Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-11-2017, 20:42   #1
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9922 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed.] Noc Krwi


Wielkie Księstwo Reiklandu, Imperium,
17 Brauzeit, Czas Warzenia,
2527 rok według KI,
trakt między Grunburgiem a Bögenhafen, Nova,



Jesień tego roku pokazywała swoje kapryśne oblicze, przeplatając słoneczne, przyjemne dni z ulewnymi i wietrznymi w "spichlerzu Imperium", jak nazywano Reikland. Szóstka podróżnych pokonująca szeroki, piaszczysty trakt, wokół którego rozciągały się gęste lasy Reikwaldu, przekonała się o tym na własnej skórze w ciągu kilku ostatnich dni. Dziś nie było jednak najgorzej. Chmury co prawda wisiały nisko, ale nie padało. Jedynie mgła dawała się nieco we znaki, ale nie była zbyt gęsta, przez co widoczność nie była aż taka tragiczna.

Po prawej stronie szlaku, od czasu do czasu ukazywało im się między drzewami skąpane w mlecznym oparze wzgórze Hagerkrybs, które według legend krążących w okolicach nawiedzały duchy i upiory. Wielu podróżników nie zwracało jednak na to uwagi, uważając te opowieści za majaczenie pijanych pastuchów, wypasających tam w okresie letnim swoje owce. Po lewej szumiał im Reik, czyli główna droga handlowa Reiklandu, skryty gdzieś za gęstwiną drzew.

Od czterech dni podróżowali z Grunburga, gdzie podczas bijatyki w karczmie "Pod Łapserdakiem" połączył ich ze sobą los, do Bögenhafen, w poszukiwaniu kolejnej roboty, choć nie dla wszystkich w tej zbieraninie pieniądze były najważniejsze. Jak na razie nie napotkali w trasie żadnych problemów i podróż przebiegała spokojnie. Od czasu do czasu mijali jedynie spieszące gdzieś wozy kupieckie z obstawą, dwa razy natrafili również na odzianych w biało-czerwone barwy księstwa strażników dróg, którzy wyminęli ich, przyglądając się podejrzliwie zwłaszcza Maud.

Nadchodził czas drugiego posiłku, więc Nils, znający te tereny jak własną kieszeń, skierował ich na boczną ścieżkę, którą dotarli do leżącej przy brzegu Reiku niewielkiej, rybackiej osady, w której mieli zatrzymać się na strawę.


Zdziwili się nieco, gdyż miejsce okazało się być zupełnie wyludnione. Między kilkunastoma zbitymi z drewna domkami nie dostrzegli żadnej żywej duszy, a przy niewielkim molo wychodzącym na rzekę nie cumowała ani jedna barka. Całą okolicę spowijała ponura cisza, rozrywana jedynie co jakiś krakaniem wrony, czy jakiegoś innego ptaszyska. Krótkie oględziny miejsca pozwoliły stwierdzić, że rybacy musieli opuścić swoje domy dość dawno, gdyż w niektórych z nich podróżni znaleźli resztki zupełnie zepsutego jedzenia i przedmiotów użytku codziennego. Dlaczego jednak zostawili miejsce, które dawało im chleb, tego nowi goście nie potrafili rozstrzygnąć. Co prawda w okolicy na pewno czyhała masa niebezpieczeństw, jednak chłopi często potrafili sobie poradzić z napadami banitów, czy goblinów.

Mgła powoli opadała, odkrywając ciężkie, napęczniałe chmury. Zbierało się na solidną ulewę.

 

Ostatnio edytowane przez Tabasa : 09-11-2017 o 07:30. Powód: barwy Reiklandu, bo się Hakon "przyczepił", o! ;)
Tabasa jest offline  
Stary 03-11-2017, 22:28   #2
Femme Fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 28509 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Nim ruszyła w drogę starannie zabezpieczyła swój wózek, aby żadna najmniejsza nawet rzecz nie opuściła bezpiecznego miejsca. Poupychała co się dało do worów, a co już nie weszło zarzuciła na nie. Zazwyczaj były to dziurawe szmaty w dużej ilości, różnokolorowe i niezbyt czyste. Swe lata świetności miały już za sobą, jednak Maud najwyraźniej to nie przeszkadzało. W między czasie układając rzeczy, pieprzyła coś pod nosem do swoich gratów, nakazując im grzecznie leżeć "o tutaj" i się nie ruszać, ani nie spadać, bo to bardzo ważna podróż będzie i znajdzie im towarzystwo lub sposób wykorzystania. Wymamrotała coś jeszcze w stylu "przecież to prałam" oraz "aż tak nie śmierdzi, jeszcze się wywietrzy" po czym wyruszyła z innymi pełna zaufania.

Po drodze chętnie zamieniła parę słów. Było też łatwo przyjrzeć się jej wyglądowi, który wśród swej przeciętności nie był znowuż nadmiernie szpetny. Przede wszystkim kobieta na pewno była młoda, drobna i niska. Ogólnie Maud na pierwszy rzut oka wygląda jak kobieta-orkiestra. Owinięta była w kilka szmat jednocześnie, z czego każda miała inny kolor i dziury różnego kształtu. Na jej szyi, głowie, rękach a nawet i samych ciuchach, zawieszone były różne inne błyskotki, warte tyle samo co stolec zakopany w stercie liści. Kolorowe, drewniane koraliki, piórka, jakieś plecionki i inne tego typu śmieci-ozdoby. Kobieta, choć i płeć z początku trudno było określić, w latach swych świetności zapewne miała piękne, miedziane włosy, z których aktualnie pozostał jedynie rdzawy kolor. Tęczówki śmieciary mieniły się czymś w rodzaju brązu, bardziej idącego w odcień obumierającego kasztana lub gryczanego miodu. Wokół oczu jej skóra poszarzała, co nadało kobiecemu wizerunkowi dawki dodatkowego zmęczenia. Twarz miała chudą i pociągłą, usta pełne i sine, zazwyczaj spierzchnięte, przez które to często przejeżdża językiem w celu ich zwilżenia. W gębie panował istny “bałagan”, a jej pożółkłe zęby nachodziły na siebie. Brakowało też jakiejś trójki i kilku innych, dalszych zębów. Nos wyglądał jakby został przetrącony co najmniej kilka razy i też tyle samo nastawiany. Cechował go garbaty kształt. Na lewym policzku tuż pod okiem widniało coś, co na pierwszy rzut wyglądało jak tatuaż, jednak po chwili wysilenia wzroku, ewidentnie nim nie było. Maud posiadła jeszcze świeży ślad wyryty nożem lub innym ostrym narzędziem, które pozbawiło jej skóry aż do mięsa. Nie zagojone do końca w różowawe zabliźnienie, wciąż obrzydzało swym krwawym i paskudnym wyżłobieniem.

Gdy któregoś dnia mijali strażników, kobieta ewidentnie się spięła. Włosy stanęły jej dęba, kiedy mężczyźni przeszyli ją podejrzliwym spojrzeniem.
- Nie zabiorą mi was, nic się nie bójcie, dotrzemy do celu choćbym miała was na grzbiet zarzucić, albo chwycę swój powóz w spracowane łapy i pognam, tak! Pognam ile sił, aż mi te koła wyskrzypią rytm, w którym to kurz się za dupą mi rozwieje. - mamrotała do samej siebie, sztywno gapiąc się gdzieś na drogę. Skuliła ramiona chowając się bardziej pod swoimi szmatami i zakrywając bok poranionej twarzy.
- Pazerne sukinsyny, kusi ich, kusi i nęci. Ale to nie oni to znaleźli, dobre rzeczy wyrzucają, ale to nie ich rzeczy, to moje rzeczy, ja znalazłam i ja mam prawo je wozić, nie muszę papierów mieć, nie ma papierów na parę gwoździ i klin z drewna, a łopata podejrzana nie jest. Każdy może mieć łopatę, nie tylko mogiły się kopie łopatą, może ja chcę sobie wokół namiotu też wykopać, co by mi nie zalało, bo to całkiem dobry namiot jest - wysapała coraz ciszej, będąc zmęczoną własnymi tłumaczeniami. W końcu jednak mogli jechać dalej, a strażnicy nawet nie przystanęli. Jedynie ich wzrok zmolestował trzy pełne wory różności.

Dotarcie do wioski skwitowała sapnięciem ulgi. Fakt, że była opustoszała, tylko na chwilę ją zaniepokoił. Konia do stajni schowała i przywiązała co by mu głupoty do łba nie przyszły. Znaleźć było trzeba trochę jadła dla niego, potem o siebie się zatroszczyć, ale to na końcu. Wózek swój sama zaciągnęła i schowała, skoro lać miało to trzeba będzie wszystkim się zająć, zatroszczyć o rzeczy, najpierw one. Gdy domostwa dwa odwiedziła upewniwszy się, że wiocha od dawna pusta, bezwstydnie zaczęła grzebać i wybierać co lepsze pozostawione rzeczy, z uśmiechem i radością pakując je na wóz.
- Patrzcie ile te ludzie zostawiają, całkiem fajne i dobre, a oni nogi w długą i co? Marnuje się tu tylko. Najlepiej wziąć trochę poduch, koce jakieś nie śmierdzą tak bardzo i do stajni na sianku posadzić dupę, zeżreć coś, wychlać trochę - mówiąc to zaglądała pod łóżka i do szafek, jak zawodowy przeszukiwacz wszędzie nos wsadziła i okiem jak i łapami wybadała. Brud o szmaty w które ubrana była wytarła, dodając im nowych, burych barw. Pociągnęła nosem szukając znajomych zapachów. - Może my w stajni zostać z koniami naszymi, bo jak deszcz to i grzmoty zaraz, się wystrachają kopytniki i kto mi wózek pociągnie? A nowych tu rzeczy, dużo nowych. Chyba, że po strawie chmury bokiem przejdą, to dalej pojedziemy w trimiga. Tylko jeszcze się rozejrzę później, bo szkoda tylu rzeczy. Przecież to się przydać może kiedyś!
 
Nami jest offline  
Stary 04-11-2017, 08:15   #3
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11249 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Chociaż bardzo lubił piesze wędrówki z miejsca w miejsce, to nie mógł nie docenić zalet posiadania wierzchowca. Nie pamiętał już zbytnio, jak wszedł w jego posiadanie, ale zwierzę sporo ułatwiało. Nie dość, że nosiło przy siodle tobołki Nilsa, to jeszcze podróże przebiegały szybciej, a i łatwiej było uciec, gdy na szlaku robiło się gorąco. Gdyby tatko go teraz zobaczył, na pewno pękłby z dumy. Przez te kilka dni podróży szlakiem do Bögenhafen, dał się poznać towarzyszom drogi jako człowiek serdeczny i otwarty a i on odniósł wrażenie, że trafił na ludzi (i nieludzi), z którymi przyjemnie spędzi ten czas. Sporo rozmawiał z Maud i Ludo, czasami wciskając między słowa żarty sytuacyjne, które jak zwykle śmieszyły tylko jego.

Mężczyzna był wysoki i szczupły, ale z pewnością nie można było go nazwać chuchrem. Ubierał się prosto, ale schludnie, co nie było wcale takie oczywiste przy stylu życia takich, jak on. Miał na sobie wysokie buty, ciemne spodnie i kaftan, na który narzucony był brązowy płaszcz z kapturem, zwykle skrywający jego oblicze. Gdy zrzucał go na barki, ukazywała się całkiem przystojna twarz o trzydniowym zaroście, kończącymi się za uszami czarnymi włosami i błękitnymi, dość inteligentnymi oczami. Na widoczne uzbrojenie Nilsa składał się długi łuk i kołczan ze strzałami oraz miecz i sztylet znajdujące się przy pasie. Nie był jakoś bardzo wprawny w walce w zwarciu, ale z łuku trochę potrafił strzelać, o czym towarzysze zdążyli się przekonać przy okazji obiadów, na które zawsze upolował coś świeżego.

Nie przeszkadzała mu kapryśna pogoda, gdyż uwielbiał przyrodę i za każdym razem, gdy znajdował się w jej pobliżu, czuł się pozytywnie ożywiony. Lubił patrzeć na lasy, wzgórza w oddali i wyobrażać sobie czasami, że odwiedził najdalsze zakamarki Imperium, a może i nawet całego Starego Świata, po czym wracał w znane mu strony. Cóż, może kiedyś zrealizuje swoje plany, tymczasem pozostawało mu bujanie w obłokach, choć nie można było powiedzieć, że nie był człowiekiem osadzonym w rzeczywistości. Rozpoznając jedną z bocznych odnóg na trakcie, poprowadził kompanów wprost do niewielkiej wioski rybackiej nad brzegiem Reiku. Przywitała ich głucha cisza, co nieco zmartwiło i zaniepokoiło Nilsa.
- Nie zabierasz całego swojego dobytku i nie zostawiasz miejsca, w którym się urodziłeś i pracujez, o tak. - Pstryknął palcami, zerkając po towarzyszach. - Coś tu się musiało wydarzyć...

Śladów walki nigdzie Karsten nie dostrzegł, więc cała ta sytuacja była co najmniej dziwna. Maud jak zwykle poleciała od razu rozejrzeć się za przydatnymi fantami i włóczykij nawet uśmiechnął się pod nosem na jej słowa i ekscytację.
- Jasne, zostańmy w stajni przy koniach. - Przystał na pomysł dziwnej kobiety i sięgnął do jednej z sakiew przy siodle, wyciągając stamtąd obrok dla zwierząt. - Dobrze, że mi się przypomniało, zanim wyjechaliśmy z Grunburga, żeby żarcie im kupić. Zwykle tylko o siebie dbać musiałem na drodze, teraz mam już o kogo jeszcze. - Poklepał konia po pysku, a tamten prychnął radośnie, jakby zrozumiał słowa mężczyzny.

Chwycił za łuk, poprawiając kołczan na plecach.
- Idę się rozejrzeć po okolicy, ktoś chętny rozprostować nogi? - Zapytał, patrząc po twarzach zebranych. - Maud ma rację z tym przeczekaniem ulewy, chociaż mi tam deszcz nie straszny, a i walić z nieba nie powinno o tej porze roku. Zobaczymy. Zacznijcie robić jakąś strawę, niedługo będę z powrotem.
Poczekał, czy ktoś zabierze się z nim i wyszedł ze stajni, ruszając na obrzeża wioski. Może wpadnie na jakiś trop tego, co mogło się tu stać, że rybacy tak nagle opuścili swoje miejsce do życia? Przez chwilę przeszło mu przez głowę, że może działała tu jaka magia, ale szybko porzucił tę myśl, skupiając się na marszu między lichymi domami.
 
__________________
[i]Don't take life too seriously, nobody gets out alive anyway.[/i]
Kenshi jest offline  
Stary 05-11-2017, 19:19   #4
 
pi0t's Avatar
 
Reputacja: 19753 pi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputacjępi0t ma wspaniałą reputację
W karczmie "Pod Łapserdakiem" nie udało się uzyskać żadnych informacji dotyczących Niklausa. Nie niepokoiło to jednak młodego niziołka. Wuj się znajdzie, może w Bögenhafen może gdzieś dalej. Imperium jest wielkie. Młody Kołodziej licząc na łut szczęścia, wyruszył więc dalej na szlak, przyłączając się do podobnych sobie awanturników. Wśród nich był Balwierz co na każde choróbsko coś zaradzi, a w rozmowie wspominał pociesznego psiaka. Szprycha, która chyba ciągnęła cały swój dobytek. Czasem, a nawet dość często mówiła sama do siebie, ale Ludo był nauczony nie oceniać ludzi zbyt pochopnie. Nils mężczyzna, który żył szlakiem. Przez te parę dni dał się poznać jako człowiek dość radosny. Może i jego humor był czasem trochę niezrozumiały, ale Ludo polubił go od samego początku. Echard von Hellings, chyba kazał na siebie wołać Ryś. Człowiek o żołnierskiej przeszłości, trochę posępny. Ciężko było coś więcej o nim powiedzieć. A no tak był jeszcze Andreas, na pierwszy rzut niziołczego oka widać było, że coś ukrywa. Jak by wybrał życie na wygnaniu. Kto inny by zapuścił takie wąsy? Ale i to małemu bohaterowi nie przeszkadzało.

Daleki obserwator mógłby sądzić, że traktem podąża jakaś dziwna rodzina uchodźców z jednym dzieckiem. Dopiero jeśli zajrzeć na twarz ukrytą pod poła ciemnego płaszcza można było dostrzec, że to dorosły niziołek o lekko pucołowatej twarzy z delikatnym, niewielkim zarostem. Ludo podróżował na kucu, głowa jakby senna sama opadała mu na pierś. Ubrany był raczej skromnie, ładnie, schludnie. W pistacjowo-zielonych barwach łatwo mógłby się skryć w większych zaroślach. Wśród towarzyszy czuł się dość bezpiecznie, mógł sobie więc pozwolić na lekkie drzemanie. Przy tej kapryśnej pogodzie nie było to nic niezwykłego. Dopiero gdy dotarli do opuszczonego sioła, zdjął kaptur i uniósł kędzierzawą głowę.
Słowa kamratów go ożywiły. Opuszczona, porzucona wieś. Jego orzechowe oczy rozszerzyły się, ale to z ciekawości, a nie ze strachu. Pozostawił więc kuca w stajni, chwycił żelazny kociołek i ruszył na drobny rekonesans.
- Ja po spiżarni się rozejrzę, grządkach przy chałupie i czy jakiejś sieci z na rybkę nie zostawili. Może i gdzie wiszą leszcze, pstrągi czy węgorze samotnie ususzone, albo uwędzone. – Niziołkowi ślina napływała do ust na myśl o świeżym posiłku. Głośno ją przełykał. Nawet jeśli nie był prawdziwym kucharzem, to takie jadło było lepsze od suchego, słonego prowiantu.
- Napalcie proszę tylko na kuchni.
Może gdzieś jakiś buraczek, cebulka, czosnek czy dzika marchewka się ostały. Nie marząc nawet o cukinii, czy dyni. Albo kalarepka, Ludo lubił kalarepę i chętnie by ją schrupał, a jakby znaleźć jakaś starą jabłoń, czy późną gruszę. Do tego może w którejś spiżarce został zapomniany dzban z miodem od leśnych pszczół, albo jakieś przetwory.
Kołodziej wyraźnie ożywiony przebierał krótkimi nogami, nie mógł się doczekać przyszłego posiłku.
 
__________________
Mistrz gry nie ma duszy! Sprzedał ją diabłu za tabelę trafień krytycznych!

Ostatnio edytowane przez pi0t : 06-11-2017 o 08:24.
pi0t jest offline  
Stary 06-11-2017, 12:49   #5
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 4661 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
- Pójdę z Tobą - odparł Nilsowi Gereke. Karsten dość szybko zdał mu się dość bliski zamiłowaniami. Jak i cyrulik doceniał otaczające go piękno przyrody. Wpływała ona na niego, tak samo jak i na Gereke. Ożywiała, dodawała sił, jak i również wpływała na spokój wewnętrzny. Obije bez niej nie wyobrażali sobie życia. Gdy był w samotności często wznosił modły do Taala i Rhyi o pomyślność i wdzięczność za dobra od nich.

Jutzen był 30 letnim mężczyzną średniego wzrostu. Zwykle ubierał się w ciemne ubrania, obecnie posiadał czarny płaszcz z kapturem. Było łatwo po nim znać, że lubuje się w przebywaniu wśród natury. Miał w sobie to coś, co sprawiało, że zwierzęta lgnęły do niego. Może po prostu dobre serce dla nich, wrażliwość na ich krzywdę. Tyle w dzisiejszych czasach wystarczało. Ogólnie był osobą wrażliwą na czyjąś krzywdę, co sprawiało że potrafił się wstawić za kimś, kogo nawet nie znał. Zachowywał jednak zawsze w tym rozwagę.

Jeszcze nie tak dawno towarzyszył my czworonogi towarzysz, Muciek. Jedno ze zwierząt, które kiedyś uratował przed znęcającymi się nad nim ludźmi. Był to chory pies, bez sierści, z plamami. Gereke zajmował się nim z troską, a jego troska została odwzajemniona lojalnością psa. Bardzo się zżyli ze sobą. Niestety choroba zwierzaka zmogła i Grunburgu musiał go pochować.

Teraz był ponownie na szlaku. I po zbadaniu terenów z Nilsem miał zamiar, tak jak i resztą, spędzić noc w stajni, pilnując swojego wierzchowca. Na pewno nie chciałby być tu sam i u swojego wierzchowca też czuł tą wszechogarniającą niepewność. Czuł się dziwnie, nie był pewien dlaczego, ale to miejsce tylko to potęgowało. Czegoś tu, oczywiście poza brakiem osadników, brakowało. Coś tu, oczywiście poza brakiem osadników, nie pasowało…
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 06-11-2017 o 13:21.
AJT jest offline  
Stary 06-11-2017, 17:05   #6
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 20138 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Andreas założył swój nowy obszerny płaszcz. Był trochę za wielki, ale poprzedni właściciel już go nie potrzebował jak i wierzchowca. No cóż. Mógł być bardziej ostrożny na szlaku i lepiej się przygotować na spotkanie z Wolbergiem. Wiedział jak wygląda a Andreas nie przypuszczał, że trafi na łowcę nagród.
Przypiął do płaszcza dużą broszkę ze srebra i skóry przedstawiającą oko. Poprawił miecz przy pasie oraz sztylet i wskoczył na wierzchowca. Sprawdził jeszcze czy nic nie odpadło z przytroczonych rzeczy do siodłą jak łuk, strzały czy chociażby tarcza oraz plecak.
- Ja gotowy. Ruszajmy.- Rzucił ni to do siebie ni do grupy nowych towarzyszy, z którymi podróżował od dłuższego czasu.
Na szczęście nikt z kompanów nie był wścibski i nie szukał zbyt natarczywie przeszłości Wolberga ku jego uciesze.

Raz tylko gdy o przeszłość zapytał Ludo Kołodziej. Niziołek szukający swego wuja spoważniał i nachyliwszy się do jego ucha wyszeptał.
- jakby Ci powiedział to musiałbym Cię zabić.- Po czym się roześmiał widząc przestrach halflinga. Lubił małego człowieczka a przede wszystkim umiejętności jego gotowania. Naprawdę z tak niepozornych rzeczy jakie szlak przynosił robił posiłki rozpływające się w ustach.

Inni z kompani też przypasili tajemniczemu wędrowcy. Gereke i Nils czuli się w leśnych ostępach jak w domu. Tak samo i Andreas. Niestety byli trochę zbyt wrażliwi na krzywdę zwierząt czy ludzi. Raz będąc z nimi w lesie w poszukiwaniu jadła Wolberg uchwycił młodą sarnę. Nie przejmował się jej wiekiem a tylko tym, że kompani i on sam są głodni. Celnym strzałem powalił zwierzę i szybko poderżnął jej krtań by nie wierzgała. Niestety gdy zadowolony zwrócił się do kompanów ci jakoś dziwnie się zachowywali i gadali, że to młode zwierzę i nie tak się postępuje z naturą. czy byli mięczakami? Wątpił bo by już dawno gdzieś na gościńcu ich kości bielały, ale nie skomentował i zabrał sam zwierzę do obozu.

Inną ciekawą istotą była “Szprycha”. Można było podejrzewać iż była kobietą po kształtach, ale przy bliższym poznaniu jej aparycja nie była zbyt apetyczna. No i te jej klamoty, które wszędzie ciągała. Zbierała wszystko! Szmaty, połamane sztućce czy zardzewiały miecz. Po co to jej było? Nie wiedział. Jej dziwne zachowanie też nie przekonywało Andreasa do zbliżenia się do kobiety. Ciągle myślała, że ktoś chce ją z tych rupieci ograbić i do tego gadała ni to do siebie ni to do tych rupieci.

Był jeszcze ostatni z kompanii. Zbrojny i do tego jak mniemał Andreas, szlachetnie urodzony osobnik. Wolberg z początku go unikał, ale ile można podróżując z kimś słowa nie zamienić. Okazał się przyzwoitym gościem lecz nic więcej rzec nie dało się póki nie będzie okazji sprawdzić umiejętności wojaka.

***

Andreas podczas podróży i rozmów przy ogniskach opowiadał jak to dawno nie widział się ze swoim wujem Gunterem. Ów członek rodziny Andreasa według zapewnień mężczyzny był górnikiem w Górach Szarych a opowiadający nigdy w tej części świata jeszcze nie był.
Raz podczas przejazdu przez jakąś wiochę jakieś miejscowe półgłówki przyczepili się do dziewki i niziołka. Andreas z początku chciał zobaczyć czy sobie poradzą, ale postanowił interweniować. Zaszedł cicho wyzywającą dwójkę i zdzielił jednego obwiesia płazem miecza. Drugiemu przystawił miecz do szyi i perliście się uśmiechając dodał.
- Ładnie tak dręczyć innych?- Dziwnie się poczuł stając w czyjejś obronie, ale nie przejmował się tym w tej chwili.
- Wyskakiwać z ciuszków i kasiurki.- Warknął zmieniając ton. O dziwo powiodło się i Andreas i jego kompani mieli teraz trochę miedzi z ich kieszeni a Maud parę szmatek w lepszym stanie.
Niestety musieli szybko opuścić grajdół bo podniósł się raban. Na szczęście nikt nie ruszył w pogoń gdyż cała kompania była konno.

Podczas spotkania ze strażnikami dróg Wolberg starał się zachowywać naturalnie jak tylko umiał. Widząc zainteresowanie przedstawicieli władz Maud podziękował w duchu Ranaldowi lecz gdy ta sytuacja się przeciągała zaklął pod nosem i prosił boga szczęścia by strażnicy odpuścili dziewczynie.
Czy to jego prośby czy nie, ale poskutkowało. Strażnicy odpuścili i mogli podążać dalej w spokoju.

Na wzmiankę by iść do jednej z wiosek rybackich, Andreas zakrzyknął.
- No wreszcie zejdziemy z tego tłocznego gościńca.- Widząc, dziwną reakcją towarzyszy podróży podniósł brwi i wskazał na drogę odchodzącą od głównej drogi.
- Czyżby to ten szlak Nils?-



***

Gdy trafili do wyludnionej wioski wąsacz był zadowolony a zarazem zaniepokojony. Wolał miejsca gdzie ludzi zbyt dużo nie ma, ale taka wiocha gdzie wszystkie domostwa były opuszczone nie wróżyła nic dobrego.

- Patrzcie! W siódmym niebie nasza Szprycha się znalazła.- Uśmiechnął się gdy ta z błyskiem w oku zniknęła w jednej z chat.
Na sprawdzenie przez kompanów wioski Andreas zareagował pełen entuzjazmu.
- No to chodźmy sprawdzić czy coś po mieszkańcach zostało. Ja pójdę w okolice tamtej chaty- Wskazał największy z budynków licząc, że może należał do wujta czy kogoś znaczniejszego.
- Ludo. Proponuję rozpalić palenisko w jednej z chat i tam przygotować posiłek. Do Ciebie zostawię wybór najwygodniejszej.- Usmiechnął sie i ruszył w wyznaczonym wcześniej kierunku.
 
Hakon jest offline  
Stary 06-11-2017, 18:47   #7
 
psionik's Avatar
 
Reputacja: 6984 psionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputacjępsionik ma wspaniałą reputację

Ryś. Co za głupia ksywa. Czy na prawdę nie było nic lepszego? Już nawet Eckhard jest lepsze. Mimo pogodnego dnia najemnik nie potrafił wykrzesać z siebie ani odrobiny entuzjazmu. Śmierć nie jest niczym obcym, gdy jest się najemnikiem, ale utrata całej kompanii najemnej, z którą przehulało się ładnych parę lat w deszczu, błocie, pomyjach, rynsztoku częściej niż słońcu to co innego. Razem na dobre i złe. Dzielili ze sobą ostatnią kromkę chleba w parszywe dni i dziewki gdy brzdęku było pod dostatkiem. A teraz nie ma nikogo. Ta głucha pustka i cisza, choć jechał od paru dni z inną, dość ekscentryczną grupą, sprawiało że Eckhard nie umiał znaleźć dla siebie miejsca.
Nie pamiętał dokładnie jak wplątał się w to towarzystwo, ale musiał przyznać, że możliwość odezwania się do drugiego człowieka, oraz potrzeba bycia potrzebnym zdecydowanie lepiej pozwalała znieść parszywy humor.
Podczas podróży, ale także w trakcie karczemnej burdy najemnik dał się poznać jako kompetentny wojownik. Nie ważne, czy z kuflem, nogą od stołu, czy krótkim mieczem, który miał przewieszony w poprzek na plecach na wysokości lędźwi, ten niewysoki, bo mierzący ledwie sto siedemdziesiąt centymetrów, szczupły rudzielec z lekką łysiną na czubku potrafił się nie tylko bronić, ale i ostro kąsać.
Podczas podróży z chęcią udzielał lekcji szermierki innym, jeśli tylko był o to proszony. Okazywało się wtedy, że dysponuje również poczuciem humoru, a nawet cierpliwością.

Widok opustoszałej osady nie podobał mu się wcale. To nie jest normalne, że rybacy porzucają dorobek swojego życia. Razem z resztą odstawił wierzchowca i dobytek do stodoły, radząc by nie zdejmować siodeł, dopóki nie wrócą z rekonesansu. Zdjął swój brunatny podróżny płaszcz z kapturem, który doskonale chronił przed deszczem i wiatrem na szlaku, ale ze względu na ciężar był niepraktyczny w walce i ruszył z Nilsem na zwiad.
Miał na sobie prostą, ale praktyczną zbroję skórzaną utwardzaną w oleju i wzmacnianą stalowymi ćwiekami, kolcze ochraniacze na uda i wysokie buty z ochraniaczami na piszczele i ścięgna. W prawej ręce trzymał swój ulubiony krótki miecz jednosieczny o klindze lekko zakrzywionej przy końcu, ale nadal pozwalającej na dźgnięcia, do lewej przytroczony miał puklerz.

To co interesowało Eckharda najbardziej, to tak zwane "żywe dusze" - żyjące ludzie, ale także zwierzęta gospodarcze. Wchodził do chat jak do siebie, pewnie ale zachowując ostrożność. Oczywiście, nie pogardziłby monetami, czy innymi dobrami, jeśli trafiłyby się, jednak przede wszystkim szukał kogoś żywego. Może śladów walki? Krwi?
Jego wzrok poszukiwał też innych śladów mogących sugerować, że wieśniacy zostali zaciągnięci, a może pogrzebani gdzieś w okolicy?

Niski wzrost, ciemno rude włosy może i były charakterystyczne, ale to, co było najbardziej przyciągające uwagę to magnetyczne spojrzenie nietypowych oczu. Eckhard miał bowiem lewą tęczówkę w kolorze popiołu, prawą zaś w kolorze ciemnego piwa. Już samo to powodowało, że trudno było się wyzwolić z spod jego spojrzenia, ale spore oczy w kształcie migdałów potęgowały efekt sprawiając, że nie raz mężczyzna był w stanie "unieruchomić" przeciwnika samym spojrzeniem.

- Jak daleko stąd uda nam się dojechać przed zmierzchem? - spytał Nilsa, gdy wędrowali po opustoszałej wsi. - Znajdziemy lepsze miejsce na noc niż coś z kominkiem pod strzechą? - jego głos był w gruncie rzeczy przeciętny. Ani niski, ani piskliwie wysoki. Jeśli trzeba by go scharakteryzować, to był raczej cichy niż głośny i zdecydowanie nie melodyjny. Szorstki niczym zarost na brodzie.

 

Ostatnio edytowane przez psionik : 06-11-2017 o 18:50.
psionik jest offline  
Stary 07-11-2017, 11:53   #8
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9922 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Na pytanie Eckharda, Nils odparł, że pewnie znaleźliby jakąś przydrożną gospodę, ale wszystko zależało od pogody, która niestety z każdą chwilą się pogarszała i było pewne, że czeka ich oberwanie chmury. Najlepiej było więc zostać w opuszczonej osadzie, niż dać się złapać ulewie na szlaku. Tak też uczynili.

W wiosce nie znaleźli właściwie niczego, za czym się rozglądali. Żadnych zwierząt, żadnych cenniejszych przedmiotów ponad miedziane sztućce i jakieś stare koce, żadnego jedzenia nadającego się do spożycia, choć Maud nie miała żadnych oporów, by zabierać ze sobą wszystkie napotkane rzeczy, które w jej opinii mogły się jeszcze przydać. Nie było śladów walki, zatem rybacy musieli opuścić to miejsce z własnej woli i w niezbytnim pośpiechu. Krótki rekonesans Nilsa i Gereke po okolicy też nie przyniósł żadnych odpowiedzi na pytania odnośnie osady. Wszędzie było cicho i spokojnie. Pewnie dla nich za cicho i za spokojnie. Wyobrażenia Ludo o potrawce na cebulce czy buraczkach i dzbanie miodu szybko zderzyły się z rzeczywistością, gdyż niziołek nic takiego nie odnalazł. Żadnej rybki, żadnej jabłonki. Musieli więc polegać na swoich zapasach.

Zostawiając konie w stajni przy obroku, rozejrzeli się za najlepszą z chat i padło oczywiście na największą, należącą pewnie do wójta osady. Sala jadalna była spora, kominek wciąż zdawał się być sprawny, więc napalili w nim i zabrali się za przyrządzenie posiłku, przy czym oczywiście najbardziej ożywiony był Ludo. Nie minęło wiele czasu, jak siedzieli przy jakiejś gorącej, pięknie pachnącej zupie, do której niziołek nawrzucał przeróżnych rzeczy znalezionych u kompanów. Z chlebem i podpłomykami smakowała wybornie.


Byli mniej więcej w połowie obiadu, gdy z nieba lunęło rzęsistym deszczem, tłukącym ciężkimi kroplami o szyby, dach i parapety. Mogli jedynie cieszyć się, że znaleźli ciepły kąt i z miską gorącego wywaru obserwowali to, co działo się na zewnątrz. Czasami, by poczuć w środku radość wystarczyły najprostsze rzeczy i takich właśnie doświadczali. Rozmawiali, zajadając zupę, a płonący w kominku ogień skutecznie walczył z półmrokiem, który coraz szybciej i głębiej wdzierał się do zajmowanej przez awanturników sali.

Ponura, mroczna atmosfera nie skłaniała do wyruszenia na szlak, zwłaszcza, że deszcz nieco zelżał dopiero, gdy już się ściemniło. Nils i Andreas dojrzeli więc koni, a te, choć najedzone, były dość niespokojne, co zwróciło uwagę obu mężczyzn, którzy podzielili się tą informacją z pozostałymi. Wszyscy trwali więc w gotowości, choć nic podejrzanego się nie zdarzyło. Wieczorem znów zaczęło lać, akurat, gdy zasiadali do kolacji. Takie tkwienie w podejrzanym miejscu nie na wszystkich działało dobrze, ale obecnie nie było sensu przedzierać się przez okolicę i ulewę. Musieli liczyć na to, że nazajutrz pogoda się poprawi.

Siedząc nad posiłkiem rozmawiali, choć nie opuszczało ich uczucie, że nie są tutaj sami. Że coś jest w mroku, bądź na zewnątrz, co ich obserwuje i być może tylko czeka, aż położą się spać? Takie przeczucia nigdy nie zwiastowały nic dobrego, choć w rzeczywistości nie działo się nic podejrzanego. Nagle jednak płomień w kominku zamigotał, jakby pchnięty podmuchem wiatru. Wiatru, którego nie odczuło żadne z nich. W sali zrobiło się chłodno i zdawało się, że temperatura wciąż spada, gdyż przy każdym wydechu widzieli obłoczki pary opuszczające ich usta. Potem usłyszeli ciche szepty. Dochodziły zewsząd. I znikąd. To był kobiecy głos, byli tego pewni.

Wtem główna sala rozbłysła oślepiającym światłem, a gdy ich wzrok powrócił do normalności, ujrzeli unoszącą się pod sufitem na wpół przezroczystą postać od której biła zimna, błękitna energia.


Nie było wątpliwości, że mieli przed sobą ducha, o których słyszeli w legendach i pieśniach podpitych bardów. Nils, Andreas i Ludo krzyknęli, podrywając się na równe nogi i niemal w jednej chwili cofając dwa kroki. Gereke, Maud i Eckhard zastygli w miejscu, czując, jak gardło ściska im strach, a po plecach przetaczają się mroźne ciarki. Pomimo, iż kobieta była niemal przezroczysta, mogli dojrzeć jej piękną kiedyś twarz, na której widniały teraz niezabliźnione rany. Miała na sobie podartą w wielu miejscach suknię, którą niegdyś musiała wzbudzać zachwyt. Odwróciła w końcu głowę w ich stronę, patrząc oczyma pozbawionymi źrenic.
- Pomóżcie mi... proszę... - Jej chłodny, niepozbawiony jednak nadziei głos odbijał się echem po sali. - Pomóżcie, tylko w was mogę mieć ratunek...

Unosiła się wciąż pod sufitem, czekając na reakcję zaskoczonych i wystraszonych śmiertelników.

 

Ostatnio edytowane przez Tabasa : 07-11-2017 o 13:10. Powód: drobnostki.
Tabasa jest offline  
Stary 07-11-2017, 13:05   #9
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 4661 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Gereke, po dłuższej chwili szoku, pędem ruszył w kierunku wyjścia. Doskonale wiedział, że istnieją na świecie rzeczy dostępne i widoczne jedynie dla niektórych, wybranych. Ale wiedział również, że zjawy z opowieści, które do tej pory słyszał, nigdy nie były czymś dobrym. Ta na przyjaznego duszka nie wyglądała również... Nie było z resztą czasu by się nad tym zastanawiać, w obecnej sytuacji trzeba było wiać… I to prędko… A mógł zostać, jak planował, przy wierzchowcu, wtedy w drodze pewnie już by był.

Pogoda, czy niepogoda, lepiej zmoknąć, niż zginąć. Dość szybko okazało się, czemu to miejsce opuszczone. Mógł mieć jedynie nadzieje, że opuszczone ono zostało, gdyż mieszkańcy zdołali uciec… Mógł też mieć nadzieję, że nie jest już za późno, by to miejsce samemu opuścić... W krótce pewnie miało się to wszystko okazać.
 
AJT jest offline  
Stary 07-11-2017, 13:58   #10
 
Hakon's Avatar
 
Reputacja: 20138 Hakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputacjęHakon ma wspaniałą reputację
Andreas ruszył jak mówił do największego domostwa. Ręka na mieczu cały czas spoczywała dodając mu otuchy. Druga natomiast trzymała lekko opuszczoną tarczę.
Niby we wiosce było spokojnie, ale piętnaście lat z życia w lesie nauczyło go ostrożności.
Wypatrywał w oknach ruchu. Na skraju wioski krzaki się ruszyły i Andreas przystanął i patrzył przez czas jakiś w tamtą stronę. W końcu stwierdził, że to z pewnością wiatr lub jakieś zwierzę.


Gdy dotarł do drzwi domu otworzył je jakby wchodził do swojego mieszkania. Ubezpieczając się tarczą i chwytając rękojeść miecza wkroczył czujnie do środka i nic zaskakującego nie znalazł.
- Jest tu kto?- Zapytał dość donośnym głosem i nasłuchiwał przez chwilę. Cisza jednak mu odpowiedziała i szum liści na dworze.

Andreas uspokoiwszy się zaczął przetrząsać domostwo. Nie raz robił podobne manewry i zazwyczaj wiedział gdzie prości mieszkańcy mogli trzymać kosztowności.
Oczywiście znalazł parę skrytek ale pustych. To wskazywało, że mieszkańcy tego domu i zapewne całej wsi wynieśli się zabierając co mogli i nie robili przy tym paniki.

***

Posiłki przyrządzone przez Ludo były zawsze smaczne. Lata spędzone w lasach i obozach nauczyły jeść Andreasa prawie wszystkiego i to niekoniecznie przyrządzone, ale nie mógł się nacieszyć, że jego kompanem była osoba tak zdolna w gotowaniu. Zapewne gdyby była kobietą i do tego ładną już Oczko by nie odpuścił jej i razem grzali nocami posłania.

Ulewa przyszła tak jak się spodziewali. Dwójka włóczykiji ruszyła by zadbać o konie. Wolberg już chciał iść z nimi lecz ciepło bijące z kominka i suchy kont powstrzymywały go od tego.
Podczas kolacji usiadł na drewnianym fotelu przy kominku i grzejąc sobie nogi zajadał potrawkę przyrządzoną przez niziołka. Łuk i strzały jak i cały dobytek zabrany z konia leżał obok oparty o ścianę.
Andreas prawie upadł zrywając się z krzesła i prawie wylewając zawartość miski. Nie mógł nic z siebie wydusić i tylko próbował się oddławić kawałkiem chleba przed chwilą jedzonym.

Gdy wreszcie się opanował, poczuł lekki swąd spalenizny i zorientował się, że kawałek jego ubrania na wysokości dupy zaczyna się przypalać. Odskoczył od ognia gasząc rękoma pośladki ale ciągle wpatrzony w ducha.
Ducha pięknej kobiety, bo zapewne taką była patrząc na jej rysy.
- Jak możemy pomóc Tobie Pani?- Zapytał pierwszy ducha gdy Gereke wyrwał się do ucieczki.

Andreas nie był typem bohatera, ale nie zamierzał ryzykować rozzłoszczenia ducha. Z resztą jeśli inni mają leprze pytania to wkrótce, o ile duch ich nie zabije zadadzą je. Jak zamierzają wszyscy zwiać to wąsacz miał już upatrzone okno przez, które będzie wyskakiwał.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 07-11-2017 o 14:01.
Hakon jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166