Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-04-2017, 20:38   #21
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 17451 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton rzucił szylinga chłopakowi. Wykonał dobrą robotę.

- Dobra robota chłopcze. - wstał od stołu i podszedł do niziołczycy. - Witajcie. Jestem Brenton Grisk. - podał rękę niziołczycy. Odczekał chwilę aż przedstawi siebie i towarzyszy. Po czym przedstawił swoich.
- Propozycja współpracy to sprawa która chce wam rzec. Obecny tu Fubrin syn Fubrina z Karak Kadrim.- celowo wymienił pełną godność krasnoluda. Szacunek i przyciągnięcie jego uwagi od Ragnara.
- Chciałby pomocy w zabiciu oddziału orków, którzy karawanę jego zniszczyli i towarzyszy zabili. Płaci 5 złotych koron od głowy orka oraz 10 koron za szczątki doczesne każdego towarzysza. Których było dziewięciu konkretnie mówiąc. Zielonych jest najmarniej trzydziestu. Jeśli mamy się dobrze sprawić, potrzebna nam pomoc. Ja, moi towarzysze i Fubrin to siedmiu wojaków. Razem z wami powinniśmy zetrzeć zielone ścierwo. Złotem uczciwie się dzieląc. Mości Fubrinie to członkowie Pokojowe Paktu, niezbędni dla Pana sprawy. Jeśli ma się ona udać. - to powiedziawszy czekał na reakcję obu stron.
Niziołka przyjrzała się Brentonowi. Potem jedzącej makaron reszcie. A potem spojrzała w górę, prosto w oczy przyszłego rycerza. Miała zimne oczy.
- Sto pięćdziesiąt. I dziewięćdziesiąt. Czyli w najlepszym przypadku dwieście czterdzieści. Na dwunastu. Czyli dwadzieścia na głowę - liczyła powolutku. - Nienajlepszy zarobek. Jak za ryzykowanie przeciw ponad dwukrotnej przewadze. Średnio mi to pasuje.
Zgromadzeni za jej plecami pokiwali głowami. Oprócz dziwacznej kobiety z łysiną na czubku głowy. Ta tylko rozglądała się dookoła i uśmiechała.
- Element zaskoczenia i wyszkolenia będzie po naszej stronie. To ułatwi sprawę, mości Fubrinie. Słyszy pan, jak sprawy się mają. Pani słusznie i prosto z mostu prawi. Niech pan dołoży trochę złota. Ja bym chciał powodzenia Pana wyprawy. W siódemkę nie damy rady. Pan też to wie. Niech pan dobije tu uczciwego krasnoludzkiego targu.*
- Wyżymacze! - sarknął Furbin. - Żądne złota niziołki i ludzie! Okradli mnie, a oni żądają więcej złota. Co za maniery! Gdzie współczucie?!
- Ja ci współczuję, Furbinie synu Furbina - odezwała się nagle dziwna kobieta przyjemnym głosem. Zbliżyła się do krasnoluda i położyła mu dłoń o długich palcach na ramieniu. - Shallya zsyła ci swoje błogosławieństwa.
- Weź tę rękę - powiedział w miarę łagodnie Furbin, jednak nie zrobił nic, żeby strącić jej dłoń. - Dorzucę jeszcze sześćdziesiąt koron. Więcej nie dam, bo nie mam jak. Jeszcze muszę mieć za co wrócić do domu.
Brenton spojrzał na niziołczyce. Czekając czy ta zgodzi się na “nieco” lepsze warunki.
- Desperat, co? - zachichotała niziołka. - Pokojowy Pakt ci pomoże, krasnoludzie. Ale tylko jeżeli nie będziemy musieli dzielić się nagrodą z tymi tutaj - wykonała szeroki ruch dłonią, obejmujący Brentona i resztę. - Sami damy sobie radę, a nie widzi mi się dzielić tą marną zapłatą z jeszcze sześcioma gębami.
Furbin zmarszczył brwi, rozważając propozycję.
- Nie dadzą rady sami. Czy tylko ja tu jestem rozsądny? Jesteśmy słowni Fubrinie. Decyduj wedle swojej wiary. Tylko zważ przy tym, że ja targuje się co prawda mocno. Jednak na twoim sukcesie i życiu mi zależy. Dlatego posłałem po wsparcie. I to mimo, że wiedziałem o mniejszym zarobku wtedy.
Furbin spojrzał na jednego i na drugą. Burknął pod nosem.
- Tak to z wami jest. Kąpani w gorącej wodzie, nie potrafiący rozmawiać. I się dogadywać. Przede wszystkim, człowiecze, tylko trójka z was zgodziła się pomóc. Nie szóstka. Niekulturalna niziołko, o nieznanym imieniu, jesteś chciwa i ci nie ufam. Więc albo idziemy wszyscy, albo idę z Brentonem.
Tym razem to niziołka zastanawiała się nad słowami krasnoluda.
- Spójrz na to Pani tak. Zarobek mniejszy. Uporamy się jednak szybciej, mniejsze ryzyko i co nieco utargowałaś do przodu. Czasami trzeba większej grupy. I dzisiejszy sojusz może przynieść wam korzyść w przyszłości. Nam zresztą też.

Rzut na przekonywanie oblany


- Nie chcesz krasnoludzie, to nie. A wam - zwróciła się do Brentona - nie ufam. Dobra, drużyno. Idziemy zapolować na zwierzoludzi, za nich przynajmniej dobrze płacą!
Malutka kobieta obróciła się na pięcie i ruszła w stronę wyjścia. Prawdopodobna kapłana Shallyi pochyliła się jeszcze nad krasnoludem i szepnęła:
- Będzie dobrze.
- Mimo wszystko pani, - zwrócił się do niziołczycy. - Kiedyś możesz potrzebować innej grupy. Wtedy cóż, wiesz kogo szukać. Powodzenia na drodze. - nie miał żalu interesy to interesy. Było nie było właśnie ich pula powiększyła się o sześćdziesiąt złotych koron.

Gdy pokojowy pakt opuścił karczmę, Brenton wpierw zwrócił się do Gerdy.
-Zapłacę za pokój dla Kiszy i za kąpiel wraz z posiłkiem.
Następnie zwrócił się do Fubrina.
-Ragnar, Ja i Ty oraz dobra łuczniczka. Pozostała trójka pewnie do nas dołączy. Może najmijmy kogoś jeszcze? Co prawda z tymi przed chwilą nie wypaliło. Jednak jacyś dodatkowi zbrojni by się przydali. Bo tak naprawdę nie wiemy nawet czy orków jest trzydziestu, czterdziestu czy więcej. Odwagi mi nie brak, rozsądku jednak też nie. Jak i tobie Fubrinie synu Fubrina.
 

Ostatnio edytowane przez Icarius : 20-04-2017 o 20:40.
Icarius jest offline  
Stary 22-04-2017, 11:29   #22
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 10217 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Franz otworzył oczy, czując jeszcze resztki alkoholowego rauszu po tanim winiaku, którego obalił wczoraj… No właśnie, ile to było butelek? Większość wieczornego czasu spędził na chodzeniu i zbieraniu informacji, a wino jakoś tak samo się lało. Powstał ze swojego wyra i ubrał się naprędce, zataczając się lekko. Głowa trochę mu ciężyła, co było nieznośne. Z drugiej strony, do niespodziewanych ataków kaca zdążył się przyzwyczaić od czasu, kiedy bywał w Salkalten. Zszedł na dół.

Makaron zajadał szybko i łapczywie, nie chcąc tracić cennego czasu, który mu został do południa. Trzeba było się przygotować na wypad na wschód, który, na szczęście, nie był wypadem na południe, jak to było z Ragnarem, Brentonem i Kiszą. W gruncie rzeczy, podobał mu się nadmorski klimat. Dzicz i związani z nią zwierzoludzie byli czymś, czego chciał unikać tak długo, jak tylko mógł. W większej mierze dlatego, że Chaos i demony były czymś, czego nie do końca potrafił zrozumieć i w gruncie rzeczy nie dbał o zrozumienie go. Ludzie byli czymś, co rozumiał: kiedy człowiekowi poderżnie się gardło to krwawi i pada na ziemię. A nie, jak jakaś bestia z piekła rodem, wpadnie w berserk i być może nawet przeżyje, uprzednio zmasakrowawszy wszystkich wokół.

Scenie z niziołkiem przyglądał się w spokoju. Honor i tego typu nonsensy także były czymś, czego nie do końca potrafił pojąć. Postanowił zatem pozostawić sprawy honoru bardziej światłym mężom, którzy byli gotowi pokroić się za swojego Sigmara na polu bitwy. Z drugiej jednak strony, Pokojowy Pakt czy sam Brenton bardziej przypominali przekupki na targowisku, które kłóciły się o cenę kartofli. Z półśmiechem pożerał makaron, zdawszy sobie sprawę, że być może zacni Rycerze Pantery nie są wcale tacy różni od niego. Z jakiegoś powodu, druga grupa postanowiła wyruszyć w trzech na południe. Co prawda mógłby wygłosić parę zjadliwych uwag względem całego przedsięwzięcia, jednak wolał trzymać język za zębami. Bądź co bądź, to przecież Ulli cały czas wygadywał kazania o honorze. I w opinii Franza nie był wcale lepszy od Floriana.

Zjadłszy śniadanie, skinął głową w stronę Atanaja i Martina.

- Według umówionej pory, spotykamy się tu około południa. To tymczasem, panowie. Nie spieszy się nam wszakże.

Wyszedłszy z karczmy, planował odwiedzić starych znajomych w burdelu, aby uzyskać więcej informacji na temat miejsca, gdzie się wybierali. Postanowił także odwiedzić sklep i nabyć linę z hakiem. I zrobić zapasy jedzenia na następne parę dni: suszone mięso i rozcieńczone wino. Dignam i koniokrad mogą im zająć całkiem sporo czasu. W gruncie rzeczy, spodziewał się, że istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że raczej do drugiej grupy nie dołączą, bo przez następne paręnaście dni będą zajmowali się grafem i złodziejami koni. Franz zastanawiał się, jak dobry był w swoim fachu koniokrad. Być może, kiedy już go zabiją, będzie miał coś, co można by spieniężyć? Stado klaczy może być warte całkiem niezłą sumkę, wieść to nie nowa, już od dawna wiedzieli o tym sutenerzy.

Obracając się w plotkach i znajomościach, szukał także prostych i niedrogich najemników, dość lojalnych, by wziąć garść miedziaków w dłoń i wbić nóż w plecy na rozkaz. Szukał także (to już w półświatku) jakiej szeptuchy, która warzy trucizny - ewentualnie będzie można w tym względzie posłużyć wiedźmą, której Atanaj wygadzał w łożnicy. Jednak przede wszystkim to Dignam i jego dwór interesował go najbardziej.
 
Santorine jest offline  
Stary 24-04-2017, 20:41   #23
 
Nortrom's Avatar
 
Reputacja: 9534 Nortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputacjęNortrom ma wspaniałą reputację

- Kurwa! - zaklął pod nosem Ragnar, gdy nie udało im się zdobyć nikogo do pomocy. Nie było też wiadomo, czy przeklął od tak, czy mówił o reprezentantce drugiej strony.

Pytanie Fubrina było zadane w nie najlepszym momencie, bo negocjacje miały się zacząć, więc musiał poczekać chwilę na odpowiedź, która przyszła ze strony Młodego. Krasnolud postanowił dodać jednak swoje dwa pensy:

- Młody dobrze mówi. Nie jesteśmy Zabójcami, żeby ruszać na dziesięć razy liczniejszego wroga. Spróbujmy jeszcze poszukać jakiejś pomocy. Jak się nie uda to będziemy musieli wymyślić coś lepszego. - stwierdził, gładząc swoją brodę. - Może by pogadać z żołnierzami? Skoro wróg jest liczny to powinni zająć się zagrożeniem dla swoich miast, póki nie zebrała się dużo większa banda. Gdyby tak wynegocjować z dziesięciu… Na więcej raczej nie ma co liczyć, ale zdobyć choć kilku do pomocy możemy dać radę. Wystarczy, że będziemy dość przekonujący. - zaproponował, zdając sobie sprawę z marnych szans na realizację tego pomysłu. - No i żołnierzom nie trzeba będzie płacić, bo to ich zapluty obowiązek!

 
__________________
"Alea iacta est." ~ Juliusz Cezar
Nortrom jest offline  
Stary 24-04-2017, 21:11   #24
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2405 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Elfka poczuła się niemal zaatakowana przez karczmarkę. Na szczęście uratował ją Brenton, któremu przytaknęła z wdzięcznością, której nie było za bardzo widać spod maski. Poprawiła również karczmarkę, żeby nie zwracała się do niej, jak usłyszała przed chwilą, a poprawnie: Quyl-Isha Cynath, lub samo Quyl-Isha, jeśli wydaje się zbyt skomplikowane.

Mogła wreszcie odpocząć w miejscu, wymoczyć się w balii ciepłej wody. Poprosiła, by ją zostawić, zaryglowała drzwi i oddała się kąpieli, piorąc po wszystkim ubrania. Rankiem przywitała wszystkich jedynie skinieniem, a pozostałości leśnej woni można było wyczuć jedynie po odpowiednim zbliżeniu.
Jadła co jej podali. Nie wybrzydzała, nawet, gdyby jej nie smakowało. Nie, żeby miała na co narzekać, małże były dobre; przypominały o domu, gdzie owoce morza stanowiły składnik prawie każdego posiłku.

Doszło do kolejnych targów i umów. Maniery mieszkańców tego zakątka świata były doprawdy naganne. Próbowano podebrać im zlecenie sprzed nosa, tak bezczelnie. Brak wdzięczności za to, że gdyby nie jeden z nich, w ogóle by o zleceniu się nie dowiedzieli. Na szczęście Fubrin posiadał na tyle rozsądku, by ich spławić.
Wysłuchała wszystkich i odezwała się dopiero, kiedy najemnicy zniknęli, a Ragnar wspomniał o większej grupie.

Przecież nie będą wszyscy stali jeden na drugim. Wykończymy ich mniejszymi grupami, po kilku jednocześnie. Kiedy już ich wystarczająco osłabimy, będziemy mogli mówić o bezpośrednim starciu, albo po prostu ich przepłoszymy.

Nie miała ochoty więcej czekać. Im dłużej czekali, tym mniejsze mieli szanse na dopadnięcie orków. Czas również wiązał się z kolejnymi kosztami. Nie była pewna, ile to osiem pensów, ani jak przelicza się obiecane im złoto, więc nie potrafiła oszacować jak bardzo będą w plecy przez dłuższy pobyt w mieście. Nie była również pewna, czy w ogóle chce złoto od krasnoluda, zależało jej na spotkaniu z tymi orkami o których niewiele wiedziała, ale słyszała, że na południowy wschód Imperium były ich całe armie.
 
kinkubus jest offline  
Stary 25-04-2017, 22:33   #25
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
Brak wszy był conajmniej niespodziewaną okolicznością jeśli chodziło o poranne przebudzenie. Atanaj uśmiechnął się do siebie z dumą, przypisawszy wszową hekatombę uzyskaniu kolejnego stopnia wtajemniczenia w śmierdzeniu - choć przyznać trzeba było, że zielarka dbała o jego czystość bardziej niż mężczyzna kiedykolwiek w życiu by pomyślał.

Nie wtrącał się do pertraktacji - grupa była dziwna, może poza kapłanką, będącą niczego sobie kobietą. Ale też całkiem spełniony pod opieką zielarki Chudy nie zamierzał uderzać w konkury do członkini Paktu - tym bardziej, że w drogę mogła mu wejść zażywna karlica stojąca (najwyraźniej) na czele bandy.

Po rozdzieleniu się z grupą ruszył w poszukiwaniu zamówień. Wiedział, że nieco miedzi i srebra pomoże mu szybciej znaleźć odpowiednie kramy - wstąpił więc do kilku karczm na kubeczek orzeźwiających pomyj zwanych tu piwem pszenicznym aby rozpytać o odpowiednie sklepy.

Miał zamiar również uzupełnić zapasy na tydzień wyprawy w ostępy - włączając w to również obrok dla konia na dwa-trzy dni; wszak trawy było pod dostatkiem, ale nigdy nie wiadomo...

Nie zdążył już wyjść poza mury, czas ich bowiem gonił - jednak na zaplanowany spacer zamierzał wybrać się przy najbliższym popasie. W powietrzu bowiem czuł od pewnego już czasu dziwne, nieznane mu dotychczas zapachy i wypadało zapytać przodków co to może znaczyć...
 
Goel jest offline  
Stary 26-04-2017, 21:37   #26
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 14686 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Śniadanie w Rudej Owcy było nieco niesmaczne po wyjściu niziołki z Pokojowym Paktem. Pewien absmak wkradł się nawet do potrawy Atanaja, który zazwyczaj nie wybrzydzał. Wszyscy jednak zjedli, co mieli zjeść, i wybrali się w trzewia Salkalten w swoich sprawach. Słońce zaczynało mocno grzać, zapowiadał się gorący dzień.


Zacznijmy od Franza. Wyszedł z Rudej Owcy, pozdrowił jakichś dwóch nieznanych nikomu innemu obwiesiów i zniknął w tłumie. Nie widziano go aż do umówionego południa, kiedy to, nieco sfatygowany, stawił się w karczmie, gdzie czekał na niego Martin. Bukłak przytroczony do plecaka chlupotał wesoło, przez plecy przewieszoną miał linę. Wyglądał jak typowy głupek, wybierający się na poszukiwanie przygód, czyli sporych rozmiarów guza i historii do opowiadania po zajazdach.

Następnie zahaczymy o Atanaja Chudego, samozwańczego Pierwszego Jebakę z Kislevu. Otóż Franz dostrzegł w mieście Atanaja, jak rozprawiał o czymś zażyle z kowalem i pałętał się po wybrzeżu. Ale co tam robił? Tylko on to wie.

Franz na krótka rozmowę kwalifikacyjną przyprowadził także zmarniałego krasnoluda, który prawdopodobnie nie widział nigdy żadnego karak. Przedstawił się jako Jan Wędeczka. Zaproponował swoje usługi Franzowi, w skład których wchodziły włamy, wymuszenia i pośrednictwo sprzedaży. Wędeczka chciał za użyczenie na jeden dzień swoich umiejętności jedyne dwie srebrzyste monety.

Kierując się w stronę wschodniej bramy, grupa miała czas na dyskusję z ciekawym osobnikiem


Brenton ruszył na krótkie spotkanie ze swoimi przełożonymi, którzy lubili ubrania w panterkę. Wrócił niedługo potem zadowolony – niósł na ramieniu lancę, a w sercu zapewnienie o tym, że wyprawa na orków, by wspomóc przyjaciela Imperium jest jak najbardziej w porządku. Jednak niezwłocznie po powrocie musi wybrać się do omówionej wioski.

Ragnarowi nie poszczęściło się, jeżeli chodzi o zaangażowanie straży czy żołnierzy. Znalazł jednak na ulicy bardzo ładny kamyk. Jakiś dzieciak narysował na nim uśmiech, co poprawiło krasnoludowi nieco sparszywiały nastrój.

Dziwna grupa w postaci dwójki krasnoludów, elfki (która nie śmierdziała! Chyba naprawdę wzięła kąpiel!) oraz prawie-rycerza ruszyła w stronę południowej bramy, omawiając po drodze plan podróży.
 
__________________
Prowadzę: Ślepy los
Jestem prowadzon: Tajemnice Borochłodów, Utracony Świat

Ardel jest offline  
Stary 27-04-2017, 18:05   #27
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 17451 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton był pewnie nietypowym kandydatem na Rycerza. Po pierwsze nie był szlachcicem, ba nawet mieszczaninem. Pochodził z rodziny chłopskiej. Ojciec łeb na karku miał i gdy wydarzyła się pewna historia... Brenton został giermkiem u Rycerza. Ten nauczył go podstaw walki a że był Rycerzem wędrownym. Nauczył jak przeżyć na szlaku, jak negocjować zarobki czego się wystrzegać. Przekazał młodemu całą swoją wiedzę. Tak kuł się człowiek zwany Brentonem Griskiem... Z natury był wygadany i kumaty, po rodzicach i ich naukach był człowiekiem praktycznym. Ostatnie szlify nadał mu jego mentor wzbogacając go o doświadczenie. Kto by pomyślał, że był to dopiero początek?

Teraz Brenton działał samodzielnie i instynktownie. Związał się z Rycerzami Pantery. Służyli słusznej sprawie obrony i oczyszczenia Imperium. Byli w tym zaciekli i lekko fanatyczni. Kto powiedział jednak, że Brenton też musi taki być? Znajdzie swoją drogę. Czuł, że po raz pierwszy ma władzę nad swoim życiem. W pierwszym odruchu pochodzący z niskiej warstwy społecznej chłopak, połasił się na oczywiste. Pozycję i prestiż jaki może dać mu Rycerski tytuł, jak i złoto które powinno zabezpieczyć jego byt i przyszłość. Nie pochodził ze szlachty by móc oddać się szlachetnej idei. Bo grosza nie zabraknie a tatko Baron będzie dumny. Tatko Brentona też będzie dumny choć nie w zamku a obejściu... o ile jeszcze stoi. Kiedyś zresztą gdy jeszcze trochę zarobi spróbuje nawiązać kontakt z rodziną.

Tymczasem po rozmowie z przełożonymi, Grisk uparł się by jeszcze kogoś zwerbować. Po wielu trudach znalazł myśliwego o odpowiedniej renomie znającego okolicę. Co prawda Brenton liczył na kilku zbrojnych i myśliwego.... Jednak zadowolić się musiał i mały m sukcesem. Profesjonalizm miał jednam swoją cenę. Na którą młodzieniec przystał. Wyłożył pieniądze z własnej kieszeni i określił jasno że pracuje dla niego. Myśliwy czekał na nich przy bramie gdy opuszczali miasto.

-Fubrinie, przyjaciele to jest nasz przewodnik Hans. - przedstawił mężczyznę reszcie. Zna okolicę, więc najlepiej byłoby byś opowiedział mu o miejscu ataku. Poprowadzi nas tam najszybszą i najbezpieczniejszą drogą. Stamtąd zaczniemy tropić orków. To spora banda a zieloni nie słyną z maskowania śladów swojej obecności. Mamy tropiciela, mamy Quyl-Isha Cynath która jako elfka jest dzieckiem lasu. To nasz atut na początek. Chyba nie ma co planować dalej niż rozpoczęcie naszej pogoni. Zobaczymy co zastaniemy na miejscu. Plan walki wprowadzimy zależnie od okoliczności. - Gris wyłożył co myśli o sprawie. I jeśli nikt nie wniósł sprzeciwu lub uwag mogli ruszać.
 
Icarius jest offline  
Stary 28-04-2017, 03:55   #28
 
kinkubus's Avatar
 
Reputacja: 2405 kinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputacjękinkubus ma wspaniałą reputację
Elfka skrzywiła się pod maską, usłyszawszy, że jest „dzieckiem lasu”.

Quyl-Ishy Cynath byłoby poprawną odmianą w waszym języku i nie, nie wychowałam się w lesie. Pochodzę z krainy zielonych stepów, białych lwów i ciągłej walki z naszą mroczną bracią.
 
kinkubus jest offline  
Stary 28-04-2017, 18:22   #29
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 17451 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
- Quyl-Ishy Cynath - powtórzył Brenton starając się nadać wypowiedzi ten sam ton. - Wybacz pani. Nie wiedziałem, że pochodzisz aż z tak daleka. - skinął jej głową.
 
Icarius jest offline  
Stary 29-04-2017, 21:56   #30
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 10217 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację

- Panowie… I jak to będzie, hę, hę? - dopytywał irytującym głosem Wędeczka. - I opowiedzcież, o jakie kurestwa, to jest biznesy się wam rozchodzi? Nie żeby to miało znaczenie dla mnie, oj nie. Ale - pociągnął nosem - lubię wiedzieć w co pytę pakuję, hę.

Franz zniżył nieco głos.

- Zmierzamy na wschód - rzekł. - Jest nas czterech, ale nie szkodzi. Grupa czterech wystarczy do takiej roboty. Potrzebuję coś odebrać pewnemu szlachcicowi, co należy do mnie. Sprawy nie da się rozwiązać od tak, dać po gębie i uciec. Przy okazji odbierania, może natrafić się okazja zysku dla wszystkich, którzy uczestniczą. Tedy powiedzcie mi, panie Wędeczka, jak bardzo wam pasuje taki rodzaj roboty? Odważniście, czy uciekniecie?

- Szlachcic na wschodzie, tak? Ktoś z Verborgen, Dignam czy jeszcze dalej, hę? Jeżeli faktycznie to jest twoje, co mnie mało obchodzi, to czasem trzeba się pogodzić. Szlachta i inne grafy czy duponsy biorą co chcą i ich obchodzi twoje zdanie tyle co mnie. Chyba że mi płacisz, wtedy faktycznie mnie obchodzi. Jednak za szansę narażenia się szlachetce wymagałbym dodatkowej opłaty pięciu koron po robocie, jakakolwiek by nie była.

- To dobra cena - odparł Franz. - Akceptuję ją. Zatem jesteś zainteresowany, tak?

- A ci tutaj na czym się znają, hę? - zapytał ze swoją irytującą manierą.

- Ja jestem Martin - przedstawił się zwiadowca - I potrafię bezpiecznie przeprowadzić twój zadek, mości krasnoludzie, na miejsce roboty.

Atanaj odburknął coś i wrócił do obserwacji otoczenia. Na cholerę ten mały knypek miał wiedzieć, czym się on zajmuje?

- Zainteresowany… Ha, dobrze więc. Posłuchajcie, Atanaju, Martinie, panie Wędeczka, bo nie będę się powtarzać. O ile czas pana Wędeczki jest mierzony tutaj w twardej walucie, to Atanaj i Martin mają swoje sprawy, które chcą rozwiązać przez tą rejzę. Stąd też wysłuchajcie mojej oferty.

- Graf na wschód stąd oferuje nagrodę za znalezienie rodowej zguby, co to jest, nie mam pojęcia i w gruncie rzeczy nie do końca mnie obchodzi. Sprawą najwyższego importu jest dla mnie to, co ma w swoim skarbcu i to jest to, co potrzebuję z niego wydobyć. Taki obraz, wystawcie sobie. Raczej wątpię, żeby się rozstał z nim po dobroci.

- Dwór jest oczywiście strzeżony, bez mała dwunastu ludzi na usługach szlachcica, nie licząc służby i niespodzianek w postaci dodatkowych wart przy skarbcu. Rzecz polega na tym, że potrzebuję wywiedzieć się o dworze jak najwięcej. Głównie tego, kto donosi jedzenie do stróżówki i czy graf potrzebuje kogo do najmu. Parobków, najemników, wszystko jedno. Dwóch z nas musi wejść do dworu i wywiedzieć się, gdzie jest obraz. Tudzież skarbiec. Tudzież oba naraz. Imaginuję sobie, że przebranie idioty nada się w sam raz: nikt nie będzie podejrzewać i będzie można wałęsać się, jak się podoba. Oczywiście inną kwestią jest, czy szlachcic wpuszcza kogokolwiek na dwór. W takim wypadku pozostałoby nam otrucie straży i włam na mury. Miałem nadzieję, że Ada mi w tym pomoże.

- Stąd też weźmiemy sobie to zadanie powolutku i bez szaleństw. Wejdziemy na dwór, dwóch z nas jako przygłupi bracia, którzy przypałętali się w poszukiwaniu służby, a dwóch jako awanturnicy, którzy chcą znaleźć zgubę. Nie jeden po drugim, oczywiście. Jeśli graf to łyknie, świetnie, jeśli nie, mus nam będzie wyśledzić, kto kupuje jedzenie i sprzedać mu zatrute. Zaiste, liczyłem na Adę i jakąś truciznę, która działa wolno. Tudzież wymyślić jakiś lepszy fortel, bo dotąd tylko sięga moja wyobraźnia. Na ten przykład, czy warto by było tak jak pospolity cham, z łomem przez okno. Ale muszę najpierw obejrzeć dwór.

- Umówimy się, gdzie spotkać się przy murze. Jeśli nie skrewimy i przypadkiem któregoś z nas nie wbiją na pal, wejdziemy do dworu. Cokolwiek z niego uniesiecie, jest wasze, zawartość skarbca włącznie. Mnie interesuje tylko obraz. To by było tyle, jeśli chodzi o zapłatę tych pięciu koron, panie Wędeczka. Sądzę, że może być tego więcej, jeśli się uwiniesz.

- Po wszystkim rozdzielimy się i spotkamy się w Birkeweise, jako kolejny punkt naszej rejzy. To co, wchodzicie w to, czy wracacie do mamusi?


- Jak dla mnie cycuś niegolonej pannicy. Hrhm - chrząknął w zadumie. - Ada, Ada… Znachorka z Verborgen? Ogólnie plan nie jest zły, trzeba go jeno jeszcze obgadać, hę? Zatrzymajmy się w Verborgen, tam się zaopatrzmy, przy piwie obgadamy i możemy następnego dnia leźć po obraz. Wytłumacz jeszcze jak wygląda.

- O tym, jak wygląda, pogadamy w Verborgen. Ruszajmy.
 
Santorine jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166