachała do nich z uśmiechem. Obok niej siedział jakiś krasnolud, który marszczył krzaczaste brwi nad drewnianym kuflem i spoglądał na niego krytycznie. Gerda, przystojna dama o kręconych, czerwonych włosach, uśmiechnęła się do nich zza baru, gdzie przed momentem strofowała posługaczkę, która oglądała czubki swoich pantofli.

Z drugiej strony siedziała grupa strażników po służbie, pośród których rozpoznali Engelharta, uratowanego przed prawdopodobną śmiercią z Norsmeńskich rąk. Reszta ciżby nie cechowała się niczym szczególnym, acz z pewnością można było usłyszeć stukot kości o blat, jakiegoś poetę, który starał się nakłonić innych do wysłuchania jego wierszy i podarowania mu kilku monet, oraz nieśmiałą melodię na flecie, lecz flecista musiał siedzieć, bo nie udało się go dostrzec.
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
Stary 09-04-2017, 19:54   #12
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 13338 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Schierke przeszedł przez bramę miasta, nucąc wesoło. Problem rozwiązał się sam, zatem nie musieli tłumaczyć w ciemię bitym strażnikom, że elf to elf, a nie zwierzoczłek.

- Nocleg pod murem, na kulbace, wydana na pastwę pospolitego gminu. Nie wiem jak ty, ale ja uważam, że to całkiem gówniana perspektywa - rzekł Schierke. - Na szczęście, ten tutaj to był szwagier brata mojego przyrodniego brata. Kisza, czy jak tam cię naprawdę zwą, powiedziałbym, że uśmiechnęło się do ciebie szczęście. Inaczej musiałabyś wspinać się na mury. Wierz mi, wspinanie się na mur Salkalten, kiedy zmierzcha, to całkiem przykre zajęcie. Naprawdę. Doceń moje poświęcenie, proszę.
 

Ostatnio edytowane przez Santorine : 09-04-2017 o 21:48.
Santorine jest offline  
Stary 11-04-2017, 01:22   #13
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2405 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Quyl-Isha poszła za resztą, rozglądając się jedynie dookoła. Pierwszy raz gościła w ludzkiej osadzie. Nie mogła jednak liczyć na przyjęcie porównywalne z elfim; jej lud ugościłby przybyszy z należytym szacunkiem, doceniając trud i wysiłek włożony w podróż w tak niesprzyjających warunkach. Ludzie byli dziwni, każdy jakby sam dla siebie, żadnej jedności, radości... dopóki nie przywitano ich w przybytku, za wizytę gdzie i tak trzeba było zapłacić.

Milcząc, czekała za resztą, chociaż schować się nie bardzo mogła. Jako elfka, była nieco wyższa od ludzkich kobiet i równała się z mężczyznami. Nie, żeby miało to dla nie większe znaczenie. Nieuprzejme spojrzenia ignorowała, wertując otoczenie wzrokiem.
 
kinkubus jest offline  
Stary 14-04-2017, 18:22   #14
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 13338 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Karczma wrzała, jak zwykle. Franz machnął ręką na propozycję Brentona.

- Brentonie, wyprawa na zwierzoludzi to chleb powszedni tutejszej ludności. W lasach namnożyło się tego tyle, że niedługo zaczną na to polować chłopi. Więc nie ma pośpiechu na wypuszczanie się w głuszę tylko po to, żeby pobiegać za kozimi zadkami. Wierz mi, jestem pewien, że gdziekolwiek się nie wypuścimy, okazji do zabicia mutantów będzie aż nadto.

- Otóż, mamy chwilowo nieco poważniejsze problemy niż usieczenie paru durniów w polu. Nasza skromna komitywa potrzebuje pieniędzy i to w znacznych tego surowca ilościach. Powiem krótko: znajdźmy tą pamiątkę rodową szlachcica obok Verborgenbucht, to przecież parę staj od Salkalten. Po drodze będziemy mieli do Birkeweise, znajdziemy drania, który ukradł Martinowi konia, zabijemy go, sprawiedliwości stanie się zadość i takie tam. A potem możemy wyprawiać się na kozioludzi, czy co tam chcesz. Wzorem naszej znajomej, mogę się nawet przestać myć, jeśli zagwarantuje nam to sukces w walce. Przyda nam się grosz, żeby zaopatrzyć się na tą twoją wyprawę. Myśl taktycznie, młody.

- Co do Auerschmied, w żadnym wypadku bym się tam nie wybierał. Jeszcze coś złapiemy. Miejsce to omijałbym szerokim łukiem, przynajmniej do czasu, kiedy zaraza usiecze resztkę niedobitków.

Schierke zamówił tęgi dzban piwa u karczmarki, gotów na dalszą rozmowę z towarzyszami co do dalszych losów drużyny.

Ragnar wziął kilka potężnych łyków piwa, gdy Franz skończył mówić i uznał za stosowne dodanie swoich kilku pensów:

- Podoba mi się ta propozycja, ale mam własną. Słyszałem, że jedną z kobiet mojego ludu uprowadzili przeklęci bandyci. Żeby tego było mało, ponoć jest szlachcianką. Dla mnie to sprawa honoru mojego i mojego ludu, a dla was byłaby to dobra okazja do zarobków. Wiecie, jej rodzina zapewne chętnie wynagrodzi śmiałków, którzy podejmą się próby uratowania jej. - zaproponował krasnolud. - Ich fort jest niedaleko tej jaskini, w której zabijaliśmy zielonych.

- Mnie najbardziej pasuje plan Franza, ale dostosuję się w razie czego, - powiedział Martin - byle byście pomogli mi znaleźć pieprzonego koniokrada.

- Chętnie pomogę ze szlachcianką - rzekł Franz. - Jak dla mnie, sprawa rysuje się prosto: załatwmy sprawy czym prędzej z Dignamem i koniokradem, odbijmy na południe, by załatwić rzecz z Ragnarem, po czym zawróćmy na zachód. A potem możemy sobie ubijać tych kozioludzi, ile dusza zapragnie. Co wy na to?

- Mi pasuje. - odpowiedział Ragnar.

Rozmowa w wejściu najwyraźniej nie spodobała się nawet Gerdzie, bo zbliżyła się do was tanecznym krokiem i wskazała stolik z Amalyn i krasnoludem.

- Nie potraficie się zdecydować, moi drodzy? Jak nie chcecie siedzieć obok panienki, to załatwię wam prywatny pokój do rozmowy. Za małą opłatą oczywiście. - Zielone oczy płonęły radośnie sponad szerokiego uśmiechu.

- Już, już… - powiedział krasnolud, unosząc ręce w obronnym geście. Po chwili zwrócił się do reszty. - Siadajmy, bo stracimy wszystkie pieniądze, zanim ustalimy jak zarobić nowe. - po tych słowach ruszył do stolika, przy którym siedziała dziewczyna i obcy mu krasnolud. Zatrzymał się jednak po kilku krokach i z uśmiechem zwrócił się do Gerdy. - Jedno piwo, proszę! - nie powiedział już nic więcej, tylko ruszył bez słowa do stolika.

- To sprowadzane ze Zhufbar, prawda? - poruszyła istotną dla Ragnara strunę, która była w stanie wytrącić z sakiewki kilka dodatkowych pensów.

Natomiast, gdy zbliżyli się do stolika, Amalyn wstała, uściskała Brentona i przywitała się ze wszystkimi. Wskazała na krasnoluda siedzącego przy stole, chciała coś powiedzieć, lecz ten przerwał jej, nawet nie podnosząc wzroku sponad piwa.

- Furbin syn Furbina z Karak Kadrin. Sprowadzam tym na siebie hańbę, ale potrzebuję pomocy w wymazaniu klanu orków, którzy zniszczyli karawanę kupiecką, której byłem członkiem. Płacę górskim złotem, wymagam szybkości.

W międzyczasie pojawiła się Gerda we własnej osobie, która postawiła przed Ragnarem przyjemnie pachnące i drażniące nos piwo z gęstą pianą, opierając przy tym miękką pierś o jego ramię.

- Komuś coś jeszcze? - zapytała słodko.

Brenton serdecznie powitał Amelyn. Wyściskał ją solidnie. Wyraźnie cieszył się, że dziewczyna jest cała.
- Co dla Ciebie? - zapytał dziewczyny. Musiał przyznać, że miała łeb na karku. Jako kurierka stowarzyszenia wioseł spotkała gdzieś tego krasnoluda…. I wiedziała gdzie go skierować! Na pewno liczyła na dole, sprawdziła gościa wstępnie. Zaradność, chłopska zaradności ukazała się w dziewczynie. Po złożeniu przez nią zamówienia rzekł jeszcze karczmarce, że dla niego piwo póki co.

- Nic, dzięki - odpowiedziała Brentonowi dziewczyna.

- Witaj Fubrinie synu Fubrina. Jestem Brenton Grisk. Rycerz podczas próby - uściślił. -To moi towarzysze. - kolejno wszystkich przedstawił. - Przejdę do konkretów. Nie jesteś zapewne w nastroju na gierki słowne. Gdzie miała miejsce owa napaść? Ilu was było? Ilu napastników? Opisz bitwę, skąd przyszli i dokąd odeszli. Jeńców wzięli? Łupy? Im więcej wzięli tym bliżej do ich leża. Jaką nagrodę przewidujesz. Jak i kiedy wypłaconą. Człowieka spytałbym czy idzie z nami. Ciebie jeno spytam czy idziesz sam czy masz jeszcze kogoś?

- Napadli nas niedaleko splądrowanego Hasselhund, jakieś dwa, trzy dni drogi na południe stąd. Po drodze napotkałem jedynie na jedną opuszczoną wiochę i drugą, w której mieszkali sami tchórze, ani jednego wojownika. - Splunął. - Mieliśmy trzy wozy pełne broni palnej i doskonałych narzędzi. I beczkę wspaniałej gorzałki. Było nas dziesięciu, ich - trzydziestu albo więcej. Nie pamiętam bitwy, zasiekłem jednego, potem obudziłem się pośród trupów, bez wozów, bez broni i bez dwóch palców u stopy. Wypłacę wam pięć koron za głowę każdego z tych paskudnych dzieci śluzu, którego pomożecie mi ubić i po dziesięć za głowy moich towarzyszy, których pomożecie mi pomścić. Wymazanie urazy z mojego życiorysu będzie tyle warte. Zapłacę wam tutaj, jak wrócimy. Wybiorę pieniądze z banku - zakończył monotonnym głosem.

- Wyszłoby - rachował Schierke na palcach - dwieście trzydzieści… Nie, dwieście czterdzieści pieć koron za całą fatygę. Hmm. Graf Elektor więcej płaci za głowę zwierzoczłeka, wychodzi więc na to. Muszę się zorientować no, ile herr Dignam daje za odnalezienie tej rodowej pamiątki, pewnie więcej.

Schierke zamyślił się na chwilę.

- Zostańmy przy starym planie, bandyci wszakże się nie zapadną pod ziemię. Ot, dodamy sobie jeszcze jeden punkt do naszej wycieczki po Ostlandzie.

- Miasteczko mutantów, to zadanie jakie otrzymałem od moich mentorów Rycerzy Pantery. Nie mogę czekać z tym na zakończenie jakiegoś rajdu po mapie. Bez obrazy dla nikogo, ale pamiątki…. To nic co pomoże Imperium w odbudowie. Odzyskanie konia czy kuszy, przy całym szacunku również nie. Zarobisz na nowego konia i kusze. Zabijając plugastwa i niszcząc pasożyty tej ziemi. Pomoc temu oto Fubrinowi, to również szlachetne zadanie. Głowa mutanta warta jest 15 koron, zwierzoczłeka 20 koron. Orka wycenimy zatem choć na 10 koron? - spojrzał pytająco na Furbina - Łupy które odzyskany z karawany będą w całości zaś nasze. Brzmi to wtedy jak propozycja godna rozważania. Wciąż szalenie niebezpieczna i ryzykowna. Śmiertelnie groźna, jednak sprawa to honorowa.

Furbin zignorował Franza, który uznał, że jego sprawa jest mniej ważna, bo mniej się za nią płaci. A na propozycję Brentona, jakoby odzyskane sprzęty z karawany miały się im należeć fuknął głośno.

- Oszaleliście, wszyscy. Oszaleliście! Za grosz tutaj honoru. A ty, ziomku - zwrócił się do Ragnara - też łasyś jedynie na złoto, czy może rozumiesz czym jest zemsta i dobre imię?

Schierke wzruszył ramionami na słowa Furbina.

- Panie, toć to nie ma się co zaraz obruszać. Zmasakrowana karawana? O zmasakrowanych karawanach to ja słyszę tutaj co drugi dzień. Wendetta za zabitych towarzyszy? To nudy niemalże i chleb powszedni ludzi z Ostlandu. My tu nie objazdowa zgraja parobków, tylko uczciwi ludzie. Klepnij no, dobrodzieju, więcej tego górskiego złota, to może pomyślimy, czy wyprawiać się na trzy dni albo i cały tydzień i szukać ludzi, których już może w ogóle w okolicy nie ma.

Franz pociągnął tęgi łyk złocistego napoju, po czym zwrócił się do Brentona.

- Popieram rejzę na zwierzoludzi, ale zwykła przysługa dla szlachcica może iść daleko. Czasy niespokojne, a protekcja dworu zaraz przy Salkalten tylko może się nam opłacić. Spodziewałbym się, że nawet rycerze pantery doceniliby wstawiennictwo możnego rodu. Wszakże mamy blisko, dwór Dignama zaraz obok miasta.

- Rozumiem i popieram. Chętnie ruszę z tobą, nawet jeśli reszta… - ruchem głowy wskazał towarzyszy. - ...nie ruszy z nami. Jeśli zdobędziesz kogoś oprócz mnie to możemy ruszać nawet teraz. - Ragnar pociągnął łyk piwa i kontynuował. - Po prawdzie sam mam sprawę, której stawką jest honor naszego ludu, bo jedna z naszych szlachcianek została porwana i trzeba ją uratować. Sam rozumiesz, że to sprawa nas wszystkich. Jeśli zgodzisz się pomóc w mojej wyprawie to mogę zrezygnować z części mojej zapłaty.

Gdy skończył mówić ze swoim ziomkiem, przyciągnął głowę Franza do swojej i zaczął szeptem mówić do jego ucha:

- Słuchaj, możemy mieć darmowego pomocnika do mojego wypadu, a jak się zgodzicie to mogę wam oddać moją część z jego zadania. No i będziesz znał jednego wdzięcznego krasnoluda, więc w przyszłości może nam coś sprzedać po lepszych cenach. Sam słyszałeś, że przewozili broń palną i narzędzia. Możesz spróbować wynegocjować kilka sztuk tej broni, bo nie muszę ci mówić, że jest potwornie droga. Nie odda całej, bo musiałby być szalony, ale na trzy sztuki może się zgodzić. - krasnolud spróbował przemówić do chciwości człowieka.

Gdy tylko skończył, przyciągnął głowę Brentona i również przemówił do niego szeptem:

- Jeśli mu pomożemy, a on pomoże nam, to zyskasz wdzięczność wielu krasnoludów, w tym rodziny szlacheckiej, a nie muszę ci mówić, jak wiele to jest warte. Twoi Rycerze na pewno docenią, że pomogłeś innym w potrzebie, zwłaszcza uprowadzonej damie. Jest to przecież coś co zrobiłby prawdziwy rycerz. - piwny weteran zakończył swój wywód.

- Rycerze Pantery to elita Imperium. Szlachcie i rycerze w jednym. Mają dostęp bezpośrednio do Elektora. Miejscowy szlachcic pewnie sporo może. Jednak oni mogą zdecydowanie więcej. I to ich protekcja jest najcenniejszą. Wydali mi też konkretny rozkaz. Mogę to pewnie lekko nagiąć. Ratując honor owego krasnoluda i zabijając ścierwa zielonych kreatur. Jednak zaraz po tym, zadanie mnie wzywa. Mości krasnoludzie.... Chcesz byśmy ryzykowali życie? Płacisz jednak słabo. Połowa łupów dla Ciebie, połowa dla nas. Na razie brzmi to źle, ty odzyskasz honor i fortunę. Nam jeno po 5 koron od głowy dając. Jak rzekłem mutanta zabić łatwiej. Cena trzykrotna twojej. Pomocy potrzebujesz… Więc zacznijmy się układać. Jeden Ragnar, choć wojownik świetny… To za mało. Potraktuj nas hojnie skoro ryzykować życie dla twojego honoru, zarobku i sprawy każesz. My ci od płacimy lojalnością i solidnymi mieczami. Lepiej o tym porozmawiać teraz. Gwałtownie przy kuflu piwa. Niż zatrudnić zamiast nas obwiesi z miasta. Co ci gardło poderżną dla łupu, bo ci rzekną pięć koron mało! Wynegocjują nową umowę w lesie, gdzie uczciwości słów takich jak moje teraz już nie zaznasz.

Do tej pory elfka siedziała cicho. Niczego nie zamówiła, chociażby dlatego, że nie miała za co. Nie odzywała się, bo zgromadzonych ledwie lub w ogóle nie znała. Słuchała tylko czegoś, co brzmiało jak negocjacje. Z jednej strony wolała się nie wtrącać, bo co ona mogła o tym wiedzieć? Z drugiej jednak, zemsta której szukał krasnolud nie była jej obca...

- Przysługa za przysługę. Jeśli przysięgniesz mi Furbinie, synu Furbina z Karak Kadrin, że zamordujesz każdego zwierzoczłeka, jakiego spotkasz na szlaku, masz i moją pomoc. Twój lud można trzymać za słowo, prawda?

- Dołączę zatem do was później. W sensie, do Ragnara, furda z rycerzami pantery. - rzekł Schierke. - Dignam nie Dignam, mus mi załatwić parę rzeczy w Salkalten. Zakładam, że wyruszacie na południe wczesnym rankiem, powiedz mi zatem, jakim szlakiem będziecie iść. Dołączę do was później, jeśli mi się uda. Martinie, Atanaju - jeśli wasze drogi ciągną was na wschód, to zostańcie ze mną. Ja jeszcze pół dnia - dzień zostanę w mieście. Moje zobowiązania wymagają... Czasu.

- Co do was, jak mówiłem. Jak pojedziecie na rejzę na południe, dołączymy później.

- Ja idę z tobą Franz - powiedział Martin krótko i zwięźle, bardziej zainteresowany teraz, zniecierpliwioną Gerdą, niż negocjacjami z krasnoludem z urażoną dumą.
- Ja poproszę dzban chłodnego piwa, - zwrócił się do karczmarki, uśmiechając się łotrowsko - kaszę ze skwarkami, a na deser … może całusa?

- Wot i burdel na kółkach … - rzekł Atanaj jako komentarz do układów drużyny w krasnalem.

Nie było mu w smak ruszać znowu w bój, zwłaszcza przeciw trzydziestu orkom. Toteż z radością przyjął ofertę Franza - miał bowiem nieco sprawunków do zakupienia dla Addy. A i rozglądać bacznie miał się, czy aby dawni oprawcy i tu nie czuwają. Był jednak skłonny raczej zająć się sprawami Martina, Dignama i odbiciem szlachcianki niż pakowaniem się w boje z orkami lub zwierzoludźmi. No i elfka ruszała dalej - wreszcie tytuł najbardziej śmierdzącego członka drużyny (sic!) wracał do prawowitego jego posiadacza!

- Iście - Franz nabił do fajki tytoń. - Zatem, zdaje się, nasze plany postanowione. Wyruszacie od zaraz, dołączamy do was później. Jeśli macie czas, pójdziemy wszyscy. Ot, i tyle.

W tym czasie Brenton siedząc obok Ragnara coś do niego szepnął. Ragnar w odpowiedzi pokiwał głową. Młody Rycerz uśmiechnął się i uścisnął rękę Ragnara. Najwyraźniej rzeczona dwójka dogadała coś między sobą.

- No to ugadane. Przysięgam na moją brodę i śliczne wąsiki mojej kobiety, że będę rzezał wszystkich zwierzoludzi. Pora się nieco najeść i napić. Jutro ruszamy! A co do mojego, podkreślam, mojego dobytku - to jak mi zabierzesz choć uncję prochu, to dopilnuję, żebyś zawisnął za kradzież, człowiecze - zwrócił się do Brentona.
 
Santorine jest offline  
Stary 15-04-2017, 00:46   #15
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 20917 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton właśnie wyzbył się resztek złudzeń co do krasnoluda. Owszem sam negocjował ostro, ale i zadania było straceńcze. Jawna obraza była grubym błędem brodacza.
- Jestem Rycerzem krasnoludzie. Wszystko odbędzie się w majestacie prawa. Jest nas za mało. Może poprosimy o pomoc jeszcze jedną grupę? - płynnie zmienił temat.

Zasadniczo była ich czwórka w porywach do siódemki o ile Franz, Martin i Anataj nie zajmą się bardziej nagłymi sprawami. Które wyskoczą im między deklaracją dołączenie a faktycznym ruszeniem. Zasadniczo nie miał złudzeń, że jest szansa na ich brak. Nieważne zresztą czy w czwórkę czy w siódemkę... Atak na trzydziestu orków byłby samobójczy. Wojenne prawidła o zaskoczeniu czy słusznej sprawie a nawet głupocie orków niewiele tu mogły zmienić. Potrzebowali jeszcze jednej sprawdzonej grupy. Na myśl Brentonowi przyszedł Pokojowy Pakt. Grupa która zabiła harpie dla Księcia Elektora była w mieście. I zainteresuje się być może zadaniem. Przy dobrych chodach pewnie można skasować nagrodę za orcze łby podwójnie. Od krasnoluda i od władz miasta...

Zawołał chłopca służebnego i powiedział mu, że potrzebuje znaleźć tą grupę. Wyjaśnił jej nazwę czyn... i polecił rozpytać po karczmach. Jeśli przekaże im wiadomość, że Rycerz Brenton Grisk chce się z nimi widzieć i przyniesie odpowiedź. Dostanie Szylinga... Niech im wspomni o wyprawie z krasnoludem, który płaci szczerym złotem za pomoc. Jutro z rana natomiast zrobi zakupy. Dwie mikstury leczenia, prowiant na kilka dni. Obrok dla dwóch koni i dwa kołczany strzał. Musi też porozmawiać z Rycerzami Pantery. Jako Rycerz podczas próby nie może sobie pozwolić na niesubordynacje. Jednak wieść o orczych ścierwach napadających na karawanę... może dać mu zgodę na wyznaczenia odpowiedniej trasy. Zamierza podkreślić, że dzięki temu nie tylko zabije plugawe istoty. Zyska również zbrojną pomoc w swoim zadaniu. Jest to poniekąd środek do celu.
 
Icarius jest offline  
Stary 15-04-2017, 14:53   #16
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
- Nu i sztoi! - ucieszył się Atanaj. Do końca wieczoru pił jeno i jadł, upewniwszy się wcześniej, że koń jego ma stajnię i obrok a sakwy koczownika spoczywają bezpiecznie w wynajętym pokoju zamkniętym na klucz. Gdy poczuł się zmęczony, ruszył na kwaterę i smacznie zasnął - choć nie tak smacznie jak z głową spoczywającą na biuście Addy.

Rankiem natomiast ruszył na poszukiwania zamówionych przez kobietę rzeczy. Miał bowiem do znalezienia rzeczy dziwne i drogie, jak i dziwne i niezwykle tanie. Wcześniejszego wieczora poświęcił kilka szylingów, by dopytać karczmarza o Ungołów kręcących się po okolicy - dzięki nowemu, schludnemu acz pospolitemu strojowi miał się nie wyróżniać z tłumu prostego ludu. Kiedy zaś skończy poszukiwania i starczy na to czasu, Atanaj uda się poza miasto (pamiętając o powrocie przed zmrokiem) do lasu w sobie wiadomych sprawach.
 
Goel jest offline  
Stary 17-04-2017, 03:34   #17
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2405 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Spod maski wyglądały skonfundowane oczy elfki. Błądziły po grupie, gdyż nie wiedziała do kogo powinna się bezpośrednio zwrócić.

Przepraszam.
Padło na kobietę do której do tej pory wszyscy się zwracali, gdy czegoś chcieli.
Czy mogę liczyć na gościnę w trakcie nadchodzącej nocy? Dla mnie i mojego konia. Zadowolę się niezbędną podstawą i... i chciałabym umyć moje ubranie. Przybywam z dalekich krain i nie mam w tych stronach do kogo się zwrócić.

Chociaż Quyl-Isha posługiwała się płynnym Reikspielem, nie miała pojęcia o zwyczajach Imperialczyków. Nie wiedziała nawet, co w tym mieście do kogo należy, ale założyła, że skoro została tutaj przysłana jako obrońca na czas wojny, jakaś drobna przysługa ze strony sojusznika nie będzie problemem.
 
kinkubus jest offline  
Stary 17-04-2017, 07:35   #18
 
Komtur's Avatar
 
Reputacja: 15449 Komtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputację
Gerda zignorowała mizerne zaloty Martina i ten ze smutkiem pogrążył się w rozmyślaniach nad dzbanem wina. Usidlenie karczmarki o takich atutach widać nie było takie łatwe jak mu się wydawało. Kiedyś gdy był młodszy miał więcej uroku, a teraz był tylko jednym z wielu obwiesi odwiedzających tę karczmę. Dobrze że chociaż miał towarzystwo, niedawno poznana kompania wydawała się bardzo w porządku. Po chwili jednak i być może pod wpływem wina, smutek Martina zaczynał przeradzać się w dziwną determinację. Dość już miał życia bez większego celu, postanowił więc że załatwi sprawę koniokrada, pomoże kumplom, a potem zrobi wszystko by tę Gerdę zdobyć i być może się ustatkować.
 
Komtur jest offline  
Stary 17-04-2017, 08:18   #19
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 13338 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Franz pociągnął ostatni łyk ze swojego kufla i odstawił go na stół.

- Dobra nasza, ludzie - rzekł, powstając od stołu. - Atanaju, Martinie: spotykamy się w Rudej Owcy, znaczy się, tutaj, około południa jutro. Jeśli się spóźnię nieco, poślę kogoś do Gerdy, dać znać. Do tamtego czasu załatwcie wasze sprawy, które macie. Nawiasem mówiąc, to jest właśnie to, co ja zamierzam zrobić teraz.

- Około południa idziemy na bramę wschodnią, potem do Verborgenbucht, potem trafi się nam dwór herr Dignama. To mniej niż dzień drogi stąd, więc wyrobimy się szybko. Rozmówimy się ze szlachcicem i zobaczymy, co się da zrobić w jego sprawie. I ile to w domyśle zajmie. Słyszałem, że ponoć ma uroczą córeczkę, tedy warto się wyprawić na dwór.

- Kiedy załatwimy sprawy z grafem, idziemy dalej na wschód do Birkeweise. Wieszamy koniokrada, potem zatoczymy łuk i odbijemy na południe, w stronę Ragnara i Brentona. Pomożemy im z tymi orkami, jeśli, oczywiście, będzie co do pomocy. I będzie co po nich zbierać po tej rejzie. A potem się zobaczy. No.


Schierke obrócił się na pięcie i wyszedł drzwiami karczmy, wypuszczając strużki dymu ze swojej glinianej fajki.
 
Santorine jest offline  
Stary 20-04-2017, 17:55   #20
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 15558 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Gerda zmarszczyła nos, gdy elfka zbliżyła się do niej. Był to jednak jedyna odmiana od jej zwykle pogodnej twarzy.

Ach, złotko. Znajdzie się dla ciebie i jedzenie i picie i gorąca kąpiel, to przede wszystkim. Wypadałoby też, żebyś zdjęła tę paskudną maskę, złotko. Nie pasuje do twojej… urody? – Głos karczmarki lekko zadrżał. – Masz czym zapłacić? Z kąpielą i wszystkim będzie osiem pensów. Bo widzę, żeś znajoma tych tutaj. – Wskazała na resztę.

A potem wieczór jakoś minął...



17 Sigmarzeit, Backertag

Poranek, który przywitał bohaterów słoneczkiem, był gorący i dość duszny. Przez okiennice, prócz promieni światła, dostawał się zapach nagrzanych ulic, co w Salkalten oznaczało ryby, ryby i pomyje. A jeżeli elfka nie skorzystała z kąpieli Gerdy, to również elfkę.

Co przyniosła noc, która w końcu taka krótka nie była? Otóż Atanaj odkrył, że pchły mu pozdychały. Obudził się rano bez swędzenia i zadowolony. Brenton wysłał jakiegoś chłopaka po Pokojowy Pakt i poszedł spać, niestety Amalyn wymknęła się, jakoby miała mieć pracę w nocy. Może i miała… Kisza najedzona położyła się spać, co było lepsze niż wszystkie ostatnie tygodnie razem wzięte. Martin spił się nieco i spał wyśmienicie. No i rano kac go nie złapał, więc wygrał w loterii Ranalda. Franz wymknął się i wrócił na tyle późno, że w karczmie powitał go tylko pijący Martin i twarde krasnoludy. Ragnar popytał w karczmie o tożsamość uprowadzonej królewny niskiego wzrostu, jednak nie dowiedział się więcej niż wiedział. Czyli niewiele.

Śniadaniem okazał się makaron z małżami w sosie czosnkowo-rozmarynowym. Była to ciekawa odmiana po kaszach wszelkiego rodzaju. Kiedy drużyna dokańczała powoli śniadanie pojawiła się dziwna zgraja – niziołcza panienka w wysokich skórzanych butach, z butną miną i wielką kusza na plecach, krasnolud-zakapior z rudym czubem i szerokim nożem za pasem, dwójka mężczyzn z pobliźnionymi twarzami i kobieta w obszernej szacie i z tonsurą na głowie. Niziołka zlustrowała wzrokiem całą salę, zza pleców krasnoluda wyszedł chłopak i poprowadził ją do stolika:

To ten – wskazał na Brentona i zwrócił się do niego: – Moje srebro.

Czego od nas chcesz, Brentonie? Rycerzu – odezwała się z dołu mała kobietka.[/i]

Przy stole pojawił się także Furbin syn Furbina. „Gotowi do drogi?” – zagadnął Ragnara.
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166